Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zirhael. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zirhael. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 czerwca 2018

Od Zirhael do Amarina

Patrzyłam, jak Amarin usypia na moich kolanach. Wyglądał na bezbronnego, tak uroczego chłopca... Zupełnie jak kiedyś w dzieciństwie. Na samo wspomnienie tamtych chwil, czułam jak moje serce zaczyna bić szybciej niż normalnie. Uśmiechnęłam się lekko, nie mogąc powstrzymać się, aby nie pogładzić ciemnowłosego po policzku, a potem zabrać mu włosów z czoła.
- Jaskółkooo... Chcę spaaać... Możemy tutaj zostać? Wiem, że lubisz nocne niebo! - krzyknął mój kochany Amarinek.
- Oczywiście, że możemy zostać. Połóż się. - powiedziałam naprawdę spokojnie.
Ciemnowłosy padł na moje kolana, uśmiechając się do mnie. Ponownie te urocze, niepełne uzębienie. Zawsze był cudowny. Nachyliłam się nad nim i ucałowałam jego czoło. Chłopak przytulił mnie mocno do siebie.
- Zirhael... Będziemy razem... Na zawsze. Obiecuję ci. - szepnął mi do ucha, a na jego słowa, moje serce zabiło szybciej.

Amarin spał tak dłuższą chwilę, a ja jedyne co robiłam w tamtej chwili to siedziałam i gładziłam go po głowie. Przyglądałam się jego spokojnej twarzy oraz temu momentami uroczemu marszczeniu noska. Chciałam tak na niego patrzeć bez końca. Zawsze wydawał mi się bardzo bliski, a teraz... Teraz jest jeszcze bliższy, niż kiedykolwiek. Zbliżał się dużymi krokami zmierzch, a moją twarz po chwili okryło światło księżyca, które dzisiejszej nocy było o wiele piękniejsze niż kiedykolwiek. Nawet przez opaskę mogłam ujrzeć mocne światło. Moje włosy rozwiał wiatr, który wpadał przez otwarte okna w jego mieszkaniu. Pogładziłam bardzo delikatnie policzek chłopaka, a potem nachyliłam się nad jego czołem i złożyłam tam bardzo delikatny pocałunek. Amarin na to zmarszczył lekko nos i delikatnie otworzył oczy, mrucząc.
- Wyspałeś się? Lepiej się czujesz? - zapytałam spokojnie, gładząc chłopaka po głowie.
- Wyspałem? Tak... Czy lepiej? Sam nie wiem...
- Wyglądałeś tak słodko, jak spałeś. Zupełnie tak samo, jak byliśmy młodsi, wiesz?
- Jak byliśmy... - złapał się za głowę i potrząsnął ją chaotycznie.
Nieco zaniepokoiło mnie to, więc położyłam dłonie na jego dłoniach i zaprzestałam tym ruchom. Zanim to zrobiłam, zsunęłam opaskę z oczu, aby móc spojrzeć w jego oczy z pełnym zainteresowaniem.
- Amarin... Proszę, uspokój się. Wszystko jest dobrze. Jestem przy tobie. Ja, twoja kochana Jaskółka... - szepnęłam naprawdę spokojnie.
- Zirhael...  - zacisnął zęby - Co się ze mną dzieje...
- Cichutko Amarinku... Twoja Zirhael już się tobą zajmuje... Nie bój się. Nie bój... Jestem przy tobie... - nadal starałam się go uspokoić.
Nieco go uniosłam do siadu, a potem mocno przytuliłam, aby czuł, że zawsze będę przy nim, bez znaczenia co by się stało.
- Ja...skółka... - przetarł oczy. - Chyba mam... Jakieś zwidy...
- Zwidy? Amarin, na pewno dobrze się czujesz? Może zabiorę cię do lekarza? Nie chcę, aby cokolwiek ci się stało... Martwię się o ciebie, Amarinku...
- L-Lekarz mi w tym nie pomoże...
- To kto? Amarin, zrobię wszystko, abyś nie miał już zwid. Boję się, że to coś poważnego...
- N-Nie wiem... Widzę... Te białe oczy świecące z ciemności...
- A-Amarin... C-Chodź. Położę cię do łóżka i zmierzę temperaturę... Nie bój się. Jestem przy tobie i nie odejdę na krok... - szepnęłam nieco spanikowana jego stanem.
- Nie! Nie jestem chory! - wstał z sofy i krzyknął, łapiąc się za głowę - Nie jestem... - szepnął jakby do siebie.
- P-Przepraszam... N-Nie chciałam... M-Martwię się po prostu o ciebie... 
- Poradzę sobie sam! -krzyknął i walnął pięścią w ścianę.
- N-Nie krzycz na mnie... C-Chcę ci pomóc... W-Wiem, że potrzebujesz mojej pomocy...
- Nie potrzebuje niczyjej pomocy! -wrzasnął na mnie, lecz nagle złapał się za swoje serce, jakby go coś zabolało. - N-nie potrzebuje - teraz szepnął.
- A-Amarin... P-Potrzebujesz! Nic nie zrobisz sam! - wrzasnęłam ze łzami w oczach i przytuliłam się do jego torsu. - Potrzebujesz mnie! 
Zamknął oczy i podparł się komody, gdy się w niego wtuliłam. Czułam, że zaraz zaleję się łzami.
- K-kim on jest... Kim ja jestem... Czemu serce bije tak szybko...
- A-Amarin... P-Proszę... N-Nie krzywdź mnie jeszcze mocniej... - szepnęłam, mając nadzieję, że chłopak tego nie usłyszał.
- Nie! Zostawcie mnie! To boli! - krzyczałam, wyrywając się dla tłumu, który prowadził mnie do tego strasznego miejsca. - Ja tam nie chcę! Tam jest ciemno! I cicho! Ja się boję! Chcę do Amarinka! - piszczałam nadal.
Starosta jednak ani myślała mnie puścić. Widziałam jedynie, jak wschodzący księżyc oświetla tłum, jaki otaczał Amarina. Nie! Ja chcę iść do niego! Dlaczego nie mogę tam iść! Chcę do niego! Chcę go wspierać! Chcę być przy nim!
- Amarinku! - nadal wrzeszczałam bardzo głośno, mając nadzieję, że może mnie puszczą, że może usłyszy to mój Amarin i przybiegnie do mnie.
Nie stało się to. Znowu mnie zamknęli w tym przeklętym, ciemnym miejscu i wmawiali mi różne rzeczy. Że on mnie nie lubi, że on mnie zostawił, że on mnie nigdy nie chciał widzieć, że chciał mnie zabić. Nie. Nie wierzę. Kłamią mi w żywe oczy. Cholerni kłamcy. Oddajcie mi Amarina... Ocalę go... Ocalę mojego kochanego Amarinka... Potem będziemy razem. Będziemy mieli dom. Będziemy mieli rodzinę. Będziemy szczęśliwi. Przecież ten znak wyryty na drzewie. On tam jest. On czeka, aż my do niego wrócimy...

Yin i Yang
Zirhael i Amarin
Miłość i szczęście
Ciemność i Światło.
Wrócimy tutaj, aby być razem.
Aby nikt nam w niczym nie przeszkodził.
Aby nikt nie zabrał nam naszej miłości.
Aby nikt nie rozdzielił naszych serc.

<Amarinku?>
Ilość słów: 868

piątek, 22 czerwca 2018

Od Zirhael do Amarina

My? My jesteśmy tymi rycerzami? Nie rozumiem... Co to za dziwna magia? Trzymałam się mocno Amarina, bojąc się każdego uderzenia pioruna, jakie było obok nas. Uderzenie, za uderzeniem. Grzmot, za grzmotem. Błysk, za błyskiem. A po tym? Znowu ciemność, którą raz co raz rozdzierały uderzenia. Nie wiem, czy boję się burzy. Na to wygląda, że chyba trochę tak. Mocno zacisnęłam dłonie, nieco drżąc ze strachu. Jakie to było przerażające...
-M-My? Jak to my...? J-Jestem rycerzem? J-Jak to? Nie rozumiem...-szepnęłam cicho do Amarina.
Amarin wydawał się jakiś dziwny... Taki... Po prostu inny. Nie wiedziałam dokładnie o co chodzi... Byłam pewna, że nie dowiem się tego tak łatwo.
- To chyba... Krwawi jeźdźcy, z tego, co pamiętam...
-K-Krwawi jeźdźcy...? Oni byli w legendzie... Nie rozumiem...-wsunęłam dłoń w swoje włosy.
- Ja... Ja też nie.. - lekko się zaśmiał, patrząc w niebo.
-Amarin... Wrócę już do pokoju. Jest strasznie zimno, a ja nie znoszę deszczy.-powiedziałam cicho, wstając z ziemi i otrzepałam swoją sukienkę z grudek jakie na niej były.
Chłopak zaśmiał się pod nosem i podniósł mnie za uda na swoje plecy. Kierował się w stronę domu, milcząc. Zaczerwieniłam się nieco, trzymając się za jego szyję.
-A-Amarin? Co ty wyprawiasz? Nie będę ci przeszkadzała...-mruknęłam cicho.
- Nigdy mi nie przeszkadzasz... W końcu... Szukałem ciebie tyle lat... Lecz dopóki nie osiągnę swojego celu, nie mam się z czego cieszyć...
-Celu? A jaki on jest?-zapytałam.
- Jakby to powiedzieć... Wrócenie na stałe tutaj? Chyba tak to można ująć...
-Przecież tutaj jesteś... Co jest nie tak?
Lekko się zaśmiał. Czasami go nie rozumiem, ale to tylko dodaje mu moim zdaniem większego uroku...
- Dam ci jedną wskazówkę... Nie ma mnie...Jesteśmy "my"...
-M-My? Jak to my? Przecież jestem obok ciebie, ty jesteś przy mnie... Amarin...
- Jesteś pewna, jaskółko? - po raz pierwszy od czasu ponownego spotkania tak mnie nazwał. Zatrzymał się na chwilę i spojrzał na mnie. Nagle, zatarł mi się obraz i w mignięciu ujrzałam drugiego Amarina, który uśmiechał się do mnie szeroko. Tuż po zniknięciu widma, chłopak ruszył dalej.
-A-Amarin... P-Powiedziałeś do mnie... J-Jaskółko...?-szepnęłam z niedowierzaniem.
- Owszem... - szepnął. - Dam ci powód do główkowania przez najbliższe tygodnie. Kim naprawdę jestem?-K-Kim? Jesteś sobą, Amarin...
- Ale... Jaki Amarin jest mną? Jak skończy się pełnia, zniknę, a drugi ja nie będzie pamiętać, co się tu stało...
-Jak to jaki... Każda z twoich twarzy, jest tobą... Na pewno was coś łączy...
- Oj to na pewno.. Łączysz nas ty...
-Ja? Jak to ja?-zapytałam zaskoczona.
- Po prostu... Ta sama Zirhael, którą teraz trzymam i która pewnie cierpi przez tego drugiego mnie. Ta własnie jaskółka..
-J-Ja nie cierpię. Nie mów tak, Amarinku... Wszystko jest dobrze...-szepnęłam, gładząc jego ramiona.
Oczywiście, że kłamałam. Nie mogłam powiedzieć przecież, że jestem nieszczęśliwa, bo mnie nie traktuje jako kobietę, tylko jako swoją słabość. Nie, nie.
- Mnie nie oszukasz... Zawsze jak kłamiesz, twoje serce przyśpiesza, a policzki robią się czerwone...
-A-Amarin... N-Nie... Nie kłamię, naprawdę...-szepnęłam, wtulając się w jego kark i zaczęłam mocniej czuć jego zapach, przez co moje serce zaczęło jeszcze szybciej bić.
Znaleźliśmy się po kilkunastu minutach w mieszkaniu. Amarin położył mnie na łóżku i przykrył kołdrą. Był opiekuńczy... Oczywiście, że taki będzie. To mój mały Amarinek, którego ja... kocham. Bardzo mocno kocham....
-Mój czas powoli się kurczy...
-Czas? Kurczy? Co masz na myśli? Amarinku?-szepnęłam.
- Gdy nastanie ranek, zniknę, a na moje miejsce pojawi się tamten Amarin. Nie będzie tego pamiętać...
-Z-Znikniesz...? -złapałam jego dłoń, po czym zacisnęłam ją.-A-Amarin...
- Ta... Pojawiam się tylko podczas pełni. Nie mam "siły", by zdobyć się na coś więcej.. jeszcze pracuję nad tym wszystkim...
-A-Amarin... Ja... Nie chcę... Tamten mówi, że jestem jego słabością... T-To... Ja nie wiem, jak to mam brać. Jako rzecz pozytywna, czy negatywna...
- Posłuchaj, Zirhael... - założył mój kosmyk włosów za ucho - On nie potrafi odczuwać tak kolorowych emocji... Dlaczego? Bo ja je mam... Ja jestem tym twoim małym Amarinkiem... Tylko, że... Nie wiesz o mnie wszystkiego. Tak, ukryłem to przed tobą. Zupełnie niepotrzebnie.. Można powiedzieć, że się rozdzieliliśmy. Przez naszą rozłąkę ja straciłem kontrolę. To dość.. Skomplikowane...
-Amarin... Nie obchodzi mnie to... Chcę, aby każdy z was mnie kochał... Ja też będę kochała każdego Amarina... Dla mnie jesteś najważniejszą osobą na ziemi... Tylko ciebie... P-Proszę...-szepnęłam, patrząc mu w oczy.
- Zirhael.. Nie da kochać się dwóch naraz... Nawet tego nie próbuj... Ja tu jeszcze wrócę... Znajdę sposób. Teraz jesteśmy jakby.. rozdzieleni, pomieszani.. coś jak rozdwojenie jaźni... A co do słabości... - wstał, kierując się do wyjścia. Spojrzał na mnie zza pleców - Chodziło mu o tą pozytywną wersję...
-Amarin... Nie idź. Proszę. Nie chcę być sama.-wstałam z łóżka, po czym podbiegłam do niego, przytulając się do jego pleców.
- Wytrzymaj... Dla mnie... - piorun walą niedaleko, a jego błysk oświetlił mieszkanie. 
Wtedy obraz Amarina znów się zamazał. Spojrzałam na to przerażona i złapałam dłoń chłopaka. Czułam łzy w oczach. Stanęłam więc naprzeciwko niego i pocałowałam go delikatnie w usta.
-Nie zapomnij... O mnie...-szepnęłam.
- Nie zapomnę... Dokończę i scalę to, co sam zacząłem... - jego dłoń wyślizgnęła się z mojej dłoni. Odszedł... Czułam napływające do oczu łzy. Mimo to, podeszłam z powrotem do łóżka chłopaka, siadając na nim. Zacisnęłam dłoń w miejscu, gdzie było moje serce. Tak bardzo bolało... Bolało, że nie mogę mu pomóc. Choć tak bardzo chcę, nic nie mogę zrobić. Jestem w tym momencie bezbronna. Nawet nie mogę... Nie. Nie zrobię tego. Spojrzałam na swoją rękę, po czym odchyliłam głowę do tyłu. Jak to boli... Boli, że nie mogę być przy nim... Nagle z cienia wyszła Zaphara, moja pupilka. Lisek od razu wskoczył mi na kolana i zaczął się przymilać. Pogładziłam ją po głowie, zamykając ze smutkiem oczy.
-Dlaczego nie mogę mu pomóc...-szepnęłam cicho do siebie.
<Amariś?>
Ilość słów: 944

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Od Zirhael do Amarina

Amarin. Mój kochany Amarin. Dlaczego... Dlaczego mamy taki kolor oczu? Widzę w ostrzu, jak moje oczy lśnią czernią. Taką bardzo głęboką czernią, która mroziła mi krew w żyłach. Spojrzałam na chłopaka, po czym z pomocą macek wymknęłam się zza pumy, która nie chciała mnie puścić. Uratuję Amarina. Uratuję go, bo.. Bo ja naprawdę go potrzebuję. Naprawdę za nim mocno tęsknię. Stanęłam przed nim, łapiąc jego dłoń. Moje oczy nadal lśniły. Przechyliłam lekko głowę, uśmiechając się bardzo delikatnie.
-Nie każ mi się do ciebie nie zbliżać, Amarin... Dobrze wiesz, że tego nie zrobię, bo jesteś moim chłopcem.... Od małej dziewczynki nie odstąpiłam ciebie na krok, teraz się to też będzie działo... Straciłam ciebie na zbyt długi czas... Już nie chcę ciebie tracić po raz kolejny...-szepnęłam.
-Zostaw... Jestem niebezpieczny. A może... Nie jestem? Nie wiem sam... Nie wiem kim jestem... Nie zbliżaj się. Nie chcę ciebie zranić.-powiedział.
Podsunęłam się bliżej niego i przytuliłam go mocno. Spojrzałam mu po chwili w oczy. Jego gałki lśniły bielą, a moje czernią. Nie pozwolę, aby ktoś mi go zabrał...
-Amarin... Nawet gdybyś mógł mnie zabić... Nigdy, ale to nigdy od ciebie nie odejdę. Będę zawsze blisko. Będę tak blisko, abyś wiedział, że ja ciągle będę przy tobie. Nawet... Nawet jak zginę, będę tutaj...-dotknęłam jego torsu palcem- W twoim sercu. Tam zawsze znajdę miejsce i będę ci przypominać, że ja zawsze byłam, jestem i będę... Amarin...
Jego ręce były w jego włosach, które mocno zaciskał. Zaczął się cofać, kiwając przecząco głową.
-Nie... Zostaw... Nie powinienem... Nie mogę... Nie wiem, co się stanie.
Uśmiechnęłam się delikatnie, po czym nałożyłam opaskę na oczy. Kiedy Amarin się odsuwał, ja szłam do niego. Za mną układała się ścieżka ze świetlików. Krok za krokiem zbliżałam się do chłopaka. Kiedy plecy ciemnowłosego dotknęły kory, byłam prawie przy nim. Bał się, czułam to. Jak mogłam nie czuć. Zawsze jak jestem przy nim, widzę, co się dzieje. Kiedy się boi, kiedy jest szczęśliwy, kiedy jest przygnębiony. W tym momencie, Amarin się... Bał... Był zagubiony. Nie, nie bój się. Twoja Zirhael ciebie nadal będzie wspierała. Zawsze...
-Amarin... Nie zostawię cię. Powinieneś. Możesz. Ja też nie wiem, co się stanie, ale wiesz co? Póki jestem z tobą, nie obchodzi mnie to. Mi zależy na tym, aby stać u twego boku. Aby ci pokazać, że ja wcale nie jestem taka, jak inni. Że mi... Mi możesz zaufać...-szepnęłam.
-Zirhael... Nie wiem, co się stanie. Nie wiem czym na prawdę jestem... Podczas pełni staję się zupełnie kimś innym. To już nie jest twój dawny Amarin! -rzekł.
Amarin zaczął mocniej szarpać się za włosy. Nie, nie, nie. Amarin, ja tu jestem. Nie odejdę. Nigdy już ciebie nie opuszczę! Nigdy, przenigdy! Nigdy nie będziesz już przeze mnie cierpiał! Nie pozwolę na to! Już... Amarinku... Mój mały Amarinku... Podbiegłam do niego, mocno go obejmując w talii. Swoją twarz wtuliłam w jego tors. Nie drżałam. Nie robiłam nic. Jedyne co robiłam, to płakałam. Płakałam, aby Amarin był szczęśliwy. Aby wiedział, że bez znaczenia kim będzie, ja zawsze będę go kochać. Przecież tyle razem przeżyliśmy i możemy przeżyć jeszcze więcej. Będziemy razem. Ja do tego doprowadzę. Będziesz szczęśliwy. Będziesz szczęśliwy ze mną u swego boku. Już, spokojnie... Amarinku... Jestem przy tobie... Będziemy razem... Na zawsze...
-Amarin... Mój mały Amarinku... Nie płacz... Nasze egzys­to­wanie jest jak życie jaskółki wznoszącej się do nieba i opa­dającej, która szu­ka swe­go miej­sca w otaczającej ją rzeczy­wis­tości. Cza­sem myślę o chwi­li lądo­wania, która jest krótka, ale jakże urocza... Dlaczego więc... Dlaczego nie będziemy tak żyć? Szczęśliwi i radośni, że wreszcie jesteśmy razem... Że już nic nas nie rozdzieli, bo nie jesteśmy dziećmi... Amarinku... Mój mały Amarinku...-szeptałam mu do ucha, ze łzami w oczach.
-Bo nie mogę normalnie żyć! Nie potrafię, rozumiesz?! Nie wiem! Po prostu nie wiem! Cały czas się gubię na tej mrocznej ścieżce. Cały czas ktoś spycha mnie z tej drogi... Ja już nie wiem, co jest dobre Zirhael.. Może powinienem zabić? Może nie? Kto to może wiedzieć.. Jestem po prostu zwierzęciem, które nie potrafi opanować swego instynktu... - krzyknął, a ja poczułam na mojej szyi coś ostrego.
To chyba były... Kły... W moich oczach stanęły łzy. Zacisnęłam dłonie na jego torsie, patrząc przed siebie. Opaska została zerwana przez chłopaka. Łzy zamiast wsiąkać w materiał, zaczęły płynąć po moich policzkach... Ale... Nie bolało mnie to. Mój biedny Amarin... On... Chce się zabić? Nie.. Nie... Nie... Nie! Odsunął ode mnie twarz, kładąc dłoń na moim policzku. Położyłam dłoń na jego nadgarstku, patrząc na niego.
-Amarin... Nie mów tak... Nie mów, że chcesz się zabić... Nigdy tego nie mów... Jak ty znikniesz... Ja też zniknę. Bez wahania wbiję sobie nóż w serce. Żyłam ze świadomością, że ciebie ujrzę... To mnie trzymało przy życiu... Teraz chcę, abyś był szczęśliwy i to mój cel... Każdy człowiek jest zwierzęciem. Każdy z nas poluje na słabszych. Każdy z nas się czegoś boi... Amarin... Ja też się boję... Boję, że znowu ciebie stracę. Boję się ciszy, bo ona mi przypomina naszą rozłąkę. Nie mogę bezczynnie siedzieć... Amarin... Proszę... Nie zostawiaj mnie... Nie mów o sobie jak o niemyślącym zwierzęciu, bo ty taki nie jesteś. Myślisz, czujesz, widzisz, że ja nie odpuszczę... Dotrę do swojego celu.. Razem z tobą...-szepnęłam.
Amarin zaczął się dziwnie zachowywać. Jego wzrok wędrował po całej polanie, na której się znajdowaliśmy. Nagle spoczął na mnie. Chłopak wpatrywał się we mnie w ciszy. Nagle ukazał swoje zakrwawione, ostre kły. Jego dłonie zaczęły wędrować do mojej szyi i rany, jaką po sobie pozostawił. Amarin... Co ty robisz... Dlaczego to robisz...? Czy ty teraz straciłeś kontrolę? Nie... Nawet jeśli to się stało... Nie odejdę... Nie odsunę się. Dotknęłam jego dłoni, jaka zatrzymała się na mojej szyi. Spojrzałam na niego. Tak... Stracił kontrolę. Amarin. Bez znaczenia co się stanie, ja ciągle jestem przy tobie. Zawsze będę. Będziesz bezpieczny. Będziesz szczęśliwy, ze mną. Nagle poczułam, jak coś zostało wbite w mój brzuch. Opadłam na kolana, zamykając oczy. Przechyliłam głowę w bok, po czym uśmiechnęłam się delikatnie.
-Amarin... Nie bolało mnie to. Mówiłam, że bez znaczenia co się stanie, będę z tobą. Nawet, jak stracisz kontrolę... Nawet jak będziesz chciał mnie zabić... Nawet, jeżeli będę musiała oddać swoje życie... Ty i ja będziemy razem. Jak nie fizycznie to psychicznie...  Zawsze będę... Zawsze... Amarin...-szepnęłam.
<Amariś?>
Ilość słów: 1023

niedziela, 20 maja 2018

Od Zirhael do Amarina

-Nie obchodzi mnie życie innych płotek, które sobie tam ledwo dychają na tej ziemi... Ich życie było ważniejsze... Gdybym tylko mógł cofnąć czas...
Spojrzałam na odchodzącego chłopaka. Ugryzłam mocno swoją wargę, czując metaliczny posmak krwi. Wstałam bardzo szybko i podbiegłam do Amarina, łapiąc jego dłoń. Cała drżałam, ale ta ciepła ręka... Tak bardzo ciepła...
-A-Amarin... M-Możemy tutaj zostać jeszcze c-chwilę? W-Wyjaśnijmy sobie wszystko... J-Jak będziesz chciał, o-odejdziesz... N-Nie zmuszę ciebie... A-Ale proszę...-szepnęła.
- Nie będziesz chciała słuchać historii, która sprowadziła mnie do piekła, Zirhael...
-Chcę. Opowiedz mi wszystko. Tak bardzo chcę... Chcę wiedzieć, co robiłeś, czym by to nie było...
Chłopak głęboko westchnął i ponownie usiadł obok mnie.
- To zaczęło się tamtej nocy... Moje życie legło w gruzach w jedną, niecałą godzinę... 5 letnie dziecko weszło do pałacu i wymordowało wszystko, co tylko na swej drodze znalazło...
Spojrzałam na niego, po czym złapałam jego rękę, splatając nasze dłonie. Chciałam go wesprzeć. Tak bardzo chciałam mu pomóc.
- Wymordowałem sam... Moich rodziców, brata i siostrę.. Wpadłem w szał... Przyszła straż... Od razu zaczęła mnie wyprowadzać... Proces, bicie, wygnanie... I ta ścieżka.. Żołnierze walący włócznią w ścieżkę... Okropny hałas ludzi, wrzeszczenie i wyszydzanie... Nikt mnie nie pocieszył ani nie bronił... Wywalili mnie na zbity pysk. 5 letnie dziecko, które nie rozumiało o co chodzi... Nie zostało mi kompletnie nic. Przyjaciele, rodzina, dom... Wszystko to zostało daleko za mną i stało się nieosiągalne...-Amarin... Chciałam iść do ciebie... Wtedy mnie zamknęli. Zostałam tam. Słyszałam krzyki. Bałam się. Bałam się ciemności i ciszy w pokoju, która potem nastąpiła. Amarin. Ciągle prosiłam, aby mnie do ciebie puścili. Abym mogła się do ciebie przytulić...-mój głos zaczął mocno drżeć, lecz on nic nie odpowiedział, tylko wpatrywał się martwo w dół..
-Tak bardzo brakowało mi twojej ciepłej dłoni... Twojego głosu... Twojego uśmiechu... Widziałam tylko ciemność. Ciemność i ciszę. Amarin... D-Dlaczego nic nie mówisz... D-Dlaczego każesz mi znowu słyszeć ciszę...-dodałam cicho szeptem.
- Bo ja ją uwielbiam... Cisza to jedyne miejsce spokoju...
-Rozumiem... Zostawię więc ciebie samego... Cieszę się, że wróciłeś, Amarin...-szepnęłam, zabierając mu włosy z oczu.
Wstał i zanurkował wzdłuż wieżowca. Poleciał, lecz z swojej krwi napisał jego adres. Amarin... Kocham cię... Kiedyś ci to powiem wprost...
---
Minęły dwa tygodnie. Stanęłam przed drzwiami jego mieszkania i zapukałam tam. Czułam, jak tutaj jest zimno. Kichnęłam, poprawiając opaskę na oczach. Czekałam, aż ktoś mi otworzy. Nagle drzwi się uchyliły. Otworzyła mi czarna puma z czerwonymi oczami i gestem dała jej do zrozumienia, że mogę wejść. Chyba. Ostrożnym krokiem weszłam do mieszkania, rozglądając się nieco. Zamrugałam, myśląc, dlaczego Amarin chciał, abym przyszła. Puma posadziła po chwili mnie na sofie, a sama poszła do łazienki, gdzie był chyba Amarin. Lekko zestresowana usiadłam na rogu kanapy, wzdychając cicho pod noskiem. Nie mogłam jakoś przełknąć myśli, że tak się to zaczęło na nowo... Po chwili Amarin wyszedł z łazienki, popychany przez pumę.
- Wiem, wiem...
-H-Hej Amarin...-szepnęłam cicho, zdejmując z oczu opaskę.
-Zirhael... -podszedł i usiadł obok mnie na kanapie- Pomyślałem, że skoro nie widzieliśmy się 15 lat... To mamy dużo do wyjaśnienia...
-Bo mamy... I to bardzo dużo...
- Arrow... -dał znać dla pumy, a ona poszła wstawić wodę w kuchni, chyba ją tego nauczył- A i jak coś to ta puma to Arrow... Zwierzę, które się mną zaopiekowało...
-R-Rozumiem...-szepnęłam, nadal nieco się kuląc w kąciku kanapy.
- Wybacz, że tak na ciebie naskoczyłem... Zbliża się pełnia i...
-I mnie nie przepraszaj... Rozumiem, że masz jakieś powiązanie z księżycem...
- Tak... Chociaż sam nie wiem o co z tym chodzi...
-Dobrze. Nie martw się tym. Na pewno to odkryjesz.-uśmiechnęłam się.
- Brakowało mi ciebie... Czułem się taki... Sam... Zły na cały świat i wszystko wokół... Moim jedynym ukojeniem były zabójstwa.. Czułem wtedy jak napływa do mnie energia... Jak staje się innym człowiekiem...
Zarumieniłam się mocno, a potem przytuliłam mocno chłopaka. Jak ładnie bije jego serce... Jest taki ciepły...
-Mi ciebie też brakowało, Amarin. Nawet nie wiesz jak długo musiałam brać leki i biorę je do teraz. Też zabijałam. Te uczucie, kiedy mogłam smutek przelać w złość...-szepnęłam, kładąc dłoń na jego torsie i gładząc go kciukiem.-Brakowało mi tak wiele rzeczy... Tych naszych uśmiechów, śmiechów, zabaw...
- Nie wiem, czy będę w stanie się uśmiechać tak jak kiedyś...
-Kiedyś się uda... Nawet jak się nie uda... Ja nadal będę obok. Nie zostawię ciebie już... Będziemy razem... Bez znaczenia co by się działo...
- Zawsze, co?
-Chciałabym. Ale jak nie chcesz... Nie musisz się zmuszać...-szepnęłam, odsuwając swoją głowę od jego torsu i spojrzałam mu w oczy.
-Nie to nie tak... Po prostu...
-Powiedz mi wszystko... Nie ukrywaj... Nic nie ukrywaj, dobrze?
- To nie takie proste, Zirhael...
-Amarin... Przepraszam, że naciskam... Po prostu... Bardzo mi ciebie brakowało i uświadomiłam sobie tak wiele...
- Ale ja... Nie potrafię...
-Nie potrafisz?-lekko się odsunęłam, uśmiechając się.-Dobrze... Rozumiem.
- Nie... Moje sumienie jest... W dużym skrócie... Rozbite i w strzępach.
Uśmiechnęłam się i zabrałam mu włosy z czoła. Był... Zagubiony. Widziałam to w jego oczach. Musiałam mu pomóc. Pomóc jak tylko będę mogła.
-Dobrze... Ja ci pomogę. Jak tylko będę mogła. Odkupię to, co zrobiłam źle...
- W jaki sposób...- puma podała im kawy za pomocą tacy, którą niosła na głowie i nosku.
-Jeszcze nie wiem... Ale się dowiem... I tak nie mogę spać po nocach.-uśmiechnęłam się, po czym spojrzałam na pumę, która niosła kawę.-Dziękuję.-powiedziałam spokojnie.
- Wiem coś o tym... Aż za bardzo... -chłopak wziął kawę od pumy, a ta odstawiła tacę jakimś cudem i położyła się między nami na kanapie.
Ugryzłam się w wargę patrząc na zwierzę, po czym westchnęłam. Odsunęłam się na tyle, aby nie cisnąć się ze zwierzęciem.
-Od bardzo dawna... Czułam coś dziwnego w sercu... Jakby ktoś mi mówił, że ciebie spotkam...-szepnęłam.
Puma i Amarin spojrzeli na siebie z zaskoczeniem.
 M-Miałaś coś takiego?
-Tak. Jakby ktoś mi w sercu powtarzał, że zobaczę go. Już nie będę sama...-dotknęła swojego serca, a Amarin zrobił to samo.
- Kiedy dokładnie to usłyszałaś? Podczas pełni?
-Tak. Kiedy tylko rozpoczęła się pełnia, zaczęły się szepty, a kiedy był koniec, ucichło i spotkałam ciebie.
- J-ja to powiedziałem... - położył swoją jedną dłoń na ustach.
Zaczerwieniłam się, po czym odwróciłam głowę.
-T-Ty? J-Jak to ty? D-Dlaczego ja słyszałam co mówisz, choć byliśmy tak daleko siebie...
Puma z wrażenia usiadła i spoglądała to na mnie to na Amarina.
-M-Matko... Cały czas... Szukałem ciebie?
-S-Szukałeś? M-Mnie?-spojrzałam na niego zaskoczona, czując rumieńce na twarzy.
-T-To zawiła historia...
-Opowiedz mi ją.-złapałam jego dłonie, splatając nasze palce.-Chcę wiedzieć, co mnie ominęło...
<Amariś?>
Ilość słów: 1066

Od Zirhael do Amarina

-Dom? Jaki dom? O czym ty mówisz Zirhael.. Przecież domu już dawno nie ma.. Przepadł...
Nic nie pamięta? Dlaczego on tak mówi? Dlaczego nie chce ze mną wrócić do domu? Przecież to ja, Amarin. To ja. Twoja Zirhael. Twoja Jaskółka. Dlaczego nie chcesz?! Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć tego, co chciałeś powiedzieć tyle lat! Ze łzami w oczach, mimo tego wszystkiego, podeszłam i się do niego przytuliłam, głośno płacząc.
-A-Amarin! Ja chcę do domu! Z tobą! Chcę wrócić z tobą! Dlaczego nie chcesz też wrócić!? P-Przecież miałam być z tobą! Z tobą na zawsze...-szepnęłam, nadal płacząc.
-Wrócić? Ha! Gdzie wrócić? Nie ma dokąd wracać... Nie ma po co wracać... -spojrzał w niebo.
-Amarin! Masz gdzie wrócić!-wrzasnęłam.-Masz wrócić, ze mną. Ze mną. Z twoją Zirhael. Z twoją na wyłączność. Czekałam na ciebie. Tak długo czekałam. Tak bardzo już chciałam się do ciebie przytulić... Dlaczego, dlaczego jesteś taki... Dlaczego nie chcesz mi też powiedzieć, że za mną tęskniłeś...-szepnęła.
-Haha... -zaśmiał się lekko- Zabawne... Gadasz mi o tęsknocie i domu, ale jakoś nie przyszłaś do mnie, by mnie znaleźć...
Spojrzałam na niego i odsunęłam się lekko. Zaczęłam mocniej płakać, po czym uderzyłam go mocno w policzek. Założyłam opaskę na oczy. Nie patrzeć. Nie widzieć...
-Szukałam! Szukałam ciebie! Nie obchodzę ciebie! Nikogo nie obchodzę! Wyrzucili, zabili! Nie chcieli! Nie kocha mnie nikt! Nikt!-wrzasnęłam, płacząc głośno.
-Haha i mówisz to mi? Czego oczekujesz Zirhael... Że po 15 latach będzie kolorowo i tak jak dawniej?! Zastanów się dziewczyno, jak możesz mnie kochać skoro nawet mnie teraz nie znasz... Bo Amarin z Białej Grani już dawno został zakopany w grobie..
-On tutaj jest! Ja wiem, że on jest! Jesteś moim Amarinem! Tylko moim! On stoi przede mną! On w głębi serca jest i mnie kocha! Ja wiem! Ja wiem!-wrzasnęłam.
Z moich pleców zaczęły wysuwać się czerwone błyskawice. Dlaczego on nie chce... Dlaczego on mnie nie kocha... Dlaczego on nie chce... Dlaczego nie możemy być razem tak, jak mieliśmy być...
-Wiesz? Wiesz?! Hahaha! Jesteście wszyscy tacy zabawni...
-W-Wszyscy... N-Nie... Nie jestem jak wszyscy!-wrzasnęłam, a mój głos zmodulował się.-Ja jestem Zirhael Salvatore! Jestem dziewczyną, jaka przez 15 lat czekała na osobę, którą tak mocno kochała! Jestem osobą, która została pozostawiona przez Amarina Vhenana! Zostawił mnie, bo mnie nie chciał! Nie chciał mnie jak każdy inny! Czekałam! Cierpiałam tak wiele razy! Byłam gwałcona, jestem na lekach, boję się ciszy, każde miejsce mi przypomina ciebie! Każdy las! Każdy budynek! Jak możesz!? Jak możesz mi mówić, że jestem jak wszyscy?!-wrzeszczałam nadal zmodulowanym głosem.
Błyskawice przeniosły się na moje dłonie, a opaska się spaliła pod wpływem moich nagrzanych, czerwonych oczu. Rage. Tak. Tak. Maszyna do zabijania. Zabić. Zabić. Dlaczego on mnie nie chce? Dlaczego mówi, że jestem jak wszyscy. Nie jestem... Nie jestem. Tak cierpię z jego powodu. Tak bardzo chcę być z nim. Tak bardzo chcę, aby mnie kochał. Tak bardzo chcę, abyśmy byli już razem na zawsze... Na wieki...
-Pozostawiłem, tak? Teraz przesadziłaś.... -jego głos stał się groźny i niski. Momentalnie spoważniał.- Jeżeli nic nie wiesz o przyczynie mego odejścia to siedź cicho. Nie będę się tłumaczył po co i na co. Jakoś mną się nikt nie przejmował.. Sam sobie poradziłem... Jeżeli myślisz, że zrobiłem to z własnej woli- wskazał na siebie i polanę- To jesteś głupia, Zirhael...
-G-Głupia? Głupia! To ty jesteś głupi! Wszyscy mi wmawiali, że zostawiłeś mnie! Że mnie nie chciałeś! Że uważałeś mnie za nikogo! Ja ci ufałam! Pozwalałam sobie na tak wiele w twoim towarzystwie! Rozumiesz, że ciebie kocham?! Nie! Nie rozumiesz! Nikt nie chce mnie zrozumieć! Nikt nigdy mnie nie rozumie! Uważają mnie za potwora! Za bestię, która jedyne co może, to zabijać, zabijać i zabijać! Nie chciałam tego, ale to pozwalało mi uciec od tego smutku, którego powodem byłeś ty! Głupi Amarin! Głupi! -wrzeszczałam, nadal będąc w Rage.
-I co? Mam ci współczuć? Nie wiem jakieś allahy walić? Proszę cię Zira... Jesteś tak samolubna jak ja... -zasalutował i się obrócił plecami, powoli idąc
-Stój!-krzyknęłam.
Błyskawice wysunęły się z moich pleców, po czym stworzyły przed Amarinem wielką ścianę. Nie pozwolę... Nie pozwolę mu znowu odejść... Nigdy nie pozwolę... On będzie obok... Amarin tutaj jest... On jest ze mną... On mnie kocha... On nie wie... On nie wie...
-Nie idziesz nigdzie! Masz mi wszystko powiedzieć! Dlaczego odszedłeś! Dlaczego mnie zostawiłeś!
Nadużycie lekko mocy spowodowało, że z moich ust popłynęła krew. Nie obchodziło mnie nic. Nic. Nic. Tylko on. Tylko mój Amarin...
- Serio? Serio myślisz, że będę posłuszny jak baranek? Spójrz tylko na siebie... Jesteś taka jak każda dziewczyna... Samolubna... Patrzysz tylko na siebie i własne problemy. "O matko, jak ja go kocham! A on mnie nie! Jaki debil!". Jednak nikt nie pomyśli co kryje się za drugą stroną lustra... W sercu tej drugiej osoby.. Bo zawsze na pierwszym miejscu stawiasz siebie...
-S-Samolubna? N-Na siebie? W-Własne problemy? W-W sercu drugiej osoby... J-Ja... J-Ja...-błyskawice zniknęły, a ja znowu zalałam się łzami.-J-Ja myślałam, że ciebie obchodzę... Ż-Że mnie kochasz... Że c-chcesz być obok mnie. Ż-Że... Ż-Że... Ż-Że ci na mnie zależy...
Zalałam się mocniej łzami i zaczęłam biec w stronę, w którą chciał odejść Amarin. Ominęłam go, głośno płacząc. Dlaczego... Dlaczego... Dlaczego nie mogę... Dlaczego jestem samolubna...To bez sensu... Chcę zniknąć... Chcę.. Chcę... Chcę się zabić... On mi obiecał... On mówił, że jestem ważna... Kłamał. Kłamał jak każdy inny... On też chciał mnie wykorzystać. Mam dość... Mam dość tego wszystkiego.
-Haha, jak zawsze... -spojrzał w niebo - Widzisz mamo, tato? Nikogo nie obchodzi drugi człowiek, a miłość nie istnieje... Przyzwyczaiłem się do tego. Po co mam dbać o innych jak nikt nie raczy zadbać o mnie... Kompletnie bez sensu...- zaczął iść w swoja stronę.
Naprawdę go nie obchodzę... Dobrze. Zniknę. Nie jestem potrzebna. Jestem nikim. Jestem nikim. Jestem nikim. Już dawno powinnam zniknąć. Dobrze. Niech tak będzie. Wybacz Amarin, że nie patrzyłam na twoje uczucia... Wybacz, że nie byłam taka, jaką chciałeś abym była. Wybacz, że narzucałam ci się. Wybacz za wszystko... Już zniknę... Będziesz szczęśliwy z kimś innym. Stanęłam na dachu najwyższego budynku w Lalien. Moje włosy rozwiewał wiatr, a w piersi czułam nieznośny ścisk. Związałam opaskę na oczach. Wybacz mi Amarin. Naprawdę mi wybacz. Wybacz mi  za wszystko. Za każdą złą rzecz jaką poczyniłam. Już będzie dobrze. Już nie będę psuć twojej przyszłości. Przepraszam Amarin...
Amarin... Kocham cię... Wybacz mi za wszystko. Już będziesz szczęśliwy... Szkoda, że nie ze mną. Szkoda, że nie zobaczę już twojego uśmiechu... Amariś...
Spojrzałam w dół, a potem po prostu rzuciłam się z budynku. Czułam wiatr. Wiatr, jaki tak bardzo powodował, że czuję się wolna. Opaska się rozwiązała z moich oczu. Po moich policzkach popłynęło więcej łez, a żyły rozbłysły czernią. Nie rozumiem... No dobrze. Niech będzie. I tak umrę. Tak. Będę wolna. Uwolnię też Amarina. Uwolnię go od siebie. Będzie szczęśliwy... Beze mnie...
Ale będzie szczęśliwy...
<Amarin?>
Ilość słów: 1106

sobota, 5 maja 2018

Od Zirhael do Amarina

Widząc te spojrzenie, nie mogłam powstrzymać lekkiego rumieńca. Podbiegłam, aby iść obok niego. Na oczy nałożyłam opaskę, po czym uśmiechnęłam się delikatnie, kładąc głowę na jego ramieniu. Jak ja za nim tęskniłam. Jak za nikim innym nigdy... On. To właśnie On, zawsze dawał mi szczęście  chęć życia. Bo co by było z Yin, kiedy by nie było Yang...
~~~
-Przeznaczeni?-zapytaliśmy w tym samym czasie.
-Tak, maluszki. Zirhael, bez powodu nie masz białych włosów, a ty Amarin, bez powodu nie masz czarnych. To się stało, bo zostaliście połączeni. Jest o was legenda, wiecie?-powiedziała kobieta.
-Legenda?! Mamy legendę?!
-Tak brzdące. Chcecie posłuchać?
-Tak! Bardzo!
Właśnie w tamtej chwili, coś wybuchło w jednym z miejskich budynków... Zarządzono ewakuację. Szczególnie mnie i Amarina...
~~~
Stanęliśmy na polanie, a oświetlał nas niepełny, piękny księżyc. Widzieliśmy wiele pięknych gwiazd, nawet kilka z nich spadało na ziemię.
Chciałabym, aby Amarin już mnie nie opuszczał. Chcę być z nim już na wieki, abyśmy do śmierci byli obok. Abym mogła patrzeć, jak się uśmiecha i chcę czuć, jak bije jego serce. Chcę, aby legenda nas nie zdradziła i chcę, aby tylko sama śmierć przyszła i tylko spróbowała nas dotknąć. Wiem, że będę z nim szczęśliwa i wiem, że tylko z nim zaznam spokój i pełną miłość. Amarin. Kiedyś ci to powiem... Teraz jest jeszcze za wcześnie... Ale tak bardzo chcę, abyś wiedział, jak bardzo mocno ciebie kocham...
To właśnie było w mojej głowie, kiedy stałam obok niego i przyglądałam się niebu. Ile ja bym dała, aby te moje słowa były prawdą... Ile ja bym dała, aby powiedzieć mu, co tak bardzo kiszę w swoim sercu...
-Amarin... Dziękuję, że mnie znalazłeś...-szepnęłam.
-Nie znalazłem cię. Sama tu przyszłaś...- również szepnął, patrząc na gwiazdy.
-Uwierz, że czekałam... Czekałam, aż wreszcie będziemy razem... Już miałam dość tego, że byłam z tobą rozdzielona...
-Ja też czekałem... Za długo. Za długo tu byłem... -wskazał na polanę dookoła.
Złapałam dłonie chłopaka i podniosłam je lekko do góry, lekko się uśmiechając. Moje serce biło jak szalone... Zupełnie wtedy, gdy...
~~~
-Zirhael! Mam dla ciebie kwiatki!-krzyknął Amarin, który nadal nie miał swojej jedynki.
Spojrzałam w jego kierunku, delikatnie się uśmiechając. Był przeuroczy, kiedy się uśmiechał, kiedy się czerwienił, gdy na niego patrzyłam. Kiedy wyciągnął w moją stronę bukiecik kwiatów, zarumieniłam się. Wzięłam od niego prezent, po czym powąchałam różnego rodzaju roślinki. Kiedy się nacieszyłam prezentem, odłożyłam go i spojrzałam na Amarina. Rzuciłam się mu w ramiona.
-Amarin... Kiedy dorośniemy, zamieszkamy razem i będę twoją żoną, dobrze?-zapytałam go, uśmiechając się.
Rumieńce na twarzy chłopczyka się powiększyły, ale on też się uśmiechnął.
-Jasne! Będziemy rodziną i będziemy mieszkać tutaj!-krzyknął zadowolony.
-Kocham cię Amarin...
-Ja ciebie też!-wykrzyknął chłopczyk, po czym poturlaliśmy się razem ponownie z pagórka w dużą łąkę lawendy zanosząc się śmiechem.
~~~
-Amarin... Pamiętasz naszą obietnicę, którą złożyliśmy sobie, jak byliśmy jeszcze mali?-zapytałam, a moje policzki okryły się rumieńcem.
-"Gdy będziemy dorośli to zostanę twoją żoną, Amarin!"
-P-Pamiętałeś... C-Czy... Mogę nadal spełnić tą obietnicę?-zapytałam bardzo cicho.
Chłopak spojrzał na mnie chyba kątem oka. C-Czyli... Nie mogę?
-Obawiam się, że odechce ci się prędko, Zira...
-Amarin... Ja...-kiedy już chciałam powiedzieć, te dwa, piękne słowa, z krzaków wyszli dziwni, uzbrojeni mężczyźni.
Zaczęli się śmiać. Każdy z nich miał broń w dłoni. Lekko przerażona nasłuchiwałam ich kroków. Napastników było... Więcej niż stu. Na moich plecach stworzyła się katana z cienia, a ja złapałam dłoń Amarina.
-Nigdy nie odechce mi się. Zależy mi na tobie.-szepnęłam, po czym musnęłam ustami jego policzek.
Odwróciłam się do większej grupy napastników, po czym zaśmiałam się. Złapałam za opaskę, opuszczając ją lekko ze swojego oka. Mężczyźni zaczęli wyklinać mnie i chłopaka od potworów. Zaśmiałam się.
-Potwory, co? Moi drodzy, chyba jeszcze potwora na oczy nie widzieliście... A nie. Właśnie na niego patrzycie...-powiedziałam, po czym wyjęłam swoją katanę z pochwy, która rozpłynęła się.
Z moich pleców zaczęły wypływać ogromne, cieniste macki, które ruszyły na innych napastników, przebijając ich ciała.
-Jedna owieczka, dwie owieczki, trzy owieczki...-liczyłam po kolei każdą zabitą przeze mnie osobę.
Zabić. Zabić. Zabić.
Amarin! Patrz na mnie! Patrz! Nie jestem taką jak inne! Widzisz mnie!? Dlaczego nie patrzysz? Nie chcesz? Nie kochasz mnie, tak jak ja ciebie? Amarin... Proszę... Zrozum, jak za tobą tęskniłam... Dlaczego nie rozumiesz... Dlaczego nie chcesz mnie kochać...
~~~
-Amarin? Pobawimy się w dom?-zapytałam go.
-Jasne! Ja będę tatą, ty będziesz mamą, a miś będzie naszym dzieckiem!-krzyknął szczęśliwy chłopiec.
Z misiem na rękach ruszyliśmy w głąb polany, gdzie mieliśmy malutki, drewniany domek, który razem zbudowaliśmy. Był on na rozmiar takiego domku na drzewie. Dzięki naszym mocom, udało nam się. Ułożyłam misia w mini posłaniu, na którymś leżała kiedyś poraniona jaskółka.
-Amarin, zrobisz herbaty, a ja zajmę się naszym dzieckiem.-powiedziałam, przytulając do siebie maluszka.
-Dobrze.
Całe po południe mogliśmy się tak bawić. Zawsze kończyło się tak samo... Zasypiałam w jego ramionach w domku. Moje usta zawsze mówiły tą samą rzecz przez sen.
-Kocham cię... Amariś...-szeptałam.
~~~
Cała polana oblewała się we krwi. Amarin też walczył. Kiedy już wbiłam mackę w ostatniego, spojrzałam na czarnowłosego ze łzami w oczach. Tak bardzo, bardzo chciałam mu powiedzieć to wszystko.
-Wrócimy do domu... D-Dobrze, Amariś?-powiedziałam do niego, uśmiechając się przez łzy.
Moje policzki i całe ciało było we krwi zabitych. Nie obchodzą mnie oni. Jedyna osoba, jaką uważam za cenną i najważniejszą, to on... Mój kochany Amarin.
<Amariś?>
Ilość słów: 869

środa, 2 maja 2018

Od Zirhael do Amarina

Wzięłam głęboki wdech, po czym wypuściłam powietrze. Stałam na dachu budynku, a jedyne co widziałam... To ciemność. Azyl dla moich zmęczonych ciągłym patrzeniem oczu, a trening dla moich uszu, dotyku i słuchu. Czas było ponownie wyćwiczyć zmysły. Oczy to tylko dodatek... Cisza. Ta straszna cisza. Strzeliłam palcami, a moje białe jak śnieg włosy rozwiał chłodny, wieczorny wiatr. Czy byłam ślepa? Nie. To tylko czarna opaska, jaka pozwoliła odpocząć memu spojrzeniu. Odwróciłam się tyłem, po czym zaczęłam spadać w dół budynku. Liczyłam spokojnie do pięciu, a kiedy nadszedł czas, uwolniłam z pleców czarne, cieniste macki, które utrzymały mnie tuż przed upadkiem. Tak. Dobrze. Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. Zapomnieć, zapomnieć, zapomnieć...
~~~
-Zirhael! Zirhael! Patrz!-krzyczał mały, czarnowłosy chłopczyk.
Spojrzałam w jego kierunku, a miał na rękach. Małą jaskółkę. Biednego ptaszka, który widocznie miał złamane skrzydło. Usiadłam po turecku, poprawiając swoją sukienkę, po czym uśmiechnęłam się szeroko. Ułożyliśmy ptaka na rozłożonym kocyku, po czym zaczęłam uważnie opatrywać ranę jaskółki. Po chwili ptaszek stanął na własnych nogach i zaczął podskakiwać. Bał się. Podobnie jak ja i On.
-Wyglądasz jak jaskółka, Zirhael! Będziesz od dzisiaj Jaskółką!-krzyknął czarnowłosy chłopak i pokazał mi swój szeroki uśmiech bez swojej jednej jedynki.
~~~
Moja opaska nasiąknęła łzami, a ja nadal wisiałam tuż nad ziemią. Ludzi tutaj nie było... Była cisza. Straszna, przerażająca cisza. Biegiem ruszyłam ulicą, a kiedy znalazłam się w tłumie, zwolniłam. Wzięłam kilka spokojnych wdechów. Widziałam, jak dachami przelatuje Sin, który widocznie wybrał się na polowanie. Byłam z niego dumna. Kroczy tą samą ścieżką co ja. Spokojnie szłam ulicą, słysząc szepty ludzi. Jedyne na co było mnie stać, to pokręcenie głową. Było mi żal tych słabych ludzi, którzy kryli się przed niebezpieczeństwami. Gryźli własne kości. Nagle... Poczułam jakieś dziwne ukłucie w sercu... Bolało, ale też... Było to coś, za czym tęskniłam tak bardzo...
~~~
Idąc spokojnie parkową ścieżką, poczułam ścisk w swojej piersi. Rozejrzałam się, po czym zaśmiałam.
-Amarin! Wiem, że tu jesteś! Nie chowaj się! Amaaarin!-krzyczałam.-No już! Koniec chowanego! Wiem, że tutaj jesteś!
Nagle zza drzewa wyskoczył na mnie mój przyjaciel. Poturlaliśmy się z pagórka w dół, wpadając w lawendowe pole. Zaczęliśmy się śmiać.
-Znalazłam cię, Amarin!
~~~
Rozejrzałam się niespokojnie, mimo tego, że miałam zakryte oczy. Kierowałam się sercem. Zaczęłam przedzierać się siłą przez gęstwinę ludzi, chcąc być bliżej. Muszę Go odnaleźć. Mam dość rozłąki. Wiem, że tutaj jest. Stanęłam blisko ulicy. To tu. On tu gdzieś jest. On. Ten chłopak. Amarin. Gdzie, gdzie jesteś! Proszę, pokaż się. Moje serce zabiło jeszcze szybciej. Nagle, poczułam, że on jest... Jest na wprost mnie. To On. Uniosłam delikatnie opaskę z prawego oka, po czym uśmiechnęłam się z rozczuleniem, widząc właśnie Jego.
-A-Amarin... T-To ty...-szepnęłam, a po moich policzkach popłynęły łzy.
-Z... Zirhael... - stanęłam z nim jak wryta na środku ulicy, a samochody zbierały się w korek uliczny.
Słyszałam krzyki kierowców, którzy rzucali w nas obelgami jak nie wiadomo czym. Ja jednak... Ja widziałam mojego Amarina. Mojego przyjaciela, który 15 lat temu mnie zostawił. Nadal płacząc, dotknęłam dłońmi jego torsu, po czym spojrzałam mu w oczy.
-A-Amarin... N-Naprawdę... J-Jesteś tutaj...-szepnęłam bardzo drżącym głosem.
-Z-Zirhael... W końcu.. W końcu mogę cię zobaczyć.. - przytulił mnie mocno do siebie, nie zważając na kierowców
Czułam, jakby dwa symbole, jak Ying i Yang splata się ponownie w jeden, duży i piękny okrąg. Mocniej płacząc, wtuliłam się w chłopaka, aby po chwili spojrzeć mu ponownie w oczy. Zabrałam mu kosmyki włosów z twarzy, uśmiechając się lekko.
-Tak się cieszę... Tak bardzo za tobą tęskniłam...-szepnęłam, gładząc go po policzku.
-Tak mi ciebie brakowało... Tak tęskniłem... - wtulił mnie mocniej i chyba popatrzył morderczym wzrokiem na kierowców, bo gwar od razu ucichł.
Jedyne co chciałam w tamtym momencie, to tylko stać obok niego i słuchać jak bije jego serce. Tak za tym tęskniłam...
~~~
-Amarin! Amarin! Udało mi się! Zapanowałam nad cieniem!-krzyczałam do chłopaka.
Czarnowłosy spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko. Nie miał swojej jednej jedynki. Wyglądał tak uroczo...
-Pokażesz mi?-zapytał.
Pokiwałam energicznie głową, po czym usiadłam naprzeciwko niego. Uniosłam dłonie nieco, a z nich zaczęły wydobywać się czarne macki, które łaskotały Amarina po twarzy. Chłopak się zaczął śmiać, ja z kolei skorzystałam z jego nieuwagi i mocno się w niego wtuliłam.
-A-ma-rin!-przesylabowałam.-Tak ładnie bije twoje serce, wiesz?-szepnęłam.
~~~
Nadal wtulałam się w chłopaka, po czym ponownie spojrzałam mu w oczy. Słysząc głośny pisk niezadowolonych kierowców, którzy trąbili i nadal wrzeszczeli, skuliłam się. Za głośno. Ciszej. Zamknęłam oczy.
-A-Amarin... C-Chodźmy stąd. Razem. J-Już mnie nigdy nie zostawiaj...-szepnęłam, po czym zacisnęłam mocno dłonie na koszulce ciemnowłosego.
-Wynoście się! Obaj pachniecie jak mordercy!-krzyknął jakiś facet.
-Dzwonimy po policję! Torujecie ruch!-wrzeszczał inny.
-Już, zostaw to mi.- szepnął do mnie, lekko mnie odsuwając- Mówisz, masz. Dziękuję za rozpoznanie. Jakieś ostatnie życzenia? - wyjął nóż i skierował go do faceta.
Przerażony mężczyzna cofnął się i schował w samochodzie. Jakaś kobieta rzuciła we mnie chyba... Pomidorem? Osłoniłam się jednak cieniem. Nie chciałam się wybrudzić. Założyłam opaskę na oczy. Nie chcę widzieć ludzi. Są straszni. Nie znoszę ich. Nie chcę ich.
-A-Amarin...-szepnęłam, po czym mimo wszystko podeszłam do chłopaka.-C-Chodźmy, dobrze?
-Drogą okrężną czy jak najkrótszą, Zira?
-Okrężną, abyśmy spędzili jeszcze więcej czasu razem...-uśmiechnęłam się.
-Wedle rozkazu. Wskakuj.- zamienił się w lwa i czekał.
Nie zwlekałam. Wskoczyłam na niego, po czym mocno wtuliłam się w miękką grzywę. Zamknęłam oczy, ciesząc się... Ciesząc się, że mam go obok. Ciesząc się, że już nie jesteśmy osobno...
~~~
-A-Amarin? D-Dlaczego się pakujesz?-zapytałam cichutko.-Z-Zira... M-Muszę iść. Obiecuję, znajdę cię. Potem, będziemy razem.
~~~
<następne opowiadanie>
<Amarinku?>
Ilość słów: 898

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Witamy - Zirhael Dáireen Salvatore!

Imię i nazwisko: Zirhael Dáireen Salvatore
Pseudonim: Banshee, Płaczek (jako zabójczyni), Darlen, Białogłowa, Zira, Jaskółka, Crevan, Deithven, Feain, Gwynbleidd, Rhena, Tuathe. Zapewne ma ich jeszcze więcej, ale od dawna nie słyszała żadnych innych.
Wiek: 20 lat
Data urodzin: 22 marca
Płeć: Na 100% kobieta.
Orientacja: Biseksualna
Partner: Brak, ale w jej głowie siedzi pewien czarnowłosy, brązowooki mężczyzna w jakim zadurzyła się już w dzieciństwie. Tylko czeka, aż będzie mogła go spotkać i przytulić jak najmocniej do siebie.
Klasa: III X
Kluby: Klub Informatyczny i Sportowy (Jazda konna i Łyżwiarstwo)
Rasa: Dziewczyna ta to lekka hybryda kilku ras, które złożyły się w jedną, bliżej nie określoną. Ona jednak upiera się, że jest żywiołakiem ciemności. W jej krwi krąży jednak gen sukkuba, zmiennokształtnego, banshee oraz elfa, a raczej półelfa. Dzięki genom sukkuba przyciąga innych bez użycia żadnej mocy.
Specyfika: Jak każdy inny żywiołak, Zirhael urodziła się z mocą i kształciła ją od kiedy nauczyła się chodzić. Pasjonowała ją zdolność posługiwania się ciemnością oraz tym, że odziedziczyła urok sukkuba po matce, co wyłącznie odbiło się na jej wyglądzie. Uwielbia tworzyć bronie z cienia, które wyglądem przypominają zwyczajne ostrza. Umie ona tworzyć fuzje mocy z innymi rasami, ale do tego potrzebuje ich zgody oraz trochę ćwiczeń z istotami. Dzięki swojej części banshee ma ona zdolność widzenia śmierci innych, lecz niestety często ona szwankuje i daje jej fałszywe informacje.
Charakter: Zirhael... Zirhael... Zirhael. Kobieta o stalowych nerwach, ale do czasu, aż jej leki nie przestaną działać. Morderczyni, która z zimną krwią zabija, choć tak naprawdę, chciałaby się zamknąć w sobie i nigdy już nie wychodzić. Jej biedne, zimne od braku czułości serce spowija samotność. Samotność. Brak jakiejkolwiek osoby z jaką może porozmawiać. Ludzie nie chcą przyjaźnić się z dziewczyną, która jak pierdolnięta chodzi po szkole w opasce na oczach. Kto by chciał mieć znajomą, jaka na przerwach siedzi i majstruje coś w jakimś robocie. Biedna czeka na NIEGO. Chce, aby to właśnie ON uwolnił ją od tego, co sam zapoczątkował wcześniej. Chce zakończyć już zażywanie leków, które tak ją niszczą od środka. Robią z niej wariatkę jeszcze większą, niż teraz jest. Każdy wieczór spędza samotnie, choć zaczyna go z kimś innym. Raz mężczyzna, raz kobieta, ale co to jej za różnica, skoro każdego po kolei z łatwością zabija i przekazuje w ręce Matki Ziemi. Tylko ON ma klucz do jej serca i tylko ON może ją dotykać. Znana jest z NIM jako ostatni Krwisty Jeźdźca z miejsca, gdzie obaj mieszkali-Ahrolsedovah. Miejsce te, małe miasteczko na jednej z pobliskich wysepek, było ostoją i dla niej i dla NIEGO. Tam właśnie obaj byli szczęśliwi. Do czasu. Potem ON zniknął, a biedna Zirhael została sama, panosząc się z bólem po Arelionie. Odnalazła szybko propozycję, a raczej zlecenie zabójstwa i właśnie wtedy odkryła, że tylko to mogło spowodować, że zapominała o NIM i działała o czystym umyśle. Z czasem jej recepta była coraz bardziej zapełniona lekami psychotropowymi. Dziewczyna czuła potrzebę i musiała spotkać JEGO. Musiała wreszcie...
Aparycja: Zirhael nie jest osobą, która jest mijana bez wcześniejszego spojrzenia na nią. Zazwyczaj ma poważny wyraz twarzy i nie zdarza się jej uśmiechać od tak. Od czasu, kiedy straciła Amarina, zamknęła się w sobie. Na jej ładną, szczupłą buźkę z pieprzykiem po lewej stronie jej pełnych, malinowych ust, opadają białe włosy z długą grzywką na lewe oko. Jej źrenice mają odcień bardzo jasnego błękitu. Czasami na jej oczętach widnieje czarna opaska, dzięki której ćwiczy swoje zmysły. Jeżeli chodzi o jej sylwetkę, jest ona smukła, ale widocznie odznaczają się jej biodra oraz piersi, których miseczka zaskoczyłaby nie jednego mężczyznę. Ubiera prawie zawsze kuse, bardzo seksowne sukienki, bo w takich wbrew pozorom czuje się najlepiej. Nie czuje do siebie wstydu, choć przyzna, że od czasu gwałtu, zaczęła się zastanawiać, czy na pewno dobrze to tak nosić takie ubrania. Jednak... Wie, że kiedyś spotka znowu tego czarnowłosego i chce mu się pokazać od razu w jak najlepszym wydaniu... Na szyi ma naszyjnik, jaki otrzymała od swojego Amarina tuż przed jego zniknięciem... Nadal boli ją serce po tym wydarzeniu...
Głos: LeeandLie
Pokój: 38
Współlokator: -
Zainteresowania: Z pewnością może to innych zdziwić, ale ta oto kobieta o morderczych zapędach, uwielbia bawić się w programowanie, tworzenie różnych wtyczek etc. Dziewczyna z pasją zaprojektowała własnego robota, choć jego beta nieco narobiła zamieszania. Prócz tego, uwielbia wykształcać swoje zmysły słuchu, węchu oraz dotyku, poprzez zabieranie jedno zmysłu, czyli wzroku. Prócz tego w jej zainteresowania wchodzi czytanie, komponowanie utworów, choć za bardzo jej to też nie wychodzi.
Moce:
-Moc cienia-Zirhael posługuje się mocą ciemności w sposób mistrzowski. Często korzysta z mocy w czasie misji, dzięki czemu jest niewidoczna. Umie sama siebie przemienić w cień.
-Kamuflaż- poprzez dotknięcie, Zirhael może otrzymać wygląd i moce istoty na mniej niż godzinę, jednak, jeżeli używa mocy ofiary nagminnie, czas jej się skraca, a z kolei jeżeli chce tylko mieć jej wygląd, może ona go utrzymać do półtorej godziny, jeżeli nie przemęcza się dalekimi spacerami,
-Rage- kiedy Zira walczy o dobro bliskiej jej osoby, w jej ciele załącza się przycisk, który nazywa "Rage". Wtedy właśnie jej oczy stają się czerwone, a sama ona nie ma wpływu na to, co robi. Jest wtedy tzw. "Maszyną do Zabijania". Ma to kilka faz,
-Zmiennokształtność- może ona przemieniać się w kota, królika, wilka oraz smoka niewielkich rozmiarów, może ona uzyskać części ich ciała lub przemienić się w niego całkowicie,
-Fuzja-ma ona umiejętność łączenia mocy swoich z mocami innych. Wiąże się do jednak z kilkoma problemami, takimi jak częste krwotoki z nosa, uciążliwe bóle głowy i stawów, itp.
Rodzina: 
Muire Ailis Salvatore- kochana matka, która zaraziła swoją córkę pasją do wszelkich ostrych narzędzi. Kobieta była zabójczynią, ale dla dobra misji sprzedawała swoje ciało. W taki sposób narodziła się Zirhael i ósemka jej rodzeństwa. Kobieta sukkub.
Airian Empyr Salvatore- brat bliźniak, który podobnie jak ona uzależnił się sam od siebie w bardzo wczesnym wieku. Mimo tego, że nie chcieli się rozstawać, ten czas nadszedł, a teraz kontaktują się wyłącznie przez wiadomości lub też telefon,
Kimiko Salvatore- jej młodsza siostra, która urodziła się po niej. Dziewczyna lekkich obyczajów, której pasją jest chodzenie do nocnych klubów i szukanie sobie nowej ofiary. Dziwne to, skoro jest ona kitsune...
Marnath Salvatore- młodszy brat, znany jako miejscowy casanova. Każda dziewczyna, chłopak czy inna żywa istota ludzka jest dla niego zdobyczą i chce on ją zyskać dla siebie, po czym pozostawić ją. Demon półkrwi.
Ascal Khiiral Salvatore- młodszy braciszek, którego niewinne serduszko czeka na miłość oraz to, co czeka go w przyszłym, dorosłym życiu. Młody elf, umiejący posługiwać się magią i runami.
Khoz Salvatore- młodszy brat Zirhael, który wbrew wszystkiemu bardzo kocha swoją siostrę i gdyby mógł, nie opuszczałby jej na krok. Codziennie wysyła jej listy i tylko czeka na spotkanie. Młody ghoul, nadal mający problemy ze swoim głodem.
Viviana Salvatore- młoda syrenka, pragnąca miłości rodem ze słynnej opowieści o rybiej kobiecie i mężczyźnie z lądu. Nie zwraca ona uwagi na istoty tej samej rasy co ona, bo najważniejszy dla niej jest człowiek lub inny mąż z nogami.
Ishess Salvatore- młodsza siostra, która już od kiedy tylko pamięta, chciała się usamodzielnić. We wczesnym wieku opuściła dom, a słuch o niej zaginął. Jest ona Selkie.
Eorneth Salvatore- najmłodszy z rodzeństwa, a na dodatek nie ma o nim wiele informacji, prócz tego, że jest inkubem.
Pupil: Zaphara i Sin
Inne: 
-Została zgwałcona, co odbiło się na jej charakterze,
-Jest śledzona, ale ona o tym nie wie,
-Uwielbia walczyć każdą bronią palną, białą i każdą inną,
-Ma w pokoju kilka pluszaków, jeden z nich to prezent od Amarina,
-Kocha nocne niebo,
-Depresantka na lekach w ciężkim stanie,
-Bardzo często ma na oczach czarną chustę, która nieco wyostrza jej zmysły słuchu i węchu,
-Kocha swoje zwierzaki, ale ma sentyment do Sina, który jako pierwszy był w jej dłoniach od jajka,
-Odczuwa lekki strach do ciszy, mimo tego, nie okazuje swojego lęku,
-Uwielbia słuchać muzyki,
-Przez noszenie opaski, jest mylona z niewidomą, ale jej to nie przeszkadza,
-W czasie misji zawsze ma na oczach maskę, a spod niej wypływają czarne jak noc łzy. Tym właśnie sposobem otrzymała miano Płaczek,
-Jej krew jest czarna lub czerwona, co zależy od tego, jak w ciężkim stanie jest,
-Zbudowała sobie robota, który czasami wybywa z nią na misje. Nazwała go NieR 2Bo7 i to dzięki niemu łatwiej namierza ofiarę. Bot ten w czasie misji, ukrywany jest pokrywą cienia, dzięki czemu nie jest do zauważenia,
-Nie znosi deszczu, przez co w czasie pór dżdżystych nie czuje się dobrze, a jej stan depresji nie pozwala jej wyjść z pokoju,
-Zmienia się też czasami kolor jej oczu na czarny... Najczęściej, jak wspomina Amarina,
-Jest pierworodną dziedziczką tronu rodu Salvatore,
-Wraz z Amarinem jest połączona legendą, która mówi:
Kilkaset lat przerwy.
Kilkaset lat spokoju. 
Kilkaset lat bez zagłady. 
Kilkaset lat bez naruszania tronu. 
Zawahanie rzeczywistości i anomalia świata. 
Mijane wieczności i lata. 
Niewytłumaczalny powrót następców nastanie w nieświadomości. 
Nastanie dzień, w którym białe stanie się czarnym, a czarne stanie się białym w świetle miłości. Niczym yin i yang, równość świata. 
Zawahanie rzeczywistości, scalające lata. 
Przeznaczeni od czasu narodzin. 
Biała z czarną krwią i Czarny Pan białej krwi godzien. 
Złączeni przeznaczeniem na wieki, wspólnie noszą berło zagłady. 
Wspólna misja i uczucie będzie wyznacznikiem kary. 
Godzina, gdy ciemność obleje jasność, a jasność zaleje się ciemnością. 
On wypełnia ją, a ona dopełnia jego.
 Dziedzice tronu krainy zwanej Białą Ciemnością. 
Odrzuceni i niezaliczani do żadnej rasy. 
Wilk z wilkiem. Smok ze smokiem. Czarny z białym. 
Krwisty Jeźdźcy. Jeden z nich Jasny, a drugi Ciemny. 
Wiodą swój żywot w samotności do czasu gdy 
Ich ciała zostaną ponownie połączone węzłem miłości. 
Serca będą szalały na cześć ich ponownej bliskości. 
Będą bronić bram swego królestwa i władać nim na wieki.
Jako ostatni przedstawiciele anomalii z tej legendy. 
W świetle księżyca wspólna moc objawion będzie. 
Gdy czerń będzie władać bielą, a biel będzie władać czernią. 
Niczym śnieżnobiała pełnia na cienistym niebie. 
Kilkaset lat przerwy. 
Kilkaset lat spokoju. 
Nastał dzień, w którym białe stało się czarnym, 
A czarne stało się białym...
Kontakt: YukiKunoka [hw], Zaphara [Eldarya]
Motto: "Nie wiesz nic o ludziach, a oni nic nie wiedzą o tobie. Cóż za ironia..."
Źródła zdjęć: Pinterest
Relacje: 
-Amarin Vhenan-jej przyjaciel z dzieciństwa, którego nie widziała dobre 15 lat. Tęskni za nim, bo byli sobie bliscy i to w nim miała oparcie, kiedy została porzucona. Po czasie chłopak zniknął, a ona nadal chciała się z nim zobaczyć. Tego pragnie do dzisiaj. Szczerze mówiąc, czuje, że chyba jest w nim zadurzona...
Ważne opowiadania: ---
Inne zdjęcia: (po kliknięciu, lepsza jakość)