Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olivia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olivia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 czerwca 2018

Od Olivii do Aserysa

Byłam zaskoczona umiejętnościami jeździeckimi chłopaka. Powoli traciłam nadzieję na jakiekolwiek poprawy w podejściu do Each Uisce. Z samego początku strachliwy Aserys, poczuł się pewniej w siodle. Ashley sam to wyczuł, co budziło w nim dodatkowy spokój. Wiedziałam, że na samiutkim początku nie był zbyt pewien, co do białowłosego. Bał się, że coś mu zrobi, a jak nie ogierowi, to jego pani. Jednak był całkowicie wyluzowany, gdy zauważył to uczucie u mnie. Mój uczeń miał dobrą postawę, potrafił się synchronizować z ruchami konia. Byłam pod wrażeniem. Jakby tak dalej szło, szybko by załapał jazdę konną. Po skończonej jeździe, kolega zsunął się z wielkiego konia. Gdy stanął obok mnie, spojrzałam na niego swoimi czujnymi onyksowymi oczami. Przez chwilę odnosiłam wrażenie, że odczuwał pewien dyskomfort. Nagle, ku mojemu zaskoczeniu, poczułam jego dłonie na mojej talii, a sekundę później objął mnie. Byłam dosyć oszołomiona tym gestem.
-Dziękuję Liv - powiedział, a ja sama objęłam chłopaka w pasie. Musiałam przyznać, że nie chciałam go przez chwilę puścić. Zbyt ładnie pachniał. Mogłam stać i zadowalać się jego zapachem. Aczkolwiek wiedziałam, jak to dziwnie brzmiało, ale nie potrafiłam się powstrzymać.
- Cieszę się, że ci się podobało - uśmiechnęłam się i poklepałam Aserysa po plecach, aby mnie już puścił. Tulenie się tak w środku padoku wzbudziłoby wiele podejrzeń ze strony przechodniów. Nie chciałam, aby później krążyły po akademii różne absurdalne plotki o moim rzekomym romansie z przystojnym siwowłosym. Naprawdę, nie potrzebowałam tego do szczęścia, a tym bardziej do bycia popularnym. Na całe szczęście chłopak zrozumiał przekaz i mnie puścił. Posłałam w jego stronę uśmiech pełen ciepła i życzliwości. Wróciliśmy do stajni, a po drodze rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Ogólnie, jakieś ploteczki o nauczycielach czy o uczniach.
- Idę wziąć prysznic - oznajmił Aserys, rozciągając się. W tym samym czasie zdążyłam rozsiodłać swojego konia. Spojrzałam na trochę zmęczonego chłopaka.
- Będziesz miał coś przeciwko, abym potem cię odwiedziła? - zapytałam się niepewnie, delikatnie się rumieniąc.
- Oczywiście, że nie. Może opatrzyć ci nogę? - odpowiedział żartobliwie siwowłosy. Zaśmiałam się, słysząc jego słowa. Poklepałam go po ramieniu i puściłam w jego stronę oczko.
- Możesz pomasować - powiedziałam, delikatnie się przysuwając do kolegi. Jednak szybko wróciłam do normalnego stanu. Nie chciałam, aby mnie źle zrozumiał. - To przyjdę do ciebie za 20 minut. Muszę się przebrać - dodałam, po czym wyszłam razem z nowym kolegą z budynku. Przy akademikach się rozeszliśmy. Gdy wróciłam do swojego pokoju, w drzwiach stanął mój wilk, który merdał ogonem, jakby mnie nie widział przez wieki. Przykucnęłam przy nim i pogłaskałam Fenrira. Pupil wtulił się we mnie, jak mały szczeniaczek.
- Przebiorę się i idę do Aserysa, zostań grzecznie w pokoju, kochany - oznajmiłam, puszczając mu prosto w jego mądre, wilcze oczy.
- Jak coś ci zrobi, to nie ręczę za siebie - burknął niezadowolony i delikatnie polizał mnie po twarzy.
- On nie jest taki, o to się kochany nie martw. Przecież umiem się obronić - zaśmiałam się, a chwilę później poklepałam delikatnie swojego przyjaciela. Martwił się, ponieważ widział płaczącą mnie niejeden raz przez jakiegoś chłopaka, który narobił mi sporą nadzieję, ale jednak okazywał się kimś mniej wartym mojej cennej uwagi. Fenrir już nie raz dostawał białej gorączki przez takich chłopaków, którzy byli zainteresowani tylko jednym, a z charakteru nawet nie byli ciekawymi osobami, tylko prostakami. Pewnie myślał tak samo o białowłosym, ale ja miałam inne zdanie. Nie wyglądał na takiego. Z naszych rozmów mogłam wywnioskować, że był inteligentny i nie chciał jedynie mnie zaciągnąć do łóżka, a potem zostawić. Zakluczyłam drzwi do pokoju i zdjęłam z siebie ubrania. Wrzuciłam je do kosza z brudnymi ciuchami, ponieważ śmierdział potem. Przebrałam się w świeżą niebieską koszulkę z delikatnym dekoltem i obcisłe jeansy. Uczesałam się i poprawiłam swój delikatny makijaż. Uśmiechając do samej siebie w lustrze, zauważyłam jak Fenrir patrzył na mnie zatroskany.
- Co jest? - odwróciłam się zdziwiona jego zachowaniem.
- Tylko się nie zakochaj… - spojrzał na mnie smutno. Martwił się o mnie. Objęłam go delikatnie i zostawiłam buziaka na jego czole.
- Nie martw się o mnie. Wszystko będzie dobrze - oznajmiłam, po czym puściłam wilka i wyszłam z pokoju. Tuż przed wejściem stanęła przede mną jakaś nieznajoma kobieta. Uniosłam jedną brew na jej widok. Nie była zbyt przyjaźnie do mnie nastawiona. Była niewysoką brunetką o zielonych oczach. Ignorując ją, zaczęłam iść w stronę męskiego akademika.
- Aserys będzie mój, zapomnij o podrywaniu go - warknęła w moją stronę. Odwróciłam się i spojrzałam na nią zażenowaniem.
- Śledzenie kogoś nie jest za bardzo zgodne z prawem, wiesz o tym? - powiedziałam irytująco, spokojnym głosem. Nieznajoma zmarszczyła brwi, słysząc moje słowa. Nic nie mówiąc, poszłam dalej do Aserysa. Jednak obecność dziewczyny wzbudziła we mnie wiele wątpliwości co do jego osoby. Weszłam do męskiego akademika. Na początku myślałam, że zatrzymają mnie i nie pozwolą mi wejść, jednak ku mojemu zaskoczeniu pozwolili bez żadnych problemów. A jednak ci „strażnicy” nie byli tak straszni jak wiele osób mi opowiadało. Nagle mi się przypomniało, że zapomniałam numeru pokoju siwowłosego. Byłam niedawno u niego, jednak umknął całkowicie mi jego numer. Jedyne co zapamiętałam, to fakt, że był na parterze. Na całe szczęście na drzwiach pokoi były wywieszone imiona lokatora. Co prawda spodziewałam się, że będę łazić po całym akademiku, szukając jego pokoju, ale los się do mnie uśmiechnął. Aserys mieszkał w pokoju o numerze 5, co bardzo skróciło moje poszukiwania. Wzięłam głęboki oddech i delikatnie zapukałam do drzwi.
- Już idę! - usłyszałam, jak chłopak krzyknął z pokoju, jednak głos nie dochodził z korytarza, ale coś blokowało jego głos, jakby była jakaś ściana. Minęło niecałe 5 minut zanim Rys otworzył mi drzwi. Myślałam, że będzie ubrany jak każdy normalny człowiek, ale przed moimi oczami pojawił się bardzo ciekawy obraz… Był owinięty w ręcznik, a jego włosy były nadal mokre. Spojrzałam na jego piękne ciało, a na moich policzkach pojawił się delikatny rumieniec. No, no, no… było na co popatrzeć.
- Chyba przyszłam w nieodpowiednim momencie… - zachichotałam się cicho pod nosem. Nie byłam zbyt pewna, czy powinnam wchodzić, czy poczekać, aż się ubierze. Jednak mógł tego nie robić. Bardzo przyjemnie się patrzyło na jego umięśnioną klatkę piersiową i brzuch. 

<następne opowiadanie>
<Aserys? X3>
Ilość słów: 1013

środa, 13 czerwca 2018

Od Olivii do Nitzan’a

Uśmiechnęłam się na widok Nitzan’a. Za każdym razem jak go widziałam, to od razu polepszał mi się humor. Po krótkiej wymianie zdań zauważyłam nietypowe zachowanie chłopaka. Był trochę spięty, niepewny i odnosiłam wrażenie, że jego źrenice się trochę poszerzyły, gdy tylko mnie zobaczył. Przypomniało mi się, że to były jedne z objawów zauroczenia drugą osobą. Dziwne, ponieważ na ostatnim spotkaniu tego nie zauważyłam. Wyglądał całkiem normalnie bez żadnych dziwnych znaków zauroczenia. Jednak mogło mi się tak tylko wydawać, więc pokręciłam głową i spojrzałam na chłopaka.
-Jestem wolna, z chęcią przejdę się po coś do jedzenie, bo sama umieram z głodu - odpowiedziałam, przytakiwając na propozycję chłopaka. Niestety tego dnia nie miałam okazji zjeść jeszcze obiadu, więc mój żołądek sam się domagał jedzenia.
- A na co masz ochotę? - zapytał się, posyłając w moją stronę piękny uśmiech. Aż przez chwilę moje serce mocniej zabiło. To był uroczy i roztapiający moje serce gest.
- Kuchnia japońska - odpowiedziałam bez zastanowienia się. Moje ulubione potrawy właśnie pochodziły z dalekiego wschodu. Poszliśmy w stronę jakieś mniejszej knajpki, która pomimo swoich rozmiarów, przyciągała wiele głodnych i spragnionych japońskimi smakami osób. Jakość potraw były bardzo wysokie i cenione przez wielu dobrych kucharzy. Udało nam się zająć ostatnie miejsce w knajpce. Idealnie było dla dwóch osób. Usiedliśmy naprzeciwko siebie. Zauważyłam, jak chłopak wpatrywał się w moje oczy.
- Coś nie tak? Jestem gdzieś brudna? - zapytałam się, odwracając wzrok. Poczułam, jak na moich policzkach zawitał delikatny rumieniec. W końcu niecodziennie przystojny mężczyzna wpatrywał się we mnie taką namiętnością i pasją. Aż poczułam się trochę niezręcznie. Odnosiłam wrażenie, że ktoś rzucił na niego dziwne zaklęcie, powodujące zauroczenie w jakieś osobie. Miałam do czynienia z niejednym przedstawicielem płci męskiej i do tej pory nie spotkałam się z tak nietypowym zachowaniem.
- Nie, nic… - odwrócił się, również z delikatnie zarumienionymi policzkami. Wyglądał tak niewinnie i uroczo. Ten dodatek na jego twarzy odmładzał go kilka lat. Cichutko zachichotałam pod nosem. Podszedł do nas kelner, podając menu. Zajrzałam do niego i od razu wybrałam ramen. Nie potrzebowałam jakiegoś długiego czasu na zastanowienie się, czy na pewno miałam na to ochotę.
- Poproszę ramen z dodatkiem kimchi - oznajmiłam, posyłając delikatny uśmiech w stronę obsługi.
- A dla pana? - spojrzał na Nitzana, który jeszcze przeglądał menu.
- Jakby coś, ja stawiam - ta wypowiedź była skierowana do mnie. Na początku nie ogarnęłam słów mojego kolegi… Jednak prze analizując je po raz kolejny, zrozumiałam jego przekaz.
- Nie musisz, zapłacę za siebie - odpowiedziałam, puszczając mu oczko. Nie lubiłam, jak ktoś płacił za mnie. Wolałam zapłacić za swój własny posiłek.
- Tym razem ja postawię - powiedział uparty ciemnoskóry. Wiedząc, że nie wygram z nim, zgodziłam się.
- Ale pod warunkiem, że następnym razem ja ci coś postawię - delikatnie wystawiłam język, kończąc to zdanie. Kelner najwyraźniej załapał podtekst, ukryty w moich słowach. Oczywiście, miałam na myśli postawić coś do jedzenie lub picia, ale też postawić jego męskość. Oczywiście, nie byłam poważna w tamtym momencie. Jednak skoro moje myśli zeszły na takie tematy w mojej głowie pojawiło się wiele nieprzyzwoitych myśli. Pokręciłam głową, aby wyrzucić wszelkie rezultaty mojej nazbyt bujnej wyobraźni.
- Ja poproszę ramen z podwójną porcją mięsa - odparł ze spokojem Nitzan. Obsługa lokalu od razu zapisał nasze zamówienia. Zakłopotany biedak odwrócił się i szybkim krokiem wrócił do swoich kolegów z pracy. Nadal zarumieniony nie wiedział za bardzo, co zrobić w takich nietypowych sytuacjach.
- No już, ja tylko żartowałam - wyciągnęłam w jego stronę rękę, aby go delikatnie poklepać po ramieniu. Oboje się cicho zaśmialiśmy. Nagle poczułam na sobie czyiś wzrok. Rozejrzałam się dookoła, aby sprawdzić kto miał czelność mnie szpiegować. Jednak nie widziałam delikwenta. Rozmawialiśmy przez dobre kilka minut o szkole, czyli jakieś ploteczki o osoby z naszych klas, albo o nauczycielach. Wiele ciekawych rzeczy można było się dowiedzieć. Na przykład kto z kim miał na pieńku, czy miał wyjątkowo ciekawe i bliskie relacje. Zawsze mnie interesowało, skąd uczniowie mieli tego typu informacje. Przecież życie prywatne nauczycieli było właściwie oddzielane od życia szkolnego. Podczas rozmowy zorientowałam się, że Nitzan miał oczy naprawdę pięknego koloru… Taki nietypowy. Wiedziałam już wcześniej, że chłopak miał złote oczy, jednak jak się bliżej przyjrzałam, to ujrzałam w nich coś więcej niż tylko piękny kolor.
- I jak ci się podoba randka, Nitzan? - obok nas pojawił się nieznajomy różowo włosy chłopak. Otworzyłam szeroko oczy na jego widok. Byłam zaskoczona jego obecnością.
- Kto to? - zapytałam się, lustrując wzrokiem swojego kolegę i obcą osobę.
- Ach zapomniałem. Jestem Kupidyn, miło cię poznać, Olivio - odpowiedział na moje pytanie chłopak, wyciągając w moją stronę dłoń. Uniosłam delikatnie jedną brew, ale i tak uścisnęłam jego dłoń. Zaskoczył mnie również faktem, że znał moje imię. Nie byłam jakoś popularna w szkole, więc jakim cudem? A może Nitzan mu o mnie sporo opowiadał. W dodatku… Randka? O co chodzi? Czy ja o czymś nie wiem? Czy mnie coś ominęło w ciągu kilku godzin mojego życia?
- Wybacz Nitzan, ale muszę ci przerwać randkę, możesz na chwilkę? - poprosił uprzejmie Kupidyn. Nie znałam gościa, ale może właśnie on miał coś wspólnego z tą nagłą zmianą u Nitzana. Byłam w stu procentach pewna, że było coś z nim nie tak. Ktoś rzucił na niego jakieś zaklęcie, które miało spowodować, że nagle się we mnie zakochał czy zauroczył…
<następne opowiadanie>
<Nitzan? :3>
Ilość słów: 879

piątek, 18 maja 2018

Od Olivii do Aserysa

Przyszłam do chłopaka na umówioną godzinę. Gdy zapukałam do jego pokoju, był już przebrany w ubrania dopasowane do jazdy konnej. Na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Musiałam przyznać, że bardzo dobrze wyglądał w tego typu ciuchach. Było na czym zawiesić oko. Zapytałam się, czy był gotowy na bezpośrednią konfrontację z Ashleyem. Tak jak myślała, szukał różnych wymówek, aby grać na zwłokę i nie pójść na jazdę. Niejedna osoba już tak robiła, byleby uniknąć lekcji jazdy. Za każdym razem chichotałam się pod nosem. Ash był najłagodniejszym przedstawicielem swojego gatunku. Nie zraniłby nikogo bez mojej zgody.
-Wyglądasz wyśmienicie Aserys - odpowiedziałam, posyłając mu przyjazny uśmiech - A twoje buty lśnią, jak kula dyskotekowa - dodałam, śmiejąc się głośno. Zauważyłam, jak mój nowy kolega odwrócił swój wzrok, delikatnie się rumieniąc. Chyba nie był przyzwyczajony do tego typu rozmów. Starałam się być dla niego bardzo miła, ale czasami nie mogłam się powstrzymać od takich komentarzy.
- Żartuję, chodź. Idziemy - puściłam w jego stronę oczko i poklepałam go po ramieniu, dając mu znać, że nie ma się czego bać. Znałam już te sztuczki wykręcania się. Za każdym razem śmieszyły mnie takie sytuacje. Tacy ludzie naprawdę nie widzą, co tracą. Chłopak co chwilę miał jakieś wątpliwości i nie był pewny tego, co robił. Przez całą drogę do stajni pytał się, jak wygląda, czy strój na pewno jest odpowiedni do jazdy albo nie może dzisiaj za długo pojeździć, bo miał sporo zadane do szkoły. Za każdym razem jedynie kiwałam głową, cicho chichocząc pod nosem. To naprawdę było zabawne. Po kilku minutach dotarliśmy do stajni. Karosz od razu wysunął swój wielki łeb z boksu, aby sekundę później zarżnąć swoim donośnym głosem. Zauważyłam, jak koń stojący tuż przy wejściu zastrzygł niepokojąco uszami. Bał się i dało się wyczuć od niego niepewność. Konie to mądre zwierzęta, przez co potrafiły wyczuć niebezpieczeństwo od kilku kilometrów. Miały bardzo silny instynkt przetrwania, za co bardzo je ceniłam.
- Jesteś pewna, że nic mi nie zrobi? - zapytał się białowłosy, przełykając głośno ślinę. Próbował zachować powagę i odwagę, ale potrafiłam od niego wyczuć tę niepewność. Bał się. Widziałam to w jego oczach, gestach i słyszałam w jego głosie. Niekontrolowanie zaczęłam analizować każde zachowanie siwego. Stanęłam przed boksem swojego wierzchowca, który cieszył się z mojej obecności.
- Cześć kochany - przywitałam się, całując go w delikatne, jedwabne chrapy. Spojrzałam na zalanego potem Aserysa. - Nie przestrasz go, bo on zaraz jeszcze się posika - szepnęłam do ucha Asha. Koń delikatnie poruszył głową, zupełnie tak jakby się śmiał z chłopaka.
- Czy… wszystko w porządku? - zapytał się drżącym głosem, wskazując palcem na mnie, a potem na ogiera.
- Oczywiście! - odpowiedziałam głosem przepełnionym entuzjazmem. - Idę po siodło, nie próbuj mi uciekać, bo i tak cię znajdę - zażartowałam i szybkim krokiem poszłam do siodlarni. Chwyciłam siodło i uzdę. Wzięłam jeszcze zestaw do czyszczenia. W końcu czynność czyszczenia konia był jednym z najlepszych sposobów poznania zwierzęcia. Podałam mu szczotkę i zgrzebło. Sama wzięłam te same przedmioty i weszłam do boksu. Jednak chłopak nadal stał jak głupi przed boksem. Westchnęłam cicho.
- Nie masz się czego bać. Dam sobie rękę uciąć, że ten koń cię nigdy nie ugryzie - oznajmiłam już lekko zirytowana jego zachowaniem. Był w końcu facetem czy pizdą? Aserys niepewnym krokiem podszedł do Ashleya, który jakby nigdy nic po prostu sobie stał. Nie zareagował na obecność kogoś niemalże obcego. Gdy tylko poczuł, jak zgrzebło dotknęło jego ciała, zastrzygł uszami, co przestraszyło zielonookiego. Pokręciłam głową, ale nic nie powiedziałam. Wyszczotkowałam konia ze swojej strony, jednak widząc, jak mozolnie szło siwemu, przeszłam na jego stronę. Rzuciłam zgrzebło i szczotkę na stos siana. Podeszłam do chłopaka, po czym położyłam dłoń na jego drżącej ręce.
- Z życiem chłopie! - powiedziałam, uśmiechając się. Chwyciłam mocno jego dłoń i pociągnęłam za swoją. Od razu chmura kurzu się pojawiła przed nami. - I tak zrób kilka razy - dodałam i poklepałam konia po zadzie. - Jaki ty brudny misiu - zażartowałam, a ogier uniósł łeb i spojrzał na mnie. Wyglądał na tak urażonego moim komentarzem, jak kobieta, której ktoś zwrócił uwagę, że krzywo pomalowane brwi. W końcu po dziesięciu minutach skończyliśmy czyszczenie mojego brudaska. Osiodłałam go, żeby Aserys już nie musiał się z tym męczyć. Podałam mu kask, nie chciałam mieć kogoś na sumieniu. Palcat nie był potrzebny, w końcu nie był zaawansowanym jeźdźcem, plus miałam w planach go po prostu oprowadzić kilka razy po padoku. Wyprowadziłam karosza ze stajni. Musiało to komicznie wyglądać, jak dosyć wysoki i dobrze zbudowany chłopak bał się tego wielkoluda, a taka mikruska, jak ja bez żadnych problemów prowadziła tego „diabła”. Wprowadziłam Each Uisce na padok, co wzbudzało niepokój w obecnych wierzchowcach.
- Wsiadaj - rozkazałam chłopakowi. Podeszłam z koniem do stołka, aby mógł ze spokojem dosiąść Ashleya.
- Nie jestem pewien czy to dobry pomysł… - zaprotestował przerażony Aserys.
- Ja pierdole… - przewróciłam oczami i spojrzałam na niego zniecierpliwiona - Jesteś facetem czy pizdą? - nie mogłam się powstrzymać od tego chamskiego komentarza. Po prostu zbyt bardzo mnie kusiło, aby tego nie powiedzieć. Chłopak nadal się bał, ale przez moją uwagę nabrał nieco więcej pewności siebie.
- Przecież widzisz, że idę - burknął i już pewniejszym krokiem podszedł do konia. Wszedł na stołek, a dłońmi chwycił się siodła. Za pierwszym razem pomogłam mu dosiąść konia. Ash lekko uniósł łeb, jak poczuł nieco większy ciężar na sobie, niż zwykle. Musiało go to nieźle zaskoczyć. Cichutko zarżał i spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Spokojnie, to tylko Aserys - poklepałam go po jego mocno umięśnionej szyi. Ogier natychmiast się uspokoił i stał dalej ze spokojem w miejscu. Posłałam stronę mężczyzny przyjazny uśmiech, żeby wiedział, że nic mu przy mnie nie grozi. Miałam nadzieję, że jemu się spodoba ta jazda, szczególnie że Ash był dzisiaj wyjątkowo spokojny i miał bardzo delikatny chód. Mogłabym nawet powiedzieć, że był jakiś niewyspany może? A może trochę przygnębiony? Jednym słowem był spokojny i łagodny jak baranek, więc naprawdę chłopak nie miał się czego obawiać… Jego panika niczego dobrego nie wnosiła, a mój koń miał totalnie głęboko w poważaniu zachowanie siwego. Najchętniej to by wrócił do boksu i dalej spał. Idealnie. Widzę, że Aserys zaraził mojego rumaka swoim optymizmem i entuzjazmem, do tego stopnia, że wyglądali oboje, jakby mieli zaraz mi zasnąć na stojąco. Chwyciłam za wodze i delikatnie pociągnęłam w swoją stronę, aby zwierzę ruszyło się z miejsca. Koń ze spokojem szedł za mną, nie przejmując się dodatkowym ciężarem na swoim grzbiecie.
<Aserys?>
Ilość słów: 1064

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Od Olivii do Nitzana

Obudził mnie ciepły oddech na twarzy. Otworzyłam leniwie oczy i przed sobą zobaczyłam wielki pysk swojego pupilka, który patrzył na mnie tak, jakby coś ode mnie chciał. Zmarszczyłam czoło i patrzyłam na niego jak na ducha. Dopiero co mnie obudził i przez pierwsze kilka minut nigdy nie umiałam z kimś się skontaktować. Musiałam wszystko przemyśleć i zorientować się, co się działo wokół mnie.
- Wstawaj. - Usłyszałam głos Fenrira, który delikatnie liznął mnie po twarzy.
- Cześć… - wydusiłam z siebie i rozejrzałam się dookoła. Chwyciłam swój telefon i spojrzałam na godzinę. Było już po szóstej rano. Nagle zorientowałam się, co się działo wokół mnie. - Co jest kurwa? - uniosłam jedną brew, po czym podniosłam się do pozycji siedzącej. Czarny wilk nadal mi się przypatrywał i koniecznie chciał mojej uwagi.
- Jeść… - burknął, po czym cicho zaskomlał.
Westchnęłam cicho i dałam mu znać ruchem ręki, aby zszedł ze mnie, co grzecznie wykonał. Natychmiastowo wstałam, aby nasypać mojemu pupilkowi trochę karmy. Poszłam do toalety, żeby się ogarnąć, a potem ubrałam się do szkoły. Spakowałam swoje książki i spory kawałek surowego mięsa zapakowanego w folię do czarnego plecaka. Następnie zjadłam pośpiesznie jakieś skromne śniadanie. Opuściłam swój pokój wraz z najedzonym Fenrirem i skierowałam swoje kroki w stronę stajni, gdzie stał Ashley. Na mój widok koń głośno zarżał i zastrzygł uszami. Wyjęłam ze swojego plecaka jego śniadanie. Mimo wszystko, z wyglądu był podobny do konia, ale jego dieta składała się głównie z mięsa i krwi, a nie z zielonej trawki i siana. Przerażało to wiele osób, ponieważ Each Uisce są głównie znane za ich agresywność i brutalność, a wiele osób jeszcze widziało, jak na ich oczach takie bestie zagryzały żywe istoty. Bali się albo ich nienawidzili. Niektórzy urządzali polowania na nie, co według mojej rodziny było przegięciem i skrajnością ludzkiego strachu. Na brzeg głównie wychodziły późną wiosną i latem. Co więcej, bardzo rzadko ich drogi prowadziły do miast, zostawały głównie na plaży, aby jak najszybciej w razie niebezpieczeństwa wrócić do bezpiecznego otoczenia. Te wodne istoty były bardzo inteligentne i szybko się uczyły. Najlepszym przykładem był sam Ashley, którego nauczyłam wiele sztuczek czy komend w krótkim czasie. Nauczył się też żyć w zgodzie z innymi stworzeniami, aby ich nie zabijać. Dlatego przynosiłam mu już gotowe i obrobione kawałki mięsa, żeby oduczył się polować. Chociaż bałam się swojej decyzji, ale tak rodzice mi kazali. Uważali, że mój wierzchowiec nigdy nie przeżyje na dzikości z powodu swoich mniejszych rozmiarów. Karosz z wielką radością zjadł swoją porcję i jeszcze chciał się do mnie przytulić. Jednak odepchnęłam jego cały zabrudzony krwią pysk, aby nie upaprał mojej koszulki. Cóż, krew na mojej koszulce, wzbudziłaby wiele podejrzeń. Poprosiłam Fenrira, aby został z koniem, żeby tak samotnie nie stał w stajni. Wilk od razu się zgodził i położył się wygodnie w boksie na stercie siana. Chwyciłam swój plecak, po czym poszłam w stronę szkoły. Byłam znowu o wiele wcześniej niż reszta klasy. Moją pierwszą lekcją była matematyka, co mi wcale nie przeszkadzało. Lubiłam dosyć ten przedmiot. Reszta dnia zleciała bardzo szybko. Podczas przerw rozmawiałam sobie z Kitty, która cały czas wypytywała się o Nitzana. Zauważyła nas wczoraj, jak szliśmy do kawiarni.
- Wyglądacie razem uroczo! - pisnęła z podekscytowania.
- Ale nie jesteśmy razem… - westchnęłam cicho, kręcąc głową. Cóż, naprawdę nie byliśmy razem, a między nami nic nie było. Ledwo go znałam. Chociaż z wyglądu był naprawdę atrakcyjny. Wiadomo, aparycja jest ważna, ale charakter jest również istotny.
- A podoba ci się? - zapytała się dziewczyna, delikatnie szturchając mnie łokciem.
- Nie - odpowiedziałam obojętnie i stanowczo. Nie będę przecież kłamać. Nagle moja koleżanka mnie delikatnie popchnęła, przez co straciłam równowagę. Nie byłam kompletnie na to przygotowana i nie spodziewałam się takiego zachowania z jej strony.
- Kitty?! - spojrzałam na nią spanikowana. Wtem poczułam, jak jakieś silne ramiona mnie złapały i delikatnie mnie do siebie przyciągnęły. Delikatnie przekręciłam głowę i zobaczyłam ramiona o ciemnej karnacji. Od razu odwróciłam głowę, aby spojrzeć mężczyźnie w oczy. Był to Nitzan. Przez jeszcze kilka sekund mnie trzymał. Jednak puścił mnie dosyć szybko.
- Hejka - uśmiechnęłam się-i dzięki za pomoc - dodałam, puszczając mu oczko.
- Cześć. - Na jego przystojnej twarzy pojawił się przyjazny i ciepły uśmiech. Aż zrobiło mi się ciepło w serduszku. Nagle poczułam na sobie czyiś wzrok… Oczywiście, były to te dwie piękne panienki. Westchnęłam cicho i pokręciłam głową.
- Nitzan… One chyba nie dadzą ci spokoju. - W moim głosie było słychać nutkę współczucia. Naprawdę nie zazdrościłam mu tego. Takie dziewczyny były jak wrzód na dupie. Po prostu nie miałam cierpliwości do takich osób. Przecież widać to, jak bardzo chłopak nie chciał ich towarzystwa, ale one nie potrafiły tego uszanować.
< Nitzan? :3 >
Liczba słów: 774

piątek, 13 kwietnia 2018

Od Olivii do Aserysa

Reakcja chłopaka na widok Ashleya była przekomiczna. Jednak z drugiej strony wcale mu się nie dziwiłam. Taki koń, o ile można nazwać mojego wierzchowca koniem, to niecodzienny widok. Zazwyczaj żyją na dziczy w morzach lub oceanach. Wychodzą na ląd jedynie, gdy zgłodnieją lub najdzie ich ochota na soczyste, krwiste mięso, które się bardzo różni od ryb. Ich główną dietą były różne białka zawarte w mięsie oraz krew. Jednak zdarzały się takie przypadki, gdzie Each Uisce potrafiły skubnąć trochę trawki i nie zabijały pierwszych lepszych osób. Ashleya znaleźli moi rodzice podczas przejażdżki na plaży. Był bardzo młodym ogierem i jego szanse na przeżycie były niskie. Był ranny i osłabiony. Musieli się napracować, żeby go ze sobą zabrać do stajni, w końcu to mięsożerca, który był nieprzewidywalny. Jednak on chyba poszukiwał pomocy, a nie wrogów. Był potulny, co było dla nas niemałym zaskoczeniem. Takie istoty były często używane do wyścigów z powodu prędkości, którą potrafiły osiągnąć na długich dystansach.
Spojrzałam jeszcze raz na konia, a potem na Aserysa, który wyglądał na takiego, jakby miał zaraz zejść na zawał. Uśmiechnęłam się delikatnie i podeszłam do niego.
- Nie bój się - szepnęłam i odwróciłam się na chwilkę w stronę karosza, który zastrzygł uszami. Patrzył na przybysza z zainteresowaniem.
- No właśnie nie jestem taki pewien… - W jego głosie słyszałam strach, niepewność i brak zaufania. Nic nie mówiąc, chwyciłam jego dłoń i pociągnęłam go do siebie.
- Ashley jest wyjątkowy - spojrzałam mu prosto w jego piękne zielone oczy.
Nadal, trzymając jego drżącą dłoń, przyłożyłam ją do jedwabnych i delikatnych chrap ogiera. Zwierzę wzięło głęboki wdech i spojrzało swoimi pięknymi, mądrymi oraz czujnymi oczami na chłopaka. Białowłosy niemal zemdlał na miejscu. Był tak przerażony rasą, wielkością i aurą otaczającą tego konia. Jednak próbowałam go przekonać do tego, że Ash nic mu nie zrobi, ponieważ był najpotulniejszym Each Uisce, jakiego można było spotkać. W moim domu znajdowało się jeszcze kilka przedstawicieli tej rasy, jednak były już nieco agresywniejsze. Chociaż wszystkie były uratowane od śmierci i przyjazne w stosunku do naszej rodziny, to potrafiły zaatakować inne zwierzę lub osobę. Nadal, trzymając dłoń mojego nowego znajomego, spojrzałam na niego, unosząc jedną brew.
- I jak? - zapytałam się, posyłając ciepły uśmiech w jego stronę.
- N-nie jest tak źle… - Co prawda głos chłopaka był nadal drżący, ale już pojawiła się w niej nutka pewności, która była dobrą oznaką. Przy koniach nie można było okazywać zawahania się i strachu, ponieważ to mogło źle wpłynąć na podejście wierzchowca.
- Stój z nim tak przez chwilkę, pójdę po sprzęt - oznajmiłam i puściłam jego dłoń. Aserys od razu chciał odsunąć się od masywnej bestii, ale skarciłam go wzrokiem.
- Tylko go nie przeraź misiu - zaśmiałam się głośno i poklepałam rumaka po jego umięśnionej szyi. Poszłam po jego kantar, żeby zaprowadzić na wybieg. Po takiej męczącej podróży nie chciałam, aby ktokolwiek go dosiadał. Powinien się rozluźnić i może uda mu się poznać jakieś inne konie. Gdy wróciłam, to zobaczyłam, jak białowłosy stał przed koniem i wpatrywał mu się w oczy. Był już w miarę spokojny.
- Widzisz? Nie musisz się go bać. On jest potulny - powiedziałam, puszczając mu oczko. Założyłam kantar na łeb ogiera i wyprowadziłam go z boksu.
- Myślałem, że idziesz po siodło i uzdę. - Rys był zaskoczony przebiegiem akcji. Myślał, że od razu wezmę go na jazdę. Oczywiście, jakby Ashley był zwykłym koniem, to nie byłby to problem, jednak wolałam się mimo wszystko upewnić, czy ogier by zaakceptował nieznajomego. Chciałam zapobiec wszelkim możliwym wypadkom.
- Wolałam, żebyście się najpierw zapoznali. Pamiętaj, on nie jest zwykłym koniem. Może w każdej chwili stwierdzić, że nie życzy sobie twojej obecności. - Mój głos był poważny i chłodny. Z takimi sprawami nie było żartów. Już wystarczającą dużą odpowiedzialność brałam na siebie. Jakby Ashley komuś coś zrobił, to raczej mogłabym się już pożegnać z akademią. Dyrekcja się ledwo zgodziła na to, żebym wprowadziła tego konia do szkoły i w między inne konie. Bali się, że zaatakuje innych, jednak ja lepiej znałam swojego wierzchowca. Zaprowadziłam go na wybieg, gdzie były już inne konie. Otworzyłam bramę i odprowadziłam karosza kilka kroków od ogrodzenia. Nagle niedaleko z nas pojawił się inny koń.
- Ashley, zobacz, już ktoś chce cię poznać - zachichotałam się i poklepałam ogiera po grzbiecie. Jednak Each Uisce odwrócił się i spojrzał w stronę wyjścia. Nie chciał z nimi spędzać czasu. Wolał, gdzieś stanąć na uboczu, a nie w gronie innych istot.
- Nie lubi innych koni? - zapytał się zaskoczony Aserys.
- Mówiłam, że jest specyficzny - westchnęłam cicho i skierowałam swoje kroki w stronę wyjścia. Zamknęłam za sobą bramę i spojrzałam, jak kasztanowa klacz próbowała nawiązać kontakt z moim antyspołecznym zwierzakiem. Stanęłam obok mężczyzny i posłałam mu delikatny uśmiech.
- Jutro chcesz zacząć jazdy? - zaproponowałam. W końcu nie miałam zbyt wiele rzeczy do zrobienia następnego dnia, a bardzo chętnie bym się jeszcze podroczyła z przerażonym białowłosym.
< Aserys? >
Liczba słów: 811

wtorek, 3 kwietnia 2018

Od Olivii do Nitzana

Podczas zajęć zastanawiałam się, czy jedna z dziewczyn nie podejdzie do mnie na przerwie i nie zacznie mi prawić morałów. Razem z Kitty się zakładałyśmy, czy obie podejdą, czy tylko jedna będzie miała pretensje. A może obie zaczną się ze sobą kłócić przy mnie? Naprawdę, byłam ciekawa, co będzie mnie czekało na przerwach. Obie dziewczyny nie wyglądały na jakieś bardzo miłe i trudne do rozgryzienia. Widać było na pierwszy rzut oka, że blondynka leciała na ciało mężczyzn, a nie zwracała uwagi na ich charakter. Chciała jedynie mężczyznę dla szpanu, czyli najlepiej, aby się trochę odróżniał od reszty. Taki właśnie był Nitzan. Różnił się kolorem skóry, a jego oczy były tak piękne, że niejedna kobieta by się w nich zakochała. Złote oczy to rzadkość. W dodatku Nitzan był bardzo miłym mężczyzną, co miał też duży wpływ na jego popularność wśród płci przeciwnej. Dostaliśmy proste ćwiczenia, które nie wymagały czegoś bardzo skomplikowanego. Przynajmniej dla mnie, w końcu rodzina o chorych zawodach robiła swoje. Nikt u nas nie miał czystej karty, wszyscy poza mną już coś naskrobali. Sam nauczyciel był lekko zaskoczony faktem, że wykonywałam ćwiczenia z wielką łatwością. Oczywiście, wykonywałam je nieco inną techniką, co niekoniecznie było poprawne w oczach mojego wychowawcy. Kilka razy tłumaczyłam swojej koleżance, jak wykonać dany ruch albo jak obronić się przed danym atakiem. Wiadomo, moja wiedza na ten temat nie była jakoś bardzo szeroka. Nie posiadałam dużej wiedzy teoretycznej, a jedynie zachowała się pamięć mięśniowa. Musiałam się kilka razy porządnie zastanowić, jak wytłumaczyć dziewczynie, która nigdy nie miała styczności z walką. Dla mnie najłatwiejsza nauka stanowiła praktyka i odrobinę teorii. Co jakiś czas zwracałam uwagę w stronę ćwiczącego mężczyzny. Naprawdę mnie zaskoczył swoimi umiejętnościami. Pomyślałam, czy dałabym przeciwko niemu radę. Był bardzo silny. Po jego pewnych ruchach mogłam wywnioskować, że był świadom tego, co robił. Spojrzałam potem na te dwie dziewczyny, które miały ochotę mnie pobić i najlepiej spalić żywcem. Ledwo sobie radziły, a mówiąc ledwo, byłam bardzo miła. One tak naprawdę tylko ze sobą plotkowały i nie wykonywały ćwiczeń. Robiły to w momencie, gdy nauczyciel na nie patrzył. Po zajęciach wróciłam do szatni. Po drodze blondynka i brunetka zaczepiły mnie pod pretekstem ważnej rozmowy. Powiedziałam im, żeby się najpierw przebrały, bo mogą nie zdążyć na kolejną lekcję. Poczerwieniały ze złości, jednak posłusznie poszły do szatni się przebrać. Zmiana ubrań zajęła mi zaledwie trzy minuty, kiedy tamte dwie panienki ubierały się z pięć jak nie więcej. Czekałam na nie tuż przed wejściem do szatni. Jednak stanęłam tak, aby zasłoniła nas ściana. Nie chciałam niepotrzebnych gapiów.
- Niesamowite, myślałam, że zajmie wam to dłużej - oznajmiłam sarkastycznym tonem, gdy ujrzałam je stojące przede mną.
Oczywiście zaczęły się od razu przekrzykiwać, do której z nich należy biedny Nitzan. Co lepsze, stwierdziły, że ja chciałam z nim kręcić. Naprawdę, niektóre dziewczyny nie miały nic lepszego do roboty niż robienie na siłę dram. Kazały mi do niego nie podchodzić i tym podobne. Według mnie było to żałosne. Przynajmniej dla mnie, nie wiem jak dla większości dziewczyn. One i tak były nieco zaskoczone, ale jeszcze bardziej zirytowane moim spokojnym podejściem. Jeszcze bardziej się zdziwiły, gdy zza ściany wyłonił się Nitzan. Niemal nie mogłam się powstrzymać ze śmiechu. Reakcja tych dwóch duszyczek była bezcenna. Natychmiast stały się milusie i nie potrafiły przestać robić słodkich, szczenięcych oczu na widok chłopaka. Na całe szczęście szybko sobie poszły. W ciszy i spokoju mogłam pójść na lekcje. Z nowym kolegą umówiliśmy się na po lekcjach. Bardzo przyjemnie mi się z nim rozmawiało. Był bardzo miły, a jego uśmiech polepszał mi humor. Dlatego zgodziłam się bez wahania, jak się zapytał, czy chciałabym z nim gdzieś wyjść na miasto.
~Po lekcjach~
Nienawidziłam się spóźniać, dlatego wybiegłam z klasy od razu, gdy nauczyciel ogłosił koniec lekcji. Pobiegłam od razu w stronę miejsca spotkania z Nitzanem. Chłopak już na mnie czekał. Cóż, już bałam się, że był na mnie obrażony, ale na całe szczęście nie był. Poszliśmy do pobliskiej kawiarni. Jednak przez całą drogę czułam się obserwowana. Jakby ktoś za nami szedł. Podczas tej całej drogi opowiedziałam niejeden suchar, który rozśmieszył chłopaka. Kiedy doszliśmy już do tej kawiarni i znaleźliśmy jakieś miejsce siedzące, ciemnoskóry oznajmił, że on stawia. Pozwoliłam mu, jednak pewnie i tak bym oddała mu pieniądze, albo zrobiłabym to przy następnej okazji.
- Nie było źle - odpowiedziałam na jego pytanie, dotyczące mojego pierwszego dnia w szkole. - A i na pewno wyjdziemy jeszcze drugi raz na miasto - dodałam, wyprzedzając kolejne słowa złotookiego.
- Dlaczego? - uniósł jedną brew.
- Chcę ci coś później postawić - powiedziałam, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmieszek. Puściłam w jego stronę oczko. Byłam ciekawa jego reakcji.
- Eeeeee… - Tak brzmiała jego odpowiedź. Totalnie go zatkało, czyli załapał podtekst. Oczywiście nie chodziło mi o to, tylko zapłacę za niego. Jednak wolałam dodać trochę śmiechu do naszej rozmowy, a wiedziałam, że takie wstawki albo rozśmieszą taką osobę, albo przerażą. Przy okazji mogłam zobaczyć, jaki był jego stosunek do takich rzeczy.
- Nie w tym sensie zbereźniku. - Zachichotałam i nagle zauważyłam, jak do kawiarni weszło kilka dziewczyn, w tym te dwie, co dzisiaj się mnie uczepiły. - Mamy towarzystwo… - westchnęłam cicho i delikatnym ruchem głowy wskazałam na tamtą grupkę.
- Może nas nie zauważą… - westchnął cicho Nitzan. Jego reakcja dała mi coś znać. On chyba nie był zadowolony z tego faktu, że się do niego przyczepiły jak magnez.
- Nie lubisz ich? - zapytałam się. Nagle podszedł do nas kelner.
- Co państwo chcą zamówić? - Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Kawa mrożona - odpowiedziałam i spojrzałam na chłopaka. W takiej sytuacji też mogłam się dowiedzieć, co on lubi pić. Coś na gorąco? A może preferuje zimne napoje? A może lubi jak kawa jest słodka? Nie powiem, zainteresował mnie.

< Nitzan? >
Liczba słów: 953

czwartek, 29 marca 2018

Od Olivii do Nitzana

Nitzan był bardzo miły dla mnie, co trochę mnie zaskoczyło. Bardzo rzadko spotykałam tak miłych ludzi. Od razu pomógł i to bezinteresownie, a potem jeszcze mnie zaprowadził do następnej sali. Zdziwił mnie fakt, że przyszedł po mnie po mojej pierwszej lekcji. Cóż, już wcześniej spotkałam takiego delikwenta, co obiecywał, że mnie oprowadzi po szkole, ale jednak nie przyszedł. Jego powodem było: „Moja mama się rozchorowała”. Oczywiście, że jego mama się rozchorowała, jak podczas poszukiwań tego chłopaka znalazłam go z jakąś dziewczyną, miziających się po kątach szkoły. Cóż, wolałam już sobie odpuścić takie znajomości. Podczas spaceru przyglądałam się uważnie mężczyźnie. Był wysoki i dobrze umięśniony. Nie musiałam zobaczyć go pozbawionej górnej części garderoby, aby to stwierdzić. Jak mu się przyglądałam, to doskonale widziałam jego mięśnie pod koszulką. Miał bardzo przyjemną sylwetkę dla oka, aż chciało się na niego patrzeć. Gdy dowiedziałam się, że mamy mieć razem zajęcia, byłam bardzo podekscytowana. Może oni nawet z nami mieliby wspólne lekcje? To byłoby ciekawe. Doskonale wiedziałam, że starszacy byli silniejsi od nas. Wystarczyło, że spojrzałam na siebie. Nie za dobrze kontrolowałam swoje moce, a tym bardziej przemiany. Moją jedyną silną stroną była walka wręcz, nieważne czy ciałem, czy bronią. Po jakiejś minucie zaczęły się pojawiać pierwsze osoby na boisku. Co prawda, nie byliśmy sami. Jedni szli w stronę Nitzana, a drudzy w moją stronę. Po chwili na horyzoncie pojawiło się dwóch wysokich mężczyzn, którzy nie wyglądali na uczniów. Jeden z nich miał krótkie, czarne włosy, a drugi długie, czerwone. Mogłam się domyślić, że byli nauczycielami. Jakaś dziewczyna do mnie podeszła z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Jesteś nowa? - zapytała się, a ja spojrzałam na nią, odwzajemniając gest.
- Tak, jestem Olivia - przedstawiłam się i podałam dziewczynie rękę. Mocno ją uścisnęła.
- Jestem Kitty, miło ciebie poznać - oznajmiła i spojrzała w stronę nadchodzących nauczycieli. - Radzę ci uważać na Wiktora, nie olewaj jego próśb, bo źle skończysz - dodała, szepcząc mi do ucha.
Jednak moją uwagę przykuły dwie dziewczyny, które podeszły do mojego nowego kolegi. Obie miały delikatne rumieńce na twarzy. Jedna z nich miała jasnobrązowe włosy z niebieskimi końcówkami, a druga była typową blondynką. Obie robiły słodkie oczka w stronę Nitzana. Zrozumiałam niemal od razu, że chłopak miał powodzenie u kobiet i to wcale nie byle jakie. Cóż, to niecodzienne spotykać przystojnego mężczyznę z nieco ciemniejszą karnacją. Chociaż w tej szkole chodziło wielu przystojniaków. W końcu zebrała się cała klasa pierwsza mundurowa na boisku. Stanęliśmy w dwuszeregu, a Wiktor Ogonowski spojrzał na nas surowym wzrokiem. Sprawdził obecność i kazał nam iść do szatni, aby się przebrać. Oczywiście, były dwie damskie i dwie męskie, przez co nie musiałam się martwić tym, że będzie tłok. Każda dziewczyna miała wystarczająco miejsca, aby się spokojnie się przebrać i zostawić swoje rzeczy. Założyłam na siebie dosyć obcisłą białą koszulkę, która była lekko prześwitująca. Nie przeszkadzało mi to, w końcu nie miałam co ukrywać przed ludźmi. Nie wstydziłam się swojego ciała. Dolną część garderoby zmieniłam na krótkie, czarne spodenki. Swoje długie włosy związałam w wysoki koński ogon. Spokojnym krokiem wyszliśmy z szatni. Myślałam, że idziemy na boisko, jednak nauczyciele kazali przenieść się do sali gimnastycznej, gdzie były już rozłożone materace. Gdy weszliśmy do sali, zauważyłam już Nitzana.
Tak jak myślałam. Miał dobrze umięśnione ciało o idealnych proporcjach. Delikatnie się uśmiechnęłam, po czym poszłam za resztą klasy. Staliśmy po obu stronach sali. Jednym uchem słuchałam poleceń swojego nauczyciela i nauczyciela Nitzana. Byłam ciekawa, jakie oni dostaną ćwiczenia. My mieliśmy bardzo proste, przynajmniej moim zdaniem. Nauczyciel chciał po prostu sprawdzić nasze możliwości. Jednak obie grupy czekała taka sama rozgrzewka. Mieliśmy przebiec pięć okrążeń, a po tym zrobić trzydzieści pompek, pięćdziesiąt przysiadów. Grupa starszaków dostała sto pompek i sto przysiadów. Zdecydowanie im współczułam. Po pięciu okrążeniach wątpię, bym miała jeszcze siły, aby zrobić po sto pompek. Usłyszeliśmy gwizdek i zaczęliśmy biec wokół sali. Nie minęło zbyt dużo czasu, zanim dogoniłam Nitzana. Jednak on rozmawiał z tamtą dwójką dziewczyn. Biegły po jego obu stronach. Chciałam zagadać do znajomego, jednak chyba to nie była najlepsza chwila. Poczułam nagle klepnięcie na swoim ramieniu. Była to Kitty, która najwyraźniej mnie chciała dogonić.
- Co tak gnasz? - zapytała się z uśmiechem na twarzy.
- Nic… chciałam ze znajomym porozmawiać, tylko tyle - odpowiedziałam. Nie miałam nic do ukrycia, ponieważ to była prawda. Ona spojrzała najpierw podejrzanie na mnie, a potem jej zielone oczy przeniosły się na plecy chłopaka.
- Podoba ci się? - zadała kolejne pytanie. Jednak powiedziała to tak głośno, że blondynka, biegnąca po lewej stronie Nitzana, odwróciła się na te słowa.
- Nie, co dopiero go poznałam - zachichotałam się i przyspieszyłam kroku. Chciałam ich wyprzedzić. Udało mi się, a moja nowa znajoma mnie szybko dogoniła. Kiedy znalazłam się już przed tamtą trójką, odwróciłam się plecami w stronę, w którą biegliśmy.
- Cześć Nitzan - pomachałam mu i wróciłam do normalnej, bezpieczniej pozycji. Cóż, bieganie tyłem nie jest najbezpieczniejsze. Mogłam się nie tylko potknąć o swoje nogi, ale była duża szansa, że na kogoś bym wpadła. Nagle poczułam na sobie wzrok obu dziewczyn. Oho, już mnie ktoś nie lubi…

< Nitzan? XD >
Liczba słów: 837

wtorek, 27 marca 2018

Od Olivii do Aserysa

Nie to, że się wstydziłam własnego ciała, ale spodziewałam się takiej reakcji mężczyzny. W końcu niecodzienne jest to, że jakaś nowo poznana dziewczyna ma zamiar zdjąć swoje spodnie przed nim. Zauważyłam jego wzrok i zauroczenie w jego pięknych zielonych oczach, gdy zostałam w samych figach. Chłopak totalnie zapomniał o tym, co miał zrobić. Musiałam mu przypomnieć, żeby przyniósł bandaże. Usiadłam na krześle i przyglądałam się Aserysowi, który uklęknął przede mną na jednym kolanie. Wyglądał tak, jakby miał mi się zaraz oświadczyć. Wyglądał uroczo i romantycznie. Przyglądał się mojej ranie w wielkim skupieniu. Po minucie w końcu zabrał się do roboty. Chwycił wodę utlenioną i gazę, aby najpierw przemyć ranę z piasku oraz błota. Gdy tylko przejechał już namoczoną w wodzie utlenionej gazą po moim kolanie, przez moje ciało przeszedł delikatny i mało przyjemny dreszcz. Na swojej twarzy nie okazywałam tego, że mnie trochę szczypie. Jedynie lekko zacisnęłam szczękę.
- Boli? - zapytał się białowłosy, odkładając kawałek materiału, biorąc do dłoni zwinięty bandaż.
- Nie - odpowiedziałam stanowczo. Oczywiście, nie chciałam okazywać słabości przed kimkolwiek. Problem nie polegał na tym, że bałam się odrzucenia. O nie, głównie chodzi o to, że mimo wszystko miałam pewną dumę, której nie chciałam stracić przez takie maluteńkie zadrapanie.
- Na pewno? - upewnił się zielonooki.
- Tak - odpowiedziałam z taką samą stanowczością, jak przedtem. Mężczyzna delikatnie uniósł jedną brew, słysząc moje słowa. Zaczął zawijać moje kolano bandażem. W pewnym momencie wzięło mu się na psocenie. W jednym miejscu zacisnął nieco mocniej. Wiadomo, że to nie było jakoś bardzo mocno, jednak poczułam delikatny ból. Nie wiem, czy zrobił to celowo, czy nie, ale zabolało mnie trochę.
- Ałć… - syknęła cicho.
- A jednak boli - uśmiechnął się delikatnie Aserys. Był to jednak delikatny uśmiech, przez który zawitało takie przyjemne ciepło w moim sercu. Zachichotałam się cicho i pozwoliłam białowłosemu dokończyć opatrywanie mojego kolana.
- Dziękuję ci bardzo - podziękowałam cicho, po czym wstałam z krzesła, kompletnie zapominając, że nie miałam na sobie spodni. Paradowałam w samych majtkach przed chłopakiem… Co ze mną było nie tak? Kiedy się zorientowałam, co takiego robiłam, na mojej twarzy pojawił się szeroki rumieniec. Alan by chyba zabił biednego Aserysa, jakby zobaczył nas samych w tej dosyć dwuznacznej sytuacji. Byłam półnaga, a chłopak mi się przypatrywał w wielkim skupieniu. Wcale to nie wyglądało tak, jakbyśmy się mieli zaraz przespać. Z rumieńcem na twarzy zaczęłam się ubierać. Co chwilę zerkałam na zielonookiego, aby się upewnić, czy nadal mi się uważnie przygląda.
- Nooo dobrze, zrobiłem ci profesjonalny opatrunek, dzięki mnie nie stracisz nogi. Powiedz teraz, jak zamierzasz mi się odwdzięczyć? - zapytał się dosyć poważnym tonem.
- A co chcesz? - spojrzałam na niego z grobową miną. Dosyć mnie zaskoczył tymi słowami, nie powiem. Jednak ludzie nie są bezinteresownymi istotami. Zauważyłam, jak się zaczął szczerzyć złowróżbnie.
- Naucz mnie jeździć konno - oświadczył. W tym momencie totalnie mnie zatkało. Musiałam przez chwilę przemyśleć jego słowa. Przysięgam, nigdy wcześniej nikt nie wyjechał z taką propozycją totalnie z dupy. Nigdy. Osoby, które chciały, abym ich nauczyła jeździć konno, robiły to bardziej… taktownie? Zmarszczyłam lekko czoło, potem rozluźniłam się, ale kilka sekund po tym zrobiłam minę zamyślonego greckiego filozofa, który snuł refleksję nad ludzką egzystencją. W dodatku… jego propozycja w moich uszach zabrzmiała dosyć dwuznacznie. On chce, żebym się z nim przespała, czy naprawdę chce, bym posadziła go na siodle? Czarno widziałam jego jazdę na masywnym Ashleyu, który by potraktował Rysa jako zbędny ciężar. Ashley nigdy nie lubił się zadawać z innymi istotami. Mnie zajęło kilka miesięcy, aby podejść do niego, gdy był jeszcze źrebakiem.
- W którym sensie „jazda konna”? - uniosłam, pytająco jedną brew, starając się zdusić w sobie śmiech. Mówiąc to zdanie, bardzo zaakcentowałam „jazda konna”. Miałam nadzieję, że chłopak załapie tę dwuznaczność, którą chciałam ukryć w swoim przekazie. Zazwyczaj odrzucałam propozycje łóżkowe, jeśli jakiś śmiały chłopak zechciał się mnie, o to zapytać. Jednak w przypadku Aserysa… może bym się zgodziła. Chłopak był naprawdę przystojny. W dodatku przykuł moją uwagę swoją osobą. Oczywiście, bardzo łatwo się interesuję kimś, ale on mnie bardzo zaciekawił. Z chęcią poznałabym go bliżej.

< Aserys? :3 >
Liczba słów: 677

piątek, 9 marca 2018

Od Olivii do Aserys’a

Wiedziałam, że Fenrir tak zareaguje, gdy tylko białowłosy nazwał go psem. Miał swoją wilczą dumę i wiele osób zdążyło już ucierpieć przez swoją arogancję w stosunku do zwierzęcia. Jakbyśmy byli poza terenem szkoły to niewątpliwie rzuciłby się do gardła Aserysa. Los się uśmiechnął do niego. Byłam pozytywnie nastawiona do nowego znajomego. W końcu bardzo lubiłam poznawać nowe osoby, a już szczególnie w miejscach, gdzie nikogo nie znam. Zależało mi na dobrych relacjach z wieloma osobami, ponieważ w przyszłości mogliby się przydać. Jak nie w moich sprawach to przy moich znajomych. Pomimo tego, że chłopak dosyć chłodno mnie przywitał, nie było to dla mnie przeszkodą, aby się uśmiechnąć do niego. Wydawał się miły, ale nie w każdym znaczeniu tego słowa. Na kilometr czułam od niego taką małą sarkastyczną wredotę. Jednak taką, z którą można porozmawiać i kolegować. Sama należałam do osób, które nadużywały sarkazmu oraz ironii w swoich wypowiedziach.
- Opatrywać rany powiadasz? - Uniosłam jedną brew, gdy usłyszałam o jego zdolnościach i wprawie w opatrywanie ran. Ciekawe… Bardzo ciekawe. Aż mnie zainteresowała jego osoba. Na mojej twarzy pojawił się lekko kpiący uśmiech. Oczywiście, że mogłam sama się opatrzyć, w końcu kilkuletnie treningi nie poszły w las. Uczono nas na początku pierwszej pomocy, survivalu, a w późniejszych etapach „edukacji” już nieco poważniejszej medycyny niż owijanie ran bandażem. Chociaż te umiejętności nie miały służyć pomocą innym, jedynie w ten sposób uczono nas tortur. Skądś wziął stereotyp, że lekarze są największymi sadystami, oczywiście nie obrażając żadnego doktora. Jednak to oni się najlepiej znają na ludzkim ciele i wiedzą, gdzie się znajdują delikatnie miejsca ludzkiego ciała. Tak wiem, to dosyć okrutne i mało etyczne, aby uczyć dzieci takich sadystycznych czynów, ale cóż. Rodziców się nie wybiera.
- Wątpisz w moje umiejętności? - spojrzał na mnie Aserys, a na jego twarzy zawitał ponownie łobuzerski uśmieszek.
- A skądże. - Wzruszyłam ramionami i puściłam w jego stronę oczko. Przyjrzałam mu się dokładnie, badając każdy szczegół w jego wyglądzie. Muszę przyznać, że był nieziemsko przystojny, a jego sylwetka… Można było na co popatrzeć. Moją uwagę przykuły jego piękne białe włosy oraz ciemniejsza karnacja. Od jakiegoś czasu mężczyźni z trochę ciemniejszym kolorem skóry bardzo mnie interesowali. Nie to, co fetysz, ale uznawałam ich za bardziej atrakcyjnych. Chociaż wszyscy wiemy, że charakter jest najważniejszy.
- Możesz iść? - zapytał się i już wyciągnął w moją stronę dłoń, aby mi pomóc.
- Mogę, aż taką kaleką nie jestem. - odtrąciłam jego rękę. Poza zakrwawionymi spodniami nic mi nie było. Trochę mnie bolało, ale to nie był jakiś ból nie do zniesienia. Poszłam za chłopakiem do jego pokoju. Rzeczywiście, był śmiesznie blisko wejścia do akademika. Otworzył mi drzwi, jak pierwszorzędny gentleman i zaprosił mnie do środka. Weszłam do pokoju, a za mną podreptał Fenrir. Jednak nie byłam pewna czy Aserys będzie życzył sobie dodatkowego gościa w formie wilka. Poprosiłam swojego przyjaciela, by poczekał na mnie przed pokojem. Był zaniepokojony faktem, że będę w jednym pomieszczeniu z mężczyzną. Białowłosy wskazał dłonią na krzesło. Usiadłam i spojrzałam na niego.
- Prawie zapomniałam, nie mogę podciągnąć tych spodni, więc możesz się odwrócić, żebym mogła je zdjąć? - uśmiechnęłam się niewinnie, jednak ani trochę się nie wstydziłam swojego ciała. Dla mnie to nie był problem zdjąć z siebie ubrania, zostawiając bieliznę rzecz jasna, przed jakimś mężczyzna, jednak nie pozwoliłabym sobie na żaden kontakt fizyczny. Mogą sobie popatrzeć, ile chcą, w końcu na plaży nie chodzę owinięta w płaszcze, więc dlaczego miałabym się nagle wstydzić mojego ciała poza plażą? Oczywiście, miałam nieco inne podejście do swojego ciała. Uczono mnie od zawsze, że mam traktować je jako narzędzie, a nie jak jakąś świętość, którą nikt poza mną i matką nie może zobaczyć.

<następne opowiadanie>
< Aserys? XD >
Liczba słów: 605

niedziela, 4 marca 2018

Od Olivii do Aserys’a

W akademii siedziałam może z niecały tydzień, jednak pech chciał, że nie poznałam nikogo interesującego. Kilka osób mnie zagadywało, ale nasze rozmowy kończyły się na zainteresowaniach, albo pytaniach typu „co tam?”. Pomimo tego, że próbowałam jakoś utrzymać konwersację, szybko odchodzili znudzeni. Trudno, nigdy nie szukałam znajomości na siłę, ponieważ one bardzo szybko się kończyły, lub było w nich za dużo fałszu. Zrobiło mi się trochę smutno, gdy po pierwszym dniu w szkole Fenrir musiał wrócić do domu na jakieś dziwne badania. Jakiś rok temu złamał przednią, lewą łapę podczas zabawy. O dziwo bardzo szybko wyzdrowiał i już po pół roku mógł normalnie chodzić. Jednak ostatnio znowu zaczął kuleć, więc rodzice zabrali go do weterynarza, albo sami się nim zajęli. Z wilkiem zawsze było mi raźniej, ponieważ zajmowałam się nim od szczeniaka. Doskonale znałam jego zachowanie i wszędzie mi towarzyszył, czasami nawet do miejsc, gdzie amerykański prezydent chodził sam. Tamtego ranka zadzwoniła do mnie matka, która miała dobre wieści. Fenrir i Ashley właśnie jechali do akademika. Byłam przeszczęśliwa, kiedy to usłyszałam. A jeszcze lepszą wiadomością było to, że była sobota, czyli mogłam spędzić dużo czasu z moimi pupilami. Stałam już przed akademikiem i czekałam z ponad 10 minut. W końcu zauważyłam duży, czarny samochód z koniowozem. Usłyszałam ciche rżenie ogiera. Wewnątrz zaczęłam się cieszyć jak mała dziewczynka na widok konia i wilka. Z samochodu wysiadła moja matka, ale też (co mnie nie dziwiło) pojawił się mój białowłosy brat, Alan.
- Cześć siostrzyczko! - powiedział radośnie i rzucił się na mnie. Mocno go przytuliłam, ale też szybko go puściłam. Poczułam na sobie wzrok mojej rodzicielki, która nie tolerowała aż tak bliskich relacji między jej dziećmi. Oczywiście, jedynie Evelyne się do tego stosowała. Trzymała pewien dystans między członkami rodziny, chyba jedynie oprócz matki, której ufała bezgranicznie. Wykonywała każdy jej rozkaz i zachcianki. W przeciwieństwie do reszty rodzeństwa, którzy mieli tendencje do bycia buntownikami, była bardzo lojalna rodzicom.
- Ashley się za tobą cholernie się za tobą stęsknił. - oznajmił i spojrzał na ogiera, który stał sobie przed koniowozem. Patrzył na mnie, a potem rozglądał się dookoła siebie. Cichutko zarżał i chciał do mnie podbiec, ale Sansa trzymała go bardzo mocno.
- Hej mały. - uśmiechnęłam się i podeszłam do niego. Był przeszczęśliwy na mój widok. Nie widzieliśmy się gdzieś z tydzień, co wcale nie było długo, ale dla nas to trwało to wieki. Koń się natychmiast do mnie przytulił i nie miał zamiaru mnie puścić.
- Jest tutaj stajnia, co nie? - zapytał się Alan i wyjął z samochodu, siodło, uzdę i resztę ekwipunku.
- Oczywiście, że jest. - usłyszałam głos mężczyzny. Odwróciłam się w jego stronę. Stał przede mną wysoki chłopak o ciemnoblond włosach albo jasnobrązowych. - Zaprowadzić was? - zapytał się obojętnym tonem.
- Jeśli można prosić… - odpowiedziała za mnie moja matka. Zmierzyła mężczyznę zimnym wzrokiem. To było bardzo typowe z jej strony. Nie była zbyt przychylna do kogokolwiek i wszystkich traktowała z góry. W przeciwieństwie do mojego ojca. Mężczyzna zaprowadził nas do stajni i wskazał na pusty boksy. Mogłam sobie wybrać, który chciałam. Wybrałam ten, który był na samiutkim końcu. Doskonale wiedziałam, że mój Ashley nie cierpiał towarzystwa innych koni. Jako drapieżny koń wodny musiałam go karmić mięsem, co by jedynie odstraszało inne zwierzęta. Oczywiście owsa czy paszę by zjadł, jednak dieta tego gatunku wymaga sporej ilości krwi i białek. Przez chwilę siedziałam jeszcze w stajni i rozmawiałam z koniem. Stęskniłam się za nim. Nawet nie zauważyłam, kiedy Fenrir opuścił nasze towarzystwo i sobie gdzieś poszedł. Alan i matka rozmawiali z Matteo, przewodniczącym klubu jeździeckiego.
- Stęskniłam się za tobą, Ash… - powiedziałam i pogłaskałam ogiera po czole. - Za tobą Fenrir też. - Odwróciłam i zorientowałam się, że wilk zniknął. Zimny pot spłynął po moim czole. Bałam się, że jeszcze wpadnie w jakieś tarapaty, a on przyciągał je jak magnes. Z przerażeniem wybiegłam ze stajni i ruszyłam na poszukiwania wilka. Bez przerwy biegałam wokół akademii. Aż w końcu zauważyłam pupilka, stojącego przed akademikiem. Wyskoczyłam zza zakrętu, nie zwracając uwagi na otoczenie, a pech chciał, aby w tamtej chwili obok mnie, przeszedł jakiś uczeń. Przez przypadek potknęłam się o jego nogę. Upadłam na ziemię, a dokładniej w błoto. Poczułam niemiły ból w kolanie, a potem coś ciepłego i wilgotnego. Spojrzałam na spodnie, które były całe brudne. Obstawiałam, że musiałam zranić się w kolano, gdy upadłam i przeleciałam metr po ziemi. No tak, jeszcze godzinę temu padało. Niestety, przez moją nieuwagę, chłopak również zaliczył glebę, jednak jemu się chyba nic nie stało. Fenrir, cały zadowolony podbiegł do mnie i uśmiechnął się wrednie.
- Szukałaś mnie? - zapytał się irytująco spokojnym głosem.
- Nie kurwa… Świętego Mikołaja szukałam… - przewróciłam oczami i spojrzałam na białowłosego nieznajomego.
- Przepraszam, nic ci nie jest? - zapytałam się miłym głosem, posyłając w jego stronę przyjazny uśmiech. Eh, gdybym tylko bardziej zwracała uwagę na otoczenie, to bym sobie kolana nie rozwaliła. Chociaż wiedziałam, że szybko się zagoi i będzie mnie bolało, jedynie przez dwie, trzy godziny. Jedyny problem był taki, że aby opatrzyć kolano, musiałabym zdjąć spodnie, których nie dało się podwinąć do kolana.
< Aserys? >
Liczba słów: 839

sobota, 17 lutego 2018

Od Olivii do Nitzan'a

To był mój pierwszy dzień w akademii. Na początku nie byłam przekonana, co do tego miejsca, jednak postanowiłam spróbować. Rodzice ciągle mnie namawiali do dołączenia się do tej szkoły, ponieważ wszyscy absolwenci byli bardzo zdolni. Matka pragnęła, bym dołączyła do klasy medycznej, ponieważ lekarze zarabiają ogromne sumy pieniędzy. Jednak mój ojciec był przeciwny temu pomysłowi. Chciał, bym doskonaliła swoje umiejętności, których mnie nauczał od dzieciństwa. Niestety, nie miałam bladego pojęcia jakie są inne opcje, rodzice nie chcieli mi pokazać danych. Trochę mi to się nie podobało, jednak nie miałam za wiele do gadania. Byłam w końcu ich najmłodszym dzieckiem. Jak na złość z całej piątki rodzeństwa, tylko ja miałam zaszczyt uczyć się w tej szkole. Oni wszyscy nie chcieli pójść się uczyć, a chcieli jedynie zostać w domu i pracować razem z rodzicami. Wszyscy byli bardzo wykształceni i mieli indywidualne zajęcia, jednak ja nie umiałam się niczego nauczyć podczas tych prywatnych lekcji. Dlatego Sansa i Samuel zdecydowali, żebym się uczyła w tej akademii. Przyjechałam w weekend do akademika, co równało się z brakiem lekcji. Miałam czas obejść teren szkoły kilka razy razem z Fenrirem, który cały czas się mnie pytał o różne rzeczy. Na wiele jego bezsensownych pytań odpowiadałam: „nie wiem.” Cóż po co miałabym go okłamywać. On wtedy jedynie prychał, albo coś mamrotał cicho pod nosem. Oczywiście poza zwiedzaniem i próbami nawiązania nowych kontaktów, nic nie robiłam. Zapomniałam przeanalizować mój plan lekcji… Wiedziałam jedynie, że byłam w klasie pierwszej mundurowej, ale tylko tyle. Nie zapamiętałam jeszcze klasy, w których miały się odbywać moje zajęcia. Na całe szczęście byłam sama w pokoju. Moja matka bardzo nalegała, by ktoś ze mną mieszkał, więc wybrała mi pokój dwuosobowy. Przedstawiałam jej wiele razy mój pogląd oraz przeróżne argumenty przeciw temu, ale jak każda matka, on wie lepiej. Nie mogłam zdecydować o niczym. Wszystko miałam narzucone z góry, no może poza klasą mundurową, która mi się spodobała. Inne jakoś mnie nie przekonały, nawet jak ojciec w końcu pokazał mi resztę profilów. Stanęłam na mundurowej. W końcu zostałam do tego stworzona, aby walczyć z ludźmi. Tak jak mój ojciec powiedział, powinnam podczas tego pobytu w szkole, szlifować swoje już zdobyte umiejętności. W końcu po długich rozmowach z matką, zgodziła się bym kontynuowała naukę w tej dziedzinie. Jeśli chodzi o walki, to byłam bardzo zręczna i szybka. Z łatwością się poruszałam i zachowywałam równowagę. Byłam też w miarę wytrzymała, a moja technika nie była najgorsza, jednak daleko mi było do Evelyne czy rodziców, którzy potrafili walczyć każdym rodzajem broni i w każdej sytuacji, czy otoczeniu. Mi brakowało siły. Nie byłam tak silna jak oni, pomimo tego że bardzo dużo trenowałam. Nie chciałam zostać w tyle i być gorsza od całej reszty, ale chyba to się nigdy nie zmieni. Kiedy wkładałam zbyt dużo siły w jakąś rzecz, nie robiłam wtedy to precyzyjnie, a można było nawet znaleźć wiele niedociągnięć. Musiałam się nauczyć odpowiednie dysponować swoją siłą, co wcale nie było takie proste jak się wydaje. Taki Alan spędził ponad trzy lata, próbując osiągnąć tą równowagę siły oraz odnaleźć swój własny styl walki. Nam rodzice kazali posiadać swój własny styl walki, ponieważ jak będziemy się trzymać danych reguł nasze ataki, będą bardzo łatwe do przewidzenia, czego nie chcieliśmy. Znaleźliby się tacy, co myślą, że cała nasza piątka rodzeństwa tak samo walczy. Ta osoba nawet nie wie jak bardzo się mylił. Styl naszej walki, odzwierciedlał nas, nasze charaktery i dusze. Snułam jeszcze wiele refleksji w pokoju, w niedzielną noc, a potem sobie czytałam książki. Niestety zasiedziałam do bardzo późnej godziny, przez co zaspałam. Obudziłam się o 20 minut za późno. Był to mój pierwszy dzień w szkole, a już zaliczyłam spóźnienie. A może jednak zdążyłabym? Wyskoczyłam z łóżka na równe nogi i szybko się ubrałam. Potem chwyciłam suchą bułkę i spakowałam swój plecak do szkoły, jedząc śniadanie. Spojrzałam na godzinę, która wybiła 7:45. Przerażona faktem, że się spóźnię w pierwszy dzień, wybiegłam z pokoju. Pognałam w stronę akademii. Niestety było to jedyne miejsce, które nie zdążyłam obczaić bardzo dokładnie, albo nie chciało mi się. Uznałam to za niepotrzebne, jednak gdy tylko weszłam do środka, uświadomiłam sobie, że jednak mogłam zwiedzić szkołę. Spanikowana, próbowałam odnaleźć swoją klasę. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał już 7:55, a ja nadal nie wiedziałam, gdzie miałam zajęcia. Zobaczyłam w małej odległości wysokiego, ciemnoskórego mężczyznę, który szedł bardzo spokojnie w moją stronę. Podbiegłam do niego.
-Cześć, jestem Olivia i jestem tutaj nowa - przedstawiłam się i posłałam w jego stronę przyjazny uśmiech.
- Cześć - odpowiedział - W czym mogę pomóc? - zapytał się spokojnie.
- Wiesz gdzie jest ta klasa? Nie chciałabym się spóźnić w pierwszy dzień… - podałam mu do ręki swój plan lekcji. Chyba dzisiejszego dnia po zajęciach, będę błądzić sama, albo z kimś po tej szkole. Musiałam ogarnąć wszystkie sale, inaczej bym się codziennie spóźniała na pierwsze zajęcia… Jakby ojciec, który jest zawsze punktualny się o tym dowiedział, to by mnie chyba ukatrupił na miejscu. 
<następne opowiadanie>

<Nitzan?>
Ilość słów: 809

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Witamy - Olivia Kendrick!

Imię i nazwisko: Olivia Kendrick
Pseudonim: Oli, Liv
Wiek: 18 lat
Data urodzin: 11.12
Płeć: kobieta
Orientacja: hetero
Partner: Na razie brak i nie jest pewna czy będzie chciała. Nie szuka na siłę.
Klasa: I mundurowa
Kluby: Klub jeździecki | Klub lingwistyczny
Rasa: Zmiennokształtna- dominująca. Pozostałe: Demon, Uzdolniona magicznie, elf
Specyfika: Podczas przemiany w feniksa, przechodzi trzy stadium. W pierwszym nic się nie dzieje z jej ciałem ani amulet nie reaguje na moc. W następnym stadium z jej łopatek wyrastają wielkie, płomienne skrzydła. Aby aktywować ten etap przemiany, musi dwa razy potrzeć swój talizman. W ostatnim stadium, który aktywuje przy pomocy słów, wypowiedzianych w myślach „Nothing is True, Everything is Permitted”, przemienia się w wielkiego (może nawet osiągnąć 3 metry a 9 metrów rozpiętości kiedy rozłoży skrzydła, jednak to wszystko zależy od emocji, które jej towarzyszą przy przemianie) ognistego ptaka. W tym momencie amulet znika i staje się „sercem” bestii. Poza tym ten talizman jest zrobiony z rubinu a jeśli chodzi o wielkość, jest niemal tak duże jak połowa dłoni. Za tyle, ma wyryte inicjały Olivii oraz cytat „Nothing is true, Everything is permitted.” Poza zwykłą formą feniksa, Liv może przybrać formę, czarnego feniksa. Nigdy do tego nie doszło, ponieważ taka przemiana następuje w momencie, kiedy jest zbyt duży napływ negatywnych emocji a dziewczyna zapragnie potężnej mocy. Z tej przemiany może jedynie wyjść, pod warunkiem, że ktoś ją zabije. Nie kontroluje swoich ruchów, myśli ani woli. Czyli na jedno wychodzi, nie ma powrotu jak się przemieni w czarnego feniksa.
Charakter: Olivia jest typem osoby, która z łatwością potrafi się dostosować do danego otoczenia. Zazwyczaj jest gadatliwą i pełną pozytywnej energii dziewczyną, która nie wstydzi się nikogo zagadać. Uważa, że jeśli wyjdzie na głupca przed obcą osobą to nic się nie stanie, ponieważ owa persona w ogóle jej nie zna, więc nie przejmuje się jej opinią. Liv ma bardzo duży dystans do siebie, przez co często można zobaczyć ją śmiejącą się ze swoich słabości. W stosunku do znajomych, kolegów czy przyjaciół jest sarkastyczna, ale potrafi nie posługiwać się sarkazmem. Bardzo mało mówi o sobie, ponieważ nie uważa to za istotną rzecz ani za informacje, które się komukolwiek przydadzą. Szanuje każdego, chyba że ktoś da jej powód by przestała. Nienawidzi zdrady oraz oszustwa, ale przymyka oko na małe kłamstwa. Wszystkim się wydaje, że jest ufną i naiwną osobą, ponieważ często zachowuje się jak dziecko i wygłupia się przy osobach, których lubi. Znaleźli się tacy, którzy chcieli ją bezskutecznie oszukać. Prawda jest taka, że jest bardzo sprytną osobą. Kiedy przebywa wśród znajomych, ciągle ich obserwuje i zapamiętuje to wszystko, co mówili. Nie wiadomo czy kiedyś informacje wypowiedziane przez daną osobę nie zostaną użyte przeciwko niej. Olivia sama do pewnego stopnia uważa na swoje słowa, szczególnie unika odpowiedzi na temat swojej rodziny oraz przeszłości. Często zmienia bardzo szybko temat i się irytuje, kiedy ktoś zaczyna drążyć w ten temat. Na jej twarzy pojawia się wtedy sztuczny uśmiech, który niczego dobrego nie wróży. Pomimo tego, że bardzo dobrze udaje szczęśliwą, pozytywną i zawsze uśmiechniętą dziewczynę, która nie wyzwie kogoś, tylko pokornie podkulić ogon, w rzeczywistości potrafi zdusić w sobie demona zrodzonego ze złości, nienawiści i pogardy do innych ludzi. Tak naprawdę nie ufa większości osobom a co więcej, uważa, że oni są pozbawieni swojej własnej opinii, czyli podążają za zdaniem grupy. Olivia nie boi się odrzucenia, ponieważ według niej osoba warta przyjaźni nie odchodzi tylko dlatego, że nie zgadzają się w jakiś sprawach. W stosunku do samej siebie jest bardzo wymagająca i surowa. Jest również bardzo ambitna i chce wszystkie swoje umiejętności doprowadzić do perfekcji. Bardzo lubi wszelkiego rodzaju wyzwania, ponieważ lubi sprawdzać swoje możliwości i ograniczenia. Można powiedzieć, że nikt poza jej rodzeństwem nie widział jej płaczącej. Nienawidzi płakać i okazywać słabości. To najprawdopodobniej ma duży związek z jej relacjami z rodzicami. Wygląda na osobę, która jest bardzo silna psychicznie i trudno ją złamać. Realia są całkowicie inne. W środku jej dusza została porozrywana na wiele kawałków. Ma bardzo zaniżoną samoocenę, chociaż jak ktoś powie jej komplement, to podziękuje, a nie zacznie zaprzeczać temu, co ktoś powiedział. Lubi jak ktoś jej prawi komplementy, ale też nie lubi, kiedy jest ich za dużo. Nie chce poczuć się pewnie, ponieważ wie, że pewność siebie może doprowadzić do jej zguby. Kiedy poczuje się choć trochę za pewnie, natychmiast doprowadza siebie do porządku przy pomocy powtarzania sobie w głowie, jaka ona jest słaba i tym podobnym. Warto wspomnieć, że Liv jest wyjątkowo mściwą dziewczyną. Zazwyczaj nie jest agresywna ani nie atakuje nikogo, jednak jak ktoś zajdzie za skórę, to nie ma litości. Normalnie jak się irytuje, to staje się aż nazbyt miła i patrzy na rozmówcę swoim piorunującym wzrokiem. Neutralna osoba podczas dram, a co więcej, sprawiedliwa, staje się sadystyczna oraz wojownicza. Za wszelką cenę będzie chciała się na takiej osobie odegrać. Co prawda, to się zdarza bardzo rzadko, ponieważ należy bardziej do osób, które nie chcą zostać wciągnięte w międzyludzkie konflikty. Od dziecka była trenowana na płatnego zabójcę, więc musiała się nauczyć obojętności na ludzkie cierpienie. Niestety, nadal jej to zostało i często nie wie co zrobić, jak ktoś się jej wyżala. Wie, że nie powinna takiej osoby zostawiać samą, ale nie wie co zrobić. Kończy się na tym, że jedynie wysłuchuje wyżalenia tej persony. Jest jeszcze jedna sytuacja, w której może, po prostu, spuścić komuś wpierdol. W tej sytuacji kilka razy się znalazła… To wtedy kiedy jakiś mężczyzna nie szanuje jej przestrzeni osobistej i nie rozumie, że jej „nie” oznacza „nie”. Zawsze zwróci uwagę, ale jeśli nie potrafi odpuścić, bez drugiego ostrzeżenia dojdzie do rękoczynów. Jeśli już wspomniano o mężczyznach… Liv potrafi być bardzo dobrą dziewczyną. Bardzo lubi flirtować z płcią przeciwną, jednak stawia sobie zawsze jakieś granice. Nie chce się bawić niczyimi uczuciami, więc widząc, jak ktoś staje się zbyt poważny, prosi taką osobę by przestała. Chyba że dany chłopak się jej bardzo spodoba, a to wcale nie jest takie trudne. Jest uczuciowa w związku i bardzo się angażuje w niego. Jednak dużo ukrywa przed swoim chłopakiem, też nie pokazuje swojej prawdziwej twarzy, ale to nie oznacza, że nie jest wierna i lojalna. Każdy jej były powie, że ona w związku jest bardzo szczera, czyli powie prosto w twarz, co się jej nie podoba. A co się większości mężczyznom podoba to fakt, że jest zboczona. Nie, nie w sensie puszczania się na lewo i prawo, tylko szukanie podtekstów w wielu rzeczach. Pomimo tego, że Olivia kiedyś była nauczona do tego, żeby zabijać, stara się teraz tego nie robić. Przestało się jej podobać życie kryminalisty. Żałuje do dzisiaj swoich czynów. Chociaż wie, że nie może nic zrobić ze swoją przeszłością, może jedynie się z nią pogodzić.
Aparycja: Olivia jest niewysoką (162 cm) i szczupłą dziewczyną. Ma lekką niedowagę (55 kg), ale lekarze mówili jej, że nie musi się niczym przejmować, ponieważ to nic poważnego. Na pierwszy rzut oka wydaje się chudą i kruchą istotą. Nie ma nic bardziej mylnego. Pomimo swojego drobnego wyglądu jest bardzo silna, a co więcej, na ciele ma delikatne zarysy mięśni. Poznała wielu chłopaków, którzy nie uznawali zarysu sześciopaku u dziewczyn za atrakcyjne, przez co bardzo rzadko ubiera się w koszulki, odkrywające brzuch. Nie ma jakiś bardzo dużych kobiecych atutów, ale są wystarczające, by móc przyciągnąć uwagę kilku mężczyzn. Ma długie (do łopatek), czarne i proste włosy z grzywką, ściętą prosto. Chociaż jak pokombinuje, to może tak ułożyć grzywkę, że będzie wyglądała na ściętą na skos. Używa w bardzo małych ilościach sprayu do włosów, tylko po to by jej grzywka była nieco wyższa. Jeśli chodzi o jej oczy, to ze względu na emocje mogą zmieniać kolor. Zazwyczaj ma ciemnofioletowy, ale zdarzają się dni, kiedy ma czarne. Bardzo mało ludzi zna prawdę, ukrytą w tych kolorach, ponieważ nikomu o tym nie chce mówić. Olivii nos jest malutki, tak samo, jak jej różowe i delikatne usta. Ma na swoim ciele kilka mniejszych i większych blizn, które nie są wynikiem autoagresji, tylko pamiątkami po trudnych walkach. Zazwyczaj nosi długie i ciemne, ale zdążają się jasne obcisłe spodnie. Jeśli chodzi o koszulki czy bluzy to bardzo różnie. Olivia nie ma określonego stylu, nosi to, co do niej pasuje i to w czym jest jej wygodnie. Ma wadę wzroku, przez co czasami nosi okulary, ale bez nich też dobrze widzi. Jeśli chodzi o buty, dziewczyna kocha glany i tenisówki. Nie znosi obcasów, koturnów czy innych tam rodzajów butów. Po prostu się na tym nie zna. Na szyi nosi amulet w kształcie serca, który jest odpowiedzialny za jej przemianę. Bardzo lubi na nadgarstkach nosić jakieś bransoletki, pieszczochy (albo gumowa, albo z ćwiekami). Podczas zimniejszych dni nosi albo czarny lub brązowy płaszcz, albo skórzaną kurtkę z ćwiekami.
Podczas przemiany w feniksa, przechodzi trzy stadium. W pierwszym jej oczy stają się jasnoczerwone. Jej amulet zrobiony z rubinu, w kształcie serca zaczyna emitować czerwone światło. W następnym stadium z jej łopatek wyrastają wielkie, płomienne skrzydła feniksa. Podczas tego etapu jej amulet zaczyna się przyczepiać do klatki piersiowej. W ostatnim stadium przemienia się w wielkiego (może nawet osiągnąć 3 metry, a 9 metrów rozpiętości, kiedy rozłoży skrzydła, jednak to wszystko zależy od emocji, które jej towarzyszą przy przemianie) ognistego ptaka. W tym momencie amulet znika i staje się „sercem” bestii.
Głos: New Year Day
Pokój: 20
Współlokator: -
Zainteresowania: Od dziecka interesuje się jazdą konną, sztuką walki oraz śpiewaniem. Co prawda dwa pierwsze hobby, uczyła się od rodziców. Nauczyli ją władać bronią i walczyć wręcz. Jeśli chodzi o rodzaj broni, którą Olivia zazwyczaj używa to: miecz, katana, łuk, włócznia, sztylet albo noże do rzucania. Nie przepada za bronią palną, ponieważ wydają zbyt duży hałas. Codziennie potrafi spędzać kilka godzin na treningu. Pomimo tego, że jej umiejętności przewyższają większość osób, nie są nadal takie jakie chce osiągnąć. Jeśli chodzi o jazdę konną, jeździ bardzo dobrze, niemal perfekcyjnie. Rodzice uczyli ją od momentu, od kiedy zaczęła chodzić. Kocha jeszcze parkour, który przydaje się jej podczas różnych pogoni, albo szpiegowania. Poza fizycznymi zajęciami, kocha muzykę. Nie ma swojego głównego ulubionego gatunku, ale najczęściej słucha Rocku, metalu, metalcore, punk, hardcore a nawet i deathcore. Gra na gitarze klasycznej, elektrycznej oraz basowej, potrafi jeszcze na perkusji, ale nie aż tak profesjonalnie jak na gitarach. Potrafi też bardzo dobrze tańczyć oraz śpiewać. Co ciekawe jest to, że jako kobieta potrafi „śpiewać” growlować i screamować. Są to techniki głównie przeznaczenie dla mężczyzn, ale są kobiety, które mogą to osiągnąć. Wraz ze swoim rodzeństwem miała zespół, który podkładał różne piosenki. Bardzo dobrze im szło, przez co mieli wiele okazji dostać jakieś nagrody czy nawet zaproszenia od wielu znanych wykonawców. Jej rodzice dopilnowali by pokochała języki, owszem udało im się to osiągnąć. Dziewczyna wchłania języki bardzo szybko i prędko oswaja się z jej gramatyką. Mówiono jej, że zabójca, który zna wiele języków, zdobywa kolejną broń. Bardzo lubi czytać oraz rysować, chociaż nikt nie widział jej rysunków.
Moce:
- Żywioł ognia - potrafi kontrolować ogień, a nawet sama się przemienić w płomień. Nie może zostać przez niego zraniona i może wykorzystać ogień do regeneracji ran. Oczywiste jest fakt, że jest niemal bezbronna w walce z żywiołem wody. Umiejętność ta pojawia już się w pierwszym stadium przemiany.
-Telekineza - niedawno odkryła tę moc. Na razie potrafi przesuwać przedmioty czy podnosić. Jednak może rozwinąć tę umiejętność do tego stopnia, że może manipulować atomami, ale potrzebuje na to bardzo dużo czasu, którego może jej nie starczyć. Ta umiejętność pojawia się w drugim stadium przemiany.
- Telepatia - podobnie jak telekinezę, odkryła bardzo niedawno. Zrozumiała działanie i aktywowanie tej umiejętności. Potrafi czytać oraz przekazywać myśli drugiej osobie, która znajduje się w obrębie jej wzroku. Jednak może rozwinąć tę moc i nie zajmie jej to wieków jak przy telekinezie. Będzie mogła manipulować czyimś umysłem, wszystko będzie w stanie zrobić z człowiekiem, który znajduje się na drugim końcu świata. Minus tej umiejętności jest jej bezużyteczność przeciwko osobom, które potrafią się przed nią uodpornić (nawet jeśli są słabsze) a co gorsze, kiedy Olivia polepszy swoją telepatię, będzie słyszała myśli wszystkich ludzi, którzy będą dookoła niej. Nie będzie w stanie nad tym zapanować. Umiejętność ta ukazuje się podczas drugiego stadium przemiany.
- Magnetokineza - z definicji wynika, że kontroluje metale, jednak Olivia potrafi jedynie je unieść i to małe przedmioty. Choć przeczytała, że ta moc byłaby w stanie nawet zniszczyć planetę, ale skutki dla użytkownika są bardzo niemiłe. Nie wierzy za w bardzo większość rzeczy, co przeczytała na temat tej umiejętności. Uznała je za wyolbrzymione. W rzeczywistości, owszem, jak opanuje magnetokinezę niemal do perfekcji, to tak. Może roznieść całą planetę, ale by jej życia nie starczyło, by się tego nauczyła. Najbardziej może rozwinąć do momentu zmieniania kształtu metalu i wiele innych rzeczy. Tę moc uwalnia dopiero podczas trzeciego stadium.
-Magia krwi - w jej żyłach płynie nieskończona ilość krwi i jest w stanie nią manipulować w każdy sposób. Od prostego leczenia do stworzenia różnorodnych broni. Jednak nie kończą się jej tutaj możliwości. Olivia jest w stanie się przemienić w tą czerwoną ciecz, przez co przebywa w stanie ciekłym i fizyczne ataki nie robią na niej wrażenia. Może również kontrolować krew w innych żywych organizmach, ale to należy do bardzo zaawansowanej magii krwi, do którego jeszcze nie doszła. Może się przemienić w demona, Carnage. Taki mało przyjemny demon, który ciągle walczy z feniksem nad przejęciem władzy nad Olivią.
Rodzina:
Sansa Kendrick - matka dziewczyny, do której czuje duży szacunek, ale z drugiej strony jej nienawidzi. Mają ze sobą bardzo skomplikowaną i trudną do pojęcia relacje. Kobieta nauczyła Olivię czytania, pisania, manier oraz… cichego zabijania. Nienawidzi swojej matki głównie dlatego, że wpajała jej i jej rodzeństwu różne idee, których nie mogli podważyć. Traktowała Olivię jak kolejną lalkę w swoich dłoniach. Dziewczyna nie miała czasu na dodatkowe i normalne życie.
Samuel Kendrick - ojciec Olivii, który jest odpowiedzialny za jej treningi. Nauczył ją strzelać z łuku, walczyć mieczem czy włócznią, ale też pokazał jej, jak się walczy wręcz. Był bardzo wymagający i chciał, by dzieci opanowały do perfekcji walkę. Wyszło mu w pewnym stopniu, ale stracił swoją pozycję ojca. Jego dzieci nienawidziły go.
Alan Kendrick - starszy o 3 lata brat Liv. Typowy brat i siostra. Kochają się, ale często się przedrzeźniają i prześmiewają. Oni też sobie dużo pomagali. Białowłosy próbował nawet nauczyć Olivię walczyć toporem, ale ta broń kompletnie nie pasowała do zwinnej i szybkiej dziewczyny. W przeciwieństwie do Yen planuje regularnie odwiedzać swoją siostrę, ponieważ nie wyobraża sobie życia bez niej. Są jak papużki nierozłączki. Wiedzą o sobie niemal wszystko, a ufają sobie bezgranicznie. Z zawodu jest lekarzem, bardzo dobrym i szanowanym chirurgiem.
James Kendrick - starszy o 5 lat brat Olivii. Bardzo troszczy się o swoją siostrę, jednak brunet nie umie tego zbyt dobrze okazywać. Jest bardzo sarkastyczną osobą, która we wszystkim znajdzie podtekst. Chętnie pomaga swojej rodzinie i często wyręcza rodziców od ciężkich i żmudnych prac. Zna się na prawie, przez co rodzina ma doskonałego adwokata i skrytobójcę.
Chester Kendrick - starszy o 7 lat brat Olivii. Dużo czasu spędzał z najmłodszą siostrą, jednak gdy stawał się starszy, miał coraz mniej czasu dla niej. Pomimo tego starają się utrzymać dobre relacje. Chester jest najcichszą osobą w rodzinie, która zazwyczaj nic nie powie, jednak jak już coś powie, to jest to bardzo trafna uwaga, ale sarkastyczna wypowiedź. Dba o dobre zdanie o jego rodziny oraz honor. Wiele razy wyzywał na pojedynki śmiałków, którzy zbezcześcili imię jego rodziny. Brunet jest też bardzo mściwy, ale każdy swój plan wprowadza wolno i z precyzją w życie. Nie postępuje pochopnie. Z zawodu jest kucharzem, który gotuje dla wielu ważnych osobowości.
Evelyne Kendrick - siostra Liv, która jest od niej starsza aż o 10 lat. Dziewczyny są sobie obce, ponieważ nie miały się szansy bliżej poznać. Eve nienawidzi swojej białowłosej siostry. Uważa, że ma najłatwiej w życiu z całej piątki i w przyszłości okaże się najmniej użyteczna. Niestety czarnowłosa nie szanuje ani trochę reszty rodzeństwa. Patrzy na nich z góry i śmieje się z ich porażek. Jest najsilniejsza z całej piątki i przeszła najgorsze treningi, co przyczyniło się do jej utraty większości emocji. Z zawodu jest tajną agentką FBI, która szpieguje poczynania wielu osobowości na wyspie.
Pupil: Ashley i Fenrir, Blue
Inne:
- Jest leworęczna.
- Zna kilka języków, jednak zna biegle chiński, angielski, polski, japoński i koreański. Dogada się po hiszpańsku i francusku, ale nie są to jej ulubione języki. Z wszystkich najbardziej kocha angielski, ponieważ jej rodzice posługują się głównie angielskiego. Nie zdążyli się jeszcze nauczyć japońskiego albo inaczej, nie mają na to czasu.
- Kocha sushi i wszelkie makarony.
- Uzależniona od gier, anime i mang.
- Zawsze nosi przy sobie sztylet, ponieważ bez niego traci poczucie bezpieczeństwa i staje się bardzo nerwowa. Jest to również pamiątka z wyrytymi jej inicjałami “O.K.” na rękojeści. Są to bardzo małe litery, które niemal nie widać.
- Przy trzecim stadium przemiany, Olivia traci bardzo dużo energii i kiedy wraca do swojej ludzkiej formy, jest nieprzytomna. Z każdą przemianą, szansa pozostania do końca życia feniksem się zwiększa. Nie wiele, ale sama myśl o braku możliwości powrotu do ludzkiej formy ją przeraża.
- Ma słabość do długowłosych chłopców. Bardzo lubi popatrzeć na przystojnych chłopaków.
- Nienawidzi cynamonu.
- Pomimo tego, że jest dziewczyną, nie umie zbyt dobrze gotować…
- Dwa lata temu miała poważny wypadek podczas jazdy konnej i do dziś ma problem z prawą nogą, pomimo tego, że złamania się zagoiły.
- Potrafi naśladować niektóre głosy damskie.
- Ma mocną głowę do alkoholu, ale pije z umiarem. Zna swoje granice.
- Kolekcjonuje różne miecze, ma ich od ch*uja w domu.
Kontakt: Olivia Arai (discord)
Motto: Information learned is more valuable than information given." - Rashid ad-Din Sinan/Al-Mualim (Assassin's Creed)
Źródła zdjęć: Pinterest Aoi Ogata, drugi autor nieznany
Relacje: na razie nikogo nie poznała, ale chętnie nawiąże nowe kontakty
Ważne opowiadania:
Inne zdjęcia:



Po przemianie