Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shion. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 czerwca 2018

Od Shiona do Tsukiko

Tak, Shion. Pójście wieczorem skrótem przez las brzmi jak naprawdę dobry pomysł. Przecież po drodze nic nie może się stać, prawda?
Złapali mnie i obezwładnili, nim zdążyłem w jakikolwiek sposób zareagować. Próbowałem się wyrwać, ale bezskutecznie. Trójka z tajemniczych mężczyzn pozostała przy mnie, podczas gdy reszta zabrała Tsukiko. Jeden z nich zaczął mnie od tyłu podduszać, a drugi w tym czasie mocno z pięści uderzył mnie prosto w twarz. W ustach poczułem znajomy, metaliczny smak krwi. Byłem pewny, że mam rozciętą wargę, bo widziałem, jak czerwone krople powoli spadają na ziemię. Związali mi oczy jakąś tasiemką i zmusili do uklęknięcia na ziemi, nadal krępując mi ręce. Czekałem na odpowiedni moment, by wykonać swój ruch. Krzyki Tsukiko z każdą chwilą stawały się coraz cichsze, a w pewnej chwili całkiem przestałem je słyszeć. Zakneblowali ją? Wraz z blondynką byliśmy w środku lasu, dlatego dojście do jakiejkolwiek drogi zajęłoby im co najmniej kilka-kilkanaście minut, więc nie mogli jeszcze odjechać.
– Czego od niej chcecie? – spytałem.
– Stul pysk – powiedział jeden z nich.
Dosłownie w tej samej chwili poczułem kolejne uderzenia. Najpierw w to samo miejsce, co wcześniej, a potem prosto w brzuch. Splunąłem krwią.
– Co z nim zrobimy? – spytał kolejny. – Pewnie jest jednym z tych dziwaków. – Usłyszałem charakterystyczny dźwięk przeładowywania broni.
– Nie możemy pozwolić mu żyć. – Chłodny metal dotknął mojego czoła.
Na moje usta wkradł się nikły uśmiech. No dalej, zrób to. Czekam. Rozpocznijmy zabawę.
– Nie wiem, czy to dobry pomysł – powiedział niepewnym tonem ktoś za moimi plecami. – Jak pozbędziemy się ciała?
– Zakopiemy je gdzieś. Las jest duży. Szybciej się rozłoży niż go znajdą.
Nacisnął spust. Jednak ja nie poczułem bólu ani nic w tym rodzaju. Nie opuściło mnie życie, nie upadłem. Wręcz przeciwnie. Poczułem się wspaniale. Zacząłem się śmiać. Wokoło mnie pojawiło się dużo obłoczków jasnoniebieskiego dymu.
Pierwszy raz w życiu przemieniłem się dwa razy w ciągu jednego dnia.
Mężczyzna stojący za mną mnie puścił, dzięki czemu mogłem bez problemu zdjąć opaskę z oczu.
– Co jest, kurwa?! – wykrzyczał jeden z nich, kaszląc.
Ten z bronią oddał jeszcze kilka strzałów, ale żaden z nich nie trafił do celu. Błyskawicznie rzuciłem się na tego, który wcześniej stał za mną. Zdążył wyciągnąć swoją broń, ale gdy przycisnąłem go do drzewa, upuścił ją. Wystarczył jeden mocny cios w brzuch, by nieprzytomny leżał na ziemi. Podniosłem pistolet, który leżał tuż przy jego stopach. W magazynku było łącznie pięć pocisków. Prawie idealnie. Tyle powinno wystarczyć. Wymierzyłem i strzeliłem prosto w jego głowę, wypowiadając ciche „spoczywaj w pokoju”. Przez dym nie dałem rady dostrzec pozostałej dwójki, dlatego dłonią przykryłem zdrowe, prawe oko. Przez lewe oko widziałem energię z nich płynącą, co wskazało mi ich pozycję i to, gdzie konkretnie są. Jeden ruch mojego palca i ten stojący najdalej osunął się na ziemię.
– Gdzie jesteś? – spytał zdenerwowany facet, który postał jeszcze przy życiu. Po głosie poznałem, że to ten sam, który wcześniej wykonał „egzekucję” – Pokaż się!
Tym razem wypaliłem w jego nogę, a z jego ust popłynęła wiązanka przekleństw. Upadł na kolana, tak samo, jak ja wcześniej. Powolnym krokiem podszedłem do niego.
– Gdzie ją zabraliście? – Przyłożyłem lufę do jego czoła. Historia lubi się powtarzać. – Mów. Inaczej cię zabiję. – Cóż, i tak bym to zrobił, niezależnie od tego, jak dużo by mi powiedział.
– Już za późno. – Złapał za krwawiącą nogę. – Nie znajdziesz jej.
Nie mogłem tracić więcej czasu. Nacisnąłem spust, a na mojej jasnej koszulce pojawiły się krwistoczerwone plamki. Przeszukałem jego kieszenie, gdzie znalazłem jeszcze kilka naboi i pistolet, które oczywiście wziąłem. Na szczęście pamiętałem, w którą stronę udali się porywacze Tsu, dlatego szybko pobiegłem ich tropem.
Z każdym krokiem ślady, które po sobie pozostawili, stawały się coraz mniej widoczne. Między drzewami też nikogo nie dostrzegłem ani też nie usłyszałem. W myślach przeklinałem siebie, że tak późno zacząłem walczyć. Co, jeśli już więcej jej nie ujrzę? Nie usłyszę jej głosu? Nie zobaczę tego wkurzającego i nieuzasadnionego rumieńca na jej policzkach, jej uśmiechu? Już nigdy nie przytuli się do mnie? Serce zaczęło mi szybciej bić. Ze złości uderzyłem pięścią w najbliższe drzewo. Dłoń zaczęła mnie strasznie boleć, ale zignorowałem to. Shion, uspokój się. Myśl. Co możesz teraz zrobić? Moje iluzje w tym przypadku były bezużyteczne, bo żadna z nich nie byłaby w stanie jej znaleźć. Czy jakaś moja inna moc mogła to zrobić? Nie. Chociaż… moje lewe oko. Skoro wcześniej mi pomogło, to teraz też powinno. Zasłoniłem prawe i zacząłem rozglądać się po okolicy. Jakiś ptak, gryzoń, chyba jeleń… nie, nie, nie, nie to. W końcu w oddali zauważyłem stosunkowo wielką, czerwoną plamę. Albo jakieś zwierzę lub człowiek musiało mieć silną energię życiową, albo była to więcej niż jedna osoba. Bingo. Może to byli oni? Bez dłuższego zastanawiania się ruszyłem w pogoń.
Dogoniłem, a nawet przegoniłem „czerwoną plamę” zaledwie po kilku minutach. Na szczęście się nie myliłem. Dwójka mężczyzn szła oddzielnie, a trzeci trzymał próbującą się wyrwać Tsukiko. Było po niej widać, że powoli opada z sił, że powoli traci nadzieję. Zakneblowali jej różowiutkie usta taśmą, przez co nie mogła nic powiedzieć ani krzyczeć. Gdy ją zobaczyłem, obudziła się we mnie chęć mordu. Nie będzie litości. Uwolnię ją za wszelką cenę. Stanąłem przed nimi i wymierzyłem w głowę tego, który trzymał dziewczynę.
– Ani kroku dalej. – Zatrzymali się. – Puśćcie ją – rozkazałem. Nie chciałem kłamać, mówiąc, że „jak tego nie zrobią, to ich zabiję”. W oczach Tsu dostrzegłem radość, nadzieję i jednocześnie ból.
– Spokojnie, spokojnie młodzieńcze – powiedział najniższy, chowając ręce za siebie. Chciał wyjąć broń i myślał, że tego nie zauważę? – Nie chcemy zrobić twojej dziewczynie krzywdy. – Mojej… dziewczynie? Nie, to nie pora, by o tym myśleć.
– Nie wierzę ci. – Zmieniłem cel na niego. – Nawet nie próbuj. Żadnych sztuczek.
– Co? Przecież ja nic… – wystrzeliłem. Brązowooka ze strachu lekko podskoczyła. Zrobiłem krok do przodu, a porywacz, który ją trzymał, objął jej szyję w swoje dłonie.
– Jak jeszcze bardziej się do nas zbliżysz, uduszę ją – zagroził.
– Nie zrobisz tego. Jest wam do czegoś potrzebna, prawda? – stwierdziłem obojętnym tonem.
– Jesteś tego taki pewny? – zacisnął je mocniej.
Co mogłem zrobić? Gdybym zastrzelił tego nietrzymającego Tsu, ten drugi mógłby skręcić jej kark. Z kolei, gdybym próbował strzelić w niego, przy okazji mógłbym zrobić krzywdę dziewczynie – sytuacja niemalże bez wyjścia.
A co najmniej byłaby taka, gdybym to ja stał przed nimi, a nie mój klon. W spokoju czekałem na gałęzi będącej tuż nad nimi. Z gracją wylądowałem za ich plecami, a moja iluzja rozpłynęła się w powietrzu, upuszczając wcześniej znaleziony pistolet, który teraz już nie posiadał naboi. W dłoni trzymałem drugą znalezioną broń z pełnym magazynkiem. Mężczyzna trzymający maginię dostał prosto w głowę, a drugi w ramię. Obydwaj upadli na ziemię, a dziewczyna natychmiastowo uciekła od nich. Była przerażona i zaczęła się trząść. Podszedłem do niej i jednym, szybkim ruchem zerwałem taśmę z jej ust.
– Hej, Tsu… – Złapałem jej twarz w dłonie i spojrzałem się jej prosto w oczy. – Nie bój się. Wszystko będzie dobrze.
Kątem oka zauważyłem, że mężczyzna postrzelony w ramię spróbował wstać. Momentalnie wycelowałem w niego, ale blondynka złapała moją rękę.
– Shion, proszę – powiedziała łamiącym się głosem – na dziś już dość zabijania, dobrze?
– Dlaczego? Taki śmieć zasługuje na śmierć – odparłem beznamiętnie.
– Proszę, przestań… – W jej oczach dostrzegłem łzy.
Wyrwałem się z jej uścisku i podszedłem do porywacza. Jeśli mam go nie zabijać, to chociaż pozbawię go przytomności. Dwa mocne ciosy w brzuch wystarczyły. Jeśli nie umrze z wykrwawienia, to będzie miał naprawdę duże szczęście. Czyli byłem pewien, że na sto procent odejdzie z tego świata.
– Tak może być? – spytałem.
Tsukiko momentalnie podbiegła do mnie, rzucając się mi w ramiona i przytulając mnie. Z uczuciem odwzajemniłem uścisk i pogłaskałem ją po plecach.
– Jestem i zawsze będę przy tobie – wyszeptałem.
<następne opowiadanie>

< Tsu? >
Liczba słów: 1309

wtorek, 1 maja 2018

Od Shiona do Tsukiko

- Z-Zejdziesz ze mnie już? - zapytała cicho, cała czerwona. - Powinnam się chyba j-już przebrać…
Jeszcze raz zlustrowałem wzrokiem dziewczynę. Jej mina była grzeczna i niewinna zaś ciało i strój wręcz przeciwnie. Czubkiem języka oblizałem górną wargę, cały czas patrząc się w jej zawstydzone, czekoladowe oczy. Głupiutka dziewczynka. Zaprasza mnie do swojego królestwa, daje do oglądania prywatny album ze zdjęciami, a na sam koniec przebiera się w prawdopodobnie najbardziej uwodzicielski kostium, jaki ma. Chyba każdy potraktowałby to jako zachętę, prawda? Do tego ta rozpierająca mnie energia, powstała nie tylko przez przemianę w demona, nie pozwalała mi się teraz zatrzymać. Na to było już za późno. Z początku nie chciałem się przemieniać, ale ten podglądacz pod oknem był do tego dobrym pretekstem. Na szczęście „moja Królewna Cosplay’u” myślała, że nie panuję nad tym, co robię w mojej mroczniejszej formie i nic z tego nie pamiętam. To ułatwiało sprawę. Czułem się bezkarny, bo wszystkiego mogłem się wyrzec, a ona raczej bez problemu by mi wybaczyła. Jednak czy aby na pewno chciałem zapomnieć o tym, co miałoby się za chwilę stać? Bynajmniej.
- Po co chcesz to zrobić? – objąłem jej chudziutkie nadgarstki jedną dłonią. W porównaniu ze mną była malutka, dzięki czemu mogłem bez problemu ją unieruchomić i ograniczyć jej wszelkie ruchy. – Chyba nie po to ubrałaś to, by teraz się przebrać, tak? – Na mojej twarzy pojawił się szalony uśmiech. Zamknęła oczy. – Nie bój się, nie zrobię ci nic złego. – Wolną dłonią zacząłem głaskać jej policzek. Potem przełożyłem dłoń prosto na jej brzuch. – Od początku tego chciałaś – zbliżyłem usta do jej ucha. – Prawda? – wyszeptałem kusząco i delikatnie ugryzłem jego płatek. Cichutko pisnęła.
Wciąż nie otworzyła oczu. Wkurzające. Pragnąłem się z nią pobawić, a ona co? Chciała pamiętać tylko ciemność? Jej twarz wciąż płonęła czerwienią, lekko się trzęsła, a usta miała lekko uchylone tak, jakby chciała coś powiedzieć, ale wstydziła się to zrobić. A może po prostu się bała? Kogo? Mnie? Całkiem urocze. Gdyby wiedziała, że takie coś jeszcze bardziej mi się podoba, na pewno próbowałaby wziąć się w garść. A tak to co? Jej nieświadome przekomarzania sprawiały, że miałem ochotę na więcej i więcej. Nawet wcześniejsze wparowanie siostrzyczki do pokoju mi w tym nie przeszkodziły, a wręcz w jej zachowaniu widziałem aprobatę. To wejście do pokoju sprawiło, że Tsu poczuła się jeszcze bardziej zawstydzona i pewnie też upokorzona. Ciekawe, co teraz sobie myśli? „Proszę, Shion, nie przestawaj” czy raczej: „Błagam, Shion, zostaw mnie w spokoju”? W sumie... na razie jeszcze nie zrobiłem nic, co mogłoby zasiać w jej duszy ziarno niepokoju.
- Tsu-ki-ko – wyakcentowałem każdą sylabę. – Spojrzysz się na mnie, proszę?
Dziewczyna jedynie zamknęła usta i mocno zacisnęła je, przez co powstała z nich cienka linia. Ani trochę nie podobała mi się jej nieśmiałość. Czy zasłużyła na karę? Jeśli tak, to jaką? Za pomocą iluzji skrępowałem jej nadgarstki, dzięki czemu obydwie dłonie miałem wolne. Gdyby chciała, bez problemu mogłaby rozerwać te fałszywe więzy. Jeden szybki ruch i rozpłynęłyby się w powietrzu, pozostawiając za sobą jedynie jasnoniebieski dym. Mimo to magini nie zrobiła tego.
- Naprawdę, naprawdę Tsu? – zachichotałem.
Zszedłem troszkę niżej tuż nad jej brzuch, omijając te dwie krągłości. Dotknąłem miejsca, gdzie widoczne były jej kości miednicze. Dotknąłem językiem tę granicę między brzuchem a kością, a potem z uczuciem ugryzłem to miejsce. Blondynka w odpowiedzi zapiszczała. Z małej, nowo powstałej ranki popłynęła cieniutka strużka krwi. No tak. Zapomniałem. Mimo że nie byłem wampirem, to moje kły w formie demona były zaostrzone i zdolne do takiego czegoś.
- To... bolało... – wyszeptała.
- Miało boleć – odparłem i ustami zahamowałem ten minimalny krwotok.
Cichutko pisnęła. Zaczęła wierzgać nogami, ale szybko jej to uniemożliwiłem, siadając na nich.
- Co powiesz na przejście o krok dalej? – spytałem, odpinając guzik od jej spodenek.
Przed zrobieniem czegoś jeszcze ponownie spojrzałem się prosto w jej oczy. Były szkliste, a w ich kącikach dostrzegłem łzy. Skoro tak bardzo się boi, że aż prawie zaczyna płakać, to dlaczego nic o tym nie mówi? Głupiutka. Ustami musnąłem jej żuchwę, a wtedy jedna pojedyncza kropla spłynęła po jej policzku.
- Dlaczego płaczesz? – zacząłem się w nią wpatrywać. – Boisz się tego? – obserwowała mnie w milczeniu.
- T-Tak... Trochę się boję... - powiedziała, patrząc mi prosto w oczy.
- Nie chcesz tego? – dłonią przejechałem po jej brzuchu.
- J-Ja... Wolałabym to zrobić z prawdziwym, ludzkim Shionem... – zaczęła. - Chciałabym, żeby to pamiętał... – zaprzeczenie będące jednocześnie potwierdzeniem. Sprytne. Zaśmiałem się.
- Moja droga – wyszeptałem jej do ucha. – To ja jestem tym prawdziwym Shionem – powiedziałem spokojnym tonem. – Kiedyś tamten Shion zniknie i zostanę tylko ja – odsunąłem się i wybuchnąłem śmiechem. – Ale skoro nalegasz, to tym razem ci odpuszczę – zszedłem z niej. – Jednak następnym razem mnie nie prowokuj, dobrze? Wtedy się już na pewno nie powstrzymam.
Wstałem i usiadłem na jednym z krzeseł znajdujących się u niej w pokoju.
- Czy… czy mógłbyś mnie rozwiązać? – spytała, siadając na łóżku.
- Sama to zrób. Naprawdę myślałaś, że moje iluzje były aż takie mocne? Każdy by je bez problemu zniszczył – uśmiechnąłem się.
Dziewczyna jednym szybkim ruchem pozbyła się sztucznych więzów. Spojrzała się na swoje ręce, a po tym, jak z jej oczu popłynęły łzy, zakryła je dłońmi.
Płakała. Przeze mnie.
Z niewiadomych przyczyn cały zacząłem drżeć. Zraniłem ją. Nie ważne, czy tego chciałem, czy nie, zrobiłem to. Zachowałem się jak najgorszy śmieć. Momentalnie poczułem jak, opuszcza mnie siła i energia. Powróciłem do mojej ludzkiej formy. Chwilkę przyglądałem się dziewczynie w milczeniu. Co powinienem zrobić?
– Przepraszam – powiedziałem, spuszczając wzrok. – Wiedziałem, że to się może stać. Dlatego nie chciałem ani z tobą trenować, ani się przy tobie przemieniać – westchnąłem. – Przepraszam…
Chociaż te przeprosiny były szczere, to nie żałowałem tego, co zrobiłem. A powinienem. Jestem potworem w ludzkiej skórze. Osobą, która nigdy nie powinna zasłużyć na szczęście.
<następne opowiadanie>
< Tsukiko? >
Liczba słów: 979

czwartek, 8 marca 2018

Od Shiona do Tsukiko

Tsukiko przytuliła się do mnie. Jej ciało wciąż drżało, dlatego lekko ją objąłem. Zacisnęła dłonie na mojej koszulce.
- Cii, spokojnie, już nic ci nie grozi – pogładziłem ją po plecach. Chyba dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, co tamten człowiek chciał jej zrobić. – Ten szaleniec już nic ci nie zrobi.
To dość śmieszne, że to ja nazwałem go ‘szaleńcem’. Jakbym sam był jakiś normalny. Z satysfakcją przyjrzałem się dłoni, którą chwilę wcześniej uderzyłem nieznanego mi chłopaka. Zacisnąłem ją w pięść. Gdybym mógł, zrobiłbym to jeszcze raz, tylko mocniej. Dużo mocniej. Tak, że jeszcze bardziej pożałowałby, że z nami zadarł. Ciekawiło mnie, w której klasie był. Co prawda, wyglądał na starszego niż ja i dziewczyna, ale skoro bez problemu poruszał się po szkole, to musiał też do niej chodzić. Może to jakiś czwartoklasista? W takim wypadku prędzej czy później dowiem się, kim był. Oczywiście nie miałem zamiaru puścić mu tego płazem. Uśmiechnąłem się na tę myśl. Brawo, Shion. To naprawdę mądre. Niewinna dziewczyna prawie ze strachu umiera ci w ramionach, a ty się jeszcze prawie z tego cieszysz. Zganiłem siebie w myślach i mocniej przytuliłem blondynkę. Jej oddech z każdą chwilą stawał się coraz bardziej miarowy, a następnie przestała się trząść. Wtedy odsunąłem się od niej, złapałem ją za ramiona i schyliłem się, by nasze twarze były na równej wysokości. Spojrzałem się jej prosto w oczy, a ona natychmiastowo je zamknęła. Wierzchem dłoni otarłem łzę z jej policzka.
- Tsu – wyszeptałem jej imię. – Wszystko będzie dobrze. Nie ważne, co się będzie dziać, zawsze możesz zwrócić się do mnie o pomoc, a ja bez względu na wszystko ci pomogę – powiedziałem już normalnym, aczkolwiek delikatnym tonem. Otworzyła oczy, a ja się do niej uśmiechnąłem. – Jestem tu z tobą. Już nie masz czego się bać.
Magini jedynie pokiwała głową, a na jej twarz wkroczył jeszcze czerwieńszy rumieniec. Wyprostowałem się i wtedy zauważyłem, że za jej stopami leżała strzykawka. Jej? Nie, to niemożliwe. Tego chłopaka sprzed chwili? Wypadło mu, kiedy uciekał? To już było bardziej prawdopodobne. Podszedłem do tego tajemniczego przedmiotu i go podniosłem. Była w nim jakaś jasna substancja. Narkotyki? Czyli ten koleś był po prostu ćpunem? To by tłumaczyło, dlaczego zachował się tak, a nie inaczej. Wyrzuciłem strzykawkę do najbliższego kosza. Tsukiko najwyraźniej też tak o tym pomyślała, bo nawet nie zapytała o to, co robię.
- Odprowadzić cię do Akademika? – spytałem. – Nie chciałbym, aby ktoś ponownie ciebie zaatakował.
- Jasne. Byłoby miło.
Brązowooka ruszyła przodem, a ja do niej podbiegłem i objąłem ją ramieniem. Miałem wrażenie, że przez mój dotyk po jej ciele przeszedł lekki dreszcz, ale pewnie się myliłem. Spuściła wzrok i nic nie powiedziała. Westchnąłem. W niektórych sytuacja była naprawdę nieśmiała.
Przez całą drogę nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem, ale przynajmniej nie była to taka niezręczna cisza, a dla mnie była wręcz przyjemna. Idąc, spotkaliśmy jeszcze kilkoro uczniów, którzy z zaciekawieniem się nam przyglądali. Chłopak obejmujący dziewczynę, swoją przyjaciółkę, naprawdę był dla nich aż tak niecodziennym widokiem? Moją szczególną uwagę zwróciły dwie dziewczyny, chodzące do tej samej klasy co Tsu. Gdy nas zobaczyły, zaczęły między sobą szeptać. Miło uśmiechnąłem się do nich, a moja towarzyszka nawet nie uraczyła ich spojrzeniem.
Gdy weszliśmy do holu damskiego Akademika, zauważyłem, że na jednym z foteli siedzi moja siostra i robi coś w telefonie. Spojrzała się na nas i delikatnie uniosła metalowy przedmiot, po czym nacisnęła coś na nim. Jeśli zrobiła nam zdjęcie, to przysięgam, że coś jej zrobię, najprędzej zabiję. W sumie to był dobry moment, by zapoznać obydwie dziewczyny. Kiedy niebiesko włosa podeszła do nas, puściłem Tsukiko.
- Cześć, siostra – przywitałem się z nią i uniosłem dłoń w geście powitania.
- Cześć, brat – przybiła mi piątkę. – To jest ta twoja koleżanka, tak? – wyraźnie zaakcentowała przedostatnie słowo.
- Tak – spojrzałem na nie. – Rem, to jest Tsukiko – wskazałem na blondynkę. – Tsu, oto Remilia – wskazałem na wampirzycę.
- Miło mi cię poznać! – powiedziała niższa z nich, uśmiechając się szeroko, przy okazji ukazując swoje wampirze kiełki. Wyciągnęła rękę w jej stronę.
- Mi ciebie też – niepewnie chwyciła jej rękę i odwzajemniła uśmiech. – Naprawdę jesteście rodzeństwem? - spytała. – Ani trochę nie jesteście do siebie podobni.
Przyjrzałem się siostrze, która nadal uważnie przypatrywała się nowo poznanej osobie. Wyglądała przy tym, jakby nad czymś bardzo intensywnie rozmyślała. Nie byliśmy do siebie ani trochę podobni. Rem była niższa ode mnie o ponad czterdzieści centymetrów, do tego miała inny kolor włosów, oczu i inny odcień skóry. Skrzydła na plecach jeszcze bardziej uwidaczniały te różnice.
- Nie jesteśmy rodzonym rodzeństwem – stwierdziłem. – Kiedy byłem mały, zostałem zaadoptowany przez jej rodziców. Ot, to cała tajemnica – powiedziałem.
Magini jedynie lekko pokiwała głową i się zaczerwieniła. Znowu. Co się z nią działo? Źle się czuła? Była chora? Czy ten wypadek z tym zboczeńcem miał na nią aż taki duży wpływ? Zazwyczaj tryskała energią, a dziś była nie do poznania. Chciałem spytać, jak się czuje, ale nie zdążyłem.
- Tsu, mogą na chwilę zobaczyć twoja doń? – spytała Remilia.
- Hę? Po co?
- Po prostu pokaż – blondynka niechętnie wykonała jej prośbę i pytającym wzrokiem spojrzała się na mnie. Wzruszyłem ramionami. Wampirzyca położyła kciuk na jej nadgarstku. – Rozszerzone źrenice, przyśpieszony puls i oddech, rumieniec… - zmierzyła ją wzrokiem. – Wy, ludzie, naprawdę jesteście prości do zrozumienia – spojrzała się na mnie. – A ty, Shion, jesteś największym idiotą na ziemi – puściła jej rękę. O co jej chodziło?
- Dlaczego? – przekręciłem głowę w geście niezrozumienia.
- Nieważne, zapomnij. – W jej oczach dostrzegłem zawiedzenie. Podała mi swój telefon. – Znasz hasło, sam zobacz – po tym odwróciła się w stronę drugiej dziewczyny. - A teraz chodź na słówko, blondyneczko, mam ci coś do powiedzenia.
Złapała Tsukiko pod ramię i zaprowadziła ją na jedną z kanap. Zaczęła coś do niej mówić, ale nic nie byłem w stanie usłyszeć. Podsłuchiwać też ich nie chciałem. Odblokowałem telefon siostry i wszedłem w galerię. Jedno z ostatnich zrobionych zdjęć przedstawiało mnie i brązowooką, gdy ją obejmowałem, wprowadzając do holu. Moja koleżanka miała spuszczony wzrok, a na mojej twarzy gościł delikatny, lecz miły uśmiech. Zdjęcie było dobrej jakości i było naprawdę ładne. Mogłoby się nadawać na oprawienie w ramkę i postawienie na przykład na szafce. Może później poproszę, by mi je wysłała? Tylko dlatego go nie skasowałem. Mój wzrok powędrował na Lię, która momentalnie się do mnie uśmiechnęła i puściła mi oczko. Wciąż nie wiedziałem, o co jej chodziło.
Nie rozumiem dziewczyn. I pewnie nigdy nie będzie dane mi ich zrozumieć.

< Tsusiu?~ >
Liczba słów: 1088

niedziela, 25 lutego 2018

Od Shiona do Tsukiko

Cieszyło mnie to, że dziewczynie smakowały moje babeczki. Do tego zjadła je z taką radością. To było naprawdę… miłe. Ciekawiło mnie, o czym myśli, ale jedynie z lekkim uśmiechem na ustach się jej przyglądałem.
- Powiedz ,,Aaa~” – rzekła w pewnym momencie, przystawiając mi jedną z babeczek do ust. To całkiem urocze, że musiała wstać, by do mnie dosięgnąć.
Zawahałem się. W ogóle nie przepadałem za słodkościami, a w szczególności za tymi, które sam robiłem.
- Nie, dzięki, ja nie…
- No już! Otwórz buzię. – Jej wzrok nie pozwolił mi się sprzeciwić.
- Aaaa~? – wykonałem jej prośbę, nie, rozkaz.
Gdy Tsukiko przyłożyła słodycz tuż do moich ust, lekko go ugryzłem. Obrzydliwe. Jak to możliwe, że takie coś jej smakowało? Cudem powstrzymałem się, by nie uciec i tego nie wypluć. Nie przegram z czymś takim. Zmusiłem siebie, by połknąć ten kawałek, a potem się od niej odsunąłem.
- Nie smakuje ci? – spytała, widząc moją niezadowoloną minę.
- Nie lubię babeczek – przyznałem – ani niczego innego, co jest słodkie. – Przypatrywała mi się z zaciekawieniem.
- To ja to zjem – ugryzła w to samo miejsce, które ja wcześniej spróbowałem. Czy to właśnie nazywa się pośrednim pocałunkiem? Nie, Shion, nie myśl tak o tym. - Ta też się nie zmarnuje – kontynuowała jedzenie. Po zjedzeniu wzięła jeszcze dwie muffinki. – No co? Teraz już nic więcej nie zmieszczę, więc dzięki temu będę miała je na później – uśmiechnęła się szeroko.
- Cieszę się, że ci smakowało – odwzajemniłem uśmiech. – Polecam się na przyszłość – przeczesałem włosy dłonią i lekko się zaśmiałem. – Chcesz coś tu jeszcze zrobić?
- Nie, raczej nie. Możemy już iść.
Wraz z Tsukiko wyszliśmy na dwór. Powoli zaczynało zmierzchać. Spędziłem z nią cały dzień? Nie sądziłem, że ten czas tak szybko i przyjemnie minie. Nawet nie wiedziałem, która była godzina, ale obstawiałem, że było już po dwudziestej. Czyli pewnie zbliżał się już czas kolacji. Szczerze mówiąc, to nie miałem ochoty na nią iść, bo nie czułem się głody. Podejrzewam, że podobne spostrzeżenia miała moja towarzyszka. Po krótkiej rozmowie na temat tego, co mamy zamiar zrobić, postanowiliśmy, że już pora się rozstać i wrócić do swoich akademików. Odprowadziłem dziewczynę, a ona w ramach pożegnania przytuliła mnie. Oczywiście, na jej twarzy przy tym gościł nieśmiały rumieniec, do czego już się przyzwyczaiłem. Gdy dziewczyna zamknęła drzwi od swojego pokoju, ja udałem się w kierunku mojego.
Tsukiko naprawdę mnie zaciekawiła, zafascynowała...? Tak, to chyba dobre słowa. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak żywiołową, a jednocześnie radosną osobą. Do tego nie rozumiałem tego, jak w niektórych przypadkach się zachowuje. Ten ciągły rumieniec na jej twarzy, ta niepotrzebna bliskość, jak przytulanie, czy nawet tamten buziak w policzek w ramach podziękowania za znalezienie klucza. To wszystko było dość podejrzane, przynajmniej dla mnie... Miałem też problem z odczytywaniem niektórych emocji z jej twarzy. Może w niektórych momentach kłamała? Cóż, mimo to uśmiech blondynki zawsze wydawał mi się szczery. Więc co nią kierowało? Jaki jest jej cel? Nie wiedziałem. Z tego powodu chciałem bliżej poznać brązowooką i dowiedzieć się czegoś interesującego na jej temat. Byłem niemal pewny, że po dzisiejszym dniu będzie chciała nadal utrzymywać ze mną kontakt, co oznaczało, że będę miał szansę to zrobić. Do tego dziewczyna myślała, że nie pamiętam nic po przemianie z formy demona. Pasowało mi to. Mogłem to sprytnie wykorzystać; zrobić coś, do czego jako człowiek nie byłbym zdolny, a potem się tego wyrzec pod pretekstem niepamiętania niczego. Jednak coś w głębi mojej duszy nie chciało okłamywać Tsukiko. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem. Mogłem bez problemu kłamać na każdy, nawet najbardziej poważny temat, więc dlaczego na samą myśl o tym, że mógłbym w najmniejszym stopniu zranić dziewczynę, robiło mi się jakoś źle i niedobrze na sercu?
~*jakiś czas później*~
Od pierwszego treningu mojego i Tsu minęło już trochę czasu. Od tamtego czasu prawie codziennie widziałem się z dziewczyną, ale ani razu nie przemieniłem się przy niej. Co prawda, blondynka kilkukrotnie proponowała mi wspólny trening, ale ku jej niezadowoleniu za każdym razem odmawiałem, a ona po pewnym czasie przestała pytać. Tak było lepiej. Z pewnych powodów nie chciałem, by widziała mnie w mojej gorszej formie.
Było już po zajęciach lekcyjnych. Stałem przed damskim akademikiem i czekałem na siostrę, która miała się wkrótce zjawić. Jak zwykle się spóźniła, ale już byłem do tego przyzwyczajony.
- Cześć, Shion! – podbiegła do mnie, gdy tylko mnie zobaczyła.
- Cześć, Rem – powiedziałem do niej. – Masz jakieś plany na wieczór? – spytałem.
- Hmnn, raczej nie – zamyśliła się. – Czyli masz ochotę na to samo, co ja? – uśmiechnęła się tajemniczo. Oczywiście i mi, i jej chodziło o wspólny trening. Czasami rozumieliśmy się bez słów.
- Tam, gdzie zawsze? – odwzajemniłem uśmiech.
- Tam, gdzie zawsze – powtórzyła moje słowa i przybiła ze mną żółwika. – Mam coś wziąć czy raczej nie?
- Chyba nic nie będziemy potrzebować – stwierdziłem.
- Okey. A teraz wybacz, ale muszę coś zrobić – przytuliła się do mnie, a ja momentalnie odwzajemniłem jej uścisk. – To do dwudziestej, pa!
- Pa – pomachałem jej na pożegnanie, a ona, tak szybko, jak się pojawiła, zniknęła.
To było dość denerwujące, że Remilia nadużywała swoich mocy. Nawet jako jej brat nie miałem nic do powiedzenia w tej sprawie, bo i tak by mnie nie posłuchała. Jeszcze chwilę postałem w tamtym miejscu. I tak nie miałem nic ciekawszego do zrobienia. Uczyć mi się nie chciało, a energię chciałem zostawić na później. W pewnym momencie zauważyłem stojącą nieopodal Tsukiko. Uważnie mi się przypatrywała. Ciekawe dlaczego? Może słyszała moją rozmowę z siostrą? Nieważne. Posłałem jej przyjazny uśmiech. Wtedy się na ułamek sekundy odwróciła, jakby udawała, że wcale mnie nie widziała, po czym westchnęła i zaczęła iść w moją stronę.
- Cześć, Tsu – przywitałem ją jako pierwszy.
- Cześć – odpowiedziała. – Co tam u ciebie słychać?
- Nic ciekawego, a u ciebie?
- Też nic. – Na chwilę zapanowała niezręczna cisza. – Słuchaj, Shion, masz może jakieś plany? – spytałem.
- A o co chodzi? Chcesz pójść na spacer lub coś w tym rodzaju?
- Co? Nie, to nie tak… znaczy... może… - westchnęła.
- Wybacz, ale jestem zajęty – skłamałem.
Doskonale wiedziałem, że niezależnie od tego, od której godziny zaczęlibyśmy spędzać razem czas, to i tak rozstalibyśmy się dopiero wieczorem. Tak było, odkąd się poznaliśmy i tak by było dziś. Czas w jej towarzystwie bardzo szybko mi mijał. Nie chciałem spóźnić się na spotkanie z siostrą, a byłem pewny, że gdyby Tsu dowiedziała się, że mamy mieć wspólny trening to na pewno chciałaby dołączyć. Remilia by się z pewnością zgodziła, ale ja nie. Poza tym takie coś mogłoby być dla blondynki niebezpieczne. Bardzo niebezpieczne.
- Nic się nie stało, rozumiem – posłała mi smutny uśmiech.
- Może kiedy indziej się spotkamy, co ty na to?
- Jasne, chętnie… - spuściła wzrok. – Mam teraz trening, więc muszę iść. Do zobaczenia – weszła do środka damskiego akademika, a ja bez słowa udałem się do własnego pokoju.
~*~
Na dworze zaczęło się ściemniać, a słońce już dawno zniknęło za horyzontem. Było już sporo po dwudziestej. W jednej dłoni trzymałem pistolet. Nie mogłem się doczekać tego, co miało się dziać za chwilę. Ekscytacja wręcz wrzała w moich żyłach. Atmosfera stawała się coraz gęstsza, a co najmniej miałem takie wrażenie. Stałem na polance, a naprzeciwko mnie znajdowała się moja siostra. Ona w swojej dłoni trzymała scyzoryk. Niby niegroźne narzędzie, ale w jej rękach było ono wręcz śmiertelne. Niebiesko włosa uważnie przypatrywała się w punkt za moimi plecami. Rozejrzałem się, ale nic tam nie zauważyłem.
- Czy ty… - chciałem spytać, czy coś widzi, ale po jej wzroku poznałem, że lepiej będzie, jak się nie będę odzywał.
- Shion! – podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję, przytulając mnie. Muszę przyznać, potrafiła dobrze grać takie sceny. – Cieszę się, że przyszedłeś – zbliżyła usta do mojego ucha. – Ktoś tu jest oprócz nas – wyszeptała. – Konkretnie trzy i pół metra za tobą, pewnie stoi przy jednym z drzew – nie dziwiło mnie to, że podała mi takie konkretne informacje. Jako wampir miała bardzo wyczulone zmysły, przez co wiedziała więcej, niż ja.
- Zaskoczymy go? – spytałem szeptem.
- Tak. Mam pomysł — kontynuowała. - Za tobą jest jedno drzewo, na które bez problemu wejdziesz… - opowiedziała mi w całości swoje plan. – Już rozumiesz?
Poklepałem ją po plecach w ramach potwierdzenia. Wtedy dziewczyna puściła mnie i powróciła na swoje poprzednie miejsce.
- Zatańczymy? – spytała, a na jej twarzy pojawił się diaboliczny uśmiech.
Nie musiałem odpowiadać. Czerwonooka nacięła swój nadgarstek, z którego popłynęła krew. Spłynęła ona do jej dłoni, formując w niej czerwoną katanę. Zawsze tak walczyła. To była jej główna broń. Scyzoryk schowała do kieszeni, bo już nie był jej potrzebny. W międzyczasie zbliżyłem pistolet do mojej skroni i wystrzeliłem. Wokoło nas pojawiło się mnóstwo jasnoniebieskiego dymu. To była nasza kryjówka, a jednocześnie początek planu. Schowałem broń najszybciej, jak mogłem i za pomocą iluzji wytworzyłem jeszcze więcej takiej mgły. W tym czasie Remilii już nie było na „polu walki”. Miała schować się kilka metrów za tajemniczym intruzem i czekać na mnie. Za pomocą kilku ruchów dłoni stworzyłem podobiznę i moją, i siostry. Co prawda, nie były one idealne, ale bez problemów mogły nas zastępować. Ich zadaniem była inscenizacja naszej walki, by podglądacz myślał, że nadal jesteśmy na tej małej polance. Gdy kopie zaczęły między sobą wymieniać ciosy, wytworzyłem jeszcze więcej dymu, który schował mnie, bym mógł szybko podbiec do drzew i skryć się w ich cieniu. Tak jak siostra mi wcześniej kazała, wszedłem na jedno z drzew, a następnie wskoczyłem na to wskazane przez nią. Nie należało to do najprostszych rzeczy, ale na szczęście udało mi się to zrobić. Z tej perspektywy już widziałem intruza. Była nim osoba o blond włosach, prawdopodobnie dziewczyna. Z niewiadomych przyczyn wydawała mi się znajoma. W oddali zauważyłem też Rem, która czekała na mój znak. Gdy fałszywa mgła zniknęła, pomachałem porozumiewawczo do mojej towarzyszki. Za pomocą paru cichych ruchów skrzydeł przeniosła się za blondynkę, złapała ją od tyłu, obezwładniając ją i przyłożyła ostrą stroną katanę do jej szyi. Jeden ruch i byłaby martwa. Wyjąłem pistolet i zeskoczyłem z drzewa. Od razu po dotknięciu ziemi, przyłożyłem lufę pistoletu do czoła nieznajomej. Wszystko poszło zgodnie z planem. Po jednym spojrzeniu poznałem, że „nieznajoma” tak naprawdę była moją bardzo dobrą znajomą.
- Tsukiko? – spytałem zdziwiony. – Co ty tu robisz?
Nic nie odpowiedziała. Nic dziwnego; w końcu przy jej szyi znajdował się japoński miecz. Była przerażona i miałem wrażenie, że w jej oczach zauważyłem łzy. Schowałem swoją broń.
- Znacie się? – spytała wampirzyca.
- Tak, możesz ją puścić – machnąłem dłonią i odwróciłem się od dziewczyn plecami. – Tsu, co ty tu robisz? – westchnąłem. – Śledziłaś nas? Po co? – ponownie na nią spojrzałem.
Siedziała na ziemi i szybko oddychała. Obok mnie stanęła siostra i z podobną uwagą przypatrywała się blondynce. Przesłała mi spojrzenie typu: „Brat, czy nie powinniśmy jej pomóc?”, ale w odpowiedzi tylko wzruszyłem ramionami.
< Tsu? >
Liczba słów: 1826

niedziela, 18 lutego 2018

Od Shiona do Tsukiko

W ramach podziękowania za znalezienie jej klucza pocałowała mnie w policzek. Dotknąłem to miejsce. Dziwne uczucie. A jeszcze dziwniejszy sposób okazywania wdzięczności.
- Co ty na to, żeby się gdzieś przejść, lub zostać tutaj na polanie i porozmawiać może? Chętnie bym się dowiedziała, co lubisz, a czego nie… No… Znaczy… Poznałabym cię lepiej… - zaproponowała.
Porozmawiać? Poznać się? Po co? Przyjrzałem się dziewczynie z zaciekawieniem. Naprawdę aż tak ją interesowałem? Chyba nigdy nie zrozumiem jej sposobu postępowania czy też bycia.
- Zostańmy tutaj – powiedziałem, siadając na ziemi.
W międzyczasie o bluzkę wytarłem mokra rękę. Na taką ranę od srebra lub złota takie coś jak "woda" by nie pomogło, a jedynie mogłoby zaszkodzić. To musi samo się zagoić. Na szczęście oparzenie nie było duże, więc wiedziałem, że za kilka godzin przestanie szczypać. Blondynka usiadła obok mnie.
- Co chcesz konkretnie wiedzieć? – spytałem.
- Nie wiem… może powiesz mi, czym się interesujesz?
- Czym się interesuję? – powtórzyłem jej pytanie i zacząłem się zastanawiać. O czym mógłbym jej powiedzieć, a jaki temat powinienem omijać? Z pozycji siedzącej położyłem się na trawie. – Lubię walkę i broń – mówiąc to, pogładziłem mój mały pistolet znajdujący się w futerale.
- Tego się akurat domyśliłam – westchnęła.
- Lubię, nie, kocham też gotować – uśmiechnąłem się lekko. – Z tego powodu jestem w klubie gastronomicznym.
- Naprawdę? – wyglądała na zdziwioną. – Nie spodziewałam się tego po tobie. W takim razie co najbardziej lubisz tworzyć?
- Zdecydowanie ciasta i inne słodkości – spojrzałem na nią. – Co prawda nie smakują mi, ale według innych to właśnie one wychodzą mi najsmaczniejsze. – Dziewczyna położyła się obok mnie. – Może kiedyś też coś dla ciebie upiekę, co ty na to? – przekręciłem twarz w jej stronę; dzieliło nas zaledwie kilkanaście centymetrów.
Po wypowiedzeniu tych słów miałem ochotę pójść do siedziby klubu gastronomicznego, by coś ugotować. Kto wie, może potem to zrobię? Mam chyba w miarę dobry kontakt z przewodniczącą, więc bez problemu udostępniłaby mi miejsce i składniki. Nawet mógłbym zabrać ze sobą Tsukiko i coś specjalnie dla niej zrobić.
- Byłoby miło – spojrzała na mnie, ale gdy jej policzki zapłonęły czerwienią, przeniosła wzrok z powrotem na niebo. – A jak stałeś się demonem?
Zaśmiałem się. Czy ona naprawdę myślała, że pewnego dnia coś mnie opętało i dlatego się przemieniłem?
- Już się taki urodziłem – szaleńczy uśmiech nie schodził mi z twarzy. – Nie wiem, kim byli moi prawdziwi rodzice, nie wiem, skąd mam tę moc, ale lubię ją, mimo że nakłada na mnie pewne ograniczenia, jak właśnie to uczulenie na srebro i złoto.
- W takim razie kto cię wychowywał? I jak się dowiedziałeś o tej mocy?
- Zostałem adoptowany – przekręciłem się tak, że teraz leżałem na boku, odwrócony w stronę brązowookiej. – Mam też przybraną siostrę, która chodzi tu do szkoły, ale pewnie i tak jej nie znasz – na chwilę zamilkłem.
Na jej drugie pytanie nie miałem zamiaru opowiadać. Już w sierocińcu inne dzieci uznały mnie za innego, dziwnego. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że nie jestem tylko człowiekiem, a swoje prawdziwe ja udało mi się odkryć podczas jednego z treningów z ojcem. Uśmiechnąłem się na to wspomnienie. Cóż, tata do tej pory ma mi za złe to, jak wtedy postąpiłem, ale nic nie mogłem na to poradzić. Może gdybym wtedy "przez przypadek" nie strzelił sobie w głowę, to dziś moje życie byłoby inne? Może wtedy Remilia...
- Shion? Coś się stało? – z rozmyślenia wyrwała mnie Tsukiko. Spojrzałem na nią. – Na chwilę się wyłączyłeś. Powiedziałam coś nie tak?
„Shion, Shion, Shion, dlaczego zacząłeś opowiadać komuś o swoim życiu?”; spytałem sam siebie w myślach. Za dużo jej o sobie powiedziałem. Zbyt dużo.
- Skończmy na dziś – energicznie wstałem. – Mam już dość tych wszystkich pytań – otrzepałem się z ziemi.
- I tak dziękuję, że coś mi o sobie opowiedziałeś – wstała. – Nie chciałbyś w zamian dowiedzieć się czegoś o mnie? – uśmiechnęła się.
- Nie – odparłem beznamiętnie. Zbytnio mnie to nie obchodziło. – Dowiem się w swoim czasie – dodałem. Zacząłem iść przed siebie. - Chodźmy stąd.
Na pytanie dziewczyny, gdzie mamy pójść, powiedziałem, że chcę jej coś pokazać. Udaliśmy się do damskiego akademika, gdzie miałem zamiar znaleźć przewodniczącą klubu gastronomicznego, Eonę Douglas. Blondynka została na zewnątrz. Nie chciałem narażać jej na kontakt z tym sukkubem. Niepewny tego, czy na pewno dobrze robię, zapukałem w drzwi pokoju Eony. Po krótkiej chwili mi otworzyła, a gdy tylko mnie ujrzała, zagwizdała. Zauważyłem, że była w samej bieliźnie. Cóż, zbyt dobrze ją znałem, by to mnie zdziwiło.
- Fiu, fiu, kogo ja tu widzę? - powiedziała, uśmiechając się zalotnie. - Shion, dawno ciebie nie widziałam w tej formie. - Otworzyła szerzej drzwi. - Wchodzisz do środka? - spytała.
Czy to była propozycja...  Przekręciłem oczami, a ona pociągnęła mnie za rękę, przez co przekroczyłem próg.
- Nie jestem tu po to. - Prychnęła, zakładając ręcę na piersiach. - Mam do ciebie pewną prośbę.
- Prośbę? - Wyglądała na zaciekawioną. - Słucham.
- Pożyczysz mi klucze do kuchni? Oddam ci je jutro rano lub jeszcze dzisiaj.
- Klucze do kuchni? Po co ci one? - Przekręciła głowę.
- Potrzebuję ich.
- Jak bardzo? - Podeszła do mnie, a rękę położyła na mojej klatce piersiowej. - Kochaniutki, nie ma nic za darmo - szepnęła.
- Wiem - odpowiedziałem, łapiąc ją za nadgarstek położonej na mnie dłoni.
Szczerzej otworzyła oczy ze zdziwienia, kiedy nasze twarze, a najdokładniej usta, się do siebie zbliżyły. Nie spodziewała się tego. I dobrze. Nigdy nie chciałem używać na niej tej mocy; ba, nigdy nawet nie pragnąłem jej pocałować, ale w tej chwili było to najprostsze i najkrótsze wyjście. Po oderwaniu się od niej wyszeptałem ciche "paraliż", a kciuk położyłem na jej ustach. Spojrzałem się w głąb jej szarych oczu, które po niespełna sekundzie stały się mętne.
- Posłuchaj. Teraz ładnie i grzecznie dasz mi klucz do kuchni. Będziesz pamiętać, że dałaś mi go z własnej woli, rozumiemy się? - Nieświadoma swoich ruchów, pokiwała głową.  - Świetnie. Jeszcze zapomnisz, że kiedykolwiek ciebie pocałowałem.
Puściłem jej rękę i w spokoju czekałem, aż przyniesie mi klucz. Cichutko się zaśmiałem. W głębi duszy uwielbiałem tę swoją zdolność manipulacji innymi. Wziąłem metalową rzecz od niej i mówiąc krótkie, nieszczere "dziękuję", wyszedłem z tego przeklętego pokoju. Przyjrzałem się przedmiotowi trzymanemu w dłoni. Shion, naprawdę użyłeś swoich mocy, by go zyskać? I to tylko po to, by ugotować coś dziewczynie, którą niedawno poznałeś? Niedorzeczne. Wytarłem usta w rękaw, by pozbyć się tego niemiłego uczucia. Ten pocałunek... nic nie znaczył. Zupełnie nic.  Z niewiadomych przyczyn moje palce powędrowały na polik, w który wcześniej Tsukiko dała mi buziaka. Już nawet to więcej znaczyło. Tylko pozostaje pytanie: co dokładnie to znaczyło...?
Wyszedłem na dwór, gdzie czekała na mnie Tsu.
- Shion? Coś się stało? Wyglądasz na...
- Mam klucz - przerwałem jej, pokazując go. - Możemy już iść dalej.
Zaprowadziłem dziewczynę do kuchni. Kazałem jej usiąść przy jednym ze stolików i zabroniłem przeszkadzania mi. Od razu po wejściu założyłem uroczy, klubowy fartuszek, wyjąłem potrzebne składniki i sprzęt kuchenny. Pora na babeczki! Miałem nadzieję, że moja towarzyszka lubi takie z płatkami czekolady, bo właśnie takie chciałem przyrządzić. Po przygotowaniu masy na nie przelałem ją do silikonowych foremek i całość wstawiłem do piekarnika. Czas ustawiłem na dwadzieścia minut, bo tyle w zupełności powinno wystarczyć. Przez ten czas nie miałem nic innego do zrobienia, więc usiadłem naprzeciwko dziewczyny. Położyłem łokcie na stół, oparłem o dłonie twarz i zacząłem się jej przyglądać. Poprzez gotowanie się uspokoiłem i nawet nie zauważyłem, że przeistoczyłem się ponownie w moją ludzką formę.
- Tsu – zacząłem. – Czy jako demon powiedziałem lub zrobiłem ci coś złego? – spytałem.
Wolałem poznać jej zdanie. Doskonale pamiętałem wszystko, co zrobiłem i co się między nami wydarzyło, ale ona nie musiała o tym wiedzieć, prawda? I tak niczego nie żałowałem i nigdy bym nawet nie żałował.
< Tsu? Chyba mam sklerozę; wybacz, że dopiero teraz wstawiłam + mam nadzieję, że mnie nie zabijesz XD >
Liczba słów: 1306

sobota, 27 stycznia 2018

Od Shiona do Tsukiko

Walczyła i broniła się bardzo dzielnie. Niesamowite. Nie spodziewałem się, że aż tyle wytrzyma. Muszę przyznać, była całkiem niezła. Udało jej się zniszczyć aż pięć moich iluzji, ale pewnie tego nie zauważyła, bo gdy jedna znikała, to zastępowałem ją kolejną. Tylko jedna osoba osiągnęła lepszy wynik w takim ‘treningu’ i tą osobą była moja siostra. Z nią praktycznie nigdy nie miałem żadnych szans. Na początku miałem blondynkę za słabeuszkę, ale po przyjęciu formy tego dziwnego byka zrobiła się znacznie silniejsza. Niestety, z każdym kolejnym atakiem mojej podobizny coraz bardziej opadała z sił. Cóż, ludzkie ciała mają swoje ograniczenia, ale za to jej silna wola nadrabiała tę słabość. Gdy uznałem, że już dość tej walki, wyszedłem z ukrycia, a moja iluzja zniknęła. Kiedy już chciałem zacząć klaskać i podziękować jej za wspólnie spędzany czas, zorientowałem się, że nie sprawdziłem na niej jeszcze jednej rzeczy. Osaczenia.
- Możemy już skończyć? – spytała, upadając na kolana.
- Nie. Jestem ciekawy, jak sobie z tym poradzisz – powiedziałem bardziej do siebie niż do niej, ignorując poprzednie pytanie. – Osaczenie – wyszeptałem.
Tuż za dziewczyną pojawił się mój klon. Nie był on taką samą iluzją jak ten poprzedni. Teraz jego forma była bardziej materialna i w odróżnieniu od poprzedniego potrafił mówić. Fałszywy Shion jedną dłonią zakrył dziewczynie usta, a drugą objął ją w pasie. Trzymał ją mocna tak, by nie mogła mu uciec. Na twarz dziewczyny wstąpił rumieniec, a w oczach ponownie pojawił się strach. Zastanawiałem się, czy pozwolić mu na wpłynięcie na umysł dziewczyny, ale ostatecznie zrezygnowałem z tego pomysłu. Chociaż raz będę miły. I tak już ją wystarczająco przeraziłem.
- Możesz zniknąć. – Pstryknąłem palcami, a postać za plecami Tsukiko się rozpłynęła.
Blondynka oparła się o ziemię i zaczęła łapczywie łapać powietrze. Ze strachu? Przez przypadek ją lekko przydusiłem? Nieważne. Żyje i nie ma żadnych powierzchownych ran, więc chyba nic złego nie zrobiłem, prawda? Kilka razy delikatnie klasnąłem w dłonie.
- Brawo! – powiedziałem i podszedłem do niej. – Nie sądziłem, że jesteś aż taka dobra. - Popatrzyła na mnie ze zdziwieniem w oczach. – Skończymy już na dziś?
- Tak. Mam już dość – odpowiedziała.
Wyciągnąłem rękę w stronę brązowookiej i pomogłem jej wstać. Lekko się zachwiała, ale dzięki mi udało jej się utrzymać równowagę. Uśmiechnąłem się do niej radośnie i szczerze, po czym położyłem dłonie najpierw na jej ramionach, a potem na plecach, przytulając ją. Przycisnąłem dziewczynę mocno do siebie.
- Dziękuję za dzisiejszy trening! – powiedziałem z radością, lekko masując jej plecy. – Dawno z nikim mi się tak dobrze i przyjemnie nie walczyło – przyznałem. Właściwie to tylko siostra była od niej lepsza. - Jesteś naprawdę niezła.
Puściłem dziewczynę i spojrzałem prosto w szeroko otwarte oczy. Na jej twarzy pojawił się uroczy rumieniec. Czy to przez to, że wziąłem ją w swoje objęcia?
- Tylko wiesz co? Nie rozumiem jednej rzeczy. – Zacząłem badać wzrokiem jej ciało od stóp do głów.
- J-jakiej? – spytała, wyraźnie zszokowana i zdziwiona.
- Rano ubrana byłaś w grzeczną, różową sukieneczkę – zacząłem wymieniać. Byłem z siebie dumny, że udało mi się to zapamiętać. – Na trening założyłaś obcisłą bluzkę z dużym dekoltem – jeszcze raz się jej przyjrzałem. – A teraz stoisz przede mną prawie w samej bieliźnie – spojrzałem się jej prosto w oczy. – Nie, żeby mi to przeszkadzało, tylko wręcz przeciwnie, ale nie sądzisz, że to trochę dziwne i niepokojące? – przyznałem z kamienną twarzą.
Zapowietrzyła się, a jej twarz przybrała jeszcze czerwieńszy odcień. Nagle wokoło niej pojawił się jakiś dziwny pył i zaczęła świecić jak gwiazda. Jej poprzedni strój został zastąpiony tym, co miała przed treningiem. W sumie to było logiczne, że to jedna z jej mocy.
- Już lepiej? – spytała, patrząc się na mnie ‘spod byka’. – A dlaczego się tak ubrałam? Domyśl się – pokazała mi język.
- Domyślić się...? – przekręciłem głowę w geście niezrozumienia.
Tsukiko uśmiechnęła się tajemniczo i zaczęła iść w kierunku wyjścia z polanki.
- Powtórzymy to jeszcze kiedyś! – pomachałem jej, gdy zaczęła się coraz bardziej oddalać. – Do zobaczenia!
- To cześć! – odmachała mi.
Postanowiłem jeszcze chwilę zostać w tym miejscu. Nadal czułem się pełen energii i dlatego chciałem ją spożytkować.
- No, Shion, to teraz pora na samotny trening – powiedziałem do otaczającego mnie lasu, a na moją twarz wkroczył szeroki uśmiech.

< Tsu? >
Liczba słów: 715

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Od Shiona do Tsukiko

- P-Przestraszyłeś mnie… - szepnęła.
W dłoniach mocno trzymała jeden ze złotych kluczy. Czyżby chciała się nim bronić? Głupiutka. Przed chwilą przestraszyła się tego, jak tak nagle się przed nią pojawiłem, a teraz zgrywała twardzielkę? Do tego po swoim jakże spektakularnym upadku nadal była na ziemi, dzięki czemu to ja górowałem nad nią. To dawało mi znaczną przewagę. Kilka sekund przyglądałem się jej w milczeniu, bez wykonania ani jednego ruchu. A ona? Cały czas się trzęsła. Zauważyłem, że jedno z ramiączek jej bluzki osunęło się, ukazując kawałek stanika. Zapewne tak by się nie stało, gdyby ta koszulka nie miała aż tak dużego dekoltu. Ciekawe, co ją podkusiło założyć coś takiego na trening. Uśmiechnąłem się szeroko i uklęknąłem przed blondynką. Odsunęła się ode mnie na tyle, o ile mogła.
- Z-zostaw mnie – powiedziała, jeszcze mocniej ściskając klucz. Ciekawe, co przywoływał. Kolejną syrenkę?
- Tsu, Tsu, Tsu… - złapałem ją za nadgarstek dłoni, w której go trzymała, przez co upadł. Ten klucz wydawał mi się dziwnie znajomy. Drugą ręką poprawiłem ramiączko bluzki na odpowiednie miejsce. – Naprawdę sądzisz, że mógłbym zrobić ci krzywdę? – dłoń przeniosłem na policzek i spojrzałem się jej prosto w oczy. – Wiesz, moja droga, miałem już na to sporo okazji – zbliżyłem usta do jej ucha. – Gdybym chciał, już dawno byłabyś martwa – wyszeptałem, lekko muskając jego płatek.
Na chwilę otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale równie szybko je zamknęła, co wywołało u mnie lekki śmiech. Nadal była przerażona. Jej skóra zrobiła się bledsza, a policzki przyjęły kolor nieśmiałego, lecz dobrze widocznego różu. Cały czas jej duże, brązowe oczy wpatrywały się we mnie. Co mogła sobie myśleć w tej swojej małej główce? Nie rozumiałem jej zachowania. Z jednej strony cała dygocze ze strachu, a z drugiej się rumieni. Odsunęła się jeszcze kawałek do tyłu i podniosła ten klucz, który przeze mnie upuściła.
- Nie bój się – powiedziałem. – Jeszcze nawet nie masz czego – lekko oblizałem górną wargę. – Nie zamierzam cię zabić - odparłem całkowicie szczere.
Wstałem i otrzepałem się z piasku. Rozejrzałem się po okolicy, by upewnić się, że nikt nas nie obserwuje, ale nie zobaczyłem nikogo podejrzanego. Ponownie zbliżyłem się do Tsukiko.
- Wstawaj - powiedziałem, wyciągając rękę, by jej pomóc to zrobić. – Nie będziesz siedzieć cały czas na ziemi, prawda? – niepewnie chwyciła moją dłoń i się podniosła.
- Dzięki – puściła mnie i zrobiła kilka kroków w tył, aż dopóki jej plecy nie dotknęły jednego z drzew.
Nerwowo zaczęła przeszukiwać swoją kaburę i wyjęła z niej jeden z kluczy. Zignorowałem to. Skoro nic wcześniej nie zrobiła, to dlaczego teraz miałbym się tym przejąć? Zasłoniłem moje zdrowe, prawe oko i zacząłem patrzeć na świat przez lewe. Wszystkie dotychczas widziane przeze mnie kształty rozmazały się, ustępując miejsca przeróżnym kolorom i aurom. Niesamowity widok. Każdy organizm wydzielał swoją własną, niepowtarzalną barwę. Z ciekawości spojrzałem na Tsukiko. Jej przeważającymi kolorami był niebieski i żółty, a oprócz nich występowały czerwony i pomarańczowy, wymieszane w mniejszej inności z innymi barwami. Interesujące. Dawno nie spotkałem kogoś z tak szeroką gamą kolorów. Ponownie otworzyłem prawe oko. Blondynka wydawała się mniej przerażona niż wcześniej. Stała wyprostowana, w ręce z pewnością trzymała złoty klucz tak, jakby zaraz chciała go użyć.
- No dawaj, pokaż, na co cię stać – powiedziałem. – Czy może ja mam zrobić to pierwszy?
Nadal się nie poruszyła. Potraktowałem to jako zachętę do działania.
- Pokazać ci coś fajnego? – pytanie retoryczne; nie oczekiwałem odpowiedzi.
Wyciągnąłem dłonie przed siebie. Co ciekawego mógłbym stworzyć? Może tygrysa? Tak, to brzmiało, jak dobry plan. Zacząłem tworzyć iluzję, która przypominała takiego dużego kota, ale był dużo wyższy niż normalny, bo był mojego wzrostu. Wydał z siebie przeraźliwy, realistyczny, lecz cichy ryk. Pogłaskałem go po jego nieistniejącym futrze.
- Nie zrób jej krzywdy, rozumiemy się? – wyszeptałem do niego tak, by tylko on mógł to usłyszeć. – Tak, wiem, ja też bym tego chciał, ale to nasza nowa koleżanka i nie możemy tego zrobić.
Bestia pokiwała głową jakby ze zrozumieniem. Właściwie, to po co mu o tym mówiłem? Był tylko iluzją, niezdolną do zrozumienia czegokolwiek, kontrolowaną jedynie przez mój umysł. Tygrys powolnymi krokami zbliżał się do Tsukiko, aż w pewnym momencie zaczął biec.
- Otwórz się Bramo Złotego Byka! Taurus! – krzyknęła.
Przed nią pojawił się sporej wielkości byk, posturą przypominający człowieka, a w dłoniach trzymał topór. Przez chwilę nie wiedział, co się dzieje, ale gdy zauważył zagrożenie pędzące w jego stronę, zamachnął się swoją bronią, ale iluzji nic się nie stało. Przebiegła ona i przez niego i dziewczynę bez ranienia ich, a po zetknięciu z drzewami zniknęła w jasnoniebieskim pyle. W oczach blondynki ponownie widziałem przerażenie. Zabawne. Znowu zacząłem się śmiać, a po opanowaniu się, zwróciłem uwagę na tajemniczego byka. To on był jednym z tych jej „Gwiezdnych Duchów”? Ciekawe, czy dałoby radę go dotkliwie zranić lub nawet zabić. Wyglądał na takiego stworzonego z krwi i kości, ale skoro nie pochodził z tego świata, to może i w tym się różnił? Miałem ochotę to sprawdzić, ale nie chciałem tego zrobić, jeśli dziewczyna nie wykonałaby pierwszego ruchu. Dlatego czekałem na jej reakcję. W sumie byk z pozoru był na wygranej pozycji, bo miał coś, czym z łatwością zrobiłby mi krzywdę, ale w głębi duszy byłem przekonany, że sprytem i iluzjami bez problemu bym go pokonał.

< Tsukiko? >
Liczba słów: 877

sobota, 20 stycznia 2018

Od Shiona do Tsukiko

Z zainteresowaniem przyglądałem się temu, jak Tsukiko liczy swoje klucze. Miała ich naprawdę sporo. Czy każdy z nich oznaczał osobnego ducha, podobnego do tej syrenki z wczoraj? Gdy skończyła to robić, przestałem ją obserwować i uwagę przeniosłem na widok za oknem, jednak czułem, że ona co chwilę na mnie zerka. Ciekawe po co?
- Shion? Naprawdę mnie nie poznałeś? – spytała, lekko się uśmiechając. - Aż tak się zmieniłam od wczoraj? - dodała żartobliwie.
Przyjrzałem się jej. Co prawda, w nocy widziałem ją trochę gorzej, ale nadal miała te same blond włosy i brązowe oczy, tylko teraz była inaczej ubrana.
- Czasami zdarza mi się zapominać o niektórych rzeczach – przyznałem. – I nie, nie zmieniłaś się. Nie zbrzydłaś, nie przytyłaś, czyli wszystko jest w porządku. - Również obróciłem to w żart i uśmiechnąłem się szeroko.
- Hmpf! – dostałem kuksańca w ramię. – Nawet o czymś takim nie myśl – udawała obrażoną i specjalnie odwróciła głowę, by na mnie nie patrzeć.
- Shion i Tsukiko – zwróciła się do nas moja wychowawczyni, Miriam Gaja  – Czy ja wam w czymś się przeszkadzam? - podeszła do naszej ławki.
- Przepraszamy, już więcej coś takiego się nie powtórzy – odpowiedziała blondynka.
Czułem na sobie spojrzenia większości uczniów. Po raz pierwszy w mojej „szkolnej karierze” ktoś zwrócił mi uwagę. Pewnie to musiało być sensacją dla mojej klasy. A może byli bardziej zaoferowani obecnością Tsu? Wczoraj powiedziała mi, że jest tu nowa i może dlatego wzbudzała ciekawość? Zlustrowałem wzrokiem obydwie kobiety, a potem zwyczajnie je zignorowałem, patrząc ponownie w okno. Wiedziałem, że nauczycielka była nieźle na nas wkurzona, więc byłem niemal pewny, że na kolejnej wspólnej lekcji „przez przypadek” ja będę odpytywany. Cicho westchnąłem. Wilczyca kontynuowała prowadzenie lekcji, więc wyjąłem swój podręcznik i zeszyt i zacząłem robić notatkę, która polegała głównie na mazaniu długopisem po kartce.
~*~
Rozległ się dzwonek oznaczający koniec pierwszej godziny lekcyjnej. Spakowałem się i wyszedłem z klasy. Resztę lekcji mieliśmy mieć normalnie, już w oddzielnych klasach i ze swoimi nauczycielami.
- Shion, gdzie masz teraz lekcje? – spytała Tsukiko i stanęła przede mną.
- Na najwyższym piętrze. A ty?
- Tu, w tej sali obok – powiedziała zawiedziona. – Czyli musimy się rozstać.
- Nom. To cześć – pomachałem jej.
- Poczekaj jeszcze chwilkę – zatrzymała mnie. – Nie chciałbyś może pójść ze mną na spacer po lekcjach? – spytała niepewnie. - No wiesz… nie odwdzięczyłam ci się jeszcze za znalezienie kluczy i w ogóle… - odwróciła wzrok. Czy mi się wydawało, czy na jej policzkach zauważyłem rumieńce?
- Miałem zamiar potrenować swoje moce, ale raczej znajdę dla ciebie chwilę – odpowiedziałem. – I nie musisz mi się za nic odwdzięczać. Nie zrobiłem nic niezwykłego.
- W takim razie potraktujmy to jako zwykły przyjacielski spacer, dobrze?
- Niech ci będzie – westchnąłem. – Po lekcjach, na dziedzińcu o piętnastej, dobrze? A teraz muszę iść, do zobaczenia.
- Jasne. Pa, pa! – posłała mi szczery uśmiech. – To do zobaczenia.
Każde z nas poszło w swoją stronę. Uznałem, że to byłoby niegrzeczne, gdybym odrzucił tę propozycję. Nie chciałem też robić jej przykrości. Przecież nic się nie stanie, gdy przełożę mój trening, a może raczej przemianę w demona o godzinę, prawda? Już od rana miałem ochotę to zrobić. Uwolnić swoją prawdziwą formę, swoje prawdziwe, lecz przerażające „ja” i poczuć tę nieograniczoną siłę i energię.
~*~
Równo o godzinie piętnastej znalazłem się na dziedzińcu, gdzie już czekała na mnie Tsukiko. Czy mi się wydawało, czy ona wcześniej była inaczej ubrana? Nieważne. Nigdy nie miałem i nigdy nie będę mieć pamięci do takich szczegółów. Ja jedynie zmieniłem bluzkę na taką z krótkim rękawem i zostawiłem w akademiku swoją bluzę.
- Cześć, Tsu – przywitałem się. – To gdzie chcesz pójść?
- Cześć. Nie wiem… jest tu coś ciekawego do zwiedzenia?
- Raczej nie – zamyśliłem się. – Jak chcesz, to możemy pójść w kierunku lasu lub parku. Tam jest w miarę ładnie – przyznałem. – Przy okazji potem nie będę musiał wracać pod akademik.
- Brzmi dobrze, prowadź – uśmiechnęła się. – Masz zamiar potrenować w lesie?
- Tak. Zawsze tak robię. Tam jest spokojnie i istnieje mała szansa, że kogoś tam spotkam.
- Rozumiem. A co tak właściwie trenujesz? Jakieś sztuki walki?
- Nie – cicho się zaśmiałem. – Mam zamiar poćwiczyć swoje moce. I to tyle. – odparłem obojętnie.
- A nie będzie ci przeszkadzać moje towarzystwo? Mnie też przydałby się mały trening.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł – nie chciałem pokazywać jej ‘prawdziwego siebie’. - Chociaż… może być – „tak przynajmniej będzie zabawnie”; dodałem w myślach. – Nie powinnaś mi przeszkadzać.
- Nie będę, obiecuję – uśmiechnęła się wesoło.
Nie wiedziała, na co się pisze. Biedna, niczego nieświadoma dziewczynka.
Po dotarciu na małą polankę tuż przy lesie, na chwilę usiedliśmy i porozmawialiśmy.
- To co? Zaczynamy? – spytała blondynka, wstając. Wyjęła kaburę ze swoimi kluczami i zaczęła je przeglądać. Nie sądziłem, że naprawdę będzie chciała jednego z nich użyć.
- Na pewno tego chcesz? – spytałem, by się upewnić.
- Tak. A dlaczego nie?
- W takim razie pozwól, że ci coś pokażę – uśmiechnąłem się tajemniczo.
Z małego, skórzanego pokrowca przypiętego do paska moich spodni wyjąłem mój mały, ukochany pistolecik. Chwilkę przyglądałem się mu i upewniłem się, że na pewno jest w nim jedna kula. Odbezpieczyłem go i na chwilkę spojrzałem na Tsukiko. Była… przerażona? Czy to dobre słowo? Bała się, że to ją chce postrzelić? Głupiutka. Przyłożyłem lufę do mojej skroni.
- Shion… co ty chcesz zrobić? – spytała łamiącym się głosem.
W odpowiedzi jedynie uśmiechnąłem się szeroko i pociągnąłem za spust.
Wolność. Czekałem na to cały dzień. Obłoczki jasnoniebieskiego pyłu roznosiły się dookoła mnie, a w mojej lewej dłoni był ten sam nabój, którym się przed chwilą postrzeliłem. Schowałem pocisk ponownie do pistoletu, zabezpieczyłem go i schowałem we wcześniejsze miejsce. Wziąłem głęboki wdech i wydech i zacząłem cicho się śmiać. Od tamtej pory uśmiech nie schodził mi z twarzy. Tęskniłem za tą formą. Tak bardzo tęskniłem. Kiedy ostatnio w niej byłem? Dawno. Niecały tydzień temu? Czułem, jak moc i energia z każdą sekundą wzrastają w siłę. Odgarnąłem grzywkę z lewego oka. Skoro teraz mogłem po części na nie widzieć, to nie musiałem mieć go zakrytego. Stworzyłem iluzję przypominającą mnie, która pojawiła się tuż za brązowooką. Rozkazałem jej, by dotknęła jej pleców i gdy ona się odwróciła, moja podobizna magicznie zniknęła, pozostawiając po sobie niebieską chmurkę.
- I jak ci się podoba? – spytałem, stając zbyt blisko dziewczyny.

< Tsu? >
Liczba słów: 1072

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Od Shiona do Tsukiko

Dziewczynka boi się ciemności? Naprawdę? Zaśmiałem się w duchu, chociaż tego po sobie nie pokazałem. Zdecydowanie nie była dzieckiem ani kimś sporo młodszym ode mnie, co widziałem po jej stroju i dość obfitym biuście.
- Odprowadzić cię? - spytałem, zadziwiając samego siebie. Chyba gdy chcę, to potrafię być miły. – W sumie i tak muszę iść w tę samą stronę…
- Jasne. Czemu nie. – uśmiechnęła się – A więc chodźmy!
Zdjęła ręce ze swojej spódnicy, wyjęła telefon i włączyła w nim latarkę, po czym poszła przodem, a ja, niczym cień, cichy prześladowca, podążyłem za nią. Zastanawiałem się, kim była ta niebiesko włosa dziewczyna z rybim ogonem sprzed chwili. Pojawiła się, gdy Tsukiko dotknęła jeden z kluczy, a do tego powiedziała o nich, że ten konkretny jest jej. Co to mogło oznaczać? Czyżby moc blondynki polegała na kontrolowaniu ich, a ta niby syrenka była w pewnym sensie jej służącą? Moja towarzyszka wyglądała na zwykłego człowieka, ale wiadomo, że pozory mogą mylić.
- Hej, Tsu – powiedziałem po chwili marszu. Miałem nadzieję, że nie będzie miała mi za złe użycie takiej formy jej imienia. – Te klucze są związane z twoją mocą lub czymś w tym rodzaju?
- Tak. Jestem magiem gwiezdnych duchów, magicznie uzdolniona – powiedziała, a mi ulżyło. Nie znosiłem zwyczajnych, prostych ludzi i raczej nie miałem zamiaru kiedykolwiek zawiązywać z nimi głębszych relacji.
- Mag gwiezdnych duchów… nigdy wcześniej nie słyszałem o kimś takim. – odparłem szczerze.
- Nic dziwnego. Nie ma nas jakoś dużo.
- A kim była ta syrena z wcześniej? – zaciekawiony, zadałem kolejne pytanie. Dziewczyna na chwilę się zatrzymała.
- Ona jest… moją przyjaciółką – chociaż nie widziałem jej twarzy, mógłbym przysiąc, że się uśmiechnęła. Ciekawe. Ta uważa ją za swoją przyjaciółkę, a niebiesko włosa chwilę wcześniej groziła, że ją zabije. Coś czuję, że bym się z nią dogadał. – No, to dość już o mnie – na ułamek sekundy odwróciła się, by na mnie spojrzeć. – A kim ty jesteś? – ponownie ruszyła w stronę akademika. Ajć, nieładnie tak zmieniać temat, gdy zaczynałem się nią coraz bardziej interesować.
- Demonem. Nic specjalnego, w Auris jest ich raczej sporo – przeczesałem włosy dłonią. Niezbyt chciało mi się opowiadać o tym, kim jestem.
- Serio? Nie wyglądasz. Czy demony nie powinny być, no wiesz, złe i wredne?
- Potraktuję to jako komplement – uśmiechnąłem się. — Chyba nie wszystkie takie są — stwierdziłem.
Nie mogłem jej powiedzieć, że trafiła na jeden z moich ‘lepszych dni’, że zazwyczaj jestem całkowicie inny. Najwyżej wkrótce się o tym przekona i się zawiedzie, ale cóż, takie jest życie.
Resztę drogi do akademika rozmawialiśmy o nic nieznaczących pierdołach. Tuż przed wejściem do damskiej części pożegnaliśmy się; nie chciałem odprowadzać jej dalej, bo wiedziałem, że to by było zbyt podejrzane, a dodatkowo w holu widziałem jakieś inne, nieznane mi dziewczyny, które niekoniecznie pragnąłem poznać.
~*następny dzień*~
Tej nocy nie mogłem zasnąć. W sumie spałem może niecałą godzinę, a mimo to czułem się rześki i wyspany, jak nigdy wcześniej. Można powiedzieć, że energia wręcz rozrywała mnie od środka. Miałem wrażenie, że tego dnia wydarzy się coś bardzo ciekawego albo złego. Różne dziwne myśli chodziły mi po głowie. Myśli? Nie, raczej głosy, śmiechy, w kółko powtarzające zwrot „zrób to”. Założyłem nieco przydługą czarną bluzę, a do pasek od dżinsowych spodni przypiąłem mój mały pistolet z dokładnie jednym nabojem, by w razie potrzeby strzelić sobie prosto w głowę. Może faktycznie powinienem to zrobić...?
Tego dnia postanowiłem ominąć śniadanie, a do szkoły wszedłem z wielkim uśmiechem na ustach, kilkanaście minut przed pierwszym dzwonkiem. No co? Po co miałbym się spóźniać? Do moich uszu dotarły rozmowy uczniów z mojej klasy. Ktoś powiedział, że ponoć pierwszą lekcję mieliśmy mieć łączoną z inną klasą. Zbytnio mnie to nie obchodziło, ale po co miałem na niej zostawać, skoro i tak nic ciekawego byśmy na niej zrobili? Nie miałem w zwyczaju chodzić na wagary, ale raz na jakiś by mi to nie zaszkodziło, prawda? Ach, jak ja kochałem w sobie tę zmienność. Niby nie chciałem się spóźnić, a z drugiej strony bez problemu uciekłbym ze szkoły i z chęcią porobiłbym coś znacznie… ciekawszego. Kiedy zacząłem kierować się do wyjścia, poczułem, jak ktoś łapie mnie za rękę.
- Cześć, Shion! – powiedziała sporo niższa ode mnie blondynka o brązowych oczach.
- Znamy się? – spytałem, spoglądając na nią z góry. Miałem wrażenie, jakbym pierwszy raz ją widział.
- Nie poznajesz mnie? – złożyła ręce na piersiach. – Poznaliśmy się wczoraj.
Wczoraj, wczoraj, wczoraj… Myślami próbowałem sięgnąć do wspomnień z tamtego dnia.
- Tsu… kiko? – spytałem niepewnie.
- Brawo! – teatralnie klasnęła w dłonie. - Znalazłeś wczoraj moje klucze, już pamiętasz?
- Hmnn, coś takiego kojarzę. – stwierdziłem w tym samym momencie, w którym rozległ się dzwonek, oznaczający początek pierwszej lekcji.

< Tsukiko? >
Liczba słów: 790

wtorek, 9 stycznia 2018

Od Shiona do Tsukiko

Przeznaczenie.
Czy kiedyś w nie wierzyłem? Nie, nigdy. W końcu to, co robimy, zależy tylko i wyłącznie od nas. Wszystkie wybory, decyzje podejmujemy sami, a potem musimy zmierzyć się z ewentualnymi radosnymi bądź przykrymi konsekwencjami.  
Zamyślony, wyszedłem z akademika i usiadłem na jednej z pobliskich ławek. Wieczorny, lecz ciepły wiatr owiał moje ciało. Ubrany byłem w białą bluzkę i ciemne spodenki sięgające kolan; mój cały strój przeznaczony był do biegania. Czekałem na to, aż na dziecińcu stanie się pusto. Niektórzy uczniowie dopiero co wracali z zajęć klubowych lub pozalekcyjnych. Ja na szczęście tego dnia skończyłem wcześniej, dzięki czemu miałem więcej czasu tylko dla siebie i dlatego postanowiłem poświęcić go na wieczorne ćwiczenia. Gdy troszkę się wyludniło, wstałem z siedzenia, na uszy założyłem słuchawki i puściłem głośno muzykę, przez co nie słyszałem nic, co działo się wokół mnie. Związałem włosy w małego kucyka, a następnie w akompaniamencie zachodzącego słońca zacząłem biec truchtem w kierunku lasu.
By do niego się dostać, musiałem po drodze minąć salę gimnastyczną, w której wciąż paliły się światła. Lekko zwolniłem. Czyżby klub sportowy lub jakaś z jego odnóg miała nadal zajęcia? Zdziwiło mnie to, bo na dworze było już praktycznie ciemno. Nagle drzwi do sali otworzyły się i wybiegła przez nie blondynka, ubrana w niebieski strój cheerleaderki, a w rękach trzymała pompony. Nie wiem, jakim cudem, ale nie zauważyła mnie i wpadła wprost na mnie. Gdyby nie to, że ją przytrzymałem, prawdopodobnie upadłaby na ziemię. Gdy zorientowała się, co się stało, błyskawicznie zrobiła krok w tył i spojrzała na mnie swoimi dużymi, brązowymi oczami. Na jej policzkach pojawił się nieśmiały rumieniec, odwróciła wzrok i z ruchu jej warg wyczytałem, że powiedziała „przepraszam”, po czym wróciła do biegu. Odpowiedziałem jej, że „nic się nie stało”, ale nie byłem pewny, czy aby na pewno to usłyszała. Pierwszy raz widziałem ją na oczy. Czyżby była nowa? Ostatnio w szkole pojawiło się sporo nowych uczniów i nie sposób było ich wszystkich zapamiętać. Chociaż nie.  Wydawało mi się, że już kiedyś widziałem kogoś podobnego do niej, ale zawsze przecież mogłem się mylić.  Nie miałem pamięci do twarzy, ale po tym zderzeniu byłem pewny, że już nigdy nie zapomnę tej dziewczyny.  A jedynie, czego mogłem być pewny, to tego, że nie chodziła do tej samej klasy co ja.
~*~
Po skończonym treningu zacząłem wracać tą samą drogą, co wcześniej. Tym razem już nie biegłem, tylko szedłem powolnym krokiem. Żałowałem, że nie wziąłem ze sobą latarki, przez co moim jedynym oświetleniem były usiane rzadko światła latarni. Na moje nieszczęście telefon, z którego wcześniej słuchałem muzyki, też postanowił mnie zawieść i się rozładował. Nie wiedziałem nawet, która była godzina. Gdy byłem blisko miejsca, w którym wcześniej zderzyłem się z nieznaną mi dziewczyną, zauważyłem, że na ziemi leżał skórzany pokrowiec, jakby kabura. Podniosłem go. Pewnie ktoś to musiał zgubić i teraz tego szuka. Z nadzieją, że w środku znajdę jakieś dane dotyczące właściciela, otworzyłem futerał i wyjąłem z niego jeden z obecnych tam kluczy. Moje palce od razu po dotknięciu go zaczęły piec i zrobiły się lekko czerwone. Świetnie. Czyli musiał być stworzony ze złota. Miał na sobie jedynie białą plakietkę z namalowanymi jakby niebieskimi falami, ale to nie było dla mnie żadną wskazówką. Schowałem go do pozostałych kluczy i usiadłem na schodach prowadzących do siłowni. Jeśli nikt nie zjawiłby się w ciągu kilku minut, to miałem zamiar zostawić kaburę tuż przy drzwiach.
Po pewnym czasie w oddali zauważyłem światło, pochodzące jakby od latarki. W moją stronę zbliżała się wyraźnie zdenerwowana blondynka. Ta sama, którą spotkałem wcześniej. Może to były jej klucze? Gdy mnie tylko zobaczyła, podeszła do mnie.
- Przepraszam – powiedziała. – Czy nie widziałeś może… - przerwałem jej.
- Tego? – wstałem i pokazałem skórzany pokrowiec, cały czas lekko się przy tym uśmiechając.
Kto wie, może nasze spotkanie nie było dziełem przypadku, tylko przeznaczenia?
<następne opowiadanie>

<Tsukiko? Wybacz, że takie krótkie, dopiero  się rozkręcam ( ͡° ͜ʖ ͡°) >
Liczba słów: 631

piątek, 5 stycznia 2018

Witamy - Shion N'colte!


Imię i nazwisko: Shion N’colte (czyta się jako „Nikolt”)
Pseudonim: W szkole za jego plecami nazywają go „szaleńcem”.
Wiek: 21 lat
Data urodzin: 16 marca
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Biseksualny
Partner: Na razie brak, chociaż ma pewną osóbkę na oku.
Klasa: III Iluzjonistyczna
Kluby: Klub kulinarny
Rasa: Demon. Najprawdopodobniej.
Specyfika:  Shion nieco różni się od innych przedstawicieli jego rasy, ponieważ posiada dwie formy: demoniczną i ludzką. Znacznie częściej przebywa w tej ludzkiej, kiedy wygląda jak człowiek, a jego wszystkie nadnaturalne moce są nieaktywne. Przemiana w demona następuje pod wpływem niebezpieczeństwa, negatywnych, niestabilnych lub gwałtownych emocji.  Sam może wywołać przemianę poprzez strzał z pistoletu w głowę, co go nie zabije, a wystrzelona kula znajdzie się w jego prawej dłoni.  Ta forma pobiera sporo jego energii, więc musi wracać do tej ludzkiej. By to nastąpiło, musi minąć około trzech godzin lub chłopak musi się uspokoić, co nie zawsze jest takie proste, jak się wydaje.  Po przemianie zmienia się jego wygląd, a wokół niego lub jego iluzji pojawia się jasnoniebieski, gęsty dym, prawdopodobnie niedający żadnych dodatkowych efektów.
Charakter: Shion, Shion, Shion... co można o nim powiedzieć? Na pewno to, że nie jest normalny — do szeroko znanej "normalności" sporo mu brakuje. Jest on demonem, zamkniętym w ciele człowieka, posiadającym w sobie cząstkę jego delikatnej duszy, dlatego nigdy nie wiadomo, jak zachowa się w danej sytuacji. Jak miłościwy człowiek? Jak bezwzględny demon? Kto wie. Jego zmienne zachowanie sprawiło, że nawet jego najbliższa rodzina, znajomi, powiedzieliby, że chłopak ma dwa charaktery. Tak, jakby cierpiał na rozdwojenie jaźni, chociaż w rzeczywistości te obydwie osobowości są w nim i jednocześnie są nim. Zawsze pamięta wszystko to, co robił — i nigdy, przenigdy niczego nie żałuje, nawet gdy popełni wielki, wręcz niewybaczalny grzech, jak zrobienie komuś poważnej krzywdy. Lub popełnienie morderstwa. Chłopak już od najmłodszych lat ma sporo krwi na rękach.
Na co dzień w szkole Shion zachowuje się zwyczajnie. A co najmniej tak próbuje, jednak nie zawsze mu to wychodzi. Emanuje nienagannym spokojem, wydaje się pogrążony we własnych myślach. Często towarzyszy mu książka lub telefon wraz ze słuchawkami, przez co mało kto pragnie nawiązać z nim kontakt, a on sam z siebie raczej też nie rozpoczyna rozmowy. Do duszy towarzystwa trochę mu brakuje. Trzyma się na uboczu, wręcz izoluje się od innych ludzi. Jednak to nie dlatego, że jest nieśmiały. Bynajmniej. Podczas pierwszej rozmowy z kimś jest wręcz przesadnie miły, przyjazny, a równie ciepły uśmiech nie schodzi mu z twarzy. Można go uznać za uroczego. Z chęcią sobie z czegoś pożartuje, chociaż nie ukrywa, że to czarny humor jest jego ulubionym. Mimo tej otoczki niewinności, jaką wokół siebie stwarza, uważny rozmówca pozna, że Shion jedynie gra, że całe to jego zachowanie to fikcja, kłamstwo, oszustwo. On nauczył się taki być, by nie stać się całkowitym wyrzutkiem społeczeństwa. Tak naprawdę białowłosego takie rozmowy po prostu nudzą. Właściwie to nudzi go wszystko, co jest normalne i zwyczajne. To można dostrzec dopiero po nieco dłużej znajomości. Chłopak uwielbia działać, coś robić, kocha wyzwania. Musi na czymś myśleć, bo jak nie, to wtedy oszaleje. Dosłownie i w przenośni. W chwilach bezczynności do jego głowy zaczynają napływać, dziwne, niepokojące myśli, pochodzące od jego demonicznej strony. Z nimi nie potrafi się opanować. Ba, kilka takich myśli i jego charakter zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Podobną zmianę powoduje jeszcze przemiana w demona lub... wyprowadzenie go z równowagi. Wbrew pozorom to nie jest wcale takie trudne, jak się wydaje. Wystarczy tylko go zdenerwować lub zranić kogoś dla niego ważnego.
Więc jaki jest jego gorszy, demoniczny charakter? Szalony, ale jednocześnie też opanowany. Wszelkie normy i zasady moralne stają się dla niego obce. Nie liczy się ze zdaniem innych, zrobi wszystko, by osiągnąć swój często absurdalny cel, do którego dąży "po trupach". Najłatwiej poznać ten jego stan po oczach — wtedy stają się one puste, są szerzej otwarte niż zazwyczaj. Ponadto zaczyna rozmawiać sam ze sobą, staje się nadzwyczaj gadatliwy; mówi dużo i jego słowa niekoniecznie mają sens dla kogoś innego. Często nie słucha, ignoruje lub nie rozumie tego, co mówi do niego jego rozmówca. Potrafi się całkowicie wyłączyć, wpatrywać się w jeden punkt przez dłuższy czas. Dodatkowo uśmiech praktycznie nie schodzi mu z twarzy, jednak nie powstał on z radości czy pogody dusza, a nazwanie go "szczerym" lub "nieszczerym" też byłoby kłamstwem. Więc jaki jest? Szalony. Szeroki, od ucha do ucha, odsłaniający jego zaostrzone kły. Shion także dużo i niezależnie od okoliczności się śmieje, nie potrafi się przy tym uspokoić ani opanować. Również nie należy on do najprzyjemniejszych — osoba, która by go usłyszała w środku nocy, a wokoło niej panowałaby ciemność, to mogłaby się poczuć jak w jakimś tanim horrorze. Ponadto chłopaka jest bardzo łatwo sprowokować. Jest skłonny do agresji i potrafiłby uderzyć kogoś zupełnie bez powodu. Oczywiście nawet za to nie przeprosi, bo wszelkie zwroty grzecznościowe uważa za coś niepotrzebnego. Słowo "litość" staje się dla niego całkiem obce, za to "sadyzm" i "okrucieństwo" wręcz przeciwnie. Uwielbia znęcać się nad innymi i im dokuczać. Nie raz zabił kogoś lub sprawił komuś ból dla własnej satysfakcji. Ludzi traktuje jak zabawki albo raczej jak obiekty eksperymentu. Dlaczego? Nie rozumie świata, ludzi, ich sposoby bycia i ogólnie życia, dlatego niezwykle go to ciekawi i pragnie dowiedzieć się o tym jak najwięcej. Ciekawość to jedna z cech, która pcha go do dalszego działania. Ponadto w tej formie Shion staje się zbyt uczuciowy, wręcz... zboczony. Tak, lubi używać swoich mocy związanych z pocałunkami i nie tylko. Bez problemu pozwala sobie na różne uwagi i pochwały dotyczące osób, które go zainteresują.
Najczęściej, czyli poza szkołą, kiedy nie musi udawać, występuje u niego połączenie tych dwóch charakterów. Wtedy da się z nim normalnie porozmawiać, bo zachowuje pozory normalności, chociaż występują u niego objawy szaleństwa. Gdy zachce, to nawet potrafi być miły, opiekuńczy i pomocny dla osoby, którą uzna za interesującą. Mimo tych wielu różnić pomiędzy dwoma osobowościami występują u nich wspólne cechy. Jasnowłosy potrafi z łatwością i bez wyrzutów sumienia kłamać, tak, że każde jego łgarstwo brzmi, jak najczystsza prawda. Ponadto chłopak zawsze spogląda prosto w oczy swojego rozmówcy i nierzadko narusza jego przestrzeń osobistą. Z trudnością przychodzi mu odczytywanie emocji innych ludzi i by coś dobrze zrozumiał, to trzeba mu o tym powiedzieć. Nie wie, kiedy robi coś dobrze, a kiedy źle. Sam w kontaktach jest bezpośredni i szczery, zawsze mówi to, co myśli, co w połączeniu z innymi jego cechami sprawiło, że nie jest zbyt lubiany przez rówieśników. Dwudziestolatek przyzwyczaił się do tego i go to ani nie boli, ani nie rusza. Shion ma też problemy z ukazywaniem własnych uczuć i emocji, przez co jego intencje mogą być źle lub opacznie zrozumiane, a nawet może być uznany za osobę całkowicie pozbawioną uczuć, co oczywiście nie jest prawdą. W głębi wie, że byłby zdolny do zaprzyjaźnienia się z kimś lub zakochania, ale te uczucia są tak głęboko ukryte, że wątpi, by kiedyś się to udało. Nigdy nikogo nie kochał, co najwyżej czuł do kogoś przywiązanie, więc nawet gdyby się w kimś zauroczył, to byłaby to dla niego nowość. Możliwe nawet, że nie wiedziałby o tym. Niemniej jednak wierzy, że w przyszłości uda mu się spotkać kogoś, kto by zdobył jego serce, zaakceptowałby go takiego, jakim jest i przy okazji on sam by mógł się dla tej osoby poświęcić.
Aparycja: Shion, jako człowiek, nie wyróżnia się szczególnie na tle swoich rówieśników. Fakt, te jego 190 centymetrów wzrostu sprawia, że przewyższa niektórych, ale to tylko tyle. Porusza się zawsze wyprostowany, z uniesioną głową, z pewną elegancją, gracją, wręcz pewnością siebie. Ma wysportowaną sylwetkę; z łatwością można dostrzec u niego wyraźnie zarysowane mięśnie, chociaż do kulturysty sporo mu brakuje. Jego waga jest w normie, ale nie wie, ile dokładnie waży. Shion posiada jasną, lecz nie anemiczną skórę, której nie jest w stanie w żaden sposób opalić. Za to chłopak ma predyspozycję do rumienienia się, gdy się zawstydzi (co zdarza mu się bardzo rzadko) lub gdy jest mu bardzo gorąco. Na jego ciele dobrze widoczne są różnego rodzaju blizny, a nawet najmniejszy uraz czy skaleczenie może taką pozostawić. Nie posiada ani jednego pieprzyka czy coś w tym stylu. Jego skóra w dotyku wydaje się chłodniejsza niż u normalnego człowieka, ale nie jest tak zimna, jak u nieumarłych. Shion posiada jasnoniebieskie oczy, kolorem podobne nieco do bezchmurnego nieba. Jednak jego lewe oko różni się od prawego – jest ono jaśniejsze, zamglone, a źrenica w nim nie reaguje na zmianę natężenia światła. Jest to spowodowane tym, że dwudziestolatek jest na nie ślepy już od urodzenia. Twarz chłopaka otaczają miękkie, niezbyt długie włosy o kolorze trudnym do określenia. W świetle sztucznym wyglądają one jak jasny blond, a w świetle naturalnym, w promieniach słońca wydają się całkowicie białe. Zazwyczaj Shion nosi je rozpuszczone, ale zdarza się, że wiąże je w małego kucyka, chociaż nie zawsze daje to taki efekt, jakby chciał — pojedyncze kosmyki wychodzą z niego, co tworzy ciekawy miszmasz na jego głowie. Niezależnie od sposobu uczesania i ułożenia fryzury, jego włosy zaczynają żyć własnym życiem, do czego już się nawet przyzwyczaił i wręcz zaczął uważać, że takie rozczochranie mu pasuje. Shion ma jedno znamię — tatuaż na plecach pomiędzy łopatkami. Jest ono koloru niebieskiego, a kształtem przypomina cztery nadchodzące na siebie trójkąty. Mówi, że ma je od urodzenia, co najprawdopodobniej jest prawdą. Podobne znamię pojawia się pod jego lewym okiem w formie demona. Jeśli chodzi o tę formę, to nie tylko tym się różni od ludzkiej. W niej nie ma już wątpliwości, że jego włosy są koloru białego, a jeszcze pojawia się na nich niebieskie pasemko. Jego skóra jest znacznie jaśniejsza i zimniejsza. Największa zmiana zachodzi w lewym oku chłopaka – białko zmienia kolor z białego na czarne, a tęczówki robi się bardziej niebieska. W prawym oku nie ma żadnych zmian. Jego uszy stają się spiczaste, przypominają takie elfie, a kły są zaostrzone jak u wampirów. Shion ma również mnóstwo blizn, które są praktycznie na całym jego ciele. Te najbardziej charakterystyczne ma na ramieniu, bo są one w kształcie gwiazd, złożonych z kresek. Każda kreska ma szczególne znaczenie, ale tylko on wie, co one oznaczają.
Jeśli chodzi o styl ubierania Shiona, to jest on... pospolity, zwyczajny. Do szkoły ubiera się jak większość chłopaków w jego wieku – czyli zakłada ciemne dżinsy, konieczne z kieszeniami i paskiem, jasną koszulkę nierzadko z jakimś nadrukiem oraz ciemną bluzę z kapturem, który czasami, bez powodu lubi zakładać. Jednak po lekcjach chłopak preferuje inne ciuchy. Wtedy woli lekko „zaszaleć”, co oznacza mniej-więcej tyle, że zaczyna wyglądać bardziej... elegancko. Różnokolorowe koszule, najczęściej czerwone, niebieskie lub w kratkę stają się jego znakiem rozpoznawczym. Z niewiadomych przyczyn jego demoniczna forma lubi steam punk, więc spotkanie go w stroju w tym stylu nie powinno nikogo dziwić. Ma też przekute lewe ucho, ale czasami zapomina założyć jakiś kolczyk.
Głos: Chace Holfelder
Pokój: 39
Współlokator: -
Zainteresowania: Jedną z największych miłości i pasji Shiona jest gotowanie. Chłopak każdą wolną chwilę poświęca na kształcenie się w tej dziedzinie i spędza w kuchni tyle czasu, ile może. Najbardziej lubi piec wszelkiego rodzaju słodkości jak babeczki, ciasta i ciasteczka. Nigdy ich nie próbuje, bo nie lubi słodyczy, a mimo to wychodzi mu to całkiem nieźle i smacznie. Tworzenie innych potraw też nie jest dla niego wyzwaniem. Ze zwykłych produktów spożywczych, nawet „resztek”, da radę stworzyć coś niesamowitego. Ma w swoim pokoju niemałą liczbę książek kucharskich, z których większość przepisów zna na pamięć. Poza gotowaniem chłopak ma jeszcze jedną, wielką miłość, którą zaszczepił mu jego przybrany ojciec – a mianowicie broń długodystansową. Pistolety, karabiny, snajperki, łuki... białowłosy ćwiczył posługiwanie się nimi już od najmłodszych lat. I idzie mu to wyśmienicie, mimo tych małych problemów ze wzrokiem. Rzadko zdarza się, aby chybił, a gdy nie posiada przy sobie żadnego pistoletu, to czuje się nagi. Poza tym chłopak uwielbia ćwiczyć. Poranne bieganie i inne ćwiczenia stały się dla niego rutyną; z tego powodu jest wysportowany, a biegi na długi dystans nie stanowią dla niego problemu. Jest też dość silny, bo da radę przenieść nawet dwukrotnie cięższą rzecz od niego samego. Jednak chłopak zawsze ćwiczy w pojedynkę, bo wszystkie ćwiczenia w grupach, gry zespołowe i inne takie po prostu go odpychają.
Moce:
- Iluzje – tworzy iluzje ludzi, zwierząt bądź przedmiotów, które mogą atakować cel, ale nie zadają zbyt dużych obrażeń, a jedynie zadrapania. Czym większa i silniejsza iluzja lub gdy cel jest sporo oddalony, to Shion zużywa więcej energii. Zdarza się, że niektóre jego iluzje przyjmą materialną formę, ale zdarza się to zazwyczaj przez przypadek i on nie potrafi tego kontrolować.
- Osaczenie – tworzy iluzję, która wyglądem go przypomina, a jej celem jest podążanie za wskazaną ofiarą. Potrafi ona przekazywać do umysłu osoby różna słowa, które nie muszą mieć sensu, sprawiające, że osoba może popaść w obłęd. Nie czyni ona żadnych fizycznych obrażeń. Dodatkowo jest ją trudno zniszczyć; zazwyczaj znika po kilku godzinach lub gdy ofiara oddali się wystarczająco daleko od Shiona. Chłopak też może ją usunąć, a po jej zniknięciu pamięta i wie wszystko, o czym ona się dowiedziała. Czym dłużej osaczenie trwa, tym dwudziestolatek jest słabszy.
- Widzenie – po przemianie w formie demona Shion zaczyna widzieć na lewe oko, jednak nie dostrzega ono kształtów, a energię płynącą z żywych istot oraz ich aury.
- Opętanie – poprzez pocałunek Shion może opętać pocałowaną osobę. Tak jakby jego dusza wnika do ciała tej osoby i dzięki temu może kontrolować jej wszystkie ruchy przez około minutę. Podczas kontroli jego prawdziwe ciało znika, a pojawia się, gdy osaczenie się kończy.
- Paraliż – kolejna jego moc, która wymaga pocałunku. Sprawia ona, że pocałowana osoba na kilka sekund traci kontrolę nad własnym ciałem i podczas tego czasu jest bardzo podatna na sugestie. Jeśli Shion jej coś rozkaże, to ta osoba nie spocznie, póki nie wykona tego rozkazu.
Rodzina: Shion nie zna swoich rodziców.  Nie wie o nich dosłownie nic, nawet ich rasy są dla niego tajemnicą. Gdy miał pięć lat, został zaadoptowany przez rodzinę N'colte. Takim sposobem  zyskał matkę Beatrice, ojca Battlera i młodszą siostrzyczkę Remilię. Na początku myślał, że jest to normalna ludzka rodzina, ale po pewnym czasie okazała się ona wampirzą rodziną. Chłopak ma świetne relacje z przybranymi rodzicami i mimo pobytu w Auris, nadal utrzymują ze sobą kontakt.  
Historia: Cała historia Shiona rozpoczyna się, gdy miał cztery lata, gdy został znaleziony w okolicy jednego z opuszczonych domów w mieście Lailen. Chłopak nie pamiętał nic ze swojej przeszłości, nie wiedział nic o swoich rodzicach czy innej rodzinie, a jedyne, co pamiętał, to swoje imię — Shion. Ratownicy, którzy go znaleźli, zabrali go do szpitala, gdzie odkryto jego fatalny stan. Na jego lewym ramieniu wycięte były trzy gwiazdy, na plecach znajdował się niebieski tatuaż, a poza tym na całym ciele miał mnóstwo małych blizn. Był też bardzo wychudzony. Lekarze byli zdziwieni tym, że chłopczyk jeszcze żyje. Cóż, nikt nie podejrzewał, że tak naprawdę nie jest człowiekiem. Kiedy wyzdrowiał, został zabrany do sierocińca. Tam powoli, na nowo uczył się życia i kontaktów z innymi ludźmi i dziećmi. Jednak odstawał od innych. Było w nim coś, co sprawiało, że nawet opiekunowie się jego bali. Co najmniej raz w tygodniu miał organizowane spotkania z psychologiem, ale nic one nie dawały. Zaczęto podejrzewać, że z chłopakiem faktyczne coś może być nie tak. Coraz bardziej izolowano go, byleby tylko nie sprawiał problemów. Wszystko zmieniło się po kilku miesiącach, gdy do sierocińca przyjechało małżeństwo N'colte. Zrobiło im się żal Shiona, więc postanowili zaopiekować się tym problematycznym dzieckiem. I to był strzał w dziesiątkę. Nie dość, że chłopak zyskał rodzinę i rodzeństwo, to jeszcze uspokoił się, a jego zachowanie się poprawiło. Wręcz stał się normalny, przestał tak bardzo się różnić od innych dzieci.
Kiedy miał osiem lat, po raz pierwszy objawiła się u niego moc. Ba, sam doprowadził do jej aktywacji. Pamiętnego dnia po raz pierwszy miał mieć trening z ojcem, podczas którego nauczyłby się korzystania z broni palnej. Kiedy wziął pistolet do ręki, coś podpowiadało mu, żeby przyłożył go sobie do skroni i nacisnął spust. Ojciec nie spodziewał się tego, bo nie wiedział, że Shionowi uda się samemu odbezpieczyć broń, bo nigdy go tego nie uczył. Wiedziony zdradzieckimi myślami wysłuchał szeptów i wystrzelił. Jednak, zamiast trafić w oblicza śmierci, wokoło niego rozniósł się niebieski dym, a sam poczuł się o wiele silniejszy. Udało mu się stworzyć pierwszą iluzję, ale chwilę po tym zemdlał. Ponownie trafił do szpitala i to właśnie tam poznał prawdę o sobie — dowiedział się, że jest demonem, a nie człowiekiem.
Lata mijały. Shion większość swojego czasu poświęcał na opanowaniu swoich mocy, uczeniu się walki i ćwiczeniu posługiwania się bronią. Kolejny przełom w jego życiu nastąpił, gdy miał piętnaście lat. Wtedy jego młodsza siostra została zamordowana przez nieznanego sprawcę. Nieznanego? Tylko ona i Shion wiedzą o tym, kim był. Kilka dni po śmierci, Remilia powróciła do życia jako wampir i dokładnie w tym samym dniu ich rodzice zostali zabici przez tę samą osobę. Cóż, podobne jak córka zmartwychwstali i do dziś poszukują osoby, która tym czynem zniszczyła im całe życie. Między przybranym rodzeństwem przez to wydarzenie powstała silna więź, bo w końcu znaleźli coraz więcej wspólnych cech, jak chociażby bycie nadnaturalnymi. Spędzali ze sobą strasznie dużo czasu i razem trenowali. Gdy dziewczyna skończyła piętnaście lat, wspólnie postanowili zapisać się do Auris.
Pupil: -
Inne: 
- Shion nie potrafi i nie lubi długo spać. Zazwyczaj śpi mniej niż pięć godzin, a mimo to zawsze się wysypia,
- Nie przepada za bronią białą (bo jest to domena jego siostry), za to kocha broń długodystansową. Cóż, zdarza mu się nosić przy sobie jakiś scyzoryk lub innego rodzaju nóż, ale korzysta z niego dopiero w ostateczności lub gdy chce się na swój sposób "zabawić",
- Zawsze ma przy sobie pistolet z co najmniej jedną kulą, która w razie czego ma posłużyć mu do przemiany,
- Ma nawyk przeczesywania włosów ręką. Czasami robi to i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy,
- Jest niezwykle podatny na złoto i srebro, które w szczególności w formie demona dotkliwe go ranią. Nawet kontakt ze zwykłym, srebrnym pierścionkiem jest dla niego nieprzyjemny,
- Nie lubi słodkich rzeczy poza goframi (i pocałunkami), za to kocha wszystko, co gorzkie, a w szczególności gorzką czekoladę,
- Nałogowo pije herbatę i jest to jedyny napój poza wodą, który lubi. Nienawidzi smaku kawy i sam zapach go odpycha. Może też pić krew, ale dopiero w formie demona mu ona smakuje i wtedy jeszcze dodatkowo go wzmacnia,
- Nie przepada za używkami jak alkohol, papierosy lub narkotyki. Gdy ktoś będzie go długo namawiać, to prawdopodobnie ulegnie, lecz następnego dnia będzie żałować. Ma słabą głowę, do czego się nie przyznaje, więc najmniejsze ilości mogą sprawić, że straci hamulce, a następnego dnia po piciu będzie na niego czekał kac-morderca,
- Chłopak nie lubi polegać na kimś, woli działać w pojedynkę, dlatego szerokim łukiem omija gry i prace zespołowe. W ostateczności traktuje je jako zło konieczne,
- Ma słabość do niskich i uroczych dziewczyn,
- Świetnie całuje,
- Nienawidzi zwykłych ludzi. Tak po prostu,
- W pewnym stopniu jest kujonem. Ma świetne oceny oraz zawsze jest przygotowany do zajęć,
- Czasami dorabia sobie, pracując w małej cukierni w mieście Lailen. Jego wypieki cieszą się dużym powodzeniem wśród klientów,
- Jednym z jego największych marzeń jest założenie w przyszłości własnej cukierni lub restauracji, chociaż wie, że przez swoją demoniczną naturę prędzej zostanie płatnym mordercą,
- Często ma ramiona owinięte bandażami, które przykrywają jego świeże rany i stare blizny,
- Czasami nosi okulary, ponieważ jego zdrowe oko szwankuje od nadużywania mocy, ale po odpoczynku znów zaczyna dobrze widzieć,
- Ma w pokoju potężny arsenał broni, ale skrzętnie ukrywa go przed nauczycielami i innymi uczniami,
- Ma prawo jazdy, ale jeszcze nie ma własnego samochodu,
- Dodzwonienie się do niego graniczy z cudem. Na SMS-y też prawie nigdy nie odpisuje. 
Kontakt: Pusiek (hwrs)
Motto: Wybór tego, co uważamy za słuszne: To właśnie czyni nas ludźmi.
Inne zdjęcia:
jako demon >kawacy<

Relacje: 
- Remilia N'colte — to jego ukochana, młodsza siostrzyczka, prawdopodobnie jest dla niego najważniejszą osobą na świecie. Nawzajem znają wszystkie swoje tajemnice, zalety i wady. Często można ich spotkać razem. Co najmniej dwa razy w tygodniu wspólnie trenują walkę i opanowywanie mocy w pobliskim lesie.
Ważne opowiadania: -