Przytuliłem bardzo mocno do siebie chłopaka, całując jego skroń. Boże, nareszcie. Nareszcie jestem obok niego i mogę go chronić. Mogę go całować, przytulić i na wieki trzymać przy sobie. Znowu czuję ten zapach jego włosów, który uzależnił mnie mocniej. Zamknąłem oczy, ciesząc się wonią chłopaka.
-Ja ciebie też kocham promyczku. Już będę na zawsze obok ciebie...-szepnąłem, a moje dłonie kończyły się zasklepiać.
-Nie złamiesz obietnicy? -popatrzył wyczekująco na mnie.
-Nie złamiesz obietnicy? -popatrzył wyczekująco na mnie.
-Nie złamię. A jeżeli się to stanie, pozwalam ci nawet mnie zabić... Karę wymierzysz mi sam.-pocałowałem jego policzek, po czym pogładziłem go po pleckach.
-Hmm... Nie zabiję cię, ale karę już mam- spojrzał zadziornym i lekko psychicznym spojrzeniem.
-Tak? A wprowadzisz mnie w nią, żebym wiedział czego mam się strzec?