Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Przeznaczenie śmierci i bólu". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Przeznaczenie śmierci i bólu". Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 lipca 2018

Od Kagamiego do Erena

Mój kochany kusiciel. Śmieszyło mnie, ale też podniecało zachowanie Erena. On zawsze mnie z resztą podniecał, samą swoją obecnością działał cuda. Zacząłem bawić się prezerwatywą w palcach, po czym oblizałem swoje wargi. Nadal miałem na głowie uszka, które lekko się nastroszyły pod wpływem podniecenia. Zaśmiałem się cicho pod nosem, po czym przewróciłem się z nim i zawisłem nad nim, patrząc mu prosto w oczy. Uśmiechnąłem się kątem ust i zamruczałem cicho.
- A ty kochanie? Wiesz, kim ja jestem? -zapytałem, śmiejąc się cicho.
- Załóżmy, że nie wiem... No, dawaj... Kim jesteś?
- O nie, nie ma tak... Zgaduj, słońce... - szepnąłem.
- Moim chłopakiem? - zapytał lekko niepewnie, bo nie wiedział chyba o co mi chodzi.
- To też misiu... A dokładniej spróbujesz? Jaka krew płynie w moich żyłach?
- Półboga? Feniksa? Tygrysa?
- Bardzo dobrze... A teraz, jak je złączysz, wyjdzie prawdziwy diabeł, nie uważasz...? - zapytałem go cicho, po czym polizałem jego szyję.
Tak, ta noc skończy się bardzo upojna. Tęskniłem za smakiem jego ciała... Tęskniłem za nim całym.
Kolejnego dnia, obudziłem się z Erenem u boku. Chłopak spokojnie chrapał, tuląc się do mojego torsu z lekko czerwonymi, od wczorajszego wysiłku, policzkami. Był taki uroczy i delikatny w moich ramionach. No, jasne, jest umięśniony, seksowny i tak dalej, ale nadal jest dla mnie moim maluszkiem. Uśmiechnąłem się lekko. Czekałem, aż się obudzi, bo dzięki temu mogłem jak najdłużej patrzeć na tą jego uroczą twarz. Niestety, chłopak po chwili uchylił lekko jedno oko, patrząc na mnie.
- O dzień dobry, Erenku. - szepnąłem i cicho się zaśmiałem.
- Mmmm... - mruknął - Auć! - po chwili się podniósł z wywalonym jęzorem. 
Chyba się ugryzł. Zaśmiałem się nieco głośniej, podnosząc się razem z nim. Oj, miałem plan, miałem. W końcu, były wakacje, a w wakacje co się najlepiej robi? Odpoczywa, albo wyjeżdża. Oby dwie rzeczy połączyłem, więc wiedziałem już, co będziemy robili. Podniosłem się i przeciągnąłem. Zlazłem z łóżka, a następnie podreptałem do szafy, ubierając się. Założyłem coś luźnego, a temu, że było jeszcze dość wcześnie, mieliśmy czas. Spojrzałem na Erena, podrzucając w dłoni klucze od mojego samochodu.
- Ubieraj się i spakuj się na dwa tygodnie. Mam coś dla nas. - uśmiechnąłem się zadziornie.
- Łołoło... Czekaj... Coo?! Jak?! Gdzie?! Kiedy?! Co?! - wstał zdezorientowany i zaczerwieniony lekko.
-Nie łołołojuj i nie pytaj. Ubieraj się i pakuj. Zobaczysz na miejscu. Na pewno ci się spodoba.
- Dobra, dobra, haha! - zaśmiał się cicho i zaczął się pakować.
Obaj zaczęliśmy się pakować, a tuż po tym z naszymi walizkami poszliśmy do mojej czarnej hondy civic. Spakowaliśmy wszystko, a potem ruszyliśmy na plażę, gdzie wynająłem nam domek tuż przy plaży na niewielkim pagórku. Mieliśmy mniej niż 5 minut do tego, aby znaleźć się na piasku. Cieszyłem się, że udało mi się wynająć tak niesamowite miejsce.
Po kilku godzinach dojechaliśmy, a ja zaparkowałem na parkingu przed domkiem. Odetchnąłem, po czym zacząłem budzić Erena. Trącałem go lekko, a ten nieco rozkojarzony spojrzał na mnie.
- Promyczku, jesteśmy już na miejscu. - powiedziałem do niego z uśmiechem.
Zamrugał kilka razy z niedowierzaniem.
- Już?! - spojrzał na okolicę - Łaaaa.... - zaparło mu dech w piersi.
Wyszedłem z samochodu, a potem otworzyłem drzwi samochodu dla Erena.
- Zapraszam. Jak się podoba?
Mój misio wyszedł z samochodu, rozglądając się i obracając się powoli dookoła siebie. 
- B-brak mi słów...
- W pozytywnym sensie? -zapytałem, śmiejąc się, po czym ruszyłem, aby wyjąć nasze walizki.
- N-no... No.. - nie wiedział co powiedzieć.
- Eren? Wszystko dobrze? - zapytałem, idąc z walizkami do domu.
- No... Tak... - uśmiechał się wniebowzięty, patrząc na chmury, niebo i dom.
- Zaraz pójdziemy pozwiedzać. -stwierdziłem.
Po rozpakowaniu się, ubrałem biały podkoszulek, spodnie moro w kroju 3/4. W końcu, mamy zamiar iść na plażę. Uśmiechnąłem się, łapiąc dłoń Erena i pociągnąłem go za sobą. Wybiegliśmy po zamknięciu domu i sturlałem się razem z nim po zboczu. Stanęliśmy na plaży. Wyplułem piasek i wstałem, szczerząc się jak głupi.
- To co? Idziemy popływać? -zapytałem, śmiejąc się.

<następne opowiadanie>
<Erenkuu?>
Ilość słów: 665

środa, 20 czerwca 2018

Od Erena do Kagamiego

Leżałem w swoim łóżku. Położyłem się dość późno spać wczoraj, ale to nie ma teraz znaczenia. Czuję, jak robi mi się zimno, a jest lato i jest już ranek, a przynajmniej tak myślę. Dlaczego "tak myślę", a nie stwierdzam? Bo nie widzę. Nie mogę otwierać oczu. Czuję się taki... Sparaliżowany. Nie mogę się ruszyć. I nie, nie jest to paraliż senny. Czuję, jak moje ciało zaczyna się ochładzać i tracić swą temperaturę, a ja nie mogę nic z tym zrobić. Widzę... Ciemność. A co słyszę? Narazie nic nie słyszę i nic nie widzę. To lekko dziwne i trochę przerażające, ale chyba wiem, co to jest... Moja nowa zdolność.. Mogę ją nazwać nową? A może raczej starą, lecz nie odkrytą przeze mnie wczesniej... Chyba to jest najlepsze określenie. Cholera tak mi zimno, że myślę, że zaraz zamarznę. Czuję się taki... Osłabiony i taki kompletne bez życia. Jakby coś ze mnie uciekało... Nie mogę się ruszyć, nic zrobić. Czuję się taki bezsilny, a zarazem.. Taki.. Pewny siebie? Nie wiem, czemu się tak czuję... To bardzo dziwne..
- Eren? - to głos Kagamiego. Taki... Ciepły i czuły w tej chwili... Taki wyjątkowy.. Taki... Mój... Ale wybacz Kagami... Nie wiem jak ci teraz odpowiedzieć. Nie mogę wykrztusić z siebie ani słowa. Może to po prostu przeczekam? Bez paniki... Tylko bez paniki... Nic się nie dzieje... Chyba... Czułem jak moja ręka opada lekko z łożka i powoli się z niego zsuwam.
- Eren! - krzyknął nagle spanikowany Kagami, łapiąc mnie w objęcia, lecz ja przelewałem się wręcz przez jego ręce, a mój oddech stawał się coraz rzadszy i bardziej płytki. Czuję się jakbym... Umierał, ale... Nie umieram... Tak? 
- Eren! Kurwa! Eren! Co jest! - czułem, jak na moją twarz opadły jego łzy. Otworzyłem lekko usta, bo nie mogłem nabrać powietrza. Moje wargi robiły się sine, a moja skóra była blada od wolniejszego krążenia. Kagami... Nic mi nie jest... Gdybyś tylko mnie słyszał...
- Eren! Boże! Obudź się, błagam!- wrzeszczał bez końca. Słyszałem go i czułem jego dotyk.. Jego łzy... Lecz nie mogę nic powiedzieć. Cholerna agonia... No, nieźle go wystraszyłem pewnie i to nieświadomie. Czuję jego złość już w kościach... Jak za starych, dobrych czasów, co?
- Eren!- nagle Kagami położył mnie na ziemi i zaczął robić mi 
sztuczne oddychanie i resuscytację. Poczułem jego usta na moich wargach... Ten ciepły dotyk... Otworzyłem ledwie oczy, łapiąc powietrze i się delikatnie uśmiechając do niego.
- Kagami...
- Eren... Boże, co się stało... I co z twoimi oczami?- zapytał cicho.
Uśmiechnąłem się do niego delikatnie. Na taki uśmiech jaki mnie teraz było stać. Lekko podniosłem rękę i pogładziłem jego policzek.
- Bo widzę, że cierpisz, kochanie... A tak poza tym, to nic takiego...
- Co... Co się stało... Eren... Do cholery, myślałem, że nie żyjesz...- szepnął ze łzami w oczach.
- Jestem bogiem agonii, nie? Masz odpowiedż... - wyszeptałem ledwo. Mimo wszystko nie zrobiłem tego specjalnie... 
- CO!? To ty nie umarłeś?!- krzyknął zaskoczony, a ja pokiwałem przecząco głową.
- Nie... Cały czas cię słyszałem i tu byłem...
- Aha, postanowiłeś sobie się pobawić? Świetnie... - mruknął niezadowolony i usiadł na łóżku.
- N-nie zrobiłem tego specjalnie... - podniosłem się jakoś na jednej ręce, siedząc na podłodze.
- Nie mogłeś nic zrobić? Martwiłem się cholernie...- mruknął.
- No wiesz... Jakoś wcześnej bym coś zrobił, gdybym mógł. W końcu.. Umierałem. Można to chyba tak nazwać? - zwróciłem się szybko do Ayato - Pst, piesku, podaj mi bluzę...
Pies to posłusznie zrobił, a ja nałożyłem na siebie ciepły sweter. Kagami widząc, że jest mi zimno, posadził mnie na swoich kolanach i przytulił mocno.
- Przepraszam, nie chcia~... - spojrzałem na swoje rece - ... łem... 
- Co jest? - szepnął, przytulając go mocno.
- C-czekaj... - podwinąłem zaskoczony rękawy swetra, a później zdjąłem go całego, wstając i oglądając swoje ręce i tors - Ha! Ale jazda... Nie mam blizn...
Kagami się nieco zarumienił, a potem odwrócił wzrok. Hm.. Ktoś tu się rumieni?Spojrzałem na niego zza ramienia zadziornym uśmieszkiem.
- Aż żal nie skorzystać z takiej okazji.. Gdy Kagami się rumieni...
- Spadaj.- mruknął, nadal się czerwieniąc. Zakrył kawałek twarzy. Zbliżyłem się do jego ucha i szepnałem do niego.
- Kagami... Zdajesz sobie sprawę, że demony są stworzone do kuszenia, prawda?
- Tak... Zdaję sobie...- szepnął, kładąc dłonie na moich biodrach.
- Lecz na większą niespodziankę będziesz musiał chyba poczekać... - szepnąłem i spojrzałem na niego lekko z góry z uśmiechem, przygryzając lekko wargę.
- Dlaczegooo...- spojrzał na mnie błagalnie.
- Bo wtedy będzie bardziej efektowne... - usiadłem na jego łóżku po turecku.
- No prooszę... - szepnął i zrobił słodkie oczka.
- Będę odporny na te piękne, tygrysie oczęta... Ale mogę dać ci mały zalążek tego, co nas czeka w przyszłości... 
- Daj... Dajjj...- na jego głowie wysunęły się tygrysie uszka, a j poczochrałem go po głowie i zbliżłem się do jego ucha. 
- Co robią demony?
Kagami objął mnie mocniej. 
- Kuszą....- szepnął.
- Jaka druga rasa płynie w mojej krwi?
 - Demon... - patrzył mi w oczy.
- Tak... Tylko... Czyj? - spojrzałem na niego zadziornie i tajemniczo.
- Mój? - zapytał z zadziornym uśmiechem.
- A nie wiem nie wiem.. Może za niedługo będzie twój... Więcej wskazówek ci nie dam... - powiedziałem niższym głosem niczym jakiś złoczyńca.
- O nie. Już jest mój i kropka.- zaśmiał się.
- Zobaczymy czy się oprzesz i powstrzymasz przede mną.. Ten się śmieje kto się śmieje ostatni... Ha... Ha.. Ha..
- Oj nie marudź.-zaśmiał się i położył razem ze mną.
- No dobra, mogę dać ci ostatnią wskazówkę...
- Słucham więc.
- Sekundkę... - wyjąłem pewną rzecz z jego szafki i wsadziłem ją w zęby, znajdując się nad Kagamim. Pozdrawiam kumatych. - Pamiętasz?
Kagami zarumienił się i spojrzał na Erena, przygryzając wargę. 
- Jak mógłbym zapomnieć...- szepnął.
- Zataiłeś to niegrzeczny chłopczyku... Masz szczęście, że teraz pamiętam wszystko... Za karę będzie... Trochę inaczej... Oooj ale nie martw się, Eren nic ci nie zrobi... Poważnego...
- Osz ty zboczuchu...- szepnął i zabrał mu z ust to, co w nich trzymał.- Zapewnię ci zabawę, uwierz mi...
- Ojj, ja tobie też... Słyszałeś kiedyś o czymś takim jak ogon? - spojrzałem na niego z podniesioną jedną brwią zadziornie.
- Ogon? Oczywiście, że tak.- zaśmiał się.
- Na twoim miejscu bym się tak nie śmiał... Daarling... - spojrzałem na niego kątem okqa z zadziornym uśmieszkiem... Oj, Kagamiś, Kagamiś...
<następne opowiadanie>
<Kagamicchan?>
Ilość słów: 1054

wtorek, 12 czerwca 2018

Od Kagamiego do Erena

Widząc uśmiech na twarzy Erena, nie mogłem sam powstrzymać radości. Najważniejszy fragment mojego życia, siedział teraz przede mną, śmiejąc się i przytulając mnie. Kciukiem starłem mu z policzka cieknącą krew, po czym objąłem go, aby był bliżej mnie. Taki śliczny i uśmiechnięty. To na tym mi tak długo zależało. Nareszcie to widzę. Obieram teraz za cel, aby już zawsze był taki radosny. Pocałowałem chłopaka w czubek głowy, na co ten cicho zamruczał. Był taki uroczy...
-Eren, masz jeszcze jakieś plany na te moje urodziny?-zapytałem, patrząc na bransoletkę od niego.
Mimo, że jestem połączony przez nią z Anascą, byłem pewny, że też dzięki niej jestem bliżej Erena... Na tym mi tak bardzo zależy, bo chcę, aby był ze mną szczęśliwy. Aby nie przejmował się codziennymi bólami... Mamy być tylko my. Kagami i Eren. Ból i Śmierć. Dwa przeznaczenia splecione w jedno wspólne...
- Chciałem przejechać się z tobą na moim koniu i twoim tygrysie. Po prostu spędzić cały dzień z tobą, nie ważne jak. Twój wybór, kochanie..
-Mam dwa warunki. Pierwszy, to taki, że jedziemy na mojej Anasce. Po drugie...-ugryzłem płatek jego ucha, obejmując go mocniej.-Wieczór rezerwujesz dla mnie...
- Hahaha.. Dzisiaj jestem cały twój, misiu... - pocałował go w policzek.
-No to lecimy.-powiedziałem.
Wstałem razem z nim na rękach, zasiadłem na tygrysicy, która radośnie zamachała ogonem, a następnie wyruszyliśmy. Wiedziałem, że czeka nas dłuugi dzień i dłuuuga noc. Miałem zamiar wynagrodzić wszystko Erenowi. Przy okazji, sam też miałem zamiar dobrze się bawić, w końcu to moje urodziny.
---
Następnego dnia, spokojnie spałem. Eren leżał u mojego boku, a raczej, już chyba nie leżał. Obudził się wcześniej ode mnie. Ja z kolei nadal pochrapywałem. Zdziwiło mnie, kiedy nagle włochate stworzenie ułożyło się obok mnie i przyłożyło do mnie swój pysk. Anasca? Boże kochany, ile to bydlę waży... Nadal udając, że śpię, czułem ciepły oddech o zapachu palonego drewna.
-Eren... Obudź go. Chcę się z nim pobawić...-powiedziała nagle tygrysica.
Nie wiem co teraz robił Eren, ale wiedziałem, że nie zapowiada się to dobrze.
- Z przyjemnością, Anasca... Z wielką przyjemnością... - zbliżył się już ogarnięty i ubrany do mnie i wsadził mi lodowate ręce pod koszulkę, śmiejąc się złowieszczo.
Wrzasnąłem, od razu zrywając się z łóżka, choć uniemożliwiła mi to nieco Anasca. Zaśmiałem się potem i przeturlałem się z Erenem na podłogę, nadal brechtając się z niego. Tygrysica radośnie miauknęła, po czym rozłożyła się na łóżku.
-Nie ładnie tak budzić śpiące osoby, kochanie.-powiedziałem do Erena.
- Oj tam od razu nie ładnie.. Po prostu inaczej.. He.. He.. He.. He.. - zrobił taką minę, niczym złoczyńca z filmu.
-Zły Eren.-powiedziałem i zaśmiałem się ponownie.
- Jaaaaa? No gdzie tam, phieee...
Podniosłem się razem z Erenem, trzymając go za pośladki. Zamruczałem, ocierając się o jego policzek jak kot. Potem jednak odstawiłem go, ubrałem się i nałożyłem okulary. Cholerne problemy z widzeniem. Pojawiają się raz na jakiś czas i to tak nagle... Westchnąłem z uśmiechem.
-Wybacz mi kochanie, ale twój Kagamiś musi dzisiaj się pouczyć.-złapałem za okulary- Chyba rozumiesz mnie, prawda? 
- Nieee.. Nie rozumiem.. - przewrócił oczami, prawie się śmiejąc.
-Dobra, koniec żartów. Miśku, muszę się dzisiaj pouczyć, bo z japońskiego to ja gorszy od ziemi jestem. Wybacz mi.-powiedziałem, po czym zasiadłem przy biurku, wyjmując notatki i książki.
Eren jęknął niezadowolony, po czym padł na Anascę, która radośnie zamruczała. Przewaliła się na plecy i mój kochany promyczek leżał na jej ogromnym, puchatym brzuchu. Niech się bawią. Mnie czeka cały dzień pilnej nauki...
Pod wieczór, zsunąłem się z krzesła i tam od razu napotkałem pyszczek mojego ukochanego tygryska. Pogłaskałem ją po łbie, ale musiałem wstać. Przebrałem się w t-shirt i jakieś pierwsze lepsze dresy. Z uśmiechem potem znowu zaległem przed Anescą, szczerząc się do niej szeroko. Radosna samica tyknęła mnie nosem w mój nos, po czym odetchnęła, a ja poczułem uspokajający zapach spalonego drewna. Dziwny jestem, ale bardzo go lubiłem. Spojrzałem kątem oka na Erena.
-Chodź do nas.-powiedziałem.
- Mmm... - mruknął i walnął się na plecy Anasci.
Ja z kolei pozostałem przed tygrysicą, raz co raz drapiąc ją pod pyskiem. Lubiła to. Czułem, że to jest zwierzę, jakie jest tak mocno ze mną związane. Oczywiście, nie miałem tego za złe. Uśmiechnąłem się znowu i pocałowałem zimny nos samicy, a ta radośnie zamruczała. Swoją łapę położyła na mojej dłoni. To najsłodsze stworzenie (po Erenie), jakie chodziło po ziemi. Po chwili przypomniało mi się coś. Wstałem, po czym z szafy wyjąłem pewną rzecz. Stanąłem naprzeciwko Erena, trzymając w dłoniach pluszaka.
-To dla ciebie. Abyś miał coś jeszcze, co będzie ci mnie przypominało.-powiedziałem, lekko się czerwieniąc.
- Ooojeeeej, nie musiałeś! - wziął pluszaka, nie ruszając się z tygrysicy i przytulił go do swojego policzka.
-Shura mi pomogła go uszyć. Najpierw mnie nauczyła, a potem już samo poszło...-powiedziałem cicho.
- Sam go uszyłeś?! - był zaskoczony - To jeszcze lepiej! - przytulał go mocno - Dziękuję!
-Starałem się. Nie wiem, czy wyszło... Nieco przy ogonie ma krzywy szew...-mruknąłem.
- Jest piękny, Kagami... - oglądał misia - Jest cudny.. Zupełnie jak ten mój prawdziwy misio - uśmiechnął się do mnie.
-Cieszę się, że ci się podoba, kochanie. Zależało mi, abyś miał jak najwięcej rzeczy, jakie są ode mnie. Poza tym, może jak kiedyś znowu będę musiał wyjechać, ten misio zastąpi mnie.-uśmiechnąłem się i pocałowałem Erena w czoło, kiedy się do niego nachyliłem.
- Ooo nie! Nie wypuszczę cię z moich sideł tak szybko, Kagamiś!
-Wiem kochanie. Kiedyś to nastąpi, ale obiecuję ci, że wtedy będziesz wiedział wszystko, a wyjadę na krócej. 
- Eech.. No niech będzie.. - obrócił się na plecy i rozwalił się na tygrysie.
-Nie złość się kochanie. Obiecuję codzienne rozmowy przez telefon lub komunikator. Jak tylko sobie zażyczysz...-szepnąłem.
Ułożyłem się blisko Erena, wtulając twarz w szyję Anasci. To był dobry dzień. Cieszyłem się, że Eren był przy mnie... I się śmiał... Jest już teraz pełnoprawnym promyczkiem radości.
<Erenuś?>
Ilość słów: 961

piątek, 8 czerwca 2018

Od Erena do Kagamiego

Pierwsze słowo. Ja. Nowy, a zarazem stary. Ten lepszy, a zarazem gorszy. Ten sam, a zarazem inny. Przeciwieństwo, a zarazem podobieństwo. Rozpacz, a zarazem śmiech. Smutek i radość. Ból i ukojenie. Pusty i pełen dzban. Nic i wszystko. Potęga i słabość. Rozdwojenie i jedność. Człowiek i bestia. Kawałki i sklejona całość. Rozłożony na części i złożony ponownie. Konający i żyjący. Ze spuszczoną głową i dumny. Dumny z tego, że odzyskałem to, co dla mnie najcenniejsze... Drugie słowo. Ty. Czerwonowłosy, a zarazem blondyn. Silny, lecz kruchy. Posklejany, lecz wciąż połamany. Uśmiechnięty, lecz smutny. Za słaby, by wszystko nieść na swych barkach. Zbyt dumny, by się do tego przyznać. Zbyt opiekuńczy, by pozwolić ranić go. Go, czyli mnie. Zbyt pewny siebie, a zarazem zbyt nieśmiały, by przyznać się do błędu i słabości swej duszy i ciała. Chciałbyś udźwignąć dla mnie choćby cały świat Kagami. Teraz znam cię zbyt dobrze... Nie dasz rady nieść wszystkiego samemu. Nikt nie dałby rady. Za dużo. Za ciężko. Za brudno i ciemno. Za wolno i za szybko. Źle i jeszcze gorzej... Pozwól mi udźwignąć ten świat razem z tobą... Trzecie słowo. My. Ja i Ty. Ty i Ja. Serca Dwa. Złączone od tak. Węzłów sto, a supłów milion. Dróg tysiące, ciemnych, mrocznych i podłych, a tylko jedna wśród tysięcy. Biała, nieskazitelna, czysta, niczym anioł. Oświetlona, bezpieczna, pewna, spokojna i cicha... Jedna spośród tysięcy, milionów i setek. Jedna i jedyna w swoim rodzaju. Ty. Ty jesteś tą drogą. Tą błogą ścieżką. Tym traktem. który jest najlepszy, a na mapie jego nie ma. Ten szlak, którym nie podróżuje nikt. Nikt oprócz mnie. Istoty, która swymi śladami brudzi go, a on nadal pozostaje czysty i nieskazitelny. My. Jesteśmy łowcami. Jesteśmy drapieżnikami, które polują razem. Razem. Razem możemy wszystko. Podbić choćby cały ten brudny świat. Razem... Bo łączy nas coś więcej. Miłość. Wierność. Zaufanie. Przeznaczenie... Łączy nas tak wiele rzeczy, Kagami... Tak wiele powodów, które umacniają nas, byśmy stali się silniejsi i bardziej godni swego przeznaczenia... Stanowimy jedność... Dlatego właśnie Kagami, Kocham cię i dlatego do ciebie powróciłem. Bo się kocham. Kocham tą jedność i tą czystą ścieżkę. Tego blondyna, który ma czerwone włosy. Ten paradoks. Kocham to. Kocham ciebie. I obiecuję ci, że splotę nas jeszcze kolejnymi setkami węzłów. Obiecuję, że będziemy sobie bliżsi.. Obiecuję, że już zawsze będę przy tobie... Że już zawsze będę cię Kochać... Bo moje życie zmieniło się... Zmieniło się przez ciebie... 
---
Wstałem z nieogarniętą, już dość długą czupryną i przetarłem swoje oczy moimi dłońmi. Nagle usłyszałem ten ciepły i miły głos Kagamiego. Głos, który należał do mnie. W pełni. W całości... 
- Eren... Chyba jestem chory...
- Chory? Przeziębiłeś się? - powiedziałem, przykładając swoje czoło do jego czoła, przedtem odgarniając swoje włosy i włosy Kagamiego.
- Boli... Nie tak...- mruknął cicho.
- Biedny kotek.. Już cii... Zaraz przestanie. - przyłożyłem dłonie do jego policzków i się uśmiechnąłem do niego. Jak ja za tym tęskniłem.. Jak mi tego brakowało. Takich chwil. Część mnie doświadczała tego codziennie, ale większa część... Ta prawdziwa... Była zamknięta. Nie miałem jak wyjść. Nie mogłem się wydostać sam. Uratował mnie Kagami. Za tym słabym, dawnym Erenem, który stał przede mną, stał i Kagami. Nie widział go. Tylko ja go dostrzegałem. Jak stał na przeciwko mnie i się uśmiechał. Jak wyciągał do mnie rękę, rozrywając uścisk mięśni. Zatopiłem się w jego sercu. Dobrowolnie i specjalnie. Bym był jeszcze bliżej niego. Bliżej drugiej mojej połowy. Kagamiego...
- Eren.... Dasz mi wody...? - powiedział cicho.
- Tak, już daję.. - Wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Otworzyłem ją i wyjąłem butelkę wody. Udałem się ponownie do Kagamiego i usiadłem po turecku na łóżku. Odkręciłem zakrętkę i pomogłem mu napić się wody, lekko podnosząc jego głowę i przedtem zdejmując maskę. 
- Kagami... - złapałem jego policzki i pocałowałem go. Nie zważałem na jego chorobę. W końcu i tak zaraz miałem zamiar mu pomóc. Nowy ja i stabilniejsze moce. Wcześniej o tym nie miałem pojęcia, lecz teraz to już wiem. Potrafię przejmować ból na siebie. Zrobię to. Dla niego. Mówiłem, nie będzie tego nieść sam. Już nigdy. Poprzez pocałunek zacząłem zabierać mu ten nieznośny ból w ciele. Dla niego. To wszystko dla niego...Kagami delikatnie mnie od siebie odsunął i po wypiciu wody, ponownie założył na usta maskę. 
- Nie możesz być przeze mnie chory...- szepnął. Miał ochrypiały głos, a pod oczami zrobiły mu się sine ślady. Dość mocna grypa jak nic. Tak bardzo teraz chciałbym mieć moc leczenia, ale jej nie mam. 
- Kagami, leż i odpoczywaj, a ja pójdę się ogarnąć, ok?
Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Poszedłem do łazienki i się ogarnąłem, a później się ubrałem w czarne jeansy i zwykłą koszulkę. Usiadłem na brzegu łóżka Kagamiego i zabrałem mu włosy z czoła.
- Jak się czujesz?
- Wszystko mnie boli... - szepnął i spojrzał mi w oczy.
- Dobra, teraz mi się uda... - szybko przyłożyłem rękę do jego czoła i zaczałem przejmować część bólu na siebie, przytrzymując ręce Kagamiego, by mnie nie powstrzymywał. I udało mi się. Cholera Jasna. Na prawdę wszystko go bolało... 
- Mam nadzieję, że trochę ci ulżyłem, Kagamiś.
Kagami się uśmiechnął sennie.
- K-Kocham cię...- szepnął.
- Ja ciebie też, kochanie... Wychodzę, ale wrócę jak najszybciej mogę. Pa i śpij dobrze. - pocałowałem go w czoło i wstałem z jego łóżka. A gdzie wychodzę? To chyba oczywiste. Nie widziałem się z Rinem od tak dawna, a nie było go w tym "procesie". Pewnie miał ważny powód, bo zwykle Rin nie opuszczał żadnych takich ważnych wydarzeń. Jak coś to mu pomogę jak mogę. W końcu jestem jego starszym bratem i dziedzicem tronu. Cholera jasna muszę jakoś zajmować się swoim rodzeństwem. Poza tym te świecące się oczy.. O co z nimi chodzi... Będziemy musieli to razem odkryć i ogarnąć, bo jak się domyślam to nikt nie wie o co z tym chodzi... Wziąłem telefon, pieniądze i dokumenty i wyszedłem z pokoju. Kagami, trzymaj się tam...
---
Szybko znalazłem się w pokoju Rina i Katsukiego. Chyba tak się nazywał jego współlokator, prawda? Ha, nie wierzę. Mieszkaliśmy wszyscy tak blisko siebie, a nikt o tym nie wiedział albo tego nie zauważył. Los lubi nam sprzyjać, nie ma co. Zapukałem do pokoju, a drzwi otworzył mi czarnowłosy chłopak z ogonem. Rin. Matko, jak ja cię dawno nie widziałem... Chłopak stał w osłupieniu i nie mógł wykrztusić z siebie słowa, a ja się szeroko uśmiechnąłem, szczerząc.
- Hej, Rin. To ja. Eren. Wróciłem...
Warga Rina zaczęła drżeć, a z jego oka popłynęła pojedyncza łza. Jak ja go dawno nie widziałem... Jak ja tego żałuję. Tak cholernie żałuję mojej nieuwagi i konsekwencji tego... Rin, bracie... Więcej to się nie powtórzy. Rin rzucił się na mnie, a ja przytuliłem go mocno, wchodząc głębiej do pokoju. Pogładziłem czarnowłosego po włosach
- Rin, tak bardzo przepraszam... Więcej się to nie powtórzy... Obiecuję, że nadrobimy te wszystkie lata... Będzie tak jak dawniej...
- Eren! Matko znów mnie pamiętasz! Znów jesteś przy mnie! - mój braciszek przyłożył swoje czoło do mego czoła i się obaj uśmiechnęliśmy. Rin... Braciszku... Kocham cię i już nigdy ciebie nie opuszczę. Tak samo i Hiyori i Shoto. Nikogo. Będę was chronił. Nawet przed samym sobą jeżeli zajdzie taka potrzeba. W końcu jestem waszym starszym bratem! po chwili odsunęliśmy się od siebie.
- Ej, Eren, wyjmij telefon. Wymienimy się numerami i dodam cię do naszej grupy.
- Ok! Już, masz..
Wymieniliśmy się numerami telefonów. Spojrzałem na potral społecznościowy i nową grupę na nim. Naszą. Czwórki rodzeństwa... W końcu jesteśmy razem. W końcu postawiliśmy krok do przodu...
Po chwili usłyszałem dźwięk powiadomienia.
Od Shoto: Ooo, czyli Eren jest u ciebie, Rin?
Od Rina: Yeees! W końcu wszyscy razem!
Od Hiyori: Taak! Eren, matko, jak dobrze znów mieć ciebie przy nas... Nadal nie mogę w to uwierzyć! >.<
Od Erena: Tak! Wróciłem, jestem, żyję. Ale myślę, że to nie będzie rozmowa na telefon. Musimy się gdzieś spotkać!
Od Shoto: Teraz wam pasuje?Od Hiyori: Of course! Przyjdę!
Od Rina: Tak, pasuje, przyjdę z Erenem, tylko gdzie?
Od Shoto: Kawiarnia przy parku ( ͡° ͜ʖ ͡°).
Od Hiyori: Daa. Kawa to jedna z najlepszych części dnia!
Od Rina: Widać, że rodzina zjebów xD
Od Shoto: Zamknij mordę, zbierajcie się i za 30 min w kawiarni!
Patrzyłem z uśmiechem w telefon i wiadomości, jakie przychodziły przed moimi oczyma. Moje rodzeństwo... Razem szczęśliwi. Spojrzałem na Rina, a rzucił swym wzrokiem w moją stronę. Obaj się uśmiechnęliśmy.
- To jak? Idziemy? - powiedziałem z uśmiechem na twarzy.
- Jasne! Chodźmy! - odpowiedział czarnowłosy, a my skierowaliśmy się do wyjścia...
---
Po jakiś 10 lub 15 minutach wszyscy znaleźliśmy się przed kawiarnią.
- EEeereeeeeeen! - Hiyori biegła w moją stronę i rzuciła się w moje objęcia, a ja złapałem ją i okręciłem wokół siebie kilka razy.
- Jaaa! To jak? Wchodzimy?
- Jasne!
Weszliśmy wszyscy i usiedliśmy przy jakiś kanapach. Wszyscy zaczęliśmy przeglądać menu. Po chwili podeszła do nas kelnerka i poprosiła o zamówienie, a my wszyscy odpowiedzieliśmy chórem o jaką kawę nam chodzi. Wszyscy to samo, jakie to niesamowite! Spojrzeliśmy na siebie, a nasze oczy zaczęły się świecić.
- Co? What? Znowu? - powiedział Shoto.
- Może to dlatego, że znów wszyscy jesteśmy razem... - oznajmiłem im to.
- Tak, pewnie tak, ale to niesamowite! 
Kelnerka przyniosła nam kawy, a my zaczęliśmy gadać o wszystkim i o niczym, jak z a dawnych lat. Chcieliśmy nadrobić ten stracony czas... Te stracone lata...
---
Nasze spotkanie trwało kilka godzin. Byłem już przed drzwiami mojego pokoju, do którego po chwili wszedłem. Czuję się taki... Wolny i szczęśliwy. Kolejny krok za mną...
- Kagami, wróciłem!
Kagami leżał, cały blady, otulony mocno kołdrą. Cały drżał, a na jego rumianą od gorączki twarz opadały włosy. Spojrzał na mnie dziwnie pustym od choroby wzrokiem.
- E-Eren...- szepnął.
- Matko, Kagamiś.. - rzuciłem torbę w kąt i podszedłem do jego łóżka, siadając na jego brzegu.
- Mogłem poprosić Rina o pomoc albo Shoto... Jak się trzymasz?
- Wszystko mnie boli...- szepnął, kuląc się.
- Wiem, już czekaj.. - podałem mu rękę, by mu trochę ulżyć, a z drugą ręką wyjąłem telefon i zadzwoniłem do Rina.
- Halo? Rin? Słuchaj, znasz jakieś lecznicze zioła? Takie na grypę, bóle i przeziębienie?
- Em, tak, na prywatnej wiadomości wyślę ci nazwy i zdjęcia. 
- Ok dzięki wielkie... 
Po chwili otrzymałem wiadomość od Rina z lekami i ziołami.
- Matko skąd on to wszystko wie?
Kagami kichnął, po czym spojrzał na mnie.
-Jest mądry... Z-Zupełnie jak brat...- zaśmiał się cicho, a potem zaczął kaszleć.
- Haha, jak ja? Oj, Kagamiś, Kagamiś.. - pogładziłem go po czole i spojrzałem na niego z rozczuleniem... Mam nadzieję, że Rin się nie mylił... Ufam mu. W końcu to mój braciszek...
---
Kilka dni później
Obudził mnie ciężar pewnego ogromnego zwierzęcia. Matko jakie to coś jest ciężkie, co to jest do cholery. Otworzyłem swoje oczy i zobaczyłem ogromnego tygrysa. Szeptem powiedziałem do niej.
- Anasca, o co chodzi? - ziewnąłem przy okazji.
- Eren, Kagami ma dziś urodziny.
- Dziś? Matko to już? 
- Masz prezent czy coś?
- Tak mam, już od dawna... No "od dawna"..
- To dobrze, sorki, że cię obudziłam.
- Nie, nic się nie stało...
Tygrysica zeszła ze mnie, a ja wstałem i zaglądnąłem do szafki. Kagami jeszcze spał. To w sumie dobrze, nie musiałbym się kręcić i udawać nie wiadomo czego. Wyjąłem pudełko, a w nim była bransoletka. I to nie taka zwykła. Pomógł mi ją stworzyć ją ojciec Kagamiego. Jest ona połączona z nim i jego tyrgrysicą, a wygląda jak czarna forma Anasci. Mam nadzieję, że mu się spodoba. No dobra, pora się ogarnąć. Dzisiaj będzie dość dłuuuugi dzień. If you know what I mean... Ale czuję, że coś jest nie tak. W sensie ze mną. Czuję się nieco inaczej... Poszedłem do łazienki i ogarnąłem się, a jak wyszedłem, Kagami już się obudził.
- No hej, śpiochu, jak tam nastroje w urodzinki?
- Urodzinki? Czyje są?- zapytał ze zdziwieniem.
- Twoje, głuptasie, wszystkiego najlepszego! - zbliżyłem się do niego i go pocałowałem, a z tyłu trzymałem jego prezent.
- Moje? Naprawde?
- Taaak! - podałem mu bransoletkę i zapiąłem ją na jego nadgarstu - To jest bransoleta, kttóra jest połączona z Anascą i z tobą. Kiedy coś jej się stanie, bransoleta da ci o tym znać, kochanie! - uśmiechnąłem się do niego szeroko. Kagami wytrzeszczył oczy i uśmiechnął się. 
-Eren... Dziękuję ci!- krzyknął.
- Nie ma za co. Wszystko dla mojego misia! - przytulił mnie, a moja twarz znalazła się przy jego szyi. Wpratrywałem się w nią i miałem coraz większą ochotę go ugryźć, ale stop. Nie mogę tak po prostu i bez pozwolenia wpijać się w ludzi. Ale muszę coś zrobić, bo inaczej bedzie źle.. Cholera jasna. Mam coraz mocniejsze pragnienie. Kiedy ostatnio piłem krew? Nie wiem.. Chyba za długo... Tak mnie to kusi... 
- Kagami... - odsunąłem się od niego i odwróciłem wzrok w zupełnie inną stronę, a językiem wyczuwałem ostre kły. Zaczęło się.. - Zakryj proszę szyję..
- Chcesz pić? Możesz.- powiedział, gładząc mnie po szyi. Spoglądałem to na Kagamiego, to na jego szyję, a serce zaczęło mi szybciej bić i mój oddech przyśpieszył.
- Na pewno? 
- Eren... Kochanie, oczywiście.- uśmiechnął się, a ja zaśmiałem się lekko.
- Podano do stołu, co? Haha! - zbliżyłem się do niego i jedną ręką chwyciłem go za włosy, a drugą przyciągnąłem go za talię do siebie. Po chwili wpiłem swoje kły w jego szyję. Matko, jaka jego krew jest dobra... Mówię jak psychopata, co nie? A trudno...  Piłem jego krew, a w ciele zaczałem czuć ogromne ciepło. Szczególnie na rękach i plecach. O co chodzi? Kagami uśmiechnął się, gładząc mnie po plecach. Po chwili odessałem się od niego, biorąc wdech i uśmiechając się. 
- Smaczny jesteś, Kagamiś... - szepnąłem, a po chwili odchyliłem głowę do tyłu. Kagami pogładził mnie po ramieniu.
-Smaczny i jestem twój.
- Ooo tak, tylko mój... Na wyłączność... - zamknąłem oczy, a blizny na moim ciele zaczęły się zasklepiać. Brakowało mi tylko jednego elementu. Jego. Kagamiego. Znowu on.. Jak ja go uwielbiam... Moje blizny zaczeły wypełniać się krwią Kagamiego. On jest lekarstwem dla mnie...Wyleczy wszystkie moje problemy.. Już wyleczył... Mnie...
<nastepne opowiadaie>
<Kagamiś?>
Ilość słów: 2333

czwartek, 7 czerwca 2018

Od Kagamiego do Erena

Spojrzałem na Erena i uśmiechnąłem się do niego. Był tak uroczo zdeterminowany. To właśnie powodowało, że kochałem go jeszcze mocniej, niż mogło mi się wydawać. Jego całokształt. Cały mój kochany Erenek to coś, czego nigdy nie chcę stracić. Uwielbiam go całym sobą i chcę go też całym sobą bronić przed złym światem. Eren. Jak mogę ci pokazać, jak cholernie mocno ciebie kocham i jak cholernie mocno mi na tobie zależy? Nie wiem, ale chciałbym, abyś o tym wiedział, że nie ma nic, co by mogło określić moją miłość do ciebie. Spojrzałem na gwieździste niebo, a potem na mojego małego skarba. Uśmiechnąłem się i pogładziłem jego policzek. Był taki cieplutki, ale kiedy dłoń chłopaka ułożyła się na mojej, czułem, że jest lodowata. Jak zawsze. Zaśmiałem się i ucałowałem delikatnie jego czoło. Założyłem mu przydługi kosmyk włosów za ucho. Oj, czyżby mój chłopczyk zapomniał o strzyżeniu? Nie szkodzi. Kiedy będzie trzeba, pomogę mu. Od malucha musiałem sobie radzić i choć na początku było źle, teraz idzie mi to lepiej. Swoimi ciepłymi dłońmi otuliłem jego zimne łapki i zacząłem na nie chuchać przez mały otwór, aby je nagrzać. Patrzyłem ciągle mu w oczy, aby widzieć, jak w tych złotych lustereczkach odbijają się gwiazdy oraz księżyc. Był przesłodki. Niesamowity i tylko mój na wyłączność. Anasca wlazła do pokoju, kładąc się na podłodze, niedaleko ściany. Kątem oka zauważyłem, że na ziemi zostawiła kilka ognistych śladów. W sumie to tygrysica, jaka władała ogniem i była potężnym tygryskiem. Uśmiechnąłem się i ponownie spojrzałem na Erena. Nasze spojrzenia się spotkały, a ja jedyne co chciałem zrobić w tym momencie, to pocałować go w usta. Tak więc to zrobiłem. Objąłem go w talii i przyciągnąłem do siebie, bo mimo lata, wieczory były momentami lodowate. Złotooki nieco drżał, więc nadal go całując, ruszyłem z nim do pokoju, po czym dłonią zamknąłem balkon. Oderwałem od niego wargi, uśmiechając się.
-Zimno ci, prawda?-zapytałem go, gładząc jego brązowe kudełki z ciągłym, lekkim banankiem na twarzy.
-Pff, mi? Niee~... - zaśmiał się, a jego wzrok krążył po pokoju.
Pocałowałem go delikatnie w czoło, po czym podniosłem na ręce, trzymając go za pośladki. Eren prawie od razu wtulił się w moją szyję, a ja czułem, jak jego lodowate dłonie gładzą moje ramiona. Był taki słodki... Taki delikatny. Blisko mojego łóżka, prawie się potknąłem, ale potem zaśmiałem się, padając na materac, razem z Erenem. Zawisłem nad nim i oblizałem wargi. Miałem na niego chrapkę, ale... Przecież nasz związek nie może polegać tylko na seksie. Nie o to w tym chodzi. Nie będę naciskał na chłopaka, aby się z nim przespać. Kiedy będzie chciał, z pewnością da mi znak. Usiadłem przy ścianie, a potem posadziłem Erena przed sobą. Objąłem go w pasie, a chłopak nieco przechylił głowę w moją stronę, przez co nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Mój ukochany też się do mnie wyszczerzył, a nasze usta po chwili połączyły się w pocałunku. Było w nim coś więcej, niż tylko złączenie ust. Jakbyśmy chcieli sobie pokazać, jak mocno za sobą tęskniliśmy. Oczywiście, że za nim tęskniłem. Zawsze za nim tęsknię, mimo, że jest przy mnie. Ciągle chcę go mieć przy sobie. Jest tak delikatny i uroczy. Swoimi dłońmi zacząłem delikatnie gładzić jego bok, a potem nieco dodałem namiętności do naszego pocałunku. Kurwa. Kocham go tak bardzo mocno. Zastanawiałem się momentami, czym zasłużyłem sobie na jego miłość, ale wiem, że nawet takie potwory jak my, mamy prawo do szczęścia. Chcę tego całym sobą, a potem chcę to przelać na Erena, aby i on był już na wieki szczęśliwy ze mną. Chcę, aby kiedyś stał się moim mężem, chcę z nim mieszkać, chcę mieć z nim dzieci, nawet adopcyjne, a potem chcę ujrzeć, jak one dorastają, a my razem z Erenem będziemy się tym cieszyć, nawet jak będziemy na tronach w Aenye czy też Abelas. Kto wie, może za naszego panowania, połączymy te miejsca w jedno? Czy to nie byłoby coś lepszego? Nie wiem. Teraz mam coś ważniejszego. Siedzi on przede mną. Całuje mnie. Po kilkunastu minutach namiętnej wymiany uczuć poprzez usta, Eren spojrzał mi w oczy. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu.
-Kocham cię, Eren... Mój malutki promyczku...-szepnąłem do niego i dotknąłem swoim nosem jego noska.
-Kagami... - kciukami pogładził moje policzki tak, jakby widział mnie pierwszy raz od kilku lat- To takie piękne... Kocham cię... Kocham cię... Kocham cię... Z całego mego na nowo bijącego serca...
Czułem, jakby tymi słowami zaczął wbijać się jeszcze mocniej w moje serce. Nadawał mu tak szybkiego i radosnego rytmu. Kochałem go. Jak mogłem powiedzieć, że nie. Ten mały promyczek słońca to najważniejsza osoba w moim życiu. Czuję się wręcz zobowiązany, aby wysłuchać swojego umysłu, który każe mi słuchać serca. A serce? Ono każe mi zawsze już być blisko niego. Każe mi patrzeć, jak się powoli zmienia i pokazuje mi więcej uczuć. Bez znaczenia, co by się stało... Ten chłopak jest mój już na zawsze i na pewno nikt mi go od tak nie odbierze. Co to, to nie. Wtuliłem swoją twarz w jego dłonie i uśmiechnąłem się delikatnie.
-Eren... Czy to źle, że mam tak bardzo zachłanne myśli o tobie? Czy to źle, że chcę ciebie mieć dla siebie i nie dawać nawet żadnej innej osobie ciebie dotknąć? Eren...-szepnąłem, dotykając swoim czołem jego czoła i zamknąłem oczy.
-Nie, Kagamiś... To nic złego, kochanie. Mi tam się to podoba...
Pocałowałem go lekko w usta i pogładziłem po głowie. Uśmiechnąłem się lekko. Był taki słodki i uroczy. Był... Mój. Był po prostu mój. Mogłem sobie to powiedzieć od tak, ponieważ to prawda. Naprawdę go kocham i nic tego nie zmieni. Nikt inny nie zastąpi brązowowłosego żółtka ze złotymi oczami. Nikt, a nikt. Położyłem się z nim u swojego boku i spojrzałem mu prosto w oczy. Pogładziłem delikatnie jego policzek. Eren wsunął dłoń w moje włosy i zaczął mnie po nich miziać. Poczułem, że automatycznie z moich ust wydobyło się... Mruczenie. Mój maluszku, co ty ze mną robisz... Im mocniej i im dłużej to robił, mruczałem jeszcze głośniej. Uśmiechnąłem się, aż nagle na mojej głowie pojawiły się tygrysie uszy. Anasca otworzyła jedno oko i mruknęła.
- Oooo matko! Tygrys! Boziuu! - czochrał mnie po włosach - Jak ja dawno tego nie widziałem!
Zacząłem głośniej mruczeć, rumieniąc się i mocniej podsuwając głowę pod jego dłoń. To było takie przyjemne. Takie milutkie. Takie zimne łapki na mojej rozgrzanej od tego wszystkiego głowy. Przechyliłem potem lekko głowę. Czułem mocną czerwień na moich policzkach. Erenku... Jeeeszczee~...
-Eren... Pod brodą...-szepnąłem, czerwieniąc się mocno.
Eren z uśmiechem na twarzy i widocznym zadowoleniem drapał i miział mnie. 
- Matko, jakie to urocze!
Spojrzałem mu w oczy, mrucząc i czekając na więcej pieszczot ze strony chłopaka. Boże, jakie to było miłe... Takie cudne... Takie zimne... Kiedy dłoń Erena przejechała na mój kark i chłopak zaczął mnie tam drapać, jeszcze głośniej zamruczałem, a moja głowa padła na jego kolana.
-Jeszcze...-zamruczałem, kiedy ułożyłem łeb na jego nogach.
Eren przyglądał się mi z rozczuleniem i zadowoleniem. Jaki on piękny, jak tak patrzył i uśmiechał się.
- Zazdroszczę ci w pewnym sensie, Kagamiś. Ale wyglądasz cudnie! Mój tygrysek...
Uśmiechnąłem się, a po chwili jakoś zaczęły mi się zamykać oczy. Podniosłem głowę, pocałowałem Erena i padłem z nim na poduszkę.
-Dzisiaj śpisz ze mną, promyczku...-szepnąłem i zamknąłem oczy, bo jakoś męczyło mnie zmęczenie.
Nie byłem pewny, czy Eren coś odpowiedział, bo prawie od razu usnąłem. Jedyne co pamiętam z wczoraj to to, że bardzo mocno go do siebie przytuliłem, przez co chłopak nie miał wyjścia z moich ramion.
---
Obudziłem się bardzo wcześnie rano z ogromnym bólem głowy. Było mi raz zimno, raz gorąco, a serce mi bardzo mocno biło, ale nie z powodu miłości do Erena, ale z jakiegoś innego. Nieco syknąłem, czując mocniejszy ucisk w piersi. Zamknąłem oczy, zakrywając usta, aby nie obudzić mojego ukochanego. Eren spokojnie spał, nie mogłem go od tak obudzić. Wstałem jak najdelikatniej mogłem i z ogromnym bólem okryłem złotookiego. Wziąłem z szafy bluzę, zarzucając ją sobie na ramiona, a na usta nałożyłem maseczkę w kształcie tygrysiej mordki. Tylko taką miałem. Dał mi ją na odchodne Behemoth, abym nie pozarażał swoją głupotą wszystkich wokół. Niby taki żart, ale się przyda. Czułem, że zaczynam chorować, a nie chciałem zarazić mojego małego promyczka. Poszedłem do łazienki i tam ogarnąłem się. Kiedy wylazłem już, Eren siedział, ocierając oczka. Uśmiechnąłem się pod maską, ale nie było tego widać. Spojrzenie mojego ukochanego skierowało się na mnie.
-Eren... Chyba jestem chory...-powiedziałem, po czym padłem na materac, czując jeszcze większy ból w mięśniach i w sercu.
<Erenuś? ^^>
Ilość słów: 1395

niedziela, 3 czerwca 2018

Od Erena do Kagamiego

Czuję się... Wolny... Jestem sobą. Tym dawnym Erenem. Wyszedłem z szatańskich objęć bezsilności i niewiedzy. Jestem sobą. Erenem Kurushimi. Potomkiem boga cierpienia, bólu i agonii. Chłopakiem półboga zniszczenia, dysharmonii i śmierci. Jestem tym kim chcę być. Już nic nie nie powstrzymuje. Nic mnie nie powstrzyma. Ja to ja. Osoba, która była uwięziona przez te wszystkie lata. Serce me było obwiązane czymś mocnym, nierozerwalnym. Mówili, że nie ma odwrotu. Że nic już nie będzie lepiej. Że nikt mnie nie uratuje. Błąd. Cholerny błąd. Uratowali mnie. Uratował mnie. On. On jeden to potrafi. Jako jedyny. Ten najlepszy. Ten wyjątkowy. Ten niezastąpiony. Kagami Aisaka Taiga. Mój chłopak. Moje marzenie. Moje życie. Moja miłość, którą powierzyłem temu okropnemu losowi. Byłem samolubny. Wybacz. Byłem zły. Wybacz mi. Byłem za słaby i kruchy. Wybacz mi, kochanie. Wybacz mi, że kroiłem nieświadomie twe serce na kawałki. Wybacz mi, że cię zapomniałem. Wybacz mi, że nie mogłem być taki jaki powinienem być od początku. Wybacz, że musiałeś wszystko nosić sam. Że byłem takim cholernym tchórzem, że nie odważyłem się wziąć części problemu na swoje barki. Zrzucałem wszystko na ciebie. Na innych. Byłem w takim cholernym błędzie. Ale teraz... Wszystko się zmieni. Zrobię to, co zechcesz. Oddam się całkowicie tobie. Wyłącznie i na wieki. Po wszystkie czasy i we wszystkich wymiarach tego cholernego świata! Niech wszyscy wiedzę, że JA. Eren Kurushimi, potomek boga bólu, cierpienia i agonii, został powierzony całkowicie i na wyłączność półbogowi dysharmonii, zniszczenia i śmierci- Kagamiego Taidze! Niech cały świat wiwatuje na nasz widok. Niech wszyscy się kłaniają. Niech wszyscy widzą... Co to znaczy żyć. Nie cofnę się. Nie ulegnę. Nie zniżę się do tego poziomu na jakim byłem. Teraz jestem inny. Moja moc wzrosła. Ja się zmieniłem. Zmienił się też Kagami. Zmieniła się nasza miłość. A jak? Jest silniejsza. Będzie silniejsza... Dotrzymam swej obietnicy, bo nie mam zamiaru jej stracić... Tej niezwykłej miłości...  Nie chcę stracić znów tych pięknych wspomnień z mego życia. Nie chcę.. Te kłamstwa zniknęły. Wszystkie.  Moje życie jest takie jakie ja uważam za słuszne. Bez żadnych kłamstw i zmyłek. Czysta kartka położona na stół. Wystarczy ją tylko podpisać i cieszyć się tym, czym nie mogliśmy przez te wszystkie lata. Wybacz mi ojcze za to, że byłem złym synem. Że myślałem o tobie tak źle. Tak okrutnie. Myślałem, że jesteś bezdusznym tyranem, który widzi tylko krew przed oczami. Tak cholernie się myliłem. Byłem w takim cholernym błędzie. Zawsze chciałeś być przy mnie. Chciałeś wydobyć tego dawnego Erena ze środka spętanego mego serca. Dziękuję ci, że po prostu tu jesteś. Wybacz mi mamo, że tak o tobie myślałem. Że nie przychodziłem do ciebie. Że się nie wyżalałem. Że nie przyszedłem doświadczyć tego miłego matczynego uścisku. Przepraszam cię Hiyori, że zapomniałem o tobie. O mojej biednej, małej siostrzyczce. I wybaczcie mi, Shoto, Rinie, Kagami, Altairze, Shura, Behemothcie, Tadayoshi... Wszyscy. Wybaczcie mi i przyjmijcie do wiadomości. Do waszych serc, że JA. Eren Kurushimi. Ten właściwy i najprawdziwszy. Dziedzic tronu i bratnia dusza Kagamiego Taigi... Powrócił. Wróciłem tam, gdzie moje miejsce. Może dla innych wydaje się ono mroczne i pozbawione życia, lecz to jest mój dom. Moi przyjaciele. Moja rodzina. Moja miłość życia... Wspomnienia przepełniają mnie całego, a z mojej twarzy nie można zdjąć szerokiego uśmiechu. Czuję się wolny jak ptak. Me serce jest wolne. Mój umysł czysty. Wszystko zostało ułożone. Poukładane i posortowane... Wszystko jest na swoim miejscu... Keyn... Mój kochany koń. Czekał na mnie tyle czasu. Ta kraina. Abelas i Aenye, czekała na mnie tyle lat. Ja czekałem na uwolnienie z tych łańcuchów tyle czasu. Dziękuję ci, Kagami, że nie opuściłeś mnie. Że tu zawsze byłeś. Że nie zwątpiłeś. Że cały czas mnie kochasz. Wiedz, że dam ci więcej miłości, bo wiem, co ona naprawdę znaczy... Moja moc stała się stabilniejsza. Bardziej ją kontroluję. Jestem bardziej świadomy siebie i tego kim naprawdę jestem. I mam w dupie opinie innych. Jestem tym kim jestem i chcę być. Nie pragnąłbym innego życia. Pośród tego mroku i walki jest też światło w tunelu. Promień słoneczny oświetlający polanę. Przebijający się przez gęstą koronę drzew. Pokonam wszystkich, co staną mi na drodze. Wszystko, co mi przeszkodzi- zlikwiduję, by chronić moich bliskich. Stałem się silniejszy wewnętrznie i zewnętrznie... Dzięki tobie Kagami... Dzieki wam...
---
Staliśmy w komnacie w pałacu w Aenye. Ojciec Kagamiego, jego matka, moje rodzeństwo i rodzina. Wszyscy... Przytuliłem mocno Kagamiego. Najmocniej. Jak nigdy dotąd. Jak nigdy przedtem...
- Dziękuję... Dziękuję za wszystko, Kagami... Przepraszam za wszystko... Teraz wszystko się zmieni. Wszystko będzie inaczej... - szepnąłem mu do ucha, mocno go przytulając.
- Nie dziękuj mi, mój promyczku... Już będzie dobrze, a wiesz czemu? Bo jesteśmy razem. Szczęśliwi i na wieki... Wieki połączeni...- szepnął również do mojego ucha.
- Kocham cię, mój wybawco... - powiedziałem cicho do Kagamiego i odsunąłem się delikatnie. Podszedłem do Shoto i Hiyori. Tak was przepraszam, że o was zapomniałem..
- Przepraszam was, kochani, że musieliście to znosić tyle lat. To się już więcej nie powtórzy. Już będzie w porządku. Już będzie lepiej... Wróciłem... Wasz brat powrócił... - przytuliłem ich mocno, a z ich oczu popłynęły łzy. Wiem, że brakowało im mnie. Podszedłem do Altaira i Shury.
- Dziękuję wam, że pomogliście im. Że cały czas tu byliście i że nie zwątpiliście... Dziękuję i was przepraszam... - poczochrałem ich dwoje po włosach - Altair... Nie rośnij więcej - puściłem do niego oczko i sie zaśmialiśmy. - A ty Shura, nie przestawaj się uśmiechać..
Uśmiechnąłem się do wszystkich i poczochrałem trzy tygrysy po ich dużych i masywych głowach. 
- Heej kociaki... - ukucnąłem przed nimi, a zwierzęta zaczęły dotykać mnie swymi noskami, na co się zaśmiałem. Byłem teraz taki szczęśliwy, taki wolny... 
- Eren... Pamiętasz nas? - zapytała Anasca.
- Tak. Was wszystkich. Wszystko... Tak mi was wszystkich brakowało... 
Nagle rzuciła się na mnie biała tygrysica ze złotymi pręgami. Zaczęła mruczeć.
- Pachniesz jak Altair i Hiyori! Podoba mi się to! - krzyknęła Sanarra.
- Haha! Dziękuję! Tak urośliście wszyscy! A co z Keynem, Minne, Zaan i Ichaer?
Anasca usiadła, a tuż za nią zasiadł Lyrydian, który niezadowolony uderzał ogonem w ziemię.
- Nie widziałam ich ostatnio. Musisz zapytać o to rodzeństwo, Eren...- rzekła nastarsza tygrysica.
- Dziękuję... - wstałem i podszedłem do reszty.
- Dziękuję wam wszystkim... Za to, że po prostu tu jesteście... Przepraszam, że zapomniałem, że byłem złym przyjacielem, bratem i chłopakiem... Wybaczycie mi? - uśmiechnąłem się do nich patrząc na początku w podłogę, a później na każdego z nich. Shura uśmiechnęła się, a Altair poklepał Erena po ramieniu. Białowłosy miał taki sam szeroki uśmiech jak Kagami.
- Eren. Nie przepraszaj nas.- rzekł, a potem spojrzał na Hiyori.
- Jesteście najlepsi...
---
Altair, Hiyori, Shoto i Shura wyszli z pokoju, a ja zostałem sam z Kagamim i jego tygrysicą Anascą. Podszedłem do niego.
- Kagami... Kochanie... W końcu jestem tu z tobą jako cały ja. Ten dawny Eren... - położyłem dłonie na jego policzkach i pocałowałem go czule i namiętnie. Jakby był to nasz pierwszy pocałunek. Od dawna nie zaznaliśmy tego uczucia. To było takie.. Wyjątkowe... 
- Eren... Kocham cię...- szepnął i odwzajemnił mój pocałunek równie namiętnie, a nawet mocniej.
Zacisnął dłonie wokół mojej talii, cicho mrucząc.
- Tak cholernie ciebie przepraszam... Że byłem takim idiotą... Ale obiecuję, że teraz wszystko się zmieni, kochanie...
-Nigdy nie mów, że byłeś idiotą... Jesteś moim promyczkiem radości, którego bardzo mocno kocham. Całym swoim płonącym sercem...
Wskoczyłem na niego i oplotłem nogi wokół jego talii.
- Kagami! W końcu tu jestem! Kocham cię! Kocham! - pocałowałem go w czoło - Na wieki... Po wszystkie czasy... Będziemy razem.. Nic nas nie rozłączy, a za niedługo połączymy się kolejnym węzłem, Kagami... Będziemy jeszcze bliżej... Pragnę cię i twojej miłości, bo cię kocham... Misiu...
- Eren... Też ciebie kocham, mój mały skarbie... Mój najmniejszy, najcenniejszy promyczku radości... Oczywiście, że będziemy razem... Nic, nic a nic nas nie rozdzieli... Nawet śmierć... Kochanie...-szepnął mi do ucha, a ja wziąłem jego rękę i splotłem z nim palce. Następnie wybiegłem z pokoju i biegłem przez korytarze ogromnego pałacu, śmiejąc się. A z czego? Z tego, że w końcu tu jestem. Że jestem szczęśliwy i że mam obok niego. Mojego Kagamiego...
---
Weszliśmy do sali tronowej, a ja stanąłem przed tronem, na którym siedział ojciec Kagamiego i jego matka. To oni... Oni mi doradzali i to ich głosy słyszałem. Bez nich nie byłoby mnie teraz w tym miejscu. Stałem i patrzyłem na nich, a oni wstali z swoich tronów.
- Erenie Kurushimi... Syn boga bólu, cierpienia i agonii... Witaj w Aenye. Miło ciebie ujrzeć po raz pierwszy. Dziękujemy, że zająłeś się naszym synem...- powiedział ojciec Kagamiego.
- Zająłeś? O co wam chodzi?- zapytał Kagami, nieco zaskoczony.
- To on mi doradzał i to jego głos słyszałem. I twojej matki.. To jego widziałem w śnie i to przez niego miałeś chwilową amnezję.. Przez twojego ojca i matkę.. Gdyby nie oni, nie byłoby mnie tutaj, Kagamiś..
- Co...? Nie rozumiem. O co chodzi...?- zapytał, ale w tej chwili blondwłosa kobieta podeszła do niego, mocno go przytulając.
- Kagami... Mój synku... Mój mały chłopczyku...- szepnęła, tuląc się razem z Kagamim.
- Dziękuję panu za wszystko... Ale teraz czeka mnie... Spotkanie z ojcem... - popatrzyłem na niego i matkę Kagamiego, która go przytulała. Wyglądali razem tak.. Spokojnie i czule... Kagami po chwili lekko odsunął mamę, uśmiechając się do niej. Spojrzał na mnie.
- Eren... Pójdę z tobą...- stwierdził.
- Dobrze.. - skinąłem głową do jego ojca i jego matki, a następnie skierowałem sie do masywnych drzwi sali tronowej. Mimo tego, że wiem, że moje wspomnienia niektóre były przekłamane i że mój ojciec nie był taki, jaki ja myślałem, że był... Mimo tego wszystkiego i tak trochę boję się spotkania z nim. Moim ojcem... Moją matką... Po tylu latach...
---
Znaleźliśmy się w Abelas. Rozglądnąłem się dookoła, obracając wokół własnej osi.
- Matko... Jak ja tu dawno nie byłem... 
- Jak tutaj... Ładnie...
- Woow... Po prostu... Woow.. 
Byliśmy w jakimś różowo- niebieskim lesie. Było tu tak pięknie... Wspomnienia wracają... Te świeże powietrze w Abelas... Mój dom... W Końcu. Nagle usłyszałem czyjś głos. Kojarzyłem go, ale jednak nie wiedziałem do kogo należał. Hm, dziwne...
- Eeeeereeeeeeeeeeeeeeeen! - nagle przed moimi oczami znalazl się ogromny, ognisty koń, który powalił mnie na ziemię i zaczął lizać po twarzy. 
- Matko. co jak gdzie?! - po chwili spojrzałem kątem oka na konia. To był Keyn. Mój kochany ogier. Też o nim zapomniałem... Ale cieszę się, że znów go widzę. Kagami się zaśmiał, po czym spojrzał na Anascę, która stała tuż obok niego. Pogładził ją po łbie, a ta radośnie zamruczała. Wstałem i dotknąłem konia, a on prychnął radośnie. Poczułem coraz większe ciepło bijące od jego ciała. Wskoczyłem na konia, a on zapłonął.
- Yeah! - zacząłem jechać szybko na wierzchowcu przez las.
Po chwili usłyszałem ryk, a Kagami dotrzymał mi biegu. Uśmiechał się szeroko i śmiał, trzymając się futra tygrysicy. Jechaliśmy przez las, ciesząc się tymi chwilami...
---
Znaleźliśmy się na wielkim moście prowadzącym do pałacu. Zsiadłem z Keyna i do pogłaskałem, a następnie zbliżyłem się do strażników.
- Niech wrota się otworzą. Ja, Eren Kurushimi, wróciłem do mej ojczyzny i chcę widzieć się z mym ojcem...
Drzwi się otworzyły, a ja przełknąłem ślinę. Na tronie siedział mój ojciec... Tak dawno go nie widziałem... Miałem z nim wcześniej niezbyt przyjemne wspomnienia... Lecz teraz wiem, że taki na prawdę nie był. Mój tata... Jak to fajnie brzmi... Tak miło i ciepło... Tata.. Ojciec wstał zaskoczony z tronu i nei wiedział co powiedzieć. Zaniemówił, a ja wszedłem głębiej do sali tronowej. Przyśpieszyłem kroku i zacząłem biec w jego stronę. Rzuciłem się na niego, a on obrócił mnie wokół siebie, przytulając. W jego oku kręciła się łza. Łza szczęścia. Łza radości, że jego pierworodny syn wreszcie o nim pamięta i przyszedł do niego. Z mojego oka popłynęła pojedyncza łza.
- Ojcze... Ojcze...
- Eren... Mój kochany synku, tak mi ciebie brakowało... Nie rób tego więcej... Eren...
- Tato, przepraszam! Przepraszam za wszystko... Za moje zachowanie. Że cię zapomniałem..
- Eren... Synu... Najważniejsze, że znów tu jesteś...
Kagami nieśmiało wszedł do środka, ale potem bardziej zdecydowanym krokiem z warczącą tygrysicą u boku ruszył w ich stronę. 
- Zostaw go! Pobiłeś mojego Erena! - krzyknął wściekły czerwonowłosy, zbliżając się do mnie i do ojca. Stanąłem obok mojego taty i popatrzyłem na Kagamiego.
- Spokojnie, to nie tak... 
- Kagami Aisaka Taiga. Potomek Arisue...  - zaczął schodzić i zbliżył się do Kagamiego. Położył swoją rękę na ramieniu, a następnie poczochrał go po włosach. - Nic się nie zmieniłeś, chłopcze..
- Puszczaj mnie zwyrolu...- warknął, odtrącając bardzo mocno jego dłoń. Oczy czerwonowłosego zaczęły lśnić bardzo jasnym płomieniem.
- Ej, ej, spokojnie! - zszedłem do nich po małych schodach, by się nie pozabijali tam przypadkiem. - Kagami, spokojnie... 
- Nie będę spokojny. Widziałem co ci robił. Nie dotkniesz go tymi brudnymi łapami...- warknął, przyciągając do siebie Erena i chowając go za siebie. Jego oczy coraz mocniej się paliły.
- Kagami... Ciii... - pocałowałem go w szyję i zbliżyłem się do ojca.
- Tato, wiesz co robić... - mój ojciec kiwnął głową i położył swoje ręce na moich ramionach. Wokół nas zaczęła pojawiać się mgła. Moja zdolność.. Moja moc... Taka sama... Niesamowite... Czuję się taki szczęśliwy.. Czuję, że mogę wymawiać przeszłość i w końcu patrzeć do przodu... Z mgły zaczęło tworzyć się wspomnienie. Nasze. Moje i ojca. To nie były te same przekłamane wspomnienia przepełnione wyłącznie bólem. Były szczęśliwe i pełne radości. Zdarzały się przykrości i męczące treningi, ale zrozumiałem.. Kocham mojego ojca i moją rodzinę... A także mojego chłopaka- Kagamiego... Kagami zamknął potem oczy i podrapał się po karku. Był widocznie skrępowany. Odwrócił się plecami do nas, drapiąc się coraz mocniej po włosach i karku. Wspomnienia się skończyły, a ja podszedłem do Kagamiego, obejmując go od tyłu.
- Nie martw się. Nic się nie stało. I dziękuję, że chciałeś mnie bronić...
Nagle zza korytarza wyszła moja mama. Brunetka o długich włosach. A ja mocniej zacisnąłem ręce, które obejmowały Kagamiego. Czerwonowłosy objął mnie bardzo mocno i pocałował w czoło. Jego dłonie pogładziły mnie po głowie.
- Nie chcesz spotkać się z mamą...? Eren...- szepnął Kagami mi do ucha.
- Ja... 
- Eren, synku... - zakryła usta dłonią, a z jej oczu popłynęły łzy.
- Ma.. ma.... - odsunałem się lekko od Kagamiego i przytuliłem mamę, która głaskała mnie po głowie. Matczyny uścisk... Tak dawno go nie czułem.. Za długo... Zdecydowanie za długo...
---
Minęło parę godzin. Rozmawialiśmy i wyjaśnialiśmy wszystko sobie z rodzicami i rodzeństwem, ale w końcu wróciliśmy do pokoju. Naszego małego, choć przytulnego pokoju w akademiku. Wylądowaliśmy na balkonie. Kagami się przeciągnął, uśmiechając się. 
- Jak się czujesz kochanie? -zapytał mnie.
- W końcu... Jestem sobą.. Tym Erenem, jakim chciałem być... I jakim powinienem być od dawna... - spojrzałem dumnie na las i krajobraz roztaczający się przed nami. - Ja, Eren Kurushimi, wróciłem i dotrzymam swej obietnicy! Odpokutuję swe grzechy i stanę się godnym następcą tronu... Stanę się tym, kim nie mogłem się wcześniej stać... Bo jestem półbogiem i takie jest me przeznaczenie... 
<następne opowiadanie>
<Kagamiś?>
Ilość słów: 2474

Od Kagamiego do Erena

Kurwa! Co jest!? Dlaczego on jest taki blady i lodowaty! On żyje! Musi żyć! On musi KURWA żyć! To mój promyczek, którego nikomu nie oddam ani na chwilę! On ma świecić tylko dla mnie! Ma uśmiechać się tylko dla mnie, bo to ja! Ja jestem jego chłopakiem! Ja kiedyś będę jego mężem! Ja kiedyś dam mu szczęście! Tylko ze mną będzie szczęśliwy! Z nikim innym! Nie pozwolę. aby czyjeś brudne łapska dotykały mojego słońca! To jest mój Eren! Tylko mój... Nikt... Nikt... On należy do mnie... Oddawaj go... Kim jesteś i czemu mi go zabierasz... Trzymałem mocno Erena przy swojej piersi, aby tylko czuć go i patrzeć na jego bladą i jakby smutną twarz. Nie martw się kochanie... Jestem tutaj... Jestem przy tobie... Ciągle jestem...
Eren... Eren... Jesteś tu? Eren...
Kto go woła... To nie jestem ja. Kim on jest. Czego on do cholery od ciebie chce, mój kochany skarbie... Nie martw się... Ciągle tutaj jestem... Jestem obok. Nie odstąpię ciebie na krok. Mój malutki... Mój kochany. Nie stanie ci się  żadna krzywda. Jestem obok ciebie. Jesteś bezpieczny. W moich ramionach. Słyszę coś... Kto to? Znam ten głos. Dziwnie znajomy. Ale przyjemny. Głęboki głos mężczyzny. Eren też go zna. Zna. Musi znać. To na pewno ten głos. Erenku... Kochanie... Już, już, jesteś bezpieczny. Ze mną. Ciągle ze mną. Na zawsze ze mną. Na wieki. Nie dopuszczę. Nigdy ciebie nie oddam dla świata zmarłych. Będziesz ze mną. W moich ramionach. Tak. W moich. Tylko moich. Kocham ciebie tak bardzo mocno.
Kagami... Aenye... Musisz tam iść... Uratuj Erena. Tam. Tam będzie bezpieczny... Tam wszystko stanie się jasne. Jasne dla ciebie. Jasne dla twojego Erena.

Jak to... Czemu ten głos... On... On należy do taty. Do mojego taty. Tato. Pomagasz mi? Dlaczego mi pomagasz? Nie widziałem ciebie całe życie, a nagle tak mi mówisz, że będzie coś jasne? Nagle mi mówisz w myślach, że w ogóle istniejesz? Dobrze. Wysłucham ciebie. Ufam ci. Wiem, że mnie nie oszukasz. Czuję, że nie kłamiesz. Wiem, że nie chcesz dla nas źle. Wiem, że dbasz o nas. Wiem, że całe życie miałeś mnie gdzieś, ale nadal jesteś moim ojcem. Tato. Pomóż nam. Uratuj mojego Erena. Tak mocno go kocham. Ocal go, a nigdy więcej ciebie nie zawiodę. Będę zawsze ci pomagać. Będę twoim wsparciem. Tylko go uratuj. Niech będzie bezpieczny. Niech jego serce ciągle bije. Niech jego twarz przestanie być blada. Niech jego złote oczy znowu na mnie spojrzą. Eren. Eren Kurushimi. Ocal go. Ocal go, a potem daj nam spokojnie żyć. Tato. Proszę. Proszę cię o to na kolanach. Zrobię wszystko... Tylko go ocal.
~
Kocie łapy. Aenyeskie tygrysy wyruszyły. Ogień, lód i światło. 
Ruszyły. Idą ocalić tych, którzy są im bliscy. Głośne ryki spalenizny, zimna i róż wypełniają krainy zamieszkania. Diabły z Aenye. One ocalą ich. One pozwolą im na wszystko. Poruszają się szybko z pomocą swoich zdolności. O wielkie tygrysy. Uratujcie tych, którzy tego potrzebują. Ocalcie swoich właścicieli. Ocalcie ich od wiecznego smutku. Ocalcie ich. Jednego po drugim. Niech wasze łapy pozostawiają ślady. Niech ludzie wiedzą, że czas na was. Niech wasz umysł złączy się w jeden. Odnajdźcie ich. Wiem, że dacie radę.
Kocie łapy. Aenyeskie tygrysy wyruszyły. Ogień, lód i światło.

~
Dlaczego. Dlaczego nic nie mówisz. Ojcze, wytłumacz mi to. Dlaczego nie chcesz ocalić mojego Erena. Czy chcesz stracić pierworodnego? Czy tak bardzo chcesz, abym odrzucił swój tytuł? Zrobię wszystko. Oddam każdą rzecz, aby tylko mój promyczek radości był szczęśliwy. Nikt go nie dotknie choćby puczkiem palca. Żadna nieczysta dłoń nie dotknie mojego boga. Mojego na własność. Mojego ukochanego, którego potem złączę z sobą na wieczność węzłem. Węzłem małżeństwa i życia. Moje życie będzie zależne od jego życia i vice versa. Tylko ja będę mógł zadecydować o NASZEJ śmierci. Nikt inny. Nikt mi go nie odbierze. Eren należy do mnie. Eren na zawsze będzie należał do mnie. Spojrzałem ponownie na jego bladą twarz i przejechałem po niej dłonią. Czułem się tak, jakbym miał się rozpłakać. Nie. Nie. Nie. Nie płacz. Nie bądź słaby. Nie pokazuj mu, że jesteś słaby. Nie możesz. To ja. Ja muszę być dla niego wsparciem. Tak wiele przeszedł. Nikt mi go nie odbierze. Usłyszałem nagle pisk mojej siostry i krzyk zachwytu brata. Podniosłem spojrzenie i ujrzałem... Ujrzałem Ją. Anasca. Tygrys Piekieł. O wielka tygrysico ognia. Pamiętam cię. Pamiętam tak dobrze. Piękne stworzenie po wyjściu z płomieni podeszło do mnie i spojrzało mi prosto w oczy. Przystawiliśmy do siebie czoła. Słyszę ją. Słyszę jej słowa tęsknoty. Tak. Witaj. Witaj Anasco. To ja, twój właściciel. Na niebie coś rozbłysło. Jakby gwiazda. Altair się uśmiechnął.
-Sanarra!-krzyknął nagle, biegnąc do ogromnej tygrysicy.
Przytulił ją, a ta radośnie ryknęła. Shura rozglądała się. Nagle na horyzoncie pojawił się biały tygrys. Jak strzała znalazł się przy mojej siostrze, wręcz łasząc się do jej nóg. To one. Aenyeskie Tygrysy. Piekielne stworzenia, których na świecie jest wyłącznie trzech. Należą one do nas. Do mnie i mojego rodzeństwa. Nasze wierzchowce. Skąd. Skąd wy tutaj się wzięłyście. To czas... Czas na co? Dlaczego się pojawiliście. Dlaczego jesteście u naszego boku?
Kagami. Czas na powrót do domu, mój synu. Matka na ciebie czeka. Ja na ciebie czekam. Powróć. Pokaż mi się, owocu mojej mocy. Pokaż mi swoją twarz. Pokaż, jak bardzo przypominasz mnie, synu.
Mam wrócić... Do domu? Ja mam dom. Mieszkam z Erenem. W akademiku, a za niedługo będę mieszkał z nim w domu, na jaki ja sam zarobiłem siłą swoich dłoni. Tato. O co chodzi. Nic nie rozumiem. Dlaczego tak nagle. Dlaczego. Anasca nagle ryknęła i ułożyła się. Spojrzała na mnie prosząco, wbijając spojrzenie w moje oczy. Bez zbędnego pytania, wsiadłem na nią wraz z Erenem, którego bardzo mocno trzymałem przy sobie. Przejechałem dłonią po grzbiecie ogromnego zwierzęcia. Tygrysica spojrzała na resztę, która też bardzo szybko dosiadła swoich wierzchowców. Ryknęła głośno, a po chwili ruszyliśmy w bliżej nie określoną dla mnie stronę. Mam deja vu. Byłem tutaj. Jechałem tam. Gdzie, gdzie mnie prowadzisz Anasco. Powiedz mi, proszę. Wytłumaczcie mi to. Spojrzałem na Erena, który nadal cały blady i zimny przelewał się przez ręce. Żyje. Czuję, że żyje. Nie może umrzeć. To ja. Ja odpowiadam za jego życie. Nie zostawię go, a on nie zostawi mnie. Przejdziemy przez wszystkie trudności. Razem. Bez niczyjej pomocy. Będziemy szczęśliwi. W końcu... Jesteśmy sobie przeznaczeni... Jestem tego pewny.
---
Aenye. Miejsce, gdzie nasze Tygrysy Piekieł się narodziły. Miejsce, gdzie ja powinienem mieszkać. Miejsce, które jest królestwem, gdzie ja będę rządził. Królestwo rodu Taiga. Tam. Tam będzie moja mama. Tam będzie tata. To tam... Tam się wszystko zaczęło. To tam. Tam straciliśmy pamięć. To tam. Tam. Tam. Tygrysy wbiegły do ogromnego królestwa. Od razu ujrzałem salę tronową gdzie stało osiem tronów. Trzy z nich były większe od pozostałych. Tron króla, królowej i księcia. Mój. Mój tron. Mój tytuł. Książę Śmierci. Zszedłem z Anasci, która zaczęła mruczeć i nie odstąpiła mnie na krok. Tygrysica na grzbiecie niosła mojego małego promyczka. Widziałem rycerzy ognia, którzy kłaniali się do mnie. Kroczyłem czerwonym dywanem ku tronom. Tam. Tam siedział tata i mama. Moja mama. Piękna, niebieskooka blondynka, która uśmiechała się do mnie, zaciskając dłoń swojego męża. Tata patrzył na mnie czerwonymi oczami, a jego długie włosy opadały na jego ramiona. W wolnej dłoni, trzymał włócznię. której grot palił się płomieniem. Płomieniem feniksa. Czułem, że to on. Czyli... To mój dom, moja rodzina, moje życie, które zaczęło się tutaj. Powoli sobie wszystko przypominam. Ale... Nie wszystko. Czegoś ciągle brakuje. Ognistowłosy mężczyzna wycelował we mnie grotem swojej ognistej włóczni, dotykając czubkiem mojego torsu. Moje oczy nagle zapłonęły bardzo mocno, a z ust wydobył się dym. Czułem, jak ktoś pali moją koszulkę, a zastępuje ją płaszczem. O co chodzi, co wy robicie. Spojrzałem na ojca, który uśmiechnął się kątem ust.
-Kagami Aisaka Taiga. Mój synu. Twa moc jest ogromna. Teraz na pewno będziesz silniejszy. Przez odwiedzenie miejsca, gdzie się narodziłeś, odnowiłeś zasób swojego ognia. Teraz. Teraz już będziesz lepiej się czuł, a twoja niekontrolowana przemiana będzie pojawiała się rzadziej. A teraz przyjmij swój wygląd w tym mieście. Symbole na dłoniach oraz na twoim ciele oraz peleryna będą oznaczały, że to ty, mój pierworodny synu.
Uśmiechnąłem się automatycznie, wyciągając do ojca dłoń. Coś było innego. Coś... We mnie. Coś nowego. Nie czułem tego nigdy wcześniej. Ale... Było to pozytywne. Było miłe. Położyłem drugą dłoń na swoim sercu, a na wyciągniętej dłoni pojawił się czerwony ognik.
-Ojcze, powróciłem. Dziękuję ci, że wreszcie mogłem ujrzeć matkę i ciebie. A teraz, pomóż mi uratować mojego ukochanego, Erena. Muszę go ocalić. To moje zadanie. -powiedziałem z powagą w głosie.
Mój ojciec powstał z tronu i pokierował się do Erena. Pogładził go po głowie i dokładnie przyjrzał dla niego. Spojrzałem na matkę, która z rozczuleniem patrzyła na mnie. Dobrze, mamo. Porozmawiamy jak tylko będzie już dobrze z Erenem. Podszedłem do mojego ukochanego, łapiąc jego dłoń. Trzymaj się kochanie. Będzie dobrze. Mój ojciec nam pomoże. Będziemy bezpieczni i szczęśliwi. Będę się tobą opiekował. Będziesz moim słoneczkiem. Promyczkiem, przy którym dzień w dzień, noc w noc będę się budził. Uśmiechnąłem się lekko, gładząc jego policzek. Obudzisz się. Będzie z tobą dobrze. Będzie w porządku.
-Kagami, zabierz Erena i resztę do komnaty. Anasca wie, gdzie to jest. -rzekł mój ojciec, po czym wrócił na swój tron.
Tak. Zajmę się nim. Moja tygrysica spojrzała na mnie i zaczęła iść w stronę zamkowych korytarzy. Shura, Altair, Shoto i Hiyori szli za mną, a rodzeństwo Anasci było tuż za nami. Tygrysy nieco na siebie warczały, ale po chwili moja pupilka ryknęła na nich, a białe tygrysy spuściły uszy. Po kilku chwilach, ułożyłem Erena na łóżku, trzymając jego dłoń. Musi wiedzieć, że ciągle jestem obok i nie mam zamiaru go puścić. To mój malutki skarb, którego bardzo mocno kocham. Pogładziłem kciukiem wierzch jego zimnej ręki. Obudź się. Obudź się kochanie. Już, teraz. Proszę. Boję się o ciebie. Czemu nie widzę twoich złotych oczu. Eren. Eren. Eren. Pokaż się. Pokaż. Pokaż mi siebie... Nagle Eren zerwał się, trzymając w swojej dłoni klucz. Jego oczy... Jedno żółte, drugie niebieskie. Nie. Nie. Oddaj mi Erena. Chcę JEGO oczy. Chcę te niebieskie. Kiedy miałem coś powiedzieć, rozległ się wokół nas głośny, donośny głos.
-Eren... Zaczynamy pokutę...
Pokutę?! Jaką pokutę?! Eren! Coś ty narobił! Przed oczami zaczęło mi się zamazywać, a jedyne co widziałem to zamykające się oczy mojego promyczka, a potem ciemność. Nie lubię jej. Gdzie jest światło? Gdzie jest złoty kolor mojego kochanego słońca? Dlaczego nie mogę się obudzić? Co to znaczy? Jaka pokuta. Eren... Jaka pokuta... Co ty zrobiłeś. Dlaczego mi nic nie mówisz. Dlaczego nie robisz nic. Dlaczego... Dlaczego... Dlaczego jest ciemno i zimno? Dlaczego czuję, że Halam... Halam. Co tam się dzieje? Jest zamknięte. Jednak w jego wnętrzu ktoś ciągle uderza. Ktoś ciągle chce się wydostać. Kim jesteś? Czego chcesz? Dlaczego chcesz wyjść. Nagle ujrzałem... Ciemność. Znowu ta zła ciemność. Halam zniknęło, a ja... Ja zacząłem spadać. Eren spadał ze mną. Chciałem go objąć. Chciałem, aby w momencie upadku, był na mnie. Ja mogłem zostać połamany. Nie obchodziło mnie to. Eren miał jak najmniej ucierpieć. Nagle, znowu ciemność. Nie było nikogo. W tle, było coś dziwnego... Jakieś... Zaklęcie?
Rex tremendae majestatis

Qui salvandos salvas Gratis
Salve me, Fons Pietatis
Salve me, Fons Pietatis

Król straszny... Zdrój Łaskawości... Chodzi o śmierć... Chodzi o śmierć i o coś, co ją poprzedza. Agonia? Dlaczego? Nie rozumiem. Eren... Kochanie. Wytłumaczysz mi? Na pewno wiesz o co chodzi... Jesteś taki mądry. Kochanie. Ujrzałem nagle...Wiszącego na niciach życia Erena. W dłoniach trzymał ostrza, a za nim... Stała śmierć. Śmierć we własnej osobie. Ciemność w oczodołach, a mięśnie na zewnątrz. O wielka śmierci... Co ty chcesz zrobić. Zostaw go. Ja! Ja tobą rządzę. Eren był blady. Potwór za nim otworzył nagle usta.
-To ago­nia. To­tal­na, przeszy­wająca ago­nia. Jak­by Twe ser­ce zos­tało wyr­wa­ne z pier­si i roz­gniecione. Nie możesz swo­bod­nie od­dychać. To naj­gor­szy psychiczny ból ja­ki kiedy­kol­wiek możesz poczuć i co gor­sza, nie ma na niego le­ku. To nieus­tanna, bez­li­tos­na tor­tu­ra i wiesz, że ja­kaś cząstka te­go bólu będzie do końca życia.-rzekł, a jego głos spowodował, że wyczułem nadal bijące serce Erena.
Agonia. Czym ona jest. Stan przedśmiertny. Eren. Co to znaczy? Czy ty... Czy ja... Przeznaczeni. Tak. Miałem rację. Kiedy wyciągałem do niego dłoń, nicie jakie go trzymały, pękły. Eren powoli zaczął opadać, ale żył. Ciągle żył. Jego serce biło. Bestia usunęła się w cień i okryła wszystko mgłą ciemności. Widziałem tylko Erena. Mogłem tylko kroczyć za nim. Patrzeć, jak opada. Patrzeć, jak cierpi. Eren. Kochanie. Uratuję cię. Zrozumiemy to we dwoje. Jesteśmy przeznaczeni. Jesteśmy razem. To najważniejsze, kochanie... Kochany... Mój.. Maluteńki promyczku... Moje słoneczko. Nie bój się. Twój Kagami ciebie uratuje. Kagami ciebie ocali od zła świata. Będziesz szczęśliwy.
Będziesz się śmiał i będziesz miał najlepszą rodzinę na świecie. Nie rzucę słów na wiatr. Będziemy we dwoje. Będziemy szczęśliwi. Razem. We dwoje. Plecy mojego ukochanego znalazły się na karku. Ogromnym szkielecie czegoś. Czy to coś należało do śmierci? Czy to należy do mnie? Wyciągnąłem znowu do niego dłoń, ale coś, co nie było Erenem je pochwyciło. To była lodowata dłoń. Roztaczała wokół siebie aurę zła. Klucz Erena się uniósł i widziałem, jak lewituje nad moim lodowatym skarbem. Jego dłonie zablokowały się na żebrach, a nogi bezwładnie zwisały. Kochanie? Co ci się dzieje? Czemu nie otwierasz swoich pięknych, złotych oczu. Otwórz je. Pokaż mi je, mój promyczku. Pokaż, że żyjesz. Pokaż, że chcesz nadal ze mną żyć. Mój malutki... Mój. Tylko mój. Nikomu nie pozwolę ciebie dotknąć. Żadna brudna dłoń. Nikt, a nikt. Tylko ja mogę. Nikt inny. Eren nagle nadal z zamkniętymi oczętami się podniósł. Byliśmy we wnętrzu. Wnętrzu ciała. Jego dłonie zaczęły szukać czegoś na ślepo. Kochanie, czego szukasz. Pomogę ci. Poczekaj, daj mi ci pomóc. Kiedy chciałem go objąć, moje dłonie przeniknęły przez jego ciało. Kochanie... Nie mogę ci pomóc. Jestem jednak ciągle obok ciebie. Bez przerwy widzę. Widzę, że jesteś blady. Widzę, że jesteś zimny. Widzę, że chcesz czegoś. Czemu, czemu mi tego nie powiesz, czemu nie pokażesz? Ale nie martw się. Jestem ciągle przy tobie. Obronię ciebie. Nikomu nie pozwolę ciebie zranić. Już, już. Jest dobrze. Wiem, wiem już wszystko. Kochanie... Jesteś, ty jesteś półbogiem. Jednak nie masz dwóch tytułów, ale trzy. W tym momencie, Eren wniknął w coś, a ja za nim. Już wiem wszystko kochanie. Już rozumiem. Kotku...
Eren Kurushimi to półbóg bólu, cierpienia i agonii, a on wgryzł się w serce półboga śmierci, zniszczenia i dysharmonii. Kagami Aisaka Taiga przyjął do serca kogoś, kto zawzięcie chciał się w nim znaleźć. Już w nim jest. Na zawsze w nim będzie. 
Eren spojrzał na mnie, uśmiechając się delikatnie. Tak. Ten śliczny, delikatny uśmiech. Kocham go. Kocham cię, Eren. Całego ciebie. Wyciągnąłem do niego dłonie, a on spojrzał na mnie kątem oka. Oblizał swoją rękę z krwi, jaka po nich ściekała. Mięśnie tego czegoś wniknęły w niego. Chciały go. Już chyba wiem. Wiem o co chodzi. To ja. Ten potwór to byłem ja. Ten kręgosłup należał do mnie. A Eren... On wgryzł się w moje serce, chcąc w nim zamieszkać. Proszę. Nie chciałem ci tego zabronić kochanie. Możesz tutaj zostać... Przecież ciebie tak kocham. Jak mógłbym ci zabronić w nie wniknąć. Uśmiechnąłem się i pogładziłem jego policzek. Wiedziałem, że sen zbliża się końcowi. Eren zrozumie, że jest półbogiem bólu, cierpienia i agonii, a ja wiem już, że nie pozbędę się go ze swojego serca. Tylko... Dlaczego o tym myślę? Nigdy bym nie chciał tego zrobić. Eren jest czymś, kogo chcę mieć na wieki obok. Mój mały, kochany skarb. Już. Obudźmy się kochanie... Już wszystko jest dla ciebie i dla mnie jasne. Już. Już będziemy razem szczęśliwi. Chcę tego. Pragnę tego.
 ---
W tym samym czasie i ja, i Eren otworzyliśmy oczy. Spojrzeliśmy na siebie, a potem Eren wtulił się we mnie. Objąłem go, zamykając oczy. Był delikatny. Bał się, czułem to. Pogładziłem go po plecach. Delikatnie też ucałowałem jego czoło, po czym z lekkim uśmiechem jak tylko mogłem, wtulałem go w siebie. Bezbronny, słodki i.... Mój. Mój na wyłączność. Czuję, że teraz może być tylko lepiej. Już nikt nam nie stanie na drodze do szczęścia. Będziemy tylko ja i on. My razem. Kagami i Eren. Kurushimi i Taiga. Nic, a nic nie zerwie naszej miłości. Nie pozwolę na to. Eren siedzi głęboko w moim sercu, które coraz mocniej go oplata włóknami mięśniowymi. Wiem, że nie będzie chciał wyjść. Ja dam mu tylko jak największe wsparcie, zadbam o jego bezpieczeństwo i dobro. Tak. Właśnie tak. Będziemy razem. Na wieki. Tylko ja będę mógł zadecydować o NASZEJ śmierci. A dlaczego? Już nie ma mnie. Już nie ma jego. Jesteśmy tylko i wyłącznie my. Jesteśmy jednością i jestem pewny, że tak pozostanie. Mój mały skarb będzie szczęśliwy, a ja też będę szczęśliwy. Otworzyłem na moment oczy i ujrzałem moją przerażoną siostrę i brata. Shoto stał przy Shurze, wspierając ją, a Hiyori chyba płakała w ramię Altaira. Dlaczego oni płaczą? Przecież nic nam nie jest. Jest wszystko w najlepszym porządku. Spojrzałem na Erena, który też spojrzał mi w oczy. Położyłem dłoń na jego policzku, gładząc go kciukiem po nim. Uśmiechnąłem się pokrzepiająco. Nie mogłem oderwać spojrzenia od jego pięknych złotych oczu. Mój pierścień i jego klucz stykały się, przez co na naszym ciele pojawiły się świecące symbole. Jak dawno ich nie widziałem. Teraz te światło odbijało się tak pięknie w oczach mojego ukochanego. Mój mały skarb. Już jest dobrze. Jesteśmy szczęśliwi. Ty wiesz już... Może pamiętasz... Ja też już czuję się lepiej. Została mi rozmowa z ojcem. Po tym, wrócimy z powrotem do akademiku i tam porozmawiamy na spokojnie. Wolną dłonią sięgnąłem po jego dłoń, splatając nasze palce, przez co symbole rozbłysły mocniej. Uwielbiałem na to patrzeć. Podobnie kochałem patrzeć na mojego kochanego skarba, który teraz... Delikatnie się uśmiechał. Jaki piękny. Jest tylko mój. Nie oddam go nikomu. Za żadne skarby świata, bo to on jest moim skarbem. Zamknąłem go w swoim sercu. Chcę go. Pragnę go bez przerwy. Nikt go nie dotknie. Tylko ja to mogę zrobić. Poczułem trącanie mojego ramienia przez Anascę. Martwiła się i czułem to. Nie, nie martw się tygrysku. Jest już dobrze, bo mam przy sobie jego. Mojego bożka. Spojrzałem z powrotem w te piękne oczy mojej miłości.
-Eren. Kocham cię. Już nie pozwolę, aby ktokolwiek kiedykolwiek ciebie skrzywdził. Będziesz szczęśliwy. Nie... My będziemy szczęśliwi. Jesteśmy od dzisiaj jednością, bo włamałeś się do mojego serca, a ono oplotło ciebie i zatrzymało. Już nie wyjdziesz. Zostaniesz tam. Na zawsze ze mną.-szepnąłem i pocałowałem go namiętnie w usta.
<Erenku?>
Ilość słów: 3031

środa, 30 maja 2018

Od Erena do Kagamiego

Zamurowało mnie. Ci dwaj... Różowooka dziewczyna z ogonem i ciemnowłosy chłopak w okularach. Nie potrafiłem wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Nie mogłem się poruszyć. Stałem wmurowany w podłogę jak skała. Moje.. Moje rodzeństwo... Moja rodzina... Moja wataha... Mój dom. Stoi tuż przede mną. Tuż obok mnie. Nie pamiętam kiedy ostatni raz ich widziałem. Kagami witał się ze swoim rodzeństwem. Jak oni to robią.. My we trójkę staliśmy jak wryci i patrzyliśmy się na siebie. Nikt nie dał rady się odezwać. Czułem, że jestem im winny wyjaśnienia. Tylko jakie? Nadal mam mętlik w głowie. A więc to jest moja siostra i mój brat. Zaraz... Nie było ich trzech... Czekaj. Skąd ja wiem, że jest ich trójka. Gdy patrzyłem na nich, moje wspomnienia mieszały się, a zarazem układały. Dziwne... Spojrzałem na swoją dłoń, a później na nich. Rodzeństwo Kagamisia, jak i on sam, po chwili zaczęli się nam 
przyglądać, lecz chyba nie chcieli ingerować w to. Przynajmniej narazie. Przeczesałem swoje włosy i podrapałem się po karku oraz odwróciłem wzrok. Nie wiedziałem co powiedzieć i co zrobić. Nagle poczułem szybkie bicie serca, lecz nie moje. Nienaturalnie szybkie. Kogo. Co się dzieje. Zdezorientowany popatrzyłem na rodzeństwo, które zbliżyło się do mnie. Ich oczy... Biły u dziewczyny różowym, a u chłopaka czerwonym blaskiem. Zabrałem zaskoczony rękę z karku i przejechałem dłonią po swoich oczach. 
- Eren... Słyszysz, prawda? - powiedział ciemnowłosy chłopak...
- Ja... - złapałem się za głowę. Wspomnienia... Ciągle wspomnienia... 
- Gdzie jest... Rin... - rozległa się grobowa cisza. Wszyscy się we mnie wpatrywali. Nie wiedziałem, co zrobić.
- P-pamiętasz? - powiedziała zdezorientowana różowooka dziewczyna.
- Eren... Pamiętasz? - zapytał Kagami.
- P-pamiętam? - nagle zaczęła mnie boleć głowa. Jak cholera. Zamknąłem oczy i sie cofnąłem, łapiąc za głowę. Wiedziałem, czułem, że Kagami podbiega. Wiedziałem, że się martwi... Co się dzieje, czy ktoś mi może to powiedzieć? Ha, długo na odpowiedź nie czekałem. Odezwał się mój... Brat. Jak dziwnie to brzmi.
- Czekajcie, nic nie róbcie, zaczęło się... - zatrzymał ich ręką, by nie robili nic pochopnego.
- Eren! - krzyknął Kagami i ujął mnie w pasie, lecz Altair, bo tak on się nazywa chyba, prawda? Odciągnął go.
- Nie, Kagami, nie możesz... Tak nic nie zdziałasz, zaczął się proces... 
Dziewczyna i chłopak chyba próbowali mi coś wytłumaczyć lub wesprzeć... Ale ja... Moja głowa... 
- Nie! Eren! Proszę... Promyczku... - rzucił się znowu w moją stronę.
- Uspokój się! Jeżeli coś zrobisz to on zostanie w tym stanie i nie będzie odwrotu! Pomożesz mu, ale cierpliwości, Kagami... - Altair próbował powstrzymać rozwścieczonego i zdezorientowanego brata.
- P-Promyczku...- szepnął Kagami, widocznie niespokojny. Czułem jego przyśpieszony oddech. Czułęm, że się martwi... Obiecałem... Chcę mu pomóc... Nie chcę być egoistą.. Nagle ból ustał, a ja się rozejrzałem. Nie byłem już w parku.. Gdzie a jestem? Wszędzie ogień, wieże, pałac... Co to za miejsce...
- G-gdzie ja jestem? 
- Posłuchaj Kagami. Dzisiaj Eren bedzie mieć sen. Ty też w nim będziesz. Bądź ostrożny i nie daj się zwieść. Jak się obudzisz, od razu zadzwoń do nas. Od razu, rozumiesz? Tobie też trzeba będzie pomóc... - Altair szepnał do swego brata. Kagami mocno trzymał moją dłoń. Był przerażony moim stanem. Kiwnął głową na słowa Altaira i pogładził mój policzek. 
- Ci... Eren, jestem obok ciebie... 
Lecz ja zacząłem tracić kontakt z rzeczywistym światem. Czułem, jakbym znalazł się pomiędzy jakimiś wymiarami. Jakbym miał sen na jawie. A może to sen? A może to prawda? Czułem, że wchodzę do lasu. Nie ma już żadnych wież.. Ciemny jak noc las... Z jednej strony czułem, że jestem sam, a z drugiej wiedziałem, że oni są tuż za mną. Co się dzieje... Co się ze mną dzieje...
Eren... Eren... Jesteś tu? Eren...
Ktoś mnie nawoływał. Tylko kto? Nie wiem... Ale czuję, że muszę tam iść... On mnie wzywa... Cały czas wzywa moje imię... Kim on jest... Nade mną przeleciał jakiś ptak... To był feniks. Co on tu robi? Zostawiał za sobą ogień. Taki sam jak ma Kagami. Co tu się odpierdala... Gdzie ja jestem?! 
- Eren... - znów mnie zawołał. Jego głos roznosił się jak u ducha. Tworzył echo. Szedłem za dźwiękiem. Słyszałem śmiech dzieci, krzyki, rozmowy, lecz najgłośniejsze było te nawoływanie... Zakręciło mi się w głowie, a otoczenie zmieniło się. Tak po prostu. Rozpadło się.
- Nie słyszysz? Oczywiście, że słyszysz, lecz nie wiesz kim jestem. Czas ucieka, zegar tyka... Musisz wybrać Eren, którą drogą podążysz. Wspomnienia czy emocje? - za nim pojawiły się dwie drogi, lecz nadal nie mogłem dostrzec, kim on jest...
- J-ja...
- Wspomnienia... Marzysz o nich, prawda? Odzyskać je wszystkie, by inni się nie martwili. A szczególnie on...
Nagle pojawił się Kagami, lecz ten ktoś chciał poderżnąć mu gardło.
- Nie! Nie rób tego!
- Która ścieżka! Która! On czy wspomnienia!?
- ON! On.. - wrzasnałem, a jedna ze ścieżek się rozświetliła ogniem Kagamiego... Zacząłem nią iść, ale za mną się kruszyła. On i Kagami zniknęli, a ja zacząłem podążać tą ścieżką. Ogień mnie nie palił o dziwo. Jakby mnie obejmował, chronił... 
- Nie ma odwrotu... Teraz albo nigdy... Kogo znajdziesz, co się stanie... 
Na końcu drogi ujrzałem Kagamiego, który płakał krwią i darł się na mnie.
- Dlaczego to zrobiłeś! Czemu?!
Nie mogłem nic powiedzieć. Jakbym stracił głos. Chciałem, ale nie mogłem. Wszystko dzieje się tak szybko... Za szybko... 
- Twoja! Wina! Wina! Przez ciebie tylko cierpię! Cierpię i cierpię! 
- Aaaaaa! Zamknij mordę! - wrzasnąłem na niego, a on zniknął.  Czułem, jakbym odzyskał gniew i złość... O co w tym wszystkim chodzi... Biegnę dalej... Co mnie spotka dalej...
---
Radość, smutek, złość, nostalgia, bezsilność, władza, pomoc... Znów me serce jest kolorowe, a ścieżka się skończyła. Rozpadła się, a ja z ciemności spadłem w ciemność. Odzyskałem wszystkie emocje. Miłość, przyjaźń... Nagle zobaczyłem siebie... Ja pierdole... Przecież to ja... Ja... Co się ze mną dzieje... Czym ja jestem?! Stanąłem przed ścianą złożoną z gigantycznego szkieletu i mięśni, do których przywiązany byłem ja. Ja sam stałem przed samym sobą. Jak to możliwe... Co się stało. Kim jest ten Eren... Kim jestem ja?!
- Eren... Poznajesz mnie? Byłem tu uwięziony przez tyle lat... Jak mogłeś ich tak zranić... Emocje odzyskałeś, a wspomnienia? Haha! A co ze wspomnieniami, ha?! Nie odzyskałbyś ich beze mnie...
- Jak to.. Przecież ty jesteś mną... O co ci chodzi...
- Tobą?! O nie, nie, nie... Nie jestem tobą... Jestem uwięzionym od lat Erenem, który czeka na okazję, by się wydostać. W końcu ta chwila nadeszła...
- Czym ty jesteś?!
- Erenem sprzed wypadku... 
- C-co... Coo?!
- Pamiętam wszystko i widziałem każde twoje posunięcie. Każde zranienie i ból, który powodowałeś. 
- Ale ja nie chciałem!
- Nie pierdol. Jesteś półbogiem cierpienia i bólu... Samą swoją nieokiełznaną naturą ich raniłeś. Nie umiesz siebie kontrolować! Nawet zapomniałeś kim naprawdę jesteś!
- Może i nie mam wspomnień, ale wiem kim jestem!
- To powiedz mi... Ile tytułów ma Kagami...
- Kagami? Ma 3...
- A ty? Ile ich masz?!
- 2... 
- Gówno prawda... Mamy trzy tytuły... 
- Jak to, trzy. Czym jest ten trzeci tytuł? Powiedz!
- Eren Kurushimi- półbóg cierpienia, bólu i agonii...
- Jak to... Jak to możliwe... Czemu o tym nie wiedziałem...
- Bo sam to odrzuciłeś. Nie dałeś mi z powrotem wejść. Nie odzyskałeś wspomnień i całej mocy. Ja ją mam... Nie ty. Beze mnie nic nie odzyskasz. Teraz wybór należy do ciebie... Będziesz trwać nadal i grać w tej głupiej szopce czy chcesz odzyskać wspomnienia i w końcu zmierzyć się sam ze sobą...
- Chcę być taki jak dawniej, chcę odzyskać wspomnienia i moc... Nie chcę ranić Kagamiego... Nie chcę ranić innych... 
- Nie ma nagrody bez pracy i walki... Coś tracisz, by coś zyskać. Co poświęcisz, Eren?
- Co poświęcę? Co masz na myśli?
Drugi ja wyrwał się z uścisku ogromnych mięśni. Był nieco inny niż ja. Jego postawa była pewna siebie. Ani drgnął, nie wahał się ani na sekundę. Szedł dumnie w moim kierunku. Czułem, że nie pokonałbym go... Nie pokonałbym samego siebie... Nie wierzę...
- Ten klucz... Nawet nie wiesz do czego on służy, prawda? 
- Ja... No nie, nie wiem...
- A powinieneś. Załamałeś się po wyjeździe Kagamiego na wyspę wygnańców. Żałosne. Dałeś się wciągnąć przez jakieś dusze do tego miasta? On znów musiał cię ratować..
- Wiem... Ale oc mogłem innego zrobić?!
- Ruszyć łbem matole! I zaufać mu! On nie wyjeżdżałby od tak bez żadnego powodu. Weź się w garść - popchnął mnie, nadal idąc w moją stronę dumnie - On zawsze cię ratuje. Ukrywał to, co mu ciążyło na sercu, a ty idioto tego nie widziałeś. Byłeś egoistą. Patrzyłeś na czubek własnego nosa. Żałosne...
- Przestań! W końcu jestem tobą, a ty mną! 
- O nie, nie będziesz tak o mnie mówić. Tak samo tamten Kagami z twojego świata. To ma być półbóg? Wprowadziłeś go w depresję przez swe idiotyczne zachowanie i liczne problemy, które wynikały z czego? Z twojej głupoty. Z waszej głupoty. Byłeś niepełny i nie chciałeś nic z tym zrobić. Obwiniałeś wszystkich, tylko nei siebie...
- Nieprawda...
- Prawda, prawda... Ojciec chciał wydobyć z ciebie iskrę. Miał cały czas nadzieję, że się przełamiesz i przyjdziesz tu, do mnie... Że odzyskasz wspomnienia, ale ty? ic nie zrobiłeś, a ja czekałem i czekałem, przyglądając się temu wszystkiemu... 
- On to robił... Specjalnie?!
- Tak! Nie rozumiesz?! Jesteś półbogiem cierpienia! Co z tego, że cię boli. Jeżeli będzie trzeba to umrzesz z bólu za to co dla ciebie święte. Szlachetność, honor i duma. Bo jesteś tym kim jesteś. Ale nie bój nic, Kagami jest teraz podobny do ciebie, niepełny...
- Co masz na myśli?
- To, że mazgai się jak ciota i uważa, że zabije się, gdy nie zobaczy twojego uśmiechu. Wy nie wiecie, co to jest prawdziwa śmierć. Nie widzieliście tych wrót i jeszcze nie umarliście.
- Jak to: nie umarliśmy?
- Niedługo się przekonasz na własnej skórze i sercu. Uważasz, że tylko ty masz taką przeszłość jakże okropną, a inni to co? Sielanka? Błagam cię.. Kagami miał podobnie. Poza tm ty uwierzyłeś we wszystkie zakłamane wspomnienia... Nie słuchałeś nas. Głupi jesteś. Prawdziwy Eren, ja, dziedzic tronu mego ojca, nie dam sobie w kaszę dmuchać. Nie wiesz, co to jest miłość półbogów, nie wiesz co to jest poświęcenie i nie wiesz, co to znaczy ból, Eren...
- Przestań...
- Co? Znów chcesz się odciąć i żyć jak idiota dalej? Twoje emocje są wybrakowane, a życie się kruszy, nie rozumiesz?! Jeżeli nadal trak będziesz żyć, umrze i Kagami i ty! Mamy tego dość! Siedzenia w zamknięciu i przyglądania się, jak niszczycie cenne życie...
- Na prawdę jestem aż taki żałosny?
- Tak. Kagami też. Nie umiecie wykorzystać potenciału swej mocy. Jeden może zginąć od ciosu drugiego. Kagai ugina się pod twoim bólem, a ty palisz się pod wpływem ognia Kagamiego. Ha, śmieszne. Walka to walka, a nie cyrk, Eren. Jak walczycie razem, powinniście się inaczej zachowywać, a przede wszystkim nie tracić kontroli. 
- Pomożesz mi?
- Tak. Stanę się tobą i wypełnię to, czego brakowało ci przez wieki. Pokażę ci, dlaczego rodzina się od ciebie odwróciła i pokażę wam, co tak naprawdę było przyczyną tego żałosnego wypadku. Zgadzasz się, Eren?
- Tak. Chcę być taki jaki powinienem być... 
- W końcu to zrozumiałeś... Czekałem na to tyle lat... Wasza relacja też jest niekompletna...
- Jak to?
- On martwi się i za siebie i za ciebie. Tak nie ma prawa być. Nie i już. Macie siebie wspierać nawzajem. Poza tym Eren ,ty potrafisz znieść więcej bólu. W końcu jesteś jego półbogiem, prawda?! Więc daj mu wsparcie takie, jakiego potrzebuje. On dawał ci i tak dużo. Wasza przyszłość nie jest napisana w kolorowych barwach, ale właśnie to czyni was sobą. Jesteście mrocznymi półbogami... Demonami z czystego piekła. Szczęście to nie jest spokój, Eren. Szczęście to to, że możecie razem walczyć, wypełniając swe przeznaczenia. Dopełniając wolę waszych ojców! To jest szczęście! Walka razem na polu bitwy. Ramię w ramię. Wspólne moce i przeznaczenie. Silniejsze emocje i moce. Wspomnienia i czarna droga usiana trupami. Pokażę ci wszystko, co ty odrzuciłeś... nauczę cię jak być tym, do czego zostałeś powołany. Zgadzasz się?
- Tak. Zrób to, co uważasz za słuszne. 
- Co poświęcasz? Co bedzie pokutą za twe zachowanie? Krew, przedmiot, cześć korzeni, osobę, moc?
- Moją pokutą będzie krew, które we mnie płynie... Krew zmiennokształtnych. Zobowiązuję się to tego, że nie przemienię się w zmiennokształtną istotę.
- Dobrze... Pamiętaj, że pokuta nie jest wieczna. Odzyskasz moc, gdy odpokutujesz swą winę. Gdy będziesz gotów znów ją posiąść. 
- Ofiaruję również miłość. Jeżeli nie sprostam oczekiwaniom i znów się wycofam, stracę tą emocję.
- Walcz, by tego nie stracić, Eren...
- Będę. Stanę się lepszy... Odzyskam ciebie...
Drugi ja wyciągnął do mnie rękę, a obraz zaczął jakby zanikać i znów stałem w rzeczywistym świecie...
---
Moje jedno oko było niebieskie, a drugie złote. Nie miałem klucza na szyi, tylko owiniętego wokół ręki. Był pęknięty, lecz ja nie traciłem kontroli. Rozumiem... Straciłem zdolność i w moich rękach leży ma miłość, ma emocja. 
- Eren... Zaczynamy pokutę... - jego głos słyszeli wszyscy, a ja zemdlałem... Zaczęło się... To już się zaczęło... Nie ma odwrotu...
< Kagamiś? >
Ilość słów: 2163