Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ace. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ace. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 kwietnia 2018

Od Ace'a do Holly

Białowłosa wpatrywała się wyczekująco we mnie. I co ja mam teraz zrobić? Niby zmienić się w zwierzaka nie byłoby problemem, ale jednak coś mi mówiło, że to by raczej nie było to o co jej chodzi. W sumie mówiła coś o własnej inicjatywie...
– Holly, możemy się przenieść na zewnątrz? – spytałem wstając i chowając gitarę do pokrowca.
– Noo możemy, ale po co? Przecież tutaj też możemy dalej robić zdjęcia. – spytała opuszczając aparat i uśmiechnęła się lekko – Poza tym no weeź się zmień w kota, to powinno być to!
– Zobaczysz! – uśmiechnąłem się i otworzyłem drzwi sali gimnastycznej – O ile tylko mi się uda... – mruknąłem do siebie po czym skierowałem wzrok na Holly – To jak idziesz?
– Jasne, jasne, ale mógłbyś mi jednak wyjaśnić po co? Tu było dobre światło i nawet sceneria... – nadęła swoje policzki, co było dość zabawnym widokiem. Widząc ten wyraz twarzy zaśmiałem się i ponagliłem ją żeby wyszła.
– Zobaczysz... Chciałaś kota to zaraz będziesz mieć ich od groma... – mówiłem skupiając się na tym, jak to by użyć mojej zdolności panowania nad kotami. Czemu to zawsze było takie losowe. Jak wychodziłem pobiegać i nie chciałem żeby przyszły to jak na złość się wręcz do mnie kleiły, a teraz... Teraz jakby w ogóle w całym Arelionie żadnego kota nie było.
– Możesz mówić jaśniej? Poza tym, przecież sam mogłeś się w niego zmienić i nie byłoby problemu, a teraz będę musiała filtry zmieniać! – marudziła majstrując coś przy obiektywie aparatu. Zamknąłem oczy i próbowałem się skupić jeszcze bardziej. Wziąłem głęboki wdech i wstrzymałem oddech. Czemu to zawsze było takie losowe? Raz mogłaby się włączyć kiedy trzeba. Po dłuższej chwili wypuściłem głośno powietrze.
– Heh... No dobra, już się zmieniam... – powiedziałem lekko zrezygnowany nieudaną próbą i zacząłem przemianę. Chyba nigdy nie znudzi mi się to uczucie.
– Dziękuje! Widzisz? Tak trudno było się przemienić od razu? – Ho wydawała się podekscytowana tym widokiem i zaczęła cykać fotki zanim dokończyłem się zmieniać – Ace, skoro już skończyłeś, to spróbuj teraz zrobić jakąś uroczą pozę!
A sobie życzenia wymyśla... Padłem na lewy bok i ułożyłem się na plecach eksponując mój czarny brzuszek z aksamitnym futerkiem. Wyciągnąłem łapki i rozłożyłem palce. Mój wzrok skierowałem wprost na białowłosą i wystawiłem koniec języka z pyszczka.
– I o to chodziło! A teraz weź może jakąś pozę zrób jakbyś polował albo coś takie... – obróciła gwałtownie głowę i spojrzała w dół. Ja także poderwałem się z ziemi gdy tylko poczułem jak coś mnie w ogon pacnęło. – Ace! Skąd tu się wzięło tyle kotów?
W odpowiedzi tylko miauknąłem głośno i zacząłem zmieniać się z powrotem w moją ludzką formę. Po chwili stałem wyprostowany na przeciw Ho, a wokół nas zebrała się całkiem pokaźna liczba kotów.
– No wreszcie zadziałało! – przeciągnąłem się z uśmiechem. – Masz teraz zwierząt do fotografowania ile tylko zechcesz.
– Widzę... Ale co ci się wreszcie udało? To jakaś twoja specjalna zdolność? – jej oczka na nowo rozbłysły tym podejrzanym blaskiem.
– Ano, to moja specjalna zdolność... – kiedy wypowiedziałem to zdanie zdałem sobie sprawę, że właśnie sprowadziłem na siebie kolejną lawinę pytań.
– Specjalna?! Co to? Jak ona działa? – mówiła podekscytowana. – Co ona robi? Tylko ty tak umiesz, czy też jest więcej zmiennokształtnych z taką mocą? Masz więcej takich mocy?
– Jezu, Holly... I znowu nie wiem na które pierwsze odpowiedzieć. – położyłem rękę na z tyłu głowy i zaśmiałem się. – Ogólnie, to jest moc panowania na kotami. Mogę je przywoływać i wydawać jakieś polecenia. Nie wiem jaki ma zasięg, jak tego używać. Zazwyczaj samo się używa. I nie, nie wiem czy ktoś jeszcze posiada taką zdolność... W każdym razie nie słyszałem żeby ktoś jeszcze tak potrafił...
– Ace! Ale to jest świetne! Musisz to lepiej opanować! – podeszła do mnie omijając po drodze zwierzęta i zaczęła intensywnie się wpatrywać we mnie. – Wiesz jaki to ma potencjał pod sesje fotograficzne? No, a teraz zabieramy się do roboty!
Reszta popołudnia minęła na robieniu zdjęć i wywoływaniu ich później w ciemni szkolnej pracowni fotograficznej. Rozstałem się z Ho dopiero późnym wieczorem i ruszyłem do swojego pokoju. Zmieniłem się w kota i cichutko kicałem korytarzem. Trzeba przyznać, ma dziewczyna zapał do fotografii. Żeby do jednego zdjęcia robić ponad dwieście albo więcej podejść. Wszedłem cicho do pokoju nie budząc przy tym mojego współlokatora. Wepchnąłem się pod kołdrę i szybko zasnąłem.
***
Otworzyłem gwałtownie oczy i stoczyłem się z łóżka czując czyjś wzrok na mnie. W nie całą sekundę później stałem naprzeciw Holly. Chwila, co ona tu w ogóle robi?
– Hej Ace! – uśmiechnęła się, po czym spojrzała spojrzała na mnie poważnie – Szybko się ubieraj, mamy do nadrobienia wszystkie części Harrego Pottera! Nie zapomniałeś chyba? Prawda?
– A to już dzisiaj sobota? I w ogóle która godzina? – przeciągnąłem się czując jak mi kości strzelają. Sięgnąłem po spodnie leżące obok łóżka i wszedłem do łazienki się ogarnąć trochę.
– No, przecież wczoraj był piątek... Jak można mieć tak zaburzone poczucie czasu? – zapytała z niedowierzaniem w głosie zza drzwi od łazienki. Wyszedłem po około kwadransie już umyty i z ogoloną z porannego zarostu twarzą. Przyjemnie było się tak odświeżyć z rana.
– A teraz zbieraj się, każda chwila życia w której nie znasz Harrego, to stracona chwila! – dziewczyna złapała mnie za rękę gdy tylko narzuciłem na siebie koszulkę i pociągnęła w kierunku drzwi. Na korytarzach pusto było.
– Poczekaj, skocze chociaż jakieś jedzenie przygotuje... Głupio tak wpaść z pustymi rękami...
– Jak wolisz, ale się pośpiesz! Mamy sporo zaległości, a czasu mało, wieczorem jeszcze sesje chciałam zrobić. – powiedziała i szybkim krokiem ruszyła do siebie. Spojrzałem na zegarek w telefonie kiedy zniknęła za zakrętem. O Jezu... Dopiero ósma była! Jezu, czemu tak wcześnie... Szybko skoczyłem do kuchni i zacząłem przygotowywać jakieś jedzenie.
***
– Wow, dziwny ten twój Harry, ale całkiem ciekawy! – mówiłem intensywnie gestykulując wolną od rekwizytów ręką. – Nie spodziewałem się, że ludzka wizja nas może być tak wkręcająca. Jest po prostu dziwnyyy! – zaśmiałem się na wspomnienie ich wersji szkoły magii, wilkołaków czy tego pokręconego bazyliszka i cerbera.
– Poczekaj, aż zobaczysz resztę! To były dopiero trzy części! – dziewczyna mówiła szczerze uradowana tym, że nawet udało jej się zaciekawić mnie tym światem. – Przed nami jeszcze cztery!
– Oya! – zakrzyknąłem wesoło.
– Oya? Co to znaczy? – spytała znowu z tym swoim błyskiem ciekawości w oczach.
– To, to w sumie nic nie oznacza. Bardziej taki mój wesoły okrzyk. – postawiłem rzeczy gdy doszliśmy w miejsce, które Ho sobie upatrzyła. – Właśnie, Holly! Sprawę mam... Jutro o szesnastej gramy mecz sparingowy, a ty jesteś w klubie dziennikarskim i może mogłabyś porobić jakieś zdjęcia i jakiś artykuł machnąć co by nas lekko wypromował i jakichś nowych przyciągnął?
<koniec wątku>

<Holly? I jak Ci się to widzi?>
Ilość słów: 1125

piątek, 2 marca 2018

Od Ace'a do Holly

Po skończonych lekcjach udałem się prosto do kuchni. Tam było jedzenie, a ja byłem na strasznym głodzie. Szybkim krokiem wszedłem do stołówki. Natłok zapachów tylko rozdrażnił mój żołądek, który teraz jeszcze usilniej domagał się czegoś dobrego do jedzenia. Miałem wrażenie, że dziś tak jakby ruch jakiś większy w trakcie zajęć. Po chwili ujrzałem białowłosą osóbkę, która machała łapkami do mnie. Podszedłem bliżej i poczułem znajomą woń.
– Hejka, nie wiem, czy mnie pamiętasz, ale to ja. Holly. Poznaliśmy się dzisiaj rano. Siadaj – powiedziała szybko. To już mnie upewniło, że ją znam. lub poznałem niedawno – Dobrze, że udało mi się ciebie spotkać. Mam wiele pytań. Dawno nie spotkałam osoby zmiennokształtnej. Liczę więc, że odpowiesz mi na nie. Chcę wiedzieć więcej na temat twej rasy. No i nawet nie waż mi się odpowiadać wymijająco czy uciekać. I tak cię dopadnę.
– Jasne, jasne, ale najpierw pozwolisz, że coś sobie upichcę? – na potwierdzenie mych słów żołądek głośno zaburczał.
– Jeśli tylko odpowiesz na pytania to nie ma sprawy. – uśmiechnęła się do mnie i trąciła łokciem swoją koleżankę. Była tak pochłonięta telefonem, że nawet jej nie zauważyłem. – Hej, Shaylin. Może byś się tak przedstawiła?
– Ta, mhm... Shaylin jestem. – w końcu uniosła wzrok znad ekranu.
– A ja Ace, miło mi... – ruszyłem do kuchni, jednak zatrzymałem się i odwróciłem do dziewczyn. – Mogę was powąchać? Łatwiej mi was będzie zapamiętać.
Shaylin była wyraźnie zaskoczona tym pytaniem. Otworzyła nawet usta ze zdziwienia. Holly się tylko zaśmiała i pomogła przyjaciółce je zamknąć.
– Mówiłam ci, że się o to spyta. – powiedziała do niej, po czym skierowała swój wzrok na mnie – A ty powinieneś przestać pytać o to ludzi. To jest dziwne i no... Wiesz... Dziwne.
–Jak sobie chcecie, tylko nie zdziwcie się, jak was nie rozpoznam. – uśmiechnąłem się i ruszyłem do drzwi kuchennych. Gdy przekraczałem próg, usłyszałem za swoimi plecami ożywione szepty moich rozmówczyń. Spędziłem tam może pół godziny przygotowując dobre jedzonko. Mianowicie półmisek sałatki z gyrosem. No może jednak patrząc na zawartość mięsa, to gyrosa z dodatkiem sałatki. A do tego talerz kanapek do zagryzienia. To powinno wystarczyć na zabicie głodu i na pogawędkę. Wyszedłem niosąc danie na tacy. Nie spodziewałem się ich tam zastać, a jednak dalej siedziały i czekały aż wrócę. Czyli jednak się tak łatwo nie wymigam. No cóż, ruszyłem miękkim krokiem w kierunku stołu.
– Długo ci się tam zeszło... Ile ty tego tu zniosłeś?! – pokręciła głową, patrząc na wypchaną po brzegi salaterkę i stosik kanapek – No to teraz możesz odpowiedzieć na moje pytania. Tak więc, w co możesz się zmienić? Jaki masz artefakt? A moce, co z nimi? Co potrafisz?
– Mogłem się spodziewać takiej serii pytań. – przełknąłem jedzenie po czym się zaśmiałem. – Chyba bardzo lubisz zadawać pytania co?
– O ile się nie mylę, to ja miałam tu zadawać pytania. – lekko napuszyła policzki. – Poza tym, nawet jeśli to chyba nic złego?
– Spokojnie, nie chciałem Cię urazić... – podrapałem się po głowie lekko speszony. – To jakie było pierwsze pytanie? W co mogę się zmieniać? – dziewczyna kiwnęła potakująco i wyjęła z torby niewielki notesik i pióro – No więc odpowiedź jest oczywista, zmieniam się w siebie.
– A dokładniej się nie dało określić? – widać było, że zaczynają ją irytować moje odpowiedzi. Ale co poradzić? W końcu taka była prawda.
– Heh... – westchnąłem, jakby jej to wyjaśnić – Wiesz, zmieniam się w siebie, bo moje kocie ja, to ja. Mam nadzieję, że zrozumiałaś co chce powiedzieć. Ta zwierzęca forma jest ze mną od zawsze i dla mnie jest ona drugim mną.
– Tak średnio jeśli mam być szczera. Ale z tego co powiedziałeś to potrafisz przybrać jakąś kocią postać. Czy to jakiś specjalny kot, a może jakiś tygrys albo coś takiego? Hm, hm? – dziewczyna nachyliła się w moim kierunku i wyczekująco wpatrywała się we mnie. Myślałem, że ta odpowiedź skróci ciąg pytań, a tu stało się zupełnie odwrotnie. Nastąpiła lawina nowych. Shaylin cały czas siedziała z nosem w telefonie. Chyba niezbyt interesował ją wywiad ze mną.
– A to już pozostanie tajemnicą. – odpowiedziałem z uśmiechem i skończyłem sałatkę. Teraz pora na kanapki. – Pytałaś się czy mam artefakt. Otóż nie potrzebuję czegoś takiego. Nawet nie wiem po co innym zmiennokształtnym takie rzeczy. W końcu chodzi tu o część nas samych.
– Mhm, mhm... To niezwykłe ibardzo rzadkie, że nie potrzebujesz żadnego artefaktu! – zapisywała wszystkie informacje. Ciekawe po co jej to. – Ale czemu nie chcesz powiedzieć mi jakim dokładnie kotem jesteś? To na pewno nie jest coś co trzeba ukrywać. A i właśnie jakie masz moce? Zmiennokształtni zawsze mieli ciekawe moce jak na waszą rasę. Poza tymi do zmian formy mieliście zestaw innych ciekawych umiejętności. Pokaż mi któreś ze swoich, proszę. – białowłosa strasznie nalegała. Dojadając ostatnie kęsy wpadł mi zabawny plan. Było niewielkie ryzyko, ale w sumie warto spróbować. Zwłaszcza, że dobrze się bawiłem w jej towarzystwie. – Proszę...
– Dobrze, ale mam jeden warunek. – wyjąłem kartkę i spisałem na niej na szybko umowę. Podałem ją Holly uśmiechając się przy tym – Trzymaj, to jest zakładzik. Jak wygrasz, jestem do twojej dyspozycji i coś na kształt pomocnika, pomagiera.
– A jeśli przegram? Co wtedy? A i jeszcze jedno, na czym ma polegać owy zakład? – mówiła lekko podenerwowana, ale widać było że się skusi. Zdradzał to błysk w jej błękitnych oczach.
– No, to chyba oczywiste, że to samo co ze mną? Będziesz do mojej dyspozycji... – Ho aż zatkało, a jej przyjaciółka parsknęła śmiechem. Czyli jednak słuchała naszej rozmowy. – A odnośnie tego na czym ma polegać zakład... To co powiesz na to, że zmierzymy się muzycznie?
– Ty grasz na czymś? – spytała – W porządku... To o której i gdzie?
– Może za godzinkę przed akademikiem? –
– Jasne, będziemy tam czekały... Prawda Shay? – mówiąc to zerknęła na swoją przyjaciółkę, która zdążyła na powrót zniknąć w telefonie.
– C-co? A tak, tak... Będziemy. – mówiła jednocześnie cały czas stukając w ekran.
– W takim razie do później. – wstałem i wyszedłem. Musiałem jeszcze nastroić gitarę i rozruszać palce, zanim się z nią zmierzę. Coś z tyłu głowy mi powiedziało, że się nieźle wpakowałem. Ale inna część mówiła, że może być ciekawie.
***
Wyszedłem z akademika. Promienie zachodzącego słońca przyjemnie dogrzewały. Dziewczyn jeszcze nie było, toteż postanowiłem powygrzewać się na ławeczce. Oparłem instrument o ławkę i zmieniłem się w kota. Usadowiłem się na najbardziej nasłonecznionej miejscówce i pomrukiwałem z zamkniętymi oczami. Po kilku minutach usłyszałem kroki i znajome głosy.
– Ace! Jesteśmy! – krzyczała Holly. – Gdzie on polazł?
– Nie wiem, ale spójrz jaki słodki kotek. – podeszły i zaczęły mnie drapać po pleckach. Było to w pytę przyjemne, ale trzeba było się zmierzyć. Zeskoczyłem z kolan Holly i zmieniłem się z powrotem w ludzką formę.
– No to możemy zaczynać, prawda? – rzekłem z uśmiechem i przeciągnąłem się.
– Ty! Czy my cię właśnie...
– Ano. – uśmiechnąłem się najbardziej uroczo jak tylko mogłem – Dodam jeszcze, że świetnie drapiecie po pleckach. To jak zaczynamy?
– W takim razie zaczynaj. – rzuciła oschle – Shay będzie sędziowała.
Kiwnąłem twierdząco głową po czym wziąłem instrument do rąk i sprawdziłem czy wszystko jest w porządku. Aye, struny brzmiały jak powinny, tak więc zabrałem się do dzieła. Szło mi dobrze jak nigdy. Ani razu nie omsknęły mi się palce. Ale dalej coś mi nie pasowało. Kiedy skończyłem białowłosa od razu zaczęła swoją partię na skrzypcach. Wtedy stało się jasne co mi nie pasowało. Grała o niebo lepiej ode mnie... Stałem ze zdziwioną miną, ale zaraz się uśmiechnąłem.
– Tak więc, teraz jestem na twoich usługach. – skłoniłem się lekko zwyciężczyni.
<Holly? Masz jakiś plan?>
Ilość słów: 1276

piątek, 23 lutego 2018

Od Ace'a do Holly

Wstałem wcześnie i wyszedłem pobiegać. Na zewnątrz było nawet przyjemnie. Ślisko i mokro od wczorajszego deszczu, ale dalej przyjemnie. Kilka razy prawie spadłem podpierając się o wilgotne barierki i poręcze. Z tego względu zrobiłem mniejsze kółko, ale i tak sporą odległość. Skinąłem się szerokim łukiem w stronę dworca i z powrotem przez park do szkoły. W drodze powrotnej gdy przeskakiwałem i przebijałem się między przechodniami, ludzie rzucali mi rozgniewane spojrzenia, zupełnie jakbym to ja był przyczyną ich nieszczęść albo ochlapanych przez samochód spodni. Czasem ktoś rzucił pod nosem "kretyn" albo "pajac". Ale co poradzić? Tak już jest kiedy ktoś nie lubi wody. A powiadają, że to koty jej nie cierpią. Po godzinnej przebieżce wróciłem do szkoły. Mokry od potu, zmęczony, ale szczęśliwy. No jeszcze tylko się rozciągnąć żeby zakwasów nie było i wszystko załatwione. Zaczynałem właśnie ćwiczyć na uboczu, gdy zauważyłem jakąś niewysoką osóbkę fotografującą innych z ukrycia. Tego tak zostawić nie mogłem, zwłaszcza, że przedtem jej tu nie widziałem, a przynajmniej zapach był obcy. Fakt, sam nie byłem tu zbyt długo i pewnie dalej nie poznałem z widzenia wszystkich, ale jej tym bardziej. W mojej głowie zrodził się plan. Uśmiechnąłem się pod nosem i zmieniłem się w kota. Cichutko podkradłem się w jej pobliże i wdrapałem się na drzewo obok. Była tak zajęta swoimi sprawami, że nawet mnie nie zauważyła. Z powrotem przybrałem postać człowieka i przysiadłem na gałęzi.
– Wiesz, że nieładnie tak robić innym zdjęcia bez ich zgody? – rzuciłem.
Dziewczyna podskoczyła zaskoczona, po czy odwróciła się. Chwilę się rozglądała w poszukiwaniu źródła głosu. Zaśmiałem się i zeskoczyłem. Wylądowałem miękko tuż obok niej. Białowłosa cofnęła się przestraszona.
– No to jak odpowiesz mi na moje pytanie? – zapytałem uśmiechając się łagodnie. Chyba jej nie przestraszyłem za bardzo? Prawda?
– J-ja, wiem o tym. – speszyła się i już myślałem, że troszkę może przesadziłem – Ale ty też mnie podglądałeś! Kiedy przyszedłeś? Jak długo tam siedzisz? A poza tym to kim jesteś?
Zalała mnie serią pytań jak z automatu. Czyli wszystko z nią w porządku.
– Za szybko. Dziewczyno zwolnij, to nie komisariat. – odpowiedziałem łapiąc się za głowę. To było gorsze niż odpytywanie z chemii. Dziesiątki pytań, a wszystkie bez odpowiedzi. – Nazywam się Ace Kuroiashi i raczej nie muszę tego wyjaśniać, tak będę bardziej tajemniczy. Swoją drogą to nowa tu jesteś?
– Mhm... Holly Apostoleanu i niedawno przyjechałam. – wyciągnęła ku mnie swoją drobną dłoń. Pochyliłem się lekko w jej kierunku. Delikatnie uścisnąłem jej dłoń i mimowolnie spróbowałem wychwycić trochę jej zapachu. Zrobiłem to chyba mało dyskretnie, gdyż dziewczyna spojrzała na mnie jak na zboczeńca
– Co ty robisz?! – fuknęła.
– Wybacz, moje zwierzęce ja trochę się zagalopowało i zapomniałem spytać o zgodę. – wypowiedziałem to przepraszającym tonem oraz zrobiłem uroczą minkę licząc, że to zadziała i nie będzie się gniewać. – Tak więc, czy mogę?
– Oczywiście, że nie! – krzyknęła na mnie – Zwierzęce ja? Jesteś zmiennokształtnym?
– Ano jestem. – zerknąłem na wyświetlacz w telefonie, wskazywał dziesiątą – Muszę lecieć, niedługo lekcje zaczynam. Jakbyś chciała mnie znaleźć to pokój siódmy albo sala gimnastyczna lub kuchnia. Trzymaj się podglądaczko.
Rzuciłem na odchodnym i uśmiechnąłem się wesoło. Musze jeszcze skończyć się rozciągać i prysznic wziąć. Może uda mi się ogarnąć przed lekcjami. Może...
<Holly?>
Ilość słów: 539

poniedziałek, 12 lutego 2018

Od Ace'a do Kuroko

A więc to jest Auris. Zapowiada się ciekawie. Budynek spory, z zewnątrz wygląda na starawy. Taaak, będzie tam sporo zacisznych miejsc do drzemania. No cóż, trzeba ruszać, się zakwaterować. Na szczęście długo to nie trwało. Pani w sekretariacie szybko wstukała moje dane do systemu i wręczyła kluczyk do pokoju oraz mapę szkoły. Ja rozumiem szkoła duża, ale żeby mapę? Zerknąłem na dość rozbudowaną plątaninę korytarzy za zakrętem. Noo, może jednak się ta mapka przyda... Szedłem cały czas w nią wpatrzony. Pokój numer 7, taki był mój przydział. Tylko gdzie to się znajdowało, oto było pytanie. W końcu znalazłem na planie to, czego szukałem. Ruszyłem przed siebie, co chwilę zerkając do kartki. Nie myślałem nawet, że mogę na kogoś wpaść. Wciąż trwały lekcja i korytarze były opustoszałe. Jednak moje "szczęście" było większe niż brutalna rzeczywistość. Mimo szerokich korytarzy, mimo trwających lekcji potrąciłem kogoś. O ile na mnie to żadnego wpływu nie miało, tak ta osoba leżała na deskach. A co gorsza był to jakiś wychudzony dzieciak.
– Hej mały, cały jesteś? – spytałem uspokajającym tonem. Miałem nadzieję, że nic sobie nie zrobił. – Heeej? Żyjesz?
– T-tak. N-nic mi nie jest... – mówił, lekko się jąkając – Wybacz, ale śpieszę się z powrotem na lekcje.
– Chwila, chwila. Ty tu do szkoły chodzisz? – spytałem z niedowierzaniem.
– Mhm... Kuroko jestem, I humanistyczna. – odpowiedział, wyciągając dłoń.
– A ja Ace, II sportowa. – wyszczerzyłem się – Yo, to ja dłużej nie zatrzymuje. Może się jeszcze spotkamy?
– Możliwe! – powiedział i ruszył w swoją stronę. Ciekawy człek. No to skoro wszystko tu załatwiłem, mogłem ruszać dalej na poszukiwania swojego lokum. Szkoda, że się go nie spytałem o drogę. No cóż, mówi się trudno i żyje dalej.
***
No trochę to mi się zeszło na poszukiwaniach siódemki. Włóczyłem się po korytarzach przez jakieś dwadzieścia minut. Ważne, że jakoś udało mi się tam dostać. Otworzyłem drzwi i zacząłem rozpakowywać swoje rzeczy. Na szczęście nie zajęło mi to zbyt długo. Głównie dlatego, że niewiele ich miałem. Po skończonej robocie zmieniłem się w moją kocią formę i wskoczyłem na grzejnik. O tak! Nie ma to, jak drzemka po robocie, a zwłaszcza jak coś przyjemnie dogrzewa od spodu. Nie musiałem długo czekać, żeby przysnąć. Pod wieczór trzeba by było jeszcze okolice obadać.
***
Obudził mnie zgrzyt otwieranego zamka w drzwiach. Otworzyłem leniwie jedno oko, żeby widzieć, kto tu się wbija. W drzwiach przyuważyłem znajomą niewysoką postać o siwych włosach.

<następne opowiadanie>
< Kuroko? >
Liczba słów: 404

poniedziałek, 5 lutego 2018

Witamy - Ace Kuroiashi!

Imię i nazwisko: Ace Kuroiashi
Pseudonim: Nie ma, można się do niego zwracać praktycznie dowolnie.
Wiek: 19 lat
Data urodzin: 27 lipca
Płeć: Ta z antenką... Znaczy się mężczyzna, z pewnością mężczyzna.
Orientacja: Hetero
Partner: Wybrakowany. Czeka, aż któraś go przygarnie na stałe.
Klasa: II Sportowa
Kluby: Klub siatkarski | Klub kulinarny
Rasa: Zmiennokształtny w kota
Specyfika: Dla jego rodziny jest to powód do wstydu. Wszyscy jej członkowie mogą przemienić się w wielkie koty, lecz nie on. Zmienić się może w kota. Takiego zwykłego domowego sierściucha. Sztukę transformacji opanował do perfekcji. Do pełnej zmiany w kota lub części ciała nie potrzebuje artefaktu. Nie umie się zmienić w połowie, jak to potrafi reszta zmiennokształtnych. Ale nawet woli ten obrót spraw. Taki stan umiejętności zawdzięcza stuprocentowej harmonii ze swoją zwierzęcą częścią.
Charakter: Jak się zachowuje? Odpowiedź brzmi jak kot. Zsynchronizował się na tyle ze swoją drugą puchatą duszą, że wpływa ona na jego zachowania. Czasem podświadomie mruczy, jak jest mu przyjemnie lub gdy ktoś go zacznie miziać po włosach. W ogóle nie zwraca uwagi na to, czy wtedy dziwnie wygląda, polubił taki stan rzeczy. Przeważnie jest beztroski i chodzi uśmiechnięty. Rzadko kiedy uśmiech znika z jego twarzy. Czasem pojawia się też jego specyficzny przebiegły uśmieszek, zwłaszcza kiedy wpadnie mu do głowy jakiś plan. Fakt robienia częstych drzemek i wylegiwania się na słoneczku nie świadczy o tym, że Ace jest leniem. Kiedy akurat nie śpi i zabierze się za robotę, to zawsze stara się ze wszystkich sił. Głównie po to, aby znowu się położyć albo zyskać więcej czasu na swoje pasje. Jest człowiekiem radosnym, często dziecinnym i nieobliczalnym. Bardzo bezpośredni człek. Lecz jeśli chodzi o przyjaciół, to co by się nie działo, zawsze stanie w ich obronie i będzie ich wspierał. Mimo tego, że wychowywał się w rodzinie pełnej drapieżników, jest typem o łagodnym usposobieniu. Nie lubi się bić i robi to tylko w ostateczności. Zawsze brzydził się przemocą i nienawidził szkolenia w walce nożami, jakie zapewnili mu rodzice.
Aparycja: Ace to wysoki na około 193 cm wzrostu młodzieniec. Jest szczupły, ale nie wychudzony. Waży mniej więcej 85 kg. Jest dość umięśniony. Taką sylwetkę zawdzięcza częstym ćwiczeniom i treningom siatkówki. Jego skóra jest dość jasna, można by pomyśleć, czy przypadkiem nie zrobiło mu się słabo. Ma średniej długości czarne włosy, które zazwyczaj opadają na prawą stronę. Zazwyczaj ma je w nieładzie. Oczy... każdy je odbiera inaczej, mimo że są one szaro-żółte. Choć po przybraniu kociej formy stają się błękitne albo całkiem szare. Ubiera przeważnie luźne koszulki oraz dżinsy. Górę zdobi także dresowa bluza.
Głos: The Cab
Pokój: 7
Współlokator: Kuroko Schin Beckett
Zainteresowania: Młodzieniec posiada kilka zainteresowań. Można je policzyć na palcach jednej ręki, w dodatku wybrakowanej. Największą miłością życia jest dla Ace'a siatkówka. Gra w nią od dziecka. Kocha ten sport nad życie i nie wiedziałby, jak miałby bez niego funkcjonować. Chłopak gra też od niedawna na gitarze akustycznej. Nie jest jakimś wielkim muzykiem czy coś, ale ta czynność sprawia mu prawie tak samo wiele radości co siatkówka czy parkour. Uprawia ten sport tylko po to, aby mieć jeszcze lepszą sprawność podczas meczy. A poza tym czerpie z tego jeszcze inne korzyści. Między innymi łatwiej i szybciej porusza się po mieście oraz lepiej wychodzą mu ucieczki przed kibolami.
Moce:
– Czułe zmysły – ma wyostrzone zmysły niezależnie od przemiany.
– Elastyczność – jest bardziej wygimnastykowany i elastyczny niż reszta ludzi.
 –Przemiana – potrafi zmienić się w słodkiego kotka, o połowę większego, niż reszta zwyczajnych kotów. Lecz nie tylko na tym polega jego transformacja, potrafi dowolną część ciała podmienić na koci odpowiednik z jego ludzkimi cechami. To jest, dla większej stabilności podczas biegu wykształci sobie długi ogon lub jeśli zajdzie potrzeba walki wykształci kocie szpony, żeby kogoś pochlastać.
– Koci Król – jedna z najdziwniejszych, najbardziej upierdliwych, ale także najciekawszych umiejętności Ace'a. Może on narzucać swoją wolę innym kotom, czy też w jakikolwiek inny sposób im przewodzić. Nie jest to jednak takie kolorowe, bo gdy wychodzi na miasto czy po prostu gdzieś na zewnątrz, to zaczynają się do niego zbiegać okoliczne koty, a te nie zawsze chcą się go słuchać. Jest to moc, o której dowiedział się niedawno i nie opanował jej w pełni. Do tej pory nie rozumie, od czego zależy jej użycie, ani jak to się dzieje. Tak już jest i koniec.
Rodzina: Jak było na początku wspomniane rodzina chłopaka to sami zmiennokształtni w wielkie koty. Nigdy nie zaakceptowali jego zwierzęcej formy, przez co zerwał z nimi całkowicie kontakt, oprócz swojej najmłodszej siostry.
Michelle Kuroiashi – zmiennokształtna w pumę. Najmłodsza z rodzeństwa Ace'a i jedyna osoba z rodziny, dla której nie ma znaczenia jego forma. Różnica w wieku jej i chłopaka wynosi jakieś 10 lat. Pełna dziecięcej radości i ciekawości świata.
Inne:
– Dużo czasu spędza jako kot. Lubi się wdrapać gdzieś wysoko i poleżeć w spokoju lub podrzemać. Wykorzystuje to też jako sposób, żeby się poprzytulać,
– Niechętnie to przyznaje, ale nawet posmakowały mu kocie chrupki,
– Nie śpi normalnie, drzemie o różnych porach,
– Przez wychowanie jakie sprawiła mu rodzina, nigdy nie traci czujności,
– Porusza się z kocią gracją i wdziękiem,
– Jego ulubione kolory to czarny i czerwony,
– Lubi irytować ludzi poprzez strzelanie z praktycznie każdego stawu,
– Marzyciel.
Kontakt:
– email: jcanimanta@gmail.com
– hw: Iriem
Motto: "Wszystko jest możliwe, jeśli w to wierzysz!"
Inne zdjęcia:
Jako kot

Źródła zdjęć: Znalezione w pintereście
Relacje:
Ważne opowiadania: