Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Altair. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Altair. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 czerwca 2018

Od Altaira do Hiyori

Rozejrzałem się zaskoczony, ale w jakiś sposób szczęśliwy. Było tutaj tak niesamowicie pięknie, przez co nie wiedziałem, gdzie mam pokierować spojrzenie. Nim zrozumiałem, że mam przed sobą taki skarb, pomyślałem życzenie, że chcę być szczęśliwy razem z Hiyori. Gdy na nią spojrzałem... Myślałem, że zaraz padnę przed nią na kolana i będę wychwalał jej niesamowity wygląd. Uśmiechnąłem się, cały czerwony. Dziewczyna miała na sobie niesamowitą suknię w kolorze fioletu, przyozdobioną kwiatami w przeróżnych odcieniach różu. Jej włosy rozwiewał ożywczy wiatr, w którym czułem zapach wrzosów. Z mojego serca wydobyła się nagle długa tasiemka, która rozszczepiła się na drobinki złotych światełek. Ruszyło to w kierunku brązowowłosej i otoczyło ją, przez co patrzyłem na nią jak wbity w ziemię.
- H-Hiyori... J-Jesteś przepiękna... Dam sobie obciąć obie ręce, jeżeli to nie jest sen... Jesteś olśniewająca, ale teraz... Teraz to już naprawdę... Nie wiem aż co mam powiedzieć. - szepnąłem, patrząc na nią bez końca.
- D-Dziękuję Altair... - zarumieniona obróciła się dookoła siebie - To chyba nie jest sen...
- Dobra, oddaję swoje dwie ręce i od razu ci zaraz tutaj się oświadczam. Hiyori! Jesteś przepiękna! Wyglądasz jak skarb! Zaraz... Już nim jesteś!
Otworzyła buzię z zaskoczeniem, będąc cała czerwona. Ona to robi specjalnie czy jak!?
- O-Oświadczam?! A-Altair... Ja? Nie, przestań, to nie prawda... J-Ja, ja... S-Skarb?! - nie wiedziała co powiedzieć z zachwytu, skrępowania i wstydu.
- Kocham cię. Dla mnie zawsze lśnisz, ale teraz... Teraz to przeszłaś samą siebie, moja kochana księżniczko... - szepnąłem.
W tym momencie, zawiał nieco mocniejszy, ale ciepły wiatr. Kwiaty z sukienki dziewczyny pozbyły się kilku płatków, które wraz z wiatrem ruszyły w taniec. Światełka, jakie wydobyły się z mojego ciała, zaczęły krążyć wokół mnie, zataczać kółka i tym podobne rzeczy. Uniosłem spojrzenie, aby zadowolić się tym pięknym widokiem. Jaki piękny księżyc...
- Hiyori... Myślisz, że kiedyś będziemy szczęśliwi? Razem? - szepnąłem.
- J-Ja... Ja już jestem szczęśliwa... Bo mam ciebie... - patrzyła w księżyc.
- Też jestem szczęśliwy... Ale kto wie, jakie przeciwności ma jeszcze dla nas los... - szepnąłem i spojrzałem na dziewczynę, chwytając ją za rękę i przyciągając ją do siebie. - No chodź tu do mnie, moja piękna księżniczko...
- K-księżniczko.. - nagle otoczenie zmieniło się na pałac.
Rozejrzałem się, nadal trzymając ją blisko siebie. Uśmiech na mojej twarzy nie zniknął ani na chwilkę.
- Czyli chciałabyś mieszkać w pałacu? Cóż, mogę wykupić nam najpiękniejszą rezydencję, ba, zamek, abyś czuła się jak księżniczka... - szepnąłem. - Tak bardzo mocno ciebie kocham... Hiyori...
- J-Ja ciebie też.... Oj! - Hiyori popatrzyła zza mojego ramienia na coś i zakryła mi oczy - Nie patrz, nie patrz, nie patrz! - była czerwona jak buraczek.
Oczywiście, nie byłbym sobą, gdybym się nie odwrócił i nie spojrzał na to, co tak bardzo chciała ukryć. Kiedy zobaczyłem to, co zobaczyłem, czułem ogromny rumieniec na twarzy. Były to... dzieci. Dwoje bliźniaków i młodsza od nich dziewczynka. Moje serce zaczęło szybciej bić, a Hiyoti zakryła twarz.
- Uparty jak zawsze... - szepnęła do siebie.
- H-Hiyori... T-To bliźniacy... I- I córka... T-To... - czułem jak w moich oczach stają łzy.
- J-ja... Przepraszam.. Może nie powinnam, nie chciałam ciebie urazić, nie... nie... - nadawała jak nie wiadomo kto.
Kiedy tak sobie gadała do siebie, przytuliłem ją bardzo mocno, nieco szlochając.
- J-Jestem szczęśliwy... H-Hiyori... Tak bardzo mocno ciebie kocham... Nigdy mnie nie opuszczaj... Nigdy nie każ mi myśleć, że jednak nie będziemy razem już na zawsze... O-Obiecaj mi... O-Obiecaj mi, że będziesz w przyszłości moją żoną... Matką naszych dzieci... - szepnąłem.
- A-Altair.. Ja... Nie wiem co powiedzieć.. To takie.. Piękne... Obiecuję...
- Dobrze... A teraz... Wróćmy może do rzeczywistości... Jak my tutaj się w ogóle znaleźliśmy?
- Tańczyliśmy i pomyślałam... O czym ja pomyślałam? - tupnęła i pociągnęła ręce do góry, a iluzja zaczynała rozpadać się na kawałki i jakby poniósł ją wiatr.
Wróciliśmy do naszej rzeczywistości. Nadal była ta sama pora dnia, a my? My staliśmy w swoich ramionach. Uśmiechnąłem się do niej, po czym pocałowałem ją w usta. Po chwili westchnąłem.
- To co? Wrócimy do domu kochanie? - zapytałem spokojnie, zabierając jej włosy z czoła.
- A może na kawę?
- A po kawie... Możemy wrócić... -szepnąłem jej do ucha i uśmiechnąłem się zadziornie. - I spędzić czas razem. Obejrzymy jakiś film może?
Hiyori spojrzała na mnie podejrzliwym spojrzeniem. 
- Film powiadasz... - założyła ręce na biodrach.
- Cóż, zależy co ci w główce siedzi. Spełnię każde marzenie twojej wyobraźni... - pocałowałem ją w czoło.
- Ooooo... - pokiwała mi palcem przed nosem, a później dotknęła nim brody zastanawiając się niczym Sherlock - Ooo....
- Czyli chciałabyś dzisiaj... N-No wiesz? Nie wiem, czy mamy zajść do sklepu. - zaśmiałem się nerwowo, drapiąc się po karku.
- Hentaaaaaaai! - zaśmiała się lekko i teatralnie się przejęła - A tak na serio kochanie, to.... To... Twoja... Decyzja? - powiedziała niepewnie ostatnie słowa, cała czerwona.
- Kochanie... Ale... Czy ty tego chcesz? - szepnąłem.
- Bo, ja, ten tego, no także... Wstydzę się i boję... Więc, możemy już tam, o właśnie tam, do wyjścia i ten, no - chciała się wymigać.
- Hiyori... B-Boisz się, że... Ciebie skrzywdzę? - powiedziałem, czując lekkie ukłucie w sercu.
Zatrzymała się i spuściła głowę, odwracając wzrok.
- Nigdy tego nie robiłam.. Boję się... Boje się, że coś się stanie.. Że moja krew mi pozwoli na zbyt wiele... Ja... Przepraszam...
- Hiyori... Kochasz mnie? Ufasz mi?
- K-Kocham, ufam, ale... Muszę trzymać w ryzach tego demona...
- Też mam w sobie potwora... Kocham cię i nie pozwolę mu wyjść. Chcę widzieć moją małą, słodką Hiyori. Brunetkę o pięknych, różowych oczach i ogromnym sercu... Tą dziewczynę właśnie kocham... Bez znaczenia, kim byś się stała... Walczyłbym o właśnie tą śliczną kobietę...
- Altair... Jestem też sukkubem... A na dodatek demonem... Jak masz zamiar to zrobić nie ranią siebie samego?
-Nigdy nie zranię siebie, kiedy jestem przy tobie. Mam w sobie drugiego mnie. Ten ktoś, to wszystkie moje złe cechy razem wzięte. Nie pozwolę, aby się wydostał i położył swoje brudne łapy na tobie... Hiyori, jesteś sobą. Sukkub, demon czy inna rasa... Jesteś moją kochaną księżniczką... Moim sercem... Damą mojego życia...
- Obiecaj mi, że jeśli zrobi się.. No... Źle... Powstrzymasz mnie... Ok? - spojrzała na mnie swoimi różowymi oczami.
- Nigdy nie będzie źle... Moja mała księżniczko...
---
Wróciliśmy do pokoju dziewczyny. Nieco skrępowany, położyłem ją na łóżku i zawisłem nad nią, nie odrywając od niej spojrzenia. Była... Piękna. Dla mnie zawsze w każdym calu była prawdziwą boginią. Uśmiechnąłem się, a potem położyłem się obok, a dziewczynę posadziłem na sobie. Patrzyłem bez końca w jej piękne oczy.
- Hiyori... Wiem, że się boisz... Ale to ja. Twój Altair. Twój rycerz. I zawsze ciebie ochronię... Zawsze... - szepnąłem, aby ją pocieszyć.
- Ufam ci... Ale nie ufam sobie... Boję się.... Siebie, nie ciebie, Altair...
Słuchałem uważnie jej słów, a tuż po tym, jak chwilę siedzieliśmy w ciszy, uniosłem dłoń o pogładziłem ją delikatnie po policzku.
- Hiyori... Zaufaj dzisiaj dla samej siebie... Wierzę i czuję, że przy mnie się nie zmienisz... Dzięki mnie, będziesz mogła zaufać. Będę dbał o to, abyś była sobą cały  ten czas... Abyś była szczęśliwa... Abyś zapamiętała to, co teraz będzie się działo... - nieco przymrużyłem oczy, uśmiechając się delikatnie. - Dobrze wiesz, że kocham cię... Dla mnie każda chwila spędzona z tobą, twoim uśmiechem, twoim spojrzeniem pełnym miłości i współczucia... To dla mnie kolejne wspomnienie tego, że razem będziemy szczęśliwi. Bez znaczenia co by się działo... - położyłem dłoń na jej policzku. - Będę przy tobie. Będę twoim oparciem w złych chwilach. I pamiętaj, że zawsze, ale to zawsze będę cię bezgranicznie kochał... Moja księżniczko...
- A-Altair... - wtuliła się w mój tors - Kocham cię... Ale masz zakaz bycia tak miłym dla innych dziewczyn, jasne? Jesteś tylko mój... Tylko, rozumiesz? Nie masz prawa mnie opuścić... Nie możesz i już!
- Nie mam zamiaru, moja kochana. Jestem twój, ale ty w zamian jesteś wyłącznie moja. Nie ma uśmiechania się do innych chłopaków... Ten uroczy uśmieszek pozostaw dla mnie... - zaśmiałem się i uniosłem plecy z materaca.
Zsunąłem delikatnie z ramion dziewczyny to, co na nich miała. Wszystko robiłem powoli i spokojnie, aby nie czuła, że chcę jej zrobić krzywdę. Nie chcę tego. Chcę jedynie, aby zapamiętała to jak najlepiej się dało. Dziewczyna nagle popchnęła mnie na materac, patrząc z powagą i lekko wywyższonym wzrokiem. 
- Chodzi ci o to? - spojrzała na mnie z groźną miną, by zademonstrować mi swoje zachowanie przy innych.
- Tak kochanie... Właśnie o to mi chodzi, diabełku... -szepnąłem i ponownie się uniosłem.
Delikatnie zacząłem obcałowywać jej szyję, gładząc jej talię oraz biodra. Była tak delikatna... Położyła brodę na moim ramieniu i włożyła rączki pod moją koszulkę. 
- Jesteś bardzo ciepły...
- Za to ty z kolei jesteś zimna, ale nie bój się o to... Zaraz ogrzeję cię, moja kochana księżniczko... - szepnąłem jej do ucha, po czym przyciągnąłem ją bliżej siebie, dzięki czemu nasze ciała całkowicie się stykały.
Zsuwałem z niej delikatnie jedną część garderoby po drugiej. Po tym... Nastąpiło coś, czego nigdy w życiu już nie zapomnę. Coś, co będzie ważnym wspomnieniem dla niej i dla mnie. Tak ciepła osoba i delikatna, zasługuje na to, co otrzymuje...
---
Następnego ranka, obudziłem się przed dziewczyną. Spojrzałem na jej zarumienioną jeszcze lekko twarz i delikatny uśmiech. Widzę, że się jej podobało, a na tym właśnie mi zależało. Zabrałem jej włosy z twarzy, aby spokojnie mogła nadal spać. Ucałowałem najdelikatniej jak potrafiłem jej czoło i przyglądałem się, jak spokojnie śpi. Była tak bezbronną i słodką osobą... Cieszyłem się, że mam ją przy sobie i mogę śmiało powiedzieć, że każdy milimetr jej ciała należy do mnie...
<następne opowiadanie>
<Hiyoriś?>
Ilość słów: 1597

czwartek, 31 maja 2018

Od Altaira do Hiyori

Kiedy wskazała na telefon, wziąłem go do ręki, od razu czytając wiadomości. Eren... Kagami. Oni sobie coś przypomnieli? Tak długi czas, a udało im się wreszcie! Może w końcu będziemy mogli być szczęśliwą rodziną jak wcześniej. Miałem już dość ciągłego krycia się przed Kagamim. Spojrzałem na przerażoną Hiyori. Uśmiechnąłem się pokrzepiająco i ująłem jej dłoń. Zbliżyłem ją do swoich ust, delikatnie muskając wargami jej palce. -Nie martw się, słońce. Wszystko będzie dobrze. Odzyskamy ich i ich wspomnienia.-szepnąłem do niej.
- A jeśli się nie uda? Co się wtedy stanie... Tak długo się bałam, a teraz to już w ogóle! Co jak już nigdy go nie zobaczę?! Jak mnie zapomni na dobre... Boję się, boję!
Przyciągnąłem ją za dłoń bliżej siebie i pocałowałem w usta. Pogładziłem jej delikatny, aksamitny policzek, uśmiechając się do niej. Była taka niewinna i urocza... Nie chciałem jednak patrzeć na przerażenie, jakie miała w swoich pięknych, różowych jak kwiaty oczach. Była przepiękną kobietą, a na dodatek, teraz tylko moją...
-Nie... Nie mów tak. Nikt o tobie nie zapomni. Nie bój się. Jestem przy tobie i zrobię wszystko, abyś się przestała martwić i bać... Kocham cię, Hiyori... Całym swoim sercem...-szepnąłem.
Patrzyła mi w oczy, a jej ogon i oczy zmieniły kolor na jasnoniebieski. Policzki mojej ukochanej pokrył rumieniec, który był w kolorze jej różowych ocząt. Piękna... Niesamowita...
- A-Altair...
-Tak, kochanie?-szepnąłem, gładząc jej plecy.
- Obiecaj mi, że nie puścisz mojej ręki, gdy się to stanie. To po pierwsze, a po drugie... Ana ci się dość groźnie przygląda... - wilk patrzył na mnie chyba od kilkunastu dobrych minut.
Zaśmiałem się, po czym pogładziłem włosy dziewczyny. Pocałowałem Hiyori, a ta zarzuciła dłonie na moje ramiona. Przyciągnąłem ją bliżej siebie. Tak pięknie pachnie...
-Obiecuję ci. Nie opuszczę ciebie, nigdy... Księżniczko...-szepnąłem.
- Puścisz mnie pod jednym warunkiem... Gdy zobaczysz demona, puścisz. Obiecujesz?
-Nawet gdybym ujrzał tego demona... Nie puszczę ciebie. Obronię ciebie przed wszystkim i wszystkimi. Będziesz bezpieczna...
- Nawet przed samą sobą? - odwróciła wzrok, przygryzając wargę.
Palcem przestawiłem jej buzię, aby spojrzała mi w oczy. Uśmiechnąłem się pokrzepiająco i złączyłem z nią delikatnie czoło.
-Nie obronię ciebie przed sobą... Wywalczyłem ciebie samym sobą. Nie uwolnię swego serca od zaklęcia, jakie na nie rzuciłaś...
- Zaklęcia? Altair... Jeszcze go tak na prawdę nie rzuciłam... Jeszcze...
-A kiedy masz zamiar je rzucić? Co to za przygotowania do klątwy?-zaśmiałem się cicho.
- Klątwy? Niieeeee no gdzie tam...
Z uśmiechem przerzuciłem dziewczynę, aby siedziała przodem do mnie. Na palec nawinąłem kosmyk jej włosów. Na moje policzki wstąpił lekki rumieniec i szeroki uśmiech. Hiyori patrzyła na mnie z czerwienią na policzkach. Była tak urocza. Drugą dłonią objąłem ją w talii, a nachyliłem się nad jej twarzą.
-Jesteś niesamowita i przeurocza... Hiyori... Dziękuję, że jesteś ze mną.-powiedziałem, uśmiechając się do niej.
- N-nie musisz mi dziękować... - szepnęła - Woo... Jak... Blisko...
-Chcę już zawsze być jak najbliżej... Chcę patrzeć, jak się uśmiechasz...
- A co byś zrobił, gdybyś nie widział uśmiechu?
-Nadal byłbym przy tobie i starałbym się go wywołać, kochanie.
- W takim razie.. - usiadła po turecku - Czekam na pomysły.
-Mam wymieniać? Dobrze... A więc. Chciałbym, abyś się uśmiechała, abyś kiedyś w przyszłości była moją żoną, matką moich dzieci, potem chcę, abyś się ze mną zestarzała i patrzyła na wnuków. I co? Nie wydaje ci się to radosną przyszłością?-zapytałem, gładząc jej policzek.-Czy to nie wywoła u ciebie uśmiechu?
Nie widziałem uśmiechu. Widziałem ogromne rumieńce i jej dłoń na ustach. Czyżby nie chciała? Przygryzłem swoją wargę i podrapałem się po karku. Spuściłem wzrok, czerwieniąc się lekko. Chyba się ośmieszyłem...
-N-Nie chcesz...? P-Przepraszam, jak postawiłem ciebie w złej sytuacji...-szepnąłem.
Moja ukochana zbliżyła się do mnie i pocałowała. Automatycznie ją objąłem w pasie, odwzajemniając pocałunek.
-A-Altair.. Nie wiem co powiedzieć! Dziękuje! To... Piękne... - jej kolor ogona i oczu przybrał barwę tęczową.
-Ależ piękne... Piękna to jesteś ty... Jestem prawdziwym szczęściarzem.-uśmiechnąłem się szeroko.-To ja ci dziękuję, że chcesz być tutaj ze mną... Ale brakuje mi nadal twojego uśmiechu, kochanie.
Uśmiechnęła się. Jaka ona przepiękna. Taka delikatna, niczym kwiaty na wietrze. Delikatna jak kwiat wiśni. Moja jedyna, moja ukochana. Jest najcudowniejszą istotą na ziemi.
- A teraz lepiej?
-Tak... Jest cudownie... Kocham cię, księżniczko. A może powinienem powiedzieć, ma ukochana księżniczko...-powiedziałem i ucałowałem ją w nosek.
- Ja też cię kocham, Altair... - spojrzała na swój ogon i chyba się lekko przestraszyła. 
Cofnęła się, opierając na mnie i patrząc na swój ogon. Przeurocze. Dotknąłem go, a potem przejechałem po nim. Uśmiechnąłem się do niej, po czym pocałowałem w czoło. Pogładziłem jej plecy.
-Kochanie... Co ty na to, aby gdzieś wyjść? Może pojedziemy gdzieś w weekend?-zapytałem.
Chciałem dać jej jak najwięcej radości. Niech ma świadomość, że bardzo, bardzo mocno ją kocham... Będę dawał jej wszystko, czego zapragnie...
<Hiyoriś?>
Ilość słów: 781

piątek, 4 maja 2018

Od Altaira do Hiyori

Dziewczyna poszła do łazienki i biednego mnie zostawiła samego jak palec. Uśmiechnąłem się, siadając na jej materacu. Była taka urocza, a teraz na dodatek, była moją księżniczką. Moją miłością, jaką chciałem już od dawna jej wyznać. Bałem się jednak. Ta cholerna dziewczyna od Papierowego Żurawia, którego nie mogę się pozbyć. Tego nie chce drugi ja... Czułem, że gdybym go wyrzucił, nie pozbierałbym się po tym. Tak sobie myślałem o mojej brązowowłosej piękności, aż zobaczyłem godzinę. Pokręciłem głową, nieco się martwiąc. Siedziała w tej wannie tak długo. Zapukałem na początku cicho do środka. Zero odpowiedzi. Teraz uderzyłem nieco mocniej w drzwi.
-Hiyori? Wszystko w porządku?-znowu brak odpowiedzi.
Przerażony już, otworzyłem drzwi z pomocą własnego barku, a raczej wyważyłem je, martwiąc się. Spojrzałem na dziewczynę śpiącą w wannie i uśmiechnąłem się. Wziąłem ręcznik, po czym wytarłem jej twarzyczkę. Potem wyciągnąłem ją, od razu okrywając ją ręcznikiem. Nie miałem zamiaru się przyglądać jej ciału. Jestem dżentelmenem i to nie w moim stylu. Położyłem ją w łóżku i okryłem dokładnie pościelą. Dziewczyna wybudziła się i była w fazie półsnu. Kontaktowała, ale bardzo opornie.
-Al...tair?-zapytała cicho, otwierając lekko oczka.
-Jestem... Śpij spokojnie...-szepnąłem.
Brązowowłosa uśmiechnęła się, łapiąc mnie za rękę. Uśmiechnąłem się z rozczuleniem, po czym pogładziłem jej policzek.
-Śpij kotku... Będę obok i będę ciebie pilnował.-szepnąłem i ucałowałem jej czoło.
Usiadłem tuż obok niej, gładząc ją po włosach oraz po jej policzku. Była taka niewinna i taka urocza... Kocham ją całym sobą...
---
Z samego rana dziewczyna z uśmiechem wybudziła się. Siedziałem ciągle obok niej, również ciągle się uśmiechając. Nie mogłem przestać, widząc jak bardzo urocza moja księżniczka jest. Była dla mnie, jak promyczek z jasnego nieba. Przebijała się zawsze przez mój umysł jako uśmiechnięta dziewczyna z pięknymi rumieńcami. Spojrzałem jej w oczy.
-Dzień dobry księżniczko...-szepnąłem do dziewczyny.
-Mhm... -podniosła się z rozwaloną czupryną i była widocznie zdezorientowana- Co?
-Zasnęłaś w wannie, więc ciebie przeniosłem do łóżka. Nie martw się. Nic nie widziałem. -pocałowałem ją w czoło, po czym zabrałem jej włosy z twarzyczki.
-W wannie... Aha... -nadal nic nie rozumiała, ale po chwili chyba się już obudziła- Czekaj... Co!?
Przygryzłem nieco swoją wargę i skrępowany podrapałem się po karku.
-N-No... Zasnęłaś w wannie i...-wskazałem na jej nogę, która niestety była naga.
Nie mogłem jej przecież ubrać. To by było nietaktowne... Choć... Dobra, po prostu wstydziłem się trochę...Zaczerwieniła się cała i spojrzała pod kołdrę
-Jasna cholera! - otuliła się cała kołdrą z rumieńcami.
-N-Nic nie zrobiłem! O-Obiecuję!-krzyknąłem, po czym spojrzałem jej w oczy.
-Hm... A co jeśli jesteś zboczeńcem w ciele gentelmana? - rzuciła zabawnie.
-No tak! Dzięki!-powiedziałem, zakładając dłonie na piersi.
-Oj, przecież wiem, że nie zrobiłbyś tego.- uśmiechnęła się.
Uśmiechnąłem się szeroko, po czym pocałowałem ją w usta. Pogładziłem jej szyję, przystawiając swoje czoło do jej czoła.
-No już. Mam wyjść? Chcesz się spokojnie ubrać?-zapytałem, gładząc jej szyję.
-Nie, nie musisz wychodzić...
-N-Nie muszę?-zarumieniłem się nieco, patrząc jej w oczy.
-Nie, nie musisz. Ufam ci, Altair...
-Wiem. Miałem coś załatwić. Skarbie, poczekaj na mnie, dobrze? Przyjdę do ciebie... Z prezentem.-szepnąłem jej do ucha, po czym pocałowałem ją w czoło.
-Prezentem? Na jaką okazję... Czekaj... Skarbie?!
Zaczerwieniłem się mocno, po czym odwróciłem nieco skrępowany wzrok.
-N-No... D-Dobrze... Nie będę cię tak nazywał...-szepnąłem, po czym pocałowałem ją w policzek i ruszyłem do wyjścia z jej pokoju.
-N-nie... podobało mi się... - spojrzała na mnie kątem oka.
-Kocham cię, Hiyori.-powiedziałem, po czym wyleciałem z jej pokoju, aby pójść po niespodziankę dla niej.
~~~
Po godzinie stanąłem na balkonie jej pokoju. Dziewczyna siedziała już ubrana, ale nie zauważyła mnie i poszła do łazienki. Było już dość ciemno, więc dziwne, że mnie nie zauważyła. Uśmiechnąłem się i stanąłem przy drzwiach. Brunetka po chwili wyszła, a ja przywitałem ją uśmiechem z założonymi na ramionami na piersi.
-Nie widziałaś mnie, skarbie...?-zapytałem ją dość niskim i poważnym tonem.
-A-Altair? Nie nie widziałam cię. Coś się stało?
-Przez godzinę zdążyłem się stęsknić... -szepnąłem.
Blokowałem jej drogę, więc nie mogła nigdzie przejść.
-Aż tak jestem uzależniająca?-zapytała, a wtedy położyłem dłonie na ścianie po obu stronach jej ciała.
-Tak... Bardzo...-szepnąłem, zbliżając do niej twarz.
-Przepraszam, ale tego uzależnienia nie pozwolę ci się pozbyć...
-Nie chcę się go pozbywać, słońce...-szepnąłem.
Jej oczy oraz ogon obrały kolor niebieski, przez co jeszcze bardziej nie chciałem odrywać od niej spojrzenia. Była piękna i idealna w każdym calu...
-Śliczna jesteś, skarbie...-szepnąłem i zbliżyłem usta do jej szyi, pozostawiłem jej tam malinkę.-No, a teraz niespodzianka...
Pociągnąłem dziewczynę na balkon, po czym wskazałem na krzaki. Po dosłownie kilku chwilach, pojawił się tam biały jak śnieg wilk, który patrzył na Hiyori i... Jakby się uśmiechał?
-To twój prezent, skarbie...-szepnął jej do ucha.
<następne opowiadanie>
<Hiyoriś?>
Ilość słów: 760

niedziela, 8 kwietnia 2018

Od Altaira do Kadara

Zacząłem pałaszować kurczaka, który był taaki dobry. Jedzenie to moja pasja, podobnie jak mojego brata. Wziąłem pałeczki i niczym profesjonalista zacząłem się nimi posługiwać. W sumie, wolałem jeść z ich pomocą, niż z pomocą widelca. Takie spaczenie. No cóż, takie rzeczy się zdarzają. Popatrzyłem na Kadara, który spoglądał na mnie. Chyba był zaskoczony. Szeroko się uśmiechnąłem, po przełknięciu tego, co miałem w ustach.
-Wygodnie ci się tym je?-zapytał, a ja pokiwałem mu łepkiem.
-Jasne. Wolę to od widelców.-wzruszyłem ramionami, wracając do posiłku.
Po kilkunastu minutkach skończyliśmy, odnosząc talerze do kuchni. Pokierowałem się z chłopakiem na dalsze zwiedzanie szkoły. Pokazałem mu sale, mniej więcej zapoznałem go z korytarzami, kończąc na akademikach. Tam to było gadanie piąte przez dziesiąte, więc szybko wyszliśmy, kierując się do miasta. Ah, kochana metropolia. Uśmiechnąłem się, po czym ułożyłem dłonie za sobą. Spojrzałem na ciemnowłosego.
-Jak ci się ogólnie podoba Arelion?-zapytałem.
-Jest tutaj ładnie.
Widać, że gadatliwy nie jest. No cóż, nie każdy musi być duszą towarzystwa, to jasne. Zaprowadziłem go w miejsce, gdzie odbywały się próby naszego zespołu. Od razu wszyscy przywitali go uśmiechami, nawet zazwyczaj zasmucony wszystkim chłopaczek, który niedawno dołączył. Mimo tego, że jest początkującym, dobrze mu idzie gra! Uśmiechnąłem się, sadzając Kadara na jednym w wolnych miejsc, po czym wskoczyłem na scenę, stając za mikrofonem. Wziąłem do ręki swoją gitarę, po czym spojrzałem na kumpli, kiwając głową. Rozpoczęliśmy od naszej ulubionej piosenki.
Zakończyłem małym popisem na gitarze, a potem spojrzałem na Kadara, który chyba wydawał się... Zaskoczony? Zdziwiony? Hm, nawet nie wiem, jaka to dokładnie była emocja. Wraz z grupą kontynuowaliśmy próbę, a czarnowłosy chłopak wyłącznie nas słuchał, ale podobało mu się, bo gdzieś tam w jego ustach ujrzałem uśmiech. W połowie próby zauważyłem też, że na "widowni" usiadła również moja brązowowłosa księżniczka, która z zachwytem patrzyła mi w oczy, a jej policzki raz co raz pokrywał coraz większy rumieniec, kiedy to mrugnąłem do niej.
---
Wróciliśmy do pokoju, a ja zaległem na łóżku, wtulając twarz w poduszkę. Dźwięk wiadomości zmusił mnie do podniesienia się i odebrania jej.
Od Księżniczka<3: Byłeś niesamowity! Przepraszam, że się spóźniłam. Rin nieco mi przeszkodził... ^^
Do Księżniczka<3: Nie martw się m'lady. Cieszę się, że w ogóle przyszłaś. Mam nadzieję, że jutro się spotkamy.
Od Księżniczka<3: Oczywiście, nie uniknę i nie mam zamiaru unikać spotkania z moim księciem.
Uśmiechnąłem się do ekranu, po czym rzuciłem spojrzenie na Kadara, który bawił się ze swoim cerberem. Archer latał nad nimi, wydając z siebie dźwięki jakby zwierzęcego chichotu. W sumie był zawsze taki słodki. Mały, złośliwy potwór.
-I jak wrażenia po dzisiaj?-zapytałem chłopaka, pokazując mu rząd moich białych zębów.
< Kadar? >
Ilość słów: 428

niedziela, 1 kwietnia 2018

Od Altaira do Hiyori

Byłem zadowolony po wczorajszym wieczorze z Hiyori. Widziałem w jej oczach, że dobrze się bawiła. Czułem, że będę musiał częściej z nią wychodzić. Nie mogłem patrzeć na jej łzy. Była piękna, niesamowita i... Altair. Przestań. Nie możesz. Jesteś diabłem w skórze anioła. Zranisz ją, nie kochaj i nie rozkochuj jej w sobie. Chcę, ale nie mogę. Chciałbym, aby była obok mnie na zawsze, ale... Skrzywdzę ją. Podniosłem się z łóżka. Kadar nadal chrapał, co po pewnym czasie stało się do zniesienia. Zauważyłem lampkę w telefonie, która oznaczała, że ktoś do mnie napisał. Odblokowałem komórkę.
Od Nitzan: Yo, słuchaj, byłem wczoraj na tym koncercie. Kim jest ta dziewczyna? Pierwsze widzę, abyś miał w oczach taki błysk! 
Do Nitzan: Moja znajoma. Podoba mi się, ale nie chcę jej zranić... Wybacz Nitzan, szykuję się i wychodzę. Miłego dnia ^^
Ubrałem się w pierwsze lepsze pasujące do siebie ubranie, po czym ujrzałem już buszującego przy moich nogach Archera. Pogłaskałem go, po czym poprosiłem, aby dzisiaj nie przeszkadzał Kadarowi i aby nie dokuczał temu jego cerberowi. W końcu i pożeraczowi trzeba trochę wolnego. Z uśmiechem wyszedłem z pokoju, a potem z akademika. Na podwórku rozłożyłem jedną parę skrzydeł i ruszyłem w stronę miasta. Prawie od razu rzuciło mi się na wzrok, jak ktoś szarpie się brązowowłosą dziewczyną, a na dodatek chce ją gdzieś zaciągnąć. Zanurkowałem, po czym z kopniaka uderzyłem mężczyznę w twarz, przez co ten upadł na ziemię, plując krwią. Spiorunował mnie spojrzeniem i oddałem mu tym samym.
-A-Altair?-zapytała przerażona dziewczyna.
Nie była to byle jaka dziewczyna, tylko moja kochana księżniczka, która cała blada stała jak wryta w ziemię. Osłoniłem ją własnym ciałem, nadal przyglądając się uważnie mężczyźnie.
-Zrobił ci coś? Skrzywdził cię?-zapytałem ją, delikatnie łapiąc jej rękę.
-Nadgarstek, ale to nic wielkiego...
-Jak on w ogóle śmiał ciebie dotknąć!-wrzasnąłem zmodulowanym głosem.
Słysząc samego siebie, wytrzeszczyłem oczy, nadal delikatnie trzymając dłoń dziewczyny. Wziąłem głęboki wdech i wydech, po czym spojrzałem na faceta, który widząc czerwony błysk w moim oku, wstał i zrezygnowany odszedł, burcząc coś pod nosem. Z uśmiechem odwróciłem się do dziewczyny, patrząc jej w oczy.
-Który nadgarstek?-zapytałem, gładząc lekko wierzch jej dłoni.
-L-Lewy...
Ująłem jej lewą dłoń, po czym ostrożnie podciągnąłem rękaw do góry. Zacząłem sprawdzać, czy nie jest złamana czy też skręcona. Musiałem być pewny, skoro ręka była czerwona i widocznie pojawiał się też siniak. Uśmiechnąłem się, kiedy mogła wykonywać wszystkie czynności.
-Nie martw się, to tylko siniak. Już jesteś bezpieczna...-szepnąłem, po czym pogłaskałem ją po głowie.
-A-Ale on... Tak nagle...-była widocznie przerażona.
-Nie bój się. Chodź tutaj.-przyciągnąłem ją najdelikatniej jak umiałem do siebie-No, już. Nikt ciebie nie skrzywdzi, kiedy ja jestem obok. Ci... Już, nie musisz się bać, dobrze?-starałem się ją uspokoić, gładząc jej plecy.
-D-Dziękuję...
-Księżniczko...-złapałem delikatnie jej podbródek, unosząc jej głowę do góry.-Pamiętasz co ci obiecywałem? Za to mi nie musisz dziękować. To jest wyłącznie coś, co chcę zrobić dla ciebie... Abyś była bezpieczna, abyś nie musiała się bać czy też martwić. Proszę cię, nie każ mi patrzeć na twoją bladą od strachu twarzyczkę i te szklane oczka, które zaraz już chciałyby wylać łzy...-szepnąłem jak najcichszym i jak najbardziej uspokajającym głosem mogłem.
-Altair. Jak mogłabym ci nie dziękować...
-Możesz. Nie potrzebuję twoich podziękowań. Jesteś dla mnie za ważną osobą, rozumiesz? Dlatego proszę. Nie płacz, nie bój się. Jestem obok ciebie i będę ciebie bronił pomimo wszystko...-szepnąłem i bardzo delikatnie pocałowałem jej policzek, przez co został lekko świecący się ślad.
Dziewczyna nagle się zarumieniła, po czym odwróciła się do mnie tyłem, łapiąc się za serce. Uśmiechnąłem się. Była nie tylko piękna, ale też i urocza. Zaśmiałem się cicho pod nosem, po czym delikatnie objąłem ją od tyłu.
-Nie wstydź się. Jestem twoim rycerzem. Zawsze będziesz śliczna, nawet z tymi czerwonymi plamami na policzkach...-przejechałem dłonią po jej policzku z uśmiechem.
-Oj! Cicho!-lekko pacnęła moją rękę, którą ją obejmowałem.-Ja wcale się nie czerwienię...
Zaśmiałem się, po czym wziąłem ją sobie na barana.
-Dobra, dobra. Znam takie wymysły. Mnie nie oszukasz, księżniczko.-spojrzałem na nią, odchylając głowę do tyłu.
Nagle delikatne, wręcz aksamitne dłonie dziewczyny zakryły mi oczy. Czyjeś wargi, miękkie, słodkie wargi dotknęły moich ust. Boże księżniczko, dlaczego ty mi to robisz... Chcę być z tobą, chcę być obok ciebie, ale co jak ciebie skrzywdzę...
-Jeżeli cię nie oszukam to przynajmniej będę szczera...-szepnęła i zabrała dłonie z moich oczu.
Teraz ujrzałem jej piękne różowe oczy, idealnie komponujące się  z czerwienią jaka była na jej policzkach. Zdjąłem ją z barana, po czym do siebie przyciągnąłem i pogładziłem po policzku. Uśmiechnąłem się i oddałem jej delikatny pocałunek, równie ostrożnie jak zrobiła to ona.
-Też nie mam zamiaru kłamać... Kodeks rycerski zabrania oszustw...-szepnąłem, przejeżdżając kciukiem po jej policzku.-Jesteś przepiękna...-dodałem również szeptem, co miało pozostać wyłącznie w mojej głowie, ale...
<następne opowiadanie>
<Hiyori?>
Ilość słów: 774

środa, 28 marca 2018

Od Altaira do Hiyori

Nie spodziewałem się, że ten wieczór będzie tak miły. Szczególnie podobało mi się, jak mogłem patrzeć w te różowe oczęta księżniczki. Była przesłodka! Nagle usłyszałem jakieś dzwonienie u dołu mojego płaszcza. Stanąłem w powietrzu, a teraz zauważyłem, że machała się tam bransoletka. Wziąłem ją do ręki, oglądając uważnie. Wiedziałem, że jest to własność Hiyori, więc postanowiłem od razu jej to oddać. Wróciłem się, stając na jej balkonie. Wmurowało mnie, kiedy zauważyłem, że płacze. Zapukałem w drzwi jej balkonu. Na mojej twarzy malowało się zmartwienie. Byłem ciekaw, co spowodowało u księżniczki łzy.... Ta jednak nie słyszała chyba. Jej główka była schowana między nogi, a po jej policzkach płynęły nadal potoki. Bez zbędnych ceregieli otworzyłem balkon, wchodząc do pokoju. Usiadłem obok niej, dotykając jej ramienia.
-Księżniczko? Co się stało? Źle się czujesz? Pomóc ci?-szepnąłem, nie chcąc siadać za blisko.
-Po prostu mam doła..- pociągnęła noskiem, a u mnie wywołała wręcz łamanie serca na części.
-Mam zostać? Chcesz, abym ci przyniósł coś ciepłego do picia?-zapytałem spokojnie.-Chcesz się, nie wiem, przytulić, żeby było ci lepiej?
Brunetka nagle wyskoczyła i wtuliła się we mnie, płacząc. Wydawało mi się, że może potrzebuje czyjejś obecności. Biedna księżniczka. Objąłem ją i z uśmiechem gładziłem jej plecki, aby się uspokoiła. Raz nawet ucałowałem jej czółko.
-No już... Jestem obok. Nie płacz, proszę...-szeptałem uspokajającym głosem.
-Tak mi go brakuje! Tak bardzo!
-No już, hej, nie płacz... Nie chcę, abyś wylewała łzy...-odsunąłem lekko ją, ocierając jej policzki z tych okropnych łez.-Mam zostać? Nie chcesz być sama?-zapytałem spokojnie.
-Tak, proszę.... - schyliła głowę.
Uniosłem jej łepek, kładąc dłoń pod jej podbródkiem. Nasze spojrzenia się złączyły, a ja pokrzepiająco się do niej uśmiechnąłem.
-Nie musisz prosić. Wystarczy, że powiesz, że chcesz. Mam dla ciebie niespodziankę. Masz czas jutro?-zapytałem, gładząc jej policzek.
-M-mam...
-No to idealnie. Wieczorem ubierz się w coś wygodnego, ładnego, czy w co sobie zażyczysz. Przylecę po ciebie, dobrze? Obiecuję, zapomnisz o smutkach, księżniczko.
-Gdzie pójdziemy... Bo nie wiem co mam ubrać, wziąć...
-Zobaczysz jutro. Obiecuję, nie będę kazał ci biegać, choć powiem tyle, że będziemy w miejscu, gdzie jest sporo ludzi.-uśmiechnąłem się do niej.
-No ok... -pociągnęła noskiem, biorąc chusteczkę.
-No już, może się połóż. Jest już późno. Będę siedział obok ciebie i pilnował...
-Nie, nie dam rady spać... Wybacz na chwilkę... -wstała i skierowała się do łazienki, a jej ogonek zrobił się granatowy.
Martwiłem się o nią i to bardzo. W końcu, bez powodu nie nazywam jej Księżniczką, prawda? Jest delikatna, pełna uczucia i wiem, że potrzebuje w tej chwili kogoś, kto da jej choć trochę uwagi... Po chwili dziewczyna wyszła z łazienki ze spuszczoną głową. Wystawiłem do niej dłonie, uśmiechając się.
-No chodź. Skoro nie będziesz spała, to przynajmniej ciebie poprzytulam.
-Już mi lepiej, nie musisz się zmuszać..
-Nawet tak nie mów. Nie zmuszam się. Zależy mi na tym, abyś się uśmiechała. Jesteś księżniczką, a nie uważasz, że księżniczka powinna mieć rycerza? Ja chcę dla ciebie dobrze, nie zmuszam się do tego. -nadal trzymałem ręce w górze, mając nadzieję, że jednak się przytuli.
Moje przeczucie mnie nie pomyliło. Brunetka rzuciła się mi w ramiona, a ja otoczyłem ją silnym, męskim uściskiem. Chciałem, aby poczuła się jak najlepiej. Bo przecież, jest moją księżniczką... Uśmiechnąłem się, gładząc jej włosy i kładąc policzek na jej głowie.
-No, już... Jestem obok ciebie. Zawsze możesz na mnie liczyć. Zawsze możesz się przytulić, wypłakać... Wszystko co sobie zażyczysz...-szepnąłem, po czym odsunąłem się, ujmując jej dłoń.-Mogę złożyć ci rycerską przysięgę?-zapytałem.
-Przysięgę? Jaką przysięgę? Dzisiaj przecież powiedziałeś, że...
-Tak, wiem co powiedziałem, jednak daj mi złożyć ci obietnicę tego, czego sam przestrzegam. Kodeks rycerza jest ważną częścią mnie i chcę ci to powiedzieć wprost i wiedzieć, czy akceptujesz moje słowa, księżniczko.
-Z-zaakceptuję? Kodeks? No dobrze...
Uśmiechnąłem się szeroko, po czym wstałem i uklęknąłem przed nią. Ująłem jej dłoń.
-Księżniczko, jesteś dla mnie jak róża, której będę strzegł jak oka w głowie. Wielbić cię będę, całe me życie. Jesteś dlań oparciem, bo wiem, że do ciebie zawsze powrócić będę mógł i stać obok. Nie ważne czyś płakać, czyś śmiać się będziesz, ja wspierać cię będę całym mym sercem. Księżniczko, oddaj mi swoje serce, a ja na zawsze byłem i będę.-spojrzałem jej w oczy.
Policzki Hiyori pokryły się czerwienią, a ona sama zająknęła się.
-D-Dziękuję.
-Nie dziękuj mi, księżniczko. Akceptujesz przysięgę? Chcesz, abym był obok ciebie?-zapytałem bardzo spokojnie.
-Tak! Chcę, bardzo... - odwróciła wzrok z rumieńcem ,a jej oczy przyjęły jasnoniebieski kolor, podobnie jak ogon. 
Ucałowałem jej rękę z uśmiechem, chwytając też drugą jej dłoń. Wstałem, po czym pogładziłem ją po policzku. Schyliłem się, całując delikatnie jej czoło.
-Dobrze. Tak więc obiecuję. Będę obok ciebie, na tak długo, ile tylko sobie zażyczysz. Jeżeli już ze mnie zrezygnujesz, nadal będę trzymał się kodeksu...
-To bardzo miłe...- rzekła, po czym spojrzała na swój ogon i pisnęła, rumieniąc się.
Uśmiechnąłem się, po czym delikatnie złapałem jej ramiona, kładąc ją na łóżko. Okryłem ją pościelą, siadając obok niej.
-Odpocznij, dobrze?-powiedziałem, a następnie pstryknięciem zgasiłem światło, a tuż nad nią stworzyłem mały świetlik, aby służył za nocną lampkę.
Dłonie dziewczyny skierowały się do światełka, a jej oczka zalśniły.
-Piękne...
Nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Po chwili wypełniłem czerń pokoju w maluteńkich światłach, które wyglądały naprawdę jak świetliki. Spojrzałem na nią, nie mogąc po prostu oderwać wzroku.
-Co uważasz o tym?-zapytałem.
-P-piękne...-z jej oka popłynęła delikatna, mała i pojedyncza łza- P-przepiękne....
Pocałowałem delikatnie jej policzek, po czym zabrałem włosy z jej czoła.
-Proszę, nie płacz... Zaśnij. Będę obok ciebie. Jedna zarwana nocka, to dla mnie nic strasznego...-szepnąłem.
-Poradzę sobie, idź do pokoju, nic mi nie będzie. Nie chcę, byś przeze mnie był niewyspany...
-Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Ostatnio jak poszedłem, płakałaś. Nie zostawię ciebie. Śpij spokojnie.
-Czuję, że odpuścisz.-zamknęła oczy.
Z uśmiechem patrzyłem, jak usypia... Jest piękna... Nie zmienię swojego zdania...
---
Nadszedł czas niespodzianki. Spokojnym krokiem dotarłem korytarzem do jej pokoju, pukając do niego.
Ubrany w czarną marynarkę, czarne spodnie oraz szarą koszulkę, uśmiechnąłem się, spoglądając w bok i czekając, aż księżniczka otworzy mi drzwi. Nagle ujrzałem brązowowłosą. Miała na sobie ciemne, lekko podziurawione jeansy, buty na obcasie oraz top, który podkreślał kolor jej oczu.
-Wyglądasz oszałamiająco, księżniczko.-uśmiechnąłem się i ukłoniłem, podając jej dłoń.-Zapraszam.
-Dziękuję. Ty też jesteś niczego sobie- pochwyciła moją dłoń.
Delikatnie ją przyciągnąłem do siebie, obejmując w pasie, po czym ruszyłem razem z nią do wyjścia z Akademików. Widziałem jak kilka osób przyglądało się nam, ale szczerze mówiąc, nie obchodziło mnie, co inni na ten temat myślą. Z uśmiechem wyszliśmy, po czym pokierowaliśmy się do miasta. Po kilku minutach drogi w ciszy, znaleźliśmy się przed klubem, w którym to dzisiaj obywał się nasz koncert. Na oknach budynku wisiały plakaty zespołu "Creed" ze mną oraz kumplami na nim. Hiyori patrzyła na jeden z nich.
-Tak, myślę, że czas wyjawić moją tajemnicę...-zaśmiałem się.-Gram w zespole i chciałem, abyś dzisiaj była tam, stojąc w pierwszym rzędzie. 
-W zespole? To wspaniale! Będę krzyczeć najgłośniej! Ostatni raz byłam na koncercie podczas... Z resztą nie ważne, idziemy?
Uśmiechnąłem się zadziornie, po czym wprowadziłem ją do klubu tylnym wejściem. Dałem jej bilet z miejscem przy scenie, po czym pocałowałem jej czółko.
-Dziękuję. Zaczynamy za kilka minut. Nie ruszaj się z miejsca, bo ci je zajmą.
Dziewczyna kiwnęła głową, a ja wraz z kumplami wszedłem za kulisy. Złapałem za gitarę oraz sprawdziłem czy mikrofon działa. Potem kurtyna się uniosła, a nasze mikrofony zaczęły działać. Ja miałem jednak dwa. Jeden normalny, na specjalnym stojaku, a drugi przygotowany, przyczepiony do kołnierzyka. Nastroiłem raz dwa gitarę, po czym rozejrzałem się po sali.
-Dziękujemy za tak liczne przybycie! Zaczniemy od czegoś, co było naszą pierwszą piosenką i też tą, która odniosła tak wielki sukces!-powiedziałem, a potem rozpoczęły się owacje.
Lecz zanim rozpoczęliśmy grę, odszedłem od mikrofonu, oddając gitarę zastępczemu gitarzyście i podszedłem do miejsca, gdzie stała Hiyori, podając jej dłoń.
-Chodź. To jest wieczór dla ciebie i mnie, księżniczko.-mój głos rozprzestrzenił się na całej sali.
-J-Ja?-podała mi dłoń, a ja ją wciągnąłem do siebie na scenę.
-Tak, księżniczko.-uśmiechnąłem się i mrugnąłem do niej.
Złapałem jej dłoń, zaczynając śpiewać. Obróciłem ją wokół jej własnej osi, tańcząc z nią. Kiedy rozpocząłem refren, rozłożyłem skrzydła, nie mogąc przestać się uśmiechać. Uniosłem się delikatnie z nią nad ziemię. Całą piosenkę, tańczyłem z nią w bliżej nie określonym stylu, ale widocznie brunetka bawiła się na dobre. Kiedy skończyłem, przyciągnąłem ją do siebie i ucałowałem ją w czoło.
-No i jak? Chyba ci się podoba. Będziemy tak tańczyć do upadłego, jak tylko sobie zażyczysz.-powiedziałem, zakrywając mikrofon dłonią. 
-Oj, zażyczę. Na scenie pojawia się druga strona Hiyori -spojrzała mi w oczy.
-No to dajesz, ślicznotko!-krzyknąłem, po czym znowu zacząłem z nią tańczyć i śpiewać.
---
Wyszliśmy o drugiej w nocy, a dziewczyna mi już prawie, że padała w ramiona. Zaśmiałem się, po czym wziąłem ją w swoje ramiona. 
-Dziękuję ci. Od dzisiaj, będę ci rezerwował bilety, abyś nadal mnie wspierała. Kiedy będzie dużo czasu, z pewnością znowu wciągnę cię na scenę i będę z tobą tańczyć, póki noc młoda, moja księżniczko.-uśmiechnąłem się do niej, rozkładając skrzydła.-A teraz, muszę ciebie odnieść. Bo już długo nie pobalujesz... Czas odpocząć.-uśmiechnąłem się.
-Cieszę się, choć muszę przyznać, jestem wykończona. Świetnie tańczysz, Altair!
-Uczę się od mistrzyni.-spojrzałem na nią wymownie.-Dzisiaj chcesz, abym został? Czy wolisz być sama? Ale jednak, masz nie płakać.-zabrałem jej włosy z czoła i wzleciałem w górę.
-Dzisiaj pozwolę ci odpocząć po wyczerpującej nocy.
-Dobrze, ale obiecuję. Wieczorem przyjdę, aby sprawdzić, czy wszystko w porządku...
Stanąłem na balkonie, całując jej czoło.
-Śpij dobrze, księżniczko. Obiecuję, jutro się zobaczymy.
Wzleciałem do góry i ruszyłem do swojego pokoju. Na miejscu, zauważyłem, że Kadar już śpi, więc w miarę cicho poszedłem wziąć prysznic. Następnie wskoczyłem do łóżka, patrząc na Papierowego Żurawia... Zapomnij. Odwróciłem się, zapadając w sen. Ostatnie co słyszałem i widziałem to ten piękny uśmiech i śmiech różowookiej brunetki.
<następne opowiadanie>
<Hiyori?>
Ilość słów: 1607

środa, 14 marca 2018

Od Altaira do Hiyori

-Niech inni mówią, że jesteśmy szaleni, że jesteśmy potworami, że nie mamy prawa do życia. Nie obchodzi mnie ich zdanie! Pierdolę to! Po prostu żyj chwilą i nie oglądaj się w przeszłość, Altair...Zrób to dla siebie i...Dla mnie...
Widząc w oczach dziewczyny łzy, zamrugałem z niedowierzaniem i zarazem ogromnym smutkiem. Było mi jej tak żal... Namąciłem jej w głowie i teraz może przeze mnie cierpieć. Zacisnąłem dłonie w pięści, a potem zdjąłem kaptur.
-Zdanie innych może rzeczywiście ciebie nie obchodzi...-szepnąłem idąc powoli w jej stronę.-Jednak prawda jest taka, że bez znaczenia jaka by ta osoba nie była, miła czy nie i tak zawsze będzie miała miano potwora. Nie mam prawa bytu po tym, co zrobiłem kiedyś, a raczej co On zrobił. Boję się tego, że kogoś zranię. Szczególnie ciebie. Wiem, nie powinienem tego mówić, ale jednak jesteś dla mnie moją księżniczką i dla mnie na zawsze będziesz miała takie miano. Bez znaczenia co by się stało. Jednak właśnie dlatego nie chcę ciebie nigdy skrzywdzić...-podszedłem do niej, po czym założyłem kosmyk włosów za jej ucho i uniosłem jej podbródek, aby na mnie spojrzała.-Zrozum to, że nie chcę, aby ci się coś stało. Odpowiadam za ciebie, bo jestem twoim rycerzem, który damę musi zawsze ochronić...
-Nie chcę takiej ochrony... Altair, przeczysz sam sobie. Masz prawo do bycia szczęśliwym!
-Może i przeczę, bo moja ochrona polega na tym, że chcę, abyś nigdy nic do mnie nie czuła. Nie mam prawa szczęścia. Jestem archaniołem, którego zła część została zaklęta w ostrzu. Nie wiadomo kiedy, ale może się on wydostać i nie wiem co się może stać. Dlatego nie chcę mieć nikogo obok, choć tego chcę. Wybacz mi księżniczko.-powiedziałem, po czym odwróciłem się od niej i smętnym krokiem chciałem odejść.
-Archanioł, czy demon...Nieważne, bo to nadal anioł. Prawda?!-wrzasnęła.
Stanąłem w miejscu, odwracając nieco do niej głowę.
-Nie. Nie jestem aniołem. Nie jestem demonem. Nie jestem archaniołem. Jestem zwykłym człowiekiem, który pragnie być wolny. Nie mogę tego uczynić.-rzekłem bardzo chłodno, a po moim policzku popłynęła łza.-Dla kogoś takiego, szczęście nie istnieje...
-To stój sobie w miejscu! Stój i nic nie rób, bo po co?! Pewnie, nie będę się do nikogo zbliżał, bo wszystkich zranię. Bzdura! Teraz ranisz mnie jeszcze bardziej. Mieli rację, nie będę się do nikogo zbliżała, bo po co, lepiej się odsunąć niż walczyć z problemem- powiedziała sarkastycznie i ze łzami w oczach, odwróciła się i miała zamiar pójść
Odwróciłem się do niej, po czym stworzyłem przed nią świetlną ścianę. Kiedy ta się odwróciła do mnie, ja stałem już przed nią. Złapałem ją za rękę i gniewnie spiorunowałem spojrzeniem. Nie znosiłem, kiedy ktokolwiek mówił takie rzeczy.
-Szanuję twoje słowa, jednak nie masz racji. Myślisz, że nic nie robię. Myślisz, że tylko uciekam. Mylisz się. Bardzo. Dla ciebie to może nic, ale dla mnie to jest najważniejsze, aby nikogo nie skrzywdzić. A na pewno, aby nie skrzywdzić tak pięknej księżniczki, która zasługuje na księcia, a nie na zabójcę, który kiedyś może ją zabić...-powiedziałem, po czym puściłem jej dłoń.
-Altair...Wytłumacz mi, bo nie rozumiem. Jak mogę być twoją księżniczką, a ty moim księciem, gdy tak desperacko próbujesz mnie spławić!
-Nie będę twoim księciem. Nie próbuję ciebie spławić. Próbuję ciebie ochronić przed samym sobą. Jestem złem wcielonym, a nie chcę taki być. Nie mogę tego zmienić. Chciałbym być szczęśliwy, ale to niemożliwe...-powiedziałem, po czym spojrzałem jej w oczy.
Były pełne determinacji. Wiem, że jej zależy, mi też, ale nie mogę jej skrzywdzić. Nie mogę jej nawet drasnąć. Chciałbym, aby była szczęśliwa, ale z kimś innym. Z kimś, kto może się zająć ją i pozwolić jej spokojnie żyć. Ze mną tego nie będzie miała. Zawsze pojawi się problem, zawsze będę niszczycielem. 
-Matko, jaki ty jesteś głupi! Jak możesz mi to mówić po tym wszystkim. Naprawdę było tak źle?! Naprawdę byłam taka beznadziejna?
Czyli ten czas, to wszystko...To kłamstwo?! Ja wcale nie chcę tracić tego wymarzonego księcia, Altair!
Uśmiechnąłem się pod nosem, ponownie nakładając kaptur na głowę. 
-Nie powiedziałem, że jesteś beznadziejna. Nie uważam tak i nigdy nie mam zamiaru. Nie było mi źle, bo bez powodu nie chcę ciebie chronić przed sobą. Jednak wiem, że jesteś zawzięta... Nie chcę ciebie zranić, księżniczko. Nie mów o mnie wymarzony książę, bo nim nie będę. Nie jestem idealny, więc nie można tak mnie nazwać. Bardzo mi na tobie zależy, dlatego obrałem za cel chronienie ciebie przede mną. Jestem diabłem, archaniołem w skórze anioła. Dlatego, wybacz... Wybacz, że nie będę taki, jaki chcesz.
-Altair...-zbliżyła się do mnie i popatrzyła mi w oczy.- Każdy ma w sobie zepsutą część, ja też, ale nie mam zamiaru przez to zabierać sobie szczęście. Gardzę tą demoniczną stroną i robię jej na złość tak, jak tylko potrafię. Nie mam zamiaru odbierać sobie szczęśliwych chwil, bo żyje się tylko raz. Jeżeli bardzo tego chcesz, to to osiągniesz. Wszystko jest możliwe. Musisz tylko tego chcieć...
Spojrzałem jej w oczy, po czym pochwyciłem delikatnie jej dłonie i rozłożyłem swoje skrzydła. Ponownie delikatnie się uśmiechnąłem z dalszym kapturem na głowie. Głęboko westchnąłem i przyciągnąłem do siebie brunetkę. Ująłem ją ostrożnie w talii, a potem bardzo szybko wyleciałem w powietrze. Dziewczyna mocno się mnie chwyciła, a ja po chwili zahamowałem. Nim otworzyła oczy, wszystko przygotowałem. Kiedy już rozejrzała się, wydała z siebie dźwięk zachwytu. Byliśmy wysoko na nocnym niebie, a wokół latały małe świetliki jakie stworzyłem za pomocą swojej mocy. Spojrzała mi w oczy, a ja się uśmiechnąłem.
-Chcę być szczęśliwy. Jednak to nie zmienia faktu, że nie chcę też ciebie skrzywdzić, bo jestem do tego zdolny. A raczej nie ja, tylko On. Włada pewną częścią mnie, księżniczko. Obiecaj, że jeżeli poczujesz się przeze mnie zraniona. Zostawisz mnie. Nie zbliżysz się. Naprawdę. Będę cierpiał, ty też, jak nie zrobisz tego o co tak ciebie proszę...-szepnąłem, przytulając ją do siebie.
-Zrobię na złość temu komuś i się do ciebie zbliżę. Mam gdzieś to, że możesz mnie skrzywdzić. Poza tym może, a na pewno to dwa różne słowa, Altair...
-Wiem, ale masz mi obiecać. Jesteś zbyt ważna, aby patrzeć na twoje cierpienie. On nie próżnuje w środkach... Dlatego proszę cię, uważaj. Jak chcesz być obok, musisz być bardzo rozważna... Nie zniosę patrzeć kolejny raz na czyjeś cierpienie...-szepnąłem.
-Będę uważać, Altair, dziękuję! - wtuliła się we mnie z uśmiechem.
Zaskoczony spojrzałem na nią, a potem delikatnie się uśmiechając, objąłem ją. Była urocza. Przeurocza. Chwilę później uniosłem jej podbródek, gładząc ją kciukiem po policzku. Nadal się uśmiechała. Naprawdę była szczęśliwa...
-Nie dziękuj mi. Jestem rycerzem. Osobą, która musi chronić piękne księżniczki. Dlatego przyrzekam, że będziesz dla mnie priorytetem. A teraz, chyba czas wracać, nie uważasz? Chyba, że wolisz tutaj zostać jeszcze chwilę...-dłonią wskazałem na otaczające nas nocne niebo i stworzone przeze mnie świetliki.

<Hiyori?>

Ilość słów: 1105

wtorek, 13 marca 2018

Od Altaira do Hiyori

Przyglądałem się jak brunetka cieszyła się jazdą na łyżwach. Pełna gracji i radości z jazdy. Spojrzałem na swoje łyżwy, po czym ponownie na dziewczynę, która z radością nadal wykonywała przeróżne figury, poczynając od zwykłych wyskokach, a kończąc na zadziwiająco pięknych axelach każdego rodzaju. Uśmiechnąłem się, ciągle patrząc na księżniczkę. Gdy zakończyła swój taniec, zacząłem klaskać, a gdy ta podniosła głowę z uśmiechem, ruszyłem w jej kierunku. Pochwyciłem ją w drodze, unosząc ją delikatnie nad ziemię i trzymając ją blisko siebie w pozycji ,,na pannę młodą". Dziewczyna się zarumieniła, patrząc na mnie ze zdziwieniem, trzymając dłonie blisko siebie. Nie wiem dlaczego, ale coraz częściej widzę w niej jeszcze mocniej istotę uroczą i piękną. Przyglądałem się uważnie jej oczom, które... Cóż, były pełne zdziwienia i wstydu. Uśmiechnąłem się delikatnie, po czym nadal jeżdżąc po lodowisku z nią na dłoniach, skakałem z lekkością, wykonując łatwe wyskoki. Wolałem nie ryzykować, aby nie stała się jej krzywda. Kiedy powoli zbliżał się czas, aby wrócić do pokoju, odstawiłem ją delikatnie, złapałem jej dłoń i obróciłem ją wokół jej własnej osi, niczym w pięknym tańcu. Brązowowłosa się zaśmiała, po czym wbiła we mnie spojrzenie.
Zaczęła bawić się palcami, więc zaśmiałem się pod nosem. Ponownie do niej podjechałem, cofając się z nią pod ścianę. Na jej policzkach dostrzegłem jeszcze większy rumieniec. Zachowałem poważną minę. Uniosłem dłoń, kładąc ją po jej lewej stronie, a wolną dłonią pochwyciłem jej rękę, splatając nasze palce.
-Księżniczko... Obiecaj mi jedną rzecz.-szepnąłem, patrząc jej w oczy.
-Ale jaką...?
-Nie ważne co by się stało, nie ważne, czy by się waliło, czy paliło... Nigdy i to przenigdy nie kochaj mnie.-szepnąłem, nadal patrząc jej prosto w oczy.
Słowa te wychodziły z moich ust z bólem i to ogromnym. To tak trudne dla mnie. Jednak musiałem... Nie mogłem jej nigdy i to przenigdy skrzywdzić, a wiedziałem, że kiedyś nadejdzie dzień, kiedy mogłem to zrobić... Nawet przypadkiem. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, a ja czułem, jak serce zaczyna mi się łamać.
-C-co? Czemu...
-Kiedyś nadejdzie taki dzień, że nawet cholernym przypadkiem zrobię ci krzywdę. Tego nie chcę. Nie mógłbym patrzeć na cierpienie innej osoby. Dlatego proszę. Nie rób tego. -szepnąłem, po czym założyłem jej kosmyk włosów za ucho.
-Nie mogę ci tego obiecać, Altair.
-Uwierz, że nie robię tego z łatwością. Boli mnie to, że nie mogę robić tego, co chcę. Jeżeli On wydostanie się, zrobię ci krzywdę. Nie wspominam już o tym, że ostatnim razem to ja zostałem zaklęty w ostrzu na dobre kilka lat. Dlatego, nie chcę, abyś cierpiała z mojego powodu. Obiecasz czy nie, ostrzegałem ciebie, księżniczko. Wybacz.-szepnąłem, po czym delikatnie musnąłem ustami jej czoło.
Cofnąłem się i wyjechałem w kierunku wyjścia z lodowiska. Moje serce krwawiło. Na pewno sprawiłem jej przykrość, ale wolałem powiedzieć jej to wcześniej, niż żeby cierpiała jeszcze mocniej potem. Zacisnąłem dłonie w pięści. Zdjąłem swoje łyżwy, po czym ruszyłem do szatni. Opuszczając lodowisko, musiałem odwrócić się ostatni raz w jej kierunku. Na początku patrzyła na mnie, jednak widząc moje spojrzenie, spuściła głowę. Wybacz mi, Księżniczko. Żałowałem, że przez wydarzenia z przeszłości, boję się być szczęśliwy. Wtedy omotała mnie, omotała Jego. Kiedy to się stało, po prostu wybrała tego potwora. Ten jej zaufał. Kiedy minęło tak wiele lat, ona wybrała śmierć, mimo że mogła pozostać. Cieszyłem się, że umarła. On opadł z sił fizycznych i psychicznych, dzięki czemu mogłem ponownie zamknąć go w ostrzu. Przecież od tamtego czasu, nigdy się nie przemieniłem. Zacisnąłem mocno dłoń w pięść, patrząc na nią. Czarne, skórzane rękawiczki zaskrzypiały pod wpływem nacisku. Po moim policzku popłynęła łza, która po spłynięciu zetknęła się z rękojeścią katany. Usłyszałem śmiech, który wybudził mnie z transu. Cholerny... Usiadłem na ławce, wkładając palce we włosy. Zamknąłem mocno oczy, a w ciemności ujrzałem uśmiech oraz brązowe włosy... Dlaczego. Nie mogę jej zranić, nigdy. Wiem, że nie chcę tego, ona też... 
---
Wyszedłem na zewnątrz, wdychając chłodne, wieczorne powietrze. Uniosłem głowę do nieba, po czym przeciągnąłem się. Poczułem jak kości mi trzaskają. Wyjąłem telefon, wyłączyłem tryb cichy, po czym sprawdziłem SMS-y. Oczywiście, zasyp wiadomościami od mojego kumpla z zespołu. Milion wiadomości tekstowych, głosowych, poczta zasypana. Powariował. Napisałem mu bardzo szybko, że dzisiaj nie mam siły na żaden trening i że pojawię się jutro. Odpowiedź nadeszła prawie od razu z potwierdzeniem. Dobrze. 
-Altair... Myślisz, że uciekniesz od tego...?-zapytał nagle ten głos, a ja zacisnąłem pięści.
-Nie odzywaj się. Jesteś tylko zaklętą w ostrzu moją złą częścią. Nie ujawnię jej, dopóki nie będzie tego wymagała okazja. Nie oszukasz mnie kolejny raz.-burknąłem, idąc powoli ku akademikom.
-Zobaczymy, Aniołku... Jeszcze się przekonasz, że to ja wygram i ponownie znajdę sobie duszyczkę... Mist to przeszłość. Znajdę kogoś innego, choć nadal czuję coś do tamtej blondyny. 
Krzyknąłem, wyjmując ostrze z pochwy. W odbiciu sztyletu ujrzałem czarnowłosego chłopaka z czerwonymi oczami, którego wygląd był prawie, że identyczny do mojego. Różniło nas jedynie kolor źrenic oraz barwa włosów. To On. Istota, przez którą cierpiałem przez kilka lat w ostrzu. To miało być jego więzienie, a nie moje. Cierpiałem... Ubolewałem. Chciałem ostrzec Mist. Chciałem, aby uciekła od niego. Myliłem się. On był o wiele silniejszy... Dlatego też ojciec go tam zaklął i mogę go jedynie ja wydostać. Jednak czy ja chcę? Nie. Nie chcę. Dla mnie on nie istnieje, ale on i tak kiedyś wygra... Bałem się, lecz kiedy pojawił się jego uśmiech, ostrze ponownie skryłem w skarpecie, a sam nałożyłem na głowę kaptur. Spojrzałem w niebo, a minęła chwila, zanim zrozumiałem, że nie jestem tutaj sam. Spojrzałem w kierunku tej osoby, a raczej osobniczki... Od razu rozpoznałem brązowe włosy, piękne różowo-fioletowe oczęta. Lekko wytrzeszczyłem oczy, patrząc na nią.
-Księżniczko?-zapytałem, widząc jej zmartwione spojrzenie.
<następne opowiadanie>
<Hiyoriś?>
Ilość słów: 922

sobota, 10 marca 2018

Od Altaira do Kadara

Odpoczywałem spokojnie z Archerem na łóżku. Hares latał wokół mojej głowy bardzo długi czas, kiedy to wreszcie mu się znudziło, zaległ na moich nogach. Pogładziłem miękkie futerko, uśmiechając się. Uwielbiałem to uczucie. Takie gładkie i aksamitne. Jednak sierści Delilah nie przebije! Pogładziłem zwierzaka po głowie, uśmiechając się. Jedno moje oko uciekało ku Papierowemu Żurawiowi. Dumnie stał na najwyższej z półek, a ja wiedziałem, że tam będzie bezpieczny. Ani Archer, ani nikt inny go nie dotknie. W końcu, wbrew pozorom, to zwykły skrawek papieru, ułożony w papierowego żurawia. Dla mnie jednak miał tak ogromną wagę. Spojrzałem na drzwi, które się nagle otworzyły. Zbudzony Hares niczym surykatka spojrzał na drzwi i zaczął skakać po moich kolanach. Położyłem dłoń na jego głowie. Wysoki. Miał też bardzo uroczego cerbera. Choć nie przepadam za tymi zwierzętami, ten na swój sposób był dość słodki... Chłopak spojrzał na mnie, po czym odstawił walizkę.
- Hej… Jestem Kadar Umei… Twój nowy współlokator – rzekł, robiąc krok w moją stronę, tym samym kierując do mnie swoją dłoń.
Uśmiechnąłem się uroczo do czarnowłosego, po czym wstałem, ściskając jego dłoń.
-Miło mi ciebie poznać Kadar. Jestem Altair Gabriel Taiga. Mów mi Altair. Naprawdę cieszę się, że wreszcie będę miał z kim porozmawiać wieczorami.
Wysoki chłopak uśmiechnął się do mnie, po czym cicho się zaśmiał. Dogadamy się. Umie się śmiać. Nie jest wyprany z emocji. Idealnie. Zabrałem dłoń, po czym spojrzałem na mojego pupila. Wystawiłem do niego dłoń, a ten wskoczył na moje ramię. Wróciłem wzrokiem do nowego lokatora.
-Kadar, poznaj proszę Archera. To mój pupilek. Od razu mówię, jest zwariowany i może robić nieco problemów. Przepraszam za niego.-rzekłem, a zwierzak zaczął skakać na moim przedramieniu, po czym niczym opos zrobił z mojej ręki gałąź.
Chłopak pokazał na swojego cerbera, po czym zwierzak szczeknął.
-To King, mój towarzysz. Również za niego przepraszam, a szczególnie za skarpetki oraz szczekanie.
Zaśmiałem się cicho. Hares po chwili zleciał z mojego ramienia i zawisł w powietrzu nad psem. Trzygłowy pupil szczeknął, a złośliwy królikopodobny cudak zaczął latać po pokoju, dokuczając szczeniakowi swoim ogonem. Położyłem dłonie na biodrach, kręcąc głową. Przyłożyłem dłoń do twarzy, a potem zmierzwiłem swoje włosy.
-No, właśnie o tym mówiłem. On taki jest. Wariat i tyle. Jednak lubi wszystkich i na pewno nie robi tego po to, aby być w złych stosunkach z Kingiem. Chyba chce się bawić. Chyba...-podrapałem się po karku, po czym spojrzałem na telefon, który zaczął wibrować.-Przepraszam na moment. Czuj się jak u siebie, bo jesteś u siebie. Zalecam ci jak najszybciej się rozpakować, to może uda mi się ciebie oprowadzić.
Odszedłem kawałek na bok, po czym odebrałem przychodzące połączenie. Pierwsze, co usłyszałem to głośne "Joł~!" mojego kumpla z zespołu. Zamknąłem jedno oko, gdyż natężenie dźwięku było ogromne. Ten to zawsze miał za dużo powietrza w płucach, bo zanim ucichł, zdążyłem zrobić pięć okrążeń w tą i z powrotem po pokoju.
-Altair, ziomku, dzisiaj musimy się spotkać. Mamy jakieś zlecenie, aby zagrać na jakieś pomniejszej imprezie, więc pojaw się. Trzeba zobaczyć jakie piosenki tam wystawimy. Może być tam gdzie zawsze?-zapytał mnie.
-Jasne, wyjdę za godzinę. Nie spóźnijcie się tylko, bo poza zespołem mam własne życie... Kumasz czaczę?-powiedziałem, bawiąc się kosmykiem swoich białych włosów.
-No doobra, ziomku, nie martw się. Wyjdę przed tobą i na pewno zdążę z chłopakami. Elo!
Połączenie zostało zakończone, a ja po dłuższemu przyglądaniu się ciemnemu ekranowi, spojrzałem na współlokatora, który rozkładał swoje rzeczy do szafek. Uśmiechnąłem się, zakładając dłonie na piersi.
-Kadar, mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. Połączymy zwiedzanie Arelionu wraz z przejściem się na próbę mojego zespołu. Co ty na to? Myślę, że warto by było, abyśmy się zakolegowali. Nie przepadam za kwasami w pokoju. -mrugnąłem do niego, uśmiechając się nadal szeroko, ukazując rząd białych ząbków.
< Kadar? >
Ilość słów: 613

wtorek, 6 marca 2018

Od Altaira do Hiyori

Hiyori, Hiyori, Hiyori. Imię tej brązowowłosej dziewczyny o fiołkowo-różowych oczętach odbijało się w mojej głowie jak piłeczka ping pongowa. Otworzyłem drzwi do pokoju, a na przywitanie wyskoczył mi Archer, który zaczął latać wokół mojej głowy chyba na najwyższej szybkości. Uśmiechnąłem się, po czym w odpowiedniej chwili go złapałem w dłonie, uśmiechając się do niego szeroko. Zwierzak zaczął piszczeć z radości i machać swoim ogonem. Co ja się z nim mam... Kiedy już mu bardzo nudziło się w moich rękach puściłem go. Cieszyłem się, że posiadam tak niesamowite stworzenie i tak przyjazne. Dobra, z tym przyjazne nieco przesadziłem, ale w każdym razie jest dobrym kumplem. Spojrzałem na Papierowego Żurawia, który znaczył dla mnie tak wiele. Sięgnąłem po origami, biorąc je w dłoń i delikatnie przejeżdżając palcami po jego skrzydłach. Wraz z moim dotykiem zaczął emanować białym światłem, a u dołu zaczął jakby kapać cień w stanie ciekłym. Skrzywiłem się, kiedy poczułem jak coś płynie po moim policzku. Odłożyłem papierową rzecz, po czym podszedłem do łazienki. Lustro, a w nim? Moja twarz. Pół moich włosów białych, pół czarnych. Strona jasna miała żółte oko, a ciemna czerwone, a z niego wypływała czarna łza. Cholera. Złapałem się za głowę. Świat wokół mnie lekko zawirował.
-Altair~...-ktoś szepnął, a ja nadal z szeroko otwartymi oczami patrzyłem na umywalkę.-Altair~...
Ten głos... Znam ten głos... Kim jesteś. Czym jesteś. Pokaż mi się. Kobiecy głos po chwili zaczął cichutko, melodyjnie się śmiać. Mam deja vu... Kim ona jest. Spojrzałem w lustro, a za mną stała blondynka o uśmiechniętej twarzy i o różowo-fioletowych oczętach.
-Altair... Nie pamiętasz mnie? Nie pamiętasz jak się razem śmialiśmy... Ja dobrze pamiętam. Twoje piękne czarne włosy, czerwone oczy...-objęła mnie ramionami, choć tego nie czułem.-Altair...
-Mist...-szepnął ten drugi ja przeze mnie.
Nie pamiętam jej, ale druga część mnie ją tak dobrze kojarzy. Tafla lustra zafalowała, a ja ujrzałem tą dziewczynę. Stała przy oknie w błękitnej kreacji i z czerwonymi kwiatami w dłoni. Na co patrzyła? Nie wiedziałem, ale widocznie ją to zaciekawiło. Nagle jej spojrzenie pokierowało się na mnie i uśmiechnęła się.
-Altair... Dziękuję.-powiedziała, ukazując mi rząd jakże pięknych, białych ząbków.
Czułem, jakbym i ja się uśmiechnął, wyciągnął do niej dłonie. Ta rzuciła mi się w ramiona, światło w łazience zamigotało, a wszystko... Wróciło do normy. Rozejrzałem się bardzo szybko, po czym wstałem z ziemi. Upadłem? Nic nie pamiętam. Przejrzałem się w lustrze. Miałem normalne, białe włosy i swoje żółte oczy. Dobrze. Już jest dobrze. Opuściłem toaletę, spoglądając kątem oka na Papierowego Żurawia. Nie dotknę już go. Nie mogę. Co mnie opętało, że to zrobiłem... Wściekły na siebie usiadłem na łóżku, zaciskając ze złości pięści. Kurwa... Spuściłem głowę, starając się uspokoić myśli. Archer usadowił się na moich kolanach, patrząc na mnie. Pogłaskałem go, po czym biorąc głęboki oddech, położyłem się i po prostu usnąłem.
---
Obudziłem się wcześnie, mimo tego, że był weekend. Ogarnąłem się w łazience oraz ubrałem w jak najwygodniejsze rzeczy, czyli szara koszulka, czarna marynarka oraz czarne spodnie. Uśmiechnąłem się pod nosem, zarzuciłem torbę oraz swoje skrzypce w futerale na ramię i ospałym krokiem ruszyłem się z Akademika. Wolno, nie śpiesząc się szedłem chodnikami i rozglądałem się wokół. Było tutaj tak pięknie. Nie zapowiadało się na deszcz, a słoneczko pięknie grzało. Kwiatki rosły, owady brzęczały w zielonej trawie, a ludzie szczęśliwi ładną pogodą też odpoczywali. Przebyłem drogę przez miasto i wkroczyłem w bramy parku. Przeciągnąłem się i spacerkiem dostałem się na polankę, gdzie zazwyczaj odczuwałem zastrzyk weny. Odłożyłem swoją torbę, a z futerału wydostałem białe jak śnieg skrzypce. Ułożyłem je na swoim ramieniu, po czym rozpocząłem grę, ciesząc się piękną pogodą oraz tym, że jestem sam. Po chwili też rozłożyłem dwie pary swoich skrzydeł, czułem się tak niesamowicie...
<Hiyori?>
Ilość słów: 605

niedziela, 4 marca 2018

Witamy - Altair Gabriel Taiga!

Imię i nazwisko: Altair Gabriel Taiga. Posiada jeszcze trzecie imię, ale raczej się tym nie chwali. Jest ono Art. Nie ma pojęcia, dlaczego jego rodzicom tak przygrzało do łba, aby miał trzy imiona, ale nie narzeka. Każde mu się podoba!
Pseudonim: Gabryś, Aniołek. Bardzo jednak lubi swoje imię i preferuje, kiedy inni mówią mu właśnie Altair. Jednak ten chłoptaś to cudowna osoba i nie pogardzi nowym przezwiskiem, byleby go tylko nie uraziło!
Wiek: 19 lat
Data urodzin: 14 lipca
Płeć: Pełnoprawny mężczyzna o silnym, rycerskim sercu!
Orientacja: Heteroseksualny
Partner: Natrafił na piękną księżniczkę, która mu zamąciła w głowie. Spotyka się ze swoją damą serca-Hiyori Kurushimi. Kocha ją bardzo, bardzo mocno i nie pozwoli, aby ktokolwiek jej dotknął.
Klasa: II Medyczna
Kluby: Klub kulinarny | Klub jeździecki
Rasa: Archanioł
Specyfika: Chłopak o silnym sercu i poczuciu własnej wartości. To właśnie utrzymuje jego grzeczną, bardzo spokojną i urokliwą formę. Gdyby nagle zaczął tracić na swojej dumie, zaczął martwić się o ważne dla niego rzeczy czy też osoby, jego zła strona wzrosłaby na sile. Kiedy Altair ma formę grzecznego aniołka, ma białe włosy oraz złote jak gwiazdy oczy. Jego charakter gentelmena nie ulega zmianie. Kiedy jednak przemienia się w ,,diabła" nie jest już tak różowo... Białe jak śnieg włosy okrywają się czernią, a złote oczy zalewa szkarłat. Staje się on bezwzględny i okrutny, a moc światła przemienia się w moc cienia. Nigdy nie chce wejść w stan zła, bo nie chce zrobić nikomu najmniejszej krzywdy. Jego nierozłączna katana to brama do złej części jego. Jeżeli sobie by zażyczył, mógłby z niej korzystać na co dzień, ale przez jego złote serce nie może tego zrobić. Postanowił, że uwolni ją wyłącznie w krytycznych sytuacjach. Przywołuje ją słowami: "Bramo do Wrót Piekieł, proszę, użycz mi mocy zła, abym mógł skorzystać z niej w swoich własnych dobrych czy też złych celach..."
Charakter: Altair to gentelmen o wrażliwym charakterze. Jest wiecznie miły i udaje mu się utrzymać bez znaczenia od sytuacji dobry nastrój oraz uśmiech na twarzy. Dzięki swojemu przyjacielskiemu-jak też i czasami, ale baaardzo rzadko zadziornemu-nastawieniu, ma talent do zaprzyjaźnienia się z prawie każdym. Zawsze bierze winę na siebie, aby uchronić innych kosztem swojego dobra. Czasami można o nim powiedzieć, że jest łatwowierny, bo zazwyczaj ufa każdemu bezgranicznie, oczekując też, że inni ufają mu tak, jak on im. Nosi na sobie plakietkę osoby szarmanckiej, optymistycznej i bardzo miłej osoby. Nie lubi patrzeć na konflikty innych, przez co często ingeruje w kłótnie, chcąc je zniszczyć w zalążku. Nie wpada łatwo w złość, nawet jeśli jest lekceważony czy poniżany. Cały czas się uśmiecha i z determinacją kroczy przed siebie. Wkłada dużo wysiłku w cierpliwość i wyrozumiałość. Ma talent spostrzegawczy, przez co z łatwością może wydedukować uczucia innych po ich mimice twarzy. Na uprzejmość reaguje uprzejmością, a na gniew gniewem. Zdarza mu się nierozważnie podjąć decyzję, nie myśląc o jej konsekwencjach. Martwi się bardzo o swoich przyjaciół i broni ich pomimo wszystko, jest wobec nich lojalny i dba o ich dobro. Altair to romantyk i czeka na panią, która podbije jego serce tak, że nie będzie mógł jej opuścić na krok. Kobiety traktuje z należytym szacunkiem, a na dodatek często obdarowuje je prezentami, a dokładniej kwiatami. Nie jest casanovą i nie będzie. Kocha bardzo mocno swoje rodzeństwo i uwielbia spędzać czas z każdym z nich, jednak to Kagami zyskał jego największą sympatię. O swoim życiu, mówi, że to właśnie on jest rycerzem i musi pomagać osobom w potrzebie i ratować wszystkich z opresji. Żyje kodeksem rycerskim z czego jest bardzo dumny i szczęśliwy.
Aparycja: Wygląd pana Altaira... Cóż, pierwsze co z pewnością rzuca się w oczy to jego piękne, złote oczy oraz jego wzrost (193 cm). Zazwyczaj błyszczą w nich drobne światełka, a bijąca od nich aura dobroci aż kusi, aby wiecznie stać w pobliżu chłopaka i cieszyć się obecnością tego archanioła. Ma delikatną twarz na której zawsze widnieje uśmiech. Rzadko kiedy spotyka się, że jest smętny i nie ma chęci do życia. Z jego złotymi oczętami ładnie komponują jego białe jak śnieg włosy, które zawsze ma w opanowanym nieładzie, przy czym ma tył trochę dłuższy i te kosmyki leżą spokojnie na jego obojczykach. Na szyi zazwyczaj ma związany mały sznureczek, który zakrywa opleciony w tym samym miejscu tatuaż. Jego strój jest przeróżny, raz może nosić kimono, raz płaszcz i tym podobne, niecodzienne ubiory. Nikt jednak nie narzeka, więc i on jest z tego powodu zadowolony. Przez świat kroczy z szarmanckim uśmiechem. U pasa wiecznie ma swoją katanę. Nie raz przywołuje ileś par skrzydeł, które zależnie od jego humoru obierają inny kształt. Mogą być ogromne, mogą być też mniejsze, obierają kolor bieli lub bieli i czerni. To wszystko zależy od jego emocji.
Głos: NateWantsToBattle
Pokój: 43
Współlokator: Kadar Umei
Zainteresowania: Jedynym, najważniejszym zainteresowaniem Altaira jest muzyka. Od małego dzieciaka czuł do tego pasję i do teraz uczy się gry na coraz to bardziej zaawansowanych instrumentach. Teraz potrafi już grać na pianinie, gitarze, flecie, harfie i skrzypcach. Uwielbia też jeździectwo oraz figurową jazdę na łyżwach. Uwielbia czytać i z chęcią nazywa siebie molem książkowym.
Moce: 
-Moc światła i cienia- ten Archanioł przez swoje geny odziedziczył obie moce. Jednak każda z nich jest zarezerwowana dla każdej z jego stron. Na co dzień Altair używa mocy światła, bo nie uważa jej za aż tak destrukcyjną. Cienia boi się użyć i nie spieszy mu się do użycia go.
-Anielskie skrzydła- jak dobrze się to nazywa, tak też idealnie ukazuje co ta moc działa. Dzięki niej, może przywołać maksymalnie pięć par skrzydeł, a minimalnie jedną parę. Jednak są one zależne od jego emocji. Kiedy na przykład jest zły, mogą być one w połowie czarne, a wtedy ma on nieco większą szybkość, a kiedy jest przerażony skrzydła są białe, a ich ilość jest wtedy zależna od natężenia emocji.
-Leczenie- geny anioła od matki umożliwiły mu leczenie innych oraz siebie. Jednak nie może on uzdrowić swoich własnych, śmiertelnych ran. Z kolei regenerowanie ran innych nie sprawia mu problemu.
-Zmiennokształtny- geny boga śmierci zdziałały swoje w jego ciele i to właśnie dzięki nim odziedziczył zdolność przemiany. Teraz umie się wyłącznie przemieniać w tygrysa albinosa oraz w białego gryfa nieco dużych rozmiarów. Podobnie jak Kagami, po przemianie choruje, ale leczy się wówczas swoimi mocami.
-Anielska Pieśń-przywołuje dusze aniołów z zaświatów, aby mu pomogły w walce. Dusze zazwyczaj są potężne i siła chłopaka nie utrzymuje tak wielkiego nagromadzenia przywołanych widm. Kiedy tego używa, często mdleje na bardzo długi czas i leci mu krew z nosa. Może też zmienić swoją formę na tą złą.
Rodzina: 
Mama Asuna Taiga- anielica, która swoim dobrym sercem zawsze kochała każde ze swoich dzieci. Jest dumna z Altaira i pragnie, aby był najszczęśliwszy i mógł zawsze cieszyć się miłością.
Ojciec Arisue Taiga- bóg, który wbrew wszystkiemu kocha swojego drugiego syna. Jest z niego dumny, bo dzięki swoim umiejętnościom zapieczętował w katanie moc swojego syna. Lekko zawodzi go myśl, że jest tak kulturalny i grzeczny.
Brat Kagami- półbóg, a na dodatek bliski mu przyjaciel. Spędzał z nim dużo czasu kiedy był jeszcze mały, ale potem chłopak o nim zapomniał, a ojciec przestrzegł go, aby czekał na odpowiedni moment na spotkanie się z nim. Bardzo za nim tęskni.
Siostra Shura- archanioł, a dokładniej jego bliźniaczka, choć jej moce są bardziej agresywne. Kocha siostrę i dla niego mógłby już nigdy się z nią nie rozstawać. Zawsze czuje się dobrze w jej towarzystwie.
Braciszek Behemoth (czyt. Bekemot)- demon o dobrym sercu, który unika swoich przemian jak ognia. Zazwyczaj ma w swoim bracie ogromne oparcie, co bardzo uszczęśliwia chłopaka. Nie przepada za bardzo za Kagamim, jednak nie okazuje tego.
Pupil: Archer Delilah i Sanarra
Inne: 
-Ma na szyi tatuaż z napisem ,,Arcangelo o non Arcangelo, sono ancora una persona ordinaria", znaczy to ,,Achanioł czy nie Archanioł, nadal jestem zwykłym człowiekiem",
-Kocha gorzkie espresso,
-Nie znosi słodyczy,
-Kocha jeść i gotować,
-Jego perfumy mają zazwyczaj zapach kwiatowy. Ulubione mają zapach róż,
-Jest w grupie muzycznej, która często odbywa koncerty na imprezach szkolnych jak i poza szkolnych, znani są jako ,,Creed", Altair jest tamtejszym pierwszym głosem, a zarazem głównym wokalistą i gitarzystą,
-Ten chłoptaś ma nawyk, a raczej lekkie uzależnienie od robienia origami. W jego pokoju jednak ważne miejsce zajmuje Papierowy Żuraw, który wiele dla niego znaczy, a dlaczego? Tylko on to wie...
Kontakt: YukiKunoka [hw]
Motto: ,,Archanioł czy inne stworzenie, rasa, potwór, monstrum... Co to ma za znaczenie, skoro każdy z nas jest tutaj uwięziony i każdy z nas ma miano zwykłego człowieka"
Źródła zdjęć: Pinterest, of course
Relacje: 
Kagami Aisaka Taiga- jego starszy brat, który odziedziczył moce boga. Jest z tego zadowolony, bo wie jak wielką odpowiedzialność nosi na barkach jego braciszek. Jednak bądź co bądź podziwia brata i uwielbia spędzać z nim czas!
Nitzan Jashimoto- przyjaciel, którego bardzo szanuje i traktuje go pod każdym względem jak dobrego kumpla. Lubi z nim spędzać czas na oglądaniu różnych filmów lub też na innych, typowo męskich wypadach.
Hiyori Kurushimi- jego dziewczyna, którą bardzo mocno kocha i nie chce, aby stała się jej najmniejsza krzywda. Broni jej jak lew i na pewno, gdyby musiał, oddałby życie, aby tylko ona była zdrowa i szczęsliwa. Znali się kiedyś w dzieciństwie i niedawno sobie o tym przypomnieli. Po tym, są jeszcze bliżej niż kiedykolwiek. Marzy, aby w przyszłości mieć bliźniaków- Haise i Kanekiego, którzy byliby ich dziećmi. Wstydzi się o tym jej powiedzieć.
Tadayoshi Kirishima- kumpel Altaira, którego białowłosy bardzo szanuje. Gra z nim w zespole. Tadayoshi to jego basista, a dogadują się jak bracia. Wraz z Nitzanem tworzą zgarną paczkę.
Shura Saphira Taiga- siostra bliźniaczka, która uwielbia. Razem lubią się śmiać i często spotykają się, aby porozmawiać.
Behemoth Levi Taiga- młodszy brat, którego zawsze wspiera. Obaj siebie szanują, choć chłopak bardzo lubi mu dokuczać.
Kadar Umei- jego kumpel z pokoju. Dogadują się i na pewno nie ma między nimi konfliktu.
Ważne opowiadania: ---
Inne zdjęcia: (po kliknięciu na zdj, lepsza jakość)