Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Primrose. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Primrose. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 kwietnia 2018

Od Primrose do Lily

Przepiękna, przemknęło przez myśl Primrose, gdy gość zdjął kaptur z głowy. Dziewczyna miała drobną, szczupłą twarz z łagodnie zarysowanymi kośćmi policzkowymi i ostrym podbródkiem. Duże, okrągłe oczy o niesamowitym kolorze przypominały eleganckie kamienie szlachetne. Częściowo zakrywała je niechlujnie ułożona grzywka. Klientka miała mały, prosty nos oraz pełne, blade usta. Cały czas uśmiechała się sympatycznie, co wywołało w Primrose poczucie sympatii. Gęste, ciemne włosy falami swobodnie opadały na ramiona dziewczyny. Niektóre kosmyki były mokre od deszczu.
Wydawała się bardzo sympatyczną i ciepłą osobą, co Primrose wywnioskowała po rozmowie, nawet jeśli trwała zaledwie kilka minut. Będzie miała jeszcze okazję do przekonania się, czy wrażenie, jakie Lily sprawia, odpowiada jej osobowości. Spacer był dla Primrose świetnym pretekstem do tego oraz miłą perspektywą spędzenia czasu i bardzo się ucieszyła, gdy dziewczyna jej to zaproponowała. Można powiedzieć, że wpadła nawet pomysł, gdzie mogłyby się udać, zwłaszcza że miała do przekazania paczkę dla swoich znajomych.
Wróciła za ladę i stanęła obok Dalii, wyczekując końca zmiany. Gdy przyjdzie jej zastępca, wreszcie będzie mogła ruszyć się ze swojego stanowiska, a potem spędzić wieczór w towarzystwie kogoś innego niż książek od biologii. Odpocznie od pracy oraz nauki i da umysłowi odetchnąć na świeżym powietrzu. Co ją również niezmiernie cieszyło, ciągle padał deszcz, a powietrze podczas deszczu zawsze miało niepowtarzalny i przyjemny zapach wilgoci.
- Prim! Możesz już kończyć, młoda. – Usłyszała za sobą niski tubalny głos. Odwróciła się i z uśmiechem powitała tęgiego, wyższego od siebie mężczyznę o ciemnej karnacji i jasnych, długich włosach. Tristan przyjacielsko poklepał dziewczynę po ramieniu. Miał duże, silne dłonie, dlatego Primrose zawsze zastanawiała się, dlaczego wybrał pracę w kawiarni, która wymagała raczej zręczności. Na początku uważała, że mężczyzna bardziej nadawałby się do pracy mechanika, stolarza albo cieśli, ale z czasem przekonała się, że Tristan świetnie sobie radził jako kelner.
Odeszła od lady i skierowała się na zaplecze, gdzie przebrała się z firmowego stroju w prostą, zieloną sukienkę z brązowym paskiem nad biodrami. Skromne pantofelki zamieniła na ciemnozielone kalosze, które kiedyś zostawiła. Były idealne na taką okazję. Rozpuściła jeszcze ciasno związane włosy i wzięła ze sobą parasolkę oraz drobną paczuszkę zawiniętą w szary papier. Wróciła do sali głównej.
- Idziemy? - Uśmiechnęła się raźno, na co dziewczyna szybko skinęła głową i podniosła się z miejsca. Primrose z zaskoczeniem stwierdziła, że Lily jest wyższa od niej co najmniej o głowę. A wydawała się taka drobna, gdy siedziała.
Wyszły razem z herbaciarni. Primrose natychmiast otworzyła parasol. Deszcz zamienił się w prawdziwą ulewę. Uwielbiała deszczowe pogody.
- Nie obrazisz się, jeśli odwiedzimy po drodze moich znajomych? Obiecałam im coś przekazać – odezwała się po chwili ciszy.
- Pewnie, że nie – odparła krótko Lily, na co driada uśmiechnęła się radośnie, podnosząc wyżej parasol, aby wpuścić pod niego także nową koleżankę. Poprowadziła ją przed siebie prosto do trochę mniej zaludnionych uliczek Lalien. Można je uznać za obrzeża obrzeży, gdzie nie spotka się z ogromnym przepychem reklam, bilbordów, tłumem ludzi i masą głośnych pojazdów. Tutaj wielkie modernistyczne budynki występowały rzadziej, przeważały głównie małe, urocze kamienice wzniesione z białego kamienia. W jednej z takiej kamienic mieszkali ludzie, których Primrose chciała odwiedzić.
- To tutaj – powiedziała do Lily i otworzyła drzwi, żeby wpuścić koleżankę pierwszą. Tymczasem przytrzymując je kolanem, złożyła parasolkę. Wspięły się po schodach na czwarte piętro i stanęły przed drzwiami z ciemnego drewna. Primrose wcisnęła dzwonek do drzwi i już po chwili otworzyła je kobieta w średnim wieku z przesympatycznym uśmiechem. Miała drobną, okrągłą twarz poznaczoną zmarszczkami. Drobne, szare oczy wyglądały na bardzo zmęczone, a jednak promieniowały ciepłem i radością. Kobieta związała siwe, cienkie włosy w ciasny kok na czubku głowy.
Odruchowo poprawiła druciane okulary, opatuliła się szczelniej dzierganym na drutach fioletowym swetrem i zaśmiała się wesoło.
- Witaj, moja droga. Dawno cię nie było, pewnie praca? Oj tak, praca, praca. I szkoła! Przecież ciągle się uczysz! Ojej, ile czasu minęło, od kiedy ostatni raz moja noga postąpiła w szkole. W każdym razie to już nie na moje lata, jestem zbyt zmęczona życiem, aby wstawać wcześnie rano i chodzić tak codziennie przez pół miasta. Ojej, zdecydowanie za bardzo zmęczona – zaczęła mówić delikatnym, trochę drżącym głosem. - Ojej, ojej, gdzie moje maniery, wchodźcie, dziewczynki, wchodźcie. Twoja koleżanka, kochanie? Ze szkoły czy z pracy? A może i stąd, i stąd?
- Poznałyśmy się właściwie dzisiaj przed końcem mojej zmiany, ma na imię Lily – odparła grzecznie Primrose i weszła do środka mieszkania, a nowa znajoma tuż za nią. - Przyniosłam książki, o które pani prosiła. - Podała kobiecie paczkę. Staruszka rozpromieniła się jeszcze bardziej, o ile mogło to być możliwe.
- Moje wnuki się ucieszą. Tak dawno im nie czytałam! Mój mąż pewnie też będzie szczęśliwy, ale w tej chwili śpi. - Prawie podskoczyła z radości i pomknęła do salonu. - Zaparzyć wam herbatę? Pewnie zmokłyście. Bardzo pada, oj tak, wręcz ulewa. I zimno się zrobiło. Ogrzejecie się, dziewczynki kochane.
Primrose zachęciła machnięciem ręki Lily, żeby razem z nią weszła do salonu. Pomieszczenie było niewielkie, ale przytulne. Na środku stał stół z ciemnego drewna, którego blat pokrywał beżowy obrus z ciemnobrązowy, kwiecistymi wzorami. Pod jedną ścianą widniała miękka kanapa obita czarną tapicerką, a przy przeciwnej stała duża szafa, komody oraz półki wypełnione po brzegi książkami, ręcznie malowanymi lalkami z porcelany, wystruganymi z drewna żołnierzykami, kolorową zastawą oraz zdjęciami w ramkach.

< Lily? :> >
Liczba słów: 870

sobota, 24 marca 2018

Od Primrose do Megu

Według Primrose dziewczyna była bardzo urocza. Miała z lekka dziecięcą, okrągłą twarz o jasnej cerze, która na pierwszy rzut oka wydawała się wręcz nieskazitelna i niesamowicie gładka. Dziewczyna zaciskała blade usta w wąską kreskę i lekko marszczyła brwi, jakby cały czas się nad czymś zastanawiała. Gęsta grzywka włosów o nietypowym kolorze, przypominającym odcień pomiędzy różowym a pomarańczowym, luźno opadała na duże oczy. Gdy dziewczyna spojrzała na Primrose, wydały się jej pełne smutku i zmartwień, a także czegoś, co przypominało lęk.
- Cóż… - Primrose zadumała się, słysząc pytanie gościa. „Kwiaciarenka” była tylko herbaciarnią. Mieli w ofercie ogromną ilość różnych gatunków herbaty i dużo propozycji słodkich dodatków, które mogłyby się świetnie wkomponować w smak poszczególnych naparów. Kawy niestety nie serwowali, ale nie była w stanie odesłać gościa z kwitkiem, zwłaszcza że wyglądał na zmęczonego i zawiedzionego dniem. - Nie mamy kawy w menu. - odezwała się po dłuższej chwili. - Ale jeśli panienka poczekałaby kilka minut, mogłabym pójść do kuchni i zapytać kolegów, czy nie mamy gdzieś kawy rozpuszczalnej. Pewnie nie będzie taka dobra jak w prawdziwych kawiarniach, ale wciąż będzie kawą. - Uśmiechnęła się ciepło. Najwyższym priorytetem pracowników w „Kwiaciarence” było dobre samopoczucie klienta i pełna satysfakcja z czasu spędzonego w tym miejscu. Wszyscy bardzo ciężko pracowali, żeby stworzyć niepowtarzalny klimat, dlatego Primrose na początku bardzo często słyszała uwagi, że liczy się każdy miły gest, nawet jeśli nie jest wielki.
- To zajmie kilka minut. - powiedziała i chowając notatnik oraz długopis do kieszeni fartuszka, ruszyła w kierunku kuchni. Zatrzymała się na chwilę przy usypiającej nad ladą Dalii. Delikatnie szturchnęła ją w ramię, żeby przypomnieć jej, że jeszcze jest w pracy. Zaskoczona dziewczyna podskoczyła, o mało nie zrzucając z blatu serwetnika. Złapała go na krawędzi, a potem odstawiła na miejsce, wzdychając z ulgą.
- Zrobisz yerbę? - Primrose uśmiechnęła się prosząco. Dalia nie odpowiedziała, tylko od razu sięgnęła po stojącą z brzegu filiżankę. - Dziękuję! - Dziewczyna ominęła koleżankę i weszła do kuchni.
O tej godzinie w „Kwiaciarence” oprócz Primrose i Dalii kręciła się jeszcze dwójka pracowników. Jesper, wiecznie roześmiany kelner, który w wolnych chwilach zabawiał klientów sztuczkami ze znikającą monetą, oraz Tyrus, cukiernik, zrzucający wszystko dookoła z półek przez wielkie, anielskie skrzydła. Byli zbyt zajęci graniem w karty, żeby zauważyli Primrose. Zwrócili na nią uwagę dopiero wtedy, gdy podeszła bliżej i stuknęła Jespera w ramię. Obydwoje jednocześnie podnieśli głowy znad kart.
- Mamy gdzieś kawę? - odezwała się.
- A co? Wymiękasz? - odparł Jesper i odchylił głowę do tyłu, aby spojrzeć na Primrose.
- To dla klientki.
- Przecież to herbaciarnia, to po co przyszła tu szukać kawy? - wtrącił się Tyrus. Zmarszczył brwi, obserwując, jak dziewczyna odsuwa się od nich i zaczyna otwierać wszystkie szafki w kuchni.
- Nie wiem, ale wygląda na zmęczoną. Chcę jej pomóc.
- Ty i twoje „chcę pomóc”. Kawa jest w półce po lewej. - Jesper ziewnął przeciągle i spojrzał w karty.
- Nie łatwiej ją odesłać do konkurencji? Jeżeli chce dobrej kawy, to tu nie znajdzie lepszej niż zwykła rozpuszczalna. - dodał Tyrus, wzruszając ramionami.
- Wygląda, jakby miała kiepski dzień. Przydałoby się okazać chociaż trochę życzliwości – powiedziała i uśmiechnęła się przy tym pod nosem. - Karma wraca – rzuciła naprędce, a potem wyszła z kuchni z filiżanką kawy na tacce. Po drodze Dalia podała jej herbatę, o którą prosiła, za co podziękowała skinieniem głowy i udała się do gościa.
- Kawa rozpuszczalna i yerba mate. Jeśli kawa nie będzie smakować, to może yerba panienkę rozbudzi. Zawiera niewiele mniej kofeiny. Nie musi panienka płacić. Na mój koszt – powiedziała uprzejmym tonem, stawiając przed dziewczyną dwie filiżanki.

< Megu? >
Liczba słów: 596

sobota, 17 marca 2018

Od Primrose do Ktosia

„Kwiaciarenka” była uroczą herbaciarnią na obrzeżach miasta Lalien, gdzie według Primrose podawano najlepszą czarną herbatę w całym Arelionie albo nawet na świecie. Ciasta również były wyśmienite i wiele razy w myślach nazywała je cukierniczymi cudami. Lubiła przesiadywać w tym miejscu. Często zjawiała się zaraz po lekcjach i zostawała aż do zamknięcia lokalu, odrabiając prace domowe na następny dzień. Ostateczne nie było tam pracownika, który nie kojarzyłby tej siedzącej w kącie dziewczyny z toną książek od biologii i chemii, a wkrótce, dzięki życzliwości kilku kelnerów, zaczęła tam pracować. Niezmiernie się ucieszyła, wszak magiczny klimat tego miejsca sprawiał, że czuła się niezwykle swobodnie, można powiedzieć, że prawie jak w domu.
Zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz budynku ściany oraz podłogi zostały dokładnie wyłożone panelami z ciemnego drewna, stąd zawsze w „Kwiaciarence” przyjemnie pachniało lasem. Po całym suficie wiły się misternie splecione gałęzie oraz kwietne girlandy, z których zwisały drobne łańcuchy lampek. Dawały niesamowity efekt rozgwieżdżonego nieba i sprawiały, że goście nie potrafili oderwać od nich wzroku. Kwadratowe, pomalowane na czarno stoły rozstawiono po całym pomieszczeniu, a przy nich - plecione krzesła z wyłożonymi jednokolorowymi poduszkami. Jedynie przy ścianach widniały długie, prostokątne stoły i sofy obite czarną tapicerką. Na każdym blacie delikatnie tliła się lampka z postaci lampy naftowej, aby rzucały więcej światła, bo lokal zawsze był trochę przyciemniony przez wywieszone w oknach półprzezroczyste, grafitowe zasłony. Najważniejszym atutem „Kwiaciarenki” były jednak kwiaty. Umieszczono je dosłownie wszędzie. Na ścianach wywieszono małe doniczki z wiszącymi roślinami, w kątach i pomiędzy stolikami w wielkich donicach rosły rośliny, przypominające miniaturowe drzewa, a w specjalnie wybitych wnękach w ścianach stały wazony z dorodnymi bukietami oraz mniejsze doniczkowe kwiaty, o które o wiele starsza od Primrose driada i właścicielka lokalu dbała osobiście. Chociaż dostawały mało światła, dzień w dzień były w doskonałym stanie dzięki magii.
- Życzę smacznego. - Primrose uśmiechnęła się ciepło do starszej pani w śmiesznym zielono-pomarańczowym swetrze i postawiła na stoliku talerzyk z kawałkiem ciasta. Kobieta uprzejmie podziękowała, a potem odsunęła delikatnie zasłonę, aby popatrzeć na spływające po szybie strugi deszczu. Primrose odwróciła się na pięcie i wróciła za ladę, zbierając przy tym po drodze puste filiżanki ze stolików.
Dochodziła godzina dziewiętnasta, a ruch w herbaciarni powoli malał. Właściwie już tylko kilka stolików było zajętych. Mężczyzna w średnim wieku ubrany w garnitur, pani w zabawnym swetrze, student otoczony stertą notatek, matka z dwójką dzieci i starszy pan czytający dzisiejsze wydanie rejonowej gazety. W lokalu panowała przyjemna cisza przerywana tylko cichym stukaniem widelczyka o talerzyk. Primrose przystanęła koło koleżanki i strzepała okruszki ciasta z czarnego fartuszka w niebieskie grochy, po czym oparła się łokciami o blat.
- Nie śpij, Dalia. Zmęczona? - odezwała się do koleżanki.
Dziewczyna była piękną niebiańską elfką o bardzo długich, szpiczastych uszach, których nawet burza puszystych, kręconych włosów nie była w stanie zakryć. Do pracy zawsze związywała je tuż nad karkiem w ciasny kucyk i wypuszczała kilka pojedynczych kosmyków. Miała błękitne, duże oczy w kształcie migdałów, drobny nos i półpełne usta. Przewyższała większość pracowniczek co najmniej o głowę, a przy tym sylwetki mogło pozazdrościć jej wiele dziewczyn. W tym Primrose – czasem zerkała na biust Dalii, żałując, że ona sama nie jest bardziej zaokrąglona w tym miejscu.
- Trochę, ale zaraz kończy mi się zmiana - odparła, ziewając przeciągle. Wtem mały dzwoneczek nad drzwiami rozbrzmiał i do środka wszedł kolejny klient. Ubrany był w obszerny płaszcz przeciwdeszczowy, więc Primrose nie potrafiła rozróżnić czy to kobieta, czy mężczyzna. Gość był cały przemoczony i pozostawiał po sobie duże ślady błota. Zajął miejsce w rogu sali, po czym sięgnął po menu. Primrose odczekała kilka minut, a potem wyprostowała się, wyciągnęła z kieszeni mały notatnik i z uśmiechem podeszła do gościa.
- Dobry wieczór, co podać? - spytała, a gdy nieznajoma osoba zsunęła płaszcz z głowy, rozpoznała w niej ucznia z Auris, a przynajmniej skojarzyła z widoku. - Przepraszam za ciekawość, ty też chodzisz do Auris?
 < Ktoś chciałby? :> >

Liczba słów: 639

wtorek, 13 lutego 2018

Od Primrose do Petera

W ciszy podążała za chłopcem przez korytarz, jednocześnie próbując mu się uważniej przyjrzeć kątem oka.
Szczególną uwagę zwróciła na jego szczery i zawadiacki uśmiech oraz charakterystyczny sposób chodzenia. Stawiał długie, ciężkie kroki, przy tym huśtając się lekko na prawo i lewo. Primrose często zauważała to u rybaków, którzy zapytani tłumaczyli, że w ten sposób łatwiej im złapać równowagę na łodziach. Stąd zaczęła ten chód nazywać „marynarskim chodem”, choć wątpiła, żeby Peter kiedykolwiek wypłynął w morze, a przynajmniej na łodzi rybackiej. Miał gładkie, czyste dłonie, a karnację zbyt jasną, żeby wskazywała na niezliczone ilości pracy w słońcu, na którą są narażeni rybacy. Sylwetka chłopca była szczupła, mało umięśniona i dość dziecięca, choć przerastał Primrose co najmniej o głowę. Złociste włosy związał tuż nad karkiem w drobny, trochę niedbały kucyk, a krótszym kosmykom pozwolił swobodnie opadać na czoło. Wbrew temu, czego się spodziewała, jego oczu nie wypełniała dziecięca naiwność, ale zadziorna, nieco zuchwała iskra. Mimo wszystko wydawał się miły, a przynajmniej gdy nie próbował podkładać nikomu nóg. Primrose nie nie skreślała nikogo. Uchodziła za człowieka, który raz po razie wybaczał za każdą krzywdę i dawał kolejne szansy, więc dlaczego miałaby od razu się zniechęcić do kogoś zaraz po poznaniu?
Nagle Peter raptownie zatrzymał się na środku korytarza i zesztywniał jak słup soli. Nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w osobę nadchodzącą z naprzeciwka. Była to młoda dziewczyna ubrana w dość kusą i pstrokatą sukienkę, która doskonale na niej leżała i uwydatniała wszystkie atuty sylwetki. Twarz miała okrągłą z lśniącymi, złocistymi oczami, drobnym, lekko zadartym nosem oraz malinowymi ustami. Na ramiona opadały proste, fioletowe włosy, mieniące się delikatnym różem.
Primrose uśmiechnęła się na widok zakłopotanego Petera. Ewidentnie próbował ładnie ubrać swoje myśli w słowa, lecz jedyne, co mu wychodziło to bezsensowny bełkot. Było jej go trochę żal, ale z drugiej strony wolała się nie wtrącać. Nie wszyscy lubili, gdy ktoś obcy wpychał im się w życie miłosne z butami, zatem po prostu stała z boku i obserwowała przebieg akcji. Na koniec odprowadziła nieznajomą dziewczynę wzrokiem, dopóki ta nie zniknęła za zakrętem.
– Lubisz ją, prawda? – Uśmiechnęła się sympatycznie do chłopca. Peter zamrugał kilka razy speszony i westchnął pod nosem. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale dziewczyna go ubiegła. – Nieważne, dziękuję za pomoc, dalej sama trafię – dodała szybko i ręką pomachała na pożegnanie.
Pognała na piętro wyżej po schodach, robiąc przy tym małe kałuże z wody i błota. Powinna jak najszybciej się przebrać, inaczej kadra sprzątająca będzie na nią wściekła do końca życia za niszczenie tak niesamowicie wysokiego poziomu czystości w szkole.
Gabinet dyrektora szkoły znajdował na środku głównego korytarza. Nietrudno go znaleźć, ponieważ tuż przy ciemnych, mahoniowych drzwiach widniała tabliczka z informacją. Dziewczyna poczuła ogromną ulgę, gdy ją zobaczyła, ponieważ gdzież wewnątrz wciąż napawał ją lęk, że zgubi się nawet na tak prostej drodze. Nabrała powietrze w płuca, wypuściła je z głośnym świstem i zapukała delikatnie. Z raźnym uśmiechem na twarzy dla dodania sobie otuchy czekała aż ktoś zaprosi ją do środka i gdy wreszcie to się stało, pociągnęła za klamkę. Ostrożnie przekroczyła próg, a jej oczom ukazało się prosto oraz przytulnie urządzone pomieszczenie, w którym przeważały regały przeznaczone na książki oraz nagrody uczniów szkoły. Pośrodku stało biurko z ciemnego drewna, a na jego blacie walało się mnóstwo dokumentów. Za nim siedział masywny, elegancko ubrany mężczyzna o głowie psa. Na dźwięk skrzypienia drzwi odłożył na bok kartotekę, którą czytał i wielką, włochatą łapą poprawił monokl na oku. Lekko zaskoczony otaksował dziewczynę wzrokiem od stóp do głów.
– Dzień dobry, nazywam się Primrose Benesith – zaczęła powoli, splatając palce dłoni za plecami.
– Witam serdecznie w murach Auris, pani Benesith. Jestem Dalios Kyoji. Mam nadzieję, że dotarła pani bez problemu. Nie dostaliśmy adresu zwrotnego, zatem nie mogliśmy wysłać pani planu naszej szkoły – przemówił niskim, lekko ochrypłym, ale niezwykle ciepłym głosem, uśmiechając się szeroko. To zachęciło Primrose, aby podeszła bliżej biurka.
– Na szczęście obyło się bez większych kłopotów, pomógł mi jeden z uczniów. Proszę mi wybaczyć, nie mam stałego miejsca zamieszkania, proszę pana – odparła równie sympatycznym tonem.
– Albo przynajmniej objętego adresem zgodnym z wymaganiami poczty. – Wziął leżącą z brzegu teczkę i otworzył ją. – Niezmiernie się cieszę, że mogę przyjąć w szeregi uczniów driadę i nowego przyszłego medyka. Mam nadzieję, że sprosta pani naszym wymaganiom, a pani sukcesy przyprawią o dumę całą kadrę nauczycielską. Staramy się, aby wszyscy uczniowie wyszli z tej szkoły z jak najwyższymi wynikami. – Mężczyzna wstał od biurka i podszedł do Primrose. – Oto pani mapa szkoły, klucz do pokoju w akademiku oraz plan zajęć wraz z rozpiską sali, powodzenia. – Wręczył dziewczynie teczkę z jej nazwiskiem oraz kluczyk z przywieszką. Na niej widniał napisany markerem numerek pokoju. – Myślę, że warto by było, żeby pani udała się do pokoju zmienić ubranie, kadra sprzątająca nie będzie zachwycona, gdy panią zobaczy – dodał po chwili, po czym wrócił za biurko.
– Bardzo dziękuję, do widzenia – rzekła na odchodne z szerokim uśmiechem i odwróciła się na pięcie, jednocześnie drugą ręką łapiąc swoją walizkę. Sprawnie poszło, nie sądziła, że rozmowa przebiegnie tak szybko. Luźnym krokiem opuściła pomieszczenie, a potem wedle planu szkoły, który znalazła w podarowanej teczce, skierowała się w stronę akademika.
Budynek był bardzo skomplikowany. Primrose poczuła podziw dla architektów, którzy zaprojektowali jego układ. Niesamowita ilość sal, korytarzy, rozwidleń nie stawały się łatwiejsze do rozpoznania, nawet jeśli szła za wskazówkami na mapie. Kilka razy zaczepiała innych uczniów i ostatecznie dzięki ich krótkim instrukcjom zdołała dotrzeć do mieszkalnej części szkoły na pierwszym piętrze, gdzie dziwnym trafem znów zauważyła poznanego niedawno chłopca w stroju Piotrusia Pana i tę samą dziewczynę, którą wtedy spotkali. Peter prawdopodobnie próbował jej zaimponować, a przy tym zrobił się cały czerwony na twarzy i szyi. Primrose poczuła ukłucie współczucia dla niego. Starał się, lecz nie potrafił.
Westchnęła cicho i spojrzała na okno po swojej prawej stronie. O szybę delikatnie stukały drobne gałązki drzewa, poruszane przez wiatr. O ile się nie myliła, a w tych sprawach myliła się rzadko, był to bez. Uśmiechnęła się do siebie, postawiła walizkę na podłodze i podeszła bliżej parapetu. Z lekkim trudem otworzyła okno na oścież. Zawiasy się zastały, a klamka była nierozruszana, lecz mimo wszystko plastikowe ramy lśniły doskonałą czystością. Dbano o nie jedynie powierzchownie. To przykre.
Kiedy palce Primrose dotknęły gałązki, pojawiły się na niej drobne pączki kwiatów i z każdą kolejną chwilą, w której karmiła ją swoją magią, pączki zaczynały się coraz intensywniej rozwijać aż rozkwitły w pełnej okazałości. Dziewczyna ostrożnie urwała gałązkę, a potem spojrzała jeszcze raz w stronę Petera oraz jego towarzyszki, którzy byli zbyt zajęci sobą i zupełnie nie zwracali uwagi na Primrose. Zgarnęła z parapetu mapę oraz teczkę, zamknęła okno i podniosła walizkę. Przechodząc obok chłopca, dyskretnie wcisnęła mu w dłoń gałązkę bzu, po czym jak gdyby nigdy nic ruszyła w stronę swojego pokoju. Liczyła, że Peter załapie i podaruje swojej sympatii te drobne kwiaty.
< Peter? >
Liczba słów: 1132

wtorek, 6 lutego 2018

Od Primrose do Ktosia

W pośpiechu przebiegła na skrzyżowaniu między ulicami, próbując zasłonić głowę przemoczonym płaszczem. Zdyszana przystanęła na chwilę pod zadaszeniem drobnej kawiarenki z niezwykle uroczą nazwą. „Pod słoneczkiem” – głosił krzykliwy, niebieski szyld z podświetlanym emblematem w kształcie słońca. Dookoła niego umieszczono różowe i niebieskie motyle.
- Mokro. - skwitowała krótko dziewczyna, gdy po chwili dołączył do niej wielki, sięgający jej prawie do podbródka, czarny wilk. Fuknął cicho pod nosem i potrząsnął całym ciałem, żeby otrzepać przemoczone futro z wody. Lekko przytłumione gwiazdki na jego ciele ponownie zabłysły żywym blaskiem, a wilk ciężko usiadł na chodniku. Przelotem spojrzał na nazwę kawiarni, pod którą się zatrzymali.
- Wiem, że starasz się myśleć pozytywnie, ale na słońce dziś bym nie liczył, Primrose. - odezwał się niskim, lekko ochrypłym głosem.
- Spokojnie, Hadar, już niedaleko do Auris. - odparła z łagodnym uśmiechem, odgarniając dłonią parę białych kosmyków, które przylepiły się do czoła. Włożyła je za ucho, a potem ostrożnie wygładziła spódnicę granatowej sukienki w bladoróżowe kwiatki. Zarówno ona, jak i płaszcz, który kupiła w pośpiechu w pierwszym lepszym sklepie, gdy zaczęło padać, były całe przemoknięte i materiał przylegał do jej ciała. Czuła się odrobinę niekomfortowo, ale pocieszała się myślą, że zaraz po przybyciu na miejsce przebierze się w suche ubrania, które taszczyła całą drogę w walizce. Żałowała, że robiąc niezbędne zakupy do szkoły, nie pomyślała o parasolce i teraz z zazdrością zerkała na mieszkańców Lalien, którzy pamiętali o tak ważnym przedmiocie w ulewne dni.
Oparła się plecami o zimną ścianę budynku i zamknęła na chwilę oczy, chciała jedynie złapać oddech po szybkim biegu. Ciężkie krople deszczu z hukiem uderzały o dach i strugami spływały po rynnach w kałuże na ulicy, a stamtąd do kanalizacji. Primrose nie uważała, że to była zła pogoda, wprawdzie bycie przemoczonym nie sprawiało zbyt dużo radości, ale nie widziała też powodów do narzekania, przynajmniej dopóki jeszcze nie czuła zimna. Temperatura pozostawała dość wysoka i nawet zimny deszcz, padający od dobrych dwóch godzin, nie zdołał jej zbić do wartości poniżej dziesięciu stopni Celsjusza, z czego Primrose ogromnie się cieszyła. Potwornie parno, ale przyjemnie.
Spojrzała na swoje bose stopy i odepchnęła się plecami od ściany. Ponownie chwyciła za rączkę walizki i machnęła dłonią na przyjaciela. Hadar tylko skinął krótko łbem, po czym ruszył przodem, a dziewczyna poderwała się do biegu tuż za nim, kurczowo trzymając w swojej dłoni kaptur płaszcza naciągnięty na głowę.
Ludzie na widok ogromnego wilka odsuwali się na boki. Primrose zauważyła, że podobne zachowanie nie było wynikiem strachu, ale raczej niechęci do zderzenia się z przemoczonym zwierzęciem, zwłaszcza gdy ludzie sami byli bardzo elegancko ubrani. Uśmiechała się radośnie do przechodni, a od czasu do czasu rzucała szybkie „przepraszam” w imieniu Hadara.
~*~
Primrose nigdy nie miała problemów z nawiązywaniem kontaktów z ludźmi, wręcz bardzo lubiła włączać się do obcych środowisk, ale tym razem zmiękły jej kolana na widok placówki, gdzie miała spędzić najbliższe kilka lat jako jeden z wielu uczniów. Przez chwilę miała nawet ochotę odwrócić się na pięcie i pognać w przeciwnym kierunku, ale Hadar skutecznie torował jej drogę z tyłu. Trącił pyskiem zaciśniętą na rączce walizki dłoń dziewczyny. Czując zimny nos towarzysza na skórze, wzdrygnęła się gwałtownie i dopiero wtedy zauważyła, jak mocno napięła mięśnie. Gdyby nie ten przeklęty dar pewnie w tej chwili krzyczałaby jak opętana ze strachu i zwijała się w pozycji embrionalnej za ogrodzeniem szkoły.
- Co się dzieje, Primrose? - spytał zaniepokojony widokiem osłupiałej ze strachu dziewczyny. Lekko otarł się łbem o jej ramię, żeby dodać jej otuchy. Prawdopodobnie był jedynym stworzeniem, które potrafiło rozpoznać prawdziwy nastrój Primrose, pomimo aury, która wiecznie krążyła dookoła niej i sprawiała, że mogła okazywać tylko część emocji. I głównie tylko te pozytywne.
- Ta szkoła mnie… - zaczęła powoli, lecz głos ugrzązł jej w gardle, gdy chciała powiedzieć „przeraża”. To zawsze się działo, gdy bezpośrednio zamierzała wyrazić, co czuła. Za każdym razem bezskutecznie.
- Boisz się? - dopowiedział cicho Hadar i spojrzał na swoją przyjaciółkę, jakby doszukiwał się potwierdzenia, lecz on doskonale wiedział, co w tej chwili siedziało w jej myślach. Primrose jedynie krótko poruszyła głową, po czym delikatnie pogłaskała Hadara po grzbiecie.
- Nieważne, trzeba być odważnym. - Zmusiła się do uśmiechu, który wyglądał niezwykle naturalnie i dla potwierdzenia własnych słów, sięgnęła do klamki. Ostatni raz spojrzała za siebie na potężne strugi deszczu, spadające z nieba, przygryzła wargę i pchnęła drzwi, wchodząc do środka.
- Cały czas będę przy tobie, nie martw się. - rzucił jeszcze Hadar, zanim zmienił się z wielkiego wilka w drobne znamię o kształcie gwiazdki na lewym obojczyku Primrose. Uśmiechnęła się pokrzepiająco do siebie i całkiem przekroczyła próg szkoły.
Na ścianie po lewej wisiał prosty, biały zegar z posrebrzaną ramą. Wskazywał godzinę piątą trzydzieści dwa. Była trochę za wcześnie, a co się z tym wiąże, szanse na znalezienie żywej duszy na korytarzach równały się niewielkiej wartości. Poczuła ulgę z tego powodu oraz jednocześnie lekki niepokój. Wszak nie miała pojęcia, gdzie w pierwszym momencie powinna iść i wolałaby jednak kogoś poprosić o pomoc.
Zsunęła z ramion przemoczony do suchej nitki płaszcz, odgarnęła z ramion mokre włosy i poprawiła w dłoni swój bagaż. Ruszyła spokojnym krokiem przed siebie, z ciekawością przyglądając się otoczeniu. Primrose musiała przyznać, że budynek z zewnątrz nie robił tak wielkiego wrażenia, jak wewnątrz. Gdy pierwszy raz go zobaczyła, na myśl przyszła jej setka innych przeciętnych szkół, które widziała podczas podróży, a jednak wchodząc do środka, przekonała się, jak imponujący jest projekt Auris. Zrobiła jedynie kilkanaście kroków, a zdążyła zauważyć niesamowicie dużą ilość rozwidleń, które wywoływały w niej coraz większy strach. Wciąż jednak na jej twarzy widniał ten sam stoicki spokój i delikatny uśmiech.
Wtem na zakręcie zauważyła innego ucznia. Wzdrygnęła się raptownie i przyspieszyła kroku, a chwilę potem już biegła w stronę nieznajomego człowieka, chcąc poprosić o wskazanie gabinetu pana dyrektora.
- Hej! Przepraszam! - Gdy nieznajoma osoba była w zasięgu jej ręki, delikatnie dotknęła jej ramienia. - Wybacz, że zawracam ci głowę. Czy możesz mi pokazać lub chociaż powiedzieć gdzie znajdę dyrektora? - spytała.
< Ktoś chciałby popisać? c: >
Liczba słów: 984

poniedziałek, 5 lutego 2018

Witamy - Primrose Benesith!

Imię i nazwisko: Primrose Benesith
Pseudonim: Rodzice lubili nazywać ją Króliczkiem, ale gdy opuściła rodzinny dom, już nie usłyszała tego pieszczotliwego słowa. Przyznaje, że czasem za nim tęskni.
Wiek: 19 lat
Data urodzin: 28 lutego
Płeć: Kobieta
Orientacja: Fizyczny i romantyczny rodzaj miłości jest dla niej tak odległym tematem, że nie zastanawiała się nad swoimi preferencjami.
Partner: Nigdy nie spotkała kogoś, kogo mogłaby nazwać swoim partnerem i chociaż bardzo ciekawi ją anatomia miłości romantycznej, szczególnie w literaturze oraz sztuce, unika tego typu relacji w swoim życiu.
Klasa: II Medyczna
Kluby: Klub ogrodniczy | Klub czytelniczy
Rasa: Driada
Specyfika: Choć coraz częściej w jej dawnym otoczeniu pojawiają się dziewczęta, będące owocami miłości driad oraz przedstawicieli innych ras, Primrose jest czystej krwi. Zrodzona z sił lasu, który wyrósł setki dekad temu na najbardziej wysuniętej na południe części Arelionu, przez kilka pierwszych dni żyła w postaci pierwiosnka i karmiła się magią swojego domu, małego zakątka lasu. A gdy nasycona wystarczającą jej ilością przyjęła postać nimfy leśnej, na jej barki spadł obowiązek strzeżenia tego miejsca jak oka w głowie. Nigdy nie ukrywała, że obdarzyła ogromną miłością las, który ją stworzył, jednak ciekawość świata sprawiła, że poczuła się w nim jak ptak w ciasnej klatce i zapragnęła z niej uciec. Kiedy uznała, że jest wystarczająco odpowiedzialna, albo też szalona, jako jedna z nielicznych driad, porzuciła osiadły tryb życia i przekazany pod jej opiekę zakątek lasu. Wyruszyła w podróż i do dziś nie żałuje swoich decyzji, chociaż czasem tęskni za domem.
Charakter: Spotykając ją, nie wiesz, kim naprawdę jest. Z miarą upływu czasu nie dowiadujesz się wszystkiego. Będąc jej przyjacielem, ona wciąż nie otwiera się przed tobą całkowicie. Nie jest to jednak skutek wrogości do innych czy wyjątkowo dużego uprzedzenia, ani nawet braku zaufania, bo i to z czasem ustępuje, gdy Primrose zdaje sobie sprawę, że warto komuś powierzyć swoje życie oraz szczęście. To wina ciążącego na jej barkach daru, który pomimo dużych plusów, ma też minusy. Między innymi Primrose nie potrafi wypowiadać się szczerze, zwłaszcza gdy na sercu leży jej coś przykrego lub okropnego, za każdym razem musi bardzo ostrożnie dobierać słowa. Dar zakazuje jej płakać, krzyczeć, okazywać oznaki samotności czy niepokoju. Pokrótce mówiąc, nieważne jak bardzo potrzebowałaby się komuś wyżalić i ponarzekać na swoje zmartwienia, energia krążąca w żyłach zatrzyma wszystko w umyśle oraz sercu. Musi znosić skumulowane emocje i walczyć z tym w ukryciu przed wszystkimi. Z drugiej strony sądzi, że bywa to dobrym rozwiązaniem, wszak przeważa w niej altruizm, co się z tym wiąże, zawsze robi wszystko, aby to innym żyło się lepiej od niej. Dokładanie komuś zmartwień to rzecz zbędna, jedynie pogarsza sytuację, podczas gdy jej absolutnie zależy tylko i wyłącznie na dobru przyjaciół. Ona przecież jest wystarczająco silna i da sama sobie radę, a przynajmniej próbuje to sobie wmówić. Oczy Primrose zawsze wypełnia szczera troska, ciepło oraz miłość dla każdego żyjącego stworzenia. Wydawać by się mogło, że nie trzeba żadnych słów, a ona zrozumie każdą wyrządzoną krzywdę. Nie ukrywa, że czuje obowiązek opiekowania się tymi, którzy tego potrzebują. Uparta, przebrzydle ambitna, wiecznie skora do pomocy, nieistotne jak trudne do pokonania będą przeszkody, ona zrobi wszystko, co będzie w stanie zrobić, żeby tylko dopełnić obietnicy. Primrose jest naprawdę dobrą osobą. Uśmiechem stopi lód w sercu, spojrzeniem wywoła nadzieję w duszy, a dobrym słowem podniesie na duchu i przytuli do serca, żeby ochronić przed złem. Mimo że ludzie czasem ją lekceważą, bo uważają, że osoba o tak delikatnej i wspaniałomyślnej osobowości nie będzie im stawać na drodze, stara się nie ranić do nikogo negatywnych uczuć. Jednocześnie próbuje dać do zrozumienia, że nie ma zamiaru być uległa i siedzieć cichutko jak mysz pod miotłą, wszak lata praktyki unikania krzywdzących słów i gestów wyrzeźbiły w niej zdolną negocjatorkę. Nie zawsze może mówić to, co jej się żywnie podoba, owszem, ma dużo trudności, jednak wystarczy odpowiednio ubrać wypowiedź, aby mogła przekazać swoje myśli światu. To sprawia, że Primrose musiała nauczyć się myśleć dwa razy nad tym, co powie lub co zrobi. Z pewnością trudne wyzwanie, biorąc pod uwagę, że chociaż uchodzi za anioła cierpliwości i spokoju, rzadko robi rozsądne rzeczy. Z kolei ta beznadziejnie uciążliwa cecha wynika z nadmiernego rozkojarzenia oraz tendencji do puszczania wodzy fantazji. Primrose kocha marzyć, dlatego bardzo często zapomina o wielu rzeczach i roztargniona biega w tę i z powrotem, próbując przypomnieć sobie, o czym zapomniała. Bujanie o niebieskich migdałach bywa dla niej zgubne, ona również doskonale o tym wie, a jednak jeszcze nie zeszła na ziemię, mimo że powoli wkracza w dorosłość i powinna zacząć zachowywać się jak dorosła.
Aparycja: Primrose często była określana przez rodziców mianem uroczego, delikatnego pączka kwiatu. Czas jednak jest nieubłagany i w końcu pączek musiał rozkwitnąć, a dziecko przyjąć kobiece kształty. To bardzo dobrze zbudowana dziewczyna z atletyczną, smukłą sylwetką. Ma niewielkie piersi, ale za to szerokie biodra, wąskie wcięcie w talii i średniej długości, zgrabne nogi. Nie jest szczególnie wysoka, ale też nie niska, wyrosła na sto sześćdziesiąt osiem centymetrów. Przemieszcza się lekkimi, płynnymi ruchami, a każdy krok przepełnia godna naśladowania gracja. Po szczupłych ramionach falami spływają białe, lśniące włosy, zazwyczaj sięgające do połowy ud. Twarz ma owalną z delikatnymi rysami, łagodnie zarysowanym podbródkiem, drobnym, lekko zadartym nosem i wąskimi ustami. Posiada ładne oczy w kształcie migdałów, których kolor przywołuje na myśl zielone połacie łąk i lasów. Dziewczyna jeszcze do niedawna nie lubiła ubrań. Uznawała nagość za coś zupełnie naturalnego, lecz chcąc, aby ludzie patrzyli na nią poważnie, zaakceptowała odzież. Przeważnie nosi zwiewne, lekkie sukienki, a do butów wciąż ma uprzedzenie, więc zobaczenie jej przemierzającej szkołę boso nie jest szczególnie trudne. Jedyną niezmienną rzeczą w jej ubiorze jest maska, przedstawiająca pyszczek królika, jednakże nie zakrywa nią twarzy, ale nosi na głowie. Jest to jej ulubiony dodatek, ponieważ uwielbia króliki.
Głos: Billie Eilish
Pokój: 6
Współlokator: –
Zainteresowania: Primrose kocha podróżować. W ciągu tych kilku lat zobaczyła dużą część świata, poznała sporo kultur i zwyczajów, a jednak wciąż jej mało. Mimo że zdecydowała się na parę lat porzucić koczowniczy tryb życia, planuje wznowić podróż zaraz po skończeniu szkoły. Na razie zadowala się książkami, które zresztą kocha prawie tak samo, jak wędrowanie, bo nie dość, że w książkach można prowadzić drugie życie, to wciąż dużo się uczy, lubi wszak poznawać nowe rzeczy. Primrose uwielbia opowiadać bajki, baśnie i historie, usłyszane podczas podróży, a szczególnie cieszy się, gdy komuś podobają się jej opowieści. Poza tym ma rozległą wiedzę na temat roślin. Nie dość, że kocha je same w sobie za ich urodę, to zna się również na parzeniu leczniczych napojów i trucizn. Uznaje to za bardzo przydatne hobby i z wielką przyjemnością je pielęgnuje.
Moce: 
– Leczenie – przy odpowiednim natężeniu energii magicznej potrafi przyspieszyć regenerację ran, lecz haczyk tkwi w fakcie, że może uleczyć jedynie inną osobę, ponieważ na swoje własne obrażenia nie ma wpływu. Przy mniejszych ranach nie potrzebuje dużego nakładu pracy, ale przy większym wysiłku automatycznie wzrasta. Śmiertelnych ran natomiast nie potrafi wcale uleczyć, gdyż to wymaga ogromnej ilości energii, na którą jej nie stać. Niedawno także odkryła, że może wspierać organizm w walce z drobnoustrojami chorobotwórczymi, ale nad tym wciąż pracuje.
– Łagodzenie bólu – umiejętność, wymagająca kontaktu fizycznego, lecz często bardzo przydatna i niestety jednostronna. Primrose bowiem umie łagodzić cierpienie jedynie drugiej osoby, jej dar pozostaje daleko w tyle z własnym bólem.
– Uspokojenie – zdiagnozowano niesamowity wpływ aury Primrose na otoczenie. Sprawia, że istoty żywe, czyli zarówno ludzie, jak i zwierzęta, przebywające w jej towarzystwie, stają się spokojne. Większość określa, że wystarczy sama obecność driady, aby zniknęły wszelkie zmartwienia, ale jej dotyk i głos ma jeszcze bardziej zbawienny wpływ. Jednocześnie jest to pewnego rodzaju przekleństwo, ponieważ ona sama przez ten dar nie może zrobić nic, co wywołuje niepokój, jak chociażby płakanie, krzyczenie, czy wyrażanie negatywnej opinii. Umiejętność jest całkowicie poza jej kontrolą. Może zmniejszać lub zwiększać stężenie wpływu aury na innych, ale nie potrafi jej całkowicie zneutralizować, choć za wszelką cenę chce się tego nauczyć.
– Posłuch natury – w bardziej specjalistycznym języku można określić tę umiejętność mianem chlorokinezy. W dużym skrócie – jej użytkownik ma możliwość sprawowania kontroli nad roślinami.
Rodzina: Mając zaledwie kilka miesięcy, została znaleziona przez starsze małżeństwo – Rose Benesith i Williama Benesitha – które nie mogło mieć własnych dzieci i czuli się odrobinę samotni, zwłaszcza że mieszkali w skromnym, drewnianym domku na skraju lasu, gdzie mało kto ich odwiedzał. Szybko zatem zdecydowali się zabrać do siebie Primrose i wychowywali ją jak własne dziecko, dopóki w dzień piątych urodzin dziewczynki nie upomniał się o nią prawowity rodzic – natura. Dobra driada jednak orzekła, że kocha zarówno swój las, jak i mamę oraz tatę, a opuszczenie ich jest dla niej czymś nie do pomyślenia. Natura musiała się pogodzić z częściową stratą dziecka, choć miała duży wpływ na jej wychowanie, a przez większą część życia to ona jej towarzyszyła, nawet w podróży.
Pupil: Nie wie, czy należy nazywać Hadara pupilem, bo jest dla niej kimś znacznie ważniejszym niż zwykłym czworonogiem, który za nią podąża. Ten dumny wilk, utkany z gwiazd i kawałka kosmosu, z gwiazdą nazwaną jego imieniem zamiast serca w piersi, przypomina bardziej troskliwego strażnika, najlepszego przyjaciela i członka rodziny niż pupila.
Inne: 
- Co ciekawe, swoje imię uzyskała od lasu. On ją nazwał. Natomiast nazwisko przyjęła od przybranych rodziców, aby móc swobodnie żyć w społeczeństwie Arelionu,
- Gdy zdecydowała osiąść się na czas podjęcia edukacji, przyjął ją do siebie las w pobliżu Lalien. Innymi słowy, została strażniczką tego zakątka i obecnie to jest jej dom,
- Rzadko przebywa w pokoju w akademiku. Przeważnie wymyka się do lasu, jeśli ma odpowiednią ilość czasu, lub ogrodu,
- Wszelakie zwierzęta – zwłaszcza króliki, które zresztą ubóstwia – lgną do niej jak ćmy do światła,
- Zawsze towarzyszy jej Hadar, potężny wilk, którego czarne futro spowijają drobne, połyskujące gwiazdy. Jest to strażnik, którego podarował jej las, gdy go opuszczała,
- Odeszła z domu Benesithów, mając zaledwie trzynaście lat. Być może to był głupi pomysł, ale jak widać, poradziła sobie z życiem na własną rękę,
- Mimo że skończyła tylko osiemnaście lat, przeżyła naprawdę wiele przygód, o których z przyjemnością opowiada.
Kontakt: small.suicide.sheep@gmail.com
Motto: "Gdyby róże były wszystkim, co posiadamy – czyż ciernie nie byłyby wówczas piękne?"
Inne zdjęcia:
Źródła zdjęć: http://fuckyeahchiarabautista.tumblr.com
Relacje: –
Ważne opowiadania: –

Upomnienia: 1/5