Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kai. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kai. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 maja 2018

Od Kai'a do Remilii

Uśmiechnąłem się pewnie. Nie spodziewałem się tych słów po niej. Wyglądała twardo i takie wrażenie sprawiała, a tu mi podziękowała. Chociaż, jak na to spojrzeć, to uratowanie zdrowia, jak i nie życia, to niezły wyczyn. Nawet z mojej strony, bo dość niespodziewany. Jednak nie mogłem sobie pozwolić na zostawienie jej na tym słońcu. To chyba przez te moje wampirze geny od ojca… na sto procent. Dopiero po minucie ciszy między nami, wystawiałem w jej stronę dłoń, ściskając dziewczęcą odpowiedniczkę. Moja ręka w porównaniu z jej była… gigantyczna.
- Moje imię już znasz – odpowiedziałem. Gdy już Remilia miała zamiar zabrać swoją dłoń, ja ją gwałtownie pociągnąłem w swoją stronę.
- Co ty robisz?! - zawołała, lecz jej nie słuchałem. Próbowała się wyrwać, ale mocniej ją ścisnąłem, uważnie się przyglądając jej ręce. Blada i drobna, do tego zimna oraz zaznaczona śladami po słońcu.
- Powinnaś jak najszybciej to zabandażować, inaczej będzie cię boleć przy każdym ruchu palców – wyznałem, skapnąwszy się tego dopiero po jakiejś chwili. Momentalnie strzepnąłem jej dłoń od siebie, energicznie odwracając się do niej plecami.
- Zresztą nieważne – błyskawicznie dodałem, robiąc pierwszy krok z dala od tej przeklętej Remilii. Musiała już to wiedzieć, w końcu była wampirem i pewnie nie raz niechcący wystawiła się na słońce, może nawet mocniej świecące, niż dzisiaj.
- Czekaj! Jak mam ci się odwdzięczyć? - usłyszałem jej głos za sobą. Wzruszyłem tylko ramionami.
- Nie musisz tego robić, jak nie chcesz – rzuciłem, dalej się od niej oddalając. Nici wyszły z mojego dzisiejszego wypadu na malowanie, a szkoda, bo miałem ochotę.
- Ona dalej się na ciebie patrzy, Kai -
Przez
to wszystko zapomniałem, że Mia i Lia mnie zaatakowały, a to one były winne temu całemu wydarzeniu. Poza tym obie siedziały nadzwyczajnie cicho, normalnie to Mia by to wszystko komentowała i zaczęła śpiewać, że się zakochałem, a Lia próbowałaby ją uspokoić. Dzisiaj jest jakieś święto, czy co?
- Jak tylko wrócimy, to was obie zabiję – rzekłem. Oczami wyobraźni widziałem, jak bliźniaczki patrzą na siebie we wzajemnym rozumieniu.
Ze względu na to, że Auris opuścić nie mogłem, postanowiłem pobłądzić po szkole. Z wyjścia z niej przeszedłem pod drzwi biblioteki, potem pielęgniarki, a następnie stołówki, przy okazji zachodząc do kucharek, prosząc o miskę truskawek, którą o dziwo dostałem. Rozkoszowałem się ich soczystym smakiem, wsłuchując się w mlaskanie rozlegające się z czubka mojej głowy. Mógłbym oddać życie za truskawki… nie no, żartuję. Przesadziłem trochę. Przeszedłem się znowu po szkole, po godzinie zwracając czystą miskę kucharkom, następnie kierując się z powrotem do akademika, a tym samym do mojego jednoosobowego pokoju. Zdziwiłem się, gdy pod drzwiami do niego zauważyłem pewną wampirzą małolatę, która najwidoczniej na kogoś czekała. Tego się nie spodziewałem. Podszedłem do niej, opierając się jednym ramieniem o framugę.
- Czekasz na kogoś? - spytałem. Ta, jakby mnie wcześniej nie dostrzegłszy, delikatnie, prawie niezauważalnie podskoczyła, następnie kierując na mnie swoje czerwone tęczówki, w których widziałem złość za wyrwanie jej z marzeń. No wybacz mi bardzo...
< Remilia? >
Liczba słów: 486 

wtorek, 13 lutego 2018

Od Kai'a do Remilii

Gdy dziewczyna podniosła głowę w górę, a na jej twarzy wymalowało się przerażenie, ja również popatrzyłem w niebo. Chmury, nic ciekawego... Chociaż... Czy ja tam w oddali widzę czyste niebo...? Tylko... dlaczego miałaby się go bać...? Wygląda trochę jak jak wampir, więc... Zaśmiałem się w duchu. No to niezła przygoda czeka moją nową koleżankę. Myślałem, że zaraz się odezwie, proponując, byśmy udali się do jakiegoś pomieszczenia, pod dach... Myliłem się. Dalej staliśmy na dworze niedaleko budynku szkoły, ona skrępowana przez ruchy moich palców, a ja z ostrą kataną za sobą. Milczała jak zaklęta, a przecież nie kazałem jej siedzieć cicho. Poniekąd nawet chciałem, by się odezwała. Przewróciłem oczami na jej zachowanie, znowu spoglądając na przepływające chmury. Miała coraz mniej czasu... Chyba muszę zainterweniować... Niestety.
- Ty wiesz, że za niedługo się spalisz? - zagadałem, a przez mój mózg przepłynęła myśl o jej uwolnieniu. No bo jeśli nadal będziemy tu tak stać, to się dziewczyna w końcu spali, a ja będę temu winny. Nie chcę wiedzieć, co mogliby mi za to zrobić. Oraz jak by Kia o mnie pomyślała. „Mój brat jest mordercą”… Nie, nie chce, by tak powiedziała, jeszcze zacznie się mnie bać i kompletnie przestanę być dla niej ważny. Tak nie może być! A ta małolata dalej milczała jak zaklęta! Trochę zaczynało mnie to irytować, jednak bałem się w ogóle ruszyć z miejsca ze względu na tę ostrą katanę, która już pokazała, jak bardzo jest ostra. Chyba… żebym podszedł do przodu… Bo raczej ten miecz mnie nie śledzi, prawda?
Wtem usłyszałem za sobą trzepot skrzydeł. Małych skrzydeł. Dwóch par skrzydeł. Ktoś szybko leciał. O nie…
Momentalnie poczułem ogromny ból z tyłu głowy, przez który poleciałem do przodu, tym razem uderzając czołem o coś przed sobą.
- Cholera – syknąłem, otwierając oczy, które odruchowo zamknąłem. Cała głowa niesamowicie mi pulsowała, jednak to dziewczyna przede mną wyglądała tak, jakby miała zaraz stracić przytomność. Najwidoczniej sam też ją uderzyłem i oboje na tym ucierpieliśmy.
Nieświadomie zrobiłem krok w tył, natychmiastowo sobie przypominając o jej katanie. Jednak… niczego nie poczułem i nie wiedziałem, czy dopiero za chwilę zacznie mnie boleć, czy jednak się myliłem i była trochę dalej. Odwróciłem się przez ramię, widząc pustą przestrzeń i czerwoną plamę. Czyżby straciła nad nią kontrolę…? Lepiej dla mnie…
Wtem poczułem, jak coś na mnie opada. Ugiąłem nogi pod ciężarem, nieprzytomnym wzrokiem patrząc na fioletowy czubek głowy pode mną. Czekaj, co ona tu robi… Zemdlała…? Niemożliwe.
- Halo? - spytałem. Zero reakcji. - Mała? - Nic z jej strony. Zaryzykowałem w duchu. Jeśli teraz nie odpowie, to znaczy, że zemdlała z bólu. - Desko? - szepnąłem, ale na tyle głośno, by mogła usłyszeć, a dodatkowo nawet dźgnąłem paznokciem jej głowę. NAWET SIĘ NIE PORUSZYŁA. Dobra, tego za wiele. Może jakby przywalił jej z liścia, to by się obudziła… Przy okazji mogłaby mnie od razu zabić. Zajebisty pomysł z mojej strony, nie ma co.
Podniosłem głowę nieco wyżej. Cholera, chmury się kończą. Momentalnie się odwróciłem do słońca plecami, pochylając się nad dziewczyną w moich ramionach. Wiedziałem, że to, co robię, jest do mnie bardzo, ale to bardzo niepodobne, ale… w jakimś stopniu nie chciałem, by tej wampirzycy coś się stało.
Była dość niska, a ja jakoś miałem ją zanieść, więc… Schyliłem się, łapiąc jej ciało pod tyłkiem i podniosłem w górę. Teraz będzie lepiej mi iść. A sam byłem doświadczony w noszeniu ludzi w ten sposób, bo Kia nigdy nie lubiła inaczej, tym bardziej „na barana”.
- Braciszek? A co ty robisz? I kto to? - głos Lii rozbrzmiał w moim lewym uchu. Przez to, że tak cicho siedziały, kompletnie zapomniałem o tym, że jeszcze chwilę temu dostałem od nich w tył głowy.
- Ja? Nic. Przez dwie osoby dostałem za mocno i sam uderzyłem inną dziewczynę – odrzekłem.
Dobra… Trzeba teraz to zrobić tak, by promienie słońca nie padły na tą małą. Jeden krok – nic. Drugi – też. Dobra… chyba mi się uda. Powoli i ostrożnie stąpałem, co jakiś czas odwracając głowę, by sprawdzić, czy nadal zasłaniałem dziewczynę od słońca. W połowie drogi do wejścia do szkoły zacząłem się zastanawiać, dlaczego ja to właściwie robię. W końcu chciałem uciec ze szkoły, a ona mi przerwała, zatrzymując i grożąc strasznie ostrą kataną.
- Ej, ty! Z uszami i skrzydłami! - ktoś zaczął mnie wołać. No świetnie! Normalnie bym się teraz obrócił, no ale… wiadomo czemu nie.
- Tak…? - zacząłem, przekręcając głowę do tyłu. Stał za mną chłopak, trochę niższy, a z jego pleców wyrastała para raczej cienkich skrzydeł.
- Co ty tam niesiesz? - spytał, marszcząc brwi. Cholera…
- A nic takiego! - zawołałem, obracając się i znowu ruszając do głowy. Nim się spostrzegłem wróżek (najprawdopodobniej nim był), stał już przede mną. Oczy momentalnie mu się powiększyły, a ja już wiedziałem, że to mój koniec wybryków na dziś.

< Remilia? >
Liczba słów: 793

sobota, 3 lutego 2018

Od Kai'a do Yuki

Mam... dosyć! Uderzyłem swoim czołem o ścianę przy mojej klasie, zaraz po tym, jak przewodniczący klubu powiedział mi, że muszę dzisiaj przyjść. Czemu? Niedługo jest festiwal szkolny i musimy na niego coś ogarnąć... No tak. Zapomniałem, że dołączyłem do takiego zrąbanego klubu, który zajmuje się prawie wszystkimi imprezami szkolnymi. Normalnie umrę... Kiedy będę miał czas dla siebie i na powrót do domu? Nie wiem, jak długo to, o czym mówiła Kia rano będzie aktualne. A jeśli to coś złego? Jeśli dom się pali?? Przełknąłem nieco głośniej ślinę ze strachu. Nie mogę dzisiaj zostać, o nie. Oderwałem się w końcu od ściany i skierowałem swoje kroki w stronę klubu artystycznego. Czasem zastanawiam się, czemu w ogóle do niego dołączyłem. Może dlatego, że za bardzo by mi się nudziło bez jakichkolwiek dodatkowych zajęć? Pewnie to było tym powodem, tak.
Otworzyłem drzwi od pokoju klubowego, następnie do niego wchodząc. Kilka osób już w nim siedziało, przygotowując swój "sprzęt". Nie poświęciłem dużo czasu na przyglądaniu się obecnym ludziom, od razu podszedłem do Caspiana. Antropomorf siedział na jednym z wielu krzeseł, rozstawiając swoją sztalugę wraz z farbami.
- Caspian — zacząłem, chcąc, by się do mnie odwrócił. Zrobił to wręcz natychmiastowo, a mnie w oczy rzuciła się jego wyżej znajdująca się głowa. Przekląłem w duchu tego gościa i jego wzrost. - Nie mogę dzisiaj zostać — powiedziałem, patrząc się wprost w jego różowe oczy. W pewien sposób przypominały mi kolor moich własnych tęczówek.
- A czemu? - spytał, zakładając swoje ręce na torsie. Skłamać, czy powiedzieć prawdę?
- Dzwoniła do mnie siostra, ojciec trafił do szpitala — ostatecznie skłamałem, śmiejąc się w duchu. Nie ma to, jak wampir w szpitalu, co ja wymyśliłem... Jednak widząc minę chłopaka przede mną, przeczułem, że jednak mi uwierzył. Chociaż to mogło być możliwe, nie wiem, czy opowiadałem mu o swoich rodzicach. I nawet dobrze, nic nie musi o nich wiedzieć.
- Naprawdę? No to leć! - zawołał, ruszając dłońmi w geście, bym już sobie poszedł. Uśmiechnąłem się nikło, odwracając i zamierzając wyjść z sali. - A, poczekaj — usłyszałem za sobą jego głos, przez co się zatrzymałem. Zwróciłem się do ciemnowłosego. - Skoro ciebie nie będzie, to zrób po drodze zakupy na festiwal. Listę zrobiłem już wcześniej — rzekł, podając mi jakąś kartkę wraz z kopertą. Pewnie w środku są pieniądze na te rzeczy... Czymkolwiek one są. - I weź ze sobą tamtą dziewczynę — dodał, wskazując za siebie kciukiem. Zajrzałem za niego i zamarłem. Czy to jest ta sama laska z rana, co na mnie wpadła? Powiedzcie, że mam zwidy lub jakieś halucynacje...
 < Yuki? >
Ilość słów: 425

sobota, 20 stycznia 2018

Od Kai'a do Remilii

Nosz cholera... Ja to mam szczęście. Czemu, gdy próbowałem urwać się z lekcji, jakaś mała dziewczynka w ubraniu tych głupków z mundurowej zastąpiła mi drogę? Na początku w ogóle uznałem ją za dziecko, lecz co by takie robiło w Auris, która nawet nie przyjmuje takich malców? Zacząłem tylko się jej przyglądać, olewając jej słowa. Była mała, co dało się zobaczyć na pierwszy rzut oka, z niebieskimi lub fioletowymi włosami, czerwonymi oczami, a z jej pleców wystawały skrzydła. Wampir? A może zmiennokształtny? Mieszanka tej dwójki? Pewnie nie, tylko ja jestem takim dziwakiem.
Spojrzałem na jej klatkę piersiową. Kompletnie nic, zero, pustka. Może jednak jest tym dzieckiem? Takim super mądrym, co przeskoczyło kilka klas, znajdując się w tej S? Chociaż nie, bo ma ten okropny mundur.
Wtem usłyszałem, jak ktoś kaszle.
- Więc? Odpowiesz? - odezwała się. A no tak, faktycznie wcześniej coś mówiła.
- A czy mogłabyś już sobie iść? - odpowiedziałem, odwracając się od niej. - Jakoś nie mam dziś humoru na konfrontację z kimkolwiek z mundurów. Tym bardziej z jakimś dzieckiem — dodałem. Za chwilę jednak ponownie zastąpiła mi drogę.
- Dzieckiem? - spytała, a w jej głosie wyczułem lekką złość. Ktoś tu się zdenerwował. Biedna mała dziewczynka, aż mi się trochę jej szkoda zrobiło. - Czy ty serio myślisz, że jestem jakimś małym dzieckiem? - kontynuowała. Kątem oka zauważyłem, jak zwija swoją dłoń w pięść.
- A nie? Błagam cię. Jesteś strasznie płaska. Myślałem, że do Auris nie przyjmują takich szkrabów — odpowiedziałem, patrząc się gdzieś na bok z lekkim uśmiechem na ustach. Znowu chciałem spróbować ją ominąć, ale przeszkodziło mi w tym czerwone ostrze, które zaraz zostało przystawione do mojej szyi. Skąd ona je wytrzasnęła?? Nosiła w ogóle coś takiego przy sobie? Podniosłem mimowolnie dłonie w górę w geście poddania.
- Nadal taki kozak z ciebie? Tak dla twojej wiadomości, to mam siedemnaście lat — odezwała się. Siedemnaście...? Nie wierzę. Jeszcze raz spojrzałem na jej biust. Po prostu nie wierzę! - Podaj mi teraz swoje imię, nazwisko, klasę i powód, dlaczego tu przyszedłeś. Inaczej pożałujesz — dodała. Widziałem po wyrazie jej twarzy, że nie żartowała.
Przełknąłem niepewnie swoją ślinę.
- Mike Bdaron, III S, zgubiłem swój plecak — skłamałem, na szybko to wszystko wymyślając. Może to łyknie?
- Plecak? Ten sam, który masz właśnie na sobie? - spytała. Cholera... przyłapany.
Poczułem, jak zbliża swoje ostrze do mojej skóry, która zaraz mnie zapiekła. Świetnie, nadcięła mi szyję! - Mów prawdę — dodała. Chyba nie mam innego wyjścia...
- Kai Andre, II iluzjonistyczna... - w końcu odpowiedziałem, rozluźniając swoje mięśnie. - Mój powód... - zacząłem, robiąc przerwę. Dziewczyna zmrużyła swoje powieki. Jednak ja szybko zareagowałem i skrępowałem jej ruchu palcami. Nawet nie zdążyła zareagować. Zaczęła tylko niepewnie spoglądać na swoje ciało, jakbym miał czymś ją związać. - ...jest ci niekoniecznie potrzebny — dodałem, uśmiechając się zwycięsko.
I na tyle ci się stała ta czerwona katana, dziewczynko.

< Remilia? >
Ilość słów: 477

wtorek, 16 stycznia 2018

Od Kai'a do Yuki

Budzik. Nie... Za głośne to na budzik, a poza tym... czy ja nastawiałem go, gdy szedłem spać? Z zamkniętymi oczami pomacałem dłonią pod poduszką, biorąc w końcu do dłoni to grające pudełko. Piosenka "Drop Drop Candy" z głosem Kii i moim graniem na gitarze w tle nagrywana na święta odbijała się echem w moich uszach, sprawiając, że od razu się rozbudziłem. Otwierając oczy, spojrzałem na wyświetlacz. Kia...
- Halo? - spytałem, dalej leżąc. Przewróciłem się na plecy, jednak... to nie był do końca dobry pomysł. Natychmiastowo przypomniałem sobie powód, czemu tak nigdy nie spałem, więc w końcu podniosłem się z miękkiego materaca pode mną. Głupie skrzydła... Wolałbym w ogóle ich nie mieć.
- Kaaaiś? Śpisz? - uroczy i tak przeze mnie ukochany głos młodszej siostry sprawił, że się mimowolnie uśmiechnąłem.
- Ktoś mi w tym przeszkodził, ale jakoś żyję. Coś się stało? - spytałem, powstając z łóżka i powolnym krokiem idąc w stronę łazienki. Przez nagość mojej skóry na klatce piersiowej poczułem chłód, który praktycznie olałem. Chwyciłem za klamkę od drzwi, wchodząc do wyłożonego kafelkami pomieszczenia. Czasem się cieszę, że z nikim innym nie dzielę tego pokoju. Musiałbym się pewnie użerać z jakimś innym chłopakiem...
- Bo... Kaiś, mógłbyś wpaść dzisiaj do domu...? - ośmiolatka odpowiedziała pytaniem na moje zadane wcześniej. Uczy się po mnie... Niby nie powinna tego robić, ale... zuch dziewczynka.
- W jakiej sprawie? - dopytałem, podchodząc do lustra i przyglądając się swojemu odbiciu. Podniosłem górną wargę, przyglądając się mojemu prawemu kłowi.
- Muszę kończyć! Po prostu przyjdź! - krzyknęła, po czym usłyszałem dźwięk zakończonej rozmowy. Spojrzałem trochę zdziwiony na ekran mojej komórki. To dziwne... Kia nigdy tak się nie zachowuje. Może się zmieniła...? Gwałtownie pokręciłem głową, nie chcąc w to uwierzyć. Nie może stać się taka... jak ja. Znaczy... niech robi, co chce, ale jest za młoda, żeby się buntować.
Raz-dwa wyszedłem z łazienki i spojrzałem na zegar wiszący zaraz obok mnie. Niedługo jest pierwsza lekcja... No cóż, najwidoczniej sobie z niej zrezygnuję i przejdę się do swojego domu, co mi tam. Podszedłem do krzesła przy biurku, zerkając na drewniany blat. Mia i Lia dalej smacznie spały. Chyba nic się nie stanie, jeśli pójdę bez nich, prawda? Oczywiście, później ewentualnie mi się dostanie od ciemniejszego nietoperza. Nałożyłem na siebie czarną koszulkę, leżącą przede mną na oparciu krzesła. Moje skrzydła spokojnie jakoś przeszły przez wycięte na nich otwory. Spodnie też zaraz znalazły się na moim tyłku, a kurtka już nie stanowiła dla mnie problemu, chociaż w jej wypadku zawsze ciężej szło mi wyjęcie spod niej tych dwóch rzeczy wyrastających mi z pleców. Przejechałem sobie dłonią przez środek głowy, choć i tak wiedziałem, że z moją dżunglą nic nie da się zrobić. Moje stare i kochane, trochę poobdzierane ciemnoszare glany zaraz znalazły się na moich nogach i... trzeba przyznać, muszę w najbliższym czasie wymienić podeszwy.
Po jakiś dwóch minutach szedłem po szkolnym korytarzu ze swoim plecakiem na ramionach. Nie wiadomo, co z niego może mi się dzisiaj przydać. Nie minęło kolejne sześćdziesiąt sekund, a już się z kimś zderzyłem. Spojrzałem w dół. Dość mała dziewczyna, mająca ciemnofioletowe i długie włosy z grzywką oraz ciemnopomarańczowe oczy. Dość... pociągające i hipnotyzujące, nie powiem, ładne były. A jej teraźniejszy strój... Też bardzo ładny. Zaraz ta jednak wstała, po czym się ukłoniła.
- Przepraszam — rzekła, a potem poszła dalej, zaraz jednak skręcając. Przez moment zastanawiałem się, gdzie może zmierzać, ale zaraz sobie przypomniałem, że za chwilę zaczyna się pierwsza lekcja. Już chciałem postawić pierwszy krok dalej, gdy nagle przypomniałem sobie słowa Daliosa Kyoji'ego, którego spotkałem jeszcze wczoraj, wróciwszy do szkoły zaraz po przyłapaniu mnie na malowaniu. A kto tego dokonał? Oczywiście policja! A wracając do jego słów, to brzmiały tak: "Jeśli jutro nie przyjdziesz na ani jedną lekcję, to codziennie będziesz sam sprzątał klasę przez miesiąc". Zadrżałem na samą tę myśl.
- Świetnie... - szepnąłem, zawracając na jednej nodze, od razu kierując się w stronę piętra z moją klasą. Pierwsza moja dzisiejsza lekcja to historia z jakże uwielbianą przeze mnie panią Enes. Normalnie ją kocham...

< Yuki? > 
Ilość słów: 664

niedziela, 14 stycznia 2018

Witamy - Kai Andre!

Imię i nazwisko: Kai Andre
Pseudonim: Cóż... Nikomu nie pozwala mówić do siebie inaczej, niż po imieniu. Wyjątek stanowi Kia, która woła na niego "Kaiś", a Lia "Braciszek".
Wiek: 18 lat
Data urodzin: 3 stycznia
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Hetero
Partner: -
Klasa: II Iluzjonistyczna
Kluby: Klub muzyczny
Rasa: Wampir
Specyfika: Na pewno większość jego cech fizycznych, jak i tych zewnętrznych i wewnętrznych sprawia, że Kai jest innym wampirem. Po pierwsze, charakterystyczne uszy i skrzydła, które dostał raczej po matce. Na szczęście są pochodzenia nietoperzego... gorzej by było, jakby posiadał kocie uszy z ogonem, prawda? Po drugie, kolor jego skóry. Jako taka bladość to nie jest, tylko fiolet, a dla niektórych wygląda jak odmrożenie trzeciego stopnia. To trochę przykre, gdy jakiś obcy człowiek nagle się go pyta, czy nie wezwać przypadkiem lekarza lub, czy nie jest mu za zimno. Po trzecie... jasnooki nie pije krwi. Otóż to, jego kiełki są tak bezużyteczne, że nie może dzięki temu wysysać żadnej cieczy z żadnej osoby, czy owocu, tylko musi zajadać się zwyczajnym jedzeniem, jak sałatka z kurczakiem i pomidorkami koktajlowymi (jego ulubiona).
Charakter: Widzisz ciemnowłosego... Jak chodzi po korytarzu szkolnym ze swoimi dłońmi w kieszeniach kurtki, jak gada przy okazji, lecz nie widzisz osoby, do której właśnie by mówił. Dziwak, myślisz. On zawsze sprawiał wrażenie takiego człowieka.
Wiecznie inny, przedmiot śmiechu i wyzwisk. A przez co? Przez zmieszane geny wampira i zmiennokształtnego. I to nie tak, że od zawsze ich nienawidził, nie. Zaczęło się to w gimnazjum, gdy wyznał miłość pewnej ładnej wampirzycy. Został przez nią ośmieszony, a potem powytykała mu jego błędy, no i od tamtego czasu zaczął się jego okres buntu. Ubieranie się jak bad-boy, uciekanie ze szkoły, ledwo co zdał do następnych klas. Rodzice tracili przez niego głowy, ale on... miał to gdzieś. Nie słuchał się, gdy czegoś mu zabraniali, zakazywali, słuchał się tylko i wyłącznie młodszej siostry — to ona wspierała go w trudnych chwilach. Gdyby nie Kia, nie wracałby do domu na noc, w życiu.
Zawdzięcza jej tym samym wszystko. Jednak i tak dalej nie robi rzeczy, których nie chce, a by się od takowych wymigać, umie zrobić praktycznie wszystko. Choć trzeba przyznać, że w uciekaniu przed policję jest... dość kiepski. Tak się dzieje, gdy nie ma się żadnej kondycji fizycznej ani mięśni. Już po kilku metrach dostaje zadyszki, a na lekcji WF'u kompletnie sobie nie radzi. I w sumie to przez to nienawidzi umięśnionych facetów lub tych uprawiających jakiś sport, a widoki ich wyrobionych brzuchów przyprawiają go tylko o mdłości. Poza tym nigdy nie lubił osób tej samej płci, co jego. Te rozmowy o jakiś sportach, motoryzacjach, grach... to kompletnie nie są jego klimaty. Już prędzej wsłuchiwał się w tematy poświęcane dziewczynom, zwłaszcza tym starszym. Od zawsze marzył, by jakaś zaakceptowała to, jaki jest i nawet nie śmiała wytykać mu tych błędów. Chciałby się zakochać, oddać swoje serce, myśleć o swojej ukochanej godzinami, nie móc przez nią spać, być dla niej, jak dla nikogo innego. Jednak naśmiewa się z filmów romantycznych, uważając je za monotonne i bezsensowne z ciągle tym samym motywem. Dodatkowo... nie potrafi nie patrzeć się na kobiecie biusty, zwłaszcza gdy te same go odkrywają (np. jak noszą bluzki z dekoltem). No co zrobić, skoro taka jego natura zboczeńca? Ponieważ nie odnosi się to tylko do damskich piersi...
Nigdy nie przeszkadzało mu zdanie innych... chyba że dotyczyło ono jego wyglądu. Jest na ten temat bardzo uczulony i nawet najmniejsza obraza z czyjejś strony powoduje, że żyłka zaczyna mu pulsować. Poza tym to narwaniec, nawet z błahego powodu może wszcząć bójkę, w której niekoniecznie wygra. Przecież... bez mięśni raczej nic nie zdziała, prawda?
Wiem, że wspominałam o tym, że się nie słucha, ale nie mówiłam o tym, że to dotyczy wszystkich z malutkimi wyjątkami (jak Kia), a do tego robi tak, jak sam uważa i myśli, że będzie dobrze. Nie obchodzą go żadne konsekwencje, bo w życiu chodzi o to, by dobrze się bawić! A przynajmniej on tak myśli. Doprawdy, kapryśny z niego chłopak.
Nienawidzi, gdy ktoś mu przeszkadza, zwłaszcza gdy gra na gitarze, śpiewa, maluje, bądź po prostu mówi. Jasne, on to może zrobić z chęcią wymalowaną na twarzy, jednak jeśli ktoś jemu tak zrobi... to może się pożegnać z jego sympatią.
Raczej nie lubi też bycia w centrum uwagi (co mu się nie udaje). Woli zaszywanie się w cieniu i znajomość z Mią i Lią, one mu w zupełności wystarczą, serio. Są dla niego jak kolejne młodsze siostry i je również kocha, choć na pewno nie tak bardzo, jak swoją prawdziwą siostrzyczkę. Jak innym osobom odpowiadać może chamsko i niekulturalnie, tak dla nich będzie tak miły, jak dla nikogo, nawet dla dorosłych, choć sama kultura japońska mówi co innego, to on ma to gdzieś.
Mimo wszystko boi się, że już zawsze będzie odludkiem, że nikt nie będzie chciał przy nim być, no bo... Jego nietoperze kiedyś umrą, a sama Kia może się od niego oddalić na rzecz innej osoby. Wszystko w tym życiu może być możliwe. A on potrafi się zachowywać jak normalny człowiek... poniekąd.
Aparycja: Chłopak jest dziwnych człowiekiem... jeśli w ogóle mogę go tak nazwać. Zacznijmy od jego ogólnej postury.
Mierząc 184 centymetry wzrostu, ważąc przy tym kilogram mniej od wymaganej normy, chodzi luźno, lekko sprężystym krokiem i naturalnie zawsze jest wyprostowany, choć to może też zależeć od jego skrzydeł. Zaczynając od samej góry, to uszy ma w postaci takich nietoperzych, niezwykle mięciutkich w dotyku, które kryją się w jego buszu fioletowych włosów ozdobionych pojedynczym blond pasemkiem. Oczywiście jego skóra ma również ten sam kolor, co uszy, a dodatkowo na policzkach posiada część sierści, dzięki czemu nie sprawia wrażenia aż tak kościstego. Potem jego szyja, nazywa częściej łabędzią, bo długa i giętka, gdzie również widać wystające obojczyki. Następną są ręce, dość szczupłe, zakończone kobiecymi dłońmi z długimi oraz zgrabnymi palcami, których najczęściej używa, grając na swojej ukochanej akustycznej gitarze. Od przedramion do początku knykci znajduje się kolejna część jego futra, która naturalnie należy do fioletowej barwy. Jak za to wyglądałby jasnooki, jakby ściągnął koszulkę? Mizernie... Nie posiada żadnego sześciopaka, czteropaka czy nawet dwupaka, brak mu jakichkolwiek mięśni, a dodatkowo można zobaczyć jego żebra, które właśnie mu trochę wystają spod skóry. Na końcu trzeba coś dodać o jego skrzydłach, które posiada od urodzenia. W młodym wieku mógł się dzięki nim unieść te kilka metrów nad ziemią, jednak teraz... jest to niemożliwe, gdyż są za lekkie, a on — za ciężki.
Na korytarze szkolne patrzy swoimi czerwonymi, prawie różowymi, świecącymi oczami z czarnymi twardówkami. Plus trzeba nadmienić, że jego kiełki, zwykle wystają za dolną wargę, przez co zdarza mu się w nią zranić.
Czasem, gdy wyjątkowo wyjmuje swoje dłonie z kieszeni kurtki, to niektórymi dziewczyny są w stanie się go zapytać, co robi, że ma takie paznokcie, no bo... przyznajmy się, pewnie nie jedna chciałaby mieć takie same, prawda? I więc są one długie i naturalnie czarne. To nie żaden brud, żaden lakier, on tak ma od urodzenia. Serio.
Jego ubiór... Na starcie życzę powodzenia osobom, które chciałaby znaleźć (lub kupić mu) nieczarną koszulkę, bo on nosi tylko i wyłącznie takie. Dochodzą do tego dżinsowe czarne kurteczki, ciemne rurki no i glany, w których na co dzień chodzi, choć i tak rzadko zdarza mu się je w ogóle zawiązywać.
Pokój: 37
Współlokator: -
Zainteresowania: Jego zainteresowaniem numer jeden jest muzyka. To miłość Kaia od dziesiątego roku urodzenia, bo to wtedy dostał swoją gitarę akustyczną, którą nazwał Brzdęk. Od zawsze grał dla swojej własnej przyjemności, która potem stała się ucieczką od rzeczywistości i innych ludzi. Nawet śpiewać zaczął częściej. Wspominając o jego własnych utworów, nadmienić trzeba, że czasem mu się zdarzy coś wymyślić, jednak nikomu jeszcze tego nie pokazywał. I nawet nie chce, a jak już, to wybrance swojego serca... którą raczej prędko nie znajdzie. Choć kto wie?
Interesuje się również w jakimś stopniu sztuką uliczną. Wiecie... graffiti, malunki na ścianach farbami w sprayu. I tym również nie lubi się popisywać.
Moce:
 - Hipnoza - może korzystać z tej umiejętności prawie zawsze. By to zadziałało, potrzebne są mu dwie czynności. Bezpośredni kontakt z czyimś oczami oraz dane zaklęcie, czyli zwykłe zdanie, wypowiedzianego przez niego na głos.
 - Kontrola - dzięki zdrowo umysłowej osobie oraz swoim ruchom palca, potrafi kontrolować czyjeś ruchy do woli. Raczej ciężko jest poddanym mu osobom zyskać ponownie kontroli nad swoim ciałem, chyba, że ciemnowłosy go sam odda.
- Rozmowa - chłopak potrafi zrozumieć mowę zwierząt, żyjących głównie nocą. Dlatego, gdy chodzi sam po mieście, to gada sam do siebie, tak naprawdę mówiąc do swoich nietoperzy. Poniekąd lubi tą moc, jednak dziwne w tym jest to, że nikt w jego rodziny nigdy tego nie potrafił.
- Widzenie - dzięki swoim czerwonawym oczom bardzo dobrze i wyraźnie widzisz w kompletnej ciemności.
Rodzina:
Tata Mark Andre — stuprocentowy wampir. Pracuje w szpitalu jako lekarz-ordynator, obecnie walcząc o przejęcie stanowiska dyrektora tegoż ośrodka w Lalien. Niezbyt kulturalny człowiek, choć stara się jak może. Nigdy za to nie tolerował ludzi na Arelionie i nadal uważa ich za niepotrzebnych. Jednak to właśnie on rozpalił w swoim synu miłość do muzyki, kupując mu Brzdęk na dziesiąte urodziny.
Mama Isabell Andre z domu Sarami — zmiennokształtna w kota, gdzie jej artefaktem jest pomadka do ust. Jest kwiaciarką, która już na pierwszy rzut oka umie określić gatunek danej rośliny. To częściowo przez nią jasnooki ma wrażliwszy nos na różne zapachy, a także rękę do wszelkich kwiatów. Od czasu buntu syna nie potrafi się z nim za żadne skarby dogadać. Nie, żeby jemu to przeszkadzało...
Młodsza siostra Kia Andre — zmiennokształtna w kota, czym jej artefaktem jest jej bransoletka. Choć jest mała, to łatwo można by ją pomylić z Isabell. Za to w żadnym stopniu nie przypomina swojego o dziesięć lat starszego brata. Kia jest dla Kaia oczkiem w głowie, po prostu kocha ją nad życie i zrobiłby dla niej wszystko. Na ogół to wesoła dziewczynka, równie mocno kochająca swoje starsze rodzeństwo. Poza tym... ciemnowłosy odbiera tylko od niej telefony, tych od rodziców w ogóle nie chce widzieć i słyszeć.
Pupil: Mia i Lia
Inne:
- Ogólnie rzecz biorąc, to w ogóle nie miał być zaliczany do wampirów, po prostu lekarze uparli się, że nim jest na podstawie jego wyglądu i anatomii, już bliżej mu do antropomorfa.
- Często odpowiada na pytania drugim pytaniem, niekoniecznie tym kulturalnym,
- Nienawidzi, gdy ktoś dotyka jego uszu, wtedy od razu robi się czerwony, a serce zaczyna mu bić szybciej,
- Kocha truskawki, a nienawidzi za to kawy,
- Strasznie pociągają go starsze kobiety, które jego zdaniem są też bardziej dojrzałe,
- Oprócz Brzdęk ma jeszcze zwykłą gitarę (o imieniu Rocky), ale rzadko na niej gra.
Kontakt: Zlota123@onet.pl lub ZlotyPies (howrse)
Motto: Motto...? U Kaia...? Nie... Serio...? Nie...
Relacje: -
Ważne opowiadania: