piątek, 2 lutego 2018

Od Angelo do Kagamiego

Biegłem przed siebie, nie zwracając większej uwagi czy Dorchadas nadąża za mną. Nawet nie zauważyłem, kiedy zacząłem używać swej mocy, aby być jeszcze szybszych. Przemierzałem kolejne piętra i korytarze, aż nie wydostałem się z budynku. Wtedy to zamknąłem oczy i skupiłem całą swą uwagę na pierścieniu znajdującym się na mym palcu. Czułem, jak moje ciało się zmienia. Po chwili stałem już na czterech łapach. Przemieniłem się w wilka. Otworzyłem oczy i spojrzałem na niebo. Miałem niewiele czasu. Od razu zacząłem biec dobrze znanym mi kierunku. Byłem tam już tyle razy, że nawet z zamkniętymi oczami bym tam trafił… chyba. Minęło zaledwie kilka minut, zanim znalazłem się na wzgórzu, które znajdowało się niedaleko szkoły. Jakiś czas temu odkryłem, że to właśnie z niego najlepiej widoczne są wschody i zachody słońca. Usiadłem na trawie i uniosłem łeb do góry. Kiedy tylko poczułem za sobą obecność Dorchadasa, przemieniłem się z powrotem w człowieka. Oparłem się o jego bok, a ten oplótł mnie ogonem w pasie. Wpatrywałem się w niebo z szerokim uśmiechem na ustach. Kochałem obserwować wschody słońca. Te wszystkie barwy jakie powoli się pojawiały, tworząc spójną całość. Każdy kolejny dopełniał resztę. Miałem wrażenie, jakbym obserwował proces tworzenia się jednego z najpiękniejszych obrazów na świecie. Nie potrafiłem opisać uczuć, które we mnie się zbierały podczas tego zjawiska. To za każdym razem było wspaniałe przeżycie. Jednak wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Westchnąłem, widząc, że słońce wzeszło na dobre. Najwyższy czas wracać. Wolałem nie spóźniać się na zajęcia z panią Iki. Nigdy nie wiadomo co może zrobić. Dodatkowo świadomość, że zawsze może porozmawiać sobie na mój temat z mym tatą, nie pomagała. Wziąłem głęboki wdech i powoli wypuściłem powietrze ustami. Przeczesałem jeszcze raz palcami sierść mego przyjaciela i podniosłem się. Spojrzałem na zegarek, znajdujący się na mej lewej ręce. Na szczęście miałem jeszcze pół godziny do początku zajęć. Powinienem dać radę, wrócić do swego pokoju, zabrać rzeczy i przyjść na czas na lekcje języka japońskiego. Nie zastanawiając się dłużej, skupiłem się na pierścieniu i przemieniłem się w wilka. Po chwili byłem już w drodze…
~*~*~*~*~*~
Siedziałem na parapecie przy oknie na drugim piętrze. Był to raczej jeden z tych korytarzy, które były rzadko odwiedzane przez innych. Już na początku roku szkolnego odkryłem, że jest to dobre miejsce do ukrywania się, podczas ucieczek z lekcji w-fu. Tym razem nie było inaczej. Znowu nie poszedłem na zajęcia… W mych rękach spoczywała książka. “Romeo i Julia” Williama Szekspira. Mimo że nie pierwszy raz ją czytałem. Jednak za każdym razem uważnie śledziłem treść. Zawsze odnajdywałem jakieś nowe smaczki, których wcześniej nie zauważałem. Pochłaniałem kolejne linijki tekstu, nie zwracając zbytnio uwagi na to, co działo się wokół mnie.
- Angelo! - wzdrygnąłem się na znajomy głos.
Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki wdech. Wypuściłem powietrze ustami i ostrożnie zamknąłem książkę. Otworzyłem oczy i powoli odwróciłem głowę w stronę przybyłej osoby.
- Em… Cześć? - zapytałem niepewnie, widząc tatę, który stał przede mną z rękami założonymi na piersi.
- Znowu uciekłeś z w-fu? - popatrzył na mnie karcąco.
- Można tak powiedzieć - uśmiechnąłem się nerwowo.
- Ech… Dobra, o tobie porozmawiamy potem. Teraz mam ważniejszą sprawę do załatwienia. Mógłbyś dla mnie znaleźć Tiago? Znowu coś zmajstrował, a ja muszę natychmiast stawić u dyrektora.
- Postaram się - powiedziałem niemalże natychmiastowo.
- Dziękuję. Jest możliwość, że znajdziesz go na boisku szkolnym. Ostatnio drużyna koszykówki ma częstsze treningi. Jak ci się uda, to powiedz mu, aby przyszedł do gabinetu pana Kyoji. Powodzenia i pamiętam, tobą też się potem zajmę - poczekał, aż pokiwam głową na znak, że zrozumiałem i odwrócił się, idąc szybko do dyrektora szkoły.
Odetchnąłem, czując minimalną ulgę przez to, że na razie tata będzie zajmował się Tiago, a nie mą kolejną ucieczką z zajęć. Schowałem książkę do plecaka i ostrożnie zszedłem na ziemię. Od razu postanowiłem odszukać brata. Nie chcąc biegać w kółko, postanowiłem po prostu przemienić się. Kolejny raz tego dnia, skupiłem się na pierścieniu. Po chwili byłem już w wilczej postaci. Chwyciłem plecak w pysk i schowałem go w jednej z pustych klas, mając nadzieję, że nikt go stamtąd nie zabierze. Schyliłem łeb ku ziemi i przybliżyłem nos jak najbliżej podłogi. Krążyłem po korytarzach, chcąc złapać trop Tiago. Po kilku minutach udało mi się to. Od razu zacząłem podążać za zapachem. W pewnym momencie miałem wrażenie, jakby coraz bardziej się nasilał. Przyspieszyłem kroku. Po chwili uniosłem łeb. Znalazłem się na boisku do koszykówki… “Czyli tata miał rację…” Wszedłem na nie niepewnie. Niemalże w tym samym momencie dostałem piłką w bok. Zapiszczałem i podkuliłem ogon. Zrobiłem kilka kroków w tył i dopiero wtedy wróciłem do ludzkiej postaci. Od razu chwyciłem się za żebra, a na mej twarzy pojawił się grymas. Miałem świadomość, że dość szybko się zregeneruję. Jednak to nie zmieniało faktu, że żebra naprawdę mnie bolały.
- Tiago! - zawołałem i uniosłem wzrok na boisko.
Gra ustała i większość osób patrzyła się na mnie. No cóż… Nie zawsze na trening wpada ci wilk, który do tego od razu dostaje piłką. Zauważyłem czarnowłosą osobę, zmierzającą w mym kierunku. Tiago.
- Co chcesz młody? - zapytał, kiedy znalazł się przy mnie, a w jego głosie było słychać irytację.
- Tata kazał mi cię odszukać. Masz jak najszybciej stawić się w gabinecie dyrektora - powiedziałem powoli.
- Grajcie beze mnie, ojciec z dyrem znowu coś chcą! - krzyknął tylko do drużyny i zniknął z boiska.
Westchnąłem i usiadłem na ławce przy miejscu treningu, nadal trzymając się za żebra. Wiedziałem, że nie uniknę rozmowy z tatą, a zapewne pojawi się tu wkrótce z mym bratem. Niestety nie miałem przy sobie plecaka, więc nie mając nic lepszego do roboty, po prostu obserwowałem grę innych członków drużyny.

<Kagami? Mam nadzieję, że jakoś ujdzie, ale no cóż… nie umiem zbytnio zaczynać :/ >
Liczba słów: 934

Od Kagamiego do Sorayi

-Siadaj opatrzę ci to.
Miałem chęć wyjść i nie wracasz. Mówisz, nie chcę, nie potrzebuję, ale to natręctwo oczywiście wie lepiej. Spojrzałem na tą ranę, kiedy rozwiązałem ją z tej zapyziałej wstążki, a potem na tą apteczkę, którą ta dziewczynka z zapałkami targa w dłoni. Prychnąłem. Uniosłem dłoń do góry, kiedy nagle z rany zaczęły lecieć malutkie iskierki. Krwawienie ustało, a uraz zaczął zasklepiać się ognistą smugą. Nie minęło więcej niż kilka sekund, a zranienie znikło. Zacisnąłem dłoń w pięść kilka razy, a potem wstałem. Widząc, że na głowie tej upierdliwej dziewczynki jest coś na deseń krwistych dredów, lekko szarpnąłem ją za ramię, sadzając ją na swoim poprzednim miejscu. Z apteczki wyjąłem wodę utlenioną, którą po chwili polałem jej ranę, a kiedy już chyba było w miarę dobrze, obwiązałem jej to dość niechlujnie bandażem. Potem machnąłem jej dłonią, odwracając się i chcąc iść do akademika. Po co ja mam tutaj siedzieć? Ranny nie jestem, a patrzeć się jak mucha w gówno zamiaru nie mam.
-Gdzie idziesz?-zapytała.-Miałeś mi powiedzieć, dlaczego mnie tak nie znosisz.
Prychnąłem pod nosem, odwracając się do niej w połowie. Spiorunowałem ją spojrzeniem.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, dziewczynko. Ale jak musisz wiedzieć, gardzę żywiołakami. Żegnam i dzięki za chęci pomocy.-warknąłem, idąc w kierunku wyjścia.
Nie trzaskałem drzwiami, ale zamknąłem je szybko, no ale może trochę mocno... Poprawiłem torbę na ramieniu, a potem zszedłem z tego budynku na parter. Krzyżyk dziewczynko na drogę.
---
Było późno, więc od razu wróciłem do swojego pokoju. Od razu przywitałem Erena, ale widząc to monstrum warknąłem pod nosem, od razu idąc na swoje łóżko. Usiadłem po turecku, bawiąc się zablokowanym telefonem. Po chwili otrzymałem SMS-a od Hyugi. Odblokowałem telefon.
H> Jutro mamy odwołany trening, ale zarezerwowałem dla ciebie i kilku innych chłopaków salę. Podejrzewam, że na pewno chcesz poćwiczyć, więc nie oczekiwałem na twoją odpowiedź.
K<No spoko, dzięki okularniku.
H>Za okularnika załatwię ci kilka okrążeń wokół boiska patałachu ty
K<Tak, tak, ale pamiętaj, że nie odpowiadam za to, co się stanie z koszami ^^
H>KAGAMI
H>TY CHOLERNY PSUJO
H>WYŚLĘ WAM DO TOWARZYSTWA RIKO
H>ONA TAAAAAK UWIEEEEELBIA Z WAMI TRENINGI~!
Na tym się rozmowa skończyła. Odłożyłem telefon na pościel, patrząc na sufit, gdy nagle w miejscu, gdzie akurat widziałem ciekawą plamę, wyskoczyła głowa mojego pupila-Cienia. Pokazałem mu język, a ten zeskoczył na mnie tym swoim grubym cielskiem. Kaszlnąłem, chcąc zdjąć z siebie tego grubasa, ale ten ani myślał. Tak więc położyłem się, głaszcząc go po łbie, a po chwili zasnąłem.
---
Rankiem, popatrzyłem na telefon, a widząc godzinę wydałem z siebie jęk niezadowolenia. Zwaliłem się z łóżka, czyli Cień już sobie polazł. I dobrze. To grube cielsko nie powinno na mnie spać. Wydaje się, że ten wilk to taki leciutki, ale no nie za bardzo. Poczułem nagle na policzku coś mokrego. Przeszły mnie ciarki, a sam cofnąłem się aż do wyjścia z pokoju. O nie! To te psowate potworzysko. Dlaczego to jest ze mną w pokoju! Ubolewałem bardzo mocno, bo nie lubię psów. Nagle zwierzak pobiegł w stronę właściciela, a ja na czworaka uciekłem do łazienki. Tam zamknąłem drzwi i zabrałem się za ogarnięcie samego siebie. Po kilkunastu minutach wylazłem w bokserkach, a potem w szafie wygrzebałem strój na dziś. Z torbą na ramieniu, opuściłem mój pokój z nadzieją, że spokojnie dotrę na salę gimnastyczną i będę mógł zagrać ze znajomymi. Na szczęście nic mi nie przeszkodziło, a po przekroczeniu sali, rzuciłem torbę na ławkę. Już miałem zamiar zdjąć bluzę, gdy na salę wszedł mój znajomy z drużyny ze swoim psem. Przeszły mnie ciarki, a kiedy obaj na mnie spojrzeli, przerażony ruszyłem do drzwi, przy których się potknąłem i zaliczyłem glebę.
Jednak walczyłem do samego końca, aby uciec przed tym małym potworem. Riko popatrzyła na mnie, a po chwili usłyszałem gwizdek. Podskoczyłem jak oparzony do pionu, patrząc na menadżerkę. Ta zaczęła się śmiać. Rozejrzałem się, a tego diabelstwa już nie było. Zdjąłem bluzę oraz dresy, aby wreszcie móc zacząć biegać i cieszyć się tym czymś co treningiem nie powinno się nazwać. Teraz miałem na sobie koszulkę klubową oraz krótkie do kolan spodenki. Wykonaliśmy kilka kółek wokół sali, a potem z dumą rozpoczęliśmy mecz. Zupełnie PRZYPADKIEM ponownie spadłem na ziemię z obręczą od kosza. Bo WCALE Hyuga mnie nie zezłościł. Ups, ups, ups. Riko westchnęła, uderzając się lekko w czoło. Po chwili podeszła do mnie, uderzając mnie z całej siły w plecy. Spojrzałem na nią i urażony jej czynem, dotknąłem palcami jej czoła, a potem ją w nie pstryknąłem.
-Ej!-warknęła.
Uśmiechnąłem się, a potem wróciłem go gry. No, powiedzmy, że to była gra. Z jednym koszem źle się gra. Po dwóch godzinach po prostu zaczęliśmy rzucać w siebie nawzajem piłkami, ale skończyło się to niezbyt przyjemnie, bo każdy tam posiniaczony był. Oprócz mnie. Takie rzeczy goją mi się w kilka chwil. Założyłem na nogi z powrotem dresy oraz bluzę. Ziewnąłem, rozprostowując kości. Pokierowałem kroki do akademika, aby się przebrać, a potem może wybrać się na jakiś spacer. Mieliśmy ograniczyć kosza, aby nie nadużywać sił do mistrzostw. Zapewne gdyby nie to, z pewnością bym poszedł grać! Po przebraniu się w pokoju, wyruszyłem sobie do pobliskiego parku. Po chwili dołączył do mnie Cień, który od tak wyszedł z ziemi.
<następne opowiadanie>
<Soraya? ^^>
Ilość słów: 854

czwartek, 1 lutego 2018

Od Kagamiego Do Erena

Otworzyłem oczy z samego ranka. Słońce już powoli zaczynało świecić coraz mocniej, a ja miałem chęć się zakopać pod kołdrą i spod niej już nigdy nie wychodzić. Coś tam łaziło po podłodze, ale miałem wrażenie, że to ten cholerny Cień znowu biega w tą i z powrotem, gdyż mu słoneczko do głowy strzeliło. No ciemność i jasność to złe połączenie. Jednak, gdy to coś położyło łapy na mojej pościeli, spiorunowałem je spojrzeniem. Włochate, śliniące się, hałaśliwe zwierzę. To coś to jest jakiś piesopodobny potworek. Wbiłem wzrok w stworzenie, a to lekko spuściło uszy, zabierając łapy z łóżka. Przeszły mnie ciarki, a kiedy ktoś nagle otworzył drzwi, wyskoczyłem jak gumka z majtek w powietrze, ale lekko się zachwiałem, przez co zawaliłem głową w ścianę.
-Nosz cholera jasna no!-warknąłem, patrząc na drzwi.
Brunet o jakichś żółtkowatych oczach. Pierwsze co mi na myśl przyszło to to, że jest on wilkołakiem. W końcu ma te swoje piesopodobne monstrum i jeszcze się na mnie patrzy tak, jakbym był jakimś kawałem mięcha. Prychnąłem, zdejmując nogi z łóżka.
-A ty to?-zapytałem, przeciągając się.
-Eren Kurishimi.
-Jestem Kagami Taiga. Mam rozumieć, że teraz będziesz mi tutaj z tym potworem spał?-zapytałem.
Szatyn zmarszczył brwi, a potem jakby się obraził po prostu usiadł na swoim łóżku z jakimś pudełkiem i zaczął wypakowywać coś z niego. A kij z tobą, krzyżyk na drogę. Stanąłem na własnych nogach, kierując się do szafy. Wziąłem pierwsze lepsze ubranie, a potem zacząłem się przebierać. Kiedy zarzuciłem bluzę na obcisłą, czarną koszulkę, podrapałem się po głowie i zignorowałem tego potworka biegającego po pokoju. Spojrzałem na zegarek. Miałem tyle czasu, ale było go za mało, na szybki trening koszykówki. Zostałem zmuszony, aby zostać i poczekać jeszcze chwilę. Popatrzyłem na tego żółtawkookiego, który nadal tam wypakowywał swoje graty.
-Oi! Eren-kun. Wybacz, jak obraziłem tego psowatego zwierzaka czy ciebie, ale nie lubię psów.-powiedziałem, drapiąc się po karku.
-No to musisz się przyzwyczaić, bo od dzisiaj będzie CODZIENNIE z tobą mieszkał, prawda Ayato?
To diabelskie zwierzę szczeknęło, zawyło, a kij wie co to było. Nagle z mojego cienia wyskoczył mój słynny zwierzaczek. Jego białe spojrzenie popatrzyło na to monstrum, a z pyska poleciało mu nieco śliny. Pstryknąłem go w ucho, a ten się obudził. Znowu zasnął z otwartymi oczami. Tępe to to jak nie wiem co.
-Eren-kun, to Cień, mój towarzysz. Ten akurat nie będzie przeszkadzał, bo zazwyczaj siedzi głęboko w cieniach i pojawia się raz na jakiś czas. Chyba, że się wkurzę, ale to już inna sprawa.
Potem popatrzyłem znowu na zegarek. Ahoj szkoło, jak to się mówi. Ale taki entuzjazm miałem w myślach... Opuściłem pokój, mając nadzieję, że Cień nie narobi kłopotów.
---
Po lekcjach, miałem trening koszykówki. Jak zawsze, zaczęliśmy od okrążeń wokół boiska, a potem każdy z nas miał rzucać do kosza. To było dość nudne, bo wolałem od razu rzucić się w wir gry. Kiedy nadeszła wreszcie ta chwila, lekko podniecony stanąłem na środku, aby wygrać walkę o piłkę. Riko wyrzuciła przedmiot do góry, a ja korzystając ze swojej umiejętności wysokiego skoku, odebrałem piłkę przeciwnikom, od razu biegnąc w stronę kosza. Wyminąłem z łatwością znajomych z drugiego składu, a potem wbiłem piłkę do obręczy, aż cała konstrukcja zadrżała. Modliłem się, aby tym razem nie połamać żadnego sprzętu, bo już mi Hyuga tak łatwo nie wybaczy. Przeczesałem włosy, a potem ponownie ruszyłem biegiem ku piłce.
---
Po treningu, wyciągając się, wróciłem do swojego pokoju. Po otworzeniu drzwi, pierwsze co zauważyłem to tego potwora, który czatował z wywalonym jęzorem. Br... Jak ja przejdę? Nogi mi lekko zadrżały, a ja pomyślałem, że może jednak pójdę sobie jeszcze na trochę gdzieś... tam o. Jednak to monstrum zniknęło mi z pola widzenia, więc bardzo szybko przeszedłem w stronę łóżka, a tam opadłem na nie, strzelając palcami. Kątem oka widziałem, jak szatyn coś tam robi z tym psowatym stworem, ale szczerze to nie chciałem patrzyć na mizdrzenie się zwierzęcia z właścicielem. Odwróciłem się do niego plecami, bawiąc się naszyjnikiem na swojej szyi. Po dotknięciu srebrnej błyskotki, napisy na nim zaświeciły się ładnie na czerwono. Kiedy jednak zapatrzyłem się na biżuterię, zrozumiałem, że powinienem chyba z nim pogadać. Coś jednak tutaj jest nie tak. Podniosłem się, spoglądając na szatyna i jego łażące na czterech łapach monstrum.
<Eren? Ciapcioku walony ty! Omae wa, mou shindeiru... NANIIII?!>
Ilość słów: 694

Witamy-Eren Kurushimi!


Imię i nazwisko: Eren Kurushimi
Pseudonim: Żółtek, Czop, Bożek, Promyczek (tylko Kagami go tak nazywa). W swej krainie zwany jest jako Król Bólu, Władca Abelas oraz Wcielenie Agonii.
Wiek: 22 lata
Data urodzin: 30 marca
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Biseksualny
Partner: Jego serduszko podbił pewien półbóg o czerwonych włosach i pierścieniem na szyi. Teraz nikt nie będzie w stanie wejść między ich związek...
Klasa: III X
Kluby: Klub sportowy: sztuk walki i boksu oraz jazdy konnej.
Rasa: Półbóg- rasa dominująca, ale jest mieszańcem od strony matki. Ma w sobie geny demona i wampira oraz zmiennokształtnych. Jest on półbogiem Cierpienia, Bólu i Agonii.
Specyfika: Ojcem Erena jest bóg cierpienia, bólu i agonii, a matką demonica z wampirzymi korzeniami. Eren jest osobą po dużych przejściach i dość ciekawej historii. Jednak zmieniło się to i teraz jest to silny mężczyza ze stałymi uczuciami. Wydarzenia, które miały miejsce w jego przeszłości i wszystkie kłamstwa uczyniły go silniejszym. Eren jest półbogiem o nieokiełznanych mocach, które zaklęte są w jego naszyjniku, czyli kluczu w kolorze jego oczu. Chłopak odzyskał wszystkie utracone wspomnienia i teraz dobrze zdaje sobie sprawę, kim naprawdę jest. Zmienił się i stał się innym Erenem niż był wcześniej.
Charakter: Eren ma zawiłą historię i przez to ma też skomplikowany i trudny do opisania w słowach charakter. Przed odzyskaniem swoich wspomnień i mocy, Eren był zamkniętą w sobie osobą, nieufną wobec innych i napawaną kłamstwami. Nie widział tego światła w tunelu. Można powiedzieć, że był pesymistą. Inni nazywali go potworem. Nie miał żadnych bliskich przyjaciół. Tylko zwierzęta i nic więcej. Chłopak nie okazywał emocji ani żadnej empatii. Był takim przysłowiowym kamiennym sercem. Obwiniał wszystkich dookoła siebie. Winił ich za to, co mu zrobili. Nie patrzył na ich uczucia. Gardził nimi jak i rodziną. Uważał, że jest z tym sam. Stał się samolubny i patrzył na siebie. Jednak po poznaniu pewnego czerwonowłosego osobnika, wszystko zaczęło się zmieniać. Jego świat zaczął nabierać kolorów. Zaczął się zmieniać i on i społeczeństwo dookoła niego. Jednak zawsze mu czegoś brakowało. Miał tyle pytań bez odpowiedzi. Taką pustkę w sercu. Czegoś mu brakowało. Czegoś bardzo istotnego. Ważnego. Mimo tego, że kochał Kagamiego Taigę, nie potrafił okazywać swoich uczuć. Zawsze była jakaś ściana, blokada, kłódka od sejfu, którego nie da się otworzyć. Jego emocje były zahamowane, ograniczone i głęboko schowane. Zaczął całowicie polegać na Kagamim i "opierać się" całym ciężarem swego ciała. Dał mu ogromny ciężar do dźwigania na jego plecach. Samolubność. Jedna z najgorszych cech w ludzkim sercu. Złość, gniew, samolubność, smutek... Najgorsze emocje, które pętały jego serce. Mimo tego, że jego świat nabierał kolorów teoretycznie, po jakimś czasie znów zaczęło się pogarszać. Wyjazd Kagamiego i świat znów spowiły czarne chmury, a złę emocje w Erenie i jego sercu przelewały się do Kagamiego. Trzeba było to skończyć. Czara goryczy się przelała. Pewnego dnia, w 22 urodziny, Eren na swojej drodze spotkał swego brata. Od paru dobrych lat się nie widzieli. W jego serce wbiła się strzała. Strzała oznaczająca koniec i początek zarazem. Koniec złości i żalu, a początek radości i siły. Nowe życie. Nowy on. Silniejszy i potężniejszy niż wcześniej. Stabilny psychicznie jak nigdy dotąd. Eren stał się osobą dość pogodną i świadomą swego pochodzenia. Jego emocje rozkwitły. Odzyskał je w pełni. Świat już stal się pełen barw. Kroczy tą ścieżką razem ze swym ukochanym- Kagamim Taigą i wpierającą rodziną u boku. Zrozumiał, że jego wspomnienia były kłamstwem. Oszukali go, a on oszukiwał innch. Teraz się to zmieni. Silny psychicznie Eren z nowymi, silniejszymi uczuciami i emocjami. Nigdy nie popełnił samobójstwa, a dlaczego? Bo uważa, że jest to oznaka słabości. Każdy może to przezwyciężyć i pobić siebie samego. Wyrzucić lęk i strach z serca. Osoby odważne nie urodziły się takie. Po prostu pokonały strach i siebie samego. Jest to teraz zdeterminowany i odważny mężczyzna, który zawzięcie broni swoich bliskich i darzy ich ogromną miłością i zaufaniem. Stający przeciw problemom półbóg, świadomy swej potęgi i mocy oraz natury. Eren w sytuacjach zagrożenia stara się myśleć trzeźwo i zachować zimną krew. Stara się kierował zasadą "najpierw pomyśl, później rób", jenak nie zawsze się jej trzyma. Czasami daje się ponieść swym emocjom i pragnieniom. Jego serce otworzyło się i zagościł tam Kagami Taiga, a on sam? Znajduje się głęboko w sercu Kagamiego, spętany przez mięśnie sercowe i nie chce stamtąd wychodzić. W końcu jest szczęśliwy i silniejszy... W końcu jest dawnym sobą... W końcu może kochać tak jak dawniej...
Aparycja: Eren ma 1,85 m wzrostu. Jest to chłopak o ciemno-brązowych włosach z grzywką opadającą na boki jego długiej, okrągłej twarzy. Jego oczy są żółto-złote, a spojrzenie tajemnicze, ale nie puste. Jest w nich coś intrygującego i przyciągającego, ale każdy widzi w nich coś innego. Posiada wysportowaną sylwetkę i jest barczysty. Blizny na jego rękach znikły. Zwykle nakłada jeansy i luźne bądź obcisłe koszulki, ale nie ma jakiejś szczególnej rutyny lub ubrań, które uwielbia nakładać. Zawsze i wszędzie, bez znaczenia od sytuacji, ma na szyi swój wisiorek w kształcie klucza. Jest to dla niego cenna pamiątka po babci. Klucz ten jest magiczny i ma swoją zawiłą historię, ale Eren jeszcze jej nie poznał. Jego oczy czasami zmieniają kolor na niebieski pod wpływem niedawno odkrytej przez niego nowej mocy. A co do wcześniejszych zdolności? Gdy Eren używa swojej mocy związanej z jego dominującą rasą, na jego ciele pojawiają się czarne żyły, które w postaci demona również widnieją. Gdy staje się tym potworem to jego białka zmieniają barwę na czarną bądź złotą, rogi rosną, kły się powiększają, szpony rosną, a dłonie czernieją i klucz świeci. Czasami pojawia się też czarny, długi ogon, a jego skóra jakby sinieje i czarnieje. Jest również związany z Kagami szczególną więzią. Wtedy na jego ciele pojawiają się złote znaki w starej mowie oraz jego oczy zaczynaja się świecić. Na plecach ma również znak. Skrzydła, które zostały wyryte na jego skórze podczas zawartego paktu z Panią Lasu.
Głos: Yuki Kaji
Pokój: 25
Współlokator: Kagami Aisaka Taiga
Zainteresowania: Interesuje się sztukami walki i samoobrony, ponieważ może się wtedy odstresować oraz nie myśleć o problemach. Jest w tym bardzo dobry. W przeszłości trenował go jego dziadek, który był mistrzem w tej dziedzinie, ale od czasu, gdy umarł, Eren sam poznaje nowe techniki walki. Lubi też jeździć na swoim pupilu, jak na koniu, bo jest on na tyle duży, by można go było dosiąść. Uwielbia spędzać czas ze zwierzętami, szczególnie ze swoim zwierzątkiem -wilkiem zwanym Ayato. Oprócz tego potrafi jeźdźić konno. Po odkryciu nowego siebie i poznaniu na nowo swego wierzchowca - Keyna, uwielbia jeździć konno. Zapisał się do klubu jeździeckiego. Lubi też słuchać muzyki i wychodzić do lasu. Kocha zwierzęta i naturę. Jest to pozostałość po dawnym Erenie.
Moce:
-Moc cienia- odziedziczona po matce. Dzięki niej może on wytworzyć cień, różnych rozmiarów i kształtu, władać nim lub do niego wniknąć i się w nim schować, w krainie Cienia. Jest to jedna z głównych mocy przez jego demoniczne korzenie. Przez to również może wytworzyć czarne skrzydła do lotu, które pod wpływem paktu z Panią Lasu w określonych sytuacjach stają się czarno-białe. Eren może zmieniać się w demona, lecz poprzez wampirze korzenie, swoją demoniczną formę musi "karmić" czyjąś krwią co jakiś czas. Kiedy jest spragniony jego kły rosną. Gdy nie "nakarmi" się krwią, zacznie się słabo czuć i może zemdleć lub stracić swą świadomość, a jego cień nie jest tak silny i mocny jak wcześniej.
-Eren w swej "codziennej" formie może sprawiać ból fizyczny bądź psychiczny różnego stopnia i rodzaju u innej osoby. Wtedy jego żyły zmieniają się w czarne, tak samo jak w demonicznej formie. Jednym z minusów jest to, że Eren, by sprawić jakikolwiek ból, musi dotknąć tej osoby. Wtedy może przemyśleć rodzaj bólu i jego skutki. Jego forma, która jest uwalniana z klucza jest bardziej niebezpieczna. Wtedy demon zaczyna go pochłaniać, a Eren traci swe człowieczeństwo. Moce Erena są silniejsze, lecz gdy ich naduzyje- jego klucz pęka. W obu przypadkach, i w formie "codzienniej" i tej silniejszej, gdy Eren nadużyje swych mocy, zaczyna odczuwać ten sam ból, jakiego użył na drugiej osobie.
-Jest nieśmiertelny, przez korzenie bardzo wytrzymałej na ból matki oraz przez to, że jego ojciec był nieśmiertelny. Ma wyższy próg bólu niż inne śmiertelne osoby, ale to nie tak, że go nie odczuwa. Może też przejąć ból innych. Minusem tej mocy jest to, że zabiera ten ból i przejmuje na siebie, przez co sam zaczyna cierpień za tą osobę.
-Podczas długiego wyjazdu Kagamiego i złego stanu psychicznego, Eren odkrył swoją nową zdolność, która jest związana z jego mocą półboga. Eren odkrył, że może przywoływać złe, negatywne i pełne bólu oraz żalu wspomnienia i sytuacje, które mogą zainstnieć. Gdy chce to zrobić, wokół niego pojawia się ogromna ilość gęstej, czarnej mgły. Jednak musi dotknąć tej osoby, by przywołać złe wspomnienia. Wtedy ofiara w swojej głowie widzi ten zły obraz oraz głosy, które dają jej wątpliwości, a mgła formuje się w to wspomnienie i "odgrywa scenę" niczym z horroru dla tej osoby. Eren również może wyczuć negatywne emocje i użyć tego na swój sposób i na swoją korzyść. Wtedy jego oczy zmieniają barwę na niebieską. Nadużycie tej mocy skutkuje zawrotami głowy i osłabieniem mocy.
-Eren może porozumiewać się telepatycznie ze zwierzętami. Jest również blisko związany z lasem poprzez pakt, który kiedyś zawiązał z Panią Lasu. Ma to swoje korzyści i minusy, ale Erenowi to nie przeszkadza. Ma na plecach znak ze skrzydłami, a gdy Pani Lasu, zwana Caed, wezwie go do pomocy, Eren to odczuwa, a jego jedno skrzydło zmienia barwę na białe. Minusem jest to, że czasami znak po prostu boli. Raz jest lodowaty, raz parzy i tak dalej..
-Po odzyskaniu wspomnień Eren zyskał nową moc i nowy tytuł. Agonia... To jego kolejny człon. Eren może wprowadzić siebie lub innych w stan przedśmiertny na półtorej godziny. Jednak nie może ona trwać wiecznie. Po przekroczeniu limitu czasowego, osoba wprowadzona wczesniej w stan agonii budzi się z jakąś chorobą lub po prostu bólem, np. migrena, ostre przeziębienie, zapalenie płuc. Jednak Eren nie chce wprowadzać innych w ten stan zbyt często. Po pierwsze, jest to nowa zdolność i jeszcze się z nią do końca nie oswoił. Nie chce na siłe powodować traumy u innych osób. Po drugie, im częściej to robi tym gorzej dla niego. Nie może przesadzić z tym, bo to się źle kończy. Co za dużo to niezdrowo. Chodzi tu o skutki fizyczne i zdrowotne, a także klucz...
Rodzina:
-Ojciec Atsushi Kurushimi- wcześniej Eren uważał go za tyrana i bezdusznika. Teraz po odzyskaniu siebie wszystko się zmieniło. Eren zrozumiał, że jego wspomnienia były kłamstwem i ojciec wcale taki nie był. Jest to silny mężczyna, który wspiera swoją rodzinę tak jak może. Gdy Eren zapomniał swej rodziny, Atsushi chciał pomóc dla Erena. Jednak on odsuwał się od niego z dnia na dzień, a jego serce pękało. Jednak teraz Eren uważa go za dobrego, wspierającego ojca i chce nadrobić z nim stracony czas. Lubi z nim trenować. Mimo tego, że ojciec Erena święty nie jest i ma za soba parę grzechów, to chłopak i tak go kocha. Zrozumiał to dzięki im wszystkim...
-Matka Touka Kurushimi- mama Erena jest wspierającą i kochaną matką, lecz należy pamiętać, że jest również demonem i nie zawsze jest taka miłą i niewinna. Czasami jest ostra i zła, ale wobec swoich dzieci i męża jest lojalna i stara się być jak najlepszą matką. Ma za sobą parę grzechów jak każdy, ale Eren stara się to zrozumieć i dać dla niej drugą szansę.
-Babcia Akame Kurushimi- Eren uwielbiał swoją babcię. Przy niej mógł się wyżalić, nie być torturowany ani oceniany, być spokojny, rozmawiać o wszystkim i o niczym. Została zamordowana z rąk tajemniczego osobnika. Eren na początku myślał, że jest to jego ojciec, ale teraz wie, że nie był to on i chce wyjaśnić te nieporozumienie. Gdy młodszy Eren zauważył salę szpitalną, stracił kontrolę. Wszędzie Krew, porozrzucane, pocięte i zmiażdżone zwłoki. W ręce, a raczej jej fragmencie, znalazł klucz i krótką wiadomość: "Pamiętaj Eren, nawet jeśli cały świat będzie przeciwko tobie to wiedz, że babcia zawsze będzie po twojej stronie". Po tym chłopak wpadł w szał i zamordował wszystkich w szpitalu za pomocą swojej mocy. Wkrótce potem, budynek został uznany za niezdolny do dalszego użytkowania, a sam chłopak nie pamięta nic, co działo się po tych wydarzeniach i czemu znalazł się w lesie.
-Dziadek Jean Kurushimi- nie był dla Erena tak cenny jak jego babcia, ale też znajdował w jego sercu wysokie miejsce. Uczył go walki wręcz, samoobrony i kontrolowania swoich mocy, ale nie w taki sposób, co jego ojciec. Eren to bardzo doceniał i cieszył się z czasu spędzonego ze swoim dziadkiem. Niestety zmarł on z przyczyn bliżej nieokreślonych, gdy Eren miał ok. 6 lat. Wiadomo tylko, że położył się spać i nigdy się już nie obudził.
-Shoto Kurushimi, Rin Kurushimi, Hiyori Kurushimi- rodzeństwo Erena, które Eren bardzo kocha i przypomniał sobie o nich. Chce im wynagrodzić tyle straconych lat...
Historia: Eren urodził się w krainie zwanej Abelas, która jest połączona z miejscem urodzenia Kagamiego- Aenye. W dzieciństwie lubił spędzać czas z czerwonowłosym, swoim rodzeństwem jak i braćmi i siostrami Kagamiego, lecz pewnego dnia wszystko się zmieniło, a ich dotychczasowy świat zniknął. Miał miejsce wypadek, który zmienił ich życie diametralnie. Wypadek spowodowany przez tajemniczego osobnika. Eren stracił część swych mocy, uczuć i emocji, a także wspomnienia. Jego dotychczasowe wspomnienia zaczęły się mieszać, aż w końcu stały się jednym wielkim kłamstwem. Eren zapomniał swego rodzeństwa, rodziców i nawet Kagamiego. Zmienił się jego charakter i on sam. Jednak po tylu latach życia w kłamstwie i niezgodzie, odzyskał swoje wspomnienia i może żyć tak, jak dawniej. W końcu być szczęśliwy i żyć u boku Kagamiego Taigi i reszty swej rodziny. Pokonał siebie i znalazł odpowiedzi na dręczące go pytania. Stał sięsilniejszy i świadomy swem natury. teraz stara się ustalić, kto był sprawcą tego wypadku, jak i sytuacji z jego babcią. Chce zrozumieć, o co chodzi dokładnie z jego kluczem i jaką tajemnicę skrywa...
Pupil: Ayato, Keyn.
Inne:
-Największym lękiem Erena jest samotność.
-Na szyi nosi wisiorek w kształcie klucza, w którym zapieczętowane są jego moce. Uwalnia je podczas silnych emocji lub przeżyć.
-Kocha słuchać muzyki, jest to dla niego ucieczka od rzeczywistości.
-Uwielbia wpatrywać się rozgwieżdżone niebo.
-Nienawidzi tchórzostwa.
-Od zawsze był ciekawy swoich korzeni i dlaczego jego psychika nie siadła.
-Gdy zaczął wkraczać w wiek nastoletni, zaczął intrygować i ciekawić go jego klucz.
-Potrafi jeździć konno.
-Potrafi posługiwać się starą mową.
-Miał moc zmiennokształtnych, lecz przez wydarzenia związane z pamięcią ta moc została zablokowana i Eren nie może jej używać. Przynajmniej narazie...
-Uwielbia spędzać czas w lesie i na łonie natury. Lubi przebywać i rozmawiać ze zwierzętami.
-Zawsze jest mu zimno.
-Jest związany z rodzeństwem, a podczas tego zjawiska jego oczy biją złotym blaskiem, a a plecach pojawia sięcharakterystyczny znak w tym samym kolorze.
Kontakt: dominika.dryl@gmail.com
Motto: “Dlaczego nam się to przytrafia? Czy to dlatego, że ludzie są słabi? Czy płacz to jedyna rzecz, którą słabi mogą robić?”
Źródła zdjęć: Pinterest, google.
Relacje:
-Kagami Taiga- jedyny i najlepszy przyjaciel Erena, który również został jego chłopakiem. Młodych mężczyzn połączyło przeznaczenie i nic nie zdoła ich rozdzielić. Eren uważa Kagamiego za najcenniejszą osobę w swoim życiu, dla której szczęścia i bezpieczeństwa, zrobiłby wszystko...
-Rin Kurushimi- brat Erena, którego chce bardzo przeprosić za to, co się stało między nimi wszystkimi
-Shoto Kurushimi- Młodszy o rok brat Erena. Chłopak odkrył już, że ta osoba nie jest nieznajomym z ulicy i że o dziwo mają wspólne wspomnienia. Dzięki temu spotkaniu, Eren zaczął odzyskiwać siebie.
-Hiyori Kurushimi- siostra i bliźniaczka Rina.
-Shura Saphira Taiga- siostra Kagamiego, którą spotkał razem z Kagamim i Shoto.
-Altair Gabriel Taiga- brat Kagamiego, z którym Eren lubił przebywać. Wie, że coś jest na rzeczy z nim i Hiyori.
-Tadayoshi Kirishima- kolega Erena z dzieciństwa sprzed amnezji Erena. Mają dość ciekawą wspólną przeszłość.
Ważne opowiadania: >klik< >kilk< >klik<
Inne zdjęcia: (po kliknięciu na zdjęcie, lepsza jakość)








Poraniona ręka Erena

Od Sorayi do Kagamiego

Byłam nieco niespokojna, gdy Kagami wziął Katsuję na barana. Mój brat, mimo początkowego strachu, od razu go polubił. No ładnie, jeszcze tego brakowało, by Gbur zaskarbił sobie miłość mojego słodkiego braciszka. Chciałam zaprotestować, nie pozwolić, gdy czerwonowłosy zaczął biegać. Nie ufałam mu. A co, jeśli upuściłby małego? Lub tak mocno wsadził piłkę do kosza, że ta by trafiła Katsu? Ten gburowaty matoł jednak uważał, a maluszkowi nic się nie stało. Odetchnęłam z ulgą, gdy postawił mojego brata na parkiecie. Potem odszedł. Potraktował mnie jak powietrze, jakby w ogóle mnie tam nie było. Wzięłam głęboki oddech, gdy chłopak mnie mijał, a zrobił to szerokim łukiem. To już było po prostu wybitnie chamskie. Co ja jestem, jakaś trędowata?! Z coraz mocniej pulsującą żyłka na czole zabrałam Katsuyę z tej przeklętej sali gimnastycznej.
Gdy położyłam małego spać, wyszłam z jego pokoju i poszłam do swojego, aby odłożyć skrzypce do futerału. Zagrałam do snu Katsuyi jego ulubioną melodię, tą, którą kiedyś ułożyłam z Dorianem specjalnie dla niego. Ach, co to były za czasy... Kiedyś wszystko było inne. Teraz... Teraz jest tylko pustka w sercu. Pusta i samotność, które zawładnęły mną, by już nigdy nie dopuścić do mnie szczęścia. Spojrzałam na godzinę na wyświetlaczu swojego telefonu. Dochodziła dwudziesta, a to znaczyło, że musiałam już się zbierać do wyjścia. Byłam umówiona z braćmi do kina jak co dwa tygodnie. Dzisiaj też miałam nocować u Tobirayi, mojego najstarszego brata. Przebrałam się w coś bardziej odpowiedniego, po czym zeszłam na dół, krzycząc, że wychodzę.
Szłam ciemną uliczką na skróty, gdzie paliło się może z kilka latarni, aczkolwiek ich nikłe światło było za słabe, by ostatecznie oświetlić chodnik. Byłam już niedaleko kina, kiedy drogę zastąpiło mi kilkoro dresiarzy, a dokładniej rzecz ujmując, była ich czwórka. Zmierzali prosto w moją stronę. Wiedziałam już, co się święci, dlatego wyciągnęłam obie ręce z kieszeni i przystanęłam w miejscu. Choć konfrontacja była nieunikniona, to chciałam jakoś się z niej wymigać, co oczywiście okazało się niemożliwe. Wypuściłam powietrze z płuc, które wydobyło się z moich ust w postaci pary. Wieczorem temperatura potrafi spaść, ale nie aż tak. To zapewne sprawka jednego z tych typków.
– Kogo my tu mamy... – odezwał się jeden z nich. Jego głos od razu mi się nie spodobał.
– Zgubiłaś się? Może cię odprowadzimy? – zawył drugi, a reszta jego koleżków parsknęła śmiechem. Nie odpowiedziałam mu, jedynie obserwowałam ich ruchy. Otoczyli mnie, odcięli drogę ucieczki, co było do przewidzenia. – Ooo, nie odpowiesz? Nie wiesz, jak się języka używa?
– Zaraz ją nauczymy... – odezwał się ten najbliżej mnie. Ich zła aura biła od nich na kilometr. Po moim ciele przebiegł dreszcz. Jego uwaga nie spodobała mi się i to ani trochę. Kiedy chciałam wyminąć tego ohydnego sukinsyna, jeden z jego kumpli złapał mnie od tyłu. Jego obleśne łapy owinęły się wokół mojej talii.
– Zaraz zobaczymy, jak głośno potrafisz krzyczeć... ładnie pachniesz, kochanie... – Szept tego oblecha dotarł do mojego ucha. To podziałało na mnie jak płachta na byka. Wyswobodziłam z jego uścisku, jednocześnie wykręcając napastnikowi ramię. Nagle poczułam uderzenie. Jeden z nich pchnął mnie na ścianę, przez co moja głowa zaliczyła bardzo niemiłe spotkanie trzeciego stopnia o ceglastą powierzchnię. Poczułam tępy ból z boku głowy, który na chwilę przyćmił moje zmysły. Na kilka sekund straciłam kontakt z rzeczywistością i ta krótka chwila wystarczyła moim oprawcom do działania. Dobrali się do mnie. Ich ręce zaczęły docierać tam, gdzie nie powinny. Moja magia zaczęła działać, jednak ci skurwiele okazali się odporni na elektryczność oraz na ogień. Powoli zaczęłam panikować, aż w pewnej chwili... Stało się to, o co się akurat modliłam. Nie chciałam ich razić piorunami, bo bym ich z pewnością zabiła, lecz ktoś inny się z nimi rozprawił i ku mojemu zdumieniu... było to Kagami. Rozniósł tych gości w minutę. Nawet pokazał swoją magię.
Kolejny półbóg...
Ja to mam do nich pecha. No naprawdę. Los się na mnie uwziął...! Stałam oparta o ścianę, z coraz mocniej bolącą głową. W pewnym momencie poczułam, jak coś ciepłego spływa mi po włosach, ale postanowiłam to zignorować, a także narastające wymioty.
– P-poczekaj... – zawołałam za nim. – Zranili cię?
Nie wiem, co mną w tamtym momencie kierowało. Dostrzegłam wtedy, jak szkarłatna ciecz skapuje z jego dłoni na chodnik. Zacisnęłam usta, podejmując decyzję. Poza tym... chciałam się dowiedzieć, czemu on tak oschle mnie traktuje. Wątpię, by nadal miał za złe mi to wpadnięcie na niego w nocy. Tu musi chodzić o coś więcej...
– Wiem, że mnie nie lubisz, i nie musisz lubić, ale pozwól, chociaż, że ci to opatrzę. – Zrobiłam kilka kroków w jego stronę, jednak ten nawet się na mnie nie obejrzał. Mimo nerwów, które się we mnie kłębiły, całego nagromadzonego stresu, powinnam wybuchnąć. Dać upust emocjom, ale stało się ze mną coś, czego sama się po sobie nie spodziewałam.
– Proszę... chcę wiedzieć... czemu mnie tak nienawidzisz – rzekłam cicho, po czym objęłam się ramionami, czując, jak podmuchy zimnego wiatru owiewały moje ciało i szamotały rozwianymi włosami. – Chcę wiedzieć, dlaczego mnie nienawidzisz... – I właśnie wtedy pierwsze łzy spłynęły po moich policzkach. Jeszcze nigdy nie czułam się samotnie jak wtedy. Tak... odepchnięta. Patrzyłam na plecy Kagamiego, które przestały się ode mnie oddalać. Odwrócił się w moją stronę, popatrzył na mnie tym swoim wrogim spojrzeniem, które zapewne miało mnie wbić w ziemię, ale ja wcale tego nie czułam. Nadal mam w sobie wystarczająco wiele dumy, by nie dać się tak stłamsić. Podeszłam do niego powoli. Dbając o to, by nie upaść na glebę, która raz po raz zamazywała się przed moimi oczami. Gdy stanęłam wystarczająco blisko Kagamiego, sięgnęłam po jego krwawiącą dłoń. Nie wyglądał, jakby odczuwał ból, ale z tego, co wywnioskowałam po jego ranie, była ona dość poważna.
– Trzeba to przemyć i najlepiej zszyć. Chodź, zaprowadzę cię do mieszkania mojego brata. Tobiraya pracuje jako lekarz, więc ma w domu apteczkę. – Sięgnęłam do kieszeni po moją czerwoną wstążkę i najdelikatniej jak potrafiłam, zawiązałam mu ją wokół rozcięcia, tamując krew. – Chodź – rzuciłam cicho. Czując coraz silniejszy ból, z boku głowy zaprowadziłam czerwonowłosego do mieszkania Tobirayi. Gdy znaleźliśmy się na klatce schodowej, zapaliłam światło i zaczęłam przetrząsać kieszenie. Przy każdym ruchu głową myślałam, że zemdleję z bólu. Tak bolała... Wreszcie znalazłam klucze, których szukałam, włożyłam odpowiedni do zamka, przekręciłam i wreszcie, otworzyłam drzwi. Wchodząc do środka, zapaliłam w przedpokoju światło, jednocześnie zamykając za Kagamim drzwi.
– Idź do kuchni, jest za drugimi drzwiami w prawo. Zaraz przyjdę z apteczką. – Wskazałam drogę chłopakowi, zaś sama sięgnęłam po telefon, by zadzwonić do braci i powiedzieć, żeby na mnie nie czekali. Matayas dopytywał, co się stało. Pewnie poznał po głosie, ale nic mu nie powiedziałam, nie chciałam, by się niepotrzebnie martwili. Nie chciałam im marnować dobrej zabawy. Poszłam do łazienki, w szafce pod umywalką znalazłam pokaźnych rozmiarów apteczkę. Zabrałam ją, schylając się. Jak tylko się podniosłam, porządnie zakręciło mi się w głowie. Dzisiejszy obiad podszedł mi do góry, omal nie wydostając się na świat. Wzięłam się jakoś w garść. Odetchnęłam głęboko kilka razy, po czym weszłam do kuchni, gdzie czekał na mnie czerwonowłosy.
– Siadaj, opatrzę ci to.
< Kagami? Co dalej..? >
Licznik słów: 1170

Od Shiori do Sho

-Co ty tu robisz? Zgaduję, że też jesteś nowy - popatrzyłam na chłopaka.
- Pomyliłem łazienki, przepraszam - zawstydził się.
- Zdarza się, a teraz może stąd wyjdziemy? Przypominam, że jesteś chłopakiem - mruknęłam.
Wyszliśmy z łazienki. Nie powiem, chłopak wydawał się miły.
- Jestem Shiori - podałam mu rękę.
- Sho - uśmiechnął się. - Też jesteś nowa?
- Ta, dużo osób teraz doszło - odparłam. - Nie masz teraz zajęć?
- A tak, to pa - powiedział i poszedł do sali.
Czyli ja też muszę iść. Czy tylko ja mam problemy z ludźmi?
Skierowałam się w kierunku sali. Szłam bardzo powoli. Bałam się reakcji ludzi na mnie, na mój wygląd. W końcu stałam przed drzwiami. Ktoś akurat je otworzył, bo chciał wyjść. Ta, nie ma to, jak dobry początek. To była jakaś dziewczyna, ale nie przyjrzałam jej się dokładnie, bo szybko mnie ominęła, a ja stałam już w środku sali. Wszyscy na mnie patrzyli. Masakra.
- Jestem Shiori. Przepraszam za spóźnienie, ale źle się czułam - spojrzałam na nauczyciela.
- Siadaj - wskazał na ławkę, na moje szczęście pustą.
Usiadłam i próbowałam skupić się na lekcji, ale coś mi nie wychodziło. Ciągle obserwowałam osoby naokoło mnie. Myślałam, kim był ten chłopak. Widać było, że był ode mnie starszy o kilka lat. Zgaduję, że był w drugiej klasie. Był pierwszą osobą, którą poznałam, nieźle, a przecież rozmowa z ludźmi była taka trudna.
Siedziałam przy oknie. Patrzyłam na niebo, zawsze jak nie mam co robić, patrzę na nie. Nagle usłyszałam czyjś głos.
- Shiori! Skup się na lekcji. Zadałem ci pytanie - powiedział zdenerwowany nauczyciel.
- Przepraszam - przewróciłam oczami. Nauczyciel już chciał powtórzyć pytanie, ale zadzwonił dzwonek. Przerwa? Już wolę lekcję. Przynajmniej mniej osób na mnie patrzyło. Wyszłam z klasy jako ostatnia. Omijały mnie tłumy ludzi. Rozglądałam się w poszukiwaniu jakiegoś miejsca, w którym nikogo nie było. Pomyślałam o parapecie. Parapet, okno, niebo, nie widzisz ludzi — miejsce dla mnie idealne. Usiadłam wygodnie i się zamyśliłam. Nagle ktoś do mnie podszedł.

< Sho? >
Liczba słów: 332

Od Shiori do Ktosia

Chciałam mieć już pierwszy dzień za sobą, bo jak to mówią, pierwszy dzień zawsze jest najgorszy. Weszłam do akademika i zaczęłam się rozglądać. Nie powiem, był duży. Wzięłam do ręki mapę i... Heh, wspominałam już, że jestem słaba z geografii a mapa to jak czytanie hieroglifów? Niby ładnie wszystko na niej zaznaczyli, ale moja orientacja w terenie była taka, że kręciłam się ciągle w jednym miejscu. Niedługo miałam zacząć lekcje, w ogóle nie wiedziałam, gdzie jestem. Świetnie. Zaczęłam iść przed siebie, nie patrząc na mapę. Mijałam różne sale, ale żadna nie była tą, w której miałam mieć lekcje. Zaraz by mnie szlag trafił. Popatrzyłam na mapę i wydawało mi się, że w końcu zrozumiałam, gdzie jestem. Przyśpieszyłam chód i wpatrywałam się ciągle w mapę. Byłam już niedaleko od sali.
- Wreszcie! - krzyknęłam sama do siebie.
Jak zamierzałam w jej kierunku, potknęłam się i na kogoś wpadłam.
- P-przepraszam - powiedziałam zawstydzona osobie, na którą wpadłam.

<Ktoś?>
Liczba słów: 156