czwartek, 29 marca 2018

Od Rina do Katsukiego

Znowu przeprowadzka. Jak ja tego nie lubię. Znowu nikt mnie nie zna i pierdyliard lat im zajmie, by się do mnie przyzwyczaić i opanować idiotyczne emocje. Bez sensu. W wiadomości dyrektor szkoły powiedział mi, że wieczorem moje bagaże znajdą się w pokoju w akademiku, a na razie mam pójść do szkoły na lekcje. Eech, kolejna szkoła, kolejne wyzwania. Dobra Rin, do dzieła! Przekroczyłem szkolną bramę i skierowałem się do budynku placówki. Czułem na sobie wzrok innych. Tak, tak, nowa osoba, ot mi sensacja. Niby przyzwyczaiłem się do tego, jednak nadal to trochę wkurzające i przykre. Otworzyłem drzwi, a przede mną zobaczyłem ogromną tablicę z planem zajęć. II X, II X... O jest! Jeszcze raz dokładnie sprawdziłem, czy dobrze przeczytałem plan i skierowałem się do sali. Na korytarzu zaczepiłem przez przypadek jakiegoś typka. Blondyn o czerwonych oczach. Kojarzę go skądś, tylko skąd? Dobra nie ważne... Już miałem mówić "sorki", ale wkurwiony blondyn z bólem dupy chyba rzucił się na mnie, jakbym zabrał mu kawałek mięsa.
-Przeproś mnie... Natychmiast!
-Matko, człowieku zluzuj majty. Przez przypadek wpadłem na ciebie i nie będę się płaszczyć, Sorki...- przewróciłem oczami i oddaliłem się od niego, a na korytarzu usłyszałem miliony przerażonych wzdychań. O co im wszystkim chodzi? Powalona ta szkoła. Zapowiada się ciekawy rok... Ciekawe kiedy Shoto przyjedzie na miejsce. Będzie mi się bez niego nudzić... Nagle poczułem mocny uścisk i wrzask przypominający darcie się starej sąsiadki.
-Co ty powiedziałeś ogoniasty wymoczku?! -wrzasnął, chwytając bardzo mocno mój ogon. Trochę zabolało. TROCHĘ.
-Auć! Czego ty do cholery chcesz?!
-Przeproś mnie, ogoniasty debilu...
-Nie będę się płaszczyć dla kogoś takiego. Spierdalaj...- spojrzałem na ogon, który zaczynał delikatnie płonąć.- Kurwa...
-O nie jebańcu. Nie ma tak łatwo. Na kolana i masz kurwa przeprosic! -wrzasnął i pociągnął mocno mój ogon. Cholera jasna, płomienie...
-Aaaa! Spierdalaj!- wrzasnąłem i odepchnąłem go mocno, a mój ogon zaczął emanować mocniejszym ogniem. Ja pierdole. Nagle dłonie blondyna zaczęły płonąć. 
-Wracaj tu! Dostaniesz wpierdol!
Matko, co to za idiota. Widać, że wysokie mniemanie ma o sobie. Poczułem na sobie pięść chłopaka, a mój nos zaczął krwawić. Teraz miałem większe zmartwienia niż niewychowany dureń. Otarłem ręką krew.
-Ulżyło? To fajnie, żegnam.- odwróciłem się i zacząłem iść, trzymając płonący ogon w ręku, by nikogo nie zranił.
-Jeszcze się policzymy!
-Tak, tak...- odpowiedziałem, mając szczerze w dupie go i całą tą zgraję. Wszedłem do łazienki i się opanowałem. Przestałem płonąć. Wdech, wydech. Uspokój się Rin. Po paru minutach skierowałem się do sali. Nauczyciel zatrzymał mnie przed wejściem i powiedział, że wejdę razem z nim. Jak powiedział, tak zrobiłem. Przedstawił mnie klasie.
-Macie nowego kolege w klasie. Rin Kurushimi. Możesz usiąść tam przy Katsukim.
Pokiwałem głową i się rozglądnąłem. Zobaczyłem blondyna, który wręcz na mnie warczał. Zapowiada się zabawa. Usiadłem w ławce obok niego. Cały czas czułem na sobie jego wzrok.
-Zajebię cię, wiesz?-powiedział do mnie dość cicho.
-Ta, cieszę się niezmiernie...
Nagle nauczyciel coś do mnie powiedział.
-A i Rin. Zacznij panować nad swym ogniem, dobrze?
-Tak, zrozumiałem...-westchnąłem głęboko. Ciekawe jak mam to zrobić...
-Proszę pana, a czy on przypadkiem nie będzie niebezpieczny? Może lepiej z nim do izolatki jakiejś, w końcu, nie wiadomo, czy przypadkiem nie zrani nikogo...-powiedział blondyn, patrząc na mnie i uśmiechając się jak psychol.-Chyba byłby problem, gdyby uczniowie wracali ze szkoły pocharatani...
Co? Serio? Kolejna osoba, która... Z resztą nieważne. Przeżywałem to tyle razy, wytrzymam i teraz. 
-Problemem to jest twój ryj.
Nagle nauczyciel wrzasnął. 
-Won mi z klasy. Wyjaśnijcie to sobie gdzie indziej, nie obchodzi mnie jak. Won!
Przewróciłem oczami i wyszedłem z klasy. Katsuki się zaśmiał. 
-Tak, tak, psorze. Ja sobie z nim wszystko wyjaśnię...-mruknął pod nosem, po czym po zamknięciu drzwi do sali, przyszpilił mnie do ściany.
-Masz problem do mojego ryja, tak? Mogę sprawić, że nie będziesz musiał na niego patrzeć...-położył dłoń na mojej twarzy. Dłoń się nagrzała, pozostawiając powoli ślady oparzeń. Automatycznie zapłonąłem ogniem, przez co chłopak odruchowo odsunął swoją dłoń.
-Czego ty kurwa chcesz ode mnie debilu. 
-Czego ja chcę? Chcę, aby wszyscy się mnie bali, więc czy chcesz czy nie, wywołam u ciebie strach... Jesteś kurwa słaby i nie masz prawa stawiać się ze mną na równi!-wrzasnął, po czym podniósł mnie za kołnierz do góry.-Ja jestem królem delikwentów i będę niósł postrach w tej szkole, czy to ci się kurwa podoba czy nie!
Odepchnąłem go mocno.
-Słuchaj no narwańcu! Nie obchodzi mnie twoja pierdolona chęć dominacji ani to, że jesteś królem głupich delikwentów! Ja na pewno nie będę się przed tobą płaszczyć czy ci się to podoba czy nie! Nic nie wiesz o byciu królem strachu, debilu...- zbliżyłem się i wręcz syknąłem, ukazując kły. Chodziło mi o mojego ojca. Śmieszy mnie, gdy jakiś szczyl pragnie władzy.- A teraz wybacz, bo nie chcę cię wbrew pozorom zranić. Nie odzywaj się do mnie...
-Nie chcesz mnie zranić?! Dawaj! Kurwa, zobaczymy zaraz kto kogo zrani!-na jego dłoni stworzyły się wybuchy. Westchnąłem i go przycisnąłem do drugiej strony korytarza za szyję. Mój ogień podnosił cały czas temperaturę.
-Jakieś zamówienie? Ile stopni i jakie części skóry ci spalić?- gdy chłopak zaczął ciężej oddychać, puściłem. Cały czas patrzył na mnie wkurwionym spojrzeniem. Kim on do cholerny jest.
Nagle blondyn zaczął się śmiać jak wariat, w jego oczach widziałem chęć mordu.
-Kurwa, nareszcie ktoś, kto umie się trochę zabawić!-wrzasnął, po czym rzucił się na mnie, uderzając mnie w brzuch. No nie, teraz to już przegiął. Ile razy można powtarzać!
<Katsuki?>
Ilość słów: 883

Witamy - Rin Kurushimi!

Imię i nazwisko: Rin Kurushimi
Pseudonim: Blue, Bluechan, Ogoniasty,  Niebieska Zapalniczka lub po prostu Zapalniczka (nazwał go kiedyś tak jakiś typ, któremu Rin zapalił papierosa. Od tamtego czasu spora grupa osób go tak nazywa).
Wiek: 19 lat
Data urodzin: 28 czerwca
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Biseksualny
Partner: Nie znalazł jeszcze tej jedynej osoby, która zawładnęłaby jego sercem.
Klasa: II X
Kluby: Klub biologiczno-chemiczny, klub sportowy: siatkarski.
Rasa: Demon- dominująca, ale jest mieszańcem wampira i zmiennokształtnego.
Specyfika: Rin ma dość charakterystyczne zdolności, których trudno jest nie zauważyć. Są one dość... Destrukcyjne, a zarazem lecznicze i naprawcze. Nikt nie potrafi zrozumieć specyfiki i dokładnego mechanizmu jego mocy. Włada on bowiem niebieskim ogniem. W zależności od jego nastroju i potrzeby płomienie przybierają różną formę, temperaturę i właściwości. Nawet Rin dokładnie nie wie, czym są te płomienie i dlaczego jako jedyny takowe posiada. Chłopak odkrył na razie dwie główne właściwości swego ognia, czyli wspomniana wcześniej destrukcja i leczenie. Może on kogoś dotkliwe nimi poranić lub przeciwnie - wyleczyć. Istnieje parę osób odpornych na działanie płomieni, a mianowicie - jego rodzeństwo i rodzina. Wszyscy mają coś w genach, co uodparnia ich na jego ogień. To znaczy, jak Rin nie pali się pod wpływem płomieni, jego rodzina również tego nie robi, mimo tego, że nie władają tą mocą. Jednak ma to swoje minusy i plusy. Jego rodzina jest również odporna na lecznicze działanie płomieni, tak samo Rin.
Charakter: Rin to dość przyjazny chłopak z uśmiechem na twarzy, który lubi czasami swobodnie pogadać i pożartować. Jednak nie jest tak kolorowo. W związku z tym, że jest bliźniakiem Hiyori, dzieli z nią parę cech, ale nie wszystkie. Chłopak może i jest przyjazny, ale zarazem może być chamski lub zły, chociaż nieczęsto to okazuje, bo stara się być zawsze pozytywnie nastawionym. Stwarza pozory, że ma gdzieś opinie innych, którzy boją się go, żartują i szydzą z jego mocy. W rzeczywistości jednak przejmuje się ich zdaniem, bo im więcej komentarzy na temat płomieni wokół niego, tym mocniej chłopak wierzy w to, że jest z tym zupełnie sam i nikt nie potrafi mu pomóc. Jedynym jego wsparciem i przyjaciółmi od serca jest jego rodzeństwo. Jednak nie wolno o nim myśleć, jak o słabym, nieśmiałym chłopczyku, który cały czas płacze. Rin jest odważnym i wiernym niczym lew mężczyzną, który broni swego interesu do ostatniej kropli krwi. W kłótniach jest zażarty i mocno trzyma się swego zdania. To jest również jego minus. Chłopak nie odpuszcza tak łatwo i może się mścić na tej osobie. No chyba, że mu się nie chce lub ma lepsze rzeczy do roboty. To inna sprawa. Gdy się wkurzy, to nie odpowiada za swoje płomienie. Nie kontroluje ich, chociaż mocno tego chce. Pomocą, a zarazem jego powodem do zguby jest... Katana. Chłopak jest z nią silnie związany, ale nikt nie wie jak. Próbowano to odkryć i nie za dobrze to się skończyło. Raz może się uspokoić, a raz bardziej zdenerwować. Czemu tak jest? Kto wie... Poza tym Rin nie lubi pokazywać swojej prawdziwej strony. Nie jest to rozdwojenie jaźni, bardziej ukrywanie siebie i swego charakteru. Z zewnątrz jest przyjazny, uśmiechnięty, a wewnątrz zły na siebie, rozdarty i samotny czasami. Otwiera się przy rodzeństwie. Z nimi może się szczerze śmiać i dzielić smutek, bo oni jako jedyni potrafią go zrozumieć i go nie odrzucą. Ufa im bezgranicznie.
Aparycja: Rin to chłopak o czarnych, rozczochranych włosach, które w dziennym świetle wyglądają, jakby były ciemnoniebieskie. Jego gęsta czupryna opada mu częściowo na twarz, dając wrażenie grzywki. Jego oczy mają kolor ciemnoniebieski, a gdy jest w demonicznej formie lub używa ognia, jest wkurzony bądź ogólnie przepływają przez niego negatywne emocje, ich barwa zmienia się na jasnoniebieską, źrenice stają się czerwone, a na głowie widnieją niebieskie rogi stworzone z ognia, jego ogon płonie, a uszy są lekko szpiczaste. Jego skóra jest dość blada, przez co stwarza kontrast między jego ciemnymi włosami a cerą. Jednak w formie demona jego skóra czernieje, a ogon się powiększa, tak samo jak kły. Często starsze panie łapią go za policzek, mówiąc, że powinien się lepiej odżywiać. Rumieni się wtedy bardzo i nie wie, co powiedzieć. Przez swe demoniczne korzenie jego kły są dłuższe niż u innych osób, ale mu to jakoś specjalnie nie przeszkadza. Na klatce piersiowej ma znaki, w których zaklęta jest jego katana. Wypowiada wtedy zaklęcie w nieznanym, dziwnym języku, a katana zaczyna jakby wychodzić ze znamienia, wytwarzając przy tym blask. Rin jest bliźniakiem Hiyori i mają parę cech wspólnych, a mianowicie ogon, który jest czarny. Co do ubioru, standardowo. Rin nie ma specyficznego stylu ubierania się, nosi to, co chce. Tak na marginesie, ma ok. 1,85-87 m wzrostu. Dawno się mierzył, więc dokładnie nie wie.
Głos: Caleb Hyles
Pokój: 49
Współlokator: Katsuki Yoshimura.
Zainteresowania:
- Rin uwielbia biologię i chemię. Jest z tego bardzo dobry. Zna się również na ziołach i tym podobnym, co jest związane w jakimś małym stopniu z jego ogniem.
- Potrafi grać na gitarze i dobrze śpiewa, lecz nie chwali się tym. Kiedyś miał zespół z rodzeństwem, ale rozpadł się z przyczyn, których nie ujawnia zbyt chętnie.
- Tak jak reszta rodziny, szkolił się w samoobronie i walkach wręcz.
- Gra w drużynie siatkarskiej. Bardzo lubi spędzać tak wolny czas. Jest to częściowa ucieczka od rzeczywistości.
- Przez to, że ma swoją katanę, bardzo dobrze posługuje się nią i innymi ostrzami.
- Rin lubi gotować i idzie mu to całkiem nieźle.
Moce:
- Rin, zresztą jak reszta rodzeństwa, włada cieniem. Może się w nim schować, różnie go formować i tak dalej. Nie ma on jakiś szczególnych właściwości. Jest to moc demoniczna i Rin w takim razie może zmieniać się w demona. Jednak swoją demoniczną stronę musi karmić krwią, bo inaczej jest osłabiony, tak jak jego moce.
- Chłopak posiada czarne skrzydła, których pióra są zakończone niebieską barwą, podobnie jak u Hiyori. Gdy Rin się wkurza, one również płoną, podobnie jak ogon. 
- Chłopak ma w sobie geny zmiennokształtnych, przez co może zmieniać się w czarnego lwa. W tej formie może również wywołać skrzydła, które są czarne. Rin oprócz zamienienia się w lwa, może wytwarzać lwie elementy ciała, np. same uszy bądź zmieniać ogon na większy, puchaty i biały. Niedługo odkryje, że lew to nie jedyna jego forma... Jednak nie może zmieniać się co sekundę i codziennie. Ma limit korzystania z tej mocy, a po jego przekroczeniu moc blokuje się i Rin nie może jej użyć. Najczęściej tą przemianę wywołuje się, gdy ktoś go mizia po ogonie lub włosach.
- Charakterystyczną, nieokiełznaną i pełną niewiadomych mocą chłopaka jest władanie niebieskim ogniem. Może nim emanować z całego ciała. Częściowo, ale nie w całości, kontroluje jego temperaturę i właściwości. Jednak chłopak nie zna ich wszystkich. Jeszcze ich nie odkrył, chociaż bardzo by chciał. Płomienie mogą leczyć rany, nawet te rozległe. Mogą je również powodować, ranić dotkliwie, palić drugą osobę. Nie jest to bliżej określone. Rin stara się używać ognia jak najmniej, by nikogo nie zranić niepotrzebnie. Katana pozwala mu w jakimś stopniu kontrolować moce. Jest z nim silnie związana, ale nawet on nie wie, w jaki sposób i po co tak naprawdę ona jest. Jednak jest on odporny na działanie płomieni, te lecznicze również.
- Niedawno Rin odkrył, że może tworzyć coś w rodzaju fuzji ze zwykłym ogniem. Jego ogień wtedy zmienia barwę na zielony, tak samo jak znak na jego piersi. Jest to związane z przepowiednią, którą opowiadała mu kiedyś jego matka i ojciec, lecz Rin nie wie jeszcze zbyt dużo o tej mocy.
Rodzina: 
- Ojciec Atsushi Kurushimi - ojciec Rina; bardzo kocha swego syna i próbował mu pomóc z jego ogniem. Gdyby nie on, ogień Rina pochłonąłby go samego. Chłopak bardzo kocha swego tatę i uważa go za duże wsparcie, bez którego nie może żyć.
- Matka Touka Kurushimi - matka Rina i jego rodzeństwa, która otaczała opieką wszystkie swoje dzieci i kochała je tak, jak umiała najbardziej, do czasu...
-Hiyori Kurushimi - bliźniaczka Rina, z którą uwielbia spędzać czas i żartować. Uzupełniają się nawzajem i wspierają.
- Shoto Kurushimi - brat Rina, z którym dzieli naukowe zainteresowania. Uwielbia eksperymentować z bratem i przeprowadzać różne doświadczenia.
- Eren Kurushimi - najstarszy z rodzeństwa, ukochany brat, który w końcu odzyskał swoją pamięć.
- Babcia Akame Kurushimi - kochana babcia, która uczyła Rina gotowania i innych kuchennych sztuczek.
- Dziadek Jean Kurushimi- trener i pożeracz ciasteczek w oczach Rina. Kocha dziadka i uwielbiał z nim trenować. Bardzo mu go brakuje. 
Pupil: Kuro, Zaan
Inne:
- Uwielbia spędzać czas ze swoim pupilem na świeżym powietrzu, szczególnie w nocy.
- Uwielbia słuchać muzyki, grać na gitarze i śpiewać.
- Pełnia to czas nocnych wędrówek po lesie.
- Jest śpiochem, zresztą jak pozostała część rodzeństwa.
- Ma czulsze zmysły od innych, szczególnie słuch.
-Potrafi jeździć konno.
-Czasami przez sen podgryza swoją rękę. Jest to spowodowane przez jego ostre kły.
-Jest związany ze swoim rodzeństwem. Podczas tej dziwnej anomalii jego oczy świecą się na jasnoniebiesko, a na plecach pojawia się charakterystyczny znak w tym samym kolorze.
Kontakt: dominika.dryl@gmail.com [gmail], Wolfiek#1698 [discord]
Motto: "Nawet gdy jesteś smutny, musisz się uśmiechać, bo to właśnie on może kogoś uratować z opresji."
Źródła zdjęć: Pinterest, google.
Relacje: 
-Hiyori Kurushimi - siostra bliźniaczka Rina, z którą czasami spędza wieczory pod nocnym niebem. Razem grają i śpiewają, bo wtedy przypominają sobie czasy w zespole.
-Eren Kurushimi - starszy brat Rina, który chce mu wynagrodzić stracone lata.
-Shoto Kurushimi- starszy o rok brat Rina, z którym uwielbia spędzać wolne chwile.
-Katsuki Yoshimura- lokator Rina, który go w pewnien sposób zaintrygował...
-Rodzina Taiga- rodzina, z którą rodzeństwo Rina spędzało dużo czasu w dzieciństwie.
Ważne opowiadania: ---
Inne zdjęcia:






Od Katsukiego do Lily

-Dawaj mi to.-wyciągnąłem rękę do jednego z delikwentów.
Brunet podał mi naszyjnik w kształcie łapacza snów. Obejrzałem ten śmieć, po czym prychnąłem. Wiedziałem, że te barachło może mi się przydać. Wsadziłem je sobie do kieszeni, po czym spojrzałem na młodziaka, który nadal stał przede mną i się mi przyglądał. Złapałem go za kołnierz.
-Czego się lampisz gówniarzu...-warknąłem, po czym odepchnąłem go na ścianę, a sam ruszyłem przed siebie.
Wsadziłem dłonie do kieszeni, patrząc z pogardą na osoby, jakie wymijałem. Każdy nadnaturalny, prawie każdy wręcz kulił się w miejscu gdzie stał. Prychnąłem, uśmiechając się jak psychopata. Uwielbiam ten strach. Kłaniajcie się wy małe myszki. Kot wychodzi na polowanie...
---
Dzwonek na przerwę obiadową. Zarzuciłem nogi na swoją ławkę, ziewając. Przeciągnąłem się, mając wręcz wywalone na wszystko. Do sali nagle wszedł mój ojciec, zdjąłem kulturalnie nogi z ławki, po czym wstałem.
-Witaj Katsuki. Jak się czujesz?-zapytał mnie, gładząc mnie po włosach.
Z pustym spojrzeniem odsunąłem się od ojca. Uczucia, emocje. Fuj.
-Spoko. Po co przyszedłeś?
-Twoja mama kazała mi to tobie przekazać.-dał mi jakieś zawiniątko.-Dobrze wiesz, że martwi się o ciebie.
-Ta... Spoko.-usiadłem z powrotem, wrzucając pakunek do prawie, że pustego plecaka.-Coś jeszcze? Chcę odpocząć przed lekcją.
-Nie. Trzymaj się, Katsuki.-rzekł, po czym wyszedł.
Moje nogi z powrotem wylądowały na ławce, a ja z ignorancją wszystkiego wokół, przyglądałem się temu, co było za oknem. Jakieś tam ptaki, niebo w kolorze morza oraz łażące po dziedzińcu parki, które obściskiwały się z każdym krokiem. Jaka oblecha... Spojrzałem na tablicę, po czym podniosłem dłoń do góry. Stworzyłem małe wybuchy, przyglądając się im z zaciekawieniem. Ktoś nagle wbiegł do sali. Ohooo, to ten jebany piesek co ostatnio nieco sobie nagrabił. Spojrzałem na nią z uniesioną brwią, po czym wstałem z miejsca. Kiedy ta chciała podejść bliżej, wskazałem palcem na nią.
-Nie zbliżaj się szczeniaku. Chyba, ze chcesz abym spalił ci nieco sierść...-warknąłem, uśmiechając się przy tym niczym zabójca.
-Szczeniaku?-zapytała.
-Nie nazwę ciebie psem, bo nie jesteś tego godna. Jedyne co, mogę ciebie nazwać szczylem lub jebanym sierściuchem. Takie zwierzaki nawet nie mają prawa mnie dotknąć.-zaśmiałem się.-A teraz, spierdalaj, bo twemu śmieciowi stanie się mała krzywda...-z kieszeni wyjąłem jej naszyjnik, znowu go oglądając.-Nie wiedziałem, że tamten duszek się do czegoś przyda... Ale widocznie zabrał to, co chciałem aby zabrał... Jakbym to spalił, może wtedy zrozumiałabyś, że ze mną nie ma żartów, suko...
-Oddawaj mi to!
-A tylko się zbliż, a zostanie z tego popiół. Chyba nie chcesz stracić tego co dla ciebie ważne, prawda?-zaśmiałem się, bawiąc się barachłem w rękach.
Głupia szmata... Myślała, że sobie może żartować? Co to, to nie. Ze mną nie ma żartów. A szczególnie dla takich sierściuchów. Zginie szybciej, niż zaczęła myśleć o wybaczeniu...
<Lily?>
Ilość słów: 441

Od Shane'a do Summer

Po ulotnieniu się z gabinetu chorej psychicznie pielęgniarki moim jedynym marzeniem było to, aby ten dzień się jak najszybciej skończył; zabawne w tym wszystkim był fakt, że ledwo co on się zaczął. Nie mogłem spędzić chociaż raz dwudziestu czterech godzin w zupełnym spokoju oraz braku towarzyszących mi na każdym kroku osób z niedowładem mózgu. Los musiał ze mnie sobie kpić przez cały czas. Zacisnąłem zęby, kierując się jednym z rozwidleń korytarza – miałem tej szkoły definitywnie dość. Cały czas coś musiało się dziać, na ogół niekoniecznie dobrego dla mnie. A to raz dostaję drzwiami w twarz, a to ja komuś funduję wstrząs mózgu, albo nagle materializuje się przede mną ryba, albo zostaję zaciągnięty do ciemnego, pustego lasu. To raczej nie jest zbyt normalne, prawda? Potrząsnąłem głową, a niektóre niesforne kosmyki moich włosów połaskotały mnie po twarzy. Nie miałem zamiaru dzisiaj uczestniczyć w lekcjach; przynajmniej nie w tych pierwszych. Po pierwsze, miałem takiego kaca, że szczerze się sobie dziwiłem, że chodzę. Po drugie, ‘bardzo sympatyczne’ spotkanie pierwszego stopnia z syrenim głosem oraz główną sprawczynią tego burdelu dość mocno mnie skołowały. Mimo że ta diablica zwana pielęgniarką uznała, że nie doznałem żadnych urazów, to dalej czułem, jak w głowie kręci mi się istna karuzela; od dzisiaj nie mieszamy wódki, piwa i wina. Niemrawo mój kącik ust drgnął, lecz po chwili opadł, gdy przez całą moją głowę przeszedł krótki, lecz bardzo bolesny spazm bólu. Zatrzymałem się i przekląłem pod nosem. Boże… Czy ten dzień może być jeszcze bardziej spierdolony…?
- Wszystko w porządku? – Nagle doszedł mnie cichy, drżący głos, na który omal nie dostałem zawału. Odskoczyłem i odwróciłem się w stronę źródła dźwięku. Mój Boże. Prawie by mi serce wyskoczyło z piersi ze strachu. Rzuciłem nerwowy wzrok na postać, lecz po chwili na moją twarz wypłynął grymas wzmożonej irytacji. Westchnąłem przeciągle na widok blondwłosej dziewczyny. Co ona tutaj jeszcze robiła…? Chyba nie ma zamiaru mnie niańczyć, czy czyś w ten deseń, prawda? Zmarszczyłem brwi i wbiłem wzrok w… Summer? Tak jej było na imię? Trochę zabawne, że znam ją tak naprawdę od wczoraj, a dopiero dzisiaj dowiaduję się, jak się nazywa. Jak można swoje dziecko nazwać lato? Chyba jej rodzice albo nie mieli żadnej wyobraźni, albo byli mocno pieprznięci. Z moich skromnych obserwacji wnioskowałem, że to chyba raczej druga opcja. Przecież skądś ta ryba musiała odziedziczyć charakter, prawda? Pociągnąłem cicho nosem.
- Po co za mną leziesz? – mruknąłem, chowając dłonie do kieszeni spodni. Nie, żebym coś miał do tej kałamarnicy, ale miałem już z lekka dość jej obecności. Chciałem po prostu znaleźć się w swoim pokoju i odpocząć. Byłem naprawdę zmęczony po wczorajszej, dzisiejszej nocy. Rzuciłem wzrok w stronę dziewczyny, która nie wiem dlaczego, ale zaczęła się trząść. Chryste… Czy ona ma jakiekolwiek pokłady pewności siebie? Serio, to było niepokojące – jak można być aż tak nieśmiałym na każdej płaszczyźnie życia? Ona ledwo, co mówiła. Chociaż, czy ten bełkot wydostający się z jej ust można był nazwać mówieniem? Eh… Cokolwiek.
- P-przecież pielęgniarka powiedziała, że masz być dzisiaj pod moją opieką… - Summer ledwo, co wypowiedziała te kilka słów. Chyba to było najdłuższe zdanie, jakie do mnie w ciągu tych dwóch dni powiedziała. Ciekawe, nie powiem.
- Wzięłaś to na poważnie? – spytałem lekko znudzony i ziewnąłem. Chyba serio nie powinienem tyle chlać. Zamrugałem parokrotnie, spoglądając na dziewczynę, której chyba cała krew odpłynęła z twarzy. Była wręcz biała jak kreda i tylko na policzkach znajdowały się dwie czerwone plamy. Boże, jak tacy ludzie działają mi na nerwy. Zacisnąłem zęby, zastanawiając się jak wybrnąć z tego szajsu. Oczywiste było, to, że panna idealna będzie chciała posłuchać się pielęgniarki. No przecież świat by się załamał, gdyby tego nie zrobiła, prawda? Wypuściłem lekko zirytowany powietrze z ust i spojrzałem w bok na okno, za którym rozciągał się główny plac szkoły. Niebo z powodu wczesnej godziny było lekko wyblakłe i mieniło się w delikatnych barwach pomarańczy. Ostre światło spotkało się z moimi oczami, więc mimo woli byłem zmuszony je zmrużyć. Zapowiadał się ‘cudowny’ dzień…
<koniec wątku>

< nudne >
Liczba słów: 659

Od Lily do Katsukiego

Szłam sobie wolnym krokiem, rozmyślając o życiu. O moim życiu, które chce jakoś urozmaicić. Dzisiaj pozwoliłam sobie na to, by chodzić z wilczymi uszami i ogonem. Tak, o, po prostu. Z głową w chmurach, marząc o niebieskich migdałach, niechcący szturchnęłam barkiem jakiegoś typka. Pisnęłam ciche"przepraszam..." i pomaszerowałam dalej. Możliwe było to, że nikt nie usłyszał moich przeprosin. Nagle usłyszałam, że osoba, która "oberwała" ode mnie z ramienia, powiedziała przez zaciśnięte zęby:
- Przeproś! Już!
Poczułam się trochę niezręcznie... Obróciłam się do nieznajomego ze skrzywioną miną i lekko uniesioną lewą brwią.
- Przeproś!- powtórzył chłopak.
Prychnęłam, uśmiechając się szyderczo. Zasalutowałam i olałam gościa i momentalnie odwróciłam się w swoim kierunku. Koleś złapał mnie za ogon i gwałtownie pociągnął w tył. Zaskoczona tym faktem, wysłałam zabójczo chłodne spojrzenie w stronę oprawcy. Ten jakby nigdy nic dalej domagał się moich przeprosin. Wysłałam mu pytające spojrzenie oraz krótkie przepraszam, po czym poszłam do swojego pokoju w akademiku.
~*parę godzin później*~
W końcu skończyłam lekcje... Ohh, mam ochotę położyć się na swoim łóżku i nie wstawać! Dziwne, ale mam uczucie jakby ktoś mnie śledził... No nic, to pewnie moje głupia wyobraźnia! Głupia, głupia, głupia! No nic... Idę do siebie! Maszerując przez puste "uliczki" i drogi, które musiałam pokonać, bym mogła stanąć u celu, parę razy odwracałam swoją głowę za siebie, upewniając się, czy ktoś mnie nie śledzi. "Lily! Nie myśl o tym!"- mruknęłam pod nosem. Ostatecznie stanęłam przed akademikiem. Gdy wchodziłam do środka, ostatni raz obróciłam się za siebie, i już chyba każdy wie w jakim celu. Wypatrując swojego pokoju, szłam przez nie zbyt długi korytarz. U celu! - pomyślałam optymistycznie. Weszłam do środka, lecz zamykając już drzwi, poczułam czyiś dotyk ja ramieniu. Nie był on za miły. Szorstki i dosyć mocny, ale przyjemny na swój sposób. Odwróciłam się, ale nikogo prócz mnie w pokoju nie było. Położyłam się na łóżku i momentalnie zasnęłam. Nie czuje się zbyt bezpiecznie. - prychnęłam w myślach do samej siebie. To był dziwaczny dzień...
~*ranek następnego dnia*~
Ale się wyspałam... Cudownie zapowiada się dzisiejszy dzień... Co? Zaraz? Gdzie mój naszyjnik do przemiany? Gdzie mój talizman?! Nie ma go... Po co go zdejmowałam?! PO CO?!?! No nie! Ktoś się włamał! Tylko ciekawe kto...

< Katsuki? >
Liczba słów: 363

środa, 28 marca 2018

Od Altaira do Hiyori

Nie spodziewałem się, że ten wieczór będzie tak miły. Szczególnie podobało mi się, jak mogłem patrzeć w te różowe oczęta księżniczki. Była przesłodka! Nagle usłyszałem jakieś dzwonienie u dołu mojego płaszcza. Stanąłem w powietrzu, a teraz zauważyłem, że machała się tam bransoletka. Wziąłem ją do ręki, oglądając uważnie. Wiedziałem, że jest to własność Hiyori, więc postanowiłem od razu jej to oddać. Wróciłem się, stając na jej balkonie. Wmurowało mnie, kiedy zauważyłem, że płacze. Zapukałem w drzwi jej balkonu. Na mojej twarzy malowało się zmartwienie. Byłem ciekaw, co spowodowało u księżniczki łzy.... Ta jednak nie słyszała chyba. Jej główka była schowana między nogi, a po jej policzkach płynęły nadal potoki. Bez zbędnych ceregieli otworzyłem balkon, wchodząc do pokoju. Usiadłem obok niej, dotykając jej ramienia.
-Księżniczko? Co się stało? Źle się czujesz? Pomóc ci?-szepnąłem, nie chcąc siadać za blisko.
-Po prostu mam doła..- pociągnęła noskiem, a u mnie wywołała wręcz łamanie serca na części.
-Mam zostać? Chcesz, abym ci przyniósł coś ciepłego do picia?-zapytałem spokojnie.-Chcesz się, nie wiem, przytulić, żeby było ci lepiej?
Brunetka nagle wyskoczyła i wtuliła się we mnie, płacząc. Wydawało mi się, że może potrzebuje czyjejś obecności. Biedna księżniczka. Objąłem ją i z uśmiechem gładziłem jej plecki, aby się uspokoiła. Raz nawet ucałowałem jej czółko.
-No już... Jestem obok. Nie płacz, proszę...-szeptałem uspokajającym głosem.
-Tak mi go brakuje! Tak bardzo!
-No już, hej, nie płacz... Nie chcę, abyś wylewała łzy...-odsunąłem lekko ją, ocierając jej policzki z tych okropnych łez.-Mam zostać? Nie chcesz być sama?-zapytałem spokojnie.
-Tak, proszę.... - schyliła głowę.
Uniosłem jej łepek, kładąc dłoń pod jej podbródkiem. Nasze spojrzenia się złączyły, a ja pokrzepiająco się do niej uśmiechnąłem.
-Nie musisz prosić. Wystarczy, że powiesz, że chcesz. Mam dla ciebie niespodziankę. Masz czas jutro?-zapytałem, gładząc jej policzek.
-M-mam...
-No to idealnie. Wieczorem ubierz się w coś wygodnego, ładnego, czy w co sobie zażyczysz. Przylecę po ciebie, dobrze? Obiecuję, zapomnisz o smutkach, księżniczko.
-Gdzie pójdziemy... Bo nie wiem co mam ubrać, wziąć...
-Zobaczysz jutro. Obiecuję, nie będę kazał ci biegać, choć powiem tyle, że będziemy w miejscu, gdzie jest sporo ludzi.-uśmiechnąłem się do niej.
-No ok... -pociągnęła noskiem, biorąc chusteczkę.
-No już, może się połóż. Jest już późno. Będę siedział obok ciebie i pilnował...
-Nie, nie dam rady spać... Wybacz na chwilkę... -wstała i skierowała się do łazienki, a jej ogonek zrobił się granatowy.
Martwiłem się o nią i to bardzo. W końcu, bez powodu nie nazywam jej Księżniczką, prawda? Jest delikatna, pełna uczucia i wiem, że potrzebuje w tej chwili kogoś, kto da jej choć trochę uwagi... Po chwili dziewczyna wyszła z łazienki ze spuszczoną głową. Wystawiłem do niej dłonie, uśmiechając się.
-No chodź. Skoro nie będziesz spała, to przynajmniej ciebie poprzytulam.
-Już mi lepiej, nie musisz się zmuszać..
-Nawet tak nie mów. Nie zmuszam się. Zależy mi na tym, abyś się uśmiechała. Jesteś księżniczką, a nie uważasz, że księżniczka powinna mieć rycerza? Ja chcę dla ciebie dobrze, nie zmuszam się do tego. -nadal trzymałem ręce w górze, mając nadzieję, że jednak się przytuli.
Moje przeczucie mnie nie pomyliło. Brunetka rzuciła się mi w ramiona, a ja otoczyłem ją silnym, męskim uściskiem. Chciałem, aby poczuła się jak najlepiej. Bo przecież, jest moją księżniczką... Uśmiechnąłem się, gładząc jej włosy i kładąc policzek na jej głowie.
-No, już... Jestem obok ciebie. Zawsze możesz na mnie liczyć. Zawsze możesz się przytulić, wypłakać... Wszystko co sobie zażyczysz...-szepnąłem, po czym odsunąłem się, ujmując jej dłoń.-Mogę złożyć ci rycerską przysięgę?-zapytałem.
-Przysięgę? Jaką przysięgę? Dzisiaj przecież powiedziałeś, że...
-Tak, wiem co powiedziałem, jednak daj mi złożyć ci obietnicę tego, czego sam przestrzegam. Kodeks rycerza jest ważną częścią mnie i chcę ci to powiedzieć wprost i wiedzieć, czy akceptujesz moje słowa, księżniczko.
-Z-zaakceptuję? Kodeks? No dobrze...
Uśmiechnąłem się szeroko, po czym wstałem i uklęknąłem przed nią. Ująłem jej dłoń.
-Księżniczko, jesteś dla mnie jak róża, której będę strzegł jak oka w głowie. Wielbić cię będę, całe me życie. Jesteś dlań oparciem, bo wiem, że do ciebie zawsze powrócić będę mógł i stać obok. Nie ważne czyś płakać, czyś śmiać się będziesz, ja wspierać cię będę całym mym sercem. Księżniczko, oddaj mi swoje serce, a ja na zawsze byłem i będę.-spojrzałem jej w oczy.
Policzki Hiyori pokryły się czerwienią, a ona sama zająknęła się.
-D-Dziękuję.
-Nie dziękuj mi, księżniczko. Akceptujesz przysięgę? Chcesz, abym był obok ciebie?-zapytałem bardzo spokojnie.
-Tak! Chcę, bardzo... - odwróciła wzrok z rumieńcem ,a jej oczy przyjęły jasnoniebieski kolor, podobnie jak ogon. 
Ucałowałem jej rękę z uśmiechem, chwytając też drugą jej dłoń. Wstałem, po czym pogładziłem ją po policzku. Schyliłem się, całując delikatnie jej czoło.
-Dobrze. Tak więc obiecuję. Będę obok ciebie, na tak długo, ile tylko sobie zażyczysz. Jeżeli już ze mnie zrezygnujesz, nadal będę trzymał się kodeksu...
-To bardzo miłe...- rzekła, po czym spojrzała na swój ogon i pisnęła, rumieniąc się.
Uśmiechnąłem się, po czym delikatnie złapałem jej ramiona, kładąc ją na łóżko. Okryłem ją pościelą, siadając obok niej.
-Odpocznij, dobrze?-powiedziałem, a następnie pstryknięciem zgasiłem światło, a tuż nad nią stworzyłem mały świetlik, aby służył za nocną lampkę.
Dłonie dziewczyny skierowały się do światełka, a jej oczka zalśniły.
-Piękne...
Nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Po chwili wypełniłem czerń pokoju w maluteńkich światłach, które wyglądały naprawdę jak świetliki. Spojrzałem na nią, nie mogąc po prostu oderwać wzroku.
-Co uważasz o tym?-zapytałem.
-P-piękne...-z jej oka popłynęła delikatna, mała i pojedyncza łza- P-przepiękne....
Pocałowałem delikatnie jej policzek, po czym zabrałem włosy z jej czoła.
-Proszę, nie płacz... Zaśnij. Będę obok ciebie. Jedna zarwana nocka, to dla mnie nic strasznego...-szepnąłem.
-Poradzę sobie, idź do pokoju, nic mi nie będzie. Nie chcę, byś przeze mnie był niewyspany...
-Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Ostatnio jak poszedłem, płakałaś. Nie zostawię ciebie. Śpij spokojnie.
-Czuję, że odpuścisz.-zamknęła oczy.
Z uśmiechem patrzyłem, jak usypia... Jest piękna... Nie zmienię swojego zdania...
---
Nadszedł czas niespodzianki. Spokojnym krokiem dotarłem korytarzem do jej pokoju, pukając do niego.
Ubrany w czarną marynarkę, czarne spodnie oraz szarą koszulkę, uśmiechnąłem się, spoglądając w bok i czekając, aż księżniczka otworzy mi drzwi. Nagle ujrzałem brązowowłosą. Miała na sobie ciemne, lekko podziurawione jeansy, buty na obcasie oraz top, który podkreślał kolor jej oczu.
-Wyglądasz oszałamiająco, księżniczko.-uśmiechnąłem się i ukłoniłem, podając jej dłoń.-Zapraszam.
-Dziękuję. Ty też jesteś niczego sobie- pochwyciła moją dłoń.
Delikatnie ją przyciągnąłem do siebie, obejmując w pasie, po czym ruszyłem razem z nią do wyjścia z Akademików. Widziałem jak kilka osób przyglądało się nam, ale szczerze mówiąc, nie obchodziło mnie, co inni na ten temat myślą. Z uśmiechem wyszliśmy, po czym pokierowaliśmy się do miasta. Po kilku minutach drogi w ciszy, znaleźliśmy się przed klubem, w którym to dzisiaj obywał się nasz koncert. Na oknach budynku wisiały plakaty zespołu "Creed" ze mną oraz kumplami na nim. Hiyori patrzyła na jeden z nich.
-Tak, myślę, że czas wyjawić moją tajemnicę...-zaśmiałem się.-Gram w zespole i chciałem, abyś dzisiaj była tam, stojąc w pierwszym rzędzie. 
-W zespole? To wspaniale! Będę krzyczeć najgłośniej! Ostatni raz byłam na koncercie podczas... Z resztą nie ważne, idziemy?
Uśmiechnąłem się zadziornie, po czym wprowadziłem ją do klubu tylnym wejściem. Dałem jej bilet z miejscem przy scenie, po czym pocałowałem jej czółko.
-Dziękuję. Zaczynamy za kilka minut. Nie ruszaj się z miejsca, bo ci je zajmą.
Dziewczyna kiwnęła głową, a ja wraz z kumplami wszedłem za kulisy. Złapałem za gitarę oraz sprawdziłem czy mikrofon działa. Potem kurtyna się uniosła, a nasze mikrofony zaczęły działać. Ja miałem jednak dwa. Jeden normalny, na specjalnym stojaku, a drugi przygotowany, przyczepiony do kołnierzyka. Nastroiłem raz dwa gitarę, po czym rozejrzałem się po sali.
-Dziękujemy za tak liczne przybycie! Zaczniemy od czegoś, co było naszą pierwszą piosenką i też tą, która odniosła tak wielki sukces!-powiedziałem, a potem rozpoczęły się owacje.
Lecz zanim rozpoczęliśmy grę, odszedłem od mikrofonu, oddając gitarę zastępczemu gitarzyście i podszedłem do miejsca, gdzie stała Hiyori, podając jej dłoń.
-Chodź. To jest wieczór dla ciebie i mnie, księżniczko.-mój głos rozprzestrzenił się na całej sali.
-J-Ja?-podała mi dłoń, a ja ją wciągnąłem do siebie na scenę.
-Tak, księżniczko.-uśmiechnąłem się i mrugnąłem do niej.
Złapałem jej dłoń, zaczynając śpiewać. Obróciłem ją wokół jej własnej osi, tańcząc z nią. Kiedy rozpocząłem refren, rozłożyłem skrzydła, nie mogąc przestać się uśmiechać. Uniosłem się delikatnie z nią nad ziemię. Całą piosenkę, tańczyłem z nią w bliżej nie określonym stylu, ale widocznie brunetka bawiła się na dobre. Kiedy skończyłem, przyciągnąłem ją do siebie i ucałowałem ją w czoło.
-No i jak? Chyba ci się podoba. Będziemy tak tańczyć do upadłego, jak tylko sobie zażyczysz.-powiedziałem, zakrywając mikrofon dłonią. 
-Oj, zażyczę. Na scenie pojawia się druga strona Hiyori -spojrzała mi w oczy.
-No to dajesz, ślicznotko!-krzyknąłem, po czym znowu zacząłem z nią tańczyć i śpiewać.
---
Wyszliśmy o drugiej w nocy, a dziewczyna mi już prawie, że padała w ramiona. Zaśmiałem się, po czym wziąłem ją w swoje ramiona. 
-Dziękuję ci. Od dzisiaj, będę ci rezerwował bilety, abyś nadal mnie wspierała. Kiedy będzie dużo czasu, z pewnością znowu wciągnę cię na scenę i będę z tobą tańczyć, póki noc młoda, moja księżniczko.-uśmiechnąłem się do niej, rozkładając skrzydła.-A teraz, muszę ciebie odnieść. Bo już długo nie pobalujesz... Czas odpocząć.-uśmiechnąłem się.
-Cieszę się, choć muszę przyznać, jestem wykończona. Świetnie tańczysz, Altair!
-Uczę się od mistrzyni.-spojrzałem na nią wymownie.-Dzisiaj chcesz, abym został? Czy wolisz być sama? Ale jednak, masz nie płakać.-zabrałem jej włosy z czoła i wzleciałem w górę.
-Dzisiaj pozwolę ci odpocząć po wyczerpującej nocy.
-Dobrze, ale obiecuję. Wieczorem przyjdę, aby sprawdzić, czy wszystko w porządku...
Stanąłem na balkonie, całując jej czoło.
-Śpij dobrze, księżniczko. Obiecuję, jutro się zobaczymy.
Wzleciałem do góry i ruszyłem do swojego pokoju. Na miejscu, zauważyłem, że Kadar już śpi, więc w miarę cicho poszedłem wziąć prysznic. Następnie wskoczyłem do łóżka, patrząc na Papierowego Żurawia... Zapomnij. Odwróciłem się, zapadając w sen. Ostatnie co słyszałem i widziałem to ten piękny uśmiech i śmiech różowookiej brunetki.
<następne opowiadanie>
<Hiyori?>
Ilość słów: 1607

wtorek, 27 marca 2018

Od Lily do Primrose

Wyszłam z akademika, chcąc przejść się po okolicy. Słońce świeciło, było cudnie. Na twarzach wielu osób widniały liczne uśmiechy. Może dlatego, że dziś sobota? Oohh... Najcudowniejszy dzień w tygodniu! Spacerowałam chyba z godzinę. Okolica akademika była bardzo przyjemna, do tego pogoda dodawała temu miejscu klimatu. Po pewnym czasie na niebie pojawiły się szarawe chmury. "Chyba będzie padać..."- pomyślałam. Padać zaczęło po mniej-więcej dziesięciu minutach. Miałam szczęście — w mojej małej torbie, którą miałam ze sobą, znajdował się granatowo-czarny płaszcz przeciwdeszczowy. Szybko go założyłam, w obawie, że przemoknę do suchej nitki.
Po paru chwilach marszu napotkałam bardzo przyjemny lokal, którego nazwy już niestety nie pamiętam. Weszłam i ujrzałam pusty stolik w rogu sali. Jest mój — mruknęłam pod nosem. Zmierzając w stronę upolowanego stolika, kątem oka zobaczyłam, że w moim kierunku zmierza pracownica lokalu. Była trochę zdezorientowana. Może dlatego, że nie wiedziała, kim jestem? Rzeczywiście po moim wyglądzie, a w dodatku w tym płaszczu, nie można było rozpoznać płci. Usiadłam. Ekspedientka podeszła do mnie, pytając się co podać. Jako że nie chciałam być niemiła i określana jako osobę niewychowaną, zdjęłam kaptur, jednocześnie obdarowując dziewczynę ciepłym i serdecznym uśmiechem.
- Przepraszam, ale Ty też chodzisz do Auris? - zapytała dziewczyna, która mnie obsługiwała.
- Eee... Tak, chodzę do Auris. - odpowiedziałam lekko zdezorientowana samym pytaniem.
- Dlaczego pytasz? - Szybko zadałam pytanie.
- Wyglądasz tak jakoś znajomo... - Odpowiedziała, lekko dziwacznie się mi przypatrując.
- Może mnie gdzieś widziałaś? - odpowiedziałam.
Muszę przyznać, że kiedyś miałam paru przyjaciół, których mój ojczulek przepędził z domu, ponieważ niby "przeszkadzali mu w pracy"... Paru z nich nie wyszło z mojego domu jako żywi... A zresztą... Wydawała mi się, że jest moją znajomą. Że znamy się nie od dziś.
- Może się przejdziemy? - wypaliłam optymistycznie.
- No dobrze, ale będziesz musiała chwilką poczekać. Zmiana kończy mi się dosłownie za parę minut. - odpowiedziała dziewczyna, lekko podekscytowana całym zajściem.
Dziewczyna już zrobiła krok do tyłu, by obrócić się w stronę lady i pójść zakończyć swoje obowiązki, lecz ja jeszcze zdążyłam zawołać:
- Ee... Może poznamy wpierw swoje imiona? - zapytałam z nutką ciekawości w swoim delikatnym głosie.
- To tak! Oczywiście... Jestem Primrose. - powiedziała, zarazem sympatycznie się uśmiechając.
- Bardzo mi miło! Jestem Lily. - odpowiadając, rozejrzałam się dookoła- Masz pomysł, gdzie pójdziemy?
- Daj mi chwilę. Pójdę, zakończę swoją pracę i zaraz widzimy się przy tym stoliku.
- Dobrze. - mruknęłam.
Ciekawie się zapowiada... - pomyślałam, z jednoczesnym założeniem rąk na klatce piersiowej.

< Primrose? :3 >
Liczba słów: 409