Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Judy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Judy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 marca 2018

Od Judy do Kuroko

Dźwięki smutku rozległy się po hali sportowej, gdy nasza drużyna przegrała pierwszego seta. Wraz z innymi cheerleaderkami stałyśmy gdzieś z boku, stąpając z jednej nogi na drugą, przy okazji delikatnie machając naszymi pomponami.
Spojrzałam trochę zmartwiona na Mary z przodu. Nie wyglądała na zbyt zadowoloną… Jak większość osób z naszej szkoły. Jednak pan Sukja się nie poddawała i witał swoich zawodników z uśmiechem na ustach. Każdy, kto go znał, wiedział, że teraz mówi im wesołe rzeczy i zapewnia, że po przegranej mogą pójść na miasto odpocząć i się zabawić. Niby to był tylko mecz towarzyszki… ale takie rzeczy w naszej szkole traktuje się całkiem poważnie i to nie tylko ze względu na to, że nasz dyrektor przejmuje się nawet najmniejszym sukcesem. Po prostu dość dużo osób lubi oglądać mecze.
- Wychodzimy! - zawołała Mary i weszła na boisko. Wszystkie stanęłyśmy bliżej naszej strony kibicowania podczas meczu. Muzyka poleciała z głośników, a my zaczęłyśmy tańczyć swój układ. Kilka kroków do przodu, kilka do tyłu… zanim się obejrzałam, już stałam na szczycie piramidy stworzonej przez resztę dziewczyn, po czym wykonałam salto w tył, lądując na ziemi ze zgiętymi kolanami. Wyrzuciłam ręce w górę, jeszcze przy tym skacząc. Zeszłyśmy z boiska, jednak mnie Owieczka zatrzymała jeszcze na chwilę.
- Jeśli chcesz, to możesz pójść do szatni i tam odpocząć. Widzę, że nie najlepiej twoje nogi wyszły na tym skoku – rzekła. Naprawdę…? Przecież ja nawet tego nie czuję…
Zamknęłam na chwilę swoje oczy, następnie je otwierając z już włączonym rentgenem. Spojrzałam na swoje nogi. Faktycznie… Mary ma rację. Mimo że niczego nie poczułam, to wyraźnie widziałam, że moje mięśnie trochę na tym wycierpiały.
Zamrugałam kilka razy i już widziałam normalnie. Uśmiechnęłam się do siostry, dziękując jej za radę. Od razu ruszyłam do wyjścia z hali na korytarz, kierując się w stronę szatni. Ciekawe, czy Kuroko zauważył, że zeszłam i poszedł za mną… Fajnie byłoby z nim pogadać na czas mojej „przerwy”. Właśnie zmierzałam do szatni cheerleaderek, gdy dostrzegłam w oddali czyjąś postać. Męską, tak dokładniej. Do tego stojącą zaraz przed miejscem, do którego zmierzałam. Stanęłam pośrodku holu, jednak ten i tak musiał mnie usłyszeć. W sensie moje wcześniejsze kroki.
Odwrócił się w moją stronę, a ja mu się przyjrzałam. Był wysoki, trochę potężny, włosy miał w kolorze jasnego blondu, do tego postawione były do góry, a oczy posiadał czarne. Należał do drużyny siatkarskiej drugiej szkoły, widziałam go na boisku, jak grał. Na mój widok chytrze się uśmiechnął. Przechyliłam swoją głowę na bok i znowu ruszyłam, chcąc wejść do szatni. Może mnie nie zaczepi i pozwoli mi wejść do środka? Cicho się o to modliłam. Jednak, gdy chciałam chwycić za klamkę, ten momentalnie załapał za mój nadgarstek, odwracając się i w ten sposób przyszpilając mnie do ściany swoim ciałem. Otworzyłam trochę szerzej oczy na to wydarzenie. Głos uwiązł mnie w gardle i wręcz natychmiastowo spanikowałam. Miałam tylko nadzieję, że ktoś zaraz przejdzie tędy i dostrzeże mnie w „objęciach” tego blondyna.

<następne opowiadanie>
< Kuroko? >
Liczba słów: 485

poniedziałek, 26 lutego 2018

Od Judy do Sorayi

Weszłam do świeżo otwartego sklepu z łakociami. Cichy dzwonek umieszczony nad drzwiami dał o mnie znać pewnej przygrubej pani zza lady, która od razu przybrała szeroki uśmiech na swojej pyzatej twarzy. Przypominała mi trochę watę cukrową… Mniam! Odpowiedziałam na jej uśmiech swoim, śmielej wchodząc do środka, dodatkowo się rozglądając. Wszędzie… były… słodycze… A do tego ułożone według jakiejś kolejności! Chyba nawet alfabetycznie.
Przystanęłam przy szklanej ladzie, pod którą ułożone były duże i kolorowe lizaki w wiklinowych koszykach. Każdy był podpisany smakami. Brzmiały pysznie!
- Co dla ciebie, Kochanie? - usłyszałam nad sobą niski, damski głos. Podniosłam głowę, widząc ostrą zieleń oczu sprzedawczyni.
Znowu się rozejrzałam. To jest… trudne pytanie. Zatrzymałam swój wzrok na tabliczce z napisem „ŻELKI”, a potem po kolei przenosiłam go na każdą paczkę z tymi słodkościami. Czy ja widzę żelki w kształcie uszatych piesków…? Poczułam, jak oczy zaczynały mi się błyszczeć ze szczęścia. A jaką miały zabawną nazwę! „Pieselki” brzmiało dość ciekawie.
Usłyszałam za sobą dźwięk zawieszonego dzwonka przy wejściu, ale go zignorowałam. Właśnie miałam poprosić o podanie paczki tych żelków, gdy poczułam, jak ktoś mnie odsuwa na bok. A bardziej odpycha… Czarnowłosa dziewczyna trzasnęła lewą dłonią o szklany blat. Skądś ją znałam…
- Poproszę coś na ból głowy. Coś mocnego i byle szybko… - rzekła. Ten głos… No tak! Soraya! Przychodziła na trening cheerleaderek, jednak nigdy nie występowała na żadnym meczu… Jakoś nigdy nie miałam okazji się spytać czemu. W sumie mogłam o tym zacząć temat z Mary, ale… dopiero teraz na to wpadłam.
Pani zza lady była wyraźnie zdziwiona, ja w sumie też… w końcu… Znajdowałyśmy się w sklepie ze słodyczami… Wątpię, żeby jakieś leki tutaj były. Jednak o czymś sobie przypomniałam. Zrzuciłam swój plecak z królikiem na dół, łapiąc za suwak. Włożyłam dłoń do niego, szukając małego pudełka. Wyjęłam szybko ze środka pudełko Ibufenu i chwyciłam drugą ręką skrawka bluzy ciemnookiej. Zawsze nosiłam tabletki przeciwbólowe przy sobie, ze względu na moje siostry.
- Soraya… - zaczęłam. Gwałtownie odwróciła się w moją stronę, a ja wyciągnęłam tabletki w jej. - Te są dobre – powiedziałam, uśmiechając się. Szybko je wzięła i rozpakowała. Ja natomiast sięgnęłam jeszcze do królika i wyciągnęłam butelkę wody, którą znowu podałam dziewczynie. Z chęcią wzięła ode mnie wodę, po czym przełknęła leki. Westchnęła z ulgą, odchylając swoją głowę do tyłu. Zaraz dostałam butelkę z powrotem, wraz z pudełkiem Ibufenu.
- Dzięki… Judy – odpowiedziała, a na jej twarz płynął malutki uśmiech. Mój własny tylko się poszerzył. Wtedy dostrzegłam jej torbę na ramieniu.
- Gdzie idziesz? Trening się skończył – rzekłam. Poznałam jej torbę, którą przynosiła do szatni, by się przebrać…

< Soraya? >
Liczba słów: 426

niedziela, 4 lutego 2018

Od Judy do Kuroko

Zaśmiałam się ze słów Kuroko i z jego niesłuchania. Sama nie wiedziałam czemu, ale bawiło mnie to. Odpowiedział, że z chęcią ze mną pójdzie, nawet nie wiedząc, dokąd. W pewnym sensie było to urocze z jego strony.
- Chcę cię zaprowadzić na halę sportową. Zaraz będzie mecz towarzyszki z inną szkołą w siatce — rzekłam, uśmiechając się. Chłopak jakby mnie nie zrozumiał.
- Będziesz grać? - spytał, podejrzliwie na mnie patrząc. Nadymałam policzki.
- Ja wiem, że w siatkówce liczy się wzrost, ale gdybym chciała, to bym mogła zagrać — wyznałam, powracając swoją buzię do normalnego stanu. - Poza tym, to jestem cheerleaderką wraz z Mary. Musimy im kibicować — wyjaśniłam, na końcu przymykając oczy i się uśmiechając.
Jeśli dobrze pamiętałam, to mieliśmy grać z... jak ta nazwa brzmiała... A no tak! To była Akademia Izath, znajdująca się na południowym krańcu wyspy.
Znowu zaczęłam iść, ciągnąć siwowłosego za sobą. Jeśli poszlibyśmy przez szkołę, to droga zajęłaby nam o wiele dłużej, niż tak przez dwór. Poza tym musiałabym jeszcze się rozebrać, a to zabrałoby kolejne sekundy, jak nie minuty.
W końcu doszliśmy. Chwyciłam za poręcz otwierającą drzwi do hali, naciskając ją i pchając drzwi do przodu. Momentalnie znaleźliśmy się na boisku, na którym już rozkładali siatkę. Pociągnęłam Kuroko za sobą wzdłuż bocznej ściany, by przypadkiem nie ubrudzić podłogi, bo gdyby tak się stało, to od razu dostalibyśmy od pani Suzuko. Jak i nie od mojej siostry.
Przemknęliśmy do korytarza, gdzie znajdowały się szatnie, magazyn ze sprzętem sportowym oraz wejście na trybuny. Chciałam już ruszyć do pomieszczenia, w którym zwykle się z dziewczynami przebierałyśmy, ale... Spojrzałam na chłopaka za mną. On może być problemem. Przecież nie wprowadzę go nagle do szatni, bo któraś z dziewczyn mogłaby być w trakcie przebierania. A jego narażać też nie chcę. Puściłam rękę Kuroko, zwracając się w jego stronę.
- Jeśli chcesz, to możesz tu poczekać, lub od razu iść na trybuny. Ja muszę się przebrać — powiedziałam, po czym odbiegłam, machając mu na pożegnanie.
 < Kuroko? >
Ilość słów: 328

czwartek, 18 stycznia 2018

Od Judy do Kuroko

Mówiłam, że jest za zimno na lody. Teraz dostał za swoje, przewracając się na chodnik i zwalając je na ziemię. Odchodziliśmy z miejsca ich śmierci, kierując się do Auris. Widząc już mury naszej szkoły, zobaczyłam, jak przed wejściem zebrała się grupka uczniów, znajomych mi uczniów. Różowe włosy wręcz rzucały mi się w oczy.
- Kuroko... masz może rodzeństwo? - spytałam chłopaka, zerkając na niego. On również rzucił mi swoje szybkie spojrzenie.
- Przyszywanego brata... A ty? - dopytał, odbijając piłeczkę w moją stronę. Zauważyłam, jak tamta grupka zwraca się w naszą stronę. Już z daleko widziałam uśmiech Mary, jak mnie zobaczyła.
- Mam cztery siostry, które za chwilę poznasz — odpowiedziałam. Owieczka biegła w moją stronę... ze łzami w oczach? Aż mi się wierzyć nie chce.
- Zaraz, co? - pisnął chłopak. Jednak było już za późno. Moja najstarsza siostra rzuciła się, zamykając mnie w swoim żelaznym uścisku.
- Judyś! Jesteś wreszcie! Gdzieś ty była? - zaczęła krzyczeć, jeszcze mocniej mnie ściskając, niż zazwyczaj. Mimowolnie się cicho zaśmiałam na jej zachowanie. - I co się śmiejesz?! - pisnęła. - My tu sobie z dziewczynami gadamy, patrzymy w miejsce, gdzie wcześniej stałaś, a ciebie już nie ma! Kiedyś ty sobie poszła?! I po co? - opowiadanie minionych chwil to nie jej broszka. I mimo że nie widziałam tego, co Mary właśnie robiła, to wyobrażałam sobie, jak z mojej głowy przenosi swój wzrok na chłopaka obok. - Kto to? - spytała takim tonem... jakby miała zamiar kogoś zabić. I tym kimś nie miałabym być ja.
Wyjęłam w końcu głowę spod ciała siostry i spojrzałam na mojego towarzysza. Jego twarz wyrażała takie emocje, jakby zaraz miał umrzeć. Jeśli właśnie teraz tego nie zrobił... Wiedziałam już, że raczej sam się nie przedstawi.
- To Beckett Kuroko — rzekłam, widząc, jak reszta mojego rodzeństwa właśnie idzie w naszą stronę. Chyba tylko Owieczka tak bardzo przeżyła moje zniknięcie. - Pomógł mi dosięgnąć żelki, gdy byłam w sklepie — dodałam, mając nadzieję, że to złagodzi sprawę. Mary zawsze miała słabość do osób, które mi w tym pomagały.
- Naprawdę? - chyba nie chciała uwierzyć. A ja przecież nie kłamię! Momentalnie mnie puściła i to był cud, że nie zwaliłam się na ziemię. Podeszła do ciemnowłosego i się lekko skłoniła. No tak... teraz odezwały jej się japońskie zwyczaje. - Dziękuję, że podałeś mojej siostrze żeli z wyższej półki — powiedziała, w końcu się prostując. - Zawsze... miała problem z ich dosięgnięciem — dodała. Co...? Podwinęłam rękawy mojej bluzy, nadymając swoje policzki, jak u chomika. Chciałam zrobić pierwszy krok w przód, ale ktoś mnie powstrzymał. Jeny twardo za mną stała, delikatnie się uśmiechając. Natychmiastowo sobie odpuściłam, przytulając się do Jen, która zaczęła się ocierać swoim policzkiem o mój.

< Kuroko? > 
Ilość słów: 449

niedziela, 14 stycznia 2018

Od Judy do Kuroko

"Wilk"? Zamrugałam kilka razy ze zdziwienia. No tak! Zaśmiałam się cicho.
- Nic dziwnego. Oukami to wilk — wyznałam, nadal się śmiejąc. Chłopak przyłożył swoją dłoń do czoła.
- Faktycznie! - zawołał, po czym dołączył do mnie. Ruszyliśmy w końcu do kasy. Jednak ja co chwilę zerkałam na jego lody w dłoni... Serio, może być trochę na nie za zimno, ja bym nie ryzykowała. Bardziej naciągnęłam swoją czarną czapkę z chmurką na uszy. Stanęliśmy przy ladzie, przed którą był jeszcze jeden mężczyzna. Odrobinkę się cofnęłam, gdy ten chciał odejść i automatycznie w coś walnęłam. Podniosłam głowę do góry, zaraz znowu w coś uderzając, ale teraz trochę mocniej. Złapałam się za głowę, odrobinkę się schylając. Tym razem odwróciłam się przez bok i zobaczyłam, jak Kuroko sam masuje się po brodzie. Chyba już wiem, w co walnęłam...
- Przepraszam! - zawołałam, patrząc na jego twarz i machając nerwowo rękami.
- Nie, to ja przepraszam — rzekł, nieznacznie się zniżając. Wtem za sobą usłyszałam czyjeś odchrząknięcie. Pani przy kasie wyglądała na zmęczoną. Szybko się ogarnęłam, kładąc moje żelki na ladzie, a potem za nie płacąc. Po schowaniu paczki do mojego plecaka w kształcie królika postanowiłam poczekać na mojego nowego znajomego. Dołączył do mnie już po chwili, otwierając swoje lody... Ciekawe, jakiego są smaku. W sumie to bym z chęcią zjadła jakieś, czemu nie. Mimo że potem mogę zachorować, czy coś takiego...
- Gdzie teraz idziesz? - spytałam się, będąc naprawdę ciekawa tego, co teraz będzie robić. Może mogłabym do niego dołączyć? Mogłoby być fajnie!

< Kuroko? >
Ilość słów: 251

niedziela, 7 stycznia 2018

Od Judy do Daikiego

Byłam lekko zaskoczona. Zauważył w tej ciemności, że się trzęsę? Faktycznie, za ciepło tutaj nie było, jednak myślałam, że przynajmniej moje zęby nie szczękały. Mimo to chwyciłam w końcu bluzę daną mi przez Daikiego i od razu poczułam, jaki materiał był nagrzany. Opatuliłam się nim, wkładając ręce do strasznie długich rękawów. Dzięki temu od razu zrobiło mi się cieplej. Muszę zacząć nosić grubsze rajstopy...
Wtem mój wzrok przyciągnął mały ogień, który pojawił się na dłoni chłopaka. Wypowiedziałam nieme "wow", przyglądając się, jak płomyczek delikatnie tańczy w powietrzu. Mimo że chyba ktoś ode mnie z klasy tak potrafi, to nie widziałam, by robił to publicznie. A tu to co innego!
- Na czym skończyliśmy? - usłyszałam jego głos, na co podniosłam swój wzrok. Nie patrzył w moją stronę, tylko na swoją rękę. Może musi się skupić na tym, co robi? Ja za to zwinęłam swoje dłonie w piąstki, stukając się nimi. Jednak zaraz oparłam na nich swoją głowę.
- Masz ciepłą bluzę. Dziękuję - rzekłam, na końcu przy okazji ziewając. Może być mi teraz za ciepło. Tylko żebym nie zasnęła. Chociaż nie pogardziłabym. A patrząc z drugiej strony, skoro zostaniemy tu na noc, to i tak raczej nie będziemy cały czas siedzieć. Zwłaszcza że ja prędzej czy później odlecę do krainy snów. I obym nie miała koszmaru o pająkach jak ostatnio. Aż ciarki po mnie przeszły na myśl o wspomnieniu mojego wczorajszego snu. Nienawidzę, gdy zdarzają mi się takie... One są najgorsze.
- Nie dziękuj - odpowiedział, rzucając mi szybkie spojrzenie. Spojrzałam pod siebie, przybliżając do twarzy ręce, by trochę w nie pochuchać. Ciepło rozpłynęło się po mojej twarzy... wraz z czymś dziwnym. Powąchałam materiał, który miałam na sobie... i od razu poczułam, jak się czerwienię. No bo... rzadko mam okazję noszenia męskich ubrań, które dodatkowo... tak ładnie pachną. Znowu popatrzyłam na płomień unoszący się nad ciałem Daikiego.
- Umiesz stworzyć tylko to? - spytałam, będąc ciekawa jego umiejętności. Skoro również chodzi do Auris, to musi mieć jakieś nadnaturalne moce. A przynajmniej wywnioskowałam to nie tylko przez jego ogień. Chłopak zwrócił się gdzieś na bok, jednak widziałam, że nie był do końca zadowolony z tego pytania. Nie lubi ich? Nie wiedziałam... A szkoda, chciałam się czegoś o nim dowiedzieć.
- J-jeśli nie chcesz, to nie musisz odpowiadać - zareagowałam, machając obronnie dłońmi przed sobą. Choć to oczywiste, że chciałabym wiedzieć. Uśmiechnęłam się dodatkowo, by go chociaż zapewnić, że nie zależy mi aż tak. I to nie tak, że to kłamstwo z mojej strony, skądże... Wtem usłyszałam dość znajomy mi dźwięk. Burczenie brzucha. Zaśmiałam się, zakrywając swoje usta rękawem bluzy i spojrzałam na chłopaka obok.
- Ktoś tu jest głodny - dalej cicho się śmiałam. Powinnam mieć coś w plecaku... Wyjęłam swoje ręce z materiału i odłożyłam całość zaraz obok. Wzięłam przed siebie dużego, miękkiego w dotyku i pluszowego królika i odsunąwszy suwak na jego głowie, włożyłam do niego rękę. Długopis, jakiś notes, słuchawki w kształcie białych łapek... są! Ciastka wraz z żelkami! To dobrze, że jednak przyjęłam je od Jeny, gdy szłam z resztą sióstr do tamtej kawiarni na coś ciepłego. Wyciągnęłam paczki w stronę blondyna, szeroko się uśmiechając.
- Chcesz? Ciastka są chyba z czekoladą, a żelki w kształcie owocowych myszek - powiedziałam, trzęsąc opakowaniami.

< Daiki? >
Liczba słów: 535

Od Judy do Daikiego

Gdy poczułam szarpnięcie w windzie, w której aktualnie byłam, prawie się zwaliłam na ziemię. Uratowała mnie szyba z zamontowaną poręczą, o którą się w ostatnim momencie oparłam. Rozejrzałam się wkoło. Stoimy w miejscu... i do tego między piętrami! Szybko zerknęłam na telefon w mojej dłoni, gdzie pisałam z siostrami. Dostałam zadanie od Mary, by zajść do sklepu i odebrać pewne buty, które zamówiła sobie oraz mi. Nie miałam pojęcia, jakie miały być, ale wiem, że były do siebie podobne... Jak nie takie same. Jednak to, że teraz znajdowałam się w powietrzu, nie było dobrą rzeczą. Ponieważ ta firma zamyka sklep za niecałą godzinę!
- Cholera... - usłyszałam obok siebie. Zerknęłam na... dość wysokiego blondyna, który nieszczęśliwy również opierał się o poręcz, tylko po drugiej stronie. To śmieszne... Nie dość, że spotkaliśmy się wcześniej w kawiarni, gdy na niego wpadłam, idąc do toalety, to teraz razem utknęliśmy. On chyba również mnie poznał (a przynajmniej tak mi się zdało), gdyż się lekko się uśmiechnął.
- Masz talent do wpadania w kłopoty - dodał, po czym schował swoje słuchawki do kieszeni. Zamrugałam kilka razy. Nie rozumiem... Ja i kłopoty? Przekrzywiłam głowę na bok, wpatrując się w blondyna.
- Pierwsze słyszę - rzekłam, zaraz znowu wpatrując się w ekran telefonu. Owieczka się pyta, czy już odebrałam buty... Rozejrzałam się wkoło, wypatrując jakiejś osoby, która widząc nas w potrzasku, mogłaby zawołać jakąkolwiek pomoc, ale... Pewnie jeszcze ktoś przyjdzie! Uśmiechnęłam się do siebie, tym samym chcąc dać samej sobie jakiejś otuchy. Wtem światło padające nad nami zgasło, a dookoła nas zrobiło się strasznie ciemno. P-prądu nie ma...?
- Eeeee? - pisnęłam, gdy nawet mój telefon się wyłączył. J-jeden procent baterii... Świetnie!
- To mamy problem... - odezwał się chłopak obok. Popatrzyłam w jego stronę, ale szczerze mówiąc... ledwo cokolwiek widziałam. Choć musiałam przyznać, że jego kolczyk w uchu nieźle się jednak błyszczał. Zwróciłam wzrok na swoje trampki przed kostkę z nadrukami lodów w rożku, a złapawszy dłonią lewe ramię, oparłam się o ścianę windy. Wtem dało się usłyszeć dźwięk, który oznajmiał w centrach handlowych o jakimś ogłoszeniu. Najczęściej dotyczących przestawienia samochodu.
- Uwaga, klienci. Wiatr uszkodził linie energetyczne i nie ma prądu. Proszę nie panikować i spokojnie udać się wyjściem awaryjnym na zewnątrz. Dostaliśmy wiadomość, że awaria może potrwać nawet całą noc. Powtarzam: wiatr uszkodził linie energetyczne i nie ma prądu. Proszę nie panikować i spokojnie udać się wyjściem awaryjnym na zewnątrz. Dostaliśmy wiadomość, że awaria może potrwać nawet całą noc. Dziękuję za uwagę - powiedziano przez głośniki.
- Całą... noc...? - szepnęłam, patrząc się z niedowierzaniem na drzwi przed nami, przez które ludzie właśnie wychodzili. A my, to co!?
- Najwidoczniej... - odpowiedział blondyn. No to ładnie. Chociaż...
- Jestem Okami Judy - powiedziałam w jego stronę, lekko się uśmiechając. Spojrzał na mnie trochę zdezorientowanie. - Skoro spędzimy tu jakiś czas, to powinniśmy się poznać - zaśmiałam się, przymykając oczy.
<następne opowiadanie>

< Daiki? Nie komentuj, proszę.. .>
Ilość słów: 475

piątek, 5 stycznia 2018

Witamy - Judy Okami!

Imię i nazwisko: Judy Okami
Pseudonim: Mary dziwnie lubi się do niej zwracać Sweetie. A tak ogólnie jest otwarta na wszystkie propozycje. Choć trzeba dodać, że w jej przypadku często jest używane określenie "Mała", które jej nie przeszkadza.
Wiek: 15 lat
Data urodzin: 28 lipca
Płeć: Kobieta
Orientacja: Hetero
Partner: To... jest jedno z jej skrytych marzeń.
Klasa: I Medyczna
Kluby: Klub cheerleaderek
Rasa: Złote Kitsune
Specyfika: Z wyglądu jest najzwyklejszym człowiekiem.
Charakter: Każdy, kto widuje Judy codziennie na korytarzu, lub nawet w jej klasie, wie, że cały czas jest uśmiechnięta. Co się dziwić, prawdziwa z niej optymistka. Nie lubi widzieć świata w złych barwach i zawsze uważa, że można być szczęśliwym z nawet najmniejszej rzeczy. No prawdziwe dziecko szczęścia, które rozszerzając swoje wargi, może zarazić tym prawie każdego. Do tego łatwo jest sprawić, by się zaśmiała. Co jest potrzebne? Wystarczy tylko głupi, nawet nieśmieszny żart, potknięcie się chociaż o własne nogi lub przekręcenie jakiegoś słowa. Wtedy pewne jest, że każdy w pobliżu usłyszy jej śmiech, który niektórym przypomina dźwięk dzwoneczków. Dodatkowo osoby, którym uda się przesadzić z tymi rzeczami, mają "szczęście" usłyszeć jej unikalny chichot, sprawiający wrażenie, jakby właśnie się dusiła, naprawdę. Gdy była w gimnazjum, to pewna nauczycielka chciała już wzywać karetkę. Jednak jak łatwo się cieszy ze wszystkiego, to na szczęście trudniej jest sprawić, by swój humor straciła. Tu już trzeba nieźle się namęczyć, a dany sposób zależy od osoby oraz od relacji, jakie ze sobą mają.
A w jaki sposób można zacząć z nią jakąkolwiek znajomość? Tu wystarczy zwykłe "cześć", a resztą zajmie się jasnowłosa. Jest naprawdę przyjacielską osobą, która nie odtrąca nikogo, nie zważając nawet na czyjąś pozycję czy wygląd. Jednak to nie znaczy, że nie trzeba uważać na to, co się przy niej robi. Na pewno nie można używać przy niej słów związanych z wagą lub dietą. Będąc w gimnazjum, dziewczyny z jej klasy podejrzewały u niej anoreksję, a gdy ta plotka już przeszła, zaczęły ją męczyć pytaniami o to, jakiej diety używa, by wyglądała tak... jak na przykład teraz. Tak się to na niej odbiło, że na każdą osobę mówiącą o tym, ma tak zwanego focha. Tylko proszę nie złościć się do razu, gdyż jej obrażanie się wygląda bardzo mizernie. A co mam na myśli? To, że już po nie całej minucie znowu zacznie rozmawiać z osobą, którą chwilę temu jeszcze nie lubiła. Powód - jej cecha szybkiego wybaczania, naturalnej radości... i trochę tego, że zdarza jej się coś szybko zapominać. Pamięta tylko to, co chce i uważa, że jeszcze nie raz jej się przyda. Reszta od razu ląduje w czarnej dziurze, która swoje miejsce ma gdzieś tam w jej mózgu (nikt nie wie, gdzie dokładnie).
Co jeszcze charakteryzuje jasnooką? Na pewno to, że niczego się nie boi. No... istnieje jeden wyjątek, ale prawie nieważny. Są nim... pająki. Ona mówi, że to arachnofobia, ale według mnie... to coś potężniejszego. Otóż gdy tylko zobaczy jednego pajęczaka, zaczyna krzyczeć, piszczeć, a potem płakać. Jeśli szybko nie zostanie on zabity lub zabrany gdzie indziej, to istnieje możliwość, że straci przytomność. I mimo że w całym swoim życiu miała tak tylko raz, to już nigdy nie chce tego przeżyć. Na szczęście po takim spotkaniu można w łatwy sposób ją uspokoić. Jedno słowo - "przytulanie". Ta czynność jest dla niej prawie całym światem i mogłaby to robić godzinami, serio. Często używa do tego swoich pluszaków, które trzyma w pokoju (na łóżku, trochę ich jest) lub starsze siostry, w szczególności Owieczkę, czyli Mary... bo wiecie, Mary miała owieczkę, co nie? Hehe...
Poza tym jest z Małej straszna zazdrośnica. I choć każdemu wmawia, że ta cecha u niej nie występuje, to i tak można samemu to dostrzec, widząc to, jak się zachowuje wobec osób, z którymi rozmawia, a te potem zmieniają obiekt swojego zainteresowania. Jeśli tak się stanie, to zaczyna nadymać swoje policzki niczym chomik. Bardzo lubi być w czyimś centrum uwagi, zwłaszcza u chłopaków. Jednak to, jak się ubiera i zachowuje, nie zależy od tego, że marzy o tym, by któregoś poderwać, czy by się w niej zakochał, o nie. Po prostu bardzo lubi swój styl i charakter, nic poza tym (jasne...).
Jest również dość śmiała, by spytać się kompletnie obcej osoby na ulicy, czy spódniczka jej się nie podwinęła, tusz do rzęs rozmazał oraz czy kokardka na głowie jej się nie przekrzywiła. Dużo osób określa całe zachowanie dziewczyny, jako infantylne. I to nie tylko przez to, o czym już pisałam. Gdy na czymś siedzi i nie dosięga stopami ziemi, zaczyna odruchowo nimi machać w przód i w tył na przemian... no bo w sumie nie ma co z nimi zrobić. Urok bycia niskim, mówią. I też przez to ma kilka życiowych problemów. Po pierwsze, zawsze w tłumie ktoś może niechcący ją szturchnąć, nadepnąć na jej stopę. Po drugie, problem u niej stanowi dosięgnięcie na wysokie półki, jak na przykład w sklepie. Zwłaszcza w jej ulubionym ze słodyczami, gdzie te szafki sięgają naprawdę wysoko. Zawsze musi wtedy prosić jednego z obsługi o pomoc. Oczywiście ona bardzo chce urosnąć, być jak jej siostry i rodzice, przez co stara się pić codziennie mleko, jednak... coś jej nie wychodzi, a zamiast rosnąć w górę, to jej biust staje się większy.
Kłótnie... coś, czego nie lubi najbardziej na świecie. Nie ma do nich talentu ani cierpliwości, a odpowiedzenie komuś na jakąś zaczepkę, kończy się u niej niepowodzeniem. Choć zdarza się, że pójdzie z nurtem tej osoby i odpowie dość niekulturalną wiązanką słów, którą głównie nauczyła się od Lucy i taty. No cóż... Na nic zdały się zakrywanie jej uszu przez najstarszą siostrę, gdy te słowa padały z ust tamtej dwójki. Niestety... Dobrze, że Mary nie wie o tym, że jej siostrzyczka jednak wszystko usłyszała i zapamiętała.
Aparycja: I tu leży pies pogrzebany. Otóż Judy różni się wyglądem najbardziej od swojej czwórki sióstr. Gdy one posiadają różowe włosy i złote oczy, tak ona ma je rudawo-kasztanowate oraz bursztynowe. Te pierwsze sięgają jej zaraz za ramię, jednak zawsze wiąże je w koka na głowie, opasając je różową wstążką z dorobioną kokardką. Raczej się nie rozstają i ściąga ją tylko do snu. Jej brązowa grzywka wpada do bursztynowych, dużych oczu, które ozdabiają grube rzęsy, które... maluje kilka razy tuszem.
Skóra dziewczyny należy do tych bardziej rumianych i gładkich niczym te niemowlęce pośladki... i wbrew pozorom, to nie od niejedzenia słodyczy, jak to mówią legendy. No błagam, ona prawie codziennie wcina jakieś żelki.
Opisując jej usta, trzeba dodać, że nie tylko cały czas są rozszerzone w uśmiechu, ale też często pachną najróżniejszymi cukierkami i innymi słodyczami. Idąc dalej w dół jej ciała, trzeba najpierw zauważyć, że ogółem jasnooka jest dość niska, jak na swój wiek. Posiada ledwie 150 centymetrów wzrostu, stojąc na pograniczu z niedowagą. I jak przez to wygląda? Jej ramiona są szczupłe, jak również ręce, nogi i brzuch, który jest chyba nawet trochę wklęsły... nie wiem, jak to możliwe. Do tego jej dłonie... Nie dość, że ciągle emitujące ciepłem, ozdobione często jasnoróżowymi paznokciami (czasem też ze wzorkami i to głównie przez Owieczkę), to jeszcze malutkie, przez co z łatwością chowają się w każdych innych rączkach, nawet tych kobiecych. A jeśli chodzi o to, co u siebie daje jako plus, nie licząc oczywiście szybkiego metabolizmu, to jeszcze wyraźne wcięcie w talii, raczej średniej wielkości biust (choć jeszcze rośnie) i dość... duży... tyłek.
Jednak trzeba również opisać to, jak Sweetie lubi się ubierać. Cóż, na pewno nie chodzi za głosem mody, jak jej najstarsza siostra, tylko woli swój własny, uroczy gust. Na pierwszym miejscu stawiamy bluzy i bluzki, ale ale - nie takie zwykłe. Muszą być duże i luźne i czasem sięgać jej do połowy ud... lub niżej. Do tego spódniczka, najczęściej z falbankami, plisowana, mini nigdy nie założy. Jeśli ma ważną okazję, to nałoży na siebie jakąś sukienkę. W jakich butach chodzi? Na pewno nie w takich zwyczajnych, chyba że ktoś uważa za normalne trampki z motywem kosmosu, gdzie pojedyncze gwiazdy wraz ze sznurówkami świecą w ciemności. To nie tylko jeden taki przypadek. Par butów ma od groma, a dobiera je do swojej ogólnej stylizacji. Ma lekkiego fioła na ich punkcie... Jednak nie tylko na nich. Skarpetki! Bez nich nigdzie nie wychodzi. Zwłaszcza w dni, gdy dostaje miesiączki... Otóż przez ten czas nosi tylko i wyłączenie takie od pary, by do siebie za żadne skarby nie pasowały, gdyż muszą przynosić jej szczęście, a tylko takie będą działać.
Zaczynając temat biżuterii, którą preferuje... raczej nie lubi niczego z wyjątkiem kolczyków. Muszą być małe, lekkie i w pewien sposób urocze. Najczęściej jej uszy ozdabiają złote czterolistne koniczynki, które lubi chyba najbardziej ze wszystkich. I uwierzyć, że były tylko dodatkiem do jednego jogurtu...
Głos: Tina
Pokój: 2
Współlokator: Shiori Kyoko
Zainteresowania: Cóż... gimnastyka u niej nad życie. Wszelkie skoki, gwiazdy (bez rąk), salta w przód i w tył... to raczej jej żywioł. Bo wtedy nie zostałaby raczej jedną ze szkolnych cheerleaderek, prawda? No oczywiście. W takim przypadku pójść mogłaby też do klubu kulinarnego. Coś się po tacie odziedziczyło. Otóż jasnowłosa uwielbia oraz ma talent do pieczenia wszystkiego, co jest słodkie i składa się z ciasta. Nie raz pomagała Yuu lub sama cokolwiek robiła, więc raczej wszystkie przepisy zna na pamięć. Muszę zdradzić, że ma takie dziecinne marzenie, by otworzyć swoją własną cukiernię. Jednak nikt nie wie, czy to się ziści, gdyż nie pała do tego aż tak wielkim zapałem, jak do akrobatyki.
W jakimś stopniu interesuje się też śpiewem i ogólnie muzyką. A przynajmniej zawsze odrabia lekcje ze słuchawkami na uszach, przy okazji nucąc. Nawet gdy gdzieś idzie, to wydobywa się z niej jakaś miła melodia. Oczywiście nie gardzi też oglądaniem bajek Disneya wraz z jedną ze swoich sióstr. Czasem zdarza im się także włączać jakieś anime, ale tylko te z gatunku sportowego.
Moce: Mała jako kitsune potrafi przemieniać się w lisa (o jednym ogonie). Jednak trzeba dodać, że udało jej się to zrobić... dość późno, bo dopiero po skończeniu swoich piętnastu urodzin. Dlatego proszę się nie dziwić, gdy nie przemieni się na każde swoje zawołanie, bo musi się nieźle napracować (umysłowo), by stać się tym zwierzęciem. Oczywiście wraz z tym porusza się ciszej z naturalną lekkością, ma troszkę lepszy węch, słuch i może wzrok oraz jest szybsza. No i należy do najzwinniejszych dziewczyn w rodzinie, górując w tym od Mary.
Jeśli chodzi o jeszcze inne jej nadnaturalne umiejętności, to ma takowe, ale tylko dwie. Pierwszą z nich jest rentgen w oczach, który może włączyć w każdej chwili. Dzięki nim może zobaczyć wewnętrzne urazy u każdego żyjącego (a nawet i martwego) zwierzęcia, czy człowieka. Druga działa już tylko niestety w postaci lisa. Otóż liżąc czyjąś ranę, potrafi ją w 100% wyleczyć. Są jednak jakieś "ale". Nie potrafi przywrócić zmarłej osoby do życia, a uleczyć kogoś może tylko w przeciągu trzech dni od zadania rany.
Rodzina:
Tata Yuu Okami - oczywiście żeby nie było, jest on złotym kitsune. Takim prawdziwym z uszami i nawet jednym ogonem, choć zmieniając się w lisa, posiada ich aż dziewięć. Z zawodu jest gimnastykiem, który reprezentował Japonię na zawodach gimnastycznych, gdyż ma umiejętność iluzjonistyczną, która umożliwia mu stanie się zwykłym człowiekiem dla innych na paręnaście godzin. Obecnie ćwiczy razem z innymi gimnastykami w pewnym klubie w Lalien oraz udziela lekcji dla nowych w tej dziedzinie sportu. Ogólnie jest miłym i dość zabawnym facetem z tendencją do gotowania przepysznych potraw i wpychania nosa w nieswoje sprawy.
Mama Sendy Okami z domu Kage - stuprocentowy człowiek pochodzenia amerykańskiego. Z zawodu jest tylko pisarką i głównie z tego powodu wybrała się na Arelion. Zainspirowana dziejami nadnaturalnych z wyspy pod Japonią, zapragnęła napisać książkę, gdzie akcja właśnie tam by się odbywała. Przy okazji się zakochała - w mężczyźnie, który potrącił ją, idąc do świątyni. A do tego z wzajemnością. Nie żałowała swojej decyzji zostania tu na zawsze, a teraz nawet nie wie, czy mogłaby żyć normalnie bez codziennego widoku ludzi ze skrzydłami lub zwierzęcymi częściami ciała. Na ogół jest miła, pomocna i kochająca, choć nie pogardzi ciszą, gdy zbliża się termin oddania rozdziału książki do korekty.
Poza nimi posiada jeszcze czwórkę starszych sióstr.
Mary - jest najstarsza i to chyba z nią dziewczyna ma najlepszy kontakt. Choć co się dziwić, skoro są nawet w tym samym klubie szkolnym.
Jeny - jedna z bliźniaczek. Uważa siebie najbardziej do niej podobną, choć czasem żałuje, że ta woli pisać swoje opowiadania, niż siedzieć z resztą rodzeństwa.
Feny - druga z bliźniaczek. Uwielbia jej głos, jak i piosenki, które często śpiewa w jej towarzystwie.
Lucy - ostatnia z sióstr. Oprócz tego, że zdarza im się wspólnie jeść nutellę czy dżem (który Judy kocha), oglądając jakąś bajkę, to raczej nic wspólnego nie robią. Mimo że ta młodsza często proponuje starszej wspólne zjedzenie obiadu w stołówce.
Inne:
- Ulubiony gatunek muzyczny - j-pop,
- Nad życie kocha filmy ze zwierzętami, gdzie odkrywają ważną rolę w fabule,
- Jest uczulona na imbir, przez co potem strasznie boli ją gardło,
- Nie znosi zapachu nikotyny oraz alkoholu,
- Ma słabość do mężczyzn z choć jednym kolczykiem (który nie musi być w uchu),
- Posiada strasznie wrażliwą skórę, dzięki czemu w każdym miejscu ma łaskotki,
- Osoby, które ma za przyjaciół, mogą spodziewać się, że dostaną od niej unikalny pseudonim, który tylko ona będzie mogła względem nich stosować (jej siostry nie są wyjątkami),
- Nad życie kocha żelki, od małych malinek, po duże i kolorowe myszki, często można ją zobaczyć z jakąś paczką przy sobie.
Kontakt: Zlota123@onet.pl lub ZlotyPies (howrse)
Motto: "Uśmiechaj się do świata, a świat uśmiechnie się do ciebie"
Inne zdjęcia:
jako lis
Relacje: -
Ważne opowiadania: