Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daiki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daiki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 stycznia 2018

Od Daikiego do Judy

Samo brzmienie komunikatu wprawiło mnie w ogromną irytację, sprawiło, że niemal się we mnie gotowało, a skóra z pewnością stała się jeszcze gorętsza niż zazwyczaj. W myślach kląłem jak szewc, powstrzymując się, by nie wygłosić swych żalów na forum publicznym, nie wiem, w jaki sposób zareagowałaby moja towarzyszka. Ukradkiem spojrzałem w jej stronę, a widząc, że niebezpiecznie się zbliżyła, postanowiłem poświęcić jej trochę więcej uwagi.
- Jestem Okami Judy.- powiedziała, lekko się przy tym uśmiechając. Nie ukrywam, że trochę wybiło mnie to z rytmu. - Skoro spędzimy tu jakiś czas, to powinniśmy się poznać.- zaśmiała się, przymykając oczy.
Przekrzywiłem głowę, nie bardzo wiedząc, jak powinienem zareagować. Zmierzyłem ją wzrokiem, starając się, by nie uznała tego za szczególnie złośliwy gest. Po chwili wahania, niezręcznej ciszy, wymusiłem uśmiech, odgarniając włosy z czoła.
- Daiki.- przedstawiłem się jakby od niechcenia.- Hashimoto Daiki.
Zamilkłem, ucinając rozmowę. Dziewczyna dostała, czego chciała, a ja nie czułem się w żaden sposób zobowiązany, by udzielać jej więcej informacji. Rozejrzałem się, zastanawiając się nad swoim kolejnym ruchem. Winda nie należała do szczególnie obszernych, a panująca w niej ciemność sprawiała, że ciężko było dojrzeć cokolwiek innego, aniżeli czubek własnego nosa i błyszczące buty jasnookiej. Westchnąłem, siadając na niewygodnej wykładzinie, którą wyłożono niemal całą podłogę ów maszyny. Szmer i szelest ubrań oznaczał, że dziewczyna najprawdopodobniej powtórzyła moje ruchy, również postanawiając zająć swój kawałek podłogi.
- W coś ty się znowu wpakował, dzieciaku.- przepełniony kpiną głos rozbrzmiał echem w mojej głowie, sprawiając, że mimowolnie zacisnąłem pięści.- Z twoją matką nigdy nie miałem takich problemów.
- Zamknij się.- warknąłem, mając nadzieję, że w jakiś sposób umknęło to uwadze dziewczyny.
- Nieprzyjemny jak zawsze. Z tego, co zauważyłem, nie tylko dla mnie.- Kyuubi zaśmiał się pobłażliwie, a mój wzrok mimowolnie spoczął na siedzącej w kącie Judy, bawiącej się rąbkiem spódniczki.
Nie odpowiedziałem, nie zamierzając wdawać się w żadne dyskusje z demonem, obawiając się, że nastolatka prędzej, czy później usłyszy ów kłótnie i uzna mnie za skończonego wariata. Nie znałem jej, jednak z jakiegoś powodu nie chciałem zrobić z siebie ostatniego idioty. Przeciągnąłem się, czując ogarniające mnie znużenie, jednak wbrew własnej woli powstrzymywałem się, by nie zasnąć. Byłby to przejaw zupełnego braku kultury i poszanowania względem jasnookiej. Nadąłem policzki, zastanawiając się, w jaki sposób mógłbym zniwelować z lekka niezręczną ciszę, zaczynającą coraz bardziej zagęszczać atmosferę.
- Chodzisz może do Auris?- nim zdążyłem, chociażby pomyśleć o czymś sensowniejszym, Judy przejęła inicjatywę i muszę przyznać, że w głębi duszy byłem jej za to wdzięczny.
- Tak. Jestem na drugim roku, klasa sportowa.- odparłem z automatu, siląc się, by nadać ów wypowiedzi tyle sympatii, ile byłem w stanie z siebie wówczas wykrzesać.- Ty też?
Odpowiedziała mi uradowanym skinieniem głowy, przysuwając się nieco bliżej, na tyle, że pomimo ciemności mogłem spokojnie dojrzeć jej uśmiechniętą twarzyczkę. To zaskakujące, że nawet w takiej sytuacji potrafiła wykrzesać z siebie jakiekolwiek pokłady energii.
- Pierwsza medyczna i klub cheerleaderek.- wydawała się potwornie dumna z samej siebie, a właściwie własnej przynależności.
- W takim razie jeszcze nieraz się spotkamy.- sam nie wiem, czy cieszyłem się z ów informacji, czy była mi szczerze obojętna, jednak poczułem, że powinienem o tym napomnieć. - Gram w drużynie koszykarskiej. - nawiązałem pierwszy od początku ów rozmowy kontakt wzrokowy.
- Widzisz, jednak potrafisz być miły.- Kyuubi ponownie dał o sobie znać, jednak tym razem zachowywał się o wiele spokojniej, brzmiał całkiem sympatycznie.- Szkoda tylko, że dziewczyna trzęsie się z zimna. Nie każdy jest chodzącym kaloryferem, Hashimoto.
Słowa demona sprawiły, że mimowolnie spojrzałem w kierunku młodej Okami, a widząc, że faktycznie miał rację, poczułem się lekko zdezorientowany. Po chwilowym zawieszeniu zdjąłem z siebie bluzę, podając ją kobiecie. Nie znałem jej i ów gest wydawał mi się z lekka nie na miejscu, jednak nie widziałem innego wyjścia z sytuacji. Może i nie należę do tych uprzejmych i przyjemnych gości, ale nie jestem skończonym dupkiem, by pozwolić jej siedzieć i marznąć przez następne kilka godzin.
- Nie gadaj, tylko bierz.- odwróciłem głowę, czując na sobie jej pytający, nieco zaskoczony wzrok. Wzięła ją po chwili zastanowienia, a mi nieco ulżyło, choć nie rozumiałem dlaczego.
- Jestem pod wrażeniem, Daiki, chociaż trochę ciemno tu macie, nie sądzisz?- idiota ponownie dał o sobie znać, wydając kolejne polecenia.- Ruszyłbyś głową, młody.
- Skończ wreszcie mi rozkazywać.- wymruczałem pod nosem, na tyle niezrozumiale, by Judy nie usłyszała ani słowa.- Nienawidzę cię.
Pomimo tego wyciągnąłem przed siebie jedną z dłoni, kształtując na niej niewielkich rozmiarów płomień o stosunkowo małej temperaturze. Czułbym się mocno niekomfortowo, gdyby jasnooka przypadkiem się nim sparzyła.
- Na czym skończyliśmy?- zapytałem, chociaż wciąż nie patrzyłem jej w oczy.
<następne opowiadanie>

< Judy? Daiki chce dobrze, ale jest aspołeczny :c >
Ilość słów: 754

sobota, 6 stycznia 2018

Od Daikiego do Judy

Westchnąłem ciężko, opierając głowę o zimną szybę lokalu. Mimowolnie obserwowałem otoczenie, a odgłos uderzających o okno kropel wywoływał swego rodzaju irytację, której podłoże nie do końca rozumiałem. Przekląłem pod nosem, mając nadzieję, że pogoda zmieni się w ciągu najbliższych kilku godzin, że słońce wyjdzie akurat wtedy, gdy skończę swoją zmianę. Nadzieja zawsze umiera ostatnia.
Przeciągnąłem się, prostując obolałe od zbyt długiego trwania w tej samej pozycji kończyny. Kości strzyknęły, a ja ospale ruszyłem w kierunku lady, widząc, że grupa ludzi, najprawdopodobniej pragnąca schronić się przed deszczem, zmierza w kierunku kawiarni. Oparłem się o wyjątkowo nagrzany blat, czekając, aż klienci zdejmą z siebie przemoczoną odzież i zajmą miejsca.
- Nie myśl sobie, że kogokolwiek obsłużysz.- usłyszałem za plecami charakterystyczny śmiech mojego współpracownika. Był specyficzny, ale mimo tego darzyłem go pewną sympatią.
- Nie myśl sobie, że jakkolwiek mi na tym zależy.- wzruszyłem ramionami, zmierzając w kierunku okupowanego przez czwórkę kobiet stolika.
Nie wiem, co podkusiło mnie, by w ogóle ruszyć się z miejsca, gdy mój kompan wręcz tryskał energią i chęcią do pracy. Wbrew własnej woli przystanąłem nieopodal grupki nastolatek, recytując, jakże oklepaną, formułkę, namawiającą do kupienia jak największej ilości słodkości. Czekając na ich odpowiedź, przyjrzałem się dokładnie każdej z nich. Wyglądały podobnie, lecz nie identycznie, najprawdopodobniej były ze sobą w jakiś sposób spokrewnione. Wymieniły spojrzenia, by po chwili złożyć zamówienie.
***
Minęło zaledwie pół godziny, choć wydawało się, jakby czas stanął w miejscu. Znużenie i monotonia ogarnęły mój umysł, sprawiły, że miałem ochotę po prostu stąd wyjść i nie wrócić. Zamyślony szedłem w kierunku jednego ze stolików, by zabrać pozostawione tam naczynia, gdy nagle z własnej, lub nie, nierozwagi wpadłem na kogoś, a do moich uszu dotarło jedynie stłumione syknięcie. Rozejrzałem się, by po chwili dostrzec przed sobą jedną z czwórki kobiet, rozmasowującą najprawdopodobniej obolałe miejsce. Była dość niska, jednak nie można odmówić jej kobiecych atutów. Potrząsnąłem głową, odruchowo wyciągając ku niej jedną z dłoni.
- Nic ci nie jest?- oklepane, jednak ów pytanie wydawało się najsensowniejszą wówczas rzeczą.
Twierdząco kiwnęła głową, przyjmując mą pomoc. Już po chwili stała o własnych siłach, rzucając pod nosem jedynie ciche podziękowanie i odeszła w swoją stronę. Odprowadziłem ją wzrokiem, by po chwili wzruszyć ramionami, zajmując się wcześniejszym zadaniem.
***
Opuściłem kawiarnię, naciągając na głowę kaptur czerwonej bluzy. Deszcz ustał, jednak temperatura znacząco spadła, co mimo wszystko, w połączeniu z wyjątkowo silnym jak na te rejony wiatrem, wpłynęło na mnie zdecydowanie bardziej, aniżeli myślałem. Wsunąłem dłonie do kieszeni, zastanawiając się, gdzie mógłbym się podziać. Powrót do akademii nie malował się obiecująco, a trwanie na zimnie wydawało się jeszcze gorszą opcją. Znajome uczucie, rozchodzące się w okolicy brzucha jasno dało mi do zrozumienia, że zahaczenie o jakąś restaurację, bądź najzwyklejszy w świecie fast food brzmiało jak całkiem niezły pomysł. Znudzony i przemarznięty przekroczyłem próg najbliższej galerii handlowej, za swój cel obierając umieszczoną na ostatnim piętrze pizzerię. Tłumy cisnących się na schodach nadnaturalnych przekonały mnie, że zamiast przeciskania się między nimi, powinienem skorzystać z windy.
Nacisnąłem jeden z przycisków, by po kilku sekundach usłyszeć charakterystyczne dzwonienie. Wszedłem do środka, nie bardzo zwracając uwagę na towarzyszącą mi kobietę. Wsunąłem do uszu czarne słuchawki, a rozbrzmiewająca w nich rockowa muzyka sprawiła, że niemal natychmiastowo odciąłem się od świata. W głębi duszy miałem jednak wrażenie, że coś było nie tak. Kyuubi nie dawał o sobie znać, od kilku godzin milczał, choć doskonale czułem jego obecność. Co ty knułeś, idioto.
Na ziemię sprowadziło mnie dopiero nagłe szarpnięcie i migająca żarówka. Otworzyłem oczy, próbując zrozumieć, co tak właściwie się wydarzyło.
Nacisnąłem jeden z przycisków, potem kolejny i następny, jednak zupełny brak reakcji jasno wskazywał na to, że winda najzwyczajniej zatrzymała się między piętrami, a my byliśmy skazani na spędzenie tutaj najbliższych kilku minut, może godzin.
- ChoIera...- warknąłem, opierając się o znajdującą się nieopodal poręcz.
Westchnąłem, spoglądając w kierunku jadącej ze mną kobiety. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to dokładnie ta sama dziewczyna, na którą wpadłem dzisiaj w kawiarni. Przekrzywiłem głowę, a na moją twarz wstąpił ni to rozbawiony, ni złośliwy uśmieszek.
- Masz talent do wpadania w kłopoty.- odezwałem się, choć sam nie rozumiałem, dlaczego w ogóle zacząłem rozmowę.
Schowałem słuchawki z powrotem do kieszeni, mając nadzieję, że demon nie postanowi nagle dać o sobie znać. W tak małej przestrzeni z pewnością nie umknęłoby uwadze nastolatki, gdybym nagle zaczął mówić sam do siebie.  



<Judy? Nudno, bo nudno, ale jakoś trzeba zacząć c: >
Liczba słów: 715

Witamy - Daiki Hashimoto!


Imię i nazwisko: Daiki Hashimoto
Pseudonim: Przydomki raczej się do niego nie kleją, chociaż znajomi często zwracają się do niego Daichi.
Wiek: 20 lat
Data urodzin: 12 lutego
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Heteroseksualny
Partner: Brak
Klasa: II Sportowa
Kluby: Klub koszykarski
Rasa: Bestia
Specyfika: W ciele Daikiego zapieczętowano wyjątkowo rozmownego i kapryśnego demona, uwielbiającego wtrącać się w życie blondyna. Z tego powodu młodzieniec niezwykle często „rozmawia sam ze sobą”, wychodząc na kompletnego wariata. Ponadto zmuszony jest co pewien czas spożywać swego rodzaju mieszankę, wyglądem przypominającą cukier. Pomaga ona w stabilizacji pieczęci i odpowiednim wyżywieniu demona. W formie bestii na jego głowie pojawiają się ogniste, lisie uszy, a z okolic lędźwi wyrastają dwa ogony, przypominające najprawdziwsze płomienie.
Charakter: Daiki od zawsze uchodził za osobę opanowaną i uprzejmą, która nawet w najbardziej stresujących sytuacjach zachowywała zimną krew i trzeźwy umysł. Przyjemna i beztroska osobowość działały na ludzi jak magnes, sprawiając, że niemal zawsze otaczał się szerokim gronem znajomych, a dzięki ogromnej charyzmie niezwykle szybko owijał sobie ludzi wokół palca. Wiecznie uśmiechnięty i uprzejmy, nieodmawiający pomocy nawet najbardziej znienawidzonej duszyczce. Jego serce pełne było empatii i miłości do drugiego człowieka, przez co niezwykle często udzielał się we wszelkiego rodzaju akcjach charytatywnych, czy zbiórkach żywności. Urodzony altruista, którego serce biło dla innych, nie dla niego samego. Hashimoto pełen jest gracji i taktu, okazując szacunek każdej napotkanej damie, czy mężczyźnie, oczekując w zamian tego samego. Nie znosi ludzi źle wychowanych, pozbawionych należytych manier, których w zwyczaju ma dość dosadnie pouczać.
Odkąd w jego ciele zamieszkał demon, charakter Daikiego nieco się zmienił, zmuszając go do wycofania się z tłumu. Na miejsce uśmiechu wkroczył zmęczony grymas, ukazujący jego niechęć i znudzenie całą sytuacją, a wesoło migoczące w oczach iskierki zastąpiła bezdenna pustka, wywołująca przeszywające zimno u mniej odważnych osobników. Jego nastawienie do ludzi również się zmieniło, a nadmierny kontakt z innymi uważa za denerwujący, co jawnie ukazuje, rzucając sarkastyczne i nieprzyjemne komentarze, od których ciężko mu się powstrzymać. Blondyn nie jest chamski, ani nawet arogancki, jednak nie można zaliczyć go do osób szczególnie uprzejmych. Stanowi idealną mieszankę, która bez cienia emocji, pozbawiona zbędnej namiętności robi to, co musi. Stał się niezwykle władczy i tajemniczy, nie pozwalając sobie na żadne niedoskonałości, czy niedopowiedzenia. Nie lubi, kiedy obcy wiedzą zbyt wiele o jego życiu, dlatego najzwyczajniej w świecie stara się odepchnąć od siebie wszelkie żywe duszyczki. Pytania na temat własnej osoby zbywa bądź łże jak pies, mając nadzieję, że w ten sposób zadowoli wścibstwo swego rozmówcy. Mało rozmowny, wychodzący z założenia, że czyny znaczą o wiele więcej, aniżeli rzucane na wiatr słowa.
Mimo wszystko dawna osobowość wciąż w nim istnieje, jednak wpływ demona jest zbyt ogromny, by ten mógł mu się przeciwstawić. Prawdopodobnie potrzeba mu osoby, która zmotywuje go do dalszej walki i obudzi dawno uśpione instynkty, jednak bezowocne poszukiwania odebrały Daikiemu nadzieję, gdyż każdy potencjalny kandydat opuszczał go po kilku dniach znajomości, sprawiając, że ten powoli tracił wiarę w prawdziwość uczuć napotkanych ludzi, kwestionując ich oddanie i przywiązanie. W głębi duszy potrzebuje on jednak ciepła i kogoś, komu mógłby zaufać.
Aparycja: Jednostka z pewnością charakterystyczna, różniąca się od przeciętnego Japończyka. Daiki jest mężczyzną wyjątkowo wysokim, mierzącym około stu dziewięćdziesięciu centymetrów, ważącym przy tym około osiemdziesięciu kilogramów. Szczupły, jednak nie wychudzony, obdarzony wystarczającą ilością tkanki tłuszczowej. Sylwetka typu odwrócony trójkąt, dzięki której Hashimoto może pochwalić się szerokimi ramionami i wąskimi biodrami. Wieloletnie treningi, przynależność do drużyny koszykarskiej sprawiły, że sylwetkę młodzieńca zdobią liczne mięśnie, szczególnie uwypuklone w okolicach dolnych oraz górnych kończyn. Blady, można śmiało powiedzieć, że wręcz biały, przez co niektórzy posądzali go o wampiryzm, a nawet powiązania z nekromancją. Skóra pozbawiona bardziej widocznych znamion, choć w obszarze klatki piersiowej i prawego ramienia dostrzec można niewielkie, choć liczne blizny, o których pochodzeniu rzadko komu opowiada. Twarz Daikiego określić można jakoś dość wyrazistą, dodającą mężczyźnie pewnej agresji. Ostra linia żuchwy i zarysowane kości policzkowe, w połączeniu z bezdennymi tęczówkami w odcieniu szczerego złota stanowią interesującą mieszankę, którą chłopak uznaje za swój największy atut. Na świat spoglądają zza zasłony przydługich blond włosów, nieustannie opadających na twarz, nieukładających się tak, jak powinny. Garderoba chłopaka niespecjalnie wyróżnia się na tle pozostałych uczniów akademii, wydaje się wręcz przeciętna. Najczęściej narzuca na siebie lekko przydługie, jasne koszulki z krótkim rękawkiem i wygodne, czarne spodnie. Na jego ramionach nieustannie spoczywa prosta, rozpinana bluza z kapturem, której nie zdejmuje nawet podczas treningów, czy wyjątkowych upałów. Ukrywa ona bowiem bladoczerwoną pieczęć, rozciągającą się wokół nadgarstka lewej ręki, aż po prawą łopatkę. Symbolizuje ona obecność demona w ciele Hashimoto, trzymając jego prawdziwą formę ukrytą i osłabioną. Młodzieniec dla własnego dobra nie pokazuje jej światu, pragnąc uniknąć w ten sposób wielu nieprzyjemnych i drażniących pytań.
Jego prawe ucho zdobi 5 mm, czarny plug, który Daiki planuje zwiększyć do przynajmniej 8 mm. W lewym znajduje się najzwyklejszy, srebrny kolczyk.
Głos: Andy Black
Pokój: 29
Współlokator: Brak
Zainteresowania: Daiki od zawsze był typem człowieka uwielbiającego próbować coraz to nowszych rzeczy, jednak żadna z nich nie była w stanie zatrzymać go przy sobie na dłużej. Próbował swych sił w rysowaniu, pisaniu amatorskich powieści, a nawet tańcu, jednak szybko rezygnował, uważając każdą z ów czynności za wyjątkowo monotonną. Za swoją jedyną prawdziwą pasję, której mógłby oddać się całkowicie, jest koszykówka. Swą przygodę rozpoczął z czystej ciekawości, by zaimponować swemu nastoletniemu zauroczeniu, lecz sport wciągnął go na tyle, że całkowicie zapomniał o pierwotnym celu. Trenuje już od ponad pięciu lat, przez co jego zdolności, choć nie mistrzowskie, z pewnością przewyższają umiejętności przeciętnego zawodnika. Szczególnie upodobał sobie pozycję rozgrywającego, jednak wraz z nagłym wzrostem, zmuszony został do objęcia stanowiska rzucającego obrońcy.
Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, jednak Hashimoto całkiem nieźle radzi sobie z tańcem towarzyskim. W wieku siedemnastu lat do głowy wpadł mu pomysł, by spróbować i pomimo tego, że szybko się znudził, wciąż radzi sobie nie najgorzej. Zdolność ta ujawnia się rzadko, głównie podczas przyjęć i spokojniejszych imprez.
Moce:
- Kontrola nad ogniem - umiejętność mało spektakularna i dość przeciętna. Ze względu na ognistą naturę swego lokatora, Daiki posiadł zdolność kształtowania i modyfikowania właściwościami płomieni.
- Regeneracja - potrafi w stosunkowo szybkim tempie zregenerować pomniejsze rany oraz zatamować krwotoki. Umiejętność nie obejmuje jednak groźniejszych urazów wewnętrznych, czy złamań.
- Przemiana - moc wymagająca i ryzykowna, niosąca za sobą sporo konsekwencji. Pozwala ona na chwilowe przybranie formy zapieczętowanej z nim bestii. Po jej aktywowaniu Hashimoto staje się szybszy oraz silniejszy, niż zazwyczaj, a jego skóra osiąga rekordowe temperatury, parząc wszystko, co w jakiś sposób go dotknie. Z jego głowy wyrasta wówczas para lisich uszu, a lędźwie zdobię dwa czerwone ogony. Daiki wciąż nie potrafi w pełni kontrolować swej przemiany, często mimowolnie tracąc nad sobą kontrolę. Po jej użyciu organizm młodzieńca zdaje się wyjątkowo osłabiony, a w niektórych miejscach na ciele pojawiają się piekące plamy.
Rodzina:
- Ayame Hashimoto - poprzednia właścicielka ognistego demona oraz matka Daikiego. Kobieta o ogromnym sercu, która całe swe życie poświęciła innym ludziom. Pracowała jako pielęgniarka w małym szpitalu, a pozyskaną w ten sposób wiedzę medyczną wykorzystywała, by wesprzeć biedniejsze, poszkodowane przez los jednostki. Zginęła pięć lat temu, na skutek pożaru, który sama wywołała, gdy przez chwilę nieuwagi straciła kontrolę nad swymi zdolnościami.
- Ichirou Hashimoto - Daiki wspomina go jako dobrego ojca, na którego pomoc mógł liczyć w każdym etapie swojego życia. Zawsze opanowany i skupiony mężczyzna, poświęcający swój wolny czas różnego rodzaju grom logicznym i literaturze. Był dla młodszego z synów swego rodzaju wzorem do naśladowania, ideałem, którego postawę powinien przyjąć. Zmarł niespełna dwa lata temu, a przyczyna jego śmierci znana jest jedynie najbliższym.
- Hayato Hashimoto - starszy o trzy lata brat, stanowiący idealne przeciwieństwo Daikiego. Są niczym ogień i woda, tykające bomby, które mogą w każdej chwili wybuchnąć. Mężczyźni nigdy nie mieli ze sobą dobrych relacji, jednak nie można powiedzieć, by pałali do siebie jakąkolwiek nienawiścią. Wbrew pozorom wspierali się wzajemnie, szczególnie po śmierci matki. Utrata drugiego z rodziców ponownie ich podzieliła, zatarła jakiekolwiek powstałe między nimi więzi, których po dziś dzień nie udało się naprawić.
Pupil: Brak. Uważa, że nie jest wystarczająco odpowiedzialny, by wziąć pod swoje skrzydła jakiegokolwiek zwierzaka.
Inne:
- Nie jest w stanie spać dłużej niż cztery godziny. Najzwyczajniej nie czuje takiej potrzeby,
- Zapieczętowany w nim demon nazywa się Kyuubi, jednak Daiki bardzo często nazywa go po prostu drażniącym idiotą,
- Przez ognistą naturę swego lokatora, Hashimoto źle znosi spadki temperatur, a jego skóra niemal zawsze pozostaje ciepła,
- Potrafi całkiem nieźle gotować, jednak zdolności chłopaka ograniczają się zaledwie do kilku prostych dań,
- Jego ulubionym kolorem jest granatowy,
- Źle reaguje na wszystko, co jakkolwiek związane jest z jego ojcem,
- Zapieczętowany w nim demon należał niegdyś do matki chłopaka. Bardzo często o tym wspomina, porównując do siebie tę dwójkę,
- W weekendy pracuje jako kelner w małej kawiarni nieopodal szkoły,
- Momentami zachowuje się jak rasowy tsundere,
- Ma pewną słabość do wszystkiego, co słodkie i urocze,
- Zdecydowanie nadużywa słowa "Cholera",
Kontakt: Dai~chan [hw]
Motto: I can't drown my demons, they know how to swim
Inne zdjęcia:
Źródła zdjęć: Wszystkie arty pochodzą od shima920
Relacje:  Brak. Daiki jest raczej aspołeczny.
Ważne opowiadania: -