Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drake. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 czerwca 2018

Od Drake'a Do Nitzana

Zastanowiłem się nad pytaniem Nitzana, mojego nowego współlokatora, jednocześnie rozglądając się po knajpie jego rodziców. Przytulna i zadbana. W dodatku od rana są w niej głodni ludzie, co świadczyć może jedynie o tym, że to dość popularne miejsce. W dodatku mają tu na serio spoko żarcie. No i jest tak, jak powiedział przedtem Nitzan. Wszelakie wilkopodobne istoty są tu mile widziane.
Blue fruwał sobie zadowolony nad moją głową, wypatrując interesujących go szczegółów, zaś Vihar siedział dumnie po mojej prawej stronie. Co chwilę jednak poruszał swoimi skrzydłami, aby je rozprostować. Musiał przy tym uważać, by nie potrącić niczego lub nikogoś.
- Myślałem nad terenami blisko szkoły, akademika. Miasto znam, ale te tereny nie mą mi zbyt bliskie.
Po wymienieniu jeszcze kilku zdań wyszliśmy z jego rodzinnej restauracji, by ruszyć na podbój. Oprowadził mnie tam, gdzie chciałem być oprowadzony. Wszystkie wyjścia ze szkoły i akademika zostały mi pokazane. Teraz przynajmniej będę wiedział którędy inni uciekają, by ich złapać na dyżurze lub uciec razem z nimi... Blue jeszcze bardziej niż ja cieszył się z wycieczki. Nie odstępował nas na krok, a już zwłaszcza mojego nowego towarzysza, który aktualnie piastował miano mojego osobistego oprowadzacza. Chodziliśmy tak ze... czy ja wiem, dwie godziny? Vihar najwidoczniej musiał się znudzić, ponieważ po pół godzinie marszu odleciał gdzieś. Wróci, jak będzie chciał. Zawsze tak robi...
Nastał wieczór, a ja i Nitzan wciąż byliśmy na zwiedzaniu, które dobiegło właśnie końca.
- W sumie to nawet dobrze się bawiłem. Dzięki za oprowadzenie. Jutro mamy zajęcia, nie? - spytałam lokatora. Ten popatrzył przed siebie, a raczej na Blue, który non stop latał wokół jego twarzy. Mnie to by już dawno wkurwiło.
- Tak, jutro lekcje - odpowiedział mi chłopak.
Nie mówiąc już nic więcej poszliśmy z powrotem do naszego pokoju, lecz po drodze natrafiłem na osobę, której w życiu nie spodziewałem się tam zobaczyć. To była ona. Autentycznie. Zmieniła się, a raczej coś w niej się zmieniło. Spojrzała na mnie, ten błysk w oku... Dorian go uwielbiał. Błyskawicznie odwróciła od nas spojrzenie. Minęliśmy się bez słowa. Spojrzałem jeszcze za siebie, na jej znikające plecy za drzwiami wejściowymi do męskiego akademika. Co ona tutaj robiła..? Przystanąłem na moment, aby jeszcze chwilę pogapić się bezsensownie na miejsce, gdzie zniknęła. Automatycznie moja ręka powędrowała na drugą, jakby sprawdzała, czy zegarek od Doriana jest wciąż na swoim miejscu. Oczywiście, że tam był. Nie miał prawa zniknąć. Nigdy go nie zdejmuję. Zatraciłem się we własnych myślach. Dopiero porządne szturchnięcie Nitzana mnie orzeźwiło. Zamrugałem kilka razy, by uraczyć go nieprzytomnym spojrzeniem. Czemu nagle zaschło mi w gardle...?
- Słuchaj... Laski mogą tak późno przebywać w męskim akademiku.., a raczej, czy w ogóle mogą? - spytałem, nim on zadał mi pytanie. Co mam mu odpowiedzieć jak o nią zapyta? Prawdę? Nie mogę. Wolę skłamać, nie musieć rozmawiać o tym, co się stało. Kiedyś... może... ale nie teraz. Chciałbym, by to życzenie się spełniło, ale jak wszyscy wiemy, życie jest pieprznięte. Nigdy nie idzie na rękę. Zawsze musi powalić na łopatki....
- Chodźmy do pokoju... Jestem padnięty - odezwałem się i skierowałem w stronę naszego lokum. Gdy tylko znalazłem się w środku rzuciłem klucze na łóżko, ściągnąłem czarną bluzę z wydrukiem czaszki na przodzie przez głowę i podobnie jak brelok z kluczami rzuciłem gdzieś w kąt łóżka.
- Pierwszy zaklepuję łazienkę! - krzyknąłem i już mnie nie było, ponieważ zniknąłem za zatrzaśniętymi, białymi drzwiami naszej, jakże uroczej, ale i mikroskopijnej łazieneczki. Kto to w ogóle projektował?! Liliput? Rozebrałem się, wszedłem pod prysznic i odkręciłem wodę. Z początku zimne strugi lodowatej cieczy nieprzyjemnie popieściły moje super ciało, jednak z czasem temperatura się zmieniła, a woda stała się przyjemnie ciepła. Pozwoliłem wodzie zmyć ze mnie wszystkie strapienia tego dnia, by uspokoiła mnie i tak dalej. Tego potrzebowałem w tamtej chwili najbardziej...
Po jakiś dziesięciu minutach zakręciłem wszystkie kurki i ociekający z wody wyszedłem spod prysznica. Nie zaprzątałem sobie głowy, by zaopatrzyć się w ręcznik. Moja nagość była mi absolutnie obojętna. Ile to już razy paradowałem tak...? Jedynie wodoszczelny zegarek na nadgarstku zdobił mój nadgarstek, a pod nim.... Pamiątka....
- Masz jeszcze ciepłą wodę. Nie wylałem wszystkiego. Matko... Zgłodniałem, no niczym wilk, normalnie. Ciekawe gdzie ten mój paszczak Vihar polazł, pewnie poluje na króliki, czy coś... Załączyła się u mnie moja mała funkcja "papla". Jak to miewa moja młodsza siostra; potrafię nadawać jak dziewczyna przez telefon ze swoją przyjaciółką. Nakręciłem się niczym katarynka, gadałem o naszym akademiku, o zwierzakach, o siłowni, o pogodzie... O pogodzie! Takie banały mi się przez głowę przewijają? Oj, źle ze mną. Drake, opanuj się!
<następne opowiadanie>
< Nitzan? >
Ilość słów: 747

niedziela, 10 czerwca 2018

Od Drake'a Do Lily

Nadszedł ten piękny dzień, w którym to ja, niesamowity Drake Axall, zostałem wyznaczony do patrolowania korytarza. Co ja o tym zaszczytnym zajęciu sądzę? Jest absolutnie do bani. No na serio? Pilnowanie korytarza...? Korytarza?! Powinienem dostać jakieś ważniejsze zadanie. Za kogo mnie ten mój wychowawca uważa.?!
Przechadzałem się już chyba z dobrą godzinę po tym zafajdanym holu. Wlepiłem w międzyczasie dwie kary za bieganie po nim, w tym jedną jakiemuś nauczycielowi. To była moja jedyna chwila rozrywki. Swoje zadanie traktowałem jak karę. Westchnąłem kolejny raz. Oparłem się o ścianę i ze znudzoną miną zacząłem obserwować korytarz z ustronnego miejsca. Po jakiś trzech minutach powieki samowolnie zaczęły mi opadać. No normalnie zasypiałem na stojąco. Co za nuda. Żadna grubsza akcja się nie kroiła. Wszyscy uczniowie i uczennice przykładnie się uczyli na lekcjach i żadnemu, nawet jednemu nie przyszło do głowy, by się zerwać z zajęć. Co za mięczaki. Ja to bym z chęcią z takiego japońskiego zwiał. Nie ukrywam, że nie jestem z tego przedmiotu najlepszy. Po prostu oddaję innym pole do popisu w tej dziedzinie. Przecież ze wszystkiego nie można być najwybitniejszym, nie? Niech inni też mają swoje pięć minut.
W pewnym momencie zdrzemnęło mi się. Głowa omsknęła się do przodu, przez co niemal wywinąłem orła do przodu. Rozejrzałem się wokół, czy przypadkiem nikt nie widział tego jak sobie ucinałem komara w czasie „pracy”. Na szczęście nikogo nie było w pobliżu. Odetchnąwszy z ulgą, postanowiłem przejść się jeszcze raz po tym nieszczęsnym holu. Jakoś rozprostować kości... I wtedy, przez korytarz, niczym strzała, przebiegła jakaś dziewczyna. Przemknęła niczym duch, nawet nie zwróciwszy na mnie uwagi. No co, jak co, ale mnie zignorować? Mnie..? O nie... Nie Pozwolę jej uciec!
– Hej! Stój! – zawołałem za nieznajomą, lecz ta nawet się za mną nie obejrzała. – Zatrzymaj się! – moje wołania na nic się zdały. Postanowiłem za nią pobiec. Będąc kilka metrów za nią wypadłem na zewnątrz. Dziewczyna nawet była dość szybka, dlatego postanowiłem użyć innej metody. Zatrzymałem się, pozwalając tym samym mojej małej uciekinierce uciec. A może jednak nie..? Wyciągnąłem przed siebie rękę by po chwili pachnąć nią delikatnie. Pojedynczy, silny podmuch wiatru ściął z nóg uciekającą dziewczynę. Gdy ta zbierała się z ziemi, powoli się do niej zbliżyłem. Złapałem ją za ramię, pomagając wstać, ale też przytrzymując ją, by mi znowu nie zwiała. – A teraz sobie porozmawiamy. Imię, nazwisko, do której należysz klasy i dlaczego opuściłaś zajęcia? – popatrzyłem na dziewczynę, jednocześnie poprawiając sobie drugą ręką ciemne włosy.
<następne opowiadanie>
< Lily? >
Ilość słów: 408

niedziela, 1 kwietnia 2018

Od Drake'a do Roy

Nie chciałem nic mówić, ale podzielałem zdanie Roy. Ktoś maczał brudne paluchy w zabezpieczeniach. Nie podobało mi się to. Miałem dziwne przeczucie, że to nie jest sprawka jakiegoś ucznia, a raczej kogoś bardziej ogarniętego. Nie zdziwiłbym się, gdyby któryś z nauczycieli nie zechciał przetestować naszych umiejętności, pozmieniawszy nieco zasady, na dodatek nie uprzedzając nas o tym. Na przykład mój wychowawca. Gendirin to fałszywa menda. Niby działa w słusznej sprawie. Generał od siedmiu boleści. Nie cierpię tego faceta. Gdybym tylko mógł, w życiu bym go nie wybrał na wychowawcę.
Gdy tylko Blue znowu znalazł się w centrum uwagi białowłosej, poczułem się zazdrosny. Ten mały, irytujący blaszak kradł całą jej uwagę, która bez wątpienia należała się mnie! Jak Roa mogła w ogóle bardziej zważać na Blue niż na mnie? Poczułem się naprawdę dotknięty. Obrażony skrzyżowałem ramiona na piersi i z miną naburmuszonego dziecka oparłem się o najbliższe drzewo. Do tego wszystkiego prychnąłem pod nosem. Tak, wiem. Szczyt szczeniactwa, ale co poradzę, taki już jestem. Nagle Roa zbliżyła się do mnie. Nieśmiało wyciągnęła rękę, by po kilku sekundach zanurzyć drżące palce w moich włosach. Z początku głaskała mnie nieśmiało, jednak z każdą kolejną chwilą jej ruchy były coraz odważniejsze.
– Strzeż się, bo teraz cię zagłaskam na śmierć – zaśmiała się dziewczyna. Jej pieszczota sprawiła mi, nie powiem, wielką przyjemność, dlatego postanowiłem się jej odwdzięczyć. Sam wyciągnąłem prawą dłoń, by opuszkami palców przejechać po jej policzku. Skóra Roy była gładka w dotyku i miękka. Spojrzałem jej głęboko w oczy. Czyżbym ujrzał w nich nutę strachu i niepewności? Zabrałem rękę, by po chwili odsunąć się od niej. Nie chciałem, by pomyślała sobie nie wiadomo co o mnie.
– Śmierć nie jest mi straszna. Jeszcze za mało zrobiłem, by odejść z tego świata. – Gdy odszedłem od niej na kilkumetrową odległość, odwróciłem się do mej białowłosej towarzyszki twarzą. – Czas na nas. Nie powinniśmy stać w miejscu, stajemy się tym samym łatwiejszym celem, a zależy nam na wygranej, prawda? – spytałem, posyłając jej tym samym kolejny uśmiech. – Coś mi się wydaje, że czeka nas dzisiaj niejedna niespodzianka.
***
Przez godzinę szliśmy, kierując się na zachód. Po drodze natrafiliśmy na jeszcze dwie inne pary, które udało nam się pokonać. I tak jak było za pierwszym razem, gdy jeden z przeciwników padł „trupem”, drugi nadal pozostawał w grze. Po kolejnym wygranym pojedynku nieco zmęczeni postanowiliśmy znaleźć jakąś kryjówkę, by odpocząć kilka minut i zregenerować siły. Jak na razie nie musieliśmy posługiwać się naszymi magicznymi zdolnościami. A ciekawiło mnie, jakim typem mocy dysponuje Roa. Na pewno nie jest żywiołakiem. To bym wyczuł z daleka. Pozostaje jeszcze kwestia zmienionych zasad gry.
– Chyba mam pewną teorię – odezwałem się po kilkuminutowej ciszy, jaka zapadła między nami. W lesie zaczął panować półmrok, jedynie światło pochodzące od Blue oświetlało nam siebie nawzajem. Do tego temperatura się obniżyła. Zimno coraz bardziej dawało nam się we znaki.
– Jaka to teoria? – spytała Roa. Przytulała Blue do siebie, dzięki czemu android oddawał jej trochę swojego ciepła.
– Co, jeśli połączyli nas w pary tylko dla zmyłki? Od samego początku mogli planować coś innego, a nam przekazać fałszywe instrukcje. Myślę, że... – urwałem, by się zastanowić. Mój głos obniżył się niemal do szeptu. – Że ostatnia para, która wygra, będzie musiała stoczyć walkę między sobą. Nie zdziwiłbym się, gdyby podczas gry zaproponowano nam także zmianę partnerów lub łączenie w większe grupy. Skoro po wyeliminowaniu jednego z pary ten drugi nadal jest w grze, to czemu kompan miałby nie zdradzić kompana i przyłączyć się do kogoś silniejszego? Wszyscy za jednego...
Po moim krótkim wywodzie zapadła cisza. Roa zaczęła analizować to, co przed chwilą powiedziałem. Według mnie to wszystko trzymało się sensownie kupy. Inne rozwiązanie jakoś nie przychodziło mi do głowy. Popatrzyłem badawczo na dziewczynę przed sobą. Czy byłaby zdolna do zdrady sojusznika? Do wbicia towarzyszowi noża w plecy? Nie znałem jej za dobrze, a właściwie nie znałem wcale. Wydawała się cicha i się niewychylająca. Raczej nie wyglądała na mistrza pierwszego planu, lecz kto tam ją wie? Może umiała świetnie grać?
Zadawałem sobie pytanie, czy mogę jej ufać...
– Powiedz... Roa.... – odezwałem się znowu, nie przestając świdrować dziewczyny wzrokiem. – Co myślisz o tym wszystkim? Jak ty byś postąpiła, gdyby okazało się to prawdą? – zadałem jej nurtujące mnie pytanie, aczkolwiek miałem świadomość, iż raczej prawdy mi nie powie. Tak, jak ona dla mnie, byłem dla niej obcym. Jedynie kolegą ze szkoły, z którym wymieniła kilkanaście zdań.
Jednakże, gdy tak na nią patrzyłem, na tę całkiem piękną, acz troszkę dziecięcą twarz, czułem, że można jej zaufać. Gdzieś nad nami zahuczała sowa. Dźwięk rozszedł się po głuszy, pozostawiając po sobie krótkie echo. Tymczasem nadal patrzyłem na Roę. Zacząłem dostrzegać w niej coraz więcej. Na przykład urodę. I delikatność.
– Czemu wybrałaś profil wojskowy? Mundur do ciebie nie pasuje, mała...

< Roa? >
Liczba słów: 794

czwartek, 8 marca 2018

Od Drake'a do Roy

No nie powiedziałbym, że z mojej nowej koleżanki taka mała zadziora. Może nie zadziora, ale... ma pazurki. Niby taka nieśmiała, a w głębi duszy skrywa się diablica. Diablica o anielskim wyglądzie. Jestem ciekaw, co wyniknie z tej relacji. Zafascynowała mnie.
Tak czy inaczej, teraz mam ważniejsze zadanie, a raczej MY mamy. Nie chcę przegrać z tymi cieniasami. To mnie należy się zwycięstwo... no i Roy też. Dlatego ustawiliśmy się na linii startu wraz z innymi uczniami. Ci idioci zawarli między sobą sojusze... Nie wiem, po co się łudzą. Koniec końców, zwycięska para może być tylko jedna. Chyba nie muszę powtarzać, o kim właśnie myślę, prawda?
Kiedy Roa zajęła się przez minutę sobą, obok mnie zjawił się Blue. Ta mała przylepa zawsze musi się napatoczyć w najmniej odpowiednich momentach. Jak już Roa ma zwracać na kogoś stuprocentową uwagę to na mnie!
– Jakie to miłe... i... urocze... – wymruczała pod nosem, gdy ujrzała mojego małego przyjaciela. Popatrzyłem pytająco na dziewczynę, która niczym urzeczona podeszła do Blue. Jej drobna dłoń powędrowała do blaszaka. Tej przylepie więcej nie trzeba było. Blaszak zapiszczał w swoim języku, zapewne się przedstawiając. – Blue? Aw, jakie słodkie imię!
– Rozumiesz go? – spytałem zaintrygowany. Podszedłem do Roy i Blue. Następnie oparłem się niedbale o pień jednego z drzew, krzyżując umięśnione ramiona przed sobą.
– Spokojnie, może nie będziemy cię obgadywać – odpowiedziała, zaszczycając mnie przelotnym spojrzeniem. Blue piszczał zachwycony tym, że kolejna osoba się nim zafascynowała.
– Nawet nie masz pojęcia, w co się właśnie wpakowałaś... – Pokręciłem głową, po czym zaśmiałem się pod nosem. Jednak po chwili mój uśmiech zniknął, a na jego miejscu pojawiła się powaga. Westchnąłem. Odbiłem się od drzewa i zacząłem kierować się w stronę najbliższej położonej nas pary – naszych wrogów. Sięgnąłem po mój miecz umocowany na plecach. – Idziemy! – krzyknąłem do tamtej dwójki. – Nie wiem jak ty, ale ja nie mam zamiaru przegrać!
Roa szybko mnie dogoniła. Razem zaczęliśmy kierować się na zachód, do miejsca, gdzie powinna znajdować się inna para. Szliśmy w ciszy przez kilka minut, jedynie Blue wydawał te swoje irytujące dźwięki. Chyba poważnie rozważę możliwość anulowania mu tego jazgotu.
– Właściwie, to po co tam idziemy? – spytała po chwili moja towarzyszka.
– Aby pozbyć się zbędnej konkurencji. Znając życie, na pewno zastawili pułapki. Obrócimy ten fakt na naszą korzyść. Posłużymy się ich własnymi sidłami, aby reszta wyeliminowała siebie nawzajem, a przynajmniej ci mniej rozgarnięci. Dzięki temu zaoszczędzimy siły na mocniejszych przeciwników. A wśród tej zgrai, niestety, ale jest kilkoro zdolnych nam odebrać wygraną.
Roa wysłuchała mnie. Nie powiedziała nic od razu. Zaczęła zastanawiać się nad moimi słowami. Osobiście uważam, że to idealny plan, no, ale jeśli ta mała ma lepszy pomysł, to go chętnie posłucham. Niespodziewanie Blue zaczął jak oszalały latać wokół mojej głowy. Musiałem się uchylić, by nie oberwać.
– A w ciebie co znowu wstąpiło...?
– Wykrył niebezpieczeństwo. – Roa poczęła rozglądać się wokół. Natomiast ja niczego nie wyczuwałem, a przynajmniej jeszcze nie. Postanowiłem działać szybko. Złapałem Roy i Blue, a następnie zaciągnąłem dziewczynę w gęste krzaki. Ta chciała zaprotestować, ale jak tylko wróg, czyli inna para, pojawili się w zasięgu wzroku, zakryłem jej usta dłonią i przyciągnąłem do siebie. W międzyczasie Blue wytworzył wokół nas pole ochronne, które miało zakamuflować naszą energię i zapewnić nam dobrą kryjówkę. Dwóch osiłków z mojej klasy przeszło obok nas, bacznie się rozglądając. Wyglądało mi to tak, jakby kogoś szukali. Coś mi mówiło, że tym kimś byliśmy Roy i ja.
– Jesteś pewien, że ich słyszałeś?
– No raczej. Widziałem, jak poszli w tę stronę.
– To gdzie oni są? Wyparowali?
– Nie drzyj się na mnie! Przynajmniej mnie udało się ich namierzyć! Ty tylko narzekasz jak zwykle zresztą...
– Zamknij się już lepiej... Po co chciałem być razem z tobą w parze...?
Podczas gdy tamta dwójka głupków się kłóciła, uwolniłem białowłosą z mojego uścisku. Razem wychyliliśmy się zza krzaka, by lepiej się przyjrzeć tym matołom. Nie wyglądali na silnych. Tym lepiej dla nas.
– To, co robimy? – spytałem szeptem. Spojrzałem na mą urodziwą towarzyszkę z błyskiem w oku. Nie wiem jak ona, ale ja aż rwałem się, by spuścić naszym „kolegom” porządne manto. – Spadamy, czy od razu pozbywamy się tych leszczy?

< Roa? >
Liczba słów: 697

niedziela, 18 lutego 2018

Od Drake'a do Roy

Po tym, jak kazano nam dobrać się w pary czy coś, stanąłem nieco z boku i czekałem na rozwój wydarzeń. Kilka dziewczyn podchodziło do mnie i pytało, czy piszę się z nimi na duet. Były nawet w miarę, zwłaszcza jedna brunetka. Już miałem się zgodzić, gdy nieopodal mnie dojrzałem, jak jeden z mojej klasy próbował podłożyć nogę jakieś białowłosej dziewczynie. Zbyłem ładniutką ciemnowłosą, po czym przepchałem się do białowłosej. Panna w porę nie zauważyła nogi tego kretyna i najzwyczajniej w świecie się o nią potknęła. Gdyby nie mój wspaniały refleks, zaorałaby swoją ładną buźką o beton. Złapałem ją za ramię. Pomogłem jej stanąć pewnie na nogach i gdy upewniłem się, że nie straci równowagi, puściłem jej ramię. Przyjrzałem się jej uważnie. No cóż, dość drobne dziewczę, o śnieżnobiałych długich włosach i o niespotykanych różowych oczach. Z pewnością je zapamiętam... Posłałem jej lekki uśmiech, by nieco ją ośmielić. Strasznie wstydliwa z niej kobieta, a gdy i to nie pomogło, postanowiłem się odezwać.
– Gdzie tak lecisz? – zagadnąłem w nadziei, że jakoś rozluźnię atmosferę. Dziewczyna, jakby nie dowierzając, że to właśnie do niej mówię, rozejrzała się delikatnie wokół. Patrzyłem prosto na nią; to chyba oczywiste, że mówię właśnie do niej.
– Na randkę z podłogą – odpowiedziała po dość długiej chwili ciszy, jaka zapadła po moim wcześniejszym pytaniu. Odwzajemniła uśmiech, jednakże zaraz uciekła spojrzeniem gdzieś w bok. No naprawdę, cóż za wstydliwa istota... Uśmiechnąłem się nieco szerzej, widząc, jak leciutkie rumieńce malują się na jej zawstydzonej twarzy.
– Nazywam się Drake. – Postanowiłem kontynuować naszą uroczą rozmowę.
– Jestem Roa. – Jej odpowiedź była dość cicha, ledwo ją wychwyciłem pośród panującego wokół nas hałasu. 
Gdy już miałem zapytać, czy by nie zechciała być ze mną w parze, rozbrzmiał surowy głos jednego z nauczycieli. Spojrzałem w stronę belfra lekko niezadowolony, ponieważ przerwał mi w akurat bardzo interesującym momencie, aczkolwiek kątem oka zauważyłem, jak mała białowłosa przygryza z zakłopotaniem dolną wargę. To najbardziej zwróciło moją uwagę, jednak nie dałem po sobie tego poznać. Jej zdenerwowanie zaczynało mi się nawet podobać.
– Ten... no... – odezwała się, jąkając. Spojrzałem na nią, nadal się uśmiechając; chciałem jej tym samym dodać nieco odwagi. – Masz już kogoś w parze? – spytała po chwili niemal szeptem.
– No właśnie miałem się ciebie spytać o to samo – odpowiedziałem jej. – Nie, jakoś tak się złożyło, że nie mam. To co, skoro sami zostaliśmy bez par, to może połączymy swoje siły? – spytałem prosto z mostu. Roa spuściła ponownie głowę, dzięki czemu część jej włosów zakryła lekko jej rumianą buzię. Pokiwała głową, jednocześnie zgadzając się na moją propozycję.
– No, to świetnie. W takim razie chodźmy ustawić się do szeregu, bo jeszcze nam się oberwie.
Gdy cała nasza grupa ustawiła się w dwuszeregu, nasi opiekunowie zaczęli tłumaczyć nam, na czym będzie polegać nasze zadanie. Podczas gdy ci zdzierali sobie gardła, uśmiechnąłem się łobuzersko pod nosem, patrząc przed siebie. Schyliłem się, by móc szepnąć coś mojej nowej koleżance na ucho:
– Myślę, że będziemy się razem dobrze bawić, moja paro.
< Roa? Wybacz mi za tą „powalającą” długość posta, ale nie wiedziałam, co jeszcze mogłabym napisać. Nie chciałam cię zawieźć i myślę, że jest ok. :) >
Liczba słów: 501

sobota, 27 stycznia 2018

Od Drake'a do Nitzan'a

Postanowiłem. Zapisałem się do Auris. Wreszcie ojciec, choć na chwilę się ode mnie odczepi. Podczas ostatniej kolacji w domu, która jak zwykle była drętwa i cicha, obwieściłem rodzinie, iż przyjęto mnie do tej placówki z piekła rodem. Mel, jak to zwykle ona, poderwała się z miejsca i rzuciłam mi się na szyję. Została jednak upomniana przez ojca, który zgromił ją tym swoim srogim spojrzeniem. Mama popatrzyła na mnie, w jej martwych niemal oczach dostrzegłem błysk radości, co bardzo mnie ucieszyło. Wziąłem to za znak – z mamą jest jednak lepiej. Natomiast ojciec wygłosił swoją mowę o tym, że to szkoła, którą on sam kończył z wyróżnieniem. Że to instytucja edukacyjna dla najlepszych. Powiedział, że oczekuje ode mnie najlepszych rezultatów, co oczywiście mam głęboko gdzieś. Skubany, nawet mi nie pogratulował, że w końcu się zdecydowałem. Potraktował mnie jak zwykle. Nie cierpię go...
Wieczorem, gdy byłem już praktycznie spakowany, do mojego pokoju przyszła mama. Stanęła przede mną, popatrzyła mi w oczy tak głęboko. Tylko ona to potrafi, przejrzeć mnie na wylot. Dorian też to kiedyś potrafił... Potem mama mnie przytuliła, czym zaskoczyła mnie w pierwszej chwili, jednakże szybko oddałem uścisk, tuląc do siebie jej zmizerniałe i drobne ciało.
– Drake... Nie musisz robić tego ze względu na ojca – szepnęła mi do ucha
– Wiem mamo, wiem. To moja i tylko moja decyzja. Pora naprawić błędy.
– Synku... uważaj na siebie... – zaszlochała. Czułem, jak jej łzy moczą mi koszulkę. Automatycznie przytuliłem ją do siebie jeszcze bardziej.
– Nie płacz, wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. – Odsunąłem mamę delikatnie od siebie, po czym posłałem jej pewny uśmiech. Kobieta ujęła mnie za twarz, a potem... Uśmiechnęła się smutno. Pierwszy raz od tak dawna.
– Jesteś taki podobny do ojca. Macie ten sam błysk w oku. Takie same charaktery.
– Nie mamo. Nie jestem i nie będę. Nigdy nie będę taki jak on. – Zdjąłem jej szczupłe dłonie z twarzy. W moich wyglądały tak licho, jakby należały do dziecka, a nie do dorosłej, czterdziestoletniej kobiety. – Kocham cię, mamo. Chcę byś była ze mnie dumna i żeby tata też w końcu był. Ale zamierzam zrobić wszystko po swojemu. Sam chcę zapracować za swój sukces. Nie chcę być tylko inżynierem. Chcę być wynalazcą, innowatorem. Chcę zmieniać świat!
Mama przytuliła mnie jeszcze raz, pożegnała się ze mną i opuściła mój pokój.
Wcześnie rano, gotowy, by rozpocząć kolejny rozdział w swoim życiu, po pożegnaniu z siostrzyczką, która tak jak wczoraj mama, poryczała się, poczochrałem jej włosy, wziąłem torbę i ruszyłem przed siebie. Ojciec nie zszedł na dół, by się ze mną pożegnać. Typowe z jego strony....
~*~
Gdy stanąłem przed szkołą Auris, odczułem dziwną potrzebę ucieczki, co było, nawiasem mówiąc, bardzo dziwne. Przecież ja niczego się nie boję. Niczego! Tak więc wziąłem swoje bagaże i dumnym krokiem zacząłem maszerować w stronę szkolnego budynku. Po drodze minąłem kilka ślicznotek, które zapewne też się tutaj uczą. Posłałem im mój standardowy uśmiech, a te popatrzyły po sobie, cicho piszcząc. O tak... Zapowiada się ciekawie.
Bez najmniejszego problemu odnalazłem swój pokój. Z tego, co mi przekazano, będę mieć współlokatora, co mi w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało. Dobrze jest mieć z kimś pogadać. Nagle, znikąd pojawił się przy moim boku Blue. Zaczął piszczeć wniebogłosy jak jakiś nienormalny. Był zły, że go zostawiłem w domu u matki. No tak, przecież mu obiecałem, że wezmę go ze sobą. Ups... Vihar zapewne też już się gdzieś tu kręci. O niego to się nie martwię. To zaradny zwierz.
Uwiesiłem sobie torbę z narzędziami na ramieniu, by mieć wolną rękę, po czym zapukałem w drzwi, a zrobiłem to w swoim standardowym stylu. Czyli po prostu zacząłem w nie walić. Po dwóch minutach otworzył mi wysoki, zaspany chłopak. Z tego, co zauważyłem, byliśmy niemal tego samego wzrostu, no może on miał przewagę dwóch czy trzech centymetrów. Wparowałem do pokoju, już czując się tu jak u siebie. Rzuciłem bagaże na swoje łóżko, które pod ich ciężarem omal się nie rozleciało. Blue wpakował się zaraz za mną, dokładnie przyglądając się naszym nowym czterem ścianom.
– Witaj współlokatorze, jestem Drake i od dzisiaj będziemy razem mieszkać. Mam tylko nadzieję, że nie będzie ci przeszkadzać to wkurwiające, fruwające małe coś, co tak poza tym zwie się Blue.
Robocik, jak na zawołanie, podfrunął pod twarz obcego chłopaka i zaczął nawijać w swoim języku androidzckim. Obleciał go kilka razy, a na koniec wmontował się w jego twarz.
– O patrz, polubił cię! – krzyknąłem do brązowowłosego.

< Nitzan? Twój lokator właśnie przybył :D >
Liczba słów: 731

piątek, 26 stycznia 2018

Witamy - Drake Axall!

Imię i nazwisko: Drake Axall
Pseudonim: Kochanie, możesz go nazywać, jak tylko chcesz...
Wiek: 21 lat
Data urodzenia: 21 lipca
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Hetero
Partner: Jest drapieżnikiem, który nigdy nie przestaje polować.
Klasa: III Mundurowa
Klub: Klub informatyczny | Klub siatkarski
Rasa: Żywiołak
Specyfika: Cóż, Drake to żywiołak nieco innego pokroju. Wiatr to żywioł wolności. Element symbolizujący niepokorność. Młody Axall właśnie taki jest: niepokorny oraz nieposkromiony. Co go wyróżnia? Analityczny umysł. Mimo zwyczajnego roztargnienia jest skrupulatny. Lubi mieć wszystko pod kontrolą, co dla takiego szajbusa jest bardzo nietypowe.
Charakter: Drake to typowy narcyz. Uważa się za mistrza w każdej dziedzinie, przez co nierzadko pakuje się w kłopoty. Zawsze zadziera nosa. Sięga po to, co chce w danej chwili; jakiekolwiek granice dla niego nie istnieją. Kiedy zaczyna używać mocy, jego ukryte pragnienia wychodzą na wierzch. To wtedy jest najbardziej szczery. A normalnie? To zawodowy kłamca. Aż dziwne, że nie występuje na deskach teatru. Jego kolejną wadą jest to, iż jest kobieciarzem. Nie zagrzał u jednej miejsca dłużej niż trzy tygodnie. Jego najdłuższą kochaną, jak na razie, była... Ildyrym. Kobieta-demon. Drake ma słabość do czarnego koloru i do wszystkiego, co ma taką właśnie barwę. Nawet do kobiet. Uwielbia niebezpieczeństwo, to jego drugie imię. Nie potrafi usiedzieć jednego dnia na kanapie, chyba że rozkłada go przeziębienie. Wtedy jest ledwo żywy i wzywa wszystkie znane ludzkości bóstwa na pomoc. Uwielbia, gdy wszystko idzie po jego myśli, a co za tym idzie, nienawidzi zmieniać swoich planów.
No cóż, jak na razie Drake to za miły nie jest, ale poczekaj. Poznałeś go od tej złej strony. Pozwól, że opowiem ci teraz o Dobrym Drake'u.
Otóż ciemnowłosy ma także zalety i to nawet dość sporo. Gdy ktoś zaskarbi sobie jego przyjaźń, to na wieki wieków. Jako przyjaciel, Drake jest uosobieniem wszelakich cnót. Zawsze pomoże, doradzi, nawet przytuli. Nikt nie wie jakim cudem, ale kilkoma słowami potrafi podnieść na duchu. Może to ta przystojna twarz? Albo te wiecznie pozostawione w artystycznym nieładzie włosy? Uśmiech, który niemal nigdy nie znika z jego ust, jedynie się zmieniając? Kto to wie...? Ten żywiołak jest pełen sprzeczności, ponieważ dla bliskich mu osób zrobiłby absolutnie wszystko. Jego z pozoru zimne serce tak naprawdę jest gorące niczym lawa w wulkanie. Kochające, troszczące się, pełne optymizmu i altruizmu. Jednak sposób, w jaki skończyła jego rodzina, wymusił na nim stanie się tym Drake'em, który nie szanuje z pozoru nikogo. Nie ufa nikomu poza sobą. Uważa, że jak już ma na kogoś liczyć, to wyłącznie na siebie, gdyż świat to arena, na której życie zmusza ludzi do toczenia krwawych i tragicznych walk między sobą. Były tylko dwie osoby, którym ufał i robiłyby to do dzisiaj, jednakże on nie żyje, a ona nie chce go widzieć, ponieważ obwinia go o śmierć swojego ukochanego.
Podsumowując, pan Drake Axall jest podrywaczem i zdradliwym kłamcą z wymyślonej powinności.  Mimo łagodności, którą w sobie skrywa, sam wie, że nie jest niegroźny dla otoczenia. Samotność, na którą sam się skazał, powoli zaczyna go wyniszczać od środka, aczkolwiek Drake zbudował wokół siebie tak silny mentalny mur obronny, że to już prawie niemożliwe, by ktoś lub coś się przez niego przebiło. Jedyną zdolną osobą byłaby jego dawna przyjaciółka, a jednocześnie dziewczyna jego zmarłego brata bliźniaka.
Aparycja: Nasze bożyszcze mierzy sobie dokładnie metr osiemdziesiąt dziewięć centymetrów wzrostu, waży równe dziewięćdziesiąt dwa kilogramy. Jego żyjące własnym życiem, niemal czarne włosy wyglądają tak, jakby go piorun trafił, co nawiasem mówiąc, kiedyś się stało. Karnacja Drake'a nie jest jakoś szczególnie wyróżniająca; jest raczej średnio opalony. Oczy chłopaka o piwnych tęczówkach są zawsze szeroko otwarte i czujne. Z przyzwyczajenia obserwują otoczenie w razie potencjalnego zagrożenia.
Drake to dość solidnie zbudowany, młody mężczyzna, który swoją szeroką i wyrzeźbioną klatą niejednej dziewczynie zawrócił w głowie. Ciągłe treningi na siłowni wreszcie zaczęły przynosić konkretne rezultaty.
Zazwyczaj Drake ubiera się w koszulki z krótkim rękawem, bluzy wkładane przez głowę i jeansy. Ponadto nigdy nie zobaczysz go w innych butach niż w czarnych glanach, chyba że na siłowni w adidasach. Na lewym nadgarstku jego ręki spoczywa zwyczajny zegarek: prezent od zmarłego brata na ich osiemnaste urodziny. Nie zdejmuje go nawet do kąpieli.
Na plecach ma zawsze umocowane swoje przeklęte ostrze. Nie rozstaje się z nim, podobnie jak z zegarkiem od Doriana, swojego bliźniaka. Poza tym nosi przy sobie dwa zapasowe ostrza. Na wszelki wypadek.
Głos: Jared Leto  
Pokój: 23
Współlokator: Nitzan Jashimoto
Zainteresowania: Axall nie posiada ich zbyt wiele, a to dlatego, że każda rzecz szybko go nudzi. Aczkolwiek to nie tak, że nie posiada ich wcale. Jego główne hobby to technologia. Jako że jest wynalazcą w wolnym czasie, gadżety nie mają przed nim tajemnic. Poza nowinkami technologicznymi interesuje się sztukami walki i ich historią. Zgłębia ich najskrytsze tajniki, by potem dzielić się nimi z przyjaciółmi.
Ciekawi go świat za oceanem, po cichu marzy, by wyjechać z wyspy i zwiedzać ziemski glob.
Kolejnym zainteresowaniem Drake'a jest sport. Gdy nie konstruuje nowego gadżetu, każdą wolną minutę poświęca na trening. Kiedyś trenował z bratem, jednak teraz musi mu wystarczyć wysłużony worek treningowy.
Nielegalne walki niegdyś były w jego życiu na porządku dziennym. Stąd tak świetnie potrafi się bić.
Kiedyś uwielbiał fotografię. Jego rodzinny dom jest pełen zdjęć jego autorstwa, no ale porzucił to, gdy jego bliźniaczy brat odszedł z tego świata.
Moce:
– Podmuch – dość prosta magia, polegająca na wykreowaniu lekkich bądź nieco silniejszych strug powietrza.
– Psychokineza – inaczej telekineza. Potrafi siłą woli podnieść dowolny przedmiot, człowieka czy zwierzę, jednak im więcej elementów naraz „przenosi”, tym trudniej utrzymać mu koncentrację.
– Wpływ – jako że jest żywiołakiem wiatru, żywioł ten jest całkowicie mu podległy. Może kontrolować go na wiele sposobów, wytwarzać... Wiatr to zmiana. To wolność. Żywioł nieskończoności.
Rodzina:
– Dorian Axall – jego o sześć minut, świętej pamięci młodszy brat bliźniak. Choć okoliczności jego śmierci w wersji oficjalnej są dość nieoczywiste, nikt nie ma odwagi doszukiwać się prawdy. Wiadomo tylko tyle, iż Dorian nagle poważnie zachorował, po czym zmarł. Był zakochany w Sorayi Dreyar, co kiedyś było tematem sporów między nim, a Drake'em. Mimo to, bracia bardzo się kochali. Dorian był lustrzanym odbiciem Drake'a, jednak tylko z wyglądu.
– Melody Axall – dwunastolatka, która wiecznie widzi świat poprzez różowe okulary, chociaż ostatnie lata były dla niej i jej rodziny bardzo trudne. Mel, jako jedyna siostra, jest oczkiem w głowie Drake'a. Chłopak jest praktycznie na każde jej zawołanie.
– Mersedes Axall – miła i uczynna kobieta, która po stracie młodszego syna przeszła załamanie nerwowe. Kiedyś uśmiech nigdy nie schodził z jej rumianej twarzy, natomiast dziś... Jej oblicze pozostaje niewzruszone niczym głaz. Jedynie wieczne lejące się łzy po jej wychudzonych policzkach świadczą o wciąż odczuwalnym bólu.
– Dante Axall – senior rodu. Ojciec Drake'a, Doriana oraz Melody. Po tragedii stał się jeszcze bardziej surowy dla swoich dzieci. Najwyżej na świecie ceni sobie honor. Nie raz kłóci się z Drake'em o sposób jego życia. Młodszy Axall ma z nim nie za dobry kontakt, który jeszcze bardziej się pogorszył po śmierci Doriana. Dante, jako inżynier mechatroniki, prowadzi szemrane interesy. Nie wiadomo, jakie dokładnie. Ponoć jego wpływy sięgają daleko za granicę.
Historia: Mimo iż Axall uwielbia mówić o sobie, swoją historią dzieli się bardzo niechętnie. Zawsze prowadzi rozmowę tak, by jego rozmówca zapomniał, o co go pytał, lub po prostu olewa temat. Także tajemnica...
Pupil: Vihar – skrzydlaty wilk rzadkiej rasy Wolf Geger oraz Małe Latające Coś, co się zwie Blue – fruwający android, który Drake sam zbudował.
Inne:
– Uwielbia budyń,
– Choć w życiu się do tego nie przyzna, to jest kiepski w gotowaniu, malowaniu, śpiewaniu i... piłce nożnej,
– Nie sposób odgadnąć, kiedy kłamie,
– Wbrew pozorom nie cierpi łgać, ale wie, że musi,
– Jako dziecko marzył o tym, by zostać światowej sławy wynalazcą. Cóż, po części mu się to udało, z tą różnicą, iż jeszcze nikt go nie zna,
– Jest geniuszem matematyczno-fizycznym,
– Przedmioty humanistyczne idą mu raczej kiepsko, jednak jest zbyt dumny, by poprosić kogoś o pomoc,
– Posiada nieprawdopodobny talent aktorski, co bardzo często ratuje mu skórę. Potrafi się wywinąć z każdych kłopotów,
– Właśnie zdał prawo jazdy,
– Na lewym przedramieniu ma znak, który zaczyna lśnić, gdy aktywuje swoją magię. Z każdą nową umiejętnością znak ten rozprzestrzenia się po jego ciele,
– Nie potrafi pływać,
– Chciałby wynaleźć coś, co pozwoli uzdrawiać nieuleczalnie chorych ludzi.
Motto: "Żyj, jakby jutra miało nie być."
Źródła zdjęć: Pinterest
Relacje: Posiadał kiedyś silną więź z Sorayą Dreyar. Byli najlepszymi przyjaciółmi, jednak obecnie dziewczyna go nienawidzi. Obwinia go o śmierć ukochanego, który był bratem Drake'a.
Ważne opowiadania: