Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melusine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melusine. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 kwietnia 2018

Od Melusine do Corazona

Byłam skrępowana tym, że Corazon postanowił mnie znieść do swojej babci. Nóg mi nie urwało. Jakimś cudem zdołałam się wygramolić z jego rąk i samodzielnie dostać się do starszej pani. Kiedy byliśmy już obok niej, ukłoniłam się lekko, po czym delikatnie uśmiechnęłam. Była w podeszłym wieku, przecież bez powodu nie nazywa się babcią, a jej włosy były spięte w dokładny koczek.
-Miło mi panią poznać. Jestem Melusine d'Arquien, dziewczyna Cory.-podałam jej dłoń, stawiając jeden kroczek bliżej.
-Miło mi również ciebie poznać dziecinko.-rzekła, uściskając moją dłoń.
Kolacja minęła nam na rozmowie i poznawaniu siebie nawzajem. Kiedy nadszedł czas, abyśmy poszli do swojego pokoju, postanowiłam pomóc jeszcze starszej pani. Nie chciała przyjąć mojej dobrej woli, ale z uśmiechem zebrałam naczynia, po czym zaczęłam dokładnie i starannie myć porcelanę w ciepłej, wręcz gorącej wodzie. Trochę może i czasu zeszło, ale dzięki temu może pokazałam jej, że nie jestem pustą dziewczynką, która w towarzystwie i w gościach zachować się nie potrafi. Na odchodne pożegnałam się i delikatnie ukłoniłam, po czym pokierowałam się do łazienki na górze. Kiedy chciałam otworzyć drzwi, ktoś mnie zaskoczył.
Pewien blondyn, który swoją mechaniczną dłoń położył na mojej głowie, po czym lekko ją przekrzywił i mnie pocałował. Zaczerwieniłam się lekko, a następnie odsunęłam się skrępowana.
-Cora... Twoja babcia jest na dole... Nie chcę wyjść na pustą...-szepnęłam, po czym weszłam do łazienki.
Po kilku minutach opuściłam ją, a chłopak nadal stał przy drzwiach. Przekrzywiłam lekko głowę z uśmiechem, po czym złapałam jego dłoń. Był uroczy, kiedy tak się lekko obrażał. Wiem, że bardzo lubi, kiedy się całujemy, ale jednak... Jesteśmy, a przynajmniej ja jestem w gościach. Nie chcę, aby jego babcia źle myślała o mnie...
-Cora...-szepnęłam, po czym popatrzyłam mu w oczy.
-Tak, Śpioszku? - spuścił lekko głowę zerkając na mnie lekko.
-Obraziłeś się na mnie?-pogłaskałam jego policzek.
- Nie, nie umiem się na ciebie gniewać. - uśmiechnął się do mnie szeroko.
-No to? Dlaczego wyglądasz tak, jakbyś był na mnie zły?
- Nie na ciebie, na siebie... Nie chce ci sprawiać problemów.
Zachichotałam, po czym rozejrzałam się po korytarzu. Stanęłam na paluszkach i ucałowałam lekko jego usta, nie odsuwając się, przez co czułam ciepło jego ciała...
-Głupi Cora... Nie sprawiasz... Nigdy nie sprawiałeś...
Po tym, chłopak mnie objął i z uśmiechem przystawił swoje czoło do mojego. Zachichotałam i dałam mu szybkiego buziaka w usta. Dla blondyna jednak było za mało. Wpił się wręcz w moje usta, lekko popychając mnie do jego, a raczej naszego, pokoju. Czułam jak się czerwienię. Zamknął drzwi, nie zaprzestając pocałunkowi. Zrzucił z siebie płaszcz, po czym ponownie objął mnie mocno w pasie. Nie mogłam wziąć wdechu, ale nie przeszkadzało mi to. Po chwili, cofając się, natrafiłam na przeszkodę, zwaną łóżkiem, przez co opadłam na nie razem z Corazonem. Moje policzki okrył najczerwieńszy rumieniec, ale nie myślałam, aby oderwać od niego usta. Lekko objęłam go nogami oraz dłońmi. Czułam jak bardzo szybko bije moje serce. Cora... Cora... Ten chłopak zamącił mi w głowie. Za bardzo. Jednak nie widziałam w tym nic złego, wręcz przeciwnie. Dzięki niemu zaczęłam czuć, jak to jest żyć pełnią życia! Widziałam w nim sens... Na moment oderwałam od niego usta, patrząc mu prosto w oczy. Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Kocham cię, Corazon... Dziękuję...-szepnęłam.
W momencie, kiedy chłopak dotknął mojego biodra, którego nie okrywała koszulka, weszła do środka jego babcia. Zaczerwieniłam się bardzo mocno, po czym zdębiałam, nie odrywając spojrzenia od starszej pani. Jaki wstyd...
<następne opowiadanie>

<Cora?>
Ilość słów: 560

piątek, 16 marca 2018

Od Melusine do Corazona

Nagle straciłam przytomność. Nie wiedziałam co się dzieje, gdzie jestem i dlaczego nie mogę się ruszyć. Dlaczego nie widzę Corazona? Dlaczego nie czuję jego objęć?! Nie chcę! Zostaw mnie osobo, która planujesz coś złego! Nagle stanęłam... Na polu. Polu pełnym białych kwiatów. Chyba miałam rozpuszczone włosy. Rozejrzałam się. Nie było nic, prócz anielskich róż. Nie było nieba, słońca, księżyca, chmur, gwiazd... Tylko kwiaty. Dotknęłam delikatnie dłonią płatków, które zadrżały. Uśmiechnęłam się delikatnie, po czym westchnęłam.
Światem w jakim stałam nagle zawładnęło trzęsienie, a ja nie mogłam się ruszyć i uciec. Dlaczego!? Co tu się dzieje?! Gdzie ja jestem? Uniosłam głowę do góry, a potem spuściłam ją. Trzęsienie ustało, a ja miałam zamknięte oczy. Metaliczna dłoń nagle dotknęła mój policzek, z kolei ludzka ręka również ułożyła się na mojej twarzy. Obie dłonie pochwyciłam, a po moich policzkach popłynęły łzy. Białe róże w przyspieszeniu zaczęły rozkwitać. Na twarzy malował mi się uśmiech.
-Corazon... Uratuj mnie...-szepnęłam.
---
Otworzyłam oczy. Byłam... Gdzie ja byłam? Dość małe pomieszczenie, ceglane, ciemne... Nieprzyjemnie. Nie lubiłam takich nor, które były wręcz zatęchniałe. To miejsce nie różniło się od innych. Rozejrzałam się, a kiedy chciałam coś zrobić z dłońmi, nie udało mi się. Były związane. Nogi były w tym samym stanie. Sznur, który działał jako kajdany był związany bardzo mocno, a ja nie mogłam zrobić nic. Dosłownie nic. Zaczęłam się szamotać, kiedy nagle krzesło na jakim siedziałam, przewaliło się na bok, a ja byłam niezdolna do podniesienia się. Chciałam krzyknąć. Moje usta jednak były związane. Spojrzałam na swoje ubranie. Spódnica w stanie krytycznym, koszulka podarta i ledwo zakrywająca mój biustonosz. Co... Kto to zrobił... Pobladłam cała ze strachu, rozglądając się. Nagle do pomieszczenia wszedł jakiś mężczyzna z obrzydliwym uśmieszkiem na twarzy. Zamknął drzwi i zaczął rozpinać swoje spodnie.
-To zabawimy się, kurwo...-szepnął.
Zaczęłam kręcić głową i piszczeć przez materiał. Mężczyzna jednak ponownie postawił krzesło, a ja nie mogłam nic zrobić, oprócz szamotania się na krześle. Proszę, nie! Nie, nie, nie, nie! Nie chcę! Zaczęłam nagrzewać dłonie, czekając, aż sznur spłonie. Nie obchodziły mnie oparzenia. Nie mogłam pozwolić, aby mnie dotknął tam, gdzie nie trzeba. Spocone, ogromne łapska jeździły po moich udach, brzuchu i ramionach. Czułam obrzydzenie do niego i siebie. Nagle wyjął z kieszeni scyzoryk. Zaczął nacinać moją skórę, a ja wrzeszczałam przez materiał, który nadal był w moich ustach.
-No co, suko?! Piszcz! Pokaż mi jak bardzo ciebie boli! Potem się z tobą zabawię i od razu po tym ciebie zabiję! Chuj obchodzi mnie ten blondasek, bo to nie moja sprawa, ale mogę sobie zrobić z tobą co mi się podoba!-wrzasnął, po czym wbił mi nożyk w ramię.
Po tym już chciał wkładać dłoń pod moją i tak podartą spódnicę, ale wtedy... Ujrzałam mojego księcia. Jego mechaniczna dłoń była cała we krwi. On cały był we krwi. Po moich policzkach popłynęły łzy. Poczułam, jak materiał na mojej twarzy zaczyna się palić, więc czekałam, aż spłonie. Nagle, niedoszły gwałciciel spojrzał na blondyna i przystawił mi pistolet do skroni. Powoli naciskał spust.
-Wyjdź. Zabiję ją, jeżeli postawisz choć jeden krok do przodu, jeżeli użyjesz alchemii, wystarczy jedno kliknięcie, a ta dziwka umrze...-powiedział z żądzą mordu w oczach.
Blondyn wziął głęboki wdech. 
- Wiesz, tamten typ z mieczem przed śmiercią wyjawił mi pewien sekret na twój temat... - zaczął powoli. - Chodzi o twoją słabość... 
- Łżesz! - w uniesieniu zrobił krok do przodu i lekko rozluźnił uścisk na pistolecie, ale po chwili wrócił z powrotem, coraz mocniej naciskając spust.
-Owszem, masz... I to całkiem poważną... - powiedział Cora, po czym klasnął w dłonie i ręką klepnął w ścianę. 
Z ziemi między mną a tym obleśnym człowiekiem wyrosła wielka włócznia. Usłyszałam krzyk i szczęk upadającej broni z cichym mlaśnięciem. Spojrzałam na to z przerażeniem, a potem facet jaki wcześniej mnie obmacywał, padł na ziemię, zwijając się z bólu. W tym czasie materiał na moich ustach spłonął, zostawiając oparzenie. Moje puste oczy pokierowały się na blondyna, po czym zalałam się łzami.
-C-Cora... B-Boję się...-szepnęłam ochrypniętym od braku wody i krzyku głosem.
- Nie martw się Śpioszku, jestem przy tobie i już nic ci nie grozi... - objął mnie delikatnie - Już, już, jestem przy tobie...
-B-Boli... -szepnęłam, czując płynącą nadal po moim ramieniu krew.
- Nie martw się, już zabieram cię do pielęgniarki... Wytrzymaj jeszcze trochę dobrze? - powiedział delikatnie się uśmiechając i biorąc mnie na ręce.
Wcześniej rozwiązał sznury, a kiedy byłam w ramionach mojego bohatera, spojrzałam mu w oczy. Cała drżałam, nie wiedząc co się dzieje. Dłonią, która była wyłącznie pocięta, chwyciłam się mocno koszulki chłopaka. Już mieliśmy wyjść, kiedy nagle mężczyzna jaki mnie obmacywał, strzelił w moją nogę. Wrzasnęłam, nie wiedząc co się dzieje. Wszystko zawirowało. Tak mocno mnie to bolało... Zaczęłam płakać, nie mogąc się ruszyć.
Corazon odwrócił się w jego kierunku, a on ponownie strzelił, tym razem trafiając w blondyna, który cofnął się pod ścianę. Napastnik mimo bólu wstał, po czym złapał moją ranną nogę i pociągnął. Spadłam z rąk Cory, a on strzelił mi w szyję. Czułam, jak wszystko zalewa się w mojej krwi. Zaczęłam nurzać się w samej sobie. Wzrok mi się rozmazał. Widziałam wzrok przerażonego chłopaka, który patrzył na mnie.
- Ty kurwo! - ryknął chłopak, kaszląc krwią.
Klasnął w dłonie i ponownie użył alchemii nadziewając mężczyznę na kilka pali. Ten widok... Okropny... Nie widzę dużo.. Zamazuje się...
- MEL! MEL! TRZYMAJ SIĘ! - podczołgał się do mnie. - Ćśś, nie ruszaj się, zaraz to załatwię... Jak wtedy w fabryce...
-C-Cora.. N-Nie..-krew wylała się mocniej z mojej szyi.-N-Nie możesz... N-Nie dla mnie...N-Nie kolejny raz... -kałuża szkarłatu powiększała się z każdą chwilą.-Z-Zostaw... J-Ja powinnam ci teraz pomóc... N-Nie ty kolejny raz mi...-nie dałam rady się odezwać.
Z moich ust popłynęła krew. Widziałam tak ogromne zmartwienie w jego oczach. Nie mogłam pozwolić, aby znowu stracił część swojego ciała. Nie mogłam. To nie mogło się stać znowu z mojego powodu. Jestem beznadziejna... Będzie lepiej, jak zniknę...
- Proszę... Nic nie mów... - uśmiechnął się słabo, po czym znów zobaczyłam rozbłysk alchemii.
-C-Corazon... N-Nie... Z-Zostaw... -złapałam jego ramię wolną dłonią.
Spojrzał mi w oczy, po czym siłą przyłożył dłonie do mojej rany i transmutował. Dlaczego znowu to zrobiłeś...
---
Otworzyłam oczy, czując... Co ja tak właściwie teraz czułam? Nie wiem. Rozejrzałam się. Jasne, pachnące lekami pomieszczenie. Obok mnie, na krześle, siedział blondyn ze spuszczoną głową. Zamrugałam bardzo wolno, nie wiedząc co się dzieje wokół mnie. Okropny ból głowy, ciała i mojej psychiki. On... Płacze? Nie... Nie.
-C-Corazon...-szepnęłam, po czym lekko podniosłam się, łapiąc jego dłoń.
- Mel! Tak się cieszę... - rzucił mi się na szyję, a ja cichutko syknęłam - Tak się cieszę...
-C-Co oddałeś znowu za mnie... D-Dlaczego... -zaczęłam cichutko łkać.
- Cii.... To nic wartego twojego płaczu... - objął mnie czule.
-Corazon. Odpowiedz. Muszę wiedzieć. Muszę!-powiedziałam donośnie, łapiąc jego dłoń.
- O-Oddałem część swojego życia...
-C-Co...-szepnęłam, po czym odsunęłam się delikatnie.-Nie! Nie! Dlaczego! Nie! Stracę ciebie! Głupi! Głupi, głupi, głupi! Nie chcę takiej wymiany!-złapałam się za włosy, delikatnie za nie szarpiąc.
- Już, już cichutko... Będzie dobrze... Nadal mam jeszcze resztę do dyspozycji! - uśmiechnął się pocieszająco.
-Straciłeś część życia, przez to, że byłam nieostrożna! Nic nie będzie dobrze! Co jak umrzesz?! Nie chcę! Nie mogę ciebie stracić!-wrzeszczałam.-Nie mogę...
Byłam bardzo zdenerwowana i przejęta. Nie mogłam uwierzyć, że przeze mnie stracił tak wiele...
- Zbyt ciebie kocham, żeby cie stracić... Nie mogłem nic innego wymyślić... Tylko tak mogłem cię tu przynieść... - kiedy skończył mówić pocałował mnie. - Wybacz... Wybacz, że byłem za słaby...
Spojrzałam mu w oczy, zalewając się łzami. Pochwyciłam dłońmi jego policzki.
-Cora... Jesteś moim bohaterem, ale... Skoro oddałeś część życia, nie będę mogła być z tobą na zawsze... P-Proszę... D-Dlaczego... D-Dlaczego tak ma być...-szepnęłam, po chwili spuszczając głowę.
- Heh... Nie martw się, życie jest zbyt ulotne żeby się martwić. Gdybym ich nie oddał, nie mógłbym spędzić z tobą tych kilku kolejnych chwil... Poza tym, nawet jeślibym ich nie oddał nie sprawiłoby to, że byłbym w stanie dożyć tego wieku, prawda? - uśmiechnął się do mnie.
W moich oczach pojawiło się więcej łez. Wtuliłam się w niego, uderzając piąstkami w jego tors. Zalewałam się nadal łzami.
-Kocham cię głupku... Nigdy więcej nie waż mi się czegoś takiego zrobić... Ukatrupię cię własnymi rękoma... Debil, głupek, idiota!-pisnęłam, po czym wtuliłam się w niego, nadal płacząc.-P-Przepraszam... Przepraszam, że narobiłam ci kłopotów... Gdyby nie ja, mógłbyś żyć dłużej... A ja zabrałam ci tak wiele...
- Ale dałaś o wiele więcej - pocałował mnie w czoło - Wolałbym być martwy, niż żyć choć sekundę bez ciebie.
Spojrzałam mu w oczy, po czym położyłam dłonie na jego policzkach. Dlaczego on był taki kochany... Wpiłam się w jego usta, a po moich rumianych policzkach popłynęły łzy. Moje serce łomotało tak, jakby chciało wyskoczyć mi z piersi. Mimo bólu wstałam, siadając przodem do niego, na jego kolanach. Przysunęłam się jak najbliżej, nie zaprzestając pocałunku. Minęło sporo czasu, nim obaj mogliśmy wziąć oddech.
-G-Głupek... -szepnęłam.
<następne opowiadanie>
<Coora?>
Ilość słów: 1465

niedziela, 4 marca 2018

Od Melusine do Corazona

Kiedy Corazon poprosił mnie do tańca, uśmiechnęłam się uroczo, a gdy mnie objął to moje policzki oblał największy z rumieńców, jaki tylko już mógł być. Spojrzałam na moment w bok, a dopiero po chwili byłam zdolna, aby spojrzeć mu prosto w oczy. Uśmiechnęłam się, po czym złapałam jego dłoń, kiedy ta mechaniczna trzymała mnie w talii.
Czekając na odpowiedni moment, ruszyliśmy potem w tan. Raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy. Rytm, jaki aktualnie był wygrywany, pięknie wpasował się w taniec bliżej nieokreślonego rodzaju. Zaśmiałam się, a potem chłopak pocałował delikatnie moje czoło. Przysunęłam się bliżej niego, aby móc mocniej poczuć ciepło, jakie od niego biło. Dlaczego czyny nie mogą pokazać, jak bardzo mi na nim zależy... Po chwili uśmiechnęłam się ponownie do niego. Muzyka zwolniła, więc po prostu przeniosłam dłonie na jego kark, a chłopak z kolei umieścił swoje dłonie na mojej talii. Przystawił swoje czoło do mojego, patrząc mi prosto w oczy. Pogłaskałam go delikatnie po karku, przy czym czułam, jak szybko i mocno bije moje serce. To jedynie utwardzało mnie w myśli, że to nie przypadek nas spotkał... Zamknęłam na moment oczy, po czym otworzyłam je, a w nich stanęły łzy.
-K-Kocham cię Corazon... Bardzo mocno... N-Nigdy mnie nie zostawiaj...-szepnęłam, patrząc mu prosto w oczy.
- Też cię kocham Mel. - objął mnie mocniej i przyciągnął do siebie jeszcze mocniej. - Nie martw się, nie mam zamiaru cię opuścić. Będę przy tobie zawsze...
-D-Dziękuję... Dziękuję, że jesteś obok mnie... D-Dziękuję...-szepnęłam, wtulając twarz w jego szyję.
- To ja powinienem podziękować, że jesteś przy mnie...-przytulił się do mnie mocniej.
-Nawet tak nie mów... Przecież...-przegryzłam wargę, bo obiecałam mu nie wspominać o tym, że mnie uratował.-Po prostu uznajmy, że mamy remis... I nie musimy obaj dziękować. Dobrze?-położyłam dłoń na jego policzku, delikatnie go po nim głaszcząc.
- Dobrze, Śpioszku. 
-Cudnie... A teraz. Tańczymy dalej, czy może jednak zostaniemy w tym parku i posiedzimy tutaj?-zapytałam, uśmiechając się uroczo.
Chłopak obrócił mnie wokół mojej osi, po czym szeroko się uśmiechnął. Obaj zadecydowaliśmy, że odpoczniemy sobie w parku. Trzymając jego dłoń, znaleźliśmy ładne miejsce. Była niewielka rzeczka, obok drzewo, a na dodatek tak ładnie grały świerszcze. Pociągnęłam chłopaka pod drzewo, po czym rozłożyłam tam koc, który na zapas wzięłam do torby. Usiadłam na nim, a obok mnie ułożył się blondyn. Położyłam głowę na jego ramieniu, po czym objęłam go dłońmi. Corazon pogłaskał mnie po plecach i złapał moją dłoń. Zamknęłam oczy, wsłuchując się w bicie jego serca. Było piękne. Po chwili wczołgałam się na chłopaka, uroczo się uśmiechając. Ułożyłam się na jego torsie, po chwili unosząc lekko górną partię swego ciała. Zakryłam słońce, które na niego świeciło swoją głową.
-To co porobimy misiu?-zachichotałam, czerwieniąc się lekko.
- Nie wiem... Ale wiem co mogę teraz zrobić... - uśmiechnął się po czym, podniósł się lekko i pocałował mnie.
Odwzajemniłam to z uroczym uśmiechem, kładąc się znowu na chłopaku. Położyłam dłonie na jego policzkach, nadal wpijając się w jego usta. Były miękkie... Po dłuższej chwili odsunęłam delikatnie od niego twarz, patrząc mu ciągle w oczy. Takie ładne, złote...
-Nie wierzę, że trafił mi się taki przystojny chłopak. -powiedziałam, czerwieniąc się z szerokim uśmiechem.
- Widzisz, czasem życie jest jak w bajce... - spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się lekko - Ja na swojego anioła już trafiłem.
-Ładna ta przenośnia!-zachichotałam, głaszcząc jego policzki.-Jak ja bym mogła ciebie nazwać... Mój ty alchemiku...-spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Nie wiem Śpioszku, ale czego byś nie wymyśliła będzie pasować.
-O wiem! Będziesz moim księciem. Księciem, którego bardzo kocham i chciałabym, aby mnie zawsze całował, przytulał i otaczał mnie swoją obecnością...-przystawiłam swoje czoło do jego czoła.
- Jeśli takie twe życzenie moja pani... - uśmiechnął się i pocałował mnie.
-Takie jest, było i będzie moje życzenie...-szepnęłam, po czym ponownie wpiłam się mocno w jego usta.
Kocham to uczucie. Wręcz je ubóstwiam. Jest dla mnie najważniejszą osobą na całym świecie.
-Kocham cię...-wyszeptałam pomiędzy naszymi pocałunkami.
- Ja ciebie też Śpioszku... Ja ciebie też... - wpatrywał się czule w moje oczy.
Uśmiechnęłam się, po czym bardzo mocno się w niego wtuliłam. Czułam jak bardzo szybko i mocno bije moje serce. Modliłam się, aby to, co było między nami, trwało jak najdłużej tylko mogło. Po chwili zasnęłam z uśmiechem na twarzy.
---
-Śpioszku... Obudź się. Już ciemno, trzeba wracać.
Ospale podniosłam się z chłopaka, rozglądając się co się dzieje. Naprawdę zasnęłam? Spojrzałam mu w oczy, a ten się do mnie uśmiechnął i pogłaskał po głowie. Ziewnęłam, po czym zsunęłam się z chłopaka i potrząsnęłam lekko głową. Po chwili odzyskałam świadomość umysłu. Nagle się wyprostowałam, kiedy ktoś przyłożył mi nóż do gardła, złapał mnie w pasie i zaczął się ze mną cofać.
-Zabiję ją, jeżeli się zbliżysz. Ostatnio przegiąłeś pałę, czas się odwdzięczyć...-powiedział.-Chłopaki, bierzcie go, a ja sobie się zajmę tym aniołkiem.
Tłusta łapa napastnika zaczęła dotykać mojego brzucha, a ja nie mogłam się ruszyć. Wiedziałam, że bez znaczenia co bym zrobiła, mógłby mi podciąć gardło. Miałam chęć krzyknąć, aby uciekał, ale nie mogłam... Sparaliżował mnie strach...
<Corazon? Zrobiłam dramę ^^>
Ilość słów: 823

sobota, 24 lutego 2018

♥Od Melusine do Corazona♥

Nagle poczułam, jak miękkie usta dotykają moich warg. Lekko drżały, czułam lekki niepokój. Otworzyłam oczy. Policzki Corazona były pokryte różem, z kolei moje oblewała mocna czerwień. Czy... Czy on na prawdę mnie pocałował? Czy mi się to śni? Zwariowałam. Dopiero po chwili, zauważyłam jak oczy chłopaka się na mnie wpatrują, a ja z kolei teraz poczułam, jak cholernie mocno bije moje serce. Zająknęłam się, kiedy moje wargi wreszcie mogły zaczerpnąć świeżego powietrza. Napuszyłam lekko z zaskoczenia policzki, po czym odwróciłam wzrok. Dopiero po chwili uśmiechnęłam się i zaczęłam cicho śmiać. Podeszłam do niego, obejmując go.
-Dlaczego ty jesteś tak bardzo uroczy jak się czerwienisz...-szepnęłam po chwili, patrząc na niego z dołu.
-Za cholerę nie wiem... - powiedział, przykładając głowę do mojego czoła.
Moje poliki ponownie pokrył intensywny rumieniec. Teraz, chętnie bym nie opuszczała jego ramion. Były ciepłe, czułam się w nich bezpieczna. Położyłam dłonie na jego ramionach, po czym z uśmiechem stanęłam na paluszkach i delikatnie musnęłam jego policzek.
-To za to, że sprawiłeś, że te dwa ostatnie dni nie były tak smutne... Dziękuję ci bardzo...
-N-Nie ma za co...- strasznie się zaczerwienił -Poza tym, to ty mnie składałaś do kupy przez ostatnie dni...
-I mogę to robić dalej... Naprawdę. Słowa i czyny nie wyrażą, jak bardzo się cieszę, że jesteś obok mnie... Że mogę ci pomóc. Przecież to ty mnie ocaliłeś. Poświęciłeś tak wiele o moje bezcenne życie...-w moich oczach stanęły łzy, które po chwili popłynęły po moich policzkach.-Dziękuję ci, Corazon...
- Nie płacz...-złapał mnie w talii i lekko się cofnął wpatrując się ciągle w moje oczy -Proszę... Mogłabyś przestać mi dziękować? Chciałbym, żebyś patrzyła na mnie tak jak wcześniej, jak na Corazona, który co chwilę niszczy protezę... Który dostaje po pysku w bójkach... A nie jak na bohatera którym nie jestem... Proszę...
Spojrzałam mu w oczy, bardzo zaskoczona tym, co wydobyło się z jego ust. Jednak uśmiechnęłam się i zgodnie z jego prośbą chciałam dotrzymać obietnicy. Jednak głęboko w sercu nadal będę mu wdzięczna. Położyłam dłonie na jego policzkach, gładząc je lekko kciukami.
-Dobrze... Jednak wiedz, że będę o tym ciągle pamiętać. To będzie moja własna, prywatna tajemnica.-położyłam palec na ustach, po czym zachichotałam. Chłopak również się zaśmiał, po czym otarł mi ostatnią łzę z policzka.
- Zrobisz jak będziesz chciała.-przytulił się do mnie-Chciałbym móc cię jeszcze raz pocałować... - szepnął pod nosem.
-Myślę, że to mogę załatwić...-spojrzałam mu w oczy.
Chłopak przystawił swoje czoło do mojego, a ja się uśmiechnęłam. Stanęłam na paluszkach, po czym złączyłam ponownie nasze usta w delikatnym, a zarazem pełnym uczucia pocałunku. Położyłam swoje łapki na jego szyi. Moje serce biło jak oszalałe. Corazon objął mnie, przyciągając bliżej siebie. Oparliśmy się o ścianę, gdy nagle usłyszałam spadające z regału książki. Wzdrygnęłam, wyglądając zza blondyna. Stała tam jakaś mała dziewczynka, która chyba się zgubiła. Przegryzłam wargę i delikatnie uśmiechnęłam się do złotookiego, po czym opuściłam jego ramiona i podeszłam do dziecka.
-Co tam malutka? Zgubiłaś się?-zapytałam, układając książki na półkę.
Mała brunetka pokiwała główką, a ja się uśmiechnęłam do niej, podając jej dłoń.
-Jestem Mel, a ty?
-Mira.
Po chwili ujrzałam jakąś kobietę, która podbiegła do dziewczynki. Podziękowała mi, a potem odeszła. Uśmiechnęłam się, a potem spojrzałam z powrotem na Corazona. Siedział on spokojnie na krześle, przeglądając jakąś książkę. Podeszłam do niego, obejmując go lekko od tyłu.
-Co czytasz?-zapytałam z uroczym uśmiechem.
Jednak nie otrzymałam odpowiedzi. Chłopak spojrzał w moim kierunku i wstał. Pochwycił moją rękę, po czym wyszedł ze mną z miejskiej biblioteki. Z lekkim rumieńcem ruszyłam za nim, a dopiero po chwili wyrównałam z nim krok. Nadal go trzymałam za dłoń. Spojrzałam na to, co tak mi się wbiło do głowy i mocno się zarumieniłam. Chłopak wydawał się skupiony. W dłoni nadal miał otwartą książkę i czytał. Przegryzłam delikatnie wargę, po czym podsunęłam się bliżej niego i położyłam głowę na jego ramieniu. Zauważyłam, że złote oczy na mnie spoglądają, więc zabrałam głowę.
-P-Przepraszam...-szepnęłam, czerwieniąc się.
- Nie masz za co... Jeśli tak było tobie wygodnie to i mi też... - uśmiechnął się do mnie czule.
Ponownie położyłam głowę na jego ramieniu, uśmiechając się i tuląc wręcz do jego ramienia. Tak cudownie czułam się w jego otoczeniu. Biła od niego aura spokoju i dobroci. To właśnie spowodowało, że też tak bardzo chciałam być z nim blisko. Razem pokierowaliśmy się ku akademikom. 
---
Na miejscu, tuż przed rozejściem się, zatrzymałam chłopaka, poprzez złapanie jego ręki. Spojrzałam mu w oczy, delikatnie się uśmiechając. Zdjęłam rękawiczkę z jego ręki, a potem przyłożyłam swoją dłoń do metalicznej dłoni blondyna.
-Corazon... Spotkamy się jutro?-zapytałam z rumieńcem.
- O yass! - wyszczerzył się uradowany - Znaczy, jeśli tylko masz chęci i czas to bardzo chętnie.
-Chyba jak pytam, to mam chęć, nieprawda?-uśmiechnęłam się-Mam tylko do ciebie pytanie...-zaczerwieniłam się lekko.
- Tak? - zaczął pojawiać się rumieniec na jego policzkach
-C-Czy moglibyśmy zrobić wspólne zdjęcie?-odwróciłam wzrok, zaciskając delikatnie rączkę na metalowej protezie chłopaka.
-Jasne, nie ma sprawy...
-N-Naprawdę?-zapytała z niedowierzaniem, mocniej się czerwieniąc.
- A czemu nie? - uśmiechnął się do niej - Przecież dzisiaj walentynki!
Uśmiechnęłam się szeroko, po czym wyjęłam telefon. Pociągnęłam Corazona na miejsce, gdzie na ścianie widniała papierowa ozdoba w kształcie serca i kolorze czerwonym. Spojrzałam na niego, wystawiając rękę z telefonem do przodu. Przysunęłam swój policzek do policzka blondyna. Z uśmiechem zrobiłam nam jedno zdjęcie, a potem po prostu go pocałowałam, robiąc kolejną fotkę. Po tym, obejrzałam obie fotografie i szeroko się uśmiechnęłam.
-Dziękuję! Teraz będę wiedziała, kto do mnie dzwoni.-zażartowałam, pokazując mu zdjęcie, które zrobiliśmy jako pierwsze.
- Mogłabyś mi je przesłać? Też by się przydało do kontaktów...
Uśmiechnęłam się uroczo, po czym przesłałam mu oba zdjęcia. Spojrzałam mu w oczy i założyłam mu niesforną grzywkę za ucho.
-Kiedy możemy się jutro spotkać?-bawiłam się rękawem jego płaszcza.
-Dziś ja wybierałem, to może ty wybierz jutrzejszy czas?
-Jutro mamy wolne, więc może koło trzynastej? Przed akademikiem? Chciałabym, abyś pomógł mi z alchemią...-zarumieniłam się, przybliżając lekko do niego.
-Jasne, będę tam czekał. - również się przybliżył.
Spojrzałam mu w oczy. Moje serce zaczęło bić o wiele szybciej i głośniej. Miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy mi z piersi. Złapałam obie dłonie blondyna i uśmiechnęłam się delikatnie do niego. Stanęłam na paluszkach, miziając swoim noskiem jego nos.
-Do jutra... Cora...-szepnęłam, patrząc mu w oczy.-I dziękuję ci jeszcze raz za dzisiaj...
- Do zobaczenia... Śpioszku... -przytulił mnie na pożegnanie.
Kiedy odchodził, zdjął swój płaszcz. Przegryzłam wargę i zacisnęłam mocno pięści. Po chwili, zdeterminowana ruszyłam do niego truchtem.
-Corazon!-krzyknęłam, a kiedy ten się odwrócił, wskoczyłam mu w ramiona i pocałowałam.
Objęłam mocno jego szyję, a jego dłonie oplotły się na mojej talii. Po chwili stanęłam na ziemi, jednak moje usta nie oderwały się od niego. Dopiero po dłuższym czasie odsunęłam lekko twarz, patrząc mu w oczy i mocno go przytulając. Chłopak mnie objął.
-T-To było... Niezwykłe. Dziękuję.
Uśmiechnęłam się, głaszcząc jego policzek. Przegryzłam niespokojnie wargę, po czym położyłam głowę na jego torsie, zamykając oczy. Jak pięknie biło jego serce. Lekko przyśpieszony rytm, który ukoił moje serce całkowicie. Po chwili popatrzyłam mu znowu w oczy.
-Będę tęsknić. Zrozumiałam dzisiaj jedno wiesz?-na mojej twarzy widniał delikatny uśmiech.
- Ja też. I chyba wiem co masz na myśli...
-Tak? To powiedz mi pierwszy...-uśmiechnęłam się uroczo, patrząc mu prosto w oczy.
Chłopak złapał mnie za obie dłonie, będąc bardzo czerwonym. Taki słodki...
-Bardzo mi zależy na tobie...-powiedział.
-Brawo. Myślimy o tym samym. Tylko brakuje mi tutaj jednej rzeczy...-szepnęła.
-Tutaj też powinienem wiedzieć co masz na myśli...
-A wiesz? Jak tak, to powiedz proszę...-uśmiechnęłam się znowu.
- Kocham cię. - odwzajemnił mi uśmiech.
-Tak, dokładnie! Kocham cię, Corazon.
Na moje policzki wstąpił ogromny rumieniec, a ja rzuciłam się ponownie na niego z pocałunkiem. Spojrzałam mu potem w oczy, głaszcząc jego policzek. Potem nadszedł czas naszego rozstania. Opuściłam ciepłe ramiona z żalem, trzymając w dłoni telefon. Ustawiłam sobie tapetę z blondynem oraz zdjęcie na jego numer kontaktowy. Moich policzków nigdy mocniej nie oblała czerwień. Wbiegłam do pokoju i z piskiem rzuciłam się na łóżko. Byłam cholernie szczęśliwa! Złapałam swoje policzki, a wtedy na łóżko wskoczył Baza. Przytuliłam mocno psa, nadal piszcząc ze szczęścia. Kiedy nieco się uspokoiłam, wykąpałam się, przebrałam i położyłam na łóżku. W dłoni trzymałam telefon, patrząc na zdjęcie moje i Corazona. Było piękne. Wiedziałam, że będzie dla mnie ważne, jak on sam. Z rumieńcem odłożyłam komórkę i prawie od razu zasnęłam z myślą, że jutro znowu ujrzę mojego bohatera...
<Corazon?>
Ilość słów: 1376

niedziela, 18 lutego 2018

♥Od Melusine do Corazona♥

-C-Corazon...-szepnęłam, a dłonie mi bezwładnie opadły.
Jak to? On? Nie możliwe. Nie wierzę. Dlaczego. Kiedy ruszył w kierunku wyjścia, chwilę wpatrywałam się w niego z przerażeniem. Dopiero po chwili zabrałam swoje rzeczy i prezenty od niego i ruszyłam za nim. Nie mogłam pozwolić mu tak odejść. Nie potrafiłabym.
-CORAZON!-krzyknęłam bardzo głośno.
Blondyn się do mnie odwrócił, a ja się do niego przytuliłam. Moje oczy były pełne łez, które nie były wywołane nienawiścią. Nie... One były wywołane dozgonną wdzięcznością. Ocalił moje bezwartościowe życie, a ja... Co ja mogłam zrobić, aby móc się odwdzięczyć... Nic. Nic nie miało równo wartej wartości.
-Dziękuję ci... Tak okropnie dziękuję... Uratowałeś mnie po raz kolejny. Nie mogłabym być na ciebie zła za to, że ocaliłeś mnie. Jesteś moim bohaterem... Na zawsze nim będziesz... -wydukałam.
-To ja powinienem ci podziękować... - wtulił się we mnie.
-Nie musisz... To ty uratowałeś mi życie, a nie ja tobie... Zasługujesz na tytuł bohatera. Złamałeś dla mnie zasadę, ratowałeś mnie, pomagasz mi i zawsze chcesz mnie uszczęśliwić... Dziękuję.-moje policzki oraz oczy były całe we łzach, których nie kryłam.
Chłopak zaniemówił. Jednak nadal mnie mocno obejmował, co wyłącznie mnie uszczęśliwiało. Było to dla mnie ważne... Aby mój bohater nigdy nie zniknął z mojego życia. Kiedy chciałam go puścić, nie mogłam, gdyż chłopak nie spuścił uścisku.
-Nie puszczaj mnie, proszę... - wyszeptał, przytulając mnie mocniej.
-Dobrze...-uśmiechnęłam się przez łzy i ucałowałam lekko jego policzek.
Cholernie mocno nie chciałam już nigdy opuszczać jego ramion, tego ciepła jakim mnie w tej chwili darzył. Jak można przywiązać się do kogoś, kogo znasz tak krótko? Można, tym bardziej, że ten ktoś dwa razy ocalił już twoje życie. Czułam, jak szybko bije moje serce. Otworzyłam na moment oczy pełne łez. Zauważyłam, że Corazon odchylił głowę i popatrzył mi w oczy. Jego usta delikatnie dotknęły mojego czoła, a potem dłonią starł łzę, która spływała po moim policzku.
-Masz ochotę jeszcze się gdzieś przejść?-zapytał, uśmiechając się i patrząc bez przerwy w moje oczy.
Uśmiechnęłam się delikatnie. Miał takie ładne, złote oczy. Szkoda było odrywać wzrok... Palcami delikatnie bawiłam się jego włosami związanymi w kucyka. Cicho wdychając, starałam się uspokoić swoje drżące ciało.
-Nie, możemy już wrócić. Opowiesz mi więcej o tym, co się stało w fabryce, dobrze?-zapytałam, nie chcąc się odsuwać.
-Dobrze - westchnął ciężko - Ale uprzedzam, niektóre fragmenty mogą być naprawdę nieprzyjemne...
-Nie martw się. Chcę poznać prawdę... Nie mogę już żyć w kłamstwie.-szepnęłam, patrząc mu nadal w oczy.
-Jeśli tak uważasz...-zawahał się widocznie.-W takim razie wracajmy.
Uśmiechnęłam się i złapałam go za jego rękę, która była protezą. Delikatnie pociągnęłam go w kierunku akademików. Po chwili dorównał mi kroku. Westchnęłam, ale na samą myśl o czym będziemy rozmawiać, nie mogłam się uśmiechnąć. Właśnie miałam się dowiedzieć, dlaczego straciłam część swojej pamięci. Z jednej strony tego chciałam, a z drugiej bardzo się bałam. Jednak byłam pewna jednego. Corazon nigdy mnie nie zostawi. Wolną dłonią dotknęłam naszyjnika, który od niego dostałam. Weszliśmy do mojego pokoju. Wiedziałem, że Remilii ma nie być, bo jej klasa miała jakąś wycieczkę. Zamknęłam za nami drzwi i cicho wzdychając, usiadłam na łóżku, a chłopak usiadł obok.
-T-To... Słucham. Tylko ze szczegółami. Może odzyskam choć fragment pamięci...-szepnęłam i zacisnęłam swoje drżące dłonie.
- Huh... - nabrał tchu i zaczął opowieść - Był to bezchmurny wieczór. Tę fabrykę upatrzyłem sobie dużo wcześniej jako poligon i plac zabaw. Zazwyczaj robiłem tam niewielkie transmutacje, ale tym razem było inaczej. Kilka dni wcześniej znalazłem dziennik taty z przeróżnymi kręgami i notatkami alchemicznymi. Znalazłem w nim opis kręgu do transmutacji człowieka. To mi podsunęło myśl, że może udałoby się przywrócić mamę...- przerwał na chwilę.- Wtedy to zacząłem ćwiczyć moją moc. Szło coraz lepiej. Jednak tamtego dnia, coś poszło nie tak. Straciłem panowanie nad materią i doszło do niekontrolowanego rozpadu. Kiedy wschodnia część budynku zaczynała się walić, usłyszałem krzyk. To byłaś ty. Zamarłem widząc sposób w jaki twoje ciało było ułożone. Powykręcane, kark przygnieciony był przez belkę. W okół ciebie szybko rosła kałuża krwi. Podbiegłem do ciebie, znaczy twojego ciała wtedy, żeby sprawdzić czy żyjesz. To jakimś cudem jeszcze walczyło. Serce nie chciało się poddać. Użyłem alchemii dość pośpiesznie żeby cie wyciągnąć. Śpieszyłem się, nie wiedziałem czy jeszcze żyjesz, ale musiałem spróbować. Wziąłem kawałek metalu leżący obok i rozciąłem sobie rękę. Krwią nakreśliłem krąg i użyłem mocy. Nie wiedziałem dlaczego, ale świat w okół mnie się zatrzymał. Zewsząd zaczęły wyskakiwać czarne łapki. Czułem jak rozkładają na pojedyncze cząsteczki. Kiedy znowu pojaśniało, znalazłem się przed bramą i bogiem. W zamian za wyleczenie ciebie i zwrócenie ci duszy odebrał mi rękę i możliwość korzystania z kręgów. Później wrota bramy się otworzyły i ukazały mi prawdę. Potem znalazłem się obok ciebie. Czas znów zaczął płynąć, tak jak moja krew. Nie zwracałem uwagi na to, zwłaszcza przy fakcie kiedy otworzyłaś oczy. Chwile później zemdlałem i obudziłem się w szpitalu. Jak się dowiedziałem, znalazła nas babcia Yuno.
W moich oczach rozbłysły łzy. To była historia, jakiej nigdy bym się nie spodziewała. Po chwili krople spłynęły po moich policzkach, a ja ponownie przytuliłam się do chłopaka. Serce biło mi tak cholernie szybko...
-Dziękuję ci!-wykrzyknęłam, zalewając się łzami i coraz mocniej wtulając się w jego tors.
-Już, już... Spokojnie - objął mnie, a dłoń umieścił na mojej głowie.
-Bez ciebie bym zginęła... Nie mogłabym pomóc babci... Nie mogłabym zrobić nic, co tak bardzo kocham...-szepnęłam, a potem się odsunęłam.-P-Przepraszam, to chwila załamania.
Wstałam, a potem wzięłam swoją pidżamę. Poprosiłam, aby poczekał na mnie. Zgodził się, więc sama wkroczyłam do łazienki, gdzie wzięłam szybki, ale odprężający prysznic. Westchnęłam, kiedy ocierałam włosy oraz swój kark. Ubrałam moją białą koszulkę nocną, sięgającą do połowy ud. Włosy związałam w wysoki kucyk, a potem wyszłam z toalety. Widząc, że Corazon chyba zaczął czytać, uśmiechnęłam się delikatnie. Wzięłam koc z łóżka, a potem podeszłam do niego, narzucając mu kocyk na plecy. Na jego policzku złożyłam delikatny pocałunek.
-Zostań dzisiaj ze mną... Boję się i wiem, że będę miała koszmar...-szepnęłam bardzo cicho, wtulając twarz w jego szyję i ramię.
-Spokojnie, nie opuszczę cię. - pogłaskał mnie po głowie.
-Bardzo ci dziękuję, Corazon.-powiedziałam, odsuwając się niechętnie.-Jak będziesz też chciał odpocząć, nie krępuj się i możesz położyć się obok.-szepnęłam.
-Nie ma sprawy. - powiedział, przeciągając się lekko.
Usiadłam wygodnie na łóżku, a potem się położyłam, zakrywając się cała pościelą. Cicho westchnęłam, zamykając oczy. Czułam niedaleko obecność blondyna, co mnie lekko uspokajało. Zacisnęłam mocno dłonie na pościeli, starając się usnąć. Po chwili mi się udało. Jednak właśnie wtedy ujrzałam ten wypadek, przez który straciłam pamięć. Wszystko zaczynało się tak samo. Jednak Corazon nie ruszał się. Posunęłam się do niego, chcąc go obudzić, gdy dotknęłam jego ciała, fabryka zawaliła się na nas. Otworzyłam oczy i przerażona się podniosłam do siadu. Cała drżąc, popatrzyłam na chłopaka, który też popatrzył na mnie.
Uśmiechnął się, a potem przeniósł się na łóżko, kładąc się obok mnie. Od razu się w niego wtuliłam, a po moim policzku spłynęło kilka ostatnich łez, wywołanych tym złym snem. To było straszne... Nie chcę go więcej widzieć. Nigdy! Zamknęłam oczy, czując i słysząc oddech oraz bicie serca blondyna. Nie wiem dlaczego, ale teraz czułam się lepiej... O wiele lepiej...

<Corazon?>
Ilość słów: 1169

środa, 14 lutego 2018

♥Od Melusine do Corazona♥

Siedziałam spokojnie na łóżku, czytając co to za notatniczek, który zostawił Corazon. Wiedziałam, że to nie kulturalne, ale chyba się nie zezłości. Miał specyficzny sposób pisma, ale w sumie to nie było złe! Nie spodziewałam się, że taka osoba jak on będzie pisała romanse z wyższej póki oraz powieści fantasy. To bardzo... Urocze. Uśmiechnęłam się do zeszytu, zatapiając spojrzenie w kolejnych linijkach tekstu. Nagle ktoś otworzył drzwi, a ja po dokończeniu zdania popatrzyłam na drzwi. Przegryzłam wargę, a potem niechętnie zamknęłam notatnik. Wstałam z łóżka, podchodząc do blondyna.
-Przepraszam za moją ciekawość. Jednak piszesz naprawdę piękne opowiadania.-szepnęłam, spuszczając głowę.
- Dzięki, ale te raki wcale nie są dobre... Co najwyżej mózg mogą przeżreć.
-Nie mów tak, bo są bardzo dobre. Mi się strasznie spodobały!-warknęłam z czerwonymi ze złości policzkami.-Nie ważne. Chodź, przymocuję ci protezę.
W tym momencie pochwyciłam sprawną dłoń chłopaka, a potem posadziłam go na krześle. Wzięłam swoje narzędzia, a potem po odnalezieniu odpowiedniego klucza, zabrałam się za śrubki, które w stanie poluzowanym wyglądały brzydko. Pokręciłam głową, a po kilku chwilach, mogłam wreszcie odłożyć klucz.
-Gotowe. Porusz palcami.-powiedziałam, a chłopak to zrobił.
Pokiwałam głową, a potem wzięłam smar i dałam kilka kropel w miejsca zgięć oraz w kilku innych, gdzie mogło coś zardzewieć. Następnie pochwyciłam szmatkę ze specjalnym płynem i wypolerowałam mu protezę. Zadowolona kiwnęłam głową, uśmiechając się.
-Idziemy jutro na kawę? Są Walentynki i chętnie gdzieś bym poszła, a nie, kolejny raz siedzieć w pokoju nad betą mojego projektu.-rzekłam z dalszym bananem na twarzy.
-Kawa?! Zawsze i wszędzie!
-Wiedziałam, że ci się pomysł spodoba.-złapałam za jego policzek, lekko nim tarmosząc.-Pójdziesz ze mną do sklepu po części?
-Jasne.
Wraz z Corazonem ruszyłam z Akademika w kierunku miasta. Byłam zadowolona ze swojej pracy, bo to był sposób w jaki bardzo szybko się satysfakcjonowałam. Niesamowite uczucie. Z ogromnym uśmiechem na twarzy, założyłam niesforny kosmyk blond włosów za ucho, a po chwili samoistnie się zaśmiałam. Poczułam wzrok chłopaka na sobie, więc odwróciłam w jego stronę głowę.
-Poprzedzając twoje pytanie, to jestem bardzo zadowolona z tego, że udało mi się naprawić twoją protezę. To było w sumie bardzo przyjemne.-rzekłam, a potem wróciłam do patrzenia przed siebie.
Cicho nucąc zamknęłam oczy, aby oddać się szczęściu, gdy nagle usłyszałam bardzo głośny krzyk. Otworzyłam oczy, a potem zostałam odepchnięta z ulicy po której szłam. Wywaliłam się, słysząc też głośny pisk opon. Bardzo roztrzęsiona i przerażona podniosłam głowę, a potem popatrzyłam za siebie. Prawie wpadłam pod samochód... Jak mogłam być taka nieuważna. 
Ujrzałam, jak ktoś wystawia do mnie rękę, więc ujęłam ją, a potem przytuliłam się mocno do tego kogoś, kto mnie też uratował. Zacisnęłam mocno dłonie na czerwonym płaszczu, a potem wtuliłam twarz w czyjś tors. Dotyk na mojej głowie lekko mnie uspokoił, jednak nadal cała drżałam.
-P-Przepraszam...-wyszeptałam przestraszona.
Na te słowa ten ktoś mnie wyłącznie mocniej przytulił, a ja oddałam się całkowicie w płacz. Pierwszy raz byłam tak zapatrzona w swoje szczęście i prawie doszło do tragedii. Po kilku minutach odsunęłam się od blondyna, ocierając policzki ze słonych kropel. Corazon lekko się uśmiechnął, a potem wraz ze mną ruszył w stronę sklepu z częściami, gdzie musiałam kilka rzeczy kupić.
---
Po zakupach i powrocie do Akademików, jeszcze raz podziękowałam chłopakowi. Potem nadal roztrzęsiona wróciłam do swojego pokoju. Nie zastałam tej przeklętej Remilii i dobrze. Usiadłam do biurka, a po chwili poczułam metalowy dotyk na swoim udzie. Spojrzałam na Bazę, który patrzył na mnie jednym z tych swoich wzroków. Uśmiechnęłam się z bólem, a potem pogłaskałam psiaka. Położyłam torbę obok prototypu protezy, a potem odchyliłam głowę do tyłu, patrząc w sufit. Po chwili z zdecydowaniem wyjęłam z jednej z szafek czerwoną kartkę. Zgięłam ją na pół, a następnie wycięłam z niej symbol Walentynek, czyli serce. Ścinki odrzuciłam na bok, a w środku mojej prowizorycznej kartki napisałam bardzo starannie: ,,Dziękuję Ci za ratunek, Corazon!". Uśmiechnęłam się delikatnie i potem swoją pracę ukryłam w kopercie, która z kolei wylądowała w mojej torbie. Potem, aby być wyspaną na jutro, położyłam się na łóżku, a po chwili usnęłam.
---
Nadszedł czas mojego spotkania z bohaterem, który wczoraj ocalił mi życie. Westchnęłam, a kiedy blondyn podszedł do mnie, machając ręką, uśmiechnęłam się. Wraz z nim ruszyłam w stronę jednej z kawiarni w mieście. Nie minęło dużo czasu, a znaleźliśmy się na miejscu. Każde z nas zamówiło co chciało, a kiedy tylko przyniesiono nam kubki, wyjęłam z torby białą kopertę. Kiedy chłopak zachwycał się swoją kawą, pijąc ją z zamkniętymi oczami, położyłam niewielki list tuż przed jego nosem, udając, że wcale nie należy do mnie. Potem przegryzłam wargę i niewinnie spojrzałam w bok, mieszając łyżeczką w moim napoju. Kiedy jednak Corazon wziął kopertę do ręki, uśmiechnęłam się, a na moją twarz wstąpił bardzo delikatny rumieniec.
<następne opowiadanie>

< Corazon? >

Ilość słów: 773

sobota, 3 lutego 2018

Od Melusine do Corazona

Widząc zniszczoną protezę, byłam wściekła. Jak mogła go tak poharatać! Ruszyłam w ich kierunku, piorunując spojrzeniem dziewczynę, która była winna tym zniszczeniom. Profesor Ogonowski już nawet się nie odezwał, bo widział, że i tak by nic nie zdziałał. Zacisnęłam dłonie w pięści, a potem uklęknęłam obok blondyna.
-Zabiję cię, wiesz?-warknęłam.
-Przepraszam.
Przewróciłam oczami i zaczęłam zbierać większe części protezy Corazona. Nie wiedziałam jednak, czy nie będzie potrzebna dla niego nowa. Z tego już nic nie zrobię. Przetarłam oczy, wiedząc, że czeka mnie dużo pracy. Wstałam i podeszłam do profesora.
-Przepraszam pana, ale Corazon już nie będzie zdolny do dalszej walki. Mogę z nim pójść? Muszę mu pomóc z tą ręką.-powiedziałam.
Oporny pan Ogonowski nas wypuścił. Czułam, że czeka mnie dłuuugie kazanie, aby wreszcie chłopak zrozumiał, że protezy są bardzo cenne. Jedyne co mnie niepokoiło to to, że będę musiała po nocach spędzać czas przy budowie. Ciągnąc chłopaka za ramię, wkroczyliśmy do akademików, a dokładniej do mojego pokoju, posadziłam go na krześle, a potem założyłam dłonie na piersi. Uderzyłam go lekko w głowę.
-To za to, że nie uważałeś. Prosiłam ciebie, abyś uważał przecież, prawda? Teraz, jeżeli stan ten ręki będzie gorszy, niż mi się wydaje, będę musiała zrobić ci drugą protezę, wiesz?-mówiłam z poirytowaniem w głosie.
- Przepraszam, ale mam zasadę nigdy nie uderzyć kobiety.
-Ale zrozum, że nie musiałeś być tak nieuważny. Wiem, że nie jesteś taki, że w czasie nawet treningu nie chcesz tego zrobić, ale mogła ci też się stać krzywda.
Pomogłam mu przejść na łóżko, położyłam go i usiadłam tak, aby móc przyjrzeć się jego protezie. Była w złym stanie. Popadała w krytyczny. Jednak i tak będę z nią siedzieć po nocach. Westchnęłam, a potem wzięłam narzędzia, aby już zacząć. Miałam grymas na twarzy, bo nie znoszę patrzeć jak takie piękne rzeczy są niszczone. 
---
-Corazon, jak chcesz to śpij. Muszę ci tą rękę skończyć do jutra, więc to pewne, że nie będę spała. Odpocznij.
Widziałam jednak w jego oczach niepewność. Uśmiechnęłam się lekko sztucznie, a potem pogłaskałam go. Po tym, wróciłam go jego ręki, aby ją naprawić. Nie było aż tak źle, jak mi się wydawało. Owszem, nie należała teraz do najłatwiejszych do naprawy, ale co to dla mnie! Jestem mechanikiem pierwszej klasy! Jednak przez to się nie wysypiam. Zauważyłam, że blondyn zasnął. Czemu uważam, że spędzanie z nim czasu jest dla mnie tak miłe? Uśmiechnęłam się delikatnie, wracając do protezy.
---
Z samego rana ukończyłam pracę. Wypolerowałam jego metalową rękę, a potem zaczęłam go budzić. Z jednej strony nie chciałam tego robić, ale on też musiał się przyszykować do zajęć.
-Corazon... Pobudka. Skończyłam już...-powiedziałam, lekko zachrypniętym głosem.
<następne opowiadanie>
< Corazon? ^^ > 
Ilość słów: 433

piątek, 26 stycznia 2018

Od Melusine do Corazona

-Corazon! Corazon!-krzyczałam spanikowana.
Moje serce zaczęło bić o wiele szybciej. Byłam przerażona. Złapałam padającego w moją stronę chłopaka, a potem zamieniłam się z nim miejscem. Poprawiłam mu poduszkę tak, aby miał wysoko głowę, a potem zaczęłam zdejmować jego koszulkę oraz resztę jego ubrań, które przeszkadzały mi. Chłopak leżał z nagim torsem, a w tej chwili weszła moja przeklęta współlokatorka. Nie przejęłam się nią. Podbiegłam do szafy, lekko uderzając ją łokciem. Wyjęłam szybko apteczkę, a potem stanęłam obok blondyna.
-TY cholerna...-warknęła Remilia, a potem ucichła.-Potem to posprzątaj.
Usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi i od razu mi ulżyło. Jednak widząc to, jak krwawi chłopak, myślałam, że się rozpłaczę. Jeszcze ten brak światła. Uformowałam w dłoniach świetlną kulę, a potem zawiesiłam ją w powietrzu tak, abym bardzo dobrze widziała jego ranę. Ułożyłam ręce tak, aby zakryć nimi ranę. Pod moimi dłońmi rozbłysło, a ja zamknęłam oczy, chcąc się skupić. Nie wiem, ile minęło czasu. Serce biło mi szybko, a ja byłam okrutnie zestresowana. Niepokoiłam się o niego, jednak ujrzałam, jak Corazon otwiera oczy.
-C-Co się stało?-zapytał.
-Ci... Nie odzywaj się teraz.-szepnęłam.
Kontynuowałam leczenie chłopaka. Po chwili poczułam, jak opadam z sił, ale Corazon czuł się już lepiej. Oparłam dłonie na jego torsie, ciężko oddychając. Kiedy chwilę odpoczęłam, złapałam za apteczkę, a tam wyszukałam opatrunek jałowy i bandaż. Przyłożyłam opatrunek do jego rany, a potem, aby nie odpadł, obwiązałam jego klatkę piersiową bandażem. Usiadłam na krzesło, ciężko oddychając. Chłopak popatrzył na mnie, więc uśmiechnęłam się, a potem wstałam. Zabrałam włosy z jego czoła.
-Już lepiej?-zapytałam.
-Tak. Dziękuję ci.-uśmiechnął się do mnie.
Usiadłam obok niego na krześle, patrząc na chłopaka. Widziałam, że jest zmęczony, więc nie miałam zamiaru go torturować tym, aby mi powiedział, co się stało. Chyba lepiej było, aby zapadło to w niepamięć. Widząc, że chce się podnieść, złapałam jego ramię i lekko go pociągnęłam do dołu.
-Kładź się.
Corazon wykonał polecenie, a ja złapałam jego rękę. Nie chciałam, aby się poruszał, bo mogło mu to pogorszyć stan. Uśmiechnęłam się delikatnie i głaskałam go po głowie. Przy okazji uspokoję jego oraz siebie. Tak cieszyłam się, że żyje i że nie jest z nim, aż tak źle.
---
Chłopak po jakimś czasie usnął. Ja nadal czatowałam nad jego stanem, ale i mnie powoli łapało zmęczenie. Na chwilę puściłam jego dłoń i wzięłam zakrwawioną kołdrę spod niego. Wymieniłam ją na czystą, a potem okryłam blondyna. Uśmiechnęłam się, spoglądając na jego protezę. Na szczęście była w dobrym stanie, choć przydałoby się jej lekkie czyszczenie. Spojrzałam na spokojną twarz chłopaka. Usiadłam z powrotem na krześle, ziewając. Zamknęłam oczy, a potem moja głowa opadła na jego tors. Usnęłam.
< Corazon? ^^ >
Ilość słów: 429

niedziela, 21 stycznia 2018

Od Melusine do Corazona

-Mówiłem, że od kawy na podziękowanie się nie wymigasz, prawda?
Wzięłam od niego rękawiczki z symbolami, nakładając je od razu na dłonie. Obejrzałam dokładnie kręgi, uśmiechając się. Potem wzięłam z delikatnym rumieńcem kawę w termosie, stawiając ją obok.
-Kawa potem. Teraz ćwiczenia.-powiedziałam z determinacją.
Chłopak jakby się uśmiechnął. Ponownie narysowałam krąg, tym razem spoglądając na ściągę, jaką przygotował mi Corazon. Klasnęłam w dłonie, a potem zamknęłam oczy. Kiedy je otworzyłam, ujrzałam piękny klucz płaski. Podniosłam go i podałam dla chłopaka. Blondyn obejrzał go, a potem poklepał mnie po głowie.
-Brawo.-powiedział.
Ja za to podskoczyłam i rzuciłam się na niego, tuląc go. Byłam mu wdzięczna, choć zrobił niewiele. Po chwili usiadłam obok niego, nalewając sobie do nakrętki od termosu trochę kawy. Wypiłam ją, a potem zaczęłam kichać. Pociągnęłam noskiem i spojrzałam na chłopaka, który wstał i podał mi rękę.
-Chodź. Wracamy do akademika. Jesteś chora? Może zaprowadzę cię do lekarza?-mówił z wyraźnym przejęciem w głosie.
Uśmiechnęłam się, ujmując jego dłoń. Wstałam, wzięłam w drugą rękę jego termos, a potem mu go podałam. Corazon bardzo szybko go schował. Przyglądałam mu się, lekko czerwieniąc. Skądś go znam... Ale skąd... Przegryzłam wargę, patrząc na rękawiczki ze ściągą. Nagle poczułam dotyk na czole. Kątem oka popatrzyłam na blondyna.
-Nie masz gorączki?-zapytał.
-N-Nie c-chyba...
-Ale masz strasznie czerwone policzki. Chodź, raz-dwa do akademików.-powiedział.
Chwycił delikatnie moją dłoń i pociągnął mnie za sobą. Dlaczego ja się tak dziwnie czuję. Może naprawdę zachorowałam. To by wyjaśniało, dlaczego jest mi zimno, dlaczego kicham i dlaczego mam tak mocno zaczerwienione policzki.
---
Wraz z Corazonem weszłam do mojego pokoju. Rozejrzałam się za Remilią, której na szczęście nie było. Zdjęłam marynarkę, ale po chwili zaczęłam żałować i w trybie natychmiastowym ponownie nałożyłam kurteczkę na ramiona.
-Siadaj. Może sprawdzę twoją rękę? Zobaczymy, czy z nią na pewno wszystko dobrze?-zapytałam.
-Jasne.
Chłopak usiadł na łóżku, a ja się usadowiłam za nim, wraz z narzędziami. Od razu wzięłam w dłoń śrubokręt. Nagle Baza zaczął szczekać przy moim stoliku, gdzie leżała proteza. Znaczy, raczej jej prototyp. Westchnęłam cicho i uciszyłam psa, a potem wróciłam do swojego poprzedniego zajęcia. Potem, poprosiłam chłopaka, aby się położył. Ja ze skupieniem znalazłam odpowiedni klucz, a kiedy już miałam zamiar odkręcać śrubkę, chłopak złapał za klucz.
-Hej... Schyl się.-powiedział.
Wykonałam to, co chciał, a potem popatrzyłam na niego. Wydawał się lekko zaniepokojony.
-Na pewno dobrze się czujesz?-zapytał.
-Tak, nie masz powodu do zmartwień. Mogłam się tylko nieco przeziębić, ale nie martw się.-powiedziałam.
Uśmiechnęłam się, a potem powróciłam do rozkładania jego ręki. Wszystko robiłam ostrożnie, aby niczego nie zgubić i też nie popsuć. Założyłam za ucho grzywkę, kontynuując potem moją pracę.
< Corazon? ^^ >
Ilość słów: 430

sobota, 20 stycznia 2018

Od Melusine do Corazona

Byłam taka szczęśliwa, że poznałam kogoś, kto nie tyle, co miał piękną protezę, to jeszcze był alchemikiem! Dwie pieczenie na jednym ogniu! To po prostu niesamowite, że miałam takie szczęście. Popatrzyłam na drzwi, które chwilę temu zamknął od drugiej strony Corazon. Popatrzyłam na Bazę, który przyglądał mi się z wywalonym jęzorem.
-Co, spodobało się poznawanie nowej osoby?-zapytałam psiaka, który pokornie szczeknął.
Zaśmiałam się, ale mój uśmiech zrzedł, kiedy do pokoju weszła ta diabelska wampirzyca z wrednym uśmieszkiem na twarzy. Spiorunowałam ją spojrzeniem, a potem odwróciłam się na pięcie, kierując kroki do szafy. Wzięłam moje ,,robocze" ubranie i się przebrałam. Kaszlnęłam, siadając na krześle. Nie zwracając uwagi na to, że Remilia coś robiła, kontynuowałam majsterkowanie. Chciałam stworzyć lepszą protezę dla mojego psiaka. Mieszaniec wiernie czatował obok mnie i chyba obserwował tę wampirzycę. Jak ja jej nie znoszę. Dlaczego to właśnie ją przydzielili do pokoju ze mną... Jak pech, to pech... Siedziałam, czasami podskakując na krześle, bo było ono dość niewygodne. Uważnie przyczepiałam kable do siebie, czasami używając specjalnej lupy. Kiedy nadchodziła już druga nad ranem, ziewnęłam i oderwałam wzrok od swojej pracy. Popatrzyłam na przeklętą wampirzycę, która nadal coś robiła na swoim łóżku. Prychnęłam, a potem w swoim roboczym ubraniu padłam na łóżko, zasypiając.
---
Obudziłam się wczesnym rankiem, choć położyłam się o drugiej. Kiedy spojrzałam na zegarek, była ledwo ósma. Czułam się wyspana, więc od razu się podniosłam, kierując kroki do szafy. Wzięłam pierwsze lepsze ubranie i przewiesiłam je sobie przez ramię. Zignorowałam Remilię, zamykając się w łazience. Po kilkunastu minutach opuściłam pomieszczenie. Miałam na sobie białą koszulkę na ramiączkach z dekoltem średniej wielkości, na to narzuciłam czarną marynarkę. Do tego dopasowałam sobie spódniczkę do połowy ud w kolorze narzutki i do tego wysokie, ciemne glany. Z torbą na ramieniu oraz z telefonem w dłoni wróciłam jeszcze na moment do łazienki, aby poczesać swoje włosy. Potem związałam je w wysoki kucyk, zaczesując grzywkę oraz pozostawiając kilka wolnych pasemek po bokach. Teraz już byłam gotowa. Na początku opuściłam toaletę, a potem mój pokój, żegnając się przed tym z Bazą. Równym i dość szybkim krokiem szłam korytarzem, wybierając numer do Corazona. Kiedy odebrał, dałam mu znać, że możemy się spotkać za dwie godziny. Ten potwierdził, więc po rozłączeniu się, schowałam telefon i ruszyłam do sklepu z częściami. Brakowało mi paru rzeczy...
---
Wróciłam do pokoju, aby odłożyć sprężynki, śrubki i inne rzeczy, jakich mi wczoraj brakowało. Położyłam je na blacie stolika. Popatrzyłam na zegarek. Miałam jeszcze chwilę czasu, więc usiadłam sobie na łóżku i zajęłam się czesaniem mojego psa. Posłuszny zwierzak z przyjemnością zamknął oczy i pomrukiwał. Kiedy skończyłam tę czynność, wstałam i poszłam na dziedziniec przed akademikiem. Tam wręcz prawie od razu ujrzałam blond czuprynę i złote oczyska. Pomachałam do chłopaka i podbiegłam do niego.
-To jak? Gdzie idziemy? Masz jakiś plan?-zapytałam, uśmiechając się.

< Corazon? ^^ >
Ilość słów: 463

Od Melusine do Corazona

-Wiedziałem, że to jednak będzie kiepski dzień...
Co miał na myśli? Podrapałam się po głowie, a wtedy poczułam to mokre błoto. Fuuuj. Strzepałam to z głowy, a potem podeszłam do jego dłoni, lekko ją unosząc... Ciężka...
-Pozwól. Pomogę.
Po tych słowach odsunęłam lekko rękaw ku górze i zdjęłam rękawiczkę z jego dłoni. Oczy mi zabłyszczały, a ja zachwycona pisnęłam głośno. Jaka piękna proteza... Boże, ta gładka stal, pięknie powkręcane śrubki... Cudo nie rzecz! Potem spojrzałam na blondyna.
-Uważaj na to. To jest piękna proteza. Kiedy kupimy, co trzeba, pójdziemy do mnie. Naprawię ci to cudeńko.-powiedziałam, z powrotem osuwając jego rękaw na dół.
Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony, a ja zachichotałam i po prostu ruszyłam dalej do sklepu. Po chwili blondyn mnie dogonił, dotrzymując mi kroku.
-Interesujesz się mechaniką? Chcesz to na pewno naprawić?-zapytał mnie.
-Tak, uwielbiam mechanikę i tak, chętnie to naprawię. Przy okazji poznasz kogoś, kto ma taką samą protezę jak ty.-powiedziałam, pukając w jego metalową rękę.
Przeszliśmy przez pasy, a potem jeszcze kawałek doszliśmy do osiedlowego sklepu. Wzięłam za koszyk, podobnie jak i Corazon. Powiedziałam, że jak chce, to może wrzucać wszytko do tego samego koszyka, tylko po drugiej stronie. Uśmiechając się, kupiłam sobie herbatę, bułki i inne rzeczy, które na pewno przydadzą mi się do nasilenia się w czasie zarwanych nocek. Po około 30 minutach opuściliśmy spożywczak z torbami w dłoniach.
---
Kiedy dotarliśmy do mojego pokoju w Akademiku, otworzyłam drzwi, rozglądając się. Na szczęście nie było tej przeklętej wampirzycy. Położyłam zakupy po swojej stronie sypialni. Chłopak poszedł w moje ślady. Potem zdjęłam kurtkę oraz szalik, a kiedy rzuciłam je na wieszak, szybko posadziłam Corazona na łóżku. Z łazienki nagle wybiegł Baza, mój pies z metalową łapą. Wskazałam na niego śrubokrętem.
-To właśnie ten ktoś, kto ma taką protezę jak ty. Baza, poznaj Corazona. Corazon to Baza.
-Sama zrobiłaś mu ją?-zapytał, wskazując na łapę.
-Dokładnie. Dlatego chcę zobaczyć, co ty tutaj masz w tej ręce, a przy okazji ci ją naprawię.
Uśmiechnęłam się. Skrzynkę z narzędziami postawiłam po drugiej stronie łóżka. Chłopak wygodnie się usadowił, a ja zaczęłam oglądać jego dłoń. Jakie cudo! Ostrożnie rozkręciłam płytkę okrywającą zamontowane w środku kable. Piękne, piękne! Zachwycona kontynuowałam rozkład jego dłoni.
---
-No, gotowe! Sprawdź, czy możesz ruszać ręką.-powiedziałam, podrzucając w dłoni śrubokręt.
Chłopak wyprostował łokieć, potem go zgiął, a na końcu zacisnął dłoń w pięść. Potem się do mnie uśmiechnął, poruszając głową na tak. Między stawy protezy dałam parę kropli smaru. Tak na zapas. Odłożyłam swoje narzędzia na bok, a potem zaczęłam mu czyścić rękę szmatką ze specjalnym płynem do czyszczenia. Uśmiechając się, patrzyłam na protezę, która była prawdziwym dziełem sztuki.

< Corazon? ^^ >
Ilość słów: 432

Witamy- Melusine d'Arquien!

Imię i nazwisko: Melusine d'Arquien
Pseudonim: Mel, Melasia, Blondi, Aniołek
Wiek: 18 lat
Data urodzin: 17 marca
Płeć: Kobieta, nie wierzysz?!
Orientacja: Heteroseksualna
Partner: Może tak, może nie, ale na razie nikt nie podbił jej serduszka.
Klasa: I Medyczna
Kluby: Klub lingwistyczny | Klub czytelniczy
Rasa: Anioł
Specyfika: Cóż, rodzinka tej oto anielicy jest nieco zmieszana. Jednak jej rodzice byli aniołami. Szczegółem jednak jest to, że jej ojciec był upadłym aniołem, a matka aniołem o krwi najczystszej, jaka tylko mogła być. Przez geny tylko ona odziedziczyła czystość w genach anielskich. Jej rodzeństwo jest inne. Jedyne, co chyba wyróżnia ją spośród innych to to, że ma parę umiejętności należących niezupełnie do jej rasy. No ale co poczniesz, jak twoja babcia anielica zakocha się w demonie, a matka o genach czystych zacznie wielbić mężczyznę o złej krwi. Posiada ona białe skrzydła, jasne włosy i oczy, co na pewno jest takie same jak u aniołów czystych.
Charakter: Melusine to dziewczyna dość humorzasta, ale to ma znaczenie, jaka jest aktualnie pogoda. Pada deszcz, może być zła na cały świat. Jest słońce, uśmiecha się do wszystkich wokoło. Jest ona osobą, która potrafi obdarzyć każdego ciepłem, uczuciem i miłością, jeżeli ten ktoś nie nagrabi sobie na samym początku. Już od najmłodszych lat była ,,zmuszona" do pomocy swojej kochanej babci, która nie była w stanie sama opiekować się nią i jej rodzeństwem. Jednak to nie przeszkadzało jej w niczym. Szczęście jest częstym zjawiskiem u tej dziewczyny. Jej oczka wtedy  się skrzą i świecą. Zawsze uśmiecha się do innych, bo uwielbia obdarzać innych uczuciem. Jeżeli jednak ktoś sobie nagrabi u niej, nie jest wtedy taka miłościwa. Wtedy to tykająca bomba zegarowa. A jak jeszcze jest zła pogoda, to najlepiej jej nawet nie dotykać palcem. Zwykle się wścieka, gdy inni nie traktują jej poważnie i niczego jej nie opowiadają. Swoją rolę określa niesieniem pomocy. Jednak jej zdaniem jest za wrażliwa na rzeczy takie jak bijatyki, bójki i inne rzeczy związane z przemocą. Swoje serce wkłada we wszystko, co jej zdaniem jest dla niej ważne. W szczególności w majsterkowanie. Kocha to i uwielbia naprawiać każdą rzecz, jaka się tylko zepsuje!
Aparycja: Melusine to dziewczyna o jasnych włosach jak pole pszenicy oraz o oczkach dużych, niebieskich jak wiosenne niebo. Z pewnością, wyróżnia się spośród tłumu, bo zazwyczaj świeci jakby biało-żółtą aurą. Nikt nie wie, czy to złudzenie, czy może jednak jest to prawdziwe. Ma jasną, porcelanową cerę, którą czasami zdobią różowe rumieńce. Na policzkach, ma parę ledwo widocznych piegów. Malinowe usta ma czasami wydęte (ze złości) lub uśmiechnięte, kiedy się cieszy. Zazwyczaj, na czole ma zaczesaną na lewo grzywkę, a swoje złociste włosy związuje w wysoki kucyk, pozostawiając po bokach parę wolnych pasemek. Jej ciało, jest dość drobne, ale kryje się w nim wielka siła! Szczególnie wtedy, jak trzyma w dłoni klucz francuski. Jej kobiece kształty są... Duże. Mel ma przekłute uszy, a w każdym z nich ma kilka metalowych kolczyków. Jej wzrost to około 168 cm, a waży niewiele, bo zaledwie 51 kg. Kiedy jest w swoim pokoju, ubiera beżowe, długie spodnie i krótką, czarną bluzkę, w której widać jej cały płaski brzuch. Na co dzień ubiera się różnie i nie ma jakiejś rutyny.
Głos: Raon Lee
Pokój: 50
Współlokator: Remilia N'colte
Zainteresowania: Jej głównym zainteresowaniem, jest majsterkowanie i tworzenie nowych cudów technicznych. Dziwne prawda? Bo od kiedy to piękne, pełne gracji anioły zajmują się takimi rzeczami? Może to dlatego właśnie ta oto dziewczyna wyróżnia się spośród innych. Potrafi naprawić wszystko, od drobiazgów tj. zepsute zegarki, aż po stworzenie protezy. Jej inną pasją są książki. Uwielbia się wyciszać w bibliotece i działać w sposób spokojny, czyli niewyżywanie się na nich. Czy coś jeszcze jest jej pasją? Może... Działanie dla dobra innych. Uwielbia też latać na swoich skrzydłach, ale jednak często sprawy przyziemne uniemożliwiają jej to. Medycyna jest dla niej czymś, co kocha. Kiedy uratowała swojego psa, zbudowała mu protezę, a potem podłączyła ją do jego ciała. Teraz pies jest bardzo szczęśliwy i biega jak każdy inny.
Moce: 
-Uzdrowienie-Dzięki genom czystego anioła, może ona uzdrowić rany przeróżnego rodzaju. Jednak na śmiertelne nie ma dużego wpływu. Może wyłącznie uśmierzyć ból lub ją lekko uleczyć. Z pewnością jednak jej nie wyleczy na sto procent.
-Śpiew-To jest rzecz, którą odziedziczyła o prababce syrenie. Dzięki jej głosowi może kogoś zahipnotyzować i zmusić do robienia tego, co zechce. Jednak ma to swoje minusy. Przez to, że używa tego często, leci jej krew z nosa.
-Światło-Umie ona władać światłem w każdym momencie, jakim zechce. Czy to ma być broń, jedynie oświetlenie drogi czy w inny sposób, ona może zrobić, co tylko sobie wymarzy.
-Alchemia-Dawno, oj bardzo dawno temu żył jej dziadek od strony ojca. To on był alchemikiem. Kiedy Mel czytała sobie książkę, dotyczącą kręgów transmutacyjnych, postanowiła spróbować. Okazało się, że umie to robić, ale wyłącznie z kręgami i nie są to duże rzeczy. Przydaje jej się to kiedy jest w terenie.
-Ożywienie-Umie ona martwą rzecz przemienić w żywą, jednak wymaga to od niej bardzo dużo siły i energii. Dlatego używa tego w bardzo skrajnych przypadkach. Najczęściej po użyciu tego zapada na kilka tygodni w głęboką śpiączkę.
Rodzina:
-Avina d'Arquien-kobieta, dla której jej praca jest ważniejsza od wszystkiego innego. Kiedyś była szczęśliwą matką zajmującą się swoimi dziećmi, ale po ostatniej ciąży to ona zadecydowała o oddaniu ich dla swojej matki, babci Mel. Czysty Anioł.
-Bilimer d'Arquien-mężczyzna, który podobnie jak żona traktuje swoją pracę jak jedyną rzecz na świecie. Wcześniej szczęśliwy ojciec, teraz okrutny tyran dla swoich podwładnych. Upadły Anioł.
-Aria d'Arquien-babcia Mel, która objęła swoją opieką wnuki. Szczęśliwa, lecz bardzo zmęczona tym, że dzieci niestety bardzo bałaganią i rozrabiają. Jest wdzięczna dla swojej najstarszej wnuczki za pomoc. Czysty Anioł.
-Kaethe d'Arquien-młodsza o 6 lat siostra Mel. Jest ona niemiła, niekulturalna i bardzo chamska w stosunku do każdego. Dokucza każdej napotkanej osobie, nie przejmując się tym, że może ją to zranić. Demon.
-Amalaric d'Arquien-młodszy o 10 lat brat Mel, bliźniak Atalli. Chłopak o sercu ciepłym i miłym dla każdego, choć jest dość młody. Kocha swoje rodzeństwo, babcię i nawet rodziców, którzy pozostawili ich na pastwę losu. Pół-upadły Anioł.
-Atalla d'Arquien-młodsza o 10 lat siostra Mel, bliźniaczka Amalaric'a. Podobnie jak brat, posiada ciepłe serce dla wszystkich. To ona zazwyczaj poucza swoją okrutną siostrę, a ta najczęściej na nią krzyczy. Archanioł.
-Avagisa d'Arquien-młodsza o 12 lat siostra Mel, bliźniaczka Armimir'a. Jeszcze niewiele wie o świecie, ale jest szczęśliwa z tego, że mieszka wraz z babcią. Zmiennokształtna.
-Armimir d'Arquien-młodszy o 12 lat brat Mel, bliźniak Avagisy. Podobnie jak siostra mało wie o świecie i zazwyczaj siedzi samotnie, bawiąc się. Demon.
-Limiteti d'Arquien-młodsza o 15 lat siostrzyczka Mel. Jak to małe dzieci, zazwyczaj dużo sypia. Magicznie Uzdolniona.
Pupil: Baza, zwykły psiak, który wyłącznie spośród innych wyróżnia się metalową lewą łapę, którą skonstruowała Melusine specjalnie dla niego. Jest jej bardzo wdzięczny za to.
Inne: 
-Marzy o miłości, jak chyba nikt inny,
-Chciałaby kiedyś opanować lepiej alchemię, ale chyba to nie możliwe...,
-Posiada dziennik, w którym pisze od bardzo długiego czasu. Ma tam różne zapiski, notatki i rysunki na temat jej wynalazków i prac, oraz pamiętnik, gdzie zapisuje co robiła danego dnia,
-Nigdy nie rozstaje się z kluczem francuskim,
-Kiedyś, gdy ćwiczyła moc ożywienia, jej klucz francuski zaczął chodzić i gadać, jednak ona jedyne co pamięta to czarną dziurę,
-Raz w dzieciństwie miała ciężki wypadek, przez co na jej karku jest dość duża blizna. Straciła po tym kawałek pamięci, a jedyne co jej prześwituje to chłopak o złotych oczach, którego widziała raz w życiu,
Kontakt: Anonim
Motto: ,,Jeśli będziesz płakać, myśląc o kimś, ta osoba będzie tak samo smutna w innym świecie, jak ty"
Źródła zdjęć: Pinterest
Inne zdjęcia:

Relacje: -
Ważne opowiadania: -