piątek, 2 marca 2018

Od Kagamiego do Erena

Ktoś wywołał u mnie zemdlenie. Kim ten ktoś jest? Dlaczego jest dla mnie znajomy, ale też w ogóle go nie znam. Co widziałem teraz... Nic. Ciemność. Ciemność i ból. Dlaczego nie wiem, gdzie jestem. Dlaczego tutaj jestem? Co się stało? Dlaczego on mówił do mnie Kagami... Jaki Kagami? Kim on jest? Czemu mam na szyi pierścień? Nie znałem odpowiedzi na te pytania, a moja głowa bardzo mnie bolała. Dlaczego?
---
Obudziłem się w środku nocy. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo było ciemno. Bardzo ciemno. Rozejrzałem się. Dlaczego wydaje mi się, że skrzywdziłem mocno Erena? Dlaczego ja to czuję, że on tak bardzo cierpi... Ah, no tak. Nasze przeznaczenia, umysły, serca i ciała to jedno. Wstałem i choć czułem się dziwnie, podszedłem do śpiącego szatyna. Kiedy usiadłem obok, zauważyłem, że on nie śpi... On płacze. Patrzyłem na niego z ogromnym współczuciem. Co ja mu musiałem zrobić, aby go doprowadzić do takiego stanu? Złapałem delikatnie jego dłoń, a wtedy żółtooki spojrzał na mnie. Uśmiechnąłem się, po czym go do siebie przytuliłem bardzo mocno. Czułem skapujące na mój kark łzy.
-Eren... Przepraszam, jak zrobiłem ci jakąś przykrość. Nic nie pamiętam, wybacz mi... Czuję się, jakbym odzyskał jakąś część czegoś... Nie wiem czego...-szepnąłem mu do ucha.
-Nic nie pamiętasz, co?
-Eren, przepraszam, ale nie...
-NIE! Nie wymawiaj tego słowa...
Na moment ucichłem, a potem spojrzałem mu w oczy. Byłem tak ciekawy, co się wydarzyło... Miałem dziurę w głowie... Jakby urwał mi się film. Złapałem mocno policzki Erena i przystawiłem swoje czoło do jego czoła. Powiedziałem bezgłośne "przepraszam", dając mu delikatnego buziaka w usta. Szatyn z kolei wtulił się bardzo mocno we mnie. Chciałem mu powiedzieć, że nie martw się, zawsze będę obok, nigdy mnie nie stracisz...
Jednak, przez moje usta nie mógł się wydobyć żaden dźwięk. Zatkało mnie. Po prostu słyszałem głośne bicie serca Erena oraz mojego. Po chwili opadłem z nim na łóżko, kładąc dłoń na jego torsie, a drugą obok na materacu. Pocałowałem go w na początku w usta, a potem polizałem go po policzku. Usłyszałem jego śmiech przez łzy. Uroczy i taki kochany... Jego dłoń leżała na moim przedramieniu, a z kolei druga ręka powędrowała ku mojej, a potem splótł ją. Jaki on uroczy... Potem na moment odsunąłem się od jego twarzy, patrząc mu w oczy. Uśmiechnąłem się delikatnie.
-Kocham cię, głupi bożku...-szepnąłem, miziając swoim nosem jego nosek.
-Nigdy mnie nie zostawiaj...Nigdy!
-Nie mam zamiaru... Jesteś dla mnie za ważny...-uśmiechnąłem się trochę szerzej.
Eren wtulił się we mnie, mocno drżąc. Przeturlałem się z nim, mocno go przytulając. Pozwalałem mu leżeć na sobie. Niech wie, że zawsze będę obok niego. Ucałowałem delikatnie jego czoło, po czym zacząłem głaskać go po plecach.
-Nie bój się... Nie opuszczę ciebie... Nigdy, przenigdy... Do końca świata i nawet potem...-szepnąłem mu do ucha.
Czułem szybkie bicie serca Erena. Złapałem delikatnie jego podbródek, podnosząc go, aby spojrzał mu w oczy. Uśmiechnąłem się i przystawiłem do niego swoje czoło.
-Eren... Nie bój się, proszę... Nie martw się. Naprawdę... -szepnął, lekko przejęty.
-Wiem...-zaczął szybko oddychać.
Nadal go delikatnie głaskałem po głowie. Chciałem dawać mu najwięcej wsparcia ile tylko mogłem. To w tej chwili było moim priorytetem... Pocieszyć osobę, która jest dla mnie w tej chwili najważniejsza. Najważniejsza na całym tym świecie. Objąłem go mocniej, a po chwili z moich oczu również poleciały łzy. Nie mogłem ich już trzymać. Nie mogę też zaprzeczyć... Że za mocno mi zależy na tym głupim bożku, aby go zostawić na pastwę losu... Czuję, że nasze życie już na zawsze będzie splecione i we dwoje będziemy mogli kroczyć dalej...
<Eren?>
Ilość słów: 584

Wymiana!



DZIĘKUJEMY ZA WYMIANĘ DLA AKADEMII ARTYSTÓW!


Od Ace'a do Holly

Po skończonych lekcjach udałem się prosto do kuchni. Tam było jedzenie, a ja byłem na strasznym głodzie. Szybkim krokiem wszedłem do stołówki. Natłok zapachów tylko rozdrażnił mój żołądek, który teraz jeszcze usilniej domagał się czegoś dobrego do jedzenia. Miałem wrażenie, że dziś tak jakby ruch jakiś większy w trakcie zajęć. Po chwili ujrzałem białowłosą osóbkę, która machała łapkami do mnie. Podszedłem bliżej i poczułem znajomą woń.
– Hejka, nie wiem, czy mnie pamiętasz, ale to ja. Holly. Poznaliśmy się dzisiaj rano. Siadaj – powiedziała szybko. To już mnie upewniło, że ją znam. lub poznałem niedawno – Dobrze, że udało mi się ciebie spotkać. Mam wiele pytań. Dawno nie spotkałam osoby zmiennokształtnej. Liczę więc, że odpowiesz mi na nie. Chcę wiedzieć więcej na temat twej rasy. No i nawet nie waż mi się odpowiadać wymijająco czy uciekać. I tak cię dopadnę.
– Jasne, jasne, ale najpierw pozwolisz, że coś sobie upichcę? – na potwierdzenie mych słów żołądek głośno zaburczał.
– Jeśli tylko odpowiesz na pytania to nie ma sprawy. – uśmiechnęła się do mnie i trąciła łokciem swoją koleżankę. Była tak pochłonięta telefonem, że nawet jej nie zauważyłem. – Hej, Shaylin. Może byś się tak przedstawiła?
– Ta, mhm... Shaylin jestem. – w końcu uniosła wzrok znad ekranu.
– A ja Ace, miło mi... – ruszyłem do kuchni, jednak zatrzymałem się i odwróciłem do dziewczyn. – Mogę was powąchać? Łatwiej mi was będzie zapamiętać.
Shaylin była wyraźnie zaskoczona tym pytaniem. Otworzyła nawet usta ze zdziwienia. Holly się tylko zaśmiała i pomogła przyjaciółce je zamknąć.
– Mówiłam ci, że się o to spyta. – powiedziała do niej, po czym skierowała swój wzrok na mnie – A ty powinieneś przestać pytać o to ludzi. To jest dziwne i no... Wiesz... Dziwne.
–Jak sobie chcecie, tylko nie zdziwcie się, jak was nie rozpoznam. – uśmiechnąłem się i ruszyłem do drzwi kuchennych. Gdy przekraczałem próg, usłyszałem za swoimi plecami ożywione szepty moich rozmówczyń. Spędziłem tam może pół godziny przygotowując dobre jedzonko. Mianowicie półmisek sałatki z gyrosem. No może jednak patrząc na zawartość mięsa, to gyrosa z dodatkiem sałatki. A do tego talerz kanapek do zagryzienia. To powinno wystarczyć na zabicie głodu i na pogawędkę. Wyszedłem niosąc danie na tacy. Nie spodziewałem się ich tam zastać, a jednak dalej siedziały i czekały aż wrócę. Czyli jednak się tak łatwo nie wymigam. No cóż, ruszyłem miękkim krokiem w kierunku stołu.
– Długo ci się tam zeszło... Ile ty tego tu zniosłeś?! – pokręciła głową, patrząc na wypchaną po brzegi salaterkę i stosik kanapek – No to teraz możesz odpowiedzieć na moje pytania. Tak więc, w co możesz się zmienić? Jaki masz artefakt? A moce, co z nimi? Co potrafisz?
– Mogłem się spodziewać takiej serii pytań. – przełknąłem jedzenie po czym się zaśmiałem. – Chyba bardzo lubisz zadawać pytania co?
– O ile się nie mylę, to ja miałam tu zadawać pytania. – lekko napuszyła policzki. – Poza tym, nawet jeśli to chyba nic złego?
– Spokojnie, nie chciałem Cię urazić... – podrapałem się po głowie lekko speszony. – To jakie było pierwsze pytanie? W co mogę się zmieniać? – dziewczyna kiwnęła potakująco i wyjęła z torby niewielki notesik i pióro – No więc odpowiedź jest oczywista, zmieniam się w siebie.
– A dokładniej się nie dało określić? – widać było, że zaczynają ją irytować moje odpowiedzi. Ale co poradzić? W końcu taka była prawda.
– Heh... – westchnąłem, jakby jej to wyjaśnić – Wiesz, zmieniam się w siebie, bo moje kocie ja, to ja. Mam nadzieję, że zrozumiałaś co chce powiedzieć. Ta zwierzęca forma jest ze mną od zawsze i dla mnie jest ona drugim mną.
– Tak średnio jeśli mam być szczera. Ale z tego co powiedziałeś to potrafisz przybrać jakąś kocią postać. Czy to jakiś specjalny kot, a może jakiś tygrys albo coś takiego? Hm, hm? – dziewczyna nachyliła się w moim kierunku i wyczekująco wpatrywała się we mnie. Myślałem, że ta odpowiedź skróci ciąg pytań, a tu stało się zupełnie odwrotnie. Nastąpiła lawina nowych. Shaylin cały czas siedziała z nosem w telefonie. Chyba niezbyt interesował ją wywiad ze mną.
– A to już pozostanie tajemnicą. – odpowiedziałem z uśmiechem i skończyłem sałatkę. Teraz pora na kanapki. – Pytałaś się czy mam artefakt. Otóż nie potrzebuję czegoś takiego. Nawet nie wiem po co innym zmiennokształtnym takie rzeczy. W końcu chodzi tu o część nas samych.
– Mhm, mhm... To niezwykłe ibardzo rzadkie, że nie potrzebujesz żadnego artefaktu! – zapisywała wszystkie informacje. Ciekawe po co jej to. – Ale czemu nie chcesz powiedzieć mi jakim dokładnie kotem jesteś? To na pewno nie jest coś co trzeba ukrywać. A i właśnie jakie masz moce? Zmiennokształtni zawsze mieli ciekawe moce jak na waszą rasę. Poza tymi do zmian formy mieliście zestaw innych ciekawych umiejętności. Pokaż mi któreś ze swoich, proszę. – białowłosa strasznie nalegała. Dojadając ostatnie kęsy wpadł mi zabawny plan. Było niewielkie ryzyko, ale w sumie warto spróbować. Zwłaszcza, że dobrze się bawiłem w jej towarzystwie. – Proszę...
– Dobrze, ale mam jeden warunek. – wyjąłem kartkę i spisałem na niej na szybko umowę. Podałem ją Holly uśmiechając się przy tym – Trzymaj, to jest zakładzik. Jak wygrasz, jestem do twojej dyspozycji i coś na kształt pomocnika, pomagiera.
– A jeśli przegram? Co wtedy? A i jeszcze jedno, na czym ma polegać owy zakład? – mówiła lekko podenerwowana, ale widać było że się skusi. Zdradzał to błysk w jej błękitnych oczach.
– No, to chyba oczywiste, że to samo co ze mną? Będziesz do mojej dyspozycji... – Ho aż zatkało, a jej przyjaciółka parsknęła śmiechem. Czyli jednak słuchała naszej rozmowy. – A odnośnie tego na czym ma polegać zakład... To co powiesz na to, że zmierzymy się muzycznie?
– Ty grasz na czymś? – spytała – W porządku... To o której i gdzie?
– Może za godzinkę przed akademikiem? –
– Jasne, będziemy tam czekały... Prawda Shay? – mówiąc to zerknęła na swoją przyjaciółkę, która zdążyła na powrót zniknąć w telefonie.
– C-co? A tak, tak... Będziemy. – mówiła jednocześnie cały czas stukając w ekran.
– W takim razie do później. – wstałem i wyszedłem. Musiałem jeszcze nastroić gitarę i rozruszać palce, zanim się z nią zmierzę. Coś z tyłu głowy mi powiedziało, że się nieźle wpakowałem. Ale inna część mówiła, że może być ciekawie.
***
Wyszedłem z akademika. Promienie zachodzącego słońca przyjemnie dogrzewały. Dziewczyn jeszcze nie było, toteż postanowiłem powygrzewać się na ławeczce. Oparłem instrument o ławkę i zmieniłem się w kota. Usadowiłem się na najbardziej nasłonecznionej miejscówce i pomrukiwałem z zamkniętymi oczami. Po kilku minutach usłyszałem kroki i znajome głosy.
– Ace! Jesteśmy! – krzyczała Holly. – Gdzie on polazł?
– Nie wiem, ale spójrz jaki słodki kotek. – podeszły i zaczęły mnie drapać po pleckach. Było to w pytę przyjemne, ale trzeba było się zmierzyć. Zeskoczyłem z kolan Holly i zmieniłem się z powrotem w ludzką formę.
– No to możemy zaczynać, prawda? – rzekłem z uśmiechem i przeciągnąłem się.
– Ty! Czy my cię właśnie...
– Ano. – uśmiechnąłem się najbardziej uroczo jak tylko mogłem – Dodam jeszcze, że świetnie drapiecie po pleckach. To jak zaczynamy?
– W takim razie zaczynaj. – rzuciła oschle – Shay będzie sędziowała.
Kiwnąłem twierdząco głową po czym wziąłem instrument do rąk i sprawdziłem czy wszystko jest w porządku. Aye, struny brzmiały jak powinny, tak więc zabrałem się do dzieła. Szło mi dobrze jak nigdy. Ani razu nie omsknęły mi się palce. Ale dalej coś mi nie pasowało. Kiedy skończyłem białowłosa od razu zaczęła swoją partię na skrzypcach. Wtedy stało się jasne co mi nie pasowało. Grała o niebo lepiej ode mnie... Stałem ze zdziwioną miną, ale zaraz się uśmiechnąłem.
– Tak więc, teraz jestem na twoich usługach. – skłoniłem się lekko zwyciężczyni.
<Holly? Masz jakiś plan?>
Ilość słów: 1276

Od Erena do Kagamiego

Wleciałem do lasu. Uspokajałem się. Nic wielkiego, to co zwykle. Po kilku godzinach, gdy zaczęło zachodzić powoli słońce, postanowiłem wrócić do pokoju. Kilka minut później wylądowałem na balkonie i schowałem skrzydła. Otworzyłem drzwi od pokoju i rozglądnąłem się. Na łóżku leżał Kagami, tylko co on ma w ustach? Co? Pierścień? Byłem bardzo zdziwiony. Ja wiem, że każdy ma jakieś tam dziwactwa, ale...Nie, to nie mógł być ani przypadek ani jego widzimisię. Coś musiało być na rzeczy. Nigdy tak nie miał, nigdy tak nie robił. Próbowałem go zbudzić. Na próżno. Nie reagował na moje krzyki. Chyba miał jakiś koszmar, i to nie byle jaki. Nic nie mogłem zrobić, tylko mieć nadzieję, że nie cierpi i że to się niedługo skończy. Podszedłem do swojego biurka i wziąłem leżące na nim słuchawki. Walnąłem się na łóżko i włączyłem muzykę. Po chwili zasnąłem...
---
Znalazłem się w jakimś pomieszczeniu...Nie, zaraz...To nie jest pomieszczenie, tylko...Ciemność. Czarna, ponura, bez wyrazu...Dobrze ją znałem, nie raz w niej byłem. Usłyszałem jakiś krzyk...Bardzo znajomy głos, jakby...Kagami?! Co on tu...Zerwałem się z miejsca i chciałem biec, ale ktoś złapał mnie za ramię. Wysoki, silny i rosły mężczyzna...Obróciłem się. Ujrzałem długie włosy, ale ich koloru i twarzy nie zdołałem dojrzeć. Wydawał mi się znajomy...Bardzo znajomy...Byłem wręcz pewny, że już go kiedyś spotkałem i widziałem. Nagle mężczyzna tupnął i wywołał trzęsienie z...Po prostu trzęsienie, przecież to nie jest ziemia. Upadłem. Nie dałem rady się utrzymać przy tak ogromnych wstrząsach.
-C-co jest...?- zapytałem, powoli wstając i łapiąc się za włosy. Nagle mężczyzna przycisnął mnie do ziemi i...Pstryknął? Ciemność zamieniła się w oślepiającą biel. Nadal nie mogłem ujrzeć jego twarzy, ale włosy już tak. Długie ognisto czerwone włosy, sięgające do ramion. Kiedyś już...Zaraz, przecież Kagami ma podobne w swojej formie, ale to nie był Kagami. Byłem tego w 100 procentach pewien. Tajemniczy mężczyzna zbliżył się do mnie i chwycił mój klucz. Nagle usłyszałem niski, ale ciepły głos, również mi znajomy...
-A teraz patrz i to zapamiętaj, Eren...- drugą ręką stworzył coś jak szybę, za którą znalazł się on i...Ja? Mężczyzna deptał mnie, a ja leżałem cały we krwi, było jej mnóstwo, chyba umierałem...
-E-ej, co to ma zna...- nie zdążyłem dokończyć zdania, a mężczyzna zakrył moje usta swoją wielką i gorącą ręką. Nagle otworzyły się ogromne drzwi. Jak ja mogłem ich nie zauważyć? Przecież mają kilka metrów...Za Kagamim znalazł się Tatsuya, który się szyderczo uśmiechał. Oboje trzymali pierścienie w ustach, tak jak Kagami w rzeczywistości! Czerwonowłosy zauważył mnie leżącego i krwawiącego, chciał do mnie podbiec, ale złapały go czarne ręce...miliony czarnych rąk i zaczęły wciągać do środka tych drzwi...Chciałem wrzasnąć do niego, coś powiedzieć, dać jakiś znak, że ciągle tu jestem i żyję, że to tylko iluzja, ale mężczyzna mi nie pozwalał.
-Czemu to zrobiłeś! -wrzasnąłem na niego i popatrzyłem wkurzonym wzrokiem. Tatsuya się zaśmiał i zniknął, a mężczyzna zaczął do mnie mówić.
-Eren, musisz mnie posłuchać...Nie możesz powiedzieć prawdy o tym śnie dla Kagamiego, to źle się skończy. Bądź dla niego wsparciem, większym niż on jest dla ciebie. Nigdy go nie odrzucaj, bo tylko ty możesz go powstrzymać przed jego złością i jego formą. Proszę cię, posłuchaj mnie. Wiem, że nie będzie ci łatwo i będziesz cierpieć, ale już niedługo wszystko się wyjaśni. Odpowiedzi na wszystkie twoje pytania znajdą się w twojej głowie, ale by tego dokonać, musisz go ochronić przed nim samym...- Chciałem coś powiedzieć, ale nie zdążyłem. Coś zaczęło mnie wciągać...Kim był ten mężczyzna? Czemu mi się wydaje, że ja go znam? Co u się dzieje?! Niby to tylko sen, ale jaki realistyczny...
---
Po tym się obudziłem. Spojrzałem na Kagamiego, on nadal spał. Odwróciłem się plecami do chłopaka i nadal słuchałem muzyki na słuchawkach. Minęło jakieś 5 minut i nagle Kagami się zerwał z łóżka i rzucił na mnie, przytulając mnie mocno. Chłopak szepnął coś bardzo cicho, nie usłyszałem tego. Przy tym poczochrał mnie po głowie. Zdjął moje słuchawki, pocałował mnie w czoło i złapał za rękę. Odwzajemniłem uścisk. Nagle na naszych rękach zaczęły pojawiać się znaki, te same co wcześniej. Byłem w szoku. Wcześniej ten sen, teraz znaki...Co się tutaj dzieje?! Nagle znaki zaczęły się zmieniać, jakby układać. Co jest? Czemu ja rozumiem ten język? Nawet go nie znam, a umiem go przeczytać...Nie rozumiem. Kagami wytężył wzrok i powiedział.
-Strach wywołany snami, skończy się wraz z dniami, kiedy to wasze przeznaczenie, splecie się mocnymi więzami. Czekajcie, a czas wynagrodzi, gdy sny boga śmierci i boga słabości, staną się jednością.
Wpatrywałem się w znaki z mocnym zdziwieniem i zaskoczeniem. Przeznaczenie, wspólne sny, jedność...O co tu chodzi? Nic z tego nie rozumiem...
-Co o tym sądzisz?-zapytał Czerwonowłosy -Może trzeba popatrzeć jakie symbole pojawią się, jak dotkniemy innych części ciała?
Popatrzyłem na Kagamiego, który siedział na moim łóżku po turecku. 
-Po tym wszystkim, myślę, że nawet trzeba...-Kagami podał mi swoją dłoń, widocznie nieco się bał
-Nie bój się, ten sen...-cholera, miałem nie mówić!-...czemu trzymałeś pierścień w ustach- szybko zmieniłem temat.
-Pierścień w ustach? Co? Śniło mi się, że trzymałem pierścień w ustach. Skąd wiesz?-zapytał, marszcząc brwi.
-Bo to widziałem? I poza tym jak wszedłem do pokoju, to go trzymałeś...
-Co? Nie rozumiem... -zmarszczył mocniej brwi.
-No nie patrz tak na mnie, sam tego nie ogarniam.-  Po moich słowach Kagami głośno westchnął.
-Po prostu położyłem się do łóżka i od razu zasnąłem. Znalazłem się w jakimś śnie...I widziałem w nim ciebie...- powiedziałem. Trudno, powiem mu o tym. Ufam mu bardziej niż temu tajemniczemu mężczyźnie. Kagami ma prawo to wiedzieć, nie mogę niczego przed nim ukrywać, a w szczególności tak istotnych informacji.
-M-Mnie?-spojrzał mi w oczy.
-Był obok ciebie Tatsuya. Oboje trzymaliście swoje pierścienie w ustach. Jednak ten mężczyzna stworzył iluzję, przez co myślałeś, że ja umieram,ale to kłamstwo...To się nie wydarzyło...Noo i zaczęły cię wciągać dziwne czarne ręce, za te kilku metrowe drzwi...
-C-Co? Nie rozumiem. Przecież w moim śnie to była prawda, a nie iluzja... To było tak realistyczne... P-Przecież... Leżałeś, byłeś... -złapał się za głowę i skulił.
-Nie! To nie prawda! Byłem za tą ścianą, widziałem ciebie! Chciałem cię ostrzec, ale on...On nie pozwalał mi nic zrobić!- złapałem ramiona Kagamiego.
-N-Nie żył... -miał szeroko otwarte oczy, cały drżał. Chwyciłem jego rękę i położyłem ją na swoim sercu.
-Widzisz? Ja żyję...Moje serce bije, wszystko jest w porządku.- Nagle znaki się zaświeciły i znów zaczęły zmieniać swój układ. Kagami nadal drżał, ale podniósł głowę,a ja zacząłem czytać znaki.
-Serca otoczone nićmi bólu, wskazujące drogę przez piekło. Wspólne tętno, wspólny oddech, wspólna moc otoczona łzami...-Kagami spojrzał na na napisy, a później skierował swój wzrok na mnie.
-Co się dzieje...-rzuciłem.
-Eren... M-My...
-My? 
-M-My naprawdę jesteśmy sobie przeznaczni... Te napisy, to wszystko... -szepnął lekko zawstydzony.
Spojrzałem na Kagamiego i otworzyłem lekko usta. Nie wiem czemu, ale byłem szczęśliwy...Kagami podał mi dłoń, uśmiechnął się delikatnie i szepnął.
-Bądźmy już na zawsze razem... Eren... -przytuliłem się mocno do Kagamiego i otworzyłem oczy. Na jego karku zaczęły pojawiać się znaki, ale...Z nimi było coś nie tak...
-E-ej, Kagami...Te znaki...
-C-Co?
Ujrzałem znaki " Ogień..Ogień...Cień...Cień...Wspólna moc..."Lekko drżały.
-Obróć się...- Kagami się odwrócił, a ja podniosłem jego koszulkę. Moim oczom ukazał się znak.
-"Revasan"...
-S-Skądś znam to słowo...
-Ja też...Coś mi świta. Kiedyś już je słyszałem...Tylko kiedy?
Kagami przyciągnął mnie do siebie, patrząc mi w oczy. Były pełne... Determinacji?
-E-Eren... Wiem, kto może coś na ten temat cokolwiek wiedzieć... Nie spodoba ci się to na pewno, ale... Chyba tylko tyle możemy zrobić... Ten ktoś wie, jak dostać się do mojego ojca...- Odsunąłem się lekko od Kagamiego.
-O kim mówisz?
-T-Tatsuya...
-Co?! Czemu Tats...-zamarłem. Przecież w moim śnie razem byli Tatsuya i Kagami. Obaj trzymali swoje pierścienie w ustach. Wysoki mężczyzna...Jego włosy...Podobne do włosów Kagamiego...Ten mężczyzna...To ojciec Kagamiego i Tatsuyi! 
-Eren... Wybacz, ale muszę to zrobić... Nie chcę go widzieć na oczy za to, co ci zrobił, ale... To dla naszego dobra...
-T-twój ojciec...
-Mój ojciec? Co z nim?
-Ten mężczyzna w długich włosach...To twój ojciec!
-C-Co.... -odsunął się od Erena, łapiąc się za włosy.
-To dlatego mi to powiedział...Martwił się o ciebie...Teraz już wszystko rozumiem...
-O-Ojciec... -zaczął prawie że szarpać za swoje włosy.
-Kagami, nie...-złapałem go za nadgarstki i odciągnąłem jego ręce od jego włosów.
-N-Nie... Kto...
-Kto?
-Kim on jest... -powiedział tak, jakby nie wiedział kim jest jego ojciec.
-Kagami, ty nie wiesz, kim jest twój ojciec?- zapytałem ze zmartwieniem w oczach.
-O-Ojciec... -spojrzał z szeroko otwartymi oczami na podłogę.
-KAGAMI! -wrzasnąłem głośno.
-Kto to... Kagami?-spojrzał na mnie. Otworzyłem szerzej oczy. J-jak to. Nie wie kim jest? Co się stało? Nie! Nie mogę go stracić! Nie jego!
-Kagami, ocknij się w końcu! - zacząłem nim potrząsać-Obudź się!- wrzasnąłem.
-Kagami? Kto to...-powiedział, odsuwając mnie od siebie.
-N-nie pamiętasz mnie? Kagami...Kagami to ty- wskazałem palcem na niego.
-Kagami? Ja? Zostaw mnie, nie znam ciebie. -powiedział i wstał, rozglądając się na boki.
Nie wiedziałem o co chodzi. Co się stało?! Czemu on mnie nie pamięta?! Z mojego oka wypłynęła łza, a ja spojrzałem w dół, zasłaniając moją twarz włosami. Nagle usłyszałem znów ten głos. Jego ojciec. Teraz to wiem..."Widzisz, Eren? Odgadłeś kim jestem. Mądry chłopiec. Teraz wiesz, czemu to powiedziałem. Nie możesz wspominać o mnie dla Kagamiego. Widzisz, co się dzieje. Wiem, że to trudne do zrozumienia, ale nie martw się, niedługo wszystko zrozumiesz. Od teraz, nie mów mu nigdy o naszej rozmowie i o tym, że do ciebie mówię. Ukrywaj to. Będziesz cierpiał, nie ukrywam, ale twój trud przyniesie rezultaty, Eren...Proszę cię, uratuj mojego syna...". Po tym głos ustał.
Kagami nadal się rozglądał, widocznie był zagubiony. -Gdzie ja jestem?- Wstałem z łóżka, nie wytrzymałem.
-Co z tobą?! Kagami! - potrząsnąłem jego ramionami.
-Zostaw mnie, psycholu!-krzyknął, odpychając mnie. Z mojego oka popłynęła łza. Siłą posadziłem go na łóżku i opuściłem głowę do dołu. Położyłem rękę na jego głowie i sprawiłem bólem, że zemdlał. Nie mogłem patrzeć na to...A co jeśli tak zostanie...Na zawsze...
<Kagami?>
Ilość słów: 1611

Od Shiori do Shina

Wsiadłam niechętnie na motor i wtuliłam się w chłopaka. Nie wiedziałam dokąd mamy jechać i nie cieszyłam się z tego powodu, poza tym zaczynało się robić ciemno.
Jechaliśmy w milczeniu. Nie miałam zamiaru rozmawiać w trakcie jazdy, przecież trzeba się na niej skupić.
~*~ 
Zatrzymaliśmy się. Zsiadłam z motoru i się rozejrzałam. Byliśmy... w lesie?
- Czemu jesteśmy w lesie? - zwróciłam się do chłopaka.
- Nie wiem, ponoć tu jest ładnie. - Zaczął iść jakąś ścieżką.
- Ładnie? Co jest ładnego w lesie? Same drzewa. - prychnęłam i podążyłam za nim. Szłam za nim, robiło się coraz ciemniej. Nagle zatrzymał się i na niego wpadłam.
- Ała. - chwyciłam się za głowę i spojrzałam, co on najlepszego wyprawiał. Podziwiał niebo. Stanęłam obok niego, bo za nim mało co widziałam.
Na niebie lśnił piękny, biały księżyc, a obok nas było jezioro. Usiadłam przy brzegu, a po chwili Shin do mnie dołączył.
- Pięknie tu. - Wpatrywałam się w jezioro, w którym odbijał się księżyc. Była pełnia, czyli mogłam podziwiać księżyc w pełnej okazałości.
- A nie mówiłem... - uśmiechnął się.
- Oj dobra... - odparłam. Nie wiedziałam, o czym miałam z nim rozmawiać. W sumie nie wiedziałam o nim za dużo, ale jak go zacznę pytać o jego życie, to sama też będę musiała o tym odpowiedzieć, a nie lubię mówić o sobie.
Wstałam. W sumie to chciałam już wracać.
- Idziemy już? - zapytałam.
- Co tak szybko? - zdziwił się Shin.
- Jak dla mnie to już wystarczy. - westchnęłam.
Chłopak wstał i patrzył jeszcze przez chwilę na jezioro. Nie no... Nie mogłam tego zrobić... A jednak... Przez moją wrodzoną złośliwość podeszłam do niego i popchnęłam go do wody.
- Teraz już możemy wracać? - uśmiechnęłam się.

< I co teraz mokry Shinie? >
Liczba słów: 289

Od Kagamiego do Erena

Spojrzałem na wylatującego z pokoju Erena. Postanowiłem dać mu chwilę dla siebie, dla własnego uporządkowania myśli. Czułem, że właśnie tego w tej chwili potrzebuje i nie mam nic do gadania w tej kwestii. Spojrzałem na telefon. Cóż, pora jest jaka jest. Treningu nie ma, a dzisiaj nie miałem chęci nigdzie wychodzić. Ułożyłem się na swoim łóżku, unosząc mój łańcuszek z pierścieniem. Co ty do cholery ukrywasz... Niby taka niepozorna rzecz, ale jednak coś w sobie ma. Coś bardzo potężnego. Zacząłem się zastanawiać, co by się stało, gdyby pierścień został zniszczony. Czyżbym nie mógł już nigdy odzyskać kontroli? Moc by mnie rozsadziła od środka? Tyle pytań, a na żadne nie mogę poznać odpowiedzi. Głęboko westchnąłem, po czym zamknąłem na moment oczy. Może bym się zdrzemnął? Chyba taki odpoczynek dobrze by mi zrobił...
---
Stałem w bliżej nieokreślonym miejscu. Czerń jaka otaczała mnie była dziwnie znajoma. Skrzywiłem się nieco, kiedy nagle obok mnie, a racze nieco z tyłu za mną pojawiła się czarna czupryna i dźwięk dzwoniącego pierścienia. Tatsuya... Chciałem coś powiedzieć, ale nie mogłem.
Miałem coś w ustach. Pierścień? Dlaczego? Kątem oka spojrzałem na mojego brata, który podobnie jak ja miał w ustach swój pierścień. Co tu się dzieje? Patrzył przed siebie z determinacją. Na co patrzył... Na... Dziwny, wysoki cień. Miał ten ktoś długie włosy, był męskiej postury... Znajome. Nagle moje dłonie zapłonęły, a z kolei Tatsuya otoczył swoje pięści cieniem. Dlaczego? Nagle wszystko zniknęło. Nadal miałem w ustach pierścień. Chciałem go wypluć, ale... Nie mogłem. Nic nie rozumiałem. Skrzywiłem się nieco. Co to za głupi sen! Nagle poczułem dotyk na ramieniu i szeroki uśmiech czarnowłosego.
-Tik tak Kagami... Ktoś właśnie umiera...-szepnął, a kiedy spojrzałem przed siebie, zamurowało mnie.
Widziałem leżącego na ziemi szatyna, który był w kałuży swojej własnej krwi. Kiedy chciałem do niego podbiec, jakieś czarne dłonie pochwyciły mnie, chcąc mnie odsunąć. Nie! Muszę go uratować! Muszę mu pokazać, że jestem obok! Jestem dla niego!
-Eren!-wrzasnąłem, a potem dłonie mnie pociągnęły jeszcze mocniej do tyłu. Ciemność. Ponownie ciemność. Nade mną wisiał mały, niebieski ognik, który dobrze znałem. Wyciągnąłem do niego rękę, a ten lekko się zaśmiał. Taki delikatny, kobiecy śmiech. Znam go... Czym jest...
-Kagami!-pisnął nagle głosik, a ja poczułem jak coś się topi na moim sercu.
Czym to było? Nie wiem. Wyciągnąłem dłonie do przodu, a wtedy ktoś je pochwycił. Kim jesteś... Po chwili rozpoznałem żółte oczy i ten uśmiech. Wszystko zniknęło. Wisząca nade mną istota zaczęła się topić, a wokół mnie rozpaliły się płomienie feniksa. Widziałem jak ktoś płonie... Kim jesteś...
---
Obudziłem się, zlany zimnym potem. Rozejrzałem się. Eren leżał na swoim łóżku i słuchał muzyki. Wszystko z nim w porządku... Wstałem bardzo szybko i rzuciłem się na niego, mocno go obejmując. Czułem strach. Dlaczego? Nie mam pojęcia, jednak ten sen był bardzo dziwny...
-Eren... Przepraszam.-szepnąłem cicho do siebie, po czym pogłaskałem go po głowie.
Zdjąłem mu słuchawki i pocałowałem w czoło. Na mojej dłoni, która po chwili złapała jego dłoń pojawiły się znaki. Te same znaki, jakie kiedyś już były na naszych ciałach. Skrzywiłem się nieco. Niby nie znałem tego języka... Jednak... Po chwili kolejność liter zaczęła się zmieniać, obierała inny kształt. Wytężyłem wzrok.
-Strach wywołany snami, skończy się wraz z dniami, kiedy to wasze przeznaczenie, splecie się mocnymi więzami. Czekajcie, a czas wynagrodzi, gdy sny boga śmierci i boga słabości, staną się jednością. -odczytałem, po czym skrzywiłem się.
Sny staną się jednością? O co w tym chodzi? Czułem lekki niepokój. Wiedziałem, że to, co właśnie przeczytałem będzie miało miejsce. To jest jednak wywołane przez to, że coś jednak między nami jest na rzeczy. Spojrzałem w oczy Erenowi, który też ze zdziwieniem wpatrywał się w nasze symbole. Zabrałem dłoń od chłopaka, siadając razem z nim na jego łóżku.
-Co o tym sądzisz?-zapytałem-Może trzeba popatrzeć jakie symbole pojawią się, jak dotkniemy innych części ciała?
<Eren?>
Ilość słów: 629

Od Erena do Kagamiego

Siedzieliśmy przy stoliku. Ja zjadłem już swoją porcję. No, a Kagami...Eh, szkoda strzępić ryja. Siedziałem i czekałem, aż czerwonowłosy zje.
-To co teraz?- rzucił.
-Eem, a masz na coś konkretnego ochotę?
-Nie za bardzo... Choć nie... Mam jedną rzecz.
-No to oświeć mnie.
-Chcę się do ciebie przytulić... Ostatnio mi coś przeszkodziło...
-Przeszkodziło?
-Ktoś zemdlał... -uśmiechnął się.
-Aa..To. Przepraszam.
-To jak... Przytulisz się?
-Why not?- wstałem i przytuliłem Kagamiego, uśmiechając się- Szczęśliwy?
-Tak, ale jeszcze tulaj...
-Bo się uzależnisz- poczochrałem go po włosach i się odsunąłem- Chodź, idziemy.
-Nie... Ja chcę jeszcze...
-Tak, tak- uśmiechnąłem się do niego i wyszedłem z restauracji.
Kagami po chwili do mnie dołączył i objął mnie mocno od tyłu. Ja za to obwiązałem cieniem jego ręce. Od wczoraj czuję, jakby cień stał się częścią mnie. Mogę go kontrolować bardziej niż poprzednio. Kagami lekko wzdrygnął.
-Chcę to przetestować.
-To czyli?
Odsunąłem się od Kagamiego i pokazałem mu wijący się wokół mojej ręki cień.
-To.
-Co to jest?
-Tak naprawdę to...Ja, chyba. - powiedziałem ze zmieszaniem i zadowoleniem.
Uśmiechnął się.
-Rozumiem. Choć to lekko... Dziwne uczucie, jak ciebie to oplata...
-Wiem. Ale wreszcie czuję się taki...wolny.
-Tylko tam się nie rozkręcaj... Żółtku...
-Nie, spokojnie. Już nie stracę kontroli tak łatwo. Przynajmniej nie ja.- w tym momencie spojrzałem na Kagamiego.
-S-Straciłem kontrolę? T-To przeze mnie miałeś tą ranę... Prawda?
-Mam być szczery?
-Tak... Mieliśmy mówić prawdę... -szepnął i pogłaskał mnie po głowie.
-Tak, straciłeś kontrolę. Nie będę cię okłamywać. Było źle. Tragicznie. Musimy nad tym popracować.
-Przepraszam cię.... -objął mnie mocniej.
-Nie musisz mnie przepraszać za nic, Kagami. To właśnie dzięki tej ranie odzykałem moc i to wspomnienie. -zaczęliśmy iść w stronę akademików i polany.
-Muszę cię przeprosić. Wyrządziłem ci okropną krzywdę...
-Gdybyś tego nie zrobił, teraz topiłbym się w ciemności.
-W-Wiem, ale sprawiłem ci ból... Obiecałem, że będę ciebie chronił, a nie krzywdził...
Uśmiechnąłem się.
-Teraz to ja pomogę tobie, a nie ty mnie. 
-Chcesz mi pomóc? Po tym wszystkim?
-A czemu miałbym ci nie pomagać? Chcę to zrobić. Poza tym...To wspomnienie nie było przypadkowe...
-A jakie było?
-Czekaj, ty tego nie pamiętasz? Myślałem, że tylko ja...
-Nic nie pamiętam...
Podniosłem jego rękę i wskazałem na bliznę chłopaka.
-Powiedz mi, skąd masz tą bliznę...
-No... Nie pamiętam...
-Heh, to już wiem, co będzie zajmowało mi głowę przez najbliższe tygodnie...-westchnąłem.
Spuścił głowę i podrapał się po karku.
-No to tak...Byliśmy dziećmi...-nie zdążyłem nic więcej dodać, bo Kagami nagle wyskoczył z tekstem.
-Może wpierw wróćmy do pokoju...
-Jak wolisz...
---
Byliśmy już w pokoju. Usiadłem na podłodze i zacząłem głaskać Ayato. Spojrzałem na Kagamiego
-Ty serio nic, a nic nie pamiętasz?
-Tak...
-To no tak...Byliśmy dziećmi. Tak na oko 7 lub 8 lat. Przyszedłeś ze swoim ojcem do nas w odwiedziny. Znaliśmy się...Dość dobrze...
-Naprawdę?
-Taa...Sam byłem w szoku. Bawiliśmy się. Nasi starzy rozmawiali tak, jak nigdy. Śmiali się, patrzyli na nas. W ogóle to do nich nie podobne...Nagle coś się stało, tylko, cholera nie wiem co, jak i gdzie, ale straciłeś kontrolę. Twój ogień dostał się do mojego serca. I myślę, że w jakiś sposób odebrał mi część wspomnień, emocji...I część mocy...
-J-Ja?
-Tak...Nie ogarniam, co tam się stało. Ale dziwi mnie jedna rzecz...
-Jaka?
-J-ja...Trzymałem mojego ojca za rękę...I byłem wtedy szczęśliwy...
Kagami się zatrzymał.
-O-Ojciec...
-Kagami?
-O-Ojciec....
-Co się stało? - spojrzałem na niego zaskoczonym wzrokiem.
-Kurwa... Dlaczego nic nie pamiętam...
Spojrzałem na niego zaskoczony.
-Zawsze myślałem, że pamiętasz swojego ojca...W końcu tak bardzo go...Czekaj...Co ja właśnie...- Właśnie, kogo on przypomina w tej jego formie?
Mam wrażenie, że kogoś takiego widziałem, ale...Nie pamiętam go zbyt dobrze. No dobra, ja to ja, ale Kagami? Nie rozumiem.
-O co chodzi...-złapał się przerażony za włosy
-Czuję jakby...Ktoś zabrał mi coś...
-C-Co....
-A-ale ty...Kogo mi ty...Takie znajome uczucie...-złapałem się za włosy.
-Nie wiem...
-M-moja głowa...-nigdy czegoś takiego nie odczuwałem. Czułem jakby czegoś brakowało, jakbym miał luki w pamięci.
-Eren... -złapał mnie za dłoń
-Kagami...Jak wygląda twój ojciec...
-N-Nie pamiętam...
Odwróciłem się do niego, nadal siedząc na podłodze i spojrzałem na niego zdziwionym wzrokiem
Patrzył zaniepokojony w podłogę. Wstałem z niej i podszedłem do Kagamiego. Zacząłem badać jego głowę i szyję, delikatnie ją dotykając.
- Krwistoczerwone, płonące oczy...Długie, ogniste włosy... Nagle zaczął mówić dziwnym językiem.
-C-co? 
Jednak Kagami nadal coś mamrotał jakimś dziwnym językiem.
-Kagami?
Nagle się ocknął.
-C-Co?
-E-eee...Co to był za język...
-C-co?- mówił, jakby był lekko nieprzytomny.
Nagle jego skóra zrobiła się mega gorąca, ale nie wyglądało na to, by tracił kontrolę
-Aaa-syknąłem i zabrałem odruchowo rękę.
-E-Eren...
-Wiesz, mogłeś mnie jakoś ostrzec...-powiedziałem, potrząsając ręką.
-Oparzyłem cię? Przepraszam...
-To nic- owinąłem swoją dłoń cieniem- Ale co ty tak w ogóle powiedziałeś?
-Nic nie mówiłem... -szepnął
-No może i mam luki w pamięci, ale nie jest ze mną aż tak źle, bym nie pamiętał, co było przed chwilą...-spojrzałem ze zdziwieniem
-Nie wiem...
Spojrzałem w jego oczy. Zobaczyłem tam ogień. Ten sam, który mi coś zrobił w przeszłości. Zaniepokoiłem się. 
-E-ej...mam deja vu...
-C-Co?
-N-no nie patrz na mnie takim wzrokiem...Nic ci nie zrobiłem...- jego wzrok wydawał się taki...dziwny, trudno go opisać.
-Eren... -szepnął cicho
-N-no?
-J-Ja... Na chwilę wyjdę...
Wydawało się to bardzo podejrzane
-Gdzie?
-Nie wiem... Musze sie przewietrzyć...
-Mam złe przeczucia...
-Nie martw się....
-A-ale...
Uśmiechnął się dość sztucznie. Nagle usłyszałem w głowie taki niski, ciepły, ale dziwnie znajomy głos: "Eren, nie pozwól mu tego zrobić. Chroń go. Później ci wszystko powiem, ale na razie, powstrzymaj go. Inaczej to się źle skończy". Nie wiedziałem kto to i byłem zszokowany, ale zaufałem temu tajemniczemu głosowi i złapałem Kagamiego cieniem za nadgarstek
-Nigdzie nie idziesz- popatrzyłem przy tym na niego zdeterminowanym wzrokiem.
-Proszę...
-Nie, nie ma takiej opcji.
-Proszę... Chce tylko się uspokoić...
-Kagami...
Spuścił głowę.
-Proszę...
Puściłem Kagamiego i się odwróciłem. Kim była ta osoba, która do mnie przemówiła. Czuję, jakbym znał ten głos...
Wyszedł na balkon.
-Przepraszam... Eren...
---
Minęło kilka godzin. Ja w tym czasie trenowałem z Cieniem w pokoju. Pokazywałem mu moją nową moc, a on próbował wnikać do wytworzonego przeze mnie cienia. Nagle usłyszałem dźwięk od strony balkonu. To był Kagami. Wszedł do pokoju. Natychmiast odwrócił ode mnie wzrok i usiadł na łóżku.
-Co jest?
-N-Nic...
-Szczerość level hard, no nie powiem.
-Nie kłamię... Latałem, aby się przewietrzyć, nic wiecej...
-Taaa z pewnością. Odwracanie ode mnie wzroku rozwiało wszelkie moje obawy.
Wstał i spojrzał na mnie.
-No już lepiej.- wyszedłem na balkon. Pomyślałem, że dawno mnie nie było w lesie. Chciałbym do niego pójść. A może nawet teraz? W sumie, czemu nie?
-Przepraszam...
-Za co?
-Za wszystko. Uświadomiłem sobie, że ciągle robię ci krzywdę...
-Ech..powoli zaczyna mnie to męczyć- szepnąłem do siebie- Nic mi złego nie zrobiłeś. Nie robisz mi cały czas krzywdy. Wszystko jest w porządku. Kagami, przestań się obwiniać i się uśmiechnij- poczochrałem jego włosy- Ja zmykam do lasu, dawno tam nie zaglądałem.
-N-No okej... -wszedł do pokoju i położył się na łóżku. Ja za to rozłożyłem skrzydła i poleciałem w kierunku lasu...
<Kagami?>
Ilość słów:1141