Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amarin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amarin. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 lipca 2018

Od Amarina do Zirhael

- Oddajcie mi ją! ZIRHAEL! JASKÓŁKO! Ja chcę do jaskółki! Zostawcie mnie! Mamo! Tato! GDZIE JESTEŚCIE! MAAAMOO! - przerażony i smutny głos małego dziecka, które chciało wyrwać się spod rąk dorosłych i silnych żołnierzy. 
Bez szans. Bez nadziei. Ostatnia deska ratunku połamała się. Ostatni włos zerwał się. Ostatni płomień zgasł... Lecz wśród oburzonej ludności było słychać nadal tej jeden charakterystyczny dźwięk. Głos dziecka, które nic nie rozumiało. Dziecka, które straciło wszystko, nie wiedząc o tym. Dziecka, które się po prostu zagubiło i które straciło swoją kłódkę i klucz. Klucz, którym była Zirhael i nadal nim jest. Klucz ten zamykał jego złą naturę. Trzymał w jedności. W ludzkiej, pozornie niegroźnej formie. Gdy nie ma klucza, nie ma też kłódki. Pękła. Rozdzielił się. Z jednego dziecka powstało ich dwoje. Pierwszy, czyli ten prawowity, ten właściwy, ten, który powinien być przy Zirhael. Ten, który ma wszystkie emocje. Ten, który spędzał z nią tyle czasu. Człowiek, a zarazem bestia, która mieszka w jednym. To on zarazem jest bestią i człowiekiem. Tym jest pierwszy. Jest też drugi. Drugi, czyli skorupa pozostała po ciele. Skorupa, która pamięta życie pierwszego tak, jakby było jej własnym. Nie ma emocji. Nie ma żalu. Nie ma nic. Miłość przepadła. Nie wie, co to jest... Pierwszy chce odzyskać swoje ciało. Chce odzyskać siebie i Zirhael, by żyć z nią tak, jak dawniej. Chce się znów połączyć. Lecz jedynym łącznikiem była pełnia. Podczas pełni mógł przejąć kontrolę nad swym ciałem. Mógł być sobą. Bestią i człowiekiem w jednym, a nie pustą skorupą bez sumienia i uczuć oraz kontroli. Lecz jej nie było. nie było jej obok. Błądził po lasach i polach, szukając tej jedynej. Tej szczególnej osoby, która potrafi znów złączyć go w jedno i zapobiec rozpadowi na skorupę i bestię. Tyle lat błądził. Tyle lat szukał. Tyle lat się wyrywał...

- Gdzie ona jest?! Gdzie! - wrzask, który można było usłyszeć podczas kolejnej pełni w towarzystwie czarnej pumy.
- Ale Amarin... O kim ty mówisz? Nie jesteś sobą w tym momencie...
- Jestem sobą! S-O-B-Ą! Właśnie teraz! Ta skorupa, którą znasz nie jest prawdziwym mną! Gdzie jest Zirhael!
Podczas jednej z tych chłodnych i gwieździstych nocy... Tej niesamowitej nocy spotkał ją. Zirhael. To ta, której szukał tak zaciekle od czasu opuszczenia swej ojczystej ziemi. Od czasu rozdzielenia się na pustą skorupę i prawdziwego jego ukrytego w głębi. Niczym rozdwojenie jaźni. Skorupa, zwana Amarinem ze zwyczaju, zobaczyła twarz osoby, którą pamiętał i kochał pierwszy, ukryty osobnik w jego umyśle i ciele. Zirhael. Lecz on sam, ta skorupa zwana ciałem nie kochała jej. Nie wiedział przecież, jak się kocha, a wyrzuty sumienia były dla niej rzeczą obcą. Już dawno je stracił. Ta chwila nadeszła. Tylko czekać na pełnię. Czekać na odpowiedni moment. Na odpowiednią chwilę. Odnalazł klucz. Swój piękny i zdobiony bogato klucz. Teraz trzeba cierpliwości, aż nadejdzie...

Pełnia. Pierwsza pełnia z Zirhael u boku od lat. W końcu. W końcu ją spotka. W końcu ją zobaczy. Prawdziwy on. Ta bestia i ten człowiek. ponowne spotkanie.
- Zirhael... Moja droga Zirael... Jesteś tu obok mnie... Nie oddam cię nikomu. Będziesz moja, tylko i wyłącznie. Na zawsze... - rozległ się szept na leśnej polanie, a obok nich pojawili się rycerze, oznaczający ich samych, ich poprzedników, których historia zatoczyła koło tak, jak pozostałych.
 Mechanizm został ponownie ruszony, a koła zębate wprawiają w ruch kolejne i kolejne. Potrzeba było tego klucza. Otrzymał to, czego pragnął od dawien dawna. Nadzieja. Płomień znów rozpalił się na świeczce. Znów przed nim leży ta deska. Znów jego życie wisi na tym jednym włosku. Teraz trzeba tylko rozbić skorupę. Jak jajko. Jak kruche, bezsilne jajko. Wystarczy połączyć się z ciałem i wszystko wróci do normy. W umyśle skorupy pojawiły się wątpliwości. pojawił się emocje, które mieszają jego naturę z pierwszym w nim uwięzionym. Mieszają mu własne istnienie. Przecież tego nie zna i nagle się to pojawia. Co to jest? Czym to jest? Kim to jest? Nie rozumie. Szuka odpowiedzi, której sam nigdy nie znajdzie. on jest załamany, a pierwszy szczęśliwy i triumfuje. Uśmiecha się złowieszczo i zadziornie, czekając na tą chwilę. Minęło przecież tyle czasu. Tyle dni, a w każdym z nich emocje, wątpliwości i halucynacje u skorupy rosły. Czekał na odpowiedni moment. Na lukę, w której może się pojawić. Pełnia. Nadchodzi ten wielki dzień, a halucynacje mieszają się z rzeczywistością. Nie może dostrzec właściwego świata, bo już sam nie wie, gdzie i jaki jest ten realny świat. Gdy ktoś się wznosi, ktoś musi też upaść...
---
To trwa za długo! Nie wytrzymam! Co się ze mną dzieje! Nigdy czegoś takiego nie odczuwałem! A kiedy ona jest przy mnie jest jeszcze gorzej. Wszystko mi się miesza. Wszystko jest nowe, inne. Pamiętam tą krainę. Pamiętam też tą dziewczynę, ale nie odczuwałem większych emocji na ten temat. Teraz jest inaczej. W sercu mnie tak kuje i boli, a moja głowa i umysł wypełniona jest myślami jakby kogoś innego. Patrząc przez lustro widzę te białe i puste ślepia, które płaczą białymi łzami i krzyczy bezgłośnym dźwiękiem. To jestem... Ja? Scena niczym z horrorów i bajek. Patrzę na swoje ręce. Obraz mi się zamazuje, jest bardzo mglisty. Raz widzę swoje ręce, a raz widzę ręce dziecka, które pokryte są czyjąś krwią. Rozglądam się po pomieszczeniu i widzę sylwetki osób, które są moimi braćmi, siostrami i rodzicami. ja je zabiłem? to czemu nie odczuwałem winy do tej pory. Nie czułem się odpowiedzialny, ale teraz to strasznie mi ciąży. Jakby ktoś kamienował moje serce. Zamiast chodnika widzę kamienną ścieżkę, a zamiast odgłosów ulicy i samochodów, słyszę obijające się końcówki włóczni o kamienną posadzkę. Zamiast rozmów obok mnie, słyszę krzyki. Zamiast dotyku czyjejś dłoni, czuję kamienie i ostre przedmioty na mojej skórze i szorstki, niedbały dotyk strażnika. Zamiast ognia na kuchence gazowej, widzę ognisko blisko lasu. Zamiast bloków widzę drewniany dom na polanie. Czy ja wariuję. Co się ze mną dzieje? Co jest nie tak? Co zrobiłem nie tak?! Co zrobiłem źle?!
- Po prostu istniejesz... To zrobiłeś nie tak... - usłyszałem czyjś głos, który ciągnął się za mną niczym duch. Obróciłem się dookoła siebie, szukając źródła dźwięku. Nic nie znalazłem. Kim jest to coś? Co mnie opętuje?!
---
W końcu nadchodzi wyczekiwany przeze mnie moment. W końcu mam szansę się wydostać! Być obok niej jak za dawnych lat. Czuć jej ciepło i samą obecność. Po prostu ją kochać. Nie będę miał litości. Dla nikogo! Nawet dla tej skorupy, która podaje się za mnie! Należy do mnie! To moje ciało! Nie twoje! Dlatego masz je oddać. Masz mi zwrócić to, co utraciłem przez samego siebie. Mam dość ciążących na mnie wyrzutów sumienia i bicia się z własną naturą. Zaakceptowałem to, że jestem i człowiekiem i bestią w jednym. Zaakceptowałem to, że stałem się bestią i zabiłem swoich bliskich. Zaakceptowałem siebie samego. Tylko nie to, że jesteśmy rozdzieleni. Tego nigdy nie zaakceptuję. Mam w końcu szansę. Szansę, by skończyć z tym paradoksem i paranoją. Z tym szaleństwem. Nie będę litościwy i miły. Nie obchodzi mnie to, że on po prostu chce żyć. Ja też tego chcę i nie m,am zamiaru się poświęcąc, by nadal żyć w ten sposób. Straciłem już wystarczająco czasu. Przez tą skorupę Zirhael uroniła za dużo łez. Dlatego zamierzam się połączyć i powrócić. Już jako prawdziwy Amarin. Prawdziwy ja u boku Zirhael. By ja chronić. By była przy mnie tak, jak kiedyś. By zabić wszystkich, co się tylko zbliżą do niej. Dlatego...
- Zniknij! Przepadnij! Utop się! Zabij się! Bym mógł tu wrócić! Ty bezduszna skorupo! jesteś mój, rozumiesz?! - wrzasnąłem do niego. Przekonamy się, kto wygra, bo dzisiaj jest pełnia...
---
Stałem w łazience, a w lustrze widziałem wciąż tego... Właśnie, kogo? Czy to jestem ja? Kim jest on? To coś... Mrugnąłem i zobaczyłem przed sobą jakby ducha. Mnie... Zbliżył się do mnie i złapał mnie za szyję. Był zakrwawiony. Tak samo, jak te dziecko z halucynacji. Tyle, że był starszy. to byłem... Ja sam... Uśmiechał się do mnie złowieszczo, ściskając mocno moją szyję.
- Zegar tyka. Tik, tak, tik, tak... Myślisz, że zbliża się twój koniec, co? Hahaha! Mylisz się, bo koniec już tu jest... Możesz mnie znać. Przecież wyglądam, jak ty... Ale nie masz pojęcia kim naprawdę jestem... Zgiń, szmato...
Ten duch zniknął, a przed sobą zobaczyłem Zirhael. Co? Znów halucynacja?
- Amarin! Amarin! CO CI JEST?! Amarin do cholery jasnej, obudź się! - słyszałem zmartwiony krzyk białowłosej dziewczyny, który wbijał się ostro w moje uszy i umysł. Nie mogłem wykrztusić żadnego słowa. ani jednego. Jakby cały czas ktoś ściskał moje gardło, choć tak naprawdę nikt tego nie robił. Czułem, jak tracę władzę nad sobą. Moje oczy stały się białe, a z nosa i ust poleciała biała krew, która opadała na kamienną posadzkę łazienki. Głos Zirhael cały czas dudnił mi w uszach, choć słyszałem go tak, jakbym się oddalał. Był coraz cichszy i cichszy... Stał się tak cichy, że nie mogłem go już dostrzec i usłyszeć, a zamiast oświetlonej łazienki nie widziałem nic. Pustka, ciemność... Czy ja... Czy ja umieram?
---
Otworzyłem oczy i popatrzyłem na swoje ręce. Znów jestem w tym ciele. Znów nad nim panuję. Muszę iść do tych elfickich ruin, póki mam czas i jestem tutaj z Zirhael. To był ostatni dzień w rozłące i osobno. Zaczyna się moja era i moje życie... Czułem, jak ktoś mną trąca, więc spojrzałem na tego kogoś. To była Zirhael. moja jedyna i kochana Zirhael, która widać było, że bardzo się martwiła i nie wiedziała, co się dzieje.
- A-Amarinku... C-Co się stało?
- Wszystko w jak najlepszym porządku, Jaskółko... W końcu jestem tutaj... - podniosłem się z podłogi, bo najwidoczniej upadłem od tego wszystkiego. Pogładziłem jej policzek mokry od łez i się uśmiechnąłem, wstając. - Wróciłem... - szepnąłem, stojąc do niej plecami i kątem oka patrząc w lustro.
- W-Wróciłeś? C-Co? Nie rozumiem...
- Posłuchaj Zirhael.. Ten Amarin, z którym spędzałaś czas przez tyle miesięcy nie był mną. To była taka... Skorupa. |Po prostu puste ciało bez duszy i życia tak naprawdę. Lecz, gdy w końcu tu jesteś, mogę się uwolnić od tego i wrócić do poprzedniego stanu, będąc tym dawnym, szczęśliwym Amarinem, którego znałaś...
- C-Czyli... Ty byłeś zamknięty? A-Amarin... J-Ja nie wiedziałam.
- Nikt nie wiedział, oprócz mnie. Ale teraz się to zmieni. Musimy iśc do Białej Grani. Jak najszybciej...
- A-Ale ja się boję tam iść... - złapała mnie za przedramię.
- Nie bój się, obronię cię. przed wszystkim... Ale jeżeli tam nie pójdziemy, wszystko pójdzie na marne, a ja zniknę...\
-  N-Nie... N-Nie chcę, abyś znikał... Dobrze. Chodźmy więc.
Wyszedłem na balkon i spojrzałem w niebo z uśmiechem. 
- Gotowa na pamiętliwą do końca życia noc? - spojrzałem na nią zza pleców.
- Tak... Mam nadzieję, że tak... - szepnęła z lekkim uśmiechem.
Wszedłem na barierkę i wyskoczyłem, lecąc wzdłuż budynku. Na chwilę obróciłem się i popatrzyłem na Zirhael. Przy ziemi rozłożyłem skrzydła i wzbiłem się ponad korony drzew, lecąc do Białej Grani, mej ojczystej ziemi i mego dawnego domu...
---
Po dłuższej chwili znaleźliśmy się przy bramach Białej Grani. Odetchnąłem. Wielka chwila. Jak zareagują? Co zrobią? Co powiedzą? Jak będzie? Miałem pewne obawy o tym wszystkim... W końcu nie było mnie tu tyle lat... Odchrząknąłem i powiedziałem doniosłym głosem.
- Otworzyć bramy!
Zirhael stała blisko mnie, trzymając się mojego ramienia. Po chwili zaskoczeni strażnicy otworzyli wielkie metalowe drzwi, a my weszliśmy do środka.
- Woo... Ale tu... jak ja tu dawno... Nie wiem co powiedzieć... - szepnąłem, wchodząc do krainy.
Zirhael uśmiechnęła się, ale potem podsunęła się bliżej mnie. 
- B-Boję się...
Na ścieżki zaczęli wybiegać mieszkańcy, pełni zaskoczenia, lęku, ale również radości, a ja otworzyłem buzię z zaskoczenia i ich ilości. Nie mogłem uwierzyć, że znów tu jestem, w swoim ciele. Ale muszę się sprężać, bo mam coraz mniej czasu. 
- Później wam wytłumaczę! Obiecuję! - chwyciłem Zirhael za dłoń i biegłem wśród tłumu do tego jednego miejsca. Do tych charakterystycznych run. Musi się udać. Po prostu musi! 

- Amarin! Zaczekaj na mnie! - za mną wydobywał się lekko piskliwy głos białowłosej dziewczynki.
- Niee! Jesteś berkiem! Nie możesz mnie złapać!
- Amarin! Bo cię zjem!
- AAAaaa ghouuulll!!!
oboje się śmialiśmy i bawiliśmy, biegnąc przez ścieżki wioski i obijając się o jej mieszkańców z nieuzębionymi uśmiechami. Wszyscy patrzyli na nas z litością, radością i ukojeniem. To było takie przyjemne...
To przywołuje wspomnienia. Teraz biegniemy tak, jak wtedy, tylko, że w bardziej dramatycznych i mroczniejszych okolicznościach niż zwykły berek. Ale i tak w mojej głowie znajduje się masa wspomnień związanych z tym pięknym miejscem.
- A-Amarinku! N-Nie tak szybko! - pisnęła, ledwo nadążając za mną.
- Wybacz, ale nie mogę zwolnić! - w biegu wskazałem na księżyc - Zaraz skończy mi się czas! - biegłem jak najszybciej mogłem do tych starych, elfickich ruin. Zirhael z pomocą macek mogła poruszać się szybciej i dorównywała mi teraz kroku. Po chwili znaleźliśmy się na ścieżce, z której było widać ruiny. Z góry okrywała je turkusowa, świecąca się woda. Noo, na  prawdę są stare i na prawdę długo mnie tam nie było. 
- Rety... Jak tutaj pięknie... A-Ale... J-Ja...
- Tak... Ślicznie... Tyy? - spojrzałem na nią kątem oka.
- J-Ja tutaj kiedyś byłam...
- Byłaś? W środku?
- T-tak... - zaczęła nieco drżeć.
- Zirhael, kochana, wybacz, ale ja na prawdę nie mogę... - otworzyłem starą, metalową bramę i wszedłem do świecącej wody, idąc po zalanych schodach w dół do środka ruin. Zirhael mimo wszystko poszła za mną, ale złapała się bardzo mocno mojego ramienia. Spojrzałem w swoje odbicie w świecącej się wodzie. Białe oczy. Spojrzałem na swoją dłoń, która zaczęła lekko jakby się rozdzielać. Jakby duch odchodził z ciała.
- Osz ja pierdole! - zacząłem ponownie biec. Nie mogłem teraz przegrać. Obiecałem, że wrócę i zamorduję tą pustą skorupę! nie wygra ze mną!
Słyszałem za sobą bieg Zirhael, a w wodzie odbijały się jej czarne oczy. Powinniśmy się znaleźć pod wodą, bo znużyliśmy się już cali w tej wodzie, ale zamiast tego moim oczom ukazały się schody starej elfickiej wierzy, a wodę utrzymywała jakaś przezroczysta tafla magiczna, a my nie byliśmy w ogóle mokrzy. pięknie to wyglądało, ale... Nie, nie mogę teraz rozmyslać. Zbiegłem szybko ze schodów wieży i zacząłem biec starymi korytarzami elfickich ruin starego imperium. Skręcałem w różne uliczki. Zmuszony byłem iśc naokoło, bo niektóre korytarze, na nieszczęście te najważniejsze, były już zawalone. Po chwili szybkiego biegu i zadyszki, znalazłem się przed odpowiednią komnatą.
- To.. To tu..- wyszeptałem zdyszany.
Oczy Zirhael były czarne jak mrok, a moje bardzo białe. Odsunąłem kamień, który zasłaniał odblokowanie drzwi. odrzuciłem go, nie dbając gdzie wyląduje Zirhael zachowywała się trochę dziwnie, ale nie miałem czasu na akie rozmyślania. Przyłożyłem swoją dłoń w odpowiednie miejsce, a kamienne, stare i porośnięte mchem drzwi się otworzyły. moim oczom ukazała się komnata z jakby ołtarzem na środku, a przy ścianach stali kamienni rycerze, którzy zaczęli się poruszać. Poczułem się słabo i upadłem, a przynajmniej tak myślałem. Spadłem w ramiona wielkiego, kamiennego posągu rycerza, który o dziwo zaczął się poruszać. Zaniósł mnie na ołtarz, a ja widziałem jak przy tym stole leżę ja, ten drugi, nieprzytomny na dodatek. Złapaliśmy się palcami za dłonie. Zirhael stała w komnacie, lecz rycerze pilnowali, by nie ingerowała w to, co się będzie działo. Posągi zaczęły walić włóczniami o kamienną posadzkę, a ich dowódca zaczął recytować jakieś chyba zaklęcie. Zamknąłem oczy ze zmęczenia, które było coraz większe. Poczułem, jak ten drugi ja zanika...
---
Minęło trochę czasu, a Zirhael krzyczała zmartwiona i zdenerwowana. Ręka tego drugiego mnie znikła, a gdy już jej nie było, na mojej ręce zaczęły pojawiać się jakby wypalone w mej skórze znaki. Tak jak on znikał powoli, tak teraz na moim ciele pojawiały się te znamiona, a ja czułem się coraz bardziej związany z własnym ciałem. Byłem coraz bardziej... Sobą... Światło księżyca weszło do komnaty poprzez okno w suficie, a ja usłyszałem, jak rycerz skończył zaklęcie i wszystkie posągi powróciły na swoje miejsce, znów nieruchomiejąc i stojąc w bezruchu. Podniosłem się na rękach i zdarłem z siebie bandaże, stojąc plecami do Zirhael. Jej oczom ukazały się moje plecy i ręce pełne wypalonych symboli i znaków... Jestem.. Jestem tutaj... Jestem znów sobą... To..Ja.. nie znikam i mam całkowitą kontrolę nad sobą...
- W-wróciłem... - tylko to mogło wydobyć się z moich ust. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Znów tu jestem... i nie jestem rozdzielony. Znów mogę być i trwać przy niej.... Przy mojej zirhael...
<następne opowiadanie>
<Zircia?>
Ilość słów: 2695

sobota, 23 czerwca 2018

Od Amarina do Zirhael

Odprowadziłem Zirhael do jej mieszkania i sam udałem się do mojego apartamentu... Zdążyłem przed wschodem słońca. Jest owiane tajemnicą dla tego drugiego Amarina, kim jestem, ale ja dobrze wiem, co się stało i co się ze mną dzieje. Nie pozwolę na kolejne lata takiego życia... Wiesz, druga moja części... Że tu wrócę i odzyskam ją za wszelką cenę! Uda mi się wrócić i to zrobię... Nie ważne, co będę musiał poświęcić i zrobić... Czekaj na mnie. Czekaj na chwilę, jak połączymy się w jedno ponownie... 
---
Zemdlałem. Leżałem na podłodze, a moją twarz oświetlały promienie wschodzącego słońca. Co się stało? Gdzie ja jestem? W domu? Matko.. Nic nie pamiętam, co działo się w nocy. Pamiętam tylko to, że poszedłem na polanę... Z Zirhael? Chyba z nią... Aargch! Łeb mi pęka.. Nie wiem, co się ze mną dzieje.. Nie mam pojęcia... Dzieje się tak od czasu mego wygnania... A wszystkie wspomnienia z pełni są jak pokryte gęstą mgłą... Czuję, jakby mój łeb i serce miało zaraz pęknąć i rozsypać się na kawałki... Ja pierdole, kiedy to się skończy... Nie wiem czemu, ale cały czas czuję, że to nie jestem ja.. Nie mam pojęcia czemu tak jest. Przecież chodzę i żyję.. Jestem tu, a mam wrażenie, że tak na prawdę mnie nie ma.. Dziwne... Od czasu wygnania czułem, że moje serce jest zablokowane. Nie rozumiem tej miłości i przyjaźni. Po prostu nie rozumiem lub przestałem rozumieć... Ja.. Sam nie wiem, co się ze mną dzieje.. Mam dość tego uczucia pustki w środku... Chciałbym odkryć, co to jest.. Czym jestem...
---
Wziąłem tabletki przeciwbólowe i chciałem już popić je wodą, lecz ktoś zapukał do moich drzwi. Z szklanką wody wyszedłem i otworzyłem temu komuś drzwi, popijając tabletki.
- Dzień dobry, Amarin. - powiedziała Zirhael. Na jej widok coś ukuło mnie w sercu. Nie wiem co to... Czuję, że to wszystko robi się coraz dziwniejsze i niejasne.
- Hej.. - gestem ręki dałem jej znak, że może wejść. poszedłem do kuchni i odstawiłem niedbale szklankę, podpierając się rękoma o blat kuchenny. Z dnia na dzień jest gorzej.. Albo lepiej? Sam nie wiem jak to rozumieć.. Z każdą chwilą z nią spędzoną czuję, że zarazem słabnę i staję się silniejszy... Co się ze mną dzieje, ja pierdole.. Zwykle to miałbym to gdzieś, ale tego.. Nie potrafię tego zignorować...
- Jak się czujesz? - zapytała, stojąc naprzeciwko mnie.
- Bardzo... Dziwnie... A co? - przeczesałem swoje włosy i obróciłem się do niej.
- Nic... Po prostu pytam... - uśmiechnęła się delikanie.
- Powinienem coś wiedzieć? - spojrzałem na nią lekko podejrzliwie.
- Nie. Nie ufasz mi? - szepnęła, patrząc mi w oczy. Znów te dziwne ukucie w sercu..
- J-ja... Ja.. - nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Ale automatycznie to wyrwało mi się z ust - Tak.. Czemu miałbym nie ufać.. - później się otrząsnąłem - Czekaj... Co?
- Cieszę się, że mi ufasz. - szepnęła i usiadła na blacie. Spojrzałem na swoją rękę, a obraz mi się zamazywał. Podparłem się automatycznie drugą ręką o blat. Przetarłem swoje oczy. Matko, mam jakieś zwidy czy po prostu zły dzień?
- Amarin... Na pewno wszystko dobrze?
- J-ja... Nie mam pojęcia... - poszedłem i usiadłem na sofie w salonie. Wplotłem dłonie w swoje włosy, patrzac w dół i szepnąłem jakby do siebie - Co się ze mną dzieje...
Zirhael usiadła przy mnie. - Amarin... Może się połóż...- szepnęła
 - Nie chce mi sie spać i nie jest mi niedobrze, że coś zjadłem czy coś.. Po prostu.. Mam wrażenie jakbym.. Nie był sobą? Wszystko mi się miesza... I... Czemu w ogóle to mówię.. Zwykle bym to zignorował i zachował dla siebie...
- Amarin... Zrozum... To może coś poważnego... Nie chcę, aby coś ci się stało... - szepnęła.
- No... Dobra... - Zirhael już wczesniej usiadła na kanapie, a ja położyłemsię na jej nogach. Znowu to zrobiłem... Ona... Ona coś wie? Zirhael delikatnie się do mnie uśmiechnęła, gładząc mnie po włosach, a ja zasnąłem..
<następne opowiadanie>
<Zircia?>
Ilość słów: 654

sobota, 9 czerwca 2018

Od Amarina do Zirhael

Zirhael.. Ta dziewczyna, której szukałem podczas pełni przez tyle lat. Jest moja. Tylko moja. Na wyłączność. Nikt nie ma prawa jej dotykać oprócz mnie. Należy tylko do mnie... Moje oczy pokryły się bielą, a jej zalały się czernią. Czuję silne pragnienie. Pragnienie posiadanie jej. Zatrzymania jej dla siebie. Do tej pory jej szukałem. Jak samotny wilk w lesie. Poszukiwałem swej wilczycy... Znalazłem ją, ale co teraz? Nie wiem sam co planuję i co robię. Działam instynktownie i daję ponieść się emocjom. Nawet jak nie chcę, to i tak to robię. Uwalniam z siebie bestię i drugiego mnie, by mną zawładnęła. Czy opieram się? Niekoniecznie... Po co. Po co miałbym to robić. Przecież to ja. Z kontrolą czy bez. Nie ma znaczenia. To nadal jestem ja. Po co miałbym się powstrzymywać. Bo kogoś zabiję? Haha! Nie bądźmy śmieszni... I tak i tak zabijam. Sprawia mi to przyjemność. Coraz częściej.. Kiedyś miałem wyrzuty sumienia, a teraz? Znikają... Sam nie wiem kim jestem. Sam nie wiem co robię. Wiem teraz, że ona ma coś ze mną wspólnego. Czuję to całym swoim ciałem i umysłem. Ta druga część mnie rwie się do niej. Nie rozumiem do końca tych uczuć. Nie rozumiem do końca siebie. Ale nie mogę powiedzieć, że mi się to nie podoba. To prawda, jestem niebezpieczny i nieprzewidywalny. Ale czy tak nie jest zabawniej? Skończyły się poszukiwania i teraz... Czekam, co teraz zrobię... Co się będzie dziać... Na pewno nie będzie nudno.. Bo ona jest tuż obok mnie.. Zacząłem się do niej zbliżać. Do Zirhael, która klęczała z raną w brzuchu. Szeptała do mnie tym swoim czułym i ciepłym głosem...
- Amarin... Nie bolało mnie to. Mówiłam, że bez znaczenia co się stanie, będę z tobą. Nawet, jak stracisz kontrolę... Nawet jak będziesz chciał mnie zabić... Nawet, jeżeli będę musiała oddać swoje życie... Ty i ja będziemy razem. Jak nie fizycznie to psychicznie... Zawsze będę... Zawsze... Amarin...
- Oj Zirhael, Zirhael.. Moja jaskółko.. W końcu cię odnalazłem.. - nadal się do niej zbliżałem i szepnąłem dość niskim głosem.
- Amarinku....- szepnęła drżącym głosem. Jej rana nadal krwawiła i to dość mocno. Klęknąłem przed nią i uśmiechnąłem się tajemniczo. Moim pazurem rozciąłem sobie brzuch i przyciągnąłem do siebie Zirhael tak, że nasze rany się stykały i powoli moja biala krew łączyła się z czarną, zasklepiając je.
- Jesteśmy potworami, Zirciu... Ale tak jest zabawniej...
Dłonie dziewczyny zacisnęły się na moich ramionach. 
- Jesteśmy... Ale mnie nie obchodzą zdania innych...
- I bardzo dobrze, jaskółko... Jeżeli będzie trzeba, usuniemy ich... Razem... Bo jesteś moja... Tylko... Moja... - nasze rany już się prawie zasklepiały. Razem stanowimy niezły duet. Niczym yin i yang... Czuję, jak moje pragnienia, uczucia, emocje są uwalniane. Tak jakbym stawał się prawdziwym mną... 
- Tak... Jestem twoja... A ty jesteś mój, Amarinku... -szepnęła, zabierając włosy z mojej twarzy. Nasze rany się już zasklepiły, a ja wstałem, podnosząc podbródek Zirhael w górę, by spojrzała na mnie.
- Zirhael.. Wiesz co oznacza czerń, a co biel?
- Czerń i biel? Yin i Yang...? -szepnęła, nieco się rumieniąc.
- Wszyscy uważają, że biel oznacza życie, czystość... A czerń smutek i śmierć... Lecz elfickie księgi mówią inaczej... - zerwałem dwa białe kwiaty i obróciłem się znów w stronę Ziry.
- Chcesz mi powiedzieć?- zapytała spokojnie.
- Według elfickich mędrców... Oba kolory. I czerń i biel. Oznaczają i życie.. - podniosłem lekko do góry jeden z białych kwiatów - i śmierć... - a drugi zgniotłem, a pozostałości jego rozsypały się u moich stóp. Podszedłem do Zirhael i dałem jej niezniszczony kwiat. 
- Amarin... Jesteśmy potworami... I nic tego nie zmieni... - uśmiechnęła się, patrząc na kwiat.
- Ale każdy ma prawo do życia, Nawet tacy jak my, Zirhael.. Bo nikt.. - podniosłem swój ton głosu - Nikt nie ma prawa rozkazywać mi i mojej jaskółki...
- Amarinku... - podała mi dłoń - Nie rozdzielimy sie już... Prawda?
Chwyciłem jej dłoń. Burzowe chmury pokryły nocne niebo, a niedaleko polany walnął piorun, oświetlając ją.
- Nigdy... Będziesz tylko moja...
- Dobrze... A ty... Bedziesz tylko mój... - szepneła i zbliżyła sie do mnie. Czułem jak moje emocje przejmują nade mną kontrolę. Nie mogłem oprzeć się jego woli i jego pragnieniom. Ponosiły mnie uczucia... Dziwne. Nigdy nie czułem czegoś takiego.. Czegoś równie tajemniczego, mrocznego, a zarazem przyjemnego... Gdy zbliżyła się do mnie, chwyciłem ją za talię i pocałowałem, a polanę oświetliło światło pioruna. Zirhael zrobiła się cala czerwona, ale odwzajemniła mój pocałunek. Zarzuciła dlonie na moje ramiona. Czułem, jak nasze dusze i nasze serca zaczynają się łączyć. Jak wszystko się zmienia. Gdy światło piorunów oświetlało polanę, nagle zobaczyliśmy dwóch jakby rycerzy. Jeden był biały, a drugi czarny. Stali w takiej pozycji jak my, lecz po chwili zniknęli i pojawiali się wtedy, gdy piorun uderzał w drzewo lub ziemię. Zirhael przestraszyła się i przytuliła do mnie.
- Zirhael... To jesteśmy... My...
<nastepne opowiadanie>
<Zircia?>
Ilość słów: 800

wtorek, 22 maja 2018

Od Amarina do Zirhael

- Opowiedz mi ją.-złapała moje dłonie, splatając nasze palce. - Chcę wiedzieć, co mnie ominęło...
Zaśmiałem się... Co ja w ogóle robię... Dałem jej swój adres... Po co... No właśnie, po co? Chciałem coś sobie udowodnić? Chciałem coś pokazać? Nie, raczej nie, na co mi to... A może po prostu... Jednak nie chciałem, by mnie znów opuszczała? Nie wiem sam. W sumie ona jest jedyną osobą, z którą mogę pogadać swobodnie. Czekaj, wróć. Ona jest jedyną osobą, która chce w ogóle ze mną gadać... Zawsze mnie ignorują, mają wyjebane po całości albo się mnie boją albo po prostu już nie żyją.. Cóż bywa... Ale czy na pewno powinienem jej mówić o tej pełni i o tym wszystkim? Nie chcę, by to widziała... By o tym wiedziała. To dla niej zbyt niebezpieczne. Potwór, który chodzi po lesie podczas pełni i wyszukuje tego czegoś. Tego specjalnego... Zastanawiałem się nad tym, co to może być od dobrych paru lat, ale nie doszedłem do szczególnego wniosku. Szeptałem jakieś słowa zawsze, ale sam nie wiem po co to robiłem i w jakim celu. Nagle Zirhael mi mówi, że podczas ostatniej pełni usłyszała te słowa. Zagadka w tym, że to były moje słowa i jakim cudem je usłyszała... Nie, nie mogę jej tego powiedzieć. Na początku muszę odkryć to sam i się upewnić. Dopiero później jej to powiem. Muszę być pewny na 100 procent. Nie mniej nie więcej... No chyba, że do innego rozwiązania zmusi mnie jakaś sytuacja... Wstałem z kanapy i podszedłem do okna. Spojrzałem na niebo, którego odcień z różowo-pomarańczowego zmierzał ku granatowi i czerni.
- Nie, nie teraz... Sam muszę się upewnić najpierw, a później... Później zobaczy się...
Zirhael spuściła głowę, lecz nie mogę... Po prostu nie mogę...
- D-Dobrze... - szepnęła.
- Sam muszę się upewnić, że jest to bezpieczne... I chyba nie będę musiał czekać tak długo... - spojrzałem na pojawiające się gwiazdy i księżyc oraz wsadziłem ręce do swoich kieszeni. Poczułem delikatne, lodowate dłonie, jakie dotknęły mojego ramienia.
- Zirhael? O co chodzi?
- Zimno tutaj... -szepnela, po czym uśmiechnęła. -P-Pojde już. Tylko przeszkadzam.
- Jak wolisz... Ale obiecaj mi... Nie wejdziesz tej nocy do lasu...
- Nie moge ci tego obiecać... Amarin... Mam zlecenie...
- Cholera jasna... Kogo masz zabić?
- Lorda. Nic więcej. Nie mogę odrzucić zlecenia...
- Co by tu zrobić... Nie mogę tu zostać, zdemoluje dom... Szkoła odpada i miasto też... Za dużo osób mnie zobaczy i rozpozna... Zostaje las... - złapałem się za włosy. Nie ogarniam. Przecież pełnia była całkiem niedawno! Albo ktoś zrobił coś z cyklem księżyca. Albo ze mną jest coś nie tak... Albo Zira... - Arrow, szybko, nie mam dużo czasu...
- A-Amarin? Co sie dzieje?
- To co się działo jakieś dwa/ trzy tygodnie temu i powinno się zdarzyć za jakieś dwa tygodnie... Arrow, las! 
Nie mam teraz czasu. Muszę iść jak najgłębiej w las. Nie wiem, co się tym razem stanie... Ale mam dość złe przeczucia... To będzie dłuuuga noc... Tak jak stałem, tak i wybiegłem z pumą z domu...
- Amarin! -wrzasnęła. Z pomocą swoich cienistych macek ruszyła za mną. Uparta dziewczyna... W tej kwestii to nic się nie zmieniła..
- Zirhael, nie! Zostań tu! - biegliśmy dość szybko, więc znaleźliśmy się już poza klatką schodową wieżowca.
- Nigdy w życiu! Nie zostawię ciebie juz! -wrzasnęła.
- Cholera jasna, jaka ty jesteś uparta!
---
Po chwili znalazłem się na leśnej polanie... Oczywiście Zirhael pobiegła tu ze mną. Nie da się zatrzymać tej dziewczyny, no nie...
- Zirhael, odejdź... To nic ciekawego i przyjemnego...
-Nie! Nie odejdę! Udowodnię ci, że możesz mi ufać! Że nie jestem jak wszyscy inni! - krzyknęła ze łzami w oczach. Ja krzyknąłem również, lecz mój głos już zaczął się... Nieco modulować. Puma przycisnęła Zirhael do drzewa. Chyba po to, by się nie zbliżała. Dobrze mnie zna i wie co robi...
- Amarin! Niech mnie ta puma puści! - krzyknęła.
- Po moim trupie! Masz tam zostać. Jasne?! - obróciłem się do dziewczyny, krzycząc.
- Nie... Nie! Nie jestem jak wszyscy! Chce być obok, a nie uciekać!
- Zirhael... Twoje oczy... - podeszłem do pumy i wziąłem jej potężny łeb w dłonie. Przeglądnąłem się w jej oczach. Kurde... Białe... Białe oczy... To oznacza, że...
<Ziruś?>
Ilość słów: 698

niedziela, 20 maja 2018

Od Amarina do Zirhael

Jak zwykle. Kurwa jak zawsze. Nic się nie zmieniło od czasu tamtej nocy! Nic! Nikt nie chce mnie zrozumieć. Nikt nie odważy się spojrzeć prawdzie w oczy... Nikt nie pomyśli co ja musiałem czuć przez te 15 lat w samotności, nędzy i mordzie! Nikt nie pomyślał co czuło te 5 letnie dziecko pozostawione samo sobie! Bez przyjaciół, bez rodziny, bez rodzeństwa, bez zwierząt, bez domu... Bez jakiegokolwiek światła. Zostałem z niczym! Kto by się kurwa wtedy przejmował pierdoloną miłością! Nie ma miłości! Ona nie istnieje! Każdy patrzy tylko na czubek własnego nosa. Nikt nie patrzy na innych.. "Czemu mnie nie kochasz", "Masz mnie kochać", "Szukałam cię"... Jak masz mnie kochać patrząc tylko na siebie! Wyzywasz mnie i mówisz, że ciebie zostawiłem! Ja?! Miałem zostawić ciebie z własnej woli?! Przesadziłaś moja droga! Przegiełaś tą cienką linkę! Zmusili mnie do tego! Wyzywali, poniżali i rzucali czym tylko popadnie... Potwór, który zabił własny klan samemu. 5 letni bachor, który zniszczył życie każdego... Miłość, ha! Dobre sobie... Nikt mi jej nie okazał, więc ja nie okażę jej nikomu. Nie wiem co to znaczy. Nie wiem co to jest... Nie mam dokąd wrócić. Mojego dawnego domu już nie ma... On przestał istnieć 15 lat temu! Dawnego Amarinka.. Tego grzecznego chłopczyka też nie ma... Jak można kochać osobę, której się nie zna... Zarzuca mi to, że po 15 latach powinienem być taki jak dawiniej... Chce bym był taki jak ona chce, a nie taki jaki jestem ja. Co to w ogóle za miłość.. Mówiłem już, że ona nie istnieje... Mówiła jaka to ona jest zła, jak cierpiała i jak miała źle... Ha! Miło mi to słyszeć naprawdę! Szkoda, że nikt nie pomyślał też o mnie... Bo JA to miałem sielelankę przez te wszystkie lata! W ogóle prawie nie zginąłem i w ogóle nie chciałem się zabić! W ogóle nie głodowałem i chodziłem w podartych ubraniach. W O-G-Ó-L-E... I co? Mam jej tak po prostu wszystko powiedzieć i będziemy żyli długo i szczęśliwie? Życie takie nie jest... Nigdy nie było, nie jest i nie będzie... Za bardzo doświadczyłem tego na własnej skórze... Za bardzo... Wkurzyłem się..."Zostawiłeś mnie", "Mój smutek jest z twojego powodu"... Tak? Taaak?! Z mojego?! TO prosze bardzo. Jeżeli aż tak ci źle to sobie znów gdzieś pójdę. To nie będzie takie trudne... Niech sobie myśli, że zostawiłem ją z własnej woli. Niech się okłamuje dalej.. Ja nie mam zamiaru być pokorny jak idiota i pantoflarz... Mam swój honor... Nie musze się tłumaczyć nikomu. Jeżeli tak będzie dalej postępować, niech zapomni o jakiejkolwiek mojej sympatii i wyjaśnieniach... Zirhael... Ty też się bardzo zmieniłaś...
---
Szedłem wkurzony ulicami miasta. Ludzi oglądali się za mną to ze strachem, to z pogardą, to z obojętnością... Gówno mnie obchodzi ich opinia.. Spojrzałem w niebo i zobaczyłem sylwetkę kobiety, która stała na ogromnym wierzowcu. To oczywiste, że jest to Zirhael... Czy ona naprawdę chce się zabić z tego powodu... Bo jej "nie kocham".. Serio coraz bardziej tracę wiarę w tą ludzkość... Niech mi udowodni, że jest inna niż wszyscy, że się czymś w ogóle przejmuje, a nie tylko wymagać, wymagać i wymagać! Życie nie jest takie proste Zirhael, a śmierć byłaby tylko ukojeniem. Nie pozwolę ci umrzeć, oj nie... Jeszcze poznasz całą prawdę i zrozumiesz mój ból... Pokażę ci co to znaczy być odrzuconym... Co to znaczy mieć krwawą przeszłość i kroczyć ścieżką śmierci... Nie pozwolę ci odejść, bo mimo wszystko... Mimo wszystko jesteś zakorzeniona w jakiś sposób w moim sercu... Masz... Żyć...
---
Otworzyłem swoje skrzydła i wzbiłem się w powietrze jak najszybciej mogłem. Pochwyciłem lecącą dziewczynę w powietrzu i skierowałem się na jakiś dach budynku... Nadal jestem wkurzony, ale i zarazem smutny, że tak myśli o tamtej sytuacji... To ukuło mnie w serce, a nie pamiętam kiedy ostatnio odczuwałem takie emocje...
- CO... Po co... Dlaczego... Zostaw mnie. Puszczaj mnie. Nie nadaję się. Nie umiem ciebie zrozumieć. Dlaczego mam żyć... Nie mam po co...
- Przestań w końcu pierdolić od rzeczy! -wylądowałem na dachu budynku i odstawiłęm ją na nim... Niezbyt delikatnie... - Przesadziłaś dziewczyno, przesadziłaś...- zacząłem zbliżać się do niej z morderczym i wkurzonym wzrokiem.Ta jednak nawet się nie odsuwała. Siedziała, cała drżąc i płacząc.
- Nie rozumiem... N-Nie rozumiem... C-Chcę ciebie zrozumieć... N-Nie umiem... D-Dlaczego...
Ja wziąłem ją za fraki i podniosłem do góry, a nasze twarze dzieliły centymetry. Patrzyłem na nią wkurzonym wzrokiem.
-To po jaką cholerę mówisz o jebanej miłość i wymagasz ode mnie czegoś, co straciłem 15 lat temu... Po co?!
Miała w oczach łzy. Jednak coś ją ruszyło, nieźle..
-M-Mówię o miłości... Nie wiem co to znaczy... C-Chciałabym, abyś był ze mną... A-Ale nie mogę d-dać ci tego, c-co chcesz... -szepnęła.-T-To boli...-dodała jeszcze, spuszczając głowę. 
-Boli tak? Nie pomyślałaś wcześniej, że mnie też to boli? Przesadziłaś dziewczyno... Przesadziłaś, mówiąc, że zostawiłem cię z własnej woli i że ciebie nie chciałem... - puściłem dziewczynę również niezbyt delikatnie i odwróciłem się plecami, a następnie usiadłem na krawędzi budynku z nadal rozpiętymi, czarnymi skrzydłami. To nie było takie łatwe do zniesienia... Zirhael nadal cała drżąc, wstała, po czym podeszła do mnie. Usiadała dalej ode mnie, patrząc w dół. 
- Mówili mi, ze chciałeś się uwolnić od Białej Grani... Że nie znosisz mnie, rodziny i wszystkich innych...-szepnęła. Serio? Te skurwysyny jej tak powiedziały? Aż tak mnie znienawidzili? Dobre... Świetnie...
- Jestem zaskoczony, że ty im uwierzyłaś... Powiedz w takim razie... Gdzie są moi rodzice i rodzeństwo Zira... Skoro odeszłem z własnej woli... Myślałaś kiedyś nad tym?
-Powiedzieli mi, że wyjechali. Że też nie chcieli być w Białej Grani... A-Amarin... Oni mnie wsadzali w ciemne miejsca, gdzie było cicho... Ciągle mówili, że póki nie uwierzę... Nie wyjdę... -szepnęła, cała drżąc, a ja zakryłem jedną dłonią swoją twarz...
- Jaki idiota chciał by zrobić to z włąsnej woli! - wrzasnąłem, a z oka popłynełą mi pierwsza od wielu lat, pojedyncza łza - Zira, oni nie wyjechali... 
Poczułem dotyk na dłoni, jaką zakryłem twarz. Dotyk... Ten chłód jej ręki..
- J-Ja nie wiedziałam... B-Byłam dzieckiem... B-Bałam się... B-Bardzo się bałam...-szepnęła, zaciskając moją rękę, a ja przeczesałem swoje włosy, mocno je zaciskając.
- To była wszystko moja wina... Spierdoliłem życie swoje i milionom innych istot... 
-A-Amarin... -szepnęła, a dłoń dziewczyny przeniosła się na mój policzek.-Sam piszesz swoją historię, podobnie jak ja... P-Przecież ja też zabijałam... Ja też zniszczyłam życie tylu istotom... J-Jesteśmy podobni... - po chwili po jej policzkach popłynęły łzy, a spojrzenie pokierowała w dół.
-Nie obchodzi mnie życie innych płotek, które sobie tam ledwo dychają na tej ziemi... Ich zycie było ważniejsze... - wstałem, mówiąc to - Gdybym tylko mógł cofnć czas... 
Zacząłem się oddalać. Za dużo wszystkiego na jeden dzień.. Za dużo...
<Zira?>
Ilość słów: 1095

piątek, 11 maja 2018

Od Amarina do Zirhael

Obietnica, co? Ile to było lat temu... 15, a może i więcej. Byliśmy mali, a nasze wspomnienia to są urywki. Przecież mieliśmy 5 lat. Jak moglibyśmy pamiętac to wszystko. Nie ma takiej opcji. To niemożliwe. Tak samo jak dziecięca miłość. To zupełnie coś innego. Coś na zupełnie innym poziomie. Coś, co dla mnie teraz jest nieosiągalne. Straciłem ją. Straciłem tamtego siebie, a Zirhael straciła tamtego małego i zawsze uśmiechniętego Amarina. On się utopił, spalił wśród wodnych płomieni i leży na dnie oceanu. Tak wielkiego oceanu, że nikt ani nic nie zdoła go odnaleźć. Ten Amarin, który teraz stoi i jakimś cudem jeszcze żyje i oddycha... To zupełnie inna osoba. Pusta w środku. Lalka, w której nie ma nic wartościowego i wartego uwagi. Jak więc można ją kochać? Co to tak na prawdę znaczy "kochać"? Nie wiem... Te uczucia wygasły wraz z dniem, gdy całe moje życie legło w gruzach, a mi nie zostało nic. Kompletne zero. A z zerem nic nie możesz robić. Nic nie pomnożysz, nie podzielisz ani nie odejmiesz. Nie da się jego dodać do żadnego sensownego zbioru liczb. Nic. Prawie tak samo jak ja. Nie rozumiem... Nie rozumiem po co ona chcę odnowić i dotrzymać tej przysięgi. Po co to robić. Nie wiem. Nie wiem też jak można za mną tęsknić. Przecież zabiłem ich wszystkich. Wszystkich.... Nawet nie pamiętam ich twarzy. Przecież byłem jeszcze małym bachorem, który o życiu nie wie niczego. Bawiłem się codziennie na łąkach i prowadziłem dość spokojne życie. Do czasu... Aż nadszedł ten dzień. Ten jeden dzień, w którym wszystko runęło. Burza połamała drzewa. Tornado zmiotło mój dom, a morderca zabrał mi rodzinę. Tym mordercą jestem ja sam. Oszalałem wtedy, a mną zawładnęła nieznana mi dotąd siła. Nie pamiętam ich... Nie mogę sobie przypomnieć ich twarzy, a wspomnienia są zamazane. Więc co pamiętam? Silna, lecz kochająca ręka ojca, który dawał mi rady i uczył jak przetrwać w tym okrutnym świecie. Czuły uścisk mamy, w którym zawsze znajdowałem oparcie. Uśmiech siostry, z którą uwielbiałem się bawić. I łuk brata, z którym uwielbiałem trenować swą celność. Ten łuk, który jest głęboko schowany w miejscu, które tylko ja znam i tylko ja mogę otworzyć. Pamiątka, która jest cenniejsza niż miliony wypowiadanych codziennie słów. Część mojej duszy, którą sam pokruszyłem... Można powiedzieć, że zaprzedałem dusze diabłu. te okruchy i pęknięta dusza była mu przeznaczona od czasu mojej egzystencji na tym świecie. Ale czy żałuję? Tak. Tej rzeczy żałuję najbardziej na świecie. Bardziej niż miliony zabijanych przeze mnie ofiar każdego dnia. Chcę się stąd wyrwać. Z tego błędnego koła, które zatacza kolejne kręgi od ponad 15 lat. Nie chce się zatrzymać, a historia lubi się powtarzać... Dlatego znów stoję na tej polanie. Znów wokół mnie.... Na drzewach, trawie, krzewach, skórze i ubraniach... Wszędzie widzę ten szlachetny kolor. Krew... Nawet niebo staje się czerwone. Znowu widzę śmierć, lecz lubię tą krwistą czerwień? A dlaczego ją tak lubię? Bo to ona jest moim ostatnim wspomnieniem z mego domu... Z Białej Grani. Ostanie wspomnienie. Ostatni raz, gdy widziałem swą rodzinę, swych rodziców... Tatę i mamę, która ledwo dysząc, powiedziała mi...
~~~
-A...Ma...Rin...- wyszeptała ciężko oddychając- Pamiętaj. Nie mamy ci tego za złe, bo jesteś naszym ukochanym dzieckiem. Synku... Zawsze będę cię oglądać z tatą i rodzeństwem z góry. Zawsze będziemy cię wspierać... Nie płacz i...- wtedy głos się urwał. Oczy stały się martwe, ciało zimne i bezwładne. Pożegnała mnie z ciężkim uśmiechem na twarzy... Ostatni uśmiech mojej mamy...
-Mamusiu! Mamusiu! Nie! Nie! Mamusiu, co ci jest?! Nie umieraj! Nie! Nie opuszczaj mnie! No już, obudź się, no już... To tylko mała rana... To tylko... To tylko ja..- małe czarnowłose dziecko podbiegło do ojca, trącając go za ramię...
-Tato! Tato! Pomóż mamie! Tato!- lecz ojciec nie odpowiadał. Nieżywe ciało tylko machało się na boki... Mały więc podbiegł do siostrzyczki.
-Obudź się obudź! To tylko sen, prawda?! To sen...- spojrzał na braciszka.
-T-to tylko sen... Prawda?! To tylko zły sen... Tak naprawdę to śnię w łóżeczku, a mama mnie zaraz obudzi i będzie wszystko tak jak dawniej, napewno tak jest...
Jednak tak nie było. To nie był sen ani koszmar, tylko okrutna i brutalna rzeczywistość... Już nigdy nie zobaczyłem uścisku mamy, silnej ręki taty, precyzji brata i uśmiechu siostry. Ostatnie wspomnienie to czerwona ciecz wokół mnie...
~~~
Zabijałem... więcej i więcej... Zapomnieć, zapomnieć o rzeczywistości. To nie jest sen. To rzeczywistość... Chcę zapomnieć... Chcę znów ich zobaczyć... Może jak ich zabiję wystarczająco, to ktoś zwróci mi ich? Prawda? Więc muszę zabić więcej i więcej aż nie zostanie po nich nic... Nic, nic nic, nic! Tylko krew! Krew! Krew! 
~~~
-Amarin Vhenan... Zostajesz skazany na wygnanie z Białej Grani! Hańba!- żołnierze uderzali włóczniami w podłogę. Za głośno... Było o wiele za głośno...-A-ale... Mama... Tata... Gdzie oni są?!-Hańba! Hańba! Hańba!- setki żołnierzy, jeden za drugim, gdy mały ja przechodził ścieżką... Wrzeszczeli i stukali... Tak głośno... Za głośno! -Potwór! Diabeł! Od początku to planował! Hańba! Stracić go! Wygnać! Nie ma prawa tu mieszkać! Nie ma prawa żyć!- krzyk mieszkańców roznosił się po całej krainie... Ale... Nie widzę Zirhael... Pewnie też tak myśli... Pewnie też się mnie boi... -Wygnać! Wygnać! Wygnać!Nie miałem nic ze sobą. Nic a nic... Tylko posklejane i mokre od krwi ubrania, skóra i włosy... Puste spojrzenie, a dookoła wyzywający ciebie tłum i nienawidzące, mordercze spojrzenia kierowane w twoją stronę oraz straże, którzy przykładali ci do gardła nóż, byś nic nie zrobił. Prowadzili cię do tego miejsca... Miejsca, o którym chcę zapomnieć. Ten portal był okropny...
~~~
Zabić! Zabić! Zabić! Zapomnieć! I zapomnieć! Więcej krwi... Bo tylko ona... Ostatnie wspomnienie....
-Wrócimy do domu... D-Dobrze, Amariś?- Zirhael szepnęła, a dookoła nas znajdowała się już tylko krew i ogrom ciał... Jaki dom...Przecież go już nie ma...
-Dom? Jaki dom? O czym ty mówisz Zirhael.. Przecież domu już dawno nie ma.. Przepadł...
~~~
- Gdy niebo stanie się czerwone, a na nim widnieć będzie krąg tornada.. Wtedy przyjdzie dzień zemsty.. Przybędzie krwisty jeździec.. Przybędzie Pest (plaga) i B'eanshie (zjawa)... Pamiętajcie ludzie! Czyńcie tę ziemię sobie poddaną! Lecz strzeżcie się powrotu krwawego króla....- powiedział stary, siwy czarownik. Skąd on znał te tytuły.. Przecież one zostały mi dane dopiero 10 lat później...
~~~
<Zircia?>
Ilość słów: 1016

sobota, 5 maja 2018

Od Amarina do Zirhael

Miasto. Metropolia, w której życie zaczyna się dopiero po zachodzie słońca. Czarne zakątki, dzielnice pełne bandytów, ludzie, którzy gryzą się ze strachu, bezdomne zwierzęta, żebracy, narkotyki i brudne intrygi. Miasto, które oświetlone jest milionami billboardów, a ludzie krążą jego ulicami 24/7. Ludzie, którzy pośród tego zgiełku i tego brudu i tak dostrzegają w tym świecie piękno. Uśmiechają się jak idioci z nadzieją, że będzie lepiej. Aż chce mi się śmiać na widok ich głupoty. W tym świecie nie ma dobra. W tym świecie nie ma litości. Tylko zazdrość, ból i nienawiść. Żal i smutek, które gonią za złością. Miliony samobójstw i miliony morderstw. Jak to pięknie brzmi.. Jak to pięknie wygląda... Ulica, która staje się czerwona od nadmiaru krwi...
---
Szedłem zatłoczoną uliczką, przepychając się niezauważenie przez ogromny tłum. Dobrze. Niech nikt nie wie. Niech nikt nie słyszy odgłosu, który zwiastuje śmierć. Ludzie są tak słabi, tak łatwo ich skruszyć i zgnieść. Jedno pociągnięcie nożem i już znajdują się po drugiej stronie ogromnych wrót. A skąd to wiem? Jestem mordercą, a by nim zostać, sam musisz doznać tego. Sam musisz zostać zamordowany, by móc myśleć jak morderca. Jeżeli chcesz naprawić świat, musisz zostać tym złym. Ktoś musi ubrudzić sobie ręce. Nie każdy ma dobre przeznaczenie. Czasami twoja ścieżka jest usłana ofiarami, które swymi martwymi ciałami stworzą ci most, dzięki któremu przejdziesz na drugą stronę rzeki. Tyle ludzi. Tyle bydła wokół mnie. Nie ma w tym nic wyjątkowego. To będzie kolejny dzień bez sensu i wyrazu... Zamknąłem na chwilę oczy...
~~~
-Amarin! Amarin!
Jej głos zawsze mnie uspokajał. Był taki łagodny i miły pośród tych ciężkich i niskich głosów, które mnie oskarżały. Uspokajający... Lekki i pędzący w stronę wiatru. Wiatru, który czułem po raz ostatni 15 lat temu...
-Wybacz, Zira, ale... Nie mogę tu zostać.
-Amarin! Nie! Czemu idziesz? Kiedy wrócisz?
-Na pewno, kiedyś cię znajdę... Żegnaj...
~~~
To wtedy po raz ostatni słyszałem ten kojący głos i czułem we włosach ten ciepły wiatr Białej Grani. Krainy, która mnie porzuciła... Nagle poczułem gwałtowny impuls w moim sercu, a czas się zatrzymał. Stałem na środku ulicy, pośród samochodów układających się w długi korek uliczny, a moje włosy rozwiał wiatr. Nie wierzę... Ona. Teraz. Przede mną. W tym momencie.... Białowłosa dziewczyna z opaską na oczach, którą po chwili zdjęła. Ona. To ona. To moja... To moja Zirhael...
~~~
-Mamo! Tato! Czemu was u nie ma! Czemu nie jesteście obok mnie! Czemu mnie opuściliście! Dlaczego!
Wołałem bez końca, a mój krzyk rozchodził się po lesie. Jednak nikt mi nie odpowiedział. Nikt mi nie pomógł. Samotny i odrzucony. 5-letnie dziecko wyrzucone do lasu na zbity pysk. Bez niczego i bez nikogo. Bez żadnego domu. Bez żadnej rady. Szukało pomocy u wielu, ale nikt nie chciał wyciągnąć do niego ręki. Skazany na siebie przez 15 lat. W samotności i bólu. Zira, czemu wtedy za mną nie pobiegłaś tak, jak zwykle... Czemu mnie nie zatrzymałaś. Czemu nie było cię obok, gdy cię potrzebowałem...
~~~
Odbiegłem od korku i zgiełku, ktory zbierał się dookołą nas. Od tych wszystkich idiotów...Zamieniłem się z powrotem w ludzką postać i spojrzałem na Zirhael. To była znowu ona... Znowu mogę widzieć ją i jej uśmiech. Jej piękne oczy i jej białe jak śnieg włosy. Wreszcie mogę poczuć jej piękny zapach, który przepełniony był bzem i agrestem. Znowu mogłem poczuć te ciepło, które zawsze biło we mnie na jej widok. Wreszcie mogłem dotknąć jej delikatnego i bladego ciała. Wreszcie mogłem z nią porozmawiać. Wreszcie mogłęm być przy niej i ją chronić. Wreszcie nikt mi nic nie zabroni i nikt mi nie przeszkodzi. Nikt nie stanie mi na drodze. Jeżeli będzie trzeba, to zrobię wszystko, by bezpiecznie przeszła przez ta rzekę. Ilość ofiar się nie liczy. Liczy się tylko ona i jej piękny uśmiech. 
-Zirhael... Tak bardzo tęskniłem...-dziewczyna podeszła do mnie i zacisnęła swoje delikatne dłonie na mojej koszulce. Jej dotyk. Wreszcie czuję... Wreszcie moje serce bije...
-A-Amarin... J-Jesteś naprawdę przy mnie...-szepnęła, a ja zdobyłem się na uśmiech. Specjalnie dla niej. Nie pamiętam kiedy ostatnio się uśmiechałem i śmiałem. Kiedy ostatnio moje serce szybciej biło na myśl i obecność drugiej osoby. Kiedy ostatnio ktoś tak czule mnie dotykał. Kiedy ktoś się o mnie tak matwił...
-Jestem... Jestem już obok. Mówiłem... Mówiłem, że cię znajdę....
Zirhael zaczęła płakać, patrząc mi w oczy.
-Amarin... D-Dziękuję...-szepnęła, nadal łkając, a ja przytuliłem ją do siebie i zaśpiewałem jej piosenkę, którą jako dzieci często słyszeliśmy i śpiewaliśmy. To była piosenka, jaką napisał mój ojciec dla mojej mamy. Śpiewali ją podczas... Podczas swych ostatnich chwil... Znałem ją na pamięć. Jak mógłbym ją zapomnieć...

Zira po chwili do mnie dołączyła, cicho śpiewając ze łzami w oczach, a po chwili spojrzeliśmy sobie w oczy.
-Przepraszam... Przepraszam za wszystko...
-N-Nie przepraszaj...-szepnęła, po czym położyła jedną, chłodną dłoń na moim policzku, a ja złapałem ją za rękę i zacząłem ją prowadzić wśród tłumu. W ręku nadal miałem nóż, który kiedyś mi podarowała. Po raz pierwszy od tylu lat... Znowu czuję w sercu radość...
~~~
-A-ma-rin!- mała dziewczyna podeszła do mnie z pewną lśniącą rzeczą w rączkach i jeszcze nie w pełni uzębionym uśmiechem- To dla ciebie!-Dla mnie? Dziękuję! Ja też coś dla ciebie mam!- czarnowłosy chłopczyk z kieszeni wyjął średniej wielkości pluszaka zza pleców.- To dla ciebie! Wygląda zupełnie jak ty, Zira!
-Dla mnie? Jesteś super!-dziewczyna przytuliła mnie...
~~~
To był ten sam nóż. Był w każdej mojej akcji. Przypominał mi ją. Tak bardzo... Spojrzałem kątem oka na Zirę i się lekko zadziornie uśmiechnąłem. Wreszcie mogę z nią być, lecz Zirhael... Zirhael musisz pamiętać, że tego twojego małego i uroczego Amarinka... Już. Nie. Ma....

<następne opowiadanie>
<Zircia?>
Ilość słów: 920

niedziela, 29 kwietnia 2018

Witamy- Amarin Vhenan!

 
Imię i nazwisko: Amarin Vhenan
Pseudonim: Amarin nie ma zbyt przyjaznych, śmiesznych i żartobliwych pseudonimów. Są to raczej coś w rodzaju tytułów od zbrodni i różnych problemów, które w życiu miewał, a było ich dość sporo.  Bloedbleidd (krwawy wilk), Deargcoram (czerwony lew), Deithdhu (czarny płomień), D'yaebl (diabeł), Ichaer Ruadhri (jeździec krwi), Tuathe Folie (szept szału), Cerbin (Kruk), Bloede aevon (krwawa rzeka), B'eanshie (zjawa), Pest (plaga), Ahzidbah (gorzki gniew), Gwyn bloed (Biała krew)... Jest ich o wiele więcej, ale w każdej krainie i miejscu nazywają go inaczej, więc kto by to spamiętał...
Wiek: 20 lat
Data urodzin: 4 maja
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Heteroseksualny
Partner: Amarin ma w głowie od zawsze tylko tą jedną, białowłosą dziewczynę, za którą tęskni jak nikt inny...
Klasa: III X
Kluby: Klub łucznictwa | Klub jazdy konnej
Rasa: Amarin to dość trudny przypadek w określaniu rasy. Jest mieszanką wielu z nich i to tych niekoniecznie dobrych. On sam nawet nie wie ile krwi płynie w jego żyłach. Przez swoją "inność" i niedopasowanie, miał ogromne problemy. Odrzucenie, strach, obrzydzenie, wygnanie i wiele innych... Na razie odkrył, że ma geny:
-wampira- przez co musi pić co jakiś czas krew, ma bladą cerę, wampirze kły, kiedy odczuwa pragnienie i czasami czerwone oczy. Co do nieśmiertelności, tego nikt jeszcze nie wie.
-zmiennokształtnego- potrafi zmieniać swoją formę i nie potrzebuje do tego żadnych talizmanów, przynajmniej na razie...
-demona- od tej rasy odziedziczył zdolność władania  krwawym cieniem i przemiany w czyste zło. Bezwzględny, okrutny, z mordem w oczach demon, który nie miał litości nawet dla małych dzieci. Jest to jedna z dominujących ras w jego krwi.
 -elfa- nie odziedziczył w żadnym stopniu ich wyglądu, lecz precyzję i celność oraz zdolność posługiwania się runami. Ma to związek z jego pochodzeniem, podobnie jak białowłosej ślicznotki...
-wilkołaka- z tą rasą jest nieco inna sytuacja, lecz są oni związani ze zmiennokształtnymi, więc Amarin również ma parę cech wspólnych, lecz jest ich niewiele. Amarin może zmieniać się w wilka, lecz nie potrzebuje żadnych leków, bo na niego po prostu nie działają, nie jest wrażliwy na srebro, nie ma ciemnej karnacji, nie ma większej ilości włosów jak typowe wilkołaki. Jednak jest silnie związany z pełnią, ale sam nie wie, czemu. Gdy ten piękny księżyc widnieje na niebie, jego źrenice przybierają koci kształt, a tęczówki stają się czerwone bądź białe...
Ktoś mógłby pomyśleć, że tyle ras to tyle korzyści i zdolności. Błąd.  Chłopak nie potrafi zapanować nad swymi mocami i zdolnościami. Gdy był mniejszy, chciał być "taki jak inni", ale nigdy mu to nie wychodziło. Z czasem się do tego przyzwyczaił, a sumienie zaczęło niknąć. W taki więc sposób jego rasa jest stwierdzona jako nieznana.
Specyfika: Amarin to dość niespotykana i specyficzna osoba, której nie da się zapomnieć. Jest mieszańcem, odludkiem i wyrzutkiem, którego nikt nie chce znać przez jego dość nieciekawa i krwawą przeszłość. Ten oto mężczyzna ma od urodzenia czarna kartę, na której nie ma już miejsca na wpisywanie grzechów i zbrodni. Ale oskarżenia i plotki, które krążą wokół jego osoby są prawdziwe i nie ma szans, by się już z tego wyplątał. Zaszedł o wiele za daleko i z tej ścieżki nie ma odwrotu. Albo ją kończysz, albo przerywasz. Nic dodać nic ująć. Jego "rozpoznawalność", jak łatwo zgadnąć, jest przez jego krew, czyli zlepek kilku bądź kilkunastu ras. Nikt nie potrafił i nadal tego nie potrafi uzasadnić i wyjaśnić. Jest według nich anomalią, rzeczą, która nigdy nie powinna się pojawić na tym świecie. Korzenie demonów, wampirów i najkrwawszych bestii tego świata... Potomek wielkiego rodu i ostatni żyjący dziedzic tronu... Posiadacz wielu tytułów, które nadawano mu po jego "wizytach" w kolejnych miejscach wyspy, do których nie miał już kto wracać...
Charakter: Charakter Amarina? Trudno ująć go w słowach... Zabójca, rzeźnik i król krwi. Bezwzględny, okrutny potwór, nie mający litości nawet dla małego dziecka. Tajemniczy, czający się w ciemności zwiastun śmierci. Nie słuchający błagań o życie. Nie patrzący na wiek i chorobę. Demon zrodzony z czystego zła. Wampir łaknący krwi. Wilk wyjący przerażającym rykiem do księżyca. Strzelec, który nigdy nie chybia. Lew, który dominuje w na tej sawannie. Cichy jak mysz i szybki jak gepard. Bezlitosny w swej pracy i rozrywce. Psychopatyczny i szalony, a zarazem opanowany i spokojny. Raz z szerokim uśmiechem, raz z murowaną powagą na twarzy, idzie na swoje ofiary... Idzie na rzeź. Jako płatny zabójca i jako pragnący rozrywki psychopata. Ze swym nożem w ręku podąża na bój. Nie obchodzą go tłumaczenia innych, nie obchodzą go kłamstwa. Nie obchodzi go ilość wylanej krwi. Ma być czerwono od jej nadmiaru. Potwór, plaga i mroczny, krwawy jeździec niczym zwiastun śmierci. W pełni księżyca szuka tej jedynej, która potrafi wyczyścić jego serce. Poszukuje tej ostatniej, z którą dzierży tytuł  krwawego jeźdźca i która jako jedyna zobaczyła w nim człowieka. Z którą jest związany przeznaczeniem i legendą, pochodzeniem i mocą, sercem i uczuciem... Szkoda, że sam nie wie jeszcze, czego w pełni księżyca szuka. Nieświadomy podąża w nicość i ciemność. Nie ma "domu" i przyjaciół, nie ma nikogo. Błądzi po tej krwawej ścieżce, zgubił drogę... Nie obchodzą go zwykłe płotki i przeszkody napotkane na drodze. Ważna jest tylko ONA. Tylko gdzie ona jest? Gdzie ma jej szukać? Tyle lat w złości, mroku, krwi i śmierci... A czy ma wyrzuty sumienia? Kiedyś je miał, ale teraz już zanikają, a on sam zatraca się w tym. Chciał się uwolnić, chciał być normalny. Nie udało się. Nikt nie chce mu pomóc. Nikt nie chce wyjaśnić, czemu taki jest i czemu tak postępuje. Nikt nie chce wyciągnąć do niego ręki. Z jednej strony bezwzględna bestia, a z drugiej rozdarty na strzępy mężczyzna po licznych przejściach, który sam nie potrafi ogarnąć tych mocy. "Przecież ja tylko chcę żyć. Co jest złego w tym? Skoro uważacie mnie za bestię to powstrzymajcie mnie! Wyjaśnijcie mi to! Nauczcie mnie tej radości i szczęścia! Przecież nie wybierałem tego, kim mam się urodzić!"... Pragnął zrozumieć ten świat, ale gdy zobaczył jego prawdziwą naturę, przestał. Z roku na rok coraz mniej się tym przejmuje. Coraz bardziej się zatraca. Bez skrupułów i zawahania, dzierży w rękach czyjeś życie. Staje na szali śmierci i gilotynie, podcinając głowy. Kto wyciągnie tego krwawego chłopaka z wiru beznadziei i żalu? Kto się odważy stanąć przed krwawym wilkiem? Kto skruszy kamień w jego sercu... Nie patrzy na konsekwencje. Nie ważne jakim potworem się stanie. Nie ważne, co musi zrobić. ONA ma żyć i nic nie przeszkodzi mu w jego obranym celu. Trzymający się swego zdania, silny mężczyzna, który nigdy nie podąża za innymi. Samotny i zamknięty w sobie chłopak, który swego głęboko ukrytego wnętrza nie pokaże byle jakiej płotce. Bez sumienia... Ale czy na pewno? Może jednak w jego sercu tli się promyk dobra? Może jeszcze nie wszystko stracone? Może jednak ma ten promyk litości w sercu? Tylko jedna osoba ma klucz do jego serca... Tylko... Jedna... Tylko jedna potrafi w nim obudzić siebie...
Aparycja: Amarin to wysportowany i wysoki, bo 1,85 metrowy mężczyzna o czarnych, gęstych włosach i bladej skórze. Jego naturalny kolor oczu to brąz, lecz mogą one zmieniać swój odcień na krwistą czerwień pod wpływem mordu, pełni księżyca i przemian. Różnie to bywa. Nie ma określonej rutyny ubierania się. Jednak jest stała część garderoby, którą zawsze nosi. Zawsze... A mianowicie? Naszyjnik... Pamiątka po pięknej Zirhael oraz nóż, który wręczyła mu białowłosa jeszcze za czasów dzieciństwa. Ma przebite ucho, ale nie zawsze nosi w nim kolczyki. Ma dużo różnych form, więc... Tak. Od wampira odziedziczył bladą skórę i czerwone oczy oraz kły, gdy staje się spragniony. W postaci wilka ma czarną sierść i czerwone oczy, lecz gdy jest pełnia, jego sierść staje się czarno-czerwono-biała, a jedno oko jest białe, drugie czerwone. W postaci lwa jego sierść jest kruczoczarna, a oczy czerwone. Podobnie jest w postaci smoka, który jest całkiem duży. Od elfa nie odziedziczył żadnych cech z wyglądu. Od wilkołaka podobnie, tylko zwężone źrenice podczas pełni. A od demona... Jego demoniczna forma jest dość... Charakterystyczna. Wtedy jego skóra sinieje i czernieje, oczy stają się krwistoczerwone, białka czarne, a źrenice zwężone. Paznokcie przekształcają się w szpony, a kły są większe. Na głowie ma czarne rogi z czerwonymi znakami, które je oplatają. Pojawia się ogon. Długi, czarny i ostry jak brzytwa na końcu. Jego skrzydła są wtedy długie, wielkie i postrzępione jakby na końcach. W normalnej postaci, skrzydła Amarina są czarne, złożone z piór. Jest też jedna dość charakterystyczna cecha, o której Amarin jeszcze nie wie. Mianowicie to, że jego oczy czasami stają się białe, tak samo, jak jego krew, lecz nikt nie wie czym to jest spowodowane i od czego zależy.
Głos: Starset
Pokój: Amarin nie mieszka w akademiku, za dużo tam ludzi... Ma własne mieszkanie w jednym z nowoczesnych bloków w mieście. Jest jednak ono dość... Ciemne, ale nie oznacza to, że jest brudne (zawsze ma u siebie porządek, wbrew pozorom).
Współlokator: ---
Zainteresowania: Jednym z zainteresowań Amarina jest zabijanie, a z tych mniej destrukcyjnych to strzelectwo, łucznictwo i jazda konna. Chłopak jest mistrzem w strzelaniu z łuku, pistoletów i tego typu rzeczy. Ma nawet pewną kolekcję swoich broni. Po elfach odziedziczył celność, więc jest w tym naprawę niezły. Lubi również czasami wstąpić do klubu jeździeckiego, ale nie ma jakiejś ulubionej klaczy i dość rzadko tam wstępuje. Woli dosiadać swego wiernego pupila. Oprócz tego dość dobrze śpiewa, ale nie rozwijał swojego talentu muzycznego nigdzie.
Moce: 
-Zmiennokształtny- Amarin potrafi zmienić się w wilka, lwa i smoka, lecz o tym ostatnim jeszcze nie wie. Może się w nich przemieniać częściowo lub całkowicie, lecz gdy nadużyje tej przemiany - odczuwa pragnienie (chodzi o krew), jest osłabiony lub przez jakiś czas nie może się przemieniać.
-Krwawy cień- cień Amarina nie jest zwykły. Chłopak nie może wnikać do krainy cienia, bo został z niej wygnany. Ta czarna moc ocieka krwią i ją wchłania. Jest wtedy blisko połączona z Amarinem. Może zacząć pobierać jego krew, przez co staje się silniejszy i trudniejszy do utrzymania w ryzach. Na razie jego cień zachowuje się podobnie do zwykłego, tylko tyle, że pobiera krew.
-Demon- w formie demona Amarin jest nieprzewidywalny i wyjątkowo brutalny. Dzięki tym korzeniom odziedziczył skrzydła, na których może latać oraz krwawy cień. W tej formie jest również silniejszy, lecz traci nad sobą kontrolę. Z tego powodu Amarin nie ma pojęcia, jakie zdolności jeszcze posiada jego demoniczna forma. Po prostu tego nie pamięta. Jednak krążą plotki o pewnym Tuathe Folie i  Deithdhu, które mogą być z tym związane, ale czy na pewno?
 -Amarin potrafi zahipnotyzować osobę na określony czas. Wtedy szepcze do niej niczym duch lub coś podobnego, ale nie wie czemu akurat tak jest. Czasami również krzyczy jak "to coś".
-Kolejna moc Amarina nie jest jeszcze przez niego odkryta i nie może być użyta samodzielnie. Potrzeba do tego drugiej białowłosej osobniczki, z którą dzierży tytuł  Ichaer Ruadhri. Amarin wie, że jest potomkiem tych jeźdźców i że ma tą ukrytą moc, ale nie ma pojęcia na czym to polega i kiedy się ujawni. Wie tylko, że jest ona związana z nim i pełnią.
Rodzina: Cała rodzina Amarina została wymordowana... A przez kogo? Przez niego samego. Chłopak wpadł z szał i nic nie mogło go powstrzymać. Jest ostatnim przedstawicielem ze swego rodu i jedynym dziedzicem tronu w ich krainie. Nie ma też sensu przedstawiania jego rodziców i rodzeństwa. Chłopak uważa, że przez własną głupotę zawalił swój świat. Sprawy "rodzinne" to u niego dość delikatny temat. Lepiej opinie zostawić dla siebie..
Historia: Amarin pochodzi z miasta zwanego Białą Granią, czyli Ahrolsedovah. Rządzą w niej dwa silne rody- Salvatore i Vhenan. Jednak z tym ostatnim jest pewien problem. Mianowicie to, że Amarin jest ostatnim żyjącym przedstawicielem tego rodu i dziedzicem tronu. A dlaczego? Dlatego, że podczas jednej z burzliwych nocy wpadł w szał, którego nie dało się opanować. Rodzina chciała go uspokoić, lecz bezskutecznie. Mały, bo wtedy 5-letni Amarin, zabił wszystkich stacjonujących w ich pałacu ludzi. Nawet własne rodzeństwo i rodziców. Jako jedyny przeżył. W związku z takim obrotem spraw, krainą tą zaczął rządzić jeden ród. Jednak bez drugiego rodu kraina powoli obumiera, a mieszkańcy nie są do końca szczęśliwi, ponieważ kraina ta potrzebuje dwóch rodów, by się rozwijać. Tak było, jest i będzie i nie ma innej możliwości. Oba rody są w niej ważne i podtrzymują ją. Jednak po tak dramatycznej scenerii, jaką zobaczył drugi władca, nie mógł pozwolić na dalsze przebywanie Amarina w tej krainie. Tak więc to Amarin został wydalony i wygnany ze swojej krainy, a Zirhael została okłamana i oszukiwana. Nikt nie chciał powiedzieć jej prawdy. Dwie osoby złączone legendą i przeznaczeniem zostały rozdzielone na ponad 15 lat. Jednak jedyny już król w tej krainie oznajmił, że Biała Grań będzie czekać na odpowiednią chwilę, by ponownie przywitać swego drugiego władcę, lecz nikt nie wie, kiedy ta chwila nastanie. A co do Amarina? Można tylko sobie wyobrazić... 5-letnie, małe dziecko, które straciło kontrolę i nic nie pamięta, nagle straciło wszystko, co miało. Rodzinę, dom, przyjaciół. Nie zostało mu nic. Rzucony na pastwę losu, sam musiał sobie radzić w tym zepsutym do szpiku kości świecie. Ale przecież był tylko dzieckiem... Jak miał się sobą zająć? Gdzie miał pójść? Co miał robić? Był rozdarty i z żalu krzyczał wniebogłosy. Przez własną głupotę stracił wszystko. Grzechy wymagają pokuty. To była jego okrutna pokuta. Amarin spotkał na swojej drodze pewne zwierzę. Czarną pumę, która się nim zajęła. Nazwał ją Arrow. Została jego jedynym przyjacielem. Amarin nie miał domu. Nie było szczęśliwego zakończenia, gdy ktoś go przygarnął. Nie... Żył w lesie. Dorastał w nim i ćwiczył swoje umiejętności. Puma uczyła go polowania, zabijania i innych rzeczy potrzebnych do przetrwania. Amarin z roku na rok stawał się silniejszy, a widok krwi stawał mu się bliższy i bliższy i bliższy, a sumienie nikło i nikło i nikło. Jednak mimo tego, że wychowywał się w lesie z pumą, nie jest jakiś dziki i ma odruchy ludzkie, jak każdy. Mijały lata, a Amarin stawał się coraz silniejszym mężczyzną. Gdy miał już jakieś 15 lat, zaczął swoją mroczną pracę. Stał się płatnym zabójcą. Płatnym mordercą o nieogarniętych mocach i specyficznych metodach zabijania. Stąd jego pseudonimy i tytuły. Każdy oznacza inną zbrodnię. Dostawał coraz więcej zleceń i pieniędzy, a wieść o tajemniczym mordercy roznosiła się coraz szerzej i szerzej. Po pewnym czasie uzbierał niemałą sumę pieniędzy. Kupił mieszkanie w mieście, które znajdowało się niedaleko tego lasu. Ale jak je kupił? Chyba nie trzeba tłumaczyć. Zastraszył właściciela nieruchomości. Jednak ten zaproponował mu pewną umowę. On, jako biznesmen, załatwi mu wszystkie potrzebne dokumenty i formalności, a Amarin miał dać mu pieniądze za mieszkanie. Dodatkowo postawił warunek. Ma chodzić do Auris. Jednak Amarin nie wie, czemu postawił ten warunek i na co mu to było. Z czasem biznesmen zaczął miewać pewne problemy ze współpracownikami. Chyba nie trzeba objaśniać, do kogo się zwrócił. Tak oto wygląda ich relacja. Amarin mu zawdzięcza oficjalne i formalne sprawy, a tajemniczy biznesmen zawdzięcza mu wiele "przysług" z morderstwami. Żaden z nich nie narzeka na tej układ i żyje im się dość dobrze. Tak sprawy się mają do teraz. A co z Arrow? Zamieszkał razem z Amarinem w jego mieszkaniu. Chłopak obecnie chodzi do Auris, lecz nie wie, dlaczego ten typek postawił mu tak dziwny warunek...
Pupil: Arrow, Kiyuko i Anami, czyli Hakuro.
Inne:
-Uwielbia deszcz i wszelkie burze.
-Uwielbia ciszę, ale nie pogardzi muzyką.
-Amarin ma wyczulone niektóre zmysły, a mianowicie wzrok, węch i słuch. Dodatkowo potrafi się poruszać tak cicho, że nikt nie usłyszy go. Potrafi doskonale się kamuflować w ciemnościach i dość dobrze w nich widzi.
-Dobrze śpiewa,
-Potrafi posługiwać się starodawną mową. Czy to elficka, smocza czy jakaś inna, nieważne. Starodawne alfabety to dla niego pestka. Przecież pochodzi z krainy, gdzie ten język jest używany dość często...
-Jest płatnym zabójcą. Niektórzy śmiałkowie wynajmują go i dają niemałą sumkę pieniędzy. Czasami zabija, bo ma zlecenia, a czasami z osobistych porywek. Jednak w każdym przypadku po zbrodni zbiera kolejny tytuł do kolekcji.
-Ma tytuł Jeźdźca krwi, który dzierży z Zirhael, jednak nikt nie wie jeszcze, o co z tym chodzi. Są oni jednymi z ostatnich ich przedstawicieli.
-Jest ostatnim żyjącym dziedzicem tronu ze swego rodu w krainie, gdzie urodziła się Zirhael i Amarin.
-Ma prawo jazdy na motor i samochód, ale rzadko go używa.
-Ahrolsedovah (Biała Grań)- kraina, z której pochodzi Amarin i Zirhael. Rządzą nią dwa rody-  Vhenan i Salvatore. Jednak obecnie pieczę nad tą krainą sprawuje tylko jeden ród. Jednak wszyscy mieszkańcy czekają na powrót drugiego i ostatniego władcy z rodu Vhenan.
-Potrafi posługiwać się runami,
-Amarin potrafi być doskonałym łowcą. Potrafi wtapiać się w otoczenie niczym kameleon. Jest również bardzo cichy i porusza się bezszelestnie. Ma wyczulone zmysły poprzez korzenie ze strony zmiennokształtnych różnego rodzaju.
-Wbrew pozorom dba o siebie i swój wygląd, lecz krew na jego ciele mu nie przeszkadza,
-Amarin i Zirhael są złączeni legendą, która brzmi:
Kilkaset lat przerwy. 
Kilkaset lat spokoju. 
Kilkaset lat bez zagłady. 
Kilkaset lat bez naruszania tronu. 
Zawahanie rzeczywistości i anomalia świata. 
Mijane wieczności i lata. 
Niewytłumaczalny powrót nastęców nastanie w nieświadomości. 
Nastanie dzień, w którym białe stanie się czarnym, a czarne stanie się białym w świetle miłości. Niczym yin i yang, równość świata. 
Zawahanie rzeczywistości, scalające lata. 
Przeznaczeni od czasu narodzin. 
Biała z czarną krwią i Czarny Pan białej krwi godzien. 
Złączeni przeznaczeniem na wieki, wspólnie noszą berło zagłady. 
Wspólna misja i uczucie będzie wyznacznikiem kary. 
Godzina, gdy ciemność obleje jasność, a jasność zaleje się ciemnością. 
On wypełnia ją, a ona dopełnia jego. Dziedzice tronu krainy zwanej Białą Ciemnością. 
Odrzuceni i niezaliczani do żadnej rasy. 
Wilk z wilkiem. Smok ze smokiem. Czarny z białym. 
Krwisty Jeźdźcy. Jeden z nich Jasny, a drugi Ciemny.
 Wiodą swój żywot w samotności do czasu gdy 
Ich ciała zostaną ponownie połączone węzłem miłości. 
Serca będą szalały na cześć ich ponownej bliskości. 
Będą bronić bram swego królestwa i władać nim na wieki. 
Jako ostatni przedstawiciele anomali z tej legendy. 
W świetle księżyca wspólna moc objawion będzie. 
Gdy czerń będzie władać bielą, a biel będzie władać czernią. 
Niczym śnieżnobiała pełnia na cienistym niebie. 
Kilkaset lat przerwy. 
Kilkaset lat spokoju. 
Nastał dzień, w którym białe stało się czarnym, 
A czarne stało się białym...
Kontakt: Discord, gmail, facebook, eldarya: Wolfieek.
Motto: "Dlaczego ludzie potrafią lepiej umierać niż żyć? Dlatego, że żyć trzeba długo, a umrzeć można prędko. Umiera się nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej"
Źródła zdjęć: Pinterest, Google.
Relacje: 
-Zirhael Dáireen Salvatore- białowłosa piękność, która jest ukochaną przyjaciółką Amarina z dzieciństwa. Nie widzieli się jakiejś 15 lat. Chłopak nie mógł przy niej zostać, lecz bardzo za nią tęskni. Ona jest jedyną osobą, na której mu zależy i dla której zrobiłby dosłownie wszystko. Bardzo chce ją ponownie ujrzeć...
Ważne opowiadania: ---
Inne zdjęcia: 

Amarin z nożem od Zirhael
Forma wilka Amarina w pełni
Amarin w zwykłej formie wilka




Amarin w formie smoka
Amarin w formie smoka

Amarin w formie lwa