Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sho. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sho. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 marca 2018

Od Sho do Ktosia

Godzina szła za godziną. Lekcje przeplatane przez przerwy również jakoś zniosłem. Siedziałem w swojej ulubionej samotności, którą przerywały pytania na mój temat ze strony nauczycieli. Nic nowego. Chcieli się dowiedzieć czegoś na temat ucznia, którego wyniki wszelakich badań tkwią skserowane w dzienniku. W zasadzie dopiero po dostrzeżeniu tego zacząłem poważniej zastanawiać się nad możliwościami osób chodzących do mojej klasy. Nieuniknione, że ci bardziej spostrzegawczy zauważyli ksero i będą chcieli się do niego dorwać... Myślę, że dla własnego dobra, poproszę wychowawcę o lepsze miejsce na dosyć istotne dla mojej reputacji świstki.
Wracając. Przerwa obiadowa. Jako że nie jestem zbyt wymagający, z ogólnodostępnego zestawu nawaliłem sobie do miseczki jedynie ryżu. Tyle mi wystarczyło do żołądkowego szczęścia. Rzecz jasna, całość doprawiłem sporą ilością swojej ulubionej mieszanki leków. Ten posiłek miał mi wystarczyć na pierwsze ćwiczenia fizyczne, do których rozpoczęcia zostało zaledwie kilka minut. Dosyć spokojnie jedząc, starałem się nie zwracać zbytniej uwagi na swoją osobę. Nie jest mi nikt potrzebny...
Ostatnia dzisiejszego dnia lekcja. Z tego, co doszły mnie słuchy, podczas jej trwania mieliśmy nauczyć się lepiej koncentrować na swoich nadludzkich umiejętnościach. Czyli ogólnie mówiąc, było to coś idealnego dla mnie. Główny cel, dla którego się tutaj przeniosłem. Przynajmniej sprawdzę, czy było warto... W każdym razie, wchodząc na salę gimnastyczną, od razu zwróciłem uwagę na stojącą pośrodku niej klasę. Najwidoczniej nawał nowych uczniów zmusił nauczycieli do połączenia dwóch grup wiekowych podczas tych zajęć. Na całe szczęście, z tego, co wywnioskowałem, byli od nas młodsi. Ciekawe kogo i do czego mają mi zamiar przydzielić podczas pierwszych zajęć... Jeszcze mi powiedzcie, że jakiegoś chłopaka, to dostatecznie się załamię... Nienawidzę konfrontacji z osobami tej samej płci. Szczególnie z takimi uczęszczającymi zdecydowanie dłużej do progów tej szkoły. Może i mam swoje ponad dwadzieścia lat, ale z mocami radzę sobie gorzej niż niepełnoletnie dziecko. Pewien jestem tylko dziesięciu broni, nad którymi panowaniem jakoś sobie radzę oraz umiejętności zamiany w cień. A pomyśleć, że to wszystko szłoby rozwinąć... Wiele możliwości, które na wieki wieków przez mój wstręt do nadnaturalnych dziwactw, zostaną zaprzepaszczone. Nie chcę stawać się silniejszym. To zmieniłoby zbyt wiele w moim życiu. Z kolei zmian — nienawidzę. Miałem jedynie nadzieję, że nie zostanę zmuszony do robienia za jakiś świetny wzór do naśladowania, zważając na wiek.
- Więc może dla integracji. Każdy ze starszej grupy wiekowej dobiera sobie młodszą koleżankę, czy tam kolegę. Dzisiejsze zajęcia wymagają waszej współpracy - "No tak Sho... Właśnie pożałujesz swojej zbyt gwałtownej decyzji o przeniesienie się w środku roku szkolnego" - mruknąłem do samego siebie, podświadomie strzelając facepalm'a. Już czuję to upokorzenie... Nie mam pojęcia, jakiego typu to jest klasa, ani czego mogę się spodziewać.
Ku mojemu niezadowoleniu, za towarzysza przydzielono mi z lekka niższego chłopaka. Mimo że dzieliło nas kilkanaście miesięcy, czułem tą bijąca od jego osoby powagę i skupienie. "Zabicie mnie, proszę" ~ powiedziałem do siebie w myślach, unosząc spojrzenie na stojącego nieopodal nauczyciela. Coś pieprzył o standardowym treningu... Tylko — na czym może on polegać? Po chwili wydał polecenie o treści "szykujcie się", co do którego mógłbym rozmyślać przez kilka najbliższych minut. Mamy być w gotowości; ale do czego? Na pewną śmierć, czy może tylko niezłe uderzenie od rzeczywistości? Sam już do końca nie mając pewności co ze sobą zrobić, wyciągnąłem otwartą dłoń do przodu. Przymknąłem delikatnie oczy, żeby pozwolić samoczynnie uformować się mojej ukochanej broni. Jedna z najprostszych do obsługi. Parę razy zdarzyło mi się jej użyć... W nagłych przypadkach heh. Owa zabawka miała do dyspozycji trzy tryby: paraliż, egzekucja oraz destrukcja. Dwa pierwsze wykorzystuje się w stosunku do żywego obiektu, natomiast ostatnim można zniszczyć martwy przedmiot. Proste.
Nie minęło dziesięć sekund, a przede mną i towarzyszącym mi chłopcem pojawiła się nieco wyższa od nas postać. Przebrzydła kreatura... Ledwo pociągnąłem za spust, a ta przeszyta niebieskim promieniem, z dziurą centralnie we łbie padła na ziemię. Gdyby tylko to coś było żywe... Na pewno nie byłbym pierwszy do sprzątania po nim krwi. Albo nią. Nie wiem, jak rozróżniać płeć u takich szkaradnych kreatur. Kątem oka rzuciłem spojrzenie w kierunku swojego towarzysza, który jakby oniemiały przypatrywał się mojej osobie. Ledwo odkrywałem swoje oczy, przez opadające na nie włosy, przez co ten, zdezorientowany sam chyba nie wiedział, gdzie skupić całą swoją uwagę.
- Teraz twoja kolei... - odparłem w jego stronę, swym typowo zachrypniętym głosem. - Przepraszam, że tak się wyrwałem... - wtrąciłem jeszcze, spuszczając odruchowo głowę. Taki nawyk i zwyczaj... Podobnie jak złożenie rąk. Jednak nie taki straszny ten dzieciak... Teraz normalnie, z delikatnym uśmiechem na ustach przekomarzał się z kolejnym przeciwnikiem. Zadziwiająca jest ilość osób, które na co dzień potrafią nakładać rozmaite maski, aby tylko ukryć swoje prawdziwe "ja". Mnie po prostu się to znudziło. Wiele lat temu.
Obudził mnie dopiero strzał przeciwnika. Co prawda, wycelował idealnie w moją głowę, lecz moja nieco przyśpieszona reakcja pozwoliła nabojowi jedynie stworzyć delikatny ślad na moim policzku. Czekaj... Czyli to jednak może zabić?!
- Coś tu zdecydowanie nie gra... - mruknąłem pod nosem, przełączając swoją broń na tryb paraliżu. Sam do końca nie miałem pewności, czy cokolwiek to da, lecz na szczęście już po chwili coś przypominającego twarz kreatury zetknęło się z ziemią. Podszedłem do hologramowego ciała, które przynajmniej w teorii powinno mieć pod sobą jakiś tandetny endoszkielet i niezbyt groźną broń. Gdy tylko zdjąłem z tego dziadostwa wygenerowaną komputerowo maskę, spostrzegłem dosyć znaną, ogólnodostępną zabawkę... Czyli sens słów z początku treningu był jasny. Szmelc po chwili rozpłynął się w powietrzu. "Nie sądziłem, że będą stosować nawet takie techniki... W stosunku do o wiele młodszych" - powiedziałem do siebie w myślach. Rzuciłem przelotne spojrzenie w kierunku otaczających nas ludzi. Zostało jeszcze jakieś dziesięć minut, a z robotami szło coś widocznie nie tak. Przy swych oględzinach w oczy rzuciły mi się dwie dosyć drobne istotki płci pięknej. Jedna z niezbyt dobrze radzących sobie par... No tak, w końcu jedna z nich musi należeć do innej, niezbyt przystosowanej do takich walk klasy. "Czyli to ćwiczenie związane jest z ochroną obywateli..." - powiedziałem w myślach, podbiegając do przydzielonego parze robota. Bez zapowiedzi, pozwoliłem sobie za pomocą jednego pocisku zniszczyć ów kupę złomu, która według programu miała otworzyć ogień. Znam się na podobnych blaszakach... Po błędnej ocenie możliwości przeciwnika komputer może mocno przesadzić. Spojrzałem na trójkę, która stała tuż za mną. Mój towarzysz oraz przydzielona do urządzenia para dziewcząt. Nie próbując wychylić swych oczu spod grzywki, opuściłem swoją broń nieco w dół.
- Daijobu?

< Panie, pan? >
Liczba słów: 1047

wtorek, 30 stycznia 2018

Od Sho do Ktosia

Pierwszy dzień w nowym środowisku. Nosz... Dopiero co się tu przeprowadziłem, mniej niż tydzień temu, a już zostałem zmuszony do rozpoczęcia uczęszczania, w progi piekła zwanego szkołą. Sama nauka nie sprawia mi problemów. Ogólnie, jestem całkiem dobrym uczniem, zważając na różne wyróżnienia w dziedzinach matematyki i informatyki. Problemem są ludzie. W zasadzie, osoby, które ich przypominają. W końcu jesteśmy nadistotami. Zostałem zmuszony wynieść się z rodzinnego miasta, głównie ze względu na brak pracy i tym samym - brak pieniędzy. Rachunki przerosły wszelkie dorywcze prace, które znajdywałem z dnia na dzień. Krótko mówiąc, nie miałem zbyt wielkiego wyboru. Musiałem zostawić dotychczas dobrze znane mi miejsce i przyjaznych swojej osobie ludzi. Przynajmniej do czasu... Bo jeśli mnie nic nie powstrzyma, wrócę w rodzinne strony, znajdę pracę i utrzymam swoje własne mieszkanie... Chciałbym właśnie tam się zestarzeć i umrzeć. Na jakieś głębsze związki, pary, małżeństwa związane z tą okolicą nie liczę, biorąc pod uwagę moje zachowanie, jak i osobowość. Raczej żadna kobieta nie wytrzymałaby z takim narkomanem, jakim jestem. Hmf. Przynajmniej tak sądzę...
W każdym razie. Stanąłem przed tym dużym budynkiem po raz pierwszy w swoim życiu. Miałem świadomość, że będę na niego skazany przez kilkadziesiąt najbliższych miesięcy, ale... Eh, wszystko dla powrotu do swojej nienormalnej normalności. Zrobiłem kilka niedużych kroków, poprawiając towarzysząca mi torbę. Opadająca w tym momencie na moją twarz grzywka w niczym mi nie przeszkadzała. Można powiedzieć, że stanowiła tarczę przed gapiami... Przynajmniej z mojego punktu widzenia, bo ciekawscy ludzie zawsze się znajdą. Słysząc dzwonek, który sygnalizował prośbę o szybkie udanie się w kierunku klas, od razu mocno się wzdrygnąłem. W końcu nie znam planu tej szkoły, a właśnie w tym momencie miałem mieć lekcje w ów klasie numer trzydzieści sześć. Rozejrzałem się przerażony po korytarzu, szukając jakiejkolwiek pomocy starszego nauczyciela. Rówieśników pytać nie będę... Nie chcę niepotrzebnej konfrontacji. Zbyteczne. Dostrzegając jakiegoś faceta w średnim wieku, bez przeciągania nogi same powiodły mnie w jego stronę. Nienawidzę nie wiedzy, tak samo, jak obecności wypakowanych fagasów w obrębie pięciu metrów... Ugh.
- Przepraszam... - powiedziałem cicho, stając centralnie przed nim, żeby jakoś zwrócić na swoją osobę uwagę.
- Tak? - spojrzał na mnie, przymykając dotychczas przeglądany dziennik uczniów. Czułem, jak jego wzrok zabija mnie od środka. Pora umierać.
- Czy wskazałaby mi pan, gdzie znajduje się sala trzydzieści sześć? - podpytałem, na tę porę bez jakiegokolwiek przedstawiania się. Chciałem jak najszybciej zająć miejsce, do którego winienem się jak najprędzej udać.
- Właśnie zmierzam w kierunku tej sali. - powiedział, a na jego usta wkradł się cień uśmiechu. - Czy ty jesteś Sho? - wypalił nadzwyczaj pewien co do mnie, wciąż mając tą samą, z lekka prpzerażającą minę.
- T-Tak - skinąłem prawie niezauważalnie głową.
- Dobrze żołnierzu. Już myślałem, że za twoją niesubordynację, oberwie ci się już pierwszego dnia - od razu przyjął poważniejszą minę. - Podążaj za mną - dodał jedynie.
Bez odpowiedzi, posłusznie podążyłem za facetem. Jak się okazało, szukana przeze mnie sala, wcale nie była tak daleko. Na dodatek, przy jej drzwiach nie zauważyłem nikogo... Czyli wszyscy musieli być w środku... Większe skupienie na mojej osobie. Nie chcę tego przeżywać, błagam... Zniosę wiele, ale publiczne przemawianie przed obcymi osobami, nie jest moją mocną stroną.
- Czołem, dzień dobry - zasalutował facet, wchodząc przede mną.
- Czołem, prze pana! - odpowiedziała chórkiem klasa, równo podnosząc się z krzeseł.
Nauczyciel, jak i najwidoczniej mój wychowawca skierował w moją stronę znikomy uśmiech. Okropny uśmiech. Wszedł głębiej do klasy, stanowczym krokiem, najwidoczniej pełen energii. Pozazdroszczę.
- Chciałabym wam przedstawić nowego żołnierza - rzucił po kilku sekundach, mierząc każdego z kolei wzrokiem. - Sho Hinakawa, od dzisiaj będzie waszym kompanem - dodał, zwracając się w moją stronę.
Widocznie zestresowany przeszedłem krótki odcinek trasy, żeby po chwili znaleźć się przy mężczyźnie. Z początku jedynie wlepiałem wzrok w podłogę, ale gdy w końcu uniosłem głowę, moją uwagę zwróciła osoba siedząca w ostatniej ławce. Białowłosa dziewczyna, o krwistoczerwonych, z lekka różowawych oczach. Jestem pewien, że kiedyś ją widziałem... Te rysy twarzy, jak i dosyć specyficzny sposób ubierania się... Jedynie kolor tęczówek się nie zgadzał. Przyjaciółka, którą pamiętam z dzieciństwa, miała oczy w kolorze różu, delikatnego pudru. W zasadzie nie mogłem być pewien, czy to ona. Dziewczyna, o której mówię, również była nadistotą i wraz ze swoimi rodzicami mieszkała na tej samej ulicy. Gdzieś tak w momencie rozwijania się moich problemów psychicznych, pamiętam, jak słuch i ślad po niej zaginął. Rodzice wyjechali, a ona sama jakby wyparowała. Z kobietami jeszcze idzie mi się dogadać, więc przynajmniej spróbuję zagadać...
- Sho? - "otrzeźwiałem", dopiero gdy facet zaczął mi machać dłonią centralnie przed twarzą. Wzdrygnąłem się nieco. - Co jest? - spojrzał na mnie.
- Tak, przepraszam, ale muszę wyjść na chwilę do toalety... - wyszeptałem, po czym bez pozwolenia wybyłem z pomieszczenia.
Znowu przed moimi oczami pojawiła się ta scena. Martwe ciała. Zarówno moich rodziców, jak i... Tego widoku nie potrafiłem wymazać. Tak samo, jak twarzy facetów, którzy to zrobili... Widzę ich przed sobą... Noże, które zostawili... Tyle krwi... "Sho, tabletki... Nie brałeś leków podczas śniadania. Nic dzisiaj nie jadłeś, idioto" - wypaliłem do siebie, zmierzając za znakiem WC w stronę łazienek. Wciąż idąc, nie zaprzestawałem grzebania w torbie. Gdy dorwałem plastikowe pudełeczko, akurat wkroczyłem do wcześniej wspominanego pomieszczenia. Stanąłem przy umywalce, naprzeciw lustra, wysypując na rękę kilka małych psychotropów. Bez zastanowienia, połknąłem je, po czym popiłem wodą z kranu. Uzależnienie daje we znaki... Przynajmniej sprawdzę, jaka ilość mojego standardu wystarczy na dzień w szkole...
Słysząc skrzyp drzwi prowadzących do wyjścia z łazienki, odskakując, prawie uderzyłem się o przymocowany do ściany kran. Przeskanowałem niedowierzającym wzrokiem dziewczynę, która właśnie wkroczyła do środka. "Pomyliłem toalety?!" - wypaliłem do siebie w myślach.

<Jakaś dziewczyna? c: >
Ilość słów: 930

Witamy - Sho Hinakawa!

Imię i nazwisko: Sho Hinakawa
Pseudonim: Mów do niego jak żywnie ci się podoba. Nawet słysząc wyzwisko, będzie siedział cicho.
Wiek: 20 lat
Data urodzin: 26 grudnia
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Biseksualny
Partner: -
Klasa: II mundurowa
Kluby: Klub informatyczny
Rasa: Magicznie uzdolniony
Specyfika: Jeśli utrzyma dłuższy kontakt wzrokowy z daną osobą - co de facto zdarza mu się bardzo rzadko - jest w stanie ujrzeć kawałek jej bolesnych wspomnień. Umiejętność naprawdę przydatna, lecz skorzystał z niej zaledwie trzy razy w swoim życiu. Głównie ze względu na trud utrzymania jakiegokolwiek kontaktu.
Charakter: Na pozór Hinakawa wydaje się nieśmiałym człowiekiem, ponieważ rzadko coś mówi, a na dodatek cierpi na ciężką depresję. Jego dobrych znajomych można zliczyć na palcach jednej ręki. Ostatnimi czasy przeprowadzka utrudniła mu kontakt z nimi, co również odbiło się na jego psychice. O dziwo choroba nie przeszkadza mu w wypełnianiu obowiązków ucznia, a on sam czasami się odezwie bez powodu do innego człowieka. Zawsze stoi na uboczu, jedynie przyglądając się w ciszy przeróżnym sytuacjom, czy osobom. Podobnie postępuje w kwestii rozmów. Na pytania stara się odpowiadać zwięźle, zachowując przy tym obojętny — niektórzy nawet mówią, że przestraszony — wyraz twarzy. Nie da się ukryć, że w kontaktach międzyludzkich przeszkadza mu również sama barwa głosu, którą często zakłóca chrypka. Przez to nie można u niego spostrzec podnoszenia tonu. Posiada zdecydowanie lepsze stosunki z kobietami. Łatwiej mu się porozumiewać z płcią piękną niż tą do niej przeciwną. Nie przepada za spędzaniem czasu z osobami tej samej płci. Czuje się przy nich zdecydowanie słabszy, niż w rzeczywistości jest. Zarówno jego historia, jak i aktualny charakter robią z niego aspołecznego dzieciaka, nawet niestarającego się zaczerpnąć życia. Robi to w pełni świadomie. Widział, jak i doznał wiele, przez co sądzi, że ten świat nie może go już niczym ciekawym zaskoczyć. Dni są dla niego ciągnącym się, błędnym kołem, które przerwać może dopiero z momentem zgonu. Żyje, bo tak trzeba. Niekoniecznie chce, lecz również nie czuje powodów do jego zakończania. Raczej nie byłby w stanie samowolnie strzelić sobie w łeb. Ma również świadomość, że wszystkie tworzące się w jego głowie monologi, jak i oddziaływanie ich na świat są wynikiem nadmiaru mieszanek leków. Zna również wszystkie zagrożenia, które niesie za sobą takie zachowanie, lecz mimo to — nie ma zamiaru z nim zrywać.
Tak. Lekarze uroczyście stwierdzili, że jest uzależniony od narkotyków i innych psychotropów, dzięki którym pozwala swojej chorobie psychicznej na jakiś czas odejść. Porównywane jest to z alkoholizmem. Tym samym zawsze musi nosić ze sobą teczkę z najważniejszymi papierami, podpisanymi przez jakichś psychiatrów. Jednak ta "wada" nie przeszkadza jego umiejętnościom hakerskim, jak i zdolnością związaną z tworzeniem hologramów. Mówiąc jeszcze o jego "wyjątkowości", to w ciągu obiadu, czy zwyczajnego zajmowania się swym hobby, bez pohamowania potrafi opróżnić całą butelkę różnorodnych lekarstw do swojej miseczki z ulubioną przekąską — gotowanym ryżem. Nie jest "duszą towarzystwa", lecz "emo" również nazwać go nie można. Gdy ma lepszy dzień — czyli wtedy, gdy weźmie odpowiednio dużo leków — potrafi się uśmiechać, czy po prostu śmiać, jak i rozmawiać. Robi to, w co prawda z lekka przerażający, psychopatyczny sposób, lecz osobiście nie przeczy to jego głębokiej naturze sprzed kilkunastu lat. Niestety, posiadanie tego "gorszego dnia" zdarza mu się zdecydowanie częściej. Podczas jego trwania nawet leki nie pomagają, a ten staje się depresyjnym dzieckiem, podobnym do tego sprzed przepisania pierwszych pigułek. Oddala się od reszty, przy tym topiąc się w morzu swych rozmyśleń. Jest nazbyt skomplikowanym człowiekiem, przez co znacząca część populacji nie zachciewa poznać go bliżej. O ile — jak ma nadzieję — nie zmienił się pod tym względem, że za zaufaną osobę byłby w stanie zginąć.
Aparycja: Hinakawa posiada szare oczy i brudne, rude włosy, które pokrywają jego lewe oko. Jako że jego jedzeniem najczęściej są tabletki, czy zwykły ryż, jest z lekka wychudzony. Waga Sho zazwyczaj waha się pomiędzy 55, a 54 kilogramami. Mierzy sobie równe 175 centymetrów. Ubiór Sho składa się zazwyczaj z ciemnego garnituru, białej koszuli i czarnego krawata. W tym "elegancki" strój zakłóca jaskrawofioletowa podszewka, podwiniętych rękawów. Na zewnątrz nosi jasnobrązową kurtkę z kapturem, zapinaną na trzy żabki.
Głos: You Said You'd Grow Old With Me
Pokój: 3
Współlokator:
Zainteresowania: Gdy tylko znajdzie czas, stara się pracować nad rozwijaniem swoich umiejętności związanych z hologramami. Projektuje, szkicuje, po czym wszystko przenosi do programu. Podświadomie pragnie dojść do perfekcji, jeśli chodzi o tę dziedzinę informatyki.
Moce:
- Zamiana w cień. Może tym sposobem przechodzić przez korytarz, będąc praktycznie niezauważonym.
- Czytanie w myślach. Według mimiki twarzy, jak i zachowaniu wybranej osoby, może podświadomie domyślić się, o czym w danym momencie gdyba. Bardziej zalicza to jako umiejętność, lecz wie, że w jakimś stopniu ułatwiają mu to moce.
- Tworzenie przeróżnych broni za pomocą cienia: począwszy od zwykłych paralizatorów, przechodząc przez noże, a kończąc na bazookach.
Rodzina: Kazuko Hinakawa (matka) Shougo Hinakawa (ojciec)
Historia: Od dziecka był na swój sposób wykluczany ze społeczeństwa. Nie da się ukryć, że w szkole odgrywał rolę typowego popychadła oraz kozła ofiarnego. Zarówno problemy z rówieśnikami, jak i nagły wypadek rodziców mocno odbiły się na jego psychice. Popadł w ciężką depresję. Dopiero tułaczki po psychologach, psychiatrach i branie leków psychotropowych jakoś zaspokoiły myśli samobójcze i typowe zachowania chorej psychicznie osoby. Z Tokio przeniósł się tutaj, w celu opanowania swoich uporczywych mocy. Nie szły one w parze, z przebywaniem w ludzkim mieście.
Pupil: -
Inne:
- W niedalekiej przeszłości popadł w mocną depresję, przez którą uzależnił się od leków psychotropowych.
- Często w nerwach zdarza mu się przygryzać kciuk.
- Sypia mało, mniej więcej 2-3 godziny na dobę.
- Ma dużą wiedzę, jeśli chodzi o hologramy i leki psychotropowe.
- Jego ulubionym daniem jest najzwyklejszy, gotowany ryż.
- Jego ulubionym wyrażeniem jest "Daijoubu", wszystko jest w porządku. Można powiedzieć, że używa go nałogowo.
- Wspominając o wzroku, 0,7 (lewe oko), 0,9 (prawe oko),
- Do niektórych zwraca się zdrobniale "onee-san".
Kontakt: Anonim
Motto: "Nie wiem, czy dni mijają, czy ja mijam."
Inne zdjęcia:

Źródła zdjęć: Tumblr, Pinimg, Zerochan
Relacje:
Ważne opowiadania:

Upomnienia: 1/5