Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akihito. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akihito. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lipca 2018

Od Akihito do Rose

Poczułem dziwne uczucie na ustach. Otworzyłem oczy. Rose siedziała na mnie i i gryzła moje usta (no comment). Wstałem i udałem się do łazienki. Rose coś rysowała nawet nie wiedziałem że potrafi. Wyszedłem z toalety i się przebrałem.
- Rosie musimy już iść. - powiedziałem do dziewczyny.
- Oki. - odpowiedziała.
Pocałowała mnie i poszła na trybuny a ja do zbrojowni.
- Jak tam przygotowany? - zapytał Hakito.
Jest to mój asystent ale się z nim zaprzyjaźniłem.
- A no spoko. - odpowiedziałem.
Podał mi miecz i drzwi się otworzyły. Z drugiej strony wyszedł gość w stroju ninja. W ręce trzymał yari - japońską włócznie.
- Walczyć! - usłyszałem nagle.
Walka się rozpoczęła. Postanowiłem rozpędzić się i staranować wroga. Tak też zrobiłem. Następnie gdy koleś leżał chwyciłem go za szyję i rzuciłem. Podszedłem do niego lecz skosił mnie włócznią. Nagle na arenę wbiegła dziewczyna. Spojrzałem jej w oczy i poczułem dziwne uczucie. Nie wiem jak to opisać jakby coś wbiło w moje serce. Chwyciła mnie i zaczęła całować. Walka została przerwana. Ruszyłem z nią do zbrojowni. Zobaczyłem jak gada z Rose. Walka wznowiona. Minęło to dziś bardzo szybko. Poszedłem do pokoju z tą dziewczyną. Zaczęliśmy się całować ponownie. Zasnąłem. Zacząłem się dusić. Ona próbowała mnie... Zabić! Odruchowo chwyciłem ją rzuciłem na ziemię.
- Myślisz że mnie zabijesz? - powiedziałem.
- Prawie się udało. - zaśmiała się.
Uderzyła mnie i wylecieliśmy na korytarz. Wydłużyła ręce które owinęły się wokół mojej szyi i zamieniły się w węże.
- Co wolisz? - powiedziała. - Zostać zatrutym przez węża czy zostać uduszonym?
- Nie mam zamiaru umierać. - oznajmiłem
Ugryzłem tego węża i plunąłem nim jej w oczy. Po czym popchnąłem ją na ścianę. Jej oczy się zaświeciły i poczułem to samo uczucie co wtedy. Zacząłem podchodzić powoli. Gdy byłem blisko chwyciłem za szyję.
- Nigdy nie widziałem hybrydy sukkuba z Magicznie Uzdolnionym. - powiedziałem.
Zgniotłem jej szyję po czym rozpłynęła się tak po prostu. Ludzie patrzyli się na mnie. Wszedłem z powrotem do pokoju i zadzwoniłem do Rosie. Nie odbierała za pierwszym,drugim i trzecim razem. Nie miałem wyboru. Chwyciłem za jakąkolwiek bluzkę i powąchałem. Zacząłem tropić moją dziewczynę. Znalazłem ją koło fontanny z jakąś dziewczyną.
- Spokojnie żyje. - oznajmiłem.
- Aha. - odpowiedziała.
- Jak jesteś obrażona to był sukkub który mnie próbował zabić. - powiedziałem.
- Myślałam że mnie nie kochasz... - rzuciła mi się na szyję.
- No nieźle. - wtrąciła się tamta dziewczyna.
- My się chyba nie znamy. - powiedziałem.
- Jestem Amber. - odpowiedziała.
- Ktoś próbuje mnie zabić. - oznajmiłem.
- Jak to? - zapytał Rose.
- Sam nie wiem... - odpowiedziałem.
<następne opowiadanie>
<Rose?>
Ilość słów: 436

niedziela, 15 lipca 2018

Od Akihito do Rose

-Ostatnia walka wieczoru!-krzyknął jakiś gość-Akihito Gasatsuna kontra Shuraku Kokore
Gość w moim wieku. Miał czarne włosy i niebieskie oczy. W ręku trzymał młot wojenny. Walka zaczęła się biegł w moim kierunku. Gdy byłem w zasięgu jego młota i wziął duży zamach. Zrobiłem unik po czym ja zaatakowałem. Ciąłem w nogi, lecz zdążył także zrobić unik. Otarłem pot z czoła, była to moja czwarta walka. Gość też wyglądał na zmęczonego.
-Zacznij bo mi się nie chcę.-powiedział.
Zaśmiałem się po czym zadałem cios w rękę. Krew pobrudziła moje włosy. Nagle uderzyłem go z bara po czym się przewrócił.
-Poddajesz się!?-krzyknąłem.
Tak należało zrobić gdy przewalisz przeciwnika takie są zasady.
-A wyglądam?-zapytał.
Kopnął mnie w brzuch. Straciłem na chwilę równowagę. Potem uderzenie młotem w kolano. Byłem na ziemi. Wziął zamach młotem, ale zdołałem obrócić się tak, aby mnie nie uderzył. Miecz wbiłem w stopę. Po czym z całej siły uderzyłem w jego kostkę rękojeścią. Gość padł na ziemię. Ledwo wstałem.
-To co poddajesz się czy nie?-powiedziałem.
-T-t-tak-powiedział przemęczony.
Podniosłem miecz ku górze na znak zwycięstwa. Tłumy krzyczały. Udałem się na trybuny do Rosie. Nie było jej tam, ale jedna niebieskowłosa dziewczyna powiedziała mi, że poszła do pokoju. Poszedłem więc tam. Po drodze właśnie ona leżała na trawie i spała. Wziąłem ją i ruszyłem do pokoju. Po godzinie obudziła się. Pocałowała mnie. Wtuliła się we mnie, po czym ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłem i zastałem tam moją siostrzyczkę.
-Akiś jak dawno cię nie widziałam.-pisnęła.
-I vice versa sister-odpowiedziałem.
-Zmęczony co?-zapytała.
-A jak myślisz??-odpowiedziałem-Oczywiście że tak.
-Widać że se dziewczynę znalazłeś.-powiedziała-Jak ma na imię?
-Ma na imię Rose.-oznajmiłem.
-Lecisz później na pizzę?-zapytała.
-Na pizzę zawsze.-zaśmiałem się.
Poszliśmy później do jakiejś pizzerii. Pizza była wyśmienita. Poszedłem spać o 22:34.
-Jutro pierwsza walka o 10:00 ostania o 14:00.-oznajmiłem
-Musimy wcześnie wstać.-powiedziała-Tak w ogóle do kiedy tu zostajemy?
-Na dwa tygodnie.-odpowiedziałem-W drugi tydzień będziemy odpoczywać.
Przytuliłem ją, po czym szybko zasnąłem, zresztą Rosie też.
<następne opowiadanie>
<Rosieee???>
Ilość słów: 316

czwartek, 12 lipca 2018

Od Akihito do Rose

Zasnęła na moich ramionach. Spojrzałem na łóżko potem na nas później znów na łóżko. Za małe na dwie osoby. Położyłem się a na mnie położyłem Rose. I tak się wyspałem z z nią na sobie a w dodatku na niej położyła się wydra. Obudziłem się. Rose siedziała przy biurku.
-Cześć-powiedziałem.
-Hej Akiś-odpowiedziała z entuzjazmem.
-Która jest godzina?-zapytałem
-Yyyy...dziewiąta-powiedziała
Nagle jebs w szybę coś walnęło.
-Co to!?-krzyknęła Rose
-Ptak chyba.-oznajmiłem-ale wyczuwam też coś innego.
Wziąłem gołębia i zobaczyłem karteczkę. Chwyciłem pisało na niej:
Zapraszamy Akihito Gasatsunę z rodu Gasatsuna na wybory nowego władcy. Wybory odbędą się w centrum Wolfgrave. Kandydat może przyjść z osobą towarzyszącą.
-Candy?-powiedziałem-Chciałabyś wyjechać na wakacje do Wolfgrave?
-Tak raczej tak-odpowiedziała.
-Dobra to się pakuj wyjeżdżamy za godzinę.-powiedziałem i wyszedłem z pokoju.
Spotkałem Rose przy wyjściu ze szkoły. Wyjechaliśmy autobusem. Droga była długa. Jakieś 10 godzin. Gdy przyjechaliśmy poszedłem się zameldować. Co się okazało to nie będą zwykłe wybory. To będzie walka. Z wszystkimi innymi kandydatami. Następnego dnia była pierwsza walka. Ja kontra Akira Hayate. Na oko 39 lat. Do walki dostałem "święty miecz". Był to gladius. Ja byłem ubrany w takie obwisłe spodnie które były o koloru piasku. I to wszystko. Nawet butów nie dostałem. Ale za to powiedzieli że miecz będę mógł zatrzymać i nazwać. Nagle dźwięk bębnów i walka start...
<następne opowiadanie>
<Rose?>
Ilość słów: 215

wtorek, 10 lipca 2018

Od Akihito do Rose

Ostatnie dni były naprawdę dynamiczne kilka rzeczy się pozmieniało. Na przykład coś bardzo ważnego kupiłem sobie nowego laptopa. I znalazłem dziewczynę. Rose co mogę o niej powiedzieć. Mała szara myszka którą jednak kocham. Ale wracając do codzienności. Godzina 07:27. Wstaję patrze na zegarek.
- O kurr...- mówię pod nosem.
Szybko ubieram się i wylatuję z pokoju jak oparzony. Zabieram tylko hamburgera ze stołówki.
-Hej Akiś-mówi Rose.
Cześć Candy-mówię po czym daje jej buziaka w policzek.-Wiesz jaka teraz lekcja?
-Yyyy...Fizyka.-odpowiada po chwili.
-Spoko.Chodź na lekcję bo się spóźnisz.-objąłem ją w pasie i ruszyliśmy do sali od fizyki. Lekcje wreszcie się skończyły. Odprowadziłem Rose do pokoju a sam poszedłem do swojego. Postanowiłem pójść na cmentarz do rodziców. Poszedłem i usiadłem. Chwilę posiedziałem i pierwsza łza poleciała po policzku. Zacząłem płakać. Przetarłem oczy maską którą później włożyłem do kieszeni.
Wracałem do domu i nagle coś na mnie skoczyło. Użarło mnie w rękę po czym chwyciłem to coś. Wydra z płetwami mnie zaatakowała. Wypuściłem ją i dalej poszedłem do domu. Wydra za mną chodziła.
-Nawet jesteś słodki.-powiedziałem-Dam ci na imię Conny.Jak Conny z SNK
Wziąłem Conny'ego i poszedłem do domu.
-Yyyyy...Co jedzą wydry.-pomyślałem na głos.-pewnie ryby mam jeszcze puszkę z makrelą.
Nadeszła noc. Conny wtulił się we mnie i spał. Do mnie nagle przyszła wiadomość
Od Rose:Ktoś chodzi koło moich drzwi.RATUJ!!
Od Akihito:To pewnie tylko strażniczka akademika.
Od Rose:Nie to na pewno ktoś zły.Przyjdź do mnie.
Od Akihito:A Celes co z nią??
Od Rose:Wyjechała.
Od Akihito: ;-; idę...
No cóż byłem zmuszony, lecz do zadanie nie było proste. Strażnicy są czujni ale nie mają zmutowanych wydr.
-Conny chodź tuu.-zawołałem wydrę.-odwróć uwagę tamtego gościa.
Odwrócił i ja ruszyłem na pomoc. Tak jak myśłałem nikogo nie było. Zapukałem do pokoju.
-Kto tam?-zapytała dziewczyna.
-Ja Akihito.-odpowiedziałem zaspany.
Otworzyła drzwi i szybko wszedłem do pokoju.
-Nie było nikogo.-powiedziałem.
-Ale wcześniej był na pewno.-odpowiedziała.
-No ok i co teraz.-zapytałem.
-Zostaniesz ze mną.-powiedziała.-I tak dzisiaj jest piątek a jutro wolne więc czemu nie.
Nie było co robić więc oglądaliśmy jakiś film. Chyba horror bo się Rose bała. I nagle wyskoczył jakiś nieznana mi istota która miała być straszna. Rose wtuliła się we mnie i zamknęła oczy. Wyłączyłem to bo umierała ze strachu. Ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłem je i co się okazało moja piękna wydra.
-Rose to jest Conny moja wydra-przedstawiłem wydrę.
-Ale słodkiiii-odpowiedziała.
Spojrzałem na nią po czym trochę się przybliżyłem. Nasze usta dotknęły jej ust i tak jakoś zaczęliśmy się całować.
<nastepne opowiadanie>
<Rose?>
Ilość słów: 403

środa, 4 lipca 2018

Od Akihito do Rose

Było słoneczne popołudnie. Ledwo ustałem na nogach byłem strasznie zmęczony. Położyłem się i spałem tak ze dwie godzinki. Szybko wyskoczyłem z łóżka. Coś mi się chyba śniło. Koc poszarpany.
- No tak...- powiedziałem do siebie - znowu niespokojnie śpię.
Miły, duży koc leżał teraz poszarpany na łóżku. Jakieś żarty. A w dodatku na ścianie też ślady pazurów. Udałem się więc do sklepu i kupiłem nowy koc. Ten był szary i troszeczkę mniejszy. Byłem w jakiejś galerii, więc poszedłem coś zjeść. Zamówiłem jakiegoś hamburgera z kurczakiem colę i frytki. Wracałem do domu i poczułem dziwny zapach w otoczeniu. To był sztuczny zapach. Jakby ktoś stworzył coś z jakiejś sztucznego tworzywa. Znałem tylko jedną osobę, która tworzyła sztuczne istoty albo wskrzeszała rzeczy martwe. A była to Rose. Pobiegłem tam i ujrzałem ją leżącą pod drzewem wokół niej jakieś dziwne istoty. Był jakiś kosmiczny wilk, wielka pszczoła i żywe drzewo. Ruszyłem do walki. Na początku pszczoła. Próbowała we mnie wbić swe żądło, lecz wkrótce padła na ziemię. Potem drewniak (tak nazwałem te żywe drzewo). Był trochę silniejszy, lecz nie był wielce silny. Na końcu ten wilk. Walka była trudna i męcząca, ale i tak wygrałem z małym zadrapaniem na prawym policzku. Podszedłem do niej i chwyciłem za rękę.
- To ty?To ty - szepnęła.
- No ja. - powiedziałem - Jesteś cała zimna. Chodź zabiorę cię na coś ciepłego.
- D-dobra.- znowu szepnęła.
Weszliśmy do jakiejś restauracji. Zamówiłem sobie kawę, a jej herbatę z cytryną.
- Jak tam? - zapytałem.
- Dobrze - odpowiedziała dziewczyna cichym tonem.
Dziewczyna była widocznie zmęczona. Jej temperatura się nie zmieniła po wypiciu tej herbaty.
- Ej Candy - powiedziałem szybko.
- Co? - zapytała Rose.
- Nie jestem pewien, ale chyba kocham cię - oznajmiłem.
<Rose?>
Ilość słów: 288

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Od Akihito do Rose

Usłyszałem nagle budzik. Budzę się i pierwsze co spoglądam na telefon. Godzina 06:07 wychodzę szybko z wąskiego łóżka, które jednak jak dla mnie wystarczało. Skierowałem się w stronę łazienki by wziąć szybki prysznic. Gdy skończyłem była jakaś 06:20. Ubrałem szybko czystą koszulkę z szafy oraz bluzę i spodnie z wczoraj .Zajrzałem do szuflady, gdzie leżą moje maski. Wziąłem jedną z nich i wyciągnąłem kanapkę z pudełka, którą wczoraj zrobiłem na rano. Gdy na zegarku zobaczyłem godzinę 06:39, zacząłem czytać któryś z kolei tom Naruto. Zdążyłem przeczytać z 3 tomy,  gdy zrozumiałem że należy umyć już zęby.Tak więc zrobiłem i udałem się na lekcje. Pierwsza lekcja to wf. Graliśmy w siatkówkę. Nasza drużyna przegrała, lecz nie zwróciłem na to zbytniej uwagi. Druga to język japońskii, kartkówka, która była łatwa jak dla mnie. I wreszcie wymarzona informatyka. A następnie fizyka. Było jeszcze parę lekcji. Miałem już wychodzić i zacząć weekend, kiedy podeszła do mnie pani Misori Xandress.
- Akihito! - krzyknęła nauczycielka - Nie chciałbyś mi pomóc? Trochę pobrudziłam w sali od biologii, a za bardzo nie mam czasu, by posprzątać.
- Oczywiście - odparłem z niepewnością w głosie. - Za 10 minut będę w sali.
Zrobiłem coś durnego. Sprzątałem tam chyba dwie godziny. Dobrze, że miałem maskę, bo pachniało, jak by coś się paliło wcześniej. Gdy wychodziłem z sali, ujrzałem dziewczynę sterczącą nad kartonem od bananów lub innych owoców.
- Co ty tu robisz? - zapytałem stanowczo dziewczynę. Widać było, że nie chcę tu być.
- Znalazłam kotki - odpowiedziała po chwili.
Zbliżyłem się tak szczerze sam nie wiem po co. Próbowała uciec, lecz zagrodziłem jej drogę. Spojrzałem na jej telefon wysłała wiadomość z prośbą o pomoc. Nagle zobaczyłem jej siostrę.
- Odsuń się od mojej siostry - warknęła druga dziewczyna.
- Nic jej nie zrobiłem, spytałem, co tu robi. Bo co, dziewczyna nie potrafi sama sobie radzić i musi wzywać wsparcie? - powiedziałem szybko.
Dziewczyna podeszła i szepnęła:
- Chyba nie chcesz być podłączony do kroplówki,co nie?  -powiedziała.
- A wiesz, że dawno nie byłem w szpitalu. - zaśmiałem się cicho.
Poszły szybko do swojego pokoju. A ja zostałem sam na sam z kotami. Pierwsze dni były spoko. Ale jakoś szybko zaczęły rosnąć. Na szczęście znam kogoś kto chciałby zaopiekować się kotami. A dokładnie anielica z pizzeri. Kolejne dni mijały szybko. Bez kotów w pokoju było jakoś cicho, ale przywykłem już. Była lekcja biologii. Pani dyktowała zadania. Niestety nie usłyszałem. Odwróciłem się szybko, by zapytać jakie jest zadanie, lecz gdy się odwróciłem, zobaczyłem tamtą dziewczynę. Odpowiedziała mi szybko z niepokojem w oczach. Najwyraźniej wiedziała jaka jest owa nauczycielka. Po lekcjach skierowałem się do dziewczyny, aby przeprosić za całe zajście.
- Jak chcesz możemy gdzieś wyjść razem - powiedziałem
- Ok.Znam fajną kawiarnie. - odpowiedziała.
Dała mi kartkę z adresem i ruszyła na stołówkę. Następnego dnia w piątek o godzinie 17:00 udałem się do tej kawiarni. Padał deszcz i było dosyć zimno na dworze. Zobaczyłem ją siedzącą przy oknie. Podszedłem, witając się. Zamówiłem latte, a ona gorącą czekoladę. Na końcu dałem jej swój numer. Wieczór był udany. Fajna kawiarnia, dobra kawa. Oczywiście także spoko osoba. Ma na imię Rose. Lecz przez jej wygląd mówiłem po prostu Candy.
<Rose?>
Ilość słów: 526

wtorek, 10 kwietnia 2018

Od Akihito do Sorayi

Właśnie szedłem do zoologicznego, żeby kupić sobie chomika (i tak go nie kupiłem). Nagle walnął mnie jakiś piorun. Wiele myśli przelatywało mi w głowie. Gdy się ocknąłem, zamiast pielęgniarki zobaczyłem jakąś dziewczynę. Miała czarne włosy i tak szczerze to tylko to zauważyłem, reszta była zamazana.
– Kim jesteś? – zapytałem się.
– Soraya – odpowiedziała dziewczyna. – Uderzyłam w ciebie piorunem, pamiętasz?
– Czyli jednak nie jestem w piekle – powiedziałem z ulgą.
– No niestety. Mam u ciebie dług. Masz jakiś zepsuty sprzęt? Naprawię ci go – oznajmiła dziewczyna.
– Nie mam chyba, no nie pamiętam – powiedziałem.
Następnie wyszedłem i ruszyłem w stronę mojego pokoju. Usiadłem przy komputerze, włożyłem słuchawki do uszu i zacząłem oglądać anime. Po jakiś trzydziestu minutach usłyszałem dziwny huk. Zerwałem się, by sprawdzić, co się wydarzyło. W końcu wyszedłem na dwór i zobaczyłem tę samą dziewczynę, która waliła piorunami w drzewa. Obok niej biegała naelektryzowana puma czy jakiś inny kot. Wreszcie zauważyła mnie. Nic nie mówiłem, ale domyśliła się, co chcę powiedzieć.
– Pewnie chcesz się zapytać, co ja tu robię – powiedziała do mnie. – Trenuję, bo będę musiała walczyć.
– Z kim? – zapytałem.
– Nie twoja sprawa – odpowiedziała. – Poza tym miałbyś mi pomóc, po tym, jak pół godziny temu wyszedłeś od pielęgniarki, bo dostałeś piorunem?
– Ok, pójdę już – powiedziałem zrezygnowany.
– Ale skoro chcesz mi pomóc, to nie będę ci zabraniała – szepnęła na tyle głośno, żebym to usłyszał.
Podszedłem, a ona dała mi kartkę z informacją, gdzie mamy się spotkać.
O dziewiętnastej byłem w jakiejś tajemniczej uliczce, idealnej do kręcenia horroru. Wkrótce przyszła ona, a za nią dziewięciu mężczyzn. Każdy z nich był demonem, wyczułem to. A poza tym mieli wielkie czarne skrzydła.
– Twój pomocnik? – krzyknął jeden z nich. – Wiedziałem, że sama nie dasz rady.
– Zamknij pysk, Gregory! – krzyknęła, a na niebie zobaczyłem błysk. – Tak w ogóle, ile ty masz lat, Akihito?
– Ja szesnaście – odpowiedziałem – I skąd ty znasz moje imię?
– Tylko tyle?! Wiedziałam, żeby ciebie nie brać – oznajmiła z zażenowaniem. - A imię znam, bo pielęgniarka mruczała coś pod nosem, to wyłapałam.
Po tej jakże miłej pogadance zaczęliśmy walczyć. Rzuciłem się na takiego łysego grubasa. Jak na swoje rozmiary był bardzo zwinny. Wreszcie wykończyłem go. Zostało tylko sześciu. Tak, Soraya rozwaliła dwóch. Reszta nie była taka słaba jak ten grubas. Wysunąłem pazury, zacząłem walczyć. Powoli kończyliśmy tę walkę. Został już tylko Gregory. Spojrzałem się na dziewczynę, kiwnęła głową i ruszyliśmy do ataku... Był silny, ale dawaliśmy radę. Walka była epicka, lecz wróg zapędził nas w kozi róg.
– Teraz umrzecie – powiedział Gregory.
– Nigdy – krzyknąłem. – Może i jesteśmy słabsi, ale nas jest więcej, dlatego wygramy.
– Akihito, nie mamy szans przegra...
Przerwałem jej. Może nie znaliśmy się długo, ale czułem, że ją lubię (tak dla formalności, ja ją tylko lubię, a nie lubię lubię). Gregory przyciągnął jakieś ciemne moce. Nie miałem wyboru, rzuciłem się na jego rękę. Szybko wyrosły mi kły i odgryzłem mu ją. Dałem wtedy czas Sorayi, by zdąrzyła zgromadzić energię i... bum! Walnął w niego naprawdę potężny piorun.
– Super była ta błyskawica – powiedziałem do niej.
– Wiem – odrzekła mi.
Potem wróciliśmy do szkoły. Musieliśmy być cicho, gdyż był środek nocy. Wiedziałem, że to nie koniec przygody. Rano udawałem chorego, by nie iść na lekcje. Byłem bardzo zmęczony. Dałem jakiemuś gościowi kartkę z informacją, iż dopadło mnie przeziębienie. Uwierzyli w to, bo po lekcjach ciągle do mnie ktoś pukał, aby dać mi lekarstwa. W międzyczasie szukałem informacji o tamtych ludziach. Okazało się, że to nie był zwykły gang. Była to jedna z najgorszych sekt demonów. Pobiegłem do mojej nowej koleżanki, by jej to oznajmić. Też udawała chorą. Na początku nie chciała mi otworzyć, zapewne myślała, iż jestem jednym z tych ludzi, co chcą jej wcisnąć leki. Gdy udowodniłem jej, że to ja, opowiedziałem o wczorajszych oprychach.
– To tacy śmierciożercy z Harry’ego Pottera – podsumowałem.
– To znaczy – spytała?
– Że zabiją nas – odpowiedziałem.

< Soraya? >
Liczba słów: 670

środa, 21 lutego 2018

Witamy - Akihito Gasatsuna!

Imię i nazwisko: Akihito Gasatsuna
Psudonim: Niektórzy zwracają się do niego Akiś.
Wiek: 16 lat
Data urodzin: 2 grudnia
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Hetero
Partner: Ma kogoś na oku.
Klasa: I S
Kluby: Klub biologiczno-chemiczny | Klub informatyczny
Rasa: Wilkołak
Specyfika: Na pewno specyficzne jest to, że zamienia się tylko w wersję antropomorficzną, podczas której ma 3 metry wzrostu.
Charakter: Zacznijmy od tego, że jest typem takiego gościa, który niby cię słucha, ale jednak nie. Poza tym to jest oschły, chamski itp. Powiesz mu, że coś jest niebezpieczne i właśnie go nasyciłeś energią, co znaczy, że będzie pewny siebie. Z nim jest krótka piłka. Wkurzysz go, to uciekaj, bo cię zabije albo poważnie zrani. Jest z lekka niestabilny emocjonalnie.
To były te złe cechy, teraz coś lepszego. Może to się nie łączyć z kupą, ale lubi przebywać w towarzystwie innych ludzi. Jest towarzyski, ale ufa tylko tym, których dobrze zna. Nie lubi patrzeć na cierpienie innych ludzi. Jest pomocny i strasznie inteligentny. To idealny przykład człowieka, którego nie warto oceniać po wyglądzie. Jednak na ogół jest po prostu oschły i chamski.
Aparycja: Akihito jest wysoki na około 1,80 m. Jego waga nie przekracza 75 kg. Włosy chłopaka są białe jak śnieg a oczy czerwone. Czasami ubiera maskę na usta, nosi ją dla szpanu. Zazwyczaj chodzi w czarnej bluzie z kapturem i w czarnych spodniach. Na stopach nosi szare espadryle. Ma prosty kręgosłup i bardzo rzadko się garbi. Bluza zawsze ma zapiętą, ale pod nią można zauważyć czarny podkoszulek.
Głos: Akira Ishinda
Pokój: 27
Współlokator: -
Zainteresowania: W młodości nauczył się hackować, jest świetny z programowania i w ogóle zna się na komputerach. Lubi także wszystkie przedmioty ścisłe i jest z nich świetny.
Moce:
- Zamiana w wilkołaka,
- Zmiana różnych części ciała w wilkołacze, np. szpony.
Rodzina: Oprócz ojca i matki ma jeszcze starszą o 6 minut siostrę, z którą był bardzo blisko, miała na imię Kumiko.
Historia: Akihito urodził się w małej wiosce wilkołaków. Od małego wykazywał wielkie zdolności. Pewnego dnia przez przypływ emocji zabił całą wioskę. Został tylko on i siostra. Przygarnęła ich potężna wataha. On poszedł do szkoły, Kumiko została.
Pupil: Conny.
Inne:
- Kocha pizzę,
- Otaku,
- Uważa, że likantropia (wilkołactwo) jest koszmarem.
Kontakt: boryx.bergud@gmail.com - e-mail
Sabaku no Gaara - facebook
Motto: "Można odejść na zawsze, by stale być blisko"
Inne zdjęcia:
jako wilkołak 

Zródła zdjęć:
Pinterest
Relacje: -
Ważne opowiadania: -