piątek, 30 marca 2018

Witamy - Shura Saphira Taiga!

Imię i nazwisko: Shura Saphira Iris Taiga
Pseudonim: Śnieżka, Noel, Flocon de Neige (śnieżynka), Owieczka, Irysek, Księżniczka Śniegu, Śnieżny Aniołek, Aogiri (w internecie i w klubach ze striptizem, anonimka), Maria Antonina (przez młodszego brata Behemotha)
Wiek: 20 lat
Data urodzin: 21 grudnia
Płeć: Kobieta
Orientacja: Heteroseksualna
Partner: Jest zauroczona, ale w kim, tego nie ujawni.
Klasa: II S
Kluby: Klub Sportowy (Koszykówka i Łyżwiarstwo) i Klub Lingwistyczny
Rasa: Archanioł
Specyfika: Cóż, dziewczyna ta to istotka, która zawsze czuła się samotna, aż za bardzo... To spowodowało, że samotne wieczory poświęcała na rozmowy. Rozmowy z samą sobą, a raczej z jej drugą stroną. Stawała przed lustrem i po prostu mówiła jej o wszystkim. Jednak, odbiło się to na jej mocach, które teraz są ściśle związane z nią samą. Kiedy jest bardzo smutna, przemiana, kiedy jest zła, przemiana itp. Jest to uciążliwe. Jej wygląd nie zawsze jest taki sam, ale zazwyczaj jest bardzo podobny. Wszystko to zależy od tego, co czuje w danej chwili. Tę dziewczynę wyróżnia to, że jako archanielica umie posługiwać się magią śniegu, a w swojej formie (czasami też bez niej) używa magii czarnego lodu.
Charakter: Shura jest osobą o pozornie lodowatym, wręcz nieczułym charakterze, która nigdy nie okazuje emocji, zupełnie jakby ich nie miała. Przecież jak ktoś, kto patrzy na każdego z pogardą może być miły... Pozory mylą. Nie można ocenić nietoperza po jego skrzydłach. Owszem, prawda jest taka, że nie ufa wielu osobom, ale to jest spowodowane wyłącznie jej problemami, które ją bardzo przytłaczają i wywołały u niej depresję. Z natury już wyżywa się na otaczających ją osobach, rzeczach. Nie może i boi się komukolwiek ufać, bo to właśnie zapoczątkowało jej kłopoty. Unika tego tematu jak ognia i nie powie o tym żadnej, niezaufanej jej osobie. Ktoś będzie musiał sobie zapracować, aby ta oto Księżniczka Śniegu cokolwiek o sobie wyjawiła. Co można jeszcze powiedzieć o tej istotce? Jest dość brawurowa, brutalna i z pewności nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać. Gdyby ktoś ją potrącił, wręcz wymagałaby, aby ta osoba ją przeprosiła. Jednak... Pod tą lodową skorupą na jej sercu, jest bardzo uczuciowa, wrażliwa i delikatna dziewczyna, która z powodu lęku zaczęła się zamykać i pozwalać, aby to zimno nadal oplatało jej serduszko. Dlaczego na to zezwoliła? Dlaczego tak bardzo uległa szantażowi? Nie umiała pokazać, że da radę sama wywalczyć sobie wolność. Bała się, że jak zrobi coś nie tak, zniszczy sobie samej życie i jedyne co, będzie mogła się zamrozić i spaść w przepaść... Jej matka podejmowała zazwyczaj za nią decyzje, bo bardzo przejmowała się swoją córeczką. Uzależniła ją od siebie i obiecała, że gdy nadejdzie czas, wyda ją za odpowiedniego mężczyznę, który zadba o jej dobre i wygodne życie. Obietnica ta doszła do skutku, dlatego Shura postanowiła uciec i odejść od rodziny. Teraz, zarabia sama na siebie, stara się cieszyć każdą chwilą, choć nie raz miała wątpliwości. Chciałaby porozmawiać choć raz z tatą, nadopiekuńczą mamą, jej starszym braciszkiem, z jej bliźniakiem oraz trójką młodszych dzieciaków, jakie jeszcze mieszkają w jej rodzinnej posiadłości. Brak jej chwil, które spędzała z nimi. Teraz jednak te uczucia zostały zamknięte pod lodową kłódką, do której klucz się zgubił i na pewno nie otworzy się przed byle kim...
Aparycja: Shura to istotka, jaka z pewnością przyciąga spojrzenia mężczyzn masowo. Jest ona drobna i bardzo wątła, jednak to właśnie kryje w niej siłę do dalszej walki z losem jaki ją spotkał. Posiada płaski brzuch, duże kobiecości, przez co bez zbędnego gadania została przyjęta na modelkę (i striptizerkę). Ma ona piękne, długie, lśniące jak śnieg w słońcu białe włosy, które zazwyczaj związuje w wysoki kucyk, nieco z boku jej głowy. Najczęściej ma ładnie zaczesaną grzywkę na lewo, na punkcie której ma niewielkiego fioła. Na gumce, którą wiąże swoją czuprynę, zakłada czasami niby to srebrną koronę, którą to kiedyś otrzymała od starszego brata w prezencie. Wśród innych uczniów wyróżniają ją błękitne jak zimowe niebo oczęta, które lśnią i czasami nawet skrzą jak płatki śniegu opadające na ziemię w pierwszy dzień kalendarzowej zimy. Zazwyczaj nie okazują one emocji i są bardzo poważne, ale kto wie, kto i co w nich widzi. Nie każdy to spostrzega z daleka, ale na jej lewym oku widnieje pionowa blizna, idealnie przebiegająca przez środek. Jest to wynikiem nieszczęśliwego wypadku z jej mocą o którym nie lubi wspominać. To właśnie przez niego doznała Syndromu Marii Antoniny. Shura nie posiada bliżej określonego stylu ubioru. Raz może mieć na sobie sukienkę, a kiedy indziej spodnie, legginsy, spódniczkę czy co, kto sobie zamarzy. Najczęściej jednak widnieje na niej biały, krótki żakiecik z czarnymi krawędziami i wysokim kołnierzykiem, na którego brzuchu widnieją dwa rzędy po cztery guziki. Wnętrze jej rozkloszowanej spódnicy jest wówczas obszyte czarną falbanką, lekko wychodzącą poza krawędź. Do tego ma na sobie sięgające powyżej kolan białe kozaki na wysokim obcasie oraz czarne, dopasowane do ubioru, pończochy.
Kiedy przemienia się ona w archanielicę, jest wręcz nie do poznania. Na jej głowie wyrastają wówczas rogi, które są pokryte czarnym ogniem. Z jej pleców wyrastają jakby nogi stonogi, które pokryte są ostrymi jak brzytwa kolcami. Żyją one własnym życiem. Shura ma na sobie wtedy granatową sukienkę bez ramiączek z bardzo odważnym wycięciem na górze oraz na dole, gdzie jej prawa noga jest bardzo dobrze widoczna. Sukienka jest długa z ciągnącym się z tyłu kawałem materiału. Jej włosy wydłużają się i sięgają jej prawie do kostek, ale unoszą się nad ziemią i z każdym jej ruchem zmieniają położenie. Z tyłu za nią lata sześć, odwróconych krzyży, których używa do ataku. Kiedy kończy się jej energia, miecze pękają.
Głos: Aimer-Dare ka, Umi wo
Pokój: 12 (nie mieszka w akademiku, wspomniane podpunkt inne)
Współlokator: ---
Zainteresowania: 
-Koszykówka, którą zaraziła się od swojego starszego braciszka. Kiedy mieszkała jeszcze z nim, często grali mecze jeden na jeden na specjalnie wybudowanym dla nich boisku. Jej serce całkowicie podpadło temu sportowi.
-Modeling, który był jej drugą pasją od najmłodszych lat. Dołączyła na casting po raz pierwszy z mamą, a od tamtej pory występowała sama. Czasami brak jej czasu, aby zagrać w spokoju mecz koszykówki, przez co bardzo cierpi.
-Łyżwiarstwo, które było jej ulubionym sportem i jest do teraz. Oczywiście, koszykówki na pewno nie przebije, ale właśnie tańcząc na lodzie odpręża się i czyści umysł ze wszystkich złych wydarzeń, jakie działy jej się przez cały dzień.
-Medytacja, każdego ranka budzi się o wiele wcześniej, aby w spokoju, przed oknem z panoramą na miasto, oczyścić się ze złej energii. Uważa to jako jej małe zen.
-Szermierka, którą musiała ćwiczyć, aby umieć jak najlepiej posługiwać się swoim rapierem. Jest dumna z tego, co przez tyle lat osiągnęła i nadal szkoli się, aby z czasem być jeszcze lepszą.
Moce: 
-Moc śniegu i czarnego lodu-dziewczyna poprzez częste rozmowy z drugą nią uzyskała możliwość przechwycenia mocy. Dzięki ćwiczeniom, umie ona teraz na co dzień, używać i magii śniegu, i magii czarnego lodu. Jednak minusem jest to, że jak nadużyje swoich zdolności, przechodzi niekontrolowaną przemianę.
-Przemiana w archanielicę-dzięki genom podarowanym przez matkę i ojca, umie ona przeistoczyć się w bezuczuciową i bezlitosną archanielicę, która niszczy i zabija wszystko wokół. Kiedy jest ona w formie złej, tworzy ona armię Lodowych Strażników, którzy niszczą wszystko wokół. Ma ona wtedy nieco zwiększoną siłę i może skakać bardzo wysoko. Nie może wówczas używać magii pyłu. Jednak zdarzają się przemiany, kiedy umie ona przemienić się i nie być tak destrukcyjną istotą. Nikt nie zna sposobu, aby ją uspokoić. Za każdym razem słabła do nieprzytomności...
-Śpiew Diabła-usypia tym swoich wrogów, wprawiając ich też w stan zmieszania lub też chwilowej hipnozy. Tą moc ma uaktywnioną tylko wtedy, gdy się przemienia, bez tego, nie ma szans na to, aby jej użyła.
-Magia Pyłu-dzięki niej, może ona używać pyłu jako tarcz czy też ataków. Każdy kolor odpowiada innej mocy. Aby jednak użyć zdolności, musi mieć ona swój rapier-Myrtenastera. To on jest przewodnikiem i ma w rękojeści małe flakoniki z pyłami. Przykładem jest czerwony pył, który działa jako ogniste pociski lub ognisty bicz,
-Lodowy Strażnik-moc, która bardzo ją wyczerpuje, ale działa cuda. Ostatnim razem użyła jej podczas jednego z bali, kiedy to napadnięto bogaczy. Wytworzyła ona Lodowego Strażnika, który kroczył za nią jak pies i bronił ją, kiedy ona walczyła z wrogami. Zazwyczaj po użyciu mocy mdleje i budzi się dopiero po 24 godzinach.
Rodzina: 
Mama Asuna Taiga- anielica, która wkładała serce w jak najlepsze wychowanie Shury. Wspierała ją w jej marzeniach o zostaniu modelką, a to wyłącznie cieszyło jej serce. Z trudem wypuściła w ogóle ukochaną córeczkę z domu.
Ojciec ???- bóg, który bardzo szanuje swoją pierwszą, kobiecą potomkinię. Może nieco ją rozpuszczał, ale na pewno nie chciał tego robić, aby dziewczyna się zmieniła w rozpuszczoną księżniczkę.
Kagami Aisaka Taiga-półbóg i jej ukochany braciszek, który to kiedyś nosił ją na barana, bawił się z nią i zaraził ją pasją do koszykówki. Dziewczyna bardzo go kocha i chciałaby go znowu spotkać...
Altair Gabriel Art Taiga-archanioł, kochany braciszek, który został obdarzony tymi mniej destrukcyjnymi mocami. Bardzo kocha brata, jest dla niej ucieczką od tego, że jest sama. Nie często ma okazję z nim przebywać...
Behemoth Levi Taiga-demon, braciszek, który zawsze mógł liczyć na dobroć siostry. Wspierała go z jego złą stroną i zawsze starała się mu przezwyciężyć siedzące w nim monstrum.
Arcana Dellaiah Taiga- niedawno urodzona siostrzyczka. Jest bliźniaczką Yvette i to ona właśnie zyskała geny diabła. Jeszcze nie wiadomo o niej wiele, prócz tego, że była wpadką.
Yvette Rosalie Marie Taiga-niedawno urodzona siostra, bliźniaczka Arcany i jest jej dobrą stroną, czyli aniołkiem. Niewiele o niej wiadomo, prócz tego, że była wpadką.
Pupil: Weiss , Schnee i Lyrydian
Inne:
-Jej rodzina ma posiadłość, która dziedziczona jest przez pokolenia,
-Jest szantażowana,
-Po nocach jest zmuszana do tańczenia w klubach ze striptizem, co ciężko łączy się z jej rolą modelki,
-W rodzinie ma tytuł Księżniczki Śniegu,
-Uwielbia białe róże,
-Jej ulubiona pora roku to zima,
-Boi się ufać,
-Poznała przez internet chłopaka, na którym chyba zaczyna jej zależeć...,
-Spędza coraz więcej czasu w internetowych kafejkach,
-Boi się wysokości i to bardzo,
-Zna kilkanaście języków, poczynając od japońskiego i wyliczając angielski, chiński (tradycyjny i uproszczony), niemiecki, francuski, hiszpański, portugalski, brazylijski, esperanto i kilkanaście innych. Nikt nie wie, ale chyba było to spowodowane tym, że nie miała często co robić w czasie nieprzespanych nocy...
-Modelka o dużych ambicjach, zbiera każde zaproszenie na sesję,
-Posiada własne mieszkanie, które jest apartamentem w najwyższym budynku w całym mieście Lalien,
-Przez używanie magii śniegu i ciemnego lodu, jej ciało jest wiecznie lodowate oraz jej serce bije o wiele wolniej, niż serca innych. Marzy, aby usłyszeć szybkie tętno...,
-W jej krwi pływają małe cząstki lodu,
-Jest podatna na złamania i skręcenia, dlatego bardzo uważa,
-Nazwała swoje ostrze Myrtenaster, jest to rapier, dzięki któremu może używać magii pyłu,
-Myrtenaster jest jej orężem, który umie przemieniać się w mały pierścionek. Przywołuje go, poprzez obrócenie pierścionka wokół jego własnej osi na palcu,
-Uwielbia widoki z lotu ptaka, ale przez to, że boi się latać, nie może nic oglądać z wysoka,
-Ma bardzo często koszmary,
-Boi się spać sama, dlatego sprawiła sobie zwierzakim
Kontakt: YukiKunoka [hw]
Motto: ,,Some believe in fairy stories and the ghosts that they can't see. I know that I could do so much, if I could just believe in me."
Źródła zdjęć: Pinterest
Relacje:
Nine-chłopak, którego poznała w internecie. Bardzo się jej spodobał i kiedyś chciałaby go spotkać, ale nie ma zamiaru naciskać, w końcu, to jednak internet... Nie wie, kto siedzi po drugiej stronie ekranu...
Angelica Ruby Rossenaure-jej przyjaciółka, a raczej była przyjaciółka. Była chora psychicznie i któregoś razu rzuciła się na Shurę. Ta jednak musiała się bronić i uderzyła ją laską w głowę, przez co dziewczyna doznała poważnego urazu i zmarła. Obwinia się o jej śmierć, choć tak naprawdę to nie było jej winą. To spowodowało u niej początki depresji.
Kagami Aisaka Taiga- braciszek, którego chce znowu zobaczyć. Bardzo lubiła, jak ją przytulał i się nią zajmował, więc brakuje jej tych poprzednich dni.
Ważne opowiadania: ---
Inne zdjęcia: 


Jej przemiana

Jej przemiana

Od Kagamiego do Erena

Trzymałem w dłoniach mojego małego, kochanego Erena, który po chwili wtulił się we mnie. Był taki słodki, drobny, wręcz do schrupania. Mój cały świat miał urodziny, więc miałem zamiar sprawić, aby były one najlepsze, jakie może sobie wymarzyć. Spojrzałem mu w oczy, delikatnie się uśmiechając, po czym pocałowałem go w czoło.
-Jutro nie idziemy do szkoły. Zaplanowałem coś.-mrugnąłem do niego i pocałowałem go w usta.
-A czemu mielibyśmy nie iść? Jakaś okazja?
-A to musi być okazja, abym musiał z tobą spędzać czas? Obrażam się...-postawiłem go na ziemi i
teatralnie obróciłem się do niego plecami.
-Oj no weeeeź- zaczął mnie łaskotać
-Dobra! Cichaj słodziaku!-złapałem go w pasie i wpiłem się w jego usta.
Chłopak odwzajemnił pocałunek, po czym popatrzył mi w oczy. Jakie piękne... Złote... I patrzą tylko na mnie.
-Mrau...
-No to jak, miłości mego życia? Co chciałbyś teraz porobić?-zapytałem go, gładząc jego plecki.
Ma tak gładką skórę... Tylko całować ją i pieścić.
-Hmmm... Polatałbym z tobą.
-Dobra. To ja latam, a ty będziesz w moich ramionach. Dobra?-wyszedłem na balkon z uśmiechem.
-A może wyścig? Tak jak przy pierwszym spotkaniu?
-Niech ci będzie...
---
Kolejnego dnia, obudziłem się bardzo wcześnie. Wcześniej niż zwykle. Poruszałem się bardzo cicho, aby nie obudzić mojego skarba, którego dzisiaj położyłem w swoim łóżku. Był tak delikatny, a na dodatek, dzisiaj właśnie było jego święto. 30 marca. Urodziny mojego ukochanego. Uśmiechnąłem się, po czym z ubraniem na ramieniu poszedłem do łazienki, aby wziąć szybki i jak najcichszy prysznic. Kiedy opuściłem toaletę, byłem w garniturze. Miałem plan wręcz idealny, który na sto procent się uda! Położyłem przy łóżku Erena małą karteczkę, aby ubrał się, po czym czekał na mnie na dziedzińcu przed akademikiem. Będzie idealnie. Sam w tym czasie poleciałem szybko do kwiaciarni, gdzie kupiłem największy jaki się dało, bukiet żółtych róż. Zapłaciłem, po czym z kwiatami w dłoni wróciłem na miejsce spotkania z Erenem.
Właśnie tam pod drzewkiem sobie stał malutki szatynek o złotych jak słoneczko oczkach. Stanąłem przed nim, wyciągając dłonie z kwiatami do niego.
-Wszystkiego najlepszego, kochanie.-powiedziałem, wyciągając do niego dłonie z różami z szerokim uśmiechem.
-T-to dla mnie? Dziękuję!- wziął kwiaty i rzucił się na mnie, całując mój policzek.
-Nie dziękuj! Dzisiaj masz urodziny, a ja muszę sprawić, aby były najlepsze z najlepszych!-zaśmiałem się, obejmując go mocno.
-Urodziny? A no tak, zapomniałem...
-Dokładnie, a teraz chodź. Zaplanowałem nam atrakcji o tyle!-pokazałem dłońmi, jak wiele, po czym ująłem go w pasie.
Powolnym krokiem ruszyłem z nim do restauracji. Owszem to były tylko cztery gwiazdki, ale w pięciogwiazdkowych nie było już miejsc. No cóż, trudno. Cieszę się, że chociaż tutaj było miejsce. Uśmiechnąłem się, siadając razem z nim do stolika. Złapałem jego dłoń z uśmiechem, po czym podniosłem ją i ucałowałem jej wierzch. Po chwili wbiliśmy wzrok w karty, nadal trzymając nasze dłonie.
---
Zasiadłem na ławce, patrząc na mojego ukochanego. Był przeuroczy, trzymając kwiaty blisko siebie. Tak ładnie komponowały z jego oczami, które tak uwielbiałem... Tak całego uwielbiałem.  Uśmiechnąłem się, opierając delikatnie o oparcie ławki. Poklepałem swoje kolana, a Eren nieco skrępowany usiadł na nich, przodem do mnie.
-No i jak? Póki co ci się podoba?-zapytałem go, a ten pokiwał głową.-To dobrze, bo będzie jeszcze lepiej!
Wstałem razem z nim, po czym postawiłem go na ziemi, łapiąc jego dłoń. Uśmiechnąłem się, prowadząc go w bliżej nieokreślonym dla niego kierunku.
Minęliśmy centrum, a potem wyszliśmy na pobrzeża miasta. Tam, stała mała chatka, ale wyglądała na dość drogą. Stanęliśmy przed nią, a ja pochwyciłem dłonie chłopaka.
-Eren... Wiem, może nie znamy na tyle dobrze, ale... Bardzo ciebie kocham... Bardzo kocham twoje oczy, twój uśmiech... Całego ciebie. Powiedzmy sobie szczerze, że przeżyliśmy dużo. Bardzo dużo. Poprostu... Kocham cię. Cholernie ciebie kocham. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu i muszę, wręcz muszę ciebie poprosić... Proszę, Eren... Zamieszkajmy tutaj razem... Abym mógł do ciebie przychodzić, mówić, że wróciłem. Abym ciągle miał ciebie blisko i nikt nie mówił nam, co mamy robić... Proszę, bądź ze mną...-szepnąłem, patrząc mu prosto w oczy.
<następne opowiadanie>
<Eren?>
Ilość słów: 652

Od Erena do Kagamiego

Wstałem dość wcześnie. Jak zwykle Kagami był pierwszy i czekał na mnie. Jak można tak wcześnie wstawać? Nie ogarniam, naprawdę. Spanie to coś pięknego. Noo, do czasu. Ale wracając... Kagami siedział na moim łóżku. Trzymał coś w dłoniach. Coś zawiniętego w niebieską chustkę. Spojrzałem na niego z lekkim zdziwieniem, a po chwili wzrok czerwonowłosego również skierował się na mnie.
-Dzień dobry słodziaku. Nie było wczoraj czasu, więc proszę. To dla ciebie- chłopak rzekł, odwracając głowę i czerwieniąc się przy tym jak buraczek. Co to może być? Prezent? Dla mnie? Woow... Pierwszy raz dostaję bezokazyjny podarunek. Wspaniałe uczucie... Wziąłem do rąk zawiniątko i je otworzyłem. Moim oczom ukazało się pudełeczko, w którym były dwa breloki z inicjałami moimi i Kagamiego. Piękne...
-Te jest dla mnie. Tamto z moimi jest dla ciebie.- Kagami wziął brelok i przypiął go do swego telefonu.
-Matko, dziękuję! Dziękuję! - z mojego oka popłynęła pojedyncza łza, która wyrażała szczęście. Przytuliłem Kagamiego mocno. Po chwili wstałem i ubrałem się w bordową koszulkę i czarne jeansy. Podszedłem do biurka, biorąc swój telefon do ręki i przyczepiając piękny brelok z wygrawerowanymi inicjałami. Zarumieniłem się. Musiało go to kosztować fortunę. Zrobił to dla mnie. Ktoś się stara, bym ja był szczęśliwy. Pierwszy raz do mojego serca zawitało takie uczucie. Przyjemne... Czuję się... Kochany, potrzebny. Wreszcie czuję, że żyję. Spojrzałem jeszcze raz na brelok, a potem skierowałem wzrok na Kagamiego.
-Dziękuję, Kagamiś. Musiało cię to kosztować fortunę.- usiadłem obok Kagamiego na łóżku, nadal przygladając się telefonowi z zawieszonym brelokiem.
-Nie martw się, ile to kosztowało. Przecież dla ciebie zrobię wszystko.
-Nie musisz się tak poświęcać. Mi do szczęścia wystarczy to, że po prostu tu jesteś..- spojrzałem na niego z uśmiechem. Kagami objął mnie i do siebie przyciągnął. 
-Wiem, ale to, to jest tylko dodatek. Dobrze wiesz, że mi zależy na tym, abyś był tylko obok. 
Nagle poczułem jak Ayato się budzi i zrzuca mnie z łóżka, rzucając się na mnie i piszcząc. Cały czas powtarzał: "W końcu wróciłeś! Tak tęskniłem! Nie strasz mnie tak! Eren!". Kochany piesek. Pogłaskałem go i spojrzałem na Kagamiego z uśmiechem. Pies nagle podszedł do niego i wepchnął pyszczek pod jego rękę. Uśmiechnąłem się.
-Ayato ci dziękuje- powiedziałem z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Mi? Za co?
-Za to, że mnie stamtąd wyciągnąłeś. Ja też jestem ci wdzięczny, Kagamiś.
-Nie masz za co, uwierz mi.-uśmiechnął się.
-Oj, mam... -wstałem i skierowałem się do łazienki na chwilę...
Z perspektywy Ayato
Podbiegłem do Kagamiego, wsadzając pysk pod jego dużą dłoń. Szczekałem radośnie. Byłem tak szczęśliwy, że mój właściciel wrócił do siebie. I to na dodatek przed tak ważnym dla niego dniem, o którym sam nie pamięta, a mianowicie- urodziny. Tak, Eren nie obchodzi zazwyczaj swoich urodzin, więc jestem pewien, że nie powiedział nic o nich dla Kagamiego. Wykorzystam tą okazję i sam mu jakoś to powiem. Zobaczyłem na łóżku telefon Erena. Odblokowałem go nosem i napisałem bardzo skrótową wiadomość na klawiaturze. Mniej więcej taką.
-Eren... 30 marca... urodziny...
-Eren? Urodziny?-spojrzał na mnie zaskoczony, a ja machnąłem głową na znak, że tak, piszcząc przy tym i machając ogonkiem.
-O kurczę...-podrapał się po karku. Wyglądał na zmieszanego, dlatego trochę mu pomogę. Co jak co, ale znam go dłużej niż on, mimo tego, że jestem psem. Napisałem ponownie skrótową wiadomość noskiem.
-Wystarczysz Ty.
-Ayato, myślisz, że wypad do restauracji lub coś w ten deseń będzie dobrze?-ukucnął obok mnie. Pomachałem ogonkiem i polizałem go po twarzy. Pierwszy raz Eren będzie miał takie cudowne urodziny. Tak się cieszę.
-Ej, bez czułości!-zaśmiał się i pogłaskał mnie po głowie.Nagle Eren wyszedł z łazienki...
Perspektywa Erena
Wyszedłem z łazienki i ujrzałem Ayato z Kagamim. Dość blisko jak na nich. 
-Co wy knujecie...?- zapytałem lekko podejrzliwym głosem.
-My...?-spojrzeli na siebie wymownie.-Nic!
-Jasne, jasne...- skierowałem się na łóżko i już miałem zamiar brać telefon, ale Kagami go zabrał. Byłem zdziwiony. Po co, na co i gdzie... 
-Poczekaj kotku, muszę coś zrobić.
-I nie możesz zrobić tego swoim telefonem?
-Nie, nie mogę. -wstał i zaczął coś tam robić.
-E-ej! Halo, to mój telefon, weź se swój i go pomacaj.-wstałem i skierowałem się do Kagamiego, ale Ayato mi nie pozwolił.- O co wam chodzi?
Po chwili oddał mi telefon.
-O nic, prawda Ayato?
Ayato zaszczekał i powiedział potwierdzająco.
-Z pewnością?! No wiesz co... foch.- spojrzałem na Ayato i zrobiłem teatralnego focha. Kagami po chwili wziął mnie na ręce, śmiejąc się...
<Kagamiś?>
Ilość słów: 720

czwartek, 29 marca 2018

Od Nitzana do Olivii

Biegłem dalej truchtem, aby w końcu móc wykonać zadanie i uciec od tych panienek. Uczepiły się mnie z samego rana i nie chcą odpuścić niczym pijawki... Już czuję, jak mnie osłabiają. Jedna miała na imię Hijori, a blondyneczka to była Scarlet. Cały czas gadały mi jakie one to są cudowne i takie tam. Po chwili przed sobą zauważyłem nowo poznaną mi dziewczynę, którą była oczywiście Olivia. Odwróciła się do mnie przodem, dzięki czemu biegła tyłem do trasy.
- Cześć Nitzan. - Pomachała mi, a ja natychmiastowo z uśmiechem na twarzy odmachałem. Po tym odwróciła się znowu przodem do biegu.
Spojrzałem na dziewczyny, które piorunowały Olivię wzrokiem. Z moich ust wypłynęło jedynie ciche i skromne „ech”. Po pięciu okrążeniach udało mi się wymknąć od dziewcząt i stanąć między chłopakami, co blokowało im dostęp do mnie. Na spokojnie zrobiłem pompki i przysiady, a reszta trudziła się z tym. Codzienne biegi dają efekt! Przeciągnąłem się, po czym spojrzałem na drugą stronę sali, gdzie zajęcia miała moja znajoma i wtedy dziewczyny mnie napadły. Trochę prywatności... Rozejrzałem się po „koleżankach”, a następnie znowu podniosłem wzrok przed siebie. Zauważyłem tam Olivię, która na nas patrzyła, więc się lekko uśmiechnąłem, a kiedy to zauważyła, odwzajemniła go i poszła do swojej grupy.
Następnie mieliśmy rozciągać się w parach, niestety, ale klasowo. Tak też się stało - co było do przewidzenia - że dziewczęta zaczęły kłócić się o to, kto będzie ze mną w parze. Moje szczęście, że jeden z kolegów podszedł i spytał, czy chce z nim ćwiczyć. Ja oczywiście odpowiedziałem tak i poleciałem na pierwszy lepszy materac, który był daleko od Scarlet, a także Hijori.
~*~
Zajęcia w końcu się skończyły, jednak była to dopiero pierwsza lekcja. Przeciągnąłem się i zasyczałem.
- Moje plecy... - jęknąłem.
- Przeżyjesz, Ni - powiedział jakiś czarnowłosy, po czym klepnął mnie we wcześniej wspomnianą część ciała.
Jęknąłem jeszcze głośniej, jednak już bez żadnego komentarza wszedłem do szatni, aby przebrać się w mundur, bo prysznice jak zawsze były zamknięte.
W końcu wyszedłem ze śmierdzącej potem szatni i ruszyłem do wyjścia. Zacząłem rozglądać się za Olivią, gdyż chciałem wiedzieć, czy i tym razem nie potrzebuje „kompasu” w stronę sali. Zacząłem iść przed siebie, gdy nagle usłyszałem głos, a nawet trzy. Podszedłem do ściany, by móc usłyszeć kto mówi i o czym.
- Czego chcesz od Nitzana? - usłyszałem bardzo znajomy mi głos, który męczył mnie przez godzinę.
- No właśnie! On jest nasz... - powiedział drugi głos.
- Chciałaś powiedzieć mój... - poprawił ją pierwszy głos.
- Ale to tylko mój znajomy - powiedział trzeci głos, który z pewnością należał do Olivii. - Poznałam go dzisiaj rano.
- Tak na pewno! Bo ci uwierzymy, na pewno chcesz go nam odebrać i tyle - parsknęła Hijori, a przynajmniej tak myślę. Te dziewczyny miały bardzo podobne głosy.
Wyszedłem zza ściany i spojrzałem na grupkę.
- No, no dziewczęta... Co tu się dzieje? - założyłem ręce na klatkę i podniosłem jedną brew do góry.
- Niiiiiiiii-kun! - pisnęły obie.
W tym też nagle momencie pojawiły się obok. Nosz do... do cholery, ile można.
- Dość - powiedziałem. - Czy macie jakąś sprawę do Olivii oprócz tego, iż jakimś prawem stałem się waszą własnością?
Obie dziewki zrobiły się lekko czerwone.
- N-nie... - powiedziała Scarlet.
- My już lepiej pójdziemy - dokończyła Hijori i zaczęły się cofać.
Zerknąłem na Liv i uśmiechnąłem się lekko zakłopotany.
- Wszytko w porządku? - spytałem po chwili.
- Tak, oczywiście, um... dzięki...
- To... Chodź, zaprowadzę cię na kolejną lekcję, zaraz dzwonek...
- Ty też się możesz przecież spóźnić, poradzę sobie.
- O mnie się nie martw. - Posłałem jej promienny uśmiech.
Po kilkunastu krokach byliśmy pod salą, na koniec spytałem, czy spotkamy się po lekcjach, gdyż Olivia przez całą drogę jęczała, że potem już poradzi sobie sama. Zgodziła się, więc spokojnie ruszyłem na swą kolejną lekcję.
~*~
Koniec. Przeżyłem następny dzień szkoły. Ahh... Usiadłem na ławce i czekałem na dziewczynę. Miło mi się spędzało z nią czas, no i jej uśmiech dodawał mi otuchy tego dnia. Czekałem i czekałem, no i dalej czekałem. Po jeszcze kilku minutach Olivia się zjawiła.
- Przepraszam, ale lekcja się przedłużyła - oznajmiła.
- Nie szkodzi, ważne, że się zjawiłaś! - wstałem zadowolony. - Chciałabyś może przejść się do pobliskiej kawiarni?
Dziewczyna z chęcią przytaknęła, więc ruszyliśmy. Po drodze trochę rozmawialiśmy, Liv czasem mówiła jakiś suchy dowcip, który mnie jednak bawił.
Dotarliśmy.
Pierwsze co trzeba było zrobić to oczywiście znaleźć miejsce, więc kiedy coś zauważyliśmy, od razu tam poszybowaliśmy. Rozsiadaliśmy się wygodnie i czekaliśmy na kelnera. Kiedy podszedł, zamówiliśmy to, na co mieliśmy ochotę.
- Ja stawiam - uśmiechnąłem się i zapłaciłem kelnerowi, dając napiwek.
Poczekaliśmy chwilę na napoje, a kiedy już je nam dostarczono, zacząłem:
- Podobał ci się dzisiejszy dzień w szkole?

< Olivia? >
Liczba słów: 789

Od Lily do Katsukiego

- Oddawaj mi to!- krzyknęłam, wystawiając jedną rękę w stronę chłopaka.
- A tylko się zbliż, a zostanie z tego popiół. Chyba nie chcesz stracić tego, co dla ciebie ważne, prawda?- rzekł, szyderczo się uśmiechając
Stałam, jakby ktoś przykręcił mi nogi do podłogi. Dosłownie! Nie wiedziałam co zrobić. Jeżeli podejdę do niego, mój talizman się spali i zostanie z niego jedynie popiół, lecz jeżeli wyjdę z sali, blondyn weźmie mnie za tchórza. Nagle, jakby grom z jasnego nieba, osoby trzecie zawołały chłopaka.
- Katsuki! Chodź! Musisz to zobaczyć!- wołano.
Chłopak przewrócił oczami i staranował mnie w czasie gdy wychodził z klasy. Wysłałam mu zimne spojrzenie, po czym również wyszłam na korytarz. Okazało się, że na nim odbywała się mała bójka, która szybko została zakończona i opanowana przez osoby z klasy mundurowej oraz nauczycieli. Mina chłopaka zdradziła mi trochę o jego osobie, bowiem bardzo bawiła go krzywda innych. Jak tak można? Blondas jakby nigdy nic uśmiechnął się do mnie, po czym powrócił do sali.
Ja powędrowałam w swoją stronę, to znaczy w stronę klasy gdzie mają odbyć się następne zajęcia. W czasie drogi do ów celu, który miałam obrany jako kres mojej wędrówki, nauczyciel, z którym miałam mieć właśnie lekcje, delikatnie złapał mnie za ramię, mówiąc:
- Witaj Lily! Widzę, że nikt cię nie poinformował o dzisiejszych zmianach. Mam ważne sprawy do załatwienia i dlatego wasza klasa ma zastępstwo z II X - powiedział.
Mężczyzna odprowadził mnie prosto pod salę, z którą rzekomo miałam zastępstwo. Gdy weszłam do pomieszczenia, zorientowałam się, że to ta sama klasa, w której rozmawiałam z chłopakiem o imieniu Katsuki. Siadając w pierwszej lepszej ławce, zauważyłam, że chłopak, który jakimś cudem ma mój talizman, gestem pokazuje mi, że cały czas mnie widzi. Dreszcz przeszedł mi po plecach. On przecież ma rację - przecież bez talizmanu jestem bezbronna... W tym momencie jeszcze większy strach ogarnął moje małe ciało. Mam przeczucie, że nie skończy się to dla mnie najlepiej...

< Katsuki? >
Liczba słów: 320

Od Olivii do Nitzana

Nitzan był bardzo miły dla mnie, co trochę mnie zaskoczyło. Bardzo rzadko spotykałam tak miłych ludzi. Od razu pomógł i to bezinteresownie, a potem jeszcze mnie zaprowadził do następnej sali. Zdziwił mnie fakt, że przyszedł po mnie po mojej pierwszej lekcji. Cóż, już wcześniej spotkałam takiego delikwenta, co obiecywał, że mnie oprowadzi po szkole, ale jednak nie przyszedł. Jego powodem było: „Moja mama się rozchorowała”. Oczywiście, że jego mama się rozchorowała, jak podczas poszukiwań tego chłopaka znalazłam go z jakąś dziewczyną, miziających się po kątach szkoły. Cóż, wolałam już sobie odpuścić takie znajomości. Podczas spaceru przyglądałam się uważnie mężczyźnie. Był wysoki i dobrze umięśniony. Nie musiałam zobaczyć go pozbawionej górnej części garderoby, aby to stwierdzić. Jak mu się przyglądałam, to doskonale widziałam jego mięśnie pod koszulką. Miał bardzo przyjemną sylwetkę dla oka, aż chciało się na niego patrzeć. Gdy dowiedziałam się, że mamy mieć razem zajęcia, byłam bardzo podekscytowana. Może oni nawet z nami mieliby wspólne lekcje? To byłoby ciekawe. Doskonale wiedziałam, że starszacy byli silniejsi od nas. Wystarczyło, że spojrzałam na siebie. Nie za dobrze kontrolowałam swoje moce, a tym bardziej przemiany. Moją jedyną silną stroną była walka wręcz, nieważne czy ciałem, czy bronią. Po jakiejś minucie zaczęły się pojawiać pierwsze osoby na boisku. Co prawda, nie byliśmy sami. Jedni szli w stronę Nitzana, a drudzy w moją stronę. Po chwili na horyzoncie pojawiło się dwóch wysokich mężczyzn, którzy nie wyglądali na uczniów. Jeden z nich miał krótkie, czarne włosy, a drugi długie, czerwone. Mogłam się domyślić, że byli nauczycielami. Jakaś dziewczyna do mnie podeszła z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Jesteś nowa? - zapytała się, a ja spojrzałam na nią, odwzajemniając gest.
- Tak, jestem Olivia - przedstawiłam się i podałam dziewczynie rękę. Mocno ją uścisnęła.
- Jestem Kitty, miło ciebie poznać - oznajmiła i spojrzała w stronę nadchodzących nauczycieli. - Radzę ci uważać na Wiktora, nie olewaj jego próśb, bo źle skończysz - dodała, szepcząc mi do ucha.
Jednak moją uwagę przykuły dwie dziewczyny, które podeszły do mojego nowego kolegi. Obie miały delikatne rumieńce na twarzy. Jedna z nich miała jasnobrązowe włosy z niebieskimi końcówkami, a druga była typową blondynką. Obie robiły słodkie oczka w stronę Nitzana. Zrozumiałam niemal od razu, że chłopak miał powodzenie u kobiet i to wcale nie byle jakie. Cóż, to niecodzienne spotykać przystojnego mężczyznę z nieco ciemniejszą karnacją. Chociaż w tej szkole chodziło wielu przystojniaków. W końcu zebrała się cała klasa pierwsza mundurowa na boisku. Stanęliśmy w dwuszeregu, a Wiktor Ogonowski spojrzał na nas surowym wzrokiem. Sprawdził obecność i kazał nam iść do szatni, aby się przebrać. Oczywiście, były dwie damskie i dwie męskie, przez co nie musiałam się martwić tym, że będzie tłok. Każda dziewczyna miała wystarczająco miejsca, aby się spokojnie się przebrać i zostawić swoje rzeczy. Założyłam na siebie dosyć obcisłą białą koszulkę, która była lekko prześwitująca. Nie przeszkadzało mi to, w końcu nie miałam co ukrywać przed ludźmi. Nie wstydziłam się swojego ciała. Dolną część garderoby zmieniłam na krótkie, czarne spodenki. Swoje długie włosy związałam w wysoki koński ogon. Spokojnym krokiem wyszliśmy z szatni. Myślałam, że idziemy na boisko, jednak nauczyciele kazali przenieść się do sali gimnastycznej, gdzie były już rozłożone materace. Gdy weszliśmy do sali, zauważyłam już Nitzana.
Tak jak myślałam. Miał dobrze umięśnione ciało o idealnych proporcjach. Delikatnie się uśmiechnęłam, po czym poszłam za resztą klasy. Staliśmy po obu stronach sali. Jednym uchem słuchałam poleceń swojego nauczyciela i nauczyciela Nitzana. Byłam ciekawa, jakie oni dostaną ćwiczenia. My mieliśmy bardzo proste, przynajmniej moim zdaniem. Nauczyciel chciał po prostu sprawdzić nasze możliwości. Jednak obie grupy czekała taka sama rozgrzewka. Mieliśmy przebiec pięć okrążeń, a po tym zrobić trzydzieści pompek, pięćdziesiąt przysiadów. Grupa starszaków dostała sto pompek i sto przysiadów. Zdecydowanie im współczułam. Po pięciu okrążeniach wątpię, bym miała jeszcze siły, aby zrobić po sto pompek. Usłyszeliśmy gwizdek i zaczęliśmy biec wokół sali. Nie minęło zbyt dużo czasu, zanim dogoniłam Nitzana. Jednak on rozmawiał z tamtą dwójką dziewczyn. Biegły po jego obu stronach. Chciałam zagadać do znajomego, jednak chyba to nie była najlepsza chwila. Poczułam nagle klepnięcie na swoim ramieniu. Była to Kitty, która najwyraźniej mnie chciała dogonić.
- Co tak gnasz? - zapytała się z uśmiechem na twarzy.
- Nic… chciałam ze znajomym porozmawiać, tylko tyle - odpowiedziałam. Nie miałam nic do ukrycia, ponieważ to była prawda. Ona spojrzała najpierw podejrzanie na mnie, a potem jej zielone oczy przeniosły się na plecy chłopaka.
- Podoba ci się? - zadała kolejne pytanie. Jednak powiedziała to tak głośno, że blondynka, biegnąca po lewej stronie Nitzana, odwróciła się na te słowa.
- Nie, co dopiero go poznałam - zachichotałam się i przyspieszyłam kroku. Chciałam ich wyprzedzić. Udało mi się, a moja nowa znajoma mnie szybko dogoniła. Kiedy znalazłam się już przed tamtą trójką, odwróciłam się plecami w stronę, w którą biegliśmy.
- Cześć Nitzan - pomachałam mu i wróciłam do normalnej, bezpieczniej pozycji. Cóż, bieganie tyłem nie jest najbezpieczniejsze. Mogłam się nie tylko potknąć o swoje nogi, ale była duża szansa, że na kogoś bym wpadła. Nagle poczułam na sobie wzrok obu dziewczyn. Oho, już mnie ktoś nie lubi…

< Nitzan? XD >
Liczba słów: 837

Od Katsukiego do Rina

Zacząłem się śmiać jak psychopata, nadal go okładając po brzuchu. Nareszcie. Ból! Ból! Ból! Mogę go bić i robić co zechcę! Moja żywa laleczko, zabiję cię~! Zajebię jak psa!
-No i co! I co! Walcz! Pokaż mi! Pokaż jak walczysz ogoniasty prostaku! Walcz! Pokaż mi ogień! Jak nie...-przechyliłem głowę, patrząc na niego z szeroko otwartymi oczami.-Jak nie, to poharatam ci
twarzyczkę i się więcej tutaj nie pokażesz!
-Na korytarzu? Daruj sobie, nie będę demolował szkoły. O piętnastej, wodospad w lesie. Będę czekać.
-Zobaczymy, kto wygra złamasie.-uderzyłem go na do widzenia w twarz, po czym z dłoniami w kieszeniach ruszyłem do sali, aby zabrać swoje rzeczy przed dzwonkiem.
---
Fuj, las. Jak ja nie lubię tych skrzeczących stworzeń i tego zapachu stęchniałego drewna. Bleh. Żygać się chce. W moich oczach była chęć mordu. Śmiałem się jak psychopata, tylko czekając, aż będę mógł skopać tego ogoniastego zjeba. Strzeliłem kościami, po czym wszedłem na teren, gdzie znajdował się wodospad. Jakaś polanka i płynąca woda. Łaa, aplauz po prostu.
-Ogoniasty pedale! Wyłaź!-wrzasnąłem, a wtedy przede mną pojawił się czarnowłosy.
Zaśmiałem się, po czym rozłożyłem lekko dłonie, tworząc w nich wybuchy. Ogień spowodował, że moja marynarka zaczęła unosić się.
-O, dzień dobry głupia szmato...-warknąłem do niego, z psychopatycznym uśmiechem na twarzy.
-Tsh... -stał pod drzewem i syknął.
-No dawaj! Pokaż mi ten swój płomyczek!-wrzasnąłem, a wybuchy na moich dłoniach powiększyły się.
Widziałem jak ten pojeb bierze wdech. Jego naprawdę popierdoliło! To nie jest kurwa joga! Coś tam szepnął do siebie, po czym zapłonął niebieskim ogniem, który rozświetlił całą polanę. Zacząłem się śmiać i sam podpaliłem swoje ciało, przez co pomarańcz i błękit zaczęły walczyć ze sobą o większy teren rażenia.
-Walcz głupi zjebie! Pokaż mi, że jesteś w ogóle wart mojej uwagi! Pokaż mi, czy mogę dać ci szansę, abyś mógł mieć szacunek!-wrzasnąłem.
-Tylko nie piszcz, bo mam wrażliwe uszy...-jakieś czarne gówno oplotło mnie za szyję, którą oparzył mi.
Zacząłem się śmiać. Przyłożyłem dłoń do cienia, po czym stworzyłem wybuch. Nie mogłem go zniszczyć, ale mogłem osłabić światłem. W moich oczach tliła się chęć mordu. Zajebię, zabiję, powieszę, ukrzyżuję...
-No dawaj pedale! Walcz!-wrzasnąłem, po czym zacząłem tworzyć dużą kulę ognia w swoich dłoniach.-Mówisz, że masz czuły słuch...-zaśmiałem się, po czym wywołałem wybuch. 
Byłem stuprocentowo pewny, że go ogłuszyło. Bardzo szybko do niego podbiegłem, po czym
uderzyłem mocno w brzuch i powaliłem na ziemię. Działałem, póki mogłem. Tłukłem go po twarzy, śmiejąc się jak szaleniec. Nagle dostałem kopem w brzuch i nieco mnie odepchnęło. Czarnowłosy się podniósł. Z jego wargi ciekła krew, a ja jedyne co, to zacząłem się śmiać jak wariat. Czarnowłosy złapał się za uszy, patrząc na mnie.
-Nie przesadzasz trochę? Kurwa...-burknął, a ja wybuchnąłem śmiechem.
-Jeszcze nie zacząłem się nawet bawić! To dopiero była rozgrzewka!-w moich oczach było widać wyłącznie pustkę. 
Zawładnęło mną szaleństwo. Uwielbiam to! Zabiję go! Haha! Cudownie!
-Bawić co? To pobaw się samochodami z kolegami czy coś.
-Samochodami? Przecież teraz mam żywą laleczkę! Urwę jej łepek, nóżkę, a może rączkę! Haha! Będzie zabawnie!-moje spojrzenie nie było już świadome, zawładnął mną mord. 
Zacząłem się zbliżać do chłopaka, tworząc w dłoni wybuch. Niestety, przez brak samokontroli, kula ognia pękła mi w dłoni, rozwalając ją. Na ziemię zaczęła kapać, ba płynąć wręcz strużka krwi. Poczułem, że szkarłat mam też na policzku. Jak cudownie...  Patrzyłem na krew, po czym się zaśmiałem. Spojrzałem na ciemnowłosego i wystawiłem do niego dłoń.
-O zobacz! Krew! Jak dużo tego cudeńka płynie w moich i twoich żyłach... Haha! Zaraz wypruję ci flaki i zobaczę, jak to wygląda!-zaśmiałem się, po czym zlizałem krew z ręki, choć ta nadal płynęła wręcz ciurkiem.
W oczach mojego przeciwnika widziałem zdziwienie. Zmarszczył brwi, po czym spętał mi dłonie i przycisnął moją twarz do drzewa.
-Uspokój się idioto. Nie będę z tobą walczyć na śmierć i życie.
Zapaliłem się sam, przez co płomień nieco osłabił cień. Jasne jest, że światło jest dominujące nad cieniem i vice versa, ale nie mamy nocy, tylko dzień. Po chwili odchyliłem głowę do tyłu. 
-Jak nie ty, to ja! Ktoś przecież musi ci pokazać, że ze mną nie ma żartów, pedałku!-wrzasnąłem, po czym uniosłem ponownie dłoń do góry. 
Jednak właśnie wtedy się opamiętałem. Zatrzymałem dłoń w połowie drogi i patrzyłem z szeroko otwartymi oczyma na chłopaka. Zaśmiałem się, po czym w moich oczach pojawiły się jakby zalążki łez. Jednak odgoniłem je, wybuchając śmiechem.
-Co ty, niestabilny emocjonalnie czy coś?
-Jeszcze żebym ja je miał!-nadal się śmiałem, trzymając zakrwawioną dłoń w górze.
-Jesteś idiotą. - złapał moją rękę i zapalił ją.
Wyrwałem od niego dłoń. Spiorunowałem go spojrzeniem.
-Nie pomagaj mi. Nikt niech mnie nie dotyka.-warknąłem.
Czarnowłosy jednak w moich oczach mógł dojrzeć dwie emocje. Szaleństwo i chęć wyrzucenia z siebie wszystkiego. Ale co to, to nie. Nie będę zwierzał się temu pedałkowi. Jest dla mnie wyłącznie żywą lalką, którą chcę zabić... Zabić... Zabić....
-Tak, tak. Nie będę się nikomu zwierzać, bo nikt mnie nie rozumie. Gdzieś to już słyszałem. Jak nie, to nie. Płakać nie będę.- oddalił się.
-Płakać? A z resztą, huj mnie obchodzi, co ty będziesz robił. Jednak po dzisiaj, zapraszam do delikwentów. Przynajmniej wiem, że jako jedyny z grupy tych pojebów i prostaków, masz szansę ze mną wygrać.-powiedziałem, po czym nadal oglądając zakrwawioną dłoń, pokierowałem się ku akademikom.
-Heh, delikwenci co? Zastanowię się...-stał blisko wody, wpatrując się w niebo.
-Zalecam ci dołączyć. Inni ze szkoły przynajmniej nie będą ciebie wypytywali o to, co teraz zaszło. Od razu mówię, są w tej grupie sami debile, którzy mózg kryją w mięśniach. Nie myślą, przez co przegrywają.-wsadziłem dłonie do kieszeni, bebrając się w krwi.
-Taa i mam się z nimi napierdalać dla zabawy? Ciekawe...
-Nikt nie każe ci się napierdalać, ogoniasty bałwanie. Dzięki samemu dołączeniu, będziesz miał nieco łatwiej z dostaniem się tam, gdzie chcesz. Nauczyciele mają zazwyczaj w dupie wybryki poza szkołą, dlatego na lekcjach się pilnujemy. Chociaż zauważyłeś, że mają oni nawet wyjebane podczas bójek...-odwróciłem się do niego.
-Zdążyłem zauważyć... -ukucnął i wsadził dłoń w wodę.
-To fajnie. Sory za tą wargę. Odjebało mi i jestem tego pełni świadom. Więc no... Jak coś, możesz dołączyć do delikwentów. Wracasz do Akademika? Jesteś nowy, znaj moją łaskę, że zaprowadzę ciebie do pokoju...
-Ty przepraszasz mnie? Czuję się zaszczycony. Skorzystam z propozycji- wstał i podszedł do mnie.
-Zamknij mordę ogoniasty bałwanie.-uderzyłem go w czoło.-To nie zaszczyt. Tylko uświadomienie sobie tego, że powariowałem. Mogłem ciebie zabić, a zazwyczaj tego nie robię. Chociaż kto tam wie.-zacząłem przyglądać się zakrwawionej ręce.
-Heh, jeszcze mnie nie znasz, a już myślisz, że byś mnie zabił. Podoba mi się to.- spojrzał na mnie.
-A co się dziwisz? Takie płotki rozwalę w kilka minut.-prychnąłem ze śmiechem.
-Dam ci radę mistrzów. Spierdalaj jak stracę kontrolę nad sobą.- dotknął mojego ramienia i przyspieszył delikatnie.
-Jasne, nie jestem myszką, która spierdala pod miotełkę. Nie ma bata.-burknąłem.
-Jesteś pierwszą osobą, która się na to pisze. Głupi.
-No i zajebiście. A teraz, chodź. Jaki masz pokój?
Dopiero teraz zauważyłem, że już jesteśmy przed akademikami. Szybko nam zeszła droga. Może dlatego, że pierwszy raz od dwóch lat normalnie z kimś rozmawiałem?
-Eee... 49? Chyba?
-49?! Co?!-wrzasnąłem, otwierając szeroko oczy.
-Coś nie tak...?
-To mój pokój. Przecież my się pozabijamy.-zaśmiałem się, mierzwiąc swoje włosy.
-Przynajmniej będziemy ginąć razem. Miło.- zaśmiałem się.
-Dobra, nie będę przecież mówił ciągle na ciebie Ogoniasty Bałwan. Jestem Katsuki Yoshimura.-podałem mu dłoń.
Zapowiada się ciekawie...
<następne opowiadanie>
<Rin?>
Ilość słów: 1204