Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Misaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Misaki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 czerwca 2018

Od Misaki do Takeshiego

To było tak miłe. Nie chciałam się od niego odsunąć, wręcz przeciwnie. Byłam bardzo blisko niego, a nasze ciała stykały się. Czułam, jak głośno i mocno mi łomocze serce w piersi. Takeshi stał się dla mnie bardzo bliski. Nie chciałam nigdy się od niego oddalić. Chciałam być przy nim już na zawsze, abym mogła dzielić się z nim... Miłością. Tak, to była miłość. To było to, co obaj czuliśmy w sercach. Przynajmniej ja na to tak patrzyłam, ale... Nie będę nic mówić. Mogło mi się tylko wydawać. W końcu, znamy się krótko. W tym pocałunku jednak... Ujrzałam początek. Początek czegoś ogromnego i pełnego szczęścia. Chcę to odkryć... Ale nie wiem jak. Kiedy mi się to uda? Nie wiem. Kiedyś na pewno to odkryję. W końcu obaj się oddzieliliśmy, nabierając zachłannie powietrze do płuc. Patrzyłam prosto w oczy dla Takeshiego, nadal oddychając ciężko. Uśmiechnęłam się delikatnie z rumieńcem. Przygryzłam wargę, nadal mając twarz blisko jego. Nie chciałam jej odsunąć, choć moje serce było bliskie opuszczenia mojego ciała.
- T-Takeshi... Wiesz, że... Spełniłeś teraz też moje życzenie...? - powiedziałam cicho, patrząc mu w oczy.
 - Czuję się jak wróżka chrzestna, haha! Spełniam najskrytsze życzenia.. - uśmiechnął się, również spoglądając mi w oczy.
- Dziękuję. - szepnęłam i przytuliłam się do niego. - Jestem ci wdzięczna za wszystko.
- Ja też ci dziękuję... Za to, że po prostu tu jesteś... - przytulił mnie również i położył brodę na moim ramieniu.
Wzięłam głęboki wdech, zaciskając dłonie na torsie chłopaka. Zamknęłam oczy, odprężając się i spokojnie wtulając się w chłopaka. Było mi miło, a taki spędzony wieczór na dachu nie mógł mieć dla mnie lepszego zakończenia. Spokojnie oddychałam, wsłuchując się w bicie serca białowłosego. Po chwili jednak odsunęłam się lekko, uśmiechając się do niego.
- Wróćmy proszę do domu. Jest już trochę zimno. Może... Wypijemy kawę? - zapytałam, wstając z ziemi i otrzepałam swoje spodnie.
- Jasne, czemu nie?
- A potem... Hm... W sumie potem pójdę się chyba uczyć... Chcę dostać te cholerne stypendium... - pokręciłam głową, po czym wraz z Takeshim weszliśmy do mieszkania.
- Aaaa mi sie nie chce uczyć - prychnął, wchodząc do mieszkania.
- Chciałabym uzbierać nam na jakiś wspólny wyjazd, abym i ja mogła kiedyś dać ci coś z siebie. Ale to jeszcze długa droga. - zaśmiałam się i włączyłam wodę na kawę.
- Mówiłem, że masz mi nic nie oddawać - oparł się o ścianę kuchni.
- To nie będzie oddanie. Chcę tylko... Jakby to nazwać... - zastanowiłam się, opierając biodro o blat. - Dać ci coś od siebie. Gdybym była dzieckiem, byłaby to laurka, ale jestem już dorosła i dam ci w prezencie wspólny wyjazd. - uśmiechnęłam się.
- Ale zdajesz sobie sprawę że to będzie cholernie drogie i ciężkie do zapracowania?
- Wiem. I to jest już mój drugi cel. Zarobię na ten wyjazd. - uniosłam palec do góry. - I zrobię to jak tylko mogę. Dlatego będę się uczyła na stypendium, a wolne chwile spędzę w kawiarni jako kelnerka. 
- Nie przepracowuj się tak, nie musisz.
- Ale ja chcę. Nie odczuwam tego jako przymus. W pewnym sensie chcę to dla ciebie zrobić i dla siebie. - rzekłam. - Może tak zapomnę o ciągłym głodzie... - powiedziałam to już o wiele ciszej.
- Chcesz się zagłodzić? Nie pozwolę na to. To zbyt niebezpieczne.
- Nie będę się głodzić. Będę piła... Kawę. - powiedziałam, po czym spuściłam głowę, zalewając dla nas obu czarny napój.
- Dobrze wiesz, że to nie wystarczy. Misaki posłuchaj. Jakbyś nie próbowała i jakbyś się nie starała... Nigdy nie będziesz człowiekiem...
- Wiem, że nie będę... Ale przynajmniej w małym stopniu... Tak bardzo nie chcę jeść ludzi... To zawsze się źle kończy. Nazywają mnie Kubą Rozpruwaczem rozumiesz? Ja tak bardzo nie chcę...
- A mnie Czarnym Żniwiarzem, Krwistym Władcą, Potworem, Krwiożercą, Szarlatanem, Diabłem, Jednookim, Stonogą.. Dużo jest tego. I co z tego? Jestem tym kim jestem...
- Ja wiem... Ale to nie tak, że ja nie chcę być sobą... Chcę, staram się, ale... Nie mogę się przełamać do tego, aby zabijać. Nie lubię tego... - podałam mu kubek z kawą, który on złapał i od razu upił łyka.
- Tak jak oni zabili mnie, tak ja zabijam ich. Oni chcą mnie zabić, to ja zabijam ich. Proste... Są czasami jak... Wataha... Ślepo podąża za swym przywódcą i chce objąć jego miejsce...
Przeszłam z chłopakiem do salonu. Takeshi usiadł, kładąc nogi na sofie, a ja bez wahania usiadłam między nimi, kładąc plecy na jego torsie. Otuliłam ciepłą kawę dłońmi.
- Ja wiem co masz na myśli... Jednak nie wiem dlaczego, ale ja bardzo chcę spróbować żyć jak inni. Wiesz, że mogłabym jeść co inni, pić co inni i nie musiałabym się martwić tym, że nikt mnie nie zaakceptuje od razu... - powiedziałam i podmuchałam na kawę, aby ją nieco schłodzić.
- To nie jest najlepsze rozwiązanie.. Czemu po prostu nie zaakceptujesz tego kim jesteś dopóki nie będzie za późno?
- Za późno? Na co? - zapytałam, kładąc głowę na jego ramieniu i patrząc na taflę kawy.
- Ja... Zorientowałem się za późno... Nie polecam. Chcę, byś w końcu zrozumiała, że życie ghoula nie jest takie złe..
- Takeshi... Ja od dziecka byłam wychowywana tak, aby nikt nigdy nie poznał, że jestem tym, kim jestem, że mam się ukrywać... Nie chciałam, a jednak, musiałam to robić... Ale wiesz co...? Jesteś pierwszą osobą, która to zobaczyła, bo jej to okazałam. - uniosłam wzrok, patrząc na jego twarz, leżąc na jego ramieniu.
- Na prawdę? - uśmiechnął się delikatnie, patrząc w kubek.
- Tak. Przecież wiesz, że nie umiem przy tobie kłamać, głupku... - zaśmiałam się, po czym napiłam się kawy.
- Oooo miło mi to słyszeć... Wykorzystam to... Kiedyś...
- Głupek... - powtórzyłam, wtulając się w jego ramię i zamykając oczy.
Wieczór spędziliśmy miło, a noc poświęciłam na naukę. Nie chciałam przecież dostać złej oceny, skoro zależy mi na stypendium. Padłam niestety nad ranem, ale zaledwie dwie godziny snu nie były dla mnie przeszkodą. Z uśmiechem przecież wstałam, przebrałam się i ruszyłam do szkoły.
Po zajęciach było już ciemno. Zostałam, aby pomóc posprzątać nauczycielom. Wzięłam głęboki wdech, po czym spacerkiem ruszyłam przez miasto do mieszkania. Rozglądałam się, mając na głowie kaptur. Kiedy przechodziłam obok wystawy ubrań, zatrzymałam się na moment, oglądając ją, ale przeszkodziła mi w tym mała kropelka deszczu, która skapnęła na mój nos. Westchnęłam, spojrzałam ostatni raz na wystawę i biegiem ruszyłam, aby jak najszybciej znaleźć się w domu. Wskoczyłam na dach, a tam ni stąd ni zowąd, pojawił się Takeshi, na którego wpadłam. Zamrugałam kilka razy, zakładając nieco wilgotne kosmyki włosów za ucho. Byłam wpatrzona bardzo długi czas w jego oczy jak w obrazek. Za nami było piękne, rozjaśnione różnymi kolorami miasto, a szum deszczu jedynie pozwolił mi bardziej skupić się na twarzy chłopaka.
- Ja... Przepraszam. Zagapiłam się. - powiedziałam, nadal nie odrywając spojrzenia od jego oczu.
<następne opowiadanie>

<Takuś?>
Ilość słów: 1136

sobota, 23 czerwca 2018

Od Misaki do Takeshiego

Nie mogłam się oprzeć, aby nie iść za nim. Wyglądał na przybitego, a ja tak tego nie lubiłam... Wolałam, jak się uśmiechał, jak pokazywał mi, że mogę na niego liczyć. Teraz ja muszę mu pokazać, że może na mnie liczyć. Że zawsze mu pomogę, bez granicy. Muszę mu to pokazać. Musi wiedzieć, że... że będę przy nim. Że będę go wspierała całym swoim sercem. Całą sobą. Dał mi tak wiele. Dał dom, opiekę... Dlaczego więc, nie mogę dać mu tego samego. Dotarłam za chłopakiem na cmentarz. Biedny, pochylał się nad czyimś grobem. Ktoś z rodziny? Przyjaciel? Bliska mu osoba? Była dziewczyna? Nie wiedziałam, więc powoli zbliżałam się. Z tyłu chłopaka pojawiło się jego kagune, które delikatnie pogładziło Takeshiego po głowie, a potem zawisło nad nim. Stanęłam przy białowłosym, patrząc na grób.
- K-Kto to? - zapytałam bardzo cicho. - Takeshi... Trzeba było mi powiedzieć, że chcesz tutaj iść... Przepraszam, że ci też przeszkadzam, ale... Chcę ci pomóc...
- Nie zasługiwał na to... Tak cholernie mi pomógł... A ja nie zdążyłem mu nawet powiedzieć tego jednego walonego słowa.... - mówił przez płacz.
Płakał w swoje przedramiona, chowając w nich głowę, a jego kagune zamieniało się w skolopendrę. Czułam, jak i mi napływają łzy do oczu. Podeszłam bliżej niego i mocno go przytuliłam do siebie, aby mógł się wypłakać. Rozumiem jego ból.
-Takeshi... - uśmiechnęłam się delikatnie i wzięłam wdech - Wschody na wyblakłym horyzoncie, to tylko kolejny dzień. Patrzę na słabo oświetlone budynki i myślę o tobie. Wyobrażam sobie, że jesteś, tuż obok mnie. Twoje oczy pochwytają moje własne, a ja spoglądam na ciebie przelotnie, a tuż po tym... Zdaję sobie sprawę z tego, że jesteś tutaj. Śniłam o tym, że będziesz obok mnie... I że... Znowu się spotkamy... - zanuciłam cicho ze łzami w oczach, przytulając chłopaka do siebie.
Takeshi wstał i mocno wtulił się w moją szyję, a kagune zawisło nad nami. Po chwili wbiło się w ziemię, a on... Widać było, że jest rozdarty... Że nawet on, pozornie obojętny na wszystko, cierpi i żałuje... Uważałam go za kogoś, kto jest ważny w moim życiu... Był dla mnie najważniejszy... Pogładziłam delikatnie jego plecy, a po chwili milczenia ponownie usłyszałam jego głos.
- Nie.... Nie zostawiaj mnie... Jesteś wszystkim, co mi zostało na tym świecie... Proszę....
- Nie zostawię ciebie, Takeshi... Będziemy razem, obiecuję... Nikt ci mnie nie zabierze... - szepnęłam, po czym spojrzałam mu prosto w oczy. - A ja nie pozwolę, aby ktoś zabrał mi ciebie... Obaj jesteśmy tym, kim jesteśmy... Nadal boję się samej siebie, ale... Dla ciebie zrobię wszystko, abyś mógł widzieć we mnie wsparcie... - pogładziłam jego policzek. - Dlatego nie bój się... Jestem i będę... I nie mam zamiaru odejść...
Kagune objęło mnie mocno, a Takeshi uśmiechnął się poprzez łzy, które stał po chwili ręką.
- Jesteś niesamowita... Dziękuję...
- Nie ma za co... Takeshi... Nie płacz już, dobrze? - szepnęłam, po czym zabrałam mu włosy z czoła.
Zamknął oczy na mój dotyk po jego czole. Wyglądał tak uroczo...
- Dziękuję... I przepraszam... Po prostu... Zawsze mam doła, gdy tu jestem...
- Rozumiem... Nie martw się. Jestem przy tobie i możesz się wypłakać, jak tego potrzebujesz... Chcę być dla ciebie wsparciem...
- Już nim jesteś... - odsunął się delikatnie od niej i powiedział to, odbiegając w ciemność ze swoim kagune.
Spojrzałam za nim i wzięłam głęboki wdech. Wycofałam się i wróciłam spokojnie do domu. Otuliłam się ramionami, patrząc na niebo, które było dzisiaj pochmurne. Zapowiada się deszcz... Ja jednak byłam pewna, że nie spędzę dnia sama. Chciałam, aby był ze mną Takeshi. Musiałam mu pomóc. Bezgranicznie.
---
Pod wieczór i ja, i chłopak byliśmy w domu. Byłam już trochę zmęczona i zamykały mi się oczy. Spojrzałam na Takeshiego, który widocznie jeszcze przeżywał ten dzień. Wstałam, kładąc dłoń na jego ramieniu. Spojrzał na mnie, a ja uśmiechnęłam się do niego.
- Takeshi... Połóż się już. Będziesz jutro zmęczony. Ja też już się położę...
Chłopak nagle wstał i mocno mnie przytulił, znowu wtulając twarz w moje ramię. Nieco zaskoczona objęłam go i uśmiechnęłam się delikatnie.
- N-Nie zostawiaj mnie samego... - szepnął.
- Takeshi... Mogę siedzieć obok ciebie, dobrze? Zaśniesz i wszystko będzie dobrze... Nie wiem, czy powinnam z tobą spać. N-Nie jesteśmy przecież... - zająknęłam się. - Parą... - dokończyłam cicho.
- P-parą...? - zająknął się i spojrzał na mnie.
- N-No... T-T-Ten... T-Tego... - zaczerwieniłam się bardzo mocno, nadal obejmując go i zaciskając dłonie na jego koszulce.
- Związek z takim ghoulem jak ja, nie jest prosty, Misaki... - odsunął się ode mnie ostatni raz, patrząc w mi oczy. 
Obrócił się i poszedł do sypialni. Trochę mnie to zabolało... Położyłam dłoń w miejscu, gdzie było moje serce. Pobiegłam za nim i zatrzymałam go całą swoją siłą. Miałam spuszczoną głowę.
- T-Takeshi... N-Nie idź... - szepnęłam bardzo cicho. - T-Też nie chcę być s-sama...
- Zawsze staram się ukrywać swoje problemy za uśmiechem lub obojętnością. Za tym kryje się tafla rozbitego szkła... Popękane i zbite... Nie da się tego skleić. Wszyscy myślą, że mnie znają. Ale tak naprawdę znał mnie tylko on... On zabrał wszystkie moje tajemnice razem z sobą do grobu... Ale dziękuję, że tu jesteś.. Jesteś jak kropla wody, która wpadła do jeziora. Niby mała, ale wywołuje falę... Pomyśl, Misaki, jak zmieni się jezioro pod wpływem tej jednej, małej kropli...
- Takeshi... Każdy jest słaby... U-Uwierz mi. Ja chcę... C-Chcę tego, abyś mógł widzieć we mnie kogoś bliskiego... W-Wiem, że nie zastąpię twojego przyjaciela, ale chcę, żebyś miał kogoś, kto będzie mógł się z nim równać... Tym kimś, chciałabym być ja... Wziąłeś mnie pod swój dach, dałeś mi ciepło, kupiłeś mi tyle rzeczy... Zająłeś się mną, a ja... Ja nie umiem ci się odwdzięczyć... -szepnęłam.
- Może to będzie samolubne... Nie wiem, jak to odbierzesz... Ale zrobiłem to, bo.. Zobaczyłem w tobie kogoś, kim byłem kiedyś... A on, wyciągnął do mnie rękę tak, jak teraz... Nie mogłem patrzeć, że moja historia jest powtarzana przez kogoś innego... - obrócił się w moją stronę. 
Już nie płakał. Za to ja tak. Miałam łzy w oczach...
- T-Takeshi... J-Ja nie chcę opuszczać tego miejsca... Z-Zależy mi na tym, aby ci pomagać... 
Milczał. Wziął mnie za rękę i weszliśmy razem do sypialni. Nadal szlochałam, idąc za nim. Moja dłoń lekko drżała.
- Możesz się położyć... - szepnął do mnie i stanął naprzeciwko szafy, zdejmując koszulkę. 
Na jego plecach widniała rana. Biegłe wzdłuż kręgosłupa i jego boku... Miałam rumieniec na twarzy. Usiadłam na jego łóżku.
- C-Co to za r-rana...?-szepnęłam.
- Hm? - spojrzał na mnie lekko zdziwiony - To... Pozostałość po laborlatorium... - zamknął po chwili szafę.
- M-Muszę... Iść do pokoju... C-Chcesz spać, prawda? - powiedziałam spokojnie.
- Powiedziałaś, że nie chcesz być sama, prawda? Ja też nie chcę być sam... Nie dzisiaj... - podszedł do łóżka i na nim usiadł.
- C-Chcesz ze mną spać? - zapytałam bardzo cicho.
Takeshi walnął się na poduszkę i leżał na plecach.
- A czemu nie? To coś złego, że nawet ghoule nie chcą być samotne? Poza tym, to tylko jedna ściana nas dzieli. Gdybym chciał, sam mógłbym do ciebie wbić... - uśmiechnął się kątem ust.
- M-Muszę iść po pidżamę... - szepnęłam i wstałam z łóżka.


- Mhm.. - przytaknął i zamknął na chwilę oczy, ale nie spał.
Wyszłam z jego pokoju, a po chwili wróciłam. Położyłam się obok niego, czerwieniąc się ledwo widocznie. Spojrzałam na chłopaka.
- Takeshi... Jesteś... Mi bardzo bliską osobą... - szepnęłam.
Obrócił się w moją stronę, a nasze twarze znajdowały się dość blisko 
- Naprawdę? To zaskakujące.. Nikt tak o mnie nie mówi...
- Ale ja to mówię... Bo to prawda... Czuję, że tak jest... - szepnęłam, rumieniąc się mocno.
- Czujesz, że tak... - przyłożył moją rękę do swojego serca i zamknął oczy z uśmiechem. 
Biło dość szybko. Przełknęłam głośniej ślinę i nieco zawstydzona, zbliżyłam się do niego.
- Takeshi... Jesteś ciepły... - szepnęłam cicho.
Zarumienił się lekko i spojrzał na mnie.
- To chyba nie tak źle, co? - położył ręce na mojej talii i zamknął oczy.
- To bardzo dobrze... Takeshi... Dziękuję ci za wszystko... - wtuliłam głowę w jego tors.
<Takeshi?>
Ilość słów: 1341

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Od Misaki do Takeshiego

Miał piękne włosy... Tak ładnie pachniały. Miały zapach... Takeshiego. Tego chłopaka, który mnie ocalił przed zimnem, ciemnością i dalszym mieszkaniem w lesie. To on mnie uratował. Teraz ja, chcę tak bardzo uratować go. Nie wiem przed czym. Nie wiem przed kim, ale to zrobię. Ocalę go. Nie będzie sam. Nie po tym wszystkim co dla mnie zrobił. Dał mi dom, dał mi ciepło, dał mi przedmioty codziennego użytku, dał mi... Tak wiele. A ja? Ja nie mogę mu nic dać... Nie stać mnie na nic. Mogę mu co najwyżej zrobić rano kawę... I też, to jego kawa. Dlaczego.. Dlaczego nie potrafię mu nic dać od siebie. Przygryzłam wargę, nadal gładząc włosy chłopaka. Jest taki miły dla mnie... Mogę mieszkać razem z nim... Daje mi ciepło, jakiego nie czułam tak długi czas... Takeshi... Tak bardzo ci za wszystko dziękuję. Dlaczego nie umiem ci tego powiedzieć tak wprost. Czemu moje myśli nie chcą przejść przez usta... Może mogłabym mu tak podziękować... Ale to nadal za mało... Zrekompensuję mu to... Nie wiem jak, ale to zrobię... Nasze spojrzenia się nie odrywały, a ja nie chciałam zrywać ciągłości. Nadal chciałam wgłębiać się w jego wzrok. Był taki... Opiekuńczy...
-Elaine...-powiedział nagle.
Co to znaczy? Co chce mi powiedzieć? Powiedz mi. Takeshi, powiedz mi proszę. Powiedz mi wszystko. Pomogę ci tak, jak ty pomogłeś mi. Obiecuję, że zawsze będę przy tobie. Wytłumacz mi to. Wytłumacz mi wszystko. Mimo tego, że jestem bestią, chcę się zmienić... Dla... Ciebie... Dlaczego tak myślę?
-Elaine? Co to znaczy, Takeshi?-zapytałam, wsuwając palce w jego włosy.
- Co? Jak? - otrząsnął się jakby był w jakimś transie - Elaine? To znaczy piękna... - szepnął cały czerwony.
Zarumieniłam się podobnie jak on. Piękna? Ja? Taki potwór jak ja jest piękny? Takeshi... Dlaczego tak mówisz...
-P-Piękna...? J-Ja? T-Takeshi...-szepnęłam, zakrywając wolną dłonią czerwony policzek.
Moja druga dłoń nadal gładziła jego włosy.
- N-no tak.. Ja.. Ten tego... Także... No...Ten... - jąkał się czerwony i podrapał się po karku, odwracając wzrok, bo nie wiedział chyba co ma powiedzieć - Tak jakoś myśli wyszły mi na głos...
Spuściłam głowę, przez co ujrzałam... Na moje policzki wkroczył jeszcze większy rumieniec i spojrzałam na chłopaka w tym samym czasie, kiedy to on spojrzał na mnie. Nasze nosy nieco się styknęły, przez co zaskoczona wpatrywałam się w jego spojrzenie dłuższy czas. Po chwili jednak Takeshi wstał, ale nie zerwał połączenia wzrokowego. Musiał się schylać, ale nadal na mnie patrzył. Zarumieniłam się już na poziom maksymalny. Kiedy chciałam podejść bliżej, potknęłam się, padając na niego. Zamknęłam oczy, a po tym... Poczułam ciepły dotyk ust chłopaka na moich wargach, a tuż po tym uderzenie o podłogę. Dotknęłam swojego karku. Nadal miałam zamknięte oczy, ale nie wiedziałam, czy jego też są zamknięte. Zasłona moich ciemnych włosów okrywała odbywającą się tutaj scenę. Po chwili lekko odsunęłam od niego wargi i cała czerwona spojrzałam mu w oczy.
-T-Takeshi... P-Przepraszam...-szepnęłam.
Wiedziałam, że rumieniec miałam nie tylko na twarzy, ale też na moich uszach.
-N-nie przepraszaj, naprawdę... To tylko... Nie... Ja.. Czekaj.. Co?!
-J-Ja... Naprawdę przepraszam...-powiedziałam, zamykając po chwili swoje oczy.
-A, jebać etykietę... - Takeshi podniósł się lekko na swoich dłoniach i ponownie mnie pocałował, trzymając druga rękę na mojej talii.
Czułam, jak moje serce zaczyna bardzo mocno bić. Chciało wręcz wyskoczyć z mojej piersi. Po chwili jednak, położyłam dłonie na jego szyi. Rozluźniłam nieco ciało, a moje dłonie wjechały w jego włosy. Jedną z nich przeniosłam delikatnie na jego policzek. Był ciepły... Zupełnie jak on... Po chwili lekko odsunęłam od niego wargi, patrząc mu w oczy. Rumieniec ponownie wkroczył na moją twarz, a ja ostatni raz, bardzo delikatnie musnęłam jego usta swoimi wargami w krótkim pocałunku.
-A'báeth... To znaczy pocałunek... Nigdy nie byłem taktowny, ha ha! - zaśmiał się lekko i uśmiechnął do mnie ciepło.
-P-Pocałunek...-dotknęłam palcami swoich warg.-D-Dlaczego to było takie miłe...-szepnęłam, patrząc w oczy chłopakowi.
-Boo... Chciałem, by takie właśnie było... - odwrócił wzrok cały czerwony.
Cała czerwona bardzo szybko wstałam, zakrywając rumianą twarz. Widziałam, że na ustach Takeshiego został siny ślad, z którego płynęła bardzo malutka strużka krwi. Zapewne przy uderzeniu, niechcący go ugryzłam.
-D-Dziękuję... A-Ale to ja powinnam dawać ci coś, aby ci się odwdzięczyć...To znowu było jak prezent... Kolejny, jaki od ciebie już dostaję... Nie wiem, czy zasługuję na więcej...-szepnęłam, zostawiając dłonie na bardzo czerwonych policzkach.
-Zasługujesz... Każdy zasługuje na chwilę radości i szczęścia... Bez wyjątku... - również wstał i otarł swoje usta z krwi.
-Z-Zasługuję...? N-Nie wiem czy... Nie wiem... N-Nie rozumiem...-szepnęłam, spuszczając głowę. Pozwoliłam kosmykom swoich włosów, aby opadły na moją twarz. Ugryzłam się w wargę, zaciskając dłonie na swoich przedramionach.
- Misaki... - podszedł do mnie i delikatnie położył swoje ręce na mojej talii. Przyłożył swoje czoło do mego czoła i szepnął do mnie. - Misaki... Nie wybierałaś kim masz się urodzić.. Jesteś tym kim jesteś. To właśnie jesteś ty. Misaki, którą poznałem. Nie będziesz inna. Wtedy nie byłabyś tą piękną dziewczyną, która stoi przede mną... Możesz być tym kim tylko zechcesz, ale... Nie uciekniesz od tego kim na prawdę jesteś...
Przeniosłam dłonie na jego ramiona, po czym spojrzałam mu w oczy. Ułożyłam usta w cienką linię, po czym podeszłam bliżej do chłopaka, wtulając się w niego mocno. Poczułam, jak po moich policzkach płyną łzy. Dłonie przeniosłam, wsuwając je we włosy chłopaka.
-T-Takeshi... J-Ja... Boję się tego, kim jestem. Boję się, że kiedyś mój apetyt na to, czego nie jem wzrośnie... Że stanę się jeszcze gorszym ghoulem niż teraz. Ja nie chcę wzbudzać strachu... C-Chciałabym żyć jak inni... C-Chciałabym jeść co inni, robić co inni... Dlaczego nie mogę... T-Takeshi...-szepnęłam.
-Bo taka się urodziłaś.. ja też.. Nie wybieraliśmy sobie naszego życia. I nic nikomu do tego. Na świecie są gorsze potwory niż my i są o wiele groźniejsze. My po prostu chcemy żyć. Czy jest w tym coś złego, Misaki?
-N-Nie... Nie ma... Ale Takeshi... Boję się... Naprawdę się boję...-szepnęłam, po czym spojrzałam mu w oczy.-Dlaczego wiedząc, że jestem sobą, nadal boję się samej siebie... Dlaczego uważam siebie za coś, co mnie przeraża...-zacisnęłam lekko dłonie, po chwili je rozluźniłam, kiedy dłonie chłopaka pogładziły mnie po plecach.
-Nie martw się, z czasem to zrozumiesz i zaakceptujesz to... Wiem, co mówię, ja też tak miałem... Nie martw się..
Nagle okno w salonie zostało wybite. Zasłony rozwiał wpadający przez pęknięte szkło wiatr. Widziałam mężczyznę. Był szczupły, miał błękitne oczy i długie, niebieskawe, rozmierzwione włosy. Grzywka opadała na jego oczy. Na sobie miał bluzę z długim rękawem, czarną skórzaną kurtkę i czarne spodnie. W lewym uchu skrzył pierścionek. a na palcu prawej dłoni lśnił sygnet.
-K-Kyoya...?-zapytałam cicho, a facet zaczął się śmiać.
Zszedł z framugi i depcząc rozbite szkło, szedł w naszym kierunku. Jego oczy lśniły czerwienią, a białka miał hebanowe. Po moich policzkach popłynęły łzy, kiedy wpatrywałam się w chłopaka.
-Witaj, moja głupia siostro... Widzę, że mieszkanie w lesie ci się znudziło. A szkoda. Szukałem ciebie. Wolałaś jednak znaleźć sobie chłoptasia, jaki ciebie przygarnie. Głupia, głupia, głupia. Każdy jest taki sam. Dowie się, że jesteś ghoulem, a potem co...? Wrócisz do lasu i znowu będziesz śmierdzącą częścią tej odrzuconej ludności...-powiedział, kręcąc głową.
<Takeshi?>
Ilość słów: 1161

środa, 16 maja 2018

Od Misaki do Takeshiego

Uśmiechałam się, patrząc i gładząc kagune chłopaka. Tak bardzo byłam mu wdzięczna. Wydał na mnie tak wiele, pozwolił mi z sobą zamieszkać, pozwala mi... Żyć. Żyć tak, jak żyli inni. Nie uważa mnie za potwora, szanuje mnie... Dlaczego... Czym sobie tym zasłużyłam? Przecież jestem zła... Przecież zabijam. Jednak czy to właśnie ten chłopak pokazał mi, że mam szansę być człowiekiem? Czy mam szansę kochać, dawać uczucie... Chcę, aby dzięki mnie ktoś był szczęśliwy, ale jak, jak mam to zrobić, skoro czuję się tak bezsilna...
-Twoje kagune, jest częścią ciebie... Jest piękne... Nie rozumiem, dlaczego nikt ci tego nie mówił...-szepnęłam, nadal gładząc dłonią macki.
-E-em.. Może dlatego, że nikt nie zdążył mi tego powiedzieć? Zawsze kończyło się to śmiercią i wszyscy się go bali...
-A ja zdążyłam ci to powiedzieć... Dlaczego? Dlaczego jeszcze żyję w takim razie...?
-Eeem... Bo... -odwrócił wzrok i podrapał się po karku- Bo chciałaś mnie uratować... Jako jedyna od czasu... No, długiego czasu....
Uśmiechnęłam się delikatnie, kiedy kagune chłopaka oplotło mnie lekko w talii. Pogładziłam je, po czym popatrzyłam na Takeshiego. Byłam tak bardzo ciekawa, dlaczego... Dlaczego on chce mi pomóc? Czy to tylko dlatego, że go uratowałam, a może chce mieć kogoś bliskiego? Może szuka kogoś, kto zawsze będzie dla niego oparciem. Nie wiedziałam, ale byłam pewna, że chcę się tego dowiedzieć. W pewnym sensie odczuwałam pragnienie. Nie było to coś, co chciałam lub musiałam zrobić z przymusu. Po prostu... Sama nie wiem. Nie wiem co we mnie wstąpiło ostatniego czasu. Nic nie rozumiem...
-Chciałam cię uratować, bo widziałam w tobie mnie. Mnie, kiedy pojawiłam się tam po raz pierwszy... Poza tym, nie mogę patrzeć jak ktoś cierpi obok mnie...
-To było dla mnie... Bardzo ważne. Od dawna nikt nie wyciągnął do mnie pomocnej ręki... A tak poza tym to... Sorki za kagune.. Czasami żyje własnym życiem i...- podrapał się po karku z lekkim rumieńcem.
Zaśmiałam się pod nosem, nadal gładząc kagune, które lekko się zacisnęło pod moim dotykiem. Było urocze, podobnie jak jego właściciel. Zaraz... O czym ja pomyślałam? Misaki, ogarnij się. Znasz go dopiero kilka godzin, a masz w głowie już takie myśli. Jednak nie odczuwałam wstydu przed tym, co było w mojej głowie. Moja wyobraźnia, jest tylko moją wyobraźnią. Ucieczką od wszystkiego, co złe. Nie będę już się krępowała. Uważam, że jest przystojnym, miłym, dobrym i uroczym mężczyzną, który chciał mi pomóc od tak. Nic w tym złego.
-Nie przepraszaj. To miłe, że ktoś od tylu lat chce mnie przytulić. Nawet, jeżeli jest to kagune...-powiedziałam, po czym spojrzałam na chłopaka.
Takeshi popatrzył na mnie kątem oka, nadal się lekko czerwieniąc i uśmiechając się. Tak. Zdecydowanie jest uroczy. Ten rumieniec na jego twarzy był dobrze widoczny z powodu jego jasnej cery, włosów i szarych oczu, które dla mnie tylko dodawały mu uroku osobistego. Byłam ciekawa. Byłam bardzo ciekawa, jak jest w jego ramionach. Czy są silne? Czy może będzie w nich ciepło? Co dokładnie oznacza uczucie? Uczucie... Rzecz, którą czułam ostatnio od ojca... Ale to było tak dawno temu...
-Tak. I od dawna moje kagune nie miało do kogoś takiego fetyszu...-zaśmiał się.
-To do kogoś kiedyś miało?-przechyliłam lekko głowę, uśmiechając się delikatnie.
-Tak... Kiedyś tak.. Ale to stare czasy i już... Z resztą, nieważne. Podoba ci się?
-Oczywiście, że mi się podoba. Naprawdę, dziękuję ci za wszystko co robisz...-szepnęłam.
-Na prawdę nie musisz...- Takeshi dotknął kagune, a ono puściło mnie.
Ukłoniłam się w pas, zamykając oczy. Przecież musiałam mu podziękować. Należą mu się ogromne podziękowania. Kto przecież przyjmuje pod dach dziewczynę, która mieszkała w lesie, a jedyne co miała to porwaną torbę, notes, kilka książek i szmaty, które nosiła na sobie. Z resztą, nawet ubrań nie miała. Chodziła w tym, co znalazła lub też kupiła za głupie grosze. Ciągle nie miałam pieniędzy, nie miałam czasami nawet za co kupić sobie głupiej kawy, która dla innych nie jest droga...
-Muszę. Jak tylko będę mogła, odwdzięczę ci się.
Uśmiechnął się i pokierował się do wyjścia z pokoju. Zapomniał? Nie chciałam, aby zapomniał. Chciałam z nim iść, chciałam patrzeć z nim w niebo. Chciałam... Boże... Moje myśli powiedziały, że chcę być obok niego... Nawet na wieki. Dlaczego. Dziewczyno, znasz go tak krótko. Umysł mówi nie, ale... Ale serce tak bardzo tego chce...
-Jak coś to mów, gdy czegoś potrzebujesz...
Podniosłam się i podeszłam, łapiąc jego nadgarstek. Lekko zacisnęłam na nim dłoń, spuszczając głowę. Jaki ciepły...
-Mieliśmy iść na dach...-szepnęłam.
-A.. Faktycznie.. Chodź.. - zaprowadził mnie do swojej sypialni i otworzył okno, a wiatr rozwiał mu włosy- Chodź, pomogę ci wejść...
Ujrzałam dłoń, która została podana dla mnie. Dla potwora. Czułam, jak wiatr rozwiewa i moje włosy, a przy tym były widoczne moje oczy. Lekko się zaczerwieniłam, patrząc na niego z zaskoczeniem. Po chwili lekko dygoczącą dłonią złapałam jego rękę bardzo delikatnie. Takeshi pomógł mi wejść na dach, po czym znaleźliśmy się tam. Piękne niebo pełne gwiazd z pełnym księżycem na czele. Usiedliśmy na spokojnie, patrząc się ciągle w górę. To był piękny widok. Uśmiechnęłam się, a po chwili Takeshi podał mi słuchawkę. Wzięłam ją i wsadziłam sobie do ucha. Miły dźwięk rozległ się w moim uchu, a po chwili zamknęłam oczy, myśląc. Widziałam uśmiechniętą twarz osoby, jaka mnie uratowała. Uratowała mnie od tego wszystkiego. Od nie posiadania domu, od braku jakiegokolwiek zainteresowania. Już nie jestem sama... Nim spostrzegłam, zasnęłam mając głowę na ramieniu chłopaka. Nieco drżałam z zimna, ale na mojej twarzy był uśmiech, bo ciągle widziałam uśmiech... Miałam teraz dom...
<Takeshi?>
Ilość słów: 894

piątek, 20 kwietnia 2018

Od Misaki do Takeshiego

Czułam się... Wolna? Tak to się nazywa? Spędziłam tak wiele czasu w labolatorium, że moja wiedza czuła się zamknięta. Zamknięta w moim pustym od wszelkich eksperymentów mózgu. Ale czy ja mam coś takiego? Czy taki potwór, jakim jest ghoul ma coś takiego jak inteligencja? W tamtym miejscu wpajali mi, że jestem nikim, moje życie nie ma sensu i jedyne na co się nadaje to na testowanie różnych specyfików oraz wycinanie kawałków moje ciała na różne badania. N-Nie. Nie chcę już tego. C-Chciałabym być szczęśliwa. C-Chciałabym wreszcie żyć jak ludzie. Chcę, aby widzieli we mnie człowieka. Dlaczego muszę być ghoulem!? Ja nie chcę! Chcę być człowiekiem! Chcę się zakochać, mieć rodzinę, dzieci i tak wiele innych rzeczy! Ale nie mogę! Jestem potworem. Monstrum, jakie nie ma cech ludzkich. Nie mam uczuć, nie mam emocji. Pusty worek o twardej skórze, który pożera swoich pobratymców. Dlaczego... Dlaczego ja mam ten los? Dlaczego nie mogę być szczęśliwa? Czym zawiniłam... Czym. Nagle usłyszałam dziwne, podejrzane dźwięki. Podniosłam głowę, starając się wytężyć wzrok. Nic nie widzę. Jest za ciemno! Cholera, a co jak to jakiś badacz? Co jak znowu mnie zabiorą? Nie chcę... Już nie chcę. D-Dlaczego. Dlaczego jestem teraz sama? Dlaczego pozwoliłam Takeshiemu odejść. Powinnam była go zatrzymać, nie pozwolić, aby go zabrali. Czy znowu go zamknęli!? Nie! Nie... Zaraz... Ten dźwięk. Ten zapach. To on. Naprawdę, jednak żyje. Podniosłam się z trawy i nie zważając na nadal lekko krwawiące rany, popatrzyłam na chłopaka.
-T-Takeshi?
-Misaki?-zapytał, stając przede mną.
On naprawdę żyje. Naprawdę, udało mu się nie dać znowu złapać. Walczył. Dlaczego ja nie mogę być taka jak on. Chcę, ale nie potrafię. Martwię się, że nie będę mogła być taka, jak inni, że nie przystosuję się do życia na wolności. Cóż, tak właśnie jest. Jestem przedstawicielką najniebezpieczniejszego gatunku na całym Arelionie. Przecież my jemy ludzi, nadnaturalnych, a nawet swoich. Tylko po to, aby móc przeżyć, abyśmy nie wyginęli. Tylko dlaczego mamy prawo bytu? Dlaczego nas trzymają przy życiu? Nie chcę państwowych racji. To mięso ludzi, którzy umarli z powodu własnego smutku, złości czy innego typu nadmiaru emocji. Nie chcę. Po chwili coś mnie uderzyło. Niczym piorun z nieba. Ciemność przykryła moje oczy, a ja jedyne co słyszałam, to mój śmiech. Głos w głowie mi powtarzał: "Po co żyjesz? Potwór. Monstrum. Porażka. Zgiń. Po co żyjesz?". Wiem. Już rozumiem. Chcą nas się pozbyć. Chcą nas zabić.
-Jest fontanna pełna krwi... Krwi wytoczonej z żył Emmanuela. I grzesznicy, jacy zanurzeni są pod tą powodzią, gubią wszystkie plamy swojej winy... Żaden głos nie burzył ukojenia, żadne światło nie świeciło. Kiedy otrzymywaliśmy pomoc, ginęliśmy, każdy był sam... Ja znajdowałam się we wzburzonym morzu. Tam właśnie nurzałam się coraz głębiej i głębiej.-przechyliłam lekko głowę, po czym zaśmiałam się i w mgnieniu oka znalazłam się za Takeshim, po czym polizałam jego policzek.-Miło przez luki odwrotu, zerknąć na wzburzony świat... Wielka Wieża Babel i nawet sam ogromny tłum. Aby usłyszeć ryk, wysyła przez wszelkie bramy, na bezpieczną odległość, gdzie umiera dźwięk. Upada, cichy pomruk... Na ucho nieprzytomnego...-szepnęłam mu prosto do ucha, a moje oko zmieniło barwę na szkarłatne, a białka stały się czarne.
-"Ów bezimienny piekielny potępieniec – pół bestia, pół człowiek – wciąż przebywa na wolności i grasuje po naszym mieście. Ohydne, nieludzkie zło, śmiertelnie niebezpieczna przebiegłość, nienasycona żądza krwi – oto cechy charakteryzujące tego szalonego zabójcę. Ta upiorna kreatura, podążająca śladem swych ofiar niczym tropiący zwierzynę Indianin, upaja się krwią, a mimo to wciąż pozostaje nienasycona"...
-Te małe zyski, jakie otrzymuje bezczynny król, w tym nieruchomym palenisku, wśród jałowych skał. Nierówne prawa dla dzikich ras, ten skarb, śpij i żyj, a nie znasz mnie. Nie mogę odpocząć od podróży. Znacznie cierpiałam zarówno z tymi, którzy mnie nie znosili i samotnie teraz na lądzie... Zawsze włóczęga z głodnym i pustym sercem. Jestem częścią wszystkiego co spotkałam, ale całe te doświadczenie, to łuk, gdzie błyski jakie rozplatają świat, zamykają mi dojście do wolności. Było za mało i jednego dla mnie, trochę pozostaje; ale każda godzina jest zapisana...-szepnęłam, łapiąc rękę chłopaka, po czym zaczęłam czuć się nie najlepiej.
To... To było dziwne. Byłam zamknięta w sobie, a słowa same wyciekały z moich ust. Pokręciłam głową i odeszłam kawałek od białowłosego, ale... Zauważyłam, że nadal trzymam jego rękę. Puściłam ją i odwróciłam wzrok. Dlaczego straciłam sama siebie... Dlaczego nic nie rozumiem. Dlaczego to wszystko jest tak cholernie ciężkie...
-Bo nie wiesz, co zrobić. Głodzisz się, bo nie chcesz tak żyć...
On... Wie? On... Rozumie? Jak to? Dlaczego? Jakim cudem... 
-Bo.... Nie chcę. Tak bardzo. Z resztą, co ciebie to obchodzi...-puściłam jego dłoń, choć szczerze mówiąc, nie chciałam tego robić. 
-Hmpf- prychnął, lekko się śmiejąc- Bo kiedyś myślałem tak samo, ale po co rozdrapywać stare rany, skoro na twoim ciele widnieją nowe?
-Są może i rany, masz rację. Jednak nie zamknę tego, co tak cholernie mnie boli od tylu dobrych lat. Nie chcę być ghoulem, nie chcę nikogo zabijać, nie chcę jeść racji, jakie są z ciał samobójców. Nie! To straszne...-warknęłam, po czym poczułam się tak, jakbym zaraz miała się rozpłakać.-Nie chcę tego losu... On jest nie taki, jaki trzeba...
-Haha, a czy los innych jest taki jak trzeba? Czy ludzie jako skrzywdzeni losem mają szczęśliwe życie? Czy nędzny robak może dosięgnąć nieba? -wyciągnął rękę do góry i popatrzył się w niebo osłonięte koronami drzew.
-Nie... Ale czy nawet potwór nie może być szczęśliwy? Nie mam nic. Nie mam rodziny, domu, przyjaciół. Jestem sama jedna, nic nie posiadam. Czy to twoim zdaniem, jest dobre? Nie!-wrzasnęłam, po czym postanowiłam odejść.
W ostatniej chwili, jak tylko miałam już iść, Takeshi złapał mój nadgarstek. Spojrzałam na niego z oczami pełnymi łez. Cholera... Nawet płaczu nie umiem powstrzymać...
- A czy ptak, który ma połamane skrzydło, nie może marzyć o lataniu? Albo sierota o rodzinie?- uśmiechnął się do dziewczyny- W takim razie potwór również może marzyć o szczęściu. Szkoda tylko, że ja nie widzę krwawego monstrum, tylko zwyczajną, wrażliwą dziewczynę...
-Nie kłam. Widziałam wiele oszustów. Jestem potworem i moje marzenia zostają w strefie marzeń. Nie mam domu, nie mam rodziny, nie mam przyjaciół, nie mogę czuć miłości...-wymieniałam na palcach.-Rozumiesz? Labolatorium odcięło mnie od świata, nie mogłam nikogo poznać, nic nie mogłam zrobić. Teraz, jedyne co mogę, to spać w tym miejscu...-rozłożyłam ręce, wskazując na polanę.-Czy to twoim zdaniem jest marzenie? Czy ktokolwiek lubi spać na ziemi, czując jak robale łażą po tobie? Czy to fajnie czuć ciągłe niebezpieczeństwo?-miałam w oczach łzy.-Nie. To nic cudownego. Jestem potworem i teraz jak widzisz nie mogę sobie marzyć o ciepłym łóżku czy ubraniach.
-A kto ci tego zabroni? Odpowiedź masz na wyciągnięcie ręki. Wystarczy po prostu po nią sięgnąć, prawda? - wyciągnął do mnie rękę, uśmiechając się, a w tym samym czasie, jego włosy rozwiał wiatr.
-Dlaczego chcesz mi pomagać... Po co...-jednak nie wytrzymałam.
Rzuciłam się w jego stronę, zalewając się głośno łzami. Złapałam się mocno jego ręki, kładąc ją blisko swego czoła. Ciągle powtarzałam łamiące się dziękuję. To było... Tak cholernie miły gest.
Chłopak się uśmiechnął do mnie.
- Ptaka wyleczył weterynarz, przez co mógł latać. Sierotę przygarnęła rodzina, przez co nie jest sama. Bestię zawsze kocha ta piękna. Każdy ma prawo do szczęścia. Nawet zakrwawiony potwór - wskazał na siebie- Bo kto tak naprawdę decyduje o tym, kto jest polującym, a kto jest tym złapanym Podniosłam wzrok, patrząc na białowłosego. 
-N-Nie jesteś potworem. To ty tutaj stawiasz warunki, a na dodatek, pomagasz bestii...-zacisnęłam mocniej jego dłoń, po czym położyłam czoło na jego torsie i spuściłam głowę.-N-Nie chcę być zła...-szepnęłam.
-A kto powiedział, że nią jesteś? Ja widzę piękną dziewczynę, która się nieco zagubiła. Chodź, idziemy do domu.
Dom. Jaki dom? Toż w nim jestem. Polana, tutaj mieszkam. Nie wiem... O co mu chodzi...
-D-Dom... J-Jaki dom?-spojrzałam na niego zdziwiona.-Nie mam domu...
-Masz. Od teraz.
-N-Nie rozumiem... 
-Zaciekawiłaś mnie, a przy tym zyskałaś moją empatię. Pomogę ci.Nie musisz już mieszkać na tej brudnej i stęchłej od krwi polanie. Od dziś mieszkasz u mnie...
Od razu pokręciłam przecząco głową kilkanaście razy.
-Nie. Nie mogę. Nie mam czym płacić za wynajem...
-A czy ja powiedziałem, że potrzebuję pieniędzy?-zapytał mnie.
-A co, za darmo? O nie. Tak to nie działa.-pokręciłam głową.
-Nie chcesz? Szkoda. Nie za często zdaję się na dobroduszność...- obrócił się plecami z zamiarem odejścia.
-C-Chcę... A-Ale... Z-Za mieszkanie się płaci. A ja nie mam nic.-spuściłam głowę, po czym zrozumiałam, że sama sobie zrobiłam źle.
Z płaczem usiadłam na trawie, kuląc się z zimna. Jestem potworem... Po co ja w ogóle żyję? Aby zabijać.... No tak...
-Haha... Jesteś świetna. Oferuję ci pomoc, a ty jej nie chcesz, bo przejmujesz się pieniędzmi...
Nie odezwałam się słowem. Dlaczego... Dlaczego wszystko psuję. Dlaczego... Skuliłam się mocniej, szlochając w swoje kolana. Zacisnęłam dłonie w pięści, po czym głośniej się rozpłakałam.
-Nadal będziesz ryczeć, czy idziesz ze mną?
Spojrzałam na niego, po czym rozejrzałam się, wstałam i podeszłam do niego. Mimo to, nadal głośno płakałam. Dlaczego on mi chce pomóc? Nie... Nie zasługuję. Dlaczego tam idę? Po co tam idę? Czy on też chce mnie wykorzystać? Czy on kłamie? Tak... Na pewno oszukuje. Bo kto by chciał pomagać bestii... Miałam nisko spuszczoną głowę, ciągle patrząc w ziemię i płacząc.
<następne opowiadanie>
<Takeshi?>
Ilość słów: 1502

niedziela, 1 kwietnia 2018

Od Misaki do Takeshiego

Patrzyłam z przerażeniem na to, co robił chłopak. Jednooki ghoul? Było tutaj o nim głośno. Planowali sprawdzić, czy po przeszczepieniu mi kawałka jego kagune, będę mogła go używać. To tak bolało, kiedy przygotowywali mnie do tego. Cała byłam w jeszcze świeżych nacięciach, które nachodziły na moje blizny. Nie hamowali się. Z mojej skroni płynęła krew, wręcz wodospadem płynąc na ziemię. Odczuwałam coraz większe zmęczenie, wisząc na ścianie i mając nadal spuszczoną głową. Ten chłopak... W jego oczach widziałam siebie. Siebie, kiedy zostałam tutaj zamknięta... Walczyłam do ostatniej kropli mego marnego zdrowia. Raz nawet straciłam kontrolę. Niestety, moje kagune było za słabe, abym stąd uciekła. Nagle zauważyłam, że Jednooki na mnie patrzy. Nasze spojrzenia się spotkały, a ja poczułam strach i miałam takie deja vu. Jakbym znała to spojrzenie. Nagle jego kagune ostrożnie rozerwało łańcuchy, a kiedy spadałam na ziemię, ono mnie złapało i lekko przeniosło w pobliże chłopaka. Postawiło mnie na ziemi, nadal mnie lekko podtrzymując. Rozejrzałam się, po czym ponownie popatrzyłam mu w oczy.
-Po co mi pomagasz? -zapytałam, podtrzymując się bezsilnie na kagune.
-Bo ty chciałaś pomóc mi.
-To teraz pomogę ci uciec... -szepnęłam, po czym złapałam jego dłoń. -Nie pozwolę, abyś tutaj został...
-Dzięki, ale już za niedługo nie będzie miał tu kto zostać... -mruknął.
Delikatnie zacisnęłam jego dłoń, po czym mimo krwi na twarzy i ciele uśmiechnęłam się.
-Nie puszczaj mnie. Wydostanę nas... -szepnęłam, po czym podeszłam do ściany.
-Ledwo co chodzisz... Chodź. -wskazał na swoje plecy.
-Nie, nie trzeba. Dam radę. -złapałam jego ramię, stając nieco bliżej.
-Mówisz? -pociągnął mnie do dołu razem z sobą, bo w naszą stronę leciało ostrze.
Prychnęłam, po czym odchyliłam głowę do tyłu, a moje oczy przybrały czarną barwę. Zaśmiałam się.
-Duch się w każdym poniewiera, że czasami dech zapiera. Tak by gdzieś het gnało, gnało, tak by się nam serce śmiało. Do ogromnych, wielkich rzeczy, a tu pospolitość skrzeczy, a tu pospolitość tłoczy, włazi w usta, uszy, oczy... -powiedziałam, przy czym zaczęłam rechotać jak psychopata i rozłożyłam swoje kagune-Jestem... Głodna... -mruknęłam z poważnym wyrazem twarzy.
Moje ukaku pokrywało dziwne, czarnoczerwone coś, co bardzo je osłabiało. Czułam to. Jednak byłam pewna, że pokonam tego naukowca. Zaśmiałam się, łapiąc swój łokieć, po czym w mgnieniu oka znalazłam się za mężczyzną.
-Czas spać, pojebie... -szepnęłam, po czym polizałam jego policzek. -Dobranoc...
W tym momencie, głowę naukowca przebił pocisk z moich skrzydeł. Mężczyzna opadł na ziemię, a ja oderwałam mu rękę i zaczęłam ją ze smakiem jeść, siadając przy trupie. Spojrzałam chłopaka, który patrzył na mnie ze zdziwieniem. Przechyliłam głowę, żując nadal mięso w ustach z których wypływała krew.
-Też chcesz? -zapytałam, śmiejąc się.
-Nie, nie chce mi się.
-Pozwolisz mi szybko zjeść, a potem pójdziemy dobrze? -zapytałam, gryząc trupa i odrzucając kość jego ręki.
-Ta.
Zaczęłam szybko jeść. Minęło zaledwie pięć minut, a z trupa zostały obgryzione do bieli kości. Zaśmiałam się, ocierając twarz z krwi. Po chwili moje oczy wróciły do normalności, a ogromne i teraz silne kagune ukryło się. Złapałam dłoń chłopaka, po czym weszłam w ścianę.
-Nie puszczaj mnie. Przejdziemy tędy, potem przez mur i będziemy wolni.-powiedziałam,zaciskając mocno jego dłoń- Jak się nazywasz?-zapytałam cicho.
-Takeshi...
-Ja jestem Misaki. Miło mi bardzo ciebie poznać.
Przeszliśmy na zewnątrz, po czym nadal niewidzialni przeszliśmy przez mur labolatorium, a ja weszłam z nim do lasu. Tam puściłam jego dłoń i odwróciłam się do niego.
-No... To ja chyba już pójdę. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy i... Dziękuję, że wywołałeś to wszystko, dzięki czemu mogliśmy uciec. Gdybyś miał problem... Pomogę. -powiedziałam, ocierając czoło z krwi.
-Dzięki, ale muszę coś jeszcze zrobić. -odwrócił się i zaczął biec do labolatorium.
Chciałam go zatrzymać, ale wiedziałam, że mnie nie posłucha. Zrezygnowana pobiegłam do lasu i tam znalazłam polanę, na której wcześniej mieszkałam. Takeshi, co masz zamiar zrobić... Dlaczego tam wróciłeś? Chcesz, aby znowu ciebie pojmali? Proszę, wyjdź z tego cało. Proszę, pozwól mi ciebie jeszcze raz zobaczyć, poznać. W końcu... Uratowałam ciebie, a ty uratowałeś mnie...
<następne opowiadanie>
<Takeshi? >
Ilość słów: 650

Witamy - Misaki Chihiro!

Imię i nazwisko: Misaki Chihiro
Pseudonim: Usagi (pseudonim jako ghoul w podziemiach) i Misa. Jako ghoul klasy SS ma miano Kuby Rozpruwacza. Nie znosi przezwisk, więc lepiej nie próbuj. No, chyba, że lubisz, kiedy ktoś ci ,,przypadkiem" zjada część ciała.
Wiek: 20 lat
Data urodzin: 1 lipca
Płeć: Kobieta
Orientacja: Biseksualna
Partner: Nie ma, boi się kochać.
Klasa: III X
Kluby: Klub Czytelniczy
Rasa: Ghoul
Specyfika: Chyba każda żyjąca istota na Arelionie zna ghoule, które przedstawiane są jako potwory, żerujące nocami na inne stworzenia. W sumie, to właśnie Misaki do nich należy. Jednak, czy ona chce nim być? Czy sobie to wybrała? Nie. Wyróżnia się ona spośród innych wyłącznie swoim dość potężnym i zaawansowanym kagune, dzięki któremu jej zwinność oraz szybkość przekracza nieco granice normy. Minusem jednak jest sama chęć mordu i ciągłego głodu, co niestety nieco miesza jej w szykach. Nie chce ona nim być, a tym bardziej nie chce jeść ludzi...
Charakter: Misaki jest dziewczyną o dwóch maskach. Jest to strona dobra oraz zła. Kiedy udaje zwykłego człowieka, wydaje się normalna, jest pełna uczuć, urocza, miła i nie stroni (czasami) od towarzystwa. Oczywiście, nie dla każdego jest taka wielkoduszna. Ostatniego czasu zmieniła się nie do poznania, całkowicie zamykając się na ludzi. Teraz opanowała ją strona zła. Jest ona wówczas lekkomyślna, bezwzględna, oschła i nienawistna do każdej chodzącej osoby wokół niej. Kiedy uaktywnia kagune, najlepiej nie zbliżać się do niej, bo to prawdziwe niebezpieczeństwo na dwóch nogach. Misaki czasami mówi, że jeżeli chcesz się do niej zbliżyć kiedy jest w złym humorze, najlepiej aby być ubranym w twardą jak kamień zbroję i miał czym się bronić. Jej kagune jednak przebije wszystko. Dziewczyna ta umie jednak pokazać swoją prawdziwą stronę, jednak wyłącznie dla osób, które wydają się jej bliskie i potrafią otworzyć jej serce. Wtedy jest ona troskliwa, miła, kochana i nawet nieśmiała! Nie daje nigdy sobą pomiatać, a kiedy ktoś próbuje to zrobić, niech szykuje się na szybką i bolesną śmierć. Ciemnowłosa czasami odczuwa strach od bycia w samotności, jednak kieruje się czasami myślą, że prawdziwi przyjaciele razem szukają samotności. Nie przywiązuje się do znajomych ze szkoły, bo wie, że nie są oni z nią szczerzy. Ma nadzieję, że kiedyś nadejdzie czas, kiedy znajdzie bliską sobie osobę, lub też osoby. Dziewczyna ma ogromną pasję do czytania. Gdyby ktoś zapytał ją o to, dlaczego, co, po co i w jaki sposób znalazła się w labolatorium, nie odpowiedziałaby. Ciągłe badania, leki, eksperymenty wywołały u niej częściową amnezję...
Aparycja: Misaki jest szczupłą, atrakcyjną dziewczyną. Jej wzrost wynosi 169 cm, a waży ona 53 kg, jej cera jest delikatna, w odcieniu porcelanowym, na której nie widnieje najmniejszy pieg, czy też pieprzyk. Na jej twarz bardzo rzadko wstępuje rumieniec, który ma odcień czerwieni z lekką domieszką różu. Jej skóra nie jest podatna na opaleniznę. Misaki posiada ciemnogranatowe oczy, kiedy ma postać człowieka. Gdy zaczyna polowanie jej białka stają się hebanowe, a tęczówki i źrenice obierają odcień szkarłatu. Nie wyróżnia się spośród tłumu niczym. Ma czarne włosy, które w jasnym świetle wyglądają na ciemnoniebieskie, a czasami nawet na błękitne. Są one ścięte w boba, którego grzywka zakrywa prawą część jej twarzy. Jej czupryna zazwyczaj nie jest pofalowana, choć zdarzało się jej kilka razy zmienić styl. Ma naturalnie proste włosy. Garderoba Misaki nie wygląda na obfitą w elegancję i innego typu ubrania. Zazwyczaj kupuje najtańsze ubrania w ciucholandach z działu męskiego. Raz na jakiś czas można ją zobaczyć w mundurku, który składa się z białej koszuli, czarnego swetra oraz czarnej spódnicy. Najczęściej ubiera ciemne szorty, niebieską koszulkę z długim rękawem i na to zieloną, bardzo luźną bluzę z krótkimi rękawami. Na stopach często ma jakieś trampki. Dziewczyna pracuje też w kawiarni, więc czasami, gdy tam zajdziesz, spotyka się ją w ubraniu służbowym. Na ciele Misaki jest wiele blizn, które są porozrzucane wszędzie i nie są one małe. To pamiątki po eksperymentach, które oszpeciły ją. Na plecach ma tatuaż w kształcie kościstych skrzydeł, który zrobiła sobie jeszcze przed trafieniem do labolatorium.
Głos: MYTH & ROID- Paradisus-Paradoxum
Pokój: 38 (jednak nie stać ją na wykupienie pokoju w akademiku. Mieszka w lesie)
Współlokator: -
Zainteresowania: Książki, książki i książki. Ma okrutnie mało zainteresowań. Lubi czasami też bić się z innymi, jednak jej umiejętności są na tyle potężne, że sam Król Delikwentów zaprosił ją do swojej grupy. Przyjęła zaproszenie, bo wiedziała, że dzięki temu będzie mogła w jakimś stopniu odizolować się od życia szkolnego.
Moce: 
-Kagune Ukaku- wyłania się z jej pleców pod postacią jednego skrzydła, a z czasem nauczyła się wytwarzać i drugie skrzydło, ale jest ono większe od tego pierwotnego. (Przywołanie drugiego skrzydła zajmuje jej długo, a na dodatek mocniej ją wyczerpuje) Jej siła wywodzi się głównie ze sprawności oraz umiejętności strzelania pociskami. Zazwyczaj atakuje swoich przeciwników szybko i z zaskoczenia. Może wywołać poważne uszkodzenia dzięki skupianiu całej swojej mocy na jeden atak lub wystrzeliwanie salwy pocisków. Z daleka jest w stanie wystrzelić ich wystarczająco dużo, by przerosły jej wrogów. Podczas pojedynczych ataków, jej kagune może opaść na dół. Nie może ona jednak długo utrzymać swojego kagune, im dłużej trwa walka, tym mniej siły jej pozostaje. Jak chce, może ona latać na Ukaku,
-Pseudo-elektrokineza- kagune Misaki wytwarza aurę przypominającą swoim wyglądem błyskawice, które powodują dodatkowe obrażenia, tego używa dość często, jednak wymaga to od niej bardzo dużo siły. Jednego możecie być pewni. Nie użyje tej mocy, kiedy ma przywołane oba skrzydła kagune,
-Nadludzka szybkość i zwinność- podczas walki, Misaki jest w stanie poruszać się na tyle szybko, by przeciwnik nie był w stanie jej namierzyć przez krótki okres czasu. Zazwyczaj korzysta z tego, kiedy atakujący ją namierzy, nigdy wcześniej. Umie uniknąć każdego pocisku, gdyż ma dobrze wykształcony wzrok oraz słuch. Unika dość dobrze strzałów nawet z pistoletu. Kiedyś zatrzymała kulę w palcach!,
-Duch-umiejętność, którą zyskała po wielu eksperymentach na niej w labolatorium. Wszczepili w jej ciało cząstki z "ciała" ducha, przez co dziewczyna umie przenikać przez obiekty. Może ona przekazać zdolność, poprzez dotknięcie, czyli jeżeli trzymałaby kogoś dłoń, mogłaby ona razem z tym kimś przenikać przez obiekty do czasu przerwania dotyku.
-Rozdarcie -to moc, której nie użyła nigdy, ale wie o jej istnieniu. Może ona wtedy rozedrzeć swoje Kagune, zmieniając jego typ. Tego jednak nie chce i boi się skorzystać, gdyż nie wie, czy będzie mogła wrócić do poprzedniego typu, czyli właśnie Ukaku.
Rodzina:
Senzaki Chihiro-kochany ojciec, który wszczepił w nią zalążek miłości. Zawsze szanował swoją córkę. Wiecznie się nią opiekował i starał się, aby nie ubolewała nad śmiercią matki. Zwykle polował, ponieważ Misaki oraz jej brat byli wymagającymi dziećmi w sprawie posiłków. To spowodowało, że został on zabrany do izolatki, gdzie prawdopodobnie zmarł. Był on ghoulem, którego kagune było bardzo podobne do Misaki.
Chise Chihiro-matka dziewczyny. Misa miała zaledwie roczek, kiedy ta umarła w czasie porodu jej brata. Nie pamięta wiele z tego okresu. Jedyne co pamięta, to uśmiech matki oraz jej opiekuńczy dotyk. Kobieta ghoul, jakiej kagune jest nieznane. Podobno była ona eksperymentem i dlatego też była Jednookim Ghoulem.
Kyoya Chihiro-młodszy brat dziewczyny, który pała wręcz nienawiścią do niej. Nie ma on paru przekładni pod kopułą, przez co został nazwany Saiko Okuji, czyli Psychopatyczny Pożeracz. Często mówi się o nim po prostu Sai-oji. Chłopak zniknął bez słowa, lecz nie wiadomo kiedy ponownie się pojawi...
Pupil: Kore
Inne:
-Bierze udział w podziemnych, nielegalnych walkach pod pseudonimem Usagi,
-Ma specjalny strój do walk,
-Uwielbia króliki,
-Kiedy aktywuje swoje Kagune, widać jej całą twarz,
-Lubi grać w karty,
-Jej ulubiona karta to as trefl,
-Jako ghoul żywi się ludzkim mięsem lub krwią (nie znosi jej), nie je racji jakie otrzymuje od państwa, przez co poluje zawsze sama,
-Nie może jeść ludzkiego jedzenia, gdyż kubki smakowe ghouli działają inaczej niż ludzkie, a kiedy próbuje jeść coś, co jest ze świata ludzi, kończy się wymiotami,
-Chciałaby się zakochać, ale boi się odrzucenia i tego, że nie zaakceptują jej części ghoula,
-Nigdy nie była zakochana,
-Jako jedna z ważniejszych członkiń delikwentów, posiada swoją "obstawę", która w szkole nie odstępuje jej na krok, nie znosi ich,
-Mieszka ona w lesie, ale nikomu o tym nie mówi. Zawsze udaje, że na początku idzie do akademika, a kiedy nikt nie widzi, z pomocą swego kagune ucieka do lasu,
-Uzyskała miano ghoula klasy SS,
-Przezwisko Kuba Rozpruwacz otrzymała, ponieważ zazwyczaj swoje ofiary z początku rozrywa, a dopiero potem je. Jednak zdarzają się przypadki, że je w jaki sposób chce, bez żadnego planu,
Kontakt: YukiKunoka [hw]
Motto: ,,Bez znaczenia co robisz, nie pozwól aby dowiedzieli się, że jesteś potworem"
Źródła zdjęć: Pinterest i wujek Google
Relacje:
Takeshi Naoki-chłopak, którego poznała w labolatorium i pomogła mu się wydostać. Strasznie chce go spotkać jeszcze raz, ponieważ chce zobaczyć jak się trzyma po tym wszystkim... Sama jednak ma lekką amnezję i nie była pewna, czy rozpozna go nawet w szkole. Nie może zaprzeczyć, że przez te wydarzenia, stał się dla niej kimś dość bliskim.
Kyoya Chihiro-brat, który jedyne co do niej czuje to nienawiść. Po śmierci matki, a potem stracie ojca zwariował i teraz jest znany jako jedyny agresywny ghoul na Arelionie. Nikt nie zdołał go pochwycić, bo kryje się on na tyle dobrze, że nikt nawet nie zdąży się obejrzeć, a jego już nie ma. Misaki cierpi na tym, ponieważ była bardzo związana z bratem.
Ważne opowiadania: ---
Inne zdjęcia: