Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lily. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lily. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 czerwca 2018

Od Lily do Kadara

Obudziłam się w... gabinecie pielęgniarki? Kątem oka spostrzegłam, że z pomieszczenia wychodzi pielęgniarz i jakiś chłopak. Co on tu robił? Chcąc usiąść, napotkałam przeszkodę w postaci ręki kobiety.
- Leż spokojnie, daj mi chwilę - powiedziała, po czym zaczęła coś pisać. Najpewniej to jakaś dokumentacja medyczna. Zmarszczyłam pytająco brwi, na co pielęgniarka nie zareagowała. Gdy kobieta odeszła od biurka, postanowiłam, że ponowię próbę wstania, która połowicznie się mi udała. Siadając, poczułam promienisty ból praktycznie wszystkiego, na co syknęłam.
- Mówiłam, żebyś spokojnie leżała! - powiedziała kobieta, przeglądając etykiety małych buteleczek z zawartością syropów, tabletek, kropli i innych obrzydliwych dla zmysłu smaku rzeczy. Fuj! - Możliwe jest, że masz złamane żebra - kontynuowała.
- Złamane żebra? - pomyślałam. Jak to? Złamane? Ale jak?
Położyłam się z powrotem na niezbyt wygodnym łóżku, chcąc odpocząć od narastającego bólu. Ciężko westchnęłam. Kompletnie zdezorientowana zamknęłam oczy, by wszystko sobie jakoś poukładać. Co się tak właściwie stało?
Po chwili namysłu otworzyłam powieki, słysząc zbliżające się w moim kierunku kroki. Kobieta podeszła do mnie, zakładając na ręce cienkie, a zarazem białe gumowe rękawiczki.
- Boli cię to? - spytała, dotykając jednocześnie mojego brzucha w okolicy żeber, co nie było dla mnie zbyt przyjemnym doświadczeniem.
- Ał... - mruknęłam, robiąc przy tym skwaszoną minę, jak przy piciu soku z cytryny.
- To najpewniej znaczy, że tak.
Po powtórzeniu tej czynności kilkukrotnie, w moim kierunku padło pytanie:
- Nic więcej cię nie boli?
-Nie... - lekko skłamałam, nie chcąc robić z siebie ofiary, którą zresztą już jestem. Szczerze mówiąc, to nie miałam najmniejszej ochoty przebywać tu ani minuty dłużej.
- Wygląda na to, że nic ci nie jest - rzekła. - Lecz jeśli ból będzie się nasilał, to weź jedną tabletkę z tego pudełka. Jeżeli pomimo tego, ból nie będzie mijał, to koniecznie przyjdź do mnie - powiedziała, podając mi opakowanie z tabletkami. - Dasz radę sama wstać?
Nie odpowiedziałam. Wstając, czułam, jakby ktoś wypychał mi wszystko od wewnątrz. Chcąc podziękować przemiłej kobiecie za "usługę", do sali wszedł mąż pielęgniarki oraz... czarnowłosy chłopak. To ten sam, którego widziałam wychodzącego z gabinetu! Rzeczywiście! Podeszłam do pielęgniarza i podniosłam jeden palec do góry na wznak, że chcę coś powiedzieć:
- Proszę pana...
- Chcesz się spytać, co się stało, tak?- przerwał, uśmiechając się pod nosem. Przytaknęłam głową. - To nie ja powinienem ci to wyjaśniać! - odpowiedział mi mężczyzna, znacznie podwyższając ton głosu. Chodzi o tego chłopaka? Odwróciłam się w jego kierunku, na co on zareagował minimalnym uśmiechem.
- Może... Ehm... Wyjdziemy na zewnątrz?- spytał, lekko skrępowany chłopak. No może nieskrępowany, tylko... zawstydzony.
- No mów! Co masz mi do powiedzenia?

< Kadar? >
Ilość słów: 430

wtorek, 3 kwietnia 2018

Od Lily do Primrose

Ja i moja nowo poznana koleżanka weszłyśmy głębiej do mieszkania.
- Przytulnie tu... - pomyślałam, po czym usiadłam na wygodnej kanapie.
Starsza kobieta przyniosła nam po filiżance herbaty. Szczerze mówiąc, dawno takiej dobrej nie piłam... Wracając; dziewczyna o imieniu Primrose kontynuowała dialog z gospodynią. Poczułam się trochę nieswojo. Jako że tejże kobiety oraz Primrose nie znałam za dobrze, a tu nagle „wtargnęłam” do domu pewnej staruszki. A zresztą... po co się tym przejmować? Życie jest za krótkie, by się martwić. Moja towarzyszka również spoczęła na kanapie po dostaniu ciepłego napoju, oczywiście.
- I jak wrażenia? - spytała Primrose, radośnie się uśmiechając.
- Eee... No... Dobra herbata... - wybełkotałam, po czym obie osoby ze mną przebywające się roześmiały.
- Bardzo mi miło - odpowiedziała kobieta, przeglądając stertę książek, które tuż przed chwilą znajdowały się w kartonowym pudle. Po dokończeniu resztek herbaty uścisnęłyśmy dłoń staruszki i wyszłyśmy na dwór. Pogoda trochę się poprawiła, ale ja nadal odczuwałam chęć schowania się w ciepłym i suchym miejscu.
- Gdzie teraz idziemy? - wypaliłam, po czym rozłożyłam ręce.
- Może do ciebie? - powiedziała, po czym wskazała na akademik znajdujący się blisko szkoły.
- No dobrze... - mruknęłam.
Otwierając drzwi mojego pokoju zimnym, metalowym kluczem, porozmawiałyśmy trochę. Szczerze mówiąc, nie za bardzo ufam owej dziewczynie, ale wygląda na całkiem porządna. No nic, w końcu muszę komuś zaufać. Po paru minutach, które poświęciłam na siłowanie się z drzwiami, weszłyśmy do mojego malutkiego mieszkanka.
- Rozgość się! - powiedziałam, jednocześnie siadając na swoim łóżku.
- Nie masz współlokatora? - spytała.
- Nie... teoretycznie. Moim jedynym współlokatorem jest mój feniks, Płomyk. Niestety jeszcze nie wrócił - odpowiedziałam, jakbym miała się z tego jej tłumaczyć.
Wzięłam do ręki mój notatnik, by jak zwykle coś nabazgrolić.
- Co tam rysujesz? - spytała dziewczyna, pokazując przy tym swoje dosyć duże oczy.
- Nic, nic... - Szybko mruknęłam, wtulając notes w klatkę piersiową. Nie lubię pokazywać swoich prac... Nikomu. Odsunęłam się na kant łóżka. Gdy chciałam kontynuować rysowanie bazgroła, dziewczyna wyrwałam mi notatnik z rąk.
„No i się wydało...”; mruknęłam w myślach. W tym momencie Primrose szeroko się uśmiechnęła. „Ale mi głupio!”; palnęłam w myślach.
- To ja?! - pytała z niedowierzaniem.
Tak... Narysowałam ją, gdy siedziała na kanapie w domu tamtej starszej kobiety z filiżanką herbaty w dłoniach.
- Przestań, Primrose! To zwykły wstępny szkic. - Prychnęłam, pokazując swoje szare oczy i poważną jak nigdy twarz.
Dziewczyna trochę się zakłopotała, widząc, że kolor moich oczu się zmienił. Odsunęła się ode mnie. Od razu można było dostrzec, że zaczęła się mnie bać.
- Uspokój się, Lily... - mówiłam do samej siebie w myślach.
Podejrzewam, że po paru minutach od samouspokajania się moje oczy znów zmieniły kolor na żółto-zielony. Dziewczyna podczas dłuższej konwersacji ze mną zaczęła powoli przekraczać granice. Zaczęłam się i irytować i zawstydzać z każdym zadanym pytaniem. Moje oczy po pewnym czasie zaczęły kipieć barwą pomarańczową. Podchodząc do najbliższego okna, otworzyłam je, chcąc zaczerpnąć świeżego powietrza. Ona zaś nie przestawała zadawać pytań. Zaczęła dopytywać się w pewnym stopniu o moje życie prywatne.
- Ostrzegam... - wypaliłam, chcąc w ten sposób poinformować ją o prawdopodobnym, niekontrolowanym ataku. Ona chyba nie zrozumiała, o co mi chodziło. Za pomocom talizmanu zamieniłam się w wilka, pokazując towarzyszącej mi dziewczynie kły. Szczerze mówiąc, nie miałam dziś najlepszego humoru, a ona w dodatku ostro przegina... Ponoć trudno mnie zdenerwować, ale każdy ma swoje granice... Przestraszona dziewczyna podskoczyła na równe nogi, po czym zamknęła się w łazience.
<koniec wątku>

< Primrose? :3 >
Liczba słów: 569


czwartek, 29 marca 2018

Od Lily do Katsukiego

- Oddawaj mi to!- krzyknęłam, wystawiając jedną rękę w stronę chłopaka.
- A tylko się zbliż, a zostanie z tego popiół. Chyba nie chcesz stracić tego, co dla ciebie ważne, prawda?- rzekł, szyderczo się uśmiechając
Stałam, jakby ktoś przykręcił mi nogi do podłogi. Dosłownie! Nie wiedziałam co zrobić. Jeżeli podejdę do niego, mój talizman się spali i zostanie z niego jedynie popiół, lecz jeżeli wyjdę z sali, blondyn weźmie mnie za tchórza. Nagle, jakby grom z jasnego nieba, osoby trzecie zawołały chłopaka.
- Katsuki! Chodź! Musisz to zobaczyć!- wołano.
Chłopak przewrócił oczami i staranował mnie w czasie gdy wychodził z klasy. Wysłałam mu zimne spojrzenie, po czym również wyszłam na korytarz. Okazało się, że na nim odbywała się mała bójka, która szybko została zakończona i opanowana przez osoby z klasy mundurowej oraz nauczycieli. Mina chłopaka zdradziła mi trochę o jego osobie, bowiem bardzo bawiła go krzywda innych. Jak tak można? Blondas jakby nigdy nic uśmiechnął się do mnie, po czym powrócił do sali.
Ja powędrowałam w swoją stronę, to znaczy w stronę klasy gdzie mają odbyć się następne zajęcia. W czasie drogi do ów celu, który miałam obrany jako kres mojej wędrówki, nauczyciel, z którym miałam mieć właśnie lekcje, delikatnie złapał mnie za ramię, mówiąc:
- Witaj Lily! Widzę, że nikt cię nie poinformował o dzisiejszych zmianach. Mam ważne sprawy do załatwienia i dlatego wasza klasa ma zastępstwo z II X - powiedział.
Mężczyzna odprowadził mnie prosto pod salę, z którą rzekomo miałam zastępstwo. Gdy weszłam do pomieszczenia, zorientowałam się, że to ta sama klasa, w której rozmawiałam z chłopakiem o imieniu Katsuki. Siadając w pierwszej lepszej ławce, zauważyłam, że chłopak, który jakimś cudem ma mój talizman, gestem pokazuje mi, że cały czas mnie widzi. Dreszcz przeszedł mi po plecach. On przecież ma rację - przecież bez talizmanu jestem bezbronna... W tym momencie jeszcze większy strach ogarnął moje małe ciało. Mam przeczucie, że nie skończy się to dla mnie najlepiej...

< Katsuki? >
Liczba słów: 320

Od Lily do Katsukiego

Szłam sobie wolnym krokiem, rozmyślając o życiu. O moim życiu, które chce jakoś urozmaicić. Dzisiaj pozwoliłam sobie na to, by chodzić z wilczymi uszami i ogonem. Tak, o, po prostu. Z głową w chmurach, marząc o niebieskich migdałach, niechcący szturchnęłam barkiem jakiegoś typka. Pisnęłam ciche"przepraszam..." i pomaszerowałam dalej. Możliwe było to, że nikt nie usłyszał moich przeprosin. Nagle usłyszałam, że osoba, która "oberwała" ode mnie z ramienia, powiedziała przez zaciśnięte zęby:
- Przeproś! Już!
Poczułam się trochę niezręcznie... Obróciłam się do nieznajomego ze skrzywioną miną i lekko uniesioną lewą brwią.
- Przeproś!- powtórzył chłopak.
Prychnęłam, uśmiechając się szyderczo. Zasalutowałam i olałam gościa i momentalnie odwróciłam się w swoim kierunku. Koleś złapał mnie za ogon i gwałtownie pociągnął w tył. Zaskoczona tym faktem, wysłałam zabójczo chłodne spojrzenie w stronę oprawcy. Ten jakby nigdy nic dalej domagał się moich przeprosin. Wysłałam mu pytające spojrzenie oraz krótkie przepraszam, po czym poszłam do swojego pokoju w akademiku.
~*parę godzin później*~
W końcu skończyłam lekcje... Ohh, mam ochotę położyć się na swoim łóżku i nie wstawać! Dziwne, ale mam uczucie jakby ktoś mnie śledził... No nic, to pewnie moje głupia wyobraźnia! Głupia, głupia, głupia! No nic... Idę do siebie! Maszerując przez puste "uliczki" i drogi, które musiałam pokonać, bym mogła stanąć u celu, parę razy odwracałam swoją głowę za siebie, upewniając się, czy ktoś mnie nie śledzi. "Lily! Nie myśl o tym!"- mruknęłam pod nosem. Ostatecznie stanęłam przed akademikiem. Gdy wchodziłam do środka, ostatni raz obróciłam się za siebie, i już chyba każdy wie w jakim celu. Wypatrując swojego pokoju, szłam przez nie zbyt długi korytarz. U celu! - pomyślałam optymistycznie. Weszłam do środka, lecz zamykając już drzwi, poczułam czyiś dotyk ja ramieniu. Nie był on za miły. Szorstki i dosyć mocny, ale przyjemny na swój sposób. Odwróciłam się, ale nikogo prócz mnie w pokoju nie było. Położyłam się na łóżku i momentalnie zasnęłam. Nie czuje się zbyt bezpiecznie. - prychnęłam w myślach do samej siebie. To był dziwaczny dzień...
~*ranek następnego dnia*~
Ale się wyspałam... Cudownie zapowiada się dzisiejszy dzień... Co? Zaraz? Gdzie mój naszyjnik do przemiany? Gdzie mój talizman?! Nie ma go... Po co go zdejmowałam?! PO CO?!?! No nie! Ktoś się włamał! Tylko ciekawe kto...

< Katsuki? >
Liczba słów: 363

wtorek, 27 marca 2018

Od Lily do Primrose

Wyszłam z akademika, chcąc przejść się po okolicy. Słońce świeciło, było cudnie. Na twarzach wielu osób widniały liczne uśmiechy. Może dlatego, że dziś sobota? Oohh... Najcudowniejszy dzień w tygodniu! Spacerowałam chyba z godzinę. Okolica akademika była bardzo przyjemna, do tego pogoda dodawała temu miejscu klimatu. Po pewnym czasie na niebie pojawiły się szarawe chmury. "Chyba będzie padać..."- pomyślałam. Padać zaczęło po mniej-więcej dziesięciu minutach. Miałam szczęście — w mojej małej torbie, którą miałam ze sobą, znajdował się granatowo-czarny płaszcz przeciwdeszczowy. Szybko go założyłam, w obawie, że przemoknę do suchej nitki.
Po paru chwilach marszu napotkałam bardzo przyjemny lokal, którego nazwy już niestety nie pamiętam. Weszłam i ujrzałam pusty stolik w rogu sali. Jest mój — mruknęłam pod nosem. Zmierzając w stronę upolowanego stolika, kątem oka zobaczyłam, że w moim kierunku zmierza pracownica lokalu. Była trochę zdezorientowana. Może dlatego, że nie wiedziała, kim jestem? Rzeczywiście po moim wyglądzie, a w dodatku w tym płaszczu, nie można było rozpoznać płci. Usiadłam. Ekspedientka podeszła do mnie, pytając się co podać. Jako że nie chciałam być niemiła i określana jako osobę niewychowaną, zdjęłam kaptur, jednocześnie obdarowując dziewczynę ciepłym i serdecznym uśmiechem.
- Przepraszam, ale Ty też chodzisz do Auris? - zapytała dziewczyna, która mnie obsługiwała.
- Eee... Tak, chodzę do Auris. - odpowiedziałam lekko zdezorientowana samym pytaniem.
- Dlaczego pytasz? - Szybko zadałam pytanie.
- Wyglądasz tak jakoś znajomo... - Odpowiedziała, lekko dziwacznie się mi przypatrując.
- Może mnie gdzieś widziałaś? - odpowiedziałam.
Muszę przyznać, że kiedyś miałam paru przyjaciół, których mój ojczulek przepędził z domu, ponieważ niby "przeszkadzali mu w pracy"... Paru z nich nie wyszło z mojego domu jako żywi... A zresztą... Wydawała mi się, że jest moją znajomą. Że znamy się nie od dziś.
- Może się przejdziemy? - wypaliłam optymistycznie.
- No dobrze, ale będziesz musiała chwilką poczekać. Zmiana kończy mi się dosłownie za parę minut. - odpowiedziała dziewczyna, lekko podekscytowana całym zajściem.
Dziewczyna już zrobiła krok do tyłu, by obrócić się w stronę lady i pójść zakończyć swoje obowiązki, lecz ja jeszcze zdążyłam zawołać:
- Ee... Może poznamy wpierw swoje imiona? - zapytałam z nutką ciekawości w swoim delikatnym głosie.
- To tak! Oczywiście... Jestem Primrose. - powiedziała, zarazem sympatycznie się uśmiechając.
- Bardzo mi miło! Jestem Lily. - odpowiadając, rozejrzałam się dookoła- Masz pomysł, gdzie pójdziemy?
- Daj mi chwilę. Pójdę, zakończę swoją pracę i zaraz widzimy się przy tym stoliku.
- Dobrze. - mruknęłam.
Ciekawie się zapowiada... - pomyślałam, z jednoczesnym założeniem rąk na klatce piersiowej.

< Primrose? :3 >
Liczba słów: 409

niedziela, 25 marca 2018

Od Lily do Ktosia

7:00... Codziennie to samo... No nic, chyba dożyję do wakacji... Chyba. Nauczka- następnym razem nie chodzić spać o północy. Wstałam, co mi chwilę zajęło... Wyjęłam z szafy czarną podkoszulkę oraz jeansy z minimalnymi, poziomymi szparami w okolicy kolan. Udałam się w stronę drzwi do toalety. Oh, jak dobrze, że nie przydzielili mi żadnego współlokatora, lub co najgorsze- współlokatorki. Nie wiem, ile zajęło mi oporządzenie się. Na pewno za długo. Włożyłam buty i udałam się w stronę placówki edukacyjnej. W dodatku autobus się spóźnił. Spałam na stojąco, zakładając ręce na klatce piersiowej i opierając się o jedną ze ścian pustego przystanku. Gdy wsiadłam do autobusu, zajęłam pierwsze lepsze miejsce przy oknie i oparłam o nią swoją zmęczoną głowę. Wiedziałam, że już nie zasnę, ale i tak przez tę banalną czynność zregenerowałam swoje siły. Na którymś z przystanków postanowiłam wysiąść. Udałam się mozolnym krokiem w stronę budynku, który rzekomo był moim celem docelowym. Przez dawkę świeżego powietrza troszkę poprawił mi się humor, przez co otrzeźwiałam. Z optymistycznym nastrojem drobnym, leciutkim krokiem ruszyłam przed siebie. Po paru minutach stanęłam przed szkołą.
- I oto jesteśmy u celu. - wymruczałam do samej siebie.
Weszłam głównymi drzwiami, wpatrując się swoimi dużymi oczyma we wszystko w zasięgu mojego wzroku. Zdjęłam swoją kurtkę i ruszyłam w kierunku swojej klasy, w międzyczasie czytając książkę o wampirach, wilkołakach i żywiołakach. Z nosem w książce krążyłam pół na ślepo po szkolnych korytarzach, szukając mojej klasy. Przez moją dłuższą nieuwagę, wpadłam na jakiegoś chłopaka. Z rumieńcami na moich chudych policzkach, spoglądając na nieznajomego z dużymi, zawstydzonymi oczami, mruknęłam pod nosem cichutkie „przepraszam...” - i zmierzyłam w swoim kierunku.
Dostałam informacją, że naszą pierwszą lekcją jest używanie i kontrolowanie swoich mocy. Super! Mój ulubiony przedmiot na początek! Z szerokim banankiem na twarzy weszłam do dosyć dużej sali. Większość mojej klasy już przybyła, ale jeszcze dzwonek jeszcze nie dał znaku, że przerwa się skończyła. Nauczycielka pokazała nam linię, na której mamy ustawić się w szeregu. Gdy wszyscy już się ogarnęli i stanęli na linii, a spóźnialscy dotarli i dołączyli do reszty, lekcja — można tak powiedzieć — oficjalnie się zaczęła.
- Witam Was na dzisiejszej lekcji, na której potrenujemy obronę oraz atak. - powiedziała nauczycielka spokojnym głosem. - Kto zgłasza się na ochotnika? - spytała się nas z chytrym uśmieszkiem na twarzy.
„Proszę nie ja, proszę nie ja!”; błagałam los o odrobinkę szczęścia.
- Może Lily i ...? - drugiego imienia już nie usłyszałam, ponieważ informacja o tym, że ja mam z kimś walczyć, troszkę do mnie nie dotarła. Nie lubię walczyć z innymi... Szczególnie dla samych doświadczeń... A tak właściwie jego zdobywania...
Nauczycielka „zaprosiła” nas na środek sali. Ja wyszłam pierwsza — jakiś chłopak, z którym miałam walczyć, zaczął się śmiać, gdy mnie zobaczył. To samo robili jego koledzy...
- Już mi się nie podoba... - powiedziałam sobie w myślach.
Pani dała znak gwizdkiem, że już możemy zaczynać. Ja jako osoba z urody urocza, rozłożyłam ręce na znak swojej niewinności, z jednoczesnym pokazaniem chytrego uśmiechu. Chłopak mocno zadrwił sobie z mojej osoby.
- Jest zmiennokształtnym? - zadałam sobie pytanie, na które i tak sobie nie odpowiedziałam.
W mgnieniu oka zamienił się on w hienę — oczywiście o wiele większą od takiej normalnej hieny.
Wyglądał śmiesznie... Nie ukrywając tego, wybuchłam śmiechem. Chłopak zareagował niezbyt optymistycznie. Zawarczał i zaczął krążyć wokoło mnie, szykując się do ataku.
Postanowiłam, że się z nim pobawię... Zmieniając się w wilka, cierpliwie czekałam na jego ruch. Zniecierpliwiony i lekko przerażony chłopak zaatakował bez namysłu. Bez żadnego planu. Ja wykonałam sprytny unik, co jeszcze bardziej rozwścieczyło mojego konkurenta. Bitwa była bardzo wyrównana, nauczycielka musiała nas parę razy rozdzielać. Szanse na wygrane były bardzo wyrównane. Nawet aż za bardzo. Po wyczerpujących trzydziestu minutach walki, gdy mojego konkurenta napadła chwila słabości i zmęczenia, zaatakowałam i obezwładniłam pewnego siebie płci przeciwnej przeciwnika. Szczerze mówiąc — wszystkim zrzedły miny. Z podkulonym ogonem chłopak wrócił, skąd przyszedł.
~*parę godzin później*~
Właśnie skończyła się ostatnia lekcja... Ohh! Jakie to cudowne uczucie! Szybkim, radosnym krokiem udałam się w stronę szatni, by wziąć swoje rzeczy i zmykać do swojego małego mieszkanka. Jako że na korytarzach widniały pustki, podśpiewywałam sobie jakieś przyjazne dla nutki melodyjki. Nagle, zza rogu, wyskoczył — jakby znikąd — chłopak, który został pokonany przeze mnie na pierwszej lekcji.
- Witaj, mała! - powiedział, szczerząc się do mnie jak jakiś wariat. - Widzę, że nie żałowałaś swoich sił na pokonanie mojej osoby na pierwszej lekcji...
Hmm... Szczerze mówiąc, tego typa nie lubiłam już od pierwszego kontaktu z nim.
- Tak, nie żałuję takich osób, jak ty. - odpowiedziałam sucho.
- Ooo! Widzę, że masz jednak jakieś pazurki pod tą piękną twarzyczką. - powiedział, jednocześnie drwiąc ze mnie.
Ja jako osoba tolerancyjna, niestety z pewnymi granicami — nie wytrzymałam. Dwiema rękami złapałam go za tylne sterczące kudły i gwałtownie pociągnęłam go w swoją stronę, mówiąc:
- Posłuchaj mnie debilu: jeżeli życie ci miłe, zostaw mnie w spokoju.
Powiedziawszy to, odepchnęłam go z całej siły, dostatecznie mocno, by wylądował na najbliższej ścianie. Chłopak nie był tym zachwycony. Mocno uderzył się w głowę... Na pewno będzie mieć guza. Trudno, zasłużył sobie. Nie pomyślałam o tym, że on jest na pewno o minimum rok starszy, a z tym się wiąże, że jest silniejszy. Chłopak kopnął mnie w brzuch, na co ja skuliłam się z bólu. Zza rogu — zupppeeełnie przypadkiem — wyszedł kolejny chłopak... Na oko był on w wieku swojego „kolegi”. Po dostaniu w podbrzusze nie czułam się zbyt dobrze- kręciło mi się w głowie. Dwójka chłopaków nieźle zaczęła mnie obkładać. Nie byłam dobra w samoobronie... W sumie to nic nie potrafiłam. Specjalizowałam się w ataku i obronie w formie zwierzęcej, a nie w formie ludzkiej. Uniknęłam paru ciosów, ale i tak to nic nie dało. Jeden chłopak mnie przytrzymywał, a drugi uderzał. Gdy nie miałam siły się bronić, skuliłam się w kłębek, podczas gdy dwojga chłopaków kopało mnie z całej siły. Obraz przed oczami nagle zaczął mi się zamazywać... Chyba powoli traciłam przytomność... Nagle usłyszałam, że ktoś na siebie krzyczy. Ktoś przybiegł z pomocą...
< Ktosiu? >
Liczba słów:  996

niedziela, 18 marca 2018

Witamy - Lily Black!

Imię i nazwisko: Lily Black
Pseudonim: Lila
Wiek: 20 lat
Data urodzin: 1 lipca
Płeć: Kobieta
Orientacja: Hetero
Partner: Brak
Klasa: III S
Kluby: Klub jeździecki | Klub ogrodniczy
Rasa: Zmiennokształtna
Specyfika: Potrafi przemienić się w wilka i psa. Przemiany dokonuje dzięki swojemu naszyjnikowi w kształcie łapacza snów.
Charakter: Lily to bardzo spokojna osoba. Nie lubi hałasu i zbiegowisk dużej grupy ludzi, których zresztą omija szerokim łukiem. Jest optymistką, lecz bardzo specyficzną. Po jej zachowaniu czasem nawet można stwierdzić, że to pesymistka, która dba tylko o siebie. To tylko powierzchowne wrażenie, ponieważ Lily nie lubi wyjawiać swojej natury w obecności kogoś nieznajomego i obcego. Jaka jest naprawdę? Uwielbia się śmiać i marzyć o różnych rzeczach. Najczęściej wyobraża sobie swoją przyszłość — co będzie, gdzie pójdzie za najbliższe 60 minut — jak i najróżniejsze inne rzeczy. Swój wolny czas spędza na świeżym powietrzu, w towarzystwie fauny i flory. Kocha zwierzęta całym swoim sercem. Jest pokorna i wyciąga konsekwencje ze swojego złego zachowania. Nigdy nie robi czegoś, czego nie przemyśli przynajmniej dwa razy. Lily jest bardzo tolerancyjną osóbką, lecz ludzie, który poniżają, obrażają ją w jakikolwiek sposób, lub co najgorsze — jej najbliższe otoczenie — zostają wykluczone z grona tych, mogących starać się o jej zaufanie. Jeżeli osoba z najbliższego otoczenia Lily, taka jak przyjaciel lub koleżanka będzie ją obgadywać za jej plecami, zostanie "wypisana" z dalszej znajomości. Lily nie jest naiwna i nie da się jej oszukać. Ona sama nie kłamie bez powodu, lecz to jej się zdarza — tylko wtedy, gdy sytuacja tego wymaga. Gdy zacznie coś robić, kończy to, zanim zacznie kolejną czynność. Przynajmniej chciałaby, żeby tak było. Gdy się zdenerwuje, nie panuje nad sobą. Żeby ją uspokoić, trzeba podać jej leki nasenne (te na uspokojenie nie działają) lub po prostu zabrać ją z miejsca kłótni co jest naprawdę wielkim wyczynem. Atak takiej nieopanowanej złości miała zaledwie dwa razy w życiu. Przy pierwszym ktoś posłał do niej paczkę z serii "leków usypiających".
Aparycja: Lily ma piękne oczy, które zmieniają kolor wraz z jej nastrojem, więc trudno określić jednoznacznie czy mają one barwę brązową, niebieską, zieloną, czerwoną czy pomarańczową. Rzadko komu mówi, jaki kolor odpowiada jakiemu humorowi i samopoczuciu. Żeby zezłościć Lily, trzeba się postarać, więc nie wspomnę, co trzeba zrobić, by ją zdenerwować. Jej włosy są bujne, lekko kręcone i najczęściej rozpuszczone bowiem Lila uważa, że układanie lub co dla niej najgorsze — spinanie ich w jakieś koki lub kitki — jest zupełnie niepotrzebne. Preferuje fryzury, które układają powiewy wiatru. Jest dosyć wysoka, bo mierzy 185 cm wzrostu oraz i chuda — waży zaledwie 50 kg. Ubiera najczęściej spodnie (jeansy lub legginsy) oraz koszulki, jakie tylko istnieją. Jest świetnie rozciągnięta. Nie sprawiają jej problemu takie figury jak szpagat, waga bokiem, i tym podobne.
Głos: Ewa Farna
Pokój: 10
Współlokator: -
Zainteresowania: Lily potrafi grać na gitarze, skrzypcach i flecie poprzecznym, lecz nie pogardzi ukulele. Za młodu nauczyła się wielu języków takich jak francuski, hiszpański, portugalski, włoski oraz wiele innych. To była odskocznia od jej problemów prywatnych, jak i szkolnych. Interesuje się geografią, ale tylko hobbistycznie. Nie przepada za czytaniem, wręcz go nie znosi, ale tak w tajemnicy to posiada parę książek, do których lubi wracać. Regularnie uzupełnia swoją wiedzę o budowie zwierząt, ich zachowaniu. Ma chęć podbicia świata, była wprawdzie w paru krajach, ale to jej nie wystarcza.
Moce:
- zmiennokształtność — jest to umiejętność transformacji w przypisane do danej osoby zwierzę. U Lily jest to umiejętność transformacji w wilka bądź psa.
- znajomość języków — to zdolność, która umożliwia porozumiewanie się w językach, których w ogóle się nie uczyło. Lily ma tę umiejętność dzięki zmiennokształtności. Zdolność do mówienia wieloma językami odkryła podczas nauki. Chciała bowiem nauczyć się francuskiego, gdyż wiedziała, że jakaś kuzynka jej mamy przyjeżdża w odwiedziny. Już wtedy zauważyła, że rozumie teksty, piosenki po francusku, ale brała to za swój wymysł. Kuzynka jej matki — była ona Francuską. Mama Lily i jej kuzynka świetnie się dogadywały — dwie biegle mówiły w wielu językach w tym po francusku (kuzynka mamy Lily nie mówiła niestety po japońsku) Podczas rozmowy mamy dziewczynki i jej kuzynki Lily niespodziewanie dołączyła do rozmowy. Obie panie były zaskoczone pod tym względem. Dalsza rozmowa ciągnęła się bardzo długo.
- częściowa przemiana — to możliwość wytworzenia u siebie wilczych uszu i ogona. Lily bardzo rzadko używa tej umiejętności. 
Rodzina:
Ojciec — Antoni Von Detrensheen — Pożeracz, chciwy i nieustępliwy. Nie obchodziła go rodzina, tylko jego firma. Uważał, że jeżeli on zarabia pieniądze na rodzinę, nie musi się nią zajmować i bywać codziennie w domu. To wydawało mu się chore. Pewnego dnia, gdy przebywał 7 dzień z rzędu w pracy, zakochał się w nowej pracownicy. Nie zwracał odtąd uwagi ani na rodzinę, ani na firmę, bo całym jego światem była "miłość od pierwszego wejrzenia". Ich miłość nie trwała długo, bo nowa pracownica zorientowała się, że jego firma powoli upada, a co było najgorsze — miał już żonę. Po tym incydencie oraz po dowiedzeniu się, że firma ma problemy, zaczął wyżywać się na swoich najbliższych. Tak bardzo przejął się swoją firmą, że popadł w depresje. Gdy jego dzieci i żona uciekli z domu, targnął się na własne życie. Istnieją pogłoski, że jego kochanka go uratowała, a on nadal żyje, chcąc zemścić się na byłych "bliskich".
Mama — Marii Black — Zmiennokształtna, lojalna, darzy wszystkich bezinteresowną miłością. Gdy tylko zobaczyła, że jej mąż zaczął nieco szaleć, planowała wyjechać z domu. Nie miała nawet myśli, że jej druga połowa dojdzie do takiego stanu psychicznego. Opieka nad dziećmi — uważała to za swój obowiązek, kochała je całym sercem. Potrafi przemienić się w dwa zwierzęta: wilka i psa. Po niej właśnie Lily odziedziczyła zmiennokształtność. Żyje do dziś, ciągle opiekując się swoimi dziećmi. Niedawno ułożyła swoje życie na nowo.
Bella Black- siostra Lily, odziedziczyła rasę pożeracza po ojcu, z czego jest bardzo niezadowolona. Niestety — pluje kwasem, który charakteryzuje tę rasę. Mimo że jej siostra Lily jest innej rasy i starsza o prawie 4 lata — kocha ją jak najmocniej może. Stale utrzymuje z nią kontakt.
Daaan Von Detrensheen (później Black) - zmiennokształtny, czarnowłosy z brązowymi odrostami, jest 3 lata starszy od Lily. Potrafi zmieniać się w psa. Niestety nie zawsze może utrzymać z rodziną kontakt, ponieważ niedługo ma egzaminy. Nie przepada on za Bellą, bo dogryzają sobie, lecz z Lily — Daaan ma bardzo ciepłe stosunki. Spotykają się bardzo rzadko. 
Historia: Niebo rozpromieniało. Właśnie przestało padać, więc Lily postanowiła pójść na spacer do lasu, który znajdował się parę kroków od jej domu. Kopiąc małe kamienie leżące na drodze, usłyszała ciche szczekanie, które przypominało to małego szczeniaczka. Zaczęła rozglądać się wokoło siebie, by dostrzec źródło dźwięku. W pewnej chwili zobaczyła szarą chmurkę, która tak jakby wniknęła w jej medalion w kształcie łapacza snów.
Lily nie musiała długo czekać, by dowiedzieć się, że potrafi przemieniać się w wilka. Zawsze był on większy od przeciętnego osobnika tego gatunku. Jej przemiana posiada dwie fazy; faza pierwsza - musi skupić się na samej przemianie. Jeżeli tego nie zrobi, po prostu tego nie dokona. Gdy dostatecznie mocno się skoncentruje, Lila musi wypowiedzieć słowa: "Time for us - to become one".
Po wypowiedzeniu pierwszej części zdania, składającej się z trzech pierwszych wyrazów u Lily wyrastają wilcze uszy oraz ogon. Po wypowiedzeniu drugiej części zdania dziewczyna przemienia się w wilka. Lily po ucieczce z domu wraz z rodziną szukała dorywczo pracy, by jak najszybciej cała rodzina znalazła i kupiła, wynajęła jakiś dach nad głową. Mieli szczęście — jedna z nielicznych znajomych jej matki użyczyła im swój stary dom znajdujący się pośrodku lasu. Dlatego dzieci Marii tak kochają las — bo mieli z nim stały kontakt. Pewnego dnia, gdy wieczorem Daaan szedł do pracy przez mały las, napotkał malutkiego feniksa zaplątanego w kłusownicze sieci. Lily za parę dni miała urodziny, więc podarował jej go w prezencie. Miesiąc później wydarzyły się bardzo dziwne rzeczy, wręcz paranormalne. Groźby oraz dziwne liściki, cytując: "Jesteście tu sami! Kto Wam pomoże? JESTEŚMY w lesie... Nikt nie usłyszy krzyków". Tajemnicze telefony, podpalenie domu (dom jest cały i zdrowy, ogień nie rozprzestrzenił się). Istnieją obawy, że ich ojciec, a jednocześnie mąż — żyje i pragnie zemsty. Są też pogłoski, że współpracuje ze swoją kochanką. Policja nadal prowadzi śledztwo w tej sprawie. W obawie, że ktoś zaatakuje rodzinę Blacków, cała rodzina rozproszyła się i co jakiś czas zmienia miejsce zamieszkania (oprócz Lily — mieszka w akademiku). Szukają miejsc takich jak bloki, w których są osoby, które mogłyby im pomóc w razie ataku.
Pupil: Płomień
Inne:
- Lily nie ma prawa jazdy,
- Posiada własny ogródek,
- Umie pływać, ale rzadko to robi,
- Jest uzależniona od adrenaliny,
-Nienawidzi czytać,
- Potrafi wypić 2 l herbaty naraz,
- Nie lubi, a przede wszystkim — nie umie grać w piłkę nożną.
Kontakt: Anonim
Motto: Jeśli potrafisz o czymś marzyć, potrafisz również tego dokonać
Źródła zdjęć: Zechoran
Relacje: -
Ważne opowiadania: -
Inne zdjęcia: 
jako pies