Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tadayoshi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tadayoshi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 czerwca 2018

Od Tadayoshiego do Ayano

Kiedy się obudziłem, na spokojnie się ubrałem i odwiedziłem pokój Ayano. Tak jak się spodziewałem, nie było jej tam. Za to nie wiedziałem, że zostawi mi karteczkę. Postanowiłem więc ją odwiedzić. Dziewczyna zasługuje na lepszy dom, niż ten w Dolinie Śmierci. Jestem pewny, że mieszka tam sama, więc miałem plan, a raczej prośbę, którą chciałem do niej pokierować. Nie mogłem... Nie, nie potrafię patrzeć na jej przerażoną i smutną twarz. Wyszedłem z domu, po czym za pomocą Mignięcia ruszyłem w stronę miejsca, które wskazała mi dziewczyna. Odczuwałem jakby niepokój, że coś się może jej stać. Nie wiedziałem dokładnie o co chodzi. Te dziwne uczucie towarzyszy mi dotychczas całą drogę. Nie byłem też pewny, dlaczego chcę jej pomagać. Nie jestem przecież kimś, kto jest dobry. Jestem zepsuty. Jestem zniesławiony. Jestem Jednookim. Jestem Outsiderem. Nie mogę być z ludźmi. Nie potrafię. Umiem tylko ranić. Potwór roztaczający niezgodę wszędzie, gdzie tylko może. Chcę jej pomóc. Chcę, aby... była w pełni szczęśliwa. Chcę, aby zrozumiała, że dotyk nie jest zły, że dotyk, jaki jej daję, ma być dla niej wsparciem... Ayano... Zrozum mnie i pozwól mi, abym uczył cię tego, czego sam jeszcze do końca nie rozumiem... Czym jest więc to dziwne uczucie wewnątrz mnie... Dowiem się tego...
Nie minęło wiele czasu, a dotarłem do Doliny. Stanąłem przed drzwiami do domu, jaki był jedynym w okolicy. Zapukałem, czekając, aż ktoś mi otworzy. Mimo to, nikt nie raczył się pojawić w progu. Wziąłem głęboki wdech i po prostu wszedłem do środka, rozglądając się.
- Halo? Jest tutaj ktoś? Ayano? - powiedziałem dość cicho. Nagle ujrzałem dziewczynę, jaka spała spokojnie na czaszkach. Miała na sobie tylko bandaże. Zaskoczony przyglądałem się temu z nieco otwartą buzią. Nim się otrząsnąłem, minęło trochę czasu. Czułem... Żal. Nie wiem czemu, ale było mi jej strasznie żal. Zdjąłem z siebie marynarkę i okryłem ją dziewczynę. Ścisnęło mnie w sercu, kiedy nieco zmarszczyła nosek. Uklęknąłem przy niej, zabierając jej włosy z czoła.
- Dlaczego tak się wszystkiego boisz... Ayano... - szepnąłem bardzo, bardzo cicho i uśmiechnąłem się, kiedy nieco się poruszyła, a jej drobne dłonie mocniej zacisnęły się na książce. - Nie powinnaś być nieszczęśliwa... W moich oczach, nie zasługujesz na ból...
- Ja... Jestem szczęśliwa... - wymruczała, będąc jeszcze nieco senna.
- Jesteś? To dlaczego tak się boisz... Nie masz czego... Mimo tego, że nie znam ciebie długo... Widzę w tobie tak dobrą i uroczą osobę, której złe wspomnienia źle wpływają na twoje zachowanie... Nie powinnaś być smutna... - nadal mówiłem cicho.
- Mimo tego, że się boję, nadal jestem sobą. To, że mam lęki jak każdy, nie oznacza, że mam najgorzej na świecie. Wbrew pozorom kocham swoje życie. Może dlatego, że nie znam innego, ale... Jakoś nie zmieniałabym go za bardzo. No może poza jednym wyjątkiem... - otworzyła oczy, nadal leżąc na czaszkach.
- Jaki jest ten wyjątek? Chciałabyś mi powiedzieć? - zapytałem spokojnie.
Zaśmiała się lekko, zrzucając z siebie moją marynarkę. Wstała i zjechała po kościach do mnie, zarzucając mi ją na ramiona. Wyglądała naprawdę uroczo. Dlaczego sądzę i chcę, aby nie szła nigdzie beze mnie. Chcę ją zamknąć, aby była ciągle obok.
- To nie jest trudne, by się domyślić. - posłała mi salut i wyszła z krypty z jedną mniejszą czaszką z ręku, którą podrzucała.Bardzo szybko wstałem i zatrzymałem ją, stając przed nią i rozkładając ręce tak, aby nie miała jak przejść. Miałem dość poważny wyraz twarzy, a moje oko rozbłysło delikatną żółcią. Patrzyłem na nią, nie chcąc rozdzielić naszych spojrzeń.
- Mam dla ciebie propozycję. Nie chcę słyszeć odmowy. Nie mogę patrzeć, jak siedzisz tutaj sama. Zabieram ciebie do swojego domu. Będziesz miała tam wszystko czego potrzebujesz. Jedzenie, ubrania, ciepłe łóżko. Dam ci wszystko. Kupię co tylko zechcesz. Zadbam o to, abyś... Nie była samotna. - powiedziałem, nadal zachowując powagę.
Ayano otworzyła delikatnie usta ze zdziwienia i złapała małą czaszkę myszy w rękę już jej nie podrzucając. Patrzyła na mnie z jakimś tajemniczym błyskiem w oku. Wydawało mi się to czymś bardzo pięknym. Ona wydawała mi się w tym momencie bardzo piękna. Tadayoshi... Co się z tobą dzieje, chłopie...
- J-ja... - nie wiedziała chyba co ma powiedzieć, a po chwili się zaśmiała lekko - Jesteś tego pewien na sto procent?
- Gdybym nie był pewny, nie mówiłbym ci tego, prawda, Ayano? Wierzę, że zapewnię ci wszystko, co tylko będzie tobie potrzebne. Każdą twoją zachciankę też spełnię... Chcę ciebie mieć przy sobie. Chcę... ciebie chronić... -powiedziałem już spokojniej i nieco ciszej.
- T-to... Niespotykane... I... No... Miłe... Powiedz mi jedną rzecz... Masz dużo miejsca w domu?
- Tak. Mam miejsca tyle, ile tylko będziesz potrzebowała...
- No... -otworzyła trzy wielkie wrota. 
W jednych była sterta czaszek. W drugich zbroje i bronie. A w trzecich... Jej koń... Uśmiechnąłem się delikatnie i podszedłem bliżej niej, unosząc dłoń.
- Mam miejsce na wszystko. Czaszki wniesiemy do piwnicy, zbroje i bronie tak samo. A Celes, on będzie mógł być w ogrodzie lub na pobliskiej polanie. - powiedziałem. - Jesteś uroczą osobą. Pozwolisz mi ciebie pogłaskać po głowie? - zapytałem, nadal się uśmiechając.
Na moje słowa, dziewczyna zaczerwieniła się, a ja nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Była przeurocza.
- N-no dobrze... Ten jeden raz...
- Dziękuję ci.
Dotknąłem delikatnie jej głowy, a potem parę razy ją po niej pogłaskałem. Nadal się pochylałem, aby móc patrzeć na jej zaczerwienioną twarzyczkę oraz ten uroczy, skrępowany wyraz twarzy. Miałem nadzieję, że będę miał okazję częściej ją głaskać. Dziewczyna bez końca czerwieniła się, ale tym razem, nie drżała pod wpływem mojego dotyku.
- D-Dzięki... - szepnęła.
- To ja ci dziękuję. Dzięki tobie, nie będę sam w domu i będę miał do kogo się odezwać. Jestem ci wdzięczny, Ayano...
<następne opowiadanie>
<Ayanuś?>
Ilość słów: 934

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Od Tadayoshiego do Ayano

Wstąpiłem poprzez opętanie do umysłu konia tej dziewczyny. Tak, jestem może upierdliwy i tak dalej, ale jednak nie jestem osobą, która zostawi tak spanikowaną osobę, która wręcz krzyczy, aby jej nie dotykać. Dobrze, rozumiem, nie każdy lubi być dotykany, ale też nie chciałem, aby była tak przerażona. Jej ciało wręcz drżało, było blade, a oczy były pełne strachu. Nie zrobiłem nic złego. Chciałem jej pomóc. Co z tego, że jestem półbogiem niezgody i zamętu? Nie chcę źle. Nie chciałem być tym, kim jestem, ale jednak się nim stałem. Tak samo nie chciałem dzierżyć tronu mojego ojca, ale musiałem to zrobić. Teraz czuję przymus, aby ta dziewczyna przestała tak panikować, bo przecież nie chciałem zrobić jej nic złego. Póki co spokojnym krokiem ruszyłem w bliżej nieokreślonym dla siebie kierunku. Nie chciałem, aby czarnowłosa zaczęła coś podejrzewać, chociaż wiedziałem, że może to zaraz nastąpić, bo nie wiedziałem, gdzie ona mieszka i nie wiedziałem też, kim jest... Nagle zahamowała i warknęła na mnie. Oj, nie zapowiada się dobrze...
-Celes, co ty robisz...?-zapytała.
Prychnąłem, po czym starałem się w umyśle konia znaleźć choćby fragmencik drogi lub miejsca, które on pamięta. Niestety, przez niepokojące szepty i zaćmienie jego głowy, nic nie mogłem odnaleźć w tej mgle. Nie pozostało mi nic innego, jak grać niespokojnego i zestresowanego konia. Zacząłem wierzgać, prychając i rżąc. Dreptałem przednimi kopytami w miejscu, nadal rżąc.
-Celes!-krzyknęła, po czym szarpnęła obie głowy konia za grzywy i przyjrzała się nim.
Cholera, nie znoszę, jak ktoś dotyka głowy zwierząt, jakie opętuję w danym momencie. Szepty wtedy stają się głośniejsze, bardziej uciążliwe i koń wtedy zaczyna panikować, a ja tracić kontrolę. Podejrzewam, że Celes, bo tak nazywa się chyba jej pupilek, długo się będzie zbierał, ale kto wie. Każdy inaczej na to reaguje. Ja na pewno będę miał koszmary. W sumie nic nowego. Prychnąłem znowu, ukazując niepokój i spojrzałem dla dziewczyny prosto w oczy.
- Jaki ty jesteś dzisiaj dziwny.. Nie ważne.. Pójdę sama.. - zeskoczyła z konia.
Trąciłem jej ramię jednym z pysków. Wiedziałem, że kończy mi się czas, więc chciałem ją pośpieszyć. Byłem pewny, że potem koń spanikuje i bez względu na wszystko ucieknie, a potem dopiero po długim czasie wróci. Bez znaczenia jaki byłby to zwierzak, udomowiony czy dziki, każdy ucieknie. Zacząłem ją pchać w stronę, w którą zaczęła się kierować. Rżałem niespokojnie. Jeszcze chwila, a naprawdę będę musiał opuścić jego głowę. Nie chcę zabić tego zwierzaka. Nie lubię tego robić. Szczury, owszem, zawsze giną, ale one są tak małe, że ciężko o to, aby przeżyły...
- O co ci chodzi, Celes do cholery?! - pogłaskała konia po pyskach. Jaki lekki i delikatny dotyk... - Cii, już, nic się nie stanie, pójdę sama.. Przecież wiesz...
Już dłużej nie mogłem siedzieć w koniu. Wyszedłem z jego umysłu, przez co spłoszone stworzenie ile sił w nogach uciekło i na sto procent tak szybko nie wróci. Ja za to stałem bardzo blisko dziewczyny. Widząc ten wzrok, cofnąłem się, aby nie stać nadal w jej strefie osobistej. Westchnąłem nieco rozkojarzony, wiedząc, że szykuje mi się niezły ochrzan za siedzenie w głowie tego konia. Nie minęło dużo czasu, a w oczach dziewczyny ujrzałem gniew.
Wściekła podeszła do mnie i uderzyła mnie chyba z całej swojej siły w policzek. Czułem zahaczający się o mój prawie, że niewidoczny szew jej paznokieć. Cichy dźwięk rwanej nici oznajmił mi, że rozerwała szew, a płynąca po nim mała strużka uświadomiła, że rozwaliła mi policzek. Uniosłem dłoń i kciukiem otarłem szkarłatną ciecz, patrząc w bok, a nie na nią.
-Przepraszam cię...-powiedziałem spokojnie, patrząc po chwili na zakrwawiony ślad na czarnej rękawiczce.
- Co ty sobie wyobrażasz?! Że możesz tak po prostu sobie opętywać mojego konia?! Kurwa, wszyscy jesteście tacy sami! - warknęła, odsuwając się ode mnie.
Pokręciłem głową i spojrzałem na nią.
-Nie każdego dnia mam siłę udawać, że wszystko jest ze mną dobrze. Jednak dzisiaj to coś odnalazłem i chciałem ci pomóc. Dzięki, że tak miło na to zareagowałaś. Oczekiwałem, że przynajmniej spróbujesz mi wyjaśnić, co się stało, bo nie codziennie spotykam tak przerażone kobiety... Nie musiałaś mnie policzkować, bo nie miałem złych zamiarów. I nie jestem jak wszyscy.-mruknąłem, odwracając znowu wzrok i poprawiając skórzaną, czarną rękawiczkę.-Jestem prawdziwym potworem, który został zmuszony do tego, aby być tym, kim jest. Więc jeszcze raz wybacz, że chciałem ci pomóc.
- Nie trzeba było mnie straszyć szczurami i opętywać mojego konia.. - warknęła - Jeżeli chcesz pomóc, zostaw mnie. Nie dotykaj. Zostaw.. - odwróciła wzrok i zacisnęła pięści. 
Widać było, że mimo wszystko się bała. Miałem chęć od tak po prostu do niej podejść i ją przytulić. Szkoda było patrzeć, jak dziewczyna boi się czyjegoś dotyku. Jednak miałem pomysł. Ruszyłem do niej, ale stanąłem też na wyciągnięcie jej dłoni. Delikatnie jednym palcem, dotknąłem jej ramienia.
-Nie dotykam ciebie dłonią. Mam rękawiczkę. Nadal się boisz?-zapytałem, nieco się schylając. Dziewczyna była o wiele niższa ode mnie, więc musiałem to sobie ułatwić, aby spojrzeć jej w oczy.
- C-Co ty robisz?! Zostaw! - odtrąciła moją rękę i cofnęła się nerwowo do tyłu.
-Cicho. Nie krzycz. To las, tutaj mieszkają zwierzęta.-powiedziałem spokojnie.-Nie chcę ciebie skrzywdzić. Chcę zrozumieć, dlaczego tak się boisz.
- N-Nie możesz sobie po prostu pójść jak miliony omijających mnie osób? Pójdź, zapomnij, a ja zniknę, ok? Nigdy się nie spotkaliśmy i nie spotkamy. I koniec..
-Nie zrobię tego, bo mam swoje zasady. Nie ufasz mi? Dobrze, tak więc poznajmy się. Jestem Tadayoshi Kirishima.-podałem jej dłoń, choć wiedziałem, że mi jej nie uściśnie.-A ty?
Cofnęła się, zabierając ręce. Wiedziałem, że ich nie uściśnie. Cóż, nie będę naciskał. Również zabrałem dłonie, prostując się.
- Ayano... Ayano Adachi... Zadowolony? Świetnie, mogę już iść?
-Ayano, miło mi ciebie poznać. Nie chcę, abyś szła, bo nie chcę też patrzeć, jak w twoich oczach widnieje przerażenie. Kogo się boisz? Czego się boisz? Powiedz mi, pomogę ci.-stwierdziłem spokojnie.
- Nie! Nie chcę żadnej pomocy od nikogo.. Jeżeli tak bardzo chcesz tego to po prostu idź.. Tak mi pomożesz...
Westchnąłem, po czym uśmiechnąłem się delikatnie i wsadziłem do jej dłoni wizytówkę z moim numerem telefonu. Nie dotknąłem oczywiście przy tym jej dłoni, ani reszty jej ciała. Potem się cofnąłem i po prostu ruszyłem w stronę swojego domu. Wiedziałem, że nie będzie łatwo, ale że aż tak...
---
Następnego dnia, a raczej wieczora, stałem na ganku z przodu swojego domu, rozmyślając o wcześniej spotkanej dziewczynie, jaka nieco zamąciła mi w głowie. Nie byłem w sumie pewny, czy po prostu chciałem jej pomóc, czy jednak miało to jakiś głębszy sens. Nie znam się na uczuciach i nie wiedziałem, czy powinienem dociekać. Ubrany w marynarkę i wyjątkowo bez opaski na oku, oparłem się o drewnianą ścianę. Wyjąłem z kieszeni papierosa i podpaliłem go. Byłem jeszcze nieco poddenerwowany i zaciekawiony, ale powoli się uspokajałem. Wiedziałem, że muszę czekać na telefon od czarnowłosej. Wsadziłem sobie tytoń do ust i spokojnie wdychałem dym do swoich płuc. Przyglądałem się też letniej burzy, która tworzyła strumienie na bokach ulicy oraz kałuży na trawniku w moim ogrodzie. Nagle, ujrzałem czarnowłosą dziewczynę, jaka właśnie przechodziła. Oj, znałem tą panienkę. Prychnąłem kątem ust, po czym użyłem Mignięcia i szybko pochwyciłem ją, a następnie postawiłem na ganku, okrytym dachem. Szła tylko w bluzie i nie mogłem pozwolić, aby zmarzła. Zarzuciłem na jej ramiona marynarkę, a sam zostałem w białej koszuli i czarnej, eleganckiej kamizelce.
-Witaj, Ayano. Wybacz, że tak nagle, ale nie mogłem patrzeć jak idziesz w taką burzę, a na dodatek jesteś cała przemoczona.-powiedziałem i zgasiłem już spalonego papierosa w odpowiednim miejscu.
Od razu po tym wziąłem gumę do ust. Nie lubiłem tego zapachu ze swoich ust, więc chciałem go szybko unieszkodliwić. Spojrzałem na dziewczynę, wystawiając do niej dłoń z niedużą paletką gum miętowych w plastrach.
-Życzysz może sobie gumę do żucia?-zapytałem kulturalnie.
Jej drobna i drżąca dłoń, pochwyciła gumę, a potem cofnęła się. Uśmiechnąłem się do niej delikatnie, nie chcąc jej wystraszyć.
-Po co to zrobiłeś...-rzekła.
-Powiedziałem, że nie chciałem, abyś zmarzła i się przemoczyła. Chcesz może coś ciepłego do picia? Kawa, herbata, może kakao? Możemy ją wypić tutaj lub w środku. Ogrzejesz się trochę.-powiedziałem spokojnie.
- Nie dasz mi spokoju, co? Kakao... - weszła w głąb domu, jak gdyby nigdy nic.
-Oczywiście, że nie.-zamknąłem za nią drzwi, ale nie na klucz- Chodź, zapraszam do kuchni.
Ruszyłem z dziewczyną, otwierając przed nią wszystkie drzwi. Ta posiadłość była duża i nie chciałem, aby mi się zgubiła. Po chwili ukazała się jej kuchnia z ciemnymi jak noc ścianami, ciemnobrązową podłogą oraz z brunatnozielonymi meblami z drewna. Wszystko było w typowym, wiktoriańskim stylu, który tak uwielbiałem. Odsunąłem jej krzesło przy stole i zaprosiłem gestem dłoni.
-Usiądź sobie.
- Eem.. - usiadła lekko się trzęsąc - Niezły dom...
-Zarobiłem sobie na niego sam. -spojrzałem na nią i pokręciłem głową.-Poczekaj chwilkę.
Nastawiłem mleko na kakao, po czym poszedłem szybko do salonu, aby wziąć stamtąd koc. Wróciłem po chwili do Ayano i spokojnie narzuciłem jej na ramiona ciepły kocyk. Nie zabrałem od niej marynarki, bo chciałem, aby się ogrzała. Nie mogłem patrzeć, jak drży z zimna. Uśmiechnąłem się, po czym czekając na zagotowanie mleka, wsypałem do dość dużego kubka kilka łyżek słodkiego kakao, które zmieszałem z tym gorzkim, aby nie skręciło jej od słodyczy buźki. Zalałem jej to potem mlekiem, wymieszałem i postawiłem przed nią. Usiadłem, na miejscu na przeciwko dziewczyny, uśmiechając się.
-Pij proszę, póki jest ciepłe. Jak będzie ci jeszcze zimno, mogę ci zrobić jeszcze jedno kakao i ewentualnie donieść jeszcze jeden koc.-powiedziałem.
Drżącymi dłońmi chwyciła kubek w obie łapki. Cóż za urocze stworzenie...
- Nie rozumiem, po co to robisz.. Przecież inni i tak mnie olewają.. Czemu po prostu nie zrobisz tego samego...
-Jak już mówiłem, mam swoje zasady i dla mnie widok przerażonej kobiety nie jest codziennością. Jak widzę kogoś takiego, czuję potrzebę, aby pomóc. Niezła ironia, skoro nie jestem od tego.-podrapałem się po karku, po czym czując, że coś się dzieje z moim okiem, nałożyłem na nie opaskę.
Spojrzała w kubek i obiema dłońmi wypiła z niego łyk kakao. 
- Wow... Jedna osoba z pośród milionów...
-Nie martw się. Nie mam złych zamiarów. Po prostu chcę ci pomóc. W pewnym sensie wiem, jak to jest bać się dotyku. Zauważyłaś chyba, że noszę ciągle rękawiczki...-powiedziałem, pokazując jej dłoń.
- Ciebie przynajmniej ktoś widzi.. - szepnęła bardzo cicho, pijąc kakao.
-Ayano... Jak masz jakiś problem, możesz mi zaufać. Nie miałem łatwo w dzieciństwie i chciałbym teraz pomóc komuś tak, jak ten ktoś wcześniej pomógł mi.-powiedziałem spokojnie.
- Po pierwsze, odpuść sobie, a po drugie, nie dasz rady mi pomóc.. Nikt nie da.. A tak poza tym. Nie ufam żadnej osobie chodzącej na tej ziemi...
-Dobrze, a jak zyskam twoje zaufanie? Zgodzisz się, abym przynajmniej spróbował ci pomóc?
- Skąd mam wiedzieć jak się zyskuje zaufanie.. Nie mam pojęcia..
-Moim pierwszym krokiem, będzie próba tego, abyś dotknęła chociaż palcem mojej dłoni. Nie martw się, nie będę na ciebie naciskał, abyś to zrobiła z przymusu.-uśmiechnąłem się.-Chcę, abyś sama przezwyciężyła kiedyś swój strach, dobrze? A przez ten czas, będę z tobą spokojnie rozmawiał, poznawał ciebie, a ty mnie.
- I myślisz, że tak po prostu się zgodzę? Posłuchaj, ostatni raz konwersowałam z kimś obcym jakiś rok temu, a tak to gadam z trupami. Nie oczekuj ode mnie sympatii i wszelkiego entuzjazmu...
Wzruszyłem ramionami, nadal się uśmiechając.
-Nigdy nie miałem sympatii i entuzjazmu, ani innych pozytywnych emocji. Szczerze mówiąc, jedyne co zadawali mi rodzice to ból i cierpienie fizyczne oraz psychiczne. Więc powiedzmy, że dostaniesz ode mnie to samo, bo nie umiem robić nic innego. No... Może jestem trochę opiekuńczy...-dodałem, patrząc jej w oczy.
- Rodzice... - zagapiła się, lecz po chwili się otrząsnęła, dopijając kakao.
-Słuchaj, nadal pada. Mogę ci udostępnić na dzisiejszą noc jeden z pokoi. Śpię na samej górze na strychu, więc jak będziesz czegoś potrzebować, będę tam. Pokoje są zamykane od środka, ale okna się całkowicie nie otwierają. Można je tylko uchylić.-powiedziałem, zabierając od niej pusty już kubek.
- Poradzę sobie i wrócę do domu... - wstała z krzesła.
-Ayano, proszę cię. Nie chcę, abyś była chora. Zostań, a jutro już nawet w nocy będziesz mogła iść. Przeczekaj przynajmniej tą burzę. Uwierz mi, że letnie deszcze są długie i intensywne, a na dodatek często chłodne.-rzekłem, stając na przeciwko niej, na bezpiecznej odległości, aby jej nie zdenerwować.
Spojrzała w sufit, warcząc.
- Aargh!
-Coś się stało? Nie zrozum mnie źle, nie chcę, abyś mi zachorowała z mojego powodu....
<Aya-chan?>
Ilość słów: 2030

sobota, 19 maja 2018

Od Tadayoshiego do Ayano

-T-Tadayoshi... W-Wywołujemy d-dzisiaj ducha...?-zapytała.
Czarnowłosa przewodnicząca klubu okultystycznego przyglądała mi się uważnie. Jej oczy wyglądały jak zawsze pusto, ale jak tylko wspomniała coś o duchach, ujrzałem tam iskierkę ciekawości oraz ekscytacji. Oka była kimś innym jak była w swoim klubie. Uśmiechała się częściej, częściej się odzywała i robiła wiele innych rzeczy, jakich zazwyczaj nie robiła na codziennie. Poprawiłem opaskę na swoim oku, po czym uśmiechnąłem się szeroko.
-Jasne. Bardzo chętnie. Może nam się uda wywołać jakiegoś. W sumie, chyba tylko raz nam się udało.-poklepałem dziewczynę po głowie.
Usiadłem przed kręgiem, przy jakim zawsze wywoływaliśmy duchy. Był on z przeróżnymi symbolami, a wokół w odpowiednich odległościach umieściliśmy świeczki, które podpaliliśmy w kolejności, jaka była zapisana w notatniku Oki. Uśmiechnąłem się, siadając po jednej stronie kręgu, a dziewczyna zasiadła na przeciwko mnie. Spletliśmy nasze palce, wyłącznie palce i zamknęliśmy oczy. Czułem jak dziewczyna zaczyna drżeć, w sumie jak zawsze. Musiałem zachować powagę, a gdyby nie to, na pewno bym się zaśmiał.
-O wielki duchu świętego. Pojaw się i okaż nam swoją wielkość. Chcemy zobaczyć, jakiś ty niesamowity i wielki. Ukaż nam swoją arystokrację.-powiedziała Oka.
Ja z kolei wyłącznie szeptałem sentencje, jakie mówiłem tak wiele razy, że zapamiętałem je. Jestem aktorem, któremu nauczenie się kwestii nie zajmuje więcej niż dwadzieścia minut. Dłonie dziewczyny zacisnęły się na moich, a ja uniosłem spojrzenie. Otworzyłem szerzej oczy, kiedy źrenice kobiety stały się białe jak śnieg. Opętał ją. Udało nam się.
-O wielki duchu świętego. Czy tutaj jesteś?-zapytałem.
-Ja... Tutaj... Jestem...-szepnęła Oka zmodulowanym głosem.
Tak. To był zdecydowanie duch. Nareszcie nam się udało! Uśmiechnąłem się szeroko, ale po chwili znowu spoważniałem. Nie mogłem okazać widmie, że cieszę się z obecności i że się go nie boję. W nekrologu informowali, że duchy nie lubią rechoczących się osób i tym podobnych. Na spokojnie zacząłem konwersować z fantomem, a po kilku minutach niestety świece zgasły, a Oka potrząsnęła głową. Odczekałem chwilę, a kiedy już dziewczyna się uspokoiła, zaśmiałem się i przytuliłem ją.
-Udało nam się! Oka, drugi raz nam się udało!-krzyknąłem.
Czarnowłosa też zaczęła się śmiać, wtulając się we mnie. W sumie dziewczyna była dla mnie dobrą przyjaciółką. Nie najlepszą, ale taką dobrą, była. Pogładziłem ją po plecach, a potem wstałem, wyjmując z kieszeni telefon. Syknąłem pod nosem, widząc SMS-a.
-Wybacz mi Oka. Muszę iść. Mam sesję. Do zobaczenia jutro.-powiedziałem, idąc do wyjścia z klubu.
-D-Dobrze. D-Dziękuję ci za d-dzisiaj. D-Dzięki tobie t-ten klub nadal i-istnieje.-szepnęła, uśmiechając się.
-Nie ma problemu Oka-chan.-poprawiłem rękawiczki i wyszedłem.
Tak... Uwielbiam okultyzm. To niesamowita ucieczka od świata realnego. W sumie, jestem złączony ze światem okultystycznym, ale... Nie w taki sposób jaki bym chciał.
---
Po sesji ruszyłem spacerkiem po mieście. Jak ja lubiłem ruch. Przecież w Pustce nie było prawie nikogo. Wszyscy chowali się ze strachem w domach, a jak ktoś wyszedł, już nie wrócił. Nie rozumiałem tego i ciężko było to zrozumieć. Podejrzewam, że nawet to, że jestem następcą tronu nie zawahałoby najśmielszym zabójcą. Nic ich nie przestraszyło nigdy. Nawet mój ojciec. Byłem wściekły, że nic nie chciał zadziałać w tym wszystkim. Żadnej zasady, żadnej kary. Nikogo nie wysłali na pościg. Miałem chęć zajebać własnego ojca i jego żonę. Ta szmata była okropna. Przez nią muszę nosić rękawiczki, bo te cholerne oparzenia są bardzo szpetne. Nie chciałem, aby było je widać na sesjach do magazynu "S". Odebrałoby mi to kilkunastu fanów i zaważyło by na mojej pracy. Nie chcę jej stracić, bo dostaję za nią dobre pieniądze i mogę utrzymać swój dom. O to mi chodziło. Zdobyć pracę, mieć dom, mieć rodzinę. Rodzina... Jak mam znaleźć kogoś, kto mnie pokocha, kto będzie chciał mieć ze mną dzieci... Jestem z rodu Kirishima. Z rodu, który w niektórych miejscach wzbudza większy strach niż półbóg śmierci. Nie, nie jestem silniejszy, ale momentami nadnaturalni boją się bardziej nas. Tak bardzo nie chciałem być taki jak ojciec. Rozejrzałem się z ciekawością wokół siebie. Ło, trochę przesadziłem, bo dolazłem do parku, a to całkowicie gdzie indziej niż mój dom. No cóż, chyba wrócę Mignięciem. Kiedy już miałem zamiar się przygotować, kogoś potrąciłem. Spojrzałem na dziewczynkę i uśmiechnąłem się, podając jej dłoń.
-Hej, wszystko w porządku? Przepraszam, że na ciebie wpadłem.
<Ayanuś?>
Ilość słów: 618

Witamy - Tadayoshi Kirishima!

Imię i nazwisko: Tadayoshi Kirishima
Pseudonim: Tada-kun, Tada, Taki, Yoshima, Kiriyoshi, Tadashima. Zazwyczaj nazywają go też Jednooki, Pirat, Zabójca z Pustki, Odmieniec, Outsider, Zniesławiony.
Wiek: 20 lat
Data urodzin: 13 października
Płeć: Mężczyzna. Masz może jakieś wątpliwości?
Orientacja: Heteroseksualny
Partner: Żart chyba. Nie zakocha się w nikim ani nie zauroczy od tak... Uważa, że na to trzeba czasu...
Klasa: II X
Kluby: Klub Artystyczny/Teatralny i Klub Okultystyczny
Rasa: Półbóg
Specyfika: Tadayoshi jest półbogiem, lecz jego geny to tylko przypadek. Mimo tego, że jest on pierworodnym, jest też bękartem swojego ojca i bogini niezgody oraz wszelkiego zamętu-Yamakiry. Chłopak mimo to nie ma tylko cech swojej matki, ponieważ ma też geny po ojcu i jego bardzo różnorodnej rodzinie. Klasyfikuje się go jednak jako właśnie półboga.
-Półbóg-rasa dominująca, która w jego genach zasiała wiele zamętu. Po matce odziedziczył czarne jak noc skrzydła oraz połyskujące żółcią oczy. Ma też kilka cech jej charakteru, ale to przez geny matki, momentami nie wiedząc o tym traci kontrolę, hipnotyzuje spojrzeniem i namawia do złego,
-Wampir-po którym wyłącznie ma momentami dużą rządzę krwi oraz raz co raz ma niechęć do światła. Szczerze mówiąc mało kto wie, dlaczego ma tak mało od tej rasy,
-Zmiennokształtny-którego umiejętności były jego cechą nabytą. Dzięki ciągłym przesiadywaniom w książkach, jakie były w bibliotece w jego rodzinnym domu. Ciągłe ćwiczenia doprowadziły go do jakiegokolwiek poziomu wiedzy i umie się zmieniać w kilka pomniejszych stworzeń, takich jak szczur czy kot,
-Kitsune-rasa jaką odziedziczył po ojcu. W formie lisa ma on dziewięć ogonów, podobnie jak w formie pół-lisa. Kiedy gra lub czasami nawet zabija za pieniądze, nosi maskę czarnego, złego lisa,
-Zombie-a dlaczego? Podobno osoby z rodu Kirishima miały jakichś przodków zombie. Chłopak niedawno odkrył, że kiedy się denerwuje czy też czuje jakąś inną, negatywną emocję, wypada mu oko. Brzmi śmiesznie. Nauczył się nad tym nieco panować, ale jak nie bierze odpowiedniego leku w pełnię, niestety nie ma nad tym kontroli. Dlatego też postanowił ciągle nosić opaskę,
Charakter: Tadayoshi to specyficzna osoba. Ludzi przeraża jego zachowanie, wygląd i to, że po zajęciach zawsze siedzi w klubie okultystycznym z Oką Ruto. Wszyscy zazwyczaj mijają go szerokim łukiem, ale on ma to tak prawdę mówiąc gdzieś. Momentami lubi sobie kogoś postraszyć swoją mocą związaną ze szczurami. Raz nawet wszedł w umysł nauczyciela i rozebrał go na oczach klasy. Wbrew pozorom, Tada jest postacią bardzo kulturalną w towarzystwie, grzeczną i uczynną. Wobec kobiet jest dżentelmenem, a wobec chłopaków zachowuje się tak, jak powinien. Nie odmawia nigdy wypadu na piwo. Ciemnowłosy uśmiecha się momentami, ale na co dzień chodzi z poważnym wyrazem twarzy. Na dobro odpowiada dobrocią, ale na zło odpowiada złem. Nigdy nie pozwala sobie w kaszę dmuchać. Jako dobry aktor umie przybrać taką, jaką maskę chce. Czasami siedzi na przerwach z nekrologiem w dłoni. Po lekcjach w swoim domu w piwnicy, ćwiczy swoje zdolności.
Aparycja: Tadayoshi to wysoki (198 cm) i umięśniony chłopak, który odstrasza niektórych momentami swoim zamiłowaniem do garniturów lub ubrań w stylu wiktoriańskim. Na oku zawsze i to zawsze ma opaskę, rzadko kiedy pojawia się bez niej (tak, też w niej śpi). Ma włosy w odcieniu czarnym, które w świetle wyglądają jak ciemnogranatowe. Jego odkryte oko lśni żółtym kolorem i wygląda naprawdę pięknie w jasnym świetle księżyca. Uśmiecha się momentami, ale to nie tak, że to robi to bez przerwy. Czasami wydaje się przerażającym chłopakiem, który bladą cerą odstrasza wszystkie osoby nie znoszące okultyzmu.
Głos: Dragon Stone
Dom: Bogato zdobiony budynek w stylu gotyckim. Dominuje w nim czerń oraz biel, ale w niektórych pomieszczeniach można dojrzeć też elementy żółtego.
Współlokator: -
Zainteresowania: Półbóg uwielbia okultyzm. To jego pierwsze i największe zainteresowanie. W mieście rodzinnym widział wiele śmierci i innych aktów zbrodniarzy. Zawsze go ciekawiło, gdzie lecą lub gdzie są te dusze. Pasjonowali go najbardziej nekromanci, których podziwiał za czary i klątwy jakie rzucali. Do teraz często widzi się go w klubie okultystycznym. Drugą jego pasją jest teatr w którym spełnia się jako aktor idealny. Jest on chłopakiem utalentowanym i chętnie występuje w różnych przedstawieniach. Prócz tych dwóch, bardzo lubi gotować, uprawiać parkour i jedną z jego pasji to korzystanie ze swoich mocy.
Moce: 
-Żarłoczne stado- moc, która polega na przyzwaniu dużego stada szczurów jakie atakuje osoby jakie wybierze im przyzywający. Aby je przywołać, wymawia słowa "Harra Kisierr". Zależnie od jego wyboru, może on zmniejszyć ilość przyzwanych szczurów, ale im większa ich liczba, tym chłopak opada z sił.
-Mignięcie- pierwsza i podstawowa moc, jaką Tadayoshi odkrył. Polega ona na teleportacji na nieduże odległości. Dzięki jego ćwiczeniom, raz co raz może poruszać się nieco dalej. Aby jej użyć, musi powiedzieć "Sthu". Często podczas używania mocy, robi kombinacje, aby jak najwięcej uzyskać.
-Opętanie- moc jaka polega na przejęciu kontroli nad zwierzęciem lub też człowiekiem. Chłopak korzysta z tej zdolności dość często, ale też nie nadużywa jej. Kiedy zwierzę jest małe, np. szczur czy ryba, zwierzę po uwolnieniu od opętania umiera, człowiek z kolei wyłącznie wymiotuje, podobnie jak duże stworzenia, które wpierw uciekają, a potem wymiotują, np. pies. Chłopak po użyciu mocy jest niewidoczny, istnieje w ciele ofiary. Kiedy wnika w ciało, mówi on słowa "Kohayas", a wówczas w ciele ofiary słychać ciągle niepokojące szepty.
-Zakrzywienie Czasu- jedna z mocy Tadayoshiego która polega na spowolnieniu lub zatrzymaniu czasu. Czar spowolnienia trwa około 12 sekund, a zatrzymania 8. Mimo tego, że czas nie jest taki, jaki powinien być, chłopak nadal może być trafiony lub zraniony. Osoby z rodu Kirishima są odporne na Zakrzywienie Czasu. Aby użyć zdolności mówi "Rashkhul Rayah".
-Nakładanie klątw i czarów- których chłopak nie używa często. Może on zobowiązać kogoś do służenia mu lub słuchania się. Złamanie obietnicy danej przez osobę jaką zobowiązał, kończy się śmiercią, a on cierpi na tym psychicznie. Aby użyć mocy, mówi " Harkhar Ahrys".
Rodzina:
Corvo Kirishima- bardzo wymagający, okrutny ojciec, jaki bez zawahania bił, wręcz katował swojego syna i resztę swoich dzieci. Ostry, niemiły, chłodny i wiecznie oburzony światem mężczyzna, który traktował wyłącznie swoją żonę, a macochę Tadayoshiego, w sposób taktowny. Corvo to król Pustki.
Yamakira Sire- matka Tadayoshiego, która traktowała syna jako idealnego mężczyznę bez wad. Wiedziała, że nie będzie mogła widywać syna często, dlatego wsuwa się w jego sny i to właśnie tam rozmawia z dzieckiem.
Mashiro Kaldwin-Kirishima- macocha Tadayoshiego, która podobnie jak jego ojciec, katowała go. Chłopak ma na ciele wiele śladów po oparzeniach, gdyż jego macocha podpalała jego skórę w sposób bardzo brutalny. Mashito jest królową Pustki.
Emily Kaldwin-Kirishima- młodsza o 3 lata siostra chłopaka. Dziewczyna specjalizuje się w zabójstwie i robi to zawsze z uśmiechem. Mimo tego, że jest niepełnoletnia uciekła z Pustki i teraz chodzi po Arelionie jako bezkarna zabójczyni.
Akiyama Kaldwin-Kirishima- młodszy o 5 lat brat Tadayoshiego. Chłopak w młodym wieku naśladuje ojca i uważa go za ósmy cud świata. Nie znosi swojego starszego brata i nim gardzi, bo wie, że przez niego nie może być następcą tronu Pustki.
Morishige Kaldwin-Kirishima- młodszy o 7 lat brat Tadayoshiego, który jest dzieckiem, jakie mimo swojego wieku, lubi uciekać z domu i wędrować po świecie. Morishige to chłopak jaki pasjonuje się tym, co dzieje się wokół niego. Bliźniak Tokoyamiego.
Tokoyami Kaldwin-Kirishima- młodszy o 7 lat brat Tadayoshiego oraz bliźniak Morishige. Podobnie jak jego brat, często uciekają z domu, śmiejąc się sami z siebie. Nie przejmują się swoim ojcem, choć za ich wybryki często dostają po twarzy i kończą z siniakami.
Akira Kaldwin-Kirishima- najmłodsza z całego rodzeństwa dziewczynka, która ma zaledwie 5 lat. Boi się bardzo swojego ojca oraz matki. Podziwia swojego brata Tadayoshiego, który tyle lat zdołał wytrzymać z rodzicami.
Pupil: Dovakh
Inne:
-Model męskiego czasopisma "S",
-Ma na ciele wiele blizn od katowania przez ojca oraz opatrzeń, które wykonała mu macocha,
-Oka kiedyś wyznała mu miłość, ale odmówił jej. Teraz są dobrymi przyjaciółmi i zapomnieli o złych chwilach,
-Emily i Tadayoshi bardzo dobrze się dogadywali. Niestety ich kontakt się urwał,
-Jest w trakcie nauki zmiany w pumę,
-Ma prawo jazdy na motor,
-Prawie bez przerwy nosi rękawiczki,
-Czasami pali papierosy,
-Umie wytworzyć sobie kocie uszka i ogon,
-Uwielbia kwiaty i wilki,
-Często wychodzi do klubów,
-Gra w zespole Altaira jako basista,
Kontakt: YukiKunoka [hw], Lollypolyon#2332 [discord]
Motto: "Nie każdego dnia mam siłę, aby udawać, że... Wszystko ze mną jest w porządku."
Źródła zdjęć: Pinterest
Relacje: 
Altair Gabriel Taiga- jego kumpel z którym spędza dość dużo czasu. Wraz z Nitzanem często wychodzą, upijają się momentami. To przy nich właśnie Tadayoshi jest zawsze szczęśliwy, bo nie zostawili go nawet wtedy, kiedy dowiedzieli się o jego genach.
Nitzan Jashimoto- jego przyjaciel z którym spędza dużo czasu. Uwielbia z nimi żartować, choć momentami wygląda na mruka. Zdarza mu się jednak na początku zachowywać poważną twarz, a potem śmieją się jak wariaci.
Oka Ruto- koleżanka z klubu okultystycznego i dobrze się z nią dogaduje. Lubią się bawić w rysowanie kręgów oraz wspólne czytanie ksiąg nekrologicznych i różnych takich.
Eren Kurushimi- znajomi z młodszych lat życia. Często się wymykał do jego domu, gdzie się razem bawili. Nie znał wiele osób, więc strata Erena nieco się na nim odbiła. Bardzo go lubi i chciałby go spotkać jeszcze raz.
Ważne opowiadania: ---
Inne zdjęcia: (po kliknięciu, lepsza jakość)