Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eren. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eren. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 czerwca 2018

Od Erena do Kagamiego

Leżałem w swoim łóżku. Położyłem się dość późno spać wczoraj, ale to nie ma teraz znaczenia. Czuję, jak robi mi się zimno, a jest lato i jest już ranek, a przynajmniej tak myślę. Dlaczego "tak myślę", a nie stwierdzam? Bo nie widzę. Nie mogę otwierać oczu. Czuję się taki... Sparaliżowany. Nie mogę się ruszyć. I nie, nie jest to paraliż senny. Czuję, jak moje ciało zaczyna się ochładzać i tracić swą temperaturę, a ja nie mogę nic z tym zrobić. Widzę... Ciemność. A co słyszę? Narazie nic nie słyszę i nic nie widzę. To lekko dziwne i trochę przerażające, ale chyba wiem, co to jest... Moja nowa zdolność.. Mogę ją nazwać nową? A może raczej starą, lecz nie odkrytą przeze mnie wczesniej... Chyba to jest najlepsze określenie. Cholera tak mi zimno, że myślę, że zaraz zamarznę. Czuję się taki... Osłabiony i taki kompletne bez życia. Jakby coś ze mnie uciekało... Nie mogę się ruszyć, nic zrobić. Czuję się taki bezsilny, a zarazem.. Taki.. Pewny siebie? Nie wiem, czemu się tak czuję... To bardzo dziwne..
- Eren? - to głos Kagamiego. Taki... Ciepły i czuły w tej chwili... Taki wyjątkowy.. Taki... Mój... Ale wybacz Kagami... Nie wiem jak ci teraz odpowiedzieć. Nie mogę wykrztusić z siebie ani słowa. Może to po prostu przeczekam? Bez paniki... Tylko bez paniki... Nic się nie dzieje... Chyba... Czułem jak moja ręka opada lekko z łożka i powoli się z niego zsuwam.
- Eren! - krzyknął nagle spanikowany Kagami, łapiąc mnie w objęcia, lecz ja przelewałem się wręcz przez jego ręce, a mój oddech stawał się coraz rzadszy i bardziej płytki. Czuję się jakbym... Umierał, ale... Nie umieram... Tak? 
- Eren! Kurwa! Eren! Co jest! - czułem, jak na moją twarz opadły jego łzy. Otworzyłem lekko usta, bo nie mogłem nabrać powietrza. Moje wargi robiły się sine, a moja skóra była blada od wolniejszego krążenia. Kagami... Nic mi nie jest... Gdybyś tylko mnie słyszał...
- Eren! Boże! Obudź się, błagam!- wrzeszczał bez końca. Słyszałem go i czułem jego dotyk.. Jego łzy... Lecz nie mogę nic powiedzieć. Cholerna agonia... No, nieźle go wystraszyłem pewnie i to nieświadomie. Czuję jego złość już w kościach... Jak za starych, dobrych czasów, co?
- Eren!- nagle Kagami położył mnie na ziemi i zaczął robić mi 
sztuczne oddychanie i resuscytację. Poczułem jego usta na moich wargach... Ten ciepły dotyk... Otworzyłem ledwie oczy, łapiąc powietrze i się delikatnie uśmiechając do niego.
- Kagami...
- Eren... Boże, co się stało... I co z twoimi oczami?- zapytał cicho.
Uśmiechnąłem się do niego delikatnie. Na taki uśmiech jaki mnie teraz było stać. Lekko podniosłem rękę i pogładziłem jego policzek.
- Bo widzę, że cierpisz, kochanie... A tak poza tym, to nic takiego...
- Co... Co się stało... Eren... Do cholery, myślałem, że nie żyjesz...- szepnął ze łzami w oczach.
- Jestem bogiem agonii, nie? Masz odpowiedż... - wyszeptałem ledwo. Mimo wszystko nie zrobiłem tego specjalnie... 
- CO!? To ty nie umarłeś?!- krzyknął zaskoczony, a ja pokiwałem przecząco głową.
- Nie... Cały czas cię słyszałem i tu byłem...
- Aha, postanowiłeś sobie się pobawić? Świetnie... - mruknął niezadowolony i usiadł na łóżku.
- N-nie zrobiłem tego specjalnie... - podniosłem się jakoś na jednej ręce, siedząc na podłodze.
- Nie mogłeś nic zrobić? Martwiłem się cholernie...- mruknął.
- No wiesz... Jakoś wcześnej bym coś zrobił, gdybym mógł. W końcu.. Umierałem. Można to chyba tak nazwać? - zwróciłem się szybko do Ayato - Pst, piesku, podaj mi bluzę...
Pies to posłusznie zrobił, a ja nałożyłem na siebie ciepły sweter. Kagami widząc, że jest mi zimno, posadził mnie na swoich kolanach i przytulił mocno.
- Przepraszam, nie chcia~... - spojrzałem na swoje rece - ... łem... 
- Co jest? - szepnął, przytulając go mocno.
- C-czekaj... - podwinąłem zaskoczony rękawy swetra, a później zdjąłem go całego, wstając i oglądając swoje ręce i tors - Ha! Ale jazda... Nie mam blizn...
Kagami się nieco zarumienił, a potem odwrócił wzrok. Hm.. Ktoś tu się rumieni?Spojrzałem na niego zza ramienia zadziornym uśmieszkiem.
- Aż żal nie skorzystać z takiej okazji.. Gdy Kagami się rumieni...
- Spadaj.- mruknął, nadal się czerwieniąc. Zakrył kawałek twarzy. Zbliżyłem się do jego ucha i szepnałem do niego.
- Kagami... Zdajesz sobie sprawę, że demony są stworzone do kuszenia, prawda?
- Tak... Zdaję sobie...- szepnął, kładąc dłonie na moich biodrach.
- Lecz na większą niespodziankę będziesz musiał chyba poczekać... - szepnąłem i spojrzałem na niego lekko z góry z uśmiechem, przygryzając lekko wargę.
- Dlaczegooo...- spojrzał na mnie błagalnie.
- Bo wtedy będzie bardziej efektowne... - usiadłem na jego łóżku po turecku.
- No prooszę... - szepnął i zrobił słodkie oczka.
- Będę odporny na te piękne, tygrysie oczęta... Ale mogę dać ci mały zalążek tego, co nas czeka w przyszłości... 
- Daj... Dajjj...- na jego głowie wysunęły się tygrysie uszka, a j poczochrałem go po głowie i zbliżłem się do jego ucha. 
- Co robią demony?
Kagami objął mnie mocniej. 
- Kuszą....- szepnął.
- Jaka druga rasa płynie w mojej krwi?
 - Demon... - patrzył mi w oczy.
- Tak... Tylko... Czyj? - spojrzałem na niego zadziornie i tajemniczo.
- Mój? - zapytał z zadziornym uśmiechem.
- A nie wiem nie wiem.. Może za niedługo będzie twój... Więcej wskazówek ci nie dam... - powiedziałem niższym głosem niczym jakiś złoczyńca.
- O nie. Już jest mój i kropka.- zaśmiał się.
- Zobaczymy czy się oprzesz i powstrzymasz przede mną.. Ten się śmieje kto się śmieje ostatni... Ha... Ha.. Ha..
- Oj nie marudź.-zaśmiał się i położył razem ze mną.
- No dobra, mogę dać ci ostatnią wskazówkę...
- Słucham więc.
- Sekundkę... - wyjąłem pewną rzecz z jego szafki i wsadziłem ją w zęby, znajdując się nad Kagamim. Pozdrawiam kumatych. - Pamiętasz?
Kagami zarumienił się i spojrzał na Erena, przygryzając wargę. 
- Jak mógłbym zapomnieć...- szepnął.
- Zataiłeś to niegrzeczny chłopczyku... Masz szczęście, że teraz pamiętam wszystko... Za karę będzie... Trochę inaczej... Oooj ale nie martw się, Eren nic ci nie zrobi... Poważnego...
- Osz ty zboczuchu...- szepnął i zabrał mu z ust to, co w nich trzymał.- Zapewnię ci zabawę, uwierz mi...
- Ojj, ja tobie też... Słyszałeś kiedyś o czymś takim jak ogon? - spojrzałem na niego z podniesioną jedną brwią zadziornie.
- Ogon? Oczywiście, że tak.- zaśmiał się.
- Na twoim miejscu bym się tak nie śmiał... Daarling... - spojrzałem na niego kątem okqa z zadziornym uśmieszkiem... Oj, Kagamiś, Kagamiś...
<następne opowiadanie>
<Kagamicchan?>
Ilość słów: 1054

piątek, 8 czerwca 2018

Od Erena do Kagamiego

Pierwsze słowo. Ja. Nowy, a zarazem stary. Ten lepszy, a zarazem gorszy. Ten sam, a zarazem inny. Przeciwieństwo, a zarazem podobieństwo. Rozpacz, a zarazem śmiech. Smutek i radość. Ból i ukojenie. Pusty i pełen dzban. Nic i wszystko. Potęga i słabość. Rozdwojenie i jedność. Człowiek i bestia. Kawałki i sklejona całość. Rozłożony na części i złożony ponownie. Konający i żyjący. Ze spuszczoną głową i dumny. Dumny z tego, że odzyskałem to, co dla mnie najcenniejsze... Drugie słowo. Ty. Czerwonowłosy, a zarazem blondyn. Silny, lecz kruchy. Posklejany, lecz wciąż połamany. Uśmiechnięty, lecz smutny. Za słaby, by wszystko nieść na swych barkach. Zbyt dumny, by się do tego przyznać. Zbyt opiekuńczy, by pozwolić ranić go. Go, czyli mnie. Zbyt pewny siebie, a zarazem zbyt nieśmiały, by przyznać się do błędu i słabości swej duszy i ciała. Chciałbyś udźwignąć dla mnie choćby cały świat Kagami. Teraz znam cię zbyt dobrze... Nie dasz rady nieść wszystkiego samemu. Nikt nie dałby rady. Za dużo. Za ciężko. Za brudno i ciemno. Za wolno i za szybko. Źle i jeszcze gorzej... Pozwól mi udźwignąć ten świat razem z tobą... Trzecie słowo. My. Ja i Ty. Ty i Ja. Serca Dwa. Złączone od tak. Węzłów sto, a supłów milion. Dróg tysiące, ciemnych, mrocznych i podłych, a tylko jedna wśród tysięcy. Biała, nieskazitelna, czysta, niczym anioł. Oświetlona, bezpieczna, pewna, spokojna i cicha... Jedna spośród tysięcy, milionów i setek. Jedna i jedyna w swoim rodzaju. Ty. Ty jesteś tą drogą. Tą błogą ścieżką. Tym traktem. który jest najlepszy, a na mapie jego nie ma. Ten szlak, którym nie podróżuje nikt. Nikt oprócz mnie. Istoty, która swymi śladami brudzi go, a on nadal pozostaje czysty i nieskazitelny. My. Jesteśmy łowcami. Jesteśmy drapieżnikami, które polują razem. Razem. Razem możemy wszystko. Podbić choćby cały ten brudny świat. Razem... Bo łączy nas coś więcej. Miłość. Wierność. Zaufanie. Przeznaczenie... Łączy nas tak wiele rzeczy, Kagami... Tak wiele powodów, które umacniają nas, byśmy stali się silniejsi i bardziej godni swego przeznaczenia... Stanowimy jedność... Dlatego właśnie Kagami, Kocham cię i dlatego do ciebie powróciłem. Bo się kocham. Kocham tą jedność i tą czystą ścieżkę. Tego blondyna, który ma czerwone włosy. Ten paradoks. Kocham to. Kocham ciebie. I obiecuję ci, że splotę nas jeszcze kolejnymi setkami węzłów. Obiecuję, że będziemy sobie bliżsi.. Obiecuję, że już zawsze będę przy tobie... Że już zawsze będę cię Kochać... Bo moje życie zmieniło się... Zmieniło się przez ciebie... 
---
Wstałem z nieogarniętą, już dość długą czupryną i przetarłem swoje oczy moimi dłońmi. Nagle usłyszałem ten ciepły i miły głos Kagamiego. Głos, który należał do mnie. W pełni. W całości... 
- Eren... Chyba jestem chory...
- Chory? Przeziębiłeś się? - powiedziałem, przykładając swoje czoło do jego czoła, przedtem odgarniając swoje włosy i włosy Kagamiego.
- Boli... Nie tak...- mruknął cicho.
- Biedny kotek.. Już cii... Zaraz przestanie. - przyłożyłem dłonie do jego policzków i się uśmiechnąłem do niego. Jak ja za tym tęskniłem.. Jak mi tego brakowało. Takich chwil. Część mnie doświadczała tego codziennie, ale większa część... Ta prawdziwa... Była zamknięta. Nie miałem jak wyjść. Nie mogłem się wydostać sam. Uratował mnie Kagami. Za tym słabym, dawnym Erenem, który stał przede mną, stał i Kagami. Nie widział go. Tylko ja go dostrzegałem. Jak stał na przeciwko mnie i się uśmiechał. Jak wyciągał do mnie rękę, rozrywając uścisk mięśni. Zatopiłem się w jego sercu. Dobrowolnie i specjalnie. Bym był jeszcze bliżej niego. Bliżej drugiej mojej połowy. Kagamiego...
- Eren.... Dasz mi wody...? - powiedział cicho.
- Tak, już daję.. - Wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Otworzyłem ją i wyjąłem butelkę wody. Udałem się ponownie do Kagamiego i usiadłem po turecku na łóżku. Odkręciłem zakrętkę i pomogłem mu napić się wody, lekko podnosząc jego głowę i przedtem zdejmując maskę. 
- Kagami... - złapałem jego policzki i pocałowałem go. Nie zważałem na jego chorobę. W końcu i tak zaraz miałem zamiar mu pomóc. Nowy ja i stabilniejsze moce. Wcześniej o tym nie miałem pojęcia, lecz teraz to już wiem. Potrafię przejmować ból na siebie. Zrobię to. Dla niego. Mówiłem, nie będzie tego nieść sam. Już nigdy. Poprzez pocałunek zacząłem zabierać mu ten nieznośny ból w ciele. Dla niego. To wszystko dla niego...Kagami delikatnie mnie od siebie odsunął i po wypiciu wody, ponownie założył na usta maskę. 
- Nie możesz być przeze mnie chory...- szepnął. Miał ochrypiały głos, a pod oczami zrobiły mu się sine ślady. Dość mocna grypa jak nic. Tak bardzo teraz chciałbym mieć moc leczenia, ale jej nie mam. 
- Kagami, leż i odpoczywaj, a ja pójdę się ogarnąć, ok?
Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Poszedłem do łazienki i się ogarnąłem, a później się ubrałem w czarne jeansy i zwykłą koszulkę. Usiadłem na brzegu łóżka Kagamiego i zabrałem mu włosy z czoła.
- Jak się czujesz?
- Wszystko mnie boli... - szepnął i spojrzał mi w oczy.
- Dobra, teraz mi się uda... - szybko przyłożyłem rękę do jego czoła i zaczałem przejmować część bólu na siebie, przytrzymując ręce Kagamiego, by mnie nie powstrzymywał. I udało mi się. Cholera Jasna. Na prawdę wszystko go bolało... 
- Mam nadzieję, że trochę ci ulżyłem, Kagamiś.
Kagami się uśmiechnął sennie.
- K-Kocham cię...- szepnął.
- Ja ciebie też, kochanie... Wychodzę, ale wrócę jak najszybciej mogę. Pa i śpij dobrze. - pocałowałem go w czoło i wstałem z jego łóżka. A gdzie wychodzę? To chyba oczywiste. Nie widziałem się z Rinem od tak dawna, a nie było go w tym "procesie". Pewnie miał ważny powód, bo zwykle Rin nie opuszczał żadnych takich ważnych wydarzeń. Jak coś to mu pomogę jak mogę. W końcu jestem jego starszym bratem i dziedzicem tronu. Cholera jasna muszę jakoś zajmować się swoim rodzeństwem. Poza tym te świecące się oczy.. O co z nimi chodzi... Będziemy musieli to razem odkryć i ogarnąć, bo jak się domyślam to nikt nie wie o co z tym chodzi... Wziąłem telefon, pieniądze i dokumenty i wyszedłem z pokoju. Kagami, trzymaj się tam...
---
Szybko znalazłem się w pokoju Rina i Katsukiego. Chyba tak się nazywał jego współlokator, prawda? Ha, nie wierzę. Mieszkaliśmy wszyscy tak blisko siebie, a nikt o tym nie wiedział albo tego nie zauważył. Los lubi nam sprzyjać, nie ma co. Zapukałem do pokoju, a drzwi otworzył mi czarnowłosy chłopak z ogonem. Rin. Matko, jak ja cię dawno nie widziałem... Chłopak stał w osłupieniu i nie mógł wykrztusić z siebie słowa, a ja się szeroko uśmiechnąłem, szczerząc.
- Hej, Rin. To ja. Eren. Wróciłem...
Warga Rina zaczęła drżeć, a z jego oka popłynęła pojedyncza łza. Jak ja go dawno nie widziałem... Jak ja tego żałuję. Tak cholernie żałuję mojej nieuwagi i konsekwencji tego... Rin, bracie... Więcej to się nie powtórzy. Rin rzucił się na mnie, a ja przytuliłem go mocno, wchodząc głębiej do pokoju. Pogładziłem czarnowłosego po włosach
- Rin, tak bardzo przepraszam... Więcej się to nie powtórzy... Obiecuję, że nadrobimy te wszystkie lata... Będzie tak jak dawniej...
- Eren! Matko znów mnie pamiętasz! Znów jesteś przy mnie! - mój braciszek przyłożył swoje czoło do mego czoła i się obaj uśmiechnęliśmy. Rin... Braciszku... Kocham cię i już nigdy ciebie nie opuszczę. Tak samo i Hiyori i Shoto. Nikogo. Będę was chronił. Nawet przed samym sobą jeżeli zajdzie taka potrzeba. W końcu jestem waszym starszym bratem! po chwili odsunęliśmy się od siebie.
- Ej, Eren, wyjmij telefon. Wymienimy się numerami i dodam cię do naszej grupy.
- Ok! Już, masz..
Wymieniliśmy się numerami telefonów. Spojrzałem na potral społecznościowy i nową grupę na nim. Naszą. Czwórki rodzeństwa... W końcu jesteśmy razem. W końcu postawiliśmy krok do przodu...
Po chwili usłyszałem dźwięk powiadomienia.
Od Shoto: Ooo, czyli Eren jest u ciebie, Rin?
Od Rina: Yeees! W końcu wszyscy razem!
Od Hiyori: Taak! Eren, matko, jak dobrze znów mieć ciebie przy nas... Nadal nie mogę w to uwierzyć! >.<
Od Erena: Tak! Wróciłem, jestem, żyję. Ale myślę, że to nie będzie rozmowa na telefon. Musimy się gdzieś spotkać!
Od Shoto: Teraz wam pasuje?Od Hiyori: Of course! Przyjdę!
Od Rina: Tak, pasuje, przyjdę z Erenem, tylko gdzie?
Od Shoto: Kawiarnia przy parku ( ͡° ͜ʖ ͡°).
Od Hiyori: Daa. Kawa to jedna z najlepszych części dnia!
Od Rina: Widać, że rodzina zjebów xD
Od Shoto: Zamknij mordę, zbierajcie się i za 30 min w kawiarni!
Patrzyłem z uśmiechem w telefon i wiadomości, jakie przychodziły przed moimi oczyma. Moje rodzeństwo... Razem szczęśliwi. Spojrzałem na Rina, a rzucił swym wzrokiem w moją stronę. Obaj się uśmiechnęliśmy.
- To jak? Idziemy? - powiedziałem z uśmiechem na twarzy.
- Jasne! Chodźmy! - odpowiedział czarnowłosy, a my skierowaliśmy się do wyjścia...
---
Po jakiś 10 lub 15 minutach wszyscy znaleźliśmy się przed kawiarnią.
- EEeereeeeeeen! - Hiyori biegła w moją stronę i rzuciła się w moje objęcia, a ja złapałem ją i okręciłem wokół siebie kilka razy.
- Jaaa! To jak? Wchodzimy?
- Jasne!
Weszliśmy wszyscy i usiedliśmy przy jakiś kanapach. Wszyscy zaczęliśmy przeglądać menu. Po chwili podeszła do nas kelnerka i poprosiła o zamówienie, a my wszyscy odpowiedzieliśmy chórem o jaką kawę nam chodzi. Wszyscy to samo, jakie to niesamowite! Spojrzeliśmy na siebie, a nasze oczy zaczęły się świecić.
- Co? What? Znowu? - powiedział Shoto.
- Może to dlatego, że znów wszyscy jesteśmy razem... - oznajmiłem im to.
- Tak, pewnie tak, ale to niesamowite! 
Kelnerka przyniosła nam kawy, a my zaczęliśmy gadać o wszystkim i o niczym, jak z a dawnych lat. Chcieliśmy nadrobić ten stracony czas... Te stracone lata...
---
Nasze spotkanie trwało kilka godzin. Byłem już przed drzwiami mojego pokoju, do którego po chwili wszedłem. Czuję się taki... Wolny i szczęśliwy. Kolejny krok za mną...
- Kagami, wróciłem!
Kagami leżał, cały blady, otulony mocno kołdrą. Cały drżał, a na jego rumianą od gorączki twarz opadały włosy. Spojrzał na mnie dziwnie pustym od choroby wzrokiem.
- E-Eren...- szepnął.
- Matko, Kagamiś.. - rzuciłem torbę w kąt i podszedłem do jego łóżka, siadając na jego brzegu.
- Mogłem poprosić Rina o pomoc albo Shoto... Jak się trzymasz?
- Wszystko mnie boli...- szepnął, kuląc się.
- Wiem, już czekaj.. - podałem mu rękę, by mu trochę ulżyć, a z drugą ręką wyjąłem telefon i zadzwoniłem do Rina.
- Halo? Rin? Słuchaj, znasz jakieś lecznicze zioła? Takie na grypę, bóle i przeziębienie?
- Em, tak, na prywatnej wiadomości wyślę ci nazwy i zdjęcia. 
- Ok dzięki wielkie... 
Po chwili otrzymałem wiadomość od Rina z lekami i ziołami.
- Matko skąd on to wszystko wie?
Kagami kichnął, po czym spojrzał na mnie.
-Jest mądry... Z-Zupełnie jak brat...- zaśmiał się cicho, a potem zaczął kaszleć.
- Haha, jak ja? Oj, Kagamiś, Kagamiś.. - pogładziłem go po czole i spojrzałem na niego z rozczuleniem... Mam nadzieję, że Rin się nie mylił... Ufam mu. W końcu to mój braciszek...
---
Kilka dni później
Obudził mnie ciężar pewnego ogromnego zwierzęcia. Matko jakie to coś jest ciężkie, co to jest do cholery. Otworzyłem swoje oczy i zobaczyłem ogromnego tygrysa. Szeptem powiedziałem do niej.
- Anasca, o co chodzi? - ziewnąłem przy okazji.
- Eren, Kagami ma dziś urodziny.
- Dziś? Matko to już? 
- Masz prezent czy coś?
- Tak mam, już od dawna... No "od dawna"..
- To dobrze, sorki, że cię obudziłam.
- Nie, nic się nie stało...
Tygrysica zeszła ze mnie, a ja wstałem i zaglądnąłem do szafki. Kagami jeszcze spał. To w sumie dobrze, nie musiałbym się kręcić i udawać nie wiadomo czego. Wyjąłem pudełko, a w nim była bransoletka. I to nie taka zwykła. Pomógł mi ją stworzyć ją ojciec Kagamiego. Jest ona połączona z nim i jego tyrgrysicą, a wygląda jak czarna forma Anasci. Mam nadzieję, że mu się spodoba. No dobra, pora się ogarnąć. Dzisiaj będzie dość dłuuuugi dzień. If you know what I mean... Ale czuję, że coś jest nie tak. W sensie ze mną. Czuję się nieco inaczej... Poszedłem do łazienki i ogarnąłem się, a jak wyszedłem, Kagami już się obudził.
- No hej, śpiochu, jak tam nastroje w urodzinki?
- Urodzinki? Czyje są?- zapytał ze zdziwieniem.
- Twoje, głuptasie, wszystkiego najlepszego! - zbliżyłem się do niego i go pocałowałem, a z tyłu trzymałem jego prezent.
- Moje? Naprawde?
- Taaak! - podałem mu bransoletkę i zapiąłem ją na jego nadgarstu - To jest bransoleta, kttóra jest połączona z Anascą i z tobą. Kiedy coś jej się stanie, bransoleta da ci o tym znać, kochanie! - uśmiechnąłem się do niego szeroko. Kagami wytrzeszczył oczy i uśmiechnął się. 
-Eren... Dziękuję ci!- krzyknął.
- Nie ma za co. Wszystko dla mojego misia! - przytulił mnie, a moja twarz znalazła się przy jego szyi. Wpratrywałem się w nią i miałem coraz większą ochotę go ugryźć, ale stop. Nie mogę tak po prostu i bez pozwolenia wpijać się w ludzi. Ale muszę coś zrobić, bo inaczej bedzie źle.. Cholera jasna. Mam coraz mocniejsze pragnienie. Kiedy ostatnio piłem krew? Nie wiem.. Chyba za długo... Tak mnie to kusi... 
- Kagami... - odsunąłem się od niego i odwróciłem wzrok w zupełnie inną stronę, a językiem wyczuwałem ostre kły. Zaczęło się.. - Zakryj proszę szyję..
- Chcesz pić? Możesz.- powiedział, gładząc mnie po szyi. Spoglądałem to na Kagamiego, to na jego szyję, a serce zaczęło mi szybciej bić i mój oddech przyśpieszył.
- Na pewno? 
- Eren... Kochanie, oczywiście.- uśmiechnął się, a ja zaśmiałem się lekko.
- Podano do stołu, co? Haha! - zbliżyłem się do niego i jedną ręką chwyciłem go za włosy, a drugą przyciągnąłem go za talię do siebie. Po chwili wpiłem swoje kły w jego szyję. Matko, jaka jego krew jest dobra... Mówię jak psychopata, co nie? A trudno...  Piłem jego krew, a w ciele zaczałem czuć ogromne ciepło. Szczególnie na rękach i plecach. O co chodzi? Kagami uśmiechnął się, gładząc mnie po plecach. Po chwili odessałem się od niego, biorąc wdech i uśmiechając się. 
- Smaczny jesteś, Kagamiś... - szepnąłem, a po chwili odchyliłem głowę do tyłu. Kagami pogładził mnie po ramieniu.
-Smaczny i jestem twój.
- Ooo tak, tylko mój... Na wyłączność... - zamknąłem oczy, a blizny na moim ciele zaczęły się zasklepiać. Brakowało mi tylko jednego elementu. Jego. Kagamiego. Znowu on.. Jak ja go uwielbiam... Moje blizny zaczeły wypełniać się krwią Kagamiego. On jest lekarstwem dla mnie...Wyleczy wszystkie moje problemy.. Już wyleczył... Mnie...
<nastepne opowiadaie>
<Kagamiś?>
Ilość słów: 2333

niedziela, 3 czerwca 2018

Od Erena do Kagamiego

Czuję się... Wolny... Jestem sobą. Tym dawnym Erenem. Wyszedłem z szatańskich objęć bezsilności i niewiedzy. Jestem sobą. Erenem Kurushimi. Potomkiem boga cierpienia, bólu i agonii. Chłopakiem półboga zniszczenia, dysharmonii i śmierci. Jestem tym kim chcę być. Już nic nie nie powstrzymuje. Nic mnie nie powstrzyma. Ja to ja. Osoba, która była uwięziona przez te wszystkie lata. Serce me było obwiązane czymś mocnym, nierozerwalnym. Mówili, że nie ma odwrotu. Że nic już nie będzie lepiej. Że nikt mnie nie uratuje. Błąd. Cholerny błąd. Uratowali mnie. Uratował mnie. On. On jeden to potrafi. Jako jedyny. Ten najlepszy. Ten wyjątkowy. Ten niezastąpiony. Kagami Aisaka Taiga. Mój chłopak. Moje marzenie. Moje życie. Moja miłość, którą powierzyłem temu okropnemu losowi. Byłem samolubny. Wybacz. Byłem zły. Wybacz mi. Byłem za słaby i kruchy. Wybacz mi, kochanie. Wybacz mi, że kroiłem nieświadomie twe serce na kawałki. Wybacz mi, że cię zapomniałem. Wybacz mi, że nie mogłem być taki jaki powinienem być od początku. Wybacz, że musiałeś wszystko nosić sam. Że byłem takim cholernym tchórzem, że nie odważyłem się wziąć części problemu na swoje barki. Zrzucałem wszystko na ciebie. Na innych. Byłem w takim cholernym błędzie. Ale teraz... Wszystko się zmieni. Zrobię to, co zechcesz. Oddam się całkowicie tobie. Wyłącznie i na wieki. Po wszystkie czasy i we wszystkich wymiarach tego cholernego świata! Niech wszyscy wiedzę, że JA. Eren Kurushimi, potomek boga bólu, cierpienia i agonii, został powierzony całkowicie i na wyłączność półbogowi dysharmonii, zniszczenia i śmierci- Kagamiego Taidze! Niech cały świat wiwatuje na nasz widok. Niech wszyscy się kłaniają. Niech wszyscy widzą... Co to znaczy żyć. Nie cofnę się. Nie ulegnę. Nie zniżę się do tego poziomu na jakim byłem. Teraz jestem inny. Moja moc wzrosła. Ja się zmieniłem. Zmienił się też Kagami. Zmieniła się nasza miłość. A jak? Jest silniejsza. Będzie silniejsza... Dotrzymam swej obietnicy, bo nie mam zamiaru jej stracić... Tej niezwykłej miłości...  Nie chcę stracić znów tych pięknych wspomnień z mego życia. Nie chcę.. Te kłamstwa zniknęły. Wszystkie.  Moje życie jest takie jakie ja uważam za słuszne. Bez żadnych kłamstw i zmyłek. Czysta kartka położona na stół. Wystarczy ją tylko podpisać i cieszyć się tym, czym nie mogliśmy przez te wszystkie lata. Wybacz mi ojcze za to, że byłem złym synem. Że myślałem o tobie tak źle. Tak okrutnie. Myślałem, że jesteś bezdusznym tyranem, który widzi tylko krew przed oczami. Tak cholernie się myliłem. Byłem w takim cholernym błędzie. Zawsze chciałeś być przy mnie. Chciałeś wydobyć tego dawnego Erena ze środka spętanego mego serca. Dziękuję ci, że po prostu tu jesteś. Wybacz mi mamo, że tak o tobie myślałem. Że nie przychodziłem do ciebie. Że się nie wyżalałem. Że nie przyszedłem doświadczyć tego miłego matczynego uścisku. Przepraszam cię Hiyori, że zapomniałem o tobie. O mojej biednej, małej siostrzyczce. I wybaczcie mi, Shoto, Rinie, Kagami, Altairze, Shura, Behemothcie, Tadayoshi... Wszyscy. Wybaczcie mi i przyjmijcie do wiadomości. Do waszych serc, że JA. Eren Kurushimi. Ten właściwy i najprawdziwszy. Dziedzic tronu i bratnia dusza Kagamiego Taigi... Powrócił. Wróciłem tam, gdzie moje miejsce. Może dla innych wydaje się ono mroczne i pozbawione życia, lecz to jest mój dom. Moi przyjaciele. Moja rodzina. Moja miłość życia... Wspomnienia przepełniają mnie całego, a z mojej twarzy nie można zdjąć szerokiego uśmiechu. Czuję się wolny jak ptak. Me serce jest wolne. Mój umysł czysty. Wszystko zostało ułożone. Poukładane i posortowane... Wszystko jest na swoim miejscu... Keyn... Mój kochany koń. Czekał na mnie tyle czasu. Ta kraina. Abelas i Aenye, czekała na mnie tyle lat. Ja czekałem na uwolnienie z tych łańcuchów tyle czasu. Dziękuję ci, Kagami, że nie opuściłeś mnie. Że tu zawsze byłeś. Że nie zwątpiłeś. Że cały czas mnie kochasz. Wiedz, że dam ci więcej miłości, bo wiem, co ona naprawdę znaczy... Moja moc stała się stabilniejsza. Bardziej ją kontroluję. Jestem bardziej świadomy siebie i tego kim naprawdę jestem. I mam w dupie opinie innych. Jestem tym kim jestem i chcę być. Nie pragnąłbym innego życia. Pośród tego mroku i walki jest też światło w tunelu. Promień słoneczny oświetlający polanę. Przebijający się przez gęstą koronę drzew. Pokonam wszystkich, co staną mi na drodze. Wszystko, co mi przeszkodzi- zlikwiduję, by chronić moich bliskich. Stałem się silniejszy wewnętrznie i zewnętrznie... Dzięki tobie Kagami... Dzieki wam...
---
Staliśmy w komnacie w pałacu w Aenye. Ojciec Kagamiego, jego matka, moje rodzeństwo i rodzina. Wszyscy... Przytuliłem mocno Kagamiego. Najmocniej. Jak nigdy dotąd. Jak nigdy przedtem...
- Dziękuję... Dziękuję za wszystko, Kagami... Przepraszam za wszystko... Teraz wszystko się zmieni. Wszystko będzie inaczej... - szepnąłem mu do ucha, mocno go przytulając.
- Nie dziękuj mi, mój promyczku... Już będzie dobrze, a wiesz czemu? Bo jesteśmy razem. Szczęśliwi i na wieki... Wieki połączeni...- szepnął również do mojego ucha.
- Kocham cię, mój wybawco... - powiedziałem cicho do Kagamiego i odsunąłem się delikatnie. Podszedłem do Shoto i Hiyori. Tak was przepraszam, że o was zapomniałem..
- Przepraszam was, kochani, że musieliście to znosić tyle lat. To się już więcej nie powtórzy. Już będzie w porządku. Już będzie lepiej... Wróciłem... Wasz brat powrócił... - przytuliłem ich mocno, a z ich oczu popłynęły łzy. Wiem, że brakowało im mnie. Podszedłem do Altaira i Shury.
- Dziękuję wam, że pomogliście im. Że cały czas tu byliście i że nie zwątpiliście... Dziękuję i was przepraszam... - poczochrałem ich dwoje po włosach - Altair... Nie rośnij więcej - puściłem do niego oczko i sie zaśmialiśmy. - A ty Shura, nie przestawaj się uśmiechać..
Uśmiechnąłem się do wszystkich i poczochrałem trzy tygrysy po ich dużych i masywych głowach. 
- Heej kociaki... - ukucnąłem przed nimi, a zwierzęta zaczęły dotykać mnie swymi noskami, na co się zaśmiałem. Byłem teraz taki szczęśliwy, taki wolny... 
- Eren... Pamiętasz nas? - zapytała Anasca.
- Tak. Was wszystkich. Wszystko... Tak mi was wszystkich brakowało... 
Nagle rzuciła się na mnie biała tygrysica ze złotymi pręgami. Zaczęła mruczeć.
- Pachniesz jak Altair i Hiyori! Podoba mi się to! - krzyknęła Sanarra.
- Haha! Dziękuję! Tak urośliście wszyscy! A co z Keynem, Minne, Zaan i Ichaer?
Anasca usiadła, a tuż za nią zasiadł Lyrydian, który niezadowolony uderzał ogonem w ziemię.
- Nie widziałam ich ostatnio. Musisz zapytać o to rodzeństwo, Eren...- rzekła nastarsza tygrysica.
- Dziękuję... - wstałem i podszedłem do reszty.
- Dziękuję wam wszystkim... Za to, że po prostu tu jesteście... Przepraszam, że zapomniałem, że byłem złym przyjacielem, bratem i chłopakiem... Wybaczycie mi? - uśmiechnąłem się do nich patrząc na początku w podłogę, a później na każdego z nich. Shura uśmiechnęła się, a Altair poklepał Erena po ramieniu. Białowłosy miał taki sam szeroki uśmiech jak Kagami.
- Eren. Nie przepraszaj nas.- rzekł, a potem spojrzał na Hiyori.
- Jesteście najlepsi...
---
Altair, Hiyori, Shoto i Shura wyszli z pokoju, a ja zostałem sam z Kagamim i jego tygrysicą Anascą. Podszedłem do niego.
- Kagami... Kochanie... W końcu jestem tu z tobą jako cały ja. Ten dawny Eren... - położyłem dłonie na jego policzkach i pocałowałem go czule i namiętnie. Jakby był to nasz pierwszy pocałunek. Od dawna nie zaznaliśmy tego uczucia. To było takie.. Wyjątkowe... 
- Eren... Kocham cię...- szepnął i odwzajemnił mój pocałunek równie namiętnie, a nawet mocniej.
Zacisnął dłonie wokół mojej talii, cicho mrucząc.
- Tak cholernie ciebie przepraszam... Że byłem takim idiotą... Ale obiecuję, że teraz wszystko się zmieni, kochanie...
-Nigdy nie mów, że byłeś idiotą... Jesteś moim promyczkiem radości, którego bardzo mocno kocham. Całym swoim płonącym sercem...
Wskoczyłem na niego i oplotłem nogi wokół jego talii.
- Kagami! W końcu tu jestem! Kocham cię! Kocham! - pocałowałem go w czoło - Na wieki... Po wszystkie czasy... Będziemy razem.. Nic nas nie rozłączy, a za niedługo połączymy się kolejnym węzłem, Kagami... Będziemy jeszcze bliżej... Pragnę cię i twojej miłości, bo cię kocham... Misiu...
- Eren... Też ciebie kocham, mój mały skarbie... Mój najmniejszy, najcenniejszy promyczku radości... Oczywiście, że będziemy razem... Nic, nic a nic nas nie rozdzieli... Nawet śmierć... Kochanie...-szepnął mi do ucha, a ja wziąłem jego rękę i splotłem z nim palce. Następnie wybiegłem z pokoju i biegłem przez korytarze ogromnego pałacu, śmiejąc się. A z czego? Z tego, że w końcu tu jestem. Że jestem szczęśliwy i że mam obok niego. Mojego Kagamiego...
---
Weszliśmy do sali tronowej, a ja stanąłem przed tronem, na którym siedział ojciec Kagamiego i jego matka. To oni... Oni mi doradzali i to ich głosy słyszałem. Bez nich nie byłoby mnie teraz w tym miejscu. Stałem i patrzyłem na nich, a oni wstali z swoich tronów.
- Erenie Kurushimi... Syn boga bólu, cierpienia i agonii... Witaj w Aenye. Miło ciebie ujrzeć po raz pierwszy. Dziękujemy, że zająłeś się naszym synem...- powiedział ojciec Kagamiego.
- Zająłeś? O co wam chodzi?- zapytał Kagami, nieco zaskoczony.
- To on mi doradzał i to jego głos słyszałem. I twojej matki.. To jego widziałem w śnie i to przez niego miałeś chwilową amnezję.. Przez twojego ojca i matkę.. Gdyby nie oni, nie byłoby mnie tutaj, Kagamiś..
- Co...? Nie rozumiem. O co chodzi...?- zapytał, ale w tej chwili blondwłosa kobieta podeszła do niego, mocno go przytulając.
- Kagami... Mój synku... Mój mały chłopczyku...- szepnęła, tuląc się razem z Kagamim.
- Dziękuję panu za wszystko... Ale teraz czeka mnie... Spotkanie z ojcem... - popatrzyłem na niego i matkę Kagamiego, która go przytulała. Wyglądali razem tak.. Spokojnie i czule... Kagami po chwili lekko odsunął mamę, uśmiechając się do niej. Spojrzał na mnie.
- Eren... Pójdę z tobą...- stwierdził.
- Dobrze.. - skinąłem głową do jego ojca i jego matki, a następnie skierowałem sie do masywnych drzwi sali tronowej. Mimo tego, że wiem, że moje wspomnienia niektóre były przekłamane i że mój ojciec nie był taki, jaki ja myślałem, że był... Mimo tego wszystkiego i tak trochę boję się spotkania z nim. Moim ojcem... Moją matką... Po tylu latach...
---
Znaleźliśmy się w Abelas. Rozglądnąłem się dookoła, obracając wokół własnej osi.
- Matko... Jak ja tu dawno nie byłem... 
- Jak tutaj... Ładnie...
- Woow... Po prostu... Woow.. 
Byliśmy w jakimś różowo- niebieskim lesie. Było tu tak pięknie... Wspomnienia wracają... Te świeże powietrze w Abelas... Mój dom... W Końcu. Nagle usłyszałem czyjś głos. Kojarzyłem go, ale jednak nie wiedziałem do kogo należał. Hm, dziwne...
- Eeeeereeeeeeeeeeeeeeeen! - nagle przed moimi oczami znalazl się ogromny, ognisty koń, który powalił mnie na ziemię i zaczął lizać po twarzy. 
- Matko. co jak gdzie?! - po chwili spojrzałem kątem oka na konia. To był Keyn. Mój kochany ogier. Też o nim zapomniałem... Ale cieszę się, że znów go widzę. Kagami się zaśmiał, po czym spojrzał na Anascę, która stała tuż obok niego. Pogładził ją po łbie, a ta radośnie zamruczała. Wstałem i dotknąłem konia, a on prychnął radośnie. Poczułem coraz większe ciepło bijące od jego ciała. Wskoczyłem na konia, a on zapłonął.
- Yeah! - zacząłem jechać szybko na wierzchowcu przez las.
Po chwili usłyszałem ryk, a Kagami dotrzymał mi biegu. Uśmiechał się szeroko i śmiał, trzymając się futra tygrysicy. Jechaliśmy przez las, ciesząc się tymi chwilami...
---
Znaleźliśmy się na wielkim moście prowadzącym do pałacu. Zsiadłem z Keyna i do pogłaskałem, a następnie zbliżyłem się do strażników.
- Niech wrota się otworzą. Ja, Eren Kurushimi, wróciłem do mej ojczyzny i chcę widzieć się z mym ojcem...
Drzwi się otworzyły, a ja przełknąłem ślinę. Na tronie siedział mój ojciec... Tak dawno go nie widziałem... Miałem z nim wcześniej niezbyt przyjemne wspomnienia... Lecz teraz wiem, że taki na prawdę nie był. Mój tata... Jak to fajnie brzmi... Tak miło i ciepło... Tata.. Ojciec wstał zaskoczony z tronu i nei wiedział co powiedzieć. Zaniemówił, a ja wszedłem głębiej do sali tronowej. Przyśpieszyłem kroku i zacząłem biec w jego stronę. Rzuciłem się na niego, a on obrócił mnie wokół siebie, przytulając. W jego oku kręciła się łza. Łza szczęścia. Łza radości, że jego pierworodny syn wreszcie o nim pamięta i przyszedł do niego. Z mojego oka popłynęła pojedyncza łza.
- Ojcze... Ojcze...
- Eren... Mój kochany synku, tak mi ciebie brakowało... Nie rób tego więcej... Eren...
- Tato, przepraszam! Przepraszam za wszystko... Za moje zachowanie. Że cię zapomniałem..
- Eren... Synu... Najważniejsze, że znów tu jesteś...
Kagami nieśmiało wszedł do środka, ale potem bardziej zdecydowanym krokiem z warczącą tygrysicą u boku ruszył w ich stronę. 
- Zostaw go! Pobiłeś mojego Erena! - krzyknął wściekły czerwonowłosy, zbliżając się do mnie i do ojca. Stanąłem obok mojego taty i popatrzyłem na Kagamiego.
- Spokojnie, to nie tak... 
- Kagami Aisaka Taiga. Potomek Arisue...  - zaczął schodzić i zbliżył się do Kagamiego. Położył swoją rękę na ramieniu, a następnie poczochrał go po włosach. - Nic się nie zmieniłeś, chłopcze..
- Puszczaj mnie zwyrolu...- warknął, odtrącając bardzo mocno jego dłoń. Oczy czerwonowłosego zaczęły lśnić bardzo jasnym płomieniem.
- Ej, ej, spokojnie! - zszedłem do nich po małych schodach, by się nie pozabijali tam przypadkiem. - Kagami, spokojnie... 
- Nie będę spokojny. Widziałem co ci robił. Nie dotkniesz go tymi brudnymi łapami...- warknął, przyciągając do siebie Erena i chowając go za siebie. Jego oczy coraz mocniej się paliły.
- Kagami... Ciii... - pocałowałem go w szyję i zbliżyłem się do ojca.
- Tato, wiesz co robić... - mój ojciec kiwnął głową i położył swoje ręce na moich ramionach. Wokół nas zaczęła pojawiać się mgła. Moja zdolność.. Moja moc... Taka sama... Niesamowite... Czuję się taki szczęśliwy.. Czuję, że mogę wymawiać przeszłość i w końcu patrzeć do przodu... Z mgły zaczęło tworzyć się wspomnienie. Nasze. Moje i ojca. To nie były te same przekłamane wspomnienia przepełnione wyłącznie bólem. Były szczęśliwe i pełne radości. Zdarzały się przykrości i męczące treningi, ale zrozumiałem.. Kocham mojego ojca i moją rodzinę... A także mojego chłopaka- Kagamiego... Kagami zamknął potem oczy i podrapał się po karku. Był widocznie skrępowany. Odwrócił się plecami do nas, drapiąc się coraz mocniej po włosach i karku. Wspomnienia się skończyły, a ja podszedłem do Kagamiego, obejmując go od tyłu.
- Nie martw się. Nic się nie stało. I dziękuję, że chciałeś mnie bronić...
Nagle zza korytarza wyszła moja mama. Brunetka o długich włosach. A ja mocniej zacisnąłem ręce, które obejmowały Kagamiego. Czerwonowłosy objął mnie bardzo mocno i pocałował w czoło. Jego dłonie pogładziły mnie po głowie.
- Nie chcesz spotkać się z mamą...? Eren...- szepnął Kagami mi do ucha.
- Ja... 
- Eren, synku... - zakryła usta dłonią, a z jej oczu popłynęły łzy.
- Ma.. ma.... - odsunałem się lekko od Kagamiego i przytuliłem mamę, która głaskała mnie po głowie. Matczyny uścisk... Tak dawno go nie czułem.. Za długo... Zdecydowanie za długo...
---
Minęło parę godzin. Rozmawialiśmy i wyjaśnialiśmy wszystko sobie z rodzicami i rodzeństwem, ale w końcu wróciliśmy do pokoju. Naszego małego, choć przytulnego pokoju w akademiku. Wylądowaliśmy na balkonie. Kagami się przeciągnął, uśmiechając się. 
- Jak się czujesz kochanie? -zapytał mnie.
- W końcu... Jestem sobą.. Tym Erenem, jakim chciałem być... I jakim powinienem być od dawna... - spojrzałem dumnie na las i krajobraz roztaczający się przed nami. - Ja, Eren Kurushimi, wróciłem i dotrzymam swej obietnicy! Odpokutuję swe grzechy i stanę się godnym następcą tronu... Stanę się tym, kim nie mogłem się wcześniej stać... Bo jestem półbogiem i takie jest me przeznaczenie... 
<następne opowiadanie>
<Kagamiś?>
Ilość słów: 2474

środa, 30 maja 2018

Od Erena do Kagamiego

Zamurowało mnie. Ci dwaj... Różowooka dziewczyna z ogonem i ciemnowłosy chłopak w okularach. Nie potrafiłem wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Nie mogłem się poruszyć. Stałem wmurowany w podłogę jak skała. Moje.. Moje rodzeństwo... Moja rodzina... Moja wataha... Mój dom. Stoi tuż przede mną. Tuż obok mnie. Nie pamiętam kiedy ostatni raz ich widziałem. Kagami witał się ze swoim rodzeństwem. Jak oni to robią.. My we trójkę staliśmy jak wryci i patrzyliśmy się na siebie. Nikt nie dał rady się odezwać. Czułem, że jestem im winny wyjaśnienia. Tylko jakie? Nadal mam mętlik w głowie. A więc to jest moja siostra i mój brat. Zaraz... Nie było ich trzech... Czekaj. Skąd ja wiem, że jest ich trójka. Gdy patrzyłem na nich, moje wspomnienia mieszały się, a zarazem układały. Dziwne... Spojrzałem na swoją dłoń, a później na nich. Rodzeństwo Kagamisia, jak i on sam, po chwili zaczęli się nam 
przyglądać, lecz chyba nie chcieli ingerować w to. Przynajmniej narazie. Przeczesałem swoje włosy i podrapałem się po karku oraz odwróciłem wzrok. Nie wiedziałem co powiedzieć i co zrobić. Nagle poczułem szybkie bicie serca, lecz nie moje. Nienaturalnie szybkie. Kogo. Co się dzieje. Zdezorientowany popatrzyłem na rodzeństwo, które zbliżyło się do mnie. Ich oczy... Biły u dziewczyny różowym, a u chłopaka czerwonym blaskiem. Zabrałem zaskoczony rękę z karku i przejechałem dłonią po swoich oczach. 
- Eren... Słyszysz, prawda? - powiedział ciemnowłosy chłopak...
- Ja... - złapałem się za głowę. Wspomnienia... Ciągle wspomnienia... 
- Gdzie jest... Rin... - rozległa się grobowa cisza. Wszyscy się we mnie wpatrywali. Nie wiedziałem, co zrobić.
- P-pamiętasz? - powiedziała zdezorientowana różowooka dziewczyna.
- Eren... Pamiętasz? - zapytał Kagami.
- P-pamiętam? - nagle zaczęła mnie boleć głowa. Jak cholera. Zamknąłem oczy i sie cofnąłem, łapiąc za głowę. Wiedziałem, czułem, że Kagami podbiega. Wiedziałem, że się martwi... Co się dzieje, czy ktoś mi może to powiedzieć? Ha, długo na odpowiedź nie czekałem. Odezwał się mój... Brat. Jak dziwnie to brzmi.
- Czekajcie, nic nie róbcie, zaczęło się... - zatrzymał ich ręką, by nie robili nic pochopnego.
- Eren! - krzyknął Kagami i ujął mnie w pasie, lecz Altair, bo tak on się nazywa chyba, prawda? Odciągnął go.
- Nie, Kagami, nie możesz... Tak nic nie zdziałasz, zaczął się proces... 
Dziewczyna i chłopak chyba próbowali mi coś wytłumaczyć lub wesprzeć... Ale ja... Moja głowa... 
- Nie! Eren! Proszę... Promyczku... - rzucił się znowu w moją stronę.
- Uspokój się! Jeżeli coś zrobisz to on zostanie w tym stanie i nie będzie odwrotu! Pomożesz mu, ale cierpliwości, Kagami... - Altair próbował powstrzymać rozwścieczonego i zdezorientowanego brata.
- P-Promyczku...- szepnął Kagami, widocznie niespokojny. Czułem jego przyśpieszony oddech. Czułęm, że się martwi... Obiecałem... Chcę mu pomóc... Nie chcę być egoistą.. Nagle ból ustał, a ja się rozejrzałem. Nie byłem już w parku.. Gdzie a jestem? Wszędzie ogień, wieże, pałac... Co to za miejsce...
- G-gdzie ja jestem? 
- Posłuchaj Kagami. Dzisiaj Eren bedzie mieć sen. Ty też w nim będziesz. Bądź ostrożny i nie daj się zwieść. Jak się obudzisz, od razu zadzwoń do nas. Od razu, rozumiesz? Tobie też trzeba będzie pomóc... - Altair szepnał do swego brata. Kagami mocno trzymał moją dłoń. Był przerażony moim stanem. Kiwnął głową na słowa Altaira i pogładził mój policzek. 
- Ci... Eren, jestem obok ciebie... 
Lecz ja zacząłem tracić kontakt z rzeczywistym światem. Czułem, jakbym znalazł się pomiędzy jakimiś wymiarami. Jakbym miał sen na jawie. A może to sen? A może to prawda? Czułem, że wchodzę do lasu. Nie ma już żadnych wież.. Ciemny jak noc las... Z jednej strony czułem, że jestem sam, a z drugiej wiedziałem, że oni są tuż za mną. Co się dzieje... Co się ze mną dzieje...
Eren... Eren... Jesteś tu? Eren...
Ktoś mnie nawoływał. Tylko kto? Nie wiem... Ale czuję, że muszę tam iść... On mnie wzywa... Cały czas wzywa moje imię... Kim on jest... Nade mną przeleciał jakiś ptak... To był feniks. Co on tu robi? Zostawiał za sobą ogień. Taki sam jak ma Kagami. Co tu się odpierdala... Gdzie ja jestem?! 
- Eren... - znów mnie zawołał. Jego głos roznosił się jak u ducha. Tworzył echo. Szedłem za dźwiękiem. Słyszałem śmiech dzieci, krzyki, rozmowy, lecz najgłośniejsze było te nawoływanie... Zakręciło mi się w głowie, a otoczenie zmieniło się. Tak po prostu. Rozpadło się.
- Nie słyszysz? Oczywiście, że słyszysz, lecz nie wiesz kim jestem. Czas ucieka, zegar tyka... Musisz wybrać Eren, którą drogą podążysz. Wspomnienia czy emocje? - za nim pojawiły się dwie drogi, lecz nadal nie mogłem dostrzec, kim on jest...
- J-ja...
- Wspomnienia... Marzysz o nich, prawda? Odzyskać je wszystkie, by inni się nie martwili. A szczególnie on...
Nagle pojawił się Kagami, lecz ten ktoś chciał poderżnąć mu gardło.
- Nie! Nie rób tego!
- Która ścieżka! Która! On czy wspomnienia!?
- ON! On.. - wrzasnałem, a jedna ze ścieżek się rozświetliła ogniem Kagamiego... Zacząłem nią iść, ale za mną się kruszyła. On i Kagami zniknęli, a ja zacząłem podążać tą ścieżką. Ogień mnie nie palił o dziwo. Jakby mnie obejmował, chronił... 
- Nie ma odwrotu... Teraz albo nigdy... Kogo znajdziesz, co się stanie... 
Na końcu drogi ujrzałem Kagamiego, który płakał krwią i darł się na mnie.
- Dlaczego to zrobiłeś! Czemu?!
Nie mogłem nic powiedzieć. Jakbym stracił głos. Chciałem, ale nie mogłem. Wszystko dzieje się tak szybko... Za szybko... 
- Twoja! Wina! Wina! Przez ciebie tylko cierpię! Cierpię i cierpię! 
- Aaaaaa! Zamknij mordę! - wrzasnąłem na niego, a on zniknął.  Czułem, jakbym odzyskał gniew i złość... O co w tym wszystkim chodzi... Biegnę dalej... Co mnie spotka dalej...
---
Radość, smutek, złość, nostalgia, bezsilność, władza, pomoc... Znów me serce jest kolorowe, a ścieżka się skończyła. Rozpadła się, a ja z ciemności spadłem w ciemność. Odzyskałem wszystkie emocje. Miłość, przyjaźń... Nagle zobaczyłem siebie... Ja pierdole... Przecież to ja... Ja... Co się ze mną dzieje... Czym ja jestem?! Stanąłem przed ścianą złożoną z gigantycznego szkieletu i mięśni, do których przywiązany byłem ja. Ja sam stałem przed samym sobą. Jak to możliwe... Co się stało. Kim jest ten Eren... Kim jestem ja?!
- Eren... Poznajesz mnie? Byłem tu uwięziony przez tyle lat... Jak mogłeś ich tak zranić... Emocje odzyskałeś, a wspomnienia? Haha! A co ze wspomnieniami, ha?! Nie odzyskałbyś ich beze mnie...
- Jak to.. Przecież ty jesteś mną... O co ci chodzi...
- Tobą?! O nie, nie, nie... Nie jestem tobą... Jestem uwięzionym od lat Erenem, który czeka na okazję, by się wydostać. W końcu ta chwila nadeszła...
- Czym ty jesteś?!
- Erenem sprzed wypadku... 
- C-co... Coo?!
- Pamiętam wszystko i widziałem każde twoje posunięcie. Każde zranienie i ból, który powodowałeś. 
- Ale ja nie chciałem!
- Nie pierdol. Jesteś półbogiem cierpienia i bólu... Samą swoją nieokiełznaną naturą ich raniłeś. Nie umiesz siebie kontrolować! Nawet zapomniałeś kim naprawdę jesteś!
- Może i nie mam wspomnień, ale wiem kim jestem!
- To powiedz mi... Ile tytułów ma Kagami...
- Kagami? Ma 3...
- A ty? Ile ich masz?!
- 2... 
- Gówno prawda... Mamy trzy tytuły... 
- Jak to, trzy. Czym jest ten trzeci tytuł? Powiedz!
- Eren Kurushimi- półbóg cierpienia, bólu i agonii...
- Jak to... Jak to możliwe... Czemu o tym nie wiedziałem...
- Bo sam to odrzuciłeś. Nie dałeś mi z powrotem wejść. Nie odzyskałeś wspomnień i całej mocy. Ja ją mam... Nie ty. Beze mnie nic nie odzyskasz. Teraz wybór należy do ciebie... Będziesz trwać nadal i grać w tej głupiej szopce czy chcesz odzyskać wspomnienia i w końcu zmierzyć się sam ze sobą...
- Chcę być taki jak dawniej, chcę odzyskać wspomnienia i moc... Nie chcę ranić Kagamiego... Nie chcę ranić innych... 
- Nie ma nagrody bez pracy i walki... Coś tracisz, by coś zyskać. Co poświęcisz, Eren?
- Co poświęcę? Co masz na myśli?
Drugi ja wyrwał się z uścisku ogromnych mięśni. Był nieco inny niż ja. Jego postawa była pewna siebie. Ani drgnął, nie wahał się ani na sekundę. Szedł dumnie w moim kierunku. Czułem, że nie pokonałbym go... Nie pokonałbym samego siebie... Nie wierzę...
- Ten klucz... Nawet nie wiesz do czego on służy, prawda? 
- Ja... No nie, nie wiem...
- A powinieneś. Załamałeś się po wyjeździe Kagamiego na wyspę wygnańców. Żałosne. Dałeś się wciągnąć przez jakieś dusze do tego miasta? On znów musiał cię ratować..
- Wiem... Ale oc mogłem innego zrobić?!
- Ruszyć łbem matole! I zaufać mu! On nie wyjeżdżałby od tak bez żadnego powodu. Weź się w garść - popchnął mnie, nadal idąc w moją stronę dumnie - On zawsze cię ratuje. Ukrywał to, co mu ciążyło na sercu, a ty idioto tego nie widziałeś. Byłeś egoistą. Patrzyłeś na czubek własnego nosa. Żałosne...
- Przestań! W końcu jestem tobą, a ty mną! 
- O nie, nie będziesz tak o mnie mówić. Tak samo tamten Kagami z twojego świata. To ma być półbóg? Wprowadziłeś go w depresję przez swe idiotyczne zachowanie i liczne problemy, które wynikały z czego? Z twojej głupoty. Z waszej głupoty. Byłeś niepełny i nie chciałeś nic z tym zrobić. Obwiniałeś wszystkich, tylko nei siebie...
- Nieprawda...
- Prawda, prawda... Ojciec chciał wydobyć z ciebie iskrę. Miał cały czas nadzieję, że się przełamiesz i przyjdziesz tu, do mnie... Że odzyskasz wspomnienia, ale ty? ic nie zrobiłeś, a ja czekałem i czekałem, przyglądając się temu wszystkiemu... 
- On to robił... Specjalnie?!
- Tak! Nie rozumiesz?! Jesteś półbogiem cierpienia! Co z tego, że cię boli. Jeżeli będzie trzeba to umrzesz z bólu za to co dla ciebie święte. Szlachetność, honor i duma. Bo jesteś tym kim jesteś. Ale nie bój nic, Kagami jest teraz podobny do ciebie, niepełny...
- Co masz na myśli?
- To, że mazgai się jak ciota i uważa, że zabije się, gdy nie zobaczy twojego uśmiechu. Wy nie wiecie, co to jest prawdziwa śmierć. Nie widzieliście tych wrót i jeszcze nie umarliście.
- Jak to: nie umarliśmy?
- Niedługo się przekonasz na własnej skórze i sercu. Uważasz, że tylko ty masz taką przeszłość jakże okropną, a inni to co? Sielanka? Błagam cię.. Kagami miał podobnie. Poza tm ty uwierzyłeś we wszystkie zakłamane wspomnienia... Nie słuchałeś nas. Głupi jesteś. Prawdziwy Eren, ja, dziedzic tronu mego ojca, nie dam sobie w kaszę dmuchać. Nie wiesz, co to jest miłość półbogów, nie wiesz co to jest poświęcenie i nie wiesz, co to znaczy ból, Eren...
- Przestań...
- Co? Znów chcesz się odciąć i żyć jak idiota dalej? Twoje emocje są wybrakowane, a życie się kruszy, nie rozumiesz?! Jeżeli nadal trak będziesz żyć, umrze i Kagami i ty! Mamy tego dość! Siedzenia w zamknięciu i przyglądania się, jak niszczycie cenne życie...
- Na prawdę jestem aż taki żałosny?
- Tak. Kagami też. Nie umiecie wykorzystać potenciału swej mocy. Jeden może zginąć od ciosu drugiego. Kagai ugina się pod twoim bólem, a ty palisz się pod wpływem ognia Kagamiego. Ha, śmieszne. Walka to walka, a nie cyrk, Eren. Jak walczycie razem, powinniście się inaczej zachowywać, a przede wszystkim nie tracić kontroli. 
- Pomożesz mi?
- Tak. Stanę się tobą i wypełnię to, czego brakowało ci przez wieki. Pokażę ci, dlaczego rodzina się od ciebie odwróciła i pokażę wam, co tak naprawdę było przyczyną tego żałosnego wypadku. Zgadzasz się, Eren?
- Tak. Chcę być taki jaki powinienem być... 
- W końcu to zrozumiałeś... Czekałem na to tyle lat... Wasza relacja też jest niekompletna...
- Jak to?
- On martwi się i za siebie i za ciebie. Tak nie ma prawa być. Nie i już. Macie siebie wspierać nawzajem. Poza tym Eren ,ty potrafisz znieść więcej bólu. W końcu jesteś jego półbogiem, prawda?! Więc daj mu wsparcie takie, jakiego potrzebuje. On dawał ci i tak dużo. Wasza przyszłość nie jest napisana w kolorowych barwach, ale właśnie to czyni was sobą. Jesteście mrocznymi półbogami... Demonami z czystego piekła. Szczęście to nie jest spokój, Eren. Szczęście to to, że możecie razem walczyć, wypełniając swe przeznaczenia. Dopełniając wolę waszych ojców! To jest szczęście! Walka razem na polu bitwy. Ramię w ramię. Wspólne moce i przeznaczenie. Silniejsze emocje i moce. Wspomnienia i czarna droga usiana trupami. Pokażę ci wszystko, co ty odrzuciłeś... nauczę cię jak być tym, do czego zostałeś powołany. Zgadzasz się?
- Tak. Zrób to, co uważasz za słuszne. 
- Co poświęcasz? Co bedzie pokutą za twe zachowanie? Krew, przedmiot, cześć korzeni, osobę, moc?
- Moją pokutą będzie krew, które we mnie płynie... Krew zmiennokształtnych. Zobowiązuję się to tego, że nie przemienię się w zmiennokształtną istotę.
- Dobrze... Pamiętaj, że pokuta nie jest wieczna. Odzyskasz moc, gdy odpokutujesz swą winę. Gdy będziesz gotów znów ją posiąść. 
- Ofiaruję również miłość. Jeżeli nie sprostam oczekiwaniom i znów się wycofam, stracę tą emocję.
- Walcz, by tego nie stracić, Eren...
- Będę. Stanę się lepszy... Odzyskam ciebie...
Drugi ja wyciągnął do mnie rękę, a obraz zaczął jakby zanikać i znów stałem w rzeczywistym świecie...
---
Moje jedno oko było niebieskie, a drugie złote. Nie miałem klucza na szyi, tylko owiniętego wokół ręki. Był pęknięty, lecz ja nie traciłem kontroli. Rozumiem... Straciłem zdolność i w moich rękach leży ma miłość, ma emocja. 
- Eren... Zaczynamy pokutę... - jego głos słyszeli wszyscy, a ja zemdlałem... Zaczęło się... To już się zaczęło... Nie ma odwrotu...
< Kagamiś? >
Ilość słów: 2163

poniedziałek, 21 maja 2018

Od Erena do Kagamiego

 Co? Białe pomieszczenie? Skąd ja się tu znalazłem...  Nie wiem... Co ja tu robię? Ta oślepiająca biel... Tak czysto. I te bijące w me oczy światło... Nagle zza oślepiającego światła wyszedł Kagami... Nie wiem czemu, ale miałem taką ogromną ochotę go przytulić. Być obok niego... Kagami... Czemu mi nie ufałeś? O co ci chodziło z tym blondynem? Przecież to ty. Tylko i wyłącznie. Czyżbyś myślał, że ciebie zdradzam? Nie, to nie prawda... Nie zdradzam ciebie i nie oszukuję... Nie jestem kłamcą. Prawda? Nie jestem? A może jestem? Skąd mam wiedzieć... Te wspomnienia i mętlik w głowie mnie wykańczają... Przepraszam... Przepraszam Kagamiś... Nie wiem co czuję... Czekaj, czuję.. Odzyskuję czucie i emocje? Matko, jak mi się to wszystko miesza...
---
Obudziłem się nagle, a w moje oczy znów wpatrywało się światło. Tym razem było ono prawdziwe i w 100 procentach rzeczywiste... Spojrzałem na Kagamiego. Wydawał się być przerażony i czymś zmartwiony... Ciekawe co mu się śniło... Cierpi. Widzę i czuję, że on cierpi... Szkoda, że nie mogę mu pomóc... Sam nie wiem co mam robić, a mętlik w mojej głowie nie pozwala mi racjonalnie myśleć. Nie, nic się nie zmieniło. Sen mi nie pomógł i nie przypomniałem sobie nic, a nic... Zero postępu i jakiegokolwiek rezultatu. Ciągle tylko pytania i pytania... Coraz więcej pytań, a odpowiedzi nie przybywa. Żeby ktoś albo coś mogło mi podpowiedzieć, wskazać drogę i cel, do którego mam dążyć, bo... Do czego ja dążę odzyskując te wspomnienia? Po co ja to w ogóle robię? Dla siebie? Dla ojca? Dla matki? Dla nich? Czy może dla... dla niego... Tego blondyna, co wyciąga do mnie rękę, a ja nie mogę jej nigdy złapać... Zawsze coś musi pójść nie tak! Zawsze to musi się gdzieś urwać! Zawsze coś się miesza, komplikuje, urywa lub po prostu znika... Pomieszane i poplątane niczym nici przeznaczenia jakie nas splotły... Nie wiem czemu, ale moje serce pragnie odzyskać te wspomnienia. Pragnie odnaleźć tajemnice za tym skrytą... Pragnie posiąść tą wiedzę, bym mógł znów normalnie żyć... Właśnie, normalnie... Co to znaczy normalnie? Może właśnie wtedy moja moc się ustabilizuje? Może w końcu ten mętlik w głowie przestanie istnieć? Może w końcu się ogarnę? Może w końcu... Będę w stanie tym razem ja mu pomóc...
- Kagami? Coś się stało? - powiedziałem do niego, a moje włosy były nieogarnięte i opadały mi na twarz.
- E-Eren... M-Matko, Eren. - powiedział, po czym mnie mocno przytulił. Odwzajemniłem dość mocny przytulas, ale nie rozumiem... Coś się stało? Coś mu się śniło?
- Co jest... Coś ci się śniło? - zapytałem z lekkim zdziwieniem Kagamiego.
- Ś-Śniło mi się... W-Wszystko. Jak ciebie bili... Jak razem się bawiliśmy...
Co? Nie.. On nie może zobaczyć jak mnie bito... Te wspomnienia miały nie opuszczać mojej głowy. Miały zostać tylko w niej i nigdzie indziej... Nie może tego widzieć... Nie może tego zobaczyć... 
- Nie... Widziałeś?
- W-Widziałem... Eren... Widziałem... Nie mogłem ci pomóc...
Znowu... Znowu to samo... Nic nie mogę sobie przypomnieć i znowu nie te wspomnienie, co trzeba... Ułożyć, wszystko sobie ułożyć... 
- P-pójdę się ogarnąć...
---
Wróciłem z łazienki z ręcznikiem na łbie. Kagami patrzył się w mapę i mój notes, a później wlepił swój wzrok we mnie.
- E-Eren... Skarbie...
- Muszę to w końcu odkryć... - klęknąłem przed mapą i notesem, wcześniej nakładając bluzkę i spodnie.
- Tylko nie zapomnij o mnie... Nie zapomnij...
- Zapomnij... Zapomnij... - zacząłem powtarzać to słowo. Coś mi wpadło. Coś się poruszyło i ułożyło. Może nie jest to duża zmiana, ale jest... W końcu coś jest... - Zapomnij... 
Kagami złapał się za włosy i zamknął oczy. Coś mamrotał pod nosem. Kurwa... Nie wiem... Myśleć nad tym czy mu pomóc? One czy on? One czy on? One czy on?!

Eren... Pamiętasz mnie, prawda? Witaj ponownie chłopcze. Nie martw się wspomnieniami... Na to przyjdzie czas, Wszystko po kolei i w swoim czasie.. Teraz zajmij się mym synem... Poświęć mu się, a ja w zamian... W nagrodę oddam ci to, co zostało skradzione i zabrane tobie tyle lat temu... Tylko mu pomóż...

Znów ten ciepły, niski głos tego tajemniczego mężczyzny... Kto to.. To musi być jego ojciec... Pomóc Kagamiemu, bo na wspomnienia przyjdzie czas... Przyjdzie czas? Zaraz... On wie? On wszystko wie!? To znaczy, że... 

Eren... Eren, skrzywdzony przez los chłopcze... Ocal mego synka... Ocal go przed wątpliwościami... Pokaż, że go kochasz... Pokaż, że ci zależy... Odrzuć siebie i swą samolubność... Pomóż mu, a my pomożemy tobie... Pamiętaj, że za dobro się wynagradza, a za zło się karze... Nie daj mu wprowadzać w głowę złych myśli... Eren...

Ten głos... Taki śliczy, miły, spokojny... Taki uspokakający i wręcz niebiański głos kobiety... To jego matka? To musi być jego matka skoro tak mówi... Oni obydwoje chcą tego? To znaczy, że to coś poważniejszego.. Tylko... Co mam zrobić? Jak mam postąpić? Jak mam być dobry, przecież jestem półbogiem bó-

Eren! Walcz sercem, a nie umysłem! Daj sercu sobą zawładnąć. To ono poprowadzi cię na dobrą drogę... To ty ją sobie wybierasz, a nie twoja rasa... Eren, pomóż mu... Odrzuć zło! Odrzuć! Po prostu go przytul... Bądź przy nim kiedy my nie możemy Wesprzyj i podnieś. Niech dobroć tobą zawładnie!

Dobroć mną zawładnie... Daj ponieść się pragnieniu twego serca... Walcz sercem, a nie umysłem... Mam robić to, co chce moje serce? 

Eren... Pomóż mu! Pomóż mu tak, jak on pomógł tobie...

Tym razem głosy powiedziały to chórem i ustały... Dziwne... Przemawiają do mnie rodzice Kaamiego i dają mi rady... Bardzo dziwne, bo ich praktycznie nie pamiętam, ale... Dobrze. Zastosuję się do ich rad. Sam jestem rozdarty i mam mętlik w głowie. Nadal nie wszystko pamitętam, ale... Egoizm... Caly ten czas byłem egoistyczny? Myślałem rozumem, a nie sercem? To musiało go boleć... Kagami... Nie chcę byc egoistą... Podbiegłem do niego i przytuliłem jego głowę do swego ramienia.
- Cii... Jestem... Wybacz mi, Kagami... Już nie będę egoistą... Dam ponieść się memu sercu... 
<Kagamiś? :'(>
Ilość słów: 971

środa, 16 maja 2018

Od Erena do Kagamiego

Mam totalny mętlik w głowie. Nic... Nic już nie wiem i nawet nie chcę wiedzieć. Na początku byłem zszokowany tym wszystkim, później zdołowany, a jeszcze później chciałem pocieszyć Kagamiego. Później pokazanie nowej zdolności i znów podtrzymywanie mnie na duchu... A i jeszcze ten powrót... Tak dużo wydarzyło się jednego dnia. Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Chciałem pomóc Kagamiemu, ale... Nie dam rady tego zrobić. Przynajmniej narazie. Nawet moje uczucia się mieszają. Wspomnienia, uczucia i nawet to, co widzę wydaje się inne i się jakby rozmazuje. Moja przeszłość.. Sam nie wiem czy to kłamstwo czy prawda. Do głowy napływają mi niezrozumiałe dla mnie wspomnenia. Przecież ja tego nie przeżyłem, więc czemu to jest moim wspomneniem...Głowa mnie boli od tego wszystkiego. Czuję, że znów.. Że znów coś jest nie tak, że znów tonę w czymś... Może w tych wspomneniach? A może uczuciach. Nawet nie chce mi się śmiać, nie chce mi się płakać ani ubolewać nad moim losem. Nic mi się tak naprawdę nie chce. Czuję się taki... Pusty... Jakby wśrodku mnie nic nie było. I jakoś nie potrzebuję wsparcia teraz i wyżalenia się. Tak jakbym... Coś jakbym zamienił się w kamień. Nie chcę nic od innych... Chcę... Nic... Wspomnenia mieszają się w mojej głowie tak, że nawet nie wiem kim jestem. Nie poznaje siebie samego. Tak jakbym siebie w ogóle nie znał. Jakby teraźniejszy ja był jakimś... Przejściowym etapem? Nie wiem jak to określić...  Nic nawet nie czuję... Może ma to związek z tym, że Kagami wrócił niedawno i nadal coś tam we mnie tkwi innego... Nie widziałem go około rok... Za dużo się wydarzyło... Co mam o tym wszystkim myśleć? Co mam zrobić? Żeby tylko ktoś mógł mi to powiedzieć... Żeby ktoś w końcu poukładał te wspomnenia... Żeby ktoś przynajmniej powiedział mi kim ja tak naprawdę jestem... Byłoby mi o wiele łatwiej. Czuję, jakbym musiał na nowo siebie odkrywać. Jednak jednego jestem pewien. Wspomnenia z Kagamim nie są kłamstwem. Nie mogą nim być... Teraz są one moim jedynym oparciem o rzeczywistość, a fikcję i kłamstwo. Może to dopiero do mnie dociera? Powrót Kagamiego... Może dopiero teraz zaczynam to odczuwać? Tą ogromną i smutną rozłąkę... Nie wiem... Ale nie mam mu tego za złe. Nie jestem na niego zły. Aaach... Sam już nie wiem, co myślę i mówię...
---
Była noc. Gwiaździsta, piękna i czarna noc, która gdzieniegdzie była oświetlona światłem księżyca. Siedziałem na fotelu i patrzyłem w okno bez żadnego wyrazu twarzy. Myślałem o.. W sumie o niczym. Po prostu siedziałem tak... Próbowałem to sobie uporządkować, ale.. Nic nie wychodzi z tej plątaniny. Jakby ktoś pomieszał dwa rodzaje puzli w jedno i chciał z nich skleić jeden obrazek... Kagami spokojnie spał, choć raz co raz się kręcił na łóżku. Mam nadzieję, że on nie ma czegoś takiego jak ja. Że jego serce nadal jest ciepłe i pała uczuciami, bo moje... Moje narazie jest zimne i bez wyrazu. Patrzysz w to okno, a widok, który kiedyś był najlepszą częścią twojego dnia, stał się... Nudny... Taki bez wyrazu, szary, poplątany i nieuporządkowany. Jak mam sobie z tym poradzić. Jak mam sobie to wszystko przypomnieć. Co mam zrobić? Czy sam musżę to odkryć? Czy ktoś mi powie? Nie, na pewno nikt mi tego nie powie. Nie ma tak łatwo. Spojrzałem kątem oka na spokojnie śpiącego Kagamiego... Ja za to nie moglem spać. Nie dam rady zasnąć podczas krążenia tych wszystkich myśli po mojej głowie. Pozostaje mi tylko ten widok i ta plątanina...
---
Minęło kilka godzin, a mi udało się przysnąć pod koniec nocy. Leżałem na fotelu, a moja ręka z notatnikiem, który wcześniej trzymałem, opadła jakby bezwładnie. Notatnik upadł na ziemię... Otworzył się akurat na stronie, na której zapisywałem swoje przemyślenia i wspomnienia...

Dzisiaj wydarzyło się za dużo rzeczy. W sumie ostatniego czasu dzieje się tyle, że nie nadążam... Powrót Kagamiego jest główną przyczyną... Nie winie go o nic, bo wiem, że nie zrobił aż takiej hańby itp, ale... Ale nadal coś z "tamtego mnie" zostało... Ten brak wyrazu zaczął do mnie wracać. Ta nuda, bezsensowność, poplątanie i brak uczuć. Przez parę dni było ok, ale teraz znów to samo. Może po prostu potrzebuję czasu? Nie wiem... Narazie siedzę przy tym oknie... Patrzę na ten widok. Kiedyś był piękny, ale teraz jest... Bez wyrazu. Zero zachwytu. Nie jestem ani zły, ani radosny ani smutny. Jedyne co mam to mętlik w głowie. Czy ten Eren, który żył do tej pory to tak naprawdę ja? A może to ktoś inny... Skąd mam wiedzieć.. Potrzebuję jakiejś mapy w tej zaplątanej drodze... Kagami... Śpi spokojnie jak niewinne dziecko... Mam nadzieję, że nie ma czegoś takiego ja ja. To okropne uczucie. Kagami, śpij dobrze i wiedz, że cię kocham. Bo ja nie wiem czy-...

Tu wpis się urwał, bo wtedy zasnąłem. O dziwo, ale jednak... Obudziło mnie delikatnie trząchnięcie. Kagami wziął mnie na ręce i położył na łóżku. Pogładził mnie po głowie. Nadal było ciemno, ale już powoli można było dojrzeć róż, jaki wydostawał się zza horyzontu.
- Kagami... - spojrzałem na niego, lecz po chwili odwróciłem się plecami i wpatrywałem się w ścianę.
-Śpij. Jest w porządku.-szepnął i pocałował mnie w kark.
-W porządku? Nie żartuj sobie... Nie dam rady spać... Nic nie jest w porządku. To jeden wielki syf i nic więcej...- wstałem z łóżka i
zdjąłem koszulkę. Następnie spojrzałem na Kagamiego kątem oka.
Cholera.. Zaczął czytać moje notatki...
-Eren... Czego nie wiesz? -wskazał na ostatnie, niedokończone słowo, a ja odwróciłem wzrok.
-Nic nie wiem. Nie wiem nawet kim jestem dokońca...
Kagami podrapał się po karku.
-Rozumiem...-szepnął. Zamknął notatnik, odłożył go i po prostu wyszedł na balkon. Ja nałożyłem czarny golf na siebie i białą bluzę. Po chwili również wyszedłem na balkon.
-Wybacz mi... Wybacz mi, kochanie, ale... Nie... Nie dam rady cię pocieszyć czy coś. Pójdę do lasu. Nie chcę cię bardziej ranić. I nie chcę cię tak "nadużywać". I tak okazałeś mi już za wysoką dobroć...
Kagami miał spuszczoną głowę. Przyciągnął mnie do siebie.
-Kocham cię... Nigdy mnie nie ranisz, nie nadużywasz mnie... Muszę być przy tobie... Chcę być potrzebny...-szepnął.
- Nadużywam... -odsunąłem się od niego i zasłoniłem swoje oczy moją dłonią, głęboko wzdychając- I do jasnej cholery ten blondyn... Te wspomnenia z nim były inne niż wszystkie...
-B-Blondyn...-mruknął. Puścił mnie, po czym rozłożył skrzydła i poprostu poleciał. O co mu chodzi? Coś się stało? Coś powiedziałem nie tak? Nie rozumiem...
-Kagami? Co jest?
-Nic. W końcu, wspomnienia z blondynem były inne... Pomyśl o nim, a ja zniknę na ten czas...
-Znikniesz... Znikniesz... Czekaj... Znikniesz... - westchnąłem jakby ze zdziwienia czy coś w tym stylu. Coś mi w końcu zaświtało w głowie. W końcu... Jakiś promyk światła... Czekaj...
-Światło, zniknąć... blondyn...
Kagami spojrzał na mnie ze smutkiem i zaczął powoli odlatywać. Było mi smutno, że odchodzi bez wyjaśnień... Znowu... Ale teraz nie mam czasu... Coś w końcu mi świta... Muszę to napisać, narysować, cokolwiek! Wyjąłem szybko swój notatnik i zacząłem pisać i kreślić, rysować schematy i inne takie.

Te światło i te zniknięcie oraz ten blondyn... Jedno wspomnienie... Prawie, mam już prawie to... Sala... Jakby pałac? Dookoła mnie kilka osób. Przede mną stoi ten blondyn, a za nim jest takie oślepiające wręcz światło... Ma białe skrzydła. Skrzydła białe jak śnieg i blond włosy. Wyciąga do mnie rękę, lecz pewna piękna kobieta go odciąga... Obok niej stoi pewien mężczyzna, który kładzie rękę na ramieniu kobiety. A ten chłopak? Anioł. Tak... To musi być anioł. Te kojące światło... I jeszcze... Ogień. Palący me serce ogień. Czyli to jest po tym wypadku... Ten chłopiec to... Ten blondyn to musi być Kagami... Nie ma innej opcji!

Wooow. W końcu do czegoś doszedłem. W moim sercu zaczęło panować zaciekawienie i chęć dalszych odkryć a także nadzieja... Tylko... Przejdę się gdzieś. Może znów mi coś wpadnie do głowy. Poszedłem do lasu, lecz z wrażenia i przytłoczenia zostawiłem swój notatnik na balkonie. Znowu...
<następne opowiadanie>
<Kagamiś?>
Ilość słów: 1295

sobota, 5 maja 2018

Od Erena do Kagamiego

Nie wierzę. Nie... Ja mam rodzeństwo... Czemu nic nie pamiętałem. Całe życie żyłem w błędzie. Całe życie się myliłem. Cały czas miałem wątpliwości. Cały czas myślałem, że nic mnie już w życiu nie zaskoczy. Myślałem, że mój ojciec nigdy nie miał dla mnie serca. Zawsze... On przecież zawsze był tyranem bez serca! Czemu więc... Czemu odczuwam, że to moja wina, że to ja tak naprawdę stoję za tym wszystkim i że oni nie zrobili nic złego. Czemu mam takie uczucie. I czemu mam przebłyski z przeszłości. Tam, w tych nowych wspomnieniach... On się do mnie uśmiecha. I ja jestem szczęśliwy przy nim. Mama stoi obok i patrzy się z uśmiechem, a dookoła biegają trzy osoby... Czemu aż trzy... Nie rozumiem. Nic nie pamiętam! Które z tych wspomnień jest prawdziwe, a które mnie oszukuje. Które jest tym złym! Chcę wiedzieć! Natychmiast! Nie chcę dłużej żyć w niepewności! Jeżeli... Jeżeli to z rodzeństwem to prawda... Muszę się z nimi zobaczyć. Muszą mi wszystko powiedzieć i wyjaśnić. Muszę ich przeprosić i odrobić ten stracony czas, Mam mętlik w głowie. Nie chcę o tym myśleć. Kagami przecież też cierpi. Przecież ma dokładnie tą samą sytuację, co ja. Nie mogę patrzeć tylko na siebie. Ja też muszę go wspierać. On też musi na mnie polegać. Obiecałem to. Obiecałem to temu mężczyźnie w ognistych włosach. I obietnicy chcę dotrzymać. Mimo, że mi ciężko, to chcę, by on również mógł płakać i wydobyć z siebie te emocje. Przecież czuję to. Zawsze to czułem, a teraz to uczucie stało się jeszcze silniejsz. Przez tą kolejną moc. Widzę... Widzę jak cierpi i nie mogę tego znieść. Czemu nikt nam nie powiedział. Przecież mamy prawo wiedzieć. Mamy prawo być szczęśliwi! Mamy prawo żyć tak, jak tylko zechcemy. Mamy prawo żyć tak, jak tylko sobie wymarzymy. Dlatego Kagami... Nie płacz już, bo ja też będę z tobą płakać. Widzę, jak cię to boli i jak wspomnienia przeszywają cię całego tak, jak mnie. Nie myśl o tym. Zapomnij. Zapomnij tak szybko, jak sobie o tym przypomniałeś. Jeżeli tak ma być to będzie. Przeznaczenie, które nigdy nie zgaśnie, Kagami. Może tak właśnie miało być, a może ktoś się nami bawi? Nie wiem...
---
Z początku miałem zamknięte oczy, ale później otworzyłem je, ciągle przykładając swoje czoło do jego czoła. Kagami nagle wytrzeszczył oczy i patrzył w moje ze zdziwieniem. Chyba wiem, o co mu chodzi. O moją nową moc. Moc, dzięki której widzę ból innych i mogę przywoływać złe wspomnienia. Przerażająca zdolność, sam to przyznam...
-E-Eren... Twoje oczy... D-Dlaczego są niebieskie?
-To bardzo długa historia, Kagamiś...
-Eren...-w jego oczach znowu zalśniły łzy.-D-Dlaczego nie mogę mieć spokoju razem z tobą... Dlaczego... Dlaczego nie możemy żyć...-powiedział cicho.
-Nie wiem, Kagami. Może tak miało być? Może to nasza wina? A może ktoś się nami bawi? Nie mam pojęcia, Kagami, ale płaczem nic nie zdziałamy-otarłem mu łzy, które spływały po jego policzku, ale sam nie byłem w najlepszej formie psychicznej. Widziałem jego negatywne emocje. Jego ból płynący prosto z serca. Cierpnienie, które przeszywało go. Złość, że nie może nic zrobić. Smutek, że tego nie pamiętał.- Kagami, będzie dobrze. Musi być lepiej...
-Eren... Ja nie chcę... Tak bardzo chcę patrzeć na twoją uśmiechniętą twarz... Na rozpromienione oczęta... Nie mogę patrzeć, jak cierpisz...-szepnął, a ja uśmiechnąłem się pokrzepiająco. Specjalnie dla niego.. Dla mojego Kagamiego...
-Razem sobie poradzimy. Razem odkryjmy te wspomnienia, Kagami. Jest mi ciężko, ale nie mogę się ugiąć. Nie mogę płakać cały czas jak małe dziecko. Za dużo uroniłem łez. Pora stać się silniejszym, by móc brnąć dalej....
-Kurwa... Eren...-szepnął Kagami, a na jego twarzy pojawił się uśmiech przez łzy.-Dobrze... Razem. Kocham cię, promyczku...-powiedział cicho.
-Wiesz, nie wiem jak ty, ale ja kurwą nie jestem.- rzuciłem, by rozluźnić tą napiętą atmosferę. Dość łez. Po chwili się zaśmiałem. Kagami też się zaśmiał i pogładził mój policzek. 
-Jesteś słodkim, promyczkiem radości, który właśnie rozgonił złe, czarne chmury...-powiedział, a ja się uśmiechnąłem.
-Nie mogę dłużej widzieć twojego cierpienia, bo ja wtedy też cierpię, Kagamiś...
-Wiem, skarbie. Przepraszam. Miałem być twardy, ale... No cóż. Dam radę, dla ciebie.
-Daruj sobie. Czasem musisz dać upust emocjom i możesz się wyżalić. Już nic przede mną nie ukryjesz...
-Dobrze, dobrze żółtku.-poczochrał mnie po głowie, uśmiechając się. Moje oczy przybrały już normalny kolor, bo Kagami był szczęśliwszy. Ucieszyło mnie to. Odsunąłem się od niego i poszedłem po jakiś napój w puszcze z lodówki z szafy.
-Eren... A te oczy? To twoja jakaś nowa moc?-zapytał. Cholera no i się zaczęła karuzela śmiechu... Zawsze, ale to zawsze trafia w sedno.
-Tak. Dość nieprzyjemna...
-No to? Proszę, opowiadaj.
-Odkryłem ją podczas twojego wyjazdu.-usiadłem na jego biurku, pijąc napój.- I uprzedzę twoje pytanie. Nie chcesz jej widzieć. Nie pozwolę ci teraz tego zobaczyć.
-A jeżeli chcę?
-Nie chcesz. Tylko idiota sam by chciał to zobaczyć z własnej woli, Kagami...
-Nazywasz mnie idiotą, słońce?
-Nie. Jeszcze nie, bo nie wiesz na czym to polega.
-Tak więc mi powiedz.
-Eeech, niech ci będzie... Potrafię przywołać złe wspomnienia. To tak w skrócie. A no i jeszcze je wyczuć.
-Złe... Rozumiem... Chcę się przekonać na własnej skórze.
Prawie wyplułem napój, który piłem. Serio, nie mówcie mi, że on tak na poważnie...
-Co?! Mówisz serio?!
-Tak. Eren, mamy być dla siebie wsparciem. Muszę wiedzieć, na czym to polega...-powiedział z powagą, a ja spuściłem wzrok. Nie jest to przyjemne, gdy patrzysz jak ludzie płaczą i błagają cię, byś rzestał. Wyrywasz im to, o czym chcieli zapomnieć i co kuło ich w srce tak bardzo. Myślą, że nie masz uczuć. Myślą, że robisz to specjalnie. Że jesteś potworem w skórze człowieka. Cała moja moc, mówiąc ogólnie, jest niebezpieczna i chora. Ranisz lubi tak jak ci się podoba. Zadajesz im ból, a oni cierpią i wyją z bólu, a na koniec po prostu umierają z przemęczenia. To straszne. Potęga tej mocy i tak była już przerażająca, a teraz stała się jeszcze gorsza. Jeszcze bardziej chora i destrukcyjna.
-Dobrze, idziemy na polanę. Zbieraj się...
---
Po paru minutach znaleźliśmy się na polanie. Odłożyliśmy swoje torby i rozciągnęliśmy się.
-Gotowy?
-Mam nadzieję.-uśmiechnął się, lecz mi teraz do śmiechu nie było. Wiedziałem, co go czeka. To nie jest przyjemne doświadczenie. Nigdy nie było. Popatrzyłem się w niebo i westchnąłem. Robiło się szaro. Tak jak mój nastrój i moja moc. Tak jak to, co nas zaraz czeka. Zaczęła wydobywac się ogromna ilość tej gęstej, czarnej mgły, która otaczała całą polanę. Spojrzałem na Kagamiego i zacząłem się zbliżac z poważnym wyrazem twarzy. Kagami również mimo wcześniejszego rozbawienia, widząc mnie, spoważniał.
Stałem już przed nim, a polana była czarna i ciemna od mgły. Dotknąłem dłońmi jego głowy, a moje oczy stały się niebieskie. Zacząłem wgłębiać się w jego złe wspomnienia. Kagami zaczął nieco się słaniać na nogach. Znalazłem. Te najczarniejsze. Jego wyjazd. Mnie samemu nie było łatwo to oglądać. Ale muszę stać się silniejszy. Dla niego. Dla nas.
-A teraz patrz...-przeszłem obok niego i stanąłem za nim, zasłaniając mu oczy rękoma.- To jest twoje najgorsze wspomnienie, o którym chciałeś zapomnieć. Ty już wiesz, co to, prawda?- odsłoniłem jego oczy, a mgła uformowała się w to podłe wspomnienie i odgrywała scenę niczym w teatrze.
-N-Nie... Kurwa...-wydukał, patrząc na to z przerażeniem, a ja oglądałem to wspomnienie z bólem serca. Zobaczyłem jak on cierpiał i jak tęsknił i zobaczyłem siebie jak jestem wciągany do tego miasta. Nagle pokazało się to czego w życiu się nie spodziewałbym. Kagami poszedł do czyjegoś domu. Ten typ. On chciał go.. O nie. Nie daruję. Jak go spotkam to zadam mu taki ból, że sam będzie probił o śmierć.
-Kagami, wystarczy...
-N-Nie... N-Nie...-powiedział.-E-Eren... O-On mnie dotknął...
-Powiedziałem, wystarczy!- zabrałem od niego swoje ręce, a wspomnienie z mgły się rozpłynęło. Odwróciłem wzrok. Co za cholerna moc...Kagami upadł na kolana. Tak bardzo nie chciał tego sobie przypominać. Wiem to, czuję to. To nie było nic przyjemnego. Uklęknąłem obok niego i objałem go od tyłu.
-Już, cii... Było, minęło..
-E-Eren... J-Ja tego nie chciałem... M-Miał mi pomóc... M-Miał mi powiedzieć...-wydukał, po czym złapał moją rękę. Kagami cały drżał. Tak mi było jego szkoda. Moja moc... Sprawia tylko ból. Nie można się nią bawić. Muszę ją w końcu zdominować...
-Cii.. Wystarczy, nie myśl o tym. Przypomnij sobie nasze pierwsze spotkanie i jak poprosiłeś mnie o chodzenie z tobą. iemysl o tym, Kagami, nie myśl...
-E-Eren... Z-Zapomnij p-proszę to co widziałeś...-szepnął, cały dygocząc.
-Mam taki mętlik w głowie, że nie wiem czy teraz nie śnię, Kagami. Spokojnie... Wstawaj.- wstałem i lekko się od niego odsunąłem. Kagami się podniósł, po czym przetarł twarz, którą chyba mu oblał zimny pot.
-Mówiłem, tą zdolność świadomie używają tylko idioci. Nie zrobię tego więcej...- zacząłem iść wkurzony na siebie i swoje moce przed siebie. Miałem dość siebie, swoich mocy i wspomnień. Byłem zły za całą moją egzystencję.
-Eren... P-Proszę...-powiedział Kagami, po czym jego dłoń złapała moją, a ja stanąłem w miejscu, nie patrząc na Kagamiego.
-Zapomnę...
Kagami mnie delikatnie przyciągnął i pocałował w skroń.
-Kocham cię... N-Nie idź nigdzie...
-Też cię kocham. Ale muszę to sobie poukładać w głowie. Zostaw mnie samego, proszę...
---
Staliśmy jeszcze chwilę na polanie, a po paru minutach znaleźliśmy się już w pokoju. Wszedłem wgłąb niego, ale ktoś mnie zatrzymał.
-Eren... Przepraszam, że ci nie powiedziałem...
-Nie musisz mnie przepraszać. Nie jestem zły na ciebie. Jestem cholernie zły na siebie, że na to pozwoliłem...
<Kagamiś?>
Ilość słów: 1529

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Od Erena do Kagamiego

Dzisiejszy dzień był wspaniały. Zapomniałem o własnych urodzinach. W sumie, to rzadko je obchodzę, więc nic dziwnego. Matko... 22 lata. Stary jestem... Bardzo się cieszę, że mogłem spędzić z Kagamim cały dzień. Powinniśmy częściej tak wychodzić. O wiele częściej... Siedzieliśmy na ławce w parku. Nagle chłopak mnie postawił na ziemię, złapał za rękę i zaczął gdzieś prowadzić. Ciekawe gdzie... To było kawałek stąd, więc nie miałem pojęcia, gdzie i co to mogło być. Nagle stanęliśmy przed jakimś domem. No dobra, fajnie i co teraz? Co to za dom? O co chodzi? Nagle Kagami złapał mnie mocniej za rękę i spojrzał w oczy.
-Eren... Wiem, może nie znamy na tyle dobrze, ale... Bardzo ciebie kocham... Bardzo kocham twoje oczy, twój uśmiech... Całego ciebie. Powiedzmy sobie szczerze, że przeżyliśmy dużo. Bardzo dużo. Po prostu... Kocham cię. Cholernie ciebie kocham. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu i muszę, wręcz muszę ciebie poprosić... Proszę, Eren... Zamieszkajmy tutaj razem... Abym mógł do ciebie przychodzić, mówić, że wróciłem. Abym ciągle miał ciebie
blisko i nikt nie mówił nam, co mamy robić... Proszę, bądź ze mną...- szepnął, a ja spojrzałem na niego z zaskoczeniem, ale również z radością.
-Kagami... Nie mów mi, że ty... Wyjechałeś po to...
-Tak... Chciałem nam kupić dom...
-Z-zrobiłeś to dla nas?- w moich oczach stanęły łzy. Poświęcił się, by sprawić nam lepszą przyszłość. Lepsze życie. Nie wierzę... Tyle miesięcy... Tyle czasu pracował na to, a ja myślałem... Byłem głupi. Tak cholernie głupi. Gdyby od razu mi powiedział, wszystko wyglądałoby teraz inaczej. Z jednej strony się cieszę, ale z drugiej... Sam nie wiem, co czuję. Chyba tamta część mnie nadal się kryje w środku i szybko nie odpuści. Myśli same mnie nachodzą. Zrobił to dla mnie? Dla nas? Poświęcił się... Cierpiał... A ja? Ja byłem taki samolubny i głupi. Taki dziecinny... Nie domyśliłem się, choć powinienem. Nie zdążyłem mu wszystkiego powiedzieć... Jednak mimo wątpliwości, które nasuwa mi moja ciemniejsza strona, jestem szczęśliwy. Jestem ogromnie szczęśliwy, że zrobił to dla mnie, dla nas.
-Tak, Eren. Abyś wiedział, że ze mną będziesz naprawdę szczęśliwy, bez znaczenia co by się działo...
-Kagamiś...- zbliżyłem się do niego i przytuliłem mocno.- Dziękuję. Dziękuję ci z całego serca...
-Nie dziękuj mi promyczku....-szepnął i pocałował mnie w czubek głowy.
-Muszę... Jak mógłbym przejść obok tego obojętnie... Byłem taki głupi...-odsunęliśmy się od siebie, a ja popatrzyłem w różowo-niebieskie niebo.
-Nie martw się. To też moja wina, ale chciałem ci zrobić niespodziankę...-szepnął.
-I zrobiłeś... I to jaką. Nie wiem... Nie wiem co mam o tym myśleć... Jestem szczęśliwy. Tak bardzo...
-Wprowadzimy się, kiedy będziesz gotowy. -uśmiechnął się i pocałował go w czoło.-Wracamy...
-Dobrze.
Zaczęliśmy iść w stronę akademików. Przechodziliśmy niedaleko parku i kawiarni. Obok nas przechodził jakiś czarnowłosy chłopak z białowłosą dziewczyną. Dziwne... Skądś ich znam... Minęliśmy się, a ja poczułem jakiś mocny impuls. Moje oczy mocno świeciły na złoto, a mi zakręciło się w głowie. Para stanęła również, a ja przytrzymałem się ramienia Kagamiego. Po chwili ja i czarnowłosy chłopak popatrzyliśmy się na siebie. Jego oczy były krwisto-czerwone. Zaraz... On nie miał szarych oczu? Nie rozumiem... Łeb mnie strasznie boli... O co chodzi...
-Eren?! Co się stało?- Kagami zapytał mnie, mocno mnie trzymając, abym nie upadł. Białowłosa dziewczyna spojrzała na chłopaka w okularach, patrząc na niego z jakby niepokojem. Ale my, nie mogliśmy nic odpowiedzieć. Wpatrywaliśmy się w swoje świecące oczy. Co jest... Czuję jego emocje? Czemu? Co się dzieje, kim on jest? Zaraz... Znam go... Skąd go znam? Na pewno... Jestem pewien, spotkaliśmy się kiedyś, tylko gdzie?! Moja głowa... Złapałem się za nią.
-Eren...- wyszeptał czarnowłosy chłopak. Skąd zna moje imię? Kto to...
Kagami delikatnie nadal mnie trzymał, abym nie upadł. Białowłosa nagle wzięła głęboki wdech z zaskoczenia i pobiegła do czerwonowłosego. Kagami spojrzał na nią, kiedy ta się w niego wtuliła. Co tu się dzieje... O co chodzi? Kim oni do cholery są?! Czuję nienaturalne bicie jego serca... Czuję to, co on. Czemu... Czemu nasze oczy się świecą. Czemu ja go znam? Nagle czarnowłosy podszedł do mnie.
-Eren, pamiętasz mnie? Wiesz, kim jestem?-powiedział, zbliżając się, a ja spojrzałem w jego krwisto-czerwone oczy. 
-Nazywasz się... Shoto...- wiem jak się nazywa, ale... Coś napływa cały czas do mojej głowy... Co to jest... Białowłosa z płaczem wtulała się w Kagamiego, który po chwili objął ją wolną dłonią, bo drugą nadal trzymał mnie. 
-Shura...-szepnął Kagami, po czym pocałował dziewczynę w czubek głowy. Co? Oni się znają? Skąd? Co? Jak? Gdzie? Czemu tylko ja nie wiem o co... Zaraz... Te wspomnienia... On... Wiem, kim on jest... Podszedłem do czarnowłosego, zwalniając się z uścisku ręki Kagamiego.
-Shoto... Shoto Kurushimi... Mój młodszy brat...- gdy wypowiedziałem te słowa, zapadła grobowa cisza.
-Eren... Eren w końcu... - w naszych oczach stanęły łzy. Nadal nie odzyskałem pełni wspomnień, ale wiem, że on jest moim bratem... Dlaczego tego nie pamiętałem... Zapomniałem? Chciałem zapomnieć czy mnie zmusili? Co się stało? Czemu ojciec wydawał się w tym wspomnieniu taki ciepły...
<następne opowiadanie>
<Kagami?>
Ilość słów: 808