Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuroko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuroko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 marca 2018

Od Kuroko do Ace'a

Jak na każdej przerwie, stałem przy parapecie, patrząc przez okno. Nie bardzo gadałem z resztą klasy, jakoś lepiej się dogadywali ze sobą. Jedyni przyjaciele, jakich poznałem, są z innych klas. Niestety... Przynajmniej jakichś przyjaciół mam. W końcu zadzwonił dzwonek. Wszedłem do sali i siadłem w swoim miejscu, po czym się rozpakowałem. Po chwili nauczyciel wszedł do sali. Ciekawe jak on wchodzi z tymi pajęczymi odnóżami przez drzwi. Nauczyciel zlustrował nas wszystkich wzrokiem, zapalając papierosa. Nienawidzę, jak on pali, potem śmierdzi i tak dalej.
- Dzień dobry... - rzekł po polsku. Witanko po polsku jak zawsze. Uczniowie, w tym ja, wstali i odpowiedzieli leniwym "dzień dobry" i znów siedli. Nauczyciel rozpoczął lekcje. Pisanie z "nie", no spoko. Bo pisanie nie z imiesłowami, liczebnikami i przymiotnikami jest łatwiuuutkie. Po chwili pomyślałem, że nie poszedłem do kibla na przerwie. Podniosłem rękę z pytaniem.
- Proszę pana, mogę do toalety? - spytałem. Nauczyciel ciężko westchnął. Mówił coś, że przerwy nie było i tak dalej, ale ostatecznie się zgodził. Wstałem, dziękując i wyszedłem z sali. Poszedłem w stronę kibla, gdy nagle na kogoś wpadłem. Ja, ten mały chuderlaczek, musiałem upaść. Myślałem, że już niżej nie upadnę.
– Hej mały, cały jesteś? – spojrzałem na chłopaka, który stał nade mną – Heeej? Żyjesz?
– T-tak. N-nic mi nie jest... – odpowiedziałem, jąkając się – Wybacz, ale śpieszę się z powrotem na lekcje - rzekłem. Wolałem nie mówić, że śpieszę się do kibla. Bo jak to brzmi? Tak źle, jak śpiew Florence Jenkins.
– Chwila, chwila. Ty tu do szkoły chodzisz? – zapytał. To tak mało logiczne, że jestem tutejszym uczniem? Wstałem i otrzepałem spodnie.
– Mhm... Kuroko jestem, I humanistyczna - przedstawiłem się, podając mu dłoń. No błagam, muszę już iść, bo się zleję w gacie.
– A ja Ace, II sportowa. – odrzekł – Yo, to ja dłużej nie zatrzymuje. Może się jeszcze spotkamy?
– Możliwe! – rzekłem i pobiegłem w swoją stronę, machając mu na pożegnanie.
~*~*~*~
W końcu po lekcjach. Otworzyłem drzwi od mojego pokoju akademickiego. Po ostatniej lekcji, jaką była "Używanie i Kontrolowanie Mocy" wszedłem do środka. Spojrzałem na chłopaka, który leżał na łóżku. ACE! Cóż za zbieg okoliczności. Zamknąłem drzwi.
- Hej, nie wiedziałem, że akurat ty będziesz moim współlokatorem - zaśmiałem się całkiem głośno. Usiadł na łóżku, rozciągając się i cicho mrucząc.
- Mhm... - mruknął. Rzuciłem torbę obok mojego łóżka, na którym siadłem. Nie miałem pojęcia, od czego zacząć.
- Więc... Co lubisz robić? - zapytałem z lekkim zwątpieniem.
- Hm... - zamyślił się. - Nic wielkiego, siatkówka, gotowanie, parkour i... Trochę brzdąkam na gitarze akustycznej. A Ty...? - odbił piłeczkę w moją stronę.
- Nauka języków, uczenie się o różnych krajach, ich kulturach i religiach - odpowiedziałem.

< Ace? Nie bardzo mi idzie .-. > 
Licznik słów: 449

piątek, 23 marca 2018

Od Kuroko do Judy

Zauważyłem, że Judy wychodzi z boiska. Może coś jej się stało? Wstałem i poszedłem za nią. Nienawidzę przechodzić przed ludźmi w takich miejscach jak to. Stadiony, kina... nie. Poszedłem za nią na hol. A tam? No się nie spodziewałem! Dobra, żarty na bok. Judy próbowała wyrwać się z uścisku jednego z olbrzymów z drużyny. Pobiec po kogoś, czy uratować ją? Podbiegłem do nich, skoczyłem na chłopaka i upadłem z nim na podłogę. Czemu go zaatakowałem? Kompletnie nie umiem walczyć. Blondyn odkopnął mnie. Złapałem się za brzuch, delikatnie się kuląc. Widziałem kątem oka, jak Judy odbiega stąd. Zostawia mnie? Może pobiegła po kogoś? Próbowałem wstać, jednak on znowu mnie kopnął. Złapał mnie za koszulkę i uniósł dłoń zaciśniętą w pięść. Zabrakło mi tchu w piersi, w głowie odbiły mi obrazy oraz jakieś głosy i krzyki (bo krzyk to nie głos). Poczułem nagle, jak czarnooki mnie puszcza. Złapałem się za brzuch, strasznie mi było nie dobrze. Obróciłem się i zacząłem wymiotować, a po chwili zacząłem ksztusząco kaszleć. Czemu wymioty nie mogą smakować jak jedzenie, które się jadło, tylko jak... wymioty? Życie byłoby szczęśliwsze. Słyszałem, jak ktoś wychodzi na hol. Spojrzałem na niewyraźne sylwetki, prawdopodobnie kobiet oraz jednego mężczyzny. Jedna była zdecydowanie niższa od pozostałej dwójki, taka wzrostu dywanu. Widziałem, jak druga kobieta wyprowadzała roztrzęsionego chłopaka, a pozostały mężczyzna wraz z dziewczyną podbiegli do mnie. Dopiero teraz mogłem zauważyć, że dziewczyna to Judy, a facet - nauczyciel WF'u w klasach starszych.
- J-judy...? - jedynie tyle umiałem wybąkać. Byłem strasznie obolały, nie umiałem się ruszyć. Sukja pomógł mi wstać. Odwróciłem głowę w stronę dziewczyny, gdy wyprowadzał mnie. Przeze mnie ma teraz zepsuty film, powinienem wtedy pobiec po kogoś. Nauczyciel zaprowadził mnie do higienisty, gdzie wszystko musiałem opowiedzieć, co tam się stało, co do joty.
- M... Czyli po prostu cię puścił, a ty zacząłeś wymiotować? - spytał, lekko nie dowierzając. Pokiwałem głową. Devar zmarszczył brwi. Brzmiało to dosyć dziwnie, ale tak było!
- Co dzisiaj jadłeś? - zapytał.
- Um... Kanapkę z pomidorem i... sok pomarańczowy... I w szkolnej stołówce zjadłem 2 talerze pomidorowej - Devar się zamyślił. Chyba nie zjadłem niczego takiego, prawda?
- Poczekaj tutaj - powiedział, wstając. Kiwnąłem głową, wygodniej siadając na łóżku. Nagle ktoś wszedł do gabinetu. Uniosłem głowę, a chwilę potem Judy zaczęła mnie dusić przytulasem. Hannibal ma piłę mechaniczną, Jeff The Killer ma nóż, najgłupszy morderca na świecie ma łyżkę, a Judy? Judy ma przytulasy, którymi potrafi udusić lepiej niż sznurem. Jęknąłem z bólu.
- P-przepraszam... - powiedziała, puszczając mnie. - Co się stało?
- Um... Nie do końca wiem... On po prostu mnie puścił, a ja zacząłem wymiotować... Nic nie zrobiłem, na prawdę!

< Judy? >
Licznik słów: 437

poniedziałek, 19 lutego 2018

Od Kuroko do Megu

- Nie jesteś zwykłym człowiekiem — uznała.
- Myślisz? Może masz rację... - odrzekłem, biorąc do ust kolejny kawałek lazanii.
- Jak możesz to jeść? - zapytała, nie ukrywając swojego obrzydzenia. Fit? Urodziła się dla wpierdalania awokado. Wychodzi na spotkanie, wszyscy colę piją, a ona "mm, jaka pyszna woda, mm. O nie, nie mogę więcej wypić, bo zjadłam już 300 kalorii".
- Bredzisz! Przecież tu, w Arelionie nie ma tej całej chemii do jedzenia! – rzekłem.
- Każde jedzenie jest obleśne, fu! – to już okropne! Ona nic nie je!
- Hej, Megu, czy ty masz jakieś zaburzenia odżywiania? – zapytałem. Może naprawdę urodziła się dla "wpierdalania awokado"?
- Oczywiście, że nie! Może zmieńmy temat… - rzekła.
- Właśnie, nadal mi nie powiedziałaś, jaką rasą jesteś! – wyszczerzyłem się do niej jak głupi to sera. Megu mruknęła coś do siebie.
- Jaką? Nie słyszę! – zjadał z talerza ostatnie kawałki jedzenia.
- Zjadłeś już? – Megu wstała od stołu – Możemy iść? - zapytała, patrząc na swój zegarek Rolexa Kruszwila. Nie no, nie miała Rolexa, ale fajny ma zegarek.
- Może oprowadzę cię po lekcjach? Wiesz, będzie więcej czasu… - odparłem, biorąc tacę, by ją odnieść.
- Jak wolisz — uznała. Wyszliśmy powoli z pomieszczenia.
- Wiesz może, gdzie kupię kawę? Ta z automatu jest okropna! - rzekła nagle Megu. Nie spodziewałem się po takiej fit dziewczynie.
- Pewnie w sklepach w Lalien są jakieś… Pijesz kawę? - spytałem, chcąc się upewnić.
- Ymm… Tak, wiesz… - zająknęła się. - Zazwyczaj się nie wysypiam, więc potrzebuję pobudzenia…
- Przecież możesz kupować napoje energetyczne! – rzekłem. "O wiele bardziej dietetyczne" - zakpiłem w myślach. Dosyć. Nie powinienem się z tego śmiać. Niech je, co chce.
- Nie lubię ich… - uznała, odwracając wzrok.
- W każdym razie, jeśli chcesz, możemy kupić ci kawę. I termos też! – odrzekłem z radością. No to logiczne. Jak kawa ze szkoły nie smakuje, to niech robi sobie w akademiku i do termosu przelewa!
- Dziękuję – zrobiła minę ala "zgiń ruska...". Jakby żywiła nienawiść jak nauczycielka matematyki, która mówi "matematyka królową nauk" do innych przedmiotów.
- Do jakiej klasy chodzisz? – spytałem – Chodzi mi o profil, no wiesz… Ja należę do klasy humanistycznej! – wypiąłem klatkę piersiowej. Human, to jest coś. Nie to, co jakieś mat-fiz.
- Do klasy pierwszej X – odpowiedziała – Teraz możesz uciekać ze strachem, prawdopodobnie jestem dla ciebie zagrożeniem!
Aż wziąłem głęboki wdech. Oh nie, umrę.
- Ale dlaczego zagrożeniem? - spytałem.
- Uczniowie tek klasy... Są... destrukcyjni trochę... - powiedziała. Wywróciłem oczami. Jeszcze niczego nie wyrzuciła w powietrze. Jedynie co wyrzuciła to kolejne kalorie z siebie.
- Ale czemu tak mówisz? - zapytałem.
- No bo... No mówiłam...
- Ale dlaczego?
Megu westchnęła ciężko. Ta mina mówiąca "O Boże, jaki rak, mam raka na raku. Kosmici, weźcie mnie stąd!".
<następne opowiadanie>
 < Megu? .-. >
Licznik słów: 471

środa, 14 lutego 2018

Od Kuroko do Judy

Trochę głupio się poczułem, gdy Judy się zaśmiała. W sumie mogłem powiedzieć "Przepraszam, słucham? Niedosłyszałem" od razu. W sumie, głupi nigdy nie pomyśli. Ha, ha, ha. Miało to być śmieszne.
- Chcę cię zaprowadzić na halę sportową. Zaraz będzie mecz towarzyszki z inną szkołą w siatce — powiedziała z dalszym nikłym uśmieszkiem na twarzy. Kpiącym, może nie. Zlustrowałem ją wzrokiem. Nie była za niska na granie w siatkówce? Rozumiem, że piłka nożna, żużel, czy inny sport, gdzie raczej powinno być się niskim. Zwłaszcza przy żużlu.
- Będziesz grać? - spytałem, chcąc się upewnić. No bo ona i gra w siatę? Judy nadęła policzki. Jak taki chomiczek, który miał w cholerę żarcia w polikach. Jak już o chomiku mowa, to przypomniało mi się o takim żarciku, że niektórzy zamiast mózgu mają chomiczka w kołowrotku, a ten też nie bardzo pomaga. Dokładnie jak u mnie!
- Ja wiem, że w siatkówce liczy się wzrost, ale gdybym chciała, to bym mogła zagrać — rzekła, przywracając buzię do normalnego stanu rzeczy.
- Poza tym, to jestem cheerleaderką wraz z Mary. Musimy im kibicować — dodała. Cheerleaderką? Wcale się nie spodziewałem tego. To musi być ciężkie... Z jej budową ciała. To było złe. Złe myśli. Złapała mnie za dłoń i pociągnęła za sobą. Miała ciepłą rękę. I strasznie drobną. Pobiegliśmy na halę przez dwór. Gdy byliśmy u celu, Judy otworzyła drzwi do niej. Byliśmy akurat w momencie, gdy rozwieszali siatkę. Judy prowadziła mnie jak najbliżej ściany. Pewnie nie chciała, by sprzątaczka, czy ktoś, się wnerwi. Sprzątaczki to zamordować potrafią za wejście z brudnymi, ubłoconymi buciorami na dopiero co umytą podłogę. Gdy znaleźliśmy się na korytarzu, którego nigdy wcześniej nie widziałem, Judy spojrzała na mnie.
- Jeśli chcesz, to możesz tu poczekać, lub od razu iść na trybuny. Ja muszę się przebrać — powiedziała do mnie, po czym odeszła, machając mi na pożegnanie.
- Pa... - pomachałem jej nieśmiało. - T-to ja pójdę do... Na trybuny... - rzekłem po chwili do siebie. Westchnąłem ciężko i poszedłem na te trybuny. Zastanawiałem się, gdzie usiąść. Poszedłem na tyły. Nie chciałem za bardzo siedzieć z przodu, bo tam największe prawdopodobieństwo, że dostanę piłką w twarz, a z moim szczęściem na pewno dostanę. Nigdy nie byłem za bardzo zainteresowany takimi sportami. Mecze i inne takie to nie moja bajka. Widząc Judy, Mary i inne cheerleaderki, pomachałem energicznie. Judy najwyraźniej mnie zauważyła, bo do mnie też pomachała. A Mary... A Mary to ślepy ptak. Kiedy starsza siostra zrozumiała, że Judy do kogoś macha, odwróciła się w moją stronę, po czym pomachała do mnie delikatnie. Osób było coraz więcej, przez co mogłem się domyślić, że mecz jest za chwilę. Oparłem się o oparcie, zakładając ręce na klatce piersiowej. Szczerze mówiąc, byłem tutaj tylko z powodu Judy, bo ona chciała. Na boisko weszli zawodnicy. Już czekam na koniec meczu.
<następne opowiadanie>
< Judy? Najlepsze opo. Same lanie wody :3 >
Liczba słów: 466

wtorek, 6 lutego 2018

Od Kuroko do Megu

Przez wszystkie lekcje czekałem na tę pierwszą długą przerwę. Nie mogłem się doczekać spotkania z nową koleżanką. Druga dziewczyna, z którą się zakoleguje (o ile dobrze to rozegram, bo ze mną wszystko stać się może). Chciałem też jej pokazać to i owo jako nowej uczennicy. Pokazać coś ciekawego i tak dalej. Chociaż bardziej wszystko po lekcjach, gdy będziemy mieli więcej czasu, bo parę minut nie wystarczy. Wolałbym zjeść coś przez ten czas. Gdy nadeszła ta upragniona przerwa, od razu skierowałem się do stołówki. Tylko gdzie była ona? Większość uczniów prawdopodobnie kieruje się tam ze swoimi mapkami, której ja nie spakowałem - zapominalski ja, więc musiałem iść za jakimś uczniem. Pamiętałem tylko, że stołówka była gdzieś na parterze. Chyba w lewym skrzydle. Gdy znalazłem się na tym korytarzu, gdzie znajdowała się stołówka, od razu zauważyłem siedzącą Megu. Podbiegłem do niej.
- Cześć - powiedziałem z lekkim podekscytowaniem. Czekałem połowę dnia na to spotkanie!
- Hej... - odpowiedziała - Oprowadzisz mnie? - zapytała. Podrapałem się za głową.
- Wiesz... Te paręnaście minut raczej nie starczy, więc myślałem, że coś najpierw zjemy, a po lekcjach coś zwiedzimy - oznajmiłem. Wolałem nie dodawać, że nie mam mapy.
- M... Okej... - odrzekła, jakby od niechcenia, po czym wstała. Przytrzymałem drzwi, by mogła wejść. Dżentelmen po prostu ze mnie.
- Ej, a jak myślisz, co dzisiaj na obiad? - zapytałem. Ona wzruszyła ramionami. Wyglądała na osobę, która chyba nie lubi rozmawiać i woli spędzać czas w samotności. Jednak uparty ja musiał ją jeszcze zgadywać.
- Ja nie będę jadła, już jadłam - uznała Megu.
- Okej - wziąłem tacę i podszedłem do bufetu. Kucharka nałożyła na tacę jedzenie, a ja podziękowałem.
- Na pewno nic nie chcesz? - spytałem, siadając przy stoliku. Megu jednak nadal zaprzeczała. Złożyłem dłonie niczym do modlitwy i zacząłem coś mamrotać. Widać było, że Megu jest zdziwiona tym, co robię.
- Co robisz? - spytała niezbyt pewnie. Ja jeszcze trochę mamrotałem coś.
- Modlę się przed posiłkiem - powiedziałem. Modlitwa przed jedzeniem najważniejsza! Dobra, nie modlę się przed zjedzeniem loda czy coś.
- Trzeba dziękować Panu Bogu za to, że możemy jeść i że nas oszczędził - dodałem. Pierwszoklasistka kiwnęła głową z wyraźnym zmieszaniem.
- Tak zapytam, wiem, że to pytanie nie bardzo na początek znajomości, ale... Jaką rasą jesteś? Żywiołak? Magicznie uzdolniona? Zmiennokształtna? Wilkołak? A może zombie? - zacząłem wymieniać najbardziej prawdopodobne propozycje. Choć zombie najmniej prawdopodobny.
- Um... Wiesz... A Ty jaką jesteś rasą? - spytała. Czyżby się wstydziła swojej rasy? Tu? W Arelionie? Przewróciłem oczami.
- Wiesz... Mówią, że jestem Tsuyosu... Ale... Nie bardzo w to wierzę, mam piętnaście lat i nic nie umiem - parsknąłem. - Może jestem tu przez przypadek? I jestem zwykłym człowiekiem? - spytałem. Oczywiście w żartach, ale Megu lekko się wzdrygnęła na słowo "Człowiek".
< Megu? Opo ciągnie się jak guma z gaci xD >
Liczba słów: 461

sobota, 3 lutego 2018

Od Kuroko do Megu

Wyciągnąłem spod poduszki telefon i spojrzałem na ekran. Jęknąłem cicho, wyłączając alarm. Niech ktoś mi da siły do wstawania w poniedziałek o 6 rano. Chyba jako jedyny chłopak w szkole budziłem się o tej godzinie, gdy miałem na 8:00, bo takie wczesne wstawanie to kojarzone raczej z kobietami. Te makijaże i tak dalej ponoć długo zajmują. A ja po prostu lubię rano się myć. Poleżeć w wannie. To całkiem relaksujące. Moja kąpiel potrafi trwać nawet godzinę. Znaczy, myje się raz na 2-3 dni, bo jakbym kąpał się codziennie, to naskórek by niezbyt dobrze zareagował, więc nie zawsze wstaje o tej godzinie. Powstałem z łóżka, wziąłem ubrania, czyli czarną koszulkę, koszulę w czarne i niebieskie kraty, czarne spodnie i jeszcze bieliznę, naturalnie. Udałem się do kibla i włączyłem wodę. Zostawiłem ubrania w łazience, po czym udałem się do pokoju, by spakować się tak, jak to miałem w porannej rutynie. Sprawdziłem na telefonie plan lekcji. Wychowanie fizyczne na początku... BAJECZNIE. My chłopacy, tylko noga, bo wszyscy chcą piłkę nożną! Ja bym wolał ręczną, ale jestem jednym z 3 osób pośród 23... A dziewczyny mają aerobik. I to chyba z tym rozciąganiem i tak dalej. Raz to zaproponowałem. To tylko bawiło resztę klasy. I cały czas staram się zdobywać zwolnienia z w-f'u. A to katar, a to coś boli, a to tamto i sramto. I tym razem mam zwolnienie, więc nie będę śmierdzieć na... geografii. Siedzę w pierwszej ławce więc... Najpewniej w moim plecaku znajdę rękę nauczyciela. Będę musiał się pilnować. Potem muzyka. Nie wiem, czy tylko mi się wydaje, czy pan Gonkaku robi lekcje, by umieć zagrać jakiś utwór? Ja z moim "talentem" mogę grać tylko na cymbałkach, flecie prostym, czy trójkącie. Kolejny jest rosyjski. Do niego nic nie mam, choć zapis trudny trochę. Polski. Nie oszukujmy się, lubię języki, ale polski jakiś nie ten teges. U otwarte i zamknięte, ż z kropką lub oddzielne. Po co to?! Nie wystarczy tylko jedno u albo tylko jedno ż? A następnie historia. Twarda Teoria! Jeszcze nauczycielka się mnie czepiła, bo raz ją poprawiłem, bo źle wymówiła pseudonim Cesarzowej Austrii, Sissi, powiedziała Sisi, zamiast Sissi. Błąd łatwy, ale każdemu się mógł zdążyć. Więc poprawiłem panią profesor. To był wtedy błąd. Potem matematyka. Ją to lubiłem, nawet jak bardziej byłem humanistą. Profesor była bardzo uprzejma. A na koniec? Używanie mocy i kontrolowania jej. Nienawidziłem tych lekcji. Pani Kristy stara się obudzić we mnie to, co drzemie, a inni się naśmiewają z moich nieudanych prób. Potem pani przechodzi do następnego ucznia i zostawia mnie albo na sam koniec, albo każe mi zostać na chwilę na przerwie na szybką rozmowę o tych moich mocach. Zaczynam się bać, że nie jestem "Tsuyosu" jak mówili lekarze, tylko zwykłym człowiekiem i trafiłem tu przez pomyłkę! Spakowałem wszystko do plecaka, a następnie udałem się do toalety, by się wykąpać.
Wyjąłem z kieszeni zwolnienie z w-f'u, gdy już miałem je w ręce, wpadłem na kogoś, a kartka papieru mi upadła.
- Przepraszam — rzuciłem, podnosząc szybko kartkę z podłogi. Spojrzałem na dziewczynę przede mną. Miała nietypowe włosy... W kolorze różowym... Pewnie farbowała.
- Nigdy wcześniej cię tu nie widziałem... Nowa? Kuroko jestem, pierwsza humanistyczna — podałem jej dłoń z uśmiechem.
- Megu... Też pierwsza... - wymamrotała, jednak nie podała mi ręki. I nie powiedziała, która dokładnie klasa. Na mej twarzy pojawił się grymas. Wziąłem od niej dłoń.
- Nowa, no nie? - spytałem z uśmiechem. Megu pokiwała głową na tak.
- Ja też do starszych uczniów nie należę, bo od stycznia... Jednak już to i owo wiem o szkole - rzekłem. - Wiesz, może chcesz spotkać się potem? Na długiej przerwie, przed stołówką, co? Bo mam zaraz lekcje, a jak się spóźnienie, to trochę kiepsko będzie.
< Megu, peku? >
Liczba słów: 613

niedziela, 21 stycznia 2018

Od Kuroko do Judy

Widać było, że się mocno kochały i z pewnością skoczyłyby w ogień za jedną z sióstr. Ja swojej "rodziny" nienawidziłem. Sam nie wiem dlaczego. Czułem po prostu nienawiść do nich za to, że po prostu są. Zwykli ludzie. Bez żadnej mocy ani nic.
- Mnie ciekawi... Czemu one mają taki kolor włosów, a ty taki...? -spytałem. Judy spojrzała na mnie.
- No... Jedne są podobne do kogoś innego z rodziny, a jedna do kogoś innego — powiedziała... któraś z sióstr. Czemu one muszą być takie podobne? Przez to Judy bardziej się wyróżnia.
- Ahm... Ja tam... Nie mam prawdziwego rodzeństwa... - rzekłem. - Tylko przyszywany brat — dodałem z grymasem. Nawet w 1% nie jesteśmy do siebie podobni.
- Wiecie co, ja może sobie pójdę stąd, co? - powiedziałem. Sam nie wiedziałem, co tu robię i co mam robić.
- Kuroko, uraziłam cię czymś? - spytała Judy, odklejając się od siostry. Pokręciłem głową.
- Nie... Po prostu nie chcę wam przeszkadzać...
- Nie przeszkadzasz! - odrzekła. Ta, nie przeszkadzam. Siostry się za nią stęskniły, witają się i pewnie jeszcze mają rodzinne sprawy do obgadania.
- Um... no... - zająknąłem się. - Pewnie macie dużo spraw rodzinnych i tak dalej...
- Oj nie mamy... - odrzekła. Czyli pewnie mam tu stać. I co dalej ja mam robić? Nie wiedząc, co robi się w takiej sytuacji?? Pożegnała się z siostrzyczkami, szepnęła im coś jeszcze. Następnych słów nie zrozumiałem, nie słuchałem za bardzo z myślą, że pewnie mówi do sióstr, ale okazało się, że to było do mnie. Na szczęście zakodowałem sobie słowa klucze. Chcesz i pójść.
- Em... No jasne... - powiedziałem, nie bardzo wiedząc co robić i czy dobrze odpowiadam. Judy złapała mnie za nadgarstek (już chciałem odruchowo się wyrwać, ale ostatecznie tego nie zrobiłem) i mnie pociągnęła.
- No... To... Gdzie my mamy iść w końcu? - spytałem. To chyba było złe pytanie, sądząc po jej minie.
- A nie mówiłam?
Jak mi się głupio zrobiło, że nie słuchałem. Podrapałem się za głową, sądząc, że naprawdę źle uczyniłem.
- Chyba... Przyznając się, nie słuchałem... - rzekłem. Spojrzałem na nią z zakłopotaniem. - Przepraszam... Myślałem, że mówisz do sióstr — próbowałem się wytłumaczyć. - Naprawdę przepraszam...
Judy się cicho zaśmiała. Bawiła ją ta sytuacja? Ja bym raczej się zdenerwował... lub zdegustował, zdemotywował, cokolwiek. A śmiać się?
< Judy? Bszydkie to ;^; >
Ilość słów: 385

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Od Kuroko do Judy

- No... sam nie wiem co... - powiedziałem z grymasem. - Chyba pójdę do szkoły... to mój pierwszy rok — dodałem. Chciałem trochę ją obejrzeć, co z tego, że mamy mapy, warto choć trochę się orientować.
- Naprawdę? Mój też pierwszy! - prawie że krzyknęła.
- No to możemy razem zwiedzać... - rzekłem. - Bosz, ale zimno — liznąłem loda. Śmiesznie to tak wyglądało. Mówię, jak zimno jest, a tu liżę sobie loda. Judy zaśmiała się cicho.
- Mówiłam, za zimno na lody — powiedziała, na co ja wywróciłem oczami. Uderzyłem ją lekko w ramię.
- Oj cichaj, wytrzymam — odpowiedziałem. Potknąłem się o... własne nogi.
- Nic mi nie jest! - powiedziałem, siadając na chodniku. Zacząłem pocierać bolącą dłoń. Judy podała mi rękę, by pomóc mi wstać. Złapałem się jej i wstałem. Podniosłem moje chrupki i żelki.
- Ow... Moje lody... - powiedziałem.
- Ej... Kupisz potem drugie — poklepała mnie po ramieniu. Czy ona cicho się zaśmiała? Albo wyglądało to zabawnie, albo śmiała się z mojego nieszczęścia.

< Judy? > 
Liczba słów: 169

niedziela, 14 stycznia 2018

Od Kuroko do Judy

Chrupki... Lody coca-colowe... Sam nie wiedziałem, jak nazywa się to poprawnie, ale i tak je lubiłem. Wziąłem to, co chciałem i skierowałem się do kasy. Zauważyłem dziewczynę, która próbowała czegoś dosięgnąć z wyższej półki. Mogłem się domyślić, że chodzi o żelki. W końcu tylko one tam były. Sam nie byłem super wysoki, ale przynajmniej tyle sięgałem, by dosięgnąć to, czego chciała. Przy okazji wezmę dla siebie jedno opakowanie. Wziąłem dwie paczki, z czego jedne podałem tej niskiej dziewczynie.
- Dziękuję — uśmiechnęła się do mnie. Według mnie miała piękny uśmiech.
- N-nie... Ma za co... - rzekłem.
- Nie za zimno na lody? - spytała.
Spojrzałem na loda z lekkim zmieszaniem. Może miała trochę racji.
- Uhm... ale nic mi nie będzie — uśmiechnąłem się szeroko. - Nic mi nie będzie, jestem odporniacha — zażartowałem, na co dziewczyna cicho się zaśmiała.
- Mam nadzieję... - powiedziała.
- Kuroko Beckett, a ty? - zapytałem, podając jej dłoń.
- Judy Okami... - uścisnęła mą dłoń.
- Twoje nazwisko brzmi jak wilk — zauważyłem.
<następne opowiadanie>

< Judy...? Taki suchy początek >
Ilość słów: 171


Witamy - Kuroko Schin Beckett!


Imię i nazwisko: Kuroko Schin Beckett. Dawniej Kuroko Nagatsuka.
Pseudonim: Wieszak, kościotrup
Wiek: 16 lat
Data urodzin: 22.02
Orientacja: Jak na razie aseksualny.
Partner: Uważa, że jest za młody na takie cuda, dziwy.
Klasa: I Humanistyczna
Kluby: Klub lingwistyczny | Klub informatyczny
Rasa: Tsuyosu
Specyfika: Jest normalnym Tsuyosu, który nie odkrył swoich mocy.
Charakter: Schin jest... dziecinny. Zadaje dużo pytań stylu "A po co?", "A jak to?", "A gdzie?" i tak dalej, a odpowiadanie na jego pytania cię nie uwolnią od jego natręctwa. Jego poczucie humoru jest dziwne, śmieje się dosłownie z wszystkiego, a jego dowcipy są suchsze niż pustynia, ale potrafi powiedzieć coś zabawnego. Ma duży dystans do siebie i trudno go obrazić zwykłym "głupi jesteś". Choć... to zależy od humoru. Czasem może nie załapać i się obrazić. Jego nastrój zmienia się jak w kalejdoskopie. Raz jest wesoły, za drugim smutny. Jest bardzo strachliwy. Można powiedzieć... Że jest pedusiem z zachowania. Używa zbyt dużo "proszę", "dziękuję", "przepraszam" i innych słów grzecznościowych. To słuchowiec, więc nie musi nic się uczyć, a dostaje 4 ze sprawdzianów. Jest całkiem dobry z matematyki i innych ścisłych przedmiotów, zadania rozwiązuje szybciej niż reszta, jednak nadal liczy na palcach, nawet działania, które powinien umieć policzyć w pamięci. Ma też problemy z innymi prostymi sprawami jak mówienie miesięcy po kolei. Rzadko kiedy myśli, nim coś powie. Łyka dużo rzeczy jak pelikan, nietrudno go okłamać. Uczy się wielu języków naraz (francuski, japoński, niemiecki i koreański), chce zostać poliglotą, głównie dlatego, że pragnie porozumiewać się z innymi w ich narodowych językach. Czyta o wielu kulturach i religiach, by lepiej zrozumieć ludzi. Jest jeszcze na etapie "całowanie w usta — fuj". Ma słabość do słodkich zwierząt, takich jak szczeniaki i kotki. Jest religijną osobą, zawsze przed jedzeniem odmówienie modlitwy, gdy przejdzie obok krzyża, kościoła innych takich, robi na sobie znak krzyża i itp.
Aparycja: Jego lewe oko jest w kolorze fiołkowym, fioletowym, a prawe w szarym, prawie białym. Oczy ma duże, a spojrzenie pogodne (jakby był wiecznie wesoły). Jego wzrost jest dość niski, bo wynosi 168 cm. Blady jak trup. Prawie widać jego wszystkie kości. Z powodu koloru skóry oraz budowy ciała dostał przezwisko "kościotrup". Jego siwe włosy są przyczyną najprawdopodobniej genów. Uszy ma bardzo odstające. Posiada wąskie usta oraz długie palce. Jego rysy twarzy są bardzo delikatne (nadal jest w wieku dojrzewania, to może się zmienić nawet za rok). Budowa ciała, ze względu na dojrzewanie, jest trochę niesymetryczna, nielogiczna, jednak tylko trochę (długość rąk, nóg itp.), ale z twarzy jest uznawany za nawet przystojnego, jednak nie za żadnego super ciacha.
Głos: Xandu
Pokój: 7
Współlokator: Ace Kuroiashi
Zainteresowania: Uczy się wielu języków naraz (francuski, japoński, niemiecki i koreański), chce zostać poliglotą, głównie dlatego, że chce porozumiewać z innymi w ich narodowych językach. Czyta o wielu kulturach i religiach, by lepiej zrozumieć ludzi.
Moce: Na razie nie umie nic nadzwyczajnego.
Rodzina: Nie pamięta jej, ma rodzinę zastępczą.
Amelia Beckett - matka zastępcza.
Nathaniel Beckett - ojciec zastępczy.
Maxim Beckett - przyszywany brat.
Historia: A więc mało pamięta z życia sprzed wypadku. Prawie nic. Jego rodzina, jakby mieli maski, głos mocno zmieniony. I to od czasu, gdy obudził się w szpitalu. Miał rehabilitacje, które trwały jakiś rok, by pomóc mu nauczyć się od nowa wielu rzeczy, np. jedzenia nożem i widelcem. Miał różne badania i zajęcia z psychiatrą, dzięki którym można było stwierdzić czy jest człowiekiem, czy też nie. Ze względu na to, że nie wiadomo nic o nim, nie miał żadnych dokumentów, nie pamiętał nic, i nie wiadomo, kim są jego rodzice, został przydzielony do rodziny Beckettów.
Pupil: Chciałby bardzo mieć, najbardziej jakąś jaszczurkę albo chomika.
Inne:
- Jest totalną fajtłapą, a to coś mu wypadnie z rąk, a to się potknie. Nie ma dnia, by nie nabił sobie siniaka,
- Dużo wampirów go nienawidzi ze względu na to, że nosi na sobie srebrny naszyjnik z białym pentagramem i taki drugi, tylko z krzyżem,
- Dołączył do klubu informatycznego, by ugasić swoją ciekawość w grach. By mógł znaleźć więcej eastereggów i sprawdzić jak najwięcej dróg.
Kontakt: MagicalWolf (hw)))
Motto: Żyj i daj żyć.
Inne zdjęcia:

Relacje:
Ważne opowiadania: