Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Papierowy Żuraw". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Papierowy Żuraw". Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 czerwca 2018

Od Altaira do Hiyori

Rozejrzałem się zaskoczony, ale w jakiś sposób szczęśliwy. Było tutaj tak niesamowicie pięknie, przez co nie wiedziałem, gdzie mam pokierować spojrzenie. Nim zrozumiałem, że mam przed sobą taki skarb, pomyślałem życzenie, że chcę być szczęśliwy razem z Hiyori. Gdy na nią spojrzałem... Myślałem, że zaraz padnę przed nią na kolana i będę wychwalał jej niesamowity wygląd. Uśmiechnąłem się, cały czerwony. Dziewczyna miała na sobie niesamowitą suknię w kolorze fioletu, przyozdobioną kwiatami w przeróżnych odcieniach różu. Jej włosy rozwiewał ożywczy wiatr, w którym czułem zapach wrzosów. Z mojego serca wydobyła się nagle długa tasiemka, która rozszczepiła się na drobinki złotych światełek. Ruszyło to w kierunku brązowowłosej i otoczyło ją, przez co patrzyłem na nią jak wbity w ziemię.
- H-Hiyori... J-Jesteś przepiękna... Dam sobie obciąć obie ręce, jeżeli to nie jest sen... Jesteś olśniewająca, ale teraz... Teraz to już naprawdę... Nie wiem aż co mam powiedzieć. - szepnąłem, patrząc na nią bez końca.
- D-Dziękuję Altair... - zarumieniona obróciła się dookoła siebie - To chyba nie jest sen...
- Dobra, oddaję swoje dwie ręce i od razu ci zaraz tutaj się oświadczam. Hiyori! Jesteś przepiękna! Wyglądasz jak skarb! Zaraz... Już nim jesteś!
Otworzyła buzię z zaskoczeniem, będąc cała czerwona. Ona to robi specjalnie czy jak!?
- O-Oświadczam?! A-Altair... Ja? Nie, przestań, to nie prawda... J-Ja, ja... S-Skarb?! - nie wiedziała co powiedzieć z zachwytu, skrępowania i wstydu.
- Kocham cię. Dla mnie zawsze lśnisz, ale teraz... Teraz to przeszłaś samą siebie, moja kochana księżniczko... - szepnąłem.
W tym momencie, zawiał nieco mocniejszy, ale ciepły wiatr. Kwiaty z sukienki dziewczyny pozbyły się kilku płatków, które wraz z wiatrem ruszyły w taniec. Światełka, jakie wydobyły się z mojego ciała, zaczęły krążyć wokół mnie, zataczać kółka i tym podobne rzeczy. Uniosłem spojrzenie, aby zadowolić się tym pięknym widokiem. Jaki piękny księżyc...
- Hiyori... Myślisz, że kiedyś będziemy szczęśliwi? Razem? - szepnąłem.
- J-Ja... Ja już jestem szczęśliwa... Bo mam ciebie... - patrzyła w księżyc.
- Też jestem szczęśliwy... Ale kto wie, jakie przeciwności ma jeszcze dla nas los... - szepnąłem i spojrzałem na dziewczynę, chwytając ją za rękę i przyciągając ją do siebie. - No chodź tu do mnie, moja piękna księżniczko...
- K-księżniczko.. - nagle otoczenie zmieniło się na pałac.
Rozejrzałem się, nadal trzymając ją blisko siebie. Uśmiech na mojej twarzy nie zniknął ani na chwilkę.
- Czyli chciałabyś mieszkać w pałacu? Cóż, mogę wykupić nam najpiękniejszą rezydencję, ba, zamek, abyś czuła się jak księżniczka... - szepnąłem. - Tak bardzo mocno ciebie kocham... Hiyori...
- J-Ja ciebie też.... Oj! - Hiyori popatrzyła zza mojego ramienia na coś i zakryła mi oczy - Nie patrz, nie patrz, nie patrz! - była czerwona jak buraczek.
Oczywiście, nie byłbym sobą, gdybym się nie odwrócił i nie spojrzał na to, co tak bardzo chciała ukryć. Kiedy zobaczyłem to, co zobaczyłem, czułem ogromny rumieniec na twarzy. Były to... dzieci. Dwoje bliźniaków i młodsza od nich dziewczynka. Moje serce zaczęło szybciej bić, a Hiyoti zakryła twarz.
- Uparty jak zawsze... - szepnęła do siebie.
- H-Hiyori... T-To bliźniacy... I- I córka... T-To... - czułem jak w moich oczach stają łzy.
- J-ja... Przepraszam.. Może nie powinnam, nie chciałam ciebie urazić, nie... nie... - nadawała jak nie wiadomo kto.
Kiedy tak sobie gadała do siebie, przytuliłem ją bardzo mocno, nieco szlochając.
- J-Jestem szczęśliwy... H-Hiyori... Tak bardzo mocno ciebie kocham... Nigdy mnie nie opuszczaj... Nigdy nie każ mi myśleć, że jednak nie będziemy razem już na zawsze... O-Obiecaj mi... O-Obiecaj mi, że będziesz w przyszłości moją żoną... Matką naszych dzieci... - szepnąłem.
- A-Altair.. Ja... Nie wiem co powiedzieć.. To takie.. Piękne... Obiecuję...
- Dobrze... A teraz... Wróćmy może do rzeczywistości... Jak my tutaj się w ogóle znaleźliśmy?
- Tańczyliśmy i pomyślałam... O czym ja pomyślałam? - tupnęła i pociągnęła ręce do góry, a iluzja zaczynała rozpadać się na kawałki i jakby poniósł ją wiatr.
Wróciliśmy do naszej rzeczywistości. Nadal była ta sama pora dnia, a my? My staliśmy w swoich ramionach. Uśmiechnąłem się do niej, po czym pocałowałem ją w usta. Po chwili westchnąłem.
- To co? Wrócimy do domu kochanie? - zapytałem spokojnie, zabierając jej włosy z czoła.
- A może na kawę?
- A po kawie... Możemy wrócić... -szepnąłem jej do ucha i uśmiechnąłem się zadziornie. - I spędzić czas razem. Obejrzymy jakiś film może?
Hiyori spojrzała na mnie podejrzliwym spojrzeniem. 
- Film powiadasz... - założyła ręce na biodrach.
- Cóż, zależy co ci w główce siedzi. Spełnię każde marzenie twojej wyobraźni... - pocałowałem ją w czoło.
- Ooooo... - pokiwała mi palcem przed nosem, a później dotknęła nim brody zastanawiając się niczym Sherlock - Ooo....
- Czyli chciałabyś dzisiaj... N-No wiesz? Nie wiem, czy mamy zajść do sklepu. - zaśmiałem się nerwowo, drapiąc się po karku.
- Hentaaaaaaai! - zaśmiała się lekko i teatralnie się przejęła - A tak na serio kochanie, to.... To... Twoja... Decyzja? - powiedziała niepewnie ostatnie słowa, cała czerwona.
- Kochanie... Ale... Czy ty tego chcesz? - szepnąłem.
- Bo, ja, ten tego, no także... Wstydzę się i boję... Więc, możemy już tam, o właśnie tam, do wyjścia i ten, no - chciała się wymigać.
- Hiyori... B-Boisz się, że... Ciebie skrzywdzę? - powiedziałem, czując lekkie ukłucie w sercu.
Zatrzymała się i spuściła głowę, odwracając wzrok.
- Nigdy tego nie robiłam.. Boję się... Boje się, że coś się stanie.. Że moja krew mi pozwoli na zbyt wiele... Ja... Przepraszam...
- Hiyori... Kochasz mnie? Ufasz mi?
- K-Kocham, ufam, ale... Muszę trzymać w ryzach tego demona...
- Też mam w sobie potwora... Kocham cię i nie pozwolę mu wyjść. Chcę widzieć moją małą, słodką Hiyori. Brunetkę o pięknych, różowych oczach i ogromnym sercu... Tą dziewczynę właśnie kocham... Bez znaczenia, kim byś się stała... Walczyłbym o właśnie tą śliczną kobietę...
- Altair... Jestem też sukkubem... A na dodatek demonem... Jak masz zamiar to zrobić nie ranią siebie samego?
-Nigdy nie zranię siebie, kiedy jestem przy tobie. Mam w sobie drugiego mnie. Ten ktoś, to wszystkie moje złe cechy razem wzięte. Nie pozwolę, aby się wydostał i położył swoje brudne łapy na tobie... Hiyori, jesteś sobą. Sukkub, demon czy inna rasa... Jesteś moją kochaną księżniczką... Moim sercem... Damą mojego życia...
- Obiecaj mi, że jeśli zrobi się.. No... Źle... Powstrzymasz mnie... Ok? - spojrzała na mnie swoimi różowymi oczami.
- Nigdy nie będzie źle... Moja mała księżniczko...
---
Wróciliśmy do pokoju dziewczyny. Nieco skrępowany, położyłem ją na łóżku i zawisłem nad nią, nie odrywając od niej spojrzenia. Była... Piękna. Dla mnie zawsze w każdym calu była prawdziwą boginią. Uśmiechnąłem się, a potem położyłem się obok, a dziewczynę posadziłem na sobie. Patrzyłem bez końca w jej piękne oczy.
- Hiyori... Wiem, że się boisz... Ale to ja. Twój Altair. Twój rycerz. I zawsze ciebie ochronię... Zawsze... - szepnąłem, aby ją pocieszyć.
- Ufam ci... Ale nie ufam sobie... Boję się.... Siebie, nie ciebie, Altair...
Słuchałem uważnie jej słów, a tuż po tym, jak chwilę siedzieliśmy w ciszy, uniosłem dłoń o pogładziłem ją delikatnie po policzku.
- Hiyori... Zaufaj dzisiaj dla samej siebie... Wierzę i czuję, że przy mnie się nie zmienisz... Dzięki mnie, będziesz mogła zaufać. Będę dbał o to, abyś była sobą cały  ten czas... Abyś była szczęśliwa... Abyś zapamiętała to, co teraz będzie się działo... - nieco przymrużyłem oczy, uśmiechając się delikatnie. - Dobrze wiesz, że kocham cię... Dla mnie każda chwila spędzona z tobą, twoim uśmiechem, twoim spojrzeniem pełnym miłości i współczucia... To dla mnie kolejne wspomnienie tego, że razem będziemy szczęśliwi. Bez znaczenia co by się działo... - położyłem dłoń na jej policzku. - Będę przy tobie. Będę twoim oparciem w złych chwilach. I pamiętaj, że zawsze, ale to zawsze będę cię bezgranicznie kochał... Moja księżniczko...
- A-Altair... - wtuliła się w mój tors - Kocham cię... Ale masz zakaz bycia tak miłym dla innych dziewczyn, jasne? Jesteś tylko mój... Tylko, rozumiesz? Nie masz prawa mnie opuścić... Nie możesz i już!
- Nie mam zamiaru, moja kochana. Jestem twój, ale ty w zamian jesteś wyłącznie moja. Nie ma uśmiechania się do innych chłopaków... Ten uroczy uśmieszek pozostaw dla mnie... - zaśmiałem się i uniosłem plecy z materaca.
Zsunąłem delikatnie z ramion dziewczyny to, co na nich miała. Wszystko robiłem powoli i spokojnie, aby nie czuła, że chcę jej zrobić krzywdę. Nie chcę tego. Chcę jedynie, aby zapamiętała to jak najlepiej się dało. Dziewczyna nagle popchnęła mnie na materac, patrząc z powagą i lekko wywyższonym wzrokiem. 
- Chodzi ci o to? - spojrzała na mnie z groźną miną, by zademonstrować mi swoje zachowanie przy innych.
- Tak kochanie... Właśnie o to mi chodzi, diabełku... -szepnąłem i ponownie się uniosłem.
Delikatnie zacząłem obcałowywać jej szyję, gładząc jej talię oraz biodra. Była tak delikatna... Położyła brodę na moim ramieniu i włożyła rączki pod moją koszulkę. 
- Jesteś bardzo ciepły...
- Za to ty z kolei jesteś zimna, ale nie bój się o to... Zaraz ogrzeję cię, moja kochana księżniczko... - szepnąłem jej do ucha, po czym przyciągnąłem ją bliżej siebie, dzięki czemu nasze ciała całkowicie się stykały.
Zsuwałem z niej delikatnie jedną część garderoby po drugiej. Po tym... Nastąpiło coś, czego nigdy w życiu już nie zapomnę. Coś, co będzie ważnym wspomnieniem dla niej i dla mnie. Tak ciepła osoba i delikatna, zasługuje na to, co otrzymuje...
---
Następnego ranka, obudziłem się przed dziewczyną. Spojrzałem na jej zarumienioną jeszcze lekko twarz i delikatny uśmiech. Widzę, że się jej podobało, a na tym właśnie mi zależało. Zabrałem jej włosy z twarzy, aby spokojnie mogła nadal spać. Ucałowałem najdelikatniej jak potrafiłem jej czoło i przyglądałem się, jak spokojnie śpi. Była tak bezbronną i słodką osobą... Cieszyłem się, że mam ją przy sobie i mogę śmiało powiedzieć, że każdy milimetr jej ciała należy do mnie...
<następne opowiadanie>
<Hiyoriś?>
Ilość słów: 1597

środa, 20 czerwca 2018

Od Hiyori do Altaira

<poprzednie opowiadanie>
Wstałam dzisiaj dość wcześnie i wyszłam na balkon mojego pokoju. Ach... Świeże, ranne powietrze. To jest to. Jest tak pięknie. Słońce jeszcze wschodzi, a moje włosy powiewają na wietrze. Przypominają mi się wtedy poranki i Aenye i Abelas. Mimo tego, że te krainy znane są z ogólnego bólu i zniszczenia... Ja uważam, że i tak są piękne. Na swój sposób. Nie ma rzeczy brzydkich i ładnych. To zależy od nas, jak je chcemy nazwać. Nie ma też osoby, która wyznacza skalę i zapisuje w dokumentach. Ta osoba musi być brzydka i okropna, a ta musi być jak anioł. To od nas zależy, kim jesteśmy i kim chcemy być. Dlatego muszę przestać bać się samej siebie i mojej drugiej strony. Muszę stawić jej czoła i się zmotywować do dalszego działania. Nie chcę być już dłużej niewinną i bezbronną dziewczynką, która musi polegać całkowicie na innych. Pora nauczyć się bronić samemu. Tak. Właśnie tak muszę zrobić. Nie mam innego wyjścia. A co jeśli kiedyś coś się stanie dla Altaira? Co jak nie będę mogła mu pomóc? Co wtedy?! Nie mogę na to pozwolić. Muszę być silniejsza. Wypłakiwać mniej łez. W końcu Eren odzyskał siebie. Pamięta mnie i moich braci i całą rodzinę. W końcu jest z  nami. Nie mam powodów do płaczu. W końcu mam u boku jednego z najcudowniejszych mężczyzn chodzących po Arelionie. Co ja gadam, po całej ziemi! I w piekle i miastach anielskich... Kocham go... Czemu tak szybko się w nim zakochałam? Nie mam pojęcia. Po prostu mnie urzekł samą swoją obecnością... To właśnie dla niego muszę stać się silniejsza... Być tą lepszą wersją mnie.. Dla niego... Tylko, jak mam to zrobić?
---
Wpatrywałam się jeszcze trochę w ten piękny widok, a parę minut później poszłam z powrotem do pokoju. Na blacie zobaczyłam list. Jak mogłam go wcześniej nie zauważyć? Nie wiem. Dobra, pora go otworzyć. Może ktoś się pomylił i to jednak nie do mnie? Pora się przekonać. Hmm.. Zobaczmy... Otworzyłam kopertę i zaczęłam czytać jego zawartość... 

W imieniu dyrekcji i organizatorów tegorocznego konkursu łyżwiarskiego chciałbym serdecznie zaprosić Panią Hiyori Kurushimi i jej dowolnie wybranego partnera na taniec rozpoczynający naszą wielką imprezę. Po więcej szczegółów proszę się zwrócić do numeru podanego poniżej. Liczymy na Pani zgodę i odwagę w zatańczeniu tego pięknego tańca jako była mistrzyni. Z poważaniem. Dyrekcja i organizatorzy konkursu łyżwiarskiego.

Słucham!? Ja mam tańczyć na rozpoczęcie? Matko... To... Miłe, ale z kim? Nie mam chyba żadnego pa-.... A no tak, Altair. On chyba umie, prawda? Błagam, kochanie powiedz, że się zgadzasz. Nie potrafię odmówić w tak ważnej sytuacji. Z resztą sama chcę to zrobić. Co za niespodzianka... Ale miła. Wzięłam telefon i wybrałam numer do Altaira.
- Hej, kochanie, bo jest sprawa... Potrafisz tańczyć na łyżwach, prawda?
---
Wyjaśniłam wszystko dla Altaira, a on na szczęście się zgodził. Co za ulga... Jak ja go kocham... Dobra, pora się zebrać do tego. Konkurs jest za parę dni, a my musimy to wszystko przećwiczyć jeszcze. Gdzie są moje łyżwy... Hm.. O! Tu są! Dobra, pora teraz na spotkanie przed lodowiskiem z Altairem.

Od Hiyori: No dobra, ja już wychodzę, zaraz się spotkamy!
Od Altaira: Do zobaczenia kochanie!

Wyszłam z pokoju z torbą do ćwiczeń i wszystkimi potrzebnymi rzeczami. Czemu mam wrażenie, że coś się dzisiaj stanie?
---
Spotkaliśmy się przed lodowiskiem tak, jak planowaliśmy.
- Hej! Gotowy na trening przed naszym tańcem? 
- Oczywiście, moja księżniczko.- ukłonił się do mnie.
- Ok! To idziemy! Mam nadzieję, że dobrze tańczysz, kotku haha!
- Ja? Źle tańczę? O nie, kochanie! - powiedział i śmiejąc się przerzucił mnie przez swoje ramię i pokierował się na lodowisko. Po chwili znaleźliśmy się na lodowisku w kostiumach.
- Matko, jakie to jest ciasne... - szepnęłam wyjeżdżając na lodowisko. Na szczęście mieliśmy je całe tylko i wyłącznie dla siebie. Ani jednej żywej duszy. Uff.. A co do kostiumu. Trochę mnie uciskał tu i tam... W końcu trochę czasu minęło odkąd ostatni raz go nakładałam... Altair był nieco zaczerwieniony, ale również był ubrany w dość obcisły kostium. 
- Kochanie, tu mam oczy... - podniosłam jego brodę, by patrzył na mnie, bo jego wzrok jakoś cały czas zjeżdżał trochę niżej... Altair zakrył oczy całkowicie, mocno się czerwieniąc. 
- Przepraszam...- mruknął skrępowany.
- Haha, nic się nie stało... Dobra, zaczynajmy!
Zaczęliśmy ćwiczyć i układać jakiś układ taneczny. Szło nam dość dobrze, do czasu...
---
I jeden piruet i drugi i... Wylądowałam na jednej nodze, kończąc serię piruetów. Miałam zamknięte oczy, ale później je otworzyłam. Byliśmy na jeziorze, a wokół nas góry pokryte.. Chyba jakimiś wrzosami. Na niebie dostrzegłam spadające gwiazdy, a za mną różowo- fioletowy las... Było pięknie, ale... Przecież byliśmy na lodowisku... Stanęłam w miejscu, rozglądając się dookoła.
- Co się... Tutaj stało... - stałam jak wryta i zachwycona widokiem. Ja... Ja to zrobiłam? N-nie rozumiem...
<następne opowiadanie>
<Altair?>
Ilość słów: 790

czwartek, 31 maja 2018

Od Altaira do Hiyori

Kiedy wskazała na telefon, wziąłem go do ręki, od razu czytając wiadomości. Eren... Kagami. Oni sobie coś przypomnieli? Tak długi czas, a udało im się wreszcie! Może w końcu będziemy mogli być szczęśliwą rodziną jak wcześniej. Miałem już dość ciągłego krycia się przed Kagamim. Spojrzałem na przerażoną Hiyori. Uśmiechnąłem się pokrzepiająco i ująłem jej dłoń. Zbliżyłem ją do swoich ust, delikatnie muskając wargami jej palce. -Nie martw się, słońce. Wszystko będzie dobrze. Odzyskamy ich i ich wspomnienia.-szepnąłem do niej.
- A jeśli się nie uda? Co się wtedy stanie... Tak długo się bałam, a teraz to już w ogóle! Co jak już nigdy go nie zobaczę?! Jak mnie zapomni na dobre... Boję się, boję!
Przyciągnąłem ją za dłoń bliżej siebie i pocałowałem w usta. Pogładziłem jej delikatny, aksamitny policzek, uśmiechając się do niej. Była taka niewinna i urocza... Nie chciałem jednak patrzeć na przerażenie, jakie miała w swoich pięknych, różowych jak kwiaty oczach. Była przepiękną kobietą, a na dodatek, teraz tylko moją...
-Nie... Nie mów tak. Nikt o tobie nie zapomni. Nie bój się. Jestem przy tobie i zrobię wszystko, abyś się przestała martwić i bać... Kocham cię, Hiyori... Całym swoim sercem...-szepnąłem.
Patrzyła mi w oczy, a jej ogon i oczy zmieniły kolor na jasnoniebieski. Policzki mojej ukochanej pokrył rumieniec, który był w kolorze jej różowych ocząt. Piękna... Niesamowita...
- A-Altair...
-Tak, kochanie?-szepnąłem, gładząc jej plecy.
- Obiecaj mi, że nie puścisz mojej ręki, gdy się to stanie. To po pierwsze, a po drugie... Ana ci się dość groźnie przygląda... - wilk patrzył na mnie chyba od kilkunastu dobrych minut.
Zaśmiałem się, po czym pogładziłem włosy dziewczyny. Pocałowałem Hiyori, a ta zarzuciła dłonie na moje ramiona. Przyciągnąłem ją bliżej siebie. Tak pięknie pachnie...
-Obiecuję ci. Nie opuszczę ciebie, nigdy... Księżniczko...-szepnąłem.
- Puścisz mnie pod jednym warunkiem... Gdy zobaczysz demona, puścisz. Obiecujesz?
-Nawet gdybym ujrzał tego demona... Nie puszczę ciebie. Obronię ciebie przed wszystkim i wszystkimi. Będziesz bezpieczna...
- Nawet przed samą sobą? - odwróciła wzrok, przygryzając wargę.
Palcem przestawiłem jej buzię, aby spojrzała mi w oczy. Uśmiechnąłem się pokrzepiająco i złączyłem z nią delikatnie czoło.
-Nie obronię ciebie przed sobą... Wywalczyłem ciebie samym sobą. Nie uwolnię swego serca od zaklęcia, jakie na nie rzuciłaś...
- Zaklęcia? Altair... Jeszcze go tak na prawdę nie rzuciłam... Jeszcze...
-A kiedy masz zamiar je rzucić? Co to za przygotowania do klątwy?-zaśmiałem się cicho.
- Klątwy? Niieeeee no gdzie tam...
Z uśmiechem przerzuciłem dziewczynę, aby siedziała przodem do mnie. Na palec nawinąłem kosmyk jej włosów. Na moje policzki wstąpił lekki rumieniec i szeroki uśmiech. Hiyori patrzyła na mnie z czerwienią na policzkach. Była tak urocza. Drugą dłonią objąłem ją w talii, a nachyliłem się nad jej twarzą.
-Jesteś niesamowita i przeurocza... Hiyori... Dziękuję, że jesteś ze mną.-powiedziałem, uśmiechając się do niej.
- N-nie musisz mi dziękować... - szepnęła - Woo... Jak... Blisko...
-Chcę już zawsze być jak najbliżej... Chcę patrzeć, jak się uśmiechasz...
- A co byś zrobił, gdybyś nie widział uśmiechu?
-Nadal byłbym przy tobie i starałbym się go wywołać, kochanie.
- W takim razie.. - usiadła po turecku - Czekam na pomysły.
-Mam wymieniać? Dobrze... A więc. Chciałbym, abyś się uśmiechała, abyś kiedyś w przyszłości była moją żoną, matką moich dzieci, potem chcę, abyś się ze mną zestarzała i patrzyła na wnuków. I co? Nie wydaje ci się to radosną przyszłością?-zapytałem, gładząc jej policzek.-Czy to nie wywoła u ciebie uśmiechu?
Nie widziałem uśmiechu. Widziałem ogromne rumieńce i jej dłoń na ustach. Czyżby nie chciała? Przygryzłem swoją wargę i podrapałem się po karku. Spuściłem wzrok, czerwieniąc się lekko. Chyba się ośmieszyłem...
-N-Nie chcesz...? P-Przepraszam, jak postawiłem ciebie w złej sytuacji...-szepnąłem.
Moja ukochana zbliżyła się do mnie i pocałowała. Automatycznie ją objąłem w pasie, odwzajemniając pocałunek.
-A-Altair.. Nie wiem co powiedzieć! Dziękuje! To... Piękne... - jej kolor ogona i oczu przybrał barwę tęczową.
-Ależ piękne... Piękna to jesteś ty... Jestem prawdziwym szczęściarzem.-uśmiechnąłem się szeroko.-To ja ci dziękuję, że chcesz być tutaj ze mną... Ale brakuje mi nadal twojego uśmiechu, kochanie.
Uśmiechnęła się. Jaka ona przepiękna. Taka delikatna, niczym kwiaty na wietrze. Delikatna jak kwiat wiśni. Moja jedyna, moja ukochana. Jest najcudowniejszą istotą na ziemi.
- A teraz lepiej?
-Tak... Jest cudownie... Kocham cię, księżniczko. A może powinienem powiedzieć, ma ukochana księżniczko...-powiedziałem i ucałowałem ją w nosek.
- Ja też cię kocham, Altair... - spojrzała na swój ogon i chyba się lekko przestraszyła. 
Cofnęła się, opierając na mnie i patrząc na swój ogon. Przeurocze. Dotknąłem go, a potem przejechałem po nim. Uśmiechnąłem się do niej, po czym pocałowałem w czoło. Pogładziłem jej plecy.
-Kochanie... Co ty na to, aby gdzieś wyjść? Może pojedziemy gdzieś w weekend?-zapytałem.
Chciałem dać jej jak najwięcej radości. Niech ma świadomość, że bardzo, bardzo mocno ją kocham... Będę dawał jej wszystko, czego zapragnie...
<Hiyoriś?>
Ilość słów: 781

sobota, 5 maja 2018

Od Hiyori do Altaira

 Wow, ten dzień był... Wow... Altair... Moje myśli nie krążyły po niczym innym niż o nim. Białowłosy, złotooki i przystojny gentelman, który nazwał mnie skarbem. Moje serduszko zabiło szybciej, a ja czułam się jakby zabrał mnie do objęć nieba. Chcę, by nigdy nie wypuszczał mnie z jego ramion. Są takie silne, męskie i czuję się w nich bezpiecznie. Chcę, by mnie pokochał i bym była jedyną panią jego serca. I nie. Nie będę tego dłużej ukrywała. Nie będę dłużej oszukiwać siebie i wmawiać na siłe niestworzonych rzeczy do mojej głowy. Przyznaję to tu i teraz. Ja, Hiyori Kurushimi, zakochałam się w tym oto przystojnym białowłosym mężczyźnie i deklaruję to choćby i dla całego świata. Dla wszystkich wymiarów tej ziemi i wszystkich ras Arelionu, że nie oddam tego złotookiego gentelmana nikomu. Żadnej dziewczynie. On zajmuje czołowe miejsce w mym sercu i nikt, ale to nikt nigdy nie ma prawa do niego wejść. Tylko ten, który posiadł do niego klucz...
---
Altair zaprowadził mnie na balkon i wskazał na krzaki, z których wyłoniła się śnieżnobiała wilczyca, która patrzyła się na mnie intrygującym wzrokiem.
-To twój prezent, skarbie...-szepnął do mojego ucha.
-Nie mówi mi, że... Że ten wilk... Jest od teraz...
-Tak, skarbie. Ona jest twoja. -uśmiechnął się uroczo.
-Altair!- rzuciłam mu się w ramiona cała czerwona. Nie wierzę... On... On sprawił mi zwierzątko! I to takie urocze! Jak ja mu się odwdzięczę. Przecież to takie wspaniałe! Od bardzo dawna nikt nie sprawił mi tak wspaniałego prezentu- Altair, dziękuję!
Usłyszałam cichy śmiech.
-No już słońce. Nie dziękuj.
-Ale... Ale to piękne...- we wzruszenia poleciała mi mała łezka po policzku. Po chwili odsunęliśmy się od siebie. Moje oczy i ogon przybrały kolor taki sam jak oczy wilczycy, lecz nie wiedziałyśmy o co chodzi, a Altair patrzył się to na jedną, to na drugą ze zdziwieniem.
-Coś nie tak, Altair?
-T-Tylko coś... Mi się przypomniało...-powiedział, po czym uśmiechnął się.
-Hmmm... A co ci się takiego przypomniało, co?- zbliżyłam się do niego, patrząc mu w oczy.
-Twoja słodka twarzyczka, kiedy spałaś...
-M-moja... - zarumieniłam się. Cholera jasna czemu przy nim nigdy nie wiem co powiedzieć. Zawsze, ale to zawsze mówi coś na co ja za chiny ci nie odpowiem. Czemu... Czemu już tak głęboko zagnieżdża się w moim sercu. Oplątuje je swymi linami i nie daje nikomu przejść. Niczym strażnik w starożytnej świątyni. -T-ty cały czas tu byłeś?!
-Ci... Nie denerwuj się... -chłopak pogładził mój policzek.-Tak, byłaś taka piękna, nie mogłem się napatrzeć...
To było... Miłe... Uwielbiam jak tak mówi. Czuję się doceniona. I nie, nie mam zamairu mówić jak większość dziewczyn "oj, przestań, no!", bo wiem, że mówią to po to, by ktoś je dalej chwalił. A ja czuję, że on i tak by to powtarzał milion razy niezależnie od mojej odpowiedzi. Taki już jest i za to go.... Za to go... Kocham... Poza tym, nie potrzebuję milion słów o tym jaka to jestem wspaniała, bo nie jestem. Nikt nie jest. Mimo, że wydaje nam się, źe ktoś jest idealny... Nigdy nikt nie jest idealny. Każdy ma w sobie cień zła, bo gdyby go nie było, skąd istniałaby światłość i dobroć. To byłby standard, w którym nikt nic nie rozróżnia. Jednak cieszę się. Cieszę się, że pośród tego wiru dobra i zła. Pośród chamstwa i dobroci i nienawiści, istnieje miłość. Miłośc, która dodaje skrzydeł, byśmy unosili się coraz wyżej. 
-Dziękuję. To było bardzo miłe, Altair.- powiedziałam to, patrząc na jego ramiona i poprawiając mu koszulę.- Wiesz, przy tobie staje się zupełnie inną osobą...
Altair pokazał mi szeroki uśmiech.
-Tylko nie zmieniaj się za bardzo. Pamiętaj, że kocham ciebie, jaką jesteś. Nie ważne dla mnie, co z tobą się stanie... Niech zmiany zachodzą powoli... Muszę je widzieć...-pocałował mnie w czoło, po czym zaczął bawić się kosmykiem moich włosów, a ja wygładziłam jego koszulę na ramionach.
-Wiesz, co właśnie powiedziałeś, prawda Altair? 
-Wiem, słońce... -nadal się szeroko uśmiechał, a ja zarumieniona spojrzałam na niego.
-To dobrze. Już możesz zobaczyć pierwszą zmianę...-zbliżyłam swoją twarz do niego.- A nawet ją poczuć...- pocałowałam go w usta, szepcząc wcześniej do jego ucha "Kocham cię, mój rycerzu".
Dłonie Altaira objęły mnie delikatnie, gładząc moje plecy.
-Też ciebie kocham.... Moja najukochańsza księżniczko...-wyszeptał mi w usta i ponownie mnie pocałował. Po chwili się odsunęliśmy od siebie, a ja obróciłam się wokół własnej osi pełna i tryskająca szczęściem.
-Jestem taka szczęśliwa! Altair! - popatrzyłam w czyste, słoneczne niebo. 
Altair przyciągnął mnie znowu do siebie i nachylił się do mojego ucha.
 -Księżniczko... Będziesz mnie nadal uszczęśliwiać swoją obecnością obok mnie? Chcesz zostać moją dziewczyną?-zapytał, po czym spojrzał mu w oczy i spletliśmy swoje dłonie.
-Altair.... Tak! Tak! Marzę o tym!- objęłam jego szyję i ramiona, wtulając się w niego.
-Kocham cię tak bardzo mocno, moja księżniczko...-szepnął i przytulił mnie mocno do siebie, a po chwili mnie puścił.
-To jeden z najlepszych dni w moim życiu!- wystawiłam rece za barierkę balkonu, patrząc na uroczego wilka.- Chodź, mała!
Wilk posłusznie wskoczył, a ja przytuliłam się do niego.
Altair z początku patrzył na mnie z szerokim uśmiechem, a potem opierając się o barierkę, spojrzał w niebo, zamykając oczy, a ja wstałam i oparłam się o barierką, a głowę o jego ramię.
-Dostałam wspaniałego wilka i jeszcze lepszego chłopaka. Dziękuję, Altair... Z całego serca...
Altair objął mnie w pasie, po czym popatrzył na mnie.
-To teraz księżniczko, idziemy na przejażdżkę. Co ty na to?-uśmiechnął się delikatnie.
-Tak! Tak dawno nie jeździłam na koniu... Idziemy!
---
Altair zaprowadził mnie do stajni, gdzie stało mnóstwo pięknych koni. Uśmiechałam się i gładziłam je po kolei. Nagle zobaczyłam dobrze znanego mi konia... Nie... Niemożliwe. Skąd on go ma?! Jakim cudem, przecież te konie żyją w mojej krainie! T-to Delilah, koń z którym się kiedyś bawiłam... 
-Delilah, skąd ty się tu wzięłaś... Jak...
-Znasz ją? Cóż, przypałętała się pewnego dnia do mnie i od tamtego czasu, jest ze mną bliska...-powiedział Altair, gładząc pysk klaczy.
-Gdzie... Gdzie ją znalazłeś? Gdzie do ciebie przyszła? Kiedy?
Bardzo mi zależało na tym, bo... Bo spotkałam kiedyś chłopca, który bawił się z tym koniem. Razem się bawiliśmy, lecz... Pewnego dnia przestaliśmy się widywać. Nie wiem, gdzie on jest, a teraz... A co jak... Jak to Altair...
-Em... Na polanie. W sumie dokładnie nie pamiętam gdzie. Byłem wtedy jeszcze mały.-powiedział, a klacz radośnie zarżała. Tak... To on... To z nim się bawiłam.. To jego spotkałam... On... Dlatego tak szybko go pokochałam...
-Altair...- z mojego policzka spłynęła łza.- To ty... Byłeś cały czas obok, a ja tego nie zauważyłam... Pochodzisz z Aenye, a Kagami to twój brat, prawda? Spotkałeś kiedyś małą, brązowowłosą dziewczynę z ogonem i jej brata na polanie. Pamiętasz? Delilah przyszła na nią. Bawiła się z nami. 
-H-Hiyori... -jego ręce opadły i patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami -H-Hiyori... T-To...
-Altair... Tak się cieszę, że to ty!- rzuciłam się wręcz na niego.
-Hiyori!-krzyknął, po czym mocno mnie objął, kręcąc się wokół własnej osi...
---
Jestem dzisiaj pełna szczęścia i radości. Czuję się jak najszczęśliwsza dziewczyna na świecie. Dostałam pięknego wilka, chodzę z Altairem i na dodatek okazało się, że jest on moim przyjacielem z dzieciństwa. Ciekawe co się jeszcze dzisiaj mi przydarzy... Weszliśmy po przejażdżce do mojego pokoju. Altair usiadł na łóżku, a ja wtuliłam się w niego, siedząc między jego nogami i opierając głowę o jego ramię. Byłam z nim taka spokojna i czułam się bezpiecznie przy nim. Nagle usłyszałam wibracje telefonu.
-Wybacz, ale musze odpisać...- powiedziałam do Altaira.

Od Shoto: E-ej ludzie... B-bo jest sprawa... Dość gruba...
Od Rina: Gadaj i nie załamuj sie tak, stary.
Od Hiyori: Co się stało?
Od Shoto: Byłem dzisiaj z Shurą i spotkaliśmy...Spotkaliśmy Erena i Kagamiego..
O Rina: I co? Miło was ominęli?
Od Shoto: Właśnie nie... Bo.. Eren mnie poznał... Wie... Wie kim jestem. Tak samo Kagami z Shurą...

Wpatrywałam się w telefon z niedowierzaniem, a on wyślizgnał się z mojej ręki. Co... Co się własnie... 
-H-Hiyori? Co się stało?-zapytał mnie Altair, łapiąc moją dłoń.
Jednak nie dałam rady mu tego wytłumaczyć, głos mi się załamywał, a ja nie wiedziałam co mam zrobić. Byłam sparaliżowana wręcz.
-S- spójrz...- podałam mu teleon z wiadomościami...
<Altair?>
Ilość słów: 1332

piątek, 4 maja 2018

Od Altaira do Hiyori

Dziewczyna poszła do łazienki i biednego mnie zostawiła samego jak palec. Uśmiechnąłem się, siadając na jej materacu. Była taka urocza, a teraz na dodatek, była moją księżniczką. Moją miłością, jaką chciałem już od dawna jej wyznać. Bałem się jednak. Ta cholerna dziewczyna od Papierowego Żurawia, którego nie mogę się pozbyć. Tego nie chce drugi ja... Czułem, że gdybym go wyrzucił, nie pozbierałbym się po tym. Tak sobie myślałem o mojej brązowowłosej piękności, aż zobaczyłem godzinę. Pokręciłem głową, nieco się martwiąc. Siedziała w tej wannie tak długo. Zapukałem na początku cicho do środka. Zero odpowiedzi. Teraz uderzyłem nieco mocniej w drzwi.
-Hiyori? Wszystko w porządku?-znowu brak odpowiedzi.
Przerażony już, otworzyłem drzwi z pomocą własnego barku, a raczej wyważyłem je, martwiąc się. Spojrzałem na dziewczynę śpiącą w wannie i uśmiechnąłem się. Wziąłem ręcznik, po czym wytarłem jej twarzyczkę. Potem wyciągnąłem ją, od razu okrywając ją ręcznikiem. Nie miałem zamiaru się przyglądać jej ciału. Jestem dżentelmenem i to nie w moim stylu. Położyłem ją w łóżku i okryłem dokładnie pościelą. Dziewczyna wybudziła się i była w fazie półsnu. Kontaktowała, ale bardzo opornie.
-Al...tair?-zapytała cicho, otwierając lekko oczka.
-Jestem... Śpij spokojnie...-szepnąłem.
Brązowowłosa uśmiechnęła się, łapiąc mnie za rękę. Uśmiechnąłem się z rozczuleniem, po czym pogładziłem jej policzek.
-Śpij kotku... Będę obok i będę ciebie pilnował.-szepnąłem i ucałowałem jej czoło.
Usiadłem tuż obok niej, gładząc ją po włosach oraz po jej policzku. Była taka niewinna i taka urocza... Kocham ją całym sobą...
---
Z samego rana dziewczyna z uśmiechem wybudziła się. Siedziałem ciągle obok niej, również ciągle się uśmiechając. Nie mogłem przestać, widząc jak bardzo urocza moja księżniczka jest. Była dla mnie, jak promyczek z jasnego nieba. Przebijała się zawsze przez mój umysł jako uśmiechnięta dziewczyna z pięknymi rumieńcami. Spojrzałem jej w oczy.
-Dzień dobry księżniczko...-szepnąłem do dziewczyny.
-Mhm... -podniosła się z rozwaloną czupryną i była widocznie zdezorientowana- Co?
-Zasnęłaś w wannie, więc ciebie przeniosłem do łóżka. Nie martw się. Nic nie widziałem. -pocałowałem ją w czoło, po czym zabrałem jej włosy z twarzyczki.
-W wannie... Aha... -nadal nic nie rozumiała, ale po chwili chyba się już obudziła- Czekaj... Co!?
Przygryzłem nieco swoją wargę i skrępowany podrapałem się po karku.
-N-No... Zasnęłaś w wannie i...-wskazałem na jej nogę, która niestety była naga.
Nie mogłem jej przecież ubrać. To by było nietaktowne... Choć... Dobra, po prostu wstydziłem się trochę...Zaczerwieniła się cała i spojrzała pod kołdrę
-Jasna cholera! - otuliła się cała kołdrą z rumieńcami.
-N-Nic nie zrobiłem! O-Obiecuję!-krzyknąłem, po czym spojrzałem jej w oczy.
-Hm... A co jeśli jesteś zboczeńcem w ciele gentelmana? - rzuciła zabawnie.
-No tak! Dzięki!-powiedziałem, zakładając dłonie na piersi.
-Oj, przecież wiem, że nie zrobiłbyś tego.- uśmiechnęła się.
Uśmiechnąłem się szeroko, po czym pocałowałem ją w usta. Pogładziłem jej szyję, przystawiając swoje czoło do jej czoła.
-No już. Mam wyjść? Chcesz się spokojnie ubrać?-zapytałem, gładząc jej szyję.
-Nie, nie musisz wychodzić...
-N-Nie muszę?-zarumieniłem się nieco, patrząc jej w oczy.
-Nie, nie musisz. Ufam ci, Altair...
-Wiem. Miałem coś załatwić. Skarbie, poczekaj na mnie, dobrze? Przyjdę do ciebie... Z prezentem.-szepnąłem jej do ucha, po czym pocałowałem ją w czoło.
-Prezentem? Na jaką okazję... Czekaj... Skarbie?!
Zaczerwieniłem się mocno, po czym odwróciłem nieco skrępowany wzrok.
-N-No... D-Dobrze... Nie będę cię tak nazywał...-szepnąłem, po czym pocałowałem ją w policzek i ruszyłem do wyjścia z jej pokoju.
-N-nie... podobało mi się... - spojrzała na mnie kątem oka.
-Kocham cię, Hiyori.-powiedziałem, po czym wyleciałem z jej pokoju, aby pójść po niespodziankę dla niej.
~~~
Po godzinie stanąłem na balkonie jej pokoju. Dziewczyna siedziała już ubrana, ale nie zauważyła mnie i poszła do łazienki. Było już dość ciemno, więc dziwne, że mnie nie zauważyła. Uśmiechnąłem się i stanąłem przy drzwiach. Brunetka po chwili wyszła, a ja przywitałem ją uśmiechem z założonymi na ramionami na piersi.
-Nie widziałaś mnie, skarbie...?-zapytałem ją dość niskim i poważnym tonem.
-A-Altair? Nie nie widziałam cię. Coś się stało?
-Przez godzinę zdążyłem się stęsknić... -szepnąłem.
Blokowałem jej drogę, więc nie mogła nigdzie przejść.
-Aż tak jestem uzależniająca?-zapytała, a wtedy położyłem dłonie na ścianie po obu stronach jej ciała.
-Tak... Bardzo...-szepnąłem, zbliżając do niej twarz.
-Przepraszam, ale tego uzależnienia nie pozwolę ci się pozbyć...
-Nie chcę się go pozbywać, słońce...-szepnąłem.
Jej oczy oraz ogon obrały kolor niebieski, przez co jeszcze bardziej nie chciałem odrywać od niej spojrzenia. Była piękna i idealna w każdym calu...
-Śliczna jesteś, skarbie...-szepnąłem i zbliżyłem usta do jej szyi, pozostawiłem jej tam malinkę.-No, a teraz niespodzianka...
Pociągnąłem dziewczynę na balkon, po czym wskazałem na krzaki. Po dosłownie kilku chwilach, pojawił się tam biały jak śnieg wilk, który patrzył na Hiyori i... Jakby się uśmiechał?
-To twój prezent, skarbie...-szepnął jej do ucha.
<następne opowiadanie>
<Hiyoriś?>
Ilość słów: 760

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Od Hiyori do Altaira

-Też nie mam zamiaru kłamać... Kodeks rycerski zabrania oszustw...-szepnął, przejeżdżając kciukiem po moim policzku.-Jesteś przepiękna...
Ja? Piękna? Pierwszy raz słyszę to od teoretycznie obcej mi osoby. Ale czy on jest obcą mi osobą? Na pewno nie. Mimo, że nie znamy się długo, moje serce przy nim wariuje. Bije w zawrotnym tempie, jakby zaraz miało wyskoczyć z mojej piersi. Policzki się czerwienią, a ja? Nie potrafię ukrywać przed nim swoich uczuć. Nawet jeśli bym próbowała, to on przejrzy mnie na wylot. Zawsze trafia w sedno i mówi dokładnie to, o czym teraz myślę. On jest cudowny... Do tego taki przystojny, opiekuńczy, miły, wspaniały, przyjacielski, niesamowity... Mogłabym tak mówić cały czas... Teraz. Teraz zdałam sobie z czegoś sprawę. Chyba się w nim... Zakochałam. Ja, Hiyori, się w kimś zakochałam... To takie wspaniałe uczucie... Wiem, że jest dla mnie taki miły, ale... czy on myśli tak samo o mnie? Mam tak wielką nadzieję, tak bardzo bym tego chciała. Altair przyłożył swoje czoło 
do mojej głowy, a ja cała czerwona odpowiedziałam.
-Zostań ze mną na zawsze...- popatrzyłam w jego piękne, złote oczy- jaki ty jesteś przystojny...- te ostatnie słowa miały zostać tylko w mojej głowie, ale...
Nie będę się dłużej opierać i przeczyć samej sobie. Od teraz będę ze sobą szczera i nie będę odrzucać tych emocji. Wręcz przeciwnie. Będę je pielęgnować. Będę dbać o to uczucie, o to wspaniałe uczucie bijącego serca. Nawet jeżeli on tego nie chce, albo tego nie odwzajemnia. Trudno... Ja nadal będę tylko o nim myśleć... Nadal będę go potrzebować...
Altair uśmiechnął sie szeroko. 
-Zostanę, obiecuję... Piękna księżniczko... -szepnął, po czym pogładził mój policzek, a ja nie mogłam przestać o nim myśleć. Altair dotknął swymi ciepłymi dłońmi mojej szyi i popatrzył mi w oczy, a ja nie mogłam się powstrzymać i go pocałowałam. Odwzajemnił mój pocałunek, podnosząc mnie potem do swojej wysokości. Splotłam nogi wokół jego talii i położyłam ręce na jego karku, a on trzymał mnie swoim silnym uściskiem, bym nie spadła. 
-Altair, wiem, że to szalone, ale...-szepnęłam do neigo, patrząc w jego oczy. Uśmiechnął sie. 
-Tak?
- Kocham cię... - zarumieniłam się. Nie chciałam tego zatrzymywać tylko dla siebie. Poza tym moje serce mi tak mówiło, a każdy mówi, by go słuchać. Tak więc... Będę go słuchać, nawet, jeżeli to będzie wbrew logiki i rozumu.
-Księżniczko... Ja ciebie też. -szepnął. Matko, on to odwzajemnia. On mnie... Kocha... Jestem taka szczęśliwa! 
-Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie!- uśmiech i rumieniec nie schodził mi z twarzy.
-Chciałaś powiedzieć, księżniczką... -uśmiechnął sie szeroko, podobnie jak ja.
-Tak, księżniczką ze swoim przystojnym księciem!
Altair delikatnie mnie odstawił.
-Do księcia mi daleko... -podrapał sie po karku.
-Wprost przeciwnie! Jesteś moim wymarzonym księciem, którego nikt nie zastąpi. Rycerzem, który mnie zawsze broni i czeka niczym Romeo przy balkonie. Silnymi ramionami, które zawsze dają mi nieograniczone wsparcie. Moją bratnią dusza, które złączyły nici przeznaczenia...-powiedziałam to, obracając się tyłem, by nie ujrzał tego ogromnego buraka na twarzy. Minęła chwila, a ja poczułam, jak ktoś delikatnie obejmuje mnie od tylu i całuje w tył głowy. 
-Księżniczko...
-Tak?
Obrócił mnie do siebie.
-Nigdy nie odwracaj się ode mnie. Nigdy nie próbuj odwracać spojrzenia.
-Dobrze. Zapamiętam- powiedziałam z uśmiechem, patrząc mu prosto w oczy.
Rozmawialiśmy parę dobrych godzin, a Altair odprowadził mnie o mojego pokoju. Oczywiście lecąc, bo nie byłby sobą,,] gdyby tego nie zrobił. Pożegnałam go, dając całusa w policzek i weszłam do pokoju. Altair mówił, że chyba później wpadnie, ale nie dosłyszałam dalszej wypowiedzi. Poszłam się ogarnąć, ale postanowiłam tym razem wejść do ciepłej wanny. Dzisiejszy dzień był cudowny... Weszłam do wanny i po chwili zasnęłam z uśmiechem na twarzy na oparciu wanny. Nie mogłam przestać myśleć o tym przystojnym księciu...
<Altair?>
Ilość słów: 602

niedziela, 1 kwietnia 2018

Od Altaira do Hiyori

Byłem zadowolony po wczorajszym wieczorze z Hiyori. Widziałem w jej oczach, że dobrze się bawiła. Czułem, że będę musiał częściej z nią wychodzić. Nie mogłem patrzeć na jej łzy. Była piękna, niesamowita i... Altair. Przestań. Nie możesz. Jesteś diabłem w skórze anioła. Zranisz ją, nie kochaj i nie rozkochuj jej w sobie. Chcę, ale nie mogę. Chciałbym, aby była obok mnie na zawsze, ale... Skrzywdzę ją. Podniosłem się z łóżka. Kadar nadal chrapał, co po pewnym czasie stało się do zniesienia. Zauważyłem lampkę w telefonie, która oznaczała, że ktoś do mnie napisał. Odblokowałem komórkę.
Od Nitzan: Yo, słuchaj, byłem wczoraj na tym koncercie. Kim jest ta dziewczyna? Pierwsze widzę, abyś miał w oczach taki błysk! 
Do Nitzan: Moja znajoma. Podoba mi się, ale nie chcę jej zranić... Wybacz Nitzan, szykuję się i wychodzę. Miłego dnia ^^
Ubrałem się w pierwsze lepsze pasujące do siebie ubranie, po czym ujrzałem już buszującego przy moich nogach Archera. Pogłaskałem go, po czym poprosiłem, aby dzisiaj nie przeszkadzał Kadarowi i aby nie dokuczał temu jego cerberowi. W końcu i pożeraczowi trzeba trochę wolnego. Z uśmiechem wyszedłem z pokoju, a potem z akademika. Na podwórku rozłożyłem jedną parę skrzydeł i ruszyłem w stronę miasta. Prawie od razu rzuciło mi się na wzrok, jak ktoś szarpie się brązowowłosą dziewczyną, a na dodatek chce ją gdzieś zaciągnąć. Zanurkowałem, po czym z kopniaka uderzyłem mężczyznę w twarz, przez co ten upadł na ziemię, plując krwią. Spiorunował mnie spojrzeniem i oddałem mu tym samym.
-A-Altair?-zapytała przerażona dziewczyna.
Nie była to byle jaka dziewczyna, tylko moja kochana księżniczka, która cała blada stała jak wryta w ziemię. Osłoniłem ją własnym ciałem, nadal przyglądając się uważnie mężczyźnie.
-Zrobił ci coś? Skrzywdził cię?-zapytałem ją, delikatnie łapiąc jej rękę.
-Nadgarstek, ale to nic wielkiego...
-Jak on w ogóle śmiał ciebie dotknąć!-wrzasnąłem zmodulowanym głosem.
Słysząc samego siebie, wytrzeszczyłem oczy, nadal delikatnie trzymając dłoń dziewczyny. Wziąłem głęboki wdech i wydech, po czym spojrzałem na faceta, który widząc czerwony błysk w moim oku, wstał i zrezygnowany odszedł, burcząc coś pod nosem. Z uśmiechem odwróciłem się do dziewczyny, patrząc jej w oczy.
-Który nadgarstek?-zapytałem, gładząc lekko wierzch jej dłoni.
-L-Lewy...
Ująłem jej lewą dłoń, po czym ostrożnie podciągnąłem rękaw do góry. Zacząłem sprawdzać, czy nie jest złamana czy też skręcona. Musiałem być pewny, skoro ręka była czerwona i widocznie pojawiał się też siniak. Uśmiechnąłem się, kiedy mogła wykonywać wszystkie czynności.
-Nie martw się, to tylko siniak. Już jesteś bezpieczna...-szepnąłem, po czym pogłaskałem ją po głowie.
-A-Ale on... Tak nagle...-była widocznie przerażona.
-Nie bój się. Chodź tutaj.-przyciągnąłem ją najdelikatniej jak umiałem do siebie-No, już. Nikt ciebie nie skrzywdzi, kiedy ja jestem obok. Ci... Już, nie musisz się bać, dobrze?-starałem się ją uspokoić, gładząc jej plecy.
-D-Dziękuję...
-Księżniczko...-złapałem delikatnie jej podbródek, unosząc jej głowę do góry.-Pamiętasz co ci obiecywałem? Za to mi nie musisz dziękować. To jest wyłącznie coś, co chcę zrobić dla ciebie... Abyś była bezpieczna, abyś nie musiała się bać czy też martwić. Proszę cię, nie każ mi patrzeć na twoją bladą od strachu twarzyczkę i te szklane oczka, które zaraz już chciałyby wylać łzy...-szepnąłem jak najcichszym i jak najbardziej uspokajającym głosem mogłem.
-Altair. Jak mogłabym ci nie dziękować...
-Możesz. Nie potrzebuję twoich podziękowań. Jesteś dla mnie za ważną osobą, rozumiesz? Dlatego proszę. Nie płacz, nie bój się. Jestem obok ciebie i będę ciebie bronił pomimo wszystko...-szepnąłem i bardzo delikatnie pocałowałem jej policzek, przez co został lekko świecący się ślad.
Dziewczyna nagle się zarumieniła, po czym odwróciła się do mnie tyłem, łapiąc się za serce. Uśmiechnąłem się. Była nie tylko piękna, ale też i urocza. Zaśmiałem się cicho pod nosem, po czym delikatnie objąłem ją od tyłu.
-Nie wstydź się. Jestem twoim rycerzem. Zawsze będziesz śliczna, nawet z tymi czerwonymi plamami na policzkach...-przejechałem dłonią po jej policzku z uśmiechem.
-Oj! Cicho!-lekko pacnęła moją rękę, którą ją obejmowałem.-Ja wcale się nie czerwienię...
Zaśmiałem się, po czym wziąłem ją sobie na barana.
-Dobra, dobra. Znam takie wymysły. Mnie nie oszukasz, księżniczko.-spojrzałem na nią, odchylając głowę do tyłu.
Nagle delikatne, wręcz aksamitne dłonie dziewczyny zakryły mi oczy. Czyjeś wargi, miękkie, słodkie wargi dotknęły moich ust. Boże księżniczko, dlaczego ty mi to robisz... Chcę być z tobą, chcę być obok ciebie, ale co jak ciebie skrzywdzę...
-Jeżeli cię nie oszukam to przynajmniej będę szczera...-szepnęła i zabrała dłonie z moich oczu.
Teraz ujrzałem jej piękne różowe oczy, idealnie komponujące się  z czerwienią jaka była na jej policzkach. Zdjąłem ją z barana, po czym do siebie przyciągnąłem i pogładziłem po policzku. Uśmiechnąłem się i oddałem jej delikatny pocałunek, równie ostrożnie jak zrobiła to ona.
-Też nie mam zamiaru kłamać... Kodeks rycerski zabrania oszustw...-szepnąłem, przejeżdżając kciukiem po jej policzku.-Jesteś przepiękna...-dodałem również szeptem, co miało pozostać wyłącznie w mojej głowie, ale...
<następne opowiadanie>
<Hiyori?>
Ilość słów: 774

Od Hiyori do Altaira

Altair mnie zaprosił gdzieś na wieczór. Sama nie wiem, gdzie. Jest to jakąś wielką niespodzianką. Szczerze? To nie mogę się doczekać, co to będzie. Weszłam do pokoju po lekcjach i zaczęłam szykować się na to tajemnicze wyjście. Umyłam się, lekko umalowałam, wypryskałam perfumami. W końcu wyszłam z łazienki. Stanęłam naprzeciwko szafy, przeglądając jej zawartość. Co by tu włożyć? Problem jest w tym, że nawet nie wiem, gdzie idę, więc nie wiem, co mam ubrać nawet. Po paru minutach stania i oglądania szafy bez sensu, wybrałam czarne, lekko podziurawione jeansy, czarne buty na obcasie i koszulkę, która podkreślała kolor moich oczu. Na prawym nadgarstku zawiązałam swoją bransoletkę. Uczesałam włosy ponownie. Nagle usłyszałam, że ktoś puka do drzwi mojego pokoju. Otworzyłam drzwi, a moim oczom ukazał się Altair, który miał na sobie czarne spodnie i marynarkę oraz szarą koszulkę. Matko, jaki on jest przystojny... Czekaj, zaraz... O czym ja myślę... Hiyori ogarnij się! Znasz chłopaka od kilku dni. Nie dawaj się tak łatwo! Kogo ja oszukuję... Wszyscy chyba wiedzą, że nie dam rady tego zrobić.
-Wyglądasz oszałamiająco, księżniczko. Zapraszam- chłopak delikatnie się ukłonił, podając mi dłoń. Jest taki romantyczny i kulturalny... Czekaj, znowu to samo! Nie myśl o tym! Nie myśl o tym! O fuck, no i pomyślałam... Ostatnio zaczynam za dużo o nim myśleć. To robi się podejrzane.
-Dziękuję. Ty też jesteś niczego sobie.-pochwyciłam jego dłoń, po czym wyszliśmy z akademika. Po paru minutach drogi byliśmy na miejscu. Zobaczyłam mnóstwo plakatów z nazwą zespołu "Creed", a na nich wizerunek Altaira i paru innych gości. Trzymajcie mnie... On gra w zespole?! Cudownie! Trafił mi się anioł z nieba! W tym momencie przypomniały mi się czasy, gdy to my mieliśmy własny zespół. Trochę mi tego brakuje. Wspólnego śpiewania piosenek, pisania tekstu, wspólnych koncertów. Mieliśmy dużą szansę na sukces, ale los pokrzyżował nam plany. Niestety. I tak się cieszę, że Shoto wyszedł z tego cało i wciąż jest tu z nami. Było ciężko go odratować, ale udało nam się. Ja i Rin nie daliśmy za wygraną. Ha! My się nigdy nie poddajemy, jeżeli chodzi o naszą rodzinę. Nawet, jeżeli chodzi o Erena. Odzyskamy go kiedyś, za wszelką cenę. Ale nie teraz o tym. Altair zaprowadził mnie do pierwszego rzędu i powiedział, bym się nie ruszała, bo mogą mi zająć miejsce. Zrobiłam tak, jak powiedział. Stałam cierpliwie w miejscu i czekałam, aż kurtyna się podniesie i ujrzę białowłosego wraz z jego zespołem. Wreszcie nadszedł czas, gdy koncert rozwija skrzydła i zaczyna grać muzyka! Jak ja to uwielbiam! Altair powiedział coś do publiczności i wciągnął mnie na scenę. Dawno na niej nie byłam... Czuję się tu swobodnie. Czuję się przy nim taka szczęśliwa i ... wolna... Zaczęliśmy tańczyć, a Altair śpiewał ten piękny, melodyjny utwór. Ma piękny głos. Z przyjemnością go słuchałam i tańczyłam. Czas zleciał nam bardzo szybko. Nim się oglądnęliśmy, było około 2 w nocy. Altair zaniósł mnie do pokoju i położył na łóżku, całując mnie w czoło, a następnie wzleciał w powietrze i zniknął. Ja natomiast zamknęłam oczy i zasnęłam dość szybko, rozmyślając o białowłosym chłopaku o złotych oczach...
---
Wstałam rano, zaspana i z obolałymi od tańca w szpilkach nogami. Nosz co mnie podkusiło, by nałożyć wysokie szpile. Teraz będę cierpieć cały dzień... Jakoś zwlokłam się z łóżka, chociaż szło mi to mozolnie. Poszłam do łazienki i się ogarnęłam. Następnie ubrałam niebieskie jeasny i białą koszulkę z krótkim rękawem, a do tego białe trampki. Dzisiaj miałam dzień wolny, więc zastanawiałam się, co by tu zrobić ciekawego... Nagle usłyszałam wibracje telefonu i dźwięk powiadomienia z portalu społecznościowego. Rin napisał na naszej grupie wiadomość. Odblokowałam telefon i odczytałam ją.
Od Rin: Hej, hej śpiochy... Wam też nie chce się tak strasznie wstawać?
Od Shoto: Ja pierdole, lepiej nic już nie mów. Katastrofa z masakrą...
Od Hiyori: Ja już ubrana, ale nie wiem, co ze sobą zrobić.
Od Rin: Hmmm... Może wyskoczymy gdzieś razem, co wy na to?
Od Shoto: Ja odpadam, sorki. Po pierwsze: nie chce mi się jak cholera, a po drugie: dzisiaj przychodzi do mnie Shura.
Od Rin: Łoohoooo! Shoto ma kogoś na oku!
Od Shoto: Zamknij mordę, nie prawda... ;-;...
Od Hiyori: Taaaaa, jaaasne. Widać xD.
Od Rin: Cienias jesteś i tyle. Dobra Hiyoriś, wpadnę do ciebie i może razem pogramy lub pośpiewamy? Strasznie mi się nuuudzi...
Od Hiyori: Jasne, czekam. Do zobaczenia!
Odłożyłam telefon. Długo nie czekałam. Rin zjawił się w pięć minut na moim balkonie. Otworzyłam mu.
-Szybki jesteś.
-Daaa? Skrzydła robią swoje, haha. Tooo, ja gitara ty śpiewasz, czyy jak wolisz?
-Mi pasuje. Dawaj. Później się zamienimy.
Śpiewaliśmy sobie parę godzin. Rin musiał już zmykać. Pożegnał się ze mną, a ja nadal nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Może pójdę na zakupy? W sumie, czemu nie? Ubrałam się do wyjścia i przekroczyłam próg drzwi. Szłam spokojnie chodnikiem, aż nagle ktoś złapał mnie nienaturalnie silnym uściskiem, który wręcz miażdżył mój nadgarstek... Kto to...
<Altair?>
Ilość słów: 804

środa, 28 marca 2018

Od Altaira do Hiyori

Nie spodziewałem się, że ten wieczór będzie tak miły. Szczególnie podobało mi się, jak mogłem patrzeć w te różowe oczęta księżniczki. Była przesłodka! Nagle usłyszałem jakieś dzwonienie u dołu mojego płaszcza. Stanąłem w powietrzu, a teraz zauważyłem, że machała się tam bransoletka. Wziąłem ją do ręki, oglądając uważnie. Wiedziałem, że jest to własność Hiyori, więc postanowiłem od razu jej to oddać. Wróciłem się, stając na jej balkonie. Wmurowało mnie, kiedy zauważyłem, że płacze. Zapukałem w drzwi jej balkonu. Na mojej twarzy malowało się zmartwienie. Byłem ciekaw, co spowodowało u księżniczki łzy.... Ta jednak nie słyszała chyba. Jej główka była schowana między nogi, a po jej policzkach płynęły nadal potoki. Bez zbędnych ceregieli otworzyłem balkon, wchodząc do pokoju. Usiadłem obok niej, dotykając jej ramienia.
-Księżniczko? Co się stało? Źle się czujesz? Pomóc ci?-szepnąłem, nie chcąc siadać za blisko.
-Po prostu mam doła..- pociągnęła noskiem, a u mnie wywołała wręcz łamanie serca na części.
-Mam zostać? Chcesz, abym ci przyniósł coś ciepłego do picia?-zapytałem spokojnie.-Chcesz się, nie wiem, przytulić, żeby było ci lepiej?
Brunetka nagle wyskoczyła i wtuliła się we mnie, płacząc. Wydawało mi się, że może potrzebuje czyjejś obecności. Biedna księżniczka. Objąłem ją i z uśmiechem gładziłem jej plecki, aby się uspokoiła. Raz nawet ucałowałem jej czółko.
-No już... Jestem obok. Nie płacz, proszę...-szeptałem uspokajającym głosem.
-Tak mi go brakuje! Tak bardzo!
-No już, hej, nie płacz... Nie chcę, abyś wylewała łzy...-odsunąłem lekko ją, ocierając jej policzki z tych okropnych łez.-Mam zostać? Nie chcesz być sama?-zapytałem spokojnie.
-Tak, proszę.... - schyliła głowę.
Uniosłem jej łepek, kładąc dłoń pod jej podbródkiem. Nasze spojrzenia się złączyły, a ja pokrzepiająco się do niej uśmiechnąłem.
-Nie musisz prosić. Wystarczy, że powiesz, że chcesz. Mam dla ciebie niespodziankę. Masz czas jutro?-zapytałem, gładząc jej policzek.
-M-mam...
-No to idealnie. Wieczorem ubierz się w coś wygodnego, ładnego, czy w co sobie zażyczysz. Przylecę po ciebie, dobrze? Obiecuję, zapomnisz o smutkach, księżniczko.
-Gdzie pójdziemy... Bo nie wiem co mam ubrać, wziąć...
-Zobaczysz jutro. Obiecuję, nie będę kazał ci biegać, choć powiem tyle, że będziemy w miejscu, gdzie jest sporo ludzi.-uśmiechnąłem się do niej.
-No ok... -pociągnęła noskiem, biorąc chusteczkę.
-No już, może się połóż. Jest już późno. Będę siedział obok ciebie i pilnował...
-Nie, nie dam rady spać... Wybacz na chwilkę... -wstała i skierowała się do łazienki, a jej ogonek zrobił się granatowy.
Martwiłem się o nią i to bardzo. W końcu, bez powodu nie nazywam jej Księżniczką, prawda? Jest delikatna, pełna uczucia i wiem, że potrzebuje w tej chwili kogoś, kto da jej choć trochę uwagi... Po chwili dziewczyna wyszła z łazienki ze spuszczoną głową. Wystawiłem do niej dłonie, uśmiechając się.
-No chodź. Skoro nie będziesz spała, to przynajmniej ciebie poprzytulam.
-Już mi lepiej, nie musisz się zmuszać..
-Nawet tak nie mów. Nie zmuszam się. Zależy mi na tym, abyś się uśmiechała. Jesteś księżniczką, a nie uważasz, że księżniczka powinna mieć rycerza? Ja chcę dla ciebie dobrze, nie zmuszam się do tego. -nadal trzymałem ręce w górze, mając nadzieję, że jednak się przytuli.
Moje przeczucie mnie nie pomyliło. Brunetka rzuciła się mi w ramiona, a ja otoczyłem ją silnym, męskim uściskiem. Chciałem, aby poczuła się jak najlepiej. Bo przecież, jest moją księżniczką... Uśmiechnąłem się, gładząc jej włosy i kładąc policzek na jej głowie.
-No, już... Jestem obok ciebie. Zawsze możesz na mnie liczyć. Zawsze możesz się przytulić, wypłakać... Wszystko co sobie zażyczysz...-szepnąłem, po czym odsunąłem się, ujmując jej dłoń.-Mogę złożyć ci rycerską przysięgę?-zapytałem.
-Przysięgę? Jaką przysięgę? Dzisiaj przecież powiedziałeś, że...
-Tak, wiem co powiedziałem, jednak daj mi złożyć ci obietnicę tego, czego sam przestrzegam. Kodeks rycerza jest ważną częścią mnie i chcę ci to powiedzieć wprost i wiedzieć, czy akceptujesz moje słowa, księżniczko.
-Z-zaakceptuję? Kodeks? No dobrze...
Uśmiechnąłem się szeroko, po czym wstałem i uklęknąłem przed nią. Ująłem jej dłoń.
-Księżniczko, jesteś dla mnie jak róża, której będę strzegł jak oka w głowie. Wielbić cię będę, całe me życie. Jesteś dlań oparciem, bo wiem, że do ciebie zawsze powrócić będę mógł i stać obok. Nie ważne czyś płakać, czyś śmiać się będziesz, ja wspierać cię będę całym mym sercem. Księżniczko, oddaj mi swoje serce, a ja na zawsze byłem i będę.-spojrzałem jej w oczy.
Policzki Hiyori pokryły się czerwienią, a ona sama zająknęła się.
-D-Dziękuję.
-Nie dziękuj mi, księżniczko. Akceptujesz przysięgę? Chcesz, abym był obok ciebie?-zapytałem bardzo spokojnie.
-Tak! Chcę, bardzo... - odwróciła wzrok z rumieńcem ,a jej oczy przyjęły jasnoniebieski kolor, podobnie jak ogon. 
Ucałowałem jej rękę z uśmiechem, chwytając też drugą jej dłoń. Wstałem, po czym pogładziłem ją po policzku. Schyliłem się, całując delikatnie jej czoło.
-Dobrze. Tak więc obiecuję. Będę obok ciebie, na tak długo, ile tylko sobie zażyczysz. Jeżeli już ze mnie zrezygnujesz, nadal będę trzymał się kodeksu...
-To bardzo miłe...- rzekła, po czym spojrzała na swój ogon i pisnęła, rumieniąc się.
Uśmiechnąłem się, po czym delikatnie złapałem jej ramiona, kładąc ją na łóżko. Okryłem ją pościelą, siadając obok niej.
-Odpocznij, dobrze?-powiedziałem, a następnie pstryknięciem zgasiłem światło, a tuż nad nią stworzyłem mały świetlik, aby służył za nocną lampkę.
Dłonie dziewczyny skierowały się do światełka, a jej oczka zalśniły.
-Piękne...
Nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Po chwili wypełniłem czerń pokoju w maluteńkich światłach, które wyglądały naprawdę jak świetliki. Spojrzałem na nią, nie mogąc po prostu oderwać wzroku.
-Co uważasz o tym?-zapytałem.
-P-piękne...-z jej oka popłynęła delikatna, mała i pojedyncza łza- P-przepiękne....
Pocałowałem delikatnie jej policzek, po czym zabrałem włosy z jej czoła.
-Proszę, nie płacz... Zaśnij. Będę obok ciebie. Jedna zarwana nocka, to dla mnie nic strasznego...-szepnąłem.
-Poradzę sobie, idź do pokoju, nic mi nie będzie. Nie chcę, byś przeze mnie był niewyspany...
-Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Ostatnio jak poszedłem, płakałaś. Nie zostawię ciebie. Śpij spokojnie.
-Czuję, że odpuścisz.-zamknęła oczy.
Z uśmiechem patrzyłem, jak usypia... Jest piękna... Nie zmienię swojego zdania...
---
Nadszedł czas niespodzianki. Spokojnym krokiem dotarłem korytarzem do jej pokoju, pukając do niego.
Ubrany w czarną marynarkę, czarne spodnie oraz szarą koszulkę, uśmiechnąłem się, spoglądając w bok i czekając, aż księżniczka otworzy mi drzwi. Nagle ujrzałem brązowowłosą. Miała na sobie ciemne, lekko podziurawione jeansy, buty na obcasie oraz top, który podkreślał kolor jej oczu.
-Wyglądasz oszałamiająco, księżniczko.-uśmiechnąłem się i ukłoniłem, podając jej dłoń.-Zapraszam.
-Dziękuję. Ty też jesteś niczego sobie- pochwyciła moją dłoń.
Delikatnie ją przyciągnąłem do siebie, obejmując w pasie, po czym ruszyłem razem z nią do wyjścia z Akademików. Widziałem jak kilka osób przyglądało się nam, ale szczerze mówiąc, nie obchodziło mnie, co inni na ten temat myślą. Z uśmiechem wyszliśmy, po czym pokierowaliśmy się do miasta. Po kilku minutach drogi w ciszy, znaleźliśmy się przed klubem, w którym to dzisiaj obywał się nasz koncert. Na oknach budynku wisiały plakaty zespołu "Creed" ze mną oraz kumplami na nim. Hiyori patrzyła na jeden z nich.
-Tak, myślę, że czas wyjawić moją tajemnicę...-zaśmiałem się.-Gram w zespole i chciałem, abyś dzisiaj była tam, stojąc w pierwszym rzędzie. 
-W zespole? To wspaniale! Będę krzyczeć najgłośniej! Ostatni raz byłam na koncercie podczas... Z resztą nie ważne, idziemy?
Uśmiechnąłem się zadziornie, po czym wprowadziłem ją do klubu tylnym wejściem. Dałem jej bilet z miejscem przy scenie, po czym pocałowałem jej czółko.
-Dziękuję. Zaczynamy za kilka minut. Nie ruszaj się z miejsca, bo ci je zajmą.
Dziewczyna kiwnęła głową, a ja wraz z kumplami wszedłem za kulisy. Złapałem za gitarę oraz sprawdziłem czy mikrofon działa. Potem kurtyna się uniosła, a nasze mikrofony zaczęły działać. Ja miałem jednak dwa. Jeden normalny, na specjalnym stojaku, a drugi przygotowany, przyczepiony do kołnierzyka. Nastroiłem raz dwa gitarę, po czym rozejrzałem się po sali.
-Dziękujemy za tak liczne przybycie! Zaczniemy od czegoś, co było naszą pierwszą piosenką i też tą, która odniosła tak wielki sukces!-powiedziałem, a potem rozpoczęły się owacje.
Lecz zanim rozpoczęliśmy grę, odszedłem od mikrofonu, oddając gitarę zastępczemu gitarzyście i podszedłem do miejsca, gdzie stała Hiyori, podając jej dłoń.
-Chodź. To jest wieczór dla ciebie i mnie, księżniczko.-mój głos rozprzestrzenił się na całej sali.
-J-Ja?-podała mi dłoń, a ja ją wciągnąłem do siebie na scenę.
-Tak, księżniczko.-uśmiechnąłem się i mrugnąłem do niej.
Złapałem jej dłoń, zaczynając śpiewać. Obróciłem ją wokół jej własnej osi, tańcząc z nią. Kiedy rozpocząłem refren, rozłożyłem skrzydła, nie mogąc przestać się uśmiechać. Uniosłem się delikatnie z nią nad ziemię. Całą piosenkę, tańczyłem z nią w bliżej nie określonym stylu, ale widocznie brunetka bawiła się na dobre. Kiedy skończyłem, przyciągnąłem ją do siebie i ucałowałem ją w czoło.
-No i jak? Chyba ci się podoba. Będziemy tak tańczyć do upadłego, jak tylko sobie zażyczysz.-powiedziałem, zakrywając mikrofon dłonią. 
-Oj, zażyczę. Na scenie pojawia się druga strona Hiyori -spojrzała mi w oczy.
-No to dajesz, ślicznotko!-krzyknąłem, po czym znowu zacząłem z nią tańczyć i śpiewać.
---
Wyszliśmy o drugiej w nocy, a dziewczyna mi już prawie, że padała w ramiona. Zaśmiałem się, po czym wziąłem ją w swoje ramiona. 
-Dziękuję ci. Od dzisiaj, będę ci rezerwował bilety, abyś nadal mnie wspierała. Kiedy będzie dużo czasu, z pewnością znowu wciągnę cię na scenę i będę z tobą tańczyć, póki noc młoda, moja księżniczko.-uśmiechnąłem się do niej, rozkładając skrzydła.-A teraz, muszę ciebie odnieść. Bo już długo nie pobalujesz... Czas odpocząć.-uśmiechnąłem się.
-Cieszę się, choć muszę przyznać, jestem wykończona. Świetnie tańczysz, Altair!
-Uczę się od mistrzyni.-spojrzałem na nią wymownie.-Dzisiaj chcesz, abym został? Czy wolisz być sama? Ale jednak, masz nie płakać.-zabrałem jej włosy z czoła i wzleciałem w górę.
-Dzisiaj pozwolę ci odpocząć po wyczerpującej nocy.
-Dobrze, ale obiecuję. Wieczorem przyjdę, aby sprawdzić, czy wszystko w porządku...
Stanąłem na balkonie, całując jej czoło.
-Śpij dobrze, księżniczko. Obiecuję, jutro się zobaczymy.
Wzleciałem do góry i ruszyłem do swojego pokoju. Na miejscu, zauważyłem, że Kadar już śpi, więc w miarę cicho poszedłem wziąć prysznic. Następnie wskoczyłem do łóżka, patrząc na Papierowego Żurawia... Zapomnij. Odwróciłem się, zapadając w sen. Ostatnie co słyszałem i widziałem to ten piękny uśmiech i śmiech różowookiej brunetki.
<następne opowiadanie>
<Hiyori?>
Ilość słów: 1607

sobota, 17 marca 2018

Od Hiyori do Altaira

-Nie dziękuj mi. Jestem rycerzem. Osobą, która musi chronić piękne księżniczki. Dlatego przyrzekam, że będziesz dla mnie priorytetem. A teraz, chyba czas wracać, nie uważasz? Chyba, że wolisz tutaj zostać jeszcze chwilę...-Altair wskazał dłonią na nocne niebo pełne gwiazd. Przypomniały mi się te chwile, gdy to z Erenem oglądałam gwiazdy. Tak strasznie mi tego brakuje. Tak bardzo chcę, by on wrócił. by mnie poznał na nowo i by było tak jak dawniej...Ale nie czas o tym myśleć. Teraz jestem z Altairem. Teraz z nim będę podziwiać te piękne niebo. Nie czas na smęty i żale. Na to przyjdzie czas wieczorem, w pokoju, gdy nikt nie bedzie mnie widział.
-Pewnie!- powiedziałam z radością i uśmiechem na twarzy- tylko pięć minut!
Uśmiechnął się do mnie szeroko.
-Ciesz się widokiem, księżniczko i pamiętaj, kiedy zechcesz go ujrzeć jeszcze raz, nie krępuj się pytać. 
-Żebyś wiedział, że się nie będę krępować. Ten widok jest nieziemski...-szepnęłam do chłopaka i spojrzałam na gwiazdy. Zastanawiam się nad jednym. Altair chyba jeszcze nie wie, że mam skrzydła i potrafię latać sama. W sumie, zna mnie od niedawna, więc nic dziwnego. Mimo to, nie pokażę mu ich tak szybko. Jakoś nie otwieram ich zbyt często, więc nie będę się śpieszyć...Było tak wspaniale. Światło księżyca i otaczających go gwiazd rozświetlało nas i teren poniżej. Chmury przybierały barwy od białej do granatowej. Koło nas latały świetliki, zrobione przez Altaira. Spoglądaliśmy jeszcze parę minut na wspaniały widok, lecz czas nas gonił. Gdybym mogła, to bym go zatrzymała.
-Altair, mówię to niechętnie, ale czas na nas...-białowłosy pokiwał głową na znak, że mam rację. Chwycił mnie mocniej i zmienił kierunek lotu. Lecieliśmy w stronę akademików. Pokierowałam chłopaka, gdzie ma mnie postawić. Przecież nie wiedział, gdzie znajduje się mój pokój. Szczerze? To sama tego nie pamiętam do końca, ale wybaczam sobie, bo mieszkam tu od kilku dni. Mam do tego pełne prawo....Altair postawił mnie na balkonie, uśmiechając się.
-Dobranoc księżniczko...-pożegnaliśmy się, po czym chłopak wzbił się w powietrze i poleciał do swojego pokoju, a ja zostałam sama. Za dużo tego wszystkiego jak na jeden dzień, o wiele za dużo...Weszłam do pokoju, starając się, przynajmniej narazie, nie mysleć o tym wszystkim. Z trudem mi to szło. Poszłam do łazienki i się ogarnęłam. Następnie podeszłąm do szafy i ubrałam się w krótkie, czarne spodenki oraz krótki, również czarny top. Do tego ubrałam moje ulubione, cieplusie skarpetki. Usiadłam na łóżku po turecku, a do mojej głowy zaczęły napływać ponownie te myśli...W tym momencie coś we mnie pękło. Rozryczałam się. Za dużo przytłaczających wydarzeń jednego dnia! Jakie ostrze? Kim jest ten typ, o którym on mówi, czym jest jego zła strona, kto go uwięził i gdzie? I najważniejsze...Czemu chciał mnie od siebie odsunąć? To nie logiczne! Chyba nigdy nie zrozumiem facetów. To wyglądało mniej więcej tak: "Słuchaj, chcę cię chronić, jesteś dla mnie ważna, stwórzmy razem mnóstwo wspaniałych wspomnień, ale nie zbliżaj się do mnie i mnie nie kochaj, najlepiej w ogóle o mnie zapomnij. bo zrobię ci krzywdę kiedyś" To jest bez sensu, ja wcale nie chcę się od niego odsuwać! On nie może decydować za mnie! Nie potrafię podporządkować swojego serca i rozumu. Gdybym tak zrobiła, to nie byłaby już ta sama Hiyori....Skuliłam nogi i położyłam swoją głowę na kolanach...Cholera jasna, przecież znam go kilka dni...Hiyori Kurushimi, weź się w garść! Pokaż, że jesteś silna! Przecież ten chłopak o tylko...Właśnie...Kim on jest? Miły i tajemniczy gentelman, którego zamiarów i motywów nie potrafię odczytać. Przecież zawsze szło mi to dobrze, ale teraz...Do tego te gwiazdy...Są przepiękne, ale zawsze...Zawsze muszą mi GO przypominać!
-Eereen, błagam wróć do mnie! Moje serce już dawno przekoczyło limit łez!- powiedziałam zapłakana. Ktokolwiek, proszę...Pomóżcie mi dźwigać ten ciężar, bo ja nie dam rady...Jestem tylko drobną, beznadziejną dziewczyną, która nie potrafi zapanować nad własnymi emocjami i przeżywa sytację, która miałą miejsce kilkanaście lat temu! Co ja robię...Powiedziałam Altairowi, by zrobił krok na przód, a sama się cofam! Daję innym porady, a sama ich nie stosuję...Beznadzieja, nie? Po moich nogach spływały łzy, które ulatniały się z moich oczu hektolitrami...
-Proszę...Dajcie mi normalne życie...
<następne opowiadanie>
<Altair?>
Ilość słów: 667

środa, 14 marca 2018

Od Hiyori do Altaira

Poprzedni dzień był wspaniały. Poznałam tego miłego chłopaka. Tak cudnie się z nim rozmawiało. Zaraz... Czemu ja tak dużo o nim myślę? Wspominałam nasze wczorajsze spotkanie cały wieczór.... Altair, piękne imię i te jego skrzydła... Takie piękne; jak ja bym chciała mieć podobne! No, ale cóż, życie to nie bajka. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma, nie? Myślałam tak o nim i myślałam, ale zbliżała się późna godzina. Trzeba iść spać... ale jak ja teraz zasnę!
---
Wstałam około godziny ósmej. Niedziela, weekend! Zero lekcji, zero stresu i zero pracy domowej. Coś pięknego i niesamowitego. Czemu on nie może trwać wiecznie? Nie, żebym miała złe oceny, ale szkoła to nie moja bajka. To dziedzina Shoto, nie moja, zdecydowanie. Zwlokłam się z łóżka opornie i poszłam do łazienki się ogarnąć. Umyłam się, ogarnęłam włosy i tak dalej. Standardowa poranna toaleta. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy. Ubrałam się w niebieskie jeansy i czarną koszulkę z długim rękawem. Do swojej torby spakowałam parę rzeczy, "must to have" każdej dziewczyny i dodatkowo wzięłam swój szkicownik. Dzisiaj chciałam pójść gdzieś, na przykład do parku. Wyluzować się i odetchnąć, rysując coś pięknego i niezwykłego. Wyszłam z pokoju i skierowałam się w jego stronę.
---
Wędrowałam parkowymi uliczkami, szukając TEGO wyjątkowego miejsca. Nagle usłyszałam przepiękną muzykę graną na skrzypach. Matko, cudowna! Tak! Tam znajdę wenę! Kierowałam się źródłem dźwięku. Natrafiłam na białowłosego chłopaka, który grał na skrzypcach z zamkniętymi oczami i otwartymi, pięknymi anielskimi skrzydłami. Zaparło mi dech w piersiach. Usiadłam przy drzewie koło chłopaka. Oparłam się o roślinę i wyciągnęłam szkicownik oraz ołówek z gumką. Siedziałam tak, że widziałam chłopaka od przodu, ale on chyba mnie nie zauważył. I dobrze, bo wiem już, co narysuję. Jego. Ten piękny widok musi zostać na czymś uwieczniony. Zaczęłam szkicować chłopaka, słuchając pięknej melodii. Rysowałam już przez dłuższy czas, ale jeszcze nie skończyłam. Rysunek musiał być idealny, perfekcyjny. Nigdy nie lubiłam i nadal tego nie znoszę, gdy moje rysunki są niedopracowane i są narysowane z brakiem pomysłu na nie. Nagle chłopak otworzył oczy, a ja się zarumieniłam. Uśmiechnął się do mnie, ale wciąż grał, nie ruszając się z miejsca. Ja za to wróciłam do rysunku. Po chwili chłopak skończył grać, a ja powoli kończyłam mój rysunek.
- Pokażesz? - zapytał z uśmiechem, a ja pokazałam mu zeszyt, odwracając głowę w bok i się czerwieniąc.
- Łał! Masz talent, dziewczyno! - krzyknął z uśmiechem.
- Dziękuję, ale nie uważam, że jestem jakaś wybitna...
- A mi się podoba, nawet bardzo.
- Dziękuję, starałam się, jak mogłam. - Zarumieniłam się i popatrzyłam na chłopaka.
- No widzę księżniczko, widzę!
- Księżniczko...? - zapytałam go, przechylając lekko w bok głowę i rumieniąc się nadal.
- Tak, jesteś księżniczką. - Uśmiechnął się.
- Czy ja wiem? Ale dziękuję i tak. - powiedziałam to, wstając i otrzepując trawę ze spodni oraz zakładając torbę na ramię. Do rąk wzięłam mój szkicownik. Chłopak się ukłonił, podając mi dłoń.
- Pozwolisz mi, abym ci towarzyszył?
- Jasne, tylko że jakoś nie mam żadnych planów, gdzie iść... - powiedziałam, kładąc swoją dłoń na dłoni chłopaka. Wiem, wiem, znam go raptem jeden dzień, ale jest w nim coś niezwykłego, coś takiego, co trudno mi opisać. Może nie ufam mu bezgranicznie, ale wiem, że mi nic nie zrobi. Nie wiem czemu, ale mam takie dziwne przeczucie...
- Może... Co powiesz na lodowisko?
- Lodowisko? Tak, tak, tak! - Wręcz wykrzyczałam te słowa ze szczęścia. Tak mi tego brakowało. Będzie okazja poćwiczyć. - Ale mam swoje łyżwy w pokoju, więc...
- Dobrze, to leć, ja po swoje też pójdę, księżniczko.
Odwróciłam się i zaczęłam biec. Na chwilę spojrzałam na chłopaka.
- Spotkajmy się przed akademikiem!
---
Znalazłam się w pokoju. Do torby, ale tym razem sportowej, spakowałam łyżwy i inne przybory mi potrzebne. Gdy byłam gotowa, wyszłam przed akademik, a tam czekał na mnie Altair. Chłopak uśmiechnął się do mnie i podał mi swoje ramię, które kulturalnie i delikatnie złapałam. Zaczął prowadzić mnie do lodowiska...
---
Znaleźliśmy się przed budynkiem lodowiska, do którego od razu weszliśmy. Zapłaciliśmy osobno, mimo że chłopak nalegał, że zapłaci, nie zgodziłam się. Nie mogę go tak wykorzystywać. Ruszyliśmy w stronę szatni, ja do damskiej, a on do męskiej. Nie przebierałam się w swój strój do jazdy figurowej. Wstydziłam się go teraz założyć. Zostałam w moich jeansach i czarnym swetrze. Mam swoją dość dużą kolekcję łyżew. Od normalnych po te wyspecjalizowane, ale tym razem wzięłam klasyczne, białe łyżwy do jazdy figurowej. Nałożyłam na siebie też biały, wełniany szalik, który pasował mi do łyżew. Zwarta i gotowa do jazdy wyjechałam z szatni. Z męskiej wyjechał w tym samym czasie Altair. Ubrany w czarne jeansy, szarą koszulkę i czarną marynarkę. Jego łyżwy również były białe, tylko że z wygrawerowanym na złoto jego imieniem. Cudowne! Chłopak podjechał do mnie, a ja rzuciłam:
- Piękne łyżwy, Altair. - Uśmiechnęłam się przy tym,
- Dziękuję księżniczko... - Złapał mnie w talii i zaczął jechać.
Podjechała nagle do nas jakaś mała dziewczynka i powiedziała "Mamo, mamo, czy to nie jest ta pani, co tak ładnie jeździ i wygrywa co roku mistrzostwa?". Zarumieniłam się i pogłaskałam dziewczynkę po głowie.
- We własnej osobie. Chcesz zobaczyć, jak jeżdżę? 
Dziewczynka potaknęła, a ja się uśmiechnęłam. Odsunęłam się lekko od Altaira i wszystkie oczy zwróciły się na mnie. Ludzie udostępnili mi większość lodowiska. Mimo że takie wystąpienia to dla mnie chleb powszedni, to i tak się zawsze denerwuję. Stanęłam na środku sali i zaczęłam tańczyć jakiś układ. Kochałam to robić. Pochłonął mnie taniec na lodzie. Wykonywałam przeróżne figury i ich zestawienia. Nagle przyszłą mi do głowy myśl. A co mi tam, zrobię jedną z tych trudniejszych. Potrójny piruet. I jeden i drugi i trzeci. Tak! Udało mi się. Po tej figurze zakończyłam taniec i się ukłoniłam. Czułam na sobie wzrok wielu osób, otwierających buzię z zachwytu i zaskoczenia. Później zaczęli bić mi brawo. Ja za to cały czas czułam na sobie wzrok tej jednej osoby...

< Altair? >
Ilość słów: 986

Od Altaira do Hiyori

-Niech inni mówią, że jesteśmy szaleni, że jesteśmy potworami, że nie mamy prawa do życia. Nie obchodzi mnie ich zdanie! Pierdolę to! Po prostu żyj chwilą i nie oglądaj się w przeszłość, Altair...Zrób to dla siebie i...Dla mnie...
Widząc w oczach dziewczyny łzy, zamrugałem z niedowierzaniem i zarazem ogromnym smutkiem. Było mi jej tak żal... Namąciłem jej w głowie i teraz może przeze mnie cierpieć. Zacisnąłem dłonie w pięści, a potem zdjąłem kaptur.
-Zdanie innych może rzeczywiście ciebie nie obchodzi...-szepnąłem idąc powoli w jej stronę.-Jednak prawda jest taka, że bez znaczenia jaka by ta osoba nie była, miła czy nie i tak zawsze będzie miała miano potwora. Nie mam prawa bytu po tym, co zrobiłem kiedyś, a raczej co On zrobił. Boję się tego, że kogoś zranię. Szczególnie ciebie. Wiem, nie powinienem tego mówić, ale jednak jesteś dla mnie moją księżniczką i dla mnie na zawsze będziesz miała takie miano. Bez znaczenia co by się stało. Jednak właśnie dlatego nie chcę ciebie nigdy skrzywdzić...-podszedłem do niej, po czym założyłem kosmyk włosów za jej ucho i uniosłem jej podbródek, aby na mnie spojrzała.-Zrozum to, że nie chcę, aby ci się coś stało. Odpowiadam za ciebie, bo jestem twoim rycerzem, który damę musi zawsze ochronić...
-Nie chcę takiej ochrony... Altair, przeczysz sam sobie. Masz prawo do bycia szczęśliwym!
-Może i przeczę, bo moja ochrona polega na tym, że chcę, abyś nigdy nic do mnie nie czuła. Nie mam prawa szczęścia. Jestem archaniołem, którego zła część została zaklęta w ostrzu. Nie wiadomo kiedy, ale może się on wydostać i nie wiem co się może stać. Dlatego nie chcę mieć nikogo obok, choć tego chcę. Wybacz mi księżniczko.-powiedziałem, po czym odwróciłem się od niej i smętnym krokiem chciałem odejść.
-Archanioł, czy demon...Nieważne, bo to nadal anioł. Prawda?!-wrzasnęła.
Stanąłem w miejscu, odwracając nieco do niej głowę.
-Nie. Nie jestem aniołem. Nie jestem demonem. Nie jestem archaniołem. Jestem zwykłym człowiekiem, który pragnie być wolny. Nie mogę tego uczynić.-rzekłem bardzo chłodno, a po moim policzku popłynęła łza.-Dla kogoś takiego, szczęście nie istnieje...
-To stój sobie w miejscu! Stój i nic nie rób, bo po co?! Pewnie, nie będę się do nikogo zbliżał, bo wszystkich zranię. Bzdura! Teraz ranisz mnie jeszcze bardziej. Mieli rację, nie będę się do nikogo zbliżała, bo po co, lepiej się odsunąć niż walczyć z problemem- powiedziała sarkastycznie i ze łzami w oczach, odwróciła się i miała zamiar pójść
Odwróciłem się do niej, po czym stworzyłem przed nią świetlną ścianę. Kiedy ta się odwróciła do mnie, ja stałem już przed nią. Złapałem ją za rękę i gniewnie spiorunowałem spojrzeniem. Nie znosiłem, kiedy ktokolwiek mówił takie rzeczy.
-Szanuję twoje słowa, jednak nie masz racji. Myślisz, że nic nie robię. Myślisz, że tylko uciekam. Mylisz się. Bardzo. Dla ciebie to może nic, ale dla mnie to jest najważniejsze, aby nikogo nie skrzywdzić. A na pewno, aby nie skrzywdzić tak pięknej księżniczki, która zasługuje na księcia, a nie na zabójcę, który kiedyś może ją zabić...-powiedziałem, po czym puściłem jej dłoń.
-Altair...Wytłumacz mi, bo nie rozumiem. Jak mogę być twoją księżniczką, a ty moim księciem, gdy tak desperacko próbujesz mnie spławić!
-Nie będę twoim księciem. Nie próbuję ciebie spławić. Próbuję ciebie ochronić przed samym sobą. Jestem złem wcielonym, a nie chcę taki być. Nie mogę tego zmienić. Chciałbym być szczęśliwy, ale to niemożliwe...-powiedziałem, po czym spojrzałem jej w oczy.
Były pełne determinacji. Wiem, że jej zależy, mi też, ale nie mogę jej skrzywdzić. Nie mogę jej nawet drasnąć. Chciałbym, aby była szczęśliwa, ale z kimś innym. Z kimś, kto może się zająć ją i pozwolić jej spokojnie żyć. Ze mną tego nie będzie miała. Zawsze pojawi się problem, zawsze będę niszczycielem. 
-Matko, jaki ty jesteś głupi! Jak możesz mi to mówić po tym wszystkim. Naprawdę było tak źle?! Naprawdę byłam taka beznadziejna?
Czyli ten czas, to wszystko...To kłamstwo?! Ja wcale nie chcę tracić tego wymarzonego księcia, Altair!
Uśmiechnąłem się pod nosem, ponownie nakładając kaptur na głowę. 
-Nie powiedziałem, że jesteś beznadziejna. Nie uważam tak i nigdy nie mam zamiaru. Nie było mi źle, bo bez powodu nie chcę ciebie chronić przed sobą. Jednak wiem, że jesteś zawzięta... Nie chcę ciebie zranić, księżniczko. Nie mów o mnie wymarzony książę, bo nim nie będę. Nie jestem idealny, więc nie można tak mnie nazwać. Bardzo mi na tobie zależy, dlatego obrałem za cel chronienie ciebie przede mną. Jestem diabłem, archaniołem w skórze anioła. Dlatego, wybacz... Wybacz, że nie będę taki, jaki chcesz.
-Altair...-zbliżyła się do mnie i popatrzyła mi w oczy.- Każdy ma w sobie zepsutą część, ja też, ale nie mam zamiaru przez to zabierać sobie szczęście. Gardzę tą demoniczną stroną i robię jej na złość tak, jak tylko potrafię. Nie mam zamiaru odbierać sobie szczęśliwych chwil, bo żyje się tylko raz. Jeżeli bardzo tego chcesz, to to osiągniesz. Wszystko jest możliwe. Musisz tylko tego chcieć...
Spojrzałem jej w oczy, po czym pochwyciłem delikatnie jej dłonie i rozłożyłem swoje skrzydła. Ponownie delikatnie się uśmiechnąłem z dalszym kapturem na głowie. Głęboko westchnąłem i przyciągnąłem do siebie brunetkę. Ująłem ją ostrożnie w talii, a potem bardzo szybko wyleciałem w powietrze. Dziewczyna mocno się mnie chwyciła, a ja po chwili zahamowałem. Nim otworzyła oczy, wszystko przygotowałem. Kiedy już rozejrzała się, wydała z siebie dźwięk zachwytu. Byliśmy wysoko na nocnym niebie, a wokół latały małe świetliki jakie stworzyłem za pomocą swojej mocy. Spojrzała mi w oczy, a ja się uśmiechnąłem.
-Chcę być szczęśliwy. Jednak to nie zmienia faktu, że nie chcę też ciebie skrzywdzić, bo jestem do tego zdolny. A raczej nie ja, tylko On. Włada pewną częścią mnie, księżniczko. Obiecaj, że jeżeli poczujesz się przeze mnie zraniona. Zostawisz mnie. Nie zbliżysz się. Naprawdę. Będę cierpiał, ty też, jak nie zrobisz tego o co tak ciebie proszę...-szepnąłem, przytulając ją do siebie.
-Zrobię na złość temu komuś i się do ciebie zbliżę. Mam gdzieś to, że możesz mnie skrzywdzić. Poza tym może, a na pewno to dwa różne słowa, Altair...
-Wiem, ale masz mi obiecać. Jesteś zbyt ważna, aby patrzeć na twoje cierpienie. On nie próżnuje w środkach... Dlatego proszę cię, uważaj. Jak chcesz być obok, musisz być bardzo rozważna... Nie zniosę patrzeć kolejny raz na czyjeś cierpienie...-szepnąłem.
-Będę uważać, Altair, dziękuję! - wtuliła się we mnie z uśmiechem.
Zaskoczony spojrzałem na nią, a potem delikatnie się uśmiechając, objąłem ją. Była urocza. Przeurocza. Chwilę później uniosłem jej podbródek, gładząc ją kciukiem po policzku. Nadal się uśmiechała. Naprawdę była szczęśliwa...
-Nie dziękuj mi. Jestem rycerzem. Osobą, która musi chronić piękne księżniczki. Dlatego przyrzekam, że będziesz dla mnie priorytetem. A teraz, chyba czas wracać, nie uważasz? Chyba, że wolisz tutaj zostać jeszcze chwilę...-dłonią wskazałem na otaczające nas nocne niebo i stworzone przeze mnie świetliki.

<Hiyori?>

Ilość słów: 1105

Od Hiyori do Altaira

-Uwierz, że nie robię tego z łatwością. Boli mnie to, że nie mogę robić tego, co chcę. Jeżeli On wydostanie się, zrobię ci krzywdę. Nie wspominam już o tym, że ostatnim razem to ja zostałem zaklęty w ostrzu na dobre kilka lat. Dlatego, nie chcę, abyś cierpiała z mojego powodu. Obiecasz czy nie, ostrzegałem ciebie, księżniczko. Wybacz.- Altair mówiąc to, pocałował mnie w czoło i oddalił się ode mnie. O co mu chodziło? Co to wszystko ma znaczyć? Nic nie rozumiem! Jak to, czemu nie mogę go pokochać? Czemu?! Nikt nie ma prawa nikomu zabraniać miłości. Nikt! Każdy na nią zasługuje, nawet krwiożerczy potwór, nieludzka bestia, morderca...Każdy zasługuję choćby na cząstkę miłości...Poza tym, jak mam to zrobić, no jak?! Jak mam przestać nagle o nim myśleć po nocach? Tak się nie da! Nie i już...Znam go zaledwie kilka dni, a on mówi coś takiego. Tak, jakby od raz chciał mnie skreślić. Czuję się podle, że tak myślę, ale nie mogę znaleźć innego wytłumaczenia. Albo mnie spławił, albo...Albo cierpi na tyle, że musiał posunąć się do tak radykalnych środków. Tylko, że ani to ani to rozwiązanie do mnie nie przemawia. Można to porównać do dwóch dróg. Lewo, czy prawo. Będziesz się zastanawiać, bo żadna droga cię nie przekonuje, ale jak się rozejrzysz, możesz ujrzeć drogę prowadzącą zupełnie w innym kierunku. Właśnie to chcę zrobić! Nie obchodzi mnie, że nie ma wyboru. Wywiercę dziurę i stworzę nową drogę! Tyle razy, ile będzie trzeba! Nie chcę, nie chcę go stracić...Chłopak odwrócił się jeszcze na chwilę, a ja odwróciłam wzrok. Nie dałam rady spojrzeć mu w oczy. Mam mętlik w głowie. O co mu chodziło? O co chodzi z tą krzywdą, z tą klątwą, z tym ostrzem...Poza tym jaki "on"? Kim jest ten "On"? O nie! Nie zostawię tak tego. Nie będę patrzeć, jak ktoś cierpi. Nie na mojej służbie! Szybko podjechałam do szatni. W pośpiechu zdjęłam łyżwy i ubrałam się. W biegu pożegnałam obsługę lodowiska i wybiegłam z budynku. Biegłam. No szybko, szybko, szybko! Gdzie on jest? No come on! Matko, jest tam!  Za zakrętem zobaczyłam Altaira. Chłopak spoglądał w niebo. Wydawał się taki smutny, rozdarty, bezsilny...Było mi go szkoda. Coś przeszkadzało mu. Coś było jego więzieniem, tylko co? Czułam tą aurę. Można ją było wyczuć z kilometra. Smutek. Gorycz. Złość. 
Nienawiść. To widziałam w tym momencie. Ale jak mogę mu pomóc? Nie znam żadnych szczegółów. Nie wiem o co z tym wszystkim chodzi. Znam go od niedawna, a jednak...Jednak nie mogę na to patrzeć, na jego ból i cierpienie. Nie dotrzymam tej obietnicy. Nigdy jej nie spełnię. Mam gdzieś wszelkie konsekwencje. Niech ten los się pierdoli. To JA będę mówić i robić co chcę i nikt, żadne walone przeznaczenie mi w tym nie przeszkodzi. Nie popełnię tego samego błędu drugi raz! Jeżeli będzie trzeba, wedrę się tam siłą. Zniszczę tego kogoś, kto mu przeszkadza...Chłopak po chwili mnie zauważył i skierował na mnie zdziwione spojrzenie.
-Księżniczko?- powiedział zdziwiony, ale jednoczeście zmartwiony.
Staliśmy w odległości kilku metrów od siebie, więc do niego krzyknęłam

-Altair! Mam gdzieś tą obietnicę! Mam gdzieś przeciwności losu i trudności! Mam w dupie to, że możesz mnie zranić w przyszłości! Nie liczy się przyszłość, a to co jest teraz! Nią będziemy się martwić później! J-jak możesz tak mówić! Każdy zasługuje na miłość, każdy...Nawet potwór, bestia, morderca...Każdy! Ty nie jesteś wyjątkiem! Nie wiem o co chodzi z tym ostrzem i tym KIMŚ, ale wiedz, że ja będę cię kochać za to, jaki byłeś, jesteś i jaki możesz się stać! Bo to właśnie kształtuje ciebie. Właśnie tym jesteś!- po moim policzku spłynęła łza. Nie wytrzymałam tego napięcia, nie mogłam...-Niech inni mówią, że jesteśmy szaleni, że jesteśmy potworami, że nie mamy prawa do życia. Nie obchodzi mnie ich zdanie! Pierdole to! Po prostu żyj chwilą i nie oglądaj się w przeszłość, Altair...Zrób to dla siebie i...Dla mnie...
<Altair?>
Ilość słów: 634