czwartek, 5 kwietnia 2018

Od Tsukiko do Shiona

Poszłam razem z wampirzą dziewczyną na stronę. Nie czułam się w jej towarzystwie zbyt pewnie i jeszcze nadal byłam w szoku po wydarzeniu na szkolnym korytarzu. Koleżanka Shiona wydawała się bardzo odważna i nie krępowała się w żadnym stopniu moim towarzystwem. Ja o sobie tego powiedzieć niestety nie mogłam. Trochę się niepokoję tym, że moje dwie koleżanki z klasy, a raczej papużki nierozłączki, widziały jak Shion mnie obejmuje. Latają jak małe skarabeusze, które roznoszą plotki, więc w klasie szybko się dowiedzą o tym, co się stało. U nich, sekrety nie są bezpieczne, bo rozgadają wszytko wokoło siebie. Remilia zasiadła na kanapie, wskazując mi potem na miejsce obok siebie.
-Siadaj tutaj. Musimy o czym, a raczej o kimś porozmawiać.
-Jak to, o kim? Co masz na myśli?-zapytałam z rumianymi polikami.
-Naprawdę jesteście siebie warci...-westchnęła.-Jak to, o kim? O Shionie! Powiesz mi, co o nim sądzisz?-patrzyła mi prosto w oczy.
-N-No... Znaczy... Lubię go, ale nie wiem co o mnie sądzi... Poza tym wolę tego chyba nie wiedzieć. Nie chcę się zawieść...-powiedziałam cicho, odwracając spojrzenie od wampirzycy.
Czy na pewno zrobiłam dobrze, mówiąc jej o tym? W sumie chciałabym wiedzieć coś na temat tego, co o mnie myśli, ale z drugiej strony... Co by było, gdyby powiedział, że widzi we mnie upierdliwą i nachalną laskę? Nie chcę zostać zfriendzonowana. Nie mogę zaprzeczyć, że nie widzę w nim tylko bardzo bliskiego mi znajomego. Czuję, jak w jego obecności moje serce bije szybciej, moje policzki okrywa rumieniec...
-Ha! Wiedziałam!-klasnęła w dłonie.-Nie martw się, do niego jest dość ciężko dotrzeć...-zamyśliła się lekko.-Jednak od kiedy ciebie poznał, zrobił się trochę... spokojniejszy? Poza tym, opowiadał mi o tobie, a zazwyczaj nie mówi mi o swoich znajomych.
Na jej słowa delikatnie się uśmiechnęłam. Zaskakuje mnie tym, że nie krępuje się mówić o tym, co przekazuje jej brat. Kiwnęłam delikatnie głową, na co ta ponownie pokazała mi swoje białe jak śnieg kły i poklepała moje ramię. Kto wie... Może dzięki niej będę mogła dotrzeć jeszcze bliżej Shiona...
-Trzymam za ciebie kciuki.-rzekła, a po chwili uniosła palec wskazujący do góry u nachyliła się do mojego ucha.-Jeżeli Shion będzie cierpiał z twojego powodu, moja w tym sprawa, abyś cierpiała i czuła ból kilkanaście razy mocniej...
Wampirzyca pomachała do brata na pożegnanie, po czym pokierowała się do wyjścia z Akademika. Czułam jak ciarki przechodzą mi po plecach, więc wzięłam głęboki wdech i wstałam. Podeszłam do blondyna, delikatnie się uśmiechając.
-Chcesz się przejść do mojego pokoju? Pokazałabym ci, co potrafię i chodzi tutaj o mój talent oraz najważniejsze dla mnie hobby.
Dopiero po chwili zrozumiałam, jak bardzo dwuznaczne były moje słowa. Shion się zgodził, więc chwyciłam jego nadgarstek lekkim uściskiem i z rumieńcem skierowałam się do mojego pokoiku. Tuż przed drzwiami wzięłam głęboki oddech, bo wszystkie ściany były obklejone w kartkach z planami i wymiarami strojów oraz w zdjęciach, na jakim byłam ja, czy też postacie do jakich kostiumy planuję. Nie wiem, czy to był dobry pomysł, aby go tutaj przyprowadzić, ale już było za późno. Otworzyłam drzwi i weszłam z nim do środka. Kiedy chłopak już był w środku, zamknęłam wrota mojego królestwa, odwracając się do niego z uśmiechem.
-Witaj w zamku Maniaczki Cosplay'u!-wykrzyknęłam, pokazując dłońmi po ścianach.
Blondyn niepewnie rozglądał się wokół siebie. Wyglądał jak każdy, kto dowiedział się o mojej pasji, ale on nie był taki jak inni. Posadziłam go na łóżku, po czym rozejrzałam się za albumem, gdzie były wszystkie zdjęcia razem. Aha! Mam cię! Leżał sobie niewinnie w szafie. Podeszłam, po czym usiadłam blisko Shiona, ale nim to zrozumiałam, było już za późno, aby się cofnąć. No trudno. Położyłam album na jego kolanach i otworzyłam go na pierwszej stronie, gdzie byłam ja w moim pierwszym w życiu kostiumie.
-To był mój pierwszy cosplay. Uszyłam je sama, a mój brat bliźniak wyglądał podobnie. Byliśmy tam we dwoje. Wszystkie stroje są u mnie w pokoju.
Chłopak przerzucał na coraz to kolejną stronę. Czułam, że o czymś zapomniałam. To jest album z moimi wszystkimi cosplay'ami, czyli... Kurwa! Tam będzie ten w którym... No nie! Nie! Akurat, kiedy sobie przypomniałam, książka wspomnień otworzyła się na tym piekielnym zdjęciu! Spanikowana chciałam się rzucić, aby odebrać mu przedmiot, ale ten ani mi próbował go oddać. Z uśmiechem droczył się ze mną, trzymając moje dłonie z dala od albumu.
-Oddaj! Tam już nic innego nie ma!-wypiszczałam z największym rumieńcem na twarzy, na jaki chyba było mnie stać.
-Taak? A masz mi coś jeszcze innego do pokazania w tym stylu?-zapytał, a mój rumieniec wyewoluował w nową formę.
Spuściłam wzrok, a chłopak uśmiechnął się pod nosem. Nie minęła chwila, a on zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się głośno, bo byłam na to podatna i to jak! Szamotałam się, choć starałam się nie uderzyć przypadkiem blondyna. Popatrzyłam mu prosto w oczy, a on zaprzestał łaskotek. Jakie ma śliczne oczy...
Masz chwilę przerwy. Uwaga. Przestanę cię całkowicie łaskotać, jak mi się w coś tak ładnego przebierzesz. Dobrze pamiętam jak mówiłaś, że masz wszystkie stroje tutaj.-powiedział, po czym wrócił do łaskotek.
Śmiałam się do rozpuku, łapiąc się jego szyi. Chciałam się popisać, że umiem takie rzeczy robić, a teraz co? Muszę się przebrać w wyzywający strój dla kogoś, kto mi się tak cholernie podoba! Gdybym mogła, odwróciłabym wzrok, ale on nadal nie zaprzestawał łaskotek!
-Dobra! Dobra! Przebiorę się!-wrzasnęłam, a chłopak zabrał ode mnie ręce.
Więc pozostało mi jedno... Wstałam, biorąc odpowiedni strój z szafy, po czym poszłam do łazienki. Nie minęło dużo czasu, a wyłoniłam się nieśmiało z łazienki, klękając na ziemię i unosząc dłonie do góry.
-N-Nya~...-powiedziałam.
-Ładnie wyglądasz. Pasuje to do ciebie.-powiedział, patrząc na mnie od stóp do głów.-Aczkolwiek nie sądziłem, że możesz mieć bardziej wyuzdany strój niż tamten od byka, ale jak widać myliłem się... Nie żeby mi to przeszkadzało, czy coś...-odwrócił wzrok.
Szybko zauważyłam, jak w oknie stoi ten zbok, który wcześniej na mnie napadł. Pisnęłam, zakrywając się rękami, a Shion spojrzał w tamtym kierunku. Wyjął pistolet, który przyłożył sobie do skroni. Po wystrzale, facet uciekł z krzykiem. Wokół blondyna roznosił się niebieski dym. Podniosłam się, starając się go dojrzeć z mgły. Nagle ktoś popchnął mnie na łóżko, złapał moje nadgarstki i patrzył prosto w moje oczy. N-Nie... Nie chcę z tobą. Chcę z Shionem... Chłopak patrzył to na górę mojego ubrania, to na dół, po czym zaczął zbliżać swoją twarz do mojej. Ponownie się zarumieniłam. Blondyn przygryzł wargę, a w momencie w którym miał mnie pocałować, ktoś zapukał do pokoju i bez odpowiedzi otworzył drzwi. To Remilia. Cicho pisnęłam, chcąc zakryć się rękoma, ale ten nadal mnie trzymał.
-Z-Złaź... Chcę się zakryć...-szepnęłam z ogromnym zawstydzeniem.
Jednak chłopakowi się w żadnym wypadku nie spieszyło. Wampirzyca zaśmiała się pod nosem, po czym zapytała go, gdzie jest telefon. Blondyn wskazał na komodę, a dziewczyna zabrała swoją własność, rzekła szybkie "powodzenia" i sobie poszła. Shion ponownie wbił we mnie spojrzenie, a ja dojrzałam w nim dziwne ogniki. Wiem, że jest facetem i lubi takie widoki, ale ja jestem teraz ofiarą...
-Z-Zejdziesz ze mnie? Powinnam się już chyba p-przebrać...-szepnęłam z ogromnym rumieńcem.
<następne opowiadanie>
<Shionku?>
Ilość słów: 1151

Witamy - Ria Cloya Blau!


Imię i nazwisko: Ria Cloya Blau
Pseudonim: Przez swoją datę urodzenia, dziewczyna była nazywana dzieciakiem. Jeżeli ją bliżej poznasz, wymyśl jej jakieś przezwisko.
Wiek: 20 lat
Data urodzin: 01.06
Płeć: kobieta
Orientacja: Hetero
Partner: Ciągle szuka...
Klasa: III mundurowa
Kluby:  Klub parkouru | Klub łucznictwa i strzelectwa
Rasa: Magicznie uzdolniona
Specyfika: Ria może wytworzyć własne, białe skrzydła. Tą umiejętność rozwija dopiero od pewnego czasu, więc czasem wytworzenie ich sprawia jej trudności. W czasie, gdy Ria wytwarza własne skrzydła, nie może pływać, ponieważ skrzydła natychmiast by się umoczyły, co uniemożliwiłoby dalszy lot.
Charakter: Ria jest zamknięta w sobie. Rzadko komu ufa, lecz zdarzają się wyjątki. Cały czas szuka osoby, która będzie godna jej zaufania. Gdy musi, umie się zachować, zwłaszcza przy ważnych wydarzeniach. Nie lubi tłoku i gwaru, który zakłóca jej naturalny spokój. Umie się odezwać i śmiało wyraża swoje zdanie, ale tylko wtedy kiedy ktoś ją o to poprosi. Małomówna, nie za bardzo przejmuje się losem innych. Gdy coś robi, całkowicie się temu oddaje. Niełatwo daje się nią manipulować; umie wykryć, kiedy ktoś kłamie. Ma zszarpane nerwy, przez co łatwo się denerwuje, lecz rzadko daje to po sobie poznać. Czasem jest chamska, na swój sposób złośliwa. By dochować tajemnicy, swojej lub kogoś, potrafi kłamać, przez co ludzie tworzą wokół niej teorie spiskowe. Każdemu, którego pozna, daje szansę, by się wykazał pod względem jego wierności co do nowo poznanej osoby. Może ten ktoś zasłuży na jej zaufanie? Ria posiada dar przekonywania. Wiele osób jej ulega, przez co dziewczyna może kogoś łatwo wykorzystać, lecz nie korzysta z tego zbyt często. Nikt, kogo do tej pory poznała, nie obdarzył jej szczególnym uczuciem, zbytnim zaufaniem, przez co dziewczyna stała się nie co nieśmiała i bezuczuciowa, mało empatyczna. Rzadko się uśmiecha, ale posiada poczucie humoru. Jest ona podatna na wszelkie iluzje, kontrole umysłu, iluzje otoczenia i inne, więc zawsze jest czujna.
Aparycja: Ria posiada bladą cerę oraz gładką, wręcz jedwabistą skórę. Jej włosy są dosyć bujne, krótko ścięte i wręcz blado-białe. Czasem jej krótkie pasemka, które oddzielają się od jej włosów, spadają jej na oczy, co bardzo ją denerwuje. Często w swoją małą czuprynkę wpina dwie lub trzy czarne wsuwki. Jej oczy są szare, w niektórych miejscach przechodzą w jasny odcień błękitu. Najczęściej ubiera się schludnie, często w ciemne spódnice i koszule w jasnych oraz zimnych kolorach. W roli obuwia spełniają się u niej baletki, buty z lekkim koturnem lub obcasem, lub po prostu tenisówki. Jej wzrost nie przekracza 179 cm wzrostu. Jej ciało jest lekko wychodzone za sprawą jej problemów z anoreksją. Jej wąskie ramiona oraz chude nogi sprawiają wrażenie, jakby Ria była młodsza o kilka, a nawet kilkanaście lat. Na rękach, ramionach i przedramionach posiada liczne blizny cięte, bowiem chciała popełnić samobójstwo.
Głos: P!nk
Pokój: 22
Współlokator: Soraya Danika Dreyar
Zainteresowania: Dziewczyna ta nie posiada talentów do grania na wszelakich instrumentach. Za to ma dar do sportów (oprócz lekkoatletyki). W chwilach, w których niema nic szczególnego do roboty, zakłada wrotki i jedzie na nich aż na obrzeża miasta. Kocha rysować, co już z resztą wspomniałam. Dużo czasu spędza w ogrodach. Nie przepada za gotowaniem, co nie znaczy, że nie umie tego robić. Częściej jednak je coś na mieście. Świetnie idzie jej strzelanie z łuku, jak i samoobrona.
Moce:
- Telekineza - zdolność polegająca na komunikowaniu się z inną osobą za pomocą umysłu.
- Częściowa przemiana - polega na tym, że Ria potrafi wytworzyć skrzydła, które wyrastają jej w okolicy łopatek.
- Leczenie - potrafi uleczyć rany, niestety własnym kosztem. Po nadmiernym korzystaniu z tej mocy dziewczyna może zapaść w śpiączkę (co raz już się jej zdążyło) lub umrzeć.
- Wędrówka duszy - potrafi przenieść swoją duszę do innego ciała, niekoniecznie już martwego. Robi to poprzez położenie swoich dwóch palców na jednej ze swoich skroni. Musi ona „wyłączyć” wszystkie zewnętrzne i wewnętrzne bodźce. Przy wtargnięciu do cudzego ciała dziewczyna mdleje. Najczęściej używa tej mocy na małych stworzeniach: myszach, szczurach i innych.
- Cień - umiejętność ta polega na manipulowanie cieniem oraz zamienianie się w cień. Potrafi się w nim schować.
Rodzina: Ria nie lubi wspominać swojej rodziny i dotąd nikomu o niej nie wspominała. Więc to jedna wielka tajemnica.
Poza tym, ze swojego dzieciństwa pamięta pojedyncze sceny. Jedyna osoba z jej rodziny, która zdobyła zaufanie dwudziestolatki to jej siostra, lecz szmat czasu temu straciła z nią kontakt. Ria bardzo przeżywa to rozstanie.
Historia: Dziewczyna pochodzi z rodziny, która ma dosyć szlachetne korzenie, lecz nigdy tego nie odczuła. Żyła normalnie, jeżeli chodzi o warunki domowe. Jej psychika z powodu kłótni domowych, prześladowań ze strony rówieśników oraz przemocy została zniszczona, przez co wpadła w głęboką depresję, której skutki odczuwa do dziś.
Pupil: Ria posiada psa o imieniu Bayley oraz szczurka.
- Dziewczyna nienawidzi pływać.
- Nienawidzi muzyki, takiej jak: rock, kpop, oraz innych chaotycznych rytmów.
- Czuje pociąg do chmur. Lubi je malować; najczęściej przenosi ich piękno na płótno.
- Ma uczulenie na tulipany oraz sierść szympansa.
- Chciała popełnić samobójstwo, przez co posiada na swoich rękach liczne rany cięte.
- Zawsze rano wypija przynajmniej jedną filiżankę kawy.
Kontakt: Anonim
Motto: "To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia."
Źródła zdjęć: Twitter, lecz nie da się jednoznacznie ustalić pochodzenia danego zdjęcia. Autorzy nieznani.
Relacje: -
Ważne opowiadania: -

środa, 4 kwietnia 2018

Od Misuzu do Avon

- Ten pan weźmie cię do szkoły, gdzie będziesz miała normalne życie. - Te słowa zapamiętałam od swojego wcześniejszego opiekuna, który wsadził mnie w taksówkę z nieznajomą kobietą.
- Cieszysz się panienko, że trafisz do nowej szkoły i zaczniesz normalne życie bez zmartwień? - Zadała mi to pytanie osoba siedząca obok mnie w taksówce.
- D-Dlaczego muszę tam iść? - Spytałam nieśmiało i cicho.
- Jesteś piękną, urodziwą damą, musisz mieć wykształcenie i wiedzieć jak żyć w społeczeństwie, szkoła ci to wszystko da. - Kilka sekund po jej słowach taksówka się zatrzymała. - Właśnie jesteśmy, wysiadaj, ktoś za niedługo do ciebie przyjdzie i cię oprowadzi.
Wysiadłam dość powolnie z taksówki; taksówkarz pomógł wyciągnąć walizkę z bagażnika i mój powóz nadziei na powrót odjechał, miałam jeszcze nadzieję, że to żart, ale po czekaniu dziesięciu minut szybko straciłam takie myśli. W końcu przyszedł po mnie kat w postaci mężczyzny ze świecącymi oczami.
- Idziesz ze mną, jestem od teraz twoim wychowawcą i muszę cię oprowadzić, masz słuchać. - Powiedział tylko swoją przemowę, odwrócił się na pięcie i poszedł wolnym krokiem. Złapałam za walizkę i spróbowałam go dogonić.
- P-psze pana, d-dokąd wpierw idziemy? - Spytałam, lekko się denerwując.
- Nie zadawaj głupich pytań, wpierw odłożymy twój zbędny balast, byś mogła normalnie chodzić po tej szkole. - Wypowiedział to wszystko, nawet nie spoglądając na mnie. - W pokoju będziesz miała mapę szkoły, nie masz prawa się spóźnić na zajęcia, PAMIĘTAJ. - Ostatnie słowo strasznie wyolbrzymił, lekko się zmartwiłam, że zaraz się na mnie rzuci.
Podróżowaliśmy z moją walizką w ciszy, aż do akademika, tam musieliśmy wejść po schodach, zwłaszcza ja taszcząc ciężar. Była winda, ale musiałam się słuchać tego nauczyciela, lekko się go bałam. Weszliśmy na trzecie piętro, pokazał mi drzwi z numerkiem 48, otworzył drzwi kluczem, następnie mi go podarował.
- Od teraz tu mieszkasz, może kiedyś będziesz miała koleżanki, mało mnie interesuje, zostaw walizkę i idziemy dalej. - Posłusznie wykonałam polecenie, zamknęłam drzwi i szukałam wzrokiem nauczyciela, który już był kilka metrów ode mnie. - Szybciej, inaczej stracisz sobie u mnie pozycję na liście.
- P-przepraszam, ale pan zbyt mało czasu pozostawia mi na obejrzenie niektórych rzeczy i ich zapamiętanie. - Ukłoniłam się lekko w geście przeprosin.
- To już nie mój problem, masz nadążać za mną i to masz wykonywać, nic więcej. - Zwiększył tempo kroku. - I nie ma żadnych „ale”.
Oprowadzał mnie po całej szkole, pokazując sale, gdzie mogę znaleźć nauczyciela danego przedmiotu, gdzie mogę zjeść i inne; jedyne co mnie ciekawiło to biblioteka, mogłam tam się zaszyć i czytać mangę lub książki. W końcu zostawił mnie w punkcie wyjścia przed szkołą. Powiedział, że jutro zaczynam zajęcia. Teraz musiałam poradzić sobie sama, używając mapki przypadkiem upuszczonej przez nauczyciela. Gubiąc się po różnych korytarzach, nie pytając nikogo o drogę, trafiłam w końcu do budynku przypominającego teraz moje miejsce zamieszkania. Weszłam wolnym krokiem po schodach, tym razem szybciej niż wcześniej, bo bez balastu. Otworzyłam drzwi, weszłam, położyłam się na łóżku, mając na sobie swój ciemny sweterek, który był cieplutki i wygodniutki. Wstałam z łóżka, otworzyłam walizkę, zaczęłam wsadzać swoje ubrania do szafy nieopodal pojedynczego łoża. Po wykonaniu dosyć nużącej czynności usiadłam na łóżku i wróciłam do odpoczywania.

< Avon? >
Liczba słów: 527

wtorek, 3 kwietnia 2018

Od Katsukiego do Rina (+16)

Usłyszałem kroki za sobą i teraz wiedziałem, ze ten debil idzie ze mną. No i dobrze. Ten ogoniasty bałwan przydałby się w delikwentach, w końcu... Same tępe banie są u nas. Wsadziłem dłonie do kieszeni, niosąc postrach na korytarzach akademików. Patrzyłem na wszystkich spod byka, a czarnowłosy szedł obok mnie z wyrazem twarzy typu "mam wyjebane". No i super. Nagle ktoś mi się napatoczył pod nogi. Jakiś mały szczeniak z chyba I klasy. Złapałem go za koszulkę na karku i podniosłem na wysokość swojej twarzy. Dzieciak zaczął piszczeć, kuląc się.
-Spierdalaj kundlu.-warknąłem, rzucając go niezbyt mocno na ścianę, a ten tam upadł i kulił się jeszcze mocniej.
Miał oklapnięte uszy i ogon, a na dodatek wydawało mi się, że skomlał. Był blady jak ściana. Żałosne. Żałosne. Żałosne. Nic z niego nie będzie, prócz jakiegoś pasztetu. Chociaż gdyby nawet go zmielili i dodali coś dobrego, kijem bym go nie tknął. Warknąłem, wkładając znowu ręce do kieszeni i podniosłem teraz głowę. Czułem jak moje spojrzenie budzi wokół strach. Miałem chęć śmiać się z tego, co się działo. To żałosne. Wyszedłem z Rinem z akademików, kierując się do pobliskiej dzielnicy. Była znana z kradzieży i innych takich. Zabójstwa tam może nie zdarzały się często, ale ludzie byli bici do nieprzytomności, mieli poważne złamania lub byli przewożeni do szpitala i trafiali na stół operacyjny. Bywa i tak, jak jakieś szczeniaki sobie dla jaj biegają po niebezpiecznej dzielnicy. Gówniażeria zawsze stara się być fajna i chce się popisać znajomym. Jakby to oni powiedzieli... Żal pl. Żałosne. Idąc ciemną ulicą, czułem na sobie spojrzenie wielu ludzi i szepty typu "To on. To ten zabójca z szóstego dystryktu." Zabawne. Prychnąłem, po czym spojrzałem na Rina.
-Trzymaj się blisko. Ten dystrykt akurat czuje postrach, ale zaraz wchodzimy do innego. Tam nie będzie już tak fajnie...-mruknąłem, po czym lekko machnąłem głową.-Stawaj obok i pilnuj kieszeni.
-Ta, zrozumiałem.
-Dobrze, że choć tyle rozumiesz ogoniasty bałwanie...-rozejrzałem się, kiedy przeszliśmy przez bramę do dystryktu śmierci.
Był on znany pod numerem sześć. To tam zazwyczaj było najniebezpieczniej. Tam odbywały się zabójstwa, pobicia do śmierci i tym podobne rzeczy. My, jako delikwenci z najbardziej znanej szkoły, mieliśmy tam kryjówkę w podziemiach i tylko ci, którzy zasłużą na to mogą dowiedzieć się, gdzie ona jest. Prychnąłem, po czym zatrzymałem dłonią Rina.
-Stój. Ktoś tutaj jest...-powiedziałem, kiedy na swoim terytorium wyczułem inny zapach.
-Słyszę trzech...- szepnął.
-Słuchaj, nie odzywaj się i w razie czego, nie pakuj się do walki-szepnąłem.-Nikt ma nie wiedzieć, jaką masz moc, jasne?-warknąłem do niego.
Dlaczego mu to powiedziałem? Sprawa jest łatwa. Każda osoba, jaka łazi po tych ulicach, zbiera informacje na temat nowych osób, po czym sprzedaje je na czarno. Mistrze zbrodni dzięki temu z łatwością odnajdują takich i zabijają ich, nim się obejrzą. Takie jest życie w tych dystryktach i nie da się tego zmienić. No cóż, zdarza się. Sam nie walczę swoją mocą. Używam do tego własnych mięśni i pięści. Nie dam, aby jakieś pomioty ulicy łamały karki moim "kolegom". Rin pokiwał do mnie głową, po czym spojrzałem na gang złożony z trzech łysoli. Jeden z nich, stojący na przedzie, był znany w szóstym dystrykcie jako "Anglik". Podobno ciągle nawija po angielsku, a na dodatek pije ze swoich ofiar krew, niczym herbatkę w po południe. Dwaj jego goryle to "Ząbek" i "Lucian". Ci to zamiast mózgu mają mięśnie, więc ich bym łatwo rozwalił na łopatki. Kłaniajcie się wyrzygane przez kota kłaki. Król Delikwentów skopie wam dupę.
-Hello, my dear... Katsuki how are you? What are you doing here?-zapytał przewodnik, zbliżając się do mnie.
-Spierdalaj jebany pedale angolu. Nie zbliżaj się, bo ci wpierdolę i się nie pozbierasz...-warknąłem.
-Of course, sweetheart. Toothie, Lucian take him!-wrzasnął.
Dwaj goryle ruszyli w moim kierunku. Spasione świniaki, którym jedyne co, to wsadzić jabłko w mordę i wsadzić na głęboki ogień. Odepchnąłem do tyłu czarnowłosego bałwana, przez co ten upadł, ale miałem co innego do zrobienia. Zajebać tych posłanników pedała angola. Przybrałem pozycję obronną, po czym czekałem na pierwszy ruch spasiaków. Zaśmiałem się. Obaj zadali atak w tym samym czasie, a ja odskoczyłem, nie mogąc powstrzymać śmiechu. Zanim się ogarnęli, ja podbiegłem i uderzyłem jednego z nich z pięści w twarz, a ten lekko się osunął na ziemię. Potem zadałem drugi, podobny atak i ten drugi opadł również. Kopnąłem jednego z nich tak, aby padł nieprzytomny, a zasiadłem na brzuchu Luciana, uderzając go morderczą salwą ciosów.
-Zgiń kurwiu! Giń! Giń! Giń!-wrzeszczałem, kiedy na moją twarz chlapała krew goryla.
Nie minęło dużo czasu, a ten stracił oddech, pobladł, a jego usta przybrały siny kolor. Błękitne oczy wywinęły się, a ja widziałem wyłącznie białka. Spojrzałem na Ząbka, który nadal był nieprzytomny i po wstaniu z trupa, zacząłem kopać drugiego. Bardzo szybko się obudził, zaczął kaszleć krwią. Podskoczyłem, po czym kolanami opadłem na jego głowę, miażdżąc ją. Jedyne co widziałem, to dosłownie wypływający mu uszami mózg oraz wyskakujące jak kukułki z zegara oczy.
-Jak pięknie! Jak cudownie!-zaśmiałem się, rozkładając dłonie na boki.-Chodź tu jebany Angolu. Policzę się jeszcze z tobą. Bo chyba lubisz, jak ktoś ci dotyka dolnych partii... Ja je dotknę nogami, gniotąc ci wszystko. Wykastruję ciebie jebańcu!-wrzasnąłem.
-Oh my god. Go away, you psycho! You are mad! Go away!-pisnął, po czym zwinął się, uciekając gdzie pieprz rośnie.
Zaśmiałem się, po czym podniosłem głowę do góry. Mój śmiech był niczym z horroru, jednak nie obchodziło mnie to. Przecież wszyscy mają znać Króla Delikwentów. Wszyscy mają się przede mną kłaniać i mówić o zabójcy z szóstego dystryktu. Spojrzałem na Rina, ocierając krew z policzka.
-No to jak ogoniasty bałwanie? Idziesz ze mną, czy się cykasz?-patrzyłem na niego szeroko otwartymi oczami.
<następne opowiadanie>
<Rin?>
Ilość słów: 921

Od Olivii do Nitzana

Podczas zajęć zastanawiałam się, czy jedna z dziewczyn nie podejdzie do mnie na przerwie i nie zacznie mi prawić morałów. Razem z Kitty się zakładałyśmy, czy obie podejdą, czy tylko jedna będzie miała pretensje. A może obie zaczną się ze sobą kłócić przy mnie? Naprawdę, byłam ciekawa, co będzie mnie czekało na przerwach. Obie dziewczyny nie wyglądały na jakieś bardzo miłe i trudne do rozgryzienia. Widać było na pierwszy rzut oka, że blondynka leciała na ciało mężczyzn, a nie zwracała uwagi na ich charakter. Chciała jedynie mężczyznę dla szpanu, czyli najlepiej, aby się trochę odróżniał od reszty. Taki właśnie był Nitzan. Różnił się kolorem skóry, a jego oczy były tak piękne, że niejedna kobieta by się w nich zakochała. Złote oczy to rzadkość. W dodatku Nitzan był bardzo miłym mężczyzną, co miał też duży wpływ na jego popularność wśród płci przeciwnej. Dostaliśmy proste ćwiczenia, które nie wymagały czegoś bardzo skomplikowanego. Przynajmniej dla mnie, w końcu rodzina o chorych zawodach robiła swoje. Nikt u nas nie miał czystej karty, wszyscy poza mną już coś naskrobali. Sam nauczyciel był lekko zaskoczony faktem, że wykonywałam ćwiczenia z wielką łatwością. Oczywiście, wykonywałam je nieco inną techniką, co niekoniecznie było poprawne w oczach mojego wychowawcy. Kilka razy tłumaczyłam swojej koleżance, jak wykonać dany ruch albo jak obronić się przed danym atakiem. Wiadomo, moja wiedza na ten temat nie była jakoś bardzo szeroka. Nie posiadałam dużej wiedzy teoretycznej, a jedynie zachowała się pamięć mięśniowa. Musiałam się kilka razy porządnie zastanowić, jak wytłumaczyć dziewczynie, która nigdy nie miała styczności z walką. Dla mnie najłatwiejsza nauka stanowiła praktyka i odrobinę teorii. Co jakiś czas zwracałam uwagę w stronę ćwiczącego mężczyzny. Naprawdę mnie zaskoczył swoimi umiejętnościami. Pomyślałam, czy dałabym przeciwko niemu radę. Był bardzo silny. Po jego pewnych ruchach mogłam wywnioskować, że był świadom tego, co robił. Spojrzałam potem na te dwie dziewczyny, które miały ochotę mnie pobić i najlepiej spalić żywcem. Ledwo sobie radziły, a mówiąc ledwo, byłam bardzo miła. One tak naprawdę tylko ze sobą plotkowały i nie wykonywały ćwiczeń. Robiły to w momencie, gdy nauczyciel na nie patrzył. Po zajęciach wróciłam do szatni. Po drodze blondynka i brunetka zaczepiły mnie pod pretekstem ważnej rozmowy. Powiedziałam im, żeby się najpierw przebrały, bo mogą nie zdążyć na kolejną lekcję. Poczerwieniały ze złości, jednak posłusznie poszły do szatni się przebrać. Zmiana ubrań zajęła mi zaledwie trzy minuty, kiedy tamte dwie panienki ubierały się z pięć jak nie więcej. Czekałam na nie tuż przed wejściem do szatni. Jednak stanęłam tak, aby zasłoniła nas ściana. Nie chciałam niepotrzebnych gapiów.
- Niesamowite, myślałam, że zajmie wam to dłużej - oznajmiłam sarkastycznym tonem, gdy ujrzałam je stojące przede mną.
Oczywiście zaczęły się od razu przekrzykiwać, do której z nich należy biedny Nitzan. Co lepsze, stwierdziły, że ja chciałam z nim kręcić. Naprawdę, niektóre dziewczyny nie miały nic lepszego do roboty niż robienie na siłę dram. Kazały mi do niego nie podchodzić i tym podobne. Według mnie było to żałosne. Przynajmniej dla mnie, nie wiem jak dla większości dziewczyn. One i tak były nieco zaskoczone, ale jeszcze bardziej zirytowane moim spokojnym podejściem. Jeszcze bardziej się zdziwiły, gdy zza ściany wyłonił się Nitzan. Niemal nie mogłam się powstrzymać ze śmiechu. Reakcja tych dwóch duszyczek była bezcenna. Natychmiast stały się milusie i nie potrafiły przestać robić słodkich, szczenięcych oczu na widok chłopaka. Na całe szczęście szybko sobie poszły. W ciszy i spokoju mogłam pójść na lekcje. Z nowym kolegą umówiliśmy się na po lekcjach. Bardzo przyjemnie mi się z nim rozmawiało. Był bardzo miły, a jego uśmiech polepszał mi humor. Dlatego zgodziłam się bez wahania, jak się zapytał, czy chciałabym z nim gdzieś wyjść na miasto.
~Po lekcjach~
Nienawidziłam się spóźniać, dlatego wybiegłam z klasy od razu, gdy nauczyciel ogłosił koniec lekcji. Pobiegłam od razu w stronę miejsca spotkania z Nitzanem. Chłopak już na mnie czekał. Cóż, już bałam się, że był na mnie obrażony, ale na całe szczęście nie był. Poszliśmy do pobliskiej kawiarni. Jednak przez całą drogę czułam się obserwowana. Jakby ktoś za nami szedł. Podczas tej całej drogi opowiedziałam niejeden suchar, który rozśmieszył chłopaka. Kiedy doszliśmy już do tej kawiarni i znaleźliśmy jakieś miejsce siedzące, ciemnoskóry oznajmił, że on stawia. Pozwoliłam mu, jednak pewnie i tak bym oddała mu pieniądze, albo zrobiłabym to przy następnej okazji.
- Nie było źle - odpowiedziałam na jego pytanie, dotyczące mojego pierwszego dnia w szkole. - A i na pewno wyjdziemy jeszcze drugi raz na miasto - dodałam, wyprzedzając kolejne słowa złotookiego.
- Dlaczego? - uniósł jedną brew.
- Chcę ci coś później postawić - powiedziałam, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmieszek. Puściłam w jego stronę oczko. Byłam ciekawa jego reakcji.
- Eeeeee… - Tak brzmiała jego odpowiedź. Totalnie go zatkało, czyli załapał podtekst. Oczywiście nie chodziło mi o to, tylko zapłacę za niego. Jednak wolałam dodać trochę śmiechu do naszej rozmowy, a wiedziałam, że takie wstawki albo rozśmieszą taką osobę, albo przerażą. Przy okazji mogłam zobaczyć, jaki był jego stosunek do takich rzeczy.
- Nie w tym sensie zbereźniku. - Zachichotałam i nagle zauważyłam, jak do kawiarni weszło kilka dziewczyn, w tym te dwie, co dzisiaj się mnie uczepiły. - Mamy towarzystwo… - westchnęłam cicho i delikatnym ruchem głowy wskazałam na tamtą grupkę.
- Może nas nie zauważą… - westchnął cicho Nitzan. Jego reakcja dała mi coś znać. On chyba nie był zadowolony z tego faktu, że się do niego przyczepiły jak magnez.
- Nie lubisz ich? - zapytałam się. Nagle podszedł do nas kelner.
- Co państwo chcą zamówić? - Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Kawa mrożona - odpowiedziałam i spojrzałam na chłopaka. W takiej sytuacji też mogłam się dowiedzieć, co on lubi pić. Coś na gorąco? A może preferuje zimne napoje? A może lubi jak kawa jest słodka? Nie powiem, zainteresował mnie.

< Nitzan? >
Liczba słów: 953

Witamy - Misuzu Kaneko!

Imię i nazwisko: Misuzu Kaneko
Pseudonim: Suzu lub Mizu, na obydwa reaguje.
Wiek: 19 lat
Data urodzin: 23 listopada
Płeć: Kobieta
Orientacja: Biseksualna
Partner: Jeszcze nie posiada
Klasa: II X.
Kluby: Do żadnego nie należy.
Rasa: Banshee
Specyfika: Wyróżnia się swoimi fioletowymi włosami w odcieniu bordowym, które są niespotykane u żadnego osobnika jej rasy.
Charakter: Jest osobą pamiętliwą, potrafi wybaczyć, ale zawsze w jej pamięci utkwi coś złego lub dobrego jej zrobiła dana osoba. Jest zazwyczaj cicha, nie udziela się zbytnio często w większym gronie, jeśli sytuacja tego nie wymaga, zazwyczaj woli rozmawiać z 3 lub 4 osobami, wtedy staje się rozmowna i bardziej śmiała. Przesiaduje w większości czasu w bibliotece, czytając mangę lub w pokoju oglądając anime. Skupia się na każdej chwili, łatwo przywiązuje się do osób, które poznała, nienawidzi patrzeć na ból bliskich, nawet w chwili, gdy ktoś umiera, próbuje jakoś pomóc w niemartwieniu się, że czas ucieka, rozmawiając z umierającym. Jest miła i zazwyczaj urocza, jeśli ktoś jej podpadnie, potrafi dopiec i soczyście się zemścić tnąc skórę lub rzucając mangą w twarz. Wstydzi się zapytać wprost, czy spędzi ktoś z nią czas lub wyjdzie razem, po prostu sugeruje pomysł, często zbyt mocno pokazuje swoje emocje.
Aparycja: Mierzy 168 centymetrów wzrostu, waży 55 kilogramów, jest niezwykle piękną kobietą. Ma długie fioletowe włosy w odcieniu bordowym i czerwone oczy, nosi zazwyczaj stroje podkreślające jej wyprofilowane ciało, które kręci każdego faceta swoimi walorami i pięknem. Prawie nigdy nie nosi sukienek ani nic podobnego, ale zdarzają się takie dni, gdy najdzie ją ochota na założenie jednej.
Głos: Laura Brehm
Pokój: 48
Współlokator: Avon Juliet Tenerbis
Zainteresowania: Muzyka, anime, zachowania innych istot i ich tok myślenia
Moce:
- Ostatnie emocje - Misuzu przebywając z umierającą osobą, która okazuje jakieś emocje, zyskuje na stałe energie, którą może wykorzystać w dowolny sposób, zwiększając swoją siłę czy prędkość, ta energia stale się odnawia w ciągu 24 godzin.
- Ostatnie sekundy - Misuzu zatrzymuje lub spowalnia czas i wszystkich wokół siebie, których nie dotyka, zazwyczaj używa tej mocy do przeczytania mangi lub obejrzenia anime, czasem się zdarzy w celu ubrania się.
- Pani śmierci - użytkowniczka wykorzystuje część swojej energii w celu przemiany na osobę na równym poziomie z bogiem, jednocześnie tworząc krwawą włócznię, nawet kilka ich może stworzyć, każda z nich może przeciąć dosłownie wszystko, nawet marynarkę, ale z każdym silniejszym uderzeniem wysysa coraz więcej energii z posiadacza.
- Dziecko nocy - podczas zmroku Suzu staje się kilkakrotnie szybsza, praktycznie niewidoczna i bezgłośna nawet biegnąc, ale wyłącznie, gdy nie jest zaangażowana w rozmowę i walkę, jaki i w podobne rzeczy.
- Zapach śmierci - umożliwia wyczucie w powietrzu zapachu nadchodzącej danej osoby śmierci lub człowieka, który niedaleko umiera i przybycie do niej.
Rodzina: Nie posiada, podrzucona do sierocińca.
Historia: Podczas swoich pierwszych miesięcy trafiła do sierocińca, tam zajęli się nią różni ludzie, w końcu w wieku 14 lat została wyrzucona z powodu swojej odmienności i trafiła na ulice, po czterech latach została odnaleziona przez jakiegoś dobrego samarytanina, który zadbał o nią i jej naukę, następnie zaproponował jej dalszą edukację w szkole w celu stania się niezależnej od niego i zaczęcia samodzielnie żyć.
Pupil: Strasznie by chciała, ale boi się mieć jakiegoś.
Inne:
- Jest wychowanką domu dziecka,
- Uwielbia słodkości, spacery nocą i spędzanie czasu z osobami,
- Uwielbia biegać, ale niezbyt lubi współpracę z drużyną, dlatego nie uprawia zbyt często sportu oprócz biegania.
Kontakt: e-mail:  smoczyca5445@o2.pl
Motto: "Życie? Ciągle ktoś je traci, za niedługo możesz być to nawet ty, wtedy ja przybędę by umilić ci ostatnie sekundy."
Inne zdjęcia:

Źródła zdjęć: pixiv.net by Hplay i kauto@お仕事募集中
Relacje: Obecnie brak.
Ważne opowiadania: -

Od Lily do Primrose

Ja i moja nowo poznana koleżanka weszłyśmy głębiej do mieszkania.
- Przytulnie tu... - pomyślałam, po czym usiadłam na wygodnej kanapie.
Starsza kobieta przyniosła nam po filiżance herbaty. Szczerze mówiąc, dawno takiej dobrej nie piłam... Wracając; dziewczyna o imieniu Primrose kontynuowała dialog z gospodynią. Poczułam się trochę nieswojo. Jako że tejże kobiety oraz Primrose nie znałam za dobrze, a tu nagle „wtargnęłam” do domu pewnej staruszki. A zresztą... po co się tym przejmować? Życie jest za krótkie, by się martwić. Moja towarzyszka również spoczęła na kanapie po dostaniu ciepłego napoju, oczywiście.
- I jak wrażenia? - spytała Primrose, radośnie się uśmiechając.
- Eee... No... Dobra herbata... - wybełkotałam, po czym obie osoby ze mną przebywające się roześmiały.
- Bardzo mi miło - odpowiedziała kobieta, przeglądając stertę książek, które tuż przed chwilą znajdowały się w kartonowym pudle. Po dokończeniu resztek herbaty uścisnęłyśmy dłoń staruszki i wyszłyśmy na dwór. Pogoda trochę się poprawiła, ale ja nadal odczuwałam chęć schowania się w ciepłym i suchym miejscu.
- Gdzie teraz idziemy? - wypaliłam, po czym rozłożyłam ręce.
- Może do ciebie? - powiedziała, po czym wskazała na akademik znajdujący się blisko szkoły.
- No dobrze... - mruknęłam.
Otwierając drzwi mojego pokoju zimnym, metalowym kluczem, porozmawiałyśmy trochę. Szczerze mówiąc, nie za bardzo ufam owej dziewczynie, ale wygląda na całkiem porządna. No nic, w końcu muszę komuś zaufać. Po paru minutach, które poświęciłam na siłowanie się z drzwiami, weszłyśmy do mojego malutkiego mieszkanka.
- Rozgość się! - powiedziałam, jednocześnie siadając na swoim łóżku.
- Nie masz współlokatora? - spytała.
- Nie... teoretycznie. Moim jedynym współlokatorem jest mój feniks, Płomyk. Niestety jeszcze nie wrócił - odpowiedziałam, jakbym miała się z tego jej tłumaczyć.
Wzięłam do ręki mój notatnik, by jak zwykle coś nabazgrolić.
- Co tam rysujesz? - spytała dziewczyna, pokazując przy tym swoje dosyć duże oczy.
- Nic, nic... - Szybko mruknęłam, wtulając notes w klatkę piersiową. Nie lubię pokazywać swoich prac... Nikomu. Odsunęłam się na kant łóżka. Gdy chciałam kontynuować rysowanie bazgroła, dziewczyna wyrwałam mi notatnik z rąk.
„No i się wydało...”; mruknęłam w myślach. W tym momencie Primrose szeroko się uśmiechnęła. „Ale mi głupio!”; palnęłam w myślach.
- To ja?! - pytała z niedowierzaniem.
Tak... Narysowałam ją, gdy siedziała na kanapie w domu tamtej starszej kobiety z filiżanką herbaty w dłoniach.
- Przestań, Primrose! To zwykły wstępny szkic. - Prychnęłam, pokazując swoje szare oczy i poważną jak nigdy twarz.
Dziewczyna trochę się zakłopotała, widząc, że kolor moich oczu się zmienił. Odsunęła się ode mnie. Od razu można było dostrzec, że zaczęła się mnie bać.
- Uspokój się, Lily... - mówiłam do samej siebie w myślach.
Podejrzewam, że po paru minutach od samouspokajania się moje oczy znów zmieniły kolor na żółto-zielony. Dziewczyna podczas dłuższej konwersacji ze mną zaczęła powoli przekraczać granice. Zaczęłam się i irytować i zawstydzać z każdym zadanym pytaniem. Moje oczy po pewnym czasie zaczęły kipieć barwą pomarańczową. Podchodząc do najbliższego okna, otworzyłam je, chcąc zaczerpnąć świeżego powietrza. Ona zaś nie przestawała zadawać pytań. Zaczęła dopytywać się w pewnym stopniu o moje życie prywatne.
- Ostrzegam... - wypaliłam, chcąc w ten sposób poinformować ją o prawdopodobnym, niekontrolowanym ataku. Ona chyba nie zrozumiała, o co mi chodziło. Za pomocom talizmanu zamieniłam się w wilka, pokazując towarzyszącej mi dziewczynie kły. Szczerze mówiąc, nie miałam dziś najlepszego humoru, a ona w dodatku ostro przegina... Ponoć trudno mnie zdenerwować, ale każdy ma swoje granice... Przestraszona dziewczyna podskoczyła na równe nogi, po czym zamknęła się w łazience.
<koniec wątku>

< Primrose? :3 >
Liczba słów: 569