Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kadar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kadar. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Od Kadara do Lily

- King! Wracaj tu! - zawołałem na cały korytarz. Truchtałem za swoim psem, który w niecodzienny sposób postanowił wyciągnąć jedne z moich bokserek z szuflady, a następnie uciec z nimi w pysku. Nigdy się jakoś do nich nie dobierał, więc raz w życiu zostawiłem je na wierzchu i wiadomo, jak to się skończyło. Nie wiedziałem tylko, co było gorsze. To, że są to moje majtki, które noszę na co dzień, czy to, że są w warzywne wzorki. Cholerny prezent od Kumy... Zły był też fakt, że King cały dzień leżał, w ogóle się nie ruszając, więc teraz miał nadzwyczaj dużo energii. Normalnie poprosiłbym Altaira o pomoc w jego łapaniu, nawet jeśli cerber nie pozwoliłby mu się dotknąć, jednak chłopak aktualnie był na próbie swojego zespołu. Po prostu ekstra!
- Kiki! - zawołałem jeszcze raz. Poza tym samiec chyba przestał się mnie słuchać lub uważa to za nadzwyczajnie śmieszną zabawę. Tylko ciekawe dla kogo.
Wtem usłyszałem dziwne odgłosy z korytarza po mojej prawicy. Gdy zwróciłem się w tamtą stronę, zauważyłem dziwnie poruszającą się osobę, jakby coś kopała. Zainteresowany zrobiłem krok w głąb holu i wychyliłem głowę. Po ujrzeniu dwóch chłopaków kopiących kogoś na ziemi, aż się we mnie zagotowało. Zacisnąłem mocno pięści.
- Ej, wy! - krzyknąłem. Momentalnie oprawcy się do mnie odwrócili, a na ich twarzach od razu widać było strach. Zerwali się do ucieczki, a ja im na to pozwoliłem. I tak pamiętałem ich twarze, nie mówiąc o tym, że nawet znałem z imienia i nazwiska.
Od razu podszedłem do poszkodowanej osoby, kucając przy niej. Gdy obróciłem ją na plecy, aż się zatoczyłem. Dziewczyna... Oni kopali dziewczynę. Uważniej się jej przyjrzałem. Nie wyglądała na niską, ale też i na potężnie zbudowaną. Brązowe włosy miała skołtunione i odrzucone na bok. Poza tym zauważyłem prawie niewidoczną strużkę krwi cieknącą z jej warg. Do tego miała zamknięte oczy, co mogło świadczyć tylko o tym, że zemdlała. Współczułem jej w tym momencie, a jednocześnie byłem mocno wkurzony na tamtą dwójkę debili. Jednak dziewczynę trzeba było jak najszybciej zanieść do pielęgniarki. Westchnąłem, nie mając innego wyboru, jak ją podnieść. Mam tylko nadzieję, że nie należy do jednych z tych, które wolałaby ciężko zachorować, niż zostać podniesione przez jakiegokolwiek chłopaka. Jeszcze bardziej się schyliłem i złapałem ją jedną ręką w talii, a drugą pod nogami. Sposób na pannę młodą był dla mnie bardzo wygodny, nie powiem.
Wyszedłem na główny hol i stanąłem, głęboko wzdychając. Jakiś metr przede mną siedział King, w swoim głównym pysku dumnie trzymając moje jakże urocze bokserki.
- Dzięki, stary - rzekłem, na co samiec się podniósł. Jakby czytał mi w myślach, zaczął kroczyć przede mną i, niestety, bezbłędnie prowadzić mnie do pokoju szkolnych higienistów. Na moje szczęście nie mijaliśmy zbyt dużej liczby osób, które mogłyby zacząć się przypatrywać materiałowi w zębach Kikiego oraz nieznajomej trzymanej na moich rękach. Do tego była o wiele lżejsza, niż się spodziewałem.
Gdy na horyzoncie widniały tak bardzo przeze mnie upragnione drzwi, cerber zaczął szczekać na tyle głośno, by usłyszeli go aż w akademikach. Jednak zaraz potem pokój pielęgniarski się otworzył, a pan Devar pozwolił mi wkroczyć do środka.
- Nie wiedziałem, że w naszej szkole bierze się ślub - zażartował, na co ja tylko westchnąłem.
Położyłem dziewczynę na łóżku pod ścianą, do którego już podchodziła żona higienisty. Odwróciłem się w jego kierunku. Stał wyczekująco z rękami założonymi na biodrach.
- Zobaczyłem, jak dwójka uczniów kopie ją na korytarzu - odpowiedziałem, wyprzedzając ducha z pytaniem.
- Wiesz, kim byli? - zapytał. Skinąłem potwierdzająco głową.
- Mogę później podać nazwiska.
- Nie musisz. Idziesz ze mną do wicedyrektorki. U niej opowiesz wszystko dokładniej - powiedział, następnie się odwracając i gestem ręki prosząc, bym za nim poszedł. Szybko zwróciłem się w stronę grzecznie siedzącego psa, nadal trzymającego w zębach moją bieliznę. Ciekawe, kiedy to mu się znudzi. Skierowałem palca w jego stronę.
- Masz tu siedzieć, aż wrócę - zacząłem na niego kiwać. Następnie pospiesznie wyszedłem z pokoju i ruszyłem za pielęgniarzem.

< Lily? >
Ilość słów: 654

czwartek, 17 maja 2018

Od Kadara do Altaira

King ma jakiś skarpetowy fetysz. Nie dość, że kocha je gryźć i żuć i muszę mu kupować nowe, których sam bym nie nosił, to tego mu jeszcze mało i postanawia ukraść jedną z mojej walizki. Siłowałem się z dwoma głowami cerbera, próbując odebrać swoje czarne skarpetki. Musiałem jednak być ostrożny, bo nie miałem zamiaru je porwać, a następnie wyrzucić. A wiem, że takich zniszczonych Kiki już nie lubił. Inna osoba, jak Altair stojący niedaleko nas, do tego patrzący w naszą stronę, może pomyśleć i wziąć to za zabawę. O nie, moimi skarpetkami nie można się bawić. Jednak po piętnastu minutach i usłyszeniu pytania z ust jasnowłosego, dałem w końcu samcowi za wygraną i puściłem oba materiały. Dumnie wziął je w swoje zęby i wskoczył na łóżko, następnie kładąc się na poduszce i zaczynając je żuć. Sam głęboko odetchnąłem, opierając się o ścianę za mną i wpatrzyłem się na wyczekującego odpowiedzi Altaira.
- Było… spoko – rzuciłem jakby od niechcenia.
Wtem mój wzrok padł na królikopodobnego stwora chłopaka latającego nad czarną burzą moich włosów.
- Tylko tyle? - zaśmiał się. Przewróciłem oczami, również się uśmiechając.
- Było bardzo spoko. Lepiej? - odpowiedziałem. Następnie obaj się roześmialiśmy. Po kilku minutach usiadłem prosto na swoim łóżku, potem się schylając do walizki, aby wyciągnąć resztę swoich ubrań. W tej samej chwili poczułem nieodpartą chęć splunięcia kwasem.
- Cholera – szepnąłem, gwałtownie wstając i szybko przechodząc do łazienki, następnie się w niej zamykając.
- Kadar? - usłyszałem pytanie zza drzwi, a następnie pukanie mojego współlokatora.
Niech to, spanikowałem. Jednak nic na to nie mogłem poradzić, zrobiłem to odruchowo. Normalnie mógłbym zamknąć oczy i przełknąć kwas, jednak… robiłem to w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin, a wiem, że cały czas robić tego nie mogę. Teraz pomyśl logicznie Kadar… mógłbyś wziąć swoje woreczki, prawda? A nie, są na dnie walizki, a do niego trochę mi zostało. Spojrzałem w lustro naprzeciwko mnie, od razu dostrzegając w swoim odbiciu mały śmietnik z klapką po lewej stronie.
W najgorszym wypadku kwas mógłby przebić wszelkie odpadki, które się w nim znajdowały, potem przez worek (jeśli tam jakiś był), metal, podłogę i wiele warstw, następnie skapując na głowę naszych potencjalnych sąsiadów. W najlepszym… zatrzyma się w śmietniku. Dobra, żyje się raz. Otworzyłem stopą wieczko przedmiotu, by następnie do niego splunąć. Widziałem, jak jaskrawożółta maź wydziela ledwie widzialny dym, by następnie zatrzymać się chyba na dnie śmietnika i dalej się nie wgłębiać. Odetchnąłem z ulgą, uderzając swoim czołem o ścianę obok. Tyle strachu o nic…

< Altair? >
 Ilość słów: 409

sobota, 7 kwietnia 2018

Od Kadara do Altaira

Jego zespołu? Czyli że gra? No tego się nie spodziewałem. Siostra była piosenkarką z baru, a mój współlokator należy do zespołu muzycznego. Bo raczej o taki mu chodziło, prawda?
- Grasz na czymś? - wyrwało mi się, nim pomyślałem. Jednak się odezwałem, więc wypadałoby usłyszeć odpowiedź. Jasnowłosy delikatnie się uśmiechnął.
- Gram na gitarze i śpiewam – odpowiedział. Następnie wyciągnął rękę przed siebie, na której zaraz usiadł Archer. Dziwne stworzenie. Wyglądało jak połączenie królika, fretki i ptaka. Nie wiem, czy tym samym nie pobija cerbera w kategorii dziwnych zwierząt. A mówiąc o moim Kingu, to trzeba powiedzieć, że pupil Altaira trochę go rozjuszył. Skakał wokół jego nóg, szczekając ze wszystkich głów. Westchnąłem, schylając się i biorąc samca na ręce. I w tym momencie zacząłem żałować, że złotooki miał swojego zwierzaka. Położyłem dłoń na lewej głowie mojego pupila, delikatnie ją głaszcząc.
- Ciszej King, ciszej – szepnąłem, równocześnie przenosząc rękę na środkową głowę. Normalnie nic bym z tym nie zrobił, zostawiając go i czekając, aż się wyszczeka, jednak nie wiedziałam, jak mój nowy znajomy zniesie jego głos, a jednocześnie można było go usłyszeć w innych pokojach. Przyznajmy się, szczeki Kikiego przypominają bardziej piski i są dość głośne. Mimowolnie się miło uśmiechnąłem, zaczynając pieścić ostatnią jego głowę.
- Kadar? Więc jak? - usłyszałem głos białowłosego. No tak, jego propozycja.
- Czemu nie – odpowiedziałem, wzruszając rękami. Zrobiłem kilka kroków w stronę drzwi i sięgnąłem po smycz psa, którą zawiesiłem na wieszaku. Zaraz przypiąłem ją do czarnej obroży Kinga, której jeszcze nie zdążyłem zdjąć. Posiadał trzy szyje, jednak nakładałem ją tylko na tą środkową, główną… chyba. Nie widziałem sensu, by inne też taką posiadały, a i tak zakładałem mu ją tylko wtedy, gdy mieliśmy gdzieś razem iść. Po chwili oboje (a właściwie troje) wyszliśmy z naszego wspólnego pokoju, wspólnie krocząc przez szkolny korytarz. Ja nadal nosiłem swojego pupila na rękach. Miałem złe przeczucia co do odłożenia go na podłogę, więc go niosłem. Zresztą on całkiem to lubił, mimo że wolał samodzielnie biegać.
- Kadar, w której jesteś klasie? - kolejne pytanie wypadło z ust chłopaka. No tak…
- III społeczna – krótko odrzekłem, skręcając za jasnookim.
- II medyczna… Każdy rocznik ma swoje własne piętro… Mój jest na drugim, a twój na trzecim… Wolisz zacząć od nich, czy od stołówki?
- Stołówki – od razu wypaliłem. Wtedy, jakby na zawołanie, mój brzuch zaburczał. Świetnie… Spojrzałem się w przeciwną stronę od mojego współlokatora. Równocześnie usłyszałem jego śmiech, na co sam po chwili się zaśmiałem.
- Więc kierunek stołówka! - zawołał. Posłusznie za nim szedłem. Przy okazji zaczęliśmy mijać uczniów, którzy stojąc przy ścianie, spokojnie ze sobą gadali. Wydawało mi się, czy na mój widok nagle się uciszali i mnie obserwowali? Westchnąłem, delikatnie przymykając oczy. Spojrzałem na sylwetkę jasnowłosego, który trzymając drzwi, czekał pewnie na mnie. Wszedłem przed nim i w oczy rzuciła mi się o wiele większa stołówka od tej w mojej dawnej szkole. Kilkanaście stołów i krzeseł no i bar, przy którym pewnie można wziąć jedzenie. Poczułem się jeszcze bardziej głodny niż minutę temu.
- Jest pora obiadowa, więc możemy coś zjeść przed dalszą wędrówką – rzekł Altair, przystając obok mnie. Spojrzałem na niego z góry, kiwając twierdząco głową. I tu już nie miałem wyboru. Postawiłem Kikiego na ziemi i mocno trzymając na krótko jego smycz, skierowałem się ze złotookim do barku. Pierwszy chwycił za tacę, ja byłem drugi. Co by zjeść… Chyba tylko sałatkę, prawda? W najlepszym wypadku dwie lub trzy rodzaje. Uśmiechnąłem się szeroko w duchu, gdy zauważyłem tofu, które następnie sobie nałożyłem. Trochę (dużo) sałaty z pomidorami i oliwkami. No i dwie marchewki. Tak chyba będzie dobrze… Spojrzałem na talerz mojego kolegi. To… kurczak…? No tak, on nie jest wegetarianinem. Odeszliśmy od barku i udaliśmy się w stronę jakiegoś wolnego i pustego stolika. Gdy już usiedliśmy, zabraliśmy się do jedzenia.
< Altair? >
Liczba słów: 624

sobota, 10 marca 2018

Od Kadara do Altaira

- Kiki… Uspokój się no! Zaraz się przewrócę! - krzyknąłem, obracając się wokół własnej osi, w ten sposób puszczając rączkę mojej walizki. Dziesięcioletni cerber biegał trochę jak opętany, oplatając moje nogi swoją czarną smyczą. Na mój głos w końcu stanął i wymownie spojrzał w górę swoimi trzema parami oczu. No i jak tu się na niego złościć… Powoli próbowałem się wyplątać z tej smyczy, a gdy mi się udało, usłyszałem za sobą damskie głosy… a dokładniej śmiechy. Odwróciłem się na ten dźwięk, spoglądając na korytarz, którym jeszcze chwilę temu szedłem. Po wizycie u dyrektora szkoły dostałem mapę szkoły oraz klucze do mojego pokoju, który miałem dzielić z jeszcze inną osobą. Trochę byłem rozczarowany, że tak wyszło, no bo… ktoś z psem takim, jak King, nieszczególnie powinien posiadać lokatora. Mam tylko nadzieję, że chłopak nie będzie mieć swojego zwierzaka…
Dziewczyny, zresztą całkiem do siebie podobne, były nas coraz bliżej. Otrząsnąłem się z patrzenia na nie i skierowałem się w ich stronę, mając zamiar znowu zacząć iść w stronę szkolnych akademików.
- O matko, jaki słodziak! - usłyszałem czyjś pisk, momentalnie kierując wzrok na dwie nieznajome. Jedna miała blond włosy i koci ogon, druga natomiast posiadała je czarne wraz z ptasimi skrzydłami. Wyglądały dość ciekawie i poniekąd nadzwyczajnie. Blondynka podbiegła do mnie i przykucnęła obok Kinga. Mimowolnie cicho zasyczałem, widząc jego niezadowoloną minę.
- Nigdy nie widziałam psa z trzema głowami! Jak się wabi? - spytała, tylko na chwilę odwracając do mnie swoją głowę. Zaraz potem wyciągnęła dłoń w stronę samca, chcąc pewnie go pogłaskać.
- Jest cerberem… dlatego ma tyle głów. Nazywa się King – szybko odpowiedziałem, wręcz natychmiastowo się schylając i porywając Kikiego w moje objęcia. Nie mogłem pozwolić, by już pierwszego dnia w Auris zaczął warczeć na inne osoby.
- King? Ale uroczo! - zawołała prawdopodobnie jej bliźniaczka. To wyjaśniałoby ich podobny wygląd. W duchu cieszyłem się, że mają taki dobry kontakt… Nie to, co z moją własną bliźniaczką. Tęsknię za naszymi wspólnymi zabawami za dzieciaka… Kadar, ogarnij się. Masz dwadzieścia jeden lat, a nie piętnaście.
- Tak… Uroczo… Wybaczcie, musimy iść – odpowiedziałem po chwili milczenia i chwytając z powrotem swoją walizkę, szybkim krokiem się od nich oddaliłem. Gdy już byłem pewien, że za zakrętem nie znajdowałem się w zasięgu ich wzroku, głęboko odetchnąłem, wypuszczając cerbera z moich rąk. Widać było, że nie do końca był zadowolony, jednak… on tak wygląda prawie cały czas. I za co ja go tak kocham?
Owinąłem sobie część smyczy wokół nadgarstka i znowu zacząłem iść do pokojów szkolnych. Cieszyłem się, że kupiłem ostatnio jedną z tych dłuższych. Nie tą dużą z linką cienką jak makaron, tylko grubszą, bardziej skórzaną… no i długą ze względu na mój wzrost. Przynajmniej w tej szkole mieli o wiele wyższy sufit niż w mojej starej… Tyle dobrego. Z tego, co widzę, to progi w drzwiach, jak i one same też są dość wysokie, więc może nie będę musiał schylać głowy.
Zobaczyłem rozwidlenie korytarzy… jak i tabliczki z napisami odnośnie do akademików. Poszedłem korytarzem oznaczonych, jako te męskie i od razu zobaczyłem drzwi oznaczone numerami. Sięgnąłem wolną dłonią do kieszeni spodni, wyjmując klucz do swojego pokoju. Numer czterdzieści trzy… Mam nadzieję, że za daleko to nie jest. Po kilkunastu minutach, jak i wędrówce w górę po schodach, w końcu znalazłem odpowiednie drzwi. Wziąłem głęboki wdech, tak dla uspokojenia.
- Zachowuj się, King – rzekłem jeszcze do mojego towarzysza, po czym chwyciłem za klamkę, otwierając tym samym pokój przede mną. Na spokojnie wszedłem do środka i w oczy rzucił mi się chłopak… niższy oczywiście ode mnie, ale też i nie tak bardzo. Posiadał białe włosy oraz dość jasne oczy… a obok niego siedziało coś również białego ze skrzydłami, poniekąd wyglądające też na królika… Co to ma być?!
Szybko postawiłem swoją walizkę zaraz obok drzwi, zamykając je. Mocno trzymałem Kinga na smyczy, by zaraz nie poleciał za… tym czymś. Nieznajomy, jednocześnie prawdopodobnie będący moim lokatorem, dziwnie się na mnie spojrzał… Nie czułem się z tym komfortowo…
- Hej… Jestem Kadar Umei… Twój nowy współlokator – wyznałem, robiąc krok w jego stronę, tym samym kierując do niego swoją dłoń.

< Altair? >
Liczba słów: 674

czwartek, 8 marca 2018

Witamy - Kadar Umei!

Imię i nazwisko: Kadar Umei
Pseudonim: Raczej nie spotkał się z kimś takim, kto nazywałby go inaczej, niż po imieniu.
Wiek: 21 lat
Data urodzin: 1 stycznia
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Hetero, choć nieraz był postrzegany jako osobę homo.
Partner: -
Klasa: III Społeczna
Klub: Klub kulinarny | Klub pływacki
Rasa: Pożeracz
Specyfika: Gdy u większości pożeraczy skóra po oderwaniu się zrasta, nie zostawiając żadnych śladów, tak on takowe blizny posiada, a czasem zdarza się z nich popłynąć stróżka kwasu połączonego z jego krwią. Na szczęście w czasie kilku dni jego skóra całkowicie się goi. No i jest jeszcze inna dieta Kadara, co niezbyt pasuje do pożeraczy.
Charakter: Czarnowłosy jest raczej cichą osobą. Nie lubi odzywać się nieproszony, a także na lekcjach nie za często się zgłasza, nawet jak zna jako jedyny z klasy poprawną odpowiedź. To nie tak, że się wstydzi, czy boi. On po prostu… nie lubi mówić. No dobra… może i lubi, ale dopiero w towarzystwie osób, za którymi przepada. Gdyby niektórzy o tym usłyszeli, to stwierdziliby, że jego osoba jest wtedy znikoma… oj by się pomylili. Jego wzrost kompletnie wyróżnia go z tłumu, przez co nie da się go ominąć. Naprawdę. Zdarza się również, że małe dzieci wytykają go palcami, pytając się swoich rodziców, co to za wielkolud. Jednak dzięki temu jest z niego idealna osoba do roli słuchacza. Nie raz pełnił taką funkcję, gdy jedna z jego sióstr była bliska załamania psychicznego, on pozwalał im się wyżyć, wszystkie tajemnice z siebie wyrzucić. A jemu to nie przeszkadzało, zawsze lubił w ten sposób pomagać innym. Poza tym… każda tajemnica jest u niego bezpieczna, nie ma żadnych wyjątków. Równocześnie z tego powodu jest kiepski w kłótniach. Własnego zdania praktycznie nie posiada, a samo jego uzasadnienie zdania przychodzi mu z ogromnym trudem. Jest beznadziejny w tych sprawach.
Chłopak ma wylewną osobowość. Wszelkie tulenia, pocałunki, łapanie za rękę, słodkie słówka – to jedne z jego ulubionych czynności. Często pieścił w ten sposób swoją Sayone, którą kocha nawet do dzisiaj.
Straszny z niego romantyk. Dobrze wie, z czego dziewczyna będzie zadowolona, jak i z czego nie. Mieszkanie z czterema kobietami musiało czegoś go nauczyć, prawda? Dlatego jest wyczulony na takie sprawy, jak i wiele innych. Na przykład kolory. Podobno mężczyźni widzą tylko te podstawowe barwy, a kobiety potrafią je dokładniej odróżnić… czarnooki jest wyjątkiem tej zasady. Zna się na kolorach tak dobrze, jakby należał do osób płci pięknej, a do tego pracował w biznesie, gdzie najważniejsza jest moda. W sumie na niej też się zna, choć nie preferuje jej wyznawania, za dużo według niego jest z tym roboty. Dlatego zatrzymajmy się na samych barwach. Poza tym uczuciowy z niego chłopak. Łatwo się wzrusza na filmach dla kobiet oraz nietrudno można sprawić, że zacznie piszczeć ze strachu… No cóż… Głównie przez to był obiektem żartów wśród innych chłopców, z czego też i płakał, ale teraz… daje jakoś rade. Stara się panować nad swoimi emocjami, nawet wtedy, gdy zacznie go boleć ramię, pływając.
Jest z niego człowiek z reguły nieumiejący czegokolwiek odmówić. Ktoś coś o niego prosi – raczej się zgodzi. A jeśli nie będzie chciał czegoś zrobić, to trochę pomarudzi, a następnie się zgodzi. Taka jego natura, tak uczyli go rodzice. Nie mógł mówić „nie”, jeśli chodziło o pomoc w domu, czy przy młodszym rodzeństwie, tak łatwo niestety nie miał. Dlatego jest chłopakiem, który na spokojnie umie sobie poradzić sam. Gotowanie, zmywanie, sprzątanie, pranie – te czynności są mu tak dobrze znane, że z zamkniętymi oczami pewnie też dałby radę je wykonać. Choć lepiej, żeby tego nie robił, gotując… jeszcze by coś sobie zrobił.
Kochany z niego człowiek. Zwykle nie umie zostawić osoby potrzebującej pomocy samej sobie. Nieważne, czy dorosły, czy dziecko, czy nawet zwierzak. Dowodem na to jest żyjący dzisiaj King. Poza tym kocha małe dzieci… jak i wszystko, co jest małe. Czyli mówiąc ogólinikowo – prawie większość rzeczy, które go otaczają. Tak to jest, gdy ma się ponad dwa metry wzrostu… Czasem jest to dla niego naprawdę uciążliwe. Prawie wszędzie musi się schylać, bo inaczej uderzyłby głową w ścianę, a na dodatek zdarzają się osoby, które wręcz boją się jego wzrostu. Najczęściej tymi ludźmi są małe dzieci.
Aparycja: Wygląd Kadara charakteryzuje głównie bycie pożeraczem. W końcu... ludzie tej rasy są bardzo wysocy i przez to odznacza się posiadaniem ponad dwóch metrów wysokości... a dokładniej, to dwóch metrów i piętnastu centymetrów, co równocześnie czyni go najwyższym w rodzinie. W większości przez to widzi też wiele rzeczy, których na co dzień nie powinien. Wiedzcie, patrzenie z góry na odkryte kobiece piersi nie jest już dla niego radością... Zwłaszcza po mieszkaniu z trzema siostrami... jedną starszą, jedną bliźniaczką i jedną młodszą.
Przy swoim wzroście posiada na szczęście dość dobrze rozbudowane ciało. A to w sumie dzięki prawie codziennemu joggingowi, który uprawia wraz z Kikim (mimo małego ciała kocha biegać). Przy okazji wykonuje kilka brzuszków co rano... No i dochodzimy do tego, że jego brzuch jest dość ładny i wyrzeźbiony.
Jego włosy posiadają czarny niczym krucze pióra kolor, a sięgają mu gdzieś do karku. Nie raz był namawiany przez Kume, by je ściął, chociaż do szyi, jednak... On nie chce, lubi swoje dłuższe kłaczki. Jednak nie zakrywają one, o dziwo, uszu i przez to z łatwością można ujrzeć kilka jego kolczyków. Po lewej stronie posiada ich zaledwie sześć, jednak po prawej jest ich o cztery więcej. Najśmieszniejsze jest to, że nie do końca pamięta, w jaki sposób aż tyle udało mu się ich zdobyć, ale też niekoniecznie chciałby to wiedzieć. Większość jego rodziny sugeruje, że był wtedy pijany, więc to musi być prawda, ale sam ciemnowłosy nie dopuszcza do siebie tej myśli.
Oczy również ma czarne, niczym prawdziwe węgle... lub, jak kiedyś usłyszał, prawdziwa czarna dziura. Można się w nie patrzeć bez końca, nie znajdując w nich żadnego dna.
Styl jego ubiory jest dość zwyczajny. Jakieś kolorowe koszulki, bluzy z napisami, może jakaś koszula, a do tego zwyczajne dżinsy.
W jakich butach natomiast chodzi? Zwykłych adidasach, bardzo lubi te sięgające powyżej kostki.
Jednak trzeba nadmienić, że szukanie ubrań dla tego giganta to niezłe wyzwanie i trzeba się naprawdę naszukać przed znalezieniem idealnego dla niego rozmiaru.
Pokój: 43
Współlokator: Altair Gabriel Taiga
Zainteresowania: Czym ten wielkolud może się interesować? Chyba głównie... sportem. Uwielbia każde dyscypliny i na każdej dość dobrze się zna. I mimo że nie uprawiał wszystkich, należy to do jego największego marzenia. Sam codziennie stara się biegać wraz z Kingiem, choć weekendy należą do tych dni "wolnych"... Przynajmniej ten jeden w miesiącu. Poza tym hobbystycznie gotuje. Co jakiś czas szuka w internecie dość... ciekawych przepisów, by następnie je sprawdzić. Jeśli mu posmakuje — zapisuje w swoim notesie, który dostał od swojej byłej dziewczyny. Gdy jednak stwierdzi, że danie jest fuj, od razu wykreśla podobne rzeczy ze swojego jadłospisu.
Zdaniem swoich najmłodszych braci powinien zostać lektorem, więc czasem też rozmyśla nad takim zamysłem. Czemu tak stwierdzają? Głównie przez to, że codziennie chłopak czytał im do snu.
Moce: 
- Kontrola - w małym stopniu potrafi kontrolować żelazo, które za pomocą wzroku i siły woli może rozpuścić lub wygiąć w dowolną stronę. Praktycznie nigdy nie używał tej mocy, przez co wymaga od niego bardzo dużo siły.
- Wtapianie - czarnooki potrafi wtopić się w dowolną ścianę pomalowaną na jednolity kolor. Niestety łatwo można go zauważyć przez oczy, które zaczynają się świecić, gdy próbuje użyć tej umiejętności.
- Kwas - jego przekleństwo, dosłownie. Tu miał pecha jak nigdy, dostał tę moc przez kompletny przypadek. Charakteryzuje się tym, że zamiast śliną, pluje strasznie żrącym kwasem, który przebić może się przez prawie wszystko. Czasem ma odruch splunięcia, jednak stara się to powstrzymywać, co często mu wychodzi.
Rodzina:
Tata Maksymilian Umei - pożeracz, strasznie wymagający mężczyzna, a jednocześnie dumna głowa rodziny Umei, którą zapoczątkował. Nazwisko sam sobie wymyślił, gdy osiągając pełnoletność, nie chciał mieć już do czynienia ze swoją starą rodziną, której nikt z jego dzieci nie zna... i raczej nie pozna. Tajemniczy z niego człowiek.
Mama Marina Umei z domu Water - elfka, wylewna kobieta, najwięcej uwagi poświęcająca swojemu mężowi, którego kocha nad życie. Nigdy nie traktowała dzieci jednakowe, zawsze wyróżniając spośród gromadki najmłodsze. Do tego uwielbia historie, zwłaszcza te z dużą ilością akcji. Często opowiadała takowe swoim maluchom na dobranoc. To ona zmieniła swoją całą rodzinę na wegetarian.
Siostra Luiza Heart z domu Umei - pożeraczka, dwudziestosiedmioletnia matka i żona. Z demonem Alexem ślub wzięła, mając dwadzieścia pięć lat, a swoją córkę Melusię urodziła rok później. Sprawdza się w zawodzie kelnerki oraz wokalistki w barze "U Demona", w której i Kadar pracuje dorywczo w kuchni, gotując.
Siostra Kuma Umei - elfka, bliźniaczka dwujajowa czarnowłosego. Są do siebie bardzo podobni, jednak ich zainteresowania trochę się różnią. Jej hobby to najróżniejsza broń, zaczynając od zwyczajnych nożyczek, przechodząc przez kuchenne noże i kończąc na snajperkach. Niespecjalnie za sobą przypadają.
Siostra Mio Umei - pożeraczka, osiemnastoletnia dziewczynka, również posiadająca kwas. Kocha wszelkie koniowate wytwory, w szczególności zebry. Posiada niesamowitą ilość rzeczy z tymi charakterystycznymi paskami. Przez dobre dziesięć lat zbierała na swojego własnego konia, co w końcu jej się udało. Nikt nigdy nie wierzył w te jej marzenie. Swoją ukochaną czarną klacz nazwała Denna.
Brat Joshua Umei - pożeracz, dwunastoletni chłopczyk, miłośnik puchatych kotków, jednak czujący niechęć do psów. Już od poznania Kikiego niezbyt przypadli sobie do gustu — dlatego unikali siebie nawzajem. Wszyscy to wyraźnie widzieli, więc jakoś niespecjalnie zmuszali ich do zaprzyjaźnienia się.
Brat Nathan Umei - elf, dziesięciolatek. Już od urodzenia wykazywał wielką chęć do ciągłego wychodzenia na dwór, co dobrze się zgrało z posiadaniem "psa", bo to on wraz z chłopakiem najczęściej wyprowadzał Kinga. Jednak dodać trzeba, że jego ulubionym rodzeństwem zawsze była Kuma.
Brat Raven Umei - pożeracz, czteroletni chłopczyk, należy do grona osób z kwasem i wcale się z tego nie cieszy. Jest dość często przezywany w szkole przez to, no ale... nikt nic z tym zrobić nie może. Przynajmniej dopóki nie nauczy się kontrolować plucia kwasem.
Historia: Kadar urodził się w Vedru, o pięć minut później od swojej siostry, w rodzinie stworzonej przez pożeracza i elfkę. Niby nic dziwnego, gdyby nie wieść, że ów elfka przekonała swojego męża do niejedzenia mięsa, przez co został wegetarianinem, jak jego żona.
Bardzo zasmuciła jego rodziców wieść, że jest tym jednym na pięciu pożeraczy, zdolnym wytwarzać swój własny kwas.
Na początku posiadał dwie siostry, jedną starszą o sześć i lat i drugą w tym samym wieku, jego dwujajową bliźniaczkę. Jednak mimo tego byli do siebie podobni, wraz z Luizą. Cała trójka posiadała ciemne włosy oraz oczy. Od urodzenia był wraz z Kumą pieszczony przez Marinę. Jednak to skończyło się wraz z narodzinami Mio, o trzy lata młodszej kolejnej siostry. Nie był już tak doceniany przez mamę, jak wcześniej, czuł się dosyć opuszczony... Choć co on mógł wiedzieć, był tylko małym dzieckiem. Jednak urósł i zaczął mówić, a nawet ciągle przebywać w towarzystwie swojej bliźniaczki. Wyraźnie było widać ich początkową miłość do siebie, jak i różnicę we wzroście, bo w końcu czarnooki był pożeraczem, a Kuma elfką. Na początku byli nieodłączni, jak papużki, jednak z roku na rok, coraz bardziej się od siebie oddalali.
Zimą, gdy miał jedenaście lat i po raz kolejny samotnie wracał po szkole do domu, bo jego siostra szła z koleżankami na zakupy, usłyszał ciche piski, przechodząc akurat obok jednej z bocznych uliczek. Stanąwszy i poszedłszy w głąb tamtego miejsca, ujrzał kartonowe pudło, porządnie porwane i ledwo trzymające się kupy. W środku ujrzał coś małego i głośnego, przypominającego psa. Jego decyzja była szybka. Zabrał malca i jak najprędzej pobiegł do weterynarza, którego zawsze mijał, idąc do domu. Tam nim się zajęto. Ogrzano i nakarmiono, a przede wszystkim i zbadano. Wtedy również czarnowłosy dostrzegł, że zwierzak posiadał aż trzy głowy.
Po wymianie kilkunastu zdań z weterynarzem nie chciał opuszczać małego Kinga (którego zdążył już nazwać) i zabrał go do domu. Oczywiście jego rodzice sceptycznie byli nastawieni do małego cerbera... ale w końcu się zgodzili. I w ten sposób chłopak zdobył nowego przyjaciela.
A jak poznał swoją pierwszą dziewczynę? Wszystko zaczęło się, gdy poszedł do miejscowego liceum, a do Vedru wprowadziła się nowa rodzina z córką w jego wieku. Od razu go oczarowała. Jej rogi, blada cera, krowie nogi z ogonem... i te piękne truskawkowe włosy. To była miłość od pierwszego wejrzenia... z jego strony, jak i z jej. To on był pierwszą osobą, do której zagadała. Chciała się z nim zaprzyjaźnić.
Oprócz urody miała również ładne imię — Sayone, praktycznie codziennie powtarzał to słowo tysiąc razy w głowie.
Dość szybko zostali parą, bo zaraz po miesiącu, i to z inicjatywy czarnookiego. Pocałował satyrę w usta podczas pierwszej szkolnej dyskoteki. Od tamtego czasu byli nierozłącznymi istotami. Jednak po upływie czterech lat, ona odeszła. Poznała innego — i momentalnie się w nim odkochała. Kadar boleśnie poczuł ich rozstanie... bardzo. Ze względu na to, a także z powodu rodziców postanowił się przeprowadzić do Lalien. Sprawę miał ułatwioną — jego siostra przeprowadziła się tam na studia, a została na stałe ze względu na męża, jak i dziecko.
Pupil: King
Inne:
- Jest wegetarianinem i trochę się wstydzi tego faktu,
- Jest osobą leworęczną,
- Zdarza mu się przypominać o swojej byłej dziewczynie Sayone, która z nim zerwała na rzecz innego,
- Nigdy nie był miłośnikiem alkoholu, ale nigdy też nie potrafi odmówić, gdy ktoś mu go zaproponuje,
- Ma dość słabą głowę co do alkoholu,
- Był kiedyś dość obiecującym graczem w siatkówce, ale mając dwadzieścia lat, złapał dość poważną kontuzję ramienia,
- Zaczął pływać w ramach rehabilitacji, ale tak to mu się spodobało, że chciałby robić to zawodowo.
- Strasznie boi się wszelkich igieł i zastrzyków, w tym i tych na właściwości kwasu.
Kontakt: Zlota123@onet.pl lub ZlotyPies (howrse)
Motto: "Im dłużej panuje cisza, tym trudniej ją przerwać."
Relacje: -
Ważne opowiadania: -