niedziela, 1 kwietnia 2018

Od Aserysa do Olivii

Przez sekundę patrzyłem w ciszy na Olivię, w żadnym stopniu nie pojmując sensu jej pytania. Jazda konna to jazda konna, o co innego mogłoby mi chodzić, jeśli nie o jazdę na czterokopytnym stworzeniu zwanym koniem? Nagle doznałem olśnienia. Zmarszczyłem z namysłem brwi i wybuchnąłem gromkim śmiechem, który poniósł się dźwięcznym echem po całym pokoju. Brzmiał lekko i szczerze. Można mi było zarzucić wszystko, ale nie to, że nie umiałem się śmieć. Zasłoniłem usta wierzchem dłoni i oparłem się drugą dłonią biurko, wiedząc, że jeśli tego nie zrobię, najprawdopodobniej zacznę się tarzać po podłodze.
- Nie myślałaś, że chyba ja... - ugiąłem się pod nową falą wesołości -...za coś takiego chciałbym... - Spojrzałem na Olivię i zatoczyłem się ze śmiechu jeszcze raz, widząc jej bezbłędny wyraz twarzy, dokładnie tak, jakby ktoś właśnie sprzedał mi dowcip stulecia. - Naprawdę nie myślałaś, że chyba mógłbym... Och nie, jaki wstyd! - Spojrzałem na nią, kręcąc głową w wyrazie dezaprobaty i przybierając na twarz wyraz żartobliwego skarcenia. Po chwili musiałem ponownie zakryć usta ręką, by stłumić ostatnią falę śmiechu.
- No co? - zapytała oskarżycielskim tonem, lecz cały groźno-stanowczy elekt zniweczony został przez wydawany przez nią dziewczęcy chichot. Nie wiedziałem, czy ta sytuacja bawiła ją w takim samym stopniu jak mnie, czy może po prostu zaraził ją mój śmiech, ale cieszyłem się, że nie jest już taka ponura jak wcześniej.
- Nie mam pojęcia, Olivio, czego zażądała od ciebie w zamian osoba, która ostatnim razem bandażowała ci nogę, ale ja wbrew pozorom nie miałem niczego takiego na myśli. - Usiadłem na krześle, które uprzednio zajmowała Olivia i, opanowawszy się już nieco, podałem jej spodnie.
Nie powiem, sugerowana przez Olivię forma zapłaty za moją drobną przysługę nie była wcale taka zła, jednakże... Czułem się poniekąd rozczarowany faktem, iż białowłosa myślała, że zaoferowałem jej pomoc, zaprosiłem do pokoju i byłem wyjątkowo uprzejmy, ponieważ chodziło mi tylko o jedno. Zgoda, zawsze mogłem tak postąpić, lecz koniec końców nie byłem aż tak płytki. Och, no zgoda, w stosunku do płci przeciwnej zdarzało się, że czasami jednak byłem, niech będzie, ale... nie tym razem. Pomogłem jej z dobroci serca, tyle w tej sprawie.
Olivia zabrała spodnie i bez słowa zaczęła się ubierać. Tym razem grzecznie skupiłem wzrok na suficie, a nie na jej obłędnych nogach. Uświadomiłem sobie, że nic dziwnego, iż wpadła na taki pomysł, skoro jeszcze przed chwilą przyglądałem się im w dość... jednoznaczny sposób. No cóż, nie moja wina, jestem tylko facetem.
- Idziesz czy nie? - zapytała białowłosa, zmierzając do drzwi.
- Gdzie?
- Do stajni. Chyba miałam cię uczyć jeździć, racja?
Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Czyli jednak się zgadzasz? - podniosłem się z siedzenia, przeciągnąłem leniwie i spojrzałem jej w oczy. - Wspaniale. Chodźmy.
Gdy opuściliśmy pokój, ze szczęknięciem przekręciłem w zamku klucz i wsunąłem go do tylnej kieszeni spodni. Ruszyliśmy niemal pustym korytarzem w kierunku stajni. Droga nie była długa, jako że mój pokój znajdował się na wylocie.
Po dotarciu na miejsce Olivia poprowadziła mnie do boksu swojego konia. O ile w ogóle dało się go tak nazwać.
Szczerze mówiąc, gdy myślałem o koniu Olivii, miałem na myśli drobną siwą klaczkę o jedwabistej sierści, lśniących kopytkach i grzywie zaplecionej w słodkie warkoczyk, ewentualnie dużego, grubiutkiego, lekko ślamazarnego kucyka o uroczej aparycji i porośniętych gęstą sierścią pęcinach, ale na pewno nie TO COŚ.
To była kara bestia. Ashley był zdecydowanie największym koniem, jakiego miałem okazję kiedykolwiek wyglądać. Mierzył pewnie grubo ponad dwa metry w kłębie i być może miałbym problem, aby pogłaskać go po nim ręką. O ile dobrze pamiętałem, rasa, której był przedstawicielem, nie należała do spokojnych pożeraczy trawy. Po moich plecach przebiegł dreszcz. Nie wątpiłem, że zwierze byłoby zdolne jednym kłapnięciem pyska odgryźć mi dłoń albo zamaszystym kopnięciem potężnych nóg wysłać prosto na tamten świat.
- TO? - wycelowałem palec prosto w nos konia (oczywiście zachowawszy bezpieczną odległość...) i oskarżycielsko spojrzałem na Olivię, dokładnie tak, jakby to ona odpowiadała za niebotyczne rozmiary konia. - TO jest Ashley? - strzelałem przez chwilę rozgorączkowanym wzrokiem to na konia, to na dziewczynę. Musiało to wyglądać przekomicznie. - Błagam cię Liv, powiedz, że żartujesz i chodźmy do tego twojego kucyka...

< Olivia? XD >
Liczba słów: 683

Od Altaira do Hiyori

Byłem zadowolony po wczorajszym wieczorze z Hiyori. Widziałem w jej oczach, że dobrze się bawiła. Czułem, że będę musiał częściej z nią wychodzić. Nie mogłem patrzeć na jej łzy. Była piękna, niesamowita i... Altair. Przestań. Nie możesz. Jesteś diabłem w skórze anioła. Zranisz ją, nie kochaj i nie rozkochuj jej w sobie. Chcę, ale nie mogę. Chciałbym, aby była obok mnie na zawsze, ale... Skrzywdzę ją. Podniosłem się z łóżka. Kadar nadal chrapał, co po pewnym czasie stało się do zniesienia. Zauważyłem lampkę w telefonie, która oznaczała, że ktoś do mnie napisał. Odblokowałem komórkę.
Od Nitzan: Yo, słuchaj, byłem wczoraj na tym koncercie. Kim jest ta dziewczyna? Pierwsze widzę, abyś miał w oczach taki błysk! 
Do Nitzan: Moja znajoma. Podoba mi się, ale nie chcę jej zranić... Wybacz Nitzan, szykuję się i wychodzę. Miłego dnia ^^
Ubrałem się w pierwsze lepsze pasujące do siebie ubranie, po czym ujrzałem już buszującego przy moich nogach Archera. Pogłaskałem go, po czym poprosiłem, aby dzisiaj nie przeszkadzał Kadarowi i aby nie dokuczał temu jego cerberowi. W końcu i pożeraczowi trzeba trochę wolnego. Z uśmiechem wyszedłem z pokoju, a potem z akademika. Na podwórku rozłożyłem jedną parę skrzydeł i ruszyłem w stronę miasta. Prawie od razu rzuciło mi się na wzrok, jak ktoś szarpie się brązowowłosą dziewczyną, a na dodatek chce ją gdzieś zaciągnąć. Zanurkowałem, po czym z kopniaka uderzyłem mężczyznę w twarz, przez co ten upadł na ziemię, plując krwią. Spiorunował mnie spojrzeniem i oddałem mu tym samym.
-A-Altair?-zapytała przerażona dziewczyna.
Nie była to byle jaka dziewczyna, tylko moja kochana księżniczka, która cała blada stała jak wryta w ziemię. Osłoniłem ją własnym ciałem, nadal przyglądając się uważnie mężczyźnie.
-Zrobił ci coś? Skrzywdził cię?-zapytałem ją, delikatnie łapiąc jej rękę.
-Nadgarstek, ale to nic wielkiego...
-Jak on w ogóle śmiał ciebie dotknąć!-wrzasnąłem zmodulowanym głosem.
Słysząc samego siebie, wytrzeszczyłem oczy, nadal delikatnie trzymając dłoń dziewczyny. Wziąłem głęboki wdech i wydech, po czym spojrzałem na faceta, który widząc czerwony błysk w moim oku, wstał i zrezygnowany odszedł, burcząc coś pod nosem. Z uśmiechem odwróciłem się do dziewczyny, patrząc jej w oczy.
-Który nadgarstek?-zapytałem, gładząc lekko wierzch jej dłoni.
-L-Lewy...
Ująłem jej lewą dłoń, po czym ostrożnie podciągnąłem rękaw do góry. Zacząłem sprawdzać, czy nie jest złamana czy też skręcona. Musiałem być pewny, skoro ręka była czerwona i widocznie pojawiał się też siniak. Uśmiechnąłem się, kiedy mogła wykonywać wszystkie czynności.
-Nie martw się, to tylko siniak. Już jesteś bezpieczna...-szepnąłem, po czym pogłaskałem ją po głowie.
-A-Ale on... Tak nagle...-była widocznie przerażona.
-Nie bój się. Chodź tutaj.-przyciągnąłem ją najdelikatniej jak umiałem do siebie-No, już. Nikt ciebie nie skrzywdzi, kiedy ja jestem obok. Ci... Już, nie musisz się bać, dobrze?-starałem się ją uspokoić, gładząc jej plecy.
-D-Dziękuję...
-Księżniczko...-złapałem delikatnie jej podbródek, unosząc jej głowę do góry.-Pamiętasz co ci obiecywałem? Za to mi nie musisz dziękować. To jest wyłącznie coś, co chcę zrobić dla ciebie... Abyś była bezpieczna, abyś nie musiała się bać czy też martwić. Proszę cię, nie każ mi patrzeć na twoją bladą od strachu twarzyczkę i te szklane oczka, które zaraz już chciałyby wylać łzy...-szepnąłem jak najcichszym i jak najbardziej uspokajającym głosem mogłem.
-Altair. Jak mogłabym ci nie dziękować...
-Możesz. Nie potrzebuję twoich podziękowań. Jesteś dla mnie za ważną osobą, rozumiesz? Dlatego proszę. Nie płacz, nie bój się. Jestem obok ciebie i będę ciebie bronił pomimo wszystko...-szepnąłem i bardzo delikatnie pocałowałem jej policzek, przez co został lekko świecący się ślad.
Dziewczyna nagle się zarumieniła, po czym odwróciła się do mnie tyłem, łapiąc się za serce. Uśmiechnąłem się. Była nie tylko piękna, ale też i urocza. Zaśmiałem się cicho pod nosem, po czym delikatnie objąłem ją od tyłu.
-Nie wstydź się. Jestem twoim rycerzem. Zawsze będziesz śliczna, nawet z tymi czerwonymi plamami na policzkach...-przejechałem dłonią po jej policzku z uśmiechem.
-Oj! Cicho!-lekko pacnęła moją rękę, którą ją obejmowałem.-Ja wcale się nie czerwienię...
Zaśmiałem się, po czym wziąłem ją sobie na barana.
-Dobra, dobra. Znam takie wymysły. Mnie nie oszukasz, księżniczko.-spojrzałem na nią, odchylając głowę do tyłu.
Nagle delikatne, wręcz aksamitne dłonie dziewczyny zakryły mi oczy. Czyjeś wargi, miękkie, słodkie wargi dotknęły moich ust. Boże księżniczko, dlaczego ty mi to robisz... Chcę być z tobą, chcę być obok ciebie, ale co jak ciebie skrzywdzę...
-Jeżeli cię nie oszukam to przynajmniej będę szczera...-szepnęła i zabrała dłonie z moich oczu.
Teraz ujrzałem jej piękne różowe oczy, idealnie komponujące się  z czerwienią jaka była na jej policzkach. Zdjąłem ją z barana, po czym do siebie przyciągnąłem i pogładziłem po policzku. Uśmiechnąłem się i oddałem jej delikatny pocałunek, równie ostrożnie jak zrobiła to ona.
-Też nie mam zamiaru kłamać... Kodeks rycerski zabrania oszustw...-szepnąłem, przejeżdżając kciukiem po jej policzku.-Jesteś przepiękna...-dodałem również szeptem, co miało pozostać wyłącznie w mojej głowie, ale...
<następne opowiadanie>
<Hiyori?>
Ilość słów: 774

Od Hiyori do Altaira

Altair mnie zaprosił gdzieś na wieczór. Sama nie wiem, gdzie. Jest to jakąś wielką niespodzianką. Szczerze? To nie mogę się doczekać, co to będzie. Weszłam do pokoju po lekcjach i zaczęłam szykować się na to tajemnicze wyjście. Umyłam się, lekko umalowałam, wypryskałam perfumami. W końcu wyszłam z łazienki. Stanęłam naprzeciwko szafy, przeglądając jej zawartość. Co by tu włożyć? Problem jest w tym, że nawet nie wiem, gdzie idę, więc nie wiem, co mam ubrać nawet. Po paru minutach stania i oglądania szafy bez sensu, wybrałam czarne, lekko podziurawione jeansy, czarne buty na obcasie i koszulkę, która podkreślała kolor moich oczu. Na prawym nadgarstku zawiązałam swoją bransoletkę. Uczesałam włosy ponownie. Nagle usłyszałam, że ktoś puka do drzwi mojego pokoju. Otworzyłam drzwi, a moim oczom ukazał się Altair, który miał na sobie czarne spodnie i marynarkę oraz szarą koszulkę. Matko, jaki on jest przystojny... Czekaj, zaraz... O czym ja myślę... Hiyori ogarnij się! Znasz chłopaka od kilku dni. Nie dawaj się tak łatwo! Kogo ja oszukuję... Wszyscy chyba wiedzą, że nie dam rady tego zrobić.
-Wyglądasz oszałamiająco, księżniczko. Zapraszam- chłopak delikatnie się ukłonił, podając mi dłoń. Jest taki romantyczny i kulturalny... Czekaj, znowu to samo! Nie myśl o tym! Nie myśl o tym! O fuck, no i pomyślałam... Ostatnio zaczynam za dużo o nim myśleć. To robi się podejrzane.
-Dziękuję. Ty też jesteś niczego sobie.-pochwyciłam jego dłoń, po czym wyszliśmy z akademika. Po paru minutach drogi byliśmy na miejscu. Zobaczyłam mnóstwo plakatów z nazwą zespołu "Creed", a na nich wizerunek Altaira i paru innych gości. Trzymajcie mnie... On gra w zespole?! Cudownie! Trafił mi się anioł z nieba! W tym momencie przypomniały mi się czasy, gdy to my mieliśmy własny zespół. Trochę mi tego brakuje. Wspólnego śpiewania piosenek, pisania tekstu, wspólnych koncertów. Mieliśmy dużą szansę na sukces, ale los pokrzyżował nam plany. Niestety. I tak się cieszę, że Shoto wyszedł z tego cało i wciąż jest tu z nami. Było ciężko go odratować, ale udało nam się. Ja i Rin nie daliśmy za wygraną. Ha! My się nigdy nie poddajemy, jeżeli chodzi o naszą rodzinę. Nawet, jeżeli chodzi o Erena. Odzyskamy go kiedyś, za wszelką cenę. Ale nie teraz o tym. Altair zaprowadził mnie do pierwszego rzędu i powiedział, bym się nie ruszała, bo mogą mi zająć miejsce. Zrobiłam tak, jak powiedział. Stałam cierpliwie w miejscu i czekałam, aż kurtyna się podniesie i ujrzę białowłosego wraz z jego zespołem. Wreszcie nadszedł czas, gdy koncert rozwija skrzydła i zaczyna grać muzyka! Jak ja to uwielbiam! Altair powiedział coś do publiczności i wciągnął mnie na scenę. Dawno na niej nie byłam... Czuję się tu swobodnie. Czuję się przy nim taka szczęśliwa i ... wolna... Zaczęliśmy tańczyć, a Altair śpiewał ten piękny, melodyjny utwór. Ma piękny głos. Z przyjemnością go słuchałam i tańczyłam. Czas zleciał nam bardzo szybko. Nim się oglądnęliśmy, było około 2 w nocy. Altair zaniósł mnie do pokoju i położył na łóżku, całując mnie w czoło, a następnie wzleciał w powietrze i zniknął. Ja natomiast zamknęłam oczy i zasnęłam dość szybko, rozmyślając o białowłosym chłopaku o złotych oczach...
---
Wstałam rano, zaspana i z obolałymi od tańca w szpilkach nogami. Nosz co mnie podkusiło, by nałożyć wysokie szpile. Teraz będę cierpieć cały dzień... Jakoś zwlokłam się z łóżka, chociaż szło mi to mozolnie. Poszłam do łazienki i się ogarnęłam. Następnie ubrałam niebieskie jeasny i białą koszulkę z krótkim rękawem, a do tego białe trampki. Dzisiaj miałam dzień wolny, więc zastanawiałam się, co by tu zrobić ciekawego... Nagle usłyszałam wibracje telefonu i dźwięk powiadomienia z portalu społecznościowego. Rin napisał na naszej grupie wiadomość. Odblokowałam telefon i odczytałam ją.
Od Rin: Hej, hej śpiochy... Wam też nie chce się tak strasznie wstawać?
Od Shoto: Ja pierdole, lepiej nic już nie mów. Katastrofa z masakrą...
Od Hiyori: Ja już ubrana, ale nie wiem, co ze sobą zrobić.
Od Rin: Hmmm... Może wyskoczymy gdzieś razem, co wy na to?
Od Shoto: Ja odpadam, sorki. Po pierwsze: nie chce mi się jak cholera, a po drugie: dzisiaj przychodzi do mnie Shura.
Od Rin: Łoohoooo! Shoto ma kogoś na oku!
Od Shoto: Zamknij mordę, nie prawda... ;-;...
Od Hiyori: Taaaaa, jaaasne. Widać xD.
Od Rin: Cienias jesteś i tyle. Dobra Hiyoriś, wpadnę do ciebie i może razem pogramy lub pośpiewamy? Strasznie mi się nuuudzi...
Od Hiyori: Jasne, czekam. Do zobaczenia!
Odłożyłam telefon. Długo nie czekałam. Rin zjawił się w pięć minut na moim balkonie. Otworzyłam mu.
-Szybki jesteś.
-Daaa? Skrzydła robią swoje, haha. Tooo, ja gitara ty śpiewasz, czyy jak wolisz?
-Mi pasuje. Dawaj. Później się zamienimy.
Śpiewaliśmy sobie parę godzin. Rin musiał już zmykać. Pożegnał się ze mną, a ja nadal nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Może pójdę na zakupy? W sumie, czemu nie? Ubrałam się do wyjścia i przekroczyłam próg drzwi. Szłam spokojnie chodnikiem, aż nagle ktoś złapał mnie nienaturalnie silnym uściskiem, który wręcz miażdżył mój nadgarstek... Kto to...
<Altair?>
Ilość słów: 804

Od Misaki do Takeshiego

Patrzyłam z przerażeniem na to, co robił chłopak. Jednooki ghoul? Było tutaj o nim głośno. Planowali sprawdzić, czy po przeszczepieniu mi kawałka jego kagune, będę mogła go używać. To tak bolało, kiedy przygotowywali mnie do tego. Cała byłam w jeszcze świeżych nacięciach, które nachodziły na moje blizny. Nie hamowali się. Z mojej skroni płynęła krew, wręcz wodospadem płynąc na ziemię. Odczuwałam coraz większe zmęczenie, wisząc na ścianie i mając nadal spuszczoną głową. Ten chłopak... W jego oczach widziałam siebie. Siebie, kiedy zostałam tutaj zamknięta... Walczyłam do ostatniej kropli mego marnego zdrowia. Raz nawet straciłam kontrolę. Niestety, moje kagune było za słabe, abym stąd uciekła. Nagle zauważyłam, że Jednooki na mnie patrzy. Nasze spojrzenia się spotkały, a ja poczułam strach i miałam takie deja vu. Jakbym znała to spojrzenie. Nagle jego kagune ostrożnie rozerwało łańcuchy, a kiedy spadałam na ziemię, ono mnie złapało i lekko przeniosło w pobliże chłopaka. Postawiło mnie na ziemi, nadal mnie lekko podtrzymując. Rozejrzałam się, po czym ponownie popatrzyłam mu w oczy.
-Po co mi pomagasz? -zapytałam, podtrzymując się bezsilnie na kagune.
-Bo ty chciałaś pomóc mi.
-To teraz pomogę ci uciec... -szepnęłam, po czym złapałam jego dłoń. -Nie pozwolę, abyś tutaj został...
-Dzięki, ale już za niedługo nie będzie miał tu kto zostać... -mruknął.
Delikatnie zacisnęłam jego dłoń, po czym mimo krwi na twarzy i ciele uśmiechnęłam się.
-Nie puszczaj mnie. Wydostanę nas... -szepnęłam, po czym podeszłam do ściany.
-Ledwo co chodzisz... Chodź. -wskazał na swoje plecy.
-Nie, nie trzeba. Dam radę. -złapałam jego ramię, stając nieco bliżej.
-Mówisz? -pociągnął mnie do dołu razem z sobą, bo w naszą stronę leciało ostrze.
Prychnęłam, po czym odchyliłam głowę do tyłu, a moje oczy przybrały czarną barwę. Zaśmiałam się.
-Duch się w każdym poniewiera, że czasami dech zapiera. Tak by gdzieś het gnało, gnało, tak by się nam serce śmiało. Do ogromnych, wielkich rzeczy, a tu pospolitość skrzeczy, a tu pospolitość tłoczy, włazi w usta, uszy, oczy... -powiedziałam, przy czym zaczęłam rechotać jak psychopata i rozłożyłam swoje kagune-Jestem... Głodna... -mruknęłam z poważnym wyrazem twarzy.
Moje ukaku pokrywało dziwne, czarnoczerwone coś, co bardzo je osłabiało. Czułam to. Jednak byłam pewna, że pokonam tego naukowca. Zaśmiałam się, łapiąc swój łokieć, po czym w mgnieniu oka znalazłam się za mężczyzną.
-Czas spać, pojebie... -szepnęłam, po czym polizałam jego policzek. -Dobranoc...
W tym momencie, głowę naukowca przebił pocisk z moich skrzydeł. Mężczyzna opadł na ziemię, a ja oderwałam mu rękę i zaczęłam ją ze smakiem jeść, siadając przy trupie. Spojrzałam chłopaka, który patrzył na mnie ze zdziwieniem. Przechyliłam głowę, żując nadal mięso w ustach z których wypływała krew.
-Też chcesz? -zapytałam, śmiejąc się.
-Nie, nie chce mi się.
-Pozwolisz mi szybko zjeść, a potem pójdziemy dobrze? -zapytałam, gryząc trupa i odrzucając kość jego ręki.
-Ta.
Zaczęłam szybko jeść. Minęło zaledwie pięć minut, a z trupa zostały obgryzione do bieli kości. Zaśmiałam się, ocierając twarz z krwi. Po chwili moje oczy wróciły do normalności, a ogromne i teraz silne kagune ukryło się. Złapałam dłoń chłopaka, po czym weszłam w ścianę.
-Nie puszczaj mnie. Przejdziemy tędy, potem przez mur i będziemy wolni.-powiedziałam,zaciskając mocno jego dłoń- Jak się nazywasz?-zapytałam cicho.
-Takeshi...
-Ja jestem Misaki. Miło mi bardzo ciebie poznać.
Przeszliśmy na zewnątrz, po czym nadal niewidzialni przeszliśmy przez mur labolatorium, a ja weszłam z nim do lasu. Tam puściłam jego dłoń i odwróciłam się do niego.
-No... To ja chyba już pójdę. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy i... Dziękuję, że wywołałeś to wszystko, dzięki czemu mogliśmy uciec. Gdybyś miał problem... Pomogę. -powiedziałam, ocierając czoło z krwi.
-Dzięki, ale muszę coś jeszcze zrobić. -odwrócił się i zaczął biec do labolatorium.
Chciałam go zatrzymać, ale wiedziałam, że mnie nie posłucha. Zrezygnowana pobiegłam do lasu i tam znalazłam polanę, na której wcześniej mieszkałam. Takeshi, co masz zamiar zrobić... Dlaczego tam wróciłeś? Chcesz, aby znowu ciebie pojmali? Proszę, wyjdź z tego cało. Proszę, pozwól mi ciebie jeszcze raz zobaczyć, poznać. W końcu... Uratowałam ciebie, a ty uratowałeś mnie...
<następne opowiadanie>
<Takeshi? >
Ilość słów: 650

Od Takeshiego do Misaki

Schwytali mnie. Podstępne żmije. Wstrzyknęli mi coś do mojego krwiobiegu, przez co nie dałem rady się bronić. Moje kagune nie chciało wyjść, nie chciało się stworzyć, nie chciało się nawet ruszyć. Moje kakuhou było jakby zablokowane. Kłódka, która zatrzymuje, ściska i blokuje całe moje ciało. Nic nie mogłem zrobić. Ta substancja... Dzięki niej szybko straciłem przytomność i wszelkie siły. Pierdolone świnie. I kto to mówi, że to ghoule są bezwzględnymi brutalami, którzy nie mają za grosz szacunku i kultury. Haha! Dobre sobie... Ludzie nie różnią się niczym od ghouli. Gdyby musieli, pożeraliby się nawzajem i błagali na kolanach o litość wśród innych. Są jak psy. Przymilają się i przyjaźnią ze swoim właścicielem, który w tym przypadku jest drugim człowiekiem, ale, gdy ich instynkt weźmie górę, gdy będą w niebezpieczeństwie albo gdy głód będzie ściskać ich żołądki, rzucą się na tego jakże kochanego i oddanego przyjaciela, bez żadnych skrupułów. Pasożyty. Czerpią przyjemność z zadawania bólu innej rasie. Dlaczego? Bo zazdroszczą nam, wszystkim nadnaturalnym, naszych zdolności. Uważają, że to błogosławieństwo, że dzięki temu mogliby uratować tyyyyle ludzi, tyle istnień ziemskich. Haha, szkoda, że ich cele nie są w rzeczywistości takie szczytne. Gdyby posiadali taką moc, pozabijaliby się nawzajem. A o co? O władzę, o miejsce na świecie, o pożywienie, o terytorium, o kobietę, o skrawek własnego miejsca... Historia lubi zataczać błędne koło. Głupcy. Myślą, że ta moc, to przyjemność? Że czerpię z tego radość? Że rozpiera mnie duma, że ją mam? Kto może być dumny i radosny, gdy jest przeklęty i skazany na piekło od urodzenia. Kto byłby szczęśliwy, mając tak morderczą naturę. Możesz ją zaakceptować. Może ci ona nie przeszkadzać. Ale nigdy nie pomyślałbyś o niej, jak o łasce zesłanej z nieba. Żadna nadnaturalnie obdarzona osoba ci tego nie powie, chyba, że postradała zmysły i jest szalona. Gdybyśmy tylko mogli wybrać... Wszystko byłoby inne. Nasze życie byłoby łatwiejsze. Nie brudzilibyśmy rąk krwią, nie bylibyśmy mordercami, krwiożerczymi bestiami, odrzutkami, wygnanymi ze społeczeństwa. Wszystko potoczyłoby się inaczej. Co z tego, że mam tą moc. Co ona mi daje? Potęgę? Władzę? Na pewno nie... Mimo tej jakże "wspaniałej" mocy, nie zdołałem uratować jednej osoby. Zabijałem ich tysiące, a nie zdołałem uratować przed śmiercią tej jedynej, najważniejszej dla mnie osoby. Czym więc jest ta moc? Czego oni pragną? Niech najpierw pomyślą i rozglądną się dookoła, jak wspaniałym życiem zostali obdarowani, a dopiero późnej zaczęli myśleć o tej mocy...
---
 Wprowadzili mnie do jakiegoś pomieszczenia. Czarno-białe, ogromne pomieszczenie, które było podzielone grubą szybą na dwie części. Krew lała się po ścianach. Skapywała z nich i tworzyła ogromną kałużę. Z sufitu zwisały narzędzia zbrodni. Zakrwawione noże, nożyczki, wszelkie ostrza i strzykawki. Dookoła grube łańcuchy, przybite końcami do ścian, by ofiara nie mogła się wyrwać. Z góry patrzą naukowcy... Szczęśliwi i uśmiechnięci, bo chroni ich hartowane, grube szkło, którego rzekomo nikt nie potrafi rozbić. Przecież tylu tu było i nikomu się to nie udało, więc po co się bać? Nawet im się czyścić tego nie chce, z tej krwi. Sami schludnie ubrani, w nędzne fartuszki, do których przypięte są plakietki z rangami, jakby cokolwiek znaczyły, a ofiary? Kim oni są, by stać na równi z nami, co? Niech klęczą i taplają się w tym syfie, bo  nie mają prawa stać przed nami. Nieźle. Zapowiada się ciekawie... Za szybą klęczała zakrwawiona, zmęczona, przykuta i ledwo żyjąca dziewczyna. Musi tu sterczeć od dłuższego czasu. Nie wygląda na taką, co by się nie broniła. Wręcz przeciwnie, walczyła do ostatniej kropli swej energii i krwi. Czyżbym nie docenił tych szmat? Warto uważać i się najpierw porozglądać, a dopiero później rozwalić ten cyrk. Przywiązali mnie do tych łańcuchów. Byłem związany i teoretycznie jeszcze słaby. Śmiali się z pogardą i patrzyli na nas. Dziewczyna dyszała i ciężko oddychała ze zmęczenia, a ja spuściłem głowę i zamknąłem oczy, by nie pokazywać im na razie swego oblicza. Wtedy nie byłoby zabawnie, prawda? Jedna z tych szmat wzięła mikrofon i powiedziała.
-No kochanieńki, powiesz nam, ile to 1000 minus 7?
W tym momencie w moje ręce wbiło się gigantyczne ostrze, a ja wrzasnąłem z bólu. Nadal próbowałem utrzymać zamknięte oczy, bo wiem, że moje szkarłatne oko już wyszło na żer. Nie chciałem odpowiadać tym szujom, ale wtedy wbili mi to coś głębiej w ręce.
-Odpowiadaj, chyba, że nie umiesz mówić i liczyć, haha!- wszyscy szydzili ze mnie i dziewczyny. Poniżali nas, jak tylko mogli. Otwierali te swoje gęby i śmiali się jak idioci, a ból narastał cały czas.
-993...
-Oooo, nasz nowy obiekt potrafi się bawić! Przynajmniej nie będzie nudno! Dalej!
Tak nami gardzili, że nawet brzydzili się użyć słowa "osoba" lub nawet "ghoul". Zaciskałem zęby ze złości i bólu, ale nie mogłem nadal nic zrobić, bo resztki tej walonej substancji wciąż blokowały moje kakuhou. Następnie rozcięli mi kawałek pleców i wbili ostrze w miejsce, gdzie było kakuhou. Zabolało. Cholernie zabolało, a ja wrzasnąłem i jęknąłem z przerażającego bólu, który przeszywał moje całe ciało, a w szczególności plecy.
-986...
-Bardzo dobrze! Zdolny jesteś... Ale czemu się zakrywasz włosami. Pokaż nam swoje pierdolone oczka!
Na tą wypowiedź szmat się nie odezwałem. Słono zapłaciłem, bo odwdzięczyli mi się za to. Jak hojnie...
-Nie jesteś rozmowny, co? Zaraz sprawimy, że morda sama ci się otworzy.
W tym momencie ostrze, które było wbite w plecy, odsunęło się, a jego miejsce zajęła wielka strzykawka.
-Gotowy? To zaczynamy!
Dziewczyna się zerwała i wrzasnęła.
-Nie! Błagam nie róbcie mu tego!
-Zamknij się szmato i siedź cicho! Nie znasz się na zabawie, więc się nie odzywaj...
Wbili w nią głębiej ostrze, a ona wrzasnęła. Ja za to poczułem, że kolejna substancja wpływa do mojego kakuhou, a kagune ją wchłania. Nie dałem rady nic powiedzieć. Nie dałem rady wrzasnąć ani wydusić z siebie najmniejszego i najcichszego dźwięku. Poczułem narastające ciepło w całym organizmie. Moje kagune... Coś się z nim działo. Bolało, piekło i parzyło. Chciało się wydostać jak najprędzej. Długo nie czekałem. Komórki RC szybko uformowały się w kagune. Sześć odnóg wbiło się w ściany, trzy w grube szkło, które dzieliło mnie z dziewczyną, a kolejne 3 w ścianę z łańcuchami. Jednak było coś nie tak. To nie było moje kagune, którego zazwyczaj używam. Kątem oka spojrzałem na jedną odnogę, ale tak, że nadal te szmaty go widziały. Co? Przezroczyste? Jak?! Jest przezroczyste, a w środku niego są żyły z... Prądem? Haha! Nieźle! Nieźle! Popełnili błąd. Duuuży błąd. Teraz potrafię się bronić i nie mam pojęcia, czy dam radę kontrolować tą formę. Mówi się trudno, żyje się daje, co nie?
-Haha! Pięknie! Pięknie! Nasz obiekt rozwinął skrzydła! Pokażesz nam swoje oczka, kochanieńki?
 -Hahahaha! - zaśmiałem się, bo nie mogłem wyjść z podziwu. Byli tak głupi, że nie wytrzymam. Oni myśleli, że sobie będę tak po prostu siedzieć i patrzeć jak cierpię ja i ta dziewczyna? Haha! Głupie ścierwa. Teatr czas zacząć! Czułem na sobie wzrok dziewczyny i tych szmat. Każdy mi się przyglądał i czekał na mój ruch. Spokojnie, już zaczynam. Wbiłem głębiej kagune w ścianę i szybę, przez co mur pękł, a szkło, mimo, że było grube, rozbiło się na kawałeczki. Po chwili zerwałem łańcuchy, przez które byłem związany i bezsilny. Wstałem i spojrzałem na nich. Wreszcie pokazałem swoje oko, na które tak bardzo czekali.
-C-co? J-jednooki? Cholera jasna! Kto was szkolił, wy pojeby!
Ooo, czyżby szmaty były przerażone? Oo, przykro mi z caaaałeeego serca. Szkoda, że zaraz zostaną po nich tylko zwłoki. Ta szyba była całkiem
niezła... Szkoda.
-Panie i panowie, chłopcy i dziewczęta!- rozłożyłem ręce na boki i zacząłem się zbliżać do hartowanego szkła- Będziemy świadkami historycznego wydarzenia, a mianowicie, walki między ghoulami, a biednymi i bezsilnymi ludźmi, który pragną nieco uwagi! Bez obaw! W cenie jest wszystko, czego potrzebujecie! A teraz, zaczynamy przedstawienie! Ciekawe, kto wygra...
Po moich słowach, wbiłem kagune w szkło, które pękło i rozbiło się. Zawsze jest ten pierwszy raz. Bez obaw... Wyjścia nie znajdą tak szybko... Zacząłem się ponownie zbliżać, a moje odnogi skierowały się do głów i szyj tych walonych szmat.
-Oto historia niesłychana! Moment, gdy pani zabija swego pana! Obie kocha pan! Obie wzięły dzban! Która więcej malin zbierze, tę za żonę pan wybierze! Tobie szatan stróż włożył w rękę nóż.
Siostra twoja rwie maliny. A ty? A ty? Nóż twój siny... Poczerwieniał krwią...  Na twej czarnej brwi. Niby kropla krwi. Kto wie z jakiej przyczyny? Od maliny? Lub kaliny? Kogo kocha pan i kto zebrał malin dzban...-wskazałem ręką na osobę, która mówiła do nas przez mikrofon, a następnie wbiłem kagune w szyje i głowy naukowców, zabijając ich. Spojrzałem na nadal wiszącą i przyglądającą się z szokiem dziewczynę, odchylając lekko głowę. Pójdę ją uwolnić. Nie zrobiła mi nic złego, a nawet próbowała mi pomóc. Czas rozwalić te więzienne łańcuchy...
<Misaki?>
Ilość słów: 1422

Witamy - Takeshi Naoki!


Imię i nazwisko: Takeshi Naoki
Pseudonim: Czarny Żniwiarz, Jednooki Król, Haise, Stonoga, Kumo (pająk), Kuro (czarny), Shiro (biały).
Wiek: 20 lat
Data urodzin: 20 grudnia
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Heteroseksualny
Partner: Wszyscy go unikają, więc nie ma nikogo przy sobie.
Klasa: III X
Kluby: Klub czytelniczy, klub sportowy: (Jazdy konna i Parkour)
Rasa: Ghoul
Specyfika: Takeshi nie jest zwykłym ghoulem. Inni przedstawiciele tej rasy mają dwoje szkarłatnych oczu. On za to ma tylko jedno. Jest to wynikiem tego, że jeden z rodziców był ghoulem, a drugi nim nie był. Przez tą mieszankę genów, Takeshi jest nieco silniejszy i potężniejszy niż zwykły ghoul. Był, a zresztą nadal jest różnie odbierany i nazywany, nawet wśród swoich. Potwór, Stonoga, Krwisty. Przezwiska, które już weszły w krew dla społeczeństwa. Takeshi nie specjalnie się tym przejmuje. Uważa, że jest taki, jaki jest i ma do tego pełne prawo. Przecież nie wybierał, kim ma sie urodzić, prawda? Nie jest jednak bez winy. Te przezwiska musiały się od czegoś wziąć... Co do kagune, posiada on rinkaku, które ma kształt podobny do macek. Ma, a przynajmniej na razie, sześć odnóg, które czasami robią, co chcą. Chłopak może je kontrolować, ale czasami jego kagune żyje własnym życiem. Takeshi przyzwyczaił się do tego i nie ma nic przeciwko. Pozawala na samowolne działanie kagune póki nie zrobi czegoś przesadnego. Posiada również kakuję, ale o tym później.
Charakter: Charakter Takeshiego trudno ująć w słowa. Jest to osoba dość... Specyficzna. Potrafi być przyjazny, miły, przyjacielski i pomocny, ale tylko dla osób, które uważa za godne uwagi. Nie oznacza to jednak, że się wywyższa. Uważa się za osobę równą innym, która ma takie samo prawo do życia, jak inne normalne, otaczające go osoby. Daje szansę dla każdego nowo poznanego osobnika, ale nie zawsze to oznacza, że będzie pałał do niego sympatią i że stanie się jego najlepszym przyjacielem. Po prostu go nie zabije i tyle. Miło, nie? Trzeba się dużo napracować lub nawet zaryzykować własnym życiem, by stać się jego prawdziwym przyjacielem. Chłopak zazwyczaj nie otwiera się przy nieznajomych i zamyka serce na klucz. Jest to dla niego wygodne. Nie musi się tłumaczyć, po co, dlaczego i na co. Ma przysłowiowe wyjebane i nie obchodzi go reakcja społeczeństwa. "Jestem jaki jestem i nie masz prawa mi tego zabronić. Nie masz takiej władzy". Nie lubi tłumaczyć się nieznajomym, dlaczego to zrobił. "Bo mi się tak zachciało, więc to zrobiłem". Nic dodać, nic ująć. Wcześniej, gdy był młodszy, to przejmował się tym, co myślą o nim ludzie. A teraz? Obojętne jest mu to, czy nazywają go mordercą, królem krwi czy brutalem. "Ludzie zawsze będą gadać i mordy im nie da się zamknąć pokojowo". Masz problem? Powiedz to w twarz, a nie obgadujesz mnie za plecami i myślisz, że tego nie słyszę. Oznacza to, że preferuje wyjaśnianie sprawy twarzą w twarz, a nie przez liściki i osoby postronne. Chcesz, to to powiedz, nie, to nie.  Nie ukrywa tego, że jest brutalny i czasami żąda krwi. Jest sobą i nie ma zamiaru tego ukrywać. Jest również jednookim ghoulem. Oznacza to, że jego żądza mordu i krwi czasem staje się większa niż u innych. Wtedy zabija i poluje na ludzi. Racje, jakie przyznaje mu szkoła, uważa, za niewystarczającą i obrzydliwą. Najczęściej wyrzuca je lub daje jakimś biednym lub starym ghoulom, które nie dają rady same zapolować. Co do "zwierzyny". Potrafi się dzielić zdobyczą. Nie jest takim typem ghoula, który zabiera wszystko dla siebie. Bierze tyle, ile potrzebuje i nic poza tym. Wbrew pozorom i naturze, szanuje ludzi, ale tylko takich, co szanują i jego. Innymi gardzi i szydzi. Jeżeli oni mogą go przeklinać, to on też tak może. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie, nie? Kroczy przez życie odważnie i broni tego, co dla niego słuszne. Ma gdzieś, czy ludzie myślą o tym źle i uważają jego czyny na haniebne. Broni tego, co mu bliskie, nawet za cenę życia i zdrowia. Kiedyś miał przyjaciela, osobę, która otworzyła siłą jego zakute więzami serce. Jednak stracił ją, co wywołało u niego niewyobrażalną złość. "On nic nie zrobił. Był niewinny. Bronił mnie". Szczerze nienawidzi delikwentów, którzy mu to zrobili. Gardzi nimi i chętnie by wszystkim zgotował los gorszy od śmierci. No, może poza tą jedną osobą, która go zaintrygowała...
Aparycja: Takeshi jest dość wysokim i wysportowanym mężczyzną. Ma bowiem 1,85 m wzrostu. Jego naturalny kolor oczu to szary, lecz jest jednookim ghoulem. Podczas głodu i negatywnych emocji, jego lewe oko staje się szkarłatne, to znaczy, że tęczówka staje się czerwona, a białko czarne. Prawe oko zawsze jest takie samo i nie zmienia swego koloru. Gdy jego kagune samo się uaktywnia lub chłopak je wyciąga, ale jest spokojny itp., jego lewa tęczówka staje się czerwona, ale białko nadal pozostaje białe. Co do włosów... Trudno określić ich naturalny kolor. Chłopak potrafi zmieniać barwę swej czupryny, jednak bazuje tylko na kolorach: białym i czarnym, a nie czerwonym czy fioletowym. Sam nie zna mechaniki zmieniania tych kolorów. Raz są połowiczne, raz całe białe, raz całe czarne. Raz zmieniają się po wpływem emocji, a raz chłopak sam może je zmieniać lub zmienia je podświadomie. Nikt, nawet on sam, nie wie, dlaczego tak się dzieje i na czym to polega. Jego cera i ogólnie skóra są dość blade, ale nie oznacza to, że ma anemię czy coś w tym stylu. Co do ubioru, chłopak preferuje ciemne ubrania. Czarny i biały to jego ulubione kolory, lecz na sobie preferuje ten ciemniejszy. Ze względu na dużą aktywność fizyczną, nosi często przylegające i przewiewne koszulki. Jednak mimo to, nie ma określonego stylu ubierania się. Gdy poluje lub ogólnie chodzi po mieście, często nosi swoją maskę, którą podarował mu jego przyjaciel. Co do wyglądu kagune. Sześć ogromnych odnóg, które wychodzą mu z dolnej części pleców. Chłopak może wyciągnąć naraz jedną odnogę, trzy, dwie, sześć. To nie ma znaczenia. Mienią się one kolorem krwisto- czerwonym. Kiedy jego kagune twardnieje, od nasady, czyli pleców jest ciemniejsze i tworzy tzw. krwiste ombre. Gdy przybiera postać odnóg stonogi, to właśnie przypomina stonogę. Jednak nie oznacza to, że jak twardnieje- to sześć odnóg. Chłopak może kontrolować, które i ile odnóg twardnieją i przybierają postać stonogi. To znaczy, że może mieć 2 odnogi zwykłe, 2 stwardniałe oraz 2 stonogi itd. Poza tym, na plecach,wzdłuż kręgosłupa, ma bliznę, która jest związana z użyciem jego mocy.
Głos: Simon Curtis
Pokój: Ma własne mieszkanie w wysokim wieżowcu, które jest nowoczesne i schludne.
Współlokator: ---
Zainteresowania:
-Jest dość zwinny, więc spróbował sił w parkourze,
-Poluje na ludzi, więc musi mieć celność, którą trenuje w klubie łucznictwa i strzelectwa.
-Lubi czytać książki, więc wstąpił do klubu czytelniczego,
-Potrafi jeździć konno. Uwielbia tak spędzać wolny czas.
Moce:
- Kagune Rinkaku- Kagune w kształcie macek, które jest ostre jak brzytwa i bardzo szybkie. Takeshi potrafi je kontrolować w pewien sposób, ale czasami jego kagune żyje własnym życiem i robi to, co chce. Chłopak nie ma zamiaru się sprzeciwiać temu i pozwala w jakimś stopniu na samowolne działanie kagune. Na razie, Takeshi może wytworzyć 6 odnóg, które mogą twardnieć, przypominając kryształ oraz zmieniać formę na nogi stonogi/skolopendry. Kagune Rinkaku charakteryzuje się dużymi zdolnościami regeneracyjnymi, a że Takeshi jest na dodatek jednookim ghoulem, to jego kagune jest silniejsze i ma większe umiejętności. Chłopak nie musi koniecznie wytwarzać 6 macek, czasami wytwarza jedną, czasami 3 itd. Nie ma określonej reguły ich tworzenia. Zazwyczaj przybiera tętno właściciela, przez co pulsuje zgodnie z rytmem jego ciała.
-Kagune Kakuja- Takeshi jest jednookim ghoulem, a do tego w przeszłości dopuścił się kanibalizmu, więc ta zdolność jest u niego naturalna, lecz nie za bardzo ją kontroluje. Jego wszystkie odnogi przybierają postać stonogi i są dużo większe, mocniejsze i silniejsze. Czasami na twarzy chłopaka można zauważyć maskę Kakuji, która przypomina ptasi dziób, ale nie zawsze się tak dzieje. Chłopak nie lubi używać tej mocy, bo może łatwo stracić nad sobą kontrolę, a tego wolałby uniknąć.
-Krwiste skrzydła- Takeshi potrafi wytworzyć skrzydła z własnej krwi, na których może latać. Polega to na jej skrystalizowaniu. Rozcina sobie wtedy plecy, wzdłuż linii kręgosłupa, a krew krystalizuje w formę skrzydeł (od tego właśnie ma bliznę na plecach). Gdy pada na nie światło, rozświetlają one wszystko wokół na czerwono. Jednak chłopak nie używa tej mocy zbyt często, bo kosztuje to jego bardzo dużo energii i utratę krwi. 
-Cień- Po matce, Takeshi odziedziczył zdolności posługiwania się cieniem. Najczęściej jest on wytwarzany w okolicach, gdzie znajduje się kakuhou. Przypomina wtedy kagune, ale nim nie jest. Czasami cień zaczyna oplatać jego całe ciało.
-Po pobycie w labolatorium, jego kagune zaczęło zyskiwać nowe moce i właściwości, ale chłopak nie ma zielonego pojęcia, na czym to polega i wciąż próbuje to odkryć. Wygląda wtedy tak, jakby było przezroczyste, a w środku gromadziły się kolorowe żyły i prąd elektryczny (patrz: zdjęcie w innych)
Rodzina: 
-Ojciec???-Takeshi nigdy nie poznał swojego ojca i nigdy nie widział go na oczy. Nie wie nawet, czy on żyje, czy nie. Tak naprawdę, to nic o nim nie wie. Jedyną rzeczą, jaką udało mu się o nim dowiedzieć to to, że był ghoulem.
-Brat/siostra ???-Jego rodzeństwo mieszka od urodzenia z ojcem, więc nic nie wie na jego temat. Nie zna nawet jego płci, więc nie mówmy nawet o rasie, czy imieniu. Jest jednak pewien, że istnieje.
-Matka Amari Naoki-Ukochana matka Takeshiego, która została brutalnie mu odebrana i zamordowana. Takeshi kochał swoją mamę i bardzo ją szanował. Brakuje mu jej w życiu.
Historia: 
Opisywanie całego życia jest bez sensu i jest nudne. Najważniejszymi wydarzeniami w historii Takeshiego jest poznanie tej jedynej, wyjątkowej osoby- Keijiego, który został brutalnie zamordowany przez delikwentów za to, że chciał pomóc swemu najdroższemu przyjacielowi. Drugim wydarzeniem jest pobyt Takeshiego w labolatorium, w którym spotkał tajemniczą i intrygującą dziewczynę zwaną Misaki Chihiro. 
Pupil: Arata
Inne: 
-Uwielbia latte,
-Czasami z nudów czyta książki,
-Lubi w pełni księżyca pojeździć na swoim wierzchowcu,
-Był w labolatorium i eksperymentowano na nim, przez co jego kagune zyskało kolejną zdolność.
-Jest ghoulem, więc nie może jeść ludzkiego pożywienia,
-Na plecach ma bliznę po używaniu swoich mocy.
-Jego kagune lubi czasem pośmieszkować i płata mu małe figle.
-Ma nawyk strzelania palcami.
-Potrafi pisać do góry nogami.
-Ma prawo jazdy na motor i samochód.
Kontakt: Wolfiek#1698 [discord], dominika.dryl@gmail.com [email]
Motto: "Musisz być silny. Nie daj satysfakcji nikomu, kto tylko czeka, aż się poddasz."
Źródła zdjęć: Pinterest, Google
Relacje: 
-Misaki Chihiro- dziewczyna, która razem z nim była w labolatorium, które eksperymentuje na istotach nadnaturalnych. Pomogła mu się stamtąd wydostać. Chce jej podziękować, ale nadal nie znalazł okazji, by to zrobić.
-Keiji- zamordowany przez delikwentów, dotąd najlepszy i jedyny przyjaciel Takeshiego, za którym tęskni.
Ważne opowiadania: ---
Inne zdjęcia:

Nowa zdolność po pobycie w labolatorium




Takeshi i jego zmarły przyjaciel

Witamy - Misaki Chihiro!

Imię i nazwisko: Misaki Chihiro
Pseudonim: Usagi (pseudonim jako ghoul w podziemiach) i Misa. Jako ghoul klasy SS ma miano Kuby Rozpruwacza. Nie znosi przezwisk, więc lepiej nie próbuj. No, chyba, że lubisz, kiedy ktoś ci ,,przypadkiem" zjada część ciała.
Wiek: 20 lat
Data urodzin: 1 lipca
Płeć: Kobieta
Orientacja: Biseksualna
Partner: Nie ma, boi się kochać.
Klasa: III X
Kluby: Klub Czytelniczy
Rasa: Ghoul
Specyfika: Chyba każda żyjąca istota na Arelionie zna ghoule, które przedstawiane są jako potwory, żerujące nocami na inne stworzenia. W sumie, to właśnie Misaki do nich należy. Jednak, czy ona chce nim być? Czy sobie to wybrała? Nie. Wyróżnia się ona spośród innych wyłącznie swoim dość potężnym i zaawansowanym kagune, dzięki któremu jej zwinność oraz szybkość przekracza nieco granice normy. Minusem jednak jest sama chęć mordu i ciągłego głodu, co niestety nieco miesza jej w szykach. Nie chce ona nim być, a tym bardziej nie chce jeść ludzi...
Charakter: Misaki jest dziewczyną o dwóch maskach. Jest to strona dobra oraz zła. Kiedy udaje zwykłego człowieka, wydaje się normalna, jest pełna uczuć, urocza, miła i nie stroni (czasami) od towarzystwa. Oczywiście, nie dla każdego jest taka wielkoduszna. Ostatniego czasu zmieniła się nie do poznania, całkowicie zamykając się na ludzi. Teraz opanowała ją strona zła. Jest ona wówczas lekkomyślna, bezwzględna, oschła i nienawistna do każdej chodzącej osoby wokół niej. Kiedy uaktywnia kagune, najlepiej nie zbliżać się do niej, bo to prawdziwe niebezpieczeństwo na dwóch nogach. Misaki czasami mówi, że jeżeli chcesz się do niej zbliżyć kiedy jest w złym humorze, najlepiej aby być ubranym w twardą jak kamień zbroję i miał czym się bronić. Jej kagune jednak przebije wszystko. Dziewczyna ta umie jednak pokazać swoją prawdziwą stronę, jednak wyłącznie dla osób, które wydają się jej bliskie i potrafią otworzyć jej serce. Wtedy jest ona troskliwa, miła, kochana i nawet nieśmiała! Nie daje nigdy sobą pomiatać, a kiedy ktoś próbuje to zrobić, niech szykuje się na szybką i bolesną śmierć. Ciemnowłosa czasami odczuwa strach od bycia w samotności, jednak kieruje się czasami myślą, że prawdziwi przyjaciele razem szukają samotności. Nie przywiązuje się do znajomych ze szkoły, bo wie, że nie są oni z nią szczerzy. Ma nadzieję, że kiedyś nadejdzie czas, kiedy znajdzie bliską sobie osobę, lub też osoby. Dziewczyna ma ogromną pasję do czytania. Gdyby ktoś zapytał ją o to, dlaczego, co, po co i w jaki sposób znalazła się w labolatorium, nie odpowiedziałaby. Ciągłe badania, leki, eksperymenty wywołały u niej częściową amnezję...
Aparycja: Misaki jest szczupłą, atrakcyjną dziewczyną. Jej wzrost wynosi 169 cm, a waży ona 53 kg, jej cera jest delikatna, w odcieniu porcelanowym, na której nie widnieje najmniejszy pieg, czy też pieprzyk. Na jej twarz bardzo rzadko wstępuje rumieniec, który ma odcień czerwieni z lekką domieszką różu. Jej skóra nie jest podatna na opaleniznę. Misaki posiada ciemnogranatowe oczy, kiedy ma postać człowieka. Gdy zaczyna polowanie jej białka stają się hebanowe, a tęczówki i źrenice obierają odcień szkarłatu. Nie wyróżnia się spośród tłumu niczym. Ma czarne włosy, które w jasnym świetle wyglądają na ciemnoniebieskie, a czasami nawet na błękitne. Są one ścięte w boba, którego grzywka zakrywa prawą część jej twarzy. Jej czupryna zazwyczaj nie jest pofalowana, choć zdarzało się jej kilka razy zmienić styl. Ma naturalnie proste włosy. Garderoba Misaki nie wygląda na obfitą w elegancję i innego typu ubrania. Zazwyczaj kupuje najtańsze ubrania w ciucholandach z działu męskiego. Raz na jakiś czas można ją zobaczyć w mundurku, który składa się z białej koszuli, czarnego swetra oraz czarnej spódnicy. Najczęściej ubiera ciemne szorty, niebieską koszulkę z długim rękawem i na to zieloną, bardzo luźną bluzę z krótkimi rękawami. Na stopach często ma jakieś trampki. Dziewczyna pracuje też w kawiarni, więc czasami, gdy tam zajdziesz, spotyka się ją w ubraniu służbowym. Na ciele Misaki jest wiele blizn, które są porozrzucane wszędzie i nie są one małe. To pamiątki po eksperymentach, które oszpeciły ją. Na plecach ma tatuaż w kształcie kościstych skrzydeł, który zrobiła sobie jeszcze przed trafieniem do labolatorium.
Głos: MYTH & ROID- Paradisus-Paradoxum
Pokój: 38 (jednak nie stać ją na wykupienie pokoju w akademiku. Mieszka w lesie)
Współlokator: -
Zainteresowania: Książki, książki i książki. Ma okrutnie mało zainteresowań. Lubi czasami też bić się z innymi, jednak jej umiejętności są na tyle potężne, że sam Król Delikwentów zaprosił ją do swojej grupy. Przyjęła zaproszenie, bo wiedziała, że dzięki temu będzie mogła w jakimś stopniu odizolować się od życia szkolnego.
Moce: 
-Kagune Ukaku- wyłania się z jej pleców pod postacią jednego skrzydła, a z czasem nauczyła się wytwarzać i drugie skrzydło, ale jest ono większe od tego pierwotnego. (Przywołanie drugiego skrzydła zajmuje jej długo, a na dodatek mocniej ją wyczerpuje) Jej siła wywodzi się głównie ze sprawności oraz umiejętności strzelania pociskami. Zazwyczaj atakuje swoich przeciwników szybko i z zaskoczenia. Może wywołać poważne uszkodzenia dzięki skupianiu całej swojej mocy na jeden atak lub wystrzeliwanie salwy pocisków. Z daleka jest w stanie wystrzelić ich wystarczająco dużo, by przerosły jej wrogów. Podczas pojedynczych ataków, jej kagune może opaść na dół. Nie może ona jednak długo utrzymać swojego kagune, im dłużej trwa walka, tym mniej siły jej pozostaje. Jak chce, może ona latać na Ukaku,
-Pseudo-elektrokineza- kagune Misaki wytwarza aurę przypominającą swoim wyglądem błyskawice, które powodują dodatkowe obrażenia, tego używa dość często, jednak wymaga to od niej bardzo dużo siły. Jednego możecie być pewni. Nie użyje tej mocy, kiedy ma przywołane oba skrzydła kagune,
-Nadludzka szybkość i zwinność- podczas walki, Misaki jest w stanie poruszać się na tyle szybko, by przeciwnik nie był w stanie jej namierzyć przez krótki okres czasu. Zazwyczaj korzysta z tego, kiedy atakujący ją namierzy, nigdy wcześniej. Umie uniknąć każdego pocisku, gdyż ma dobrze wykształcony wzrok oraz słuch. Unika dość dobrze strzałów nawet z pistoletu. Kiedyś zatrzymała kulę w palcach!,
-Duch-umiejętność, którą zyskała po wielu eksperymentach na niej w labolatorium. Wszczepili w jej ciało cząstki z "ciała" ducha, przez co dziewczyna umie przenikać przez obiekty. Może ona przekazać zdolność, poprzez dotknięcie, czyli jeżeli trzymałaby kogoś dłoń, mogłaby ona razem z tym kimś przenikać przez obiekty do czasu przerwania dotyku.
-Rozdarcie -to moc, której nie użyła nigdy, ale wie o jej istnieniu. Może ona wtedy rozedrzeć swoje Kagune, zmieniając jego typ. Tego jednak nie chce i boi się skorzystać, gdyż nie wie, czy będzie mogła wrócić do poprzedniego typu, czyli właśnie Ukaku.
Rodzina:
Senzaki Chihiro-kochany ojciec, który wszczepił w nią zalążek miłości. Zawsze szanował swoją córkę. Wiecznie się nią opiekował i starał się, aby nie ubolewała nad śmiercią matki. Zwykle polował, ponieważ Misaki oraz jej brat byli wymagającymi dziećmi w sprawie posiłków. To spowodowało, że został on zabrany do izolatki, gdzie prawdopodobnie zmarł. Był on ghoulem, którego kagune było bardzo podobne do Misaki.
Chise Chihiro-matka dziewczyny. Misa miała zaledwie roczek, kiedy ta umarła w czasie porodu jej brata. Nie pamięta wiele z tego okresu. Jedyne co pamięta, to uśmiech matki oraz jej opiekuńczy dotyk. Kobieta ghoul, jakiej kagune jest nieznane. Podobno była ona eksperymentem i dlatego też była Jednookim Ghoulem.
Kyoya Chihiro-młodszy brat dziewczyny, który pała wręcz nienawiścią do niej. Nie ma on paru przekładni pod kopułą, przez co został nazwany Saiko Okuji, czyli Psychopatyczny Pożeracz. Często mówi się o nim po prostu Sai-oji. Chłopak zniknął bez słowa, lecz nie wiadomo kiedy ponownie się pojawi...
Pupil: Kore
Inne:
-Bierze udział w podziemnych, nielegalnych walkach pod pseudonimem Usagi,
-Ma specjalny strój do walk,
-Uwielbia króliki,
-Kiedy aktywuje swoje Kagune, widać jej całą twarz,
-Lubi grać w karty,
-Jej ulubiona karta to as trefl,
-Jako ghoul żywi się ludzkim mięsem lub krwią (nie znosi jej), nie je racji jakie otrzymuje od państwa, przez co poluje zawsze sama,
-Nie może jeść ludzkiego jedzenia, gdyż kubki smakowe ghouli działają inaczej niż ludzkie, a kiedy próbuje jeść coś, co jest ze świata ludzi, kończy się wymiotami,
-Chciałaby się zakochać, ale boi się odrzucenia i tego, że nie zaakceptują jej części ghoula,
-Nigdy nie była zakochana,
-Jako jedna z ważniejszych członkiń delikwentów, posiada swoją "obstawę", która w szkole nie odstępuje jej na krok, nie znosi ich,
-Mieszka ona w lesie, ale nikomu o tym nie mówi. Zawsze udaje, że na początku idzie do akademika, a kiedy nikt nie widzi, z pomocą swego kagune ucieka do lasu,
-Uzyskała miano ghoula klasy SS,
-Przezwisko Kuba Rozpruwacz otrzymała, ponieważ zazwyczaj swoje ofiary z początku rozrywa, a dopiero potem je. Jednak zdarzają się przypadki, że je w jaki sposób chce, bez żadnego planu,
Kontakt: YukiKunoka [hw]
Motto: ,,Bez znaczenia co robisz, nie pozwól aby dowiedzieli się, że jesteś potworem"
Źródła zdjęć: Pinterest i wujek Google
Relacje:
Takeshi Naoki-chłopak, którego poznała w labolatorium i pomogła mu się wydostać. Strasznie chce go spotkać jeszcze raz, ponieważ chce zobaczyć jak się trzyma po tym wszystkim... Sama jednak ma lekką amnezję i nie była pewna, czy rozpozna go nawet w szkole. Nie może zaprzeczyć, że przez te wydarzenia, stał się dla niej kimś dość bliskim.
Kyoya Chihiro-brat, który jedyne co do niej czuje to nienawiść. Po śmierci matki, a potem stracie ojca zwariował i teraz jest znany jako jedyny agresywny ghoul na Arelionie. Nikt nie zdołał go pochwycić, bo kryje się on na tyle dobrze, że nikt nawet nie zdąży się obejrzeć, a jego już nie ma. Misaki cierpi na tym, ponieważ była bardzo związana z bratem.
Ważne opowiadania: ---
Inne zdjęcia: