niedziela, 28 stycznia 2018

Od Sorayi do Kagamiego

Było już późno. Madam Iwanienko przytrzymała nas dzisiaj dłużej na zajęciach z baletu. Czuję, że moje biedne stopy mi zaraz odpadną. Serio, nie żartuję. Ledwo daję radę, by iść! Dziewczyny z zajęć przygotowują się do kolejnych naborów do tej słynnej elitarnej szkoły baletowej. Mnie nasza nauczycielka też namawiała, ale odmówiłam. Nie chcę porzucać szkoły, chociaż za każdy razem, gdy siadam do ławki, lub gdy patrzę na koleżanki z klubu sportowego w szkole, to mam ochotę rzucić wszystko i wyjechać. Życie baletnicy nie jest takie złe. Madam Iwanienko, swego czasu znana na cały świat tancerka baletowa, często nam opowiada, jak to jest żyć w wielkim świecie. Gdzie stojąc na scenie, wszyscy cię oklaskują, każdy twój ruch to nagroda dla obserwujących cię ludzi. Kiedyś myślałam, by zająć się baletem na poważnie, ale miłość do książek, do warsztatu taty i oczywiście do burzy przeważyła nad moją decyzją.
Postanowiłam udać się skrótem, czyli przez salę gimnastyczną, na której szkolna drużyna koszykówki kończyła trening. Ostatnio dostali wycisk podczas ostatniego meczu, przez co przegrali kilkoma punktami. Byłam wtedy na widowni z moim dwuletnim braciszkiem. Zabrałam go na mecz, ponieważ nie miał z kim zostać w domu, a samego przecież nie można było go zostawić. Bracia jak zwykle podwinęli ogony i stwierdzili, że są bardzo zajęci. Myślałam, że chociaż tata wróci wcześniej, ale nie... Na facetów nie ma co liczyć. Zadzwoniłam wtedy do mamy i poinformowałam, że zabieram Katsuyę do szkoły na mecz. Nie miała nic przeciwko. Wie, że mały jest ze mną bezpieczny. Nie pozwolę, by spadł mi choćby jeden ciemny włosek z głowy.
Mały zrobił furorę wśród moich koleżanek ze szkoły. Wszystkie zajęły się nim, a nie oglądaniem meczu. Zaśmiałam się pod nosem, gdy mi się to przypomniało. Mój mały braciszek już w wieku dwóch lat potrafi zawrócić w głowach kobietom. Co to będzie, jak podrośnie...?
Zasłuchana w ulubioną piosenkę, do której zresztą tańczyłam na zajęciach dzisiaj, wkroczyłam na salę. Chłopcy właśnie skończyli swój trening, co mnie ucieszyło. Nie musiałam się z nimi witać. Czasami pytali, czemu nie tańczę podczas meczów z resztą cheerleaderek. Moja odpowiedź zawsze jest taka sama, że w życiu nie będę paradować w kusej spódniczce. Dekolty to co innego. Nie mam nic przeciwko spódniczkom, ale kibicowanie z pomponami to nie dla mnie. Uwielbiam akrobacje, to zawsze będzie dla mnie na pierwszym miejscu, ale dopingowanie pozostawię pozytywnie zakręconym lalom. Nie jestem ani słodka, ani milutka tak jak one. Ćwiczę z nimi, fakt. Nawet raz z nimi zatańczyłam układ. Zgodziłam się być rezerwową, ale nigdy, przenigdy nie mam zamiaru biegać jak postrzelona po boisku.
Wyszłam z sali gimnastycznej tylnym wyjściem. Rześki chłód nocy owiał moją twarz, przynosząc ulgę. Podkręciłam głośność w telefonie. Zamknęłam oczy, wsłuchując się w dźwięki skrzypiec. Lindsey Stirling to moja ulubiona skrzypaczka. Uczyłam się na jej utworach grać, potem tańczyć. Zakochałam się dzięki niej w skrzypcach. Nie wyobrażam sobie życia bez jej utworów. Nagle poczułam silne uderzenie. Poleciałam na trawę jak długa, bo tym razem nie zdążyłam się niczego przytrzymać. Wylądowałam na tyłku, na tej brudnej trawie, w dodatku telefon gdzieś mi wypadł, ponieważ nie słyszałam już muzyki w uszach. No po prostu wspaniale. Rozgniewana wyjęłam niepotrzebne już słuchawki z uszu. Ktoś, kto mnie niemal stratował, pomógł mi łaskawie wstać. Moja magia burzy zaczęła działać, przez co nieznajomy został delikatnie popieszczony prądem, i tak jak to zwykle bywa, w przyjemny dla tego kogoś sposób. Przyjęłam jego pomoc niechętnie. Zaczęłam się rozglądać za swoją zgubą, jednak w tych mrokach nocy niczego nie mogłam wypatrzeć.
– Sorka. – Tylko tyle usłyszałam od tego kogoś. Popatrzyłam na niego, bo to facet był. W ciemnościach, jakie nas otaczały, mogłam dostrzec tylko tyle, iż jest o dużo ode mnie większy. Byłam wkurzona. Popatrzyłam na niego mocno rozgniewana.
– Tak, jak najbardziej powinieneś mnie teraz przepraszać, ponieważ przez ciebie zgubiłam nowy telefon. Wprost fantastycznie. Ojciec mnie zabije... No co tak stoisz, pomożesz mi szukać, czy nie? – fuknęłam na niego, tracąc kontrolę nad nerwami. Czułam, jak ręce zaczęły mi się trząść. Wokół nas atmosfera zgęstniała, ciśnienie skoczyło gwałtownie w górę. Na Boga Burz, muszę się szybko opanować, uspokoić... Wdech i wydech Soraya, wdech i wydech... Gdy uspokoiłam swoje wnętrze, pogoda również się ustabilizowała. Mam ogromny wpływ na pogodę, zwłaszcza gdy się denerwuję, dlatego powinnam zachowywać spokój. No ale jak mam to zrobić, gdy wokół mnie są takie ciapy?!
– Przepraszam. Jestem strasznie zmęczona i nie panuję już nad nerwami. Sama mogłam bardziej uważać, jak chodzę. Ostatnio coraz częściej wpadam na nieznajomych. – Stanęłam przed chłopakiem, wyciągając do niego prawą dłoń w geście przywitania.

< Kagami? >
Liczba słów: 747

Od Roy do ktosia

Godzina szósta trzydzieści, poniedziałek... Oto właśnie rozpoczynał się mój pierwszy dzień w nowym otoczeniu. Wszelakie formalności miałam już na szczęście za sobą. Dodatkowo zostałam przyjęta bez najmniejszych problemów. Nawet obyło się bez pytań o rodzinę... I bardzo dobrze. Nie miałam zamiaru do tego wracać. Wystarczą mi blizny zarówno w psychice, jak i na ciele, które pozostaną ze mną do końca życia. Na samą myśl... Ugh!
- Pora zbierać się do szkoły, Roa... - warknęłam sama do siebie, ostatecznie wygrzebując się spod cieplutkiej kołderki. Nie ukrywam, że pozostanie pod nią, było naprawdę kuszącą propozycją, lecz nie zamierzam później na szybko zbierać się do wyjścia. Przechodząc przez swój nieduży pokoik, rzuciłam przelotne spojrzenie w stronę otwartej torby. Zapomnienie o czymś pierwszego dnia - to by było upokorzenie. Wczorajszego wieczoru pięć razy upewniłam się, czy mam wszystko. Będąc już za progiem łazienki, ściągnęłam z siebie delikatnie prześwitującą koszulę oraz bieliznę, po czym weszłam pod prysznic. Umycie zarówno włosów, jak i ciała zajęło mi niespełna dziesięć minut. Wysuszenie śnieżnobiałej czupryny potrwało kolejne pięć. Na poprawkę tego i owego na twarzy poświęciłam dodatkowe minuty, żeby po ich upłynięciu ostatecznie wyjść do pokoju codziennego. Przyodziałam na siebie wczoraj przygotowany standardowy komplet. Zważając na przynależność do klasy mundurowej, zdecydowałam się na coś bardziej oficjalnego. Wybrałam jeden z najoficjalniejszych strojów, jakie na tę porę posiadałam. Składał się on rzecz jasna z białej koszuli oraz czarnej spódnicy owiniętej czerwonym paskiem. Całości oczywiście towarzyszyły wysokie podkolanówki, czerwony krawat i kończący wszystko czarny płaszcz. Nie da się ukryć, że noszenie go w poprawny sposób jest dla mnie rzadkością. Zazwyczaj obie części, które winny znajdować się na barkach, zwisają w okolicy ramion, tym samym przedłużając otwory na dłonie. Zakładam go poprawnie, gdy zaczynam na dworze zamarzać. Gotowa, spojrzałam na zegarek. Siódma. Czyli zostało mi równe piętnaście minut, które poświęcę na zjedzenie śniadanie. Dzisiejszego poranka zdecydowałam się na zwykłe płatki kukurydziane, które zresztą uwielbiałam. Pochłonęłam całą miseczkę dosyć szybko, dzięki czemu mogłam ponownie zlustrować stan swojej torby. Poza dodatkowym uniformem znajdowały się tam zeszyty, podręczniki oraz rzecz jasna moja ulubiona książka - Rok 1984. Ach... Świat w niej przedstawiony jest równie dziwaczny, jak ten, w którym żyję. Ostatecznie przewiesiłam czarną torbę przez ramię, po czym wybyłam poza pokój, zamykając za sobą drzwi. Kątem oka już mogłam dostrzec nowe twarze... Może zgubię się w tłumie? Przynajmniej mam taką nadzieję. Koniec końców, schowałam kluczyk do kieszeni, dodatkowo z drugiej wyciągając bezprzewodowe słuchawki. Sparowanie nie zajęło mi zbyt długo, dzięki czemu jeszcze przed wyjściem na zewnątrz moje uszy koiły przyjemne nutki...
Piętnaście minut później już stałam przy wejściu do szkoły. Sama do końca nie mając pojęcia co robić, przegrzebałam swoją galerię w telefonie w poszukiwaniu planu lekcji oraz schematycznego rozkładu szkoły. Przygryzając kciuk lewej dłoni, starałam się w każdy możliwy sposób zrozumieć sens tych wszystkich wirujących przede mną kwadracików. Od dzieciństwa mam problemy ze zrozumieniem najprostszych rzeczy, czy wykonania równie banalnych czynności. "Dziadostwo..." - mruknęłam w myślach, ruszając do przodu, już sama do końca nie wiem gdzie, wzrok mając utkwiony w szklany ekran. "Ni to dziadostwo obrócić, ni zrozumieć..." - dodałam, wzdychając ciężko.
Nawet nie zwróciłam dobrze uwagi, gdy w pewnym momencie wpadłam prosto na jakąś osobę. Nie było to zbyt miłe zetknięcie... Owa osoba najwidoczniej w rękach niosła wodę, czy jakiś inny płynny roztwór, który w wyniku zderzenia przesiąknął moją koszulę. Jako że zrobiona była z dosyć cienkiego materiału, momentalnie zaczęła prześwitywać. Z lekka zaczerwieniona, od razu owinęłam się czarnym płaszczem, rzucając spojrzenie na stojącą nade mną osobę.

< Ktoś? Coś? >
Liczba słów:  573

Witamy - Roa Onoue Ren!

Imię i nazwisko: Roa Onoue Ren
Pseudonim: Zwyczajnie, po imieniu.
Wiek: 19 lat
Data urodzin: 17 sierpnia
Płeć: Kobieta
Orientacja: hetero
Partner: -
Klasa: II Mundurowa
Kluby: Klub czytelniczy
Rasa: Magicznie uzdolniona
Specyfika: Potrafi porozumieć się każdym z możliwych języków (wliczając te typowo zwierzęce), bez wcześniejszego zapoznania, czy nauki.
Charakter: Roa zarówno z pozoru, jak i po bliższym poznaniu, jest z reguły cichą osobą. Nie boi się odzywać, czy nawet szczerze wyrażać swojej opinii na dany temat. Zdania formułuje zgodnie z regułami języka japońskiego, również nie rzadko rzucając cytatami z książek swojego ulubionego autora — Williama Szekspira. Rzecz jasna, przy swym wydoroślałym zachowaniu potrafi zachować typowe dla nastolatek cechy. Wypije, kiedy trzeba — co de facto robi z niej bardzo gadatliwą i pewną siebie osobę, zdolną do tak zwanego "podbicia całego świata"; przejdzie się na zakupy, czy zwyczajny spacer ze znajomymi. Jest bardzo wrażliwa na ludzką krzywdę, przez co równie mocno nie lubi widoku krwi. Ogólnie nie można zaprzeczyć, że wszystko przyjmuje do siebie z podwójną siłą. Nie potrafi znieść krytyki, czy wytykania wrodzonych wad. Wie, kiedy ugryźć się w język. Potrafi bite kilka minut zastanawiać się, zanim podejmie decyzję na różnoraki temat. Osobiście straciła wiarę zarówno w siebie, jak i w ludzkość szmat czasu temu, co automatycznie robi z niej osobę nieufną. Ciężko jest jej obdarzyć kogoś szczególnym uczuciem, ponieważ za młodu nikt nie darzył jej owym. Można zwięźle powiedzieć, że nie wie wiele o głębszych relacjach międzyludzkich.
Aparycja: Roa posiada śnieżnobiałe, sięgające nieco ponad pas włosy. Równie jasna jest jej cera, która jest wynikiem częstych przesiadywań w zamkniętych pomieszczeniach. Mierzy równe 161 centymetrów, przy czym waży 49 kilogramów. Jej czerwone tęczówki, które z lekka podchodzą pod kolor różu, można dostrzec nawet w ciemności. Na co dzień jej strój składa z białej koszuli oraz czarnej spódnicy, dodatkowo owiniętej czerwonym paskiem. Całości oczywiście towarzyszą wysokie podkolanówki, czerwony krawat i kończący wszystko czarny płaszcz. Nie da się ukryć, że noszenie go w poprawny sposób jest dla niej rzadkością. Zazwyczaj obie części, które winny znajdować się na barkach, zwisają w okolicy ramion, tym samym przedłużając otwory na dłonie. Zakłada go poprawnie, gdy zaczyna na dworze zamarzać. Przeważnie pokazuje się w soczewkach, lecz gdy ma zamiar podczas przerw zanurzać się w lekturze, dla wygody przyodziewa okulary. Robi to ze względu na złośliwe uwagi, których obawia się ze strony rówieśników. Szczególną uwagę zwraca również krwistoczerwony kolczyk, noszony na lewym uchu. Posiada tylko jeden znaleziony niegdyś w rodzinnym domu.
Głos: Bim (nightcore)
Pokój: 4
Współlokator: -
Zainteresowania: W wolnym czasie uwielbia czytać. Nie ważne co, począwszy od dramatów, kończąc na zwykłych baśniach. Mimo to zdecydowanie częściej sięga po literatury przeznaczone dla starszych osób, dawno nieżyjących autorów. Okazjonalnie napisze jakieś opowiadanie, czy nabazgrze coś na kartce. Przy większości czynności towarzyszy jej muzyka.
Moce:
- Audiokineza - umiejętność manipulowania falami dźwięku. Można używać jej jak echolokacji i namierzać różne rzeczy. W praktyce potrafi wyczuć zbliżającą się osobę za pomocą fal dźwiękowych.
- Hydrokineza - jest to umiejętność tworzenia i panowania nad wodą za pomocą swojego umysłu.
- Telepatia - to zdolność parapsychiczna, umiejętność komunikacji z innymi stworzeniami bez użycia pięciu zmysłów, a jedynie siły umysłu.
- Znajomość języków - jest to zdolność do porozumiewania się, rozumienia oraz czytania w języku zupełnie nieznanym.
Rodzina: Imienia rodziców są dla niej zagadką. Ze względu na młody wiek, nie zapamiętała nawet pierwszych liter. Wuj nazywa się George, a ciotka — Isla.
Historia: Streszczając: wywodzi się z dosyć zamożnej rodziny, lecz po śmierci rodziców została wychowana przez stryja oraz ciotkę. Rodzice jak pewnego dnia zwyczajnie zniknęli, tak już nie wrócili. Prawdy o okolicznościach ich wyjazdu nigdy nie poznała. Przez pierwszy rok nie uczęszczała do szkoły ze względu na koszmar, który musiała przechodzić w domu. Wieczne kłótnie o jej egzystencje, przy których dochodziło zarówno do maltretowania, jak i rękoczynów. O dziwo, przy wszystkich złych rzeczach, które zarówno widziała, jak i doznała — zachowała zdrowe zmysły. Rozwijała się sama, poprzez wygrzebane z piwnic książki. Gdy nadarzyła się pierwsza, lepsza okazja, wyparowała z tamtego miejsca. Kierunkiem była rzecz jasna ta szkoła, w której akademiku się osiedliła.
Inne:
- Jej ulubionymi książkami są "Hamlet", W. Szekspira oraz "1984" George'a Orwella. Ta druga pozwala jej doszukiwać się błędów w świecie, na którym żyje,
- Przy czytaniu uwielbia popijać wino,
- Z racji na rodziców, którzy przed zniknięciem jednak jej coś zostawili, posiada własny samochód,
- Jej ulubionym cytatem, jest:
"Mówisz, że kochasz deszcz, a rozkładasz parasolkę, gdy zaczyna padać.
Mówisz, że kochasz słońce, a chowasz się w cieniu, gdy zaczyna świecić.
Mówisz, że kochasz wiatr, a zamykasz okno, gdy zaczyna wiać.
Właśnie dlatego boję się, kiedy mówisz, że mnie kochasz.'~ Romeo i Julia, Williama Shakespeare'a. 
Kontakt: Anonim
Motto: "Lepiej być o trzy godziny za wcześnie niż o minutę za późno." ~ William Szekspir
Inne zdjęcia:
Źródła zdjęć: Zerochan. Autorzy w głównej mierze nieznani, jedyny - IȻhigo Kurosaki
Relacje: -
Ważne opowiadania:

Upomnienia: 1/5

Witamy - Xavier Maximilian Roth!

Imię i nazwisko: Xavier Maximilian Roth
Pseudonim: Xav, Xavi, Max, blondasek, loczek, pijawka, lucyfer, ciota, pedał, baba i tak dalej… Porównuj go do wszystkiego, czego twoja dusza zapragnie, on i tak ma na to w zupełności wylane.
Wiek: 19 lat
Data urodzin: 11 września
Płeć: Mimo dziewczęcych, delikatnych rys twarzy, wytuszowanych rzęs czy pomalowanych paznokci jest to stuprocentowy mężczyzna. Nawet jeżeli tak nie wygląda.
Orientacja: Biseksualny.
Partner: Młody Roth to osoba nielubiąca się wiązać na stałe; znacznie bardziej interesują go przelotne romanse czy niezobowiązujące spotkania.
Klasa: II X
Kluby: Klub artystyczny | Klub siatkarski
Rasa: Wampir
Specyfika: Xavier, przychodząc na świat, nie był kimś nadzwyczajnym czy nadnaturalnym. Nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek będzie wampirem. Jednak życie potoczyło się tak, a nie inaczej i zwykły pech albo los sprawił, że pewnego wieczora jego doczesne bytowanie uległo całkowitej ruinie. Stał się przypadkową ofiarą równie losowej postaci. Dziewiętnastolatek wpierw odrzucał od siebie myśl, że mógł ulec przemianie, lecz czas wszystko zweryfikował. Jasnowłosy przestał się starzeć, jego ciało jakby utknęło w czasie. Skóra chłopaka z dnia na dzień stała się znacznie bledsza, wręcz trupio blada, a w dotyku przypominała stary pergamin o nadzwyczajnie zimnej temperaturze. Granatowe oczy ściemniały i pojawiły się w nich niepokojące błyski. Każde spojrzenie młodego wampira było przepełnione pewnego rodzaju odrazą do innych ludzi. Przez pierwsze kilka miesięcy od przemiany brzydził się sobą, nienawidził ostrych kłów, które pojawiały się na widok karminowej krwi czy głodu, który zjawiał się co kilka dni. Xavier jednak wiedział, że musi się pogodzić ze swoja wewnętrzną, choć dość potworną naturą. Jako nadnaturalny uzyskał wiele przydatnych zdolności takie jak wyostrzone zmysły – ma świetny wzrok, który doskonale radzi sobie w ciemności, dobry węch, słuch, dzięki któremu potrafi wyczuć tętniące bicie serca następnej ofiary. Jego szybkość oraz zwinność również uległa poprawie, nawet nie spostrzeżesz się, gdy chłopak znajdzie się za twoimi plecami. Oprócz cech zewnętrznych na co dzień jest dość zwyczajną osobą, choć niektóre cechy charakteru poprzez przemianę uległy znacznemu wzmocnieniu. Dopóki pożywia się ludzką krwią, nie jest aż tak groźną postacią dla otoczenia. Jednak gdy przez dłuższy czas wampir nie ma możliwości zaspokojenia swojego głodu, to może dojść do dość niebezpiecznych sytuacji. Xavier w takich momentach może stracić jakąkolwiek kontrolę i po prostu zacząć atakować każdą napotkaną osobę na swojej drodze. Można by powiedzieć, że krwiopijna bestia w jego wnętrzu po prostu przejmuje nad nim władzę, a jasnowłosy jest jedynie marionetką w rękach wampirzego głodu. Traci wtedy jakiekolwiek poczucie moralności, zasady etyki czy takie cechy jak współczucie. Wampirze ja tworzy z dziewiętnastolatka prawdziwe bezwzględne monstrum. Zaleca się unikać jakichkolwiek kontaktów z niedożywionym wampirem.
Charakter: Xavier? Kim jest Xavier… Na co dzień, gdy go spotkasz, jedynie uniesiesz wzrok, podniesiesz brwi, może szepniesz coś na ucho swojemu koledze obok. Jednak nic poza tym. Chłopak nie jest osobą, do której podejdziesz, będąc nowym uczniem szukającym pomocy w odnalezieniu klasy. Bijące z jego oczu podmuchy chłodu oraz niezbyt przyjazny wyraz twarzy powoduje, że pierwsze wrażenie na temat jasnowłosego nie jest pozytywne. Sam nie uważa się za kogoś przyjaznego czy sympatycznego. Nie ma siły na sztuczne uśmiechy czy silenie się na życzliwość, gdy w środku jego umysłu panuje czysty jazgot. Akurat w tym aspekcie jest bardzo szczery, patrzy na wszystko chłodnym okiem. Jest realistą, widzi cały świat w czarnych i białych barwach; nie uznaje odcieni szarościach. To samo tyczy się jego uczuć, zachowań czy emocji. Dzieli wszystko na zło oraz dobro, nie widzi niczego między tym. Ocenia ludzi przez pryzmat ich zachowań, nie obchodzi go co przeszli czy jakie problemy mają. Doskonale zdaje sobie sprawę, że jest w identyczny sposób postrzegany. Ludzie widzą w nim pyskatego, złośliwego małolata, który jedynie potrafi szczekać na innych. Co ich jednak obchodzi, co Xavier ma w środku swojego skołatanego umysłu czy jaki jest poza budynkiem szkoły? Oczywiście, że nic. Więc dlaczego ma być inny w postrzeganiu ludzi…? Jest doskonałym obserwatorem, wystarczy mu kilka sekund, by powiedzieć kilka zdań na temat danej osoby. Na ogół zawsze trafia w punkt. Ma niesamowity zmysł obserwacji, który prawdopodobnie zyskał podczas przemiany w wampira. Widział ktoś drapieżnika, który nie potrafi ocenić swojej ofiary? Xaviera można porównać do jadowitej żmii, która ciska jadem, gdzie popadnie. Sarkazm, ironia to jego bracia. Zdanie bez jakiegokolwiek wyrzutu w stronę innych ludzi czy braku złośliwego tonu to wręcz nadnaturalne zjawisko. Nie można zaprzeczyć, chłopak to bardzo wredna postać. Uwielbia dogryzać innym, rzucać niezbyt miłymi komentarzami czy naśmiewać się z głupoty ludzi. Typ osoby, która dobije leżącego. Bezwzględny w swoim zachowaniu. Wampiryzm zabił niektóre cechy w młodzieńcu; empatia, współczucie, miłosierdzie, zrozumienie bliźniego. Można by nawet ująć, że granatowooki nie ma zbyt dużo serca i nie minęłoby się to z prawdą. Jakiekolwiek przyjazne uczucia w stronę ludzi go otaczających to coś niebywałego, niespotykanego na porządku dziennym. Codziennością natomiast jest jego niewyparzony język, wiecznie obrażona mimika twarzy oraz wieczne, chamskie odzywki, które kieruje nawet do nauczycieli. W słowniku Xaviera nie ma takich rzeczy jak szacunek czy autorytet. Uważa, że aby kogoś szanować trzeba mieć do tego powód, a nie tylko posiadać więcej lat na karku oraz posadę w szkole. Kontrowersja to jego drugie ja. Gdzie coś innego, dziwnego to zawsze można tam spotkać jasnowłosego. Ubóstwia pakować się w kłopoty, z których zawsze potrafi wybrnąć w dobrym stylu. Zwykle zwala winę czy odpowiedzialność za swoje czyny na innych uczniów, co na ogół skutkuje. Xavier to doskonały manipulator. Potrafi zmącić w głowie każdemu, wmówić mu tak naprawdę wszystko – oczywiście jak szanownemu księciu się zachce. Jest to jedna z bardziej leniwych osób stąpających po tym świecie. W żadnej sprawie nie kiwnie palce, zawsze oczekuje, że ktoś zrobi coś za niego. Bardzo dobrze mu idzie przekonywanie innych za pomocą swojej wampirzej zdolności, jaką jest hipnoza. Nigdy nie zaczyna rozmowy z innymi ludźmi ot, tak; zawsze ma w tym ukryte intencje, zamiary albo jakiś interes. Jest bardzo interesowny, nigdy nie zrobi dla kogoś czegoś ze zwykłej dobroci serca. Bezinteresowność, niesienie pomocy – te cechy wyparowały z chłopaka wiele lat temu. Tak naprawdę mało cech zaliczanych do ‘dobrych’ ostało się w jego kruchym, przerażająco lodowatym wnętrzu. Xavier, stając się w swoim mniemaniu potworem, wyzbył się części zachowań oraz wartości. Utrwalił w sobie podczas przemiany te aspekty, które możemy po dziś dzień podziwiać każdego dnia u jasnowłosego. Chociaż jest tu czym się napawać? Dziewiętnastolatek doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich wad, których jest od groma. Z pełną świadomością je wykorzystuje w życiu. Nawet nie drgnie mu palec czy skrzydełko od nosa, gdy w żywe oczy będzie karmił drugą osobę kłamstwem. Postać pełna obłudy, fałszu oraz krętactwa. Kiedy chce, potrafi być okrutnie szczery, lecz gdy przyjdzie dobra okazja do łgania, nie ma dla niego żadnych głosów ‘przeciw’. Jego hamulce w prawie każdej dziedzinie życia są dość mocno ograniczone, lubi czuć ryzyko oraz adrenalinę. Bardzo rzadko zna umiar, tyczy się to głównie kontekstu picia alkoholu oraz… ludzkiej krwi. Wiele razy chłopakowi zdarzyło się wyssać stanowczo za dużo życiodajnej cieczy ze zwykłego śmiertelnika, co często doprowadzało do skrajnego osłabienia jego ofiar, a czasem nawet do śmierci. Xavier ma dość dużo krwi na rękach, jeżeli chodzi o przypadkowe zgony podczas pożywiania się. Ta karminowa ciecz jest dla niego wręcz narkotykiem, jest od niej uzależniony. Doprowadza go do szaleństwa po spożyciu, uwalnia za jej pomocą najgorsze demony swojego umysłu. Traci kontrolę, hamulce nie istnieją; zmienia się w potwora. Następnego dnia po swojej ‘zabawie’ ma wyrzuty sumienia, to nie jest tak, że Xavier nie ma w sobie za krzty człowieczeństwa. Bardzo żałuje swoich czynów, stara się naprawić to, co zrobił w jak największym stopniu. Jednak w jaki sposób da się odbudować ludzkie życie? Jedna z rzeczy, która doprowadza go do całkowitego obrzydzenia i nienawiści do swojej osoby. Mienie świadomości, że zabiło się człowieka to dla niego najgorsza kara, tortura. Jest to jedna z niewielu rzeczy, która trzyma Xaviera jeszcze w ryzach. Nie chce stać się mordercą. Brzydzi się tym. Tak samo bardzo nienawidzi braku lojalności. Jego obietnice zawsze są dotrzymywane; oczekuje tego samego od innych, choć z marnym skutkiem. Ogółem jest osobą bardzo wymagającą. Szczególnie jeżeli chodzi o relacje międzyludzkie. Nigdy nie miał przyjaciela czy kogoś, komu mógłby powierzyć swoje tajemnice, które wręcz duszą go od środka. Zawsze coś mu w kimś nie pasowało, zawsze znajdował jakieś ‘ale’. To samo tyczy się związków. Od zawsze interesowały go tylko i wyłącznie przelotne relacje, bo wiedział, że nikt nie spełni jego wyimaginowanych ‘wymagań’. Chłopak to jedna wielka sprzeczność cech, wad, zalet, zachowań. Chorągiewka na wietrze, która swój kierunek zmienia w zawrotnym tempie. Opisanie charakteru młodzieńca jest równie bezużyteczne, co próba zaprzyjaźnienia się z nim. Nigdy nie wiadomo, jak będzie się zachowywał danego dnia czy momencie. Xavier to jeden istny paradoks.
Aparycja: Młody Roth to wysoki, bo mierzący aż metr osiemdziesiąt osiem, młodzieniec mający za sobą już albo aż dziewiętnaście wiosen. Jego ciało jest szczupłe, smukłe oraz bije od niego nadnaturalny chłód. Porusza z gracją oraz wdziękiem, jego kroki są niczym kocie – bezszelestne oraz niezwykle ciche. Jest dość chudy, spod jasnej tkanki doskonale widać żebra czy inne kości, co często spotyka się z krytyką innych. Jego blada cera oraz specyficzna budowa powodują, że czasem Xavier wygląda jak żywy trup… Skóra jasnowłosego jest przerażająco blado, co zawdzięcza brakowi bijącego serca oraz nieistniejącemu przepływowi krwi. W dotyku przypomina stary pergamin, czuje odrazę do tego, więc próbuję to maskować za pomocą kremów oraz balsamów, które powiedzmy sobie szczerze, mało dają. Całe ciało Xaviera jest zimne, lodowate. Jego spojrzenie o chłodnym wyrazie jedynie potęguje całe to uczucie. Dziewiętnastolatek posiada ciemne, granatowe oczy, w których zależnie od sytuacji można dostrzec błędne ogniki lub niepokojące błyski. Nad źrenicami oraz tęczówkami rozpościerają się ciemne rzęsy, których chłopak zbytnio nie oszczędza. Bardzo rzadko można go spotkać bez ich wytuszowania. Cała jego twarz posiada delikatne, symetryczne oraz po prostu kobiece rysy. Często jest mylony z dziewczyną, co już powoduje u niego odruchy wymiotne. Jego twarz jest trójkątna, zakończona owalnym podbródkiem, który uwielbia podpierać ręką w chwilach kompletnego znudzenia. Nad pełnymi, cały czas rozciągniętymi w sarkastycznym uśmiechu ustami, widnieje proporcjonalny nos. Na lewym policzku Xaviera, na kości policzkowej posiada mały pieprzyk; również ma tego typu znamię pod ustami, z prawej strony. Ciemnooki na głowie ma zawsze ułożone w artystycznym nieładzie blond loki, które wręcz za swoje powołanie okrzyknęły wchodzenie na jasną twarz chłopaka. Zawsze jakiś niesforny, przydługi kosmyk znajdzie się pośrodku czoła Xaviera albo na jego nosie. Częstym widokiem jest chłopak próbujący zdmuchnąć włosy z bardzo znudzonej wszystkim wokół twarzy. Jego mimika na ogół wyraża albo totalny brak zainteresowania tym, co dzieje się wokół niego, albo jego usta są wykrzywione w sarkastycznym uśmiechu, a w oczach błyska czyste odbicie ironii. Chłopak jest osobą lubiącą gestykulować, lecz w jego przypadku jest to wręcz teatralne przedstawienie. Uwielbia przybierać pozy modelki po kawie z metaamfetaminą, które doprowadzają rozmówcę do istnego szału. Ogółem jasnowłosy jest jedną z tych osób, bardziej rzucających się w oczy przez swój indywidualistyczny, odbiegający od standardów ubiór. Prawie nigdy nie rozstaje się ze swoim czarnym futrem, które ubiera prawie za każdym razem jako odzież wierzchnią. Nawet latem przy temperaturach powyżej trzydziestu stopni jest szansa, że ujrzy się wampira w swoim znaku rozpoznawalnym. Będąc nadnaturalnym, którego serce zatrzymało się w miejscu, nie odczuwa temperatur, więc noszenie przez chłopaka w ciepły dzień golfów to dość normalne zjawisko. Xavier jest miłośnikiem swetrów, lejących się bluzek z dekoltem w serek. Najczęściej można go zobaczyć w ciemnych jeansowych lub czarnych, najczęściej podartych rurkach oraz swoich ukochanych czarnych sneakersach. Całe jego ‘stylizacje’ są dopełnione pomalowanymi na czarno albo biało paznokciami, wyrazem twarzy wyrażającym chęć zabicia każdego w promieniu kilku kilometrów oraz słuchawkami, bez których raczej bardzo rzadko można spotkać Xaviera. Chłopak na ogół przyciąga wzrok swoim wyglądem na, co ma dość mocno… wylane. Wygląd to sprawa osobista, lecz większość osób z jego otoczenia niezbyt to respektuje. Jasnowłosy zawsze zostawia za sobą zapach ostrych, krzykliwych perfum, których używa w masowych ilościach. Spędzenie w jego pokoju dłużej niż kilku minut bez maski gazowej to coś nadnaturalnego…
Głos: Stuck In the Sound
Pokój: -
Współlokator: -
Zainteresowania: Chłopak jest bardzo uzdolniony plastycznie, od małego przejawiał talent w tej dziedzinie. Przepięknie maluje, nie można mu tego odmówić. Spod jego pędzla, ołówka czy rysika wychodzą istne cuda, które powodują mocniejsze bicie serca. Xavier maluje wszystko – zaczynając od portretów przypadkowych ludzi, a kończąc na przypadkowych roślinkach pod akademikiem. Kiedyś, dawien dawno grał na skrzypcach oraz pianinie, lecz z czasem porzucił to zainteresowanie. Chociaż kto wie, co będzie kiedyś? Całkiem dobrze radzi sobie z grą siatkówkę, biegami oraz łamaniem serc naiwnych dziewczyn.
Moce:
- Hipnoza; Xavier potrafi zamącić w głowie, wpoić wszystko, co mu się żywnie podoba. Doskonale radzi sobie z mieszaniem w umyśle ludzi. Podczas hipnozy jego źrenice się na moment zwiększają, a wokół soczewki oka pojawia się ciemniejsza, prawie niewidoczna obwódka. Umiejętność, której może używać, jak mu się żywnie podoba, nie ponosi za nią żadnych kosztów.
- Odporność; chłopak odporny jest na słońce oraz przedmioty kultu. Nie straszne są mu krzyże, wody święcone czy inne tego typu głupoty. Wampirza ewolucja.
- Tarcza mentalna; umiejętność, którą odziedziczył po matce. Dzięki niej inne magiczne rasy nie mogą zajrzeć w głąb umysłu Xaviera, czytać mu w myślach, manipulować nim czy go hipnotyzować.
- Mgła; jasnowłosy po wypowiedzeniu odpowiedniej sekwencji słów potrafi wytworzyć wokół siebie magiczną, siwą mgłę, która usypia wszystkich ludzi wokół chłopaka. Bardzo przydatna zdolność podczas szukania ‘ofiary’.
- Polimorfia; wampirzy talent magiczny, pozwalający się zmienić Xavierowi w czarnego jak noc kruka. Zdolność, która powoduje po późniejszej przemianie w ‘człowieka’ silne krwotoki z nosa.
Rodzina:
- Ludwig Janis Roth; żyjący od wielu wieków wampir, założyciel rodu, znienawidzona postać w rodzinie przez jasnowłosego.
- Yvonne Astrid Roth; nieżyjąca matka, która została zabita przez przebicie jej serca kołkiem parę lat temu. Nigdy nie pogodził się z jej śmiercią, żywi przez to silną nienawiść do ludzi.
- Klaus Erwin Reinhard Roth; ojciec Xaviera, w domu chłopak często nazywa go ‘potworem’.
- Valerie Luise Rothe; najstarsza z czwórki dzieci Rothów, wampirzyca, wyjechała po śmierci matki  i do dzisiaj chłopak nie ma z nią kontaktu.
- Cedric William Lars Roth; starszy brat, który jest jedną z niewielu osób, któremu ufa i szanuje.
- Vivian Mara Christin Roth; młodsza siostra chłopaka, która jest oczkiem w głowie Xaviera.
- Lotta Dorothea Roth; najmłodsza z rodzeństwa, tak samo, jak Xavier urodziła się człowiekiem.
Historia: -
Pupil: Wszystkie zwierzęta, które Xavier spotka, wysysa z krwi, więc…
Inne:
- W szkole radzi sobie niezwykle źle, dziesięć zagrożeń na semestr to dla niego norma…
- Nienawidzi kawy.
- Nałogowo pije wodę z miodem oraz cytryną.
- Ma niesamowicie mocną głowę do alkoholu, prawie nigdy się nie upija oraz nie ma kaca.
- Jego orientacja w terenie prawie nigdy nie zawodzi.
- Będąc dzieckiem, panicznie bał się krwi.
- Ma słabość do starszych od niego mężczyzn.
- Jego ulubione kolory to czerń, granat oraz indygo.
- Przez dość niezwykłą odporność na ogień, nie robi mu on krzywdy; może podnieść żarzące się przedmioty bez ubytku na zdrowiu.
- Silnie uczula go srebro.
- Temat jego ojca to jeden z tych, który odpala tykającą bombę.
- Bardzo rzadko krzyczy czy podnosi głos.
- Nie wiadomo skąd ma swoje wybujałe ego.
- Nadużywa przekleństw.
- Nie posiada żadnych blizn, jego rany regenerują się zbyt szybko.
- Od czasu do czasu lubi zapalić.
- Kiedyś beznadziejnie uzależniony od używek psychoaktywnych.
- Nigdy nie był zakochany.
- Humanista.
- Oprócz silnej awersji do ludzi, żywi dużą urazę również do szamanów.
- Uzależniony od picia wody.
- Jego krew jest o wiele ciemniejsza od ‘zwykłej’.
Kontakt: aleksandra.nap02@gmail.com
Motto: "Przyzwyczajenie do ironii psuje charakter."
Źródła zdjęcia: sacetcendre.tumblr.com
Relacje: -
Ważne opowiadania: -
Inne zdjęcia:

Witamy - Ranehe Herbal!


Imię i nazwisko: Ranehe Herbal
Pseudonim: Ra, Rani, Rene, Herb
Wiek: 20 lat
Data urodzin: 31.10
Płeć: Kobieta
Orientacja: Aseksualna heteroromantyczka
Partner: Zauroczenie
Klasa: III Humanistyczna
Kluby: Klub pływacki | Klub lingwistyczny
Rasa: Naga
Specyfika: Jako jedna z niewielu swojej rasy potrafiła w pełni i perfekcyjnie panować nad mocą zmieniania spojrzeniem istot żywych w kamień. Była nawet nadzieja, że posiada ona również legendarną moc cofania tego procesu. Niestety, zanim ktokolwiek zdołał się o tym przekonać, Ra uczestniczyła w wypadku, który na zawsze zmienił jej nastawienie do własnych mocy. Od tego czasu niezwykle wstydzi się tego, czym jest oraz stroni od jakiegokolwiek towarzystwa, uważając się za "brudną".
W teorii jako jedna z Nag powinna posiadać trzy formy. Po pierwsze — ludzką. I takową posiada. Jest nawet jej ulubioną postacią, której używa przez większość swojego życia. Po drugie — półludzką. W zasadzie nie różni się ona od tej pierwszej, z tym że zamiast normalnej skóry ma łuski, mające nieokreślony kolor w zależności od tego, jak się spojrzy. Po trzecie — zwierzęcą. Tylko nikt, kompletnie nikt jej w niej nie widział. Istnieje prawdopodobieństwo, że Ra takiej nigdy nie przybrała, ba! Nawet niektórzy wierzą w jej brak. Może wcale jej nie posiada?
Charakter: Ra jest... To takie pospolite rozpoczęcie opisu. Poza tym w jej przypadku najlepiej byłoby zacząć od tego, jaka ona nie jest. Co dla jej osobowości jest szczególne to, to, że pojęcie "dusza towarzystwa" jest dokładnym jej przeciwieństwem. Ma typową cechę dla swojego gatunku, czyli wstręt przed dotykiem. Nie lubi, gdy ktoś wchodzi w jej strefę komfortu. Tyczy to się również psychiki. Nie potrafiła jak dotąd nikomu zaufać. To bardzo zamknięta w sobie dziewczyna skrywająca wiele tajemnic przed światem.
Jest nocnym stworzeniem, to bez wątpienia. Lepsze ma samopoczucie w nocy. Wynika to też częściowo z tego, że od urodzenia ma bardzo mroczną duszę. Może to taka właściwość rasowa? Kto wie... Z jednej strony jest strasznie cierpiętnicza. Robi z siebie męczennika. Obwinia samą siebie o najgorsze rzeczy, nawet te absurdalne. Przez to, że wiarę w siebie ma zerową, nie potrafi zrozumieć niektórych rzeczy.
Wbrew pozorom lubi rozmawiać. Tylko cóż... Powyższe cechy chyba uzmysławiają wam, jaki to paradoks, prawda? W związku tym gada sama do siebie. Także ruga. Wszystko w końcu u niej sprowadza się do tego, co złego zrobiła danego dnia. Niezwykle nerwowa osóbka. Chwilami nawet popada w niekontrolowane ataki. Cała drży, to histerycznie płacze, to się śmieje.
Przez to wszystko ma bardzo wrażliwą duszę artystki. Potrafi dostrzec prawdziwe piękno i zachwycać się nim. Wiele godzin spędzonych na podziwianiu jakiejś rzeczy to u niej norma. Ra lubi także sama tworzyć, lecz to tylko dla swoich oczu. Zresztą większość swoich prac prędzej czy później niszczy w przypływie negatywnych uczyć.
Aparycja: Na pierwszym planie można ujrzeć bardzo długie, proste, zielone włosy spływające swobodnie na ziemię. Zakrywają one większą część Ranehe, przez co ciężko dostrzec jej twarz i sylwetkę. A jest na co popatrzeć. Wysoka, o odpowiednich kształtach, mogłaby robić za prawdziwą piękność. Gdyby tylko się nie garbiła oraz uśmiechała częściej. Tym bardziej że biała jak papier skóra nadaje jej odpowiedniej delikatności. Dziewczyna nosi wiecznie okulary przeciwsłoneczne. Dlatego też kolor jej oczu jest nieznany. Nawet gdy pływa, ma specjalne, przyciemniane gogle. Poza tym strasznie nie lubi, gdy ktoś pyta ją o to. "Dlaczego masz zakryte oczy? Pokaż swoje oczy! No proszę, zdejmij okulary!" - takie prośby ją denerwują, wręcz odstraszają. Kiedy ktoś próbuje na siłę je ściągnąć... Wtedy Ra zaczyna wyglądem przypominać demona.
Głos: Victoria Justice
Pokój: 18
Współlokator: Aries Inariel Astarotho
Zainteresowania: Trzy słowa: sztuka, spanie, jedzenie. Nie ma dla niej nic ważniejszego. Wiążą się z tym pewne następstwa. Pod pojęciem sztuki Ranehe rozumie wiele rzeczy. Czy to książki, jakiś język czy po prostu obraz. Zachwyca się każdym. Nie ma dla niej pojęcia zepsute dziełko. W każdej rzeczy widzi coś pięknego. Niekiedy potrafi czytać daną lekturę po kilkanaście razy czy też obserwować dany krajobraz przez wiele długich godzin.
Spanie jak spanie według niektórych. Dla dziewczyny jest to jedna z ulubionych czynności. Przez to, że kocha noc, to dzień potrafi cały przespać. Często przez swoje liczne, głębokie drzemki się spóźnia. A uwierzcie, jeżeli czuje się bezpiecznie, to potrafi zasnąć wszędzie.
Jedzenie to życie, jedzenie to styl życia. Znaczy się... Ra uwielbia próbować nowych rzeczy. Można ją przekupić dobrymi przekąskami, czy owocem, którego nigdy nie jadła.
Moce:
- Za pomocą wzroku - zmienia istoty żywe w kamień, lecz niestety jak to wcześniej i dalej powiedziane nie używa tego. Boi się swojej mocy oraz gardzi nią, choć dawniej panowała nad nią w pełni.
- Cofanie - prawdopodobnie potrafi również cofnąć kamienny urok. Niestety nie chce słyszeć o rozwijaniu swoich zdolności rasowych. Wielka strata,
- Języki - każda mowa jest dla niej sztuką, a pojedyncze słowo dziełem. Chłonie je jak gąbka i zapisuje głęboko w pamięci. Nie ma problemu z opanowaniem kolejnych języków. Szczególnie upodobała sobie angielski, japoński oraz łacinę.
Rodzina:
- Imoria Herbal — babcia Ranehe, która właściwie zastępowała jej nieodpowiedzialną matkę. Niestety nie udało się kobiecie dotrzeć do wnuczki, a po wypadku niemal całkowicie straciły kontakt.
- Nefertiti Herbal — nieodpowiedzialna matka Ra, która chyba zapomniała, że ma córkę. Tuła się gdzieś tam, nie wiadomo gdzie. Nienawidzi swojej matki Imorii.
- Anubi — tajemniczy przyjaciel z dzieciństwa. Właściwie nic o nim nie wiadomo. Tylko Ra się z nim widziała.
Historia: Podobno nawet dzień narodzin Ranehe był wyjątkowy, choć ta tak nigdy nie uważała. Cały czas traktowana jak przyszłą sławę rasy nag. Pokładano w niej nadzieję. Miała zostać w przyszłości ważną przedstawicielką ich rasy. Wywoływała zachwyty, jak i nienawiść wśród swoich krewnych. Nagle wszystko się posypało. Głównie za sprawą matki Ra, która zostawiła córkę u jej babci.
Ranehe zaczęła przejawiać zdolność do przemieniania w kamień. Rozpoczęły się żmudne treningi, nauki. Dziewczynka coraz gorzej znosiła ciężar, jaki nosiła na barkach od dnia urodzenia. Zaczęła uciekać myślami gdzie indziej. Marzyła o przyjaciołach, normalnej rodzinie. O ojcu także! Czuła nieopisaną tęsknotę za osobą, która ją nawet w życiu na oczy nie widziała.
Pewnego dnia spotkała chłopca w jej wieku. Nazywał się Anubi. Podobno także był nagą, ale Ra miała duże wątpliwości. Do tego podejrzanie się zachowywał. Rozmawiał tylko z nią, pokazywał się również tylko niej. Gdy kogoś zapytała o chłopaka o tym imieniu, wszyscy odpowiadali zgodnie: "Nie znam". Jednak... Chęć posiadania przyjaciela była silniejsza. Dziewczynka przestała sprawdzać nową znajomość. Wszystko powoli wracało do normy.
Jednak pewnego dnia... Nikt nie wie, jak to się dokładnie stało, ale Ra straciła swą zdolność. Właściwie nie to, co straciła, co przestała jej używać. Gdy ktoś tylko o to prosił, wybuchała płaczem, uciekała, czasami nawet mdlała. Zaczęła nosić okulary, by zakryć swe, jak twierdziła "przeklęte oczy". Od tamtego momentu stała się cieniem dawnej siebie. Mimo usilnych prób jej babci Imori Ra całkowicie zamknęła się w sobie.
Trwało to aż do dziś. Kiedy ukończyła 20 lat, jej babcia powiedziała wszystkiemu "DOŚĆ!" i zapisała ją do szkoły. Niemal siłą wypchnęła wnuczkę z auta, chcąc jak najszybciej odjechać. Cały czas sądzi, że to najlepsze wyjście, że jeżeli jej wnuczka będzie przebywać wśród rówieśników, w końcu przestanie się bać.
Kontakt: gruszkokatus@gmail.com
Motto: "Żałujmy za przyszłość, ponieważ wpływa ona cały czas na teraźniejszość."
Źródła zdjęć: Pinterest
Relacje: 
Ważne opowiadania:

sobota, 27 stycznia 2018

Od Shiona do Tsukiko

Walczyła i broniła się bardzo dzielnie. Niesamowite. Nie spodziewałem się, że aż tyle wytrzyma. Muszę przyznać, była całkiem niezła. Udało jej się zniszczyć aż pięć moich iluzji, ale pewnie tego nie zauważyła, bo gdy jedna znikała, to zastępowałem ją kolejną. Tylko jedna osoba osiągnęła lepszy wynik w takim ‘treningu’ i tą osobą była moja siostra. Z nią praktycznie nigdy nie miałem żadnych szans. Na początku miałem blondynkę za słabeuszkę, ale po przyjęciu formy tego dziwnego byka zrobiła się znacznie silniejsza. Niestety, z każdym kolejnym atakiem mojej podobizny coraz bardziej opadała z sił. Cóż, ludzkie ciała mają swoje ograniczenia, ale za to jej silna wola nadrabiała tę słabość. Gdy uznałem, że już dość tej walki, wyszedłem z ukrycia, a moja iluzja zniknęła. Kiedy już chciałem zacząć klaskać i podziękować jej za wspólnie spędzany czas, zorientowałem się, że nie sprawdziłem na niej jeszcze jednej rzeczy. Osaczenia.
- Możemy już skończyć? – spytała, upadając na kolana.
- Nie. Jestem ciekawy, jak sobie z tym poradzisz – powiedziałem bardziej do siebie niż do niej, ignorując poprzednie pytanie. – Osaczenie – wyszeptałem.
Tuż za dziewczyną pojawił się mój klon. Nie był on taką samą iluzją jak ten poprzedni. Teraz jego forma była bardziej materialna i w odróżnieniu od poprzedniego potrafił mówić. Fałszywy Shion jedną dłonią zakrył dziewczynie usta, a drugą objął ją w pasie. Trzymał ją mocna tak, by nie mogła mu uciec. Na twarz dziewczyny wstąpił rumieniec, a w oczach ponownie pojawił się strach. Zastanawiałem się, czy pozwolić mu na wpłynięcie na umysł dziewczyny, ale ostatecznie zrezygnowałem z tego pomysłu. Chociaż raz będę miły. I tak już ją wystarczająco przeraziłem.
- Możesz zniknąć. – Pstryknąłem palcami, a postać za plecami Tsukiko się rozpłynęła.
Blondynka oparła się o ziemię i zaczęła łapczywie łapać powietrze. Ze strachu? Przez przypadek ją lekko przydusiłem? Nieważne. Żyje i nie ma żadnych powierzchownych ran, więc chyba nic złego nie zrobiłem, prawda? Kilka razy delikatnie klasnąłem w dłonie.
- Brawo! – powiedziałem i podszedłem do niej. – Nie sądziłem, że jesteś aż taka dobra. - Popatrzyła na mnie ze zdziwieniem w oczach. – Skończymy już na dziś?
- Tak. Mam już dość – odpowiedziała.
Wyciągnąłem rękę w stronę brązowookiej i pomogłem jej wstać. Lekko się zachwiała, ale dzięki mi udało jej się utrzymać równowagę. Uśmiechnąłem się do niej radośnie i szczerze, po czym położyłem dłonie najpierw na jej ramionach, a potem na plecach, przytulając ją. Przycisnąłem dziewczynę mocno do siebie.
- Dziękuję za dzisiejszy trening! – powiedziałem z radością, lekko masując jej plecy. – Dawno z nikim mi się tak dobrze i przyjemnie nie walczyło – przyznałem. Właściwie to tylko siostra była od niej lepsza. - Jesteś naprawdę niezła.
Puściłem dziewczynę i spojrzałem prosto w szeroko otwarte oczy. Na jej twarzy pojawił się uroczy rumieniec. Czy to przez to, że wziąłem ją w swoje objęcia?
- Tylko wiesz co? Nie rozumiem jednej rzeczy. – Zacząłem badać wzrokiem jej ciało od stóp do głów.
- J-jakiej? – spytała, wyraźnie zszokowana i zdziwiona.
- Rano ubrana byłaś w grzeczną, różową sukieneczkę – zacząłem wymieniać. Byłem z siebie dumny, że udało mi się to zapamiętać. – Na trening założyłaś obcisłą bluzkę z dużym dekoltem – jeszcze raz się jej przyjrzałem. – A teraz stoisz przede mną prawie w samej bieliźnie – spojrzałem się jej prosto w oczy. – Nie, żeby mi to przeszkadzało, tylko wręcz przeciwnie, ale nie sądzisz, że to trochę dziwne i niepokojące? – przyznałem z kamienną twarzą.
Zapowietrzyła się, a jej twarz przybrała jeszcze czerwieńszy odcień. Nagle wokoło niej pojawił się jakiś dziwny pył i zaczęła świecić jak gwiazda. Jej poprzedni strój został zastąpiony tym, co miała przed treningiem. W sumie to było logiczne, że to jedna z jej mocy.
- Już lepiej? – spytała, patrząc się na mnie ‘spod byka’. – A dlaczego się tak ubrałam? Domyśl się – pokazała mi język.
- Domyślić się...? – przekręciłem głowę w geście niezrozumienia.
Tsukiko uśmiechnęła się tajemniczo i zaczęła iść w kierunku wyjścia z polanki.
- Powtórzymy to jeszcze kiedyś! – pomachałem jej, gdy zaczęła się coraz bardziej oddalać. – Do zobaczenia!
- To cześć! – odmachała mi.
Postanowiłem jeszcze chwilę zostać w tym miejscu. Nadal czułem się pełen energii i dlatego chciałem ją spożytkować.
- No, Shion, to teraz pora na samotny trening – powiedziałem do otaczającego mnie lasu, a na moją twarz wkroczył szeroki uśmiech.

< Tsu? >
Liczba słów: 715

Od Drake'a do Nitzan'a

Postanowiłem. Zapisałem się do Auris. Wreszcie ojciec, choć na chwilę się ode mnie odczepi. Podczas ostatniej kolacji w domu, która jak zwykle była drętwa i cicha, obwieściłem rodzinie, iż przyjęto mnie do tej placówki z piekła rodem. Mel, jak to zwykle ona, poderwała się z miejsca i rzuciłam mi się na szyję. Została jednak upomniana przez ojca, który zgromił ją tym swoim srogim spojrzeniem. Mama popatrzyła na mnie, w jej martwych niemal oczach dostrzegłem błysk radości, co bardzo mnie ucieszyło. Wziąłem to za znak – z mamą jest jednak lepiej. Natomiast ojciec wygłosił swoją mowę o tym, że to szkoła, którą on sam kończył z wyróżnieniem. Że to instytucja edukacyjna dla najlepszych. Powiedział, że oczekuje ode mnie najlepszych rezultatów, co oczywiście mam głęboko gdzieś. Skubany, nawet mi nie pogratulował, że w końcu się zdecydowałem. Potraktował mnie jak zwykle. Nie cierpię go...
Wieczorem, gdy byłem już praktycznie spakowany, do mojego pokoju przyszła mama. Stanęła przede mną, popatrzyła mi w oczy tak głęboko. Tylko ona to potrafi, przejrzeć mnie na wylot. Dorian też to kiedyś potrafił... Potem mama mnie przytuliła, czym zaskoczyła mnie w pierwszej chwili, jednakże szybko oddałem uścisk, tuląc do siebie jej zmizerniałe i drobne ciało.
– Drake... Nie musisz robić tego ze względu na ojca – szepnęła mi do ucha
– Wiem mamo, wiem. To moja i tylko moja decyzja. Pora naprawić błędy.
– Synku... uważaj na siebie... – zaszlochała. Czułem, jak jej łzy moczą mi koszulkę. Automatycznie przytuliłem ją do siebie jeszcze bardziej.
– Nie płacz, wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. – Odsunąłem mamę delikatnie od siebie, po czym posłałem jej pewny uśmiech. Kobieta ujęła mnie za twarz, a potem... Uśmiechnęła się smutno. Pierwszy raz od tak dawna.
– Jesteś taki podobny do ojca. Macie ten sam błysk w oku. Takie same charaktery.
– Nie mamo. Nie jestem i nie będę. Nigdy nie będę taki jak on. – Zdjąłem jej szczupłe dłonie z twarzy. W moich wyglądały tak licho, jakby należały do dziecka, a nie do dorosłej, czterdziestoletniej kobiety. – Kocham cię, mamo. Chcę byś była ze mnie dumna i żeby tata też w końcu był. Ale zamierzam zrobić wszystko po swojemu. Sam chcę zapracować za swój sukces. Nie chcę być tylko inżynierem. Chcę być wynalazcą, innowatorem. Chcę zmieniać świat!
Mama przytuliła mnie jeszcze raz, pożegnała się ze mną i opuściła mój pokój.
Wcześnie rano, gotowy, by rozpocząć kolejny rozdział w swoim życiu, po pożegnaniu z siostrzyczką, która tak jak wczoraj mama, poryczała się, poczochrałem jej włosy, wziąłem torbę i ruszyłem przed siebie. Ojciec nie zszedł na dół, by się ze mną pożegnać. Typowe z jego strony....
~*~
Gdy stanąłem przed szkołą Auris, odczułem dziwną potrzebę ucieczki, co było, nawiasem mówiąc, bardzo dziwne. Przecież ja niczego się nie boję. Niczego! Tak więc wziąłem swoje bagaże i dumnym krokiem zacząłem maszerować w stronę szkolnego budynku. Po drodze minąłem kilka ślicznotek, które zapewne też się tutaj uczą. Posłałem im mój standardowy uśmiech, a te popatrzyły po sobie, cicho piszcząc. O tak... Zapowiada się ciekawie.
Bez najmniejszego problemu odnalazłem swój pokój. Z tego, co mi przekazano, będę mieć współlokatora, co mi w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało. Dobrze jest mieć z kimś pogadać. Nagle, znikąd pojawił się przy moim boku Blue. Zaczął piszczeć wniebogłosy jak jakiś nienormalny. Był zły, że go zostawiłem w domu u matki. No tak, przecież mu obiecałem, że wezmę go ze sobą. Ups... Vihar zapewne też już się gdzieś tu kręci. O niego to się nie martwię. To zaradny zwierz.
Uwiesiłem sobie torbę z narzędziami na ramieniu, by mieć wolną rękę, po czym zapukałem w drzwi, a zrobiłem to w swoim standardowym stylu. Czyli po prostu zacząłem w nie walić. Po dwóch minutach otworzył mi wysoki, zaspany chłopak. Z tego, co zauważyłem, byliśmy niemal tego samego wzrostu, no może on miał przewagę dwóch czy trzech centymetrów. Wparowałem do pokoju, już czując się tu jak u siebie. Rzuciłem bagaże na swoje łóżko, które pod ich ciężarem omal się nie rozleciało. Blue wpakował się zaraz za mną, dokładnie przyglądając się naszym nowym czterem ścianom.
– Witaj współlokatorze, jestem Drake i od dzisiaj będziemy razem mieszkać. Mam tylko nadzieję, że nie będzie ci przeszkadzać to wkurwiające, fruwające małe coś, co tak poza tym zwie się Blue.
Robocik, jak na zawołanie, podfrunął pod twarz obcego chłopaka i zaczął nawijać w swoim języku androidzckim. Obleciał go kilka razy, a na koniec wmontował się w jego twarz.
– O patrz, polubił cię! – krzyknąłem do brązowowłosego.

< Nitzan? Twój lokator właśnie przybył :D >
Liczba słów: 731