Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peter. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 marca 2018

Od Petera do Yuki i Primrose

- Lubisz ją, prawda? - zapytała, uśmiechając się do mnie ciepło. Podrapałem się za głową z lekkim speszeniem. Chciałem coś powiedzieć, zaprzeczyć, ale ona mi weszła w słowo.
- Nie ważne, dziękuję za pomoc, dalej sama trafię — rzekła. Poszła dalej, machając mi. Odmachałem jej lekko.
- Może spotkamy się potem — szepnąłem do siebie. Myślałem, że nie będzie miała za dużych kłopotów z dotarciem do dyrektora. Zszedłem niżej po schodach, miałem zamiar iść do akademika. Paść od razu na łóżko, bez nauki, odrobienia lekcji. Po tym wszystkim, zwłaszcza po bibliotece. Nienawidziłem tej bibliotekarki. Wolałbym wyrozumiałą. Najlepiej taką... Nie, zła myśl. Inteligentni zrozumieją. Gdy byłem już na 1 piętrze akademika, zauważyłem Yuki. Wziąłem głęboki wdech i podszedłem do niej.
- Cz-cześć, Yuki — wybąkałem. Wróżka odwróciła się w moją stronę. Spojrzała na mnie z lekkim zakłopotaniem.
- Hej, Peter — odpowiedziała. Podrapałem się za głową z zakłopotaniem. Wybąkałem parę niezrozumiałych słów, coś na styl: "Co u ciebie? Jak nauka?". Yuki spojrzała na mnie ze zdziwieniem, a nawet z lekkim rozbawieniem. Śmianie się z idioty. Normalka, ale i tak to wielki wyczyn, bo ona tylko się uśmiechnęła, ja bym wybuchł śmiechem, słuchając takiego niedorozwoju mózgowego.
- Znaczy, w sensie, wiesz. Wszystko dobrze u ciebie? Tak? - zapytałem, rumieniąc się dosyć mocno.
- Tak... Całkiem dobrze... - odpowiedziała całkiem nieśmiało.
- Em... No... Super... - wyjąkałem, mocniej się rumieniąc. Co dalej? Jakie tematy lubią dziewczyny? Buty? Ubrania? Chłopacy? Właśnie, odzież. Temat idealny.
- Em... Wiesz... fajna bluzka, wiesz, rękawy, przypominają motyla, wiesz skrzydła motyla. Fajne są, piękne — powiedziałem. Nie miałem pojęcia jak inaczej omówić temat ubrań. No bo moda? W tych latach jest beznadziejna. Wygląda, jakby projektant zamknął oczy i zaczął rysować na kartce jakieś bazgroły. Czemu rozmowy z dziewczynami muszą być takie trudne? Nigdy nie wiadomo co myślą i co zrobić, by zaskarbić u siebie ich zaufanie i miłość.
- Um... Dziękuję — odrzekła.
- N-nie ma za co — pewnie kontynuowalibyśmy tę słabą rozmowę, bez jakiegokolwiek sensu i tak dalej, gdyby ktoś nie włożył mi czegoś do dłoni. Spojrzałem na rękę, a potem na dziewczynę, która dała mi kwiat. Primrose dała mi kwiat. Dlaczego? Spojrzałem ponownie na roślinkę. I po chwili mnie olśniło.
- Um... Yuki, to dla ciebie — podałem jej kwiat. Nie wiedziałem, co to za gatunek, ale dziewczyny lubią takie niepotrzebne duperele. Kwiaty więdną po tygodniu i trzeba je wyrzucić. Poza tym śmierdzą. Tak samo z czekoladkami, ale przynajmniej dają trochę radości, gdy jest ci smutno i chcesz zjeść coś słodkiego. Szybko się jednak kończą. Yuki z lekkim zdziwieniem odebrała ode mnie prezent. Uśmiechnęła się delikatnie, kiwając głową.
- Dziękuję — szepnęła, lekko się rumieniąc.
< Yuki? > < Primrose? >
Licznik słów: 439

piątek, 9 lutego 2018

Od Petera do Primrose

Wyszedłem z sali, zakładając torbę na ramię. Ta lekcja była strasznie nudna, nienawidzę historii, nie dość, że rozszerzona, to jeszcze twarda teoria. Koniec lekcji na dziś i mogę oddać książkę do biblioteki. Zalegam trochę. Jakiś miesiąc, może troszkę więcej, ale ujdzie mi płazem, mam taką nadzieję. Idąc do biblioteki, przeszukiwałem torbę, by zaraz wyjąć książkę i mapkę Akademika. Przynajmniej książki nie zapomniałem, bo potem musiałbym oddać albo jutro, albo wrócić do akademika. Bez mapki jeszcze dałbym radę. Biblioteka była na 2 drugim piętrze. Już wiem, dlaczego nie oddałem tej książki wcześniej. Za daleko, ale nie chciałem latać, bo nie chciało mi się gdzieś chodzić. Moce trzeba wykorzystywać dobrze. I mówi to ktoś, kto tylko robi kawały. Wdrapałem się po schodach na 2 piętro. Z lataniem byłoby lepiej. Po tej męczącej podróży do biblioteki uśmiechnąłem się do siebie triumfalnie i popchnąłem drzwi do biblioteki. Już usłyszałem na początku prychnięcie bibliotekarki.
- Do biblioteki, jak do kościoła, ściągaj czapkę — powiedziała. Prychnąłem cicho ze śmiechu. Trzeba zapamiętać ten tekst. Nie wiedziałem, że ona opowiada takie super kawały.
- Proszę pani, super żart, naprawdę. Nadaje się pani do prawdziwego kabaret — zaśmiałem się. Banshee spojrzała na mnie tym swoim morderczym wzrokiem. Aż się lekko wzdrygnąłem.
- Dobra, dobra, ja tu książeczkę oddać, mam lekkie zaległości... Leciutkie, malutkie — podszedłem do biurka bibliotekarki. Położyłem książkę na biurku z uśmiechem.
- 4 miesiące — rzekła. Miała jakiś dziennik w głowie, czy jak? Pamięta wszystko, kto, jaką książkę wypożyczył i ile z nią zalega? Chciałbym mieć taką pamięć. Bo ja myślałem, że mam miesiąc, no maksymalnie 2, zaległości.
- Proszę pani, pani jest niesamowita! Chciałbym być taki jak pani! - uśmiechnąłem się. Trzeba jakoś się wykręcić, obrócić kota ogonem, może mi się upiecze i nie będę miał minusowych punktów, czy gorzej, układanie książek. Alfabetycznie.
- Panie Irisiwo — pamięta moje nazwisko. Musi mieć ten dziennik w głowie.
- Słucham, psze pani? - uśmiechnąłem się najsłodziej, jak mogłem. Jednak mina mi zrzedła, słysząc następne słowa.
- Prosiłabym o ułożenie książek alfabetycznie. 12 półek. - rzekła. Zmarszczyłem brwi.
- A ja tego nie zrobię, niczym nie zawiniłem, po prostu zapomniałem oddać! - krzyknąłem. Bibliotekarka spiorunowała mnie wzrokiem. Ma wzrok bazyliszka, czy jak? Gdzie mam lustro? Niech to babsko przemieni się w kamień i niech żadna magia jej nie uleczy. Każdemu będzie lżej z nową bibliotekarką.
- I wie pani co? - powiedziałem, nim doszła do głosu — Idę z tym do mojej wychowawczyni i jej powiem, co się stało! - i mówiąc to, kierowałem się ku wyjściu z biblioteki.
-Wracaj tu — warknęła bibliotekarka. Automatycznie się zatrzymałem i odwróciłem.
- Dobrze, już układam — powiedziałem.
~~~~~
Wyszedłem z biblioteki. Za moje pyskowanie, musiałem jeszcze kolejne 3 półki układać. Poszedłem schodami na sam dół. Na parterze, tuż przy wejściu. Gdy już się tam znalazłem, jakaś dziewczyna do mnie podbiegła. Ona maskę na głowie?
- Hej! Przepraszam! - powiedziała, a gdy była dostatecznie blisko mnie, dotknęła mego ramienia — Wybacz, że zawracam ci głowę. Czy możesz mi pokazać lub chociaż powiedzieć gdzie znajdę dyrektora? - spytała. Nie wytrzymałem, patrząc na jej maskę, po prostu musiałem to skomentować.
- Ty to jakaś gangsta, która chce zabić dyrka, że masz tę maskę? - spytałem z lekkim rozbawieniem — Albo wracasz z karnawału? - parsknąłem. Dziewczyna spojrzała z niezbyt dużym zadowoleniem.
- Okej, okej, już mówię... - wyciągnąłem mapkę, by sprawdzić, gdzie jest gabinet. - Nowa, prawda? No więc... Dostaniesz taką fajną mapkę i sama będziesz na takim fajnym czymś szukać miejsc — rzekłem z lekkim uśmiechem. Ruchem ręki dałem jej znać, by poszła za mną.
- Jestem Peter Irisiwo, a ty? - zapytałem, chcąc jakoś zagadać nową.
- Primrose Benesith — przedstawiła się. Ciekawe imię, nie ma co.
- A często tak chodzisz? - spytałem, idąc schodami w stronę 3 piętra.
- To raczej mój codzienny ubiór — uznała krótko. Gwizdnąłem cicho. Nie potrafiłem w to uwierzyć, ale każdy ma swoje upodobanie. Podłożyłem jej nogę, jednak ona ją ominęła. Cholercia, dobra. Zauważyłem, jak Yuki akurat przechodziła. Jak w jakimś paradokumencie w stylu "Szkoła" lub "Trudne Sprawy". Jakiś dziwny zbieg okoliczności. Pewnie wracała z biblioteki.
- Um... Guten morgen, Yuki — powiedziałem. Powiedziałem "Dzień dobry", którego używa się przed 12, lub jakąś inną godziną, zależy od kraju lub miejsca w Niemczech. A mamy jakąś 15-16, no maksymalnie 17.
- Ich auch mag Deutch sehr - "Też bardzo lubię niemiecki", no bo dziewczyna z humana, więc trzeba się pochwalić. Będę miał jakiś plus u niej. Uśmiechnąłem się do niej.
- Powinno być: "Ich mag auch sehr Deutch". Poza tym "Guten morgen" mówi się rano, teraz jest "Guten tag" - rzuciła. Dostałem kosza, wspaniale. Kiwnąłem głową, a uśmiech zniknął mi z twarzy.
- W-wiem, po prostu chciałem... No... Sprawdzić czujność — wybąkałem. Wróżka kiwnęła głową i poszła na dół. Pomachałem jej z lekkim uśmiechem. Spojrzałem na Primrose.
- Piętro wyżej jest dyrektor — wyznałem, stojąc już na pierwszym schodku.

  < Primrose? Nudne, WIEM. To wygląda jak Szkoła Życia! >
Liczba słów: 814

Witamy - Peter Irisiwo!

Imię i nazwisko: Peter Irisiwo
Pseudonim: Przez nauczycieli nazywany Smarkaczem, Bachorem.
Wiek: 17 lat
Data urodzin: 01.04
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Hetero
Partner: Jest taka jedna wróżka... Przy niej z chamskiego i pewnego siebie prankstera zmienia się w niewinnego baranka.
Klasa: I Społeczna
Kluby: Klub dziennikarski | Klub sztuk walki i boksu
Rasa: Wróżek
Specyfika: Urodził się bez skrzydeł, jednak potrafi latać. Poza tym nie ma umiejętności zmniejszania się i zwiększania. Dużo uważa go za Magicznie Uzdolnionego, ale on wie swoje.
Charakter: Charakter Petera idealnie pasuje do jego daty narodzin. Pierwszy kwietnia. Wykorzystuje swe wróżkowe zdolności do płatania przeróżnych figli i głupich dowcipów. Poza tym łamie wszelkie możliwe zasady, począwszy od podpuszczania do bójek, kończąc na kradzieżach rzeczy z torb uczniów (oczywiście potem je oddaje, chce mieć tylko ubaw z kogoś, bo wiecie, przecież to takie zabawne). Lubi robić innym na złość, zawsze, gdy denerwuje kogoś i wie, że ta osoba tego nienawidzi, nadal musi to robić, ale zostaje przy granicach normy. Gdy tylko ktoś prosi go o podanie ręki, zabierze ją jeszcze kilka razy, nim faktycznie ją poda. Przestrzega zasady: "Żyjesz tylko raz", więc nieraz pakuje się w kłopoty przez denerwowanie większych zwierząt bądź osiłków ze sportowej klasy lub mundurowej. Uwielbia plotkować, podkoloryzowywać to, co już usłyszał, a do tego, dzięki jego zwierzęciu może wielu rzeczy się dowiedzieć, w końcu kto by się spodziewał, że malutkie, urocze stworzonko jak Lego może przekazać wstrętne plotki swemu Panu? Wbrew temu, gdy złoży obietnice, dotrzyma jej, chyba że skrzyżuje palce za plecami, bo tak nieraz robi. Zawsze próbuje odwrócić kota ogonem lub wymigać się z czegoś, przykładowo, gdy musi iść do odpowiedzi, albo nauczyciel zwraca mu uwagę. Potrafi być zaufanym przyjacielem, jednak trudno go "oswoić". Można powiedzieć, że ma syndrom Piotrusia Pana, gdyby nie to, że potrafi wykonać swoje obowiązki i nie trzeba go błagać na kolanach o to.
Aparycja: Ma całkiem jasną karnację, która pasuje do jego gęstej blond czupryny i błękitnych oczu. Z tego powodu, że jego włosy są dość długie, ma je zawiązane z tyłu w kucyka. Jak na swój wiek jest bardzo wysoki, bo mierzy on 185 centymetrów (choć powoli przestaje rosnąć), ma dopasowaną wagę, wynoszącą 56 kilogramów. Nie jest zbyt wysportowany, ale trochę mięśni ma. Najczęściej ubiera te swoje zielone "szmaty" (jak to ktoś kiedyś powiedział), czyli spodenki do kolan z obdartymi nogawkami, jakby ktoś wyrwał ich połowę, a na białą koszulkę zakłada coś na styl kamizelki na krótki rękaw; tak samo, jak przy spodniach, rękawy są obdarte. Lubi też zakładać swą czapkę rodem z Robin Hooda. Ma takie upodobanie od dzieciństwa.
Głos: Fanggotten
Pokój: 41
Współlokator: -
Zainteresowanie:
- Sztuczki magiczne. Typowe sztuczki, w stylu karty, moneta zza ucha.
- Szermierka, tak naprawdę, nauczył jej się przy walce na patyki na podwórku... ale jest w tym znakomity. 
Moce:
- Latanie: tutaj nic nie trzeba tłumaczyć.
- Rozmowa ze zwierzętami: potrafi dogadać się z każdym stworzeniem, ze smokiem, kotem, hipogryfem.
- Moc światła: potrafi oślepić kogoś na kilka sekund, dzięki szybkiemu błyskowi światła. Niestety, na razie potrafi tylko to, ale najpewniej z czasem nauczy się więcej.
- Panowanie nad roślinami: za pomocą słowa bądź słów może kontrolować roślinę, na przykład, gdy ktoś sobie idzie, a tu Peter wypowiada coś i korzeń bądź pnącze rośliny wydłuży się, a dana osoba się o niego potknie. Jednak używa tego tylko do niewinnych żartów. Dodatkowo roślina musi być już dojrzała, bo przecież nie potrafi przyśpieszyć ich wzrostu. Poza tym na każdą roślinę są określone umiejętności, bo z kwiatka doniczkowego nie zrobi się pnącz na pół korytarza.
Rodzina:
Matka: Bella Irisiwo, ojciec: Matthew Irisiwo, młodszy brat: Donald Irisiwo, starsza siostra: Alicia Irisiwo. Nie ma co się rozpisywać przy nich.
Historia: Można powiedzieć, że urodził się w rodzinie "czystej krwi", ponieważ wszyscy jego przodkowie byli wróżkami. Więc zdziwił jego rodzinę fakt, iż nie ma skrzydeł. Jego rodzice myśleli, że wyrosną chłopakowi potem. Tak jednak się jeszcze nie stało. Blondyn rósł jak na drożdżach, świetnie bawił się z innymi nadnaturalnymi na podwórku, choć często się na niego obrażali za jego dowcipy. Z czasem chłopak pokazywał swoje mocy, które wskazywały, że mógł być wróżkiem, choć ukazywał to późno. W końcu, gdy dostatecznie dojrzał, zapisano go do Auris.
Pupil: Lego
Inne:
- Bardzo szybko uczy się akcentu w językach obcych. Jednak sama ich nauka jest dla niego trudna.
Kontakt: MagicalWolf
Motto: "Żyjesz tylko... A zresztą, rób, co chcesz i marnuj się, jak chcesz."
Inne zdjęcia:






Źródła zdjęć: Z utworu "The portrait of Pirate F"
Relacje:
Ważne opowiadania: