Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nitzan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nitzan. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 maja 2018

Od Nitzana do Olivii

Szedłem spokojnie korytarzem, gdy w me ramiona wpadła jakaś osoba. Spojrzałem w dół i zobaczyłem Olivie. Ta najpierw poparzyła na moją rękę, a potem w moje oczy. Trzymałem jeszcze chwilę ją, gdy po minięciu kilku sekund puściłem.
- Hejka - uśmiechnęła się - i dzięki za pomoc - puściła oczko.
- Cześć - na mej twarzy zagościł ciepły uśmiech.
Po chwili dziewczyna westchnęła ciężko i pokręciła głową.
- Nitzan... One chyba nie dadzą ci spokoju - w jej głosie można było usłyszeć nutkę współczucia. Co się dziwić, były jak prześladowcy. Uśmiechnąłem się szeroko i machnąłem ręką lekceważąco.
- Przestałem się martwić. Zdarzały się szczerze gorsze przypadki w mym szkolnym życiu! - zaśmiałem się.
- Aż wyobrazić sobie nie mogę.. - westchnęła - zaraz dzwonek, więc do zobaczenia!
- Do zobaczenia - odpowiedziałem. Jeszcze przez chwilę patrzył na odchodzącą Olivie razem z koleżanką po czym sam ruszyłem do klasy.
Aktualnie miałem lekcje matematyki, więc pośpiesznie stanąłem przy klasie. Akurat przyszedł nauczyciel także się nie spóźniłem. Wszedłem do klasy i upolowałem jakieś dobre miejsce. Usiadłem i zacząłem wykładać rzeczy na ławkę. Po chwili dosiadł się do mnie jakiś chłopak o różowych włosach. Przywitaliśmy się z nauczycielem, a ten zaczął czytać listę uczniów.
- Nitzan Jashimoto - przeczytał.
- Obecny! - zawołałem.
Kiedy skończył czytać zaczął pisać na tablicy.
~•~
Dzwonek. Oznacza koniec lekcji, a więc spakowałem się i mogłem już wyjść z sali. Kiedy jednak chowałem zeszyt zauważyłem karteczkę. Zacząłem ją sobie czytać w myślach.


Witaj panie Jashimoto. Chciałbym się z tobą spotkać dzisiaj o godzinie siedemnastej przed szkołą. Chce z tobą porozmawiać o bardzo ważnej rzeczy..
~Kupidyn

Kiedy przeczytałem podpis zamurowało mnie.. "Kupidyn", czego mógł ode mnie chcieć?
- Jashimoto proszę wyjść - warknął nauczyciel.
- J-już! Przepraszam! - spakowałem zeszyt i wyleciałem z klasy.
Musiałem przetrwać lekcje i poczekać do ich końca. Został mi jeszcze tylko trening i wtedy już się z nim spotkam.
~•~
Koniec lekcji, a więc ruszyłem na salę na trening koszykówki. Poszedłem do szatni aby się przebrać. Kiedy już to wykonałem pobiegłem na salę. Zaczęli już rozgrzewkę, niestety ale trochę się spóźniłem. Po skakaniu, bieganiu i innych metod na rozgrzanie się mogliśmy zacząć rozgrywać jakiś mecz. Zostaliśmy podzieleni na drużyny. Ustawiliśmy się i wtem osoba która grała teraz sędzię wyrzuciła do góry piłkę. Drużyna przeciwna jako pierwsza ją zdobyła. Czekaliśmy w obronie, ja akurat kryłem przeciwnika z piłką. Po chwili wybiłem mu ją i ruszyłem na kosz kończąc hucznym wsadem. Zadowolony przybiłem piątkę jednemu koledze z drużyny. Rozgrywka trwała dość długo, jednak zakończona została naszą wygraną. Poszedłem więc wziąć prysznic i pójść na spotkanie z Kupidynem. Po wyjściu spod prysznica ubrałem się i napiłem się wody, którą wyciągnąłem z torby. Wyszedłem ze szkoły gdzie spotkałem różowowłosego. Siedział ze mną na jednej lekcji... Pomachał w moją stronę.
- Cześć... Kupidynie? Po co chciałeś się ze mną spotkać?
- Przejdę od razu do sedna - powiedział poważnym tonem - chce ci pomóc w sprawach miłosnych..
- M-miłosnych? - powtórzyłem ostatni wyraz.
- Tak, chodzi o niejaką Olivie Kendrick..
Wtem mnie zamurowało, Liv? Co z nią?
- Co z nią nie tak? - spytałem zmartwiony. Jeszcze dzisiaj rano było w porządku.
- Jest wszystko dobrze - odetchnąłem z ulgą - chodzi o twoje serce, przysłało mi informacje że się zauroczyło właśnie w tej oto osobie. Dlatego jestem tu aby pomóc.
- Mhm.. W jakimś stopniu rozumiem.. - tak na prawdę nic nie rozumiałem, zauroczenie? Na dodatek w Olivii, a ledwo ją znałem.
- A więc.. - wyciągnął z torby papiery, dał mi je, a ja zacząłem  je przeglądać - przeczytaj sobie i zaczep mnie potem w szkole - mrugnął do mnie i odszedł, ja zostałem natomiast sam na sam z papierami. Poprawiłem torbę i poszedłem do pokoju. Kiedy już w nim byłem zdjąłem buty i odłożyłem torbę. Usiadłem przy biurku i położyłem papiery. Po kolei zacząłem je czytać. Minęła tak już dobra godzina, a mi udało się w końcu doczytać do końca. Nagle poczułem dziwne uczucie na klatce, dotknąłem jej, a moje serce biło jak szalone. Zdezorientowany spojrzałem ponownie na papiery i doczytałem małym maczkiem "Zaczarowany dokument". Westchnąłem i pokręciłem głową. Nie wierzę, po prostu nie wierzę... A może jednak wierzę..? Pokręciłem szybko głową na boki, ten Kupidyn namieszał mi w głowie. Co teraz robić... Niech zostanie tak jak było.. Na pewno będzie dobrze. Wstałem aby przejść się do pobliskiej knajpy i zjeść coś. Po drodze jednak zauważyłem Olivie, więc postanowiłem się przywitać.
- Cześć Liv, jak ci dzień minął? - uśmiechnąłem się. Moje serce, gdy tylko obok niej stanąłem, zaczęło bić szybciej, jak i mocniej. Znowu to samo..
- Hej - odezwała się - było dobrze, a tobie?
- Minął trochę szalenie, ale poza tym miło.. - nagle zaburczało mi w brzuchu - ah.. idę akurat do pobliskiej knajpki, głodny się zrobiłem przez cały dzień - zaśmiałem się dosyć nerwowo - chciałabyś przejść się ze mną czy jesteś zajęta?
                                                            <następne opowiadanie>
<Liv? :'3>
Ilość słów: 811

piątek, 6 kwietnia 2018

Od Nitzana do Olivii

- Będzie herbata owocowa, jedna płaska łyżka cukru - powiedziałem o swoim zamówieniu, po czym zerknąłem na stolik niedaleko. Wtedy też mój wzrok zetknął się ze wzrokiem dziewczyn. - Ratuj - szepnąłem, po czym delikatnie zsunąłem się w dół.
Olivia odwróciła lekko głowę, aby spojrzeć na grupkę, jednak od razu postanowiła przestać, gdyż obie ją skarciły.
- To bardzo nieprzyjemna sytuacja - oznajmiła po chwili - jednak nie dajmy im się. - Liv uśmiechnęła się ciepło w moją stronę, więc oczywiście odwzajemniłem jej staranie.
- Masz rację. - Poprawiłem się na krześle, po czym spojrzałem czy nasze napoje w końcu przyszły. Po chwili wyłonił się kelner, który zaczął iść w naszą stronę.
- Proszę - powiedział, a następnie szybko się ulotnił.
- W końcu coś ciepłego do picia. - Wziąłem łyżeczkę i przez chwilę mieszałem herbatę. Następnie wziąłem serwetkę i położyłem ją obok, aby móc wyjąć łyżeczkę, bo miałbym z nią kłopot.
Wypiłem łyk gorącego napoju, po czym szybko go odstawiłem.
- Coś się stało? - Olivia na mnie spojrzała, a ja jedynie wypuściłem ciężko powietrze.
- Za ciepłe...
Dziewczyna zachichotała, zapewne moja mina była bezcenna, ale nic nie poradzę.
- Ech, nie przejmujmy się tym. - Uśmiechnąłem się szeroko. - Poczekam chwilę!
Po chwili zacząłem się przeciągać, gdy poczułem czyjąś dłoń na swojej prawej ręce. Ten ktoś zaczął mnie ciągnąć i... Zgadnijcie, kto to był, no przecież, że nikt inny jak Hijori! Wyrwałem się błyskawicznie i zerknąłem pytająco.
- Czy czegoś potrzebujesz? - spytałem.
- Nitzanku najdroższy, bez ciebie czuję się taka samotna... - zajęczała.
- Niestety, ale się umówiłem, przepraszam, możemy porozmawiać kiedy indziej - rzekłem podirytowany - nie mam teraz czasu... - odwróciłem się i usiadłem przed Olivią.
Dziewczyna jedynie fuknęła i wróciła do znajomych.
- Teraz powinien być spokój... - westchnąłem.
Po niedużej odległości czasowej grupka wyszła z lokalu, a ja mogłem spokojnie trochę poznać nowo poznaną mi przecież koleżankę. Niestety czy stety, ale muszę przyznać, że jest niczego sobie, a jej uśmiech bardzo poprawia mi nastrój.
~*~
Spojrzałem za szybę kawiarni i zauważyłem, że jest już ciemno. Wtem podeszła do nas rudowłosa kobieta.
- Przepraszamy, ale zaraz zamykamy... - oznajmiła.
- Zamykacie? - spytała zdziwiona Olivia. - Która jest godzina, jeśli można wiedzieć?
- Jest już, proszę pani, koło ósmej...
- Ósmej... - powtórzyłem. - Nie nakarmiłem psa, a wątpię, żeby Drake to zrobił! - odchrząknąłem. - W takim razie poprosimy już paragon.
Kobieta na chwilę zniknęła, po czym wróciła z terminalem. Zapłaciłem kartą i wyszedłem razem z dziewczyną.
- Długo nam się zeszło! - zaśmiałem się.
- Tak, trochę zbyt długo... - uśmiechnęła się lekko.
- Czas wracać, czyż nie?
~*~
Po niedługim czasie dotarliśmy do domu, inaczej akademika. Odprowadziłem ją pod pokój, a kiedy weszła do niego, żegnając się w tym samym czasie ze mną, ja szybko dojrzałem numer jej pokoju.
- Dwadzieścia - pomyślałem, po czym ruszyłem w stronę mojego pokoju. - Dzielą nas trzy numery...
Zapukałem do drzwi i wszedłem natychmiast do środka. Rozejrzałem się po małym królestwie, jednak nigdzie nie zauważyłem mego współlokatora. Nagle jednak poczułem coś miękkiego... no przecież, że to Snowy. Pogłaskałem psiaka i odłożyłem plecak, a następnie podszedłem do szafki, gdzie trzymałem karmę dla husky'ego. Wyciągnąłem ją i nasypałem trochę do miski. Po chwili głodomór rzucił się na jedzenie. W tej chwili wszedł też mój współlokator.
- Cześć Drake - powiedziałem.
- Hej, hej - odpowiedział, kładąc torbę na łóżku.
Odłożyłem karmę z powrotem na miejsce i postanowiłem odrobić lekcje. Wyjąłem książki i zeszyty, po czym położyłem wszystko na biurko. Zapaliłem lampkę i spojrzałem na zegarek. Było już około dziesiątej... Jakim cudem? Otrząsnąłem się i wziąłem za robienie pracy.
~*~
Ranek... Która to godzina...? Wziąłem do ręki budzik, okazało się, że była dopiero piąta, więc wstałem i poszedłem do łazienki, po drodze biorąc ubrania. Wziąłem szybki prysznic, po czym się ubrałem. Potem zrobiłem to, co było dla mnie rutyną. Zabrałem Snowy’ego na spacer, przy okazji idąc do jakiegoś miejsca, gdzie mógłbym coś zjeść. Wracałem do pokoju i szykowałem się na lekcje. Teraz tylko trzeba zobaczyć, co los przyniesie...

< Livvvv? >
Liczba słów: 671

czwartek, 29 marca 2018

Od Nitzana do Olivii

Biegłem dalej truchtem, aby w końcu móc wykonać zadanie i uciec od tych panienek. Uczepiły się mnie z samego rana i nie chcą odpuścić niczym pijawki... Już czuję, jak mnie osłabiają. Jedna miała na imię Hijori, a blondyneczka to była Scarlet. Cały czas gadały mi jakie one to są cudowne i takie tam. Po chwili przed sobą zauważyłem nowo poznaną mi dziewczynę, którą była oczywiście Olivia. Odwróciła się do mnie przodem, dzięki czemu biegła tyłem do trasy.
- Cześć Nitzan. - Pomachała mi, a ja natychmiastowo z uśmiechem na twarzy odmachałem. Po tym odwróciła się znowu przodem do biegu.
Spojrzałem na dziewczyny, które piorunowały Olivię wzrokiem. Z moich ust wypłynęło jedynie ciche i skromne „ech”. Po pięciu okrążeniach udało mi się wymknąć od dziewcząt i stanąć między chłopakami, co blokowało im dostęp do mnie. Na spokojnie zrobiłem pompki i przysiady, a reszta trudziła się z tym. Codzienne biegi dają efekt! Przeciągnąłem się, po czym spojrzałem na drugą stronę sali, gdzie zajęcia miała moja znajoma i wtedy dziewczyny mnie napadły. Trochę prywatności... Rozejrzałem się po „koleżankach”, a następnie znowu podniosłem wzrok przed siebie. Zauważyłem tam Olivię, która na nas patrzyła, więc się lekko uśmiechnąłem, a kiedy to zauważyła, odwzajemniła go i poszła do swojej grupy.
Następnie mieliśmy rozciągać się w parach, niestety, ale klasowo. Tak też się stało - co było do przewidzenia - że dziewczęta zaczęły kłócić się o to, kto będzie ze mną w parze. Moje szczęście, że jeden z kolegów podszedł i spytał, czy chce z nim ćwiczyć. Ja oczywiście odpowiedziałem tak i poleciałem na pierwszy lepszy materac, który był daleko od Scarlet, a także Hijori.
~*~
Zajęcia w końcu się skończyły, jednak była to dopiero pierwsza lekcja. Przeciągnąłem się i zasyczałem.
- Moje plecy... - jęknąłem.
- Przeżyjesz, Ni - powiedział jakiś czarnowłosy, po czym klepnął mnie we wcześniej wspomnianą część ciała.
Jęknąłem jeszcze głośniej, jednak już bez żadnego komentarza wszedłem do szatni, aby przebrać się w mundur, bo prysznice jak zawsze były zamknięte.
W końcu wyszedłem ze śmierdzącej potem szatni i ruszyłem do wyjścia. Zacząłem rozglądać się za Olivią, gdyż chciałem wiedzieć, czy i tym razem nie potrzebuje „kompasu” w stronę sali. Zacząłem iść przed siebie, gdy nagle usłyszałem głos, a nawet trzy. Podszedłem do ściany, by móc usłyszeć kto mówi i o czym.
- Czego chcesz od Nitzana? - usłyszałem bardzo znajomy mi głos, który męczył mnie przez godzinę.
- No właśnie! On jest nasz... - powiedział drugi głos.
- Chciałaś powiedzieć mój... - poprawił ją pierwszy głos.
- Ale to tylko mój znajomy - powiedział trzeci głos, który z pewnością należał do Olivii. - Poznałam go dzisiaj rano.
- Tak na pewno! Bo ci uwierzymy, na pewno chcesz go nam odebrać i tyle - parsknęła Hijori, a przynajmniej tak myślę. Te dziewczyny miały bardzo podobne głosy.
Wyszedłem zza ściany i spojrzałem na grupkę.
- No, no dziewczęta... Co tu się dzieje? - założyłem ręce na klatkę i podniosłem jedną brew do góry.
- Niiiiiiiii-kun! - pisnęły obie.
W tym też nagle momencie pojawiły się obok. Nosz do... do cholery, ile można.
- Dość - powiedziałem. - Czy macie jakąś sprawę do Olivii oprócz tego, iż jakimś prawem stałem się waszą własnością?
Obie dziewki zrobiły się lekko czerwone.
- N-nie... - powiedziała Scarlet.
- My już lepiej pójdziemy - dokończyła Hijori i zaczęły się cofać.
Zerknąłem na Liv i uśmiechnąłem się lekko zakłopotany.
- Wszytko w porządku? - spytałem po chwili.
- Tak, oczywiście, um... dzięki...
- To... Chodź, zaprowadzę cię na kolejną lekcję, zaraz dzwonek...
- Ty też się możesz przecież spóźnić, poradzę sobie.
- O mnie się nie martw. - Posłałem jej promienny uśmiech.
Po kilkunastu krokach byliśmy pod salą, na koniec spytałem, czy spotkamy się po lekcjach, gdyż Olivia przez całą drogę jęczała, że potem już poradzi sobie sama. Zgodziła się, więc spokojnie ruszyłem na swą kolejną lekcję.
~*~
Koniec. Przeżyłem następny dzień szkoły. Ahh... Usiadłem na ławce i czekałem na dziewczynę. Miło mi się spędzało z nią czas, no i jej uśmiech dodawał mi otuchy tego dnia. Czekałem i czekałem, no i dalej czekałem. Po jeszcze kilku minutach Olivia się zjawiła.
- Przepraszam, ale lekcja się przedłużyła - oznajmiła.
- Nie szkodzi, ważne, że się zjawiłaś! - wstałem zadowolony. - Chciałabyś może przejść się do pobliskiej kawiarni?
Dziewczyna z chęcią przytaknęła, więc ruszyliśmy. Po drodze trochę rozmawialiśmy, Liv czasem mówiła jakiś suchy dowcip, który mnie jednak bawił.
Dotarliśmy.
Pierwsze co trzeba było zrobić to oczywiście znaleźć miejsce, więc kiedy coś zauważyliśmy, od razu tam poszybowaliśmy. Rozsiadaliśmy się wygodnie i czekaliśmy na kelnera. Kiedy podszedł, zamówiliśmy to, na co mieliśmy ochotę.
- Ja stawiam - uśmiechnąłem się i zapłaciłem kelnerowi, dając napiwek.
Poczekaliśmy chwilę na napoje, a kiedy już je nam dostarczono, zacząłem:
- Podobał ci się dzisiejszy dzień w szkole?

< Olivia? >
Liczba słów: 789

sobota, 24 marca 2018

Od Nitzan'a do Olivii

Wszedłem powolnym krokiem do szkoły. Moje zajęcia rozpoczynały się dopiero za godzinę, więc mogłem sobie spokojnie odpocząć, jednak... ja jak to ja, zawsze musiałem być wcześniej, nawet jeśli była to godzina. Ruszyłem przed siebie, gdy nagle zatrzymał mnie mój wychowawca, Vladis Gendrim. Spojrzałem na niego pytająco, gdy ten wręczył mi do ręki jakieś papiery.
- Zanieś je do pana Ogonowskiego – nauczyciel patrzył na mnie poważnie – Ja niestety nie mam czasu, a ty Nitzan zaczynasz zajęcia dopiero za godzinę, prawda?
- Tak – przytaknąłem natychmiastowo – czyli do pana Ogonowskiego... to wychowawca I, a także II klas mundurowych?
Pan Gendrim zamruczał na tak, a następnie dokończył swoją wypowiedź.
- Ogonowski powinien być teraz na hali, za jakieś 10 minut ma zajęcia ze sztuki walki – powiedział po czym ruszył do przodu.
Spojrzałem na papiery, chciałem zerknąć co tam jest... może jakieś testy, które mają nam zrobić albo coś jeszcze gorszego. Odpędziłem od siebie te myśli i ruszyłem do przodu.
~*~
Po ledwo kilka minut byłem już prawie u celu, nagle jednak zauważyłem dziewczyne, która kiedy mnie tylko zauważyła szybko do mnie podbiegła. Zatrzymałem się i spojrzałem na nią.
- Cześć, jestem Olivia i jestem tu nowa – przedstawiła się i posłała mi delikatny, ale miły uśmiech, który na pewno doda mi otuchy tego dnia.
- Cześć – odpowiedziałem – w czym mogę pomóc? – spytałem spokojnym tonem.
- Wiesz gdzie jest ta klasa? Nie chciałabym się spóźnić w pierwszy dzień… - podałam mi do ręki swój plan lekcji.
Przyjrzałem się i lekko uśmiechnąłem.
- To akurat po drodze
- To świetnie! – dziewczyna rozpromieniała – Mógłbyś mnie tam zaprowadzić?
- Nie ma sprawy...
Ruszyłem przed siebie, a Olivia za mną. Przez połowę drogi milczeliśmy, jednak w końcu postanowiłem się odezwać.
- Tak w ogóle jestem Nitzan, chodzę do III mundurowej, a ty? – spytałem zaciekawiony.
- I mundurowa – odpowiedziała.
- Różnica jest, ale myślę że nie taka duża.. – uśmiechnąłem się – mógłbym cię dzisiaj oprowadzić jeśli byś chciała... zawsze jestem chętny do pomocy.
- Przydałby mi się jakiś przewodnik – powiedziała skrępowana – może na przerwach znajdziemy się jakoś w tym tłoku..
Spojrzałem na niskie dziewcze, niby wyglądała niewinnie, a jednak czułem coś w niej.. innego? Nie potrafię tego wytłumaczyć. Mimo wszystko zaprowadziłem nowo poznaną mi osobę pod klasę i pożegnałem ją życząc „powodzenia”. Następnie szybkim krokiem udałem się na halę, gdzie powinienem odnaleźć pana Ogonowskiego.
~*~
Po oddaniu papierów spojrzałem na zegarek, widniała godzina 8:36, więc miałem jeszcze chwile. Mimo wszystko wyszedłem na podwórko. Podszedłem do pobliskiego drzewa i usiadłem przy nim. Jedyne co mi teraz zostało to czekać...
~*~
Dzwonek.
Otworzyłem powoli oczy i spojrzałem na uczniów wybiegających na świeże powietrze. Uśmiechnąłem się pod nosem i zerknąłem przed siebie. Patrzyłem cały czas na drzwi szkoły, po chwili upatrzyłem sobie swój cel – Olivia. Podniosłem się i szybko zawołałem.
- Olivia! Tutaj jestem! – pomachałem.
Dziewczyna uśmiechnięta podeszła szybkim krokiem do mnie.
- Jak było? – zapytałem z szerokim uśmiechem.
- Nawet dobrze – odpowiedziała szybko.
- W takim razie masz siłę na zwiedzanie!
- Oczywiście – odparła zadowolona.
~*~
Byliśmy już w szkole, spojrzałem na plan lekcji dziewczyny i zobaczyłem gdzie ma następną lekcje... hala. Akurat, też tam będę miał lekcje, może uda się nam poćwiczyć razem... w sumie nie raz organizowano nam lekcje z młodszymi, no chyba że byłem w I klasie. Ruszyłem więc w stronę celu i po kilku minutach już byliśmy na miejscu.
- Za pewne będziemy mieli razem lekcje
Na twarzy dziewczynie zagościł jedynie delikatny uśmiech. Weszliśmy do środka i pokazałem piękno naszego boiska.
- A o to nasze kochane boisko szkolne – krzyknąłem, gdy nagle o ściany zaczęło obijać się moje echo.
W tej chwili nagle zadzwonił dzwonek.
- Jesteśmy pierwsi – zaśmiałem się.
- Napewno nie będzie spóźnienia - zachichotała za mną Olivia.
- No cóż, musimy na razie się rozejść – rzekłem – potem się jeszcze spotkamy, co nie?
- Jasne – uśmiechnęła się.
- To do zobaczenia Olivio – odwzajemniłem uśmiech po czym odszedłem na swoją połowę.
<Łolivia? xd>
Ilość słów: 665

czwartek, 15 marca 2018

Od Nitzan'a do Drake'a

Usłyszałem pukanie; zaspany wczorajszymi lekcjami ledwo wywlokłem się z łóżka. Złapałem za klamkę i zacząłem powoli otwierać drzwi. Moje źrenice się rozszerzyły, kiedy zobaczyłem obcego mi chłopaka. Przetarłem oczy, a nieznajomy wparował mi do pokoju. Rzucił na łóżko bagaż, a potem się do mnie odwrócił.
- Witaj współlokatorze, jestem Drake i od dzisiaj będziemy razem mieszkać. Mam nadzieję, że nie będzie ci przeszkadzać to wkurwiające, fruwające małe coś, co tak poza tym zwie się Blue.
Zerknąłem na androida, który po chwili był przy mnie. Zaczął latać dookoła mnie, po czym się do mnie jeszcze bardziej zbliżył. Odsunąłem go szybko i westchnąłem.
- O patrz, polubił cię! – krzyknął do mnie Drake.
- Tak, tak... – poprawiłem włosy i usiadłem na łóżku. – Jestem Nitzan, chodzę do III mundurowej, a ty?
- Tak się składa, że ja też! – krzyknął z entuzjazmem.
- W końcu nie będę taki samotny – podrapałem się po głowie z lekkim uśmiechem.
I wtedy zamilkliśmy. Chłopak zaczął się rozpakowywać, a ja poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, który mnie pobudził, więc nie wyglądałem jak po torturach. Złapałem ręcznik i się wytarłem, a następnie zawiązałem go w pasie. Podszedłem do zlewu, gdzie wziąłem grzebień i przeczesałem swoją czuprynę, a ostatnie co zrobiłem, to oczywiście umyłem zęby. Wyszedłem z łazienki, wchodząc do „sypialni” i spojrzałem na współlokatora, który już prawie się rozpakował. Wziąłem ubrania z szafki i powróciłem do miejsca, gdzie wcześniej byłem. Przebrałem się, a ręcznik powiesiłem z powrotem na haczyk. Podszedłem do końca szafki nocnej, gdzie leżał mój zegarek. Czarnowłosy już się rozpakował, więc spojrzał na mnie.
- Skończyłeś?
- Jasna sprawa – uśmiechnął się.
- Która jest godzina tak poza tym? – spojrzałem na zegarek. – Siódma... siódma... SIÓDMA? – złapałem się za głowę. – Jakim cudem spałem tak długo...
- Długo? Przecież to dopiero siódma... – zaśmiał się współlokator.
- Po prostu chodzę na poranne trening. - Nie dokończyłem, ponieważ usłyszałem drapanie do drzwi.
Otworzyłem je i spojrzałem w dół, gdzie zobaczyłem mojego psa. Mały Husky siedział przy drzwiach i się na mnie gapił. Następnie skierował wzrok na nowo przybyłego, podbiegł do niego i zaczął wąchać. Po chwili zapoznania wskoczył na jego łóżko i zaczął lizać mu twarz.
- Najwidoczniej też cię polubił. – Chciałem zamknąć drzwi, gdy nagle usłyszałem głośne PUK.
Spojrzałem, a tam widziałem wilka... ze skrzydłami. Wziąłem głęboki oddech.
- Będziemy mieli tu prawdziwy zwierzyniec! – krzyknąłem, po czym skapnąłem się, że po części też jestem zwierzakiem.
Zacząłem powoli zamykać drzwi, patrząc czy jeszcze jakiś zwierzak nie wchodzi – tym razem mi się udało. Jęknąłem cicho, po czym usłyszałem jedno – burczenie brzuchów.
- Jak ja się cieszę, że dzisiaj sobota – usiadłem na łóżku.
Wyciągnąłem z szuflady telefon i schowałem go do kieszeni. Po chwili podbiegł do mnie Snowy, złapałem go za tą mordkę i zacząłem nią trząść na prawo i lewo. Uśmiechnąłem się. Podniosłem łeb i spojrzałem spod byka na Drake’a.
- Jesteś głodny?
- No wiesz... – zaczął – po takiej podróży jestem zdolny, aby mój brzuch już się odzywał – zaśmiał się.
- Jasne – uśmiechnąłem się. – Pójdziemy do restauracji, gdzie każde wilko-podobne stworzenie jest zaproszone – spojrzałem na zwierzaki.
~*~
Po chwili podróży byliśmy – Ookami food. Moja rodzinna restauracja.
- Niestety, ale muszę przeprosić, ponieważ dzisiaj mam pracę – westchnąłem, jednak po chwili na mojej twarzy zagościł uśmiech.
Chłopak na mnie spojrzał, jakby zaraz po wyjściu z restauracji miał się zgubić.
- Będę w kuchni tej restauracji – zaśmiałem się – to rodzinny biznes.
- Ooo... jasne.
Po chwili wszyscy weszli do środka, czyli Drake, Snowy, no i jego pupile. Ja natomiast musiałem wejść tyłem. Kiedy byłem już w kuchni, od razu zdjąłem z wieszaka fartuch i zawiązałem go na plecach.
- Synek! – usłyszałem głos ojca.
- Cześć tato – podszedłem do niego, aby go przytulić. – Jak tam życie mija?
- Znakomicie! U nas świetnie, a biznes się kręci.
- To dobrze – uśmiechnąłem się.
- A teraz cię zostawiam, zamówienia się same nie wezmą! – zaśmiał się i poleciał.
Ja natomiast musiałem wziąć się za gotowanie. Sprawdziłem pierwsze zamówienie i zacząłem, a potem tak na okrągło. Po dwóch godzinach do kasy podszedł chłopak – jego głos był mi znajomy, zapewne Drake.
- Jakiś Drake pyta się o ciebie – wychylił się zza rogu ojciec. – Znasz go?
- Tak, jasne – odwróciłem się. – Może tu przyjść.
Ojciec wpuścił mojego współlokatora, a następnie podszedł.
- Kiedy kończysz pracę? – spytał dość oschle, zapewne nudziło mu się tam.
- Mogę w każdej chwili – zerknąłem na niego. – Nie pracuje tu na pełen etat, a jedynie sobie dorabiam.
- To wiesz, bo... - jęknął. – Potrzebuje się rozeznać po pobliskich terenach.
- Tylko skończę to zamówienie, poczekasz jeszcze chwile? – spojrzałem pytająco.
- Jasne, jasne...!
Drake poszedł usiąść, a ja kończyłem powoli swoją robotę.
~*~
Zdjąłem fartuch i wyszedłem z tylnego wyjścia, aby następnie zrobić najgłupszą z możliwych rzeczy. Wyjść – przejść przez ciemny zaułek obok restauracji – wejść przez główne wejście. Po tych wszystkich czynnościach zacząłem spoglądać gdzie siedzi Drake, a następnie podszedłem, gdy go upatrzyłem. Przysiadłem się i spojrzałem na niego.
- To jak, gdzie chcesz się udać? – spytałem.
< Drake? :3 >
Liczba słów: 860

środa, 17 stycznia 2018

Witamy - Nitzan Jashimoto!

Imię i Nazwisko: Nitzan „Wilczur” Jashimoto
Pseudonim: Najczęściej zdarzało się, że ludzie nazywali go Ni-chan czy Ni-Senpai, ale bliżsi mówili na niego Nitz, Jashi-Jashi czy po prostu Wilczur. Jednak ludzie, którzy go nienawidzili, wołali do niego wprost po nazwisku lub śmieli się nazwać go „kuchareczką”, gdyż Nitzan lubi gotować i świetnie mu to wychodzi...
Wiek: 22 lata
Data urodzin: 8.04
Płeć: Mężczyzna, chcecie sprawdzać?
Orientacja: Heteroseksualny
Partner: Droga stoi otworem, miłe panie, nasz drogi wilk nie ma na razie dzieweczki ani się nie zakochał...
Klasa: III Mundurowa
Kluby: Klub koszykarski | Klub kulinarny
Rasa: Wilkołak
Specyfika: Umie się on przemieniać zarówno w wilka, jak i w antropomorfa. Nad obiema panuje, co jest bardzo zadziwiające. Mimo wszystko wilk, jak wilk trochę agresji ma, ale Nitzan próbuje być spokojny (no, chyba że wda się w bójki i te sprawy).
Charakter: Wredny, sadystyczny, agresywny... brzmi groźnie, prawda? Jednak Nitzan taki się nie zachowuje! Jest potulny jak baranek, mimo iż wygląda na człowieka groźnego. Kiedy go spotkacie, pierwszy raz może wam trochę dogryzać, ale próbuje to robić tylko w celach humorystycznych, więc nie obrażajcie się na niego. Jeśli już o to chodzi, to ten człowiek żyje żartami, kocha je słuchać, jak i opowiadać. Może znajdzie dla was parę „As’ów”. Mimo wszystko każdy chciałby się przyjaźnić z kimś takim jak on. Każdy myśli, że nie istnieją osoby prawdomówne, ale... to nie jest prawda. Właśnie znaleźliście osobę tylko mówiącą prawdę, choć zdarza mu się czasem powiedzieć kilka kłamstewek, aby kogoś nie obrazić, to stara się dawać prawdziwe opinie. Niektórzy się cieszą z jego natury, a niektórzy nie... Mimo tego stara się być jak najbardziej przyjacielski, przez co niektórzy uważają go za natrętnego i dziwnego. Czuje się wtedy urażony, ale stara się iść naprzód i nie przestawać na czymś błahym. Szczerze pomaga choć czasem, jak zapewne każdemu, zdarzy mu się dodać do tego jakiś komentarz. Mimo wszystko w większości jest to zwykły żart lub jakieś miłe słowo. Chłopaka można nazwać istnym aniołkiem, gdyż jest bardzo dobroczynny i daje pieniądze na różne składki. Sam kiedyś chciał zostać wolontariuszem, ale zrezygnował z tego. Pewnie zastanawiacie się czemu? Już wam odpowiadam. Jako dzieciak zrodziło mu się takie marzenie i zawsze krzyczał do mamy: „Kiedy dorosnę, to zostanę wolontariuszem!”. Rodzice oczywiście nie mieli nic przeciwko, ale to nie oni byli powodem całego zajścia. Nasz drogi Nitzan zmienił zdanie przez pewne wydarzenie. Podczas jednej ze składek zobaczył wolontariuszy, był bardzo szczęśliwy. Podbiegł do nich i chciał im coś dać, jednak oni go zignorowali. „Idź dzieciaku...” – powiedział jeden z nich, a potem odepchnął Jashi’ego. Smutny odszedł i przytulił się do mamy, mrucząc – „Już nie chce być wolontariuszem, oni są źli!”. Tak jak postanowił jako maluch, tak też zostało, gdyż potem o tym zapomniał. Myślicie, że to bardzo błahy powód? To prawda, ale dla niego to dużo, był tylko dzieckiem, prawda? Wróćmy do jego charakteru. Nitzan jest bardzo spokojnym, jak i cierpliwym mężczyzną. Jednak... też ma swoje granice. Kiedy już przejdziecie przez ten limit, możecie zobaczyć jego troszkę ciemną stronę... mimo wszystko wtedy staje się trochę nerwowy. Może stać się naprawdę zgryźliwy, a o walce już lepiej nie wspominać. Nie chcielibyście z nim tego przeżyć. Myślicie, że tylko ta wilcza natura mu pomaga, a tam! Samych plotek się nasłuchaliście. Szczerze to w większości jest taki tylko dlatego, że dziadek go uczył kilku podstaw, a reszty nauczył się na lekcjach. Dalej nie wierzycie? To już będzie wasz problem, kiedy zmierzycie się z nim... ohoh... szczerze bym nie chciał tego przeżyć, ale jakby co, życzę powodzenia przegranym.
Aparycja: Nitzan to bardzo wysoki chłopak, gdyż ma aż 192 centymetry wzrostu, a waży sobie 72 kilogramy. Posiada wąską, jak i szczupłą twarz, zdobiącą piękne, złote oczy, której nie jednej zamieszały w głowie. Jego włosy sięgają do ramion, jednak z tyłu są trochę dłuższe, a końcówki ozdabia czerwony kolor. Ma ciemną karnację, przez co włosy idealnie pasują do cery, a jego skóra jest jak u niemowlęcia. Na całej lewej ręce posiada tatuaż smoka, który kończy się na łopatce, choć można uznać, że tak naprawdę się tam zaczyna, ponieważ to tam znajduje się pysk tego mistycznego stworzenia. Najczęściej chodzi w swoim typowym stroju, czyli: biała koszulka na ramiączkach, marynarka z żółtymi akcentami oraz czarne spodnie. W pasie natomiast ma owiniętą długą, jak i poszarpaną pomarańczową chustę, która na sobie ma zawinięty fioletowy pas.
W postaci antropomorficznego wilka sięga już powyżej 2 metrów. Jego oczy się nie zmieniają, jednak ciało zaczyna zdobić ciemnobrązowa sierść. Na grzbiecie jednak trochę się różni, gdyż ma tam czerwony pas idący aż do czubka ogona. Jeśli już o ogonie mowa, to jest on bardzo długi oraz puszysty. Jego kły, jak i pazury robią się ostrzejsze, a sam pysk się wydłuża. Każdy nazwałby go istną bestią.
Głos: Three Days Grace - So What
Pokój: 23
Współlokator: Drake Axall
Zainteresowania: Nitzan ma wiele zainteresowań, pierwszą rzeczą są sztuki walki, jak i sama walka. Często chodził na różne zajęcia dodatkowe z karate i innych. Teraz, jak jest w klasie mundurowej, może to robić bez przerwy. Mimo wszystko nie wdaje się w bójki, no, chyba że w obronie własnej lub kogoś.
Dalej jest... Gotowanie! Nie spodziewaliście się, prawda? Ten wilk to urodzony kucharz nauczył się tego od ojca, a ojciec od dziadka i tak z pokolenia na pokolenie. W jego rodzinie jest bardzo ważna przestroga: „Uważać na sierść w jedzeniu”, gdyż każdy z synów czy córek byli wilkołakami, a to oni najczęściej gotowali. Było to zabawne, ale mimo wszystko bardzo ważne.
Gra na gitarze oraz skrzypcach. W młodym wieku uczył się najpierw gry na skrzypcach i występował na różnych konkursach. Jego rodzice byli dumni, ale... potem z tego zrezygnował, mimo tego dalej czasem na nich grał. Marzył o tym, aby móc zacząć grać na gitarze, a do tego sobie podśpiewywać. Teraz, jak już to potrafi, często siadając na korytarzu, zaczyna coś grać, a ludzie się zbierają i słuchają. Może to początek jego kariery?
Śpiewanie jest połączone z gitarą, gdyż to przez nią zaczął śpiewać. Ma wspaniały głos, przez co chętnie to robi, jednak... choroby czasem mu nie pozwalają, ale to normalne, każdy tak ma!
Sport to rzecz dla niego święta. Zawsze przed lekcjami biega, przez co czasem na nie przychodzi cały zmachany, chyba że zdąży, to weźmie szybki prysznic. Po lekcjach czasem są zajęcia koszykówki, więc chodzi na nie, ale nie zapomina też o zajęciach kulinarnych. Jeśli jednak nie ma żadnych zajęć, idzie na siłownię czy na jakiś spacer ze swoim psem. Teraz już znacie tajemnice jego sylwetki.
Moce:
- Przemiana w wilka/antropomorfa – jest to podstawowa umiejętność, która pozwala mu się przemienić w zwykłego wilka lub antropomorfa wilka.
- Zmysł – jest to umiejętność, która wyczula jego zmysły, czyli węch, słuch, wzrok, jak i smak.
- Nocne wycie – potrafi przywołać do siebie watahę wilków podczas pełni księżyca. Ma wtedy na swój sposób własną armię.
- Noktowizja – coś jak u kota, ale on jest wilkiem. Po prostu zaczyna widzieć lepiej w ciemności nawet w postaci człowieka.
- Szał – jego „specjalna” umiejętność, której nie kontroluje. Objawia się ona tylko wtedy, kiedy Nitzan jest bardzo zdenerwowany. Przemienia on się wtedy w antropomorficznego wilka, a wokół jego ciała pojawia się czerwona aura. Oczy zmieniają się na bardzo krwiste, a on sam przybiera pozę groźnego samca alfa. Sama umiejętność wyczula jeszcze ostrzej jego zmysły, a on przybiera na sile. Jednak kiedy sam „szał” się skończy, opada on na ziemie. Potem przemienia się w człowieka i traci przytomność na dwa dni... lepiej go aż tak nie prowokować, ponieważ może wtedy komuś zrobić wielką krzywdę...
Rodzina:
Matka, Rosalie Jashimoto – wychowywała syna razem ze swoim mężem. Była bardzo troskliwą matką, przez co jej dziecko, Nitzan, wyrosło na takiego grzecznego chłoptasia. Jashi pomagał jej przy gotowaniu czy sprzątaniu. Razem z nią pasjonował się malarstwem, jak i śpiewaniem, przez co w domu było często „Wilcze Karaoke!”. Zostało tak dotąd. Czy coś się zmieni? Raczej nie...
Ojciec, Igowara Jashimoto – słynny szef kuchni, który prowadzi restauracje „Ookami food”. Nitzan zaczął tam pracować w wieku 16 lat, przez co od razu po szkole biegł do swojej „pracy”. Mimo wszystko ojciec dawał mu wypłatę, niedużą, ale dawał. Stosunki między nimi były idealne, kochali się i traktowali jak koledzy. Igowara zawsze doceniał umiejętności syna i jest dumny, że wyrósł mu taki mężczyzna.
Brat, Bakamo Jashimoto – młodszy brat Ni-chan’a. Liczy sobie dopiero 12 wiosen. Mimo wszystko stosunki między nimi są dobre. Kiedy Nitzan przyjeżdża do rodziny, zajmuje się młodszym braciszkiem. Gra z nim w koszykówkę czy piłkę nożną, chodzi na spacery z nim, jak i z psem, grają w różne gry planszowe i bawią się w inne zabawy. Bakamo tak samo, jak większość, też jest wilkiem i często razem z Jashi’m chodzą na pobliską polanę, aby móc dopracowywać swoje moce, jednak na razie mało co wie się o umiejętnościach młodzieniaszka.
Dziadek, Kintoru Jamata – dziadek od strony matki. Pomógł wnukowi dopracowywać swe umiejętności mimo wieku. Teraz jako już starszy człowiek wiele nie może, ale dalej się utrzymuje. Stara się regularnie wychodzić na spacery, jak i być samodzielnym. Mimo wszystko czasem potrzebuje pomocy, którą oczywiście zyskuje od swoich wnuków, tego starszego oraz młodszego, od córki, jak i od zięcia. Wszyscy z nim chętnie rozmawiają, gdyż to on opowiada najlepsze historie, jak to on widział zgromadzenie jakiś wróżek, jak to musiał uratować kiedyś Rosalię (Matkę Nitzan’a) i inne takie rzeczy. Zawsze miło się tego słucha, ciekawe, ile to jeszcze potrwa...
Pupil: Snowy
Inne:
- Nałogowo gotuję, to jego jedyne uzależnienie,
- Kocha grać na gitarze, co zapewne już zauważyliście,
- Jego ulubioną przyprawą jest curry, co powoduje, że często robi dania z nią,
- Ulubione jedzenie: ryż z jajkiem, jest tam też oczywiście przyprawa curry,
- Jego pies jest ze schroniska,
- Nitzan uwielbia różne zwierzęta, lubi je obserwować, jak i im pomagać,
- Uwielbia noc, ponieważ patrzenie w gwiazdy go uspokaja,
- Nie lubi, gdy ktoś mówi, że wilki są straszne... czuje się wtedy, jakby był potworem,
- Jego ulubioną porą roku jest lato, a tą znienawidzoną jesień, gdyż nie lubi deszczu,
- Kiedyś palił papierosy, ale przestał... czasem skusi się, ale to jednorazowo,
- W szafie ma specjalne miejsce na „smoczą katanę”.
Kontakt: Slajmii [Hw] | Szlajmik20@gmail.com
Motto: "W naszym ciele są dwa wilki, jeden jest biały... oznacza: radość, pokój, życzliwość. Drugi jest czarny, oznacza: gniew, smutek, żal. Który z nich wygra? Ten, którego karmisz..."
Inne zdjęcia:
 

z kolegą podczas próby

jako dziecko
 
Źródło zdjęć: Pinterest
Relacje: Jest za krótko, aby opisać jakieś głębsze relacje.
Ważne opowiadania: -